Dzienniki w pierwszym półroczu: dwa tytuły na plusie

Wśród ogólnopolskich dzienników w pierwszym półroczu 2019 r. tylko „Puls Biznesu” i „Parkiet” odnotowały wzrost sprzedaży w porównaniu do tego samego okresu rok wcześniej.  

 

Liderem był „Fakt”, którego średnia sprzedaż wyniosła 223 109 egz., o 11,11 proc. mniej niż w pierwszym półroczu 2018 r. – wynika z danych Związku Kontroli Dystrybucji Prasy. Na drugim miejscu znalazł się „Super Express” z wynikiem 114 199 egz. (spadek o 5,63 proc.), a na trzecim „Gazeta Wyborcza”, której sprzedaż, po spadku o 7,87 proc., wyniosła 88 784 egz. Kolejne pozycje zajęły: „Rzeczpospolita” – 41 577 egz. (spadek o 8,39 proc.), „Dziennik Gazeta Prawna”  – 36 593 egz. (spadek o 6,46 proc.), „Przegląd Sportowy” – 21 046 egz. (spadek o 13,98 proc.), „Gazeta Polska Codziennie” – 13 527 egz. (spadek o 15,23 proc.). Zestawienie zamykają dwa tytuły, które poprawiły sprzedaż – „Puls Biznesu” o 5,56 proc. do 9 434 egz. i „Parkiet” o 0,47 proc. do 3 849 egz.

 

W czerwcu 2019 r. jedynym dziennikiem, który poprawił swoją sprzedaż w porównaniu do analogicznego miesiąca ubiegłego roku był „Puls Biznesu”, którego średnia sprzedaż poszła w górę o 2,60 proc. do 9 516 egz. Największą sprzedaż miał „Fakt” – 208 967 egz. (spadek o 11,74 proc.), który wyprzedził „Super Expres” (110 352 egz., o 6,02 proc. w dół) i „Gazetę Wyborczą” (82 678 egz., o 10,28 proc. w dół).

 

jka, źródła: ZKDP, Wirtualnemedia.pl

 

Maciej Kurzajewski poprowadzi teleturniej „Czar par”

Jesienią TVP2 pokaże teleturniej „Czar par”. Będzie to powrót popularnego w latach 90. formatu.  Jednym z prowadzących show został dziennikarz sportowy Maciej Kurzajewski.  

 

W programie, który był emitowany na antenie TVP1 od 1993 do 1996 r., rywalizują miedzy sobą dwuosobowe zespoły (małżeństwa lub osoby zaręczone). Teleturniej miał trzy edycje, w których za każdym razem brało udział około 50 par, a do ścisłego finału przechodziło 6-8 duetów. Program prowadzili wówczas Hanna Dunowska (zmarła kilka dni temu) i Krzysztof Ibisz.

Współgospodarzem nowej edycji „Czaru par” został Maciej Kurzajewski. TVP na razie nie zdradza kto będzie mu towarzyszyć w programie.

 

jka, źródło: Wirtualnemeia.pl, fot. Facebook/TVP

 

Najwięcej widzów przybyło „Teleexpressowi” i „Wiadomościom”

W lipcu, wśród programów informacyjnych, największy procentowy wzrost widzów odnotowały „Teleexpress” i „Wiadomości” TVP1. Najchętniej oglądanym serwisem były zaś „Fakty” TVN.

 

Program informacyjny TVN-u w lipcu oglądało średnio 2,24 mln widzów. W porównaniu do tego samego miesiąca ubiegłego roku serwis ten stracił 0,30 proc. widzów – wynika z danych Nielsen Audience Measurement. Uwzględniając dane z TVN24 BiS „Fakty” oglądało 2,44 mln widzów (wzrost o 0,99 proc.).

 

Na drugim miejscu znalazły się „Wiadomości” TVP1, których widownia na głównej antenie zwiększyła się aż o 13,22 proc. do 1,80 mln oglądających. Łącznie z widzami TVP Info, program ten gromadził przed telewizorami 2,26 mln osób (wzrost o 14,23 proc.).

 

Biorąc pod wagę wyniki z głównych anten, trzecią pozycję zajęły „Wydarzenia” Polsatu, których widownia, po wzroście o 8,34 proc., wyniosła 1,75 mln osób. Uwzględniając oglądających na antenie Polsatu News, program ten osiągnął wynik na poziomie 1,88 mln widzów (wzrost o 6,55 proc.).

 

Kolejne miejsce przypadło „Teleexpressowi” TVP1, z widownią na poziomie 1,60 mln osób, po wzroście o 13,28 proc. Gdy jednak uwzględnimy widzów z TVP Info, program ten wyprzedza „Wydarzenia” Polsatu. Średnia oglądalność „Teleexpress” wynosiła bowiem w takim przypadku 2,09 mln osób (wzrost o 15,21 proc.).

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl

„Fakt” z felietonami Rafała Ziemkiewicza i Tomasza Lisa

Pisarz i publicysta Rafał A. Ziemkiewicz będzie pisał komentarze do sobotnio-niedzielnych wydań „Faktu”.

 

„Z prawdziwą przyjemnością informuję Państwa, szczególnie tych, których zasmuciła czerwcowa decyzja Interii, że od jutra w każdą sobotę mój komentarz będzie można znaleźć na 2 stronie papierowego wydania „Faktu” i na Fakt.pl. Wolny rynek zadziałał. Zapraszam do lektury!” – poinformował w piątek Rafał A. Ziemkiewicz na Twitterze.

 

Dwa miesiące temu Interia zerwała współpracę z Ziemkiewiczem po tym jak napisał w swoim felietonie: „Do LGBT trzeba strzelać! Nie w sensie dosłownym, oczywiście – trzeba z nim walczyć”.

 

To kolejny publicysta, który w ostatnim czasie rozpoczął współpracę z „Faktem”. W czwartek w roli felietonisty zadebiutował tam Tomasz Lis, redaktor naczelny „Newsweek Polska”.

 

jka, źródło: Wirtualnemedia.pl. Fot. archiwum R. A. Ziemkiewicza

 

IWP krytykuje ograniczenie dystrybucji „Gazety Polskiej” z naklejką

Izba Wydawców Prasy wydała oświadczenie, w którym wyraziła sprzeciw wobec wstrzymania przez Empik i inne firmy kolportażu „Gazety Polskiej”, do której dołączona była naklejka „Strefa wolna od LGBT”.

 

IWP zwróciła uwagę, że „zgodnie z ustawą – Prawo prasowe, druk oraz dystrybucja prasy i obowiązek kolportażu są prawnie uregulowane. Zgodnie z art. 3 ww. ustawy (t. jedn. Dz.U. z 2018 r. poz. 1914), „[p]racownik poligrafii oraz kolportażu nie może ograniczać ani w jakikolwiek inny sposób utrudniać drukowania i nabywania przyjętych przez przedsiębiorstwo do druku i rozpowszechniania dzienników, czasopism lub innych publikacji prasowych z powodu ich linii programowej albo treści.”

Rzeczą fundamentalną zatem jest, by wszystkie ukazujące się legalnie tytuły prasowe, bez względu na prezentowane w nich poglądy, stanowiska i opinie, były dostarczane regularnie do potencjalnych czytelników.” – czytamy w oświadczeniu IWP.

 

Autorzy oświadczenia odnieśli się także do decyzji sądu o wstrzymaniu dystrybucji „GP” z naklejką. „Izba niejednokrotnie zwracała również uwagę, że stosowanie tzw. zabezpieczenia powództwa polegającego na zakazie rozpowszechniania publikacji – z jakim mamy do czynienia także w aktualnej sprawie „Gazety Polskiej” – powinno być przez sąd stosowane z wielką ostrożnością i tylko w wyjątkowych przypadkach, gdyż może stanowić środek dla wyeliminowania z rynku konkretnego tytułu prasowego ze względu na treści na jego łamach prezentowane.” – podkreślili.

 

„Nie wypowiadając się w sprawie zawartości czasopisma i dodatku, którego dotyczy obecny przypadek, sprzeciwiamy się dyskryminowaniu jakiejkolwiek grupy legalnie wydawanych w Polsce tytułów prasowych ze względu na ich treść, bowiem nieskrępowana i prowadzona na równych zasadach dystrybucja i sprzedaż ukazujących się legalnie tytułów prasowych jest fundamentem wolnej prasy” – przypomniano w oświadczeniu IWP.

 

Przeciwko wstrzymaniu kolportażu „Gazety Polskiej” przez Empik oraz późniejszej decyzji sądu protestowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

 

jka, źródło: IWP

 

Program Pawła Lisickiego usunięty z YouTube

YouTube usunął odcinek programu Pawła Lisickiego „Wierzę” poświęcony nauce Kościoła Katolickiego w kontekście ideologii LGBT.  Władze platformy uznały, że program redaktora naczelnego „Do Rzeczy” miał „szerzyć mowę nienawiści”.

 

„Wierzę” to cykl wydawany na antenie telewizji internetowej wSensie.tv. W ostatnim odcinku Paweł Lisicki wraz z redaktorem Markiem Miśko rozmawiali o relacjach między nauką Kościoła Katolickiego a ideologią LGBT.

 

Prowadzący postawili pytania: „Dlaczego musimy umieć rozróżniać nauczanie Kościoła w kontekście ideologii LGBT od samego homoseksualizmu? Czy brak wyraźnego określania grzechu sodomii przyczynia się do utwierdzania homoseksualistów w przekonaniu, że da się go połączyć z nauczaniem Chrystusa?”

 

Platforma YouTube, na której odstępny jest program „Wierzę”, postanowiła usunąć ostatni odcinek, tłumacząc, że wypowiedzi prowadzących mogły być formą „mowy nienawiści”.

 

W komentarzu dla portalu DoRzeczy.pl Paweł Lisicki uznał to za przejaw cenzury. „Jest to zamknięcie ust krytykom ideologii LGBT” – powiedział Lisicki. Zauważył, że kiedyś istniała zasada, że treści były usuwane tylko w przypadku ataku, czy nawoływania dla przemocy.  „Teraz to zostało nadużyte i krytyczne opinie ogólne są zdejmowane. To przykład łamania zasady wolności słowa” – podkreślił Paweł Lisicki.

 

Kilka dni temu YouTube zablokował telewizję internetową wRealu24, przeciwko czemu zaprotestowało Centrum Monitoringu Prasy SDP.

 

jka, źródło: DoRzeczy.pl. Fot. Donat Brykczyński

 

Marcin Dzierżanowski nowym naczelnym „Wprost”

Marcin Dzierżanowski od 1 sierpnia będzie nowym redaktorem naczelnym tygodnika „Wprost”. Zastąpi na tym stanowisku Jacka Pochłopienia, który zostaje doradcą zarządu PMPG Polskie Media S.A. (wydawcy tygodnika) ds. projektów specjalnych.

 

Nowy naczelny zapowiada, że pod jego kierownictwem nie zmieni się linia „Wprost”.  „Jesteśmy jedynym tygodnikiem opinii, z którym chętnie rozmawiają przedstawiciele obu stron politycznego sporu. Chcemy utrzymać ten swój atut” – zapowiada Marcin Dzierżanowski w komunikacie prasowym. – „Bycie gazetą środka nie oznacza jednak, że będziemy nijacy i mdli. To, że nie zapisujemy się do żadnego z ideologicznych obozów, nie oznacza, że nie możemy być wyraziści, czasem wręcz prowokacyjni. Dlatego będziemy stawiali na odważne opinie i komentarze” – dodaje.

 

Marcin Dzierżanowski z tygodnikiem „Wprost” związany jest od 2006 r. W swojej karierze pracował m.in. w „Życiu Warszawy”, „Dzienniku”, TVP,  National Geographic Traveler.  Jest autorem dwóch książek, w tym biografii politycznej Antoniego Macierewicza.

 

Jacek Pochłopień kierował redakcją „Wprost” od sierpnia 2016 r. Do redakcji tygodnika dołączył rok wcześniej, jako zastępca redaktora naczelnego. Wcześniej był wicenaczelnym miesięcznika „Forbes”. Pracował także m.in. w „Newsweek Polska” oraz „Pulsie Biznesu”.

 

jka, źródło: PMPG Polskie Media S.A. Fot. materiały prasowe

 

Oświadczenie CMWP SDP w sprawie blokady internetowej telewizji wRealu24.pl przez firmę YouTube

28 lipca internetowa telewizja wRealu24 została zablokowana przez  serwis internetowy YouTube. Telewizja ta nie może na swoim kanale przez tydzień publikować nowych treści, relacji i transmisji. Zniknęły też opublikowane przez nią filmy, które zostały uznane przez serwis za szerzące mowę nienawiści. Serwis YouTube nie wyjaśnił przyczyn zablokowania tego konta. Przekazano jedynie informację, iż w serwisie zasady określające, jakie treści są niedozwolone opisane są w tzw. Wytycznych dla Społeczności. YouTube sprawdza filmy swoich użytkowników i jeśli łamią te wytyczne, usuwa je z platformy YouTube. Telewizja wRealu24.pl, którą dotknęła aktualnie taka blokada, nie była informowana, która z jej publikacji i w jaki sposób naruszyła „wytyczne” .

 

   W ocenie CMWP SDP decyzja o usuwaniu treści z portali społecznościowych bez wskazania konkretnych przykładów naruszenia regulaminu serwisu i bez realnej możliwości odwołania się przez ich autorów narusza zasadę wolności słowa demokratycznego państwa oraz łamie jej prawne podstawy. Ze względu na powszechność serwisu społecznościowego YouTube działanie takie ma charakter cenzury czyli kontroli publicznego przekazywania informacji, ograniczającej wolność publicznego wyrażania myśli i przekonań.

 

   YouTube to założony w lutym 2005 roku w USA serwis internetowy, który umożliwia bezpłatne umieszczanie, odtwarzanie strumieniowe, ocenianie i komentowanie filmów. Wg redakcji telewizji wRealu2.pl obecna blokada ich konta jest skutkiem publikowania przez nich tzw. niepoprawnych politycznie treści, ponieważ telewizja ta w swoich programach często porusza problematykę m.in. promocji ideologii LGBT, ataków na duchownych i na działaczy katolickich, czy prowokacji związanych z profanacją przedmiotów kultu religijnego. 28 lipca b.r. otrzymała  tzw. pierwsze ostrzeżenie. Po kolejnych dwóch YouTube ma prawo skasować cały kanał Wrealu24.pl , który dziś ma 250 tys subskrybentów.

 

   CMWP SDP przypomina iż w przeszłości wielokrotnie wskazywaliśmy na konieczność wprowadzenia zmian w polskich przepisach prawa, tak by usuwanie treści z portali społecznościowych mogło następować tylko w ściśle określonych przypadkach, oraz by Polacy mieli jasną ścieżkę odwoławczą w sporach z internetowymi koncernami po to, by mogli skutecznie dochodzić swoich praw przed sądami w naszym kraju, co w świetle obecnych przepisów jest w praktyce niemożliwe.

 

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

 

Warszawa, 30 lipca 2019

materiały uzupełniające:

 

Poparcie CMWP SDP dla petycji Ordo Iuris w sprawie ograniczenia cenzury w sieci z 15 maja 2018 r.

https://cmwp.sdp.pl/poparcie-cmwp-sdp-dla-petycji-ordo-iuris-w-sprawie-ograniczenia-cenzury-w-sieci/

 

link do strony petycyjnej:

http://www.maszwplyw.pl/internet-bez-lewicowej-cenzury-,81,k.html

 

link do założeń projektu:

http://www.ordoiuris.pl/pliki/dokumenty/Zalozenia_do_ustawy_dot_mediow_spolecznosciowych-Ordo_Iuris.pdf

Rok więzienia za napaść na operatora Polsat News

29 lipca b.r. Sąd Okręgowy w Białymstoku skazał na rok więzienia dwóch mężczyzn oskarżonych o napaść na operatora Telewizji Polsat w czasie realizacji materiału na temat wycinki drzew i protestów w Puszczy Białowieskiej. Wyrok nie jest prawomocny.

 

   Prokuratura zarzucała oskarżonym m.in. naruszenie prawa prasowego poprzez użycie przemocy w celu zmuszenia do zaniechania tzw. interwencji prasowej, czyli przygotowania publikacji telewizyjnej o sytuacji w Puszczy Białowieskiej. W ocenie sądu oskarżeni zdawali sobie sprawę, kim jest pokrzywdzony, co robi w puszczy i dlatego przemocą chcieli mu przeszkodzić w nagrywaniu materiału, który zamierzał opublikować. Sąd nakazał też mężczyznom zapłatę zadośćuczynienia pokrzywdzonemu w wysokości 5 tys. zł oraz naprawienie szkody Telewizji Polsat w łącznej kwocie blisko 20 tys. zł.

 

   W 2017 przeciwko napaści na niego protestowało CMWP SDP:

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP stanowczo protestuje przeciwko utrudnianiu pracy dziennikarzy i osób pracujących pod ich nadzorem (np. operatorów telewizyjnych) podczas wykonywania ich zawodowych obowiązków, czego skandalicznym przykładem jest atak na operatora redakcji telewizyjnej Polsat News  (…), który został pobity w czasie realizowania materiału o wycince w Puszczy Białowieskiej 29 lipca 2017 r.(…) CMWP  SDP przypomina, że fizyczne ataki na dziennikarzy i osoby wykonujące ich obowiązki są jaskrawym naruszeniem zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa i nigdy nie powinny mieć miejsca. Bezpieczeństwo pracy osób relacjonujących wszelkie wydarzenia, w tym te wywołujące silne społeczne emocje, powinno być zawsze przedmiotem troski wszystkich stron zaangażowanych w sytuację konfliktową, a zgodnie z obowiązującym prawem zobowiązane one są do zapewnienia dziennikarzom i osobom z nimi pracującym warunków pracy niezagrażających ich życiu i zdrowiu .

 

Red.

Zmiany personalne w Superstacji

Grzegorz Jankowski, były redaktor naczelny „Faktu”, został dyrektorem programowym Superstacji. Jego zastępcą będzie Grzegorz Adamczyk, były szef TVP Info.

 

Z Superstacji odchodzą: szef newsroomu Wiktor Bater, wydawca Informacji Dnia Grzegorz Sajór, prowadzący „Raport” Jarosław Kulczycki, wydawca „Finału Dnia” Marek Czunkiewicz, prowadzący „Bez ograniczeń” Adam Feder i Jacek Zimnik. Za współpracę szefowie stacji podziękowali prowadzącym „Rozmowy Dnia” Jackowi Żakowskiemu i Markowi Czyżowi.

 

Właścicielem Superstacji jest od czerwca 2018 Telewizja Polsat.

 

Opr. red. Źródło: press.pl, fot. Superstacja

Detektyw historii – wspomnienie o Kazimierzu Bosku

27 lipca mija rocznica śmierci zasłużonego dziennikarza,  wieloletniego członka i działacza SDP  Kazimierza Boska, z tej okazji publikujemy wspomnienie o nim Marzeny Bauman-Bosek.

 

O dziennikarstwie Kazimierz Bosek marzył od najmłodszych lat. Koleżanka ze szkolnej ławy, Czesława Szawtela wspominała na łamach „Życia Dobrzechowa”, że Kazik nigdy nie rozstawał się z notesikiem, w którym pilnie coś zapisywał. „Redaktor” jak go nazywali trochę kpiąco nauczyciele, po cichu wysyłał swoje tekściki do rzeszowskich „Nowin”. Nie pomijał też innych okazji zaistnienia w prasie, jak choćby konkursu na najciekawszą wiadomość ogłoszonego przez „Express Wieczorny”. Zajął wtedy pierwsze miejsce i otrzymał w nagrodę rower.

 

Zainteresowanie prasą było u „Redaktora” zapewne dziedziczne: Jego ojciec, Stanisław Bosek, eks-legionista, następnie lwowski komendant policji, nie mógł się obejść bez „gazetek”. A w pięknej, podkarpackiej wiosce panowało nieomal powszechne umiłowanie prasy. Dobrzechowianie sięgali po nią, aby „więcej wiedzieć”. W 800-letnim Dobrzechowie, jednej z najstarszych polskich wiosek, jak z dumą podkreślali mieszkańcy „wzmiankowanej przez Długosza”, od 1183 roku wychodzi też kwartalnik „Życie Dobrzechowa”. Wydawcą jest TPD, czyli Towarzystwo Przyjaciół Dobrzechowa. W tej małej wiosce na każdym kroku czuje się oddech historii. Według Kazimierza sama nazwa Dobrzechów w połączeniu z pobliskim Strzyżowem i Kożuchowem przypomina, że mieszkańcy tych stron utrzymywali się ongiś z hodowli owiec. W dzieje wioski wpisywały się również słynne nazwiska Michałowskich, Koźmianów, Pleziów … ze świadomości historycznej i miłości do małej ojczyzny narodził się wielki patriotyzm Kazimierza.

 

Jako syn Legionisty i funkcjonariusza przedwojennej policji, „Redaktor” nie miał prawa do wyższych studiów. W Polsce Ludowej podlegał bowiem wraz z ojcem degradacji społecznej. Stanisław Bosek mógł się zatrudnić jedynie przy naprawie torów, praca umysłowa mu nie przysługiwała, chociaż w PRL-u brakowało wykwalifikowanych urzędników. Ale Kazimierz nie mógł pogodzić się z myślą, że nie będzie dla niego miejsca w wymarzonym zawodzie. Przystępując do egzaminów na wydział dziennikarski w rubryce „zawód ojca” napisał „rolnik”, co było zgodne z prawdą, bo skromne poletko w Dobrzechowie było źródłem utrzymania rodziny Bosków.

 

Egzamin wstępny zdał Kazimierz celująco, kolejne również bardzo dobrze, toteż nie wierzył własnym oczom stwierdzając że nie ma go na liście studentów drugiego roku. Wkrótce sprawa się wyjaśniła: dostał wezwanie do wojska. I rozkaz: stawić się na dworcu. Po co i dlaczego, nie wyjaśniono. Grupę oszołomionych chłopców załadowano po prostu do bydlęcych wagonów. Dłużyła im się podróż w nieznane, ktoś powiedział: „pewnie wiozą nas nad morze”. Kiedy pociąg wreszcie stanął i ukazały się kopalniane szyby, Kazimierz doznał szoku. Tak wielkiego, że nic więcej z tego dnia nie pamiętał. Niebawem jednak, z ogolonymi głowami, w dziwnych drelichach z czarnymi naszywkami, znaleźli się w barakach opuszczonych przez jeńców niemieckich. Drewniane prycze kojarzyły się z więzieniem, bo też tak ich traktowano, jak skazańców. Wojskowa służba zastępcza oznaczała głodowe racje żywności i niewolniczą pracę. Czasem nawet na tzw. rolkę, czyli od świtu do świtu. Nie byli przygotowani do górnictwa. Mnożyły się wypadki, okaleczenia, ginęli częściej od zawodowych górników. Nie wytrzymywali również psychicznie, załamywali się, padali z wyczerpania. Kazimierz, który miał za sobą wojenne przejścia na kresach, nie poddał się. Zdobył się na czyn desperacki: wystosował do marszałka Rokossowskiego, twórcy karnych batalionów, list z prośbą o umożliwienie kontynuacji studiów – miał przecież bardzo dobre wyniki w nauce. Marszałek, o dziwo, zlitował się nad Boskiem, skracają mu katorgę o rok. Po wyzwoleniu z kopalnianych łagrów, Kazimierz natychmiast zgłosił się na Uniwersytet Jagielloński, na wydział historii.

 

Przyjęto go bez oporów, a nawet z przychylnością. Przyjaźń i zrozumienie okazał mu zwłaszcza pewien młody asystent, Stefan Bratkowski. On pierwszy dostrzegł literacki talent studenta o wyglądzie skazańca. I właśnie Bratkowskiemu przyszło, kilkadziesiąt lat później, w pośmiertnym wspomnieniu o Kazimierzu na łamach „Rzeczpospolitej” przywołać symboliczne zdarzenie: „Przed laty, kiedy ogłoszono równocześnie konkursy na reportaż i opowiadanie, wysłał jeden ze swoich świetnych reportaży i dostał pierwszą nagrodę – za opowiadanie! Taką wartość literacką miał ów tekst”.

 

Kochając historię, cały czas marzył Bosek o dziennikarstwie. Toteż z dyplomem w kieszeni zgłosił się na praktykę do „Echa Krakowa”. Jego dar wyszukiwania niezwykłych tematów i świetne pióro oceniano wysoko. Ale pracy mu nie zaproponowano.

 

Powrócił więc do Dobrzechowa. Rodzinne strony okazały się kopalnią reporterskich tematów. Siedząc na wsi wysyłał teksty do Po Prostu, Kameny, Współczesności. Jego reportaże zwracały uwagę swoistością języka wolnego od panoszącej się w PRL-u nowomowy. Inspiracji dostarczali mu często sąsiedzi, którzy przychodzili do „Pana Kazka” ze swoimi sprawami, które tylko z pozoru były małe. Wyłaniał się z tych reportaży obraz Podkarpacia, egzotyczny z perspektywy Warszawy, Lublina, czy nawet Rzeszowa. Pisał dużo, stał się popularny, „miał nazwisko”, ale żył w biedzie. Był przecież przez całe lata „bezetatowcem”, zarabiającym tylko na wierszówkach. Mimo to nie unikał trudnych, kontrowersyjnych tematów, które narażały go niekiedy na rujnujące sprawy sądowe. Zadłużony, pewnego dnia musiał sprzedać maszynę do pisania, narzędzie pracy. „Uważaj, aby ci słońce nie zaszło w cudzej nienawiści” – ostrzegała matka, pierwsza czytelniczka jego materiałów. Wiktoria Bosek, z domu Kielar (Keler) miała korzenie węgierskie. Toteż w 1956, zapewne przez wzgląd na nią, choć nie tylko, na wieść o powstaniu w Budapeszcie, Kazimierz udał się z transportem krwi i leków do tragicznego miasta.

 

Ten wyjazd, jak również ostre publikacje w Po Prostu nie poprawiły sytuacji Boska. Nadal żaden szef nie kwapił się z przyjęciem do swojej redakcji eks-żołnierza górnika. Mimo, że stał się już w tym czasie cenionym autorem. Po latach, buszując w archiwach odkrył, że winna była pewna mała literka w jego aktach, która szła za nim wszędzie ostrzegając: „podejrzany, niepewny”.

 

Stopniowo jednak przełom październikowy dał znać o sobie także w życiu Boska. W 1964 roku chłopak z prowincji otrzymał Nagrodę Ministra Kultury: mieszkanie w Warszawie. Jednocześnie „Fakty”, pismo zakładowe żerańskiej FSO, zaproponowało mu pracę. Nie o tym marzył, ale przyjął propozycję, bo jednocześnie przyszła na świat jego ukochana córka, Agnieszka. Rok później w autobiograficznej książce pt. „Cyrograf na własnej skórze” (Iskry 1965) poświęcił córce piękny esej pt. „Imię ziemi mojej”.

 

Praca jego marzeń stała się realna dziesięć lat później w nowoutworzonym tygodniku „Literatura”. Tę nieco spóźnioną szansę Kazimierz wykorzystał w pełni, poświęcając 25 lat zagadkom życia i śmierci Jana Kochanowskiego. Na trop tej, zdawałoby się, dobrze znanej postaci, trafił Bosek podczas wakacji w Kazimierzu nad Wisłą. Stamtąd reporterska ciekawość zaprowadziła go do zwoleńskiego kościoła, gdzie miał być pochowany pierwszy polski poeta. Ale ku wielkiemu zaskoczeniu Boska pod marmurowym nagrobkiem wbrew napisowi „Tu spoczywa” nie było prochów wielkiego Jana. Gdzie się zatem podziały? Pytanie nie dawało reporterowi spokoju i przerodziło się w wieloletnią fascynację postacią poety, jego twórczością, ale i życiem pośmiertnym, losem pamiątek. Bez wątpienia jego „kości popiół został wzgardzony”. A skoro tak, skoro doszło do poniewierki prochów, należy przywrócić je „miejscu godnemu i upamiętnionemu z pietyzmem i rozwagą”. Sprzyjał postanowieniu reportera Jerzy Putrament, komunista niepozbawiony szacunku dla wartości narodowych. Zbliżało się 400-lecie śmierci Jana Kochanowskiego, toteż „Literatura” objęła patronat nad tą rocznicą.

 

Kazimierz mógł więc bez przeszkód poświęcić się swojej nowej, największej życiowej pasji: odczytywaniu sekretów biografii Kochanowskiego i losów pamiątek po poecie. Zagadki mnożyły się i reporter coraz głębiej pogrążał się w „czarnym lesie tajemnic” – by przywołać tu określenie Zbyszka Święcha – przyjaciela i sojusznika w walce o uczczenie pamięci mistrza Jana. Kazimierz szybko zrozumiał, że stoi przed zadaniem przerastającym siły jednostki. Do batalii o Jana potrzebował wielu sprzymierzeńców. Toteż na łamach „Literatury” podjął cykl publikacji pt. „Wielkości, gdzie twoje miejsce”. Wypowiadały się w nich autorytety, wybitni ludzie kultury i nauki, znane nazwiska. Pomoc i zrozumienie okazali również prości ludzie, mieszkańcy stron czarnoleskich, zatroskani o losy pamiątek po wielkim ziomku. Szczególnie zasłużył się tu śp. Stanisław Janusz, „człowiek z akowskiego wywiadu”, eks-przewodnik, który w stronach czarnoleskich znał każdą piędź ziemi.

 

Publikacjami w „Literaturze” zaalarmował Bosek opinię publiczną, niemrawe urzędy centralne i lokalne, co doprowadziło w efekcie do podjęcia zaniedbanych prac konserwatorskich w Zwoleniu, Czarnolesie i Sycynie. Dzięki zaangażowaniu wybitnego konserwatora zabytków, Tadeusza Polaka, po raz pierwszy od kilkuset lat poddano konserwacji zwoleńską kaplicę Kochanowskich, wraz z rozpadającym się marmurowym nagrobkiem, najstarszym i najbardziej wiarygodnym wizerunkiem poety. Dzięki uporowi znakomitego archeologa, Wojciecha Twardowskiego, udało się też w końcu odnaleźć szczątki poety, w miejscu najmniej oczekiwanym.

 

Przełom przyniósł rok 80, kiedy Kazimierz Bosek założył w swojej redakcji koło Solidarności, do którego wstąpił solidarnie cały zespół. A w maju 1980, w ogrodach Watykanu, dokąd udał się „za Kochanowskim”, uzyskał reporter szczególnie cenne poparcie dla swojej misji: błogosławieństwo papieża Polaka, Jana Pawła II. Po długich przygotowaniach, których nie przerwano nawet w stanie wojennym, można było wreszcie ogłosić 21 czerwca 1984 dniem „Pogrzebu po 400 latach”, nazwanego później „tajnym zjazdem opozycji”. Faktycznie był to zjazd polskiej niezależnej kultury. Przybyło bowiem wielu wybitnych ludzi, którzy na znak protestu od pewnego czasu nie uczestniczyli w życiu publicznym. W związku z tym media, zarówno centralne, jak i lokalne przemilczały to wydarzenie. Film dokumentalny solidaryzującej się z Boskiem Marii Góralczyk z Kroniki Filmowej od razu powędrował na półkę i nigdy nie pojawił się na ekranach. Zmowę milczenia przełamał jedynie Wiesław Budzyński, biograf Baczyńskiego, przyjaciel i sprzymierzeniec Boska w bojach o Jana, publikacjami w prasie katolickiej. A Kazimierz Bosek zyskał przydomek „Detektywa historii”.

 

Ukoronowanie ćwierćwiecznych zabiegów Boska nastąpiło przy pięknej, słonecznej pogodzie, wynagradzającej reporterowi wszystkie dni ciemne, smutne, samotne. Homilię na zwoleńskim rynku wygłosił śp. Kardynał Franciszek Macharski, wobec ogromnych tłumów. Pochowano poetę jak przystało, po królewsku, w podobnym do wawelskich sarkofagu z białego marmuru.

 

Śmiertelna choroba udaremniła Boskowi napisanie książki. W 2011 roku ukazał się jednak tom pt. „Na tropie tajemnic Jana z Czarnolasu” zawierający teksty pochodzące z archiwum reportera, a także z zasobów Biblioteki Narodowej.

 

Marzena Baumann-Bosek

 

Kazimierz Bosek 26.06.1932 – 27.07.2006

Pisarz i publicysta, autor esejów, reportaży literackich. Zbiory: Taka ludzka żeremia (1964), Cyrograf na własnej skórze (1965), scenariuszy filmów dokumentalnych: Uranowe piętno, Czarni baronowie, Zostanie legenda. Żołnierz karnych batalionów kopalnianych (1953-1955), opisanych w książce Tajemnice czarnych baronów.

 

Studiował dziennikarstwo i historię na Uniwersytecie Jagiellońskim, praktykował w „Echu Krakowa”. Publikował w „Po prostu”, „Kamenie”, „Współczesności”. W żadnej z tych redakcji nie zaoferowano mu stałego zatrudnienia. W 1964 roku otrzymał Nagrodę Ministra Kultury Od 1974 roku pisał już tylko dla „Literatury”, gdzie otrzymał stałą pracę kierownika działu prozy. W 1980 roku założył w redakcji koło Solidarności. Poświęcił 25 lat swojej reporterskiej pasji zagadkom biografii Jana Kochanowskiego.

 

Marzena Baumann-Bosek jest  autorką książki „Drogą z Piekła. Fascynacje Kazimierza Boska” (publikacja dofinansowana przez Fundację Solidarności Dziennikarskiej oraz Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych). Jej tytuł pochodzi z autobiograficznego reportażu Boska opisującego powojenne losy sanacyjnego policjanta koczującego wraz z rodziną w podworskich czworakach nazywanych we wsi „piekłem” i podejmującego wraz z synem budowę domu, aby wyprowadzić bliskich z owego „piekła”. Na przekór wszystkiemu, dom powstał. Ale życie Kazimierza, wyklętego z powodu życiorysu ojca, było ustawicznym wydobywaniem się z kolejnych kręgów piekła, ciągłym zmaganiem z piętrzącymi się przeszkodami, „mierzeniem sił na zamiary”. Bez tych romantycznych pasji nie byłoby jednak książek Boska ani marmurowego sarkofagu Jana Kochanowskiego w zwoleńskim kościele.

 

Marek Palczewski odchodzi z Zarządu Głównego SDP

Swoją decyzję Marek Palczewski, były redaktor naczelny portalu SDP, ogłosił na Facebooku.

 

Palczewski twierdzi, że w ten sposób protestuje przeciwko ostatniemu oświadczeniu Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. CMWP SDP broni „Gazety Polskiej” i krytykuje Empik za odmowę przyjęcia do dystrybucji „GP” z naklejką „Strefa wolna od LGBT”.

 

Oświadczenie CMWP:

 

https://cmwp.sdp.pl/oswiadczenie-w-sprawie-dzialania-firmy-empik-w-stosunku-do-gazety-polskiej/

 

Marek Palczewski swoją decyzję na Facebooku tłumaczy tak: „Dziwię się, że CMWP mylą się podstawowe pojęcia filozoficzne (etyczne), takie jak wolność słowa, tolerancja, dyskryminacja. Wolność słowa nie może służyć szerzeniu nienawiści, nierówności i dyskryminacji ludzi ze względu na ich postawy, orientację, poglądy i przekonania.

 

Moja decyzja opuszczenia ZG SDP spowodowana jest niezgodą na tego rodzaju Oświadczenia i krytycyzmem wobec kilku innych ideologicznych i politycznych Oświadczeń CMWP SDP. Całokształt działań Zarządu Głównego SDP i Centrum Monitoringu Wolności Prasy w ostatnim okresie wskazuje na wyraźne opowiadanie się po jednej stronie ideologicznego i politycznego sporu w Polsce.

 

Wspomniane wyżej fakty sprawiają, że nie mogę nadal wspierać działań SDP, które są niezgodne z moim sumieniem, postawą obywatelską i przekonaniami„.

 

Marek Palczewski jest doktorem nauk humanistycznych. W latach 1992-2010 był redaktorem TVP. Od 2011 do 2012 redaktor naczelny portalu SDP. Od 2011 publikuje w Forum Dziennikarzy. Jest adiunktem w Katedrze Dziennikarstwa w SWPS. 

 

Red.