50 lat służby polskiemu słowu – relacja z Benefisu Elżbiety Królikowskiej-Avis

To był niezwykły wieczór w Domu Dziennikarza przy Foksal 3/5: pełen wspomnień, ciepłych słów, mądrych zdań, podziękowań, z mnóstwem kwiatów (także od prezydenta RP Andrzeja Dudy, który przesłał bukiet z życzeniami), kieliszkiem wina. Miał swoją bohaterkę  –  Elżbietę Królikowską-Avis, wybitną dziennikarkę, publicystkę, tłumaczkę, autorkę książek oraz – choć może zabrzmi to w dzisiejszych czasach dziwnie, bo coraz rzadziej używa się takich określeń – bojowniczkę o wolną i lepszą Polskę.

 

– Byłem bardzo zaskoczony, kiedy się dowiedziałem, że będziemy organizować Benefis 50-lecia pracy twórczej pani redaktor Elżbiety Królikowskiej-Avis  – mówił, rozpoczynając uroczystość, Krzysztof Skowroński, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy  Polskich. – Pomyślałem, że wkradł się tu jakiś błąd, że pani redaktor może obchodzić 30-, 25 – lecie pracy, ale 50 lat to chyba przesada. Ale później doszedłem do wniosku, że tak mogą myśleć tylko ludzie niezdolni, bo ludzie zdolni potrafią rozpoczynać działalność społeczną, twórczą bardzo wcześnie.

 

– Zaczęłam bardzo wcześnie, jeszcze w szkole ogólnokształcącej, pisząc do pisma „Radar” – doprecyzowała Elżbieta Królikowska-Avis.

 

Prezes SDP podkreślił, że jubilatka w tak młodym wieku była nie tylko twórcza, ale także odważna. Przypomniał, iż za tę odwagę, którą wykazała się w czasach PRL-u, została odznaczona Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. I właśnie od działalności opozycyjnej zaczęła wspomnienia Elżbieta Królikowska-Avis. Opowiadała o przynależności do antykomunistycznej organizacji Ruch. – To była pierwsza organizacja niepodległościowa od czasów WiN-u. Gdy mówiło się o socjalizmie z ludzką twarzą, myśmy twierdzili, że Polska musi być niezawisła, niepodległa i demokratyczna.  Gwarantem tego miały być wolne wybory, wprowadzenie instytucji demokratycznych, które zapewniłyby pluralizm partyjny, medialny, światopoglądowy, religijny – podkreślała Królikowska-Avis.

 

Za działalność opozycyjną została skazana na dwa lata więzienia. Zasług tych nie zapomniano także podczas Benefisu. Jubilatka została odznaczona medalem „Pro Patria”, przyznawanym przez Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych.

 

­- Medalem tym honorujemy już kilka pokoleń Polaków – mówił szef urzędu Jan Józef Kasprzyk. – Myślą przewodnią tego odznaczenia jest, cytując Jana Pietrzaka, „Żeby Polska była Polską”. Ta wartość jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, pani Elżbieta przejęła ją od pokolenia żołnierzy niezłomnych. Ubeckie kazamaty panią nie złamały. Za to dziękujemy. Służąc polskiej kulturze, polskiemu słowu uczy pani, mówiąc za Józefem Piłsudskim, aby myśleć własnym mózgiem i patrzeć własnymi oczami. I za to pani redaktor serdeczne Bóg zapłać.

 

Znaczna część dorobku dziennikarskiego Elżbiety Królikowskiej-Avis związana jest z filmem (skończyła polonistykę ze specjalnością filmowo-telewizyjną, o filmie kryminalnym pisała pracę magisterską) i o tym okresie jej twórczości mówił podczas Benefisu Andrzej Kołodyński, redaktor naczelny miesięcznika „Kino”.

 

– Interesowali ją ludzie, twórcy. Robiła znakomite wywiady. Pamiętam jej bardzo osobistą rozmowę z Ralphem Fiennesem – mówił Andrzej Kołodyński. – Jej teksty wyróżniały się stylem. Widać było w nich krytyka, ale jednocześnie też zwykłego widza, który nie tylko ocenia, ale i przeżywa to co ogląda.

 

Po wystąpieniu redaktora naczelnego „Kina”, Elżbieta Królikowska-Avis zabrała uczestników Benefisu w bardzo osobistą, obrazkową podróż wspomnień. Na ekranie pojawiły się zdjęcia, najpierw czarno-białe: rodziców, czasów młodości – lata 60. – wakacje nad Bugiem, podróż autostopem nad morze; potem było coraz więcej kolorowych: pierwsze stypendium w Hiszpanii, legitymacje prasowe z kolejnych redakcji, wejściówki na festiwale filmowe, liczne zagraniczne wyjazdy, mąż – Peter Avis, Londyn, na balu Polonii, ulubiony pies wzięty ze schroniska, ślub córki w Normandii, zięć, wnuk – jeden, drugi, pogrzeb męża i znów Polska – promocje książek, spotkania autorskie…

 

O ostatnich dziesięciu latach politycznego dziennikarstwa Elżbiety Królikowskiej-Avis mówił publicysta, współtwórca portalu wPolityce.pl, tygodnika Sieci i telewizji wPolsce, Michał Karnowski.

 

– My Polacy po 89 roku byliśmy w pewien specyficzny sposób wychowywani, budowano pewne kompleksy, izolowano nas od pewnej wiedzy. I tutaj ktoś, kto miał doświadczenie zachodnie, miał obycie w mediach światowych, mógł powiedzieć: znam świat, a równocześnie bronił pewnych wartości, był bezcenny dla obozu propolskiego – mówił Michał Karnowski.

 

Zwrócił też uwagę, że redaktor Królikowska-Avis ma bardzo analityczny umysł, a tego obecnie brakuje w polskiej publicystyce. – Dzisiaj dobrze się sprzedają emocje, a potrzebny jest taki chłód spojrzenia, jasny pogląd autorki – zauważył Karnowski. Na koniec podziękował jubilatce za to, że motywuje by nie poddawać się i wciąż iść do przodu. – Każdemu życzyłbym, abyśmy zawsze mieli taką energię jak pani Elżbieta.

 

Do podziękowań i życzeń przyłączył się prezes TVP Jacek Kurski („Jest pani perłą w koronie publicystyki” – podsumował), Marcin Wolski, Krzysztof Skowroński… zabrzmiało „Sto lat”, a potem kolejka chętnych do składania gratulacji i wręczania kwiatów szybko się powiększała. Jubilatka odbierała je przez długi czas.

 

 

Wolność z Kwaśniewskim – TADEUSZ PŁUŻAŃSKI o medialnym przekazie obchodów rocznicy 4 czerwca 1989 r.

Dzień ten rządowa koalicja PO-PSL, razem z prezydentem  Bronisławem Komorowskim, kazała nam obchodzić jako najważniejsze polskie święto. A w jaki sposób Rzeczpospolita po 1989 r. się odrodziła można było zobaczyć w tym roku w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku, gdzie wedle pomysłu Władysława Frasyniuka słowa „We free people!” skandował… Aleksander Kwaśniewski. Charakterystyczne jest też to, jak te opozycyjne wobec rządowych obchody przedstawiały opozycyjne media.

 

Wydarzenie obszernie relacjonowała wyborcza.pl/Trójmiasto, podkreślając przenikliwość innego byłego prezydenta – Lecha Wałęsy: „Przechodzimy z epoki państw, z epoki wielkich podziałów powojennych, do epoki intelektu, informacji i globalizacji”. Czy to zapowiedź oczekiwanego przez światową lewicę końca państw narodowych i konieczności rozmycia się we wspólnej Europie antywartości? Czy do tego zmierza ostatni projekt landyzacji Polski? Czy nie przed tym m.in. ostrzegał prezydent Andrzej Duda w liście odczytanym w ECS przez Zofię Romaszewską: „Chciałbym, żeby obecne różnice uświadomiły nam, że powinniśmy zawsze mieć w pamięci biblijną przestrogę o losie królestw podzielonych”?

 

Kwaśniewski – przeciwnik Putina?

 

Wyborcza.pl/Trójmiasto obszernie cytowała Aleksandra Kwaśniewskiego, przyjmowanego w ECS jako obrońca konstytucji i wszelkich swobód. Najlepsze w ustach funkcjonariusza bolszewickiej, zbrodniczej partii było to: „Widzimy, że pewni ludzie chcą końca demokracji i powrotu do rządów silnej ręki. W Europie są partie przeciwników demokracji, wspierane przez putinowską Rosję. Trzeba więc twardo walczyć o wartości fundamentalne – wolność, demokrację, wolny rynek, państwo prawa, szacunek dla odrębności, do nie dyskryminowania kogokolwiek”. Komunista demokratą. Zwolennik Breżniewa i Gorbaczowa przeciwnikiem Putina. Odwracanie pojęć. A realizatorem rządów silnej ręki ma być PiS, jak się można spodziewać gorsze od PZPR.

 

 „My wolni ludzie!”

 

Wyborcza.pl/Trójmiasto zwróciła też uwagę na przemówienie nawróconego na Okrągły Stół Bronisława Komorowskiego: „wybory 4 czerwca i powołanie rządu Tadeusza Mazowieckiego to
była mądrość, która doprowadziła do gigantycznej reformy kraju”. Były prezydent „zapomniał” dodać, ze w ramach tej „mądrości” komuniści – za zgodą Solidarności – zmienili w trakcie głosowania reguły gry: zmienili ordynację wyborczą pozwalając dostać się do kontraktowego Sejmu komunistom z listy krajowej. „Zapomniał” też dodać, że prezydentem wkrótce został twórca stanu wojennego: towarzysz Wojciech Jaruzelski. To już nie tylko mądrość, ale czystej wody mądrość etapu.

 

„Po spotkaniu prezydentów odbyła się też krótka debata z udziałem wybitnych działaczy opozycji w czasach PRL” – podkreśliła wyborcza.pl/Trójmiasto. Ci „wybitni” to m.in. Władysław Frasyniuk, Henryk Wujec, Małgorzata Niezabitowska. A gdzie – można spytać – Andrzej Gwiazda, czy Krzysztof Wyszkowski?

 

Na koniec zabłysnął jeden z „wybitnych”: „Kwaśniewski, za karę, że ty się uczyłeś angielskiego, kiedy ja siedziałem w więzieniu, wykrzycz to po angielsku: „My wolni ludzie!” – zawołał Władysław Frasyniuk, po czym Kwaśniewski wykrzyczał: „We free people!”

 

W tym samym ECS odbyło się również spotkanie Lecha Wałęsy i Leszka Balcerowicza. Ten drugi, były minister finansów stwierdził: „PiS to ugrupowanie, które cofa Polskę ustrojowo. To ustrojowi komuniści, którzy udają antykomunistów”. I kto to mówi? – można spytać? Były członek PZPR.

 

Mogło być inaczej?

 

Teraz portal Miasta Gdańska www.gdansk.pl, który w 30 rocznicę czerwcowych wyborów obszernie cytował Donalda Tuska, że „trzeba być zdeterminowanym i odważnym w walce o zwycięstwo, nawet jeżeli przegrało się pierwszy mecz”. Myliłby się ten, kto sądzi, że „król Europy” mówił o historii. Mówił o politycznej bieżączce. Przegranej w wyborach do PE tzw. Koalicji Europejskiej. Po czym znów błysnął mądrością wykładowcy akademickiego: „w roku 1988 i 1989 nikt nikogo nie wykluczał”. Tusk „zapomniał” o komunistach? O tym, co robili, jak wykluczali nieznani sprawcy Kiszczaka?

 

Przepraszam, w gąszczu cytowanych wypowiedzi zapomniałbym o Nobliście Lechu Wałęsie: „Mamy np. mniejszości seksualne, dlaczego nie miałyby mieć swojej partii?” Cóż ten temat ma wspólnego z rocznicą prawie wolnych wyborów. Może tyle, że w Europejskim Centrum Solidarności bez żenady promowane jest LGBT. Jak „pięknie” współgra to z wypowiedzią dziennikarza „Gazety Wyborczej” Pawła Wrońskiego, który stwierdził, że rotmistrz Witold Pilecki walczył o to, aby w Polsce mogły mieszkać m.in. osoby LGBT.

 

I w końcu rekapitulacja prezydent (prezydentki?) Gdańska, Aleksandry Dulkiewicz: „Polska rewolucja bez rozlewu krwi to wielki powód do dumy i radości, której nie możemy dać sobie odebrać”. A kto chce prezydentom i prezydentkom odebrać „ich” święto? Dulkiewicz dodawała: „Musimy dziś też pamiętać, że mogło być inaczej”. Prezydentka Gdańska chyba nie odwoływała się do historii, bo niespecjalnie się nią przejmuje, patrząc na śmietnik na Westerplatte. Może zamarzyła o szybkim odejściu od umów Okrągłego Stołu po klęsce komunistów w koncesjonowanych wyborach czerwcowych 1989? Rozpisaniu wyborów w pełni wolnych, demokratycznych? Jednak nie. Z kontekstu wypowiedzi Dulkiewicz i innych zgromadzonych w ECS można wywnioskować, że straszyli wizją rozwiązania siłowego. Tylko historycy (ci niekomunistyczni) takiego wariantu nie traktują poważnie.

 

Powiew czerwca

 

Portal Miasta Gdańska zwrócił uwagę na inną wypowiedź Lecha Wałęsy, którą można streścić w słowach: jeśli kolejne wybory znów wygra PiS, „czeka nas coś w rodzaju rewolucji październikowej” (gdzie indziej Noblista straszył wojną domową). Zabłysnęła też przywoływana przez www.gdansk.pl Małgorzata Niezabitowska, rzeczniczka powstałego po czerwcowych wyborach rządu: „Tadeusz Mazowiecki nie mówił o żadnej grubej kresce, ale o grubej linii”. Jeśli widzieć różnicę, to linia wyda się czymś grubszym, problemem poważniejszym. Były opozycjonista Zbigniew Janas na określenie przejścia z PRL do PRL-bis wprowadził nowe pojęcie: „rewolucja negocjowana” . „Bo miała wszystkie cechy rewolucji, ale bez jednej: myśmy się nie wyrzynali”.

Henryk Wujec postanowił przenieść czerwiec 1989 r. na czerwiec 2019 r.: „Jeszcze my doprowadzimy do tego że ten powiew wolności, który się narodził teraz – czujecie ten powiew? –
doprowadzi do zwycięstwa”. Najwyraźniej były opozycjonista tylko swoje środowisko uważa za depozytariuszy prawie wolnych wyborów. Tylko co tam u Was robi Kwaśniewski, Cimoszewicz, Miller, itd.?

 

4 czerwca 1992

 

W rocznicę 4 czerwca 1989 r. zabłysnęła też (post)komunistyczna „Polityka”. Na portalu tygodnika tekst pod znamiennym tytułem „Jak TVP przykrywa i zohydza rocznicę 4 czerwca” napisała Anna Dąbrowska. Zdaniem pani redaktor (redaktorki?) jednym z pomysłów telewizyjnych „Wiadomości” na „przykrycie” 4 czerwca „był materiał o wmurowaniu kamienia węgielnego pod pomnik premiera Jana Olszewskiego przed KPRM”. Pani redaktor (redaktorka?) „zapomniała”, że 4 czerwca to jeszcze jedna polska rocznica? Przecież 4 czerwca 1992 r. komuna obaliła rząd Jana Olszewskiego. Ale mecenas Olszewski nie jest bohaterem dla „Polityki”, czy „Wyborczej” (preferują Kwaśniewskiego, czy Mazowieckiego). Bo Olszewski próbował odejść od układów Okrągłego Stołu i walczyć z grubą kreską Mazowieckiego. Przeprowadzał dekomunizację i lustrację, rozpoczął starania o wejście Polski do NATO i wyrzucenie z Ojczyzny okupacyjnych sowieckich wojsk. Nie zgodził się na tworzenie spółek polsko-rosyjskich w dawnych bazach wroga. Tego wszystkiego komuna mu nie darowała zawiązując spisek znany jako nocna zmiana.

 

„Ludzie śmiecie”

 

I jeszcze raz „Polityka”, która na 30 rocznicę przypomniała rozmowę z 2008 r. Jacka ŻakowskiegoTadeuszem Mazowieckim. „Więc kiedy był prawdziwy przełom” – pytał Żakowski. „Powstanie mojego rządu było przełomem” – odpowiadał Mazowiecki , ale zaraz asekurował się: „Nie od razu mieliśmy kontrolę nad MSW i wojskiem. To się działo stopniowo”. To już nie asekuracja, ale zaklinanie rzeczywistości. Bowiem w tym „przełomowym” rządzie rządził KiszczakSiwicki, pod nadzorem Jaruzelskiego. Na koniec Żakowski pytał, a właściwie stwierdzał: „Bo Radio Maryja jest odpowiedzią na jakiś ból w społecznej rzeczywistości. Podobnie jak Lepper, Giertych, PiS, Rokita,
projekt IV RP. Zygmunt Bauman ma na klientelę tych zjawisk trafne i mocne określenie: „ludzie śmiecie” – niechciane produkty uboczne nowej rzeczywistości”. Dziś z tego grona wyskoczyłby Giertych – on, tak jak wcześniej Bronisław Komorowski, nawrócił się na Okrągły Stół i postępową lewicę laicką. Ale skoro Zygmunt Bauman (zbrodniarz z Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego) ma być wyrocznią – widać, w jakim kierunku poszedł ten prawie wolny okrągłostołowy świat.

 

Tadeusz Płużański

 

SPRAWA JAROSŁAWA ZIĘTARY. Świadek: zabili go Rosjanie

Ludzi, którzy doprowadzili do tego zabójstwa, można określić jako mafia, dosłownie  –  powiedział przed sądem Maciej B. pseudonim Baryła.

 

To była już ostatnia rozprawa przed wakacjami w procesie o podżeganie do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. O czyn ten oskarżony został były senator, twórca pierwszych kantorów wymiany walut w Polsce Aleksander Gawronik, który nie przyznaje się do winy i czuje się niesłusznie oskarżony. W piątek, 7 czerwca przed Sądem Okręgowym w Poznaniu stawili się: biegły sądowy Marcin Siedlecki oraz dwóch świadków: były gangster Maciej B. pseudonim Baryła oraz dziennikarz Sylwester Latkowski.

 

Rozprawa rozpoczęła się od zeznań psychologa, biegłego sądowego Marcina Siedleckiego. Biegły oceniał czy zeznania Macieja B., które obciążają oskarżonego, spełniają „psychologiczne kryteria wiarygodności”. Siedlecki stwierdził przed sądem: „nie potrafię też wskazać, która część tych zeznań jest prawdziwa, a która odbiega od rzeczywistszych przeżyć i doświadczeń” innymi słowy nie jest w stanie ocenić, w jakich momentach świadek mówił prawdę, a w jakich nie. Poniżej słowa biegłego, które wybrzmiały na sali.

 

– Świadkowi może się wydawać, że podając więcej szczegółów, okoliczności zdarzeń, które miały miejsce 20 lat temu, będzie bardziej wiarygodny. Świadek bardzo często, na różnych etapach, zmieniał swoje twierdzenia, bardzo trudno jest wskazać, które fragmenty są prawdziwe, a które odbiegają od rzeczywistości. To wymaga bardzo dużej weryfikacji, w tym innymi dowodami. Zeznania świadka, wyniki badań i to, co widziałem na sali rozpraw, skłoniło mnie do sformułowania wniosku, że są wątpliwości co do prawdziwości zeznań świadka i wymagają one weryfikacji.

 

Ponad to biegły zaznaczył, że nie stwierdził „skłonności świadka do fantazjowania czy konfabulowania, czyli nieświadomego wprowadzenia w błąd związanego m.in. z pamięcią. Nie ma on też skłonności do konfabulacji, rozumianej jako wypełnianie luk pamięci treściami zmyślonymi, które mogą być na podłożu uszkodzeń organicznych.”

 

Na tak sformułowane osądy zareagowała prokurator Elżbieta Potoczek-Bara. Prokurator spytała biegłego, czy ten zapoznał się z całością materiału dowodowego. Na co mężczyzna odpowiedział, że nie, ale w jego opinii wystarczająco, bo pracował nad tym co mu przekazał sąd.

 

Tu warto dodać, że biegły uczestniczył w jednej, a do tego w pewnym sensie dramatycznej dla Macieja B., rozprawie w październiku 2016 roku. Wtedy odbyła się konfrontacja z poznańskim dziennikarzem i redakcyjnym kolegą zamordowanego Jarosława Ziętary, red. Krzysztofem Kaźmierczakiem. Wcześniej, w kwietniu tego samego roku Baryła wycofał obciążające Gawronika zeznania, które złożył w prokuraturze. Jak tłumaczył zawiódł go prokurator, od którego oczekiwał pomocy w uzyskaniu aktu łaski. Podczas październikowej rozprawy w 2016 roku odczytano też protokoły zeznań świadka. Reasumując, biegły swoją opinię oparł na jednej rozprawie oraz odczytanych na niej protokołach. Tu również warto uzupełnić, że Maciej B. był przesłuchiwany 10 razy. W 2019 powrócił do wersji, którą zeznał w prokuraturze, a więc do oskarżenia biznesmena. W tym samym roku przed sądem wypowiedziało się dwóch innych biegłych, którzy stwierdzili, że zeznania Baryły były logicznie spójne, a świadek potrafił oddzielić informacje zasłyszane od własnych, a także, że słowa Macieja B. spełniają psychologiczne kryteria wiarygodności.

 

Prokurator Elżbieta Potoczek-Bara stwierdziła:  – W mojej praktyce, ponad 20-letniej, po raz pierwszy spotykam się z psychologiem, który nie widzi potrzeby zapoznania się ze wszystkimi zeznaniami świadków. Dopytywała się też czy użyte metody przez biegłego są wystandaryzowane. Okazało się, że nie wszystkie, ale żadna nie jest też zakazana, a krytykowaną przez specjalistów metodę mężczyzna używał tylko pomocniczo do porządkowania materiału badawczego.  Prokurator  spytała również o doświadczenie biegłego w sprawach karnych. Psycholog odpowiedział, że biegłym jest od 2006 roku, opiniował w sprawach karnych dotyczących dzieci i młodzieży, a pełna dokumentacja jego kompetencji jest w posiadaniu poznańskiego sądu.

 

Maciej B. pseudonim Baryła zeznawał tego dnia jako drugi. Na salę wszedł ubrany w ciemny garnitur i białą koszulę, skuty kajdankami – zarówno ręce jak i nogi – w asyście uzbrojonych policjantów. Baryła jest skazany i odsiaduje dożywocie za zabójstwo w innej sprawie.  Na piątkowej rozprawie, w poznańskim Sądzie Okręgowym, potwierdził swoje zeznania, które obciążają oskarżonego. To znaczy, że do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary nakłaniał Aleksander Gawronik.

 

W piątek Baryła najpierw opowiedział o zleceniu na Jarka Ziętarę, które otrzymał od Dariusza Lewandowskiego pseudonim Lewy. Mieli pobić Ziętarę za interesowanie się holdingiem Elektromis. Ale do mieszkania dziennikarza trudno było wejść „bez świadków”. Pod kamienicą przy Kolejowej, na poznańskim Łazarzu, gdzie Ziętara mieszkał, wystawał jak się wyraził Maciej B. „element społeczny”. Poza tym schody prowadzące do mieszkania skrzypiały. W końcu plan się zmienił i Baryła, z ochroniarzem Elektromisu Lewym weszli do mieszkania Ziętary. Obezwładnili go i przeszukali mieszkanie. Baryła znalazł w lodówce woreczek ze zwykłymi filmami z aparatu fotograficznego, a za lodówką aparat do mikrofilmów i mikrofilmy. Jest to o tyle istotne, że potwierdza wersję współpracy dziennikarza z Urzędem Ochrony Państwa bo zakłada się, że sprzęt ten należał właśnie do UOP.

 

Maciej B. potwierdził również, że widział radiowóz na terenie firmy Elektromis oraz legitymacje i mundury policyjne. Baryła opowiedział także o spotkaniu, podczas którego padło, jak twierdzi, polecenie zabicia Ziętary.

 

Latem 1992 roku Gawronik przyjechał do Elektromisu, towarzyszyli mu Rosjanie. Ja z kilkoma osobami stałem na zewnątrz, przy wywietrzniku. Gawronik się bał, że w tym wywietrzniku coś jest, zaglądał do niego.

 

Jak dalej zeznał Maciej B.: Gawronik przez to, że był w służbie więziennej i SB to był bardzo wyczulony na takie rzeczy. Kazał ściągnąć kratkę i pytał czy zawsze stoimy  przy wywietrzniku jak rozmawiamy

 

To podczas tej rozmowy oskarżony miał stwierdzić, że Żydek, jak go nazywał, ma zostać „zaje…y” Według Macieja B. Lewy bał się tych Rosjan, którzy podczas rozmowy stali z boku. Dodatkowo Aleksander Gawronik miał straszyć ochroniarzy „Ciastoniem i Płatkiem”, ale Baryła nie wiedział o co chodziło. Potwierdził za to, że w porwaniu brali udział: Ryba, Lala, Kapela i mój kolega Lewy. O szczegółach porwania opowiadał mi właśnie Lewy, we czwórkę pojechali po Ziętarę, ubrani w policyjne mundury.

 

Dwaj wymienieni przez Macieja B. porywacze Ryba i Lala są oskarżeni przez krakowską prokuraturę i w ich sprawie toczy się osobny proces również przed Sądem Okręgowym w Poznaniu, z którego relacje zamieszczano na stronach Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP od lutego br. W tych publikacjach znajduje się również obszerne sprawozdanie dotyczące zeznań Macieja B. Kapela i Lewy z kolei nie żyją od lat 90. Prokuratura w Krakowie prawdopodobnie ustaliła, że porywaczy było trzech, a Dariusz Lewandowski nie brał udziału w porwaniu. W rozmowie „przy wywietrzniku”, według zeznań Baryły brali udział: ja, Lewy, Bekon, Marek Z. i Piotr Cz. Z panem Gawronikiem przyjechało wtedy dwóch Rosjan.   

 

Maciej B. stwierdził też na początku rozprawy, że „ ludzi, którzy doprowadzili do tego zabójstwa, można określić jako mafia, dosłownie”. Według Baryły Jarosława Ziętarę porwano, po trzech dniach zamordowano, a na końcu dopuszczono się zniszczenia szczątków, które rozpuszczono w kwasie, a resztę spalono.

 

Podobno dwa czy trzy dni był tam bity. I został zabity. Z tego, co ja wiem, to był zabity przez tych Rosjan. Był duszony i pchnięty jakimś narzędziem w postaci szpikulca jakiegoś, śrubokrętu. (…) Marek Z. oczywiście o tym wiedział. U niego niszczone były szczątki Jarka. Specjalnie z tego powodu wypożyczył dom w Chybach i wysłał swoją żonę z dziećmi na wakacje. Szczątki zostały zniszczone w kwasie, ale nie całe, zostały kości. Byłem w Chybach, ale przed domem. Nie wiem, jak to technicznie wyglądało. Ja tam pojechałem z ciekawości. Lewy powiedział mi – spie…aj, bo cię zaj….ią.

Warte odnotowania jest także zdanie Macieja B. skierowane, można tak założyć do brata Jarosława, Jacka Zietary. Baryła oświadczył, że w poprzednich zeznaniach mówił o tym, że dziennikarz szantażował oskarżonego. W piątek doprecyzował to zeznanie, podkreślając, że tak mu powiedziano, ale sam tej wiedzy nie posiadał.

 

Sylwester Latkowski, współautor artykułu poświęconemu tragicznym losom Jarosława Ziętary, był ostatnim świadkiem przesłuchanym w piątek, 7 czerwca. Michał Majewski, drugi autor składał zeznania na poprzedniej rozprawie. W tekście opublikowanym w 2014 roku na łamach tygodnika „Wprost” zawarta była informacja że Ziętara miał w swoim notesie wpisane nazwisko Gawronika, nazwy firm, oraz że dziennikarz przekraczał granice państw nie na swoim paszporcie i miał kontakty w polskim wywiadzie wojskowym. Aleksander Gawronik spytał Latkowskiego dlaczego zarzucili wątek wywiadu wojskowego na rzecz wywiadu cywilnego jakim był UOP. Jak się wyraził „źle skręciliście”.

 

Ja nie widziałem notesu Ziętary – odpowiedział Sylwester Latkowski. I dodał: – Mogę oświadczyć tylko, że rzeczą normalną wówczas było przyzwolenie na kontakty dziennikarzy ze służbami. (..) Wszyscy, którzy dotykali sprawy Ziętary, choćby pobieżnie, zdawali sobie sprawę, że w tle są służby. Środowisko dziennikarskie występowało, by w tej sprawie odtajnić materiały służb. Tak, jak zrobiono w sprawie śmierci gen. Papały, gdy grupie śledczej pozwolono zapoznać się z materiałami służb. Dopóki to samo nie będzie zrobione w sprawie Ziętary, będziemy opierać się jedynie na czyichś relacjach, że ktoś komuś coś powiedział.

Kolejna rozprawa odbędzie się we wrześniu.

 

———-

Poznański dziennikarz Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Pracował w radiu akademickim, współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Kurierem Codziennym”, tygodnikiem „Wprost” i z „Gazetą Poznańską”. Ostatni raz był widziany 1 września 1992 roku. Wyszedł rano i nigdy nie dotarł do redakcji „Gazety Poznańskiej”. W 1999 roku został sądownie uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono. Dwa poznańskie śledztwa z lat 90. ubiegłego wieku zakończyły się umorzeniami. Przełom nastąpił kilka lat temu, gdy akta trafiły do krakowskiej prokuratury. Ta skierowała dwa akty oskarżenia. Jeden dotyczy Aleksandra Gawronika, byłego senatora, twórcę pierwszych kantorów i niegdyś najbogatszego Polaka, któremu zarzuca się podżeganie do zabójstwa dziennikarza. W drugim procesie oskarża się Mirosława R., ps. „Ryba”, i Dariusza L., ps. „Lala” o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Ziętary. „Ryba” i „Lala” to dwaj ochroniarze z firmy Elektromis, należącej do biznesmena Mariusza Ś., którzy przebrani za policjantów, mieli porwać dziennikarza spod jego mieszkania przy ul. Kolejowej w Poznaniu i przekazać zabójcom. W Krakowie trwa jeszcze trzecie śledztwo, które ma ustalić kto zabił Jarosława Ziętarę.

Tekst i zdjęcia: Aleksandra Tabaczyńska

 

 

Przeszedł do legendy – ś.p. Macieja Parowskiego wspomina MIKOŁAJ JULIUSZ WACHOWICZ

Po ciężkiej chorobie zmarł nasz Kolega Maciej Parowski, członek SDP, dziennikarz, pisarz, publicysta, krytyk literacki, wieloletni (1992 – 2003) redaktor naczelny „Nowej Fantastyki”, a potem również redaktor naczelny „Czasu Fantastyki”.

 

Maćka poznałem ponad 20 lat temu, kiedy uczestniczyliśmy w kolegiach redakcyjnych „Reakcji” – studenckiego „Tygodnika myśli”, skupiającego autorów o prawicowych, konserwatywnych poglądach. Maciej miał tam w latach 1998 – 1999 swoją stałą rubrykę o przewrotnym tytule „Młot na czarownice”. Od roku 2004 często widywaliśmy się zarówno na konwentach fantastyki, zwłaszcza na Festiwalu w nidzickim zamku, jak i podczas fandomowych imprez w Warszawie. Co prawda nie zamieścił w „Nowej Fantastyce” żadnego z moich historyczno-fantastycznych opowiadań, jednak najwyraźniej cenił aktywność dziennikarską, skoro udzielił mi rekomendacji do naszego Stowarzyszenia. Był niezwykle płodnym krytykiem i felietonistą (6 tomów felietonów, 6 zredagowanych antologii), ale – odnoszę wrażenie – że jako pisarz dopiero się rozkręcał. Wydał dwie powieści: pierwszą w roku 1982, a drugą dopiero 28 lat później. Opublikował też około 35 opowiadań. Już od dawna uchodził za postać „półlegendarną” – tak nazwałem Go zresztą w biograficznej książce o pokoleniu 1971 – jako Mistrz i/lub adwersarz całej plejady młodszej generacji twórców fantastyki i okolic. W ostatnich latach jakby się wycofywał z aktywności; w roku 2017 odmówił na przykład kandydowania na delegata Zjazdu SDP w Kazimierzu, zasłaniając się wiekiem. Dziś przeszedł do legendy.

 

Czy to przypadek (jeśli przypadek, to bardzo metafizyczny), że wczoraj odnalazłem w archiwum domowym egzemplarze „Reakcji” z felietonami Maćka? W jednym z nich pt. „Wiek męski, wiek klęski” („Reakcja” nr 7/1999, s. 12) pisał o niespełnionych marzeniach m.in.: Och, wszystko jeszcze może się zmienić… Przeciwnie – nic się nie zmieni, nie przekroczymy indywidualnych ograniczeń, ja nie przeskoczę biologii. Miał wówczas blisko 53 lata i jeszcze 20 przed sobą. Czy czuł się spełniony? Nie wiem. Nie zapytałem Go o to nigdy, ale na pewno podchodził do zagadnienia filozoficznie: Każda forma spełnienia – kontynuował tamże – kryje w sobie nie mające końca serie innych alternatywnych niespełnień. W doktrynie reinkarnacji widziałem dotąd perwersyjne okrucieństwo, mające za cel udręczenie biednej człowieczej duszy w różnych wcieleniach. Ale może jest przeciwnie – może wyraża się w tym marzycielski duch perfekcjonizmu i maksymalizmu, by sprawdzić się w wielu wariantach losu? Mówiąc skrótowo – zaliczyć co niemożliwe!

 

Teraz, w obliczu śmierci, te rozważania brzmią zgoła inaczej, metafizycznie.

 

Żegnamy Cię, Maćku, z głębokim żalem. Twoje odejście to strata dla wielu środowisk, nie tylko dla Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich!

 

3 czerwca 2019

 

Fot. Nowa Fantastyka

 

 

CMWP SDP o blokowaniu przez spółkę Twitter Inc. kont o profilach historyczno-patriotycznych

W związku z informacjami o zablokowaniu przez spółkę Twitter Inc. konta o nazwie Polish Media Issues oraz innych kont o profilach historyczno-patriotycznych zajmujących się m.in. polską tradycją i kulturą, CMWP SDP apeluje do osób i instytucji mających wpływ na realizację zasady wolności słowa w naszym kraju o podjęcie działań prawnych w celu ograniczenia samowoli internetowych monopolistów. Wiele przesłanek wskazuje na to, iż obecnie największe z nich prowadzą ideologiczną cenzurę, która jest sprzeczna z polskim prawem, a która prowadzi do wyeliminowania z przestrzeni publicznej treści o prawicowym i konserwatywnym charakterze.

W ostatnim czasie przypadki usuwania treści patriotycznych, konserwatywnych i chrześcijańskich z portali społecznościowych bez ostrzeżenia i bez realnej możliwości odwołania się przez ich autorów zgłaszała fundacja Reduta Dobrego Imienia, wcześniej o takich przypadkach informował opinię publiczną m.in. Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. CMWP SDP przypomina, iż w wielu przypadkach właściciele internetowych monopolistów w ten sposób bezkarnie łamią przepisy o ochronie konsumentów oraz naruszają prawne gwarancje wolności słowa.

Dlatego CMWP SDP stoi na stanowisku, iż należy wprowadzić zmiany w polskich przepisach prawa, tak by usuwanie treści z portali społecznościowych mogło następować tylko w ściśle określonych przypadkach, oraz by Polacy mieli jasną ścieżkę odwoławczą w sporach z internetowymi koncernami, w taki sposób, by mieli możliwość skutecznego dochodzenia swoich praw przed sądami w naszym kraju, co w świetle obecnych przepisów jest w praktyce niemożliwe.

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

Warszawa, 30 maja 2019 r.

Źródło: CMWP SDP

http://cmwp.sdp.pl/cmwp-sdp-o-blokowaniu-przez-spolke-twitter-inc-kont-o-profilach-historyczno-patriotycznyc/

MAJ NA FOKSAL 2019. Ksiądz od trudnych pytań

Spotkanie z ks. Stanisławem Małkowskim, kapelanem „Solidarności”, przyjacielem bł. ks. Jerzego Popiełuszki, było kolejnym wydarzeniem z cyklu Maj na Foksal, przygotowanym przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

– Ksiądz Stanisław jest niesłychanym autorytetem, nie zdarzyło mi się o coś go zapytać i nie uzyskać odpowiedzi – mówił prowadzący spotkanie Wojciech Piotr Kwiatek, publicysta, krytyk literacki, pisarz. – Kiedyś miałem problem ze stwierdzeniem „módlcie się za swoich nieprzyjaciół”, kiedy zwróciłem się z tym do księdza Stanisława, odpowiedział krótko: „trzeba się za nich modlić, aby się nawrócili” – opowiadał.

Podczas środowego spotkania w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal 3/5 również nie zabrakło trudnych pytań, jak choćby o głośny ostatnio problem pedofilii wśród niektórych księży.

– Ukrywanie pedofili przez hierarchów jest niesłuszne, ale przesadne nagłaśnianie, mówienie że to grzech pospolity w Kościele jest nieprawdziwe. To działanie przeciwko Kościołowi. Może jednak Pan Bóg wyprowadzi z tego co się ostatnio dzieje jakieś dobro  – mówił ks. Małkowski.

Zwrócił uwagę, że dzisiaj ludzie pytają: gdzie jest świętość Kościoła, skoro zdarzały się tam takie skandaliczne rzeczy? – Kościół jest święty.  Ludzie, którzy notorycznie grzeszą i odmawiają nawrócenia, sami wykluczają się z Kościoła – podkreślił kapłan.

Nawiązując do odczytanego w ostatnią niedzielę listu biskupów w sprawie przypadków pedofilii w Kościele w Polsce, zauważył, że zabrakło w nim informacji czy hierarchowie chcą podejmować jakieś decyzje personalne w związku z tą sprawą. – A w niektórych przypadkach byłyby one słuszne – dodał.

Wśród licznych pytań, które padały podczas spotkania, jedno dotyczyło wciąż niewyjaśnionej do końca sprawy morderstwa ks. Jerzego Popiełuszki.

– Przyjmuję to z wielkim żalem, że ani władze państwowe ani kościelne nie są zainteresowane wyjaśnieniem tej sprawy – mówił ks. Stanisław Małkowski.

Przypomniał, że już kilka lat temu Wojciech Sumliński napisał książkę o tym kto mógł tak naprawdę stać za tą zbrodnią, nie została ona jednak poważnie potraktowania.

 

 

 

Sfinansowano ze środków Fundacji PZU