Paryż Fryderyka Chopina i PIOTRA WITTA – prezentacja trzeciego wydania PRZEDPIEKLA SŁAWY pod patronatem SDP

27 listopada br. premiera trzeciego, poprawionego wydania głośnej książki Piotra Witta Przedpiekle sławy. Chopin i jego Paryż – przełomowej monografii odsłaniającej pierwsze, wciąż słabo znane miesiące życia Fryderyka Chopina w Paryżu.

Publikację patronatem honoworym objęło Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich

 

Piotr Witt, historyk i publicysta sięgając do licznych, niewykorzystywanych wcześniej archiwaliów i źródeł, rozprawił się z mitami narosłymi wokół losów młodego kompozytora w Paryżu. Autor dokonał odkrycia, które zmieniło dotychczasowe ustalenia dotyczące miejsca i daty pierwszego sukcesu Chopina – momentu, który otworzył mu drogę do międzynarodowej sławy. Jednocześnie autor osadził życie pianisty w licznych kulturowych kontekstach codzienności Paryża lat 30. XIX wieku.

Piotr Witt kreśli żywy obraz miasta, w którym nieznany jeszcze pianista – zmagający się z biedą i anonimowością – przeobraża się w jednego z najbardziej cenionych twórców epoki. Przedpiekle sławy to lektura obowiązkowa nie tylko dla miłośników muzyki, ale także dla wszystkich zainteresowanych historią, kulturą i literacko odmalowanym życiem codziennym dawnego Paryża.

Premiera trzeciego wydania odbędzie się podczas Targów Książki Historycznej w Warszawie, w czwartek 27 listopada o godzinie 16.00 w Sali Forum. Publikacja to kolejne przedsięwzięcie Wydawnictwa Księży Młyn.

Wstęp na spotkanie jest darmowy.

 

***

 

Piotr Witt

Przedpiekle sławy

Chopin i jego Paryż

 

Błyskotliwy sukces dzieli życie Chopina we Francji na dwa odmienne okresy.

Późniejszy znamy dobrze. Od kiedy stał się bogaty i sławny, jego występy publiczne były zapowiadane na afiszach, relacjonowane i komentowane przez prasę; każdy gest, każde słowo odnotowane przez uczniów, pamiętnikarzy, diarystów.

W odróżnieniu od lat powodzenia i sławy, pierwsze paryskie miesiące geniusza pozostają nieznane. Co robił, gdzie mieszkał, jak żył? Zamiast faktów – kilka legend notorycznie fałszywych.

Biedni nie mają historii. A przecież okres przed triumfem zasługuje na lepsze poznanie: te miesiące zmieniły go jako człowieka i kompozytora. Nieznany nikomu ubogi student przedzierzgnął się w bożyszcze paryskich salonów, w jednego z najzamożniejszych Polaków we Francji. Nieudany kandydat na pianistę koncertowego w najdroższego profesora fortepianu; kompozytor utworów przeznaczonych do wykonania w wielkich salach w autora małych form muzycznych – genialnych etiud, preludiów, nokturnów, które zapewniły mu nieśmiertelność.

***

Piotr Witt jest ublicystą, historykiem, eseistą; w latach 1970. był redaktorem działu sztuki dawnej w wydawanym w Warszawie czasopiśmie artystycznym „Sztuka”. Po likwidacji tego periodyku zamieszkał w Paryżu. Był komentatorem politycznym w redakcji polskiej Radia Wolna Europa – do czasu zamknięcia rozgłośni wygłosił około trzech tysięcy komentarzy radiowych. Obecnie współpracuje z radiem WNET.

Piotr Witt zdj. Radio Wnet

Jest m.in. autorem monografii Vierge de Częstochowa, en tant q’une idée politique (Université de Lille, 1989), Hôtel de Monaco – Ambassade de Pologne (Flammarion, Paryż 2005), Przedpiekle sławy. Rzecz o Chopinie (Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Warszawa 2010, wyd. drugie, poprawione, z przedmową Rafała Blechacza, Wydawnictwo DiG, Warszawa 2015).

Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi RP przez prezydenta Andrzeja Dudę.

 

(materiały wydawcy; nota biograficzna Związek Pisarzy Polskiech na Obczyźnie; zdj. Radio Wnet)

 

 

 

 

 

 

 

PREZES SDP na spotkaniu z MŁODZIEŻĄ w Bydgoszczy

„A nadzieja zawieźć nie może. Gdzie młody człowiek może szukać drogowskazów w niestabilnym świecie” – to tytuł debaty, jaką odbyła się w Bydgoszczy w ramach organizowanego już po raz 44. Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej.  Na zaproszenie organizatorów w dyskusji wzięła udział Jolanta Hajdasz, prezes SDP i dyrektor CMWP SDP. W spotkaniu uczestniczył także biskup Krzysztof Włodarczyk. 

Jako motto tegorocznych obchodów 44 TKCH przyjęto przesłanie św. Jana Pawła II „abyśmy byli zdolni do odważnego składania świadectwa wiary” skierowane przez Niego do młodzieży w homilii wygłoszonej w dniu 2.06.1997 roku w Gorzowie Wlkp. Dramatem współczesnej kultury jest brak życia duchowego – przypominają słowa Jana Pawła II organizatorzy TKCH odbywajacwgo się raz do roku od lat 44 .  Dzisiaj, kiedy jesteśmy świadkami próby dekonstrukcji kultury przez środowiska liberalne i lewicujące, wybieramy tą myśl, jako motto tegorocznego Tygodnia, mając w pamięci również wypowiedź św. Papieża w UNESCO, że człowiek żyje prawdziwie ludzkim życiem dzięki kulturze – przypominał Aleksander Grzybek, główny organizator spotkań.  Od lat Misją Tygodni Kultury Chrześcijańskiej jest ukazanie w tej perspektywie chrześcijaństwa, jako źródła, z którego czerpie inspirację cywilizacja życia i miłości. Polska odgrywa w tym procesie szczególną rolę, a wkład św. Jana Pawła II nie ma sobie równych. Trzeba o tym nieustannie przypominać, zwłaszcza dzisiaj, kiedy tak wielu usiłuje zniszczyć to, co dobre, prawdziwe i piękne – mówi Aleksander Grzybek.

W tym roku specjalną ofertą dla młodzieży  było spotkanie z ks. biskupem dr. Krzysztofem Włodarczykiem oraz z dr Jolantą Hajdasz, prezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich poświęcone refleksji nad wyzwaniami, jakie stawia współczesność. Odbyło się 12 listopada w Pałacu Młodzieży w Bydgoszczy.  Sala była wypełniona uczniami i nauczycielami.Wobec zagrożeń postmodernistycznej kultury nie można pozostawać biernym, dlatego tak ważne jest ostrzeżenie zawarte w tytule debaty: „…a nadzieja zawieść nie może. Gdzie młody człowiek może szukać drogowskazów w niestabilnym świecie”. Konfrontacja postaw, świadomość powołania i jego wyboru, siła argumentów za czy przeciwko chrześcijańskim wartościom – to motyw przewodni tej debaty.

Jak zawsze w Tygodniu Kultury Chrześcijańskiej nie zabraknie odniesienia do ważnych rocznic, a zwłaszcza do 107. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę. 11 listopada będziemy modlić się o pomyślność i bezpieczeństwo naszej Ojczyzny podczas Mszy św. celebrowanej przez Ordynariusza Diecezji Bydgoskiej. Zapraszamy do udziału w tych wydarzeniach. Niech nasza obecność będzie świadectwem wyboru, a zarazem obrony wartości, dla których nie ma bardziej życzliwych wobec człowieka alternatyw. 3 listopada (poniedziałek) „Msza św. Requiem w rycie trydenckim. Słowo o istocie i znaczeniu tradycji w Kościele na przykładzie Mszy Św. Requiem”. Muzyka organowa w wykonaniu Michała Kołodzieja. Fragmenty utworów towarzyszących liturgii – godz. 19.00, par. Najświętszego Serca Pana Jezusa, pl. Piastowski 8 listopada (sobota) Inauguracja XLIV Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej Msza św. pod przewodnictwem JE Ks. dr. Krzysztofa Włodarczyka. Koncert artystów: prof. Renaty Marzec – wiolonczela i prof. Radosława Marca – organy. Wręczenie statuetek „Za twórczy wkład w kulturę chrześcijańską – 2025” – godz. 18.00, Katedra Bydgoska 10 listopada (poniedziałek) Wigilia Święta Niepodległości: koncert piosenki okresu międzywojennego w wykonaniu Justyny Gęsickiej i Krzysztofa Zimnego. Prelekcja historyczna – godz. 17.00, Kujawsko Pomorskie Centrum Kultury w Bydgoszczy, pl. Kościeleckich 6 „Królestwo Niepodległej”. Uroczyste nabożeństwo i capstrzyk z udziałem harcerzy i żołnierzy dla uczczenia Święta Niepodległości w roku jubileuszu 1000-lecia koronacji Bolesława Chrobrego, pierwszego króla Polski. Koncert pieśni patriotycznych w wykonaniu żołnierzy i harcerzy ZHR. Oprawa muzyczna Marcin Wątorski. Capstrzyk – prezentacja dawnych formacji i przemarsz w ordynku – godz. 19.30, Parafia Wojskowa MB Królowej Pokoju, ul. Bernardyńska 2 11 listopada (wtorek) 107. rocznica odzyskania niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej

Podczas areopagu zaprezentowano sondę uliczna z głównym pytaniem – czym jest dla ciebie nadzieja. Bardzo mi się podobała odpowiedź jednego z młodych ludzi, który powiedział, że życie bez nadziei  nie miałoby zakończenia. I jakoś mnie to mocno przekonało, że bez nadziei bylibyśmy „urwani” w połowie zdania. Umieramy i… tyle. Bóg daje nam to zakończenie, którym jest wieczność – powiedział ks. Łukasz Krzewiński, który moderował całe spotkanie. – Warto odwołać się do Sokratesa, który widział w młodzieży nadzieję, jak i  do myśli św. Jana Pawła II oraz papieża Franciszka. Oni wciąż powtarzali, że młodzież jest przyszłością i nadzieją – dodał ks. Łukasz Krzewiński, wspominając Rok Święty, ukierunkowany na nadzieję.

W dyskusji wzięła udział dr Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, która powiedziała, że nie wyobraża sobie życia bez nadziei. – Nadzieja jest dla każdego z nas bardzo ważnym elementem codzienności. Nawet jeśli na co dzień sobie tego nie uświadamiamy. Jak człowieka spotykają jakieś nieszczęścia, a przecież i z nich składa się codzienność – na przykład, jak ktoś traci pracę, ktoś bliski odchodzi, a przeżyłam śmierć ojca mając cztery lata – nadzieja daje siłę. To jest coś pierwszego, na czym po jakimś trudnym momencie, można zacząć budować – dodała. Doktor Jolanta Hajdasz zachęciła młodych, by codzienność budowali na Bogu. – W moim przypadku, czego nigdy nie ukrywam, swoje życie opieram na wartościach chrześcijańskich, Dekalogu. Na takiej zwykłej, codziennej wierze, bo wyrosłam w domu katolickim. Wiara zawsze pozwalała mieć nadzieję – powiedziała.W rozmowie z ks. Łukaszem Krzewińskim oraz dr Jolantą Hajdasz uczestniczył także Maciej Malicki. Uczeń bydgoskiego Technikum Kolejowego, ceremoniarz, słuchacz studium organistowskiego, dał za przykład św. Augustyna i jego definicję nadziei, odwołując się również do takich zagadnień, jak gniew czy odwaga. – Te spotkania są po to, by w młodych ludziach rozwijać wiarę. Tym razem poznajemy nadzieję z perspektywy ludzi doświadczonych, ale i moich rówieśników, którzy są do tego, tak jak ja, zaproszeni. Rówieśników, którzy opowiadają o nadziei w sposób przystępny, zrozumiały. Ja bardzo często szukam tej nadziei w Panu Bogu i właśnie w Nim ją odnajduję – podsumował Maciej Malicki.

Pełny program 44 TKCH – PROGRAM-TKCH-W-BYDGOSZCZY-2025 (1)

opracowanie na podstawie relacji na  diecezja.bydgoszcz.pl (https://diecezja.bydgoszcz.pl/2025/11/13/areopag-mlodych-o-nadziei/) ; autor; M. Jarzembowski

PATRIOTYZM LOKALNY nie ma ceny, tak jak DZIENNIKARSTWO

Całe szczęście mamy w SDP wiele osób, które chcą mówić nie tylko o sprawach dotyczących wyłącznie całego środowiska. I to w kontekście, niestety, ostatnich dwóch lat od kiedy trwa bitwa o wolność mediów. Jeden z aktywniejszych oddziałów w SDP, Warmińsko-Mazurski, zorganizował konferencję, która może być drogowskazem na drodze dziennikarskiej. Na tym znaku byłoby napisane: „Nie ma dziennikarstwa ogólnopolskiego i lokalnego, jest tylko dziennikarstwo dobre lub złe”.

Wolność, którą mierzymy często wielkimi słowami i pochwałami oraz, co naturalne, krytyką, wymaga także punktu odniesienia. Takim skromnym nadal elementem krajobrazu medialnego są w Polsce lokalne gazety, rozgłośnie, telewizje i portale. „Lokalność, lokalność, lokalność – powiedział stary Żyd wracając z poczty” – ten przedwojenny dowcip pomaga zrozumieć fakt, który od 1989 roku przytłacza: po komunizmie musimy odbudować media lokalne. To aktualne i bardzo pilne.

Naukowcy i dziennikarze

Nie ma mediów ogólnonarodowych bez ich wpływu na regiony. I odwrotnie. Nie ma prowincji. Są tylko źle zadokumentowane dziennikarsko województwa. To, że coraz mniejsza liczba informacji, nie mających pierwiastka sensacji, przybija się do centralnych – jak mawiają naukowcy – „środków masowego przekazu”, to nasza wina. Nigdy niedarowana wina dziennikarzy. Wszystkich.

Konferencja naukowa poświęcona dziennikarstwie na Warmii, w Misyjnym Seminarium Duchownym Księży Werbistów w Pieniężnie, miała szereg zalet i jedną wadę. Tytuł: „Od prasy drukowanej do nowych mediów. Dziedzictwo Seweryna Pieniężnego w kontekście rozwoju mediów lokalnych i regionalnych”. Typowo naukowy nagłówek mądrej pracy. Może doktorskiej. Może habilitacyjnej.

Ale, nie dyskutuje się z tabliczką mnożenia. Dziennikarze praktycy, od lat pracujący np. w Warszawie, Wrocławie, Olsztynie, Pieniężnie, Płocku, Koluszkach, nie muszą a mogą kierować się w swojej żmudnej robocie mocnymi inspiracjami z rozmaitych uczelni.

Chwała bohaterom

Szacunek do lokalnego bohatera, w przypadku oddziału WM SDP dziennikarza Seweryna Pieniężnego juniora – walczącego o Polskę z germanizacją tych terenów, patrona środowiska medialnego – nie kłóci się z podejściem naukowym. Istotny jest złoty środek. Może kiedyś go znajdziemy.

Chwała organizatorom, że w seminarium Werbistów znaleźli dobre miejsce do dyskusji (podziękowania dla duchownych i ojca rektora). Chwała, że Koleżanki i Koledzy nie zasklepili się tylko w „lokalności”. Chwała naukowcom z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, często jednocześnie członkom oddziału SDP i samym organizatorom za to, spróbowali połączyć ogień i wodę.

W pięknej okolicy, w godnych murach klasztornego kompleksu nadarzyła się okazja do dyskusji. Typowo środowiskowej, ale mającej swój wpływ na odbiorców. I media i studentów. Na samych wykładowców i dziennikarzy też.

Felieton w felietonie

Chcąc odejść od typowej „relacji z…” lub „akademii ku pamięci”, które to sposoby słusznie odchodzą w niepamięć, ale nadal, niestety, straszą tu i ówdzie, wybrałem formę felietonu w feletonie. I chociaż o mediach nie należy pisać w krótkich tekstach, spróbuję:

 

„Dziękuję panu prof. dr hab. Andrzejowi Staniszewskiemu, Sercu naukowemu seminarium, , że zgodził się na dyskusję pod koniec konferencji oraz za to, że jego wprowadzenie było naukowe, a nie ściśle naukowe.

Dziękuję dr Magdalenie Żmijkowskiej za odmalowanie wizerunku Seweryna Pieniężnego w prasie olsztyńskiej w latach 1945–1989.

Dziękuję dr Martynie Seroce, że opowiedziała o procesach sądowych Seweryna Pieniężnego tak jak o sensacyjnych rozprawach ostatnich lat a jednocześnie nie straciła ducha epoki przyprawiwszy go odrobiną humoru i ironii. Wykład Martyny był jednym z ważniejszych punktów tego seminarium.

Dziękuję dr Marcie Archackiej, prof. dr hab. Urszuli Doliwie, krajankom z regionu łódzkiego, jak się okazało, za to, że nie wywiozły mnie za karę w niezmierzone knieje warmińskich lasów, a wszystkim dziękuję za to, że wysłuchali moich krytycznych uwag o dziennikarstwie, chociaż byłem tylko gościem a nie prelegentem.

Dziękuję red. Markowi Lewińskiemu, że próbował mi przedstawić, coś czego dotychczas nie zrozumiałem. I nie chodzi o język prezentacji. Chodzi o to, że próbował Lewiński zrozumieć starego dziennikarskiego repa. A może nie próbował.

Dziękuję wszystkim, że im się chciało – szczególnie Grzegorzowi, Justynie i Martynie oraz Mateuszowi za to, że jednak nie padłem ofiarą naukowców za zbyt otwartą krytykę (to żart, ale…).”

Zamiast końca

Wybaczcie, wszystkich nie wymieniłem, bo mamy na portalu sdp.pl za mało miejsca, ale wszystkich bardzo serdecznie pozdrawiam.

 

Szczególnie pana, który podczas dyskujsji skierował pewną uwagę pod moim adresem: „Dobrze, że pana zwolniono dyscyplinarnie z Polskiej Agencji Prasowej”.

Dziękuję za tą głęboką myśl i podkreślam, że zgadzam się z panem.

Też się cieszę. że wyrzucono mnie z PAP. Moi prawnicy pracują nad tym, aby – niestety niewinni niczemu podatnicy – zapłacili za ten skandal. Bo nie chcę pracować w mediach przejętych przez rząd. Nie chcę też być, miłośnikiem „zmian” medialno-politycznych. Ja je nazywał medialnym zamachem stanu.

Może, gdyby nie bezprawne przejęciem mediów publicznych z grudnia 2023 roku, niektórych ludzi nie byłoby w życiu politycznym i w mediach. Bo, wówczas gdyby – podkreślam –  nie doszło do nielegalnych „zmian” w „środkach masowego przekazu”, nadal mogliby kultywować swoje ulubione kontakty…

 

Hubert Bekrycht

 

***                                                 ***                                       ***

Seweryn Pieniężny (1905–1940) był redaktorem, wydawcą i dziennikarzem, synem Seweryna Pieniężnego seniora – założyciela Gazety Olsztyńskiej, najważniejszego polskiego dziennika na Warmii. Po śmierci ojca przejął kierowanie redakcją, kontynuując jej misję podtrzymywania polskiej tożsamości narodowej w niemieckim wówczas Olsztynie.

Pod jego redakcją Gazeta Olsztyńska stała się nie tylko medium informacyjnym, ale również forum kulturalnym i edukacyjnym, wspierającym rozwój oświaty i działalność społeczną Polaków w Prusach Wschodnich. Pieniężny angażował się w działalność Związku Polaków w Niemczech i był gorącym orędownikiem utrwalania polskiego języka i kultury na Warmii.

Po wybuchu II wojny światowej został aresztowany. W 1940 roku został rozstrzelany w obozie koncentracyjnym w Hohenbruch. Jego ofiara symbolizuje wierność ideałom wolności słowa i niezależności prasy.

Dziś Seweryn Pieniężny junior pozostaje patronem Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, a jego imieniem nazwano Konkurs Dziennikarski im. Seweryna Pieniężnego, promujący najlepsze materiały prasowe, radiowe i telewizyjne z regionu Warmii i Mazur.

 

JOLANTA HAJDASZ: My i oni – 11 listopada w mediach i nie tylko

Jeszcze w uszach słyszymy huk salw armatnich na Placu Józefa Piłsudskiego w Warszawie, gdy zamykamy oczy, pewnie jeszcze widzimy morze biało czerwonych flag i czytamy coraz to nowe komentarze i podsumowania. 11 listopada, Święto Niepodległości, dopiero co się skończyło, więc tak naprawdę teraz przychodzi czas refleksji, co nam mówią o sobie i o naszym kraju tegoroczne obchody 107 rocznicy odzyskania naszej państwowości. Uczestniczyło w nich wielu dziennikarzy, w tym SDP na oficjalne zaproszenie Prezydenta.

Największa część z nas była tego dnia oczywiście w pracy, bo to nasze medialne zwierzę jest głodne przez 24h/dobę, 7 dni w tygodniu i stale domaga się nowej karmy, a takiego dnia jak ważna, historyczna rocznica zapotrzebowanie na zdjęcia, teksty, filmiki, rolki i clipy jest spore, więc każda para rąk w pracy się przyda.

My i oni, ci w likwidacji

Część  koleżanek i kolegów skorzystało także z imiennych zaproszeń Prezydenta Karola Nawrockiego do udziału w częściach oficjalnych i wieczornym przyjęciu w Pałacu Prezydenckim przy Krakowskim Przedmieściu. Choć czasy trudne i pogmatwane, mamy co świętować i z czego się cieszyć, jako Polacy i jako dziennikarze. Ale medialne relacje z tego samego, czyli z Marszu Niepodległości po raz kolejny dobitnie pokazują czym się różnimy. My i oni, ci w likwidacji. Trafnie opisał to na swoim profilu na Facebooku Mariusz Pilis. Opublikował  zdjęcie dwóch ekranów telewizorów – w Polsce24 i TVP Info w likwidacji i to by mogło wystarczyć.  Na pierwszym ekranie morze flag i las głów , na drugim, a jakże, dyrektor stołecznego centrum bezpieczeństwa i kilka osób maszerujących nie wiadomo po co i z czym. Taki polski pluralizm w praktyce.

 

 

Na Onecie dzień po 11.11 można przeczytać głównie to,  „policjanci pokazali co próbowali wnieść na Marsz jego uczestnicy” i że zatrzymali 41 osób, w tym 26 za posiadanie narkotyków, 10 poszukiwanych, a trzy za udział w bójce”. No, naprawdę mega osiągnięcie na blisko 300 tysięcy uczestników chciałoby się dodać.

GW na tropie…

Wyborcza zajmuje się głównie banerem Młodzieży Wszechpolskiej, który kpił z posiadania „psiecka” i „kotka zamiast dziecka” , a TVP Info w likwidacji następnego dnia po Marszu chyba nie zajmuje się tym tematem wcale, ciekawszy jest i łatwiej jest znaleźć informacje o Toy Story 5 i o starciach na granicy Kambodży i Tajlandii. Na szczęście widzowie i internauci wybierają po swojemu.

W efekcie takiego „dziennikarstwa” 11 listopada TV Republika była najchętniej oglądaną stacją telewizyjną w Polsce i osiągnęła najwyższy udział w rynku na poziomie 7,56 procent, a jej materiały w internecie obejrzano łącznie 3,9 miliona razy.

Wygrały media konserwatywne

W Republice sama transmisja na żywo z przebiegu Święta Niepodległości była najchętniej oglądaną relacją wśród kanałów informacyjnych w Polsce. Gratulacje należą się także telewizji wPolsce24, która wśród stacji informacyjnych była tego dnia numerem 3 (po TV Republika i TVN24), wyprzedziła TVP Info w likwidacji. Co z tego, że ta stacja ma 16 ośrodków regionalnych , w którym pracuje każdego dnia kilka ekip reporterskich, co z tego że „na placu” czyli w siedzibie programów informacyjnych na Placu Powstańców Warszawy pracuje kilkadziesiąt kamer i ekip montażowych, kilka wozów transmisyjnych i mnóstwo mediaworkerów, co z tego, że podatnik zasysa ich setkami milionów złotych dotacji, a reklamodawca – wpływami z reklam, skoro nawet nie są w stanie nawiązać realnej rywalizacji z tymi, co mają nieporównywalnie mniejsze możliwości techniczne i finansowe. Można się bawić? Można. Za czasów rządów Zjednoczonej Prawicy TVP wykorzystała przyznawane jej przez Sejm pieniądze na hitowe produkcje, na filmy fabularne, dokumenty, transmisje sportowe i programy rozrywkowe, nowość goniła nowość, a co ci w likwidacji robią z pieniędzmi? Gdzie to wszystko im się rozchodzi?

W mojej ocenie w pamięci po tegorocznych obchodach Święta Niepodległości pozostaną nam dwie rzeczy – mocne przemówienie prezydenta Karola Nawrockiego i Marsz Niepodległości w Warszawie.

Prezydent i Marsz

Przemówienie było pełne ważnych i ważkich treści, nie było w nim grafomanii ani pustosłowia, które niestety regularnie słyszymy z ust polityków rządzącej koalicji. Patrząc na ponad tysiąc lat polskiej historii i wielkie dzieło ojców polskiej niepodległości, pytam więc, gdzie jest nasze jestestwo, nasze wartości chrześcijańskie, które budowały fundamenty Rzeczpospolitej i czemu musimy być świadkami i odpierać presję protezy wartości chrześcijańskich,jaką mają być obce nam ideologie w polskich szkołach i polskim systemie edukacji – pytał retorycznie prezydent, a odpowiadały mu gromkie brawa.

Były to pierwsze obchody święta niepodległości z Karolem Nawrockim, więc tym większe jest zainteresowanie tym jak i co powiedział, jak się zachował i z kim świętował. Po jego przemówieniu widać, że będzie upominał się o sprawy najważniejsze i że najbardziej istotne dla każdego Polaka. Nie da się przy tym uniknąć porównania z obecnym premierem, który przy prezydencie jest miałki, a jego przekaz prymitywny, pełen sarkazmu, szyderstwa i prowokacji.  Trudno z tym polemizować, szczególnie w sytuacji, gdy media mainstremowe dbają o to, by żaden wpis, żadna wypowiedź nie pozostała bez echa. Karol Nawrocki na szczęście dla naszej debaty publicznej nie idzie tą drogą, przeciwnie jest merytoryczny i konkretny, ma więc ogromne szanse utrzymać swoje wysokie poparcie.  Oby tak dalej.

Na tegorocznych uroczystościach imponująca była liczba zaproszonych gości, dyplomatów, ambasadorów, działaczy społecznych i dziennikarzy, wielu z nich miało szansę po raz pierwszy być na takich uroczystościach. Wśród tych gości wyjątkowo honorowani byli kombatanci, uczestnicy Powstania Warszawskiego  i ostatni żyjący przedstawiciele niepodległościowego podziemia.

Bohaterowie

Ich obecność sprawia, iż obchody święta 11 listopada są prawdziwym pomostem łączącym pokolenia obecne z tymi co o niepodległą Polskę walczyli przed wiekami, od konfederatów barskich i powstańców Kościuszki, i Powstań Listopadowego i Styczniowego i tych co walczyli podczas I i II wojny światowej i tych którzy ginęli w więzieniach bezpieki i wszystkich zrywów niepodległościowych w czasach komunistycznego PRL-u.  Jak przejmująco brzmi w naszym kraju Apel Poległych, gdy prowadzący wymienia tak wiele pokoleń walczących o to samo o wolną i suwerenną ojczyznę.

Swoistym zero – jedynkowym miernikiem poziomu naszego patriotyzmu stał się Marsz Niepodległości w Warszawie.   Albo jesteś dumny ze swojego kraju i naszej historii i idziesz na Marsz (lub go duchowo wspierasz) albo wspierasz tych, którzy jawnie lub w zakamuflowany sposób gardzą polskością.Marsz dzisiaj utożsamia dumę z bycia Polakiem, przeciwstawia się poniżaniu naszej tradycji i historii.

Radość

Głośne okrzyki, las biało czerwonych flag, głośny śpiew i głośna modlitwa to znak rozpoznawczy tych, którzy mają odwagę twardo bronić Polski i naszych interesów narodowych. Jakże żałosne były w tym roku próby marginalizowania tego Marszu przez rządzących, jak żałosne były działania prezydenta Warszawy i wojewody mazowieckiego, byle tylko utrudnić Polakom udział w Marszu – prezydent Trzaskowski akurat na 11 listopada zamknął przecież Dworzec Centralny PKP ze względu na rzekomo pilny remont, a wojewoda zabronił nie tylko  odpalać, ale nawet mieć przy sobie race świetlne, które przecież są znakiem rozpoznawczym marszu od początku jego istnienia i które praktycznie są niegroźne w użyciu.

Uczestnicy Marszu nie zastosowali się do tego zakazu, race odpalano na nim raz po raz, a mimo to jak podaje policja tegoroczny marsz był najbezpieczniejszy i najspokojniejszy od lat. I wzięła w nim udział rekordowa liczba osób, wg organizatorów było ich około 300 tysięcy, To ogromna liczba. Obrazuje ona całe społeczeństwo, bo w tym marszu idą obok siebie rodzice z dziećmi i ich dziadkowie, kobiety i dziewczyny, dojrzali mężczyźni i młodzi chłopcy.

Nie da się wymazać tego wydarzenia. I bardzo dobrze się stało, że wśród jego uczestników ramię w ramię szedł po raz pierwszy prezydent naszego kraju.  I chyba dobrze, że jak zawsze podczas patriotyczno – religijnych uroczystości Premier Donald Tusk wyjechał tego dnia z Warszawy. Nie potrzebujemy jego hipokryzji, a nawet swoistej schizofrenii, w którą wpadają jego koalicjanci, jak np. wicepremier Władysław Kosiniak Kamysz który przy reprezentantach Wojska Polskiego wygłasza patetyczne przemówienia, jakby zupełnie zapomniał jaki rząd reprezentuje i jakie decyzje ten rząd podejmuje od blisko dwóch lat.

Tegoroczne Święto Niepodległości zapamiętamy na długo. Oby było one zapowiedzią tylko dobrych rzeczy dla nas wszystkich w nadchodzącej przyszłości.

 

Tekst i zdjęcia Jolanta Hajdasz

 

ORDERY ORŁA BIAŁEGO dla dziennikarza ANDRZEJA POCZOBUTA i pisarza WALDEMARA ŁYSIAKA; PRZEMYSŁAW BABIARZ z KRZYŻEM OFICERSKIM OOP 

Prezydent RP Karol Nawrocki wręczył 11 listopada odznaczenia wysokie państwowe wybitnym ludziom kultury, nauki i dziennikarzom. Otrzymali je Waldemar Łysiak, Andrzej Poczobut, Przemysław Babiarz, Konrad Banaszek, Sławosz Uznański-Wiśniewski i Adam Woronowicz.

W komunikacie Kancelarii Prezydenta RP napisano:

ORDEREM ORŁA BIAŁEGO

w uznaniu znamienitych zasług dla kultury polskiej, za wybitne dokonania w działalności literackiej i publicystycznej
WALDEMAR ŁYSIAK
Pisarz, eseista, publicysta, felietonista i znawca epoki napoleońskiej

w uznaniu znamienitych zasług w działalności na rzecz Polaków na Białorusi, w szczególności za walkę o prawa człowieka i niezłomną postawę w konfrontacji z przejawami odradzających się reżimów totalitarnych
ANDRZEJ POCZOBUT
polsko–białoruski dziennikarz, publicysta i bloger związany z Grodnem, Związku Polaków i opozycji na Białorusi, więzień polityczny.
/Order zostanie wręczony w najbliższym możliwym terminie/

KRZYŻEM OFICERSKIM ORDERU ODRODZENIA POLSKI 

za wybitne zasługi dla kultury polskiej, za osiągnięcia w pracy dziennikarskiej, za działalność społeczną
PRZEMYSŁAW BABIARZ
dziennikarz, komentator sportowy, aktor i konferansjer

za wybitne osiągnięcia w działalności naukowo–badawczej, za wkład w rozwój nowych technologii, za popularyzowanie polskiej myśli naukowej na świecie
KONRAD BANASZEK
fizyk, specjalista z zakresu technologii kwantowych, profesor nauk fizycznych, pracownik Centrum Nowych Technologii UW CeNT, członek korespondent PAN.

KRZYŻEM KAWALERSKIM ORDERU ODRODZENIA POLSKI 

za wybitne zasługi dla rozwoju badań kosmicznych, za rozsławianie imienia Polski w świecie
SŁAWOSZ UZNAŃSKI–WIŚNIEWSKI 
inżynier, astronauta Europejskiej Agencji Kosmicznej. Drugi Polak w historii oraz 743. (635. w locie orbitalnym) osoba, która znalazła się w przestrzeni kosmicznej, a także pierwszy Polak, który przebywał na pokładzie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej.

za wybitne zasługi dla kultury polskiej, za osiągnięcia w pracy artystycznej i twórczej
ADAM WORONOWICZ
aktor, w latach 1997–2001 i od 2008 aktor Teatru Rozmaitości w Warszawie (TR Warszawa).

 

***

Andrzej Poczobut – dziennikarz, bloger i działacz mniejszości polskiej na Białorusi. Otwarcie i ostro krytykował promoskiewski reżim Łukaszenki. Znane są jego publikacje na temat historii i praw człowieka. Poczobut był wielokrotnie aresztowany.

Przetrzymywany od 2021 roku, został skazany na osiem lat kolonii karnej. Jego stan zdrowia od tego czasu się pogorszył.

Poczobut jest zdobywcą wielu nagród dziennikarskich i za walkę o prawa człowieka. Andrzej to m.in. laureat Nagrody Wolności Słowa SDP z 2021 roku i – wraz z gruzińską dziennikarską Mzią  Amaglobeli – zdobywca Nagrody im. Sacharowa w 2025 roku.

Przemysław Babiarz – dziennikarz, komentator sportowy, społecznik, aktor. Osobowość telewizyjna, mistrz mowy polskiej. Człowiek, który otwarcie mówi o swoiej wierze w Boga i konserwatywnych poglądach.

opr.hub

*

NIEPODLEGŁOŚĆ – NIE ZDEJMUJMY FLAG PO 11 LISTOPADA

Bardzo często wspominam kilka lat kiedy na moim malutkim balkoniku na łódzkich Bałutach łopotała biało-czerwona. Zdejmowałem polską flagę tylko, aby ją uprać. Potem, po jakimś silnym wietrze, uchwyt do flagi zastąpiły mocne taśmy na „drzewiec”. Poprosiłem administrację o jakieś wskazówki. Dowiedziałem się,  że „w zasadzie” to przez cały rok nasza narodowa flaga nie powinna wisieć… Nic sobie z tego nie robię.

Po 11 listopada ponownie wzmocnię konstrukcję uchwytu na balkonie mojego bloku. Przygotuję się na to, aby biało-czerwona łopatała cały rok. 

Mam apel, swój prywatny, nie zdejmujmy flag po Święcie Niepodległości! Nie dajmy sobie wmówić,  że tak nie można. Tak trzeba!

 

Życzę Państwu, aby niepodległość była w nas, nie tylko w 11 listopada w Święto Odzyskania przez Polskę Niepodległości. Życzę, aby w sercu (i na balkonie, przed domem) zawsze łopotała biało-czerwona flaga!

Życzę, aby Polska miała takie władze, których się nie wstydzimy. Życzę, abyśmy potrafili zawsze ze sobą rozmawiać, niezależnie od poglądów. Życzę godnego życia w zdrowiu. Życzę, aby Polska była bezpieczna i szczęśliwa!

 

 

MICHAŁ KARNOWSKI: Niezapomniane przeżycie. Oddział Mazowiecki SDP w MUZEUM na Rakowieckiej

Gdy późną nocą ponownie przekraczaliśmy bramę więzienia na Rakowieckiej w Warszawie, wszyscy byliśmy poruszeni i w pewnym sensie zmienieni. A przecież każdy z nas wiedział wcześniej o tych sprawach dość dużo…

zdj. Michał Karnowski

Zwiedzanie Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych w Warszawie rozpoczęliśmy od udziału we Mszy Świętej, odprawionej przez księdza Tomasza Trzaskę – kapelana Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL.

zdj. Michał Karnowski

Spotkanie tuż przed Świętem Niepodległości, w miejscu byłej komunistycznej katowni polskich patriotów i masowych rozstrzeliwań w okresie Powstania Warszawskiego, w sali wypełnionej młodzieżą – stworzyły wyjątkową atmosferę. Pomodliliśmy się wspólnie za dusze katowanych i pomordowanych, za ich bliskich.

zdj. Michał Karnowski

Ucieszyły nas ciepłe słowa i wezwanie do pilnowania prawdy skierowane przez księdza Trzaskę wobec Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Przekazujemy je na łamach naszego portalu dalej.

zdj. Michał Karnowski

Naszym przewodnikiem był kolega Jarosław Wróblewski, członek Oddziału Mazowieckiego SDP, pracownik Muzeum, autor wielu książek, redaktor biuletynu „Rakowiecka 37”, którego dwa kolejne numery otrzymaliśmy w prezencie.

zdj. Michał Karnowski

Dziękujemy i polecamy, to świetne pismo, a właściwie za każdym razem książka.

zdj. Michał Karnowski
zdj. Michał Karnowski

 

Zabijemy was i nikt się nie dowie…

Jarek jest człowiekiem wyjątkowym. Opowiada z pasją, niezwykłą znajomością byłego więzienia, życiorysów więzionych ale także i katów.

zdj. Michał Karnowski

Najbardziej poruszająca w jego słowach jest jednak miłość wobec ofiar i ich bliskich, troska o to by Muzeum było miejscem prawdziwej pamięci o bohaterach, pamięci będącej zwycięstwem prawdy nad kłamstwem, miłości nad nienawiścią, dobra nad złem, ofiar nad oprawcami.

zdj. Michał Karnowski

Bo katowani na Rakowieckiej polscy patrioci mieli być także zapomniani. Mieli nie mieć nawet grobów, ich ciała miały być splugawione a rodziny skazane na mękę niepewności i niewiedzy.

zdj. Michał Karnowski

Takie groźby często cytowane są na wystawie. „Zabijemy Was i nikt nigdy się nawet o tym nie dowie”. Dzięki Muzeum zwycięża prawda.

zdj. Michał Karnowski

Porusza, że każdy bliski byłych więźniów, dziś to już wnuki, znajduje tutaj serdeczną troskę, szacunek, zrozumienie. Często także nieznaną prawdę.

zdj. Michał Karnowski

To rodziny, których cierpienie nie kończyło się nawet wraz z uwolnieniem. Traktowane były w komunistycznej Polsce jako obywatele drugiej kategorii, z wilczymi biletami, zakazami wstępu na uczelnie, żyły nadal w strachu, pod obserwacją bezpieki.

Rakowiecka 37

Ogromnie cieszy widoczny rozwój Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych, wielki wysiłek jego budowniczych. Niektóre elementy są już na poziome światowym, jak rekonstrukcja tajnej drukarni, multimedialna wystawa o Solidarności Walczącej, filmy w salce kinowej.

zdj. Michał Karnowski

Choć oczywiście najbardziej poruszają miejsca straceń, prawdopodobny były „mokry karcer”, wspomnienia katowanych. To miejsce ma wielki potencjał i wspaniałą załogę, która jest w stanie uczynić z niego ważny ośrodek przywracania prawdy historycznej i przekazywania jej następnym pokoleniom, opowiadania jej gościom z całego świata.

zdj. Michał Karnowski

To także wyjątkowa placówka badawcza – dziś jej organizatorem jest Instytut Pamięci Narodowej. Uświadomiliśmy sobie jak wiele o zbrodniach komunistycznych i niemieckich jeszcze nie wiemy. Jak wielu bohaterów wciąż nie zostało godnie pochowanych.

zdj. Michał Karnowski

Muzeum na Rakowieckiej 37 wykonuje tę pracę. Nic dziwnego, że ściąga także ataki, że pojawiają się próby skasowania tego wysiłku.

zdj. Michał Karnowski

Stale tam coś się dzieje, koncerty, spotkania, nowe wystawy. Warto śledzić stronę rakowiecka37.pl i uczestniczyć.

 

 

 

Michał Karnowski

prezes Oddziału Mazowieckiego SDP

dziennikarz portalu TAK

 

Tekst: Michał Karnowski

zdj. Michał Karnowski

O manipulacjach TVP w likwidacji pisze HUBERT BEKRYCHT: Medialne ścieki z Woronicza zalewają Polskę, także Pałac Prezydencki

Media publiczne zamiast „czystej wody”  z fantazji Marka Czyża przypominają ściek w myjni autobusowej w poprzednim miejscu pracy dyrektora generalnego TVP Tomasza Syguta. Ścieki medialne spływają szerokim nurtem wlewając się w ławy opozycji i do Pałacu Prezydenckiego, nie oszczędzając jego głównego lokatora.

Nieczystości w TVP jest tyle, co ścieków z oczyszczalni Czajka podległej prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu z KO (PO). Chyba w zemście za przegrane wybory, władze TVP nie zadowalają się zwykłą likwidacją spółki. Chcą więcej – narazić publiczną telewizję na zapomnienie.

Dziennikarstwo TVP w nieczystościach

Jeden z dziennikarzy, przepraszam za wyrażenie głównego nurtu, postanowił zając się na serio kanalizacją. Bo był tylko rzecznikiem stołecznych wodociągów i kanalizacji. Jak to się stało, że Marek Smółko, bo o nim mowa, wcześniej dwie dekady pracujący w poważnych mediach, stracił cały swój dorobek zawodowy? Stracił, bo manipulując zaprzeczył poważnemu podejściu do dziennikarstwa.

Półtora roku temu Smółko znalazł miejsce pracy w TVP w likwidacji. Ale zanim to się stało, jak wspomniałem, podlegał  administracji prezydenta stolicy i tłumaczył mediom jako PR-owiec na czym polega zrzut wody, co to „ścieki zneutralizowane”. Jak mówią znajomi dawnego dziennikarza – nic się nie zmieniło. „Pracował w g..nie i teraz też…” – opowiadają stołeczni reporterzy.

Ataki i manipulacje

Robiąc relacje do propagandówki TVP, czyli programu 19:30 w bezprawnie przejętej dwa lata temu, obecnie prorządowej telewizji „publicznej”, Smółka chyba wiedział, co robi. Chyba?

Wiele już było ataków na prezydenta Karola Nawrockiego w zarządzanych przez kumpli i znajomych premiera Tuska i jego ministrów. Atak na prezydenta z niedzieli 9 listopada był po prostu chamską manipulacją, która nie mieści się w żadnych normach. Ani dziennikarskich, ani politycznych.

Prezenterka 19:30, która prowadziła debatę w TVP finansowaną przez komitet kandydata PO, odczytała ze studia zapowiedź relacji Smółki. Tzw. biała rozpoczynała się od słów: „Gdańska prokuratura ściga bezwzględnych lichwiarzy (…)”. Pierwsze sekundy relacji połączono ze zdjęciami filmowymi wiecu wyborczego Karola Nawrockiego.

Mieszanie na żądanie

Manipulację miał zaostrzyć tekst otwierający relację Smółki o „kłamstwie” prezydenta. Najpierw w sposób skandaliczny pokazano prezydenta i słynną nagłaśnianą przez jego przeciwników historię „kawalerki Nawrockiego”. Sprawę, która zakończyła się w kampanii wyjaśniona przez prezydenta. Sprawę nagłaśnianą i manipulowaną przez prorządowe media, m.in. TVP w likwidacji. Sprawę kawalerki, którą rodzina Nawrockich podarowała organizacji charytatywnej

Dopiero po wątku dotyczącym mieszkania, Smółka powrócił do tematu afery lichwiarskiej. Nie na długo… Wątek prezydenta i kawalerki wracał i mieszał się z tematem ujęcia gangu lichwiarzy. Bez dowodów, przez przesłanek, bez sensu. Telewizja Polska w likwidacji nie wyjaśniła na razie, dlaczego użyto języka manipulacji do ataku na Karola Nawrockiego. Autor też milczał. Zakładam, że i jedni i drudzy odnajdą się po 11 listopada. Na pewno nie pójdą na Marsz Niepodległości, bo tam byliby grzecznie zapytani przez prezydenta Nawrockiego, dlaczego to zrobili. A że członkowie władz TVP w likwidacji to medialni tchórze, nie będą chcieli już nic teraz wyjaśniać. Chyba.

BBC – Bardzo Brudny Czas, a jednak…

Likwidator TVP Daniel Gorgosz i dyrektor Tomasz Sygut, to jednak nie władze BBC. Boże, co to za zdanie… TVP to nie BBC – pisząc to bolą mnie palce, słysząc to boli mnie głowa, mówiąc to… Nie, nie będę wyjaśniał.

Nawet opanowane przez politycznie poprawnych liberałów i lewków władze brytyjskiego koncernu BBC nie są tak bezczelne jak władze TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej. Dlaczego, bo w Wielkiej Brytanii zmieniła się mentalność dziennikarzy, nawet BBC, ale pojęcie honoru ludzi mediów, choć to czysto teoretyczne założenie,  może jeszcze tli. Dlaczego? Bo w Królestwie ludzie szanują BBC, mimo, iż wiele elementów British Information System zszedł dawno na psy i bardziej przypomnia marksistowski kodeks niż zbiór dziennikarskich standardów.

Osoby z zarządu BBC zrezygnowały z funkcji, może pod wpływem nacisków rządowych, ale zrezygnowały. Dlaczego? Bo przyznały (nie przyznając się do winy), że są odpowiedzialne za okrutny błąd, manipulację przemówienia prezydenta USA Donalda Trumpa. Ale dlaczego szefowie BBC zrezygnowali z funkcji, mogli iść „w zaparte”. Mogli kluczyć, udawać… Dlaczego? Bo władze BBC – i znowu podczas pisania o tym wszystko mnie boli – to nie są jednak tolerujący otwarty terroryzm dziennikarski ludzie z TVP w likwidacji.

Władze TVP: płyniemy dalej…

Przecież Gorgosz i – będący całkiem niedawno podwładnym prezydenta Trzaskowskiego, jako szef zakładu autobusowego w stolicy – Sygut, którzy, wg. Watchdog Polska i TVP,  zarabiają razem ponad 110 tysięcy złotych miesięcznie – to nie jest dobry przykład dziennikarstwa w ogóle i dziennikarstwa brytyjskiego w szczególności. Nawet jeśli dziennikarstwo brytyjskie stacza się na lewo.

Czy Marek Smółka i wydawca 19:30 o nazwisku Sienkiewicz przeproszą prezydenta Karola Nawrockiego za łgarstwa i manipulacje? Czy zrobi to Daniel Gorgosz i Tomasz Sygut? Znam odpowiedź, ale napiszę tylko, że nie ma to żadnego znaczenia. Żadnego. Bo jest honor brytyjskich urzędów i jest brak honoru władz polskich mediów publicznych w likwidacji. Bo są zasady, nawet niezbyt tradycyjnie brytyjskie,  i są zalewające życie publiczne w Polsce medialne ścieki… Może i w likwidacji, ale ile to potrwa?

My walczymy z mafią…. z KAMILEM RÓŻALSKIM b. operatorem kamery TVN walczącym m.in. byłą firmą rozmawiała Anna Popek

Anna Popek: Jeden z czołowych operatorów TVN-u. Największe produkcje: Taniec z Gwiazdami, You Can Dance, Na Wspólnej, Dzień Dobry TVN. To te flagowe, wielkie produkcje wychodziły spod ręki mojego gościa Kamila Różalskiego.

Kamil Różalski: To prawda, 23 lata spędziłem w TVN-ie jako operator kamery i operator obrazu przy ramówkowych programach stacji.

AP: Czyli był Pan człowiekiem zaufanym, ulubionym i fachowcem, skoro oddawano takie duże produkcje w Pana ręce.

KR: Zaufanym w kontekście stacji to brzmi źle. Wolałbym jednak inne słowo. Byłem profesjonalistą. Przez pierwsze pięć lat pracowałem w Faktach, nie było produkcji, więc już tam miałem czołową pozycję zawodową. Nawet podczas pielgrzymek Ojca Świętego do Polski byłem jednym z 18 dziennikarzy z całego świata, którzy byli najbliżej Ojca Świętego.

 AP: Co się wydarzyło, że wszedł Pan na ścieżkę wojenną z TVN-em?

KR: Otóż ważną rzeczą budującą kontekst jest to, że w TVN-ie pracowało się ciężko i naprawdę po wiele godzin. Ja byłem trochę wyjęty informacyjnie z tego, co się dzieje wręcz w Polsce, jakby absurdalnie to nie zabrzmiało. Plan na Wspólnej na przykład, to jest przynajmniej 12 godzin plus dojazd z miejsca na miejsce. To powodowało, że tak naprawdę, w domu ja tylko sypiałem. Przy dużych produkcjach bywało, że plan trwał 16 godzin. Mówię o okresie, kiedy już nie miałem etatu, bo kiedy miałem etat, to rzeczywiście na ogół było przestrzegane prawo pracy.

W 2012 roku dyrektor produkcji Jarosław Potasz, pewnie to wypikacie albo nie, ja się nie boję tego mówić, wpadł na genialny pomysł, żeby zlikwidować etaty. Mówiąc kolokwialnie, w dziale realizacji i w dziale produkcji. Ja byłem jedną z osób, które ten etat posiadały od początku stacji. Był to też taki mój warunek przyjścia do TVN-u.

I jako ostatnia osoba byłem zaproszony na rozmowę z dyrektorem Potaszem i z moim bezpośrednim przełożonym Jerzym Kluczewskim, w celu poinformowania mnie na jakich warunkach ma nastąpić rozwiązanie umowy o pracę. Skoro byłem ostatnią osobą, to wiedziałem, jak te rozmowy przebiegają, więc się do tego przygotowałem. Dyrektor powiedział, że umowy mają być rozwiązane za porozumieniem stron, co oznacza, że nie działa ochrona kredytowa, ubezpieczenie kredytów, nie ma odprawy, która każdemu pracownikowi przysługuje i nie ma też zagwarantowanej pracy.

Na moje pytanie, co będzie, jeżeli się nie zgodzę na taką formę rozwiązania umowy i będę oczekiwał zwolnienia mnie z pracy, dowiedziałem się, że nigdzie nie znajdę pracy. Uległem temu szantażowi, bo to był szantaż, a nieliczne wcześniejsze przykłady, które znałem, potwierdzały, że szantaż nie jest bezpodstawny. Do tego od 1 stycznia 2013 roku przez pierwszy tydzień, za karę, pauzowałem. Za karę bo o dzień za późno rozwiązałem moją umowę o pracę.

Zaczęło się „przedszkole”, zaczęły się przepychanki, zaczęło się ograniczanie pracy na grafiku, straszenie, poniżanie, lżenie, że dziesięciu na moje miejsce czeka, że jak mi nie pasuje, to mogę iść do Biedronki na kasę. I w pewnym momencie, nawet nie wiem, kiedy to się stało, moje emocje, moja psychika nie wytrzymała. Trwało to przez lata i miało charakter klasycznego mobbingu.

Byłem na grafiku. Okazywało się następnego dnia, że jednak nie pojadę za dwa dni na zdjęcia. Tak to działało. W efekcie zaczęła się mi pojawiać depresja i oznaki takie pomobbingowe. A ja mimo wszystko cały czas mówiłem o tym, że jest łamane prawo pracy, że jesteśmy ofiarami mobbingu. Przez to za karę byłem spychany do coraz gorszych produkcji. Oni liczyli, że ja odejdę z pracy sam.

A ja konsekwentnie uważałem, że skoro jestem w porządku i prawa nie łamię, to z pracy powinni odejść ci, którzy je nie łamią. Takie trochę naiwne, ale jestem idealistą i to jest moim problemem czasami w normalnym życiu. Za karę więc byłem spychany do coraz gorszych produkcji. W końcu przyszedł taki dzień, kiedy pojawiła się procedura zgłaszania nieprawidłowości zgodnie z narzuconym przez amerykańskiego właściciela Discovery Kodeksu Etyki. Ta procedura nie tylko pozwalała, ale też nakazywała zgłaszać nieprawidłowości.

AP: I to można było robić anonimowo?

KR: Tak. Ja założyłem, mówiąc kolokwialnie, grupę sygnalistów i jako grupa wysłaliśmy do Działu Compliance w Stanach Zjednoczonych zawiadomienie o przykładach łamania prawa przez TVN, o mobbingu, o współczesnym niewolnictwie, bo współczesne niewolnictwo mieści się w definicji nie zapłacenia komuś za jego wykonaną pracę. Powtórzę: jeżeli my wykonywaliśmy jakąś pracę i nie mieliśmy za to zapłacone, to się mieściło w definicji współczesnego niewolnictwa. Tak samo nepotyzm, który zgodnie z Kodeksem Etyki powinien być bardzo napiętnowany w stacji, aż kół w oczy.

Amerykanie sprzedali nasze dane do Warszawy, do TVN-u i w konsekwencji po kolei pozwalniano nas z pracy. Mnie pierwszego, bo z mojej skrzynki mailowej został wysłany mail zgłaszający nieprawidłowości. Powstała komisja, która była fikcją, ponieważ składała się z dwóch osób pracujących w TVN i prawnika z kancelarii, która TVN reprezentowała w sporach z pracownikami. Mieliśmy zeznawać w siedzibie kancelarii, żeby nas jeszcze nastraszyć, bez prawa nagrywania naszych zeznań z naszej strony, bez protokołu, który miał nie powstać, żeby łatwiej było tuszować te nieprawidłowości.

W związku z tym nie zgodziliśmy się zeznawać i wyszliśmy z tej komisji. Dalej komisja obradowała swoim trybem i według swoich abstrakcyjnych scenariuszy.

AP: Dziwi mnie, że oddział amerykańskiej stacji, gdzie takie rzeczy są dość poważnie traktowane, dlaczego się nie bali?

KR: Zgodnie z przypadkami, do których ja dotarłem, nie byliśmy jednymi osobami zwolnionymi z pracy, w ramach odwetu, za zgłoszenie nieprawidłowości. To zgłoszenie nieprawidłowości służy tylko do wyłapywania takich osób jak my i pozbywania się ich ze struktury firmy, czyli osób, które nie godzą się na machloje, na nieuczciwości, na postępowanie niezgodne z kodeksem etyki. To jest jedna wielka fikcja.

AP: Czyli wpadł pan w pułapkę, można powiedzieć. To była chyba celowo zarzucona przynęta.

KR: Można tak to zinterpretować. Gdybym wiedział, że temu to służy, to z pewnością bym się nieco inaczej przygotował do tego zgłoszenia i nieco inaczej dokonał tego. Natomiast my cały czas próbujemy znaleźć kancelarię prawną w Stanach. Mamy tutaj naruszenie anonimowości sygnalistów, co jest dużym problemem. Niestety bariera językowa i odległość powodują, że taką kancelarię jest nam niezmiernie trudno znaleźć. Człowiekowi, który od niedawna zajmuje się pomocą i mieszka w Stanach Zjednoczonych już dwukrotnie włamano się do komputera i telefonu. Mnie także włamano się do telefonu jakieś dwa, trzy tygodnie temu. Mniej więcej w tym samym okresie co do człowieka, który nam pomaga.

AP: Jest pan bardzo niebezpieczny…

KR: Nie. Jestem niebezpieczny dla złych ludzi.

AP: To może z panią Hanną Radziejowską trzeba by było porozmawiać. Ona też miała podobne przypadki z minister kultury, która kulturalnie zwolniła ją po tym, jak zasygnalizowała nieprawidłowości. Może jakaś kancelaria już się nauczyła jak tego rodzaju sprawy rozwiązywać. Ale wróćmy do pana historii. Czyli pan nie miał pracy w ogóle?

KR: Od pięciu lat nie pracuję i nie zarabiam pieniędzy.

AP: A co na to, te wszystkie osoby, te gwiazdy TVN-u, celebryci, którzy pewnie znali pana? Znaliście się i byliście pewnie w dobrych relacjach. Przypominam sobie moje relacje z kolegami w Telewizji Polskiej, które były bardzo serdeczne.

KR: Relacje były serdeczne, jak trzeba było ładnie pokazać taką osobę. Natomiast wszyscy o mnie i o kolegach zapomnieli w cudowny sposób. Te osoby były uzależnione od dyrektora programowego. Ten dyrektor programowy, w wyniku naszego zgłoszenia stracił pracę w TVN-ie i poszedł do Polsatu. Związki ze związkami nie są przypadkowe tutaj w Polsacie i w TVN-ie. To znaczy nie tyle ze związkami, co z pewnymi instytucjami. I my się tego tak naprawdę zaczęliśmy uczyć od 2019 roku i odrobiliśmy te lekcje. Zaczęliśmy sobie zdawać sprawę z jakich kart i z jakich klocków ten dom jest zbudowany. To jest nieprawdopodobne z jakim kolosem, z jakimi przeciwnościami losu przyszło nam się mierzyć. Proszę sobie wyobrazić, świat jest mały i informacje do nas docierają w różny sposób. Dotarła informacja podana przez kolegę, którego ktoś w rodzinie jest prawnikiem w Warszawie, że poszła fama po mieście, że każdy prawnik, który zaangażuje się w nasz proces po naszej stronie, kariery nie zrobi. To jest na tym poziomie walka.

AP: To z kim wy walczycie tak naprawdę?

KR: Z mafią. My walczymy z mafią.

AP: Jaka to jest mafia?

KR: Bezwzględna, cyniczna, podła.

AP: A kto jest zamieszany w to? Bo to nie tylko telewizja pewnie, ale jeszcze jakieś służby specjalne? Tak się mówiło, że u podwalin TVN-u były służby specjalne.

KR: To już nie jest tajemnicą, że finansowanie TVN-u nie wzięło się przypadkowo ani nie wzięło się z kredytów. Głośno o tym mówiły osoby, łącząc to z dawnym WSI i z obsługą długu zagranicznego. Ja nie mam na to dowodów, natomiast wszystko, co się działo w firmie i w jaki sposób to się działo i kim byli ludzie zarządzający, jak się później okazywało, świadczy o tym, że te oskarżenia nie są przypadkowe i mają potwierdzenie w faktach.

AP: Czy nie byłoby taniej i lepiej dla nich po prostu zapłacić normalne pensje, nie zwalniać etatów, bo od tego to się zaczęło?

KR: Oczywiście. Wyliczyliśmy, że przestrzeganie prawa pracy w obszarze zatrudnienia kosztowałoby ich około 40 mln zł rocznie, gdzie pierwsza dywidenda to była 1,3 mld zł wysłanych za ocean. W zeszłym roku było mniej, chyba około 600-700 mln zł i też musieli rezerwy swoje uruchomić, bo ktoś tam za oceanem musiał dostać premię. Tego typu ruchy księgowe się odbyły.

AP: A czy w związku z wygraną Trumpa może coś się zmienić w TVN?

KR: Nie wiadomo. Już poszła pogłoska w Stanach, że Warner Bros. Discovery może zmienić właściciela, tym razem na prawicowego. W związku z tym może się okazać, że Trumpowi to kompletnie nie na rękę.

AP: Dlaczego?

KR: Dlatego, że i tak przejmie. Może się paradoksalnie okazać przeszkodą, która w jakiś sposób zakłóca porządek biznesowy pewnym ludziom tam.

AP: Tak długo trwa to wszystko. Polacy tak bardzo uwierzyli TVN-owi, a telewizja to obraz. Jaki był sekret tego dobrego przekazu TVN-u?

KR: Nie wiem. Myślę, że socjotechnika była tam bardzo daleko posunięta. Ja mogę się wypowiadać na temat mojej pracy i podam przykład. Pracując jeszcze w newsach, byłem jedyną osobą ze wszystkich operatorów, którzy mieli sfilmowane w całości całe zdarzenie w sali kolumnowej, gdzie przyniesiono Gabriela Janowskiego. Sprawa Polskiego Cukru. Na moich zdjęciach, na moim materiale sfilmowanym przeze mnie było widać, że on został tam przyniesiony. On został tam przyniesiony i postawiony. Od tego momentu, jak zaczyna skakać, we wszystkich mediach poszły obrazki. Cała reszta wcześniejsza trafiła do archiwum.

AP: Czyli gdzieś te zdjęcia jeszcze są?

KR: Jeżeli nie zostały zniszczone, to są. Ja swoją pracę wykonałem jak potrafiłem. Praca była zrobiona, tylko ktoś dalej ją zmanipulował.

AP: Pewnie takich przypadków było więcej. Pan mówił o tym, że ta sytuacja odbiła się bardzo na pana zdrowiu. W jaki sposób?

KR: Depresja jest chorobą. Jest chorobą w moim przypadku zdiagnozowaną. Mam poważną depresję, leczę się, biorę leki, mam lekarza w psychiatrę. Niedawno rozpocząłem terapię, psychoterapię. Wszystkie te dobrodziejstwa spotkały mnie dzięki mojej aktywności na X, bo tam mam profil pod moim imieniem i nazwiskiem. To są ludzie, którzy zgłosili się, żeby mi pomóc i robią to za darmo. To jest ogromny dar z ich strony.

AP: Czyli, psychoterapeuta, psychiatra pracują po prostu za darmo z panem?

KR: Tak, natomiast nie wiem, czy nie jest za późno, ponieważ w moim przypadku brak pracy i brak zarabiania od pięciu lat spowodował, że mam ogromne problemy finansowe. Wkrótce stracę dom prawdopodobnie, bo nie mam ciągle pracy. Byłaby możliwość, żebym spłacał ten dom. Strasznie chaotycznie mówię, ale to są emocje. To jest moja ojcowizna i bardzo by mi zależało na tym, żeby go uchronić. Wygrałem proces z bankiem, to znaczy miałem kredyt w euro i sąd uznał, że umowa jest nieważna. Natomiast muszę oddać kapitał pomniejszony o raty. W efekcie będą to raty, bo sąd może rozłożyć maksymalnie na pięć lat.

Oznacza to, że nieznacznie ponad pięć tysięcy złotych musiałbym płacić co miesiąc przez pięć lat. Ale to nie jest tylko to. Moje problemy to są różne raty, chwilówki, bo jechałem już na chwilówkach. Już nawet nie chcą mi chwilówek dawać, taka jest moja sytuacja. Bez przerwy dzwonią windykacje i teraz naprawdę się zrobiło bardzo trudno. Pewnie mnie po prostu, może nie tyle psychicznie, ale wykończą. Myśli samobójcze już odeszły, bo był taki czas, że naprawdę nie chciałem już żyć. Wyszedłem jednak z założenia w pewnym momencie, że nie ja sobie dawałem życie i nie mam prawa go odbierać, w związku z tym po prostu czekam na to, aż to gruchnie, aż dostanę jakiegoś raka.

AP: Nie, proszę tak nie mówić. Nie zgadzam się.

KR: Ale tak to działa. Przecież stres jest jednym z czynników rakotwórczych.

AP: I to wszystko z powodu tego, że postawił się pan TVN-owi, a właściwie takim nagannym praktykom jak łamanie prawa człowieka, które tam występowało.

KR: Mam pewną satysfakcję, bo normalnie jak ktoś się stawia bandziorom, to go zastrzelą i na drugi dzień go nie ma. Ja już pięć lat nagłaśniam sprawę patologii i przestępstw w ich wykonaniu. Sens był taki, żeby ludzie poznali prawdę na ich temat.

AP: Widzowie oglądają takie uśmiechnięte, gładkie twarze gwiazd TVN-u i te śliczne obrazki, no to myślą sobie, że jest inaczej. Co pan by im teraz powiedział?

KR: Proszę pamiętać, że niektórzy z nich są wnuczkami, czy synami wysokich funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, o czym też się dowiedziałem dopiero wtedy, jak zacząłem z nimi walczyć. Co ja mogę im powiedzieć? Że na ich miejscu bym się wstydził pokazać na wizji? Przecież oni te same wartości przekazują na wizji, które reprezentowali ich rodzice czy dziadkowie. Jeżdżą bez prawa jazdy, bo ich to nie dotyczy. Nie płacą podatków, bo ich to nie dotyczy. Milczą, kiedy ktoś mówi na antenie, że śmierć Polaka to jest taka normalna rzecz, a śmierć Żyda jest czymś ważniejszym, takim metafizycznym. Co ja mam im powiedzieć?

AP: Niech nasi odbiorcy sami pomyślą, co wybierają, jaki kanał. Panu życzymy siły i proszę się nim poddawać. A na iksie szukamy Kamila Różalskiego.

 

Kto nielegalnemu zabroni, czyli likwidacja TVP POLONIA

Wszyscy z rządowej koalicji i jej medialnych akolitów rzucili się na poseł  PiS Joannę Lichocką z RMN, bo śmiała powiedzieć publicznie o tym, że TVP Polonia może przestać istnieć.  A to jest fakt! Po trzech dekadach nadawania programu nie tylko dla Polonii ten kanał telewizyjny nie jest potrzebny w nielegalnie przejętych przez rząd mediach publicznych.

Czy to prawda, co mówiła Joanna Lichocka, zapytał ktos z moich znajomych?  Mysśę, że wieleoletnia parlamentarzyska z sejmowej komisji kultury, nasz Koleżanka we władzach SDP, wie co mówi. Tym bardziej, że od 2016 roku zasiada w Radzie Mediów Narodowych. Po prostu ma dostęp do dokumentów i informacji o mediach publicznych, których smutny los dla Donalda Tuska tajemnicą nie jest. Tym bardziej dla Lichockiej, bo ona się na mediach zna. A premier mediów używa jak dyktator jakiegos zapyziałego państwa w biednych rejonach świata.

Nowa struktura jak śmierć tv

Nie ma to już żadnego znaczenia, kto jaki grzech przypisze parlamentarzystom i organizacjom dziennikarskim zajmującym sie mediami, bo ich tak jak Lichocką zakrzyczą.

Padno jak padały manipulacyjne zdania, że „przecież nikt nie likwiduje TVP Polonia, tylko ją kieruje do nowej struktury producenckiej”. I tylko bardzo niewielu posłów i naprawdę niewielu dziennikarzy zdaje sobie sprawę, że to początek likwidacji TVP Polonia. Tak, jesteśmy świadkami powolnej agonii tej stacji…

Różnica mentalności narodowej i kolonialnej

Dlaczego nominaci medialni rządu premiera Donalda Tuska chcą końca stacji odbieranej na całym świecie przez polska Polonię? Odpowiedź na to pytanie szokuje prostotą – bo TVP Polonia nie jest potrzebna ekipie Tuska. Ekipie, której nie interesuje narodowa tożsamość ani integrowanie środowisk Polaków za granicą. TVP Polonia to polski język, ale i polski punkt widzenia.

To trudny do zdefiniowania element narodowej dumy. Niemożliwe, aby go ukształtować poprzez redakcję telewizji, kiedy mamy tak wiele innych mediów. Niemożliwe, przynajmniej teoretycznie, aby go ukształtować, bo to zawsze robi rodzina, znajomi, środowisko, ale możliwe jest, aby polski punkt widzenia podtrzymywać. Tak działa teraz TVP Polonia. Do czasu niestety…

Niemożność kształtowania polskiego punktu widzenia dla Polonii wiąże się przede wszystkim z tym, że mamy 2025 rok. Koalicja administrująca TVP w likwidacji nie ma potrzeby utrzymywania stacji dla Polaków zagranicą, bo ten rząd nie ma żadnych potrzeb integrowania Polonii między wyborami parlamentarnymi.

TVP Polonia przeszkadzała

TVP Polonia to nie jest dla rządu Tuska polska racja stanu. Ani dla MSZ, które oficjalnie łoży pieniądze na część utrzymania stacji. Radosław Sikorski, który jest bezpośrednio odpowiedzialny za TVP Polonia w rządzie nie wierzy, że w tradycyjnych i konserwatywnych z reguły środowiskach, znajdzie się jeszcze istotna dla KO cześć wyborców bezideowej w istocie, ale przyznającej się do liberalno-lewackich poglądów koalicji. I tu się nie myli.

Tyle, że pozbawiając się TVP Polonia rząd gra na emocjach nie tylko prawicowych wyborców. Katastrofa wisi w powietrzu, bo przecież – jak przekazywali po informacjach poseł Lichockiej urzędnicy – stacja dla zagranicy nie będzie zlikwidowana a tylko przeorganizowana. I ta reorganizacja najbardziej martwi.

Bo TVP Polonia ma być włączona do nowej struktury przygotowującej tzw. międzynarodowe. To słowo klucz. Struktura produkująca programy na rynek międzynarodowy. Programy o Polsce, ale nie programy dla Polonii. Różnica jest istotna, ale istotniejsze jest, kto nowym olbrzymim programem zarządza. Ale to już zupełnie inna historia. A może nawet ta sama…

cdn.