Stanowisko ZG SDP w sprawie zerwania współpracy przez Polskie Radio PR 1 z red. Witoldem Gadowskim

ZG SDP wyraża zdziwienie z powodu zerwania współpracy przez Polskie Radio  PR 1 z red. Witoldem Gadowskim . W dniu 31 maja b.r. w dniu zawieszenia współpracy z red. Gadowskim CMWP w imieniu  SDP zwróciło się do Prezesa Polskiego Radia  z prośbą o wyjaśnienie i z apelem o przywrócenie do pracy w Polskim Radiu  red. Witolda Gadowskiego, wybitnego polskiego publicysty, dziennikarza radiowego i telewizyjnego, na które do dziś nie otrzymało odpowiedzi. Dyrekcja PR 1  Polskiego Radia zawiesiła współpracę z red. Witoldem Gadowskim, który prowadził m.in. audycję „Debata Jedynki” i „Komentarz dnia” z powodu „zmiany ramówki”, o czym red. Gadowski został poinformowany smsem, bez wyjaśnienia przyczyn tak radykalnego ruchu, jakim jest zawsze zdjęcie z anteny programów konkretnego autora. W naszej ocenie sytuacja ta psuje debatę publiczną w Polsce i jest działaniem na szkodę mediów publicznych w Polsce.

 

Red. Witold Gadowski jest publicystą związanym m.in. z gazetami „Czas Krakowski”,„Gazeta Polska”,„Sieci”, telewizją TVN, w której realizował reportaże śledcze  oraz TVP, w której m.in. pełnił funkcje dyrektora Oddziału TVP S.A. w Krakowie i dyrektora TVP 1. Aktualnie jest niezależnym publicystą i pisarzem, prowadzącym własny videoblog internetowy „GadowskiTV”, na którym mówi o najważniejszych problemach Polski i świata,  a którego każdy odcinek ma ponad 150 tysięcy widzów.  Red. Witold Gadowski od 2017 r. pełni funkcję wiceprezesa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, największej i najstarszej organizacji dziennikarskiej w Polsce.

 

ZG SDP oczekuje wycofania się  przez kierownictwo Polskiego Radia z tej pochopnej decyzji .

 

Nowe media i stare problemy – JOLANTA HAJDASZ o wolność słowa w krajach Trójmorza

Przygotowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich „Raport o wolności mediów w krajach Inicjatywy Trójmorza”  jest gotowy. Jego wyniki są zaskakujące – ujawniają wykluczanie z debaty publicznej dziennikarzy o konserwatywnych, prawicowych poglądach i pokazują, jak mocno w mediach tych krajów trzyma się postkomunizm.  

 

Nie mamy mediów, które mówią głosem naszego narodu (Chorwacja) nasze media są prozachodnie, czyli identyfikują się z wartościami LGBT i robią kopiuj – wklej z maszynerii liberalnej Zachodu (Rumunia),  znów mamy nowomowę, która jest narzędziem władzy , słowa homofobia, islamofobia, mowa nienawiści  to jej przykłady (Słowenia), w mediach nie można mówić o chrześcijańskich korzeniach Europy (Chorwacja) – to zdania, które mnie zaskoczyły najbardziej wśród setek zdań zawartych w ankietach, stenogramach z konferencji i opracowaniach zebranych w czasie pracy nad „Raportem o wolności mediów w krajach Inicjatywy Trójmorza”, jaki w ramach projektu „Debata Dziennikarzy II” został przygotowany w Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Podsumowując kilkumiesięczną pracę całego zespołu nad „Raportem” pragnę na koniec przedstawić kilka swoich refleksji.

 

Daleko od mainstreamu

 

Na początek zastrzeżenie. Nasz „Raport” nie jest całościowym opracowaniem naukowym, ponieważ  w stosunkowo krótkim czasie jego tworzenia nie sposób opracować tego tak obszernego zagadnienia w sposób całościowy i potwierdzony kwerendą np. w krajowych archiwach. Jego wartość jest jednak niepodważalna. Po raz pierwszy bowiem udało się zebrać w formie opracowania o charakterze materiału źródłowego ulotne i niedostrzegane często opinie i doświadczenia dziennikarzy nie reprezentujących jedynie tzw. media mainstreamowe, czyli te o największym audytorium (najwyższa sprzedaż w sektorze prasy drukowanej, najwyższa słuchalność w radiu, największa oglądalność wśród nadawców telewizyjnych, czy najwyższa tzw. klikalność w internecie) w danym kraju. Wśród krajów Inicjatywy Trójmorza (poza Austrią), wszystkie mają za sobą doświadczenie ustroju komunistycznego, co w znaczący sposób determinuje  do dziś wszystkie etapy przekazywania każdego komunikatu „od nadawcy do odbiorcy”, od decyzji, które z wydarzeń dnia codziennego trafią do mediów, jaki to będzie przekaz, który z bohaterów tego przekazu będzie pozytywnym, a który negatywnym i jakie emocje całe zdarzenie powinno wywołać wśród odbiorców. Wbrew pozorom swobodne dziennikarskie wypowiedzi i opinie zebrane w „Raporcie” mają w mojej ocenie ogromne znaczenie. Pokazują bowiem świat osób wykluczanych z debaty publicznej w sposób wręcz systemowy, nie można bowiem uznać za przypadkowe to, iż powtarzają się w rozmowach i w wypowiedziach dziennikarzy te same tematy, te same nierozwiązywalne na poziomie krajowym problemy.  Nie powinniśmy tych opinii lekceważyć, bo wiele wskazuje na to, że właśnie ci pomijani w głównych mediach dziennikarze są blisko obywateli swoich państw, znają ich problemy i … nie mają tylko gdzie ich prezentować . Mimo mnogości mediów, setek tytułów prasowych, portali internetowych i fortun ich właścicieli. Przytoczone na wstępie opinie nie mamy mediów, które mówią głosem naszego narodu (Chorwacja), nasze media są prozachodnie, czyli identyfikują się z wartościami LGBT i robią kopiuj – wklej z maszynerii liberalnej Zachodu (Rumunia), czy  znów mamy nowomowę, która jest narzędziem władzy , słowa homofobia, islamofobia, mowa nienawiści  to jej przykłady (Słowenia), w mediach nie można mówić o chrześcijańskich korzeniach Europy (Chorwacja) powinny być jak alarm, sygnalizujący, iż daleko jeszcze do wolności mediów, wolności słowa, w krajach, gdzie można sformułować i usłyszeć takie zdania. W sytuacji, w której los, a przede wszystkim zatrudnienie  wypowiadającego ten osąd dziennikarza jest niepewny, trudno opublikować tzw.  twarde dowody na poparcie tych opinii, ale za ich wiarygodność w naszym opracowaniu odpowiadają doświadczeni dziennikarze z Polski, którzy mają bogaty i udokumentowany dorobek zawodowy. Warto ich relacje potraktować bardzo poważnie, bo rzadko ten głos ma szanse znaleźć się w przestrzeni publicznej i to poza własnym krajem. Liczba zatrudnionych dziennikarzy i zagranicznych korespondentów, długi okres funkcjonowania na rynku prasy, wielkość kapitału, jakim się dysponuje oraz odpowiednie pozycjonowanie w wyszukiwarkach w sieci sprawiają, iż jedynym źródłem wiedzy o problemach mediów danego kraju są media mainstreamowe, największe, w których interesie nie jest dopuszczanie do głosu oponentów. Dla porównania to tak  jakby rynek i system polskich mediów opisywać jedynie na podstawie informacji Gazety Wyborczej, bardzo jednoznacznie sprofilowanej pod względem światopoglądu, więc jednoznacznie oceniającej zjawiska życia publicznego w sposób zgodny z własnym systemem wartości, z którego istnienia odbiorca, szczególnie zagraniczny może w ogóle nie zdawać sobie sprawy. Dlatego w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich postanowiliśmy opracować „Raport o wolności mediów krajów Inicjatywy Trójmorza” kontaktując się bezpośrednio z dziennikarzami, pracownikami i współpracownikami mediów, koncentrując się na próbie dotarcia także do rozmówców poza mediami mainstreamowymi i najpopularniejszymi wyszukiwarkami internetowymi.

 

Kto, co kiedy i jak?

 

Trójmorze to międzynarodowa inicjatywa gospodarczo-polityczna skupiająca 12 państw Europy położonych w pobliżu mórz Bałtyckiego, Czarnego i Adriatyckiego,  w skład której wchodzą: Austria, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Polska, Rumunia, Słowacja, Słowenia i Węgry. Wszystkie te kraje, poza Austrią łączy doświadczenie funkcjonowania w ustroju komunistycznym, dlatego postanowiliśmy wyłączyć z tego opracowania Austrię, jedyny kraj, którego społeczeństwo, a co za tym idzie także środki masowego komunikowania, nie mają za sobą doświadczeń komunizmu i postkomunizmu.  Nawiązaliśmy kontakty z dziennikarzami z 11  krajów, odbyliśmy 11 podróży, by się z nimi spotkać. Podstawą przygotowania Raportu końcowego są ankiety dla dziennikarzy – uczestników spotkań i dyskusji panelowych w krajach uczestniczących w projekcie  oraz raporty tzw. koordynatorów, osób z Polski odpowiedzialnych za przygotowanie opracowania w poszczególnych krajach. To znani i doświadczeni dziennikarze, m.in. Grzegorz Górny, Wiktor Świetlik, Wojciech Mucha, Jadwiga Chmielowska, Wojciech Pokora, Iwona Sznajderska, Piotr Hlebowicz, Andrzej Klimczak, czy Monika Pietraszkiewicz. Łącznie w okresie  listopad 2018 – marzec 2019 odbyło się 11 podróży studyjnych do Budapesztu, Bukaresztu, Wiednia, Rygi, Tallina, Zagrzebia, Lubljany, Pragi, Bratysławy, Sofii i Wilna. Koordynatorzy i członkowie SDP uczestniczący w spotkaniach z miejscowymi dziennikarzami zebrali łącznie 43 ankiety od czynnych zawodowo dziennikarzy oraz opracowali 11 raportów na temat wolności mediów w poszczególnych krajach. W opracowaniu przeanalizowano także  blisko 11 godzin zapisu audio-video z Międzynarodowej Konferencji „Wolność ( słowa) kocham i rozumiem”, jaka odbyła się  w Warszawie w Domu Dziennikarza w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy  Polskich w dniach 28 luty – 1 marca 2019 r. Materiały te zostały poddane analizie jakościowej i ilościowej, przy czym koniecznie należy zaznaczyć, iż  analiza ilościowa nie jest przeprowadzona na reprezentatywnej próbie, więc jej wyniki są jedynie uzupełnieniem analizy jakościowej. Warto jednak zauważyć, iż dziennikarze w każdym kraju to bardzo specyficzna i mimo pozorów otwartości, hermetyczna grupa zawodowa, nie tak liczna, możliwość poznania jej poglądów i ocen wygłaszanych w swobodnej atmosferze zawodowego spotkania „kolegów po fachu”  jest więc bardzo cenna.  Staraliśmy się dotrzeć do dziennikarzy także z mediów niszowych, prezentujących konserwatywne wartości i prawicowe poglądy. Wszyscy ankietowani są czynnymi zawodowo dziennikarzami wszystkich rodzajów środków masowego komunikowania, zdecydowana większość z nich – 24 osoby pracują w swoim zawodzie ponad 10 lat.  Na 43 osoby, które zdecydowały się wypełnić ankiety 13 osób to dziennikarze ze stażem pracy między 10, a 20 lat pracy w mediach, a 11 osób pracuje ponad 20 lat, co oznacza, iż większość ankietowanych pracuje w zawodzie dziennikarskim na tyle długo, by znać wiele jego aspektów z perspektywy praktyka, osoby czynnej zawodowo w dłuższym czasie.   14 dziennikarzy ma staż pracy krótszy niż 10 lat. Pozostali – 5 osób – to ci, którzy nie podali informacji o tym, jak długo pracują w swoich zawodach. Najstarszy z ankietowanych pochodzi z Węgier i w zawodzie pracuje od 1978 r. , najmłodszy ze Słowacji, pracuje ok. 1 roku. Ponad połowa z nich poinformowała o tym, iż co najmniej dwu –trzykrotnie zmieniali pracę, nierzadko tracąc ją wbrew swojej woli, w zawodzie jestem od 1991 r. przeszedłem drogę od reportera do redaktora naczelnego i z powrotem napisał obrazowo jeden z ankietowanych. Ankiety były anonimowe, ale każdy z uczestników spotkań, który zdecydował się ją wypełnić opisywał swoje doświadczenia zawodowe.

 

Co z tego wynika?

 

Z naszego opracowania wynika jednoznacznie, iż pomimo geograficznej bliskości, dziennikarze z  krajów Inicjatywy Trójmorza mają niewielką (lub zgoła żadną) wiedzę na temat realizacji zasady wolności słowa w innych niż własny krajach, brakuje  bowiem usystematyzowanych opracowań na ten temat. Potwierdziło się także, iż stałą praktyką w naszych krajach stało się czerpanie wiedzy o stanie wolności mediów nawet u bliskich sąsiadów z raportów międzynarodowych organizacji takich jak Freedom House czy Reporterzy Bez Granic, których ustalenia np. na temat stanu wolności mediów w Polsce są w ocenie SDP niezgodne ze stanem faktycznym, a przy tym oparte są na niejasnych kryteriach oraz subiektywnych ocenach osób przygotowujących opracowania dla tych organizacji. Przykładowo  organizacja Freedom House informuje, że media  w Polsce, na Węgrzech, w Rumunii, Bułgarii i Chorwacji są tylko „częściowo wolne” (partly free), a organizacja  Reporterzy Bez Granic w 2018 roku po raz kolejny obniżyła notowania Polski – w rankingu wolności słowa za rok 2018 Polska była dopiero na 58 miejscu ze 180 krajów, a rok później, czyli w 2019 jest sklasyfikowana na 59 miejscu, co oznacza spadek o 41 miejsc w porównaniu do roku 2015. W rzeczywistości nie ma jednak powodów, które racjonalnie mogłyby uzasadnić tak drastyczny spadek. W innych krajach jest  jeszcze gorzej –  w rankingu Reporterów Bez Granic w 2018 Węgry zajmowały miejsce 73, Chorwacja 69, a Bułgaria 111. Jeśli opis sytuacji w tych krajach jest tak „rzetelny” jak ten dotyczący Polski, to jest to sytuacja w najwyższym stopniu niepokojąca. Oznacza bowiem, że niewiele o sobie nawzajem wiemy, a przez to trudniej może się nam współpracować i przeciwdziałać zagrożeniom.

 

Wnioski płynące z opracowania „Raportu” są następujące :

 

  • We wszystkich krajach Inicjatywy Trójmorza transformacja środków masowego komunikowania przebiegła inaczej i doprowadziła do powstania odmiennych systemów prasowych mimo pozorów ich podobieństwa. Stowarzyszenia dziennikarskie, redakcje, medialne instytucje nie mają swoich odpowiedników w poszczególnych krajach, a nawet pozornie podobne organizacje mogą różnić się genezą i wartościami, które reprezentują . Powszechna jest niewiedza,  kto de facto reprezentuje czyje interesy.
  • brak aktualnych , wiarygodnych analiz ekonomicznych dotyczących szeroko rozumianego świata mediów.  Nawet doświadczeni, od lata związani z profesjonalnymi mediami dziennikarze nie wiedzą kto i w jaki sposób finansuje ich miejsca pracy i zarobkowania. Niewielka jest wiedza o  mechanizmach powstawania nawet najbardziej znanych mediów w poszczególnych krajach Inicjatywy Trójmorza  i przyczyn upadku innych. Nie ma powszechnej wiedzy , gdzie takie informacje można znaleźć. Praktycznie nikt nie zna właścicieli mediów, nawet ci dziennikarze, którzy  potrafią wskazać (rzadko) kraj, z którego wg nich pochodzą właściciele mediów, w których pracują , rzadko potrafią  wskazać nazwy konkretnych firm, korporacji, spółek, czy nazwisko rodziny właścicieli
  • Ciągle jeszcze występuje bariera językowa. Mimo składanych powszechnie deklaracji o znajomości języka angielskiego, w praktyce sprowadza się ona do poziomu komunikatywności.  W każdym przypadku,  gdy była możliwość posługiwania się w rozmowach tłumaczem z języka miejscowego, zmieniała się w sposób lawinowy liczba przekazywanych przez dziennikarzy informacji . Mają oni ogromną wiedzę o współczesności swoich krajów, o współczesnych mediach i dzielą się nią mimo realnego dla wielu ryzyka utraty pracy lub dochodów w sytuacji, gdy dadzą się poznać jako reprezentanci „niewłaściwych”, czy „politycznie niepoprawnych” poglądów
  • Wskazane byłoby opracowanie metodologii dla tworzenia własnego dla krajów Inicjatywy Trójmorza  raportu na temat realizacji zasady wolności słowa . Raportu tworzonego  wg jednolitych kryteriów dla wszystkich krajów, np. na wzór Raportu „Reporterów bez granic”, ale z własnymi niezależnymi od istniejących organizacji dziennikarskich  metodami analizy i przede wszystkim niezależnymi źródłami informacji.  Powstające dotychczasowe raporty Freedom Hause i „Reporterów bez granic”są podporządkowane tezom ideologicznym, potwierdzają to dziennikarze z wielu krajów (nie wszyscy).  Pragnę także zaznaczyć, że  nie oznacza to odrzucenia raportu „Reporterów bez granic”, ani opinii, iż organizacja ta   świadomie wypacza obraz wolności mediów oceniając poziom wolności słowa w krajach naszego regionu, ale wiele wskazuje na to, iż w okresie ostatnich 30 lat wytworzyła ona stałe mechanizmy pozyskiwania informacji z  danego kraju i nie uwzględnia ona alternatywnych do mainstreamowych źródeł informacji. Protesty przeciwko nieuzasadnionemu obniżaniu miejsc w rankingach wolności słowa (płynące np. z Polski , czy Węgier) są zupełnie nieskuteczne, widoczna jest więc potrzeba stworzenia alternatywnego narzędzia do opisu sytuacji w mediach
  • W żadnym kraju nie występują  problemy techniczne z dostępem do infrastruktury. W tej dziedzinie dotyczącej świata mediów  z pewnością udało się krajom postkomunistycznym , jakim są kraje Inicjatywy Trójmorza, dogonić Zachód, co tak głośno i powszechnie postulowano w latach 90-tych i późniejszych. Nie ma generalnie żadnych problemów z dostępem do gazet papierowych,  szerokopasmowego internetu, naziemnej telewizji cyfrowej. Warto jednak przypomnieć, że media to nie tylko nowoczesna technika, ale także, a raczej przede wszystkim treść przekazu. Warto ponownie zacząć walczyć o jego jakość i prawdziwość.

 

W mojej ocenie wszystkie wskazane powyżej zagadnienie wymagałyby przeprowadzenia  pogłębionych interdyscyplinarnych badań empirycznych w przyszłości . Konieczne byłyby także opracowania historyczne, ponieważ tylko analiza faktów z przeszłości mogłaby dać nam prawdziwy obraz obecnych mediów. Wyrażam nadzieję, iż SDP będzie zajmowało się nadal tą problematyką i za rok powstanie Raport nr 2 na temat wolności słowa w krajach Inicjatywy Trójmorza. Ufam, że będzie bardziej optymistyczny

 

dr Jolanta Hajdasz, prof. Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu, dyr. CMWP SDP

 

POBIERZ RAPORT o wolności mediów w krajach Inicjatywy Trójmorza_13062019

 

 

Milicja wejdzie do Michnika – ŁUKASZ WARZECHA o tym, że zagraniczne media mało wiedzą o Polsce

Milicja wejdzie do Michnika, a wcześniej ktoś podrzuci mu narkotyki – to najczęściej przytaczany wątek (cytat z redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”) z tekstu o sytuacji mediów w Polsce, który ukazał się na portalu renomowanego amerykańskiego magazynu „Foreign Policy”.

 

W środku tekstu pojawia się ramka z zachętą read more, a w niej odsyłacze do trzech innych tekstów, pokazujących, jak źle dzieje się z Polską: „Poland’s Historical Revisionism Is Pushing It Into Moscow’s Arms. The country doesn’t need an openly pro-Russian political party. Its own government’s attempts to rewrite Polish history play directly into Vladimir Putin’s hands”, „Poland’s New Populism. Warsaw may be turning away from the European Union, but that doesn’t mean that it is turning toward Moscow instead” oraz „It’s Time to Play Hardball With Poland. Brussels needs to admit that Warsaw’s democratic charade is over”. Nie widać żadnego tekstu, który próbowałby pokazać polską sytuację z innej perspektywy.

 

Ja próbowałem. Zawsze próbuję, jeśli mam okazję. Dlatego w tekście przytoczono moją krótką wypowiedź:

 

That the paper [„Gazeta Wyborcza”] leans to the left has made it a target for people in Poland, even those who find the propaganda on TVP distasteful. Lukasz Warzecha is a columnist for the conservative magazine Do Rzeczy. “Before 2015, you had the media picture completely dominated by the left part of the political scene,” he said. “Now the picture is much more balanced.”

 

Z dziennikarskiego punktu widzenia tekst jest bardzo marny. Pisany w taki sposób, w jaki wiele zachodnich mediów pisze o Polsce. Pamiętam doskonale sprzed lat rosnące rozczarowanie sposobem, w jaki niegdyś mój ulubiony „The Economist” pisał o Polsce pod rządami PO. Coraz bardziej przypominało to narrację „Gazety Wyborczej”, coraz mniej rzetelne przedstawienie złożonej sytuacji politycznej. W końcu, po wielu latach, gdzieś w okolicach 2015 roku, zrezygnowałem z prenumeraty brytyjskiego magazynu, wychodząc z założenia, że skoro w ten sposób pokazuje sytuację w Polsce, to nie daje to gwarancji rzetelności w tekstach o innych krajach.

 

Tekst na portalu FP jest, rzecz jasna, napisany z tezą. Pomija przynajmniej kilka istotnych informacji.

 

Po pierwsze – nie umieszcza w kontekście zmian w TVP. Jakkolwiek krytyczny mielibyśmy do nich stosunek (ja mam skrajnie krytyczny, o czym kilkakrotnie pisałem na portalu SDP), należałoby jednak przypomnieć również personalne ruchy, które miały miejsce za poprzedniej władzy.

 

Po drugie – tam, gdzie jest mowa o rzekomym prześladowaniu opozycyjnych mediów, autorzy tekstu wspominają o tym, że Jarosław Kaczyński „zażądał od prokuratury”, aby zajęła się publikacjami „GW” („In February, the de facto leader of Poland, Jaroslaw Kaczynski, did just that, attacking Gazeta Wyborcza after it raised questions about his involvement in plans to build a luxury skyscraper in Warsaw. Kaczynski insisted that the paper retract the stories and publish an apology, but when it refused, he demanded the public prosecutor charge the authors with defamation”.) To oczywiste przekłamanie, być może wynikające z nieznajomości polskich realiów, także prawnych. Jarosław Kaczyński złożył bowiem przeciwko „GW” prywatny akt oskarżenia z artykułu 212 kodeksu karnego – a nie jest to jednak to samo, co żądanie, aby prokuratorzy oskarżyli autorów tekstu o zniesławienie (jakkolwiek prokurator może, jak wiadomo, przystąpić do takiego postępowania). Mało tego, dziennikarska uczciwość nakazywałaby – gdyby oczywiście autorzy tekstu w FP wiedzieli, o czym w ogóle piszą – wspomnieć, że przez osiem lat swoich rządów Platforma Obywatelska, mimo powszechnej krytyki ze strony przedstawicieli mediów, nie skasowała z kodeksu karnego wspomnianego artykułu 212. Gdyby to zrobiła, prezes PiS nie mógłby go dziś używać przeciwko gazecie Adama Michnika. Oczywiście należałoby też napisać, jak sam PiS zmienił zdanie w sprawie art. 212 (pisałem o tym na portalu SDP).

 

Po trzecie – autorzy tekstu oznajmiają, że poprzez przejęcie przez będący własnością państwa Orlen Ruchu, PiS może zyskać kontrolę nad dystrybucją prasy. Nie wspominają jednak ani słowem, że oferta Orlenu – jakkolwiek można mieć co do niej obawy (o tym także pisałem na portalu SDP) – nie jest jakimś zamachem na niezależną sieć dystrybucji, ale konsekwencją faktycznej plajty Ruchu i dramatycznej sytuacji wydawców prasy w związku z tym.

 

Mamy zatem przed sobą tekst słaby, pod tezę, pokazujący, jak mało jego autorzy wiedzą o sytuacji w Polsce. Reakcje mogą być dwie. Pierwsza to pogardliwe wzruszenie ramionami. Druga – którą zalecam – to skorzystanie z każdej okazji, aby rozmawiać z kolegami z zagranicy, piszącymi o Polsce. Warto pomagać, przekazywać kontakty, sugerować rozmówców – możliwie różnorodnych, prezentujących różne punkty widzenia. Ja sam mam to szczęście, że dziennikarze z różnych krajów – a to z Czech, a to z Hiszpanii, a to z Łotwy czy Niemiec – odzywają się do mnie co jakiś czas z prośbą o komentarz, pomoc, skierowanie do osób, które potrafią powiedzieć o polskiej sytuacji coś więcej niż tylko sztampa z Czerskiej. Każdy taki kontakt bardzo mnie cieszy, a już szczególnie, gdy jego inicjatorem są przedstawiciele mediów, które tradycyjnie zaopatrywały się w opinie tylko w polskiej lewicowo-liberalnej bańce. Staram się pomagać, jak tylko mogę, tak aby następnym razem zagraniczny kolega znów się do mnie odezwał. W ten sposób burzy się monopol polskich lewicowych mediów na opowiadanie o tym, co dzieje się w naszym kraju. I nie chodzi przecież o to – jestem jak najdalszy od sugerowania, aby iść w tę stronę – żeby robić klakę rządowi. Nie – wystarczy pokazać, że może być inny punkt widzenia niż ten, do którego przywykł interlokutor z Wielkiej Brytanii, Francji czy Włoch. Niekoniecznie entuzjastyczny wobec władzy, ale po prostu niezależny, a nie powielający narrację opozycji.

 

A że efekty bywają różne? Takie jest życie. W tekście na portalu Foreign Affairs jedna rzecz została jednak mimo wszystko uczciwie powiedziana: że „Gazeta Wyborcza” to medium lewicowe, bardzo mocno wspierające konkretną polityczną opcję.

 

 

50 lat służby polskiemu słowu – relacja z Benefisu Elżbiety Królikowskiej-Avis

To był niezwykły wieczór w Domu Dziennikarza przy Foksal 3/5: pełen wspomnień, ciepłych słów, mądrych zdań, podziękowań, z mnóstwem kwiatów (także od prezydenta RP Andrzeja Dudy, który przesłał bukiet z życzeniami), kieliszkiem wina. Miał swoją bohaterkę  –  Elżbietę Królikowską-Avis, wybitną dziennikarkę, publicystkę, tłumaczkę, autorkę książek oraz – choć może zabrzmi to w dzisiejszych czasach dziwnie, bo coraz rzadziej używa się takich określeń – bojowniczkę o wolną i lepszą Polskę.

 

– Byłem bardzo zaskoczony, kiedy się dowiedziałem, że będziemy organizować Benefis 50-lecia pracy twórczej pani redaktor Elżbiety Królikowskiej-Avis  – mówił, rozpoczynając uroczystość, Krzysztof Skowroński, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy  Polskich. – Pomyślałem, że wkradł się tu jakiś błąd, że pani redaktor może obchodzić 30-, 25 – lecie pracy, ale 50 lat to chyba przesada. Ale później doszedłem do wniosku, że tak mogą myśleć tylko ludzie niezdolni, bo ludzie zdolni potrafią rozpoczynać działalność społeczną, twórczą bardzo wcześnie.

 

– Zaczęłam bardzo wcześnie, jeszcze w szkole ogólnokształcącej, pisząc do pisma „Radar” – doprecyzowała Elżbieta Królikowska-Avis.

 

Prezes SDP podkreślił, że jubilatka w tak młodym wieku była nie tylko twórcza, ale także odważna. Przypomniał, iż za tę odwagę, którą wykazała się w czasach PRL-u, została odznaczona Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. I właśnie od działalności opozycyjnej zaczęła wspomnienia Elżbieta Królikowska-Avis. Opowiadała o przynależności do antykomunistycznej organizacji Ruch. – To była pierwsza organizacja niepodległościowa od czasów WiN-u. Gdy mówiło się o socjalizmie z ludzką twarzą, myśmy twierdzili, że Polska musi być niezawisła, niepodległa i demokratyczna.  Gwarantem tego miały być wolne wybory, wprowadzenie instytucji demokratycznych, które zapewniłyby pluralizm partyjny, medialny, światopoglądowy, religijny – podkreślała Królikowska-Avis.

 

Za działalność opozycyjną została skazana na dwa lata więzienia. Zasług tych nie zapomniano także podczas Benefisu. Jubilatka została odznaczona medalem „Pro Patria”, przyznawanym przez Urząd ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych.

 

­- Medalem tym honorujemy już kilka pokoleń Polaków – mówił szef urzędu Jan Józef Kasprzyk. – Myślą przewodnią tego odznaczenia jest, cytując Jana Pietrzaka, „Żeby Polska była Polską”. Ta wartość jest przekazywana z pokolenia na pokolenie, pani Elżbieta przejęła ją od pokolenia żołnierzy niezłomnych. Ubeckie kazamaty panią nie złamały. Za to dziękujemy. Służąc polskiej kulturze, polskiemu słowu uczy pani, mówiąc za Józefem Piłsudskim, aby myśleć własnym mózgiem i patrzeć własnymi oczami. I za to pani redaktor serdeczne Bóg zapłać.

 

Znaczna część dorobku dziennikarskiego Elżbiety Królikowskiej-Avis związana jest z filmem (skończyła polonistykę ze specjalnością filmowo-telewizyjną, o filmie kryminalnym pisała pracę magisterską) i o tym okresie jej twórczości mówił podczas Benefisu Andrzej Kołodyński, redaktor naczelny miesięcznika „Kino”.

 

– Interesowali ją ludzie, twórcy. Robiła znakomite wywiady. Pamiętam jej bardzo osobistą rozmowę z Ralphem Fiennesem – mówił Andrzej Kołodyński. – Jej teksty wyróżniały się stylem. Widać było w nich krytyka, ale jednocześnie też zwykłego widza, który nie tylko ocenia, ale i przeżywa to co ogląda.

 

Po wystąpieniu redaktora naczelnego „Kina”, Elżbieta Królikowska-Avis zabrała uczestników Benefisu w bardzo osobistą, obrazkową podróż wspomnień. Na ekranie pojawiły się zdjęcia, najpierw czarno-białe: rodziców, czasów młodości – lata 60. – wakacje nad Bugiem, podróż autostopem nad morze; potem było coraz więcej kolorowych: pierwsze stypendium w Hiszpanii, legitymacje prasowe z kolejnych redakcji, wejściówki na festiwale filmowe, liczne zagraniczne wyjazdy, mąż – Peter Avis, Londyn, na balu Polonii, ulubiony pies wzięty ze schroniska, ślub córki w Normandii, zięć, wnuk – jeden, drugi, pogrzeb męża i znów Polska – promocje książek, spotkania autorskie…

 

O ostatnich dziesięciu latach politycznego dziennikarstwa Elżbiety Królikowskiej-Avis mówił publicysta, współtwórca portalu wPolityce.pl, tygodnika Sieci i telewizji wPolsce, Michał Karnowski.

 

– My Polacy po 89 roku byliśmy w pewien specyficzny sposób wychowywani, budowano pewne kompleksy, izolowano nas od pewnej wiedzy. I tutaj ktoś, kto miał doświadczenie zachodnie, miał obycie w mediach światowych, mógł powiedzieć: znam świat, a równocześnie bronił pewnych wartości, był bezcenny dla obozu propolskiego – mówił Michał Karnowski.

 

Zwrócił też uwagę, że redaktor Królikowska-Avis ma bardzo analityczny umysł, a tego obecnie brakuje w polskiej publicystyce. – Dzisiaj dobrze się sprzedają emocje, a potrzebny jest taki chłód spojrzenia, jasny pogląd autorki – zauważył Karnowski. Na koniec podziękował jubilatce za to, że motywuje by nie poddawać się i wciąż iść do przodu. – Każdemu życzyłbym, abyśmy zawsze mieli taką energię jak pani Elżbieta.

 

Do podziękowań i życzeń przyłączył się prezes TVP Jacek Kurski („Jest pani perłą w koronie publicystyki” – podsumował), Marcin Wolski, Krzysztof Skowroński… zabrzmiało „Sto lat”, a potem kolejka chętnych do składania gratulacji i wręczania kwiatów szybko się powiększała. Jubilatka odbierała je przez długi czas.

 

 

Wolność z Kwaśniewskim – TADEUSZ PŁUŻAŃSKI o medialnym przekazie obchodów rocznicy 4 czerwca 1989 r.

Dzień ten rządowa koalicja PO-PSL, razem z prezydentem  Bronisławem Komorowskim, kazała nam obchodzić jako najważniejsze polskie święto. A w jaki sposób Rzeczpospolita po 1989 r. się odrodziła można było zobaczyć w tym roku w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku, gdzie wedle pomysłu Władysława Frasyniuka słowa „We free people!” skandował… Aleksander Kwaśniewski. Charakterystyczne jest też to, jak te opozycyjne wobec rządowych obchody przedstawiały opozycyjne media.

 

Wydarzenie obszernie relacjonowała wyborcza.pl/Trójmiasto, podkreślając przenikliwość innego byłego prezydenta – Lecha Wałęsy: „Przechodzimy z epoki państw, z epoki wielkich podziałów powojennych, do epoki intelektu, informacji i globalizacji”. Czy to zapowiedź oczekiwanego przez światową lewicę końca państw narodowych i konieczności rozmycia się we wspólnej Europie antywartości? Czy do tego zmierza ostatni projekt landyzacji Polski? Czy nie przed tym m.in. ostrzegał prezydent Andrzej Duda w liście odczytanym w ECS przez Zofię Romaszewską: „Chciałbym, żeby obecne różnice uświadomiły nam, że powinniśmy zawsze mieć w pamięci biblijną przestrogę o losie królestw podzielonych”?

 

Kwaśniewski – przeciwnik Putina?

 

Wyborcza.pl/Trójmiasto obszernie cytowała Aleksandra Kwaśniewskiego, przyjmowanego w ECS jako obrońca konstytucji i wszelkich swobód. Najlepsze w ustach funkcjonariusza bolszewickiej, zbrodniczej partii było to: „Widzimy, że pewni ludzie chcą końca demokracji i powrotu do rządów silnej ręki. W Europie są partie przeciwników demokracji, wspierane przez putinowską Rosję. Trzeba więc twardo walczyć o wartości fundamentalne – wolność, demokrację, wolny rynek, państwo prawa, szacunek dla odrębności, do nie dyskryminowania kogokolwiek”. Komunista demokratą. Zwolennik Breżniewa i Gorbaczowa przeciwnikiem Putina. Odwracanie pojęć. A realizatorem rządów silnej ręki ma być PiS, jak się można spodziewać gorsze od PZPR.

 

 „My wolni ludzie!”

 

Wyborcza.pl/Trójmiasto zwróciła też uwagę na przemówienie nawróconego na Okrągły Stół Bronisława Komorowskiego: „wybory 4 czerwca i powołanie rządu Tadeusza Mazowieckiego to
była mądrość, która doprowadziła do gigantycznej reformy kraju”. Były prezydent „zapomniał” dodać, ze w ramach tej „mądrości” komuniści – za zgodą Solidarności – zmienili w trakcie głosowania reguły gry: zmienili ordynację wyborczą pozwalając dostać się do kontraktowego Sejmu komunistom z listy krajowej. „Zapomniał” też dodać, że prezydentem wkrótce został twórca stanu wojennego: towarzysz Wojciech Jaruzelski. To już nie tylko mądrość, ale czystej wody mądrość etapu.

 

„Po spotkaniu prezydentów odbyła się też krótka debata z udziałem wybitnych działaczy opozycji w czasach PRL” – podkreśliła wyborcza.pl/Trójmiasto. Ci „wybitni” to m.in. Władysław Frasyniuk, Henryk Wujec, Małgorzata Niezabitowska. A gdzie – można spytać – Andrzej Gwiazda, czy Krzysztof Wyszkowski?

 

Na koniec zabłysnął jeden z „wybitnych”: „Kwaśniewski, za karę, że ty się uczyłeś angielskiego, kiedy ja siedziałem w więzieniu, wykrzycz to po angielsku: „My wolni ludzie!” – zawołał Władysław Frasyniuk, po czym Kwaśniewski wykrzyczał: „We free people!”

 

W tym samym ECS odbyło się również spotkanie Lecha Wałęsy i Leszka Balcerowicza. Ten drugi, były minister finansów stwierdził: „PiS to ugrupowanie, które cofa Polskę ustrojowo. To ustrojowi komuniści, którzy udają antykomunistów”. I kto to mówi? – można spytać? Były członek PZPR.

 

Mogło być inaczej?

 

Teraz portal Miasta Gdańska www.gdansk.pl, który w 30 rocznicę czerwcowych wyborów obszernie cytował Donalda Tuska, że „trzeba być zdeterminowanym i odważnym w walce o zwycięstwo, nawet jeżeli przegrało się pierwszy mecz”. Myliłby się ten, kto sądzi, że „król Europy” mówił o historii. Mówił o politycznej bieżączce. Przegranej w wyborach do PE tzw. Koalicji Europejskiej. Po czym znów błysnął mądrością wykładowcy akademickiego: „w roku 1988 i 1989 nikt nikogo nie wykluczał”. Tusk „zapomniał” o komunistach? O tym, co robili, jak wykluczali nieznani sprawcy Kiszczaka?

 

Przepraszam, w gąszczu cytowanych wypowiedzi zapomniałbym o Nobliście Lechu Wałęsie: „Mamy np. mniejszości seksualne, dlaczego nie miałyby mieć swojej partii?” Cóż ten temat ma wspólnego z rocznicą prawie wolnych wyborów. Może tyle, że w Europejskim Centrum Solidarności bez żenady promowane jest LGBT. Jak „pięknie” współgra to z wypowiedzią dziennikarza „Gazety Wyborczej” Pawła Wrońskiego, który stwierdził, że rotmistrz Witold Pilecki walczył o to, aby w Polsce mogły mieszkać m.in. osoby LGBT.

 

I w końcu rekapitulacja prezydent (prezydentki?) Gdańska, Aleksandry Dulkiewicz: „Polska rewolucja bez rozlewu krwi to wielki powód do dumy i radości, której nie możemy dać sobie odebrać”. A kto chce prezydentom i prezydentkom odebrać „ich” święto? Dulkiewicz dodawała: „Musimy dziś też pamiętać, że mogło być inaczej”. Prezydentka Gdańska chyba nie odwoływała się do historii, bo niespecjalnie się nią przejmuje, patrząc na śmietnik na Westerplatte. Może zamarzyła o szybkim odejściu od umów Okrągłego Stołu po klęsce komunistów w koncesjonowanych wyborach czerwcowych 1989? Rozpisaniu wyborów w pełni wolnych, demokratycznych? Jednak nie. Z kontekstu wypowiedzi Dulkiewicz i innych zgromadzonych w ECS można wywnioskować, że straszyli wizją rozwiązania siłowego. Tylko historycy (ci niekomunistyczni) takiego wariantu nie traktują poważnie.

 

Powiew czerwca

 

Portal Miasta Gdańska zwrócił uwagę na inną wypowiedź Lecha Wałęsy, którą można streścić w słowach: jeśli kolejne wybory znów wygra PiS, „czeka nas coś w rodzaju rewolucji październikowej” (gdzie indziej Noblista straszył wojną domową). Zabłysnęła też przywoływana przez www.gdansk.pl Małgorzata Niezabitowska, rzeczniczka powstałego po czerwcowych wyborach rządu: „Tadeusz Mazowiecki nie mówił o żadnej grubej kresce, ale o grubej linii”. Jeśli widzieć różnicę, to linia wyda się czymś grubszym, problemem poważniejszym. Były opozycjonista Zbigniew Janas na określenie przejścia z PRL do PRL-bis wprowadził nowe pojęcie: „rewolucja negocjowana” . „Bo miała wszystkie cechy rewolucji, ale bez jednej: myśmy się nie wyrzynali”.

Henryk Wujec postanowił przenieść czerwiec 1989 r. na czerwiec 2019 r.: „Jeszcze my doprowadzimy do tego że ten powiew wolności, który się narodził teraz – czujecie ten powiew? –
doprowadzi do zwycięstwa”. Najwyraźniej były opozycjonista tylko swoje środowisko uważa za depozytariuszy prawie wolnych wyborów. Tylko co tam u Was robi Kwaśniewski, Cimoszewicz, Miller, itd.?

 

4 czerwca 1992

 

W rocznicę 4 czerwca 1989 r. zabłysnęła też (post)komunistyczna „Polityka”. Na portalu tygodnika tekst pod znamiennym tytułem „Jak TVP przykrywa i zohydza rocznicę 4 czerwca” napisała Anna Dąbrowska. Zdaniem pani redaktor (redaktorki?) jednym z pomysłów telewizyjnych „Wiadomości” na „przykrycie” 4 czerwca „był materiał o wmurowaniu kamienia węgielnego pod pomnik premiera Jana Olszewskiego przed KPRM”. Pani redaktor (redaktorka?) „zapomniała”, że 4 czerwca to jeszcze jedna polska rocznica? Przecież 4 czerwca 1992 r. komuna obaliła rząd Jana Olszewskiego. Ale mecenas Olszewski nie jest bohaterem dla „Polityki”, czy „Wyborczej” (preferują Kwaśniewskiego, czy Mazowieckiego). Bo Olszewski próbował odejść od układów Okrągłego Stołu i walczyć z grubą kreską Mazowieckiego. Przeprowadzał dekomunizację i lustrację, rozpoczął starania o wejście Polski do NATO i wyrzucenie z Ojczyzny okupacyjnych sowieckich wojsk. Nie zgodził się na tworzenie spółek polsko-rosyjskich w dawnych bazach wroga. Tego wszystkiego komuna mu nie darowała zawiązując spisek znany jako nocna zmiana.

 

„Ludzie śmiecie”

 

I jeszcze raz „Polityka”, która na 30 rocznicę przypomniała rozmowę z 2008 r. Jacka ŻakowskiegoTadeuszem Mazowieckim. „Więc kiedy był prawdziwy przełom” – pytał Żakowski. „Powstanie mojego rządu było przełomem” – odpowiadał Mazowiecki , ale zaraz asekurował się: „Nie od razu mieliśmy kontrolę nad MSW i wojskiem. To się działo stopniowo”. To już nie asekuracja, ale zaklinanie rzeczywistości. Bowiem w tym „przełomowym” rządzie rządził KiszczakSiwicki, pod nadzorem Jaruzelskiego. Na koniec Żakowski pytał, a właściwie stwierdzał: „Bo Radio Maryja jest odpowiedzią na jakiś ból w społecznej rzeczywistości. Podobnie jak Lepper, Giertych, PiS, Rokita,
projekt IV RP. Zygmunt Bauman ma na klientelę tych zjawisk trafne i mocne określenie: „ludzie śmiecie” – niechciane produkty uboczne nowej rzeczywistości”. Dziś z tego grona wyskoczyłby Giertych – on, tak jak wcześniej Bronisław Komorowski, nawrócił się na Okrągły Stół i postępową lewicę laicką. Ale skoro Zygmunt Bauman (zbrodniarz z Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego) ma być wyrocznią – widać, w jakim kierunku poszedł ten prawie wolny okrągłostołowy świat.

 

Tadeusz Płużański

 

SPRAWA JAROSŁAWA ZIĘTARY. Świadek: zabili go Rosjanie

Ludzi, którzy doprowadzili do tego zabójstwa, można określić jako mafia, dosłownie  –  powiedział przed sądem Maciej B. pseudonim Baryła.

 

To była już ostatnia rozprawa przed wakacjami w procesie o podżeganie do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary. O czyn ten oskarżony został były senator, twórca pierwszych kantorów wymiany walut w Polsce Aleksander Gawronik, który nie przyznaje się do winy i czuje się niesłusznie oskarżony. W piątek, 7 czerwca przed Sądem Okręgowym w Poznaniu stawili się: biegły sądowy Marcin Siedlecki oraz dwóch świadków: były gangster Maciej B. pseudonim Baryła oraz dziennikarz Sylwester Latkowski.

 

Rozprawa rozpoczęła się od zeznań psychologa, biegłego sądowego Marcina Siedleckiego. Biegły oceniał czy zeznania Macieja B., które obciążają oskarżonego, spełniają „psychologiczne kryteria wiarygodności”. Siedlecki stwierdził przed sądem: „nie potrafię też wskazać, która część tych zeznań jest prawdziwa, a która odbiega od rzeczywistszych przeżyć i doświadczeń” innymi słowy nie jest w stanie ocenić, w jakich momentach świadek mówił prawdę, a w jakich nie. Poniżej słowa biegłego, które wybrzmiały na sali.

 

– Świadkowi może się wydawać, że podając więcej szczegółów, okoliczności zdarzeń, które miały miejsce 20 lat temu, będzie bardziej wiarygodny. Świadek bardzo często, na różnych etapach, zmieniał swoje twierdzenia, bardzo trudno jest wskazać, które fragmenty są prawdziwe, a które odbiegają od rzeczywistości. To wymaga bardzo dużej weryfikacji, w tym innymi dowodami. Zeznania świadka, wyniki badań i to, co widziałem na sali rozpraw, skłoniło mnie do sformułowania wniosku, że są wątpliwości co do prawdziwości zeznań świadka i wymagają one weryfikacji.

 

Ponad to biegły zaznaczył, że nie stwierdził „skłonności świadka do fantazjowania czy konfabulowania, czyli nieświadomego wprowadzenia w błąd związanego m.in. z pamięcią. Nie ma on też skłonności do konfabulacji, rozumianej jako wypełnianie luk pamięci treściami zmyślonymi, które mogą być na podłożu uszkodzeń organicznych.”

 

Na tak sformułowane osądy zareagowała prokurator Elżbieta Potoczek-Bara. Prokurator spytała biegłego, czy ten zapoznał się z całością materiału dowodowego. Na co mężczyzna odpowiedział, że nie, ale w jego opinii wystarczająco, bo pracował nad tym co mu przekazał sąd.

 

Tu warto dodać, że biegły uczestniczył w jednej, a do tego w pewnym sensie dramatycznej dla Macieja B., rozprawie w październiku 2016 roku. Wtedy odbyła się konfrontacja z poznańskim dziennikarzem i redakcyjnym kolegą zamordowanego Jarosława Ziętary, red. Krzysztofem Kaźmierczakiem. Wcześniej, w kwietniu tego samego roku Baryła wycofał obciążające Gawronika zeznania, które złożył w prokuraturze. Jak tłumaczył zawiódł go prokurator, od którego oczekiwał pomocy w uzyskaniu aktu łaski. Podczas październikowej rozprawy w 2016 roku odczytano też protokoły zeznań świadka. Reasumując, biegły swoją opinię oparł na jednej rozprawie oraz odczytanych na niej protokołach. Tu również warto uzupełnić, że Maciej B. był przesłuchiwany 10 razy. W 2019 powrócił do wersji, którą zeznał w prokuraturze, a więc do oskarżenia biznesmena. W tym samym roku przed sądem wypowiedziało się dwóch innych biegłych, którzy stwierdzili, że zeznania Baryły były logicznie spójne, a świadek potrafił oddzielić informacje zasłyszane od własnych, a także, że słowa Macieja B. spełniają psychologiczne kryteria wiarygodności.

 

Prokurator Elżbieta Potoczek-Bara stwierdziła:  – W mojej praktyce, ponad 20-letniej, po raz pierwszy spotykam się z psychologiem, który nie widzi potrzeby zapoznania się ze wszystkimi zeznaniami świadków. Dopytywała się też czy użyte metody przez biegłego są wystandaryzowane. Okazało się, że nie wszystkie, ale żadna nie jest też zakazana, a krytykowaną przez specjalistów metodę mężczyzna używał tylko pomocniczo do porządkowania materiału badawczego.  Prokurator  spytała również o doświadczenie biegłego w sprawach karnych. Psycholog odpowiedział, że biegłym jest od 2006 roku, opiniował w sprawach karnych dotyczących dzieci i młodzieży, a pełna dokumentacja jego kompetencji jest w posiadaniu poznańskiego sądu.

 

Maciej B. pseudonim Baryła zeznawał tego dnia jako drugi. Na salę wszedł ubrany w ciemny garnitur i białą koszulę, skuty kajdankami – zarówno ręce jak i nogi – w asyście uzbrojonych policjantów. Baryła jest skazany i odsiaduje dożywocie za zabójstwo w innej sprawie.  Na piątkowej rozprawie, w poznańskim Sądzie Okręgowym, potwierdził swoje zeznania, które obciążają oskarżonego. To znaczy, że do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary nakłaniał Aleksander Gawronik.

 

W piątek Baryła najpierw opowiedział o zleceniu na Jarka Ziętarę, które otrzymał od Dariusza Lewandowskiego pseudonim Lewy. Mieli pobić Ziętarę za interesowanie się holdingiem Elektromis. Ale do mieszkania dziennikarza trudno było wejść „bez świadków”. Pod kamienicą przy Kolejowej, na poznańskim Łazarzu, gdzie Ziętara mieszkał, wystawał jak się wyraził Maciej B. „element społeczny”. Poza tym schody prowadzące do mieszkania skrzypiały. W końcu plan się zmienił i Baryła, z ochroniarzem Elektromisu Lewym weszli do mieszkania Ziętary. Obezwładnili go i przeszukali mieszkanie. Baryła znalazł w lodówce woreczek ze zwykłymi filmami z aparatu fotograficznego, a za lodówką aparat do mikrofilmów i mikrofilmy. Jest to o tyle istotne, że potwierdza wersję współpracy dziennikarza z Urzędem Ochrony Państwa bo zakłada się, że sprzęt ten należał właśnie do UOP.

 

Maciej B. potwierdził również, że widział radiowóz na terenie firmy Elektromis oraz legitymacje i mundury policyjne. Baryła opowiedział także o spotkaniu, podczas którego padło, jak twierdzi, polecenie zabicia Ziętary.

 

Latem 1992 roku Gawronik przyjechał do Elektromisu, towarzyszyli mu Rosjanie. Ja z kilkoma osobami stałem na zewnątrz, przy wywietrzniku. Gawronik się bał, że w tym wywietrzniku coś jest, zaglądał do niego.

 

Jak dalej zeznał Maciej B.: Gawronik przez to, że był w służbie więziennej i SB to był bardzo wyczulony na takie rzeczy. Kazał ściągnąć kratkę i pytał czy zawsze stoimy  przy wywietrzniku jak rozmawiamy

 

To podczas tej rozmowy oskarżony miał stwierdzić, że Żydek, jak go nazywał, ma zostać „zaje…y” Według Macieja B. Lewy bał się tych Rosjan, którzy podczas rozmowy stali z boku. Dodatkowo Aleksander Gawronik miał straszyć ochroniarzy „Ciastoniem i Płatkiem”, ale Baryła nie wiedział o co chodziło. Potwierdził za to, że w porwaniu brali udział: Ryba, Lala, Kapela i mój kolega Lewy. O szczegółach porwania opowiadał mi właśnie Lewy, we czwórkę pojechali po Ziętarę, ubrani w policyjne mundury.

 

Dwaj wymienieni przez Macieja B. porywacze Ryba i Lala są oskarżeni przez krakowską prokuraturę i w ich sprawie toczy się osobny proces również przed Sądem Okręgowym w Poznaniu, z którego relacje zamieszczano na stronach Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP od lutego br. W tych publikacjach znajduje się również obszerne sprawozdanie dotyczące zeznań Macieja B. Kapela i Lewy z kolei nie żyją od lat 90. Prokuratura w Krakowie prawdopodobnie ustaliła, że porywaczy było trzech, a Dariusz Lewandowski nie brał udziału w porwaniu. W rozmowie „przy wywietrzniku”, według zeznań Baryły brali udział: ja, Lewy, Bekon, Marek Z. i Piotr Cz. Z panem Gawronikiem przyjechało wtedy dwóch Rosjan.   

 

Maciej B. stwierdził też na początku rozprawy, że „ ludzi, którzy doprowadzili do tego zabójstwa, można określić jako mafia, dosłownie”. Według Baryły Jarosława Ziętarę porwano, po trzech dniach zamordowano, a na końcu dopuszczono się zniszczenia szczątków, które rozpuszczono w kwasie, a resztę spalono.

 

Podobno dwa czy trzy dni był tam bity. I został zabity. Z tego, co ja wiem, to był zabity przez tych Rosjan. Był duszony i pchnięty jakimś narzędziem w postaci szpikulca jakiegoś, śrubokrętu. (…) Marek Z. oczywiście o tym wiedział. U niego niszczone były szczątki Jarka. Specjalnie z tego powodu wypożyczył dom w Chybach i wysłał swoją żonę z dziećmi na wakacje. Szczątki zostały zniszczone w kwasie, ale nie całe, zostały kości. Byłem w Chybach, ale przed domem. Nie wiem, jak to technicznie wyglądało. Ja tam pojechałem z ciekawości. Lewy powiedział mi – spie…aj, bo cię zaj….ią.

Warte odnotowania jest także zdanie Macieja B. skierowane, można tak założyć do brata Jarosława, Jacka Zietary. Baryła oświadczył, że w poprzednich zeznaniach mówił o tym, że dziennikarz szantażował oskarżonego. W piątek doprecyzował to zeznanie, podkreślając, że tak mu powiedziano, ale sam tej wiedzy nie posiadał.

 

Sylwester Latkowski, współautor artykułu poświęconemu tragicznym losom Jarosława Ziętary, był ostatnim świadkiem przesłuchanym w piątek, 7 czerwca. Michał Majewski, drugi autor składał zeznania na poprzedniej rozprawie. W tekście opublikowanym w 2014 roku na łamach tygodnika „Wprost” zawarta była informacja że Ziętara miał w swoim notesie wpisane nazwisko Gawronika, nazwy firm, oraz że dziennikarz przekraczał granice państw nie na swoim paszporcie i miał kontakty w polskim wywiadzie wojskowym. Aleksander Gawronik spytał Latkowskiego dlaczego zarzucili wątek wywiadu wojskowego na rzecz wywiadu cywilnego jakim był UOP. Jak się wyraził „źle skręciliście”.

 

Ja nie widziałem notesu Ziętary – odpowiedział Sylwester Latkowski. I dodał: – Mogę oświadczyć tylko, że rzeczą normalną wówczas było przyzwolenie na kontakty dziennikarzy ze służbami. (..) Wszyscy, którzy dotykali sprawy Ziętary, choćby pobieżnie, zdawali sobie sprawę, że w tle są służby. Środowisko dziennikarskie występowało, by w tej sprawie odtajnić materiały służb. Tak, jak zrobiono w sprawie śmierci gen. Papały, gdy grupie śledczej pozwolono zapoznać się z materiałami służb. Dopóki to samo nie będzie zrobione w sprawie Ziętary, będziemy opierać się jedynie na czyichś relacjach, że ktoś komuś coś powiedział.

Kolejna rozprawa odbędzie się we wrześniu.

 

———-

Poznański dziennikarz Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza. Pracował w radiu akademickim, współpracował m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Kurierem Codziennym”, tygodnikiem „Wprost” i z „Gazetą Poznańską”. Ostatni raz był widziany 1 września 1992 roku. Wyszedł rano i nigdy nie dotarł do redakcji „Gazety Poznańskiej”. W 1999 roku został sądownie uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono. Dwa poznańskie śledztwa z lat 90. ubiegłego wieku zakończyły się umorzeniami. Przełom nastąpił kilka lat temu, gdy akta trafiły do krakowskiej prokuratury. Ta skierowała dwa akty oskarżenia. Jeden dotyczy Aleksandra Gawronika, byłego senatora, twórcę pierwszych kantorów i niegdyś najbogatszego Polaka, któremu zarzuca się podżeganie do zabójstwa dziennikarza. W drugim procesie oskarża się Mirosława R., ps. „Ryba”, i Dariusza L., ps. „Lala” o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Ziętary. „Ryba” i „Lala” to dwaj ochroniarze z firmy Elektromis, należącej do biznesmena Mariusza Ś., którzy przebrani za policjantów, mieli porwać dziennikarza spod jego mieszkania przy ul. Kolejowej w Poznaniu i przekazać zabójcom. W Krakowie trwa jeszcze trzecie śledztwo, które ma ustalić kto zabił Jarosława Ziętarę.

Tekst i zdjęcia: Aleksandra Tabaczyńska

 

 

Przeszedł do legendy – ś.p. Macieja Parowskiego wspomina MIKOŁAJ JULIUSZ WACHOWICZ

Po ciężkiej chorobie zmarł nasz Kolega Maciej Parowski, członek SDP, dziennikarz, pisarz, publicysta, krytyk literacki, wieloletni (1992 – 2003) redaktor naczelny „Nowej Fantastyki”, a potem również redaktor naczelny „Czasu Fantastyki”.

 

Maćka poznałem ponad 20 lat temu, kiedy uczestniczyliśmy w kolegiach redakcyjnych „Reakcji” – studenckiego „Tygodnika myśli”, skupiającego autorów o prawicowych, konserwatywnych poglądach. Maciej miał tam w latach 1998 – 1999 swoją stałą rubrykę o przewrotnym tytule „Młot na czarownice”. Od roku 2004 często widywaliśmy się zarówno na konwentach fantastyki, zwłaszcza na Festiwalu w nidzickim zamku, jak i podczas fandomowych imprez w Warszawie. Co prawda nie zamieścił w „Nowej Fantastyce” żadnego z moich historyczno-fantastycznych opowiadań, jednak najwyraźniej cenił aktywność dziennikarską, skoro udzielił mi rekomendacji do naszego Stowarzyszenia. Był niezwykle płodnym krytykiem i felietonistą (6 tomów felietonów, 6 zredagowanych antologii), ale – odnoszę wrażenie – że jako pisarz dopiero się rozkręcał. Wydał dwie powieści: pierwszą w roku 1982, a drugą dopiero 28 lat później. Opublikował też około 35 opowiadań. Już od dawna uchodził za postać „półlegendarną” – tak nazwałem Go zresztą w biograficznej książce o pokoleniu 1971 – jako Mistrz i/lub adwersarz całej plejady młodszej generacji twórców fantastyki i okolic. W ostatnich latach jakby się wycofywał z aktywności; w roku 2017 odmówił na przykład kandydowania na delegata Zjazdu SDP w Kazimierzu, zasłaniając się wiekiem. Dziś przeszedł do legendy.

 

Czy to przypadek (jeśli przypadek, to bardzo metafizyczny), że wczoraj odnalazłem w archiwum domowym egzemplarze „Reakcji” z felietonami Maćka? W jednym z nich pt. „Wiek męski, wiek klęski” („Reakcja” nr 7/1999, s. 12) pisał o niespełnionych marzeniach m.in.: Och, wszystko jeszcze może się zmienić… Przeciwnie – nic się nie zmieni, nie przekroczymy indywidualnych ograniczeń, ja nie przeskoczę biologii. Miał wówczas blisko 53 lata i jeszcze 20 przed sobą. Czy czuł się spełniony? Nie wiem. Nie zapytałem Go o to nigdy, ale na pewno podchodził do zagadnienia filozoficznie: Każda forma spełnienia – kontynuował tamże – kryje w sobie nie mające końca serie innych alternatywnych niespełnień. W doktrynie reinkarnacji widziałem dotąd perwersyjne okrucieństwo, mające za cel udręczenie biednej człowieczej duszy w różnych wcieleniach. Ale może jest przeciwnie – może wyraża się w tym marzycielski duch perfekcjonizmu i maksymalizmu, by sprawdzić się w wielu wariantach losu? Mówiąc skrótowo – zaliczyć co niemożliwe!

 

Teraz, w obliczu śmierci, te rozważania brzmią zgoła inaczej, metafizycznie.

 

Żegnamy Cię, Maćku, z głębokim żalem. Twoje odejście to strata dla wielu środowisk, nie tylko dla Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich!

 

3 czerwca 2019

 

Fot. Nowa Fantastyka

 

 

CMWP SDP o blokowaniu przez spółkę Twitter Inc. kont o profilach historyczno-patriotycznych

W związku z informacjami o zablokowaniu przez spółkę Twitter Inc. konta o nazwie Polish Media Issues oraz innych kont o profilach historyczno-patriotycznych zajmujących się m.in. polską tradycją i kulturą, CMWP SDP apeluje do osób i instytucji mających wpływ na realizację zasady wolności słowa w naszym kraju o podjęcie działań prawnych w celu ograniczenia samowoli internetowych monopolistów. Wiele przesłanek wskazuje na to, iż obecnie największe z nich prowadzą ideologiczną cenzurę, która jest sprzeczna z polskim prawem, a która prowadzi do wyeliminowania z przestrzeni publicznej treści o prawicowym i konserwatywnym charakterze.

W ostatnim czasie przypadki usuwania treści patriotycznych, konserwatywnych i chrześcijańskich z portali społecznościowych bez ostrzeżenia i bez realnej możliwości odwołania się przez ich autorów zgłaszała fundacja Reduta Dobrego Imienia, wcześniej o takich przypadkach informował opinię publiczną m.in. Instytut na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris. CMWP SDP przypomina, iż w wielu przypadkach właściciele internetowych monopolistów w ten sposób bezkarnie łamią przepisy o ochronie konsumentów oraz naruszają prawne gwarancje wolności słowa.

Dlatego CMWP SDP stoi na stanowisku, iż należy wprowadzić zmiany w polskich przepisach prawa, tak by usuwanie treści z portali społecznościowych mogło następować tylko w ściśle określonych przypadkach, oraz by Polacy mieli jasną ścieżkę odwoławczą w sporach z internetowymi koncernami, w taki sposób, by mieli możliwość skutecznego dochodzenia swoich praw przed sądami w naszym kraju, co w świetle obecnych przepisów jest w praktyce niemożliwe.

dr Jolanta Hajdasz

dyr. CMWP SDP

Warszawa, 30 maja 2019 r.

Źródło: CMWP SDP

http://cmwp.sdp.pl/cmwp-sdp-o-blokowaniu-przez-spolke-twitter-inc-kont-o-profilach-historyczno-patriotycznyc/

MAJ NA FOKSAL 2019. Ksiądz od trudnych pytań

Spotkanie z ks. Stanisławem Małkowskim, kapelanem „Solidarności”, przyjacielem bł. ks. Jerzego Popiełuszki, było kolejnym wydarzeniem z cyklu Maj na Foksal, przygotowanym przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

– Ksiądz Stanisław jest niesłychanym autorytetem, nie zdarzyło mi się o coś go zapytać i nie uzyskać odpowiedzi – mówił prowadzący spotkanie Wojciech Piotr Kwiatek, publicysta, krytyk literacki, pisarz. – Kiedyś miałem problem ze stwierdzeniem „módlcie się za swoich nieprzyjaciół”, kiedy zwróciłem się z tym do księdza Stanisława, odpowiedział krótko: „trzeba się za nich modlić, aby się nawrócili” – opowiadał.

Podczas środowego spotkania w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal 3/5 również nie zabrakło trudnych pytań, jak choćby o głośny ostatnio problem pedofilii wśród niektórych księży.

– Ukrywanie pedofili przez hierarchów jest niesłuszne, ale przesadne nagłaśnianie, mówienie że to grzech pospolity w Kościele jest nieprawdziwe. To działanie przeciwko Kościołowi. Może jednak Pan Bóg wyprowadzi z tego co się ostatnio dzieje jakieś dobro  – mówił ks. Małkowski.

Zwrócił uwagę, że dzisiaj ludzie pytają: gdzie jest świętość Kościoła, skoro zdarzały się tam takie skandaliczne rzeczy? – Kościół jest święty.  Ludzie, którzy notorycznie grzeszą i odmawiają nawrócenia, sami wykluczają się z Kościoła – podkreślił kapłan.

Nawiązując do odczytanego w ostatnią niedzielę listu biskupów w sprawie przypadków pedofilii w Kościele w Polsce, zauważył, że zabrakło w nim informacji czy hierarchowie chcą podejmować jakieś decyzje personalne w związku z tą sprawą. – A w niektórych przypadkach byłyby one słuszne – dodał.

Wśród licznych pytań, które padały podczas spotkania, jedno dotyczyło wciąż niewyjaśnionej do końca sprawy morderstwa ks. Jerzego Popiełuszki.

– Przyjmuję to z wielkim żalem, że ani władze państwowe ani kościelne nie są zainteresowane wyjaśnieniem tej sprawy – mówił ks. Stanisław Małkowski.

Przypomniał, że już kilka lat temu Wojciech Sumliński napisał książkę o tym kto mógł tak naprawdę stać za tą zbrodnią, nie została ona jednak poważnie potraktowania.

 

 

 

Sfinansowano ze środków Fundacji PZU