Zamach na wolność słowa! CMWP SDP w obronie koncesji naziemnych dla Telewizji Republika i w Polsce24

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko skandalicznej decyzji  Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego , który 9 kwietnia 2025 r. uchylił decyzję  KRRiT  o odmowie koncesji dla kanału Polska24.  Decyzja ta może oznaczać w praktyce  unieważnienie przyznania koncesji  na nadawanie naziemne programu telewizyjnego dla TV Republika i Telewizji wPolsce24.

Stacje  te w czerwcu 2024 roku w  konkursie prowadzonym przez konstytucyjnego regulatora rynku mediów czyli Krajową Radę Radiofonii i Telewizji   na miejsce na  multipleksie  MUX-8  otrzymały  koncesję na nadawanie tego programu. Teraz, po 8 miesiącach rynkowego funkcjonowania obu stacji  WSA  podważa legalność koncesji zarówno TV Republika, jak i w Polsce24.  CMWP SDP informuje, iż obejmuje monitoringiem tę sprawę  i niezwłocznie poinformuje o jej przebiegu wszystkie europejskie instytucje, które zajmują się monitorowaniem pluralizmu i niezależności mediów w Unii Europejskiej.

W ocenie CMWP SDP  decyzja Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego jest zamachem na wolność słowa demokratycznego państwa.  Jego fundamentem jest m.in.  przestrzeganie przez władze zasady wolności prasy, poszanowania dziennikarskiej niezależności oraz rygorystyczne przestrzeganie zasady pluralizmu mediów.  Wolność słowa  oznacza, iż zagwarantowana i chroniona jest  nie tylko wolność wyrażania swoich poglądów, ale także  pozyskiwania  i rozpowszechniania  informacji. Pluralizm mediów to z kolei  możliwość dostarczania odbiorcom przez media różnych opinii i idei, a w celu   ochrony funkcjonowania pluralizmu strukturalnego i pluralizmu zawartości państwa demokratyczne tworzą odpowiednie przepisy prawne i mają specjalne procedury postępowania.  Na ich straży stoi wymiar sprawiedliwości . Dzisiejsza decyzja WSA łamie te  fundamentalne dla polskiego systemu  medialnego zasady  w całej rozciągłości. Niejasne są powody podjęcia tej radykalnej decyzji, przedstawione ustnie uzasadnienie Sądu zawierało wiele nieprawdziwych i niepotwierdzonych informacji, co samo w sobie świadczy o wątpliwych podstawach prawnych i faktycznych do podjęcia tego tak radykalnego i kontrowersyjnego orzeczenia.

Ukarany ma być także regulator rynku mediów.  Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji zgodnie z decyzją Sądu ma zapłacić ponad 10 tys. zł kosztów postępowania. W dniu ogłoszenia w/o wyroku Przewodniczący  Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Maciej Świrski oświadczył,  że KRRiT złoży skargę kasacyjną na wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Maciej  Świrski podkreślił  również, że do czasu prawomocnego zakończenia postępowania koncesje Telewizji Republika oraz Telewizji wPolsce24 nadal obowiązują.

CMWP SDP informuje, iż obejmuje monitoringiem tę sprawę  i że niezwłocznie poinformuje o jej przebiegu europejskie instytucje, które zajmują się monitorowaniem pluralizmu i niezależności mediów w Unii Europejskiej.

 

                                                                                    dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP, prezes SDP

 

Warszawa, 9 kwietnia 2025 r.

 

HIENA ROKU 2024 dla Doroty Wysockiej-Schnepf i Grzegorzorza Nawrockiego z TVP w likwidacji – relacja + wideo

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przyznał antynagrodę dziennikarską. Hienę Roku 2024 dostali Dorota Wysocka-Schnepf i Grzegorz Nawrocki z TVP w likwidacji, autorzy programu z cyklu „Niebezpieczne związki” wyemitowanego w TVP INFO 10 października 2024 roku pod tytułem „Czy PiS odpowie za finansowanie Rydzyka”.

Kilka argumentów decydujących o przyznaniu Hieny Roku 2024 Dorocie Wysockiej-Schnepf i Grzegorzowi Nawrockiemu przedstawił wiceprezes SDP Mariusz Pilis. „Wspomniane osoby naruszyły prawie wszystkie zasady, jakie winni przestrzegać dziennikarze. Są one zapisane w polskiej i międzynarodowej Karcie Etyki Dziennikarskiej. Dziennikarstwo jest służbą społeczeństwu. Tymczasem autorzy programu zlekceważyli obowiązek szacunku dla prawdy i prawo opinii publicznej – odbiorców telewizji do poznania prawdy” – mówił Pilis.

„Autorzy nie zachowali zasady rzetelności w zbieraniu i publikowaniu informacji oraz prawa do bezstronnego komentowania. Program zbudowali na rzekomych faktach, które w rzeczywistości nie miały miejsca. Nie podali też żadnych źródeł swoich informacji” – podkreślił Mariusz Pilis w imieniu ZG SDP.

ZG. SDP podczas ogłoszenia przyznania Hieny Roku 2024

Uzasadnienie przyznania antynagrody przyznanej przez ZG SDP przedstawił Rzecznik Rzecznik Dyscyplinarny SDP Wojciech Reszczyński:

„Hienę Roku 2024 otrzymują dziennikarze – Dorota Wysocka-Schnepf i Grzegorz Nawrocki, autorzy programu telewizyjnego z cyklu <<Niebezpieczne związki>> wyemitowanego w TVP w likwidacji,  w dniu 10 października 2024 roku, pod tytułem – <<Czy PiS odpowie za finansowanie Rydzyka>>” – oznajmił Reszczyński.

„Grzegorz Nawrocki wspólnie z Witoldem Krasuckim już raz, w 2001 roku, otrzymał od SDP antynagrodę Hiena Roku za wyemitowany w TVP 1 reportaż pt. <<Dramat w trzech aktach>>, w którym rozmówcy twierdzili, że przekazywali pieniądze z Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego działaczom Porozumienia Centrum, partii braci Kaczyńskich. Program wyemitowano tuż przed kampanią wyborczą do Sejmu w trakcie urzędowania Lecha Kaczyńskiego jako ministra sprawiedliwości. Po latach sąd skazał oszczerców, telewizja przeprosiła braci Kaczyńskich, a współautor reportażu Grzegorz Nawrocki powrócił niedawno do TVP w likwidacji, jak widać po kolejną Hienę Roku” – mówił Wojciech Reszczyński.

Rzecznik Dyscyplinarny SDP wskazywał dalej na szczególnie negatywne dla dziennikarstwa cechy programu Doroty Wysockiej-Schnepf i Grzegorza Nawrockiego:„Ten prymitywny przekaz, przypominający komunistyczną propagandę minionych lat, ma podtrzymać narrację, że zakonnik, osoba konsekrowana, o. dr Tadeusz Rydzyk jest patologicznym symbolem nierówności prawa w Polsce i że władza wreszcie musi coś z tym zrobić. Tym bardziej że, jak utrzymują autorzy programu, za zakonnikiem stoi opozycyjna partia Prawo i Sprawiedliwość, która <<finansuje Rydzyka>>. To kolejne kłamstwo wkomponowane nieprzypadkowo w bieżące działania rządu zmierzającego do odebrania finansowania dla PiS” – mówił Wojciech Reszczyński prezentując uzasadnienie przyznania Hieny Roku 2024.

Oto tekst całego uzasadnienia ZG SDP ws. przyznania Hieny Roku 2024:

Uchwała ZG SDP ws. przyznania HIENY ROKU 2024

Prezes SDP Jolanta Hajdasz podkreśliła, że decyzja o przyznaniu antynagrody ogłaszanej przez SDP od 1999 roku z dwoma przerwami, jest dla władz stowarzyszenia zawsze smutne, ale po prostu należy to robić bijąc na alarm w sprawach szczególnie bulwersujących. „Zawsze Hieny Roku zapadają w pamięć, bo pokazujemy, czego nie wolno robić, jak nie należy postępować” – mówiła Hajdasz.

Ogłoszenie antynagrody Hiena Roku 2024 przyznawanej przez ZG SDP – do lewej: prezes SDP, dyrektor CMWP SDP dr Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP Mariusz Pilis, Rzecznik Dyscyplinarny SDP Wojciech Reszczyński Fot. SDP

„Teraz to jest bardzo wymowne, że ZG SDP przyznał Hienę Roku 2024 jednogłośnie, właściwie bez wątpliwości. Takiego <<dziennikarstwa>> nie wolno uprawiać” – powiedziała prezes SDP dodając, że władze stowarzyszenie dokładnie przeanalizowały program. „Ważne jest pokazanie przykładów tak jak w prezentacji [podczas ogłaszania Hieny Roku 2024 pokazano slajdy szczegółowo dokumentujące formy nadużyć -red.] biorąc nawet na siebie ryzyko, że ktoś nas pozwie do sądu. Nie boimy się, mamy argumenty” – podsumowała Hajdasz.

Rzecznik Dyscyplinarny SDP Wojciech Reszczyński podkreślił, że przyznawanie antynagrody jest trudne, ale konieczne. „Nie możemy być obojętni wobec zła, które się dzieje. Dziennikarze muszą służyć społeczeństwu, nie mogą służyć mamonie, nie mogą służyć wrogom Polski” – wskazywał publicysta. „Polski dziennikarz musi mieć na uwadze polską rację stanu, musi doceniać rolę tysiącletnią rolę Kościoła, bez niego państwo polskie nie przetrwałoby” – zwrócił uwagę Rzecznik Dyscyplinarny SDP.

„Było wielu kandydatów do tej antynagrody, bo dziennikarstwo zeszło na psy – mówię to z całą odpowiedzialnością. W tym przypadku przeważyło to, że działalność tej dwójki dziennikarzy jest niezwykle szkodliwa” – podkreślił Wojciech Reszczyński

Wieloletni prezes SDP a teraz członek ZG SDP Krzysztof Skowroński, że nie ma idealnego świata, gdzie brak jest powodów do wręczania antynagród dziennikarskich. „Pokazaliśmy fakty, a szczególnie bulwersujące jest to, że w programie mówiono, o rzekomych <<nadużyciach Kościoła i ojca Rydzyka oraz PiS>> tak, jakby wszystko było już udowodnione, a była to tylko agresywna <<publicystyka>> oparta w dużej części na manipulacji” – powiedział Skowroński.

Frament prezentacji multimedialnej przedstawianej przez prezes SDP Jolantę Hajdasz

Prowadząca spotkanie, na którym ogłoszono przyznanie antynagrody Anna Popek z ZG SDP powiedziała, że nadal ma nadzieję na powrót prawdziwej misji dziennikarstwa. „Rzeczywistość jednak wskazuje, że może być inaczej” – zaznaczyła Popek.

Janusz Życzkowski z ZG SDP przyznał, że dużo łatwiej przyznawać prawdziwe nagrody niż piętnować przykłady złego dziennikarstwa. „To jest taki branżowy alarm, że na pewną formę aktywności medialnej nie ma naszej zgody” – podkreślił Życzkowski.

 

 

 

Relacja wideo:

„Mowa nienawiści – diabelska strategia” – konferencja z udziałem CMWP SDP

Jakie niebezpieczeństwa czyhają w przygotowywanej nowelizacji kodeksu karnego, penalizującej tak zwaną mowę nienawiści? Jakie szanse obrony ma i będzie miał dziennikarz oskarżony w ten sposób? Jakie są szanse na zablokowanie tej regulacji  oraz  jakie inne niebezpieczeństwa zagrażają obecnie wolności słowa – to pytania, na które odpowiadała dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP i prezes SDP w czasie  konferencji w Bydgoszczy pt. „Mowa nienawiści – diabelska strategia”.

Odbyła się ona 8 lutego, a jej organizatorami były Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy, stowarzyszenie Akcja Katolicka i Civitas Christiana z Bydgoszczy, a także Biuro Turystyczno – Pielgrzymkowe Frater z Bydgoszczy. Patronat honorowy nad konferencją objął ks. dr Krzysztof Włodarczyk, biskup diecezji bydgoskiej. Patronem medialnym wydarzenia był Tygodnik Bydgoski.

W czasie konferencji  jubileusz 40 -lecia święceń kapłańskich świętował ks. prof dr hab. Tadeusz Guz z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.  Wygłosił on wykład pt. „Etos miłości chrześcijańskiej, a <<mowa nienawiści>>.” Ks. Profesor podkreślił w nim brak jednoznacznej, naukowej definicji tego pojęcia oraz to, że  samo określenie „mowa nienawiści” budzi poważne wątpliwości prawne co do jego precyzji, a jego niejasność była wielokrotnie krytykowana np. przez Sąd Najwyższy. Jolanta Hajdasz podała szereg przykładów współczesnych kar za wypowiedzi, które można kwalifikować jako mowę nienawiści. Zadziwiająca jest niestety reguła, iż kary są wysokie, gdy dotyczą wypowiedzi dziennikarzy konserwatywnych, prawicowych, czy katolickich, a znikają, gdy podobne w wymowie zdania wypowiadają osoby o poglądach liberalnych i lewicowych, zgodnych z tzw. poprawnością polityczną. Mechanizm ten jest coraz częściej zauważalny także w naszym kraju, choć niestety tłumi to wolność słowa – powiedziała Jolanta Hajdasz . Podczas konferencji  sala była wypełniona po brzegi, wzięło w niej udział ponad 150 osób.

Wywiad red. Michała Jędryki z Tygodnika Bydgoskiego z  Jolantą Hajdasz:

https://tygodnikbydgoski.pl/rozmowy/zagraza-nam-nowa-forma-cenzury-rozmowa-tygodni-k-a-wideo-10-2-25

Protest w obronie PIOTRA LISIEWICZA przed siedzibą Radia Poznań

Przed siedzibą Radia Poznań odbył się protest przeciwko usunięciu red. Piotra Lisiewicza z Rady Programowej tej rozgłośni. Bezprawną decyzję w tej sprawie podjęła Rada Mediów Narodowych, mimo iż nie ma podstawy prawnej tego działania oraz brak jakiegokolwiek merytorycznego uzasadnienia tego odwołania  w uchwale RMN.

Decyzja ta zbiegła się w czasie z krytyką opinii red. Piotra Lisiewicza na temat działań Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy  wyrażanej w TV Republika.    Przeciwko bezprawnemu odwołaniu red. Piotra Lisiewicza z funkcji przewodniczącego Rady Programowej Radia Poznań przez  RMN protestuje CMWP SDP.

Przed siedzibą Radia Poznań 3 lutego br. zebrało się ponad 50 osób z Poznania i wielkopolskich miast.

Byli wśród nich także dziennikarze – członkowie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich,  w tym red. Barbara Miczko-Malcher, nestorka dziennikarstwa radiowego w  Polsce, pracująca w Radiu Poznań ponad 50 lat i red. Jan Martini, publicysta, laureat Nagrody Głównej Wielkopolskiego Oddziału SDP w konkursie dziennikarskim w 2021 roku.

W imieniu SDP  głos zabrała dr Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia.

Stanowczo protestujemy przeciwko bezprawnemu odwołaniu red. Piotra Lisiewicza z funkcji przewodniczącego Rady Programowej Radia Poznań przez Radę Mediów Narodowych i apelujemy o przywrócenie go na to stanowisko.  Protestujemy także przeciwko temu, iż z nieznanych przyczyn z internetu  zostało usuniętych ponad 200 audycji jego autorstwa pt. Wywiad z chuliganem. W kontekście działań RMN i Apelu Kolegium Redakcyjnego Radia Poznań w likwidacji jest to kolejna szykana, która ma charakter cenzury i prowadzi do eliminacji z przestrzeni publicznej dorobku zawodowego cenionego dziennikarza  – powiedziała Jolanta Hajdasz.

Stanowisko SDP zebrani przyjęli oklaskami. Oświadczenie odczytane zostało  w czasie protestu zamaskowanych Strażników Wolności Słowa, jak nazwano manifestację, ponieważ część protestujących przed Radiem Poznań miała na twarzy maski symbolizujące protesty z 2012 r. przeciwko cenzurze Internetu wprowadzanej przepisami zwanymi  „Acta” i „Acta 2”.

Relację na żywo z protestu nadawała Telewizja Republika.

Więcej na ten temat TUTAJ

 

Poniżej tekst protestu CMWP SDP:

Protest przeciwko odwołaniu red. Piotra Lisiewicza z Rady Programowej Radia Poznań

Protest przeciwko odwołaniu red. Piotra Lisiewicza z Rady Programowej Radia Poznań

Centrum Monitoringu  Wolności Prasy SDP stanowczo protestuje przeciwko bezprawnemu odwołaniu red. Piotra Lisiewicza z funkcji przewodniczącego  Rady Programowej Radia Poznań przez Radę Mediów Narodowych  29 stycznia 2025 r. i apeluje o przywrócenie go  na to stanowisko.

Szczególnie bulwersujące jest przy tym brak podstawy prawnej tego działania oraz brak jakiegokolwiek merytorycznego uzasadnienia tego odwołania  w uchwale RMN . Zbiega się to w czasie z krytyką opinii red. Piotra Lisiewicza na temat działań Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy  wyrażoną  w  Apelu „Kolegium Redakcyjnego Radia Poznań”, w którym jako „jawnie pejoratywne” określono następujące wypowiedzi red. Piotra Lisiewicza o Jerzym Owsiaku : bajkopisarz, „najgorszy hejter III RP” i „świecki święty” .  Trudno rozdzielić oba te fakty, gdyż wykonanie tej bezprawnej uchwały RMN powierzyła „likwidatorowi” Radia Poznań, który jest członkiem w/w Kolegium Redakcyjnego tego radia i który rozwiązał z nim umowę o współpracy.

CMWP SDP przypomina , że każdy dziennikarz i publicysta ma prawo do własnej oceny  publicznych osób i wydarzeń oraz że ma prawo publikować je w mediach. Analizowanie i roztrząsanie kwestii publicznych należy do ustawowych zadań prasy, bowiem prasa, zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej Polskiej, korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli
i krytyki społecznej (art. 1 ustawy – Prawo prasowe). Nie można abstrahować od faktu, że w Polsce występuje silna (i wzmacniająca się) polaryzacja poglądów na tematy istotne dla życia publicznego, ale w prawidłowo funkcjonującej demokracji spory  są zjawiskiem normalnym. W tym kontekście  CMWP SDP stanowczo podkreśla, iż red. Piotr Lisiewicz ma prawo formułować krytyczne opinie  np. na temat WOŚP i ma prawo wyrażać oburzenie opinii publicznej na dany temat (abstrahując nawet od oceny, czy słuszne).  Pozbawianie go pełnionych funkcji w konsekwencji wykonywania przez niego zawodowych obowiązków dziennikarza jest szykaną i lekceważeniem dziennikarskiej niezależności.

CMWP SDP podkreśla , że odwołanie red. Piotra Lisiewicza  nastąpiło wbrew obowiązującej Ustawie o radiofonii i telewizji, która opisuje tryb powołania członków Rad Programowych, ale nie przewiduje ich odwołania przed upływem 4-letniej kadencji.  O odwołaniu członków Rad Programowych nie mówi także Ustawa o Radzie Mediów Narodowych.  Obecnie Rada nadała więc sobie nieistniejące uprawnienia. Potwierdziła to sama Rada Mediów Narodowych w  październiku 2022 roku, gdy część Rady chciała odwołać ówczesnego przewodniczącego Rady Programowej Radia Kraków oskarżonego o gwałt, ale zakwestionował to prawo reprezentujący Lewicę Robert Kwiatkowski, członek Rady Mediów Narodowych. Rada nie odwołała wówczas  przewodniczącego Rady Programowej Radia Kraków, bo wg jej ówczesnych opinii „Rada Mediów Narodowych może odwołać zarząd albo Radę Nadzorczą, ale nie członka Rady Programowej, który musiałby sam złożyć rezygnację lub zawiesić zasiadanie w Radzie, by zostać usunięty z jej składu” (cytat za https://www.wirtualnemedia.pl/artykul/rada-mediow-narodowych-jakub-b-radio-krakow-rada-nadzorca-pap).

Dodatkowo z nieznanych przyczyn z przestrzeni publicznej zostało usuniętych ponad 200 audycji pt. „Wywiad z chuliganem”  zrealizowanych przez red. Piotra Lisiewicza  we współpracy z Radiem Poznań w latach 2016 – 2023. W kontekście działań RMN i Apelu Kolegium Redakcyjnego Radia Poznan „w likwidacji” jest to kolejna szykana, która ma charakter cenzury i prowadzi do eliminacji z przestrzeni publicznej dorobku zawodowego cenionego dziennikarza. W demokratycznym państwie nigdy nie powinno to mieć miejsca.

Piotr Lisiewicz jest dziennikarzem od ponad 30  lat, związany jest od początku swojej pracy zawodowej z tygodnikiem „Gazeta Polska” .  W uznaniu jego dorobku dziennikarskiego w 2023 roku został uhonorowany nagrodą Laur Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.Funkcję przewodniczcego Rady Programowej Radia Poznan pełnił przez 8 lat, czyli przez dwie ostatnie 4-letnie kadencje (2017 -2025) .

Apelujemy do Rady Mediów Narodowych o poszanowanie prawa i  dziennikarskiej niezależności oraz  o wycofanie się z tej kontrowersyjnej uchwały.

w imieniu  Zarządu SDP, CMWP SDP oraz Zarządu Wielkopolskiego Oddziału SDP

Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

 

Warszawa – Poznań, 3 lutego 2025 r.

Wraca cenzura – odwołanie dziennikarza PIOTRA LISIEWICZA z Rady Programowej Radia Poznań za krytykę Jerzego Owsiaka

Przejęta przez koalicję rządową Rada Mediów Narodowych odwołała dziennikarza Gazety Polskiej i TV Republika Piotra Lisiewicza z Rady Programowej Radia Poznań, której publicysta był przewodniczącym. To cenzura wypowiedzi – tak to oceniają nie tylko media konserwatywne. Zdaniem Lisiewicza jego zwolnienie jest bezprawne, bo członków rad programowych nie można odwołać.

Szef RMN poseł PO Wojciech Król na platformie X poinformował o odwołaniu Lisiewicza. „Media publiczne są dziś wolne od agresji i hejtu” – napisał Król.

Po przejęciu przez większość rządową RMN, rada nie komentuje oficjalnie pracy innych mediów innych niż konserwatywne. Na przykład protestów w sprawie kontrowersyjnych wypowiedzi pracowników TVP. Przypominają to internauci. „[pisownia oryginalna – red.] Media publiczne wolne dziś od agresji i hejtu!? Te najwolniejsze to programy Wysockiej-Schnepf, Czyża i Dobrosz-Oracz” – napisał na platformie X Adam Kuźniewski cytowany przez portal Biznes Alert – Media Alert (BA – MA).

Lisiewicz – jak sam przyznaje – krytykował Jerzego Owsiaka od ponad 30 lat. W połowie stycznia br. kierownicy redakcji bezprawnie przejętego przez rząd Radia Poznań mieli zaprotestować przeciwko wypowiedziom dziennikarza. Lisiewicz opisał lidera WOŚP jako m.in.: „najgorszego hejtera III RP”, „bajkopisarza” czy „świeckiego świętego”.

Lisiewicz nazwał jego usunięcie bezprawiem. Publicysta przypomniał, że ustawowo RMN powołuje członków rad programowych mediów publicznych, ale w przepisach nie ma mowy o ich odwołaniu.

Media Alert przypomniał niektóre wpisy w sieci z komentarzami w sprawie odwołania Lisiewicza z Rady Programowej Radia Poznań. Internauci zwracają uwagę, że odwołanie Lisiewicza za jego poglądy o Owsiaku to przykład cenzury [wpisy oryginalne – red.] „Czy w Polsce jest jeszcze wolność słowa?” – pytał na X Wojciech Szymczak.

„Piotr Lisiewicz aresztowany za krytykę Owsiaka. Przepraszam, przejęzyczyłem się, na razie tylko wyrzucony z Radia Poznań !!” – napisał na X internauta o pseudonimie „wampirek”. „Wolność słowa nie istnieje, wróciła cenzura 2.0!” – ocenił Mateusz. „Owsiak ma zapewniony parasol ochronny. Jest nietykalny” – napisał na X Marcin Edo.

 

opr. red.  Biznes Alert – Media Alert/ TV Republika/ X/ pm

Odpowiedź Krzysztofa Skowrońskiego z ZG SDP na ataki w tekście z miesięcznika Press 1-2/ 2025

W związku z mnożącymi się manipulacjami wobec FSD i SDP a także władz Stowarzyszenia, publikujemy odpowiedź Krzysztofa Skowrońskiego z ZG SDP na ataki w tekście z miesięcznika Press 1-2/ 2025

Miesięcznik Press w artykule „Stowarzyszenie Dziennikarskich Przelewów” zapoczątkował kolejny atak na Stowarzyszenie dziennikarzy Polskich i Fundację Solidarności Dziennikarskiej. Do tej pory nie odpowiadałem na rozmaite nieprawdziwe teksty Press, bo nie poważam redakcji, której jednym z zadań jest zniesławianie dziennikarzy i instytucji których światopogląd odbiega od lewicowo-liberalnej sztampy, a w świecie, gdzie kłamstwo i manipulacja stały się normą człowiek obojętnieje na takie zdarzenia.

Teraz też zachowałbym się podobnie, gdyby nie fakt, że tym razem atak nie jest skierowany przeciwko mnie, ale wziął na cel dwie instytucje którymi przez lata kierowałem, czyli Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Fundację Solidarności Dziennikarskiej. Ten atak, natychmiast wsparty przez Towarzystwo Dziennikarskie, uznałem za kolejną próbę zniszczenia niezależnych od władzy instytucji.

Przejdźmy do faktów. Zacznijmy od jednego z akapitów pan Boczka. Tytuł brzmi: „Cztery miliony od dobrej zmiany”. Początek jak w każdym tekście dramatyczny. Skarga jakiegoś anonimowego działacza, że nigdzie nie może znaleźć informacji na temat grantów fundacji i SDP (choć one są w sprawozdaniach zjazdowych i innych dokumentach dostępnych publicznie).

Po tym płaczliwym wstępnie pojawiają się konkretne liczby. W sumie, przez 10 lat swojego istnienia Fundacja pozyskała 2 023 000 złotych. Cztery duże granty. Jest się czym chwalić. Ale czy dziennikarz, którego zadaniem jest dokopać Fundacji pochylił się nad tym, czego one dotyczyły, na co były wydawane pieniądze? Nie!

Niech pan Boczek sobie wyobrazi, że w 2015 roku nastąpiło pewne istotne przewartościowanie polegające na odzyskiwaniu podmiotowości w rozmaitych sferach publicznego życia. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich postanowiło wykorzystać sytuację i zbudować swoją pozycję międzynarodową. Tak powstały projekty konferencji i wyjazdów studyjnych. Do Warszawy do Domu Dziennikarza przy ulicy Foksal przyjeżdżali publicyści z całego świata. Tu spotykali się dziennikarze z Estonii, Ukrainy, Niemiec z reporterami z USA, Libanu, Indii czy Afryki.  Gościliśmy władze zarówno europejskiego, jak i światowego stowarzyszenia dziennikarzy.

My pokazywaliśmy polskie media, inicjowaliśmy dyskusje na temat cenzury, politycznej poprawności czy wolności słowa, a w wolnych chwilach gościom pokazywaliśmy Warszawę. Tak w FSD powstawały projekty na takie konferencje czy wyjazdy studyjne do krajów środkowej Europy na spotkania z dziennikarzami Litwy, Łotwy, Estonii, Czech, Słowacji, Węgier, Rumuni. Z tych ostatnich powstał raport o mediach w krajach Europy Środkowej. Tak chcieliśmy stworzyć niezależny ośrodek monitorowania wolności słowa, tworzyć własne raporty konkurencyjne do, naszym zdaniem. skażonych ideologią raportów np. Reporterów Bez Granic.

Na takie cele przeznaczyliśmy pieniądze które FSD otrzymała od Polskiej Fundacji Narodowej (983 450 zł). Podobnie Fundacja Solidarności Dziennikarskiej może się rozliczyć ze wszystkich grantów i te rozliczenia były wielokrotnie weryfikowane.

I tak Fundacja PKO to wsparcie dla dziennikarzy, tytułów prasowych, pomoc prawna, pomoc przy powstawaniu filmów dokumentalnych. Narodowy Instytut Wolności dobrze ocenił i przyznał finansowanie na stabilizację i rozwój Fundacji w wysokości 591 000 złotych. Wynajęcie lokalu, zakup mebli, komputerów, drukarek wyposażenie sali konferencyjnej i przygotowanie dalekosiężnej strategii fundacji było celem tej dotacji. Wszystko powstało, ale pewno pan Boczek nie pamięta, że wybuchła pandemia przerywająca projekty fundacji, później Rosja napadła na Ukrainę, co też zmieniło cele i działania FSD.

Tak jak w Fundacji również w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich potrafimy rozliczyć się z każdej złotówki. A dalej w tekście pana Boczka same insynuacje: 40 000 zł dla Jolanty Hajdasz to 40 000 zł dla firmy, która zrealizowała w trakcie obostrzeń pandemicznych 33 godziny nagrań z operatorem i dźwiękowcem, którzy przyjechali spoza Warszawy. Powstało z tego około 9 godzin emisyjnych audycji na profilu SDP na YouTube. To była usługa, dzięki której mogliśmy zrealizować projekt (inne oferty były wielokrotnie droższe).

A dalej – pomijam informacje na temat moich honorariów, które otrzymywałem zgodnie z intencją fundatorów grantów – kilka kolejnych fake newsów:

Robert Kawałko wykonał swoją pracę (choć pandemia zaważyła na efektach), nie był w żaden sposób związany z Radiem Wnet, księgowy nie był związany z Radiem Wnet, informatyk obsługuje SDP i dziesiątki innych firm od 2012 roku. Mariusz Pilis dostał nagrodę, ale nie dlatego, że był członkiem władz tylko dlatego, że nakręcił najlepszy film, Aleksandra Tabaczyńska (nagroda Fundacji Solidarności Dziennikarskiej) dostała nagrodę za wieloletnie uczestnictwo w procesie zabójców dziennikarza i nigdy nie pracowała w Radiu Wnet. Wszystkie projekty które realizowała fundacja z Radiem Wnet, pochodziły z Radia Wnet i Radio Wnet było oficjalną stroną porozumienia z granatodawcami.

Dziennikarze, którzy występowali w projektach dostawali za to honoraria i słusznie pan Boczek pisze, że pieniądze z grantu „dziennikarze – twórcy kultury” głównie trafiły do członków SDP, ale tak był ten grant pomyślany. Można tylko dodać, że to byli dziennikarze z całej Polski.

Nie było żadnych sprzeniewierzeń, nie było zawyżonych cen, wszystkie projekty zostały prawidłowo rozliczone. Pan profesor Marek Wroński z Głównej Komisji Rewizyjnej SDP, po burzy którą starał się wywołać na zjeździe w 2021 roku otrzymał wsparcie… Fundacji Solidarności Dziennikarskiej, bo uległ wypadkowi – to był właśnie wyraz solidarności dziennikarskiej z chorym kolegą, który wcześniej próbował zdyskredytować FSD.

I jeszcze jedno, na koniec swojego „artykułu” pan Boczek chwali się, że zadał mi poprzez SMS pytanie o kondycje SDP, a ja mu nie odpowiedziałem. To prawda, ale znam Press i wiem od lat, że nie jest wiarygodnym medium i nie udzielam mu żadnych wywiadów, nie przesyłam wypowiedzi i nie odpowiadam na żadne pytania.

Pan Boczek w swoim „artykule” napisał takie zdanie: „konkluzją debaty w Warszawie było, że najważniejsze w zawodzie dziennikarza jest…nie kłamać”. Jak będzie kiedyś okazja zaprosimy pana Boczka na taką konferencję.

 

Krzysztof Skowroński – członek Zarządu Głównego SDP, prezes SDP w latach 2011 – 2024, prezes Fundacji Solidarności Dziennikarskiej   

Spotkanie opłatkowo-noworoczne Oddziale Gdańskim SDP

Tradycyjnie członkowie Oddziału Gdańskiego SDP spotkali się, aby przełamać się opłatkiem, złożyć sobie noworoczne życzenia, pobyć ze sobą, powspominać czasy, kiedy to pracowaliśmy w licznych na Wybrzeżu redakcjach i chociaż ze sobą konkurowaliśmy, to wszyscy się nawzajem szanowaliśmy.

Kiedyś było nas dużo, ale znaliśmy się i lubiliśmy się. Dzisiaj wybrzeżowe środowisko dziennikarskie jest bardzo okrojone, została nas garstka – zaledwie kilkadziesiąt osób. Większość z nas zostało zmuszonych do traktowania dziennikarstwa jako hobby, czy wolontariat, gdyż nie ma dla nas pracy. Redakcje zlikwidowano, uszczuplono albo nasze miejsca zajęli ludzie przypadkowi. Wielu z nas utrzymuje się z najróżniejszych dorywczych robót, bo, mimo że część z nas jest jeszcze ludźmi młodymi, że ma świetne wykształcenie i dobry staż zawodowy, to nie dostanie żadnej pracy, gdyż ma trefne nazwisko. Jakoś to nam nie przeszkadza i nie stronimy od siebie. Chcemy się spotykać i jesteśmy dumni z przynależności do SDP. Nie wszyscy przyszli na nasze noworoczne spotkanie. Jednak udało się zebrać grupę czterdziestu osób.

 

Prezes naszego oddziału, Janusz Wikowski, który jest jednocześnie przewodniczącym GKR SDP, zadbał też o to, aby każdy z nas czuł się doceniony, ważny. Ponadto zajął się organizacją spotkania w sali restauracji Cała Naprzód. Lokal z pięknym widokiem położony jest nad samą Motławą, w dawnych czasach będącą główną arterią, wzdłuż której tętniło życie Gdańska.

Oczywiście nie zapomnieliśmy o Kolegach, którzy w minionym roku odeszli od nas. Zmówiliśmy za nich krótką modlitwę.

Potem Janusz Wikowski przekazał życzenia od dr Jolanty Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, a także członków Zarządu Głównego SDP. Zarząd reprezentowała Maria Giedz, która jest jednocześnie członkiem Oddziału Gdańskiego. Życzenia otrzymaliśmy także od kolegów, którzy z różnych powodów nie mogli dotrzeć na nasze spotkanie, w tym od Macieja Łopińskiego, Andrzeja Liberadzkiego, Jana Jakubowskiego, Włodzimierza Szymańskiego, a także od Tadeusza Knade, gdańskiego dziennikarza, który wiele lat temu został zmuszony do życia na emigracji.

Prezes Wikowski przypomniał nam, że to my dziennikarze mamy ważną misję do spełnienia, szczególnie w okresie jawnego, bezpardonowego łamania prawa przez trzy władze (ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą), a także – niestety przez, jak to się mówi „czwartą władzę”, w tym przypadku redaktorów neo-mediów.

– Nasze Stowarzyszenie poprzez Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP twardo broni dziennikarzy, protestuje przeciwko łamaniu prawa, ograniczaniu przez władzę prawa społeczeństwa do informacji, przeciwko likwidacji przez rząd mediów publicznych, opowiada się za pluralizmem w mediach. I twardo mówi: STOP CENZURZE! – podkreślił Janusz Wikowski.

– To są tematy i problemy, których skutki odczuwamy i nie powinniśmy poddawać się w walce o nasze prawa i być tą rzeczywistą, skuteczną CZWARTĄ WŁADZĄ, z którą – jak sądzę – społeczeństwo wiąże – jak w latach 80., 90. XX w. – wielkie nadzieje. A zatem, jak nazwa tej restauracji – CAŁA NAPRZÓD!!!!” – kontynuował Wikowski.

– Dzisiaj spotkamy się tradycyjnie, na początku roku, aby poczuć się silnymi razem w kolejnym roku działania stowarzyszeniowego oraz w pracy zawodowej i walce o niezależność mediów i prawa do publikacji – dodał Wikowski.

Wśród nas byli nasi mistrzowie, redaktorzy naczelni, współtwórcy prasy gdańskiej i to jeszcze od tej podziemnej, a nawet i wcześniejszej jak: Edmund Szczesiak, Tadeusz Woźniak, Barbara Madajczyk, Edmund Krasowski, Stanisław Danielewicz. Był też Maciej Wośko niezłomny redaktor prasy dawniej gdańskiej, teraz ogólnopolskiej, znany z nietuzinkowych opinii prezentowanych w mediach niezależnych od koalicji 13 Grudnia. Był również z nami Krzysztof Kurkiewicz, członek Naczelnego Sądu Dziennikarskiego SDP. Mieliśmy też gości z zewnątrz: Jerzego Modela, prezesa Oddziału Morskiego SDRP, a także Bogusława Olszonowicza, wiceprezesa Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy i jednocześnie przewodniczącego Rady Programowej Telewizji Gdańskiej, który jak zawsze przyszedł z gitarą, aby akompaniować wspólnym śpiewom kolęd.

Nasze spotkanie zaczęliśmy po katolicku, chociaż nie każdy z nas jest praktykującym katolikiem, ale jakoś nikomu to nie przeszkadza, gdyż wiemy, że historycznie Polska związana jest z Kościołem katolickim. Ks. Jarosław Brylowski, nasz kolega i członek SDP, a jednocześnie proboszcz parafii pw. Bł. Księdza Jerzego Popiełuszki w Ełganowie, publicysta historyczny, m.in. autor tłumaczenia Ewangelii głoszonej przez Ireneusza z Lyonu poświęcił opłatki, którymi się dzieliliśmy, jednocześnie składając sobie życzenia.

A potem była biesiada, rozmowy towarzyskie, ale i poważne dyskusje o sprawach stowarzyszeniowych, o niezależności dziennikarskiej, o naszych prawach zawodowych. Rozeszliśmy się do domów z nowymi pomysłami i nadziejami na lepsze jutro.

 

 

 

 

 

O fatalnym losie artystów pisze STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Pas de deux dla ubogich

Przyszedł do mnie młodzieniec wyjątkowej urody i mówi: „Chciałem być tancerzem tak jak mój ojciec, ale 15 lat temu te łobuzy przy obracaniu Ministerstwem Kultury zabrały nam emeryturę”. Od lat ponoć trwa bój by ją tancerzom przywrócić. Bo przecież nie mogą tańczyć w balecie do 65 roku życia. Tłumy urzędasów dostają pieniądze bo rzekomo 'o nas walczą’. Ale guzik prawda. „Więc nie pójdę do baletowej szkoły chociaż w Polsce mamy pięć znakomitych, bo potem ja i moje dzieci będziemy żebrać…”

 Idzie po czerwonym dywanie minister kultury rzekomo, jeden za drugim. Wspinają się po pięknych schodach Teatru Wielkiego. Idą na balet. Siedzą potem w miękkich pluszowych fotelach i klaszczą. Piękny balet wyszykował naczelny choreograf pan Pastor. A jeszcze większe zasługi ponoć ma pan Dąbrowski – dyrektor całości. Wspaniały repertuar choć coraz skromniejszy. I tylko nikt nie dba o tych na dole tancerzy. Co z nimi będzie. Ministrowie kultury przychodzą na spektakl zadowoleni, gromkie oklaski, wręczanie medali. Ale zatroszczyć się o tych, którzy przepracowali tu całe zawodowe życie to już nie łaska. To las ludzi. Ponad dwa tysiące osób jest pozbawionych od 15 lat środków do życia.

Jak można odpowiadając za kulturę państwa skazywać artystów zasłużonych na nędzę, na głodowe chałturzenie, na upokorzenia? Na bezsilny płacz i rozpacz. Tancerze to szczególnie delikatne stworzenia. Bo taka jest sztuka taneczna, którą z wielkim oddaniem, z wielką pasją, siłą woli i męstwem wykonywali. Póki mogli harowali, to nie była zwykła praca. To był codziennie wylewany pot, nieustające ćwiczenia i napięcie na spektaklach.

Kochali to co robili więc trwali przy tej tyradzie. Byli też kochani i nagradzani przez zwykłych ludzi, którzy walili do Teatru Wielkiego tłumnie, bili brawo i podziwiali. Ale to wszystko nagle się skończyło bo takie są prawa biologii. I nic nikt na to nie poradzi. Nie mniej dalsze przyzwoite życie artystom się należy. Życie godne. Tak jak dzieje się to w cywilizowanych krajach. Ale nie u nas. Gdy zabrano emerytury tancerzom w  2011 roku Unia Europejska decydowała o przedłużeniu ochrony praw wykonawców i producentów muzycznych z 50 do 70 lat od chwili publikacji utworu. Tak właśnie dba się o ludzi zdolnych.

Do pałaców sprowadzili się ludzie niegodni i rządzą. Pojawiają się tam nawet czasem ładnie uczesane typy i typki ale wkrótce gdy przejdą pod bramą przy kordegardzie zmienia się ich dobrotliwe oblicze. Co się z tymi ludźmi dzieje? Sprzedają za bezcen krajowe klejnoty jak choćby „Polskie Nagrania. Jeżdżą po Polsce tam i z powrotem  po to, aby ukazać swoją osobę, jakby nie wystarczyło jej telewizji. Notable się cieszą z wizyty władz, ale ludzie śmieją.

A tancerze? Od 15 lat dostają guzik nawet bez pętelki. Figę bez maku i na pewno bez pasternaku, bo nikt tej małej grupy ludzi, gdy skończą pracę, nie dostrzega. Urzędnik ma emeryturę. Dyrektor, minister nawet niezłą. Tancerzowi zostają zdarte baletki i wielki żal.

Dobry Boże, zanim ci zatańczą za niebieską bramą daj im trochę pożyć. To piękni ludzie. Nadal smukli, przystojni i szlachetni.

Pas de deux zróbcie a potem zdjęcie przed lustrem i wyślijcie decydentom. Można dołączyć zdrowaśkę choć wątpliwe czy pomoże. Tancerze wszystkich krajów łączcie się. Ale co możecie zrobić? Nie wiem.

 

 

TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Jeden brydżysta, drugi szachista, obaj to mordercy sądowi

Z Wikipedii dowiemy się przede wszystkim, że Marian Frenkiel to polski brydżysta, laureat wielu rozgrywek krajowych, europejskich i światowych, kapitan reprezentacji. Tymczasem ten brydżowy mistrz to stalinowski morderca sądowy. Drugi komunistyczny zbrodniarz to Władysław Litmanowicz, wybitny szachista.

To najpierw o Frenklu. Urodził się w 1919 roku w Łodzi jako syn Bronisława – oficera WP i lekarza, oraz Róży z Heflichów. Przed wojną ukończył łódzkie Prywatne Gimnazjum Męskie i trzy lata prawa na Uniwersytecie Jagiellońskim.

MOPR i „Czerwony Sztandar”

We wrześniu 1939 roku Marian wraz z rodziną uciekł do Sowietów. Najpierw do Łucka, gdzie jego ojciec objął miejscową klinikę. Potem na Uniwersytecie Iwana Franki we Lwowie kontynuował studia prawnicze. Tu został członkiem Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom (MOPR), i współpracownikiem „Czerwonego Sztandaru” (sowieckiej propagandówki wojskowej wydawanej w języku polskim). Przez jakiś czas „zwiedzał” Ukrainę w ramach batalionów pracy, by w końcu zatrudnić się w teatrze w Czkałowie (Kazachstan), a potem Orsku (południowy Ural).

„Oficer” śledczy

Karierę aktorską (po zmobilizowaniu do „LWP pracował w teatrze 1. Korpusu PSZ w ZSRS) przerwał przydział na „oficera” śledczego. Potem już tylko piął się po szczeblach stalinowskiego aparatu bezprawia. Po „wyzwoleniu” rodzinnej Łodzi utrwalał ludowy terror za biurkiem miejscowych prokuratur wojskowych. Nowy okupant musiał docenić jego pracę, skoro już w 1946 roku awansowano go do Naczelnej Prokuratury Wojskowej. Jednocześnie ukończył prawo na Uniwersytecie w Łodzi. W 1954 roku został przyjęty do PZPR.

Tym gorzej dla faktów

Z opinii służbowej płk Mariana Ryby, p.o. Naczelnego Prokuratora Wojskowego: „Cieszył się autorytetem przełożonych i podwładnych. Posiadaną wiedzę i doświadczenie umiał przekazać młodym oficerom. (…) Brał udział w opracowaniu poważniejszych instrukcji i zarządzeń Naczelnej Prokuratury Wojskowej. (…) Wolny czas poświęca na czytanie literatury pięknej. Interesuje się sportem i sztuką”.Do obowiązków prokuratora Frenkla należało prowadzenie i nadzorowanie śledztw w sprawach wojskowych. Lansował tezę, że jeżeli fakty są inne niż chciałaby prokuratura, to… tym gorzej dla faktów.

W raporcie „odwilżowej” Komisji Mariana Mazura napisano, że Frenkiel ponosi odpowiedzialność m. in. za:
„- niereagowanie na wyjaśnienia oskarżonych (…) składane na rozprawie, a zawierające zeznania o niedozwolonych metodach śledztwa – przeciwnie – w odpowiedzi na skargę Kryski [płk Jan Kryska był katowany przez Informację Wojskową], zażądał wyższej kary, uznając to za okoliczność obciążającą. Na stosowanie niedozwolonych metod śledztwa wskazywało wniesienie osk. Rolińskiego na noszach na salę sądową, czym prokurator nie zainteresował się, (…)
– oskarżanie w znacznej ilości spraw „spisku wojskowego”, w „sprawie bydgoskiej” i żądanie wysokich kar, jakkolwiek w sprawach tych było wiele niewyjaśnionych sprzeczności i wątpliwości, do wyjaśnienia których nie dążył wbrew obowiązkowi prokuratora (…)”

Żeby było ciekawiej, w 1956 roku Frenkiel zasiadał w komisji badającej miejsca potajemnych pochówków zamordowanych więźniów. Na liście było wiele jego ofiar. Komisja oczywiście niczego nie ustaliła.

Nieopodal „Łączki”

Prokurator Marian Frenkiel oskarżał również w sprawie mjr Zefrina Machalli, w której karę śmierci orzekał sędzia Stefan Michnik. 10 stycznia 1952 roku Machalla został stracony.
W 1956 roku Marian Frenkiel został przeniesiony do rezerwy w stopniu pułkownika. W Telewizji Polskiej odpowiadał za audycje dla Polonii. A potem spełniła się jego miłość do sportu – został mistrzem świata w brydżu. Jego okazały grób (zmarł przez nikogo nie ścigany w 1995 roku w Warszawie) znajduje się na stołecznych Powązkach Wojskowych nieopodal „Łączki”, gdzie do dołu śmierci jego koledzy wrzucili mjr Zefiryna Machallę.

Nauczyciel w Armii Czerwonej

Po Marianie Frenklu – mistrzu brydża, który wcześniej był stalinowskim mordercą sądowym, czas na innego zbrodniczego sędziego – Władysław Litmanowicza, szachistę.
Urodził się w 1918 r. jako Abram Wolf w nauczycielskiej rodzinie Marka i Róży z Birencwajgów. W 1939 roku ukończył Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego. Do czerwca 1941 roku kształcił się w Instytucie Nauczycielskim w Równem, pracując również jako nauczyciel. Potem deportowany w głąb ZSRS. Buchalter w kołchozie w Kagalniku pod Azowem (1941). W sierpniu 1941 roku został zmobilizowany do Armii Czerwonej. Ukończył miesięczną Szkołę Podoficerską. 11 sierpnia 1944 roku przeniesiony do „ludowego” Wojska Polskiego.

Gdzie jest mój ojciec?

W latach 1947-1952 Litmanowicz był sędzią Wojskowego Sądu Rejonowego w Krakowie, Kielcach i Warszawie. Wielu polskich oficerów skazał na karę śmierci, w tym 32-letniego porucznika Edmunda Bukowskiego. Ten Wilnianin, uczestnik Powstania Warszawskiego, odznaczony m. in. Krzyżem Walecznych, po 1945 roku nie złożył broni, by przez całą Europę wozić rozkazy i fundusze służące walce o niepodległość. W ciężkim śledztwie na Rakowieckiej nie przyznał się do antypolskiej działalności, stracony na Mokotowie 13 kwietnia 1950 roku.
Zwłoki porucznika Edmunda Bukowskiego zidentyfikowano w 2013 roku na „Łączce” Cmentarza Wojskowego na Powązkach w Warszawie. Podczas uroczystości jego syn Krzysztof Bukowski mówił:
– Gdy zabrali mi ojca, miałem osiem miesięcy. Nie było też mamy, która jako łączniczka odsiadywała wyrok 15 lat więzienia. Wychowywali mnie dziadkowie. Z naszej rodziny komuniści aresztowali 16 osób. Przez lata nie wiedziałem, co się stało z ojcem. Teraz, dzięki IPN, już wiem.

Wyróżniany i odznaczany

W latach 1952-1955 Litmanowicz był oficerem do zleceń doradcy szefa GZP WP płk. W. Zajcewa. Karierę w „ludowym” Wojsku Polskim zakończył w 1955 roku w stopniu majora (przeniesiony do rezerwy).Władysław Litmanowicz był jednym z najsłynniejszych powojennych… szachistów. W przerwach między skazywaniem ludzi na śmierć brał udział w finałach mistrzostw Polski. I tak np. w 1952 roku występował w międzynarodowym turnieju w Międzyzdrojach oraz reprezentował Polskę na olimpiadzie szachowej w Helsinkach.

W szachy grał, ale też o szachach pisał. Dziennikarstwem i publicystyką parał się od początku lat 50. Zapewne wieczorami, po powrocie z ciężkiej pracy w sądzie. W 1950 roku został redaktorem naczelnym miesięcznika Szachy, którą to funkcję pełnił nieprzerwanie do 1984 roku. Również od 1950 roku prowadził dział szachowy w „Trybunie Ludu”. Szachowe kolumny redagował – do połowy lat 80. w wielu czasopismach (Express Wieczorny, Perspektywy, Żołnierz Polski, Żołnierz Wolności, Świat Młodych).

W związku ze swoim zamiłowaniem sprawował w światku szachowym szereg niebagatelnych funkcji – krajowych i międzynarodowych. W 1968 roku otrzymał tytuł sędziego klasy międzynarodowej, jako sędzia brał udział w wielu prestiżowych imprezach na świecie, w tym w olimpiadach (1980, 1984, 1986). Z kolei za osiągnięcia dziennikarskie oraz publicystyczne został odznaczony w 1973 roku Krzyżem Kawalerskim, a w 1982 roku Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Zmarł w 1992 roku, pochowany na Cmentarzu Komunalnym Północnym w Warszawie. Jego żona, Mirosława Litmanowicz, była czołową polską szachistką, mistrzynią Polski i świata.