CEZARY KRYSZTOPA: Żal mi Barta Staszewskiego. Naprawdę

Na świecie upowszechnił się mit o tzw. „strefach wolnych od LGBT” w Polsce.I nie w żadnej tam przenośni, tylko na wzór stref „judenfrei” w III Rzeszy i na terenach okupowanych przez Niemców podczas II Wojny Światowej.

Są ludzie, którzy wyobrażają sobie, że w Polsce istnieją „strefy”, do których nie mają wstępu lesbijki, geje, biseksualiści i transseksualiści. Nie jest do końca jasne jak wyobrażają sobie „weryfikację” na granicy „strefy”.

Bart Staszewski

Do implementacji tego fake newsa w międzynarodowej opinii publicznej przyczynił się twórca jednego dzieła, tabliczki z napisem „strefa wolna od LGBT”, Bart Staszewski. Ten podopieczny Fundacji Obamy jeździł ze swoją tabliczką do gmin i miasteczek, które podjęły prorodzinne uchwały różnego rodzaju (ani jedna nie zawiera zapisów o jakichś „strefach”, niektóre sprzeciwiają się ideologii LGBT, żadna nie ma skutków prawnych), przykręcał ją do znaków drogowych z oznaczeniami miejscowości, robił zdjęcia i puszczał w eter. Oczywiście wyglądało to jak oznaczenie autentycznej „strefy”. Staszewski coś tam czasem bąkał o „performansie”, ale w międzynarodowej przestrzeni publicznej funkcjonowały już tylko zdjęcia, płomienne przemówienia Biedronia na ten temat w Parlamencie Europejskim i plotka urastająca szybko do rozmiaru „faktu medialnego”.

Niestety miało to również konsekwencje praktyczne. Mieszkańcy miasteczek określonych jako „strefy wolne od LGBT” spotykali się z hejtem i niechęcią i to przecież nie tylko w Polsce. Mało tego, oskarżane o „homofobię” samorządy traciły konkretne dotacje liczone w milionach. Zaprzedane Gazecie Wyborczej powtarzającej „tezy” Staszewskiego sądy orzekały na korzyść „performera”, minister podobno konserwatywnego rządu Waldemar Buda, pisał do samorządów, że powinny ze swoich prorodzinnych uchwał zrezygnować. A Komisja Europejska, nasza kochana Komisja Europejska wszczęła przeciwko Polsce… tzw. postępowanie naruszeniowe.

KE zamyka postępowanie

No i słuchajcie ta nasza Komisja Europejska sobie teraz to postępowanie po cichutku zamyka. Jednocześnie nie słychać, żeby ktoś przepraszał mieszkańców lżonych samorządów. Nie słychać, żeby ktoś miał im zwrócić ich pieniądze. Nikt nie prowadzi na świecie kampanii wyjaśniającej, że w Polsce nie ma żadnych „judenfrei”, a sądy, gdyby tak komuś przyszło do głowy pozwać Staszewskiego, zapewne wymyśliłyby jakiś rebus, żeby się „aktywiście” krzywda nie stała.

Można się wściec. I nikt się nie ma prawa dziwić. Ja jednak oprócz tego przepełniony jestem jakimś zażenowaniem i litością dla tego nieszczęsnego człowieka, który w jakimś sensie zaprzedał dusze diabłu dla pięciu minut sławy. I dziś, mało komu potrzebny, być może, o ile były w nim jakieś szczere intencje, siedzi w kącie i zadaje sobie pytanie – czy jego akcja zwiększyła poziom sympatii dla środowisk, które chciałby reprezentować, czy raczej mocno obniżyła?

 

Beata Pawlikowska porozumiała się z dr Mają Herman. W obronie dziennikarki występowało CMWP SDP

Dziennikarka i podróżniczka Beata Pawlikowska i dr Maja Herman, psychiatra i prezes Polskiego Towarzystwa Mediów Medycznych, zakończyły spór, który powstał po filmie „Depresja. Najnowsze badania naukowe”. Lekarka groziła Pawlikowskiej pozwem sądowym. W obronie dziennikarki występowało Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.     

Beata Pawlikowska w styczniu br. na swoim kanale na YouTube zamieściła film „Depresja. Najnowsze badania naukowe”, w którym przedstawiła m.in. historię powstania leków przeciwdepresyjnych oraz wyniki niektórych badań naukowych na temat ich działania na podstawie anglojęzycznych, medycznych źródeł naukowych. W filmie dziennikarka podkreślała, że nie jest lekarzem ani naukowcem, niczego nie zaleca, ani nie odradza i zamieściła wyraźną informację o tym, że zaprzestanie stosowania leków może być groźne dla zdrowia i taką ewentualną decyzję należy podjąć wspólnie z lekarzem.

Po opublikowaniu tego materiału dr Maja Herman psychiatra i prezes Polskiego Towarzystwa Mediów Medycznych zagroziła dziennikarce procesem sądowym i założyła zbiórkę publiczną na zebranie środków na ten cel, zarzucając jej, że podała „nieprawdziwe informacje stanowiące niebezpieczeństwo dla zdrowia i życia setek tysięcy osób chorujących na depresję”.

CMWP SDP wydało wówczas oświadczenie (TUTAJ), w którym tłumaczyło, że film Pawlikowskiej został zrealizowany zgodnie z zasadami sztuki i etyki dziennikarskiej, a skierowanie pozwu przeciwko jego autorce będzie próbą ograniczenia wolności słowa i niezależności dziennikarskiej.

W środę Beata Pawlikowska na Facebooku poinformowała, że jej spór z Mają Harman zakończył się ugodowo.

„Wczoraj z okazji Walentynek spotkałam się z panią Mają Herman. Zaproponowałam jej prywatne spotkanie bez prawników, bez mediów i dziennikarzy po to, żeby poznać się i porozmawiać jak dwie ludzkie istoty.
Pani Maja przeprosiła mnie najpierw za to, że nazwała mnie w mediach >Beatą P.< i wyjaśniła, że zrobiła to nie zdając sobie sprawy, że może to być postrzegane jako powiązanie mnie ze światem przestępczym.
Rozmowa była serdeczna i ciekawa.
Zrozumiałam, że wykłady amerykańskich i angielskich naukowców zawierające wyniki najnowszych badań niekoniecznie trafią na podatny grunt w Polsce, więc we wrażliwych kwestiach lepiej wypowiadać się bardziej delikatnie i dyplomatycznie oraz zapraszać do wypowiedzi specjalistów, którzy są autorytetami w swoich dziedzinach.
Pani Maja przyznała, że miałam prawo do wypowiedzi w filmie >Depresja. Najnowsze badania naukowe< w ramach wolności słowa” – czytamy we wpisie Pawlikowskiej.

„Zgodziłyśmy się, że przy ściśle naukowej analizie mojego filmu znajdują się w nim pewne nieścisłości, np. mówiąc o benzodiazepinach pomyłkowo pokazałam zdjęcie barbituranu, nie wspomniałam jakich grup dotyczyły badania ani jakie były ich ewentualne ograniczenia.
Pani Maja przyznała, że nie ma zamiaru wytoczyć przeciwko mnie sprawy sądowej. Ja zaproponowałam, że po opublikowaniu tego oświadczenia wycofam pozew o naruszenie dóbr osobistych” – dodała dziennikarka.

opr. jka, źródło: Facebook/Beata Pawlikowska

 

HUBERT BEKRYCHT: A jeśli TVN nie tylko kłamie?

Pytanie jak najbardziej zasadne w kraju, w którym opozycja protestuje przeciwko sytuacji, kiedy przegrywając wybory nie może rządzić. W Polsce samorządy PO administrują podsycając nienawiść do legalnych władz krajowych a eurodeputowani opozycji uprzejmie donoszą na swój kraj do wszystkich instytucji Unii Europejskiej szkodząc wszystkim Polakom, nawet wyborcom PO, PSL i postkomunistów. Dopełnieniem jest telewizja TVN, która chce, w ramach „zabezpieczeń” procesowych, zabronić cytowania polityków mówiących, że TVN kłamie. Zabronić na rok. Oznacza to cenzurę prewencyjną. To nic, że to wbrew Konstytucji RP opozycja i jej media rozstrzygają, co jest a co nie jest zgodne z polską ustawą zasadniczą. Sytuacja przypomina zmagania łyżwiarza figurowego (media publiczne i konserwatywne), który w Igrzyskach Olimpijskich został zgłoszony jako hokeista (TVN, GW, Onet oraz inne media wspierające opozycję w walce z rządem).

Podczas posiedzenia sejmowej komisji kultury i środków przekazu z udziałem przedstawicieli Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz dziennikarzy doszło do czołowego zderzenia medialnej ciężarówki TVN i innych mediów komercyjnych zwalczających rząd z przestrzegającymi przepisów kierowcami mediów publicznych a także konserwatywnych.

Nic to…

To nic, że m.in. dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich dr Jolanta Hajdasz, redaktor naczelny Gazety Polskiej Tomasz Sakiewicz, szef portalu TVP Info Samuel Pereira i wreszcie sam przewodniczący KRRiT Macieja Świrski tłumaczyli cierpliwie, że TVN chce po prostu kneblować usta mediom, które krytykują tę manipulującą prawdą stację wymachując amerykańskim paszportem właścicieli. To nic, że TVN ma zamiar „zabezpieczać” swoje procesowe dobra na rok usiłując uzyskać sądowy zakaz cytatów krytykujących stację. To nic, że cenzura prewencyjna jest w Polsce zakazana…

Groch z kapustą i wybory

To  nic, że włączając kolejny manipulacyjny bęben i mieszając sprawę ukarania TVN za reportaż „Siła kłamstwa” maszyneria opozycyjnych mediów próbowała zakrzyczeć opinie o promoskiewskiej wymowie filmu. To nic…

Ważny w tym wszystkim jest kontekst. Zbliżające się wybory znowu skutecznie wyeliminowały otwartą dyskusję o kodeksie prasowym, o dziennikarstwie, o skandalicznym artykule prawa, przy pomocy którego można wyeliminować każdego dziennikarza. Do całego arsenału środków wyłączających możliwość krytykowania polityków opozycji, jej czołowy propagandowy organ, czyli TVN, stara się włączyć cwany sposób na „zabezpieczenie dóbr”, który jest skuteczniejszy niż zabicie dziennikarza i wysadzenie w powietrze nieprzyjaznej redakcji – przypomnieć należy, że takich właśnie sposobów imały się – całkiem niedawno – na przykład niemieckie lub pochodzące z Bliskiego Wschodu komunistyczne, lewackie i anarchistyczne organizacje terrorystyczne. Skuteczności prawa nad przemocą chyba nie trzeba udowadniać.

Prawda i g…. prawda

Jeśli ktoś nie sięgnie do wiarygodnych źródeł a postawi na komiksowy przekaz mediów antyrządowych może dowiedzieć się, tak jak z Gazety Wyborczej, że: „Sakiewicz długo opowiadał o sobie, mówił, że ‘niejeden dureń się do naszego zawodu dostał’, że ‘ma prawo powiedzieć, że manipulacja jest manipulacją’, oraz że stacja TVN ‘nosi piętno komunizmu, kremlowskie’” – do tej pory w relacji GW wszystko się zgadza.

A dalej ci, którym nie jest wszystko jedno piszą: „Krzysztof Mieszkowski (KO) skomentował słowa Sakiewicza jako ‘wylewanie krokodylich łez przez reżimowego dziennikarza’. Gdy Mieszkowski poradził jemu i jego kolegom, by mieli odwagę zmierzyć się z rzeczywistością, by nie beczeli jak takie beksy, cholera jasna bądźcie damami, Sakiewicz wykrzyknął: ‘Czy ten cham może przestać nas obrażać?!’ – I nawet zaproponował mu bójkę przed Sejmem. – Jak chce się sprawdzić, kto jest mężczyzną, to proszę przed Sejm – krzyczał” –  napisano w GW.

Nie warto…

No cóż, taka interpretacja, bo przecież nie informacja, nie jest w mediach antyrządowych związanych z opozycją – m.in. w GW i TVN – niczym nowym. Na dowód wystarczy przytoczyć tytuł artykułu w GW: „Dziennikarz prorządowych mediów nazwał posła KO ‘chamem’. I chciał się bić z nim przed Sejmem”. Równie dobrze moglibyśmy w portalu sdp.pl dać taki tytuł: „Poseł Mieszkowski (KO) obraził szefa Gazety Polskiej i uciekł”. Bo przecież pan Mieszkowski nie uciekł?

Rozumiem Tomasza Sakiewicza. Honor jest sprawą najważniejszą i należy się o to nawet bić, ale w przypadku niektórych posłów… nie warto.

W tym przypadku opisu obrad komisji sejmowej prawda w antyrządowych, opozycyjnych mediach ma tyle wspólnego z prawdą, co dziennik o tej samej nazwie redagowany niegdyś na Kremlu.

Pozostaje tylko początkowe pytanie: A jeśli TVN nie tylko kłamie?

 

 

 

Lutowe spotkanie Klubu Historycznego SDP o przedwojennym kinie

Klub Historyczny Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich  serdecznie zaprasza  w czwartek 23 lutego  2023 roku  o godzinie 18 do Domu Dziennikarza przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie na kolejne spotkanie.

Tym razem  tematyka będzie zupełnie inna, dowiemy się fascynujących rzeczy o kinematografii przedwojennej, poznamy,  kim byli wybitni reżyserzy tamtego okresu, skąd czerpali pomysły i fundusze na realizację filmów, kogo z chęcią angażowano do mniejszych i większych ról, a kogo skrupulatnie pomijano, no  i ile płacono aktorom.   Dowiemy się  też, kto komponował muzykę do filmów. Tajemnice hermetycznego środowiska zdradzi  nam Piotr Kitrasiewicz, wybitny  znawca tematu, autor książki „Filmowcy przedwojennej Warszawy”.

Serdecznie zapraszam na spotkanie

Hanna Budzisz – Przewodnicząca Klubu Historycznego SDP

Wrocławska Lwowianka. Jubileusz pracy red. Marii Woś

65 lat temu, dokładnie 1 lutego 1958 roku rozpoczęła pracę we wrocławskiej rozgłośni Polskiego Radia, pani Maria Woś. Jedna z najbardziej utytułowanych dolnośląskich dziennikarek, słynąca z emocjonalnych felietonów i dbałości o język polski. Porusza w nich tematykę kulturalną, społeczną, historyczną i niemalże zawsze nawiązuje do wspomnień z dzieciństwa we Lwowie.

Fot. Tomasz Białaszczyk

Niezwykle szanowana przez wrocławskie środowisko dziennikarskie i słuchaczy Radia Wrocław. Doceniona przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który odznaczył ją medalem Gloria Artis. Państwo polskie uhonorowało ją Złotym Krzyżem Zasługi i Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Jej radiowe felietony wydrukowane w książce pod tytułem „Pomnieć przypomnieć zapomnieć” były wykorzystywane w nauce zawodu dziennikarza. Ten zbiór wspomnień to historia jej życia, przemyśleń, wzruszeń. Jest to jednocześnie historia Wrocławia, Dolnego Śląska i Polski. Naszej kultury, naszej historii. Przeczytanych lektur, obejrzanych wystaw czy filmów. Nie brak tam opisów wrażliwych i utalentowanych ludzi, bez których nie zmienialibyśmy otaczającego nas świata.

Swoim talentem obdzieliła także młodych dziennikarzy podczas nauczania w dwuletnim Studium Dziennikarskim przy Papieskim Wydziale Teologicznym, współpracując z Katolickim Radiem Rodzina i z innymi mediami.

W stanie wojennym zaangażowana w działalność Arcybiskupiego Komitetu Charytatywnego. Uczestniczyła w procesach politycznych podczas których rejestrowała wypowiedzi zarówno sądu, prokuratorów, adwokatów i oskarżonych. Te relacje pomogły przygotować raport o stanie praworządności.

Od 1975 roku swoim bogactwem wiedzy i wrażliwością na czystość mowy wspiera Oddział Dolnośląski SDP, a także czuwa nad naborem nowych członków stowarzyszenia.

Tomasz Białaszczyk

Redaktor Maria Woś była gościem jednego z odcinków naszego cyklu „SDP Cafe”. Rozmowę można obejrzeć TUTAJ.

 

STEFAN TRUSZCZYŃSKI o wieloletnim szefie Domu Pracy Twórczej śp. ANDRZEJU KOCIUBIE

Trumna jest długa. Bo Andrzej był wysoki. Zsuwają ją do bardzo głębokiego grobu. Pogrzeb opóźniony jest o kilka dni, bo rodzinny grób pogłębiono. Stoimy wokół. Wśród wiekowych nagrobków usytuowanych gęsto na historycznym lubelskim cmentarzu przy ulicy Lipowej. Kilkadziesiąt osób, ksiądz celebrans i ministranci. Poczty sztandarowe. Rodzina i przyjaciele – górnicy z kopalni w Bogdance, związkowcy – Solidarnościowcy współpracujący od sierpnia 1980 z Andrzejem.

               Jest 19 stycznia 2023 roku. Bije dzwon cmentarnej kaplicy, bo mija właśnie południe. Pada śnieg.

Andrzej Kociuba do niedawna były wieloletni dyrektor Domu Pracy Twórczej w Kazimierzu Dolnym nad Wisłą należącego do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich po kilku miesiącach od ciężkiej operacji guza mózgu zmarł w domu rodzinnym 9 stycznia 2023 roku, w niedzielę, nad ranem. Miał 73 lata.

Wielka kaplica była szczelnie wypełniona. Żona, pani profesor wyższej rolniczej uczelni Wanda Kociuba, dorosłe córki – Ewa i Małgorzata z mężem, brat Maciej – profesor i poeta z żoną, górnicy i Solidarnościowcy salutujący sztandarami, cała załoga Domu Pracy Twórczej z Kazimierza, przedstawiciele lubelskich struktur związku Solidarność – których Andrzej przez wiele lat był reprezentantem, przedstawiciele ZG SDP z Warszawy z prezesem Krzysztofem Skowrońskim, który już nad grobem pożegnał naszego współpracownika, kolegę i przyjaciela przypominając jego 17 letnią bardzo owocną dla naszego Stowarzyszenia pracę.

Ale cofnijmy się na chwilę w głąb tego bogatego życiorysu. Nazwisko Kociuba to staropolska nazwa łopaty do chleba, wyposażenie piekarniczego pieca na lubelszczyźnie. Młyn, gospodarstwo, rodzina – to wszystko spadło na głowę kilkunastoletniego Andrzeja, gdy zmarł ojciec. Miał o kilka lat młodszego brata. Musiał szybko dojrzewać by podołać tym wszystkim obowiązkom. Takie były korzenie. Potem kolejne szkoły i studia prawnicze.

Zaczynał zarobkową pracę od prowadzenia domów wczasowych, potem zaangażował się do wielkiej firmy „Energopol” i zaczął wyjeżdżać na budowy, na kontrakty zagraniczne. Ludzie przedsiębiorczy szybko są dostrzegani i awansowani zawodowo. Wspinał się po szczeblach kariery, ale także został wybrany przez robotników, techników i inżynierów do pełnienia odpowiedzialnych funkcji związkowych. To był czas rodzącej się Solidarności. Wkrótce zaczęto mu powierzać ważne funkcje w strukturach regionu. W stanie wojennym nie zaprzestał działalności związkowej, woził dokumenty, ulotki, gazetki, organizował zebrania i zakładał koła związku.

Jeden z naszych kolegów ze Stowarzyszenia – już w wolnej Polsce – wypatrzył go właśnie jako aktywistę związkowego i zarekomendował na stanowisko dyrektorskie. Był to strzał w dziesiątkę. Andrzej zgromadził wkrótce świetną kilkunastoosobową załogę. Przeprowadził remont Domu Pracy Twórczej – otwartego dla wszystkich żurnalistów w Polsce. Było to ogromne zadanie, nowa kotłownia i instalacje grzewcze, wymiana drzwi, okien, przebudowa łazienek. Zupełna przebudowa kuchni i zaplecza. Poprowadzenie dróg wewnętrznych na wielohektarowym obiekcie, prace ogrodnicze i mała architektura zielonego ogrodu.

Potrafił zdobywać zamówienia stukilkudziesięcio osobowych grup na konferencje, szkolenia i wypoczynek. „Kazimierz” stał się po latach zaniedbania znowu naszą wizytówką. Wspaniale udekorowany, z ogromnym terenem zielonym, górujący nad miastem i Wisłą Dom Pracy Twórczej w Kazimierzu Dolnym. Odbywały się tam zjazdy. Nasze prawie 3 tysięczne Stowarzyszenie (Warszawa i 15 oddziałów wojewódzkich) miało powód do dumy, a dziennikarze i ich rodziny miejsce wytchnienia.

Andrzej był z zamiłowania historykiem. Ściany ozdabiały plansze bohaterskich żołnierzy i pilotów, obrazy pokazujące piękno miasta i okolic, zdjęcia zabytków z rejonu Kazimierza.

Na takich jak on mówią – dobry człowiek. Rzeczywiście patrzył, słuchał i starał się pomagać gdzie tylko mógł. Dowodem, że większość załogi pracuje tu bardzo długo. Nawet po 20 – 30 lat. „Kazimierz” przebrnął przez lata chorobowej pandemii i mamy nadzieję będzie kontynuował dobre tradycje, które wdrożył jego długoletni dyrektor Andrzej Kociuba.

Żegnaj nasz Kolego i Przyjacielu

Opinia amicus curiae CMWP SDP w sprawie wyroku dot. zabójstwa red. Jarosława Ziętary

CMWP SDP informuje, iż w związku z postępowaniem drugoinstancyjnym zainicjowanym apelacją Prokuratora Regionalnego w Krakowie od wyroku Sądu Okręgowego w Poznaniu III Wydział Karny z dnia 24 lutego 2022 r. w sprawie przeciwko Aleksandrowi Gawronikowi oskarżonemu o podżeganie  do zamordowania Jarosława Ziętary,  CMWP SDP  w dniu dzisiejszym przesłało w tej sprawie do Sądu Apelacyjnego w Poznaniu  opinię amicus curiae. Analiza wyroku Sądu Okręgowego w Poznaniu prowadzi do wniosku, że niezbędne wymogi oceniane również pod kątem prawno-międzynarodowym nie zostały w tym zakresie przez sąd spełnione. W związku z powyższym w ocenie CMWP SDP należy uznać za uzasadnioną apelację, którą od powyższego wyroku wywiódł Prokurator Regionalny w Krakowie. Zarzuty apelacji wskazują na poważne naruszenie przepisów postępowania, co  w ocenie CMWP SDP budzi zaniepokojenie i wymaga dogłębnej analizy przez Sąd II Instancji.

CMWP SDP zgadza się z twierdzeniem, iż sąd I instancji dokonał wybiórczej i jednostronnej oceny dowodów, z naruszeniem zasad prawidłowego rozumowania oraz wskazań wiedzy i doświadczenia życiowego, a także zawarł w uzasadnieniu wyroku wewnętrzne sprzeczności, co prowadzi do sprzeczności ustaleń sądu z całokształtem zebranego w sprawie materiału.

Istotne wątpliwości budzi stanowcze stwierdzenie sądu I instancji, jakoby prokurator nie przedstawił żadnych dowodów wskazujących na to, że oskarżony jest sprawcą zarzucanego mu przestępstwa, co skutkować musiało wydaniem wyroku uniewinniającego. Sąd I Instancji poddał przecież zgromadzony w sprawie materiał dowodowy krytycznej ocenie, usiłując wykazać brak jego wiarygodności. W efekcie w rozumowaniu sądu powstała wewnętrzna sprzeczność, gdyż czym innym jest uznanie dowodów za nieprzekonywujące, a czym innym – ich rzekome nieprzedstawienie przez oskarżyciel.

Wątpliwości budzi również wynikająca z uzasadnienia konkluzja sądu, jakoby zgromadzony materiał dowodowy nie wskazywał na to, by sprawy, którymi zajmował się J. Ziętara, miały skutkować jego uprowadzeniem i zabójstwem. Sąd wskazał m. in., że spośród opublikowanych przez J. Ziętarę w okresie od stycznia do września 1992 r. sześćdziesięciu pięciu artykułów, tylko cztery dotyczą tematyki gospodarczej.  Teza ta jest jednak gołosłowna i w istocie niczego konkretnego nie dowodzi. Oskarżyciel wskazał bowiem, że zabójstwo dziennikarza było spowodowane jego planowanymi (czyli przyszłymi) publikacjami dotyczącymi poznańskiej gospodarczej „szarej strefy”. Niebezpieczeństwo, które groziło J. Ziętarze było więc związane już z samym faktem zbierania materiałów, a nie z dokonaną już publikacją.

Kolejny aspekt, to osoba oskarżonego. Jest rzeczą powszechnie wiadomą, że w latach 90. Aleksander Gawronik prowadził działalność, która stała się (ostatecznie) na tyle znana, że jest uznawana za istotną część historii transformacji PRL w III RP. Prawidłowo przeprowadzone postępowanie wymagałoby więc oceny materiału dowodowego i wypływających z niego wniosków przez pryzmat realiów tamtych lat, w tym dokonania przez sąd I Instancji ustaleń co do tego, kim w istocie był oskarżony w latach 90., jaką działalnością się trudnił, jakimi metodami działał, jakimi ludźmi się otaczał. O ile samo w sobie nie przesądzałoby to o sentencji wyroku, to jednak wymuszałoby konieczność oceny wyjaśnień oskarżonego i innych dotyczących go materiałów w kontekście całokształtu jego działalności w tamtym okresie, a to w ocenie CMWP SDP się nie stało.

Wątpliwości budzi też termin ogłoszenia wyroku w tej prowadzonej przez wiele lat sprawie, z którą wymiar sprawiedliwości nie poradził sobie przez ponad 30 lat. Wyrok został ogłoszony nagle, w taki sposób, że ani Prokurator, ani Oskarżyciel Posiłkowy – p. Jacek Ziętara, brat zamordowanego dziennikarza, nie mieli możliwości i szansy na przygotowanie mów końcowych, w których mogliby się odnieść do ujawnionych i przedstawionych podczas szeregu rozpraw w tej sprawie faktów, zdarzeń i opinii.  Było to działanie nieetyczne i upokarzające zarówno dla Prokuratury, jak i p. Jacka Ziętary, który w tym procesie  reprezentował Rodzinę  zamordowanego dziennikarza Jarosława Ziętary.  Wyrok ten ogłoszono w dniu agresji Rosji na Ukrainę, gdy uwaga opinii publicznej była skoncentrowana na podstawowych kwestiach bezpieczeństwa naszego państwa, co nadaje dodatkowego znaczenia pośpiesznej i nieuzasadnionej decyzji Sądu o konieczności natychmiastowego ogłoszenia wyroku w tej sprawie.

Mając powyższe na uwadze należy stwierdzić, że uzasadnione są tezy apelacji oskarżyciela, opierające się na zarzutach: obrazy przepisów postępowania, jeżeli mogła ona mieć wpływ na treść orzeczenia (art. 438 pkt 2 kpk) oraz błędu w ustaleniach faktycznych przyjętych za podstawę orzeczenia, jeżeli mógł on mieć wpływ na treść orzeczenia (art. 438 pkt 3 kpk). Według oceny CMWP, uzasadnienie orzeczenia sądu I Instancji zawiera błędy w rozumowaniu, w tym wewnętrzne sprzeczności. Nastąpiło też naruszenie przepisów postępowania, szczególnie w kwestii postępowania dowodowego. W konsekwencji wyrok ten wymaga weryfikacji przez Sąd II instancji.

dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP

Michał Jaszewski, doradca prawny SDP

Warszawa, 20 stycznia 2023 r.

Opinia amicus curiae CMWP SDP w w/o sprawie TUTAJ.

 

Red. Samuel Pereira wygrał z RASP! Sąd Okręgowy w Warszawie oddalił powództwo wydawnictwa. Apelowało o to CMWP SDP

Sąd Okręgowy w Warszawie 12 stycznia oddalił pozew niemiecko szwajcarskiego wydawnictwa Ringier Axel Springer Polska przeciwko red. Samuelowi Pereirze  z TVP o ochronę dóbr osobistych i obciążył wydawnictwo kosztami procesu. Koncern żądał od dziennikarza przeprosin i zapłaty 100 tys. złotych za komentarze krytyczne wobec mediów należących do RASP oraz konkretnych publikacji wydawnictwa i niektórych pracowników tej firmy. O oddalenie powództwa w tej sprawie  wielokrotnie apelowało w wypowiedziach publicystycznych CMWP SDP i  od początku wspierało dziennikarza w tym sporze z medialnym potentatem broniąc  jego prawa do swobody wypowiedzi oraz dziennikarskiej niezależności. Wyrok jest nieprawomocny. 

Redaktor Samuel Pereira został pozwany przez Ringiuer Axel Springer sp.z o.o. w październiku 2018 roku za 26 swoich wpisów na portalach społecznościowych, jakie opublikował w okresie od stycznia do lipca 2018 r. na portalu Twiiter  oraz za  jeden wpis z października 2017  na portalu Facebook,  w których rzekomo miał rozpowszechniać nieprawdziwe informacje i sugestie dotyczące niemiecko – szwajcarskiego wydawnictwa Ringier Axel Springer sp. z o.o. RASP  domagało się  usunięcia wpisów red. Pereiry ze wskazanych portali, przeprosin w różnych mediach oraz odszkodowania w postaci wpłaty na cel społeczny w wysokości 100 tysięcy złotych. W lipcu 2022 r. CMWP SDP  podjęło monitoring tej sprawy zgodnie z przepisami prawa, co było uzasadnione celami realizowanymi przez Centrum oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności. Obserwatorem CMWP SDP w tym procesie była red. Aleksandra Tabaczyńska.

W tej sprawie wielokrotnie wypowiadała się Jolanta Hajdasz , dyrektor CMWP SDP podkreślając  brak podstaw do wytaczania tego procesu dziennikarzowi przez medialnego potentata.  16 marca  2021 r. sprawa pozwów wytaczanych polskim dziennikarzom przez niemiecko szwajcarskie wydawnictwo była przedmiotem obrad Sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu. Temat ten został podjęty na wniosek Joanny Lichockiej, wiceszefowej komisji, posłanki PiS. Jednym z  prelegentów na tym posiedzeniu była  dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP. W swoim wystąpieniu Jolanta Hajdasz podkreślała jak bardzo pozwy tego rodzaju , jak  pozew wydawnictwa RASP przeciwko red. Samuelowi Pereirze są bulwersujące, ponieważ większość z rozpraw w tych sprawach prowadzona jest z wyłączeniem jawności. Opinia publiczna często nie może poznać materiału wyjściowego, jakie to konkretne sformułowania zadecydowały o tym, że trzeba było iść z dziennikarzem do sądów. To jeden z bulwersujących akcentów tej sprawy. Wielki międzynarodowy koncern dysponujący przeogromnymi możliwościami polemiki na gruncie publicystycznym z głoszonymi przez dziennikarzy poglądami, nie decyduje się na to, wręcz na swoich łamach wycisza ten temat, ale jednocześnie natychmiast kieruje sprawę do sądu z ogromną kwotą odszkodowania. W mojej ocenie to efekt mrożący, działający na całe środowisko dziennikarzy. Ten efekt to akcja procesowa, która jest nakierowana na to, by wyeliminować z przestrzeni publicznej kogoś, kto głosi konkretne poglądy, by to działało jak straszak, by inni dziennikarze nie podejmowali tych tematów, bo będzie im grozić bardzo kosztowny proces. Co ciekawe, koncern ten stosuje podwójne standardy, ponieważ w sytuacji, kiedy wytacza procesy dziennikarzom za wpisy na Twitterze, wszystko jest w porządku, ale w sytuacji, kiedy na portalu tvp.info opisano wpisy dziennikarza należącego do koncernu RASP, który napisał wprost, że gdyby miał milion dolarów, to chciałby zlecić m.in. zamordowanie ministra Antoniego Macierewicza, to koncern odpowiadając na  żądanie usunięcia tego artykułu napisał, że „dziennikarzom nie starczyło inteligencji, by rozpoznać żartobliwy charakter marzeń dziennikarza „Faktu”.  Czyli jeśli ktoś pisze tweety, które nie podobają się koncernowi RASP , jak red. S. Pereira , to wytacza się im pozwy, a kiedy mamy do czynienia z nieporównywalnie bardziej bulwersującym  wpisem dziennikarza RASP, to mówimy o żartobliwym charakterze twittera – mówiła Jolanta  Hajdasz.

Relacja z Sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu 16.03.21 TUTAJ.

Objazdowe „SDP Cafe”. Podsumowanie drugiej edycji rozmów dziennikarzy z twórcami kultury

15 niebanalnych, dociekliwych rozmów z twórcami kultury zrealizowało Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich w ramach drugiej edycji „SDP Cafe”. Wszystkie odcinki cyklu, nagrane w różnych zakątkach Polski, można obejrzeć na kanale stowarzyszenia na YouTube i na portalu sdp.pl.

Tym razem „SDP Cafe” ruszyło w drogę. W poprzedniej edycji naszego cyklu wszystkich rozmówców gościliśmy w naszej zaaranżowanej „kawiarence” w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie, teraz zaś wybraliśmy się z kamerą w Polskę i odwiedziliśmy naszych bohaterów w miejscach im bliskim.

W swoim mieszkaniu w Lublinie gościł nas pisarz i wydawca Bernard Nowak, który Wojciechowi Pokorze opowiadał o kondycji współczesnej literatury. Do pełnej pamiątek pracowni mieszczącej się w słynnym gdańskim „falowcu” Marię Giedz zaprosił fotoreporter Robert Kwiatek. Z lwowianką, legendą wrocławskiego dziennikarstwa radiowego Marią Woś Anna Fastnacht-Stupnicka i Stanisław Antoni Bogaczewicz rozmawiali w Ossolineum. Bohaterką innego odcinka ze stolicy Dolnego Śląska, przygotowanego przez Tomasza Białaszczyka i Piotra Gaglika, była działaczka opozycji niepodległościowej Helena Lazarowicz.

W czasie swojej podróży po Polsce ekipa „SDP Cafe” miała okazję poznać miejsca niezwykłe, piękne, naznaczone tradycją i duchem historii, jak na przykład Dwór Marzeń z Izbą Admiralską Józefa Unruga w Sielcu, którego właścicielką jest malarka i poetka Katarzyna Rodziewicz. Rozmawiała z nią Anita Nowak.

Zbigniewa Połoniewicza, poetę, animatora kultury z Ostródy Elżbieta Mierzyńska zaprosiła do nastrojowej restauracji „U artystów” w Olsztynie. Z regionem Warmii i Mazur związany jest też satyryk Andrzej Zbigniew Brzozowski, którego na rozmowę namówił Mateusz Kossakowski.

Nasza kamera zaglądała do rozgłośni radiowych. W Radiu Białystok Tomasz Kleszczewski rozmawiał z Markiem Gąsiorowskim, muzykiem, ale również dziennikarzem tej stacji. Paweł Sołtysik do studia Radia Kraków zaprosił znanego podróżnika oraz barwnego gawędziarza Andrzeja Lisowskiego.

Niektórzy bohaterowie drugiej edycji „SDP Cafe” odwiedzili Dom Dziennikarza przy ul. Foksal. Niezależnie od miejsca spotkania, dziennikarzom udawało się namówić swoich gości na szczerą rozmowę. Mariusz Pilis, twórca filmów dokumentalnych, opowiadał Krzysztofowi Skowrońskiemu o swoim najważniejszym dokumencie, który wiele zmienił w jego życiu. Rozmowa z pisarzem Markiem Boszko-Rudnickim krążyła nie tylko wokół tematu jego najnowszej książki, ale też pytania: skąd się wzięliśmy się na Ziemi? Katarzyna Bareja, córka reżysera Stanisława Barei, opowiadała Annie Popek o mniej znanych stronach życia twórcy kultowego „Misia”.

Mieszkający w Działdowie artysta malarz, rzeźbiarz Jan Andrzej Walasek zwierzał się Monice Florek-Mostowskiej jak artysta może funkcjonować poza wielką metropolią. Pisarka, poetka, animatorka kultury Teresa Kaczorowska zdradziła Hannie Karp dlaczego ważna dla niej jest Maria Konopnicka, a o drodze, która doprowadziła go do twórczości filmowej Andrzejowi Klmczakowi opowiedział reżyser, scenarzysta i producent Jacek Raginis-Królikiewicz.

W ramach drugiej odsłony „SDP Cafe” powstało 15 ciekawych, niebanalnych, często głębokich rozmów. Warto je obejrzeć, choćby po to, aby się przekonać, że interesujących artystów, twórców kultury, prawdziwych pasjonatów można spotkać nie tylko w Warszawie.

Wszystkie odcinki drugiej edycji „SDP Cafe” dostępne są TUTAJ oraz TUTAJ.

jka

 

Projekt dofinansowany jest ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z Funduszu Promocji Kultury oraz Narodowego Centrum Kultury.

Partnerzy medialni:

Do Rzeczy, Sieci, wPolityce.pl, Radio Wnet, Informator Stolicy, portal Waw4free, Bez wierszówki, Forum Dziennikarzy

 

W hołdzie bohaterom walki z komunizmem. 41. rocznica wprowadzenia stanu wojennego

13 grudnia w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL przy ul. Rakowieckiej 37 w Warszawie odbyły się uroczyste obchody 41. Rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich reprezentowała w uroczystościach Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP .

Polscy robotnicy. Walczyli o wolność i niepodległość naszej ojczyzny, tworząc 10 milionowy Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Solidarność. Ich dzisiaj wspominamy chyląc czoła z wielkim uznaniem i z wdzięcznością. To oni kontynuowali najlepsze, patriotyczne tradycje tych postaw, które są związane z tym miejscem, w którym się obecnie znajdujemy –  powiedział  w homilii biskup polowy WP Wiesław Lechowicz, który odprawił Mszę św. w intencji ofiar stanu wojennego, więzionych i pokrzywdzonych w latach 1981-89 .

W imieniu prezydenta Andrzeja Dudy słowo do zebranych odczytał Piotr Ćwik, zastępca szefa KPRP.  Tutaj, w dawnym areszcie śledczym przy ulicy Rakowieckiej 37, wielki ruch „Solidarności” jawi się wyraźnie jako kolejne ogniwo długiej tradycji walk o niepodległość. W tych samych celach, do których zwożono działaczy nocą z 12 na 13 grudnia 1981 roku, więziono przecież od pokoleń polskich patriotów – uczestników rewolucji 1905 roku, żołnierzy Armii Krajowej  i antykomunistycznego podziemia zbrojnego – napisał prezydent Andrzej Duda.

Więzienie mokotowskie zapełniało się, ilekroć nasz naród walczył o wyzwolenie. Dlatego uroczystości w tym miejscu zawsze przypominają o wspólnotowym dziedzictwie. Ufam, że Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL przyczyni się do upowszechnienia tej wiedzy i umocnienia pamięci zwłaszcza wśród naszych młodych rodaków – czytamy w liście do uczestników i organizatorów uroczystości.

Później na dziedzińcu Muzeum przed tzw. Murem Pamięci wieńce i wiązanki kwiatów złożyły oficjalne delegacje najwyższych władz państwowych oraz organizacji społecznych. Mur Pamięci to symbol osób zamordowanych przez władze komunistyczne w czasie stanu wojennego oraz w latach późniejszych do 1089 r., tworzą go portrety 56 śmiertelnych ofiar komunistycznych represji, z których zdecydowana większość ma mniej niż 30 lat. Najmłodszą ofiarą stanu wojennego jest 17 – letni Emil Barchański, uczeń XI LO w Warszawie. W imieniu Prezydenta RP kwiaty złożył Piotr Ćwik, zastępca szefa KPRP, w imieniu Sejmu RP – marszałek senior Antoni Macierewicz, delegacji IPN przewodniczył prezes Instytutu Karol Nawrocki, a NSZZ „Solidarności”  – Piotr Duda, przewodniczący związku. Zasłużonym działaczom podziemnej opozycji z czasów stanu wojennego zostały wręczone  Krzyże Wolności i Solidarności, a uroczystość zakończyła się koncertem  w hołdzie ofiarom stanu wojennego „Biało-czerwona wolność”, który był  recitalem  Janusza Radka. Uroczystości zostały zorganizowane przez Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL, Instytut Pamięci Narodowej oraz Komisję Krajową NSZZ „Solidarność”.