Precz z cmokaniem – felieton STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO

Pożytki z pandemii? A jednak są! Zacznijmy od cmokania po rękach. Niektórzy robią to nawet wobec męskich przełożonych. Na lizusostwo trudna jest rada. Bo jak to się we krwi ma – to się ma. CZYSTE WYRACHOWANIE. Choć kiedyś (widzieliśmy w telewizji) z „rozpędu” lider K. ciągnął do ust łapę S. – ministra wówczas. Ten na szczęście wyrwał mu się i do zbliżenia szlachetnych warg z brudną (jak się wkrótce okazało) lewacką ręką nie doszło.

 

Czasem klepię, że MY to niby tacy szarmanccy. Tymczasem kobiety na pewno wolą, by im płacono tyle co mężczyznom za podobną pracę.  Niezwykłą szarmanckością popisała się PO wobec swojej wybranki. WYSTAWIONO JĄ PODWÓJNIE – najpierw na listę kandydatów, a potem do wiatru. I żaden z dżentelmenów nie wyszedł nawet z platformowej budki, by jej towarzyszyć w ostatniej drodze do mikrofonu, gdy zgłaszała abdykację.

 

Chyba ci sami „grzeczni panowie” nie odważyli się zaatakować ze strachu ministra Ziobrę, więc napadli na jego małżonkę. Jeszcze większe chamstwo zastosowano wobec żony ministra zdrowia. Ale wiadomo, że mimo tego, iż psy szczekają, karawana jedzie dalej.

 

Dżentelmeni znad Wisły cmokają jednak zawzięcie i to cmokanie staje się nieznośne, gdy następuje taśmowo. Stoją rządkiem rządowi, a najpierwszy z ministrów posuwa się wzdłuż szpaleru i oblizuje damskie rączęta. Rozumiem całowanie po rękach matron i dam starszych. Spracowanych dłoni matek i babć. Ale siksa siksowato nadęta na pewno nie zasługuje.

 

Przybył koronawirus i cmokanie ustało. I niech tak zostanie. Niech żurnaliści obśmiewają to zjawisko, które jest głupią tradycją i nie ma nic wspólnego z prawdziwym szacunkiem wobec pań.

 

Piesek z zapałem wącha sukę, bo inspiruje go to fizjologicznie. Nam powinien wystarczyć uścisk dłoni i spojrzenie w oczy. Koronawirus się czai i może go nam dostarczyć nawet śliczniutka panienka.

 

Odpuśćmy więc chłopaki. Mądre kobitki wcale nie marzą o oblizywaniu. Zupełnie im do szczęścia niepotrzebne. Nie obrażą się, jeśli głupi zwyczaj ustanie.

 

Podajmy sobie przyjazne dłonie, a uścisk w miarę silny i serdeczny niech wyeliminuje durny zwyczaj, nikomu niepotrzebny, obłudny i paskudny. Rączka rączkę myje. Niekoniecznie ustami. Skorośmy już w tej Europie – niech się z nas nie śmieją. Polki pozostaną piękne – nieobślinione.

 

Chłopaki ze wschodu całowali tych zza Odry w usta. Honecker nie śmiał odmówić Breżniewowi. Gierek też. Po rękach wprawdzie się nie całowali, bo to był zwyczaj pański. Pańszczyznę odrabialiśmy inaczej, płacąc na przykład statkami za nasz węgiel. Teraz jest odwrotnie. 20 milionów ton węgla zaimportowaliśmy w ubiegłym roku z zagranicy (głównie właśnie zza Buga), choć na hałdach leży u nas co najmniej 7 milionów ton. W Rotterdamie jest wielki światowy skład i każdy (wystarczy założyć firmę, a to łatwo) może stamtąd kupić węgla ile chce i przywlec do Polski. Bez całowania rączek. Ślepowron napadł na naród 13 grudnia ’81, a teraz ślepi obywatele nie widzą co się dzieje w polskim górnictwie, które idzie ku zagładzie. Okrągłe i pokrętne słówka władzy to kłamliwe obietnice. To jest temat dla dziennikarzy, a nie… pisanie o cmokaniu rączek.

 

Stefan Truszczyński

Tchórze się nie ubrudzą – felieton STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO

Pod wpływem tego co napisała Olga D-Ha (w Gazecie Polskiej Everyday) o Caravaggio, że świętym twarzom nadawał rysy kurtyzan, piszę ja:

  1. to jednak może nie osoby święte, ale wielkie cierpiętnice. „Lekki zawód”? No, proszę spróbować. Latem trochę łatwiej, ale zimą… I najgorsze, najbardziej obrzydliwe – wystarczy to sobie wyobrazić, co czuje kobieta, gdy robi to co robi z nią na przykład paskudny, śliniący się, śmierdzący. Wystarczy.

 

Uwieść dewotkę do niebios droga (przestanie nudzić Pana Boga) – tyle Sztaudynger. Chociaż te Panie są nawet nadmiernie czyściutkie i wykrochmalone. Cóż więc to za wielka niby zasługa. Nie martw się satyryku o Pana Boga, on już wie co wybrać. Owszem, może by jakiś ambitny młody kolega po piórze podjął się dokonać analizy co znaczy słowo uwieść. Mógłby taki reporter zrobić na przykład sondę, co teraz jest modne i rzekomo oddaje prawdę. Dziś na sondach opierają się politycy, nie bacząc na to, że mogą się poślizgnąć. „Jak jest z satysfakcją po latach od uwiedzenia (partyjnego), gdy nakłamało się ile wlezie i kłamie się dalej”. Albo – „czy to obiecywanie było świadome i dobrowolne, czy też pod wpływem gwałtu, przekupstwa, obietnic awansu”.

 

Jest bardzo dużo możliwości, ale wróćmy do „panienek”.  Im też powinno się poświęcić uwagę. W dobie koronawirusa na pewno spadły obroty. I któż im dopłaci? PCK, minister? Dlaczego mają cierpieć dzieciaczki, a wiadomo, że wiele mam – p. pracuje nie dla przyjemności, ale by dać dzieciom – tak uważają – trochę więcej.

 

Za młodych lat (’60) pracowałem w Sztandarze Młodych. Napisałem reportaż o wrocławskich prostytutkach. Była gorąca noc. Mieszkałem w hotelu vis-a-vis dworca. Wyjrzałem przez okno i zobaczyłem, że na placu spaceruje ich więcej niż przechodniów. Zszedłem, zagaiłem, zapłaciłem – ale tylko za rozmowę! Dowiedziałem się sporo. Reportaż można odszukać w bibliotece w zszywkach SM rocznik 67, autor Stefan Truszczyński. I o dziwo nawet w tamtych czasach zamordystycznej cenzury wydrukowano. Wprawdzie tylko 2/3 co napisałem (resztę uznano za zbyt drastyczne). Zgodziłem się na interwencję, a nawet byłem pełen uznania dla mojej ówczesnej kierowniczki, redaktor Teresy Świerzawskiej, że wywalczyła druk tekstu o prostytucji w naszym kraju.

 

Reportaż był czytany, nawet bardzo. Wówczas, w socjalistycznym ustroju o prostytucji się nie pisało.  Napłynęło do redakcji w Warszawie przy ulicy Wspólnej 61 bardzo wiele listów. Były między innymi i od „profesjonalistek”. „Ty- pisały – dlaczego zajmujesz się tylko tymi drogimi z kawiarenek i restauracji, a nie najbardziej poniewieranymi z ulicy”. Moje korespondentki nie podawały oczywiście nazwisk i adresów, więc nie mogłem im odpowiedzieć. A prawda była taka, że o tych tragicznych najgorszych wypadkach nie dano mi napisać. Zgodziłem się na ocenzurowanie, bo inaczej w ogóle nic by się nie ukazało. Była cenzura.

 

Teraz mamy rzeczywiście wolność słowa, cenzury nie ma. Ale ocenzurowanie przeniosło się do główek piszących. Sami się cenzurują. Poustawiali się w większości „za chlebem”, pod kasami różnych partii. Nie są niezależni. Robią tak zarówno ci z lewa jak i ci z prawa. Kiedyś można było tylko „lać” w kelnerów i szoferów. A teraz znów są święte krowy.

 

Tchórze nigdy się nie ubrudzą. A odważnych najwięcej na cmentarzu.

 

Stefan Truszczyński

Jak to Pan Horała wojował – felieton STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO

Prawda, szedł jak burza. Horała tu, Horała tam. Miał zastąpić Szczurka, bo ten rzeczywiście już za długo siedzi na pocegielskim stołku. Rozmawiałem kiedyś z wędrującym w górę Panem H. na pokładzie DARU POMORZA (Radio WNET robiło transmisję z Gdyni). Jak to w wywiadach okazjonalnych – ple, ple, ple, … ple, ple.

 

Była tam też wiceprezydentowa miasta. Kobieta bardzo ładna, więc z trudem skupić mi się przyszło na młodym polityku. Odniosłem jednak wrażenie, że wie, chce mu się i ma ciekawe plany wobec mojego ukochanego miasta, portu, korabi cumujących przy nabrzeżach. Tym bardziej, że był (i jest!) dziś okres odwracania się Polski d… do morza.

 

Niestety Pan H. zawiódł mnie. Uwiodła go Warszawa, czy też warszawka. Tu telewizje, wprawdzie jeszcze bardziej kłamliwe (i ta z prawej i ta z lewej) niż skromniutka w Gdańsku, ale wiadomo – stolica. I tak Pan H. został wciągnięty. Był nowy, wygadany i naprawdę inteligentny. Troszkę nawet krytyczny wobec swoich pryncypałów – więc dziennikarze zapraszali go często. Redaktorzy chętnie podrywają nowych – jeszcze nieopatrzonych, bo przy nich sami się pożywią.

 

Bieganie po studiach szybko popularyzuje i daje szansę na osiągnięcie intratnej synekury. Po drodze są jeszcze wybory – tu i tam, sprytnie można wyrolować koleżanką, na przykład Dorotę Arciszewską, konkurentkę, by wreszcie dorwać coś konkretnego. Bardzo znaczącego. Na przykład stanowisko najważniejsze w inwestycji – giganta na miarę, europejską MEGA PORT LOTNICZY. Nieważne, że obywatel ma doświadczenie mikro. Ważne – mówią – że jest z ikrą. Młody, przystojny – da radę!

 

Da jak dadzą, bo tu nagle krucho. Pazerny koronawirus zjada wszystko, ludzie zaczną klepać biedę i na lotnisko zabraknie.

 

Szkoda mi stewardess. Ale myślę, że te niezwykle piękne kobiety znajdą sobie bogatych mężów, którzy wciskali im wizytówki, gdy zamawiali drinki latając na pokładach naszych samolotów wspaniałej firmy PLL LOT, która – dzięki Bogu – ocalała.

 

Pomyślano – może przypomniano sobie obrońcę Anglii Zumbacha – o Anglii i wybrano Anglików na doradców (choć od 35 lat Brytyjczycy nie potrafią zbudować trzeciego pasa na lotnisku Heathrow). Oni mają radzić jak … zniszczyć Puszczę Bolimowską.

 

Jest mianowany prezes i liczni pobierający już pensje. Ale lotnisko jeszcze hen, hen. 27 miliardów ma kosztować i być gotowe w roku ’27-ym.

 

Centralny Port Komunikacyjny – CPK. Może to i pechowa nazwa. Jak na przykład KC. Takie było ważne, a dziś urzędują tu bankierzy (obcy zresztą) i dealerzy samochodowi (też obcych marek). Czy będziemy mieli kaca po zamachu na wielkie dzieło, który nas obali.

 

Panie Horała zapytaj Pan młociarzy, jak to robią kręcąc się w kole rzutni, że puszczają ciężar gdy trzeba, a rzucając – nie wylatują z rzutni.

 

Przyjęła się nazwa, że to lotnisko … Baranów (od miejscowości). Obyśmy nie wyszli na takowych, jak to niestety często się dzieje, budujemy obcymi rękami. Na przykład pale wbijane na plażach, łamiące fale na Helu wbijają Austriacy, zatrudniają naszych robotników i majstrów z rozwalonej niedawno firmy HYDROBUDOWA IV. Podobnie jest z autostradami. Minister się chwali. Konferencje telewizyjne po każdym kawałku drogi. Ale to nie są wcale polskie drogi – za pieniądze unijne w połowie, budują je firmy obce, a nawet firmy owe przekazują sobie umowy z Polską jak chcą i komu chcą.

 

Pendolino  wystało się w krzakach. Teraz jeździ, ale trudno w nim nogi wyprostować. Nawet linię kolejową przez Półwysep Helski zbudowali Włosi i bardzo długo to trwało. Na węgiel z Bogdanki (lubelskie) oblizują się Australijczycy, a kopalnię Krupiński mają reanimować Anglicy. Skoro o obcych, to zakończę słowem funeral (pogrzeb). Oby Pan Panie Horała, zamiast prezydentem Gdyni nie został grabarzem w skali krajowej. Bo jeśli chodzi o gigant lotnisko, to sprawa jest naprawdę bardzo trudna i nawet Anglicy nie pomogą. Przydałyby się Babie Doły na Oksywiu. To był i jest nadal świetny pomysł. Wiatry rozganiają tam chmury i zawsze można lądować (w przeciwieństwie do lotniska imienia Wałęsy), tylko trzeba pozbyć się w Unii Tusków, Lewandowskich i Zwiefek – szkodników, którzy występują przeciwko naszemu państwu. Oczywiście sto tysięcy złotych miesięcznie trudno będzie zabrać, a oni za tyle właśnie srebrników Polsce szkodzą. Tak jakby nie była to ich ojczyzna. Czy Pan Prezydent Andrzej Duda temu zadaniu sprosta?

 

Stefan Truszczyński

A może totalny, medialny reset? – pyta ANDRZEJ DRAMIŃSKI

Kandydat na kandydata Koalicji Obywatelskiej w wyborach na Prezydenta Najjaśniejszej Rzeczypospolitej 2020, czyli Rafał Trzaskowski. Ostro, twardo i stanowczo jak na swoje pierwsze wystąpienie w niedzielę 17 maja. Chciało by się powiedzieć „totalne natarcie”. Komu dołożyć w pierwszym rzędzie?  Kto najbardziej przeszkadza politykom największego, jeszcze, ugrupowania opozycyjnego? Jak na ogranym, fatalnym schemacie. Wszystkiemu są winni: artyści, żurnaliści i cykliści. Z tego „składu” każdy sobie wybiera jak chce! No to buch w żurnalistów.  Z  impetem, ale i potężną butą.

 

„Śpieszcie się zadawać pytania, bo niewiele tygodni wam zostało” – powiedział kandydat KO na prezydenta Rafał Trzaskowski podczas tejże konferencji prasowej. To reakcja wyróżnionego polityka na pytania zadane przez redakcję TVP Info. Czyż tak nie mówi już teraz „namaszczony”  zwycięzca? Jeszcze nie został zarejestrowany, a już wie, że wygra! Nikt się teraz nie liczy. Tylko on!  A skoro tak, to po  co zadawać pytania? On i tak wie, że nie odpowie?

 

Dziennikarze TVP Info, czyli „reżimowej stacji” (jaka ona „reżimowa”, jak nie ma reżimu? A jak jest to trzeba to wykazać, a nie tylko robić chaos) nie uzyskali odpowiedzi na następujące pytania:

 

  1. Czy Mariusz Kozak-Zagozda – założyciel SokuZBuraka i obecny pracownik ratusza – będzie zaangażowany w kampanię wyborczą? Czy Trzaskowski może zapewnić, że nie?

 

  1. Co sztab Rafała Trzaskowskiego planuje zrobić́ ze 100 tys. długopisów, którymi będą zbierane podpisy? Czy jego zdaniem „mogą być zabójcze”, a jeśli tak, to czy zostaną zutylizowane lub poddane kwarantannie?

 

  1. W kampanii samorządowej Trzaskowski obiecywał montaż 100 punktów mierzących jakość powietrza. Dlaczego ta obietnica nie została zrealizowana?

 

  1. W kampanii samorządowej padły też obietnice dotyczące zieleni. – Stworzymy ponad 100 skwerów i małych parków, bo wiemy, jak ważna jest zieleń w walce ze smogiem – przekonywał polityk. Dlaczego nie spełnił tej obietnicy?

 

  1. W ostatnią środę Rafał Trzaskowski zapewniał, że nie będzie kandydatem na prezydenta RP, bo „zajmuje się Warszawą”, „naprawdę tej pracy jest dużo, właściwie od rana do wieczora” i nie opuści stolicy. Czy dziś może obiecać, że w przypadku wygranej wyborów prezydenckich, za kilka lat nie opuści urzędu np. dla wysokiego stanowiska w Brukseli?

 

  1. Czy podpisze jako prezydent ustawę o małżeństwach homoseksualnych i możliwości adopcji dzieci przez pary jednopłciowe? Tak/Nie? Dlaczego?

 

7.Czy podpisze Pan jako prezydent ustawę o wprowadzeniu euro w Polsce? Tak/Nie? Dlaczego?

 

Może kandydat na kandydata nie wie, że poprzez przedstawicieli mediów może kontaktować się z opinią publiczną. Może jeszcze jaśniej! To nie są prywatne wątpliwości żurnalistów! Nie zadają ich, gdyż  wydaje im się, że  trzeba o to pytać? To są zagadnienia interesujące obywateli. Także polityków  skupionych w Koalicji, było nie było, Obywatelskiej! To kto tu został zlekceważony? Dziennikarz?  Czy opinia społeczna? Można mieć nadzieję, że  ci wszyscy, którzy obserwowali te „wybuchową” scenę wyciągnęli wnioski, skoro to właśnie oni nie otrzymali żadnej informacji.

A  jak odpowiada  kandydat na kandydata Prezydenta RP?

 

„Śpieszcie się zadawać pytania, bo niewiele tygodni wam zostało”.

 

Jest to próba zastraszenia przez polityka KO dziennikarzy mediów publicznych, która nigdy nie powinna mieć miejsca bez względu na jego ocenę ich pracy – napisała dyrektor Jolanta Hajdasz w oświadczeniu Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

W tej niezwykle aroganckiej odpowiedzi (okraszonej odpowiednią, lekceważącą miną) jest totalny bezsens. Kandydat mówi o zadawaniu pytań, a przecież na nie odpowiada. I nie ma nawet takiego zamiaru.  A  właściwie to co to znaczy „niewiele tygodni wam zostało”? Komu i do czego?  Czy nie jest to groźba?  Tak, groźba karalna w rozumieniu przepisów kodeksu karnego!  Bo co? Może  kandydat ma złe zamiary i chce im zrobić krzywdę? Szkodę? Do więzienia z nimi? Naprawdę powinien się nad tym zastanowić! I to głęboko!  A jeśli chodziło o ciąg dalszy, to wyliczał po chwili: zlikwiduje telewizję publiczną, stację TVP Info, program „Wiadomości” oraz publicystykę polityczną w telewizji publicznej.  Ale od razu dodał: Jeśli wygra wybory?  No, tak!  Świetne! A jak nie wygra?

 

Ale chodzi o rzecz ważniejszą?  To przyszły Prezydent RP, jeśli wygra, będzie likwidował publiczne mass media! Czy na tym polega bezstronność? Czy to będzie Prezydent wszystkich Polaków? Nie tylko temu kandydatowi tak uwierają media publiczne. A  przecież występują w nich (nikt nikomu nie zabrania, ani nie ogranicza) przedstawiciele wszystkich opcji politycznych: i  KO, i z lewa, i ludowcy i  tak zwani „niezależni”, o których nie wiadomo z  kim są powiązani, szczególnie finansowo.  Sami tego przecież nie ujawniają.  A  prywatne media?  Gdzie dzień po 10 maja 2020 r., gdy był konstytucyjny termin wyborów (tak, „konstytucyjny”, co wszyscy skrzętnie omijali, czyli obowiązujący wszystkich i wszystkie opcje niezależnie jak im to się podoba, czy nie!) program informacyjny zaczynał się „wybory-widmo” i parę jeszcze takich dosadności!  To jest obiektywne? I  działanie na rzecz wszystkich Polaków?

 

A może po wypowiedzi kandydata Rafała Trzaskowskiego ubiec go i  zrobić „totalny” (obojętnie z czym się to kojarzy!) reset mediów w Polsce! To wciąż nie jest dokończony temat jak prywatne stacje dokazują!  Codziennie!  I jak trzymają jedną stronę? Jak władza jest tylko be! I powtarzane w kółko jak jest źle, fatalnie, beznadziejnie! Naprawdę takie mieszanie może przyprawić o kompletny chaos.  A jaki jest wpływ ma obcy kapitał na gazety „terenowe”? Te najbliżej czytelników, w  „głębokiej” Polsce. I dla których właśnie te wrogo kapitałowe pisma, gazety stanowią jedyne źródło  wiedzy o Polsce!  Oczywiście, gdyby nie telewizja publiczna. Czy to nie zadanie do kolejnej konferencji w  Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich? I robota dla  CMWP SDP? Nie chodzi o podrzucanie tematów, ale czy nie wymaga tego sytuacja?

 

Chyba nie możemy zawieść Rafała Trzaskowskiego?  Jemu taka solidna wiedza, gdy przegra też będzie niezbędna!

 

Andrzej Drmiński

 

 

Niedźwiedzia przysługa – felieton STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO

Dziennikarze mogą dużo – zarówno dla spopularyzowania jak i obrzydzenia. Jeśliby dorodną krowę pokazywać często w „Faktach” lub „Wiadomościach” zwyciężyłaby w konkursie miss. I odwrotnie – permanentny wizerunek Marylin M. mógłby przysporzyć zwolenników Biedroniowi.

 

Mamy przystojnego, młodego, wysokiego premiera. Niepotrzebnie kolega Sakiewicz uparł się by „lansować” go w „codziennej” codziennie. Słuchamy co mówi i oceniamy jak sobie radzi. I to wystarczy.

 

Przypomniał mi się stary rysunek Mleczki. W tle operator z kamerą a na froncie dwie młode damy: „… a potem odłożył kamerę i zaczął mnie lansować”.

 

Gorliwi wykonawcy woli Pana Redaktora Tomasza najwyraźniej dla dziwnie pojmowanej równowagi atakują również namiętnie szczupłego z natury, płucnego doktora. Jeśli wymuszał łapówki od zdesperowanych – dawno już powinien siedzieć, bynajmniej nie w Senacie. Ale dzięki „kaście” młyny sprawiedliwości mielą bardzo powoli. Póki co jest więc niewinny. A ponieważ jego przystojna eu face i ostre profile pokazywane są codziennie – może się Pan doktor spodobać ludziom chwiejnym. Poza tym w ogóle cała nasza służba zdrowia jest popularna coraz bardziej (i słusznie). Ciekawe, czy władza doceni to w złotówkach.

 

Nieustannie wpychane nam przed oczy wielkie portrety polityków robią im krzywdę. Co za dużo to niezdrowo.

 

Krasula Pani Barbary Bluszcz rolniczki z Dłużniewa pod Płońskiem (okradanej obecnie z żyznej ziemi przez budowniczych autostrad) daje 30 litrów mleka dziennie. Pokażcie tę krowę choć raz!

 

Pewna ładna, ale smutna teraz Pani, która na pewno wygrałaby z p.p. Kopacz lub Suchocką – przegrywa sromotnie z naszym Prezydentem, który bardzo mądrze zawierzył rzeczywiście mądrej byłej pani premier Szydło.

 

Samo nazwisko dobrze rokuje, że rozprutą narodową materię uda się pozszywać.

 

To dobry tandem. Żywiołowy, rumiany I-szy i spokojna, wyważona trafiająca słowem do przekonania dama z broszką. Dobre come back!

 

Oj miałby Prezydent Andrzej kłopoty, gdyby to ona stanęła w szranki. Ale póki co naczelnik państwa jeszcze tego nie zadecydował. Przywołał wprawdzie do porządku pana prezydenta, za zamach na Kurskiego. Ośmieszył pana Gowina. „Go” and „win” okazało się nieprawdą.

 

Sakiewicz z Karnowskimi zabiegają bratobójczo o łaskę prezesa. Ten ma się dobrze. Nawet coraz lepiej. Im zaś niestety spada sprzedaż. Nic dziwnego, bo jedni mają w drużynie kupę wprawdzie, ale nudnych pseudofelietonistów, i na okrasę bigotkę od portalu. A potężnie (prawie jak Semka i Sekielski) zbudowany autor bajeczek dla dzieci (patrz specjalny dodatek literacki do dziennika „Gazety Polskiej”), twórca znacznej siły politycznej jakimi są kluby – nie schodzi już z ekranów. A i tym razem należałoby przypomnieć, że… co za dużo… Żarcie – wiadomo – tuczy, ale słowa również. Żołądek można przyciąć, a sławę to już tylko zniesławić. Spy on girls online, for free and without registration! Live adult entertainment live sex chat to see how the girl of your dreams caresses herself and gets pleasure from the fact that you look at her? Would you like to watch how she touches herself with her hands and introduces various toys into the secret places of her body? Would you like to spy on how a girl brings herself to orgasm?

 

Nikomu źle nie życzę, choć wiem jak to będzie, bo historia kołem się toczy. Niech no tylko nam wirus zamieni się w wiarusa. A potem wiara w nadzieję i miłość – będzie sprawiedliwie. Prawo pójdzie wreszcie na prawo, a lewizna ze wstydu się spali. Oby to jeszcze nastąpiło za mojego życia. A – cholera – mam już 77! Żeby koledzy redaktorzy nie napisali mi złośliwie: Stefan nie doczekał.

 

Stefan Truszczyński

A może byśmy coś zasiali… – felieton STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO

Koronawirus rozleniwia i tak już leniwych. Mrożek usadził w „Indyku” trzech włościan na ławce i kpił z nich, że nic im się nie chce robić.

 

O nieprawda! Właśnie chłopi robią. Doją, orzą i sadzić też będą. A inteligencja? Włożyła maseczki i nawet nie popruła do lasu, nie popłynęła kajaczkiem. Ulitował się jednak wąsacz-lekarz i zezwolił! Uff! Jeden w telewizji modnie się ostrzygł i wali komunały, powtarza się zamiast wymyślić coś nowego, żeby rady doradcy były słuchane. Francuscy dziennikarze obskoczyli już Chiny, Koreę i Japonię. A nas z TVP tylko kupili gotowce. Postępują w tym konsekwentnie i zamiast zamówić u krajowych kumatych kupują programy i formaty z zagranicy. Bo taka moda nastała – nie wymyślać samemu i samemu produkować, a tylko kupować, kupować. Nawet agrafki i spinacze.

 

W latach jaruzelskiej nocy przez 8 lat pracowałem jako zaopatrzeniowiec. Pod Krakowem w szopie likwidowanego zakładu przemysłowego znalazłem zupełnie nową przeciągarkę drutu, angielską. Maszyna była zarzucona śmieciami i obsrana, bo zrobiono tam sobie wychodek. Ale mądry – stary majster zakładu likwidowanego przez złodziei w białych kołnierzykach zaprowadził mnie do baraku i pokazał cudo. Zarekomendowałem maszynę człowiekowi przedsiębiorczemu – kupił i uruchomił.

 

Koledzy, warto pomyśleć o przekwalifikowaniu się. Zrobić zawodowe prawo jazdy, nauczyć materiałoznawstwa. Można wymyślać i szukać nisz.  Redaktora Tadeusza Woźniaka z Gdyni wyrzucono, jak wielu po 13 grudnia, więc uruchomił w piwnicy produkcję stojaków na kasety magnetofonowe z drutu. Maciej Wierzyński woził w Warszawie taksówką dzieci bogatszych do przedszkola. A żona wspaniałego wokalisty Andrzeja Dąbrowskiego  Agnieszka Matynia szyła w domu rękawice robocze. Idzie lato, jakoś przetrwamy na mirabelkach Niesiołowskiego, ale trzeba działać, bo przyjdzie jesień i zła zima, skończy tarcza, a po suszy żarcie będzie drogie.

 

Chłopi, pardon rolnicy. Wspaniali. Oni zawsze żywią i bronią choć różne lenie ze Świętokrzyskiej starają się wyrwać ile tylko się da. A więc ci producenci rolni, a mamy już na szczęście wielu wspaniałych, będą szukali siły roboczej. No i trzeba będzie – koledzy i koleżanki – wreszcie uczciwie, choć nawet ciężko popracować. (Na figurę będzie to dobre).

 

Na początku obecnej rewolucji rozmawiałem z jednym z protegowanych redaktorów. Sprytny był. Gdy szukano młodych, niepoczerwienionych, po studiach – zgłosił się do jednej z ważnych agencji. Odszedł i mówi, że robił tam tylko „biały wywiad”. Został redaktorem, kupił ziemię, załatwił unijne dopłaty, a teraz gdzieś tam – podobno z sukcesem – dyrektoruje.

 

Cwaniak? Czy po prostu człowiek przedsiębiorczy. Teraz koronawirus znowu daje szansę, by się wykazać! Wyłaźcie więc redaktorstwo, którym padają papierowe tytuły z kryjówek. Musimy liczyć tylko na siebie. Na nic układy. Obecni medialni dysponenci pójdą precz, bo znudzą się dysponentom partyjnym – tym czy innym. Osobniki z natury służalcze, które zapomniały, że istotą dziennikarstwa jest niezależność (psiakrew!) padną.  Zwykle taki usłużny dziwi się, gdy go wywalają: „szefie przecież robiłem wszystko co pan kazał”. „A co – k… – wymyśliłeś sam!” (Znamy przecież co rzekł Pan Bóg Styce: „Ty nie maluj mnie na kolanach – ty maluj mnie dobrze”).

 

Tak więc koronawirus przeczyści podłe stadło. Minie, minie. Wprawdzie nie wiadomo jeszcze kiedy, bo naukowcy okazali się mało naukowi. A producenci nawet z podjęciem produkcji zwykłych maseczek mają trudne do zrozumienia kłopoty. Był czerwony brat, potem facet z nazwiskiem od trampek a teraz lecą największe samoloty z ratunkiem z Chin. I ciągle mało (mao?), mało. A powinny już dawno maseczki – i za złotówkę – wisieć w każdym sklepie z kapustą.

 

A co robić?

 

Proszę bardzo, oto propozycje najprostsze, może i śmieszne, ale od czegoś trzeba zacząć:
– szklane wyciskacze do cytryn
– pędzelek na długim druciku do czyszczenia butelek
– płytkie metalowe lub plastikowe brytfanki, w którym można by położyć ściereczką nasączoną płynem do dezynfekcji i wstawiać (za drzwiami) buty po powrocie z zakoronowanych ulic
– drewniane lub plastikowe drapaczki do… drapania się po plecach (albo mycia)
– małe „trzepaczki” do zabijania komarów i muszek.
– itp., itd…

 

Władza powinna pomóc pomysłowym, a nawet ogłosić konkursy, burzę mózgów: co można produkować!

 

Wczoraj, nocą, obejrzałem, wysłuchałem w TVP wspaniały, ważny spektakl poetycki o męczeństwie Żydów. Chciałbym kupić kasetę z tym programem TVP. Zaraz pojadę na Woronicza… choć wiem, że chyba pocałuję klamkę!

 

A mogliby za pieniądze za te kasety zostać dofinansowani aktorzy, twórcy spektaklu.

 

Obym kupił. Obym się pomylił!

 

Podobno w TVP jest teraz przedsiębiorczy doradca.

 

Stefan Truszczyński

 

Za późno – ANDRZEJ DRAMIŃSKI o chińskiej blokadzie informacyjnej

Czy właściwa informacja w odpowiednim czasie mogła zapobiec pandemii koronawirusa, która całkowicie zdezorganizowała nasze życie?

 

Wszystko jest informacją, co nadaje się do druku (All the news that’s fit to print). Ten swoisty drogowskaz znajduje się na pierwszej stronie także kwietniowych 2020 wydań „The New York Times”. Najkrócej mówiąc oznacza to, że  można  wydrukować  wszystko co  jest „właściwe” (appropriate), „odpowiada wymogom” (suitable) do przekazania danej informacji.

 

Wszystko zaczęło się  od  chińskiego Wuhan (ponad 11 milionów mieszkańców), stolicy prowincji Hubei. A w tej chwili mamy do czynienia z ogólnoświatową pandemią koronawirusa.  Czy zabrakło właściwej i przekazanej w odpowiednim momencie informacji? Czy można było tego wszystkiego uniknąć?  Jak podawało WHO wirus miał dotknąć niemalże wszystkie kraje świata? Bo tak się przecież stało.

 

Czy mogła pomóc fachowa wiedza? I właściwa, i w odpowiednim czasie przekazana informacja? To podstawa, właściwy fundament działalności dziennikarskiej?  Przecież jesteśmy na służbie społeczeństwa. Stąd też wynika i odpowiedzialność, jakże poważna,  środowiska dziennikarskiego.

 

Kiedy liczba zachorowań znacznie się zwiększała do  Chin zaproszono grupę naukowców.  Chodziło o profesjonalne rozpoznanie tego tak ważkiego tematu.  Ale Chińczycy wcale nie przekazywali informacji. Były jakieś  zabrania, konferencje.  Ale mówiono ogólnikowo. Nic z tego nie wyszło. Władze Wuhan utrzymywały na początku stycznia, że zarażenie następuje gdy był kontakt z zainfekowanymi zwierzętami. Ryby, nietoperze stanowią przysmaki kuchni chińskiej, czyli najlepiej ich nie spożywać. Władze lokalne zdecydowały się na zamknięcie targu rybnego w Wuhanie.

 

A może najbardziej winne są chińskie władze komunistyczne, największe ognisko czerwonej władzy na świecie? Stosujące przecież cenzurę, kłamliwą narrację, ukrywające prawdę. Do tej pory ofiarą było chińskie społeczeństwo.  A  obecnie ma być cały świat!

 

Dopiero 13 lutego 2020 r., gdy zagrożenie wirusem rosło i rosło w sposób geometryczny władze zmieniły przekaz. Czyli po prostu musiały (tak! właśnie m-u-s-i-a-ł-y) ujawnić prawdę. Sekretarz Komunistycznej Partii Chin w tymże Wuhanie Ma Guaqiang oświadczył, że władze powinny wcześniej i zdecydowanie skuteczniej zadziałać.

 

Fakty to potwierdzają. Nie zawiadomiono, nie przekazano uczciwych informacji w odpowiednim czasie. Przywódca Chin Xi Jinping zdecydowanie w pierwszych dniach stycznia 2020 r. doskonale wiedział o tym, co się dzieje w Wuhan. Gdyby wówczas  zostały ujawnione  właściwe informacje, wtedy mogłoby nie dojść do pandemii koronawirusa obejmującej bez mała całą kulę ziemską.  Stało się zupełnie inaczej. Władze wydały zezwolenie by celebrować chiński nowy rok, przypadający w lutym.  A  jak wiadomo  było to związane z  przemieszczaniem się olbrzymich mas Chińczyków. Mnóstwem rodzinnych podróży. Te noworoczne uroczystości chińskiego nowego roku mają  największe znaczenie. A ile osób się wtedy się ze sobą stykało, ile się zaraziło? To było prawie samobójcze obdzielanie się koronawirusem. No, ale jak komunistyczny dyktator  zarządził, to święta muszą być, ich celebracja także.  Bo pod  komunistycznym słońcem wszystko musi się toczyć swoim torem. „Wszystko normalnie” – chciałoby się powiedzieć. Mimo, że  urządzanie świąt w  sytuacji zagrożenia życia i to na taką skalę  jest kompletną głupotą. Nie mówiąc o odpowiedzialności.

 

A ostrzeżenia płynęły z wielu stron. W tym także z Chin. Znany jest przypadek dr Li Wenlianga.  A mianowicie już 30 grudnia 2019 r., czyli półtora miesiąca, zanim zdecydowały się na to władze, informował chińskich lekarzy za pośrednictwem komunikatora We-Chat, że  kilku pacjentów jest zainfekowanych. Jak twierdził  był to wirus podobny do znanego już poprzednio SARS.  A  jak była reakcja władz?  Do  domu przysłano policję. Zażądano, aby podpisał oświadczenie, że informacje, które stara się upowszechnić są…nieprawdziwe.

 

Mógł tego nie podpisać, bo przecież  doskonale wiedział o zagrożeniu dla Chin, ale i dla sąsiednich bliższych i dalszych społeczności.  Ale cały czas mówimy o komunistycznym społeczeństwie, komunistycznych zasadach, czerwonym zamordyźmie. Bo inaczej trudno to nazwać. I ten doktor to podpisał.  Może nie dlatego, że się bał.  Skutkiem mogły być sankcje komunistycznych władz.  Zagrożenie dotyczyło jego i 8 kolegów. Wieloletnie więzienie albo zesłanie na roboty przymusowe do obozu pracy. Czyli „zwykła”  praktyka  komunistycznego reżimu. I to nie tylko tego w Chinach, ale praktykowana wszędzie, gdzie  władza  komunistyczna terroryzuje  społeczeństwo. Tych 8 innych lekarzy także podpisało oświadczenie.

 

Dr Li Wenliang zmarł. Z jakiego powodu? W szpitali zaraził się koronawirusem. Po prostu w  chińskich szpitalach nie  zastosowano  jeszcze odpowiednich procedur ochronnych.

 

Komunistyczne władze nie przeprosiły. Hu Xijin, dziennikarz jednego z tabloidów „Global Times” napisał o  zmarłym lekarzu, iż „należy chronić osoby mające wrodzone poczucie dobra i zła i ujawniające opinii publicznej prawdę”.

 

No właśnie ujawnić opinii publicznej prawdę.

 

To jest oczywiste, że w Polsce wprowadzono pierwsze rozporządzenia dopiero 14 marca 2020 r. właśnie z powodu komunistycznych, chińskich kłamstw w pierwszym okresie najpierw epidemii, a  później pandemii.

 

Teraz czekamy na stopniowy, etapami powrót do normalności, do właściwego naszego życia. I pełne informacje o tym, co się dzieje w Polsce i na  świecie. Bo i u nas zdarzało się, że rzecznicy prasowi w szpitalach nie chcieli ujawniać wiadomości, czy i ilu lekarzy są nosicielami, a może nawet zachorowali na koronawirusa?

 

Sami padliśmy ofiarą informacji, wszystkiego, co się nadaje i co powinno zostać wydrukowane?

 

Andrzej  Dramiński

 

List otwarty do Ministra Andrzeja Adamczyka

 

 

Panie Ministrze

 

Podpisał Pan kilka dni temu (połowa kwietnia) umowę na budowę kolejnego odcinka S-7. I chwała Panu i drogowcom za konsekwentne, szybki rozbudowywanie dróg. Rozumieją tę potrzebę nawet tracący ziemię i domy (które mają od pokoleń) i gospodarstwa na których pracują z sukcesem od dziesiątków lat. Tylko dlaczego pańscy urzędnicy działając po chamsku nie licząc się z krzywdą ludzką?

 

Dlaczego nie płaci się ludziom przed rugowaniem ich z ojcowizny, by wcześniej mogli zbudować sobie nowe domy, zaorać nowe pola i zasiać? Dlaczego niszczy się żyzne grunty, gdy obok są ziemie dużo gorsze?

 

W marcowym numerze KURIERA WNET opisałem sytuację rolników z rejonu Dłużniewa i Ćwiklinka pod Płońskiem. Przedtem spotykałem się i rozmawiałem na miejscu z kilkunastoma ludźmi ciężkiej, ważnej dla kraju pracy, z którymi pańscy urzędnicy zupełnie się nie liczą. Zasady wybierania firm rzeczoznawczych, praca tych ludzi, obojętność władz lokalnych (przysyłają rachunki za nieistniejące już pola), wtargnięcia bez uzgodnień i zabieranie drzew z wycinki – to wszystko są łatwe do sprawdzenia fakty. Proszę wysłać na miejsce niezależnego, uczciwego kontrolera (do gospodarstw Bluszczów, Rachockich, Adama Stańczaka).

 

Proszę również by Pan Minister sam skierował do CBA wniosek o skontrolowanie sprawy budowy MOP – w rejonie Dłużniewa – Ćwiklinka.

 

W tej sprawie w marcu w KURIERZE WNET napisałem:
„Nic to, że ziemia tu najlepsza w okolicy. Nic to, że MOP miał powstać (jeszcze niedawno były takie plany) zaledwie kilka kilometrów dalej w Rybitwach. Tamtejszy właściciel zgodził się chętnie. Bo jego grunty podłe i jałowe (…) Jak to się stało, że nie dochodzi do transakcji z tym, który chce sprzedać, a zabiera się siłą gospodarstwo i ziemię Państwu Grzegorzowi i Barbarze Bluszczom. I ich synowi Damianowi, spadkobiercy, który jest świetnie przygotowany do dalszego prowadzenia wysokowydajnego gospodarstwa mlecznego (kilkadziesiąt krów, oprzyrządowanie, bardzo wydajne łąki, siedlisko żurawi).”

 

2 kwietnia br. pełniący obowiązki dyrektora generalnego dróg krajowych i autostrad pisze Panu (i wysyła nam do wiadomości) – o tej brutalnej i wysoce szkodliwej decyzji gospodarczej – że jest korzystna i lepsza dla środowiska.

 

To nieprawda!

 

Panie Ministrze. Na pewno często przejeżdża Pan S-7, proszę zatrzymać się na chwilę w Dłużniewie-Ćwiklinku u Bluszczów, Rachockich i u Adama Stańczaka. Czasem dobrze jest porozmawiać ze zwykłymi obywatelami. Może ich Pan przekona, żeby – jak zawsze dotychczas – głosowali w wyborach. W tej chwili są bardzo rozczarowani i rozgoryczeni poczynaniami władzy w pańskiej branży. Może Pan to jeszcze naprawi, ratując przy okazji około 500 litrów wysokogatunkowego mleka dziennie z fermy Bluszczów (najbardziej wydajna – Mariola – daje 30 litrów na dobę). Spychacze zaczęły dopiero ryć ziemię pod MOP. Niech pojadą niedaleko – do Rybitw.

 

Z poważaniem,

Stefan Truszczyński

16 IV 2020

Sztukowanie – felieton STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO

Kultura ma złą passę.

 

Niedawno poprzedniczka na ministerialnym tronie opchnęła Amerykanom Polskie Nagrania. Ponoć za gówniane pieniądze. Nasz skarb kulturalny już nie jest w Polsce. Tamta Pani była pokaźnych rozmiarów, ale mało wiedziała. Teraz rządzi minister nieduży ale … szczodry – na przykład dla Czartoryskich.  Minister, a i wicepremier jednocześnie, mówi redaktorowi Karnowskiemu w sprawie „wkrętła” „1920-2020”, które ma sterczeć na placu Na Rozdrożu, że się do niego (do pomnika) przyzwyczaimy. Wątpię. Raczej zwalimy (no, nie ja – bom stary) ten wygłup obrażający pamięć żołnierzy 1920 roku. Pocieszające jest, że na to „dzieło” jest tylko trzy miliony złotych. Wystarczy na wykop.

 

Już tak raz było. Trasę łazienkowską też zaczęto budować, właśnie obok od wykopu. Robiono to cichaczem, żeby tylko nie dowiedział się o inwestycji Gomułka. Ale ktoś usłużny uniżony mu doniósł. Pierwszy nie dopalił peta (a palił połówki papierosa) wściekł się i zastopował budowę. Potem był grudzień ’70 i trasę wybudowano.

 

Teraz, mam nadzieję, że gniot wzniesiony nie będzie.

 

– No, jak będzie Panie Prezydencie Duda?

 

Ciekawe.

 

Ministerstwo kultury urzęduje w pięknym pałacu. Na przeciwko – Poniatowski, a za ogonem – Prezydent. Daleko do decydentów w sprawie kultury nie jest. Jeśli ma powstać „byle co” – lepiej nawet jeszcze i rok poczekać. 101 rocznica Cudu nad Wisłą nie będzie wcale gorsza od setnej. Nie bądźmy drobiazgowi. Pan, Panie Prezydencie będzie naszym Prezydentem również w sierpniu 2021!

 

Ale czy ludzie kultury przeżyją?

 

Artyści zawsze ciężko przędą. Owszem z pańskiego stołu spadnie im czasem jakaś artis gloria. Ale blaszką się nie pożywisz. Jedyne pocieszenie, że ci którym te blaszki przypinają do piersi – trwać będą dłużej. Ale któż  pamięta dziś Galińskiego – też ministra – Motykę, Tejchmę. Taki to los Panie Gliński. Filmy pańskiego brata – choć średnie – przetrwają. A Pan? Czy rzeczywiście chce się Pan kojarzyć z „wiertłem”?

 

Mamy już jeden knot. 96 najwybitniejszych Polaków, którzy zginęli straszną śmiercią mają pomnik-schody. Donikąd!

 

Też się śpieszono, nie było godnego projektu, więc wybrano byle co. Stoi teraz za płotem Ministra Kultury. Może z okien gabinetu go nie widać. Pan prezydent krąży między Pałacem a Belwederem. Przejeżdżać będzie przed „wiertłem”. Może oczywiście zamykać wtedy oczy. Pomiędzy będą monumenty Kopernika, de Gaulle’a, Witosa, Paderewskiego, Roweckiego-„Grota”, Dmowskiego, Korfantego, Sienkiewicza, Szopena, wreszcie Marszałka Piłsudskiego. Ale po drodze będzie i … „wiertło”. Wiertło – Glińskiego. Oj, niedobrze Panie Ministrze. Weźmie to Pan na klatę?

 

Mówi Pan dziś, że się przyzwyczaimy. Chyba nie. Jest jeszcze czas, by zaniechać. Bezwartościowe papierki proszę wrzucić do kosza. Jurorom można zapłacić za fatygę. Będzie taniej niż za cyrk związany z późniejszym zwalaniem pomnika.

 

Pamiętam, w ’89-tym, jaka była radocha ze zwalania krwawego Feliksa. Zanim upadł na bruk pękł w powietrzu. Bo to był gówniany pomnik, pokruszył się od pociągnięcia liną.

 

22 metrowy „bolec” będzie prawdopodobnie twardszy niż pomnik ks. Jankowskiego z Gdańska. Ale nic to – stał, a za chwilę leżał. Czy warto, Panie Ministrze, ginąć za jakieś tam żelastwo o zerowej wartości artystycznej, stanowiące plagiat i kpinę ideową?

 

Stefan Truszczyński

W poszukiwaniu sensu życia… – ANDRZEJ DRAMIŃSKI o roli telefonu zaufania

Nikt nie jest wyspą, całkowicie zdaną na siebie,

Każdy człowiek jest składnikiem kontynentu,

Częścią stałego lądu…

John Donne

 

                                            

Zostań w domu! Nie wychodź! Chyba, że jest to szczególnie uzasadnione! Konieczna potrzeba, np. zakupy by się najeść, by nie głodować! Albo po niezbędne lekarstwa do apteki. Nie kontaktuj się! Nie podchodź do innych ludzi. Najlepiej nie rozmawiaj.

W kolejkach zachowaj odstęp 1,5 metra lub więcej. Bo ostatecznie zalecano co najmniej 2 metry. Nasze ustabilizowane życie, dobre, bardziej dobre lub niepoukładane, rozbite i często złe stanęło na skraju czegoś dotychczas niewyobrażalnego…

 

Czy wszystko było dotychczas nie tak?! Nikt się tego nie spodziewał. To jakby urwał się film normalności. Co gorsze, sensu życia! Bo cóż ono warte, gdy jesteśmy zamknięci, bez możliwości szerokich kontaktów z innymi ludźmi. Normalną potrzebą człowieka. Każdego z nas. Do czego ma takie życie prowadzić?

No właśnie. Nadzieja okazuje się istotną potrzebą, a nie jej brak!

Kiedy pandemia koronawirusa się skończy? Nikt nie potrafi odpowiedzieć. Czy to koniec z nadzieją? Koniec z naszym życiem? A może skończyć je już teraz, odejść z tego padołu?

 

A gdy mąż codziennie bije swoją żonę, konkubent konkubinę? Bez litości. Tak, że mocno boli. I poniża kobietę. Zabiera jej ostatnie fragmenty godności? Rany z ciała znikną. Prędzej, czy później. Ale rany z duszy nigdy! Blizny pozostaną trwałe. A mieszkanie ma zaledwie 30 metrów kwadratowych, 2 ciasne pokoje. Przemoc rodzinna, także wobec bezbronnych dzieci i tak wszechobecna dostała nowe przyzwolenie? Lekarka dzwoni tuż przed Wielkanocą do placówki telefonu zaufania w rozpaczy. Mąż chory na Alzheimera nie potrafi zrozumieć, że nie może wyjść z domu. Upiera się. Dochodzi do rękoczynów. Coraz silniej ją bije. Ona nie widzi wyjścia w tej sytuacji. Nie może już tego wytrzymać! Ma czarne myśli!  Dla niej życie straciło wartość. Rozstać się z nim, z życiem?

 

Tak, mamy takie myśli, gdy stoimy pod ścianą. Gdy nie znajdujemy wyjścia. Czy wtedy naprawdę zostaje to jedno! Ostateczne! Zabrać sobie życie? Niech się to wszystko skończy!

 

Nie, na pewno nie! Winston Churchill, premier czasu wojny, gdy na głowy Brytyjczyków codziennie spadały tony niemieckich bomb, wokół pełno zburzonych domów, ruin, miał radę. Zaproszono go do szkoły by dodał uczniom otuchy. Stanął przed nimi i nie siląc się na kwiecistość powiedział:

-„Pamiętajcie. Nie poddawajcie się! Nigdy! Nigdy! Nigdy!”

 

Czy można przywrócić człowiekowi sens życia? I w ten sposób uratować…to życie? Bo najpierw musi być sens, by zrezygnowanej osobie przywrócić nadzieję i…wiarę, że warto żyć!

 

Jak można przekonać drugiego człowieka, że jednak warto żyć…?

–„Przypomina to wplatanie delikatnych nici czyjegoś przegranego życia  w trwałą osnowę sensu i odpowiedzialności”-pisał Viktor E. Frankl profesor neurologii i psychiatrii Uniwersytetu Wiedeńskiego, twórca trzeciej, wiedeńskiej szkoły psychoterapii (po psychoanalizie Freuda i psychologii indywidualnej Adlera) w „Człowiek w poszukiwaniu sensu” (wydawnictwo „Czarna owca” Warszawa 2019).

 

Chad Varah, anglikański pastor pragnął znaleźć sposób by uratować tych, którzy zamierzają zabrać swoje życie. Było to wtedy, gdy przeczytał, że w Londynie każdego dnia ginie kilka osób samobójczą śmiercią. Jak przerwać ten zaklęty krąg? Co zrobić? Jak znaleźć te osoby zanim zdecydują się na to najgorsze?

 

Był zawodowym terapeutą. Miał bardzo duże doświadczenie. Ono podpowiedziało mu, że mogą być to zgłoszenia telefoniczne.  Trzeba dać  ogłoszenie w  gazetach: „Zanim odejdziesz z tego świata, zadzwoń!”.

 

Każdy samobójca daje znaki. Chce ciepła, wsparcia drugiego człowieka. Tak, szuka ratunku! Telefony w podziemiach kościoła S. Stephen Walbrook w londyńskim City rozdzwoniły się. Spotkał się z dziennikarzami i opowiedział im o swoim pomyśle. To dziennikarze słysząc o czym opowiadał nazwali ruch „The Samaritans”-Samarytanie. Bo mieli skojarzenie z biblijnym Samarytaninem, który pochylił się nad chorym nieszczęśnikiem, gdy mijali go kapłan i inni bardziej powołani do udzielenia wsparcia. Chad szybko okrył, że używając tej samej metody, równie skutecznie pomagają osoby, które nazwał „osoby o serdecznych sercach” (kind-hearted people).

 

I sam się przekonał, że „Terapia słuchania” (The listening therapy) oraz „Zaprzyjaźnianie się” (Befriending): rozumiane jako przekazywanie empatii i serdeczności jednocześnie, stanowi tak silny impuls, że…dzwoniący odstępuje od swoich zamiarów pozbawienia się życia. Właśnie ta empatia połączona z  serdecznością wpływa na to, że chęć życia zwycięża.

 

A  jednocześnie to ulga, zmniejszenie stresu powoduje, że zdesperowana osoba dalej potrafi sama dać sobie radę w życiu.  Kontakt z telefonem zaufania jest niezbędny w tym najważniejszym momencie.  A  jednocześnie daje wolność do samodzielnego działania. Chad Varah w swojej książce „Zaprzyjaźnić się z samobójcą” (Befriending the Suicidal):

-„Samarytanie to ci, którzy chcą pomagać ludziom w znalezieniu przez nich, ich własnych odpowiedzi”.

 

A  na kolejnych stronach tej książki napisał:

-„Filozofia Samarytan oparta jest na szacunku i tolerancji dla innych”- pisał Chad Varah w swoich epokowych książkach.

 

Osobom zniewolonym w życiu, pozbawionym nadziei, czy pozytywnych myśli na polepszenie swojego losu, poddanym długotrwałej przemocy domowej przywrócenie godności poprzez kontakt w telefonem zaufania jest niezmiernie istotne. Taka filozofia działania pozwala na znajdowanie na nowo sensu życia.

Warto żyć! Z taką myślą dzwoniący kończą z nami rozmowę.

 

Przezwyciężanie samotności, poczucia izolacji to jedno z najważniejszych zadań jakie stoi przed społeczeństwem w okresie koronawirusa. Bo one wydatnie zwiększają dokuczliwość tej sytuacji. Myśl, że  Olsztyński Telefon Zaufania „Anonimowy Przyjaciel” jest otwarty na każde zgłoszenie przez 24 godziny, dostępny jest zawsze, gdy dana  osoba łaknie  tego kontaktu, to ważna myśl w przełamywaniu złych odczuć. Mimo izolacji nikt nie jest zapomniany.

Międzynarodowa Federacja Telefonów Zaufania (International Federation of Emergency Telephone Services-IFOTES) w tamtym roku poświęciła swój kongres tematowi „Odsuńmy od siebie samotność-budujmy bliższe więzy, relacje”. Może  właśnie czas pandemii jest tym okresem, gdy powinniśmy się nad  tym zastanowić?  Bo czy nasze dotychczasowe relacje: w domu, w miejscu pracy, wśród sąsiadów, a nawet przyjaciół były właściwe, odpowiednie? Profesor Anja Machielse z Uniwersytetu Studiów Humanistycznych w Utrechcie w Holandii podała znamienny przykład.  Zaszokował wszystkich. W centrum Rotterdamu, w jednym ze zwykłych szeregowców przez 10 lat nikt nie odkrył, że jedna z sąsiadek zmarła. I te 10 lat przebywała w swoim mieszkaniu, obok współmieszkańców. Nikt nie zapukał, nikt nie sprawdził, co się dzieje. Co myśleli? Miała córkę w innym mieście i wszyscy sądzili, że pojechała do niej. Po prostu. W odwiedziny. I tak było przez te 10 lat! Żadnego bliższego zainteresowania?! Czy taka znieczulica ma wciąż nami rządzić?

Przecież to tak jakby to się stało na jednym z osiedli w dużym mieście. I co? I dopiero w  2030 r. miało by się okazać, co się właściwie stało? Aż trudno w  to uwierzyć? Trudno pomyśleć, że  to jest także nasz świat? Jedna z osób związana z  telefonem zaufania powiedziała kiedyś:

-„Nie mówmy bez  przerwy jak zmienić świat! Zróbmy to!”.

 

Angielscy Samarytanie powtarzają, iż nie ma obcych wśród nas. Są wyłącznie przyjaciele których jeszcze nie spotkałeś.  Otwierajmy się bardziej na siebie.  Próbujmy rozumieć te nasze relacje, odnosić się do nich w inny sposób.

 

A może sens naszego życia zawiera się w tym jakie mamy relacje z innymi istotami ludzkimi?

-„Samotność to smutna rzeczywistość współczesnego życia”-powiedziała kiedyś Theresa May, była brytyjska premier.

W Wlk. Brytanii wypowiedziano walkę z izolacją społeczną. Okazało się, że 9 mln osób, ponad 1/6 populacji czuje się osamotniona. Powołano Ministerstwo ds. Samotności. W Polsce przybywa samotnych. Co piąty mieszkaniec naszego kraju cierpi z tego powodu.

-„Samotność może się rozprzestrzeniać”-stwierdza John T. Cacioppo, profesor z Chicago w „Journal of Personality and Social Psychology”.

 

I dalej pisze:

-„Nie jest stanem, który ogranicza się tylko do jednostki. Może przenosić się z jednej osoby na drugą. Nawet jeśli nie miały ze sobą bezpośredniego kontaktu…”.

 

Inny badacz Nicholas A. Christakis, profesor medycyny i socjologii medycznej w Harvard Medical School określał to w ten sposób:

-„Emocje człowieka, które wydają się czymś tak osobistym, funkcjonują tez na poziomie zbiorowości. I mają olbrzymi wpływ na rzesze innych ludzi”.

 

Profesor Stanley Wasserman z Uniwersytetu Indiana utrzymuje:

-„Przez lata lekarze i naukowcy myśleli o człowieku jako o wyizolowanej istocie. Obecnie wiemy, że ludzie, którymi się otaczamy, mogą mieć wielki wpływ na nasze samopoczucie zarówno fizyczne jak i psychiczne”.

A prof. N.A. Christakis sugeruje, że pomagając ludziom samotnym tak naprawdę:

-„Nie pomagamy pojedyńczej osobie, ale stabilizujemy całą sieć”.

I to jest też zadanie telefonu zaufania. Pandemia koronawirusa na pewno minie. Nawet taki stan światowego zagrożenia i sterroryzowania społeczeństw nie będzie trwał wiecznie!

 

I choć świat nie będzie taki sam, ale  potrzeba ciepłego kontaktu, przytulenia serdecznym słowem drugiego człowieka pozostanie!

 

  Andrzej Dramiński

 

Placówki TZ w Polsce działające całą dobę: Olsztyński Telefon Zaufania „Anonimowy Przyjaciel”:89/192 88 oraz 89/527 00 00 i Katolicki Telefon Zaufania w Katowicach 32/253 05 00