Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy od 25 lat walczy o wolność słowa i prawa białoruskich dziennikarzy

Mija dwadzieścia pięć lat od powstania Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy (BAJ). Żanna Litwina założyła je w 1995 roku, w rok po objęciu władzy przez A. Łukaszenkę. Proces formalnej rejestracji udało się organizacji przejść w roku 2006. Dziś BAJ zrzesza ponad 1300 dziennikarzy białoruskich i ma oprócz biura głównego w Mińsku, pięć oddziałów regionalnych. Jest  członkiem Międzynarodowej i Europejskiej Federacji Dziennikarzy (IFJ, EFJ).

 

Obecnie BAJ koncentruje swoje działania na pomocy dziennikarzom zatrzymanym podczas relacjonowania demonstracji, w których Białorusini protestują przeciwko sfałszowaniu wyniku wyborów prezydenckich. Od 9 sierpnia doszło na Białorusi do 174 zatrzymań dziennikarzy. Wielu z zatrzymanych dziennikarzy prosto z aresztu trafiło na salę sądową i zostało ukaranych grzywną lub karą więzienia. Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy udziela też wsparcia 52 dziennikarzom, wobec których białoruskie służby użyły przemocy.

 

Ponadto organizacja występuje przeciwko ograniczaniu dostępu do informacji na Białorusi. W ciągu ostatnich kilku tygodni BAJ wielokrotnie protestował przeciwko blokowaniu mediów internetowych, utrudnianiu druku i dystrybucji gazet, wycofywaniu przez reżim akredytacji dla dziennikarzy zagranicznych mediów, czy wydalaniu bądź nie wpuszczaniu na terytorium Białorusi korespondentów.

 

Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy od 25 lat walczy o wolność słowa i prawa białoruskich dziennikarzy. W ciągu tych lat Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP wielokrotnie podejmowało solidarnościowe działania zarówno wobec dziennikarzy białoruskich i Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy. #BAJ25RAZAM

 

 

Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy (IFJ) wystąpiła w obronie Juliana Assanga

W poniedziałek 7 września 2020 brytyjski sąd wznowił postępowanie w sprawie ekstradycji Juliana Assanga. W obronie twórcy WikiLeaks, członka australijskiej organizacji Media, Entertainment and Arts Alliance (MEAA), posiadającego międzynarodową legitymację dziennikarską, stanęła Międzynarodwa Federacja Dziennikarzy (IFJ).

 

Julian Assange przebywa w areszcie w Londynie. Trafił tam w kwietniu 2019 roku, po tym jak  ambasada Ekwadoru, w której przez sześć lat korzystał z prawa azylu, zmieniła decyzję i wydała go brytyjskiej policji. W czerwcu 2019 roku Departament Stanu USA skierował do władz Wielkiej Brytanii oficjalny wniosek o ekstradycję Juliana Assanga.

 

W przypadku ekstradycji Julianowi Assange grozi nawet 175 lat więzienia. Oskarżany jest o zachęcanie Chelsea Manning w 2010 roku do włamania się do rządowego systemu komputerowego w celu zdobycia dowodów zbrodni wojennych, w tym materiału wideo Collateral murders (Morderstwa ludności cywilnej). Jest to nagranie z kamery pokładowej amerykańskiego helikoptera Apache, które pokazuje celowe strzelanie do cywilów w Bagdadzie 12 lipca 2007 roku. Zginęło wtedy co najmniej 18 osób, w tym dwóch dziennikarzy agencji Reuters.

 

Anthony Bellanger, Sekretarz Generalny IFJ, powiedział w dniu rozpoczęcia kolejnej, trzeciej już rundy przesłuchań,  że „Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy, wraz z innymi organizacjami zajmującymi się obroną wolności słowa, będzie w dalszym ciągu przypominać Radzie Europy i społeczności międzynarodowej, że Wielka Brytania przetrzymuje człowieka, który w interesie publicznym upublicznił ważne informacje”.

 

Julian Assange (ur. 1971 r.) – australijski aktywista internetowy, dziennikarz oraz programista, posiadający także obywatelstwo ekwadorskie. Założyciel, rzecznik i redaktor naczelny serwisu WikiLeaks.

 

Zdjęcie: IFJ, dzięki uprzejmości Daniel Leal-Olivas / AFP

Apel SDP o zaprzestanie represjonowania dziennikarzy na Białorusi

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich domaga się natychmiastowego uwolnienia wszystkich zatrzymanych dziennikarzy oraz wzywa władze białoruskie do zaprzestania wszelkich form represji wobec dziennikarzy relacjonujących wydarzenia na Białorusi.

 

Funkcjonariusze państwa muszą uwzględniać szczególną rolę dziennikarzy i odróżniać specyfikę ich uczestnictwa w demonstracjach jako bezstronnych obserwatorów. Tylko w sierpniu 2020 służby białoruskie złamały tę zasadę co najmniej 151 razy, co oznacza zatrzymania średnio dziesięciu dziennikarzy dziennie. Z kolei 1 września 2020 zatrzymanych zostało 8 dziennikarzy relacjonujących demonstracje studentów w Mińsku.

 

Wszelkie działania organów państwa, które służą zastraszaniu dziennikarzy lub mają ich zniechęcić do przekazywania społeczeństwu informacji, są ingerencją w wolność słowa i powinny spotkać się ze zdecydowanym sprzeciwem organizacji międzynarodowych. Całkowicie niezrozumiały jest brak stanowczych kroków ze strony Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE), której Białoruś jest członkiem, wielokrotnie wzywanej przez międzynarodowe organizacje dziennikarskie, w tym Europejską Federację Dziennikarzy, do podjęcia działań w sprawie nieakceptowalnego postępowania służb względem dziennikarzy.

 

Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

 

PAWEŁ BOBOŁOWICZ: Reżim Łukaszenki nie zdołał stłumić wolności słowa

Według Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy pomiędzy 9 a 13 sierpnia na Białorusi zatrzymano 68 dziennikarzy. Jeszcze wczoraj – w czwartek, 13 sierpnia, około godziny 17. – wciąż przetrzymywanych w izolacji było 23 przedstawicieli mediów. Co najmniej 29 dziennikarzy odniosło obrażenia i rany.

 

13 sierpnia wieczorem reżim Łukaszenki zaczął zwalniać z aresztów zatrzymane osoby – ogółem zatrzymano około siedmiu tysięcy osób – nie tylko protestujących, dziennikarzy, ale też przypadkowych osób, które według reżimowych funkcjonariuszy znalazły się w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie. Pierwsze dane mówią, że zwolniono już ponad tysiąc osób i być może wśród wypuszczonych na wolność są, czy też będą dziennikarze. Na razie jednak trudno jest zrozumieć intencje białoruskiego dyktatora i nie można mieć pewności, że Białorusi nie czeka kolejna fala przemocy ze strony władzy – nic bowiem nie wskazuje, żeby miały wygasnąć akcje protestów. Jeśli represje będą kontynuowane, znów zapewne dotkną także dziennikarzy, bo wolność słowa, niezależne dziennikarstwo, jest szczególnie niebezpieczne dla trwania rządów Łukaszenki i dyktator od dawna to udowadnia.

 

Dziennikarzy zaczęto zatrzymywać już od samego początku protestów po sfałszowanych wyborach na Białorusi. Według Biełsat TV zatrzymywań dokonywano w czasie pracy, ale też urządzano polowania pod domami pracowników niezależnych mediów. Dziennikarzy przewożono na komisariaty, nie dając bliskim możliwości poinformowania, co się dzieje, gdzie są. Wyciągano ich z  redakcji i przetrzymywano po kilka, kilkanaście godzin. Każde takie zatrzymanie kończy się zasądzeniem pozbawienia wolności od 5 do 30 dni, lub karą grzywny.

Odizolowanie, uniemożliwianie kontaktu, ma na celu dodatkowe zastraszenie.

 

Biełsat opisuje los dziennikarza śledczego Stanisława Iwaszkiewicza, który m.in. zajmuje się problematyką korupcji w strukturach państwowych. Został on porwany przez funkcjonariuszy w dniu głosowania wprost spod lokalu wyborczego. Odnaleziony został dopiero po dwóch dobach w jednym z mińskich aresztów. Dziennikarza bito.

 

Redaktora naczelnego niezależnego portalu Nasza Niwa Jahora Marcinowicza zatrzymano w czasie blokad milicyjnych Mińska. Kiedy okazał swoją legitymację dziennikarską funkcjonariusz od razu rozpoznał „niepożądaną” redakcję, zadał pytanie, które można uznać też za zarzut „Mówisz po białorusku?” i kazał mu biec do więźniarki. Przez kilkanaście godzin los Marcinowicza był nieznany. Redaktor po zwolnieniu opisał w mediach społecznościowych jak poniżano zatrzymanych, mówiono o nich „zwierzęta”, i trzymano leżących z twarzą skierowaną do ziemi. Funkcjonariusze zatrzymanych kopali i bili.

 

Biełsat TV informuje o ranach poniesionych przez fotoreporterów:  odłamek granatu hukowego trafił Alaksandra Wasiukowa, Taćcianę Kapitonawą ogłuszył wybuch, a Iryna Arachouskaja została trafiona gumową kulą. Jan Roman – współautor nadawanych na antenie Biełsatu i TVP Polonia programów historycznych został pobity pod aresztem, w którym przetrzymywano dwóch jego kolegów. Roman stracił cztery zęby, złamano mu nos i kość policzkową.

 

Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy informuje o podobnych sytuacjach także w innych miastach. Zatrzymywani są tez dziennikarze mediów, które nawet nie miały „łatki” opozycyjnych. Często był uszkadzany sprzęt dziennikarzy, niszczono nośniki informacji. Warto dodać, że wśród zatrzymanych znalazły się także 4 osoby z Polski, wśród nich dziennikarz fotoreporter Witold Dobrowolski, laureat Grand Press Photo 2020, znany z relacjonowania sytuacji w miejscach ogarniętych konfliktami.

 

Dziennikarze zgodnie relacjonują: przed agresją białoruskich funkcjonariuszy nie chronią żadne oznaczenia na odzieży z napisem „PRESS”, legitymacje dziennikarskie.  W środę 13.08 minister spraw wewnętrznych Białorusi Jurij Karajew wziął na siebie odpowiedzialność i przeprosił za traumy zwyczajnych obywateli, ale jednocześnie dodał, że „technologie kolorowych rewolucji” starają się wciągnąć do protestów  zwyczajnych ludzi. W ten sposób tworząc spiskową teorię dla sprzeciwu białoruskiego społeczeństwa.

 

Redaktor naczelny Naszej Niwy Jahor Marcinowicz krótko skomentował słowa ministra na swoim Facebooku: „Nie potrzebuję przeprosin Karajewa. Zamiast tego chcę przed sądem zobaczyć siły specjalne i członków komisji”. Wielu dziennikarzy uważa, że za to, co się wydarzyło w ostatnich dniach, nikt z władzy i ze służb nie poniesie odpowiedzialności.

 

O tym, że brutalność w czasie tłumienia protestów przelała czarę goryczy białoruskiego społeczeństwa najlepiej świadczy fakt, że od służb i specnazu odcinają się ich byli, a także w kilku przypadkach obecni funkcjonariusze. Nagrywają filmiki, w których niszczą pagony, odznaki, naszywki z napisami „specnaz” i stwierdzają, że wstydzą się za takie działania służb wobec własnego narodu. Do dymisji podało się kilku urzędników reżimu Łukaszenki, nawet z prezydenckiej administracji.

 

Nie wytrzymują też tego napięcia i presji dziennikarze reżimowych mediów –  co najmniej 7 państwowych dziennikarzy odeszło z pracy. Niektórzy z nich wprost opowiadają o manipulacjach rządowych mediów, inni  swoją decyzję motywują sprzeciwem wobec wykorzystania do tłumienia protestów armii. Niektórzy nie podają swoich motywów oficjalnie, ale wiadomo, że nie wytrzymywali propagandowych nacisków i konieczności kłamania.

 

Białoruska  telewizja państwowa przez pierwsze dni w ogóle nie zauważała protestów. A na pierwszym miejscu znajdowały się informacje np. o rozwoju przedsiębiorczości spożywczej. Gdy wreszcie protesty dostrzeżono, to oczywiście oczernia się w nich manifestujących, a o ofiarach mówi się wśród funkcjonariuszy białoruskich służb.

 

Wydarzenie na Białorusi pokazały też, że wciąż mamy do czynienia z nowym zjawiskiem w świecie medialnym, gdzie tak naprawdę kluczową rolę odgrywają media społecznościowe. Nie można bezkarnie kłamać, nawet gdy się dysponuje potężną machiną mediów państwowych. Ich przekaz jest bowiem konfrontowany z tysiącami wiadomości, filmików zamieszczanych w Internecie. Krótkie ujęcia filmowe pokazują brutalną prawdę: agresję OMONu, katowanie ludzi, czy nawet niszczenie przez funkcjonariuszy samochodów (za to, że kierowcy wspierają protestujących trąbieniem). Reżim próbował walczyć z mediami społecznościowymi odcinając internet, ale dziś staje się to niemożliwe na dłuższy czas – bez Internetu nie może działać ani gospodarka, ale ma też z tym problem i sama reżimowa administracja.

 

Ciekawe, że obszar mediów społecznościowych krajów byłego Związku Sowieckiego jest słabo zrozumiały dla mieszkańców naszego kraju. Na Białorusi (ale też na Ukrainie) olbrzymią popularnością cieszy się komunikator Telegram. To tam na kanałach zarządzanych przez blogera Nechtę (zapis NEXTA) na bieżąco można było się dowiedzieć o skali protestów – nie tylko w Mińsku, ale na całej Białorusi. Telegramowe kanały podawały informacje gdzie się zbierają protestujący, ale też gdzie są jednostki OMONu – dzięki temu mieszkańcy białoruskich miast utrudniali swoimi samochodami przemieszczanie się kolumn funkcjonariuszy. Podawano nawet numery do domofonów domów, w których mogli się schować protestujący. Przy zastosowaniu skutecznej taktyki rozproszonych protestów i połączeniu tego z informacjami z Telegrama, reżim pomimo swojej brutalności, nie mógł spacyfikować rozlewającego się protestu.

 

Dziennikarz Michał Potocki stwierdził na Twitterze: „Ruch nie ma liderów. W 2010 plan protestu szykowały sztaby kandydatów, więc po zatrzymaniu Uładzimira Niaklajeua reszta się pogubiła. Sztab Swiatłany Cichanouskiej nie wzywał do wystąpień, nie wziął w nich udziału, więc jej wyjazd na Litwę nie ma znaczenia dla protestu. Koordynator protestu: żyjący w Warszawie bloger Nexta, Sciapan Puciła, którego na Telegramie śledzi milion ludzi. To on proponuje miejsca zbiórki i taktykę na kolejny wieczór.”

 

Gdy ulicami Mińska już w niedzielę wieczorem maszerowały tysiące ludzi, niektórzy komentatorzy, także w Polsce, jeszcze powtarzali opinie rosyjskiej agencji TASS o nielicznych protestach, a inni pisali o tym, że nie ma z protestów zdjęć. Nie mieli zapewne świadomości, że żyją w swoich bańkach informacyjnych i po prostu rozlewającego się protestu nie widzą, bo nie jest on relacjonowany w mediach, które sami obserwują. Faktycznie mniej informacji było na Facebooku, a konstrukcja tego medium nie pozwala na tak szybkie informowanie i masowe docieranie do odbiorców – bo to przecież Facebook decyduje co i komu pokaże. Na Białorusi nie jest szczególnie tez popularny Twitter. Natomiast w Telegramie widzimy wszystkie informacje na bieżąco, w odstępach sekundowych. Popularnym medium społecznościowym stał się też Instagram, który dla wielu w Polsce kojarzy się tylko z zamieszczeniem ładnych zdjęć celebrytów. Na Białorusi jest jednak kolejnym narzędziem w walce z Łukaszenką i pokazuje prawdę o wydarzeniach.

 

Jak widać po ostatnich dniach media społecznościowe są skuteczne, mogą być częścią obszaru wolności słowa, chociaż są dalekie od klasycznego rozumienia dziennikarstwa i wywołują też wiele pytań dotyczących jego kształtu, ale też podatności na manipulację i wpływy. Trudno chociażby nie zwrócić przy tej okazji uwagi na kwestie, kto jest ich twórcą, właścicielem i kto ustanawia zasady ich funkcjonowania, kto w nich chroni naszą prywatność. W krytycznych momentach te kwestie zawsze schodzą na dalszy plan: dziś niewątpliwie można docenić fakt, że reżim Łukaszenki nie wygrał wojny informacyjnej prowadzonej wobec własnego społeczeństwa. Nie pomogły represje wobec dziennikarzy, nie pomogło czasowe wyłączenie internetu. Zapewne Białorusini wiedzą dziś o wiele więcej o swoim kraju i systemie, niż jeszcze kilka lat wcześniej.

 

Paweł Bobołowicz

 

Źródła: bielsattv, Białoruskie Stowarzyszenie Dziennikarzy

Witold Dobrowolski jest już na wolności

Polski dziennikarz Witold Dobrowolski zatrzymany kilka dni temu w Minsku przez białoruskie służby, został dziś wieczorem zwolniony z aresztu w Żodzinie. Jest już na wolności!!!

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich będzie w dalszym ciagu zabiegać o uwolnienie wszystkich dziennikarzy przebywających w aresztach, w szczególności o dziennikarzy współpracujących z nadającą z Polski białoruskojęzyczną telewizją Biełsat.

Zdjęcie: Witold Dobrowolski, FB

SDP domaga się uwolnienia polskiego dziennikarza zatrzymanego na Białorusi

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich żąda natychmiastowego uwolnienia Witolda Dobrowolskiego, polskiego dziennikarza – freelancera, który został zatrzymany w Mińsku.

 

Witold Dobrowolski jest członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, laureatem Grand Press Photo 2020 za fotoreportaż z protestów w Hongkongu.

 

O prawdopodobnym zatrzymaniu naszego dziennikarza dowiedzieliśmy się we wtorek 11 sierpnia 2020. Od tego czasu, pomimo wielokrotnych prób, nie udało nam się z nim skontaktować.

 

Dziennikarze, ze względu na widoczne oznaczenia prasowe, aparat fotograficzny, mikrofon, czy kamerę, są łatwym celem dla służb, które w coraz bardziej brutalny sposób dokonują zatrzymań na białoruskich ulicach. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich protestuje przeciwko takim działaniom i przypomina, że zgodnie z międzynarodowymi standardami, służby mają obowiązek powstrzymania się od stosowania wobec relacjonujących wydarzenia dziennikarzy wszelkich środków przymusu, w tym w szczególności zatrzymania, odmowy dostępu czy usunięcia z miejsca demonstracji.

 

Krzysztof Skowroński, prezes SDP

dr Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDPdyrektor CMWP SDP

Jadwiga Chmielowska, sekretarz ZG SDP

Apel Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich o uwolnienie zatrzymanych dziennikarzy na Białorusi

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich stanowczo protestuje przeciwko aresztowaniom i aktom przemocy  wobec dziennikarzy relacjonujących powyborcze protesty na Białorusi i apeluje do białoruskich władz o natychmiastowe i bezwarunkowe uwolnienie wszystkich dotychczas zatrzymanych dziennikarzy.

 

Od dnia wyborów prezydenckich, to jest od 9 sierpnia 2020, na Białorusi zatrzymanych zostało co najmniej 22 dziennikarzy. Część z nich w dalszym ciągu przebywa w aresztach, a niektórzy zostali zwolnieni i skazani na zapłatę grzywny. Dziennikarze zostali zatrzymani i ukarani za wykonywanie swoich obowiązków zawodowych i służbowych, co jest absolutnie niedopuszczalne i sprzeczne z prawem.

 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich przypomina, że zadaniem dziennikarzy jest przekazywanie informacji. W tym celu dziennikarze muszą mieć możliwość relacjonowania wydarzeń i przebywania w miejscach, w których te wydarzenia się rozgrywają, zbieraniu tam informacji, zdjęć i nagrań. Dziennikarze mają taki obowiązek i mają do tego prawo, jest to działanie legalne, uczciwe i zgodne z etyką zawodową, której zasady zebrane są w Karcie Etyki Dziennikarskiej przyjętej przez Międzynarodową Federację Dziennikarską.

 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wzywa władze białoruskie do natychmiastowego uwolnienia wszystkich zatrzymanych dziennikarzy, zaniechania przemocy wobec dziennikarzy i do przestrzegania zasady wolności prasy gwarantowanej przez międzynarodowe konwencje.

 

W imieniu SDP

 

Krzysztof Skowroński, prezes SDP

dr Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP, dyrektor CMWP SDP

Jadwiga Chmielowska, sekretarz ZG SDP

 

 

Białoruś – aresztowania dziennikarzy, blokowanie niezależnych mediów

Masowe protesty na Białorusi – reakcja na sfałszowane wyniki wyborów prezydenckich – są brutalnie tłumione przez reżim Łukaszenki. Celem bezprawnego działania służb są również dziennikarze i niezależne media, w tym dziennikarze polscy oraz dziennikarze białoruscy współpracujący z polskimi mediami.

 

Od 9 sierpnia zatrzymanych zostało co najmniej 22 dziennikarzy białoruskich, w tym Jahor Marcinowicz – redaktor naczelny niezależnego pisma „Nasza Niwa”, a także wielu dziennikarzy Biełsatu (stacja telewizyjna nadająca z Warszawy) – kilku z nich zwolniono z aresztu po kilku godzinach, niektórych skazano na grzywny lub kilka dni aresztu, nie ma natomiast żadnych informacji o losie dziennikarza śledczego Stasa Ivashkevicha (wczoraj obchodził 37. urodziny).

 

Funkcjonariusze zatrzymują również dziennikarzy zagranicznych – od kilku godzin nie mamy kontaktu z Witoldem Dobrowolskim, członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, laureatem Grand Press Photo 2020 za fotoreportaż z protestów w Hong Kongu. Wczoraj kontakt ze swoim korespondentem w Mińsku stracił niezależny portal Meduza (rosyjski portal, którego redakcja znajduje się na Łotwie) – Maksim Solopov został najprawdopodobniej pobity i zatrzymany. Wcześniej brutalnie zatrzymano, a następnie wydalono z Białorusi dwóch dziennikarzy i operatora rosyjskiej niezależnej telewizji TV Rain.

 

Zablokowany został dostęp do niezależnych mediów, między innymi do największego niezależnego portalu TUT.by oraz do naviny.by – portalu agencji informacyjnej BiełaPAN. Redakcje robią wszystko, aby umożliwić odbiorcom dostęp do informacji, uruchomiły alternatywne adresy internetowe (np. https://www.tutby.news/, http://news.tutby.online/). Telewizja Biełsat wciąż nadaje – reżim Łukaszenki nie jest w stanie zablokować sygnału, gdyż ten nadawany jest drogą satelitarną.

 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Białoruskich (BAJ) monitoruje sytuację związaną z zatrzymaniami dziennikarzy i incydentami, które rzutują na ich pracę na Białorusi. Informacja zamieszczona na stronie internetowej organizacji (baj.by) jest stale aktualizowana. BAJ podaje też numery kont, na które można wpłacać pieniądze na grzywny zasądzane zwalnianym z aresztu dziennikarzom.

 

W czasie przygotowywania tego materiału na profilu Stasa Ivashkevicha na FB pojawiła się informacja, że dziennikarz przebywa w areszcie i dziś ma być sądzony w Mińsku.

 

Zdjęcie: Wadzim Zamirouski/tut.by_Jednostki specjalne przed stacją metra w Mińsku w nocy z 10 na 11 sierpnia 2020 r. 

Dziennikarz Biełsatu w areszcie

W Mińsku podczas protestów zaginął dziennikarz Telewizji Biełsat Stanisław Iwaszkiewicz. Redakcja nie miała z nim kontaktu przez trzy dni.

 

 

Wicedyrektor Telewizji Biełsat Aleksy Dzikawicki, w wypowiedzi dla Polsat News wyrażał obawy, że dziennikarz został zatrzymany pod pretekstem protestów w ramach zemsty. We wtorek popołudniu polsatnews.pl pojnformował, że dziennikarz przebywa w mińskim areszcie i czeka na proces.

 

Stanisław Iwaszkiewicz w swoim ostatnim materiale opisał związki Łukaszenki z kobietami, co mogło „rozjuszyć władzę”. Swój materiał poświęcił agencji modelek, z której przed laty podobno werbowano kobiety na nieformalne spotkania z Łukaszenką, a także konkurs na „Supermodelkę Białorusi 1996″, którego uczestniczkom kazano chodzić na czworakach po scenie „kręcąc tyłkami, mrucząc i miaucząc”. Twierdzi on, że takie było życzenie Łukaszenki. Dodatkowo dziennikarz wskazał, kto może być matką nieślubnego syna głowy państwa.

 

Źródło:

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2020-08-11/pisal-o-prywatnym-zyciu-lukaszenki-po-trzech-dniach-zostal-odnaleziony/?ref=slider

https://www.polsatnews.pl/wiadomosc/2020-08-11/bielsat-nie-mamy-kontaktu-z-naszym-dziennikarzem-nie-wiemy-gdzie-jest/?ref=slider

Monitor Pluralizmu Mediów 2020

Opublikowany w lipcu raport Monitor Pluralizmu Mediów 2020 potwierdził to, co pokazały poprzednie edycje MPM: zagrożenia dla pluralizmu i wolności mediów występują we wszystkich krajach Unii Europejskiej.

Raport obejmuje lata 2018-2019 (dane dotyczące Wielkiej Brytanii wliczane są do wyniku krajów Unii Europejskiej). Badaniu podlegały cztery obszary: Podstawowa Ochrona, Pluralizm Rynku, Niezależność Polityczna, Inkluzyjność Społeczna. Dla przejrzystości wskaźniki są pogrupowane w kategorie, w których zagrożenie oceniane jest jako Niskie (0 – 33%), Średnie (34-66%) lub Wysokie (67-100%).

 

W obszarze Podstawowej Ochrony, której wskaźnikami są: chronienie wolności słowa, prawa do informacji, ochrona zawodu dziennikarza i standardów dziennikarskich, niezależność i efektywność organów regulacyjnych, dostęp do mediów tradycyjnych i internetowych,  Polska znalazła się wśród 11 krajów o średnim poziomie zagrożenia.

Spośród wskaźników tego obszaru jeden wzbudził olbrzymie zaniepokojenie Europejskiej Federacji Dziennikarskiej. Chodzi o poziom ochrony zawodu dziennikarza i standardów dziennikarskich, który znacząco się pogorszył. Aż w 13 krajach ryzyko dotyczące tego wskaźnika wzrosło i zostało ocenione jako średnie, podczas gdy w raporcie MPM2017 taką ocenę odnotowano zaledwie w 6 krajach. Na wskaźnik ochrony zawodu dziennikarza i standardów dziennikarskich składają się m.in. dostęp do zawodu, warunki pracy, bezpieczeństwo, ochrona źródeł. Polska natomiast w tym wskaźniku wypada bardzo dobrze, należy tu do grupy krajów niskiego ryzyka.

 

Na ocenę w obszarze Pluralizm Rynku składają się takie wskaźniki jak: transparentność własności mediów, koncentracja mediów, rentowność, wpływ właścicielski i komercyjny na linię redakcyjną. W tym obszarze nie ma krajów niskiego ryzyka. Polska wraz z 16 innymi krajami należy do grupy krajów średniego ryzyka. W grupie krajów wysokiego ryzyka znalazło się 13 państw (Albania, Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Finlandia, Łotwa, Malta, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Węgry i Turcja).

 

Niezależność Polityczna to obszar, w którym 7 krajów zebrało bardzo dobre oceny (niskie zagrożenie dla niezależności politycznej mediów), 16 zostało ocenionych jako kraje o średnim zagrożeniu, a 7 jako kraje wysokiego ryzyka. Polska wraz z Bułgarią, Maltą, Rumunią, Słowenią, Węgrami i Turcją trafiła do tej ostatniej grupy. We wszystkich wskaźnikach z tego obszaru tj. politycznej niezależności mediów, autonomii redakcyjnej, relacjonowaniu wyborów przez media, uregulowań dotyczących państwowego wsparcia dla mediów, niezależności zarządzania i stabilności finansowania mediów publicznych, zagrożenie dla mediów w Polsce zostało ocenione jako wysokie lub średnie (2 wskaźniki).

 

W obszarze Inkluzyjności Społecznej, w którym oceniany jest dostęp do mediów dla różnych grup (mniejszości narodowe, społeczności lokalne, niepełnosprawni, kobiety) oraz edukacja medialna większość krajów Unii Europejskiej, w tym Polska, należy do grupy średniego ryzyka. Tylko 3 kraje wypadły tu bardzo dobrze i ocenione zostały jako kraje niskiego ryzyka w tym obszarze – to Francja, Szwecja i Wielka Brytania. Z kolei najgorzej pod tym względem oceniona została Albania, Bułgaria, Cypr, Rumunia i Turcja.

 

MPM2020 zawiera szereg rekomendacji dla każdego z czterech ocenianych w raporcie obszarów. Wśród rekomendacji dotyczących obszaru, który wypadł w skali całej UE najsłabiej, to jest w obszarze Pluralizm Rynku znalazły się:

  • Wzmocnienie transparentności własności mediów przez stosowne regulacje prawne
  • Aktualizacja przepisów dotyczących konkurencyjności – uwzględnienie platform cyfrowych
  • Opodatkowanie wielkich graczy rynkowych ponadnarodowym podatkiem od usług cyfrowych (digital service tax)
  • Poprawa warunków pracy dla dziennikarzy, w tym otoczenia prawnego.

 

Monitor Pluralizmu Mediów (Media Pluralism Monitor – MPM) to finansowany przez Unię Europejską projekt Centrum Monitoringu Pluralizmu i Wolności Mediów (Centre for Media Pluralism and Media Freedom – CMPF) Europejskiego Instytutu Uniwersyteckiego (European University Institute – EUI), który ma służyć wczesnemu rozpoznawaniu zagrożeń dla pluralizmu mediów we wszystkich krajach członkowskich oraz krajach kandydujących. MPM2020 o trzecia edycja projektu wdrożonego w roku 2016, po okresie pilotażu w latach 2014-1015. Raport opracowany został na podstawie ankiet wypełnianych przez naukowców, dziennikarzy i ekspertów z badanych krajów. Za opracowanie dotyczące Polski odpowiada dr hab. Beata Klimkiewicz prof. UJ, Instytut Dziennikarstwa, Mediów i Komunikacji Społecznej.

 

zdjęcie: CMPF, MPM2020