KORONA AMOR PATRIAE – nagroda przewodniczącego KRRiT dla barda… i różne znaki

Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Maciej Świrski wręczył Nagrodę Korony Amor Patriae za popularyzowanie historii i kultury. Pierwszym laureatem nagrody został poeta i bard, tłumacz historyk sztuki profesor UAM w Poznaniu Jacek Kowalski.

Nagrodę wręczono w czwartek w Teatrze Polskim w Warszawie za „upowszechnianie dziejów Rzeczypospolitej i krzewienie polskiej tożsamości w przekazach audiowizualnych”.

Korona Amor Patriae

Przewodniczący KRRiT Macieja Świrskiego wręczył Koronę Amor Patriae poecie i pieśniarzowi, znawcy sarmatyzmu, tłumaczowi literatury starofrancuskiej Jackowi Kowalskiemu –  historykowi sztuki, autorowi kilkudziesięciu prac naukowych, profesorowi UAM w Poznaniu.

 „To jest nagroda przypominająca o obchodach tysiąclecia koronacji pierwszego króla Polski Bolesława Chrobrego” – mówił podczas gali wręczenia nagrody Maciej Świrski.

Laudację wygłosił prowadzący galę publicysta Rafał Ziemkiewicz, który zwrócił uwagę na szczególny charakter Korony Amor Patriae i zasługi laureata w krzewieniu polskiej tradycji sarmackiej i popularyzacji poezji starofrancuskiej w Polsce.

Pierwszy laureat  i… szczególny znak

„Jestem niesamowicie wzruszony. Cieszę się, że mam szczęście być odbiorcą tej pierwszej nagrody” – mówił Jacek Kowalski.

Po wręczeniu Korony Amor Patriae laureat wraz z zespołem muzyki dawnej wystąpili z koncertem, na którym zaprezentowano twórczość pieśniarza, m.in. utwory nawiązujące do m.in. polskiego sarmatyzmu i poezji starofrancuskiej.Zaprezentowano m.in. fragment „Pieśni o Rolandzie” w przekładzie i w wykonaniu laureata.W czasie koncertu publiczność reagowała bardzo spontanicznie, szczególnie podczas wykonania pieśni nawiązaniu do ballad starofrancuskich: „NOËL, czyli iluminacja noworoczna na zamku księcia Karola Orleańskiego w Blois”.

Emocje na widowni towarzyszyły nie tylko przy brawurowych interpretacjach pieśni sarmackich czy starofrancuskich. W pewniej chwili pod koniec koncertu na widowni rozbłysły niemal wszystkie smartfony…

Rafał Ziemkiewicz nie zganił jednak publiczności, ale tak skomentował tę sytuację.

„Szanowni Państwo, nie ma przypadków, są tylko znaki. Podczas wspaniałego koncertu barda Jacka Kowalskiego i jego zespołu nad Watykanem uniósł się biały dym. Mamy papieża” – powiedział Ziemkiewicz ogłosiwszy wybór kardynała Roberta Pervosta z Chicago na głowę Kościoła katolickiego. Ojciec Święty Leon XIV rozpoczął swój pontyfikat.

 

 

 

HUBERT BEKRYCHT: MEDIALNA MAJÓWKA, czyli dlaczego nie każdy musi być dziennikarzem

W Polsce znamy się na wszystkim. Na polityce, służbie zdrowia, piłce nożnej, geostrategicznych aspektach świata, wojnach i w końcu na dziennikarstwie. Last not least, media i problematyka dziennikarstwa jest z nami od wielu lat.

Jeśli ktoś nie chce się denerwować, proszę nie czytać tych zdań. Nie zamierzam bowiem być łagodny dla przedstawicieli mojego zawodu (dziennikarstwo to nie zawód, a charakter, ale jakichś słów muszę używać – hub). W dziennikarstwie fajne jest to, że można obserwować. I nie trzeba być, wbrew powszechnemu mniemaniu obiektywnym. Bo nie ma obiektywizmu, jest rzetelność.

„Obiektywizm”

Poza informacjami, które muszą być wyważone jak rama motocykla, dziennikarstwo dopuszcza w publicystyce – recenzje, komentarze polityczne i opinie, które „nie są poglądami redakcji”. Problemem zawodu są zatem zarażający głupotą tzw. dziennikarze obiektywni. Uważają oni, że „obiektywizm ów” to swego rodzaju matematyka i fizyka rządzących – nic nie można zmieniać, chyba, że rząd tak zarządzi.

Zaczyna się od budżetu. „Obiektywni” dziennikarze obecnie sprzyjający koalicji 13 grudnia – czyli, co drugi wielbiciel bezprawnego przejęcia przez premiera Tuska i jego akolitów, entuzjasta odebrania koncesji TV Republika i wPolsce24 oraz innych represji na mediach konserwatywnych – chcą, aby nikt nie polemizował z finansistami państwowymi. A że wskaźniki jakieś. Niech wskaźniki wskazują się same. Rząd wskazuje się sam.

Są wspaniali…

Na czym kończą tacy, którzy nie umieją być rzetelni a w dziennikarstwie hołdują „obiektywizmowi” urzędowemu? Tacy pracownicy mediów prorządowych skupiają się na tym, jacy są wspaniali. Deklarują, że nie mają żadnych poglądów, a w pracy dziennikarskiej przyświeca im strzelisty akt zawierzenia sobie i tylko sobie. Oraz swoim szefom i politykom, którzy mają takie same poglądy jak przyklaskujący im dziennikarze.

…skierowcy wózków golfowych

Nie ma zresztą dobrej rady, dla tych którzy mają poglądy (źle jeśli krytykują rząd Tuska, dobrze jeśli walą jak w bęben w prawicę). Bo to wówczas kończy się okres dziewictwa i teściom już nie można kitu wcisnąć, że nie chodzi taki/taka do kościoła, bo stara się być obiektywny/obiektywna.

No, jest może jedna sugestia. Przyznaj się do poglądów, bo poglądy to zrobią. Uważaj jednak na to co mówisz, a broń Panie Boże – jeśli robisz newsy – nie demonstruj tego w programie informacyjnym.

Debaty o debatach

W końcu zdarzają się nawet piloci z lękiem wysokości, chociaż częściej w przyrodzie występują politycy, którzy nie znają się niczym. Na żadnej z dziedzin, którą zajmują się komisje, w których owi politycy zasiadają. Szczególnie komisje śledcze.

Najbardziej jednak nie znają się na swojej robocie dziennikarze, którzy bronią swoich koleżanek i kolegów mających prowadzić debaty polityczne w kampaniach prezydenckich a powinni prowadzić, najwyżej, wózek golfowy na politycznym polu polityków, którym służą.

Masz temperament, masz poglądy, jesteś wyrazistym publicystą, to nie zajmuj się debatą prezydencką – ta uwaga, zdaniem narratorów prorządowych, nie dotyczy Doroty Wysockiej-Schnepf oraz Justyny Dobrosz-Oracz, Marka Czyża, Tomasza Sekielskiego, Aleksandry Pawlickiej, Renaty Grochal…i innych.

 

REPORTER TV REPBUBLIKA JANUSZ ŻYCZKOWSKI Z ZARZĄDU SDP ZAATAKOWNY PRZEZ OCHRONIARZY TRZASKOWSKIEGO

Skandal po prowokacji służb kandydata PO na prezydenta RP. Brutalny atak na reportera TV Republika Janusza Życzkowskiego, członka Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Napad służb ochrony Rafała Trzaskowskiego na dziennikarza w Wieluniu. Redaktor Życzkowski został poturbowany przez ludzi prezydenta Warszawy. Reporterowi zniszczono m.in okulary. Na szczęście zachowało się nagranie z uszkodzonej kamery.

W czwartek w Wieluniu, w regionie łódzkim, po wiecu sympatyków Trzaskowskiego reporter TV Republika Janusz Życzkowski chciał zadać pytanie kandydatowi PO o debatę w Końskich. Chodziło o bieżacą dyskusję, którą doraźnie zorganizował sztab Trzaskowskiego w województwie świętokrzyskim, po tym jak kandydat PO odmówił uczestnictwa w debacie kandydatów na prezydenta RP organizowanej 14 kwietnia br. przez TV Republika.

Atak w odpowiedzi na pytanie

Życzkowski szedł z kamerą obok Trzaskowskiego i zaczął pytać o kwestie debaty. Na zarejestrowanym materiale wideo widać, że dziennikarza brutalnie zaatakowano. Reporter TV Republika był przepychany przez ludzi z ochrony Trzaskowskiego i jego sympatyków, kamera upadła na ziemię. Mimo zniszczenia działała i nadal rejestrowała atak.

„Zostałem brutalnie zaatakowany przez ochroniarzy Rafała Trzaskowskiego, uderzono mnie w korpus” – relacjonował Życzkowski zostałem wypchnięty, a sprzęt upadł na ziemię, zniszczono mi okulary” – mówił reporter na natenie swojej stacji.

Kamera, mimo uszkodzedzenia, rejestrowała zajście, ale o tym nie wiedzieli jego uczestnicy i prowokatorzy, którzy przepychali reportera TV Republika.

Trzaskowski mówi co się nie wydarzyło

Zarejestrowano Trzaskowskiego wtrakcie ataku na dziennikrza. Materiał wideo pokazuje, że reporter i kandydat są odgrodzeni kordonem sympatyków polityka PO. Trzaskowski najprawdopodobniej zobaczył leżącą na ziemi kamerę i myśląc, że już nie nagrywa powiedział do Życzkowskiego:

„Niech pan na mnie nie pluje, niech pan nie pluje” – krzyczał Trzaskowski do reportera TV Republika, który w tym momencie mówił kandydatowi, o tym, że go poturbowano i wzywał pomocy. Nikt jej Życzkowskiemu nie udzielił.

Trzaskowski kilka raz mówił o pluciu, kiedy wyraźnie na nagraniu słuchać, że dziennikarz wzywa pomocy. „Agresja nieprawdopodobna” – komentował Trzaskowski myśląc, że nikt – z innych niż przychylne mu telewizje – go nie nagrywa.

Z relacji świadków obserwujących wydarzenie w Wieluniu wynika też, że jednym z przepychających reportera TV Republika mógł być sam kandydat PO na prezydenta RP.

 

***

Komentarz Huberta Bekrychta

To, że ponoć wykształcony i kulturalny kandydat PO na prezydenta RP zachowuje się jak członek osiedlowego gangu z lat 90. ubiegłego wieku można jeszcze wytłumaczyć. Traumą, chęcią zaimponowania kolegom z pracy, znajomym… Bywają takie przypadki.

Zaatakowano jednak reportera, dziennikarza wykonującego swoje obowiązki w telewizji Republika, którą wczoraj, wraz z inną konserwatywną stacją wPolsce24, próbował uciszyć sąd.

Zaatakowano członka Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polski, największej w kraju organizacji dziennikarskiej, która walczy o wolność słowa i toczy kolejne boje z cenzurą rządu Tuska. Rządu, który najpierw bezprawnie, siłowo przy użyciu prywatnych firm ochroniarskich, przejął media publiczne w grudniu 2023 roku. Rządu, który wbrew logice i prawu zainstalował w TVP, PR i PAP marionetkowe kierownictwo, które do dziś twierdzi, że sprawuje władze nad nielegalnie przejętymi mediami publicznymi.

Może te nikczemne słowa kandydata PO o rzekomym „pluciu” na niego w momencie, kiedy Życzkowski był w ogniu tej ochroniarskiej prowokacji atakowany, co rejestrowała kamera, wynikają z niewiedzy Trzaskowskiego o mediach. Albo głupoty jego doradców w sztabie wyborczym.

Napiszę wprost:

Panie Rafale, nie wolno robić z siebie idioty, kiedy nagrywa Pana kamera. Nawet, jak taki drogi sprzęt leży na ziemi, wytrącony przez Pana ochroniarzy i wygląda na uszkodzony, to nie oznacza, że urządzenie nie nagrywa…

A kilkanaście minut potem materiał wideo kompromitujący Pana i Pańską „ochronę” – może nawet sztab –  widzi cała Polska…

 

Januszu, trzymaj się! 

 

Hubert Bekrycht, ZG SDP

 

NIE MA NASZEJ ZGODY! – Protest Dolnośląskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

„Chcą podpalić Polskę…” Sąd uchylił koncesje TV Republika i wPolsce24

W środę po południu na stronie konserwatywnej TV Republika pojawiły się alarmujące informacje: „PILNE: Zamach na Republikę! Sąd uchyla decyzję KRRiT [NA ŻYWO]” – napisano na tzw. pasku. Koncesję może stracić też inna prawicowa telewizja wPolsce24. „Chyba chcą podpalić Polskę” – skomentował te informacje Cezary Krysztopa z Tysol.pl. W środę o godz. 18.00 na placu Bankowym w Warszawie odbędzie się manifestacja Klubów Gazety Polskiej w obronie wolności mediów.

Wyrok jest nieprawomocny, ale są poważne obawy, że przed wyborami prezydenckimi rząd bada, jakie kolejne granice tłamszenia wolności słowa może przekroczyć. W mediach społecznościowych pojawiły się komentarze, że wraca cenzura.

Komunikat TV Republika opublikowany po godz. 13.00 w środę 9 kwietnia br.: „Wojewódzki Sąd Administracyjny uchylił zaskarżoną decyzję KRRiT [ws. koncesji m.in. dla Republika] i uchwałę z dnia 21 czerwca 2024 r. i zasądza od przewodniczącego KRRiT na rzecz skarżących kwotę 10 tys. 480 złotych tytułem zwrotu kosztów postępowania” – napisano w komunikacie.

„Sąd nieprawomocnie odbiera koncesję TV Republika” – napisał portal Tysol.pl. „Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie nieprawomocnie odbiera koncesję na nadawanie Republice i wPolsce24. Oznacza to, że telewizje mogą zniknąć z multipleksu, co w efekcie przełoży się na drastyczny spadek widowni, wpływu na rynku i zarobków z reklam” – podał Salon24.

Dyrektor programowy stacji Michał Rachoń opublikował na X alarmujący wpis. „BREAKING News: Sąd nieprawomocnie odbiera koncesję @RepublikaTV! Największa telewizja informacyjna w Polsce może zniknąć z MUX!” – napisał Rachoń a do postu dołączono angielską wersję tekstu.

Tylko w pierwszych minutach po opublikowaniu postu Rachonia pod wpisem pojawiło się kilkaset wpisów. „Czyli trzeba wyjść na ulice i założyć majdan. To poszło już za daleko. Bez jakiejś rewolty będzie po wszystkim” – radził internauta Joe Doe.

„Chyba chcą podpalić Polskę…” – skomentował decyzję sądu Cezary Krysztopa z portalu Tysol.pl.

Samuel Pereira z wPolsce24 umieścił w swoim wpisie na X cytat.: „Nad Wisłą rozpoczyna się dość unikalny na skalę światową eksperyment, który może być nauką dla wielu innych krajów” Berliner Zeitung Klaus, 9.12.2023 r.” – przypomniał Pereira.

oprac. hub sdp.pl na podstawie Biznes Alert

 

HUBERT BEKRYCHT: Ciężkie czasy, czyli dziennikarskie kłamstwa powszednie

Oj, te piekielne eksperymenty na ludzkim śnie muszą się kiedyś źle skończyć. Obudziłem się godzinę wcześniej i od razu piszę felieton. Sprawdźcie, czy ta próba jest jeszcze senna. Wczesne wstawanie to skutek tego, że komuś w UE nie chce się regulować rozsądku. Ciężkie czasy są też dla dziennikarzy i „dziennikarzy”. Tym bardziej, że kłamstwa są teraz w wielu mediach prorządowych częstsze niż reklamy…

Przez ostatnie lata instytucje a nawet rządy wydawały i wydają setki milionów dolarów na walkę z manipulacją w mediach. Wojna z fake newsami trwa. Na razie, niestety, kłamstwa wygrywają. A my, odbiorcy, jesteśmy coraz bardziej skołowani.

Nikt na początku lat 90. ubiegłego wieku, kiedy zaczynałem pracę jako dziennikarz, nie przypuszczał, że po ponad trzech dekadach od powrotu demokracji w Polsce, większość głownych mediów ulegnie totalitarnej manierze wykrzywiania rzeczywistości. Cały czas w uśmiechu. Nerwowym teraz.

Fake newsy są policzalne, można je syntetyzować, analizować, poddawać „obróbce skrawaniem”, potępiać. Gorzej z kłamstwem, które w niektórych mediach egzystuje tak jak prognoza pogody. Przekaz jest częsty i mało precyzyjny. To znaczy, w czasach komercji medialnej prognozy pogody są mało precyzyjne, kłamstwo natomiast rozlewa się w mediach prorządowych jak fala rosyjskiej dezinformacji. Nie sposób odróżnić jedno od drugiego. Nie mogą tego zrobić badania naukowe. Tym bardziej odbiorcy.

Próby zamykania posłów opozycji są pokazywane, jako sprawiedliwa zemsta na opozycji za rzekome „rozkradanie” państwa; opresje i stronniczość obecnego wymiaru sprawiedliwości – chociażby polityczne wyczyny prokurator Wrzosek, która przesłuchuje świadka bez adwokata – są przez media sprzyjające teraz władzy, jako nie budzące wątpliwości postępowania; łamanie prawa w owych prorządowym mediach w związku z ich nielegalnym przejęciem, to – ich zdaniem – prawda, której przez osiem lat rządów PiS nie było… Można tak w nieskończoność – kłamstwo panoszy się wszędzie.

Rząd wspiera manipulacje i podawanie nieprawdy lub tzw. półprawd w mediach, szczególnie społecznościowych, bo się po prostu boi. A strach koalicji 13 grudnia wynika z podłości, które robili i robią. Nie tylko przecież w mediach.

Prościutkie podsumowanie – mieści się w kłamstwach prorządowych mediów i zwalczaniu przez koalicję mediów konserwatywnych, niezależnych – kłamstwo ma krótkie nogi. Coraz krótsze i nawet człowiek niewyspany z powodu zmiany czasu to rozumie.

Hubert Bekrycht

 

Komentarz Huberta Bekrychta: Wietrzenie dusznego pokoju, czyli utworzenie Oddziału Mazowieckiego SDP

Naprawdę uważam, że powstanie Oddziału Mazowieckiego SDP to przełom. Nie dlatego, że wreszcie odblokuje to możliwość wstąpienia do SDP wielu dziennikarzom mieszkającym w Warszawie i innych miastach największego polskiego regionu, ale dlatego, że, jak powiedziała moja Koleżanka wchodząc na chwilę do sali, gdzie odbywało się pierwsze posiedzenie założycielskie oddziału: „Czuło się w powietrzu, jak bardzo było to oczekiwane”.

Tak, utworzenie OM SDP było oczekiwane, bo Oddział Warszawski pogrążył się w marazmie. Pierwsze tego symptomy były obserwowane jeszcze długo przed czterema kadencjami prezesa Krzyśka Skowrońskiego i początku pierwszej kadencji prezes Joli Hajdasz.

W dziennikarskim światku od 1989 roku OW chciał dzielić i rządzić w całym SDP. Oczywiście nie wszyscy członkowie oddziału, nawet nie 10 procent. Chcieli tego nieliczni przesadnie ambitni, lecz – napiszę to wprost – nie zawsze mający możliwości adekwatne do swoich dziennikarskich umiejętności i dokonań. Ci nieliczni z OW spychali wszystkich „nie swoich” ze stolicy a przede wszystkim ludzi z oddziałów na dalszy plan działań Stowarzyszenia.

Słynna jest już sytuacja, której, oprócz mnie, świadkami było kilkanaście osób. Rozpoczyna się zjazd w Kazimierzu. Jeden z ostatnich przed wyborem Skowrońskiego na prezesa SDP. Przyjeżdża z Warszawy bardzo ważna Koleżanka, później uhonorowana rzadkim tytułem, słowem przyjeżdża Królowa SDP ze swą świtą. Ktoś spytał, kiedy kolacja? Najważniejsza wówczas w Stowarzyszeniu Koleżanka odparła: „Jak tylko wieś przyjedzie”. Nikt się nie śmiał. Nawet jej „dworzanie”. Zresztą słusznie, bo co złego jest we wsi?

Po kwadransie pojawiło się wielu ludzi z oddziałów regionalnych, czyli – według Ważnej Koleżanki – ze „wsi”. Pochód tych delegacji otwierali ludzie z SDP z Krakowa, duże nazwiska, nie tylko dziennikarskie. Ktoś złośliwie zapytał: „Czy taką <<wieś>> miałaś na myśli?” Nie odpowiedziała. Udawała, że nie słyszy…

Tak jest zresztą do dziś, bo Koleżanka nie wie albo nie chce wiedzieć nic o prawdziwych problemach SDP. Nie słucha. Nie ma argumentów. Nie chce z nikim o innych poglądach nawet dyskutować.

Wciąż uważa się za Królową. To ona teraz dzieli SDP kwestionując demokratycznie uchwalony nowy Statut. A nie brała udziału w pracach Komisji Statutowej, która obradowała prawie co miesiąc przez niemal dwa lata. Ona i jej akolici nie zauważali, że w OW pojawili się osobnicy nie będący dziennikarzami, którzy co jakiś czas rozbijali obrady zjazdu – najwyższej władzy SDP – bo wytrącali wszystkich z równowagi nieustannym filmowaniem, szczególnie upodobawszy sobie zbliżenia kobiet o poranku. I nie chodziło owym trzem giermkom władz OW o dokumentację, bo przecież obrady są nagrywane w całości.

Władze OW SDP zostały wybrane 7 grudnia 2024 roku. To fakt. Władze OM SDP wybrane zostały 25 marca tego roku. To też fakt. Należy te fakty, po weryfikacji przysługującej wątpiącym, uznać. I traktować z szacunkiem. Bo jesteśmy w jednym stowarzyszeniu.

A może mieliśmy mieć „wyższe” intelektualnie i instytucjonalnie struktury warszawskie i „nieistotne” – jak powtarzali ludzie z OW – struktury krajowe z ZG SDP? No, to się akurat nie udało Koleżeństwu z Oddziału Warszawskiemu a sam słyszałem od prominentnej działaczki stołecznej, że „Zarząd Główny to tylko formalne zgromadzenie, a prawdziwa robota jest w Oddziale Warszawskim, które zawsze było i jest najważniejsze i najliczniejsze” – głoszą do tej pory, nieliczni już na szczęście, członkowie OW. Czy najliczniejsze to się niedługo okaże. Czy najważniejsze w SDP są struktury Oddziału Warszawskiego? Właśnie mamy odpowiedź. Oto, zgodnie ze Statutem i przepisami prawa, powstał drugi oddział obejmujący również stolicę. I Łomżę, Płock, Siedlce, Radom, Pruszków, Grodzisk Mazowiecki, Błonie oraz wiele innych mazowieckich miast. Znam przypadek, że jeden z Kolegów dziennikarzy spoza Warszawy, ale z jej okolic, czekał rok aż łaskawie Zarząd OW wyrazi zgodę na jego przyjęcie. Nie doczekał się. Teraz będzie w nowym Oddziale Mazowieckim.

Koleżanka dawna Królowa, przewodząca nadal grupie dumnych członków SDP, czyli „zwolenników starego SDP”, upatrzyła sobie koleją ofiarę winną „rozkładowi SDP”. Ta upatrzona „ofiara” to Oddział Mazowiecki. Oj, przeliczą się ci, którzy uważają, że to będzie słaby oddział i „delegatura ZG”.

I tu chciałbym po raz kolejny pogratulować członkom nowego oddziału i prezesowi Michałowi Karnowskiemu. Nie dość, że Zarząd OW i dwór dawnej Królowej Was się boją, to jeszcze ewentualna krytyka Waszego Oddziału przez owych mistrzów organizacji, polemiki, humoru abstrakcyjnego i elegancji, zwiastuje niechybny rozwój mazowieckiej struktury SDP.

Władze OW chciały być liderami rewolucji, majstrowali przy Statucie, donosiły KRS coraz to nowe dokumenty, skarżyły się w lewackich organizacjach dziennikarskich, byli cytowani w kłamliwych artykułach o SDP, rzucali publicznie oszczerstwa wobec władz SDP. Nie to jednak jest najgorsze. Nie potafią władze OW dyskutować. Ale wybrano ich i ja to szanuję, no cóż wyborcy też się mogą mylić.

Teraz władze OW zastawiły się opinią dawnej Królowej wyrażoną na prywatnej stronie internetowej. Opinią chaotyczną, odezwą niespójną, apelem do nikogo. Szkoda, bo dawna Królowa mogła zostać ikoną SDP, ale wybrała formę hologramu. Dobrze widać, ale to tylko ułuda i kolorowy obraz, którego nie ma.

Hubert Bekrycht

Poglądy prezentowane przez mnie w tym komentarzu są wyłącznie moimi prywatnymi opiniami i nie należy ich łączyć z moją oficjalną działalnością w ZG SDP

 

ZARZĄD GŁÓWNY STOWARZYSZENIA DZIENNIKARZY POLSKICH wpisany do KRS

Władze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (Zarząd Głowny SDP) wybrane w Kazimierzu nad Wisłą 12 października 2024 r.  podczas Zjazdu Sprawozdawczo-Wyborczego   zostały prawomocnie wpisane do Krajowego Rejestru Sądowego 19 marca 2025 r.

Skład ZG SDP: Jolanta Hajdasz (prezes SDP), Wanda Nadobnik (wiceprezes SDP), Mariusz Pilis (wiceprezes SDP), Aleksandra Tabaczyńska (skarbnik SDP), Hubert Bekrycht (sekr. gen. SDP), Paweł Gąsiorski, Maria Giedz, Krzysztof Gurba, Michał Karnowski, Andrzej Klimczak, Anna Popek, Krzysztof Skowroński, Janusz Życzkowski.

Skład Głównej Komisji Rewizyjnej: Andrzej Wikowski (przewodniczący GKR), Łukasz Brodzik, Zbigniew Natkański, Wojciech Pokora, Grzegorz Radzicki.

 

Wpis obecnych władz SDP do KRS usunięty ze względu na zmiany w przepisach o danych wrażliwych.

 

Konkurs Dziennikarski Warmińsko-Mazurskiego Oddziału SDP

Termin nadsyłania prac do Konkursu Dziennikarskiego Warmińsko-Mazurskiego Oddziału SDP w Olsztynie został wydłużony do 31 marca 2025 roku. Jak zapewniają organizatorzy to wyjątkowa okazja, by wyróżnić autorów najlepszych publikacji z 2024 roku podejmujących ważne społecznie tematy Warmii i Mazur.

 

Kategorie konkursowe:

 

Nagroda Główna – dla najlepszej publikacji roku;

Nagroda Wolności Słowa im. Ks. Benedykta Przerackiego – dla materiałów broniących wartości demokratycznych;

Nagroda dla Młodego Dziennikarza – dla osób poniżej 30. roku życia.

 

Możliwe są też wyróżnienia w następujących kategoriach:

 

dziennikarstwo prasowe i internetowe;

dziennikarstwo radiowe i podcasty;

dziennikarstwo telewizyjne;

książki dziennikarskie (eseje, reportaże, autobiografie, publicystyka);

dziennikarstwo obywatelskie.

 

Termin nadsyłania prac: do 31 marca 2025 r.

Organizatorem jest Warmińsko-Mazurski Oddział SDP w Olsztynie ze wsparciem MKiDN.

Pula nagród w tegorocznej edycji to 8 tys. zł.

Protest przeciwko unijnemu Kodeksowi AI – Virkkunen krytykowana, nie tylko za próby ingerencji w wybory w Polsce

Nie dla skrótów i niekorzystnych rozwiązań dla twórców w projekcie Kodeksu Sztucznej Inteligencji UE – tak uzasadniają protest przedstawiciele Europejskiej Federacji Dziennikarzy (EFJ), Europejskiej Rady Stowarzyszeń Tłumaczy Literatury (CEATL) i Europejskiej Rady Pisarzy (EWC). Wiceszefowa KE Henna Virkkunen nie daje sobie rady z procesem uchwalania prawa unijnego dotyczącego AI.

EFJ, CEATL i EWC sprzeciwiają się trzeciemu projektu unijnego kodeksu postępowania dotyczącego wdrażania ustawy o AI. Organizacje reprezentujące europejskich dziennikarzy, tłumaczy i pisarzy a także artystów wysłały wspólny list do wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej ds. suwerenności technologicznej, bezpieczeństwa i demokracji Henny Virkkunen i Rady UE ds. AI, aby potępić założenia Kodeksu AI. Te zasady nazywane są „uproszczonymi”.

Finka Virkkunen jest powszechnie krytykowana w Polsce za propozycje tzw. okrągłego stołu w sprawie wyborów prezydenckich zaplanowanych na 18 maja br. Nie milkną echa tej kuriozalnej propozycji wiceszefowej KE. Tzw. okrągły stół – jak przekonują nie tylko politycy opozycji – podważa polską Konstytucję.

Finka chce decydować o polskich wyborach

Media nadal publikują skandaliczną wypowiedź Virkkunen kwestionującą zasady suwerenności Polski, które komisarz KE m.in. ds. demokracji wypowiedziała kilka tygodni temu. „Obywatele UE mają prawo mieć pewność, że wybory są uczciwe i wolne. A przez systemy rekomendacji treści i przez same treści rozpowszechniane przez platformy internetowe jest to bardzo trudne” – powiedziała wiceszefowa KE. Oczywiście Virkkunen nie ukrywa swojego poparcia dla rządu Donalda Tuska, który dokonał bezprzykładnego i bezprawnego przejęcia mediów publicznych w Polsce. Z tego powodu Finka nie krytykuje polskich władz, bo jest przedstawicielem EPP, frakcji europejskiej związanej z Platformą Obywatelską.

Nie ma także szczęścia Virkkunen do negocjacji z przedstawicielami organizacji twórców, artystów i dziennikarzy w UE. Chodzi o protesty tych instytucji wobec chaotycznemu procedowaniu prawa UE dotyczącego sztucznej inteligencji. Fińska polityk nie reaguje także na krytykę dotyczącą braku odpowiednich zabezpieczeń praw autorskich w kontekście dwukrotnie już odrzucanego projektu unijnego Kodeksu AI.

Sztuczna inteligencja UE

Ułomne prawo w sprawie sztucznej inteligencji będzie dla Europy ciężarem, bo walka na rynku AI jest zażarta i toczy się nie tylko z Chinami, ale także z USA – przekonują organizacje europejskich twórców. Projekt unijnego Kodeks AI to zbiór wytycznych dotyczących zgodności z AI Act . Nie są one prawnie wiążące, ale mogą służyć jako „domniemanie zgodności” z obowiązkami dostawcy modelu, dopóki nie wejdą w życie bardziej rygorystyczne standardy – podała EFJ.

Objęty protestem projekt – w opinii EFJ, CEATL i EWC – ignoruje znaczną opinie autorów, jako pierwotnych właścicieli praw do publikacji. Trzeci projekt ustawy o sztucznej inteligencji „jest niekorzystny nie tylko dla autorów w sektorze tekstów, ale dla wszystkich źródeł kultury, artystów i wykonawców oraz ich partnerów wydawniczych lub produkcyjnych” – napisano w proteście przeciwko projektowi Kodeksu AI.

 

HB/ Biznes Alert/ X/ EFJ

 

Hubert Bekrycht: Próba odwrócenia ról, dziennikarka DOROTA KANIA atakowana przez prok. Wrzosek

Wyglądało na to, że po śmierci śp. Barbary Skrzypek, osoba ją przesłuchująca na trzy dni przed tragednią, prokurator Ewa Wrzosek, przynajmniej na kilka dni zamilknie szanując Bliskich Zmarłej. Nic takiego. Wrzosek zaatakowała wszystkich, którzy ją krytykują. M.in. konserwatywną dziennikarkę Dorotę Kanię. Czyli obrona przez atak, a nawet atak poprzez atak. Konto na X @DorotaKania2 zawieszone. Dziennikarce zablokowano publikowanie treści.

Smutne, że nie ma końca tej ponurej historii, która razem z opowieściami o stalinowskim i jaruzelskim „wymiarze sprawiedliwości” przejdzie niestety do historii Polski. Prokurator Wrzosek przez lata bezwstydnie nękała prawicę i sprzyjała ruchowi ośmiu gwiazdek, ponoć finansowanemu przez Moskwę. Teraz w obliczu kompromitacji, po której nie byłoby jej już w prokuraturze Burkina Faso, zaczęła atak na dziennikarzy krytycznych wobec rządu.

Padło na Dorotę Kanię odważną dziennikarkę znaną z opisywania negatywnych dla obywateli realiów liberalnych i lewackich rządów, słynną z tropienia m.in. komunistycznych i rosyjskich wpływów w naszych kraju. Otóż Kania odważyła się ujawnić dane prokurator Wrzosek. Dane ogólnodostępne. I Wrzosek będzie dziennikarza prawnie nękać. Niemożliwe? Możliwe. W folwarku ministra Bodnara, jak najbardziej możliwe.

Dziennikarka, zgodnie z warsztatem zawodowym, opublikowała po prostu dokument z danymi pani prokurator. Chodzi o to, że teraz pani prokurator Wrzosek boi się, że coś niedobrego spotka ją i jej Rodzinę. Wspomnieć należy, że dane pochodzą z legalnych i jawnych źródeł. Można je znaleźć także w dokumentach prokuratury. Jawnych dokumentach.

Ale prokurator Wrzosek widzi problem, tak jak nie widziała problemu w tym, że przesłuchanie śp. Barbary Skrzypek odbyło się bez jej adwokata, ale w obecności antyprawicowo nastawionych dwóch prawników. Nie widziała Wrzosek nic złego, że nie było protokolanta. Sama pisała, co usłyszała. Chociaż prowadzenie przesłuchania i protokołowanie to taka sama sztuka, jak prowadzenie samochodu i jednoczesne szydełkowanie oraz robienie w tym czasie pierogów z serem…

Dorota Kania jest potrzebna prokuraturze i samej Wrzosek, aby najzwyczajniej odwrócić uwagę od śmierci Barbary Skrzypek i po to, żeby prorządowe media oraz grupy hejterskie mogły zalać Internet manipulacjami.

Dziennikarka będzie walczyć i mam nadzieję, że każdy porządny dziennikarz w Polsce będzie ją wspierał. Bo jednyną „winą” Kani jest chyba tylko podanie wieku pani prokurator. Ale to przecież wszyscy wiedzą. Wrzosek ma 55 lat. To nie wstyd, sam skończyłem w ubiegłym roku. Jeśli to tak drażni prokurator Wrzosek, to może ona próbować zamknąć ukazujący się na Wisłą i Odrą niemiecki tabloid, który podaje wiek wszystkich opisywanych w bulwarówce osób.

Trzymaj się Doroto!

HUBERT BEKRYCHT: Czekając na medialny koniec rządowych rozliczeń opozycji

Dziennikarze popierający rząd Donalda Tuska mają spory kłopot, bo tzw. rozliczenia Zjednoczonej Prawicy przekroczyły już poziom absurdu. W Polsce wyraźnie widać łamanie zasad prawnych i obyczajowych, którymi od setek lat kieruje się cywilizacja judeochrześcijańska. Widzą to młodzi i starzy, widzą to też politycy. Wszystkich partii.

Niestety niesprawiedliwość w wymiarze sprawiedliwości zdaje się potwierdzać śmierć śp. Barbary Skrzypek trzy dni po przesłuchaniu jej w prokuraturze. Po przesłuchaniu, które prowadziła nie ukrywająca niechęci do prawicy prok. Ewa Wrzosek. Po przesłuchaniu, do którego nie dopuszczono adwokata wieloletniej dyrektor biura PiS i bliskiej współpracownicy prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Przesłuchaniu, którego celem był powrót do tzw. sprawy dwóch wież, sprawy dawno już wyjaśnionej. Przesłuchaniu, w którym uczestniczyli prawnicy powszechnie i bez zażenowania okazujący pogardę do ugrupowań konserwatywnych, w tym PiS.

Nie wolno mysleć

Media liberalne i lewackie związane z obecnym rządem już kilka godzin po ogłoszeniu śmierci śp. Barbary Skrzypek orzekły, że nie można powiązać zgonu kobiety z przesłuchaniem jej przez prokurator Wrzosek. Czy te media są rzetelne? Nie. Bo nie można niczego wykluczyć. A dziennikarz musi przynajmniej pytać. Pytać o związek przesłuchania z nagłą śmiercią osoby, która od lat pracowała na rzecz głównej polskiej partii prawicowej.

Może media rządowe przeraziły się gróźb prokuratury i prawników? Chodzi o mało subtelne oświadczenia o karach dla tych, którzy odważą się wątpić w to, że śmierci Barbary Skrzypek nie można łączyć z jej przesłuchaniem bez adwokata, za to w obecności znanych z prorządowych sympatii prawników. Media nie są nieomylne, ale nie mogą być naiwne. Słysząc oficjalne rządowe, koalicyjne, „komunikaty” o „absurdalności” zarzutów wobec orwellowsko-kafkowskiego przesłuchania pod nieobecność obrony, przypomina mi się ton mojej niespokojnej młodości.

Dojrzewanie do buntu

Otóż dorastałem, jak zdychała hydra komuny, zbrodniczy potwór, który najpierw sprzymierzył się z faszyzmem w 1939 roku, a potem dominował w naszej części Europy, zresztą nie tylko tutaj. W 1989 roku miałem 20 lat i wpatrywałem się w Okrągły Stół jak alkoholik w inny stół, gdzie stoją butelki. Jak człowiek, który jednak chcąc się wyrwać z jednego nałogu wpada w inne uzależnienie. Z tego uwielbienia dla koncesjonowanej przez Wałęsę, Michnika i Geremka opozycji wyrwały mnie zbrodnie komunistycznej bezpieki. Oficjalnie popełnione przez „nieznanych sprawców” morderstwa księży Stefana Niedzielaka, Stanisław Suchowolca i Sylwestra Zycha.

Myślano, że mordercy duchownych to pogrobowcy komunizmu, ale to byli i są komuniści. Milicjanci i esbecy wmawiali wszystkim, że jeden z księży spadł z krzesła a inny nadużył alkoholu. I dlatego zmarli… Odrażające. Komunizm to nie tylko obecny ustrój opresyjny Korei Północnej czy Kuby, ale to także mentalny stan wielu Polaków wierzących w bezstronność wymiaru sprawiedliwości bez prawa do adwokata dla osoby przesłuchiwanej.

Pęknięcia

Dlaczego o tym opowiadam? Bo po kłamstwach PRL o masowych morderstwach kapłanów tuż przez objęciem władzy przez liberalne skrzydło Solidarności, w wielu młodych ludziach, we mnie też, coś pękło. Przekonaliśmy się właśnie wówczas, że komuna przemalowana na socjaldemokratów nigdy nie przestanie łżeć. Tak jest do dzisiaj.

A media, które powtarzają albo, co gorsza, wierzą w kłamstwa komuny AD 2025, powinny się same rozwiązać płonąc ze wstydu. I już nigdy nie powracać do życia publicznego. Kiedy coś pęknie w zmanipulowanych młodych ludziach nienawidzących konserwatyzmu? Nie wiem, ale oby jak najszybciej.

HUBERT BEKRYCHT: Między wierszami, czyli rządowa cenzura pod patronatem UE

Smutne i dziwne czasy nastały. 36 lat po upadku komuny rząd w Polsce chce cenzury treści internetowych. Dlaczego? Bo tak chce rząd  i władze UE. Liberałowie i lewacy panując udzielnie nad unijnymi strukturami chcą też rządzić w poszczególnych państwach członkowskich. Także rząd RP zatęsknił za dyktaturą demokracji i komunistycznymi urzędami kontroli publikacji i widowisk.

Czy da się zarządzać przy pomocy cenzury? Da się. Chociaż na razie Unia Europejska jest wspólnotą, a nie związkiem przypadkowych krajów z cesarzami niemieckimi lub francuskimi na czele. Jeszcze. Już jednak da się cenzurować treści internetowe na terenie UE. I publikując te słowa nie wiem, czy one do kogoś dotrą, czy może ktoś zechce coś tu „pozmieniać”, ale ja zawsze będę pisać i mówić, co myślę.

Strach przed samodzielnością

Zamysł kontrolowania procesów politycznych poprzez autorytarne działania, mające pod prasą cenzorską ścisnąć wolność słowa, nie jest niczym nowym. Historia cenzury to przecież dzieje urzędników zdjętych strachem i wizją pozbawienia ich władzy. Tak jest teraz w wielu krajach UE, w Polsce też.

U nas cenzura, którą chce nam na wybory prezydenckie zafundować rząd pod „parasolem” kontrolującym Internet „dla dobra obywateli”, to propozycje haniebne, ale wynikające z prawa unijnego. Prawa, które – przypominam – nie jest nad naszym prawem krajowym. Na szczęście. W ogóle nie da się skutecznie cenzurować Internetu podczas kampanii wyborczej. Orędownicy tego pomysłu UE – czyli, między licznymi działaczami polskiej demokratury, premier Tusk i wicepremier, minister cyfryzacji Gawkowski – dobrze o tym wiedzą.

Cenzura i kara

Rząd chce po prostu karać opozycję i konserwatywne media za coś, co zawsze będzie mógł wytłumaczyć „unijnymi regulacjami”, m.in. DSA – aktem o usługach cyfrowych. Koalicji zależy na nie mającej reguł walce wyborczej i zainstalowaniu swojego człowieka w Pałacu Prezydenckim. I tylko temu jest podporządkowane cenzurowanie „treści niezgodnych z DSA”. Na przykład za napisanie, co czynię, że DSA to bzdura.

Zatem, jeśli rząd uruchomi do walki wyborczej zakazy internetowe, to o ile nie zdąży bezprawnie wsadzić do aresztów takich parlamentarzystów opozycji jak poseł Matecki, obejmie restrykcjami i karami pozostałych polityków konserwatywnych mających olbrzymie grono obserwatorów na profilach społecznościowych, tzw. zasięgi. I o taką, w istocie komunistyczną, cenzurę chodzi. Nie tylko o treści chodzi, lecz o piszących słowa krytykujące rząd Tuska. Mam nadzieję, że nie aparat władzy nie zdąży do 1 czerwca br.

Precz z komuną!

Był taki skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju. Radiowiec tłumaczył praktykantce kto to był Jaruzelski emitując przemówienie zbrodniarza, który wprowadził stan wojenny. „A to taki sympatyczny dziadunio” – mówi dziewczyna. Radiowiec precyzuje. „Dziadunio… On mógłby ci wyłączyć fejsbuka” – wyjaśnia. I wówczas praktykantka niszczy płytę z nagraniem dyktatora.

I tak, bardzo prosto, trzeba tłumaczyć, co to jest wolność słowa… Jeśli przestaniemy nostalgicznie i głupio patrzeć na PRL, tak jak na „najweselszy z baraków obozu komunistycznego”, wtedy cenzura prewencyjna UE, rządu w Polsce i ta najgorsza, w nas, w końcu upadnie.

  ***   ***  ***

Czy nic się, do cholery, nie zmieniło? Czy urząd cenzury przeniósł się z ulicy Mysiej w Warszawie do budynku przy al. Ujazdowskich? Ponoć na Mysiej przy Brackiej, nad tablicą sławiącą wolność słowa, unosi się krztuszące się ze śmiechu cenzorkie echo Polskiego Apatycznego Prewencyjnego Ducha Ustawy Prawie Aktualnej.