CMWP SDP na temat raportu o reparacjach od Niemiec w Radiu Poznań

Nie zabraniajmy nikomu  wypowiadać się, ale szukajmy mediów, które o sprawie reparacji informują, reprezentując interes nas wszystkich – mówiła w audycji „Kluczowy Temat ” w Radiu Poznań dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy pytana o to, jak ocenia to, jak o sprawie reparacji dla Polski od Niemiec informują niektóre media. Szukajmy tych mediów, które reprezentują interes nas wszystkich, czy jesteśmy z prawa, lewa, góry, czy z przodu, wszystko jedno. W naszym interesie i naszym obowiązkiem moralnym jest wsparcie tego raportu o odszkodowaniach i domaganie się od Niemiec tych odszkodowań na forum międzynarodowym – mówi dr Hajdasz. W rozmowie, padły również konkretne przykłady z ogólnopolskich mediów, które kwestionują zasadność walki o reparacje wojenne od Niemiec. Osobiście z wielką przykrością słucham tego typu opinii, bo to pokazuje zupełne niezrozumienie interesu polskiego państwa i narodu – oceniła dr Hajdasz. Rozmowę prowadził red. Roman Wawrzyniak . Odbyła się ona 15 września br.

Poniżej cała rozmowa

Roman Wawrzyniak: Proszę przyjąć serdeczne gratulacje z okazji odznaczenia przez Prezydenta RP Srebrnym Krzyżem Zasługi.

Dr Jolanta Hajdasz: Bardzo dziękuję.

Cieszę się, że udało się Pani dotrzeć, mimo korków w Poznaniu, ale ten armagedon, który mamy na ulicach poznaniacy sami oceniają, więc wiedzą doskonale i rozumiem te kłopoty. Będziemy rozmawiać o kulisach manipulacji i propagandzie w mediach na temat trzytomowego raportu o reparacjach wojennych od Niemiec, ale też o tym, jak znaczna część mediów ulega antypolskiej narracji. Te media ulegają, czy same, dzięki swoim właścicielom, narzucają nam tę narrację?

Myślę, że jeszcze jest za wcześnie na jednoznaczne rozstrzygnięcie, jaka jest przyczyna tego stanu rzeczy, że w części mediów mamy taki pluralizm poglądów na ten temat, że czasem zahacza to o groteskę. Gdyby nie dotyczyło to tak poważnych spraw, jakimi są odszkodowania za straty poniesione przez Polskę w czasie drugiej wojny światowej, to można by patrzeć na to w kategoriach nawet jakiejś groteski, czy zabawy, bo wierzyć się nie chce, że można kwestionować zasadność składania tego raportu i walki o te odszkodowania dla Polski za to, co przeżyliśmy w czasie wojny.

A propos tego, czy chce się wierzyć, czy się nie chce wierzyć, to dla porządku dodam, że wczoraj polski rząd otrzymał mocny mandat od Sejmu, bo prawie wszyscy posłowie zgodzili się na żądanie od Niemców reparacji. Warto jednak powiedzieć, że wszyscy posłowie Polski 2050 wstrzymali się od głosów, tym samym nie poparli tego projektu i nie zagłosowali „za”, w tym poseł z Wielkopolski Paulina Hennig-Kloska. Nieobecni byli poseł Jacek Tomczak z PSLu i z Lewicy Karolina Pawliczak. Tych z Państwa, których interesuje, dlaczego tak się stało, to zachęcam do zadawania pytań tym właśnie posłom, dlaczego albo uniknęli tego głosowania, albo wstrzymywali się od głosów. 418 posłów mimo wszystko głosowało za projektem uchwały w sprawie reparacji wojennych. Przeciwnych było 4 parlamentarzystów – wszyscy z Koalicji Obywatelskiej. Zapytam wprost, czy media są czwartą władzą?

Media są z pewnością czwartą władzą, a wielu medioznawców mówi wprost, że są dzisiaj pierwszą władzą, a niektórzy dodają sarkastycznie, że jedyną. Tak naprawdę tak wielki wpływ w ustroju demokratycznym na to, co dzieje się wokół nas, mają media i ten rodzaj opinii, które przekazują i lansują, jeśli robią to w dłuższym czasie, to widać wyraźnie, że dane poglądy mają szansę wręcz utrwalić się wśród społeczeństwa mimowolnie. Akceptujemy np. pewne poluźnienia obyczajów, choć nigdy byśmy osobiście nie życzyli sobie, żeby nasza córka zachowała się w jakiś sposób, a generalnie jednak wszystko globalnie nam odpowiada. Z czegoś się to bierze. Akceptujemy różnego rodzaju poglądy i postawy polityczne dokładnie nie zdając sobie z tego sprawy. Podlega temu każdy także ja i Pan. Nawet jeśli wiemy, że media urabiają nasze myślenie, to każdy z nas jest przekonany, że jest od tego wolny, że ma dystans, wie to i da sobie radę.

A tak nie jest.

Tak nie jest. Ja czytam, bo chcę poznać poglądy różnych ludzi, ale one mnie nie kształtują – tak nie jest. Dlatego właśnie mówimy, że media są pierwszą władzą, albo trzymajmy się już tego, że czwartą obok ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej. To jest po prostu fakt. Problemem jest tylko jedna rzecz. Pozostałe władze są tak usytuowane, że społeczeństwo ma szansę przynajmniej teoretycznie je kontrolować. W tym systemie, o którym mówimy, ta czwarta władza jest poza praktycznie zupełną kontrolą, co jest niezbędne, żebyśmy realizowali zasadę wolności słowa, bo to jest dylemat nierozstrzygalny, ale tak naprawdę wszystko, co się dzieje w jej strukturach bywa zupełnie poza społeczną kontrolą.

Jak odbywa się dyskusja w mediach i są różne spojrzenia na dany temat, to bardzo dobrze. Wydaje się, że jednak są tematy, jak choćby wspomniane reparacje, które są dość oczywiste ze względu chociażby na to, że chyba nie ma polskiej rodziny, w której nie byłoby ofiar drugiej wojny światowej. Chociaż media na całym świecie ten raport oceniały pozytywnie, to czytam w Dzienniku Gazecie Prawnej, która nazywa raport „paździerzowym”, czyli takim bezużytecznym…

Tak, wyjątkowo pejoratywnie.

Odwracając zupełnie uwagę od meritum, a kierując wywód na wojnę polityczną w tej sprawie.

Absolutnie tak. To jest wręcz opinia, która jest kłamliwa. Trudno nazwać ten trzytomowy dokument „paździerzowym”. Pierwsze próby przygotowania takiego dokumentu miały miejsce w Warszawie za czasów prezydentury w mieście stołecznym Lecha Kaczyńskiego. Wówczas prezydentem Poznania był Ryszard Grobelny, który również próbował taki raport przygotować, żeby pokazać straty wymierne materialnie, które poniósł Poznań i Wielkopolska w czasie wojny. To się nie udało. To był początek lat 2000… Natomiast teraz dopiero w drugiej kadencji Sejm ten raport przedstawił. Pracowali ci posłowie już w ubiegłej…

Nie tylko. Tam też profesorowie nad tym pracowali.

No przede wszystkim profesorowie. Podkreślajmy to, że to jest ponad 30-osobowa grupa naukowców i 10 recenzentów. To jest bardzo poważny, ponad podziałami, dokument. Ogromnie ważne, że powstał. Wszędzie będzie się można nim posługiwać.

Dostrzegły go nawet media zagraniczne.

Tak jest. Chciałabym zwrócić uwagę na to, że bardzo istotny jest głos niemieckich mediów i tego, w jaki sposób to interpretują, bo one są forpocztą tego, co mówią politycy i co będą robić politycy, także unijni.

A przynajmniej ich część.

Tak, przynajmniej część. To jest niepokojące, że prasa niemiecka podaje, że raport jest moralnie wątpliwy, czyli nikt nie kwestionuje, że Polska poniosła ogromne straty w czasie wojny, ale po tych ponad 70 latach od zakończenia wojny… Współcześni Niemcy coś mają płacić za to, co zrobili ludzie lata temu? Ich rodacy, a być może nawet przodkowie, nieraz w prostej linii. „Mimo wszystko jak można przeliczać śmierć na pieniądze?” – To jest najbardziej bałamutna argumentacja, jakiej możemy się spodziewać.

Jest więcej takich opinii. Kilka z nich przygotowałem, żebyśmy też zdawali sobie sprawę, w jaki sposób bardzo przebiegły jesteśmy poddawani tej manipulacji. Na przykład dziennik na „Rz”, żeby nie było cytowań, na pierwszej stronie 5.09 informował z żalem, że „spór o raport pozbawia nas szansy na to, by Berlin udzielał wsparcia humanitarnego dla żyjących jeszcze polskich ofiar drugiej wojny światowej lub odbudowie Pałacu Saskiego”. To byłyby kwoty, jak na waciki, w kontekście całych kwot.

To prawda.

Na przykład redaktor naczelny tego samego dziennika, drugiego września, czyli dzień po prezentacji raportu pisze na pierwszej stronie tak: „Nie należy wykorzystywać sprawy reparacji do polaryzowania Polaków”. Czyli niby w porządku, ale z sugestią, że obóz władzy chce dzielić Polaków i do tego wykorzystywać ofiary drugiej wojny światowej. Zastanawiam się, czy można bardziej perfidnie podawać opis tej rzeczywistości.

Pewnie można, ale to są bardzo ostre sformułowania.

Jeszcze dosłownie dwa przykłady. Newsweek w tytule: „Reparacje od Niemiec. Kaczyński podał kwotę, której zażąda”. Tak, jakby nie była to kwestia narodowa, całego kraju, rodzin poszkodowanych, tylko jednego znienawidzonego przez tę gazetę polityka.

Ta narracja jest wyjątkowo szkodliwa. To takie nieładne może słowo, bo kto chce, niech się wypowiada i nie zabraniajmy tego. Osobiście z wielką przykrością słucham tego typu opinii, bo to pokazuje zupełne niezrozumienie interesu polskiego państwa i narodu. Jest to ostatni moment, żebyśmy spróbowali odzyskać cokolwiek z tego, co zostało w barbarzyński sposób Polsce zabrane, ukradzione i zniszczone w czasie drugiej wojny światowej. Wielokrotnie były skutki nie tylko zwykłych działań wojennych, ale z premedytacją niszczone miasta, infrastruktura gospodarcza i mordowani ludzie. Nie walki wojska i żołnierzy, którzy na wojnie giną, ale mordowanie ludności cywilnej, wywożenie dzieci, obozy koncentracyjne… nie chcę nawet iść w tę stronę…

Dlatego mówimy o tych opisach.

Tak, ale to wszystko ma wymierne dzisiaj raportowe zestawienia, także wyliczone w tej kwocie, którą powtarzamy w nagłówkach newsów ponad 6 bilionów złotych. To ogromne sumy. Oczywiście, że nie da się przeliczyć ludzkiego życia na pieniądze, ale trzeba spróbować poprawić życie tych, którzy zostali, bo się to należy. Skoro ponad 70 państwom Niemcy wypłacili odszkodowania, to temu państwu, które było tak blisko, a które tak bardzo ucierpiało przez ich działania nie zapłacić ani dolara? Przepraszam bardzo, ale na co czekać?

Dlatego pozwoliłem sobie przytoczyć nazwiska posłów, którzy nie głosowali za tą uchwałą, nie biorąc udziału w głosowaniu, albo się wstrzymali lub zagłosowali przeciw, jak posłowie z Koalicji Obywatelskiej, bo naprawdę należy stawiać im pytania. Również Państwo, jako wyborcy, pytajcie, dlaczego nie zagłosowali „Za”.

Powiedziałabym jedno – po prosty wstyd! Nie bójmy się tego słowa, bo w pewnym momencie oceniamy działania…

I nazywamy rzeczy po imieniu…

Bardzo wprost. Myślę, że dla niektórych będzie to haniebne, żeby nie umieć się upomnieć o to, co Polsce się należy za to, co przeszło w czasie wojny.

Ponieważ rozmawiamy o mediach, o manipulacjach i o tym, jak próbują zawładnąć naszym sposobem myślenia, również w tej najważniejszej w ostatnich tygodniach sprawie publicznej, społecznej i politycznej, Gazeta Wyborcza wczoraj, tytuł tekstu: „Uchwała pełna błędów”. W tym samym tekście odwracanie kota ogonem i pytanie, dlaczego rząd nie oczekuje reparacji od Rosji? Dzisiaj „Der Onet” na pierwszej stronie ani jednego tekstu o wczorajszym głosowaniu w Sejmie. Natomiast na pierwszej stronie, jak się otwiera portal, „PiS w defensywie” – to już jak najbardziej znalazło się miejsce na informację o sondażu.

Wchodzimy na dość szczegółowe analizy medioznawcze. Media, nadające na żywo, jak radio, niekoniecznie je lubią, bo to jest bardzo drobiazgowe. Trafia Pan w punkt, bo dzisiaj pominięcie tej uchwały Sejmu, która została przyjęta tak zdecydowaną przewagą, to jest nawet błąd w sztuce. Choć każda redakcja będzie się tłumaczyć, że ma prawo do interpretacji rzeczywistości po swojemu i dla niej ten…

Nie mówię nawet o publicystyce, ale o suchej informacji…

O newsach, o informacji, to jest ich dowolny wybór.

Mówimy o tym, żeby Państwa przestrzec i żebyście z otwartymi oczyma czytali te media.

Jest to wielka szansa dla naszego kraju, żeby na forum międzynarodowym wybrzmiało bardzo intensywnie, mocno i jednoznacznie, co tak naprawdę stało się w Polsce w czasie drugiej wojny światowej, że nieporównywalna jest okupacja niemiecka u nas, na terenie Generalnej Guberni i terenach włączonych do Rzeszy, jakim była Wielkopolska. Nieporównywalne są straty i sposób, w jaki ludzie żyli, z tym, co działo się na zachodzie Europy. To jest nasz obowiązek względem tych pokoleń, które były przed nami, które doświadczyły osobiście okrucieństwa tamtej wojny.

Przyglądajcie się Państwo mediom, które czytacie i zobaczcie, czy one też pilnują tej sprawy i jak na ten temat mówią, albo w ogóle nie mówią, jak ostatni tygodnik „Polityka”. Proszę sobie wyobrazić, że na temat, o którym dyskutujemy wszyscy w Polsce we wszystkich mediach nawet z różnych stron, „Polityka” ostatnio nie poświęciła żadnego artykułu.

Szukajmy tych mediów, które reprezentują interes na wszystkich, czy jesteśmy z prawa, lewa, góry, czy z przodu, wszystko jedno. W naszym interesie i naszym obowiązkiem moralnym jest wsparcie tego raportu o odszkodowaniach i domaganie się od Niemiec tych odszkodowań na forum międzynarodowym.

Link do nagrania TUTAJ.

Tomasz Grodzki przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi. Relacja z rozprawy

8 września w Sądzie Rejonowym dla Warszawy–Woli odbyła się  rozprawa w procesie z powództwa marszałka senatu Tomasza Grodzkiego przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi. Marszałek Senatu oskarża naczelnego „Gazety Polskiej” o zniesławienie. Proces toczy  się za zamkniętymi drzwiami, jest z z oskarżenia prywatnego z art. 212 kodeksu karnego. 

Sprawa dotyczy wpisów w mediach społecznościowych naczelnego GP na temat byłego ordynatora Szpitala Szczecin–Zdunowo w zakresie odnoszącym się do podejrzeń o przyjmowanie przez Tomasza Grodzkiego korzyści finansowych. Zarzuty te były i są  formułowane publicznie przez  świadków tych zdarzeń oraz przez prokuraturę, która na ich podstawie sformułowała akt oskarżenia przeciwko marszałkowi Senatu. Tomasz Grodzki nie zgodził się, by sprawa była prowadzona w trybie jawnym, o co wnioskował red. Tomasz Sakiewicz.

Na sali rozpraw marszałek zjawił się osobiście wraz ze swoim pełnomocnikiem mec. Jackiem Dubois. Podczas tego posiedzenia doszło do przesłuchania marszałka Tomasza Grodzkiego. Niestety nie wolno mi ujawnić tego, co powiedział marszałek, a myślę, że opinia publiczna ma prawo dowiedzieć się tego. To wszystko jest bardzo ważne. Tu chodzi o kwestię wiarygodności trzeciej osoby w państwie oraz o sprawę, która bulwersowała Polaków przez wiele lat, czyli korupcję w służbie zdrowia. Żyjemy w świecie, w którym za ujawnianie korupcji są skazywani albo ciągani po sądach dziennikarze, a politycy mogą narzucić im milczenie. Jeśli zdradzę, co działo się za zamkniętymi drzwiami, to dostanę 3 lata więzienia (…). A to są naprawdę ważne rzeczy i mogłyby radykalnie zmienić stanowisko wyborców w tej sprawie. Niestety tak właśnie będzie wyglądała w przyszłości Polska, jeśli ci ludzie będą rządzić: zamknąć nam wszystkim usta i zamkną tych biednych ludzi, od którzy wyduszali pieniądze, gdy tamci chcieli ratować życie swoje albo swoich bliskich – powiedział Tomasz Sakiewicz po rozprawie . Dodał także, iż Tomasz  Grodzki mógłby w prosty sposób oczyścić się z zarzutów przed sądem: wystarczyłoby, żeby pan marszałek sam poprosił o uchylenie immunitetu – jednak od ponad 530 dni chowa się za nim.  Wielokrotnie w publicznych wypowiedziach oświadczał, że wierzy niezawisłemu sądowi. Zatem dlaczego boi się tego sądu? Z jakiego powodu uważa, że wyrok niezawisłego sądu będzie dla niego niekorzystny albo niebezpieczny – powiedział Tomasz Sakiewicz.

Natomiast marszałek – na pytania mediów obecnych pod salą rozpraw o to, dlaczego kryje się za immunitetem senatorskim – odpowiedział: „Ta teza jest zupełnie nieuprawniona”.Pytany zaś o powody wyłączenia jawności w procesie, stwierdził: „To jest decyzja wysokiego sądu”.

Najbliższe przesłuchania w tej sprawie odbędą się 26 października oraz 15 listopada br. Podczas nich zostaną przesłuchani świadkowie – osoby, które twierdzą, że osobiście wręczały marszałkowi korzyści majątkowe  oraz dziennikarze, którzy o tym informowali.

29 grudnia 2021 r. Prokurator Generalny skierował do Senatu RP kolejny wniosek o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej marszałka senatu RP Tomasza Grodzkiego. Poprzedni wniosek został niezasadnie pozostawiony bez biegu przez wicemarszałka Bogdana Borusewicza.Prokuratura Regionalna w Szczecinie domaga się uchylenia immunitetu Tomaszowi Grodzkiemu, ponieważ w toku śledztwa ustalono, że pełniąc funkcję dyrektora szpitala specjalistycznego w Szczecinie i ordynatora tamtejszego Oddziału Chirurgii Klatki Piersiowej przyjął on korzyści majątkowe od pacjentów lub ich bliskich. Jak wynika z ustaleń postępowania, korzyści majątkowe w postaci pieniędzy w złotówkach i dolarach – w wysokości od 1500 do 7000 zł – lekarz przyjmował w kopertach. W zamian zobowiązywał się do osobistego przeprowadzenia operacji lub ich szybkiego wykonania, a także do zapewnienia dobrej opieki lekarskiej. Tomasz Grodzki usłyszeć ma cztery zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych  – w latach 2006, 2009 i 2012 roku.

Pierwszy wniosek o uchylenie immunitetu senat zwrócił prokuraturze w połowie kwietnia 2021 r. , wskazując na rzekome uchybienia formalne. Prokurator nie uznając tych wskazań za uzasadnione, kierując się jednak przekonaniem, że rozpoznanie wniosku bez zbędnej zwłoki leży w żywotnym interesie publicznym, dokonał modyfikacji wniosku.Mimo uwzględnienia przez prokuraturę uwag senatu, Wicemarszałek Senatu RP Bogdan Borusewicz w październiku bezzasadnie pozostawił wniosek bez biegu, nie uzasadniając w piśmie skierowanym do prokuratury podstaw takiej decyzji.

Informacje na ten temat: TUTAJTUTAJ.

Informacja stała się bronią. CMWP SDP o walce z fake newsami na Forum Ekonomicznym w Karpaczu

Walka z fake newsami to zawsze będzie wyścig zbrojeń, na każde narzędzie do ich zwalczania pojawiać się będzie odpowiedź przestępcza. Media zawsze były bronią w konfliktach  międzynarodowych, ale obecnie ze względu na powszechną dostępność technologii produkcji i dystrybucji treści  są bronią porównywalną z bronią konwencjonalną – powiedziała Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP w dyskusji na temat dewastujących skutków, jakie wywołują fake newsy w przestrzeni publicznej. Dyskusja ta odbyła się w pierwszym dniu XXXI Forum Ekonomicznego w Karpaczu. 

W jaki sposób  w Polsce walczy się z fake newsami, które metody się sprawdzają, a które są zawodne – to pytania, na które odpowiadali Małgorzata Kilian-Grzegorczyk, prezes Stowarzyszenia DEMAGOG prowadzącego portal demagog.org.pl, Samira Bajamowa, działaczka na rzecz praw człowieka w Gruzji,  Olgierd Annusewicz, wykładowca akademicki z Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego,  Michał Buczyński, wiceprezes Zarządu i sekretarz Wikimedia MCDC oraz Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP i wiceprezes SDP. Moderatorem dyskusji był dr Tomasz Wszeborowski z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

Dyskutanci w większości zgodzili się, iż walka z fake newsami jest bardzo trudna, bo tempo zdarzeń jest tak wielkie, że trudno mu dotrzymać kroku, a w praktyce nie wiadomo, kto jest nadawcą przekazu, ponieważ cechą charakterystyczną fake newsów jest to, że praktycznie zwykłymi,  „cywilnymi” metodami nie można dotrzeć do właścicieli i autorów takich serwisów.  Dlatego tak ważna jest edukacja społeczeństwa, by obnażać mechanizmy, które kreują fake newsy. Po wybuchu wojny na Ukrainie Polska stała się jednym z najczęściej atakowanych krajów przez hakerów, liczba tzw. incydentów naruszających nasze cyberbezpieczeństwo w niektórych kategoriach wzrosła nawet 4 -krotnie, przyznają to  nieoficjalnie  specjaliści od cyberbezpieczeństwa  – powiedziała Jolanta Hajdasz. Gdy niedawno byłam w siedzibie jednego z największych polskich operatorów telekomunikacyjnych  – dodała – pokazano mi,  iż w ciągu minuty w Europie zarejestrowano około 40 tys ataków hakerskich i potwierdzono, iż  nawet połowa z nich miała miejsce w Polsce. Te liczby pokazują skalę problemu, bo sporą część tych ataków stanowią  fake newsy. To jedno z podstawowych cyberzagrożeń w naszym kraju- dodała dyrektor CMWP SDP.

Hasłem przewodnim tegorocznej edycji Forum Ekonomicznego – odbywającego się w dniach 6 – 8 września – jest „Europa w obliczu nowych wyzwań”.  Tegoroczny program merytoryczny jest bogaty, zawiera ponad 300 różnorodnych wydarzeń, od paneli dyskusyjnych, prezentacji raportów i konferencji, po koncerty i spotkania autorskie pisarzy i publicystów. Wśród gości Forum Ekonomicznego w Karpaczu są m.in.  premier Mateusz Morawiecki, wicepremier – minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński, wicepremier – minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk, minister zdrowia Adam Niedzielski, minister rodziny i polityki społecznej Marlena Maląg, czy minister finansów Magdalena Rzeczkowska.W Forum weźmie udział również prezes PiS Jarosław Kaczyński, który będzie uczestniczył w panelu dyskusyjnym „Realizm i wartości w polityce” w środę 6 września.  Swój udział w wydarzeniach zapowiedzieli również samorządowcy oraz parlamentarzyści z opozycyjnych klubów. Do Karpacza mają też przyjechać m.in. b. prezydent Chorwacji Kolinda Grabar-Kitarović, minister polityki rolnej i żywności Ukraina Mykola Solskyi  oraz deputowana Rady Najwyższej Ukrainy Kira Rudyk.  Kilkanaście paneli dyskusyjnych poświęconych jest także problemom dotyczącym mediów, nie tylko z perspektywy polskich redakcji, ale także dziennikarzy i mediów krajów Europy Środkowo – Wschodniej.  Patronami medialnymi wydarzenia jest ponad 80 redakcji mediów tradycyjnych i internetowych.

„Gdzie jest pan Cogito?” Audycja w Programie 1 Polskiego Radia z udziałem CMWP SDP

W ostatnich tygodniach wiele wydarzeń w kraju i za granicą było wykreowanych przez media. Często to one preparują pewne rzeczy, jednocześnie tworząc rzeczywistość. Na ile czwarta władza przejęła rolę pierwszej? –  dyskusja na ten m.in. temat odbyła się w audycji „Gdzie jest Pan Cogito? ” w programie 1 Polskiego Radia , emitowanej 27 sierpnia .Gośćmi red. Małgorzaty Raczyńskiej – Weinsberg byli : red. Elżbieta Królikowska-Avis, dziennikarka i publicystka, specjalistka w zakresie polityki i mediów anglosaskich, ks. prof. Andrzej Kobyliński, filozof i etyk zajmujący się m.in. etyką mediów na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego i  dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP.

Bardzo ważną rzeczą w demokracji jest wolność słowa i wszystko co się dzieje w sferze publicznej odbywa się na płaszczyźnie medialnej, informacje docierają do nas różnego rodzaju kanałami, dlatego w demokracji media odgrywają bardzo ważną, wręcz fundamentalną rolę – tłumaczyła Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitorowania Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich – przepływ informacji jest dzisiaj bardzo szybki, przeciętny użytkownik jest bombardowany wiadomościami z różnych stron. One kreują oceny ludzi zanim dojdzie do większej refleksji, więc twierdząco odpowiadam, tak media stały się czwartą władzą – przyznała Jolanta Hajdasz.  Gość Jedynki podkreśliła także, że może to być groźne zjawisko, ponieważ media w systemie demokratycznym nie są kontrolowane. – Jedynym kontrolerem tego co się ukazuje w przestrzeni publicznej w mediach ma być wolny rynek, tzw. „niewidzialna ręka rynku”, czyli po prostu media, których ludzie chcą słuchać i oglądać będą miały widownię, rację bytu, ponieważ poradzą sobie finansowo, inne niekoniecznie – wyjaśnia.

Zdaniem Elżbiety Królikowska-Avis, dziennikarki,  specjalistki w zakresie polityki i mediów anglosaskich media w Polsce oraz poza granicami naszego kraju są jedynie pasem transmisyjnym wykorzystywanym przez innych. – To jest druga władza, pas transmisyjny ideologii i pewnych światopoglądów, które wykuwały i wykuwają się nadal w kampusach uniwersyteckich, a później są przechwytywane przez partie polityczne i następnie przekazywane społeczeństwu  – ocenia. Modele mediów, które funkcjonują m.in. w Stanach Zjednoczonych bądź Wielkiej Brytanii w stosunku do mediów europejskich, są ideologiczne zrównoważone. – Kilka lat temu Rupert Murdoch, magnat prasowy, próbował kupić 39 proc. udziałów niedużej stacji brytyjskiej. Nie udało mu się to, ponieważ sprawa została nagłośniona, włączył się w to nawet parlament – opowiada gość audycji. – Okazało się, że nie ma mowy, żeby Murdoch kupił część własności stacji, ponieważ stanie się monopolistą. Czy mediatyzacja polityki sprawiła, że Donald Trump już nie jest prezydentem USA? – Widzimy, że w Stanach media konserwatywne działają na tyle, że teraz w prawyborach okazało się, że 80 proc. senatorów, którzy opowiadali się za pociągnięciem byłego prezydenta do odpowiedzialności w sprawie Kapitolu,  nie zostali wybrani na kolejną kadencję. Tam media działają na zasadzie zrównoważenia – wyjaśnia Elżbieta Królikowska-Avis.

Powstanie mediów jest konsekwencją geniuszu ludzkiego umysłu. W sensie religijnym mówimy o tym, że ludzie uczestniczą w dziele stwarzania świata wraz z Bogiem. Otrzymaliśmy świat od Pana Boga, żeby nim zarządzać i z pewnością takim bardzo skutecznym i wyrafinowanym sposobem panowania człowieka nad światem, są media – mówił z kolei  na antenie radiowej Jedynki prof. ks. prof. Andrzej Kobyliński, filozof i etyk zajmujący się m.in. etyką mediów na UKSW w Warszawie. Jak podkreślił rozmówca Małgorzaty Raczyńskiej-Weinsberg, problemem jest to, w jakich celach media są wykorzystywane. – Możemy ten problem porównać do noża, gdyż nożem możemy kroić chleb i dać go biednym ludziom, ale równie dobrze możemy nim dokonać morderstwa, czy innych strasznych rzeczy – mówi. – Tam gdzie jest możliwa pokojowa zmiana władzy, gdzie jest system partyjny, jest możliwa lepsza lub gorsza kontrola nad mediami – znaczna gość Jedynki.

Cała audycja TUTAJ.

Warsztaty dziennikarskie z CMWP SDP podczas Festiwalu Kultury Kresowej w Mrągowie

Jak  skutecznie pomagać dziennikarzom lokalnym, jakie są współczesne zagrożenia wolności słowa i czym na  co dzień zajmuje się Centrum Monitoringu Wolności Prasy  – to pytania, na które odpowiadała Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP w trakcie warsztatów dziennikarskich zorganizowanych przez Warmińsko  – Mazurski Oddział SDP. Odbyły się one w Mrągowie 20 sierpnia br.  podczas tegorocznego Festiwalu Kultury Kresowej . 

Mrągowo już po raz 27. gościło artystów i miłośników Kresów z Polski, Ukrainy i Białorusi. Festiwal Kultury Kresowej niekonwencjonalne zjawisko kulturowe i jak podkreślają jego organizatorzy  – jedyna tego rodzaju propozycja w kraju. W tym roku festiwal zmienił nieco swoją formułę, a jego głównym wydarzeniem był Koncert Galowy dla Pokoju w amfiteatrze w Mrągowie, w którym wystąpiły  zespoły z Ukrainy, Białorusi, Litwy i Polski. Wśród tych zespołów były:  Srebrna Kwinta (Ukraina), Aksamitki (Ukraina) reprezentujące Federację Organizacji Polskich na Ukrainie, Liber Cante (Białoruś), Rodzinny Zespół Żychów (Białoruś), Zespół Pieśni i Tańca Wilenka (Litwa) i dziecięco młodzieżowy zespół Sukces Mrągowo (Polska). Gwiazdą wieczoru był zespół  DAGADANA (Polska/Ukraina).  Koncert brawurowo  poprowadziły: Anna Adamowicz i Irena Telesz-Burczyk.

W warsztatach dziennikarskich prelegentem była także Hanna Szymborska, która przedstawiła  historię  27. edycji Festiwalu Kultury Kresowej w Mrągowie oraz  red. Mateusz Kossakowski, wiceprezes Warmińsko-Mazurskiego Oddziału SDP. W spotkaniu uczestniczyła także red. Aleksandra Tabaczyńska, skarbnik SDP.

Zobacz także TUTAJ.

Protest CMWP SDP przeciwko skazaniu red. Tomasza Sakiewicza w procesie z aktywistą Bartoszem Kramkiem

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko decyzji Sądu Apelacyjnemu w Warszawie, zgodnie z którą redaktor naczelny „Gazety Polskiej” Tomasz Sakiewicz został prawomocnie ukarany w procesie o naruszenie dóbr osobistych wytoczonym mu przez aktywistę Bartosza Kramka. Dziennikarz musi zamieścić przeprosiny na drugiej stronie „Gazety Polskiej”, a także zapłacić łącznie 25 tys. zł zadośćuczynienia i ponad 3 tysiące złotych kosztów postępowania.  W ocenie CMWP SDP kara ta budzi poważne wątpliwości i nie koresponduje z powszechnie przyjętymi standardami w zakresie wolności słowa, wyrażonymi m. in. w Konstytucji i art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz standardami wypracowanymi w krajowym i międzynarodowym orzecznictwie.

11 sierpnia Sąd Apelacyjny w Warszawie wydał wyrok w procesie o naruszenie dóbr osobistych, który toczył się pomiędzy aktywistą Bartoszem Kramkiem i red. Tomaszem Sakiewiczem wraz Niezależnym Wydawnictwem Polskim. Przedmiotem sporu była okładka „Gazety Polskiej” z 16 sierpnia 2017 r., na której zamieszczono fotomontaż przedstawiający żołnierzy Wehrmachtu niszczących szlaban graniczny i opatrzony tytułem „Nowa kampania wrześniowa. Znamy plany jesiennego puczu”. Jeden z niemieckich żołnierzy miał na niej twarz Bartosza Kramka – męża Ludmiły Kozłowskiej, szefowej Fundacji Otwarty Dialog, lewicowego aktywisty.

Wątpliwości CMWP budzą przede wszystkim decyzje sądów odnoszące się do kwestii dowodowych. Sąd I instancji oddalił bowiem szereg wniosków dowodowych pozwanych, w tym wnioski dotyczące przesłuchania świadków, a ponadto nie wyraził zgody na odroczenie rozprawy, zamykając ją na tym samym posiedzeniu i przesłuchując w charakterze strony wyłącznie powoda. Sąd II instancji swoją decyzją podtrzymał decyzje sądu I instancji, w efekcie czego pozwany dziennikarz miał ograniczone możliwości przedstawienia argumentów na swoją obronę, był za to przesłuchiwany przez osobę go pozywającą i jego adwokatów, a sam nie mógł nawet zadać mu żadnego pytania. Pełnomocnik pozwanych wskazał też na zastrzeżenia dotyczące bezstronności sędziego orzekającego w I instancji. W ocenie CMWP SDP ten wątek sprawy wymagał dogłębnego zbadania, czy pozwanych nie pozbawiono przez to prawa do sprawiedliwego rozpatrzenia sprawy przez niezależny, bezstronny i niezawisły sąd, co gwarantuje nam art. 45 ust. 1 Konstytucji RP, a ten aspekt sprawy został praktycznie zupełnie pominięty

Ukaranie red. Tomasza Sakiewicza oznacza, iż wymiar sprawiedliwości zignorował istotne aspekty sprawy mające wpływ na jej rozstrzygnięcie. Przede wszystkim Sąd Okręgowy i Sąd Apelacyjny nie wzięły pod uwagę charakteru kontrowersyjnej dla wielu, publicznej działalności społecznej i politycznej Bartosza Kramka. Naturalnie, ocena działań Bartosza Kramka nie należy do Sądów rozpatrujących tę sprawę, ale karanie dziennikarzy za krytykę prasową tejże działalności budzi zdumienie i w ocenie CMWP SDP narusza zasadę wolności słowa, fundamentalną dla demokratycznego państwa.  

Działalność społeczno – polityczna powoda jest powszechnie znana, a wiele jej aspektów stanowi przykład tzw. notoryjności powszechnej, co oznacza, iż są to okoliczności znane i nie wymagające dowodów. Nie ma bowiem problemu z ustaleniem np. tego, czy powód określał działania polskich służb broniących granicy państwa, jako „zbrodnicze”; czy wzywał do działań i protestów zagrażających porządkowi publicznemu w Polsce; czy wznosił hasła w stylu: „Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!”; czy w okresie późniejszym dopuścił się niszczenia urządzeń granicznych na granicy z Białorusią itp. (pełnomocnik pozwanych wskazał, że powodowi zostały z tego powodu postawione zarzuty). Prowadzona przez pozwanych Redakcja oceniała różne działania powoda jako antypolskie i inspirowane z zewnątrz, a niezależnie od trafności takiej oceny, uzasadnia to surową krytykę wyrażoną przez nią w formie karykaturalnego fotomontażu na okładce tygodnika. Trudno bowiem zrozumieć, dlaczego – zarówno na gruncie szeroko ujmowanej judykatury, jak i w praktyce – powszechnie dopuszcza się operowanie w publicystyce i w działalności publicznej przesadą, groteską, prowokacją, często w drastycznych formach łamiących powszechnie przyjęte normy, a nie można dosadnie skrytykować osoby, która bezpośrednio lub medialnie atakuje państwo polskie. 

 Ponadto Bartosz Kramek swoimi działaniami niejednokrotnie wykraczał poza normy ogólnie przyjęte, nie unikał i nie unika kontrowersji, ale sam często prowadzi akcje epatujące przesadą czy groteską, mające prowokacyjny czy wręcz szokujący charakter. Oceny takich działań tych mogą być rozmaite, zależnie od poglądów społecznych czy politycznych, jednak wszystkie mogą być wyrażane  w przestrzeni publicznej, nawet jeśli są skrajne.  Mają do nich prawo szczególnie dziennikarze, którzy w państwach demokratycznych  są wyrazicielami opinii publicznej. Każdy, kto podejmuje radykalne działania i wypowiada radykalne poglądy, powinien liczyć się z krytyką społeczną, w tym także medialną. Powód przedstawiał obraz państwa polskiego (a także środowisk, które według niego należy zwalczać) w ostry, karykaturalny wręcz sposób. Bardzo mocno angażował się przy tym w sprawy światopoglądowe, a nawet religijne (np. rozwieszając plakaty z „tęczową Matką Boską”), stosując przy tym piętnujący i „bezalternatywny” styl wypowiedzi. Stosując takie metody powinien więc liczyć się z negatywnymi ocenami swojej działalności, w tym również z surową krytyką. Karykatura, jaką jest będąca przedmiotem sporu okładka „Gazety Polskiej”, jest formą wypowiedzi dziennikarskiej, której można przypisać co najwyżej charakter opinii, a wypowiedzi ocenne nie poddają się tożsamym rygorom weryfikacji, jak fakty.

Karanie dziennikarza za wyrażanie takiej krytycznej oceny budzi zdecydowany sprzeciw. CMWP SDP  stoi na stanowisku, iż orzeczona w tym wypadku kara dla red. Tomasza Sakiewicza stanowi tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie dziennikarzy do podejmowania istotnej oraz wywołującej społeczne emocje tematyki kontrowersyjnych organizacji pozarządowych o niejasnych źródłach finansowania. Orzeczona dla dziennikarza upokarzająca kara przepraszania kogoś za opublikowaną krytykę jego poglądów, z którymi się nie zgadza oraz w konsekwencji dotkliwa kara finansowa powoduje tzw. efekt mrożący (tzw. chilling effect), wielokrotnie opisywany na gruncie prawa polskiego, jak i międzynarodowego jako naruszający zasadę wolności słowa.  Jest to nie do pogodzenia z opartą na dążeniu do prawdy i prezentacji różnych punktów widzenia pracą dziennikarską, do której zobowiązani są wszyscy dziennikarze.  Należy przy tym podkreślić, iż w interesie społecznym mają oni prawo wyrażać publicznie swoje poglądy nawet w trudnych i kontrowersyjnych sprawach nawet w wywołujący społeczne emocje sposób, jakim może być reakcja na karykaturę .

dr Jolanta Hajdasz

dyrektor CMWP SDP

Warszawa, 18 sierpnia 2022 r.

Redaktor Paweł Gąsiorski uniewinniony od zarzutu zniesławienia gminy Rędziny! W obronie dziennikarza występowało CMWP SDP

3 sierpnia 2022 r. Sąd Okręgowy w Częstochowie  uniewinnił redaktora Pawła Gąsiorskiego od zarzutu zniesławienia gminy Rędziny. Wyrok jest prawomocny.  CMWP SDP od początku tego procesu wspierało dziennikarza publicznie podkreślając w oświadczeniach, iż skazanie dziennikarza wyrokiem karnym za krytykę sposobu gospodarowania śmieciami przez  gminę jest nie tylko nie do pogodzenia z międzynarodowymi, powszechnie uznanymi standardami wolności słowa, ale także podważa powagę polskiego sądownictwa.

Red. Paweł Gąsiorski został skazany z art. 212 kk za  opublikowanie w 2019 r. na prowadzonym przez siebie  portalu www.gminaredziny.pl dwóch artykułów na temat wydatków i dochodów związanych z odbiorem, gospodarowaniem i transportem śmieci w gminie Rędziny.  Według aktu oskarżenia, gmina została zniesławiona m.in. sformułowaniami: “gmina nieźle zarabia na Waszych odpadach”,  “mieszkańcy za dużo płacą za śmieci”, co  rzekomo spowodowało utratę zaufania do gminy Rędziny przez mieszkańców. Gmina, a raczej jej władze nie zwróciła się do portalu o sprostowanie treści artykułu ani w części, ani w całości. Za to prywatny akt oskarżenia w tej sprawie złożył wójt Paweł Militowski zarzucając dziennikarzowi „zniesławienie gminy” .

W trakcie postępowania sądowego w I instancji w listopadzie ub. roku Sąd Rejonowy w Częstochowie warunkowo umorzył sprawę, uznając jednak, że dziennikarz dopuścił się zniesławienia gminy. Sąd zobowiązał red. Gąsiorskiego  do zapłaty nawiązki w wysokości 500 zł, publikacji przeprosin i zwrotu kosztów postępowania. Apelację od wyroku złożyły obie strony. Dziennikarza reprezentował przed sądem (pro bono) mec. Tomasz Bieda związany z Helsińską Fundacją Praw Człowieka.  Jak obecnie  informuje ona na swojej stronie internetowej w ustnym uzasadnieniu podczas ogłaszania wyroku  podczas rozprawy apelacyjnej Sąd zwrócił uwagę, że dwa artykuły prasowe będące przedmiotem sporu należy czytać jako całość i podkreślił, że miały one służyć debacie społecznej w zakresie wysokości ponoszonych opłat przez mieszkańców za wywóz śmieci. Sąd II instancji uznał więc, że nie ma podstaw do przypisania red. Pawłowi Gęsiarskiemu winy.

Jak podkreśla HFPC odnosząc się do kwestii legitymacji czynnej gminy w sprawach o zniesławienie – czyli tego, czy gmina może oskarżyć o zniesławienie – w ustnym uzasadnieniu Sąd II instancji zauważył, że budzi ona rozliczne wątpliwości. Sąd odnotował, że orzecznictwo ETPC kwestionuje możliwość uznania tego rodzaju jednostki za pokrzywdzone przestępstwem zniesławienia. Sąd uznał jednak, że nie można jednoznacznie wykluczyć takiej możliwości.

CMWP SDP przesłało do Sądu opinię amicus curiae w  obronie redaktora Pawła Gąsiorskiego w trakcie  postępowania  sądowego zarówno w I, jak i w II instancji. Jednoznacznie staliśmy na stanowisku, iż „nie można zniesławić gminy” i nie można pominąć faktu, że oskarżony dziennikarz dołożył w toku postępowania pierwszoinstancyjnego wszelkich starań, aby udowodnić prawdziwość zarzutów, które wysunął wobec gospodarki odpadami prowadzonej przez gminę Rędziny. Wskazał, że w aktach sprawy zawarte są dowody (dokumenty, zeznania świadków) potwierdzające okoliczności, które przytoczył w swoich publikacjach. Swoje tezy oparł na oficjalnych dokumentach otrzymanych z Urzędu Gminy, na podstawie których dokonał wyliczeń. Przedstawione przez oskarżonego wyjaśnienia są w tej mierze na tyle spójne i logiczne, że trudno jest zrozumieć, dlaczego Sąd Rejonowy nie uwzględnił dowodów ewidentnie przemawiających przeciwko skazaniu.

Opinia amicus curiae CMWP SDP w tej sprawie: TUTAJ.

Wcześniejsze informacje na ten temat TUTAJ.

Rzecznik Praw Obywatelskich powołuje się na stanowisko CMWP SDP w sprawie nacisków na „Gazetę Lubuską”

Władze powinny się powstrzymywać się od tłumienia krytyki prasowej, a granice krytyki powinny być szersze wobec osób pełniących funkcje publiczne – napisał rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek w piśmie do marszałek województwa lubuskiego Elżbiety Anny Polak. RPO poprosił o wskazanie podstawy prawnej skierowania do „Gazety Lubuskiej” pisma z prośbą o weryfikację osób w niej pracujących, przeciwko któremu publicznie i stanowczo protestowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.  Rzecznik Praw Obywatelskich   w tej sprawie przywołuje m.in. na stanowisko CMWP SDP.  

8 sierpnia b.r. rzecznik praw obywatelskich Marcin Wiącek napisał do marszałek województwa lubuskiego Elżbiety Anny Polak, gdyż kierownictwo „Gazety Lubuskiej” zwróciło się do niego o podjęcie działań zmierzających do zapewnienia poszanowania wolności słowa. Obawy redakcji wywołały działania Urzędu Marszałkowskiego mające – w jej ocenie – na celu wywarcie presji na gazetę. Szczególne wątpliwości wzbudziło pismo rzecznika prasowego Zarządu Województwa  z 14 lipca 2022 r. do redaktora naczelnego o „dokonanie rzetelnej weryfikacji osób”, z którymi pracuje redaktor naczelny oraz przypomnienie podstawowych zasad i norm wynikających z prawa prasowego. W tym piśmie wyrażono także krytyczną ocenę artykułów konkretnego dziennikarza, ze szczególnym uwzględnieniem formy tych tekstów.

Na oficjalnej stronie RPO napisano, iż po zapoznaniu się z pismem marszałek województwa lubuskiego z 14 lipca 2022 r. RPO stwierdził, że nie zawiera ono wniosku o publikację sprostowania w rozumieniu art. 31a ustawy z 26 stycznia 1984 r. Prawo prasowe.  Przypomniał także, iż pismo to spotkało się z krytyczną reakcją m.in. Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

W swoim piśmie rzecznik podkreślił, że przewidziana w art. 54 Konstytucji RP swoboda wypowiedzi obejmuje nie tylko jej treść, ale również formę. Z ochrony korzystają więc również wypowiedzi kontrowersyjne i sformułowane w sposób prowokujący. Wytyczając dopuszczalne granice wypowiedzi krytycznych, w tym również w zakresie odpowiedniej formy, należy uwzględnić, że granice te powinny być zdecydowanie szerzej zakreślone w stosunku do krytyki osób pełniących funkcje publiczne niż w wypadku krytyki osób takich funkcji nie pełniących. Teza, zgodnie z którą osoby pełniące funkcje publiczne muszą w większym stopniu niż osoby niemające tej cechy, tolerować zainteresowanie opinii publicznej, w tym kierowaną pod ich adresem krytykę, ugruntowana jest zarówno w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego, jak i Sądu Najwyższego . Ochrony swoich interesów organy władzy publicznej powinny dochodzić, korzystając z przysługujących im środków prawnych, w szczególności wniosku o sprostowanie.  Oceny tego, czy opublikowane materiały prowadzą do naruszenia dóbr prawnie chronionych, powinny zaś dokonywać sądy, a organy władz publicznych powinny powstrzymywać się natomiast od wszelkich działań mogących wywrzeć skutek w postaci tłumienia krytyki prasowej (zob. wyraźny zakaz tłumienia krytyki prasowej zawarty w art. 6 ust. 4 Prawa prasowego) – czytamy w piśmie RPO.

W związku z powyższym Marcin Wiącek poprosił Marszałek Województwa Lubuskiego o stanowisko w sprawie oraz wskazanie podstawy prawnej pisma do „Gazety Lubuskiej”.

Pismo RPO do marszałek Województwa Lubuskiego  z 8 sierpnia 2022 r. TUTAJ

Stanowisko CMWP SDP z 18 lipca 2022 r. TUTAJ.

Tomasz Sakiewicz prawomocnie skazany za okładkę w „Gazecie Polskiej”. CMWP SDP wspierało dziennikarza w tym procesie

11 sierpnia br.  zapadł prawomocny wyrok w sprawie o naruszenie dóbr osobistych, jaką wytoczył aktywista Bartosz Kramek  redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” Tomaszowi Sakiewiczowi . Dziennikarz ma  go przeprosić  i zapłacić mu zadośćuczynienie. W tym procesie CMWP SDP wspierało dziennikarza przesyłając do Sądu opinię amicus curiae. 

11 sierpnia Sąd Apelacyjny wydał wyrok w procesie o naruszenie dóbr osobistych, który toczył się pomiędzy aktywistą Bartoszem Kramkiem (powodem) i red. Tomaszem Sakiewiczem wraz Niezależnym Wydawnictwem Polskim (pozwanymi). Przedmiotem sporu była okładka „Gazety Polskiej” z 16 sierpnia 2017 r., na której zamieszczono fotomontaż przedstawiający m.in. Kramka, biorącego udział w „nowej kampanii wrześniowej”. Bartosz Kramek poczuł się zniesławiony tą okładką i wytoczył red. Sakiewiczowi oraz Niezależnemu Wydawnictwu Polskiemu, wydawcy tygodnika, pozew o naruszenie dóbr osobistych. Naczelny GP od początku sprawy wyjaśniał, że publikacja miała charakter satyryczny. Jej celem było zilustrowanie sposobu działań Bartosza Kramka, który jako aktywista wspiera akcje wymierzone w polski rząd. Bartosz Kramek wielokrotnie osobiście uczestniczył  w kontrowersyjnych działaniach organizowanych przez organizację Obywatele RP i Fundację Otwarty Dialog. Prezesem tej ostatniej jest  Ludmiła Kozłowska, prywatnie żona Bartosza Kramka. Zdaniem wielu polityków i publicystów  aktywności Bartosza Kramka  wpisywały się w politykę prowadzoną przeciwko polskim władzom przez Niemcy i Rosję.   Sąd Apelacyjny w Warszawie prawie w całości oddalił apelację red. Tomasza Sakiewicza i zasadniczo utrzymał w mocy wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie. Jedyna zmiana, jaką postanowił warszawski SA, dotyczy miejsca publikacji przeprosin – te mają znaleźć się nie na okładce „Gazety Polskiej”, lecz na drugiej stronie tygodnika. Pozwany został dodatkowo obciążony kosztami postępowania apelacyjnego. Redaktor Sakiewicz ma opublikować przeprosiny na łamach „Gazety polskiej” oraz  zapłacić blisko 30 tysięcy złotych, na które składa się 15 tysięcy złotych odszkodowania  na rzecz Bartosza Kramka, 10 tysięcy na rzecz fundacji Centrum Praw Kobiet oraz zwrot kosztów procesu w II instancji .

Wyrok sądu II instancji sędzia Edyta Jefimko uzasadniała następująco: Krytyka zniesławiająca, stygmatyzująca poprzez wykorzystanie zdjęcia stworzonego dla celów propagandowych totalitarnego państwa z odwołaniem się do symbolicznej postaci nazistowskiego najeźdźcy, nie może być uznana za rzetelną i rzeczywiście służyć dobru społecznemu – czyli działaniu w interesie społecznym, na które pozwani się powoływali. Prawidłowo zatem Sąd Okręgowy uznał, że doszło do naruszenia dóbr osobistych powoda w postaci wizerunku, godności i dobrego imienia. Słusznie zatem udzielił ochrony prawnej, stosując majątkowe i niemajątkowe środki takiej ochrony. Redaktor Tomasz Sakiewicz  z oburzeniem przyjął tę decyzję sądu komentują ją dla mediów i PAP .  Mamy tu do czynienia z rażącą nierównością stron – powiedział Tomasz Sakiewicz –  w I instancji w ogóle odmówiono mi prawa głosu, nie wpuszczono mnie na salę, nie dopuszczono mnie do połączenie skype’owego, nie przesłuchano moich świadków, a w II instancji sędzia tylko udawała, że próbuje wyrównać szkody wyrządzone przez I instancję. Doszło do tego, że pan Kramek i jego adwokacji mogli mnie przesłuchiwać, a ja nie mogłem zadać mu żadnego pytania; i to wszystko działo się na jednej sali – jakby miał gorsze prawa. A już sam fakt, że sądzi się za satyrę polityczną świadczy jak najgorzej o sytuacji w naszym kraju. W dodatku sędziowie zarówno z I jak z II instancji to są osoby mocno zaangażowane politycznie: sędzia z I instancji nie ukrywał swoich poglądów i tego, że solidaryzuje się z panem Kramkiem, a sędzia z II instancji podpisywała się pod listami „rozgrzanych” sędziów, którzy wypowiedzieli posłuszeństwo Polsce.

Mec. Andrzej Lew-Mirski, pełnomocnik Sakiewicza, jest rozczarowany postępowaniem wymiaru sprawiedliwości. Komentując dla mediów  tę decyzję Sądu  powiedział iż w jego ocenie Sąd II instancji dokonał jedynie  pewnych kosmetycznych zmian w wyroku, uwzględniając apelację. Nie zmienia to jednak faktu, że zostaliśmy potraktowani jako osoby, które naruszyły dobra osobiste pana Kramka.Zdaniem adwokata orzeczenie sądu jest zastanawiające: Warto się nad nim pochylić nie tylko w kontekście przykładu samego powoda Kramka, ale samego sposobu rozumowania sądu apelacyjnego  – powiedział mec. Lew – Mirski.

Decyzja Sadu jest prawomocna. Na jej podstawie Bartosz Kramek może oczekiwać na zamieszczenie przeprosin i zapłacenie zadośćuczynienia. Przepisy dopuszczają jednak
możliwość wniesienia skargi kasacyjnej do Sądu Najwyższego. Skorzystanie z takiego środka prawnego nie wstrzymuje wykonania wyroku sądu II instancji, jednak SN może uchylić takie orzeczenie i zwrócić sprawę do rozpoznania sądowi powszechnemu.  Redaktor naczelny „Gazety Polskiej” nie wyklucza wniesienia skargi kasacyjnej.

W ubiegłym roku, 28 lipca 2021 r. ,  warszawski Sąd Okręgowy  wydał wyrok, w którym nakazał redaktorowi przeprosić Kramka na okładce „Gazety Polskiej”, a także polecił zapłacić pozwanym solidarnie zadośćuczynienie w kwocie 15 tys. zł na rzecz powoda oraz 10 tys. zł na rzecz fundacji Centrum Praw Kobiet. Redaktor Sakiewicz został także obciążony kosztami procesu. Od tego wyroku sądu I instancji została przez niego złożona apelacja.  CMWP SDP wspierało dziennikarza w tym procesie i 9 czerwca b.r. przesłało do Sądu opinię amicus curiae, w której przedstawiliśmy wątpliwości dotyczące decyzji Sądu I instancji.

Tekst i zdjęcia Anna Maria Szczepaniak

Wcześniejsze informacje na ten temat TUTAJ.

CMWP SDP w obronie red. Pawła Gąsiorskiego w rozprawie apelacyjnej z gminą Rędziny

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP działające jako „przyjaciel sądu” przesłało opinię amicus curiae  do Sądu Okręgowego w Częstochowie w rozprawie apelacyjnej red. Pawła Gąsiorskiego . Został on skazany  z art. 212 kk za „zniesławienie gminy Rędziny” . Pierwsza rozprawa w tej sprawie zaplanowana jest na 2 sierpnia . 

Red. Paweł Gąsiorski został skazany za  opublikowanie w 2019 r. na prowadzonym przez siebie  portalu www.gminaredziny.pl dwóch artykułów na temat wydatków i dochodów związanych z odbiorem, gospodarowaniem i transportem śmieci w Gminie Rędziny. Teksty te zostały także opublikowane  na portalu Facebook.  Według aktu oskarżenia, gmina została zniesławiona  m.in. sformułowaniem “gmina nieźle zarabia na Waszych odpadach”,  “mieszkańcy za dużo płacą za śmieci”, co  rzekomo spowodowało utratę zaufania do gminy Rędziny przez mieszkańców. Gmina nie zwróciła się do portalu o sprostowanie treści artykułu ani w części, ani w całości.  W toku postępowania sądowego Paweł Gąsiorski nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i w tym zakresie złożył wyjaśnienia. Zgodnie z jego linią obrony, nie uchybił on wymogom art. 12 ust. 1 ustawy – Prawo prasowe, dochowując wskazanej przez ustawodawcę staranności i rzetelności. Podniósł również, że gmina nie może  być oskarżycielem prywatnym w niniejszej sprawie. Został jednak skazany wyrokiem Sądu Rejonowego w Częstochowie – Wydział XVI Karny z dnia 23 listopada 2021 r.  CMWP przedstawiło swoją opinię w postępowaniu pierwszoinstancyjnym (pismo z dnia 19 listopada 2021 r.), jednak z uwagi na wydanie wyroku skazującego, opinia ta wymagała  uzupełnienia, dlatego 27 lipca b.r. została wysłana do Sądu Okręgowego . 

CMWP SDP pragnie  jednoznacznie podkreślić , iż skazanie dziennikarza wyrokiem karnym za krytykę gospodarki śmieciowej gminy jest nie tylko nie do pogodzenia z międzynarodowymi, powszechnie uznanymi standardami wolności słowa, ale wręcz podważa powagę polskiego sądownictwa. Wydawanie wyroków skazujących za tego rodzaju czyny nie powinno mieć miejsca w praworządnym państwie w XXI w. Utrzymanie w mocy orzeczenia sądu I instancji zdecydowanie nie leżałoby więc w interesie wymiaru sprawiedliwości. Wbrew pozorom, nie leżałoby również w interesie oskarżyciela (jakkolwiek postrzegają tą kwestię jego przedstawiciele), ponieważ organ władzy, którego w praktyce nie wolno krytykować na łamach prasy, nie będzie poddany należytej kontroli społecznej. Ostatecznie, byłoby szkodliwe zarówno dla tego organu, jak i całej wspólnoty samorządowej.

Ponadto skazanie red. Pawła Gąsiorskiego wyrokiem karnym stanowi rażące naruszenie jego konstytucyjnych praw obywatelskich oraz wolności słowa. Należy podkreślić, że gmina nie skorzystała z możliwości złożenia wniosku o sprostowanie zawartych w artykułach prasowych treści, które uważa za nieprawdziwe lub nieścisłe. W tym kontekście argumentacja zawarta w akcie oskarżenia budzi poważne wątpliwości, bowiem kluczowym elementem sprawy wydaje się raczej chęć ukarania „nieprawomyślnego” dziennikarza za publikację niż rzeczywiste dążenie do wyjaśnienia stanu faktycznego i obrony dobrego imienia samorządu. CMWP SDP stoi w związku z tym na stanowisku, że wniesiony w niniejszej sprawie akt oskarżenia stanowi tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie dziennikarza do podejmowania tematyki gospodarki finansowej gminy Rędziny. Nie służy więc założonym przez ustawodawcę celom, lecz w istocie tłumieniu krytyki, która stanowi przecież niezbędny element społeczeństwa obywatelskiego. Skutkuje to niszczeniem wolnej debaty i godząc w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa. W konsekwencji, ewentualne utrzymanie wyroku skazującego spowodowałoby tzw. efekt mrożący (który już wystąpił wskutek skazania w I instancji) i byłoby nie do pogodzenia z aktywnością społeczną obywateli, którzy w interesie publicznym mają prawo żądać wyjaśnień, wyświetlać kontrowersyjne sprawy, krytykować władzę i bronić w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP).

CMWP SDP podtrzymuje w niej swoją opinię, iż trafny jest powołany w apelacji zarzut pełnomocnika oskarżonego, dotyczący braku legitymacji procesowej (formalnej) po stronie gminy. Wniesienie przez wójta w imieniu gminy prywatnego aktu oskarżenia nie spełnia przesłanki zaspokajania zbiorowych potrzeb wspólnoty lokalnej i wykracza poza ustawowe kompetencje gminy. Legitymowanym formalnie do wniesienia aktu oskarżenia mógłby być hipotetycznie wójt gminy jako osoba fizyczna i to jedynie w przypadku, gdyby jego osobiście dotyczyły zarzuty mogące wyczerpywać przesłanki zniesławienia.
Niezależnie od tego CMWP pragnie zwrócić uwagę, że publikacje Pawła Gąsiorskiego miały charakter ocen i to nakierowanych na wyjaśnienie sprawy oraz zwrócenie na nią uwagi opinii publicznej. W tym kontekście trafny jest podniesiony w apelacji zarzut obrazy przepisów prawa materialnego tj. art. 212 k.k. w związku z art. 213 § 2 k.k. poprzez jego błędne zastosowanie, polegające na przyjęciu, że pomówienie w rozumieniu przepisu art. 212 k.k. może mieć charakter wypowiedzi ocennej, a nie tylko wypowiedzi o faktach. Skoro bowiem Sąd Rejonowy przyznał, iż kwestionowanie „prawidłowości zaliczenia określonych kosztów na poczet kosztów związanych z realizacją gospodarki odpadami” jest oceną dziennikarza, logicznym tego następstwem powinno być jego uniewinnienie, nie zaś skazanie.

Odnosząc się natomiast do kwestii, czy swoimi publikacjami red. Paweł Gąsiorski nie przekroczył granic dozwolonej krytyki, należy zwrócić uwagę, że zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz), wolność wypowiedzi dziennikarskiej obejmuje również możliwość użycia pewnej dozy przesady lub prowokacji (sprawa Prager
i Oberschlick przeciwko Austrii
, skarga nr 15794/90).  Powyższe stwierdzenia, odnoszące się do polityków (osób publicznych), należy tym bardziej i to w znacznie szerszym stopniu odnosić do publicznych osób prawnych – jednostek samorządu terytorialnego, które z istoty rzeczy nie mogą być przedmiotem „zniesławienia” w takim znaczeniu, jak osoby fizyczne,
co wynika zarówno z ich formalnego charakteru (osoba prawna jest konstrukcją prawną, a nie realnie żyjącą osobą), jak i z ich publicznego charakteru, co w świetle bogatego orzecznictwa sądowego implikuje konieczność liczenia się z krytyką, nawet wyrażaną w ostrej formie.

Nie można wreszcie pominąć faktu, że oskarżony dziennikarz dołożył w toku postępowania pierwszoinstancyjnego wszelkich starań, aby udowodnić prawdziwość zarzutów, które wysunął wobec gospodarki odpadami prowadzonej przez Gminę Rędziny. Wskazał, że w aktach sprawy zawarte są dowody (dokumenty, zeznania świadków) potwierdzające okoliczności, które przytoczył w swoich publikacjach. Swoje tezy oparł na oficjalnych dokumentach otrzymanych z Urzędu Gminy, na podstawie których dokonał wyliczeń. Przedstawione przez oskarżonego wyjaśnienia są w tej mierze na tyle spójne i logiczne, że trudno jest zrozumieć, dlaczego Sąd Rejonowy nie uwzględnił dowodów ewidentnie przemawiających przeciwko skazaniu. Ocena tego stanu rzeczy należy jednak do Sądu II instancji.

Opinię amicus curiae w niniejszej sprawie podpisali  dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP oraz Michał Ł. Jaszewski, doradca ds. prawnych SDP.

Pełny tekst opinii amicus curiae CMWP SDP w niniejszej sprawie jest TUTAJ.

Sprawa red. Piotra Filipczyka z portalu wPolityce.pl pozwanego z art. 212 kk. Relacja z rozprawy

21 lipca 2022 r. w Sądzie Rejonowym w Gdyni, w II Wydziale Karnym odbyło się kolejne już (trzecie) posiedzenie pomiędzy Henrykiem Jezierskim, właścicielem wydawnictw motoryzacyjnych z Trójmiasta, a Piotrem Filipczykiem, dziennikarzem portalu wPolityce.pl. Akt oskarżenia z art. 212 kk przeciwko red. Piotrowi Filipczykowi  wniósł red. Henryk Jezierski. Przyczyną oskarżenia jest opublikowany na portalu www.wpolityce.pl w dniu 29 stycznia 2019 r. tekst zatytułowany „Teczkowy skandal w Gdańsku? Sprawę zbada policja. Radni PiS dostali maile, że jeden z nich miał współpracować z SB”. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło niniejszy proces monitoringiem. Obserwatorem CMWP SDP jest red. Maria Giedz. 

Sprawa prowadzona jest z wyłączeniem jawności, dlatego nie można ujawniać jej szczegółów. Na podstawie 241 art. par.2 Kodeksu Karnego ten, kto rozpowszechnia publicznie wiadomości z rozprawy sądowej prowadzonej z wyłączeniem jawności  podlega bowiem grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

Sprawę prowadzi sędzia Joanna Biernacka. W rozprawie 21 lipca uczestniczyli: Henryk Jezierski, Piotr Filipczyk oraz jego pełnomocnik mec. Robert Małecki, a także Maria Giedz, obserwator  CMWP. Pojawili się też dwaj świadkowie. Wezwanych było czterech, co wynikało z wokandy wywieszonej przed salą rozpraw. Możemy jedynie wspomnieć, że sporny materiał prasowy autorstwa Piotra Filipczyka wiąże się z konfliktem Henryka Jezierskiego z gdańskim radnym PiS Waldemarem Jaroszewiczem. Najbardziej kontrowersyjnym fragmentem artykułu była informacja o mailach rozesłanych do gdańskich radnych na temat rzekomej współpracy Jaroszewicza z komunistycznymi służbami. Filipczyk napisał: „Nadawcą wiadomości, która krąży także po redakcjach, był Henryk Jezierski, znany m.in. z antysemickich publikacji dziennikarz sam jakiś czas temu zdemaskowany jako tajny współpracownik SB. Jezierski miał grozić Jaroszewiczowi, że nagłośni sprawę, jeśli ten nie złoży mandatu. – Zgłosiłem już na policję próbę szantażu i oszczerstwo – mówi nam Jaroszewicz. I dodaje, że, aby rozwiać wszelkie wątpliwości, podda się autolustracji.”

Zwrot „zdemaskowany jako tajny współpracownik SB”, określający Jezierskiego okazał się przyczyną pozwu, mimo że artykuł ukazał się po publikacji książki Daniela Wicentego: „Weryfikacja gdańskich dziennikarzy w stanie wojennym”, wydanej przez IPN w Gdańsku w 2015 r. Na stronie 77 tego opracowania czytamy: „Henryk Jezierski – pracownik sekretariatu redakcji. Proponuje się pozostawić w zespole”. Do tego jest przypis nr 17: [Jezierski] „Zarejestrowany jako KTW (prawdopodobnie 27 IV 1988 r.), a następnie jako TW ps. „Jurek” przez Wydział III WUSW w Gdańsku (nr rej. 57968, nr arch. I-26134), wyrejestrowany 3 VII 1989 r. ze względu na „odmowę współpracy” (na podstawie wypisu z dziennika rejestracyjnego b. WUSW w Gdańsku; materiały nie zachowały się)”. Wszystkie materiały z tamtego okresu zostały zmikrofilmowane, a następnie w 2010 r. spalono je wraz z mikrofilmami, dlatego też w książce Daniela Wicentego brakuje wyraźnego potwierdzenia o współpracy Jezierskiego z SB.  Spór pomiędzy Jezierskim, a Jaroszewiczem został zamknięty prawomocnym wyrokiem na niekorzyść Jezierskiego. Lista dziennikarzy pozwanych i oskarżonych przez Henryka Jezierskiego jest długa, w kilku z nich dziennikarzy wspierało i wspiera nadal CMWP SDP.

Kolejny termin rozprawy Sąd wyznaczył na 18 października 2022 r.

Tekst i zdjęcie: Maria Giedz

 

 

Apel CMWP SDP o wyjaśnienie zarzutów dotyczących nagannych metod pracy redakcji Gazety Wyborczej

W związku z informacjami ujawnionymi przez portal tvpinfo.pl poprzez publikację nagrania ze spotkania kierownictwa Gazety Wyborczej z zarządem spółki Agora z listopada 2021 r. CMWP SDP apeluje do GW o rzetelne wyjaśnienie zarzutów dotyczących stronniczości i nagannych praktyk wewnątrzredakcyjnych, jakie ujawnia publikacja. W kontekście tego, iż osoby wypowiadające się na  w/w spotkaniu, w tym kierownictwo Agory nie odpowiedziały na pisemnie zadane pytania Autorów publikacji, szczegółowe wyjaśnienie na ten temat jest wyjątkowo pożądane ze względu na ważny interes społeczny.

Z ujawnionych rozmów w GW wyłania się obraz walki o pieniądze i wpływy między Redakcją, a przedstawicielami właściciela, czyli Zarządu Spółki oraz istniejących wzajemnych pretensji i oskarżeń między zespołem redakcyjnym, a zarządzającym w wydawnictwie. Zdumienie i oburzenie mogą budzić metody pracy dziennikarzy GW przedstawione w nagraniach np. ingerencje zarządu w sprawie tekstów dotyczących reklamodawców i wydawanych książek, czy np. istnienie w redakcji grupy cyt. „dziennikarzy, którzy non-stop tropią pana Obajtka i innych ludzi” , a których pracę nadzoruje zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” kierujący działem Kraj.

Jak czytamy na stronie internetowej, portal tvp.info postanowił opublikować najważniejsze fragmenty prowadzonych w redakcji GW rozmów ze względu na interes społeczny. Pokazują one zdaniem redakcji portalu obraz tego, co działo się w spółce wydającej jedną z najważniejszych gazet w Polsce oraz ujawniają  kulisy pracy pisma związanego silnie z obozem antyrządowym i władzą lokalną w wielu miejscach w naszym kraju. Nagrane spotkanie miało miejsce po zwolnieniu przez kierownictwo Agory Jerzego Wójcika, dyrektora wydawniczego Gazety Wyborczej. Przez to zwolnienie trwający już wcześniej spór zaczął jeszcze bardziej eskalować, a redakcja zażądała rozmów z kierownictwem spółki. Poziom nieufności między przedstawicielami redakcji GW i zarządu spółki Agora  był tak wysoki, że jeden z uczestników postanowił spotkanie nagrać. Ono trafiło do portalu tvpinfo.pl

Jak informuje  portal   w trakcie spotkania padają bardzo konkretne zarzuty pod adresem kierownictwa Agory i Gazety.pl dotyczące próby odebrania danych subskrybentów Wyborczej i wystawienia ich na targowanie przez Agorę i Gazetę. Stawiane są personalne zarzuty niekompetencji menadżerów spółki, ujawnianie są praktyki promowania tekstów przez zaprzyjaźniony TVN24 oraz pojawiają się wątki finansowe, łączone z bieżącą aktywnością medialną, w tym z nagonką na prezesa Orlenu. Dlatego CMWP SDP apeluje o wyjaśnienie tych zarzutów.  Sprawa ta jest istotna w kontekście realizacji zasady wolności słowa demokratycznego państwa ze względu na społeczne skutki oddziaływania mediów, w tym Gazety Wyborczej, oraz wpływ na nie warunków pracy dziennikarzy i redaktorów oraz ich metod pracy.

 

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 25 lipca 2022 r.