Rodzeństwo KULCZYKÓW przeciwko dziennikarzom. KANIA, HAJDASZ, ADAMCZYK pozwani za słowa o śp. Janie Kulczyku

Przeprosin wyemitowanych w TVP Info  oraz 400 tysięcy zł. zadośćuczynienia  domaga się rodzeństwo Dominika i Sebastian Kulczykowie  za rzekome naruszenie dóbr osobistych ich ojca Jana Kulczyka w programie z cyklu  pt. „Resortowe dzieci” wyemitowanym w czerwcu 2023 r.  Autorka audycji Dorota Kania, Michał Adamczyk, który wówczas pełnił funkcję redaktora naczelnego TVP SA oraz sama TVP  mają zapłacić 200 tysięcy złotych. Wypowiadający się w programie  dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP  i  ekonomista dr  Artur Bartoszewicz  pozwani zostali o kwoty po 100 tysięcy zł.  26 czerwca b.r.  odbyło  się przesłuchanie  Sebastiana Kulczyka,  Artura Bartoszewicza  oraz Jolanty Hajdasz.  Sąd odrzucił wszystkie wnioski dowodowe pozwanych dziennikarzy oraz nie zgodził się przesłuchać wskazanych przez dziennikarzy świadków. Zgodził się za to, by przesłuchać wszystkie osoby, o które wnioskowała strona powodowa. Kolejna rozprawa ma się odbyć w październiku. 

W Kulczyku widziano kogoś, kto ściągnął do Poznania fabrykę Volkswagena, a nie kogoś, kto w innych biznesach potrafił nieźle to państwo orżnąć, takiego użyję dosadnego słowa, bo co tu więcej mówić  –  dokładnie za te słowa wypowiedziane w programie  red. Doroty Kani dzieci zmarłego blisko 10 lat temu miliardera domagają się  zadośćuczynienia w kwocie 100 tysięcy złotych od Jolanty Hajdasz, dyr. CMWP SDP i jednocześnie dziennikarki mieszkającej i pracującej w Poznaniu ponad 35 lat.  Zdaniem Sebastiana Kulczyka tym jednym zdaniem Jolanta Hajdasz – jak napisano w pozwie  – „pomówiła Pana dra Jana Kulczyka o popełnianie oszustw na szkodę państwa polskiego, a insynuacja ta była całkowicie nieuprawniona  i naruszyła przysługujące Panu Sebastianowi Kulczykowi prawo do kultywowania pamięci jego zmarłego Ojca”. Pozew przeciwko niej skierowano do sądu w grudniu 2023.

Sprawa dotyczy jednego z odcinków audycji z cyklu „Resortowe dzieci”, autorstwa red. Doroty Kani, cyklu który do grudnia 2023 r. a więc do czasu bezprawnego przejęcia mediów publicznych , był emitowany w TVP INFO.  Sporny odcinek został opublikowany 19 czerwca 2023 r. , nosił tytuł „Od TW Paweł do Kulczyk Holding”.  Przedstawiono w nim  m.in. w oparciu o akta IPN, historię  nieżyjących już biznesmenów, Henryka Kulczyka, oraz jego syna Jana Kulczyka.  W ocenie pozwanych materiał dziennikarski stworzony został z najwyższymi standardami sztuki dziennikarskiej, a każda wypowiedź w nim umieszczona , oparta została na dokumentach znajdujących się  w Instytucie Pamięci Narodowej, informacjach upublicznionych przez Prokuraturę Krajową oraz na podstawie wyników pokontrolnych Najwyższej Izby Kontroli , która wykazała zaniedbania i naruszenia w firmach kierowanych przez Jana Kulczyka.

Podczas rozprawy 26 czerwca  na pytania Sądu odpowiadał  powód Sebastian Kulczyk, pozwana  Jolanta Hajdasz i  pozwany dr Artur Bartoszewicz, ekspert – ekonomista ds. gospodarczych. Sebastian Kulczyk uzasadniał, dlaczego uważa iż wypowiedzi pozwanych naruszyły pamięć jego ojca, mimo iż nie potrafił wskazać, w jaki sposób konkretne słowa wpłynęły na odbiór zmarłego Jana Kulczyka lub jego rodziny  wśród społeczeństwa i czy opinia o nich pogorszyła się od czasu publikacji nagrania i emisji audycji. Nie wskazał także, by zaistniała jakakolwiek szkoda, która miała związek z publikacją tego programu. Jolanta Hajdasz uzasadniała, że  wypowiedziała się w materiale red. Doroty Kani, gdyż jako  dziennikarka mediów publicznych w Poznaniu w latach 90-tych wielokrotnie w swoich programach publicystycznych zajmowała się m.in  kontrowersjami wokół prywatyzacji różnych firm,  czy  budowy autostrady A2, a wypowiadane przez nią słowa są jej aktualną opinią na temat ówczesnej sytuacji.  Dr Artur Bartoszewicz  zeznał, iż jako ekspert ekonomiczny swoje wypowiedzi w programie oparł na Raporcie NIK z 2018 r. na temat nieprawidłowości przy prywatyzacji firmy Ciech.
Pozwani stanowczo domagają się oddalenia powództwa w całości  zwracając także uwagę  na uderzającą dysproporcję pomiędzy żądanym przez rodzeństwo Kulczyków zadośćuczynieniem, a skalą rzekomego naruszenia dóbr osobistych. W ocenie pozwanych kwoty te są  oderwane od polskich realiów społeczno –  ekonomicznych.

Sprawę prowadzi Sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie Mariusz Solka. Odrzucił on wnioski obrońcy dziennikarzy , mec. Artura Wdowczyka o przesłuchanie świadków m.in. prof. Sławomira Cenckiewicza oraz dziennikarzy śledczych red. Anity Gargas i red. Cezarego Gmyza, wyraził natomiast zgodę na przesłuchanie dwóch świadków wskazanych przez rodzeństwo Kulczyków.Kolejna rozprawa ma się odbyć w październiku b.r.

ZNIESŁAWIENIE – debata ekspertów w SDP, 1 lipca, g. 17.00

Instytut Ordo Iuris i Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich organizują debatę pt. „Przestępstwo zniesławienia a swoboda wypowiedzi dziennikarskiej”. Dyskusja  będzie prowadzona wokół przygotowanego przez Ordo Iuris raportu na ten temat. Jego  recenzentem jest dr Jolanta Hajdasz, a w  opracowaniu przedstawiono  także sprawy opisywane przez CMWP SDP. W debacie wezmą udział dr Jolanta Hajdasz, adw. Jerzy Kwaśniewski, Jędrzej Jabłoński, Anita Gargas i Rafał Ziemkiewicz.  Odbędzie się ona 1 lipca.

Instytut Ordo Iuris oraz Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zapraszają na debatę pt. „Przestępstwo zniesławienia a swoboda wypowiedzi dziennikarskiej”, która odbędzie się 1 lipca o godz. 17:00 w Domu Dziennikarza w Warszawie (ul. Foksal 3/5).

Punktem wyjścia do dyskusji będzie najnowszy raport przygotowany przez Ordo Iuris, poświęcony analizie przestępstwa zniesławienia (art. 212 Kodeksu karnego) w Polsce. Dokument ten przedstawia problem z perspektywy prawnej i społecznej, uwzględniając aktualny stan prawny, orzecznictwo sądów krajowych oraz Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Zawiera omówienie wybranych przypadków dotyczących wypowiedzi medialnych, urzędników publicznych i obywateli, a także reakcje wymiaru sprawiedliwości na zarzuty zniesławienia. Raport podkreśla potrzebę zwiększenia przejrzystości i proporcjonalności w stosowaniu przepisów karnych dotyczących zniesławienia – szczególnie w kontekście rosnącej presji na penalizację tzw. mowy nienawiści.

W debacie udział wezmą publicyści Anita GargasRafał Ziemkiewicz, którzy doświadczyli ograniczeń wolności słowa wynikających ze stosowania przepisów o zniesławieniu. Głos zabierze także autor raportu Jędrzej Jabłoński, a w gronie panelistów znajdą się również prezes Ordo Iuris adw. Jerzy Kwaśniewski oraz dr Jolanta Hajdasz – prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, która poprowadzi debatę.

Zapraszamy !

Nowa sekretarz ds. praw człowieka w ambasadzie USA w Domu Dziennikarza SDP

W czwartek 12 czerwca – z inicjatywy  strony amerykańskiej – w siedzibie SDP odbyło się spotkanie prezes naszego Stowarzyszenia dr Jolanty Hajdasz prezes SDP z Natalią Susak z Ambasady USA w Polsce. 

Natalia Susak ma objąć stanowisko po Emily Martinez Roca kończącej w Polsce swoją misję sekretarza ds. praw człowieka w Ambasadzie USA.

Tematem rozmowy były diagnozowane i publikowane przez Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zagrożenia wolności słowa oraz  pluralizmu w mediach w czasie kampanii prezydenckiej oraz  działalność Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. W spotkaniu uczestniczyły także dotychczasowa sekretarz ds. praw człowieka Emily Martinez Roca i Katarzyna Dragan z wydziału politycznego Ambasady.

Red. Przemysław Jarasz z Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej uniewinniony! Sprawa była objęta monitoringiem CMWP SDP

30 maja b.r. Sąd Rejonowy w Zabrzu ogłosił wyrok w  procesie przeciwko red. Przemysławowi  Jaraszowi,  dziennikarzowi śledczemu Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej.  Sąd  uniewinnił dziennikarza  i potwierdził, że informacje zawarte w artykule  „Nielegalne papierosy” były prawdziwe i rzetelnie zweryfikowane, a stawiane w nim pytania prasowe były zasadne. Dziennikarza pozwała  w trybie karnym z art. 212 kk Anna Sosnowska, radna klubu KO–Nowe Zabrze. CMWP SDP  objęło monitoringiem tę sprawę w lutym 2025 r. CMWP SDP apelowało  o umorzenie postępowania w tej sprawie  oraz o uwolnienie red. Przemysława Jarasza od zarzutów związanych z profesjonalnym wykonywaniem przez niego zawodu dziennikarza. 

Sąd nie dopatrzył się popełnienia przestępstwa zniesławienia radnej Sosnowskiej przez red. Przemysława Jarasza.  Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami, w związku z tym nie można upublicznić szczegółów ustnego uzasadnienia wyroku wygłoszonego przez sędzię Gabrielę Szczypkę. Wyrok jest nieprawomocny.

W październiku ub.r. red. Przemysław Jarasz  w artykule p.t.„Nielegalne papierosy” ujawnił, że w Prokuraturze Rejonowej w Zabrzu toczy się śledztwo przeciwko mężowi radnej klubu Koalicji Obywatelskiej.  Informacje te potwierdził prokurator rejonowy Wojciech Czapczyński w rozmowie z dziennikarzem. W opublikowanej na łamach gazety wypowiedzi potwierdził on, iż  Wiesław S. usłyszał zarzuty karne i karno – skarbowe za dystrybucję papierosów bez polskich znaków akcyzy (a ściąganych zza wschodniej granicy). Straty skarbu państwa prokuratura wyceniła na 47 tys. zł, a za stawiane mężowi radnej zarzuty może grozić do 8 lat więzienia. Gazeta informowała także, że sprawę mężczyzny wyłączono do odrębnego postępowania z większej sprawy dotyczącej handlu nielegalnie wprowadzonym na rynek polski tytoniem w ramach działania zorganizowanej grupy przestępczej.  Należy  podkreślić, iż przed publikacją artykułu Redakcja bezskutecznie zabiegała o komentarz  Radnej do tej sprawy. W publikacji Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej na ten temat nie było nazwisk osób  których dotyczy sprawa, jednak krótko po tej publikacji radna Anna Sosnowska ujawniła w swoich mediach społecznościowych, że artykuł dotyczy jej męża  i  że zawarte w nim informacje są kłamstwem.  Nagłośniła tę sprawę także podczas sesji Rady Miasta w Zabrzu oraz wytoczyła sprawę przeciwko dziennikarzowi z prywatnego aktu oskarżenia z art. 212 kk.  Niezależnie od procesu karnego radna Anna Sosnowska zażądała także od redakcji Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej odszkodowania w wysokości 150 tys. zł.,   co  – jak poinformowała redakcja – oznaczałoby upadek wydającej gazetę  Zabrzańskiej Spółdzielni Pracy Dziennikarzy i bankructwo  gazety istniejącej na rynku śląskich mediów gazet od  1956 roku czyli od prawie  70 lat.

Na stronie internetowej Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej  sprawę skomentował red. Przemysław Jarasz:

 Choć zajmuję się dziennikarstwem od 30 lat i uczestniczyłem w przeróżnych procesach, nigdy nie spotkałem się z tak absurdalnym atakiem na media i to ze strony przedstawicielki władzy samorządowej. Przecież wszystkie zgromadzone przeze mnie informacje finalnie zostały oficjalnie potwierdzone przez szefa zabrzańskiej prokuratury. A mimo to radna Sosnowska wytoczyła najcięższe działa prawne przeciwko mojej osobie, jak i naszej redakcji – zauważa red. Jarasz. Z perspektywy czasu zaczyna on podejrzewać, że cała ta historia miała na celu wyłącznie zdyskredytowanie jego wiarygodności oraz redakcji, jako jedynego lokalnego tygodnika w mieście, który krytycznie patrzył prezydent Agnieszce Rupniewskiej na ręce i systematycznie ujawniał niewygodne jej fakty. – Nie jest bowiem tajemnicą, że panie Rupniewska i Sosnowska znają się prywatnie od dawna, zaś pierwotnie radna chciała, by prezydent miasta była jedynym jej świadkiem oskarżenia w moim procesie. A przecież dotyczył on prywatnej działalności męża radnej, a nie wprost samorządu. Nadto po publikacji artykułu, bardzo ostro i kłamliwie zaatakowała mnie w mediach społecznościowych społeczniczka i radna dzielnicowa Katarzyna Kosieradzka, uchodząca za nieformalny głos prezydent Rupniewskiej i często pojawiająca się w jej bliskim otoczeniu. Za te oszczercze zarzuty przeprosiła mnie dopiero, gdy sam zmuszony byłem podjąć kroki prawne – podsumowuje red. Jarasz.

więcej na ten temat : TUTAJ

Informacja o monitoringu CMWP SDP :

CMWP SDP w obronie dziennikarza oskarżonego z 212 kk za opisanie faktów

Sąd odroczył wyrok w sprawie Tomasza Grodzkiego przeciwko red. Tomaszowi Duklanowskiemu

27 maja w Sądzie Rejonowym dla miasta  stołecznego Warszawy miało dojść do ogłoszenia  wyroku w sprawie karnej z powództwa Tomasza Grodzkiego przeciwko red. Tomaszowi Duklanowskiemu. Sprawa toczy się z art. 212 kodeksu karnego i dotyczy rzekomego zniesławienia byłego marszałka Senatu w publikacjach medialnych, w których opisano aferę łapówkarską w szpitalu Szczecin – Zdunowo. Na wniosek senatora Tomasza Grodzkiego  sprawa toczy się w trybie niejawnym. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP.

Mimo  wcześniejszych zapowiedzi, wyrok nie został ogłoszony. Sędzia odroczyła ogłoszenie tego wyroku,  ale powody tej decyzji ze względu na
utajnienie postępowania  nie zostały ujawnione. Nowy termin nie został jeszcze wyznaczony.

Od grudnia 2019 r. do lutego 2020 r.  redaktor Tomasz Duklanowski opublikował kilkanaście materiałów dziennikarskich w Gazecie Polskiej Codziennie oraz Radiu Szczecin opisujących relacje byłych pacjentów Specjalistycznego Szpitala im. prof. Alfreda Sokołowskiego w Szczecinie-Zdunowie i ich rodzin. Twierdzili oni, że Tomasz Grodzki, który pełnił w tym czasie funkcję ordynatora i dyrektora tego szpitala, miał przyjmować pieniądze od pacjentów  w zamian za przeprowadzenie operacji albo przyspieszenie jej terminu.
W dniu ogłoszenia spodziewanego wyroku Tomasz Duklanowski zamieścił na swoim profilu na platformie X post, w którym przypomniał: Wszystkie osoby, z którymi rozmawiałem, zdecydowały się złożyć zeznania w CBA i prokuraturze. Pozwoliło to na przeprowadzenie śledztwa w Prokuraturze Regionalnej w Szczecinie. Zostało ono podzielone na dwa wątki – jeden dotyczył przyjmowania korzyści bezpośrednio przez Tomasza Grodzkiego. Drugi dotyczył Fundacji Pomocy Transplantologii, która według śledczych służyła do wyłudzania pieniędzy od pacjentów na masową skalę.

Były naczelny Radia Szczecin nie krył rozczarowania decyzją sądu : Tego wyroku dziś jeszcze nie ma. Nie mogę powiedzieć dlaczego, nie mogę mówić o szczegółach, dlatego że Tomasz Grodzki już pięć lat temu, kiedy mnie fałszywie oskarżył o to, że go pomówiłem ujawniając informacje o korupcji, zastrzegł, że na ten proces nie będą mogli wchodzić dziennikarze. No i tak się stało – mówi Tomasz Duklanowski. Dziennikarz nie kryje także rozczarowania faktem, że sprawa jest utajniona: Sąd się przychylił do wniosku Tomasza Grodzkiego  i proces odbywa się przy drzwiach zamkniętych. To szkoda, ponieważ dzieje się tu bardzo dużo ciekawych rzeczy. Myślę, że dziennikarze mieliby wiele interesujących materiałów do pracy. Niestety – tak wygląda wolność słowa w wykonaniu Tomasza Grodzkiego”.

Według prokuratorów  Tomasz Grodzki był zamieszany w aferę łapówkarską, w związku z którą 30 osób usłyszało zarzuty. W związku ze sprawą prokuratura skierowała też wniosek o uchylenie immunitetu dla senatora Koalicji Obywatelskiej Tomasza Grodzkiego. Jak informują śledczy, chodzi o przyjmowanie łapówek od 2008 do 2019 za przyjęcie pacjentów poza kolejnością do zabiegów chirurgicznego leczenia otyłości. Według prokuratorów miało to kosztować 10 tys. złotych, mimo że procedura jest finansowana z budżetu NFZ – jednak czas oczekiwania wynosi do dwóch lat. Pieniądze trafiały do oskarżonych medyków za pośrednictwem Fundacji Pomocy Transplantologii w Szczecinie. Zapłacić miało ponad 200 osób.

Wniosek Prokuratury o uchylenie immunitetu Tomaszowi Grodzkiemu :

6.10.23 Wniosek Prokuratury o uchylenie immunitetu Marszałkowi Senatu

Ustalenia śledztwa wskazują  na to, iż cały mechanizm wydatkowania środków w ramach Fundacji Pomocy Transplantologii w Szczecinie skonstruowany był w sposób pozbawiony transparentności i uniemożliwiający rzeczywistą kontrolę nad tym, jak środki są wydatkowane. Powyższe uzasadniło przedstawienie Krzysztofowi K., jak również prezesom Fundacji Pomocy Transplantologii – Juliuszowi P. i Bartoszowi K. – zarzutów popełnienia przestępstwa tzw. prania pieniędzy” poinformowała Prokuratora Regionalna w Szczecinie w styczniu 2024 , zarzucając, że inicjatorem procederu był senator i były marszałek Senatu Tomasz Grodzki, jako dyrektor Specjalistycznego Szpitala im. prof. Alfreda Sokołowskiego w Szczecinie-Zdunowie, jak również założyciel Fundacji Pomocy Transplantologii. Za pranie brudnych pieniędzy grozi nawet 10 lat pozbawienia wolności.

Komunikat Prokuratury z 2.02.2024

2.01.24 Akt oskarżenia p-o podejrzanym o przestępstwa korupcyjne związane z Fundacją Pomocy Transplantologii w Szczecinie

Pytany o materiał dowodowy, Tomasz Duklanowski relacjonuje: „Wszystko to, co pisałem, było w oparciu o świadków, o ich relacje, ich zeznania. Nie napisałem ani jednego słowa nieprawdy. Osób, które wtedy zgłaszały się do mnie, było kilkadziesiąt. To byli ludzie, którzy między sobą kompletnie się nie znali. Był taki okres, gdy pracowałem w radiu, że telefony od byłych pacjentów prof. Grodzkiego, po prostu się urywały. Ja opisałem kilkanaście przypadków właśnie takich zdarzeń korupcyjnych z udziałem byłego dyrektora szpitala w Szczecinie – Zdunowie. To były kwoty od tysiąca do kilku tysięcy złotych. Świadkowie opowiadali mi o tych zdarzeniach ze szczegółami. Mówiły o tym, że Grodzki przyjmował korzyści majątkowe albo bezpośrednio od nich, albo od członków ich rodzin”. Redaktor Duklanowski zaprzecza, że to mogła być  tzw. prowokacja dziennikarska, ponieważ  osoby te następnie złożyły zeznania również w prokuraturze, będąc pouczone o odpowiedzialności, jaka grozi im za składanie fałszywych zeznań — dodaje były dziennikarz Radia Szczecin.

„Jako redakcja Radia Szczecin wielokrotnie próbowaliśmy kontaktować się z marszałkiem Grodzkim, jednak on nigdy nie zdecydował się nam odpowiedzieć. Nigdy nie zdobył się również na to, aby porozmawiać ze mną. Obrał natomiast zgoła inną taktykę: metodę zaprzeczania wszystkiemu” — relacjonuje dziennikarz. „Grodzki założył w sumie kilka spraw karnych, nie tylko mi, ale także i innym dziennikarzom. Ponadto założył sprawę w prokuraturze o to, że próbowałem obalić konstytucyjny organ Rzeczypospolitej, jakim jest Marszałek Senatu. Szczęśliwie ta sprawa została umorzona” — wspomina Duklanowski. Jego zdaniem to wszystko miało służyć temu, aby go zastraszyć, a także wywołać efekt mrożący wśród innych dziennikarzy. „Nie udało mu się to. Ja mimo tych wszystkich spraw sądowych, które z nim mam, temat kontynuowałem. Jesteśmy po to, żeby informować, żeby pisać prawdę. Taki jest obowiązek dziennikarski” — nie ma wątpliwości były naczelny Radia Szczecin.

Pomimo iż strona pozwana występowała o to, aby sprawa była jawna, zgody na to nie wyraził były marszałek Senatu. „Senator Tomasz Grodzki — który sam wielokrotnie mówił o wolności słowa — w praktyce tę wolność słowa blokuje. Przykładem tego jest właśnie obecny proces, który toczy się przeciwko mnie. Jeżeli Grodzki faktycznie nie ma sobie nic do zarzucenia, to powinien ten proces odtajnić” — uważa Duklanowski. „Niech zezwoli na ujawnienie materiałów dowodowych, a wówczas wszystkie osoby zainteresowane, dziennikarze i opinia publiczna mieliby możliwość samodzielnego ocenienia, jak było naprawdę. Ale ponieważ ta sprawa jest dla Grodzkiego bardzo niewygodna, niekorzystna, dlatego nie zgadza się na proces jawny” — przekonuje Duklanowski. Sprawa została odroczona. Sędzia wyznaczyła termin następnej rozprawy na 10 stycznia. Tego dnia ma dojść do przesłuchania kolejnych świadków.Proces jest objęty monitoringiem CMWP SDP.

22 marca 2021 r. do Senatu trafił  wniosek  Prokuratury Regionalnej w Szczecinie o uchylenie immunitetu Marszałka Grodzkiego. Wg  prokuratury Tomasz Grodzki w latach 2006-12 jako ordynator i dyrektor Oddziału Klinicznego Chirurgii Klatki Piersiowej szpitala w Szczecinie-Zdunowie brał pieniądze od pacjentów, których miał operować. Sprawa zaczęła się od wpisu prof. Agnieszki Popieli, pracownika naukowego Uniwersytetu Szczecińskiego , która w listopadzie 2019 r. napisała na swoim profilu na Facebooku: „Masakra. Pan profesor Grodzki kandydatem na Marszałka Senatu. Jak moja Mama umierała, to trzeba było dać 500 dolarów za operację. Podobno na czasopisma medyczne. Faktury ani rachunku nie dostałam. Nigdy tego nie zapomnę”. Sprawę opisały media , m.in. Radio Szczecin i  tygodnik Gazeta Polska.

Prokuratura zamierza postawić Tomaszowi Grodzkiemu cztery zarzuty przyjęcia korzyści majątkowych  – w latach 2006, 2009 i 2012 roku. Jak wynika z ustaleń śledztwa, korzyści majątkowe w postaci pieniędzy w złotówkach i dolarach – w wysokości od 1500 do 7000 zł – lekarz przyjmował w kopertach. W zamian zobowiązywał się do osobistego przeprowadzenia operacji lub ich szybkiego wykonania, a także do zapewnienia dobrej opieki lekarskiej.

W toku postępowania przygotowawczego ustalono, że w marcu 2012 r. Tomasz Grodzki przyjął 7 000 zł od żony starszego mężczyzny chorującego na nowotwór za osobiste przeprowadzenie operacji. We wrześniu 2009 r. Tomasz Grodzki zażądał od pacjenta za przyspieszenie operacji kwoty 10 000 zł. Pacjent przed operacją przekazał lekarzowi 3 000 złotych i 500 dolarów. Do zapłaty pozostałej części nie doszło, ponieważ po operacji u pacjenta wystąpiły komplikacje zdrowotne i lekarz nie upomniał się o drugą transzę pieniędzy. Z materiału dowodowego wynika również, że w marcu 2009 r. Tomasz Grodzki przyjmując innego pacjenta w prywatnym gabinecie miał poinformować go, że może osobiście operować w publicznym szpitalu w zamian za korzyść majątkową. Podczas kolejnej wizyty pacjent przekazał lekarzowi kopertę z 2000 zł w zamian za osobiste przeprowadzenie zabiegu operacyjnego przez Tomasza Grodzkiego. Miał on też przyjąć w maju 2006 roku korzyść majątkową w wysokości 1500 zł od syna jednego z pacjentów w zamian za zapewnienie mu dobrej opieki.

Z zeznań świadków wynika, że na oddziale szpitalnym wiedza o tym, że doktor Grodzki przyjmuje łapówki była powszechna. Panowało również przekonanie, że uiszczenie łapówki jest konieczne, aby pacjent był dobrze leczony. W toku postępowania prokuratura przesłuchała 15 świadków spośród pacjentów hospitalizowanych na oddziale kierowanym przez Tomasza Grodzkiego oraz członków ich rodzin, według których lekarz przyjmował od nich korzyści majątkowe także przed 2006 rokiem. Przestępstwa te uległy przedawnieniu, ale zeznania są ważnym dowodem dla oceny wiarygodności świadków, którzy zeznawali na okoliczność zdarzeń objętych zarzutami – można było przeczytać  w komunikacie PK.

Komunikat Prokuratury na ten temat dostępny był do ub. roku pod poniższym , wielokrotnie przywoływanym przez CMWP SDP adresem internetowym, obecnie nie jest ten komunikat dostępny, link  z tą informacją z roku 2021 odsyła do strony www Prokuratury Krajowej :

https://pk.gov.pl/aktualnosci/aktualnosci-prokuratury-krajowej/prokuratura-skierowala-wniosek-o-uchylenie-immunitetu-marszalkowi-senatu/

CMWP SDP przeciwko nierzetelności dziennikarskiej i nieuczciwej walce politycznej w mediach przed II turą wyborów

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP stanowczo potępia sposób opisywania przez portal Onet rzekomej działalności sutenerskiej kandydata na prezydenta Karola Nawrockiego i apeluje do mediów oraz dziennikarzy o rzetelność i uczciwość w opisywaniu tego artykułu i reakcji na tę publikację. Moment publikacji tych insynuacji – końcówka II tury wyborów prezydenckich sprawia, że artykuł w/w portalu jest jedynie elementem wyjątkowo bulwersującej i nieuczciwej kampanii wyborczej, dlatego CMWP SDP apeluje do mediów i dziennikarzy o szczególną ostrożność przy wyjaśnianiu tego tematu.

CMWP SDP przypomina, iż materiały dziennikarskie oparte na wypowiedziach anonimowych i niewiarygodnych osób oraz brak jakichkolwiek dowodów publikowanych oskarżeń sprawiają, iż są one przede wszystkim insynuacjami naruszającymi dobra osobiste pomawianej osoby i kwalifikują się na proces zarówno cywilny jak i karny.

26 maja b.r. portal Onet na podstawie wypowiedzi anonimowych dwóch rzekomych znajomych jednemu z dwóch walczących o prezydenturę kandydatów na prezydenta opublikował artykuł, w którym zarzucił Karolowi Nawrockiemu, iż pracując jako ochroniarz w Grand Hotelu w Sopocie uczestniczył w procederze sprowadzania prostytutek dla gości. Kandydat na prezydenta nie może wyjaśnić tych zarzutów w trybie wyborczym, ponieważ materiał prasowy nie stanowi „agitacji wyborczej” w rozumieniu Kodeksu wyborczego, dlatego Karol Nawrocki mógł jedynie zapowiedzieć złożenie pozwu w trybie cywilnym o ochronę dóbr osobistych oraz prywatnego aktu oskarżenia w trybie karnym w związku z tą publikacją.

W publikacji portalu Onet szczególnie bulwersujący jest czas, w jakim ukazuje się w/w publikacja. Tekst publikowany jest zaledwie 4 dni przed ciszą wyborczą, czyli już wtedy, gdy  nie ma możliwości zweryfikowania insynuacji w niezależny sposób, nie ma bowiem możliwości sądowego przesłuchania anonimowych informatorów Onetu, ani innych osób, które mogłyby odnieść się do stawianych zarzutów. Warto przy tym przypomnieć, że właścicielem tabloidu jest niemiecko-szwajcarski  koncern Ringer Axel Springer, który swoimi publikacjami w sposób będący zaprzeczeniem zasad etycznego dziennikarstwa po raz kolejny usiłuje ingerować w bieżącą politykę w Polsce. W ten sam sposób na finiszu kampanii prezydenckiej w 2020 roku należący do tego samego koncernu tabloid Fakt tuż przed kluczowym głosowaniem zaatakował równie ohydnymi insynuacjami ubiegającego się o reelekcję prezydenta Andrzeja Dudę. Wówczas również protestowało przeciwko temu CMWP SDP.

Protest CMWP SDP przeciwko manipulacjom tabloidu Fakt na temat ułaskawienia przez Prezydenta mężczyzny, który odsiedział wyrok za pedofilię

CMWP SDP przypomina, iż wolność mediów w każdym przypadku nakłada na dziennikarzy i wydawców odpowiedzialność za treść przekazu oraz wynikające z nich konsekwencje i apeluje do mediów i dziennikarzy o rzetelność przy wyjaśnianiu insynuacji Onetu.  CMWP SDP przypomina także, iż tendencyjne przedstawianie wszelkich problemów społecznych jest manipulacją, która wprowadza w błąd odbiorców mediów. Takie działanie zagraża wolności słowa i psuje debatę publiczną. W demokratycznym kraju nigdy nie powinno mieć miejsca.

 

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

prezes SDP

 

Warszawa, 27 maja  2025 r.

Gorący apel CMWP SDP do Prezydenta Andrzeja Dudy o ułaskawienie red. Mateusza Teski

Apelujemy o skorzystanie z prawa łaski wobec red. Mateusza Teski. Byłoby to wyrazem najwyższej troski o wartości konstytucyjne, na straży których stoi Pan Prezydent, zważywszy że utrzymanie wyroku skazującego w niniejszej sprawie stanowi realne zagrożenie dla wolności mediów w Polsce – napisała Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w piśmie do Prezydenta Andrzeja Dudy apelując o ułaskawienie red. Mateusza Teski skandalicznie skazanego prawomocnie z art. 212 kk za zadanie pytania mailem rzecznikowi prasowemu publicznej instytucji.  W obronie dziennikarza występowało CMWP SDP .  Pismo do PAD zostało wysłane 2 kwietnia b.r. 

Red. Mateusz Teska został skazany za rzekome zniesławienie sędziego Sądu Okręgowego (w stanie spoczynku) w związku z przesłaniem do instytucji publicznej pytań dotyczących jego działalności. Spowodowało to wniesienie przeciwko niemu aktu oskarżenia z art. 212 § 1 k.k.  17 lipca 2024 r. Sąd Rejonowy w Płocku – VII Wydział Karny uznał dziennikarza za winnego i wymierzył mu karę 2 miesięcy ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 40 godzin w stosunku miesięcznym oraz nałożył obowiązek przeproszenia pokrzywdzonego. Na skutek wniesienia apelacji przez obrońcę, Sąd Okręgowy w Płocku – V Wydział Karny Odwoławczy wydał w dn. 5 marca 2025 r. wyrok, w którym utrzymał skazanie w mocy z tym, że w miejsce kary ograniczenia wolności orzekł karę grzywny w wymiarze 150 stawek dziennych po 20 złotych. Proces przebiegał w trybie niejawnym , dlatego nie możemy cytować pisma, za które red. M. Teska został skazany, ani przedstawić okoliczności, których dotyczyło.

Według oceny CMWP, w przedmiotowej sprawie miało miejsce rażące naruszenie praw obywatelskich dziennikarza. W związku z powyższym CMWP podjęło monitoring sprawy, w postępowaniu sądowym przedstawiło sądowi karnemu opinię w charakterze amicus curiae (przyjaciela sądu), a obecnie zwraca się o uwzględnienie wniosku dziennikarza o zastosowanie prawa łaski.

Należy podkreślić, że red. Mateusz Teska jako dziennikarz wykonywał swoje konstytucyjnie i ustawowo chronione prawa. Samo tylko wysłanie pytań do instytucji publicznej nie może być uznane za czyn przestępny. Przeciwnie, jest to praktyka stanowiąca realizację art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, w myśl którego każdemu zapewnia się wolność pozyskiwania informacji. Działanie to było również zgodne ze standardami pracy w mediach, bowiem stanowiło próbę weryfikacji stanu faktycznego, a zatem rutynowy element warsztatu dziennikarskiego. Zgodnie z art. 6 ust. 1 ustawy z dnia 26 stycznia 1984 r. – Prawo prasowe (t.j. Dz.U. 2018 poz. 1914), prasa jest zobowiązana do prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk. Nadto w myśl art. 12 ust. 1 pkt 1 pr. pras., dziennikarz jest obowiązany zachować szczególną staranność i rzetelność przy zbieraniu i wykorzystaniu materiałów prasowych, zwłaszcza sprawdzić zgodność z prawdą uzyskanych wiadomości lub podać ich źródło. W związku z powyższym skazanie dziennikarza za czynności mające bezpośrednie oparcie w przepisach prawa oraz stanowiące standardowy element jego pracy zawodowej należy uznać za szczególnie rażące naruszenie praw obywatelskich, zwłaszcza jeżeli zważyć, że informacje o których zweryfikowanie się ubiegał, nigdy nie zostały opublikowane.

Rzetelna analiza niniejszej sprawy nie może również pominąć kwestii statusu oskarżyciela. Prywatny akt oskarżenia w niniejszej sprawie wniósł sędzia, a więc funkcjonariusz publiczny. Na gruncie krajowego i europejskiego orzecznictwa sądowego przyjmuje się, że osoby piastujące funkcje publiczne podlegają szerszej krytyce i powinny wykazywać większy stopień tolerancji wobec działań dziennikarzy, ponieważ mają tzw. „grubszą skórę”. Oczywistym jest, że roztrząsanie działalności osób publicznych (a tym bardziej zadawanie pytań na ten temat) leży w interesie społecznym i jest ważnym zadaniem dziennikarzy. Jest także kluczowe dla istnienia wolnego społeczeństwa, gdyż bez możliwości zadawania pytań i formułowania ocen (zwłaszcza trudnych i niewygodnych) opinia publiczna byłaby zdeformowana i nie mogłaby prawidłowo funkcjonować.

CMWP SDP pragnie podkreślić, że wyrazicielem kontroli społecznej, a także krytyki w demokratycznym państwie prawa jest m. in. prasa, która powinna stać na straży interesu społecznego i publicznego jako tzw. „watch dog”.  Zgodnie z art. 31 ust. 3 Konstytucji RP, ograniczenia w zakresie korzystania
z konstytucyjnych wolności i praw mogą być ustanawiane tylko w ustawie i tylko wtedy, gdy są konieczne w demokratycznym państwie dla jego bezpieczeństwa lub porządku publicznego, bądź dla ochrony środowiska, zdrowia i moralności publicznej, albo wolności i praw innych osób. Ograniczenia te nie mogą naruszać istoty wolności i praw. W doktrynie prawa konstytucyjnego przyjmuje się, że ograniczenia wolności i praw obywatelskich mogą być wprowadzane jedynie wtedy, gdy są konieczne i proporcjonalne.

W tym kontekście skazanie dziennikarza za zadanie pytania i to nieopublikowanego uchybia obydwu tym kryteriom, naruszając zarówno zasadę demokratycznego państwa prawa (art. 2 Konstytucji), jak i zasadę wolności prasy (art. 14 i art. 54 Konstytucji). Demokratyczne państwo prawa obowiązane jest chronić dziennikarzy dających wyraz opinii publicznej jako przedstawicieli wolnej prasy, nie zaś ich represjonować. Jak podkreślono wyżej, wolna prasa jest jednym z podstawowych warunków istnienia demokracji.

Uwzględniając powyższy stan faktyczny i prawny, CMWP SDP zakwalifikował zainicjowane przeciwko dziennikarzowi postępowanie jako tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), czyli strategiczny proces przeciwko partycypacji publicznej. Jest to narzędzie, które w istocie nie służy celom nakreślonym przez ustawodawcę, ale tłumi publiczną debatę i powoduje tzw. efekt mrożący (chilling effect), bowiem narażenie na przewlekłe i kosztowne postępowanie sądowe, a następnie skazanie skutecznie odstrasza nie tylko od wyrażania opinii, ale nawet zadawania pytań. Wyrok skazujący pociąga za sobą nie tylko wpis do Krajowego Rejestru Karnego, ale w tym przypadku również realne ryzyko zawodowego wykluczenia red. Mateusza Teski z rynku mediów. Trudności w otrzymaniu akredytacji parlamentarnej lub na inne ważne wydarzenia, brak możliwości pracy przy materiałach wrażliwych, spadek zaufania redakcji – to tylko niektóre z negatywnych skutków wyroku skazującego. Taki stan rzeczy jest nie do pogodzenia ze społeczną funkcją prasy, która jak wyżej podkreślono, jest obserwatorem życia publicznego i jednym z fundamentów demokratycznego państwa prawnego. Podejmowanie działań typu SLAPP zostało również ostatnio potępione w Rezolucji Parlamentu Europejskiego z dnia 11 listopada 2021 r. w sprawie wzmocnienia demokracji oraz wolności i pluralizmu mediów w UE, dotyczącej niewłaściwego wykorzystywania postępowań cywilnych i karnych do uciszania dziennikarzy, organizacji pozarządowych i społeczeństwa obywatelskiego (2022/C 205/01).

Chociaż art. 212 Kodeksu karnego przewiduje sankcje karne za zniesławienie, jednak jego stosowanie w kontekście działalności dziennikarskiej budzi poważne wątpliwości. Tego typu uregulowania są poddawane krytyce na forum międzynarodowym, ponieważ są wykorzystywane także do tłumienia krytyki i ograniczania wolności słowa. CMWP SDP stoi zatem na stanowisku, że stosowanie art. 212 k.k. przeciwko dziennikarzom stanowi narzędzie cenzury represyjnej. W związku z tym wielokrotnie opowiadało się za usunięciem tej normy z systemu prawnego.

Pragnę podkreślić – czytamy w piśmie podpisanym przed Jolantę Hajdasz , iż W ocenie Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP utrzymanie wyroku skazującego dla red. Mateusza Teski w ocenie środowiska dziennikarskiego jest próbą  zastraszania dziennikarzy i próbą wprowadzenia zakazanej przez Konstytucję RP cenzury prewencyjnej poprzez eliminowanie z przestrzeni publicznej niewygodnych dla niektórych środowisk i osób materiałów dziennikarskich. Dziennikarz postępował zgodnie z zasadami dziennikarskiego profesjonalizmu – zbierał materiał do publikacji prasowej zadając pytanie mailem rzecznikowi prasowemu publicznej instytucji. Dochował więc rzetelności i staranności, działał w interesie społecznym chcąc wyjaśnić ważny problem, o którym posiadł wiedzę. Niczego nie opublikował, a mimo to jest osobą skazaną w procesie karnym. Będzie wpisany do rejestru osób skazanych na równi z pospolitymi przestępcami, złodziejami czy nawet mordercami, oznacza także że np.  nie będzie mógł znaleźć zatrudnienia w jednostkach publicznych i nie będzie mógł otrzymać kredytu w banku, gdyż nie będzie mógł otrzymać „zaświadczenia o niekaralności”, które jest wymagane w w/w sytuacjach. Taka sytuacja jest więc zaprzeczeniem przestrzegania zasady wolności słowa w demokratycznym państwie.

Podsumowując, apelujemy o przychylenie się do wniosku i skorzystanie z prawa łaski wobec red. Mateusza Teski. Byłoby to wyrazem najwyższej troski o wartości konstytucyjne, na straży których stoi Pan Prezydent, zważywszy że utrzymanie wyroku skazującego w niniejszej sprawie stanowi realne zagrożenie dla wolności mediów
w Polsce.

Pismo do Prezydenta Andrzeja Dudy: TUTAJ

Prezes SDP i szefowa CMWP SDP JOLANTA HAJDASZ o raporcie Reporterów bez Granic: KURIOZALNY I GROTESKOWY

Po raz kolejny ocena stanu wolności prasy w Polsce zawarta w rankingu „Reporterów bez Granic” jest całkowicie rozbieżna z rzeczywistością. Jeśli w ten sam sposób opisuje ta organizacje pozostałe kraje, to lepiej ranking ten wyrzucić do kosza i przestać się nim w ogóle zajmować.

Jak co roku, tuż przed 3 maja, czyli przed obchodzonym od 1993 roku Światowym Dniem Wolności Prasy organizacja Reporterzy bez Granic (Reporters without Borders –  RwB) opublikowała „Światowy Ranking Wolności Prasy”.  Każdy, kto choć trochę trzeźwo patrzy na to co dzieje się na rynku mediów w Polsce, dostrzega zapewne groteskowość i kuriozalność tegorocznego rankingu.

Nie da się traktować go poważnie, jego autorzy pominęli zbyt wiele fundamentalnych naruszeń wolności słowa w Polsce oraz zignorowali zbyt wiele nowych i pozytywnych zmian wzmacniających pluralizm mediów, by nie zadać sobie po raz kolejny pytań: na podstawie czego tworzony jest ten ranking, dlaczego jest tak wybiórczy, dlaczego jest tak tendencyjny?  Nie jest możliwe by stało się przypadkowo, nie podejrzewam działaczy RwB o tak daleką nieznajomość metodologii tworzenia raportów, czy innych zestawień.

To, co aktualnie napisano o Polsce przedstawia się jak wypracowanie napisane przez sztuczną inteligencję w pierwszych latach jej testowania albo wstęp do referatu studenta kompletnie nie mającego pojęcia o czym pisze. Chaotyczne, przypadkowe zdarzenia, niepoparte faktami oceny oraz niestety skrajna ideologizacja argumentów. Generalnie dyskwalifikacja.

Co jest w Rankingu za 2024 rok?

 Na pierwszy rzut oka wszystko powinno nas cieszyć, w końcu Polska awansowała w tym światowym rankingu wolności prasy o 16 miejsc w górę.[1] Niemcy spadły o jedną pozycję w dół, ale i tak pierwsze 15 miejsc w rankingu na 180 krajów na świecie zajmują kraje europejskie. Prowadzą Norwegia, Estonia i Holandia. Z kolei Grecja, Serbia i Kosowo są najniżej sklasyfikowanymi krajami na naszym kontynencie, zajmują odpowiednio 89., 96. i 99. miejsce na 180 krajów. Grecja uplasowała się najniżej z krajów UE.

Krytykowana jest jeszcze Słowacja i Węgry. Wolność prasy na całym świecie jest zagrożona – alarmują Reporterzy bez Granic. Według nich w 90 ze 180 krajów sytuacja pracowników mediów jest „trudna” lub „bardzo poważna”. – Niezależne dziennikarstwo jest cierniem w oku autokratów – ostrzega Anja Osterhaus, dyrektor zarządzająca Reporterów bez Granic na portalu Deutsche Welle [2]. Dodatkowo wiele mediów zmaga się z końcem amerykańskiej pomocy finansowej oraz ze wzmożoną falą rosyjskiej propagandy – wtóruje jej Pavol Szalai, szef biura UE-Bałkany w RbG na łamach euronews.com[3] . Dziś Donald Trump jest takim samym zagrożeniem dla mediów w Europie jak Władimir Putin – mówi Pavol Szalai i proponuję dobrze zapamiętać tę wypowiedź. Wiele ona mówi o tym, z czym mamy do czynienia, gdy zapoznajemy się z czymś co nazywa się demagogicznie „światowym rankingiem wolności prasy.

Co Reporterzy bez Granic  mówią o Polsce?

 W tym roku zajęliśmy można powiedzieć 31. miejsce, to o 16 pozycji wyżej niż przed rokiem, gdy zakwalifikowano nas na miejscu 47. Poziom wolności mediów w naszym kraju w skali 0–100 określono na 74,79, podczas gdy przed rokiem było to 69,17.

Zmianę tę RwB tłumaczą jednoznacznie:

Podczas gdy Polska ma zróżnicowany krajobraz medialny, świadomość społeczna wolności prasy pozostaje niska. Podczas ośmiu lat rządów partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS) media publiczne zostały przekształcone w narzędzia propagandowe, a media prywatne były poddawane różnym formom nacisku. Zwycięstwo opozycji pod koniec 2023 r. daje szansę na poprawę prawa do informacji. 

Świadomość społeczna wolności prasy pozostaje niska??? Na podstawie czego ktoś formułuje taką bzdurę? W Polsce zwyczajni obywatele mają OGROMNĄ wręcz świadomość, jak ważne są dla nich wolne i niezależne media, jak ważny jest ich pluralizm i prawo do bycia poinformowanym. Wyrażają to bardzo prosto – utrzymując media, które zwalcza mainstream. Swoimi ciężko zapracowanymi pieniędzmi codziennie miliony Polaków „głosują” na swoje media i je de facto utrzymują. Ludzie wpłacają na od wielu lat na Radio Maryja i TV Trwam, na TV Republika i wPolsce24, na Radio Wnet i Radio 357 i Radio Nowy Świat i utrzymują mnóstwo niezależnych i mniejszych kanałów internetowych.

Nie twierdzę, że jest to finansowanie wystarczające dla wszystkich, ale podkreślmy to wyraźnie – to NIE jest niska świadomość wolności prasy, jest dokładnie odwrotnie. Suma wpłat finansowych od osób prywatnych w Polsce świadczy o tym, iż świadomość o tym, czym jest wolność prasy jest wysoka, a nawet bardzo wysoka, nikt przecież nie wyda ani grosza na coś, czego nie ceni i co nie jest mu bardzo potrzebne. Polacy wiedzą i rozumieją, jak ważne są media we współczesnym świecie.  Może to wreszcie dotrze do Szanownych „bez Granic”.

Jakie jest uzasadnienie?

Pozostałe oceny są tak kuriozalne, że przytoczę je w całości. Trudno bowiem streścić ten intelektualny bełkot. Cytuję: Prywatne media są stosunkowo zróżnicowane i obejmują niezależne media, takie jak kanał telewizyjny TVN,  gazetę  Gazeta Wyborcza i serwis informacyjny Onet.pl. Poprzedni rząd przekształcił media publiczne, zwłaszcza grupę TVP, w narzędzia propagandowe i przejął kontrolę nad siecią lokalnych gazet Polska Press poprzez jej przejęcie przez państwową spółkę naftową Orlen.   

Mam wrażenie, że czas u „Reporterów” zatrzymał się w latach 90-tych, co najwyżej w 2000-nych. Wymienianie Gazety Wyborczej, TVN i Onetu jako niezależnych mediów brzmi jak żart, bo chyba obecnie nie podpisze się pod tym twierdzeniem żaden medioznawca. Oczywiście że te media są ważne i że odgrywają w polskim krajobrazie medialnym wyjątkową rolę, ale są tak bardzo upolitycznione, tak bardzo jednostronnie zaangażowane, że już dawno stały się karykaturą „wolnych” i „niezależnych”.

Przecież te media nie przyznają się do tego, że zajmują jednoznaczne stanowiska we wszystkich praktycznie sprawach, że nie są im obce manipulacje i czynna aktywność polityczna po jednej tylko stronie politycznego sporu i że tych, których nie akceptują zwalczają bezwzględnie niszcząc ich wizerunek publiczny. To te media tworzyły „przemysł pogardy”, zjawisko diagnozowane od blisko dwóch dekad w przestrzeni medialnej w Polsce. Wymienienie z nazwy tylko tych mediów w Raporcie o wolności prasy to dowód jak wąsko rozumieją autorzy tego Raportu swoje tytułowe zagadnienie.

Specyficzny w Raporcie jest także kontekst polityczny. RwB piszą: Od czasu, gdy koalicja pod przewodnictwem Donalda Tuska przejęła kontrolę nad rządem na początku 2024 r., ataki słowne i pozwy SLAPP przeciwko prywatnym mediom przez rząd zmalały. Media publiczne są teraz przedmiotem politycznej bitwy między nowym rządem, który wdraża kruchą reformę, a instytucjami kontrolowanymi przez poprzednią partię rządzącą, PiS, która próbuje jej zapobiec. 

 Liczba procesów typu SLAPP zmalała?  Zapewne tak, skoro RbG nie widzą procesów typu SLAPP, jakie wytaczane są przeciwko dziennikarzom prezentującym prawicowy i konserwatywny punkt widzenia. Skazanie na karę blisko 70 tysięcy złotych za jeden tekst o upolitycznionym stowarzyszeniu broniącym przywilejów SB-ków (red. Sebastian Moryń), skazanie na grzywnę za krytykę upolitycznienia prokuratury (red. Jerzy Jachowicz), sskazanie wprocesie karnym za zadanie pytania mailem (red. Mateusz Teska) to przykłady nadużyć, które powinny być omawiane w Raporcie na pierwszym miejscu, tak bardzo naruszają one swobodę i niezależność dziennikarską w Polsce. A gdzie procesy wytaczane dziennikarzom przez obecnego premiera  z żądaniem nawet 100 tysięcy złotych odszkodowania, gdzie procesy wytaczane przez polityków rządzącej koalicji dziennikarzom (np. przez Giertycha, GGrodzkiegoczy Budkę)?  Dlaczego nie ma śladu w Raporcie o ograniczaniu przez obecny rząd dostępu do informacji mediom prezentującym opozycyjny, wobec tego rządu punkt widzenia? Dlaczego nie ma ani słowa o niewpuszczaniu dziennikarzy na konferencje prasowe ministrów i samego premiera, nawet w tak ekstremalnych sytuacjach, jak powódź i posiedzenia sztabu kryzysowego? To nie jest naruszanie zasady wolności słowa?

Co piszą o dziennikarzu, który był rosyjskim szpiegiem?

I jeszcze jedna wyjątkowo ważna sprawa. Organizacja Reporterzy bez Granic wyjątkowo długo, bo ponad dwa lata apelowała o „uwolnienie z więzienia w Polsce” Pablo Gonzalesa, rosyjskiego szpiega działającego przez lata „jako dziennikarza i korespondenta zagranicznego”. Przez lata przedstawiano go jako niezależnego dziennikarza wsadzonego do polskiego więzienia przez prawicowy, autorytarny rząd PiS-u.

Polska była oskarżana na forum międzynarodowym o łamanie zasady wolności słowa i łamanie praw człowieka, przez ponad dwa lata organizacja RwB zażądała zwolnienia z więzienia Gonzalesa do czasu jego rozprawy. Dopiero w ubiegłym roku w grudniu (sic!) Reporterzy bez Granic opublikowali oświadczenie, że Pablo González – zatrzymany przez polskie władze 28 lutego 2022 r. oskarżony przez polską prokuraturę o szpiegostwo, faktycznie był rosyjskim szpiegiem.

A przecież była to gigantyczna pomyłka Reporterów bez Granic, bo wspierali szpiega, a publicznie krytykowali i niszczyli reputację polskiego państwa. Po tym jak Gonzales został zwolniony z więzienia poprzez wymianę więźniów z Rosją po przejęciu władzy przez rząd Donalda Tuska, wszyscy zobaczyli, kim on jest. Powitanie na lotnisku przez samego Putina, wywiady w rosyjskich mediach i ujawnienie kulis jego niektórych aktywności w Polsce sprawia więc, że organizacja powinna w swoim Raporcie potraktować tę sprawę priorytetowo, jako modelowy przykład naruszania zasady wolności słowa.

Tymczasem mamy jedynie oświadczenie, że Gonzales „naraził na szwank zawód dziennikarza i wykorzystał prawa dziennikarzy w demokracji”. W samym Rankingu wolności prasy za 2024 r. nie ma o tym ani słowa. Na marginesie – Reporterzy bez Granic nadal traktują partnerkę Gonzalesa jak „dziennikarkę, ściganą przez polskie władze”. Może wreszcie ich koledzy z polskiego mainstreamu by im napisali, kim ona naprawdę jest i żeby wreszcie przestali się ośmieszać tą obroną prześladowanej. Ja do nich nie piszę, bo już szkoda na to czasu, Reporterzy i tak ignorują wszystko, co nie zgadza się z ich wizją „wolności słowa”.

Już nie „problematic”?

I kolejny fragment Raportu na temat Polski: konstytucja gwarantuje wolność prasy i prawo do informacji, poprzedni rząd próbował ograniczyć te prawa za pomocą konkretnych przepisów pod pretekstem, takim jak zwalczanie wpływu rosyjskiego szpiegostwa. Obecny rząd nadal ogranicza działalność mediów na granicy z Białorusią, gdzie zginęło kilkudziesięciu imigrantów spośród setek, którzy próbowali wjechać do Polski. (…) Rosnąca polaryzacja społeczeństwa doprowadziła do wzrostu liczby ataków słownych na dziennikarzy. Konserwatyści próbują zniechęcić dziennikarzy do zajmowania się kwestiami LGBTQI+ lub związanymi z płcią, a zniesławienie nadal podlega karze więzienia.

I w zasadzie to wszystko. Ale powinniśmy się cieszyć, w stosunku do ubiegłego roku mamy przecież zasadniczą zmianę – RbG poprawili nam ogólną ocenę, rok temu było jeszcze „problematic”, teraz po roku jest „satisfactory”. Czyli, jest lepiej. W opisie co zdanie to manipulacja lub kłamstwo, ale kto to będzie czytał, przekaz jest jeden – przez 8 lat było fatalnie, Polska, spadała na coraz niższe miejsce w tym Rankingu, a po zmianie rządu jest coraz lepiej, wszystko się poprawia i wraca do ustalonej normy sprzed 2016 r. (wtedy Polska spadła po raz pierwszy i potem co roku było coraz gorzej aż do 2023). Teraz jest już dobrze. Tylko się cieszyć.

***

I jeszcze słowo osobistego komentarza. Ranking Reporterów bez Granic to poważna marka we współczesnym świecie. Utworzona w 1985 roku organizacja szybko stała się globalnym autorytetem, szczególnie dla państw w których o wolności słowa można było tylko marzyć. Należały do nich oczywiście państwa komunistyczne, takie jak Polska.

Reporterzy bez Granic prowadzili otwarte kampanie w obronie dziennikarzy i dysydentów, publikowali odważne (przynajmniej tak nam się wtedy wydawało) listy „prześladowców wolności prasy”, na których można było znaleźć nazwiska sprawców i inspiratorów ataków na dziennikarzy i media. Nierzadko były to nazwiska osób wpływowych, których odpowiedzialność za pogwałcenie wolności prasy nie zawsze była dobrze widziana. W Polsce, gdzie w wyjątkowy sposób ceni się swobodę wypowiedzi, czyli wolność pisania i publikowania tego, co się myśli, Reporterzy bez Granic stali się symbolem ponad narodowej instytucji, której ocen się nie kwestionuje i które są jak wyrocznia.

Tak jest i proszę przyjąć to do wiadomości. Jeśli coś ci się w naszej ocenie nie podoba, to znaczy, że się nie znasz i lepiej żebyś nie zabierał publicznie głosu na ten temat. Ośmieszysz się i skompromitujesz. Mając to na uwadze pozwolę sobie napisać jednak to, czego w tym Rankingu nie ma – to właśnie jest główna przyczyna, dla której nazywam go kuriozalnym i groteskowym.

W Rankingu Reporterów bez Granic nie ma ani słowa o trwającym od 14 miesięcy stanie likwidacji mediów publicznych, nie ma ani słowa o związanym z tym stanem zapaści programowej i finansowej tych mediów. Nie opisano ani jednego przypadku naruszania zasady wolności słowa i niezależności mediów w stosunku do mediów prywatnych przez rząd Donalda Tuska w Polsce, a zagrożenia te regularnie diagnozuje i opisuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i chociażby Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, najważniejszy, bo konstytucyjny organ nadzoru ładu medialnego w Polsce.[4]

Tymczasem przecież w grudniu 2023 roku doszło do bezprecedensowego wydarzenia w dziejach polskich mediów. Rząd zainicjował proces likwidowania wszystkich publicznych spółek medialnych w Polsce: Telewizji Polskiej S.A. (TVP), Polskiego Radia S.A. (PR) i 17 rozgłośni regionalnych Polskiego Radia oraz Polskiej Agencji Prasowej S.A. (PAP). Jedynymi argumentami za likwidacją spółek były oceny dotyczące jakości programów, wyrażane przez stronników koalicji rządzącej.

Nie pojawiły się żadne merytoryczne dokumenty czy opracowania, które uzasadniałyby potrzebę „likwidowania” mediów publicznych, a proces likwidowania tych mediów został uruchomiony na podstawie uchwały Sejmu, a nie ustawy, co czyni to działanie całkowicie bezprawnym.  Proces wymiany władz spółek medialnych przebiegał w sposób siłowy i odbywał się w asyście wynajętych firm ochroniarskich oraz policji.

Wyłączono sygnał telewizyjny TVP Info (kanał informacyjny TVP), zaprzestano nadawania audycji informacyjnych i publicystycznych na kilku antenach Telewizji Polskiej. W trybie natychmiastowym zwalniano i zawieszano kierownictwo i pracowników mediów.  Nie ma o tym ani słowa w Rankingu „Reporterów bez Granic”, wszystkie te działania nazywają oni jedynie „wdrażaniem kruchej reformy”, której nawet nie opisują, te trzy słowa to w sumie wszystko na ten temat.  Żałosne to i bezsensowne, całkowicie nieprofesjonalne, niefachowe i tendencyjne. Z takim dokumentem nawet polemizować się nie da, trzeba by go chyba pisać od nowa.  Na przedstawianie jego wyników w stylu „było bardzo źle , jest bardzo dobrze” nie dajmy się jednak nabrać.

dr Jolanta Hajdasz,

prezes SDP,

dyrektor CMWP SDP

 

 

[1] https://rsf.org/en/country/poland

[2] (https://www.dw.com/pl/ranking-wolno%C5%9Bci-prasy-polska-w-g%C3%B3r%C4%99-niemcy-w-d%C3%B3%C5%82/a-72415924)

[3] (https://pl.euronews.com/europa/2025/05/02/swiatowy-ranking-wolnosci-prasy-europa-wciaz-prowadzi-choc-sytuacja-sie-pogarsza)

[4] https://www.gov.pl/web/krrit/stan-kryzysowy-mediow-publicznych-w-polsce–nowa-publikacja-krrit

 

 

Spotkanie prezes SDP z przedstawicielami Ambasady USA w Polsce w Domu Dziennikarza w Warszawie

Wolność słowa i wolność mediów w Polsce była wiodącym tematem spotkania Emily Martinez Roca, sekretarz ds. praw człowieka Ambasady USAw Polsce i Jolanty Hajdasz, prezesa SDP i dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.  Spotkanie odbyło się 22 kwietnia b.r.  w siedzibie SDP przy ul. Foksal w Warszawie z inicjatywy Emily Martinez Roca, wzięła w nim udział także Katarzyna Dragan, specjalista ds. politycznych Ambasady USA w Polsce.

W odpowiedzi na zadane pytania Jolanta Hajdasz przedstawiła najistotniejsze problemy związane z realizacją zasady wolności słowa diagnozowane przez CMWP SDP.  Są to przede wszystkim procesy typu SLAPP wytaczane dziennikarzom min. z art. 212 kk, niejasna dla odbiorców i mało transparentna struktura własnościowa części mediów prywatnych, sytuacja mediów publicznych po ich bezprawnym przejęciu przez obecny rząd oraz szykanowanie dziennikarzy prawicowych.

Pytana o wyrok sądu w sprawie de facto odmowy przyznania koncesji naziemnej dla TV Republika i telewizji w Polsce24, dyrektor CMWP SDP potwierdziła, iż w jej ocenie decyzja Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z 9 kwietnia b.r. jest zamachem na wolność słowa demokratycznego państwa. Niejasne są powody podjęcia tej radykalnej decyzji. Przedstawione ustnie uzasadnienie sądu zawierało wiele nieprawdziwych i niepotwierdzonych informacji, co samo w sobie świadczy o wątpliwych podstawach prawnych i faktycznych do podjęcia tego tak radykalnego i kontrowersyjnego orzeczenia – powiedziała Jolanta Hajdasz.

CMWP SDP wspiera red. Mateusza Cieślaka skazanego z art. 212 kk. Rozprawa apelacyjna jeszcze w tym miesiącu

W związku z wyrokiem Sądu Rejonowego w Katowicach  z  24 sierpnia 2024 r.  związanym z publikacjami prasowymi red. Mateusza Cieślaka oraz postępowaniem II instancyjnym od tego wyroku przed Sądem Apelacyjnym w Katowicach CMWP SDP informuje, iż obejmuje niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela w zakresie wolności słowa. Według oceny CMWP, w niniejszej sprawie zachodzi zagrożenie naruszenia praw obywatelskich red. Mateusza Cieślaka. Sprawa dotyczy publikacji prasowych dziennikarza z 2020 roku, w których przedstawiał wątpliwości związane z badaniem wymazów, tj. próbek materiału biologicznego pod kątem obecności w nich koronawirusa SARS-CoV-2. Rozprawa apelacyjna zaplanowana jest na 22 kwietnia 2025  r. 

Sprawa dotyczy publikacji red. Mateusza Cieślaka z 2020 r.  w których opisywał wątpliwości dotyczące badań laboratoryjnych w kierunku wykrywania zakażenia COVID 19 na terenie Gliwic.  Dziennikarz  w okresie września – października 2020r. kierował pytania przesyłane emailem do licznych organów, instytucji i organizacji państwowych w tym m.in. do Głównego Inspektora Sanitarnego w Warszawie, Ministra Zdrowia, Krajowego Konsultanta w Dziedzinie Diagnostyki Laboratoryjnej, Marszałka Śląskiego, Wojewody Śląskiego, Premiera RP, Państwowego Wojewódzkiego Inspektora Sanitarnego, Dyrektora PZH w Warszawie, Dyrektora NFZ Oddziału w Katowicach, Państwowego Inspektora Pracy pytając o  o działalność firmy VITO-MED sp. z o.o. w Gliwicach  prowadzoną w cyt. kontenerze – blaszaku, czy wiedzą że laboratorium powoda działające w takim miejscu jest głównym laboratorium COVID – 19 na terenie woj. Śląskiego i  czy działa ono właściwie.  Z informacji przekazanej przez NFZ wynikało, że w tym miejscu zbadano 697 701 wymazów, za co NFZ miał zapłacić ponad 178 mln zł. Dziennikarz Mateusz Cieślak miał informatorów, którzy twierdzili, że w tych warunkach nie sposób jest prawidłowo wykonać badania takiej ogromnej liczby wymazów (w szczytowym momencie było to 5000 badań na dobę). Kontrola przeprowadzona na polecenie Ministerstwa Zdrowia potwierdziła jego wątpliwości  co do jakości i i prawidłowości pracy tego laboratorium. W obiekcie tym przeprowadzono również inne kontroleWykonały je Państwowa Inspekcja Sanitarna (Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna w Gliwicach) oraz Państwowa Inspekcja Pracy. Obie te kontrole także wykryły tam nieprawidłowości.

Wyrok został ogłoszony 23 sierpnia 2024 r. Zgodnie z jego sentencją red. Mateusz Cieślak został uznany za winnego zarzucanego mu czynu z art. 212 § 1 i 2 k.k. tj. pomówienia oskarżyciela prywatnego firmę VITO-MED sp. z o.o. z Gliwic i skazany został na karę grzywny. Ma także m. in. zapłacić nawiązkę na cel społeczny (10 000 zł) oraz ponieść koszty procesu.

W ocenie CMWP SDP wydany przez Sąd Rejonowy wyrok skazujący dziennikarza za działania podejmowane w ramach jego obowiązków zawodowych jest niezgodny z fundamentalnymi zasadami demokratycznego państwa prawa, narusza podstawowe prawa obywatelskie w zakresie wolności słowa oraz stanowi zagrożenie dla wolności mediów. W związku z powyższym utrzymanie tego wyroku w mocy byłoby w tym przypadku rażącym naruszeniem powołanych wcześniej uregulowań prawa między-narodowego i krajowego oraz odnośnych przepisów karnoprocesowych, przywołanych w apelacji obrońcy.   W związku z tym CMWP SDP przesłało  do Sądu Okręgowego w Katowicach opinię amicus curiae w obronie skazanego z 212 kk dziennikarza .

opinia amicus curiae jest tu : TUTAJ