Absurdalne żądanie 90 tysięcy odszkodowania za zdjęcia policjantów, którzy zatrzymali BATMANA

Za publikację zdjęć z zatrzymania mężczyzny w stroju Batmana, prawnik działający w imieniu policjantów żąda od fotoreportera absurdalnych przeprosin i prawie 90 tysięcy złotych odszkodowania. Zapłacić ma Robert Kwiatek z władz Gdańskiego Oddziału SDP, bo to on ośmielił się na zdjęciach pokazać policyjne zatrzymanie Człowieka Nietoperza przez funkcjonariuszy z Gdańska na wiecu wyborczym Rafała Trzaskowskiego. Dzięki fotografiom Kwiatka cała Polska zobaczyła śmieszność władzy, która ściga komiksowego bohatera, bo nawet dziecko wie, że Batman jest dobry i nie robi świństw.

Czy to skandal i łamanie wolności słowa, czy też może rozgrzane głowy policjantów chcących odegrać się za to, że reporter pokazał ich zdjęcia jak zatrzymują Batmana? Jedno i drugie. Policjant to funkcjonariusz publiczny i musi się liczyć z tym, że kiedyś jego dzieci kiedyś i jego zobaczą, jak będzie zatrzymywał Batmana, Zorro lub Królewnę Śnieżkę. Fotoreporter musi natomiast pokazać efekty swojej pracy, bo nie ma w Polsce cenzury… Przynajmniej oficjalnie.

Próby wywarcia presji ze strony prawnika funkcjonariuszy policji na prawo do swobodnego prezentowania poglądów, treści i obrazów należy uznać za działania mające znamiona cenzury. Nie przymykajmy oka na to, że policjanci „bronili porządku prawnego”, bo ani na chwilę przeciwnicy Trzaskowskiego nie byli zagrożeniem dla kandydata PO. No chyba, że byli przebrani nie za Batmana a za innych polityków PO.

SDP zawsze będzie bronić dziennikarzy, operatorów kamer i fotoreporterów, jeśli organy państwa – a tak często dzieje się pod rządami Tuska – będą zastraszały media, szczególnie te konserwatywne i społeczne.

Człowieka przebranego za Batmana policjanci z Pomorza zatrzymali za to, że w oknie jego pokoju hotelowego zawieszono transparent „Byle nie Trzaskowski” podczas wizyty wyborczej polityka PO w Trójmieście 30 maja br. Czy policja będzie teraz ścigać dziennikarzy, fotoreporterów, którzy pokazują ich interwencje? Może, ale dlaczego funkcjonariusze pogrążają się w grotesce? Robert Kwiatek w rozmowie z portalem z SDP podkreślił, że całe zdarzenie byłoby nawet śmieszne, gdyby nie było po prostu smutne. „To kneblowanie ust, zastraszanie dziennikarza i próba wyłudzenia pieniędzy” – powiedział Kwiatek.

 ***

Oto fragmenty wpisu Roberta Kwiatka na Facebooku [wersja oryginalna – red.]:

„(…) To dzieje się dzieje, to nie żart. Przeczytajcie proszę do końca też z tym pismem na zdjęciach. Panią adwokat😀 daję na zdjęciu, bo robi mega karierę a ja ją w tym będę wspierał od dziś 😀 Pismo to traktuje jako próbę wyłudzenia pieniędzy i zastraszenia dziennikarza…”

Otrzymałem je z kancelarii prawnej domagającej się z mej strony przeprosin, w stosunku do funkcjonariuszy którzy bezprawnie wdarli się do hotelu, chcąc zatrzymać BATMANA.

Pismo publikuje w całości – zdjęcia. Pomijając aspekt prawny, bo sądy europejskie już rozstrzygały tę kwestię, dając prymat prawa do informacji nad ochronę osobistą funkcjonariuszy podczas interwencji.

Nie wierzę by Pani adwokat tego nie wiedziała, nie znała, może jest coś do ugrania a chłopaki z policji kasę zapłacili <<żaden grosz nie śmierdzi>>?

Pani Adwokat Agnieszka Derezińska Jankowska członek Pomorskiej Izby Adwokackiej – członek Krajowej Rady Adwokackiej, taka osoba widnieje na podpisanym piśmie, reprezentująca 9 policjantów w ich imieniu domaga się: zadośćuczynienia w wysokości zbiorczo 89.000 zł” – napisał kwiatek na swoim profilu na FB.

„To pikuś wiadomo zapłacę, sprzedam nerkę, motocykl i duszę😀😀😀 ale co dalej? Bo to nie koniec oczekiwań, mam m.in. opublikować na własny koszt przez okres 30 dni na swoim koncie na niebieskim tle:

<< Ja Robert Kwiatek przepraszam funkcjonariuszy policji, którzy w dniu 30 maja podjęli interwencję w hotelu Holland House Residence… za to, że pomimo braku zgody wykonałem zdjęcia z przebiegu interwencji, ujawniając wizerunek funkcjonariuszy a następnie przekazałem zdjęcia innym podmiotom, które to dalej je udostępniały i TV o zasięgu ogólnopolskim. Opublikowania na własny koszt oświadczenia opublikuje przeprosiny, w ogólnopolskim wydaniu serwisu w głównym wydaniu serwisu internetowego TV Republika p.t. Dzisiaj w piątek o godz. 19.00…” – zaznaczył na swoim profilu FB fotoreporter.

Dalej Kwiatek wyjaśnia, czego jeszcze żądają od niego policjanci za pośrednictwem swojej prawniczki. „Przeprosiny mają być odczytane moim głosem, osobiście, spokojnym, jednostajnym, bez wyrażania emocji, bez wykonywania gestów, znaków ośmieszających czy umniejszających powagę przeprosin. W czasie odczytywania przeprosin ich pełny tekst winien być widoczny na pozostałej części ekranu w formie tekstu opisanego czarna czcionka opisanego Times New Roman o wielkości wypełniającej co najmniej 60% części ekranu nie zajmowanej przez pana postaci. Przy czym odstępy między literami, wierszami, mają umożliwić normalne odczytanie tekstu… No cóż,Pani mecenas i Panowie policjanci, widzimy się w sądzie o ile oni przyjmą taki wniosek…” – napisał Kwiatek.

O wynaturzeniach w przekazie pisze HUBERT BEKRYCHT: Dziennikarscy rachmistrzowie

Uczono mnie, że źródła są najważniejszymi filarami powstawania jakiegokolwiek materiału dziennikarskiego. No cóż albo się wiele zmieniło albo po prostu ludziom mediów się nie chce sprawdzać źródeł. Co nie zmienia faktu, że jak piszesz o „fałszerstwach wyborczych” to masz to udowodnić, a nie liczyć głosy.

Na antenie TVN obserwowaliśmy żenujący spektakl „transparentności” liczenia głosów. Troje sędziów najpierw męczyło się, aby otworzyć worek z głosami ze spornej komisji (nie mówili w TVN, czy to rzeczywiście ten worek), a potem liczono głosy. I doliczono się. Jednego spornego głosu, który mógł być oddany na prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego a nie na prezydenta-elekta Karola Nawrockiego. Przypomnę, jeden głos.

Sekundanci chaosu

Co tak bulwersuje? Już nawet nie to, że rząd Donalda Tuska nie umie przegrywać, nie to także, iż „zarzuty” wobec procedur liczenia są na poziomie małego dziecka skaczącego z dywanu na podłogę…

To, co działo się po „uruchomieniu” mechanizmu zohydzania Nawrockiego i to, co robiły rządowe media po przekazaniu prezydentowi elektowi zaświadczenia PKW o wyborze są zaledwie literówką w ogromnym tekście o bólu liberalno-lewackich środowisk po wyborach prezydenckich. To, co naprawdę groźne to włączanie się prorządowych dziennikarzy do „ogólnonarodowego liczenia głosów”.

To oni przecież sekundowali w wywoływaniu nieufności do kwestionowania wyników wyborów wygranych przez Karola Nawrockiego prawie taką samą przewagą głosów, jaką pięć lat temu wygrał Andrzej Duda z Rafałem Trzaskowskim. Czyli, nie „znikomą” jak piszą lizusi z redakcji sprzyjających Tuskowi.

Liczenie na antenie..?

Dziennikarscy rachmistrzowie nie są odosobnieni, ale to oni nakręcają histerię, podnoszą krzyk tam, gdzie nie westchnęli nawet po wyborach parlamentarnych w październiku 2023 roku. Gdzie byli owi „strażnicy” etyki zawodowej, kiedy ewidentnie łamano ordynację wyborczą i prawo powszechne przewożąc autobusami (!) grupy wyborców z okręgu do okręgu, tam, gdzie możliwy był mandat jeszcze jednego przedstawiciela ówczesnej opozycji.

Gdzie byli owi uśmiechnięci żurnaliści przytakujący obecnemu rządowi, kiedy w nocy stały ogromne kolejki przed lokalami wyborczymi w niepewnych dla PO okręgach wyborczych? To byli ludzie, którzy swój głos oddali nie raz kilka godzin po zamknięciu lokali… Już nazajutrz po zakończonych wyborach. I ludzie ci nie byli na terenie lokali wyborczych, bo teren to tylko najwyżej kilka metrów przez siedzibą obwodowej komisji wyborczej, a nie kilkaset metrów wokół budynku.

„Akcję profrekwencyjną” rozdają ciepłe napoje i pizzę prowadzili w tych kolejkach przyszli posłowie, przyszłej koalicji. Mało? Widać, jeśli uczciwi nie reagują, mało. Z kronikarskiego obowiązku przypomnę, że wyborów parlamentarnych sprzed prawie półtora roku nie zakwestionowała konserwatywna opozycja.

A potem będzie wstyd…

Teraz, po wyborach prezydenckich wygranych przez Karola Nawrockiego, doszedł autentyczny element podżegania, obrzydliwego podżegania. Do czego? Do przestępstwa polegającego na pomawianiu członków komisji w całej Polsce, że nie „przypilnowali” wyborów. Lub je „sfałszowali”.

W kraju, gdzie administracja państwowa – definicyjnie to także administracja samorządowa – jest we władaniu PO, TD (której już nie ma, ale jest) i Lewicy (nie wiadomo, czy jest). Byłoby to wszystko paradne, gdyby nie chodziło o teoretycznie możliwą wojnę domową po zamachu stanu. Za mocno? A czymże jest namawianie do kwestionowania legalnych wyborów?

Ludzie z rządu nie ukradną wyborów, ale niesmak po ich medialnych akolitach „liczących” nasze głosy pozostanie…

 

Hubert Bekrycht

 

 

W Klubie Historycznym SDP: koncert lwowski i spotkanie z red. TADEUSZEM PŁUŻAŃSKIM

Serdecznie zapraszam w najblizszy wtorek (24 czerwca)  o godz. 18.30 do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (ul. Foksal 3/5 w Warszawie) na koncert w intencji Polakow we Lwowie.
W środę 25 czerwca br. o godz.18, także w Domu Dziennikarza przy Foksal odbędzie się kolejne zebranie Klubu Historycznego SDP.
Spotkanie poprowadzi redaktor Tadeusz Plużanski.
Temat: „Prześladowania i obławy na Żolnierzy Wyklętych po wojnie”.
Zapraszam i pozdrawiam serdecznie
Hanna Budzisz szefowa Klubu Historycznego SDP 

Nie żyje red. MARIA LEŚNIKOWSKA

Zmarła redaktor Maria Leśnikowska-Pietrasik. O jej śmierci zawiadomiła Rodzina w prasowym nekrologu. Miała 76 lat.

Portal Wirtualne Media napisał o zmarłej w niedzielę 22 czerwca:

„Maria Leśnikowska w latach 1981–1995 pracowała w „Kurierze Polskim”, a w latach 1995–1998 w „Super Expressie”, m.in. jako szefowa działu krajowego i wicenaczelna. Następnie przez kilka lat pełniła funkcję szefowej działu krajowego „Życia”. Była też związana m.in. z Telewizją Polską” – podkreślił portal WM.

O śmierci Marii Leśnikowskiej na swoim fejsbukowym profilu zawiadomił również reżyser Arkadiusz Gołębiewski, który opisywał niezwykłą historię jej zamordowanego przez stalinowców ojca.

„Kolejna smutna wiadomość. W 2018 w Pałacu Prezydenta RP, podczas uroczystości wręczenia not identyfikacyjnych, mówiła: <<Zdjęcie Ojca, które dzisiaj widzę, widzę po raz pierwszy. Urodziłam się 4 miesiące po jego śmierci w 1950 roku. Widzę, jak jestem do niego podobna… To dla mnie wielki dzień, że prof. Krzysztof Szwagrzyk ze swoim Zespołem odnaleźli szczątki mojego Taty. Na ten dzień czekałam całe życie>>, mówiła wówczas Pani Maria” – napisał Arkadiusz Gołębiewski operator, reżyser, producent, scenarzysta filmowy, dyrektor Festiwalu Filmowego Niepokorni, Niezłomni Wyklęci.

„Dla osób, które znają moje filmy: <<Kwatera Ł>>, <<Dzieci Kwatery Ł>>, zapewne pamiętają sceny, kiedy Pani Maria, opowiada, jak jej mama Apolonia, przekupiła grabarza, który wskazał miejsce potencjalnego pochówku. Potem ze swoimi uczniami z LO, przyniosła krzyż i w krzakach, na wysypisku śmieci cmentarza na Wojskowych Powązkach, ustawiła go w potencjalnym miejscu pochówku” – wspominał reżyser na FB.

„Historia Pani Marii, to również temat mojego filmu dokumentalnego, który tworzę od lat. To również inspiracją do mojej opowieści fabularnej pt. Apolonia, do której zdjęcia rozpocznę jeszcze tego lata. Warto też dodać, że Pani Maria, to żona Śp. Zdzisława Pietrasika, krytyka filmowego, pracującego przez lata dla Tygodnika Polityka” – podkreślił twórca.

„Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się w najbliższy poniedziałek o godz . 12.30 w kościele przy ul. Kokosowej na Ursynowie, już w najbliższy poniedziałek. Marysiu, dziękuję! Spoczywaj w Pokoju!” – napisał Arkadiusz Gołębiewski.

Wyrok dla dwóch sprawców zamachu na maltańską dziennikarkę DAPHNE GALIZIĘ

Są wyroki skazujące dwóch członków gangu odpowiedzialnych za wybuch samochodu – pułapki, w którym 8 lata temu zamordowano maltańską dziennikarkę Daphne Caruanę Galizię – podała Europejska Federacja Dziennikarzy. Organizacja poinformowała, że wyroki skazujące dla Roberta Agiusa i Jamiego Velli, wydane przez ławę przysięgłych w La Valletcie 5 czerwca, są przełomowym krokiem w walce z długoletnia bezkarnością przestępców.

Wciąż trwa postępowanie w sprawie domniemanego organizatora zamachu na dziennikarkę. Jej rodzina i przyjaciele wielokrotnie apelowali o przyspieszenie postępowania.

Zginęła, bo była dziennikarką

Wyrok zapadł po sześciotygodniowym procesie. Stało się to jednak prawie osiem lat po tragicznej śmierci dziennikarki 16 października 2017 roku. Dwaj mężczyźni, będący częścią maltańskiego podziemnego świata przestępczego, zostali uznani za winnych zdobycia materiałów wybuchowych o przeznaczeniu wojskowym i dostarczenia ich płatnym zabójcom, którzy dokonali morderstwa.

Maltańskie media przewidują, że dwie kolejne osoby zamieszane w spisek mający na celu zabicie Galizii z powodu jej dziennikarskiego śledztwa, trafią do więzienia.

Wciąż nie ma wyroku dla domniemanego zleceniodawcy

Dotychczas pięć osób zostało uznanych za winnych udziału w zamachu, jedna osoba przyznała się do winy – to pośrednik, który został ułaskawiony bo złożył zeznania obciążające zleceniodawcę zamachu na Galizi.

Domniemany mózg zamachu na dziennikarkę, Yorgen Fenech, wpływowy maltański biznesmen, oczekuje obecnie na proces. Fenech został zwolniony z aresztu za kaucją w lutym 2025 roku.

hub

 

Różne perspektywy obrony mediów w Europie – w Budapeszcie rozpoczął się kongres Europejskiej Federacji Dziennikarskiej (EFJ)

Delegaci EFJ od 2 do 3 czerwca 2025 roku obradują w stolicy Węgier. Ponad 120 dziennikarzy i przedstawicieli związków zawodowych z 38 krajów europejskich wybierze kierownictwo federacji na kolejne trzy lata. Zanim dojdzie do wyborów, które zaplanowano na wtorek dziennikarze ze Starego Kontynentu omówią aktualną sytuację mediów w swoich krajach.

Na współpracę mediów z władzami i naciski polityczne narzekają wszyscy.

Polska i skręcająco w lewo medialna Europa

Inna jest jednak sytuacja w, rządzonych przez umiarkowanych polityków, Niemczech, liberałów w krajach skandynawskich czy we Francji, a inna jest sytuacja jest w Polsce, której rząd od grudnia 2023 roku tłumi wolność mediów. Wówczas koalicja PO, TD i NL bezprawnie przejęła media publiczne powołując w TVP, PR i PAP nielegalne władze stawiając te państwowe instytucje w stan likwidacji. Jednocześnie rząd Donalda Tuska od półtora roku nęka i niszczy media niezależne, konserwatywne i chrześcijańskie a także lokalne portale.

SDP i CMWP SDP wielokrotnie protestowały przeciwko takim działaniom władz państwowych. Niektórzy delegaci z krajów członkowskich EFJ pytali obecnych w Budapeszcie reprezentantów SDP – prezes dr Jolantę Hajdasz, wiceprezesa Mariusza Pilisa, sekretarza generalnego Huberta Bekrychta – o perspektywę normalizacji sytuacji w polskich mediach tuż po niedzielnych wyborach prezydenckich i wyborze prezesa IPN dr Karola Nawrockiego na prezydenta Polski.

Czy wybory coś zmienią?

Wydaje się, że utrzymanie przez obóz konserwatywny urzędu Prezydenta RP stanowi odtrutkę na bezprzykładne podczas kampanii ataki polityczne liberalnych kręgów rządzących.

Jak to wpłynie na sytuację SDP sekowanego i atakowanego przez rząd i przyjazne mu tzw. media głównego nurtu, na razie nie wiadomo, ale jest nadzieja, że proces niszczenia polskich środków zostanie zahamowany. Przynajmniej zahamowany, bo proces naprawy środków masowego przekazu w naszych kraju wydaje się na razie daleką perspektywą.

Wiele mówiono o sytuacji w mediach, bałkańskich (Bułgaria, Serbia) a także włoskich. Pierwszy dzień obrad zdominowaali dziennikarze z Węgier. Ich zdaniem obecna władza wywiara na nich nacisk i utrudnia im pracę.

Węgry

Gospodarze spotkania EFJ zabrali głos w sprawach wolności słowa nad Dunajem. „Będzie przydatne dla wszystkich członków EFJ, aby poznać prawdziwą sytuację węgierskich mediów” – powiedziała na początku budapesztańskiego kongresu Ilona Kocsi, prezes Związku Dziennikarzy Węgierskich (MUOSZ). „I prawdopodobnie będzie również przydatne dla węgierskich dziennikarzy, aby poznać sytuację innych dziennikarzy w Europie” – dodała Kocsi.

„Uważamy, że spotkanie EFJ w Budapeszcie i dyskusje na temat wolności mediów będą stanowić silny sygnał solidarności dla węgierskich pracowników mediów znajdujących się w trudnej sytuacji” – podkreślił  Róbert Zlati, prezes Węgierskiej Unii Prasowej (MASZSZ).

 

hub

 

Red. Przemysław Jarasz z Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej uniewinniony! Sprawa była objęta monitoringiem CMWP SDP

30 maja b.r. Sąd Rejonowy w Zabrzu ogłosił wyrok w  procesie przeciwko red. Przemysławowi  Jaraszowi,  dziennikarzowi śledczemu Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej.  Sąd  uniewinnił dziennikarza  i potwierdził, że informacje zawarte w artykule  „Nielegalne papierosy” były prawdziwe i rzetelnie zweryfikowane, a stawiane w nim pytania prasowe były zasadne. Dziennikarza pozwała  w trybie karnym z art. 212 kk Anna Sosnowska, radna klubu KO–Nowe Zabrze. CMWP SDP  objęło monitoringiem tę sprawę w lutym 2025 r. CMWP SDP apelowało  o umorzenie postępowania w tej sprawie  oraz o uwolnienie red. Przemysława Jarasza od zarzutów związanych z profesjonalnym wykonywaniem przez niego zawodu dziennikarza. 

Sąd nie dopatrzył się popełnienia przestępstwa zniesławienia radnej Sosnowskiej przez red. Przemysława Jarasza.  Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami, w związku z tym nie można upublicznić szczegółów ustnego uzasadnienia wyroku wygłoszonego przez sędzię Gabrielę Szczypkę. Wyrok jest nieprawomocny.

W październiku ub.r. red. Przemysław Jarasz  w artykule p.t.„Nielegalne papierosy” ujawnił, że w Prokuraturze Rejonowej w Zabrzu toczy się śledztwo przeciwko mężowi radnej klubu Koalicji Obywatelskiej.  Informacje te potwierdził prokurator rejonowy Wojciech Czapczyński w rozmowie z dziennikarzem. W opublikowanej na łamach gazety wypowiedzi potwierdził on, iż  Wiesław S. usłyszał zarzuty karne i karno – skarbowe za dystrybucję papierosów bez polskich znaków akcyzy (a ściąganych zza wschodniej granicy). Straty skarbu państwa prokuratura wyceniła na 47 tys. zł, a za stawiane mężowi radnej zarzuty może grozić do 8 lat więzienia. Gazeta informowała także, że sprawę mężczyzny wyłączono do odrębnego postępowania z większej sprawy dotyczącej handlu nielegalnie wprowadzonym na rynek polski tytoniem w ramach działania zorganizowanej grupy przestępczej.  Należy  podkreślić, iż przed publikacją artykułu Redakcja bezskutecznie zabiegała o komentarz  Radnej do tej sprawy. W publikacji Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej na ten temat nie było nazwisk osób  których dotyczy sprawa, jednak krótko po tej publikacji radna Anna Sosnowska ujawniła w swoich mediach społecznościowych, że artykuł dotyczy jej męża  i  że zawarte w nim informacje są kłamstwem.  Nagłośniła tę sprawę także podczas sesji Rady Miasta w Zabrzu oraz wytoczyła sprawę przeciwko dziennikarzowi z prywatnego aktu oskarżenia z art. 212 kk.  Niezależnie od procesu karnego radna Anna Sosnowska zażądała także od redakcji Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej odszkodowania w wysokości 150 tys. zł.,   co  – jak poinformowała redakcja – oznaczałoby upadek wydającej gazetę  Zabrzańskiej Spółdzielni Pracy Dziennikarzy i bankructwo  gazety istniejącej na rynku śląskich mediów gazet od  1956 roku czyli od prawie  70 lat.

Na stronie internetowej Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej  sprawę skomentował red. Przemysław Jarasz:

 Choć zajmuję się dziennikarstwem od 30 lat i uczestniczyłem w przeróżnych procesach, nigdy nie spotkałem się z tak absurdalnym atakiem na media i to ze strony przedstawicielki władzy samorządowej. Przecież wszystkie zgromadzone przeze mnie informacje finalnie zostały oficjalnie potwierdzone przez szefa zabrzańskiej prokuratury. A mimo to radna Sosnowska wytoczyła najcięższe działa prawne przeciwko mojej osobie, jak i naszej redakcji – zauważa red. Jarasz. Z perspektywy czasu zaczyna on podejrzewać, że cała ta historia miała na celu wyłącznie zdyskredytowanie jego wiarygodności oraz redakcji, jako jedynego lokalnego tygodnika w mieście, który krytycznie patrzył prezydent Agnieszce Rupniewskiej na ręce i systematycznie ujawniał niewygodne jej fakty. – Nie jest bowiem tajemnicą, że panie Rupniewska i Sosnowska znają się prywatnie od dawna, zaś pierwotnie radna chciała, by prezydent miasta była jedynym jej świadkiem oskarżenia w moim procesie. A przecież dotyczył on prywatnej działalności męża radnej, a nie wprost samorządu. Nadto po publikacji artykułu, bardzo ostro i kłamliwie zaatakowała mnie w mediach społecznościowych społeczniczka i radna dzielnicowa Katarzyna Kosieradzka, uchodząca za nieformalny głos prezydent Rupniewskiej i często pojawiająca się w jej bliskim otoczeniu. Za te oszczercze zarzuty przeprosiła mnie dopiero, gdy sam zmuszony byłem podjąć kroki prawne – podsumowuje red. Jarasz.

więcej na ten temat : TUTAJ

Informacja o monitoringu CMWP SDP :

CMWP SDP w obronie dziennikarza oskarżonego z 212 kk za opisanie faktów

Po wygranej obozu rządowego Polska będzie opanowana… – pisze HUBERT BEKRYCHT: Okruchy prawdy i wolności (AKTUALIZACJA)

Miało nie być tego felietonu, bo jestem na Węgrzech przygotowując się do kolejnego kongresu dziennikarskiego, który rozpoczyna się w niedzielę. Tę niedzielę. Chcąc głosować w Budapeszcie zarejestrowałem się. W Ambasadzie. Nad posiadłością przy Városligeti fasor 16 powiewa polska flaga. Obok unijnej. Czy w niedzielę na tym kawałku Polski nad Dunajem będą kolejki wyborców?

Kolejne pytania, to ilu ich może być głosujących w ambasadach RP Polaków, na przykład na Węgrzech i w innych krajach? Czy wszyscy chcący głosować będą mogli to zrobić? Nie wiem.

Na pewno o nieprawidłowościach podczas głosowania poza granicami Polski, oby ich nie było, ludzie nie dowiedzą z publikujących i nadających z Polski tzw. mediów głównego nurtu. O programach kandydatów i innych ważnych sprawach dotyczących głosowania też zresztą nie.

Słowa, słowa, słowa

Z tych mediów, których głównymi przedstawicielami są publiczne spółki: TVP, PR i PAP (wszystkie trzy w likwidacji) oraz m.in. TVN, Onet, Gazeta Wyborcza nie dowiemy się niczego ważnego, jeśli nie głosujemy na kandydata rządu. Z oceną Polsatu od lat mam kłopot.

Są na szczęście, powoli podnoszące się po zamachu na media w grudniu 2023 roku, media prywatne o konserwatywnym, prawicowym, chrześcijańskim charakterze, rozwijają się – wobec cenzury rządu Donalda Tuska – nieprawdopodobnie. Niestety, koalicjanci atakują od wielu miesięcy m.in. TV Republikę, wPolsce24, TV Trwam, Radio Wnet, Radio Republika, Gazetę Polską, GPC, Niezależną pl., wPolityce, DoRzeczy, Tysola.pl, ten skromny portal, który Państwo teraz czytacie oraz wiele mediów chrześcijańskich, katolickich i mnóstwo niezależnych od rządu portali ze swoim przekazem w telewizji, radiu, prasie, tak lokalnych jak i ogólnopolskich (bardzo przepraszam, że nie wszystkie normalne media tu wymieniłem, ale jest Was, nas, coraz więcej).

Nagonka na tradycję

Media konserwatywne i niezależne od nacisków rządu, są przez niego atakowane. Haniebnie, obrzydliwie i kłamliwie. Dzieje się to przy rozlicznych manipulacjach rządowych i kontrolowanych przez rząd mediów mainstreamowych przy najważniejszych od 1989 roku wyborach w Polsce.

Koalicja wściekle atakowała przed pierwszą i przed drugą turą wyborów prezydenckich kandydatów, którzy nawet nieśmiało krytykowali kandydata/ kandydatów – akolitów Donalda Tuska. Nie wspominając już o bezprecedensowych na polskiej scenie publicznej atakach personalnych na kandydatów konserwatywnych, prawicowych. Najwięcej oczywiście dostało się od rządu i przyjaznych mu mediów prezesowi IPN, który „śmiał wystartować” (cytat polityka PO) w tych wyborach…

Proste i logiczne

Niby teraz to wszystko wiemy, wiemy o tym, bo przekazują to media konserwatywne. A co będzie, jeśli… No właśnie.

Wtedy niczego się nie dowiecie, tak jak ja nie dowiedziałem się jak skasować bilet w budapesztańskim trolejbusie od przemiłej Węgierki…

Bo chodzi przecież o język przekazu, nie o to „jak my to rozumiemy”, ale o to, jak się istotnie sprawy mają. W dziennikarstwie to system, na pozór, skomplikowany, ale logiczny – obarczony, a jakże, błędami, kodeksami etycznymi, przepisami prawa, ale sprowadzający się do jednego – do przekazywania PRAWDY. Co z kolei prowadzi właśnie do istoty systemu demokratycznego, do WOLNOŚCI.

Dowcip?

Nie lubię pisać dużymi literami, bo – powie ktoś – po co to, kiedy wszystko jasne? Tak, tak jasne, jak w niemodnym w mediach mainstreamowych dowcipie.

Budzi się Rafał Trzaskowski po wyborach i patrzy a tam na Placu Bankowym przed warszawskim ratuszem prezes TV Republika Tomasz Sakiewicz rozdaje ulotki. Trzaskowski natychmiast każe go aresztować.

Policjanci to robią i spisując protokół patrzą na zarekwirowane ulotki. „Za co jestem aresztowany?” – pyta Sakiewicz. „Za ulotki” – odpowiada policjant. „Jak to, przecież tu nic nie ma” – pokazuje puste kartki szef Republiki.

„Nie ma… No, może nie ma, ale i tak wszystko jasne” – podkreśla stróż prawa.

Głosujcie!

Oby ten sen się nie ziścił, bo dowcip jest przeróbką innego, bardziej ponurego – z czasów sowieckich.

Dlatego, nawet jeżeli jesteście daleko. Poza Polską, na działce, u rodziny, znajomych, postarajcie się głosować, bo mogą pozostać nam już wkrótce tylko okruchy prawdy i wolności…

Głosujcie na Antypodach, w Europie Zachodniej, w Amerykach, Azji, Afryce, na statkach a nawet w Arktyce i na Antarktydzie, no i oczywiście w Budapeszcie, gdzie jestem.

A ambasadora RP na Węgrzech chyba jeszcze rząd tu nie przysłał. Chociaż akurat nad Dunajem, raczej trudno to wszystko zrozumieć. Nie tylko z powodu języka.

 

Hubert Bekrycht

 

HUBERT BEKRYCHT: Arcykapłanka propagandy, czyli Hiena Roku nie nadąża…

Można lubić albo nie lubić Krzysztofa Stanowskiego, ale moim zdaniem powiedział za nas wszystkich, czym jest zjawisko rzadko spotykane, czyli prowadząca debatę TVP w likwidacji Dorota Wysocka-Schnepf. Przesadził? Nie. Skorzystał z tego, że jest kandydatem na prezydenta, chyba najlepiej spośród 13. pretendentów. 

Czy żona dyplomaty może być dziennikarką. Może. I chociaż w tym przypadku mam zastrzeżenia, to przykładem jest Anne Applebaum, żona szefa MSZ Radosława Sikorskiego. Autorka wielu książek, m.in. „Gułagu”, laureatka Nagrody Pulitzera jest dobrą pisarką i dziennikarką. I chociaż nie zgadzam się z jej poglądami, to – powtórzę – jest dziennikarką, czasem, hmm, bradzo kontrowersyjną, ale jest. W przeciwieństwie do Wysockiej-Schnepf, która jest, owszem, też laureatką, ale antynagrody dziennikarskiej Hieny Roku 2024 przyznawanej przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

A ileż to było w dziennikarskim salonie głównego nurtu oburzenia na przyznanie „Dorotce” takiego kłopotliwego „lauru” za program łamiący – jak mówił Rzecznik Dyscyplinarny SDP Wojciech Reszczyński – wszystkie możliwe zasady dziennikarskie. Program o rzekomo nielegalnej i „bulwersującej” działalności ojca Tadeusza Rydzyka. Nie ma sensu przytaczać tych inwektyw, które, m.in. Wysocka-Schnepf wygłaszała. Trzeba powiedzieć, że nigdy chyba w historii antynagrody Hiena Roku nie była aż tak dobrze „obsadzona”.

I na tym można zakończyć ten felieton, ale trzeba dodać, że wyjątkowo cyniczni propagandyści z mediów głównego nurtu, chociaż zabrakło im odwagi podczas debaty, rzucili się do obrony „kobiety lżonej przez Stanowskiego”. Paradne. Nie można przecież obrazić Wysockiej-Schnepf, nie z powodów, o których ona tak żenująco mówiła.

To uczciwy dziennikarz, nie tylko red. Stanowski, nie może obrazić laureatki Hieny Roku… Nie da się. Bo ludzi pozbawionych zdolności honorowych nie można obrazić.

Bronili jednak Wysockiej-Schnepf. Co prawda nieliczni, ale hałaśliwi. Podjęli się obrony tak głupiej, że aż śmiesznej. Ataki na Stanowskiego, z groteskową próbą dawnego funkcjonariusza TVP za kadencji PO-PSL a obecnego siepacza Onetu, były tylko jazdą obowiązkową. Bo broniona „obrażana i lżona” Wysocka-Schnepf nie dojechała na tę obronę. Prowadząca debatę „ambasadorowa” bowiem w nocy przez jej „obroną” napisała takie bzdury w mediach społecznościowych o swoim „oprawcy” Stanowskim, że gdyby jej głupota mogłaby być światłem w studiu spaliłaby Wysocką-Schnepf na wiór.

Powiecie: barwny incydent podczas debaty. Nie!

To, w pewnych proporcjach oczywiście, koniec ery dziennikarstwa salonowego, wynikającego nie z umiejętności, tylko z pozycji w salonie… Nie żal mi tego. Jest jednak bardzo smutny wniosek płynący z tej historii. Do dziennikarstwa będę teraz – w większym stopniu niż jeszcze niedawno – garnąć ludzie bez żadnych umiejętności. Za to ze sprytem i bezczelnością, bez pokory, bez prawdziwej ciekawości świata. A to wcześniej czy później odczują, nie tyle nawet prawdziwi jeszcze dziennikarze, ale Odbiorcy.

Hubert Bekrycht

 

KORONA AMOR PATRIAE – nagroda przewodniczącego KRRiT dla barda… i różne znaki

Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Maciej Świrski wręczył Nagrodę Korony Amor Patriae za popularyzowanie historii i kultury. Pierwszym laureatem nagrody został poeta i bard, tłumacz historyk sztuki profesor UAM w Poznaniu Jacek Kowalski.

Nagrodę wręczono w czwartek w Teatrze Polskim w Warszawie za „upowszechnianie dziejów Rzeczypospolitej i krzewienie polskiej tożsamości w przekazach audiowizualnych”.

Korona Amor Patriae

Przewodniczący KRRiT Macieja Świrskiego wręczył Koronę Amor Patriae poecie i pieśniarzowi, znawcy sarmatyzmu, tłumaczowi literatury starofrancuskiej Jackowi Kowalskiemu –  historykowi sztuki, autorowi kilkudziesięciu prac naukowych, profesorowi UAM w Poznaniu.

 „To jest nagroda przypominająca o obchodach tysiąclecia koronacji pierwszego króla Polski Bolesława Chrobrego” – mówił podczas gali wręczenia nagrody Maciej Świrski.

Laudację wygłosił prowadzący galę publicysta Rafał Ziemkiewicz, który zwrócił uwagę na szczególny charakter Korony Amor Patriae i zasługi laureata w krzewieniu polskiej tradycji sarmackiej i popularyzacji poezji starofrancuskiej w Polsce.

Pierwszy laureat  i… szczególny znak

„Jestem niesamowicie wzruszony. Cieszę się, że mam szczęście być odbiorcą tej pierwszej nagrody” – mówił Jacek Kowalski.

Po wręczeniu Korony Amor Patriae laureat wraz z zespołem muzyki dawnej wystąpili z koncertem, na którym zaprezentowano twórczość pieśniarza, m.in. utwory nawiązujące do m.in. polskiego sarmatyzmu i poezji starofrancuskiej.Zaprezentowano m.in. fragment „Pieśni o Rolandzie” w przekładzie i w wykonaniu laureata.W czasie koncertu publiczność reagowała bardzo spontanicznie, szczególnie podczas wykonania pieśni nawiązaniu do ballad starofrancuskich: „NOËL, czyli iluminacja noworoczna na zamku księcia Karola Orleańskiego w Blois”.

Emocje na widowni towarzyszyły nie tylko przy brawurowych interpretacjach pieśni sarmackich czy starofrancuskich. W pewniej chwili pod koniec koncertu na widowni rozbłysły niemal wszystkie smartfony…

Rafał Ziemkiewicz nie zganił jednak publiczności, ale tak skomentował tę sytuację.

„Szanowni Państwo, nie ma przypadków, są tylko znaki. Podczas wspaniałego koncertu barda Jacka Kowalskiego i jego zespołu nad Watykanem uniósł się biały dym. Mamy papieża” – powiedział Ziemkiewicz ogłosiwszy wybór kardynała Roberta Pervosta z Chicago na głowę Kościoła katolickiego. Ojciec Święty Leon XIV rozpoczął swój pontyfikat.

 

 

 

HUBERT BEKRYCHT: MEDIALNA MAJÓWKA, czyli dlaczego nie każdy musi być dziennikarzem

W Polsce znamy się na wszystkim. Na polityce, służbie zdrowia, piłce nożnej, geostrategicznych aspektach świata, wojnach i w końcu na dziennikarstwie. Last not least, media i problematyka dziennikarstwa jest z nami od wielu lat.

Jeśli ktoś nie chce się denerwować, proszę nie czytać tych zdań. Nie zamierzam bowiem być łagodny dla przedstawicieli mojego zawodu (dziennikarstwo to nie zawód, a charakter, ale jakichś słów muszę używać – hub). W dziennikarstwie fajne jest to, że można obserwować. I nie trzeba być, wbrew powszechnemu mniemaniu obiektywnym. Bo nie ma obiektywizmu, jest rzetelność.

„Obiektywizm”

Poza informacjami, które muszą być wyważone jak rama motocykla, dziennikarstwo dopuszcza w publicystyce – recenzje, komentarze polityczne i opinie, które „nie są poglądami redakcji”. Problemem zawodu są zatem zarażający głupotą tzw. dziennikarze obiektywni. Uważają oni, że „obiektywizm ów” to swego rodzaju matematyka i fizyka rządzących – nic nie można zmieniać, chyba, że rząd tak zarządzi.

Zaczyna się od budżetu. „Obiektywni” dziennikarze obecnie sprzyjający koalicji 13 grudnia – czyli, co drugi wielbiciel bezprawnego przejęcia przez premiera Tuska i jego akolitów, entuzjasta odebrania koncesji TV Republika i wPolsce24 oraz innych represji na mediach konserwatywnych – chcą, aby nikt nie polemizował z finansistami państwowymi. A że wskaźniki jakieś. Niech wskaźniki wskazują się same. Rząd wskazuje się sam.

Są wspaniali…

Na czym kończą tacy, którzy nie umieją być rzetelni a w dziennikarstwie hołdują „obiektywizmowi” urzędowemu? Tacy pracownicy mediów prorządowych skupiają się na tym, jacy są wspaniali. Deklarują, że nie mają żadnych poglądów, a w pracy dziennikarskiej przyświeca im strzelisty akt zawierzenia sobie i tylko sobie. Oraz swoim szefom i politykom, którzy mają takie same poglądy jak przyklaskujący im dziennikarze.

…skierowcy wózków golfowych

Nie ma zresztą dobrej rady, dla tych którzy mają poglądy (źle jeśli krytykują rząd Tuska, dobrze jeśli walą jak w bęben w prawicę). Bo to wówczas kończy się okres dziewictwa i teściom już nie można kitu wcisnąć, że nie chodzi taki/taka do kościoła, bo stara się być obiektywny/obiektywna.

No, jest może jedna sugestia. Przyznaj się do poglądów, bo poglądy to zrobią. Uważaj jednak na to co mówisz, a broń Panie Boże – jeśli robisz newsy – nie demonstruj tego w programie informacyjnym.

Debaty o debatach

W końcu zdarzają się nawet piloci z lękiem wysokości, chociaż częściej w przyrodzie występują politycy, którzy nie znają się niczym. Na żadnej z dziedzin, którą zajmują się komisje, w których owi politycy zasiadają. Szczególnie komisje śledcze.

Najbardziej jednak nie znają się na swojej robocie dziennikarze, którzy bronią swoich koleżanek i kolegów mających prowadzić debaty polityczne w kampaniach prezydenckich a powinni prowadzić, najwyżej, wózek golfowy na politycznym polu polityków, którym służą.

Masz temperament, masz poglądy, jesteś wyrazistym publicystą, to nie zajmuj się debatą prezydencką – ta uwaga, zdaniem narratorów prorządowych, nie dotyczy Doroty Wysockiej-Schnepf oraz Justyny Dobrosz-Oracz, Marka Czyża, Tomasza Sekielskiego, Aleksandry Pawlickiej, Renaty Grochal…i innych.