WOŁODYMYR SYDORENKO: Czy Putin wykorzysta wagnerowców w Afryce?

Po pojednaniu z Prigożynem po próbie puczu, Putin kilka tysięcy bandytów zesłał na Białoruś, ale traktuje ten kraj jako tymczasowy dla nielegalnej prywatnej armii, którą sam stworzył, ale której się teraz obawia. Pozostaje więc pytanie jak zostaną wykorzystani wagnerowcy. Może w Afryce?

Wiadomo, że tysiące wagnerowców nie będą siedzieć bezczynnie, już wkrótce staną się przyczyną napięć w stosunkach rosyjsko-białoruskich. Samozwańczy prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka obawia się obecności  armii Prigożyna w swoim kraju, dlatego pojechał do Moskwy i gdy spotkał się z Putinem, od razu oznajmił, że wagnerowcy proszą o pozwolenie na spacer do Polski, a dokładniej do Warszawy i Rzeszowa. Powiedział, że tam „chcą jechać na wycieczkę…”.

Służby informacyjne milczą na temat tego, co Putin mu odpowiedział, ale jasne jest, że rosyjski dyktator doskonale zdaje sobie sprawę, że taka „wycieczka” to byłby atak na kraj NATO, a tego Rosja nie chce. Zaczęto się więc zastanawiać jak się pozbyć wagnerowskiego zagrożenia.

Kilka dni później rosyjskie agencje poinformowały, że prezydent Rosji Władimir Putin napisał długi artykuł dla afrykańskich mediów zatytułowany „Rosja i Afryka: wspólne wysiłki na rzecz pokoju, postępu i pomyślnej przyszłości”, w którym nakreślił własną wizję rozwoju stosunków rosyjsko-afrykańskich.

Świat nadstawił uszy, bo wiadomo, że przed atakiem i rozpoczęciem wojny Putin pisze miłujące pokój artykuły. Tak było w przypadku Ukrainy. Przed aneksją Krymu w 2014 roku publikował artykuły dotyczące historycznej przeszłości Rosji i Ukrainy. A przed rozpoczęciem zakrojonego na szeroką skalę ataku na Ukrainę w lutym 2022 r. Putin napisał artykuł, w którym stwierdził, że naród ukraiński nie istnieje, a Ukraina jako państwa również nie ma.

Politolodzy uważają, że Putin za każdym razem zapowiada wojnę dwoma artykułami: pierwszy jest o pokoju i przyjaźni, drugi o tym, że adresat nie zaakceptował jego przyjaźni, a zatem nie istnieje ani jako podmiot, ani jako państwo, co oznacza, że można go zniszczyć. Tak więc pierwszy artykuł dla Afryki już powstał, drugi być może już się pisze gdzieś w Moskwie…

Co zatem napisał Putin w pierwszym artykule dla Afryki? Jak zauważają sami Rosjanie, przywódca Rosji przypomniał, że historia współpracy między Rosją a Afryką to wieloletnie wsparcie od czasów sowieckich. „Konsekwentnie wspieraliśmy ludy afrykańskie w ich walce o wolność od kolonialnej opresji, przyczynialiśmy się do tworzenia państwowości, wzmacniania suwerenności i zdolności obronnych. Wiele zrobiono, aby stworzyć stabilne podstawy dla gospodarek narodowych” – podkreślił Putin. „Do lat 80. ubiegłego wieku w Afryce zbudowano setki obiektów infrastrukturalnych i przemysłowych przy udziale ZSRR, wielu Afrykanów kształciło się w naszym kraju” – zaznaczył Putin. Teraz, według niego, w rodzącym się wielobiegunowym świecie Afryka powinna zająć godne miejsce obok krajów Azji i Ameryki Łacińskiej. W tym kontekście Rosja będzie nadal rozwijać więzi gospodarcze i polityczne z państwami kontynentu afrykańskiego. Według niego handel z Afryką sięga obecnie 18 miliardów dolarów rocznie i ma ogromny potencjał…

Jest to więc bezpośrednia wskazówka, że ​​teraz te gospodarki muszą dzielić się z Rosją. Putin pisze wprost: „Rosyjskie firmy są zainteresowane bardziej aktywną pracą na kontynencie w dziedzinie wysokich technologii i eksploracji geologicznej, w kompleksie paliwowo-energetycznym, w tym w energetyce jądrowej, w przemyśle chemicznym, w inżynierii górniczej i transportowej, w rolnictwie i rybołówstwie”.

Dotknął „porozumienia zbożowego”, którego kontynuacji wcześniej odmówił. Obiecał Afrykanom, że nawet bez tego porozumienia Rosja będzie w stanie pomóc Afryce żywnością zarówno na zasadach handlowych, jak i humanitarnych.

Deputowany do rosyjskiej Dumy Państwowej Anatolij Wasserman wyjaśnił sewastopolskiej agencji ForPost, że „debata jest zwykle prowadzona nie po to, by przekonać przeciwnika, ale by przekonać publiczność. Tak samo jest tutaj: obecna konfrontacja z Zachodem niezadowolonych z porządku opartego na nieznanych regułach nie polega na upadku przeciwnika, ale na przeciągnięciu reszty świata na swoją stronę. A Afryka jest jednym z takich regionów, który w przeciwieństwie do Ameryki Łacińskiej nie jest >podwórkiem< USA, a ponadto ma negatywną pamięć historyczną o zachodnim kolonializmie”.

Poza tym, jego zdaniem, „cywilizacja rosyjska jest najbardziej integrująca, a więc, innymi słowy, najbardziej gotowa do wchłonięcia różnych zasobów i uczynienia z nich jednego ze źródeł swojej potęgi…” Jednym słowem, zdaniem posła, Rosja jest już gotowa „wchłonąć” wszystko, co złe, nawet w Afryce.

Deputowany Dmytro Belyk przypomniał dziennikarzom, że stosunki Rosji z krajami afrykańskimi otrzymały potężny impuls w październiku 2019 r., kiedy w Soczi odbył się pierwszy w historii szczyt Rosja – Afryka. Już wtedy określono kluczowe punkty styku. W miarę upływu czasu poszerzanie rosyjskich rynków zbytu wytwarzanych produktów, współpraca w zakresie wydobycia surowców są punktami strategicznego zbliżenia między Rosją a Afryką.

Ponadto politolodzy zauważają, że zasób polityczny Afryki jest teraz ważny dla Rosji. W końcu to kilkadziesiąt głosów w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. Afryka jest również znaczącym zasobem mobilizacyjnym, który może być wykorzystany także przez Rosję. „W pierwszej fazie II wojny światowej znaczną część francuskich sił zbrojnych stanowili strzelcy z Algierii i Senegalu. A to znacznie zwiększyło francuskie zasoby mobilizacyjne, które same w sobie były znacznie niższe niż w hitlerowskich Niemczech. Teraz jest dla nas ważne, że mamy ten afrykański zasób mobilizacyjny…” – zauważają Rosjanie.

Na koniec rosyjscy eksperci zauważają, że „przemysł wydobywczy ma ogromny potencjał dla rozwoju stosunków rosyjsko-afrykańskich, kontynent jest bogaty w zasoby naturalne” O ile wiadomo, Prigożyn od dawna nie posiada nic poza dużymi kopalniami złota w republikach południowoafrykańskich i środkowoafrykańskich. Teraz sam Putin już zwrócił na niego uwagę…

 

 

 

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Zioło na wesoło albo w chorobie i zabawie pomoże, co w trawie

Złote runo

Rosną sobie zioła

w kolorowym sadzie

dniem osłonecznione

nocą cień je kładzie.

Zimą było brzydko

teraz jest wesoło

przeczekały mrozy

wstały wiosny porą.

I tak to z niczego

dobro rośnie samo

– będzie pożyteczne –

mówią tato z mamą

bo:

Skrzypi skrzyp cichutko,

choć kiedyś był wielki

– miliony lat temu

w epoce karbonu,

z niego mamy węgiel,

który marnujemy

w szyby śmieć wrzucamy

gruby (kopalnie) zamykamy.

Już Sparty żołnierze

rany nim leczyli

z jego kruchych łodyg

krzemionkę sączyli.

Także i Chińczycy

cenili to zioło,

u nas w polu rośnie

za chwasty go mają

ostrą kosą krają.

Skoro o Chińczykach

przęśl chińska się kłania

już pięć tysięcy lat

od astmy osłania

indyjski gatunek

młodość wskrzesza w człeku

– dzisiaj to odkryto,

choć znane od wieków;

pigułki zrobili

– forsę zakosili

Epherda Sinica

tak brzmi mądra nazwa

choć nie zna łaciny

używa przęśl gazda.

Pochrzan to się sprawdza

i bardzo nadaje

do antykoncepcji

i gdy żołąd staje,

lub wierzga śledziona

mięśnie on rozluźni

wnikając do łona

wyleczy z egzemy

pomoże w porodzie

z bólu nie umrzemy.

Ale nie za dużo

używaj na codzień –

tyle ile doktór

w recepcie przepisze

– bo schrzanisz terapię

przybędzie ból głowy

a nawet skręt kiszek.

Jeżówka ratuje

od śmierci wężowej

– gdy gad cię ukąsi

i odbierze mowę

– gdy gorąc gorączki

rozpali ci ciało

ochłoda z jeżówki

jej kłącze

tuż obok

– na łączce.

Poskleci ci rany,

odziębi, odgrzybi,

grzyb z ciała usunie

i będzie ci lepiej

ta mała roślinka

kwiatuszkiem zdobiona

pomaga na AIDS-a

– korzenna, w proszek skruszona.

óg drzazgę usunie,

biegunkę zatrzyma

krwawianie złagodzi,

serce wzmocni,

poprawi trawienie

polepszy krążenie.

Głóg – to ważne lekarstwo –

nie zrywaj i nie pchaj w wazony,

bo crataegus to pożyteczny

dla zdrowia

kwiat stworzony.

Cominiphora Moimal

– po polsku balsamowiec mirra,

z samej nazwy wynika,

czemu maść ta służy

żywica od wieków

uznana za skarb

w domostwie palona

przepędza owady,

oczyszcza, krew wzmacnia,

na rany pomoże,

reumatyzm złagodzi,

mięśnioból powstrzyma

– to balsam prawdziwy

lepszego już nie ma.

Gdyby Achilles

Achilla Milletolium przyłożył

na dźgniętą piętę by nie umarł,

na polu bitwy się nie złożył;

bo krwawnik upływ krwii by mu wstrzymał.

Uważaj nań, gdy idziesz łąką

lepiej zdeptaną ścieżką idź,

bo pierwszej to pomocy środek

i choć – mówią – pospolity

to takiej nazwie nie daj się zwieźć

wejść z nim w układy możesz różne

– moczowe, trawienne

węższe i szersze

poziome i wzdłużne

krwawnik wykrwawić się nie pozwoli

krwi się nie boi, ranę zagoi.

Rzepik ci także krew zahamuje

żołnierzowi w bitwach kul rany cerował

cierpienie zmniejszał, życie ratował

ściąga i bliźni szarpane ciało

– zwykła roślinka –

o której w średniowiecznym

manuskrypcie medycznym napisano:

„dać go człowiekowi pod głowę,

a będzie spać jak zabity,

nie wstanie,

dopóki się go stamtąd nie wyjmie”.

              Z doświadczeń własnych: żywokost

Złamałem nogę, na nartach,

leżałem wściekły – bolało. Po zdjęciu gipsu

poszła Helenka Tylka moja gospodyni, u której mieszkałem

w Furmanowej na Gubałówce,

do lasu szukać tej roślinki.

Znalazła, wykopała,

utarła, dodała alkoholu,

odstawiła na kilka dni,

nałożyła na ciało do wyschnięcia.

Przestało boleć.

Było to czterdzieści lat temu,

na nartach jeżdżę do dziś.

Ludowa nazwa angielska „ściągacz kości”,

a polska „żywiący kości”

to tradycyjne leczenie złamań

Alantoina w nim zawarta

pobudza rozwój komórek kości,

chrząstek i mięśni,

przyspiesza gojenie.

Ponoć (!) grzesznym pannom przed ślubem …

kąpiel żywokostowa przywracała dziewictwo.

Powinien więc dziś żywokost mieć wzięcie.

Epilog wierszowany

Dziś w wielkich fabrykach

i szklanych wieżowcach

siedzą pyszni ludzie

(od zadęcia pyszni)

drapią się w łysiny

i stękają w trudzie

myślą, że wymyślą,

sapią i się pocą.

Pytam: – Chłopaki po co wam to,

po co?

Bo przecież od dawna wiadomo,

że najlepsza szkoła

to czysta przyroda

– pola, lasy, woda

tam ukryte są zioła –

skarby dla człowieka.

Macie je pod ręką!

Szukać nie daleko,

nie trzeba się wściekać.

Do napisania wierszyka zainspirowała mnie praca „Wielki zielnik medyczny” pani Penelopy Ody z Narodowego Instytutu Lekarzy Zielarzy. Dziękuję. Stefan Truszczyński

Lista Przebojów Trójki w nowej odsłonie

Od piątku, 28 lipca głosowanie na „Listę Przebojów Trójki” odbywa się w nowej formule. Słuchacze będą mogli liczyć na większą pulę nowości muzycznych oraz na Szczęśliwą Trzynastkę.

W muzycznej audycji Programu 3 Polskiego Radia prowadzonej przez Tomasza Miarę, słuchacze wciąż będą mogli oddawać głosy maksymalnie na 5 pięć różnych utworów spośród 33 piosenek. Nowością Listy Przebojów Trójki będzie notowanie 20 najpopularniejszych piosenek oraz 13 propozycji muzycznych, czyli tzw. Szczęśliwej Trzynastki, do której prowadzący będzie dodawał nowości muzyczne aktualnie znajdujące się na rynku fonograficznym i na które słuchacze też będą mogli głosować. Szczęśliwa Trzynastka będzie prezentowana w kolejności zaproponowanej przez autora audycji, a pierwsza dwudziestka w kolejności według liczby oddanych głosów.

O kolejności notowania Listy Przebojów Trójki decydują słuchacze, którzy przez cały tydzień mogą oddawać swoje głosy w Trójkowej aplikacji i na stronie Trójki.

opr. jka, źródło: Polskie Radio

 

Serial dokumentalny „Reset” obejrzało średnio 1,5 mln widzów

Telewizja Polska, w poniedziałek, 24 lipca pokazała ostatni siódmy odcinek pierwszego sezonu serialu dokumentalnego „Reset”. Cykl emitowany w poniedziałki na antenach TVP Info i TVP1 obejrzało średnio ponad 1,5 mln widzów, co dało udział pasma na poziomie 15,1%.

„Reset” emitowany był od 12 czerwca, w poniedziałki o godz. 21.30. Autorzy serialu, dziennikarz Michał Rachoń i historyk Sławomir Cenckiewicz, pokazali w nim nieznane dotąd fakty na temat relacji polsko-rosyjskich oraz stosunków między Unią Europejską i Władimirem Putinem w latach 2007-2015. Siódmy odcinek cyklu podsumowywał dotychczasowe ustalenia prezentowane w poprzednich.

Jak poinformowała Telewizja Polska, serial spotkał się z dużym zainteresowaniem widzów. W TVP1 dotychczas wyemitowane odcinki obejrzało średnio 670 tys. widzów, a w TVP Info 880 tys. widzów. Średnia widownia „Resetu” łącznie na dwóch antenach wyniosła ponad 1,5 mln osób. Przełożyło się to na łączny udział obu anten na poziomie 15,1% . Najwięcej widzów na obu antenach miał drugi odcinek cyklu. Obejrzało go 1,7 mln osób.

Serial „Reset” dostępny jest również w internecie: na portalu tvp.info, na TVP VOD oraz w serwisie YouTube. Liczba odtworzeń serialu w sieci wynosi 187,2 tys., a liczba użytkowników odtwarzających to 58,7 tys. osób. Największą popularnością serial cieszył się w aplikacji TVP GO, w której widzowie odtwarzali go ponad 100 tys. razy.

Na profilu serialu na Twitterze, zapowiedziano, że „Reset” powróci po 15 sierpnia. Michał Rachoń i Sławomir Cenckiewicz w kolejnym sezonie zaprezentują nowo odkryte dokumenty.

opr. jka, źródło: TVP, dane: Nielsen Media, live+vosdal

 

 

 

Amerykański dziennikarz ranny w pobliżu Bachmutu

Amerykanin Dylan Collins, 35-letni dziennikarz wideo pracujący dla francuskiej agencji prasowej AFP został w poniedziałek ranny w wyniku ataku drona podczas relacjonowania działań ukraińskiej artylerii w pobliżu Bachmutu.

Informację przekazali jego koledzy z agencji. Collins miał odnieść liczne obrażenia odłamkami podczas ataku na zalesionym obszarze w pobliżu Bachmutu. Został ewakuowany do pobliskiego szpitala. Lekarze stwierdzili, że rany nie zagrażają jego życiu. Dziennikarz jest przytomny.

– Badamy wszystkie okoliczności tego zdarzenia. Nasze myśli są z Dylanem i jego bliskimi – przekazała w oświadczeniu dyrektor AFP Europe Christine Buhagiar.

Dylan Collins z agencją AFP związany jest od 2018 r., od początku rosyjskiej inwazji na Ukrainę prowadzi korespondencję z tego kraju. Dziennikarz ma bogate doświadczenie w pracy w strefach konfliktów na Bliskim Wschodzie. Dla AFP relacjonował m.in. wojnę w Górskim Karabachu w 2020 roku.

opr. jka, źródła Twitter, PAP

WOŁODYMYR SYDORENKO: Dla Rosji sport jest bronią

Utytułowana rosyjska lekkoatletka Jelena Isinbajewa, kiedy hiszpańskie media ujawniły, że mieszka na Teneryfie, zadeklarowała, że jest „obywatelką świata”. Rosja zawsze jednak wykorzystywała sport i zawodników politycznie.

Jelena Isinbajewa to dwukrotna mistrzyni olimpijska, wielokrotna mistrzyni świata i Europy, ustanowiła 28 rekordów świata w skoku o tyczce. Faktem jest, że w przeszłości mistrzyni olimpijska była majorem Sił Zbrojnych Rosji, członkinią proputinowskiej partii „Jedna Rosja”, wprowadzoną przez Putina do grupy roboczej ds. opracowania poprawek do konstytucji. Niedawno hiszpański serwis „El Digital Sur” napisała, że „wojskowa lekkoatletka i powierniczka Putina” przebywa na Teneryfie. Artykuł ilustrowany był zdjęciami Isinbajewej w rosyjskim mundurze wojskowym. Na jednym z nich stoi obok ministra obrony Siergieja Szojgu.

Lekkoatletka zareagowała na te doniesienia. Na swoim profilu na portalu społecznościowym VKontakte napisała: „Mieszkam tam, gdzie pracuję, jem to, co kocham, komunikuję się z tymi, których cenię i szanuję”. Zawodniczka stwierdziła też, że rzekomo nie służyła w wojsku, a stopień wojskowy otrzymała „nominalnie”. Swoje zdjęcie z Siergiejem Szojgu nazwała „starym”, zaprzeczyła, że należy do jakiejkolwiek partii i podkreśliła, że ​​jest „legendą światowej lekkoatletyki”, „najlepszym sportowcem na świecie” i ma „wielkie zasługi” w sporcie. Zaznaczyła również, że od września będzie pracować w Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim.

Ale Rosja nie zamierza tak łatwo odpuścić mistrzyni olimpijskiej. Rosyjskie media zaczęły przypominać Isinbajewej, że sama podpisała kontrakt do służby w armii rosyjskiej. W maju 2015 roku była członkiem Centralnego Klubu Sportowego Armii Rosyjskiej (CSKA RF). Poinformowano, że w tym czasie została powołana na wojskowe stanowisko instruktora lekkiej atletyki CSKA rozkazem podpisanym przez ministra Szojgu.

W 2018 roku, przed wyborami prezydenckimi w Rosji, Isinbajewa włączyła się w ruch społeczny poparcia Władimira Putina – Drużyna Putina. Dwa lata później została włączona do grupy roboczej ds. zmian w Konstytucji Rosji. Na stronie internetowej partii Jedna Rosja jej nazwisko nadal figuruje na liście członków.

Legendarny piłkarz CSKA i reprezentacji ZSRR Wołodymyr Ponomariow uznał działania Isinbajewej za „podłość i zdradę”.

Jednak czyn Jeleny Isinbajewej jest rzadkim aktem wśród rosyjskich sportowców. Być może mistrzyni olimpijska zrozumiała, że ​​Rosja zamienia sport w broń, za pomocą której chce poprawić swój nadszarpnięty wojną na Ukrainie wizerunek. Większość rosyjskich polityków, którzy bez żalu zareagowało na wyrzucenie z Rady Europy, znacznie bardziej przeżywa nie zaproszenie przez Międzynarodowy Komitet Olimpijski rosyjskich sportowców do udziału w igrzyskach. Dlatego ze strony władz w Rosji szerzy się polityczna krytyka Komitetu.

W szczególności przewodniczący okupacyjnego parlamentu Krymu Wołodymyr Konstantinow powiedział, że uważa decyzję komitetu za „upokorzenie krajowych sportowców”. Jak informuje TARS, Międzynarodowy Komitet Olimpijski nie zaprosi Rosji i Białorusi do udziału w Igrzyskach Olimpijskich 2024 w ustalonym terminie 26 lipca, choć ostateczną decyzję w sprawie ewentualnego dopuszczenia rosyjskich i białoruskich sportowców występujących pod neutralną flagą organizacja podejmie „w odpowiednim czasie”.

Ale Wołodymyr Konstantinow nie proponuje zaprzestania wojny Rosji z Ukrainą, jak nakazuje tradycja, na czas igrzysk olimpijskich. Uważa, że ​​problem można rozwiązać inaczej – dać sobie spokój z międzynarodowymi kontaktami i zacząć rozwijać sport w kraju.

„Tak, istnieją elitarne, kosmopolityczne sporty, jak  tenis. Dlatego jest w nim tak wielu sportowców, dla których Wimbledon jest droższy niż Ojczyzna. Cóż, tracimy pozycję w tenisie i co z tego? Jak mówią, przez siedem lat mak nie rodził i nie było głodu” – przekonuje Wołodymyr Konstantinow.

Na uwagę, że rosyjscy zawodnicy, wierni sportowi, będą grać w innych krajach, okupacyjny krymski polityk mówi: „Są korumpowani stypendiami i innymi datkami. No to niech idą! Odbudujemy sieć sekcji sportowych, szkół rezerwy olimpijskiej – wychowamy tych, którzy ich zastąpią. I powstanie pokolenie sportowców, którzy będą patriotami swojego kraju, a nie zagranicznych pieniędzy”.

Według Konstantinowa jednym z głównych problemów sportu masowego w Rosji jest brak patriotycznych trenerów i mała dostępność sekcji sportowych dla dzieci i młodzieży.

Prawda jest jednak taka, że polityka dyktatorska, a także aneksja Krymu i wojna Rosji na Ukrainie stworzyły katastrofalną sytuację w sporcie tego kraju. Na przykład Rosja, nie przyjmuje krymskich drużyn piłkarskich, mimo poziomu ich gry, do Federacji Piłki Nożnej. Tak więc kluby piłkarskie Sewastopol i Rubin (Jałta), które po aneksji Krymu nie przeniosły się na Ukrainę kontynentalną, nadal grają tylko w II lidze dywizji „B”, a także w ramach Krymskiego Związku Piłki Nożnej. Sekretarz generalny Rosyjskiego Związku Piłki Nożnej Maksym Mitrofanow powiedział niedawno: „Krym to terytorium ze specjalnym reżimem piłkarskim, kluby zawodowe stamtąd nie powinny mieć możliwości udziału w ligach zawodowych”. Krymskie kluby nie zagrają również w Pucharze Rosji.

Jednak w 2014 roku symferopolska drużyna piłkarska Tavria nie zdradziła swojej ojczyzny i przeniosła się na Ukrainę kontynentalną. Okazało się więc, że istnieją dwa kluby o podobnych nazwach: krymski Tavria, który gra dla Ukrainy oraz klub sportowy Tavria (Symferopol), który ma prawo uczestniczyć tylko w wewnętrznych turniejach krymskich.

Ukraiński klub piłkarski Tavria ma bogatą historię. Został założony w 1958 roku w Symferopolu. W 1992 roku Tavria została mistrzem Ukrainy, pokonując Dynamo Kijów w meczu finałowym we Lwowie. W 2010 roku Tavria zdobyła Puchar Ukrainy, pokonując w finale drużynę Metalurga z Doniecka. Przed rosyjską aneksją Krymu Tavria grała w Premier League Ukrainy. W 2014 roku klub przestał istnieć. W 2016 roku został odrestaurowany na Ukrainie i włączony do mistrzostw Ukrainy wśród amatorów. Od 2017 roku występuje już w drugiej lidze mistrzostw Ukrainy. Drużyna swoje mecze u siebie rozgrywa głównie na stadionie w obwodzie chersońskim.

Rosyjski klub z kolei nie mógł opuścić okupowanego Krymu i gra jedynie w rozgrywkach amatorskich. Teraz ukraińscy piłkarze czekają na wyzwolenie Krymu, aby przywrócić chwałę krymskiej piłce nożnej jako części Ukrainy.

 

 

Ks. Paweł Rytel-Andrianik nowym szefem Sekcji Polskiej Radia Watykańskiego

Ks. Paweł Rytel-Andrianik został szefem Sekcji Polskiej Radia Watykańskiego i portalu Vatican News. Ostatnio był on dyrektorem Biura ds. Komunikacji Zagranicznej Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski, a wcześniej rzecznikiem KEP. W Radiu Watykańskim zastąpi jezuitę o. Krzysztofa Ołdakowskiego.

Ks. Paweł Rytel-Andrianik jest księdzem diecezji drohiczyńskiej. Studiował m.in. na Uniwersytecie Świętego Krzyża w Rzymie, w Studium Biblicum Franciscanum w Jerozolimie oraz na Uniwersytecie w Oksfordzie. W latach 2013 – 2015 był zastępcą redaktora naczelnego tygodnika katolickiego „Niedziela”, a następnie, do 2020 roku pełnił funkcję rzecznika prasowego Konferencji Episkopatu Polski.

Radio Watykańskie funkcjonuje od 1931 r., a jego sekcja polska od 1938 r. Vatican News to oficjalny portal informacyjny Stolicy Apostolskiej. Ma cztery główne obszary tematyczne, które dotyczą działalności papieża, Stolicy Apostolskiej, lokalnych Kościołów, a także informacji ze świata.

opr. jka, źródło: vaticannews.va

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosjanie rabują z Krymu dzieła sztuki

Jak donoszą agencje informacyjne, Rosjanie przygotowują się do wywiezienia około 300 000 eksponatów z rezerwatu muzealnego Chersonez Taurydzki w Sewastopolu. Nie ma w tym nic dziwnego – specjalne brygady rosyjskich rabusiów, którzy nazywają siebie historykami sztuki, obrabowały już Muzeum Historyczne Chersonia, Galerię Sztuki Feodosia, skąd zabrali wszystkie płótna światowej sławy artysty Iwana Aivazovskiego oraz kilka muzeów w Symferopolu. Powszechnie wiadomo, że zbiory Ermitażu w Petersburgu składają się z dziesiątek tysięcy kosztowności zrabowanych na całym świecie, w tym na Krymie.

W Sewastopolu okupacyjna administracja muzeum Chersonez Taurydzki przygotowuje akty przekazania do dalszej ekspozycji w Rosji poza muzeum 300 000 eksponatów ze zbiorów rezerwatu. Nie wiadomo jeszcze gdzie dokładnie mają one trafić. Jak zauważyło ukraińskie Centrum Narodowego Oporu, takie działania Rosjan są „faktycznym przygotowaniem do napadu na muzeum”.

Co więcej, nie jest to pierwszy eksport eksponatów z Chersonezu. Wcześniej Przedstawicielstwo Prezydenta Ukrainy w Autonomicznej Republice Krym poinformowało, że Rosjanie zrabowali stąd wystawę wyrobów ze złota z czasów Cesarstwa Bizantyjskiego oraz prowadzą nielegalne wykopaliska archeologiczne na terenie rezerwatu i wywożą tysiące unikatowych znalezisk.

Chersonez Taurydzki to pomnik historii, muzeum, w którym przechowywano setki tysięcy eksponatów z okresu bizantyjskiego. Znany jest również z tego, że w tym miejscu został ochrzczony książę kijowski Włodzimierz, który szerzył wiarę chrześcijańską w całej Rosji. Obiekt został wpisany na listę dziedzictwa historycznego UNESCO jeszcze w czasach sowieckich.

Chersonez został założony przez starożytnych Greków. Przez siedem wieków był w posiadaniu Bizantyjczyków, bezskutecznie próbowali go podbić Scytowie i Hunowie, Chazarowie, Pieczyngowie i Połowcy.

Muzeum w Chersonezie zostało założone w 1892 roku przez Karola Kościuszko-Valyuzhynycha. Systematyczne badania archeologiczne utrudniał klasztor ze świątyniami, budynkami mieszkalnymi i gospodarczymi zajmującymi środek osady. W rezultacie centralna część miasta, która jest najważniejsza pod względem archeologicznym, nie została w pełni przebadana.

Najważniejszych odkryć dokonano w czasach sowieckich, kiedy systematycznie prowadzono wykopaliska archeologiczne. W czasie II wojny światowej zbiory muzeum zostały ewakuowane na Ural, po czym je zwrócono.

Ekspozycje muzealne mieszczą się w budynkach poklasztornych wybudowanych w drugiej połowie XIX wieku. Zgromadzono około 500 tysięcy różnych bezcennych przedmiotów kultury materialnej całego starożytnego i średniowiecznego świata, z którą miasto było w nieustannym kontakcie przez dwa tysiące lat. Znajdują się tu naczynia taurusa, starożytne rzeźby greckie, marmurowe stele z portretami i tekstami, fragmenty antycznych sarkofagów rzymskich, biżuteria z brązu i srebra z klejnotami, próbki broni bizantyńskiej i amunicja.

Zgromadzono tu także ikony z XI – XII wieku, wykonane w technice płaskorzeźby, różne próbki wyrobów rzemieślników chersonskich, amfory, pyfosy i inne naczynia, kolekcję monet średniowiecznych z imionami i portretami cesarzy bizantyjskich, fragmenty fresków. Część kolekcji pokazywana jest tylko okazjonalnie na specjalnych wystawach, a niektóre nigdy nie były prezentowane publiczności.

Rosja po nielegalnej aneksji Krymu zaczęła prowadzić prace archeologiczne na niespotykaną skalę. W 2015 roku prezydent Rosji Władimir Putin wyraził pomysł budowy międzynarodowego centrum prawosławnego w Chersonezie. W 2019 roku polecił zbudować tu muzeum chrześcijaństwa i międzynarodowe centrum archeologiczne. Według historyków, którzy znają osobliwości Chersonezu, ten rosyjski plan doprowadzi do faktycznego zniszczenia tego unikatowego miejsca.

Podczas wykopalisk, które można nazwać barbarzyńskimi, na terenie południowych przedmieść Chersonezu odkryto wiele artefaktów. W październiku 2021 roku zgłoszono ponad 300 000 znalezisk. W marcu 2022 roku było ich już około 800 000, z czego ponad 160 000 ma wartość muzealną. To kolosalna ilość, którą trzeba opisać i usystematyzować.

Obecnie rosyjscy archeolodzy prowadzą wykopaliska w pobliżu katedry św. Włodzimierza. Ostatnie wykopaliska odbyły się tam w 1891 roku. W kwietniu tego roku dokonano unikatowego znaleziska – odkryto fragment czterometrowego posągu. Przypuszczalnie w I – II wieku naszej ery zdobił on jeden z placów starożytnego miasta – agorę.

Eksponaty Sewastopolskiego Muzeum Chersonezkiego są pokazywane na wystawach w Rosji. Taka ekspozycja została otwarta na przykład w Nowogrodzie. Prezentowanych jest na niej ponad 200 eksponatów.

Przedstawicielstwo Prezydenta Ukrainy w Autonomicznej Republice Krymu potępiło wykorzystywanie przez Rosjan eksponatów z muzeum Chersonez Taurydzki i skierowało odpowiedni wniosek do ukraińskich organów ścigania. Niewątpliwie po zwycięstwie Ukrainy wszystkie skradzione eksponaty zostaną zwrócone Ukrainie.

 

Z cyklu „Zapomniane losy Polaków” SERHIJA KULIDY: Wyrok NKWD na śpiewaczkę operową (1)

Aurelię Dobrowolską spotkał okrutny los. Poranek 4 listopada 1942 roku był pochmurny i posępny, tak jak cele aresztu śledczego NKWD w Kirowie (europejska część Rosji – obecnie Chłynów). Żelazne drzwi jednej z cel otworzyły się z paskudnym skrzypieniem, a na progu pojawił się zadowolony nadzorca:

– Dobrovolskaya, wyjdź!

– I to szybko! – warknął.

 Na ponurym dziedzińcu więziennym polską artystkę operową wepchnięto Aurelię Dobrowolską do samochodu zwanego „czarnym krukiem”.

Podróż nie trwała długo. Samochód zatrzymał się przy szarym budynku, a Aurelia rozpoznała to smutne i straszne miejsce – Biuro Ludowego Komisariatu Spraw Wewnętrznych. Bez słowa eskorta w szarych płaszczach i czapkach z niebieskimi opaskami odprowadziła kobietę na drugie piętro i wepchnęła ją do czyjegoś ascetycznego gabinetu, którego pomalowane olejem ściany o nieokreślonym odcieniu – ani brudnej żółci, ani musztardy – zdobiły tylko portrety chytrze uśmiechniętego Stalina i Dzierżyńskiego.

Mężczyzna w mundurze KGB siedzący przy biurku w milczeniu przeglądał akta śledcze. Następnie, podnosząc wzrok na oskarżoną, powiedział obojętnie:

– Aurelia Iosifovna Dzirne-Dobrovolskaya, zgodnie z artykułem 58, paragrafy 10 i 11 Kodeksu Karnego RFSRR, jesteś oskarżona o antyradziecką propagandę w czasie wojny. Czy jest to dla ciebie jasne?

Sopranistka nie odpowiedziała. Przesłuchujący krzyknął przeciąglr

– Rozumiesz suko?!

-Ale dlaczego? – aresztowana kobieta płakała. Nagle padła nieprzytomna na podłogę, na której widać było brązowe plamy od krwi przelanej wcześniej w tym pokoju…

Enkawudzista wstał ze skrzypiącego krzesła, powoli poprawił pas swoim zwykłym ruchem i kopnął omdlewającą kobietę. Uśmiechnął się i wycedził:

– Sama wszystko dobrze wiesz…

Cicha ukraińska noc…

Pod koniec XIX wieku miejscowość Biała Cerkiew niedaleko Kijowa pozostawała w zapomnieniu. Ale wcześniej, jak napisał filozof Nikołaj Bierdiajew, „Biała Cerkiew i Aleksandria były prawdziwym księstwem z dworem, z ogromną liczbą ludzi, z dużymi stajniami koni pełnej krwi, z polowaniami. Biała Cerkiew przyciągała arystokrację tzw. Terytorium Południowo-Zachodniego”. Czasy polskich magnatów Branickich jednak uległy zapomnieniu, pozostawiając lekką zasłonę nostalgicznych wspomnień.

22 listopada (4 grudnia), 1881 roku w prowincjonalnym – obecnie – miasteczku w zubożałej rodzinie ambitnego polskiego szlachcica Józefa Dobrowolskiego, urodziła się dziewczynka, ochrzczona przez miejscowego księdza jako Aurelia Cecylia Anna. Wkrótce ojciec przyszłej śpiewaczki zmarł a jego żona i matka Aurelii musiała imać się różnych zajęć, aby utrzymać rodzinę – szyła, robiła na drutach i szydełku.

Dziewczyna dorastała, jeśli użyć prozy Konstantina Paustowskiego, chłonąc „obraz swojej ojczyzny z jej niekończącym się niebem i ciszą pól, z jej zamyślonymi lasami”. Rozumiejąc ” elastyczny, lekki, nieskończenie bogaty w obrazy i intonacje język ukraiński”. Oczywiście Aurelia słuchała przy tym uduchowionych melodii ludowych…

Kiedy Aurelia miała osiem lat, matka, zaniepokojona przyszłością córki, postanowiła opuścić „cichy zakątek” i przenieść się do imperialnej stolicy.

Kariera

W Moskwie fortuna uśmiechnęła się do Dobrowolskich: był to współczujący dobroczyńca, który przejął szkolenie Aurelii. Sama dziewczyna zaczęła śpiewać w chórze kościelnym. Dyrektor chóru natychmiast zauważył jej wybitne zdolności wokalne i muzyczne, o czym entuzjastycznie poinformował dyrektora gimnazjum. I skierował Dobrowolską Konserwatorium Moskiewskiego.

Po pomyślnym przejściu przesłuchania Aurelia została przyjęta do klasy wokalnej. Warto zauważyć, że byli tam też Tonia Nieżdanowa i Wasia Petrow, których, podobnie jak Dobrowolską, czekała wspaniała przyszłość sceniczna.

Debiut na dużej scenie był nie mniej udany. Na początku września 1902 roku Aurelia Dobrowolska wykonała rolę Tatiany w operze Eugeniusz Oniegin Piotra Czajkowskiego, wystawionej w Teatrze Sołodownikowa. W następnym roku śpiewała w Moskiewskim Teatrze Akwarium, a następnie w Teatrze Ermitażu. Entuzjastycznie odnotowując sukces młodej divy operowej, gazety napisały: „Głos śpiewaczki – sopran koloraturowy – wyróżnia się pięknem dźwięku, elastycznością i wyjątkowym zakresem, wykonaniem – jasnością, muzykalnością i temperamentem”.

W 1904 roku piosenkarka poślubiła słynnego inżyniera chemika fabryki Sormovo, Konstantina Bostanzhoglo, który wkrótce został przeniesiony do wojskowej fabryki Sablinsky w Petersburgu. Aurelia była zachwycona przeprowadzką. W końcu od dawna marzyła o śpiewaniu na scenie słynnego Teatru Maryjskiego! A jej nadzieje były uzasadnione: w kwietniu 1905 roku Dobrowolska wykonała rolę Ludmiły w operze Michaiła Glinki Rusłan i Ludmiła. Następnie z powodzeniem występowała w „Nowej Operze” przedsiębiorcy księcia Aleksieja Cereteli w Teatrze Akwarium i Nowym Teatrze Letnim. Występowała w Paryżu i Mediolanie.

W 1906 roku Dobrovolskaya i jej mąż wrócili do Moskwy. Aurelię zaangażowano do prywatnej opery Siergieja Zimina. Trzy lata później dostała rolę królowej Szemachan w operze „Złoty kogucik” Nikołaja Rimskiego-Korsakowa. W recenzji sztuki muzykolog i kompozytor Julius Engel napisał: „Tylko dwa lub trzy najwyższe dźwięki nie brzmią u artystki. Wszystko inne przyciąga pięknem dźwięku, bogactwem ekspresji, błyskotliwością wykonania. Aktorce czasami udaje się nawet uchwycić nieuchwytność: cechy tajemniczego demonizmu w złożonym obrazie królowej Shemakhan, który niewątpliwie ma stać się kamieniem probierczym dla przyszłych pokoleń śpiewaków” – pisał recenzent.

I wreszcie, w 1910 roku, nastąpiło nowe radosne wydarzenie: została przyjęta do trupy Teatru Bolszoj. To tutaj, u szczytu kreatywności, Aurelia Dobrowolska śpiewała swoje najlepsze role – w sumie – jak pisano siedem tuzinów.

To właśnie w Bolszoj Aurelia Dobrowolska wystąpiła na scenie z Fiodorem Chalapinem, który okazał się bardzo trudnym partnerem. Na próbach, z charakterystyczną dla siebie ironią, Chalapin zwrócił uwagę jej uwagę: „Aurelka, kochanie, wchodzisz później niż to konieczne”. Aurelia nie poczuła się jednak urażona. Krytyk muzyczny i pisarz Nikołaj Kaszkin napisał: „Różnica w stylu okazała się taka, jakby pan Chaliapin śpiewał muzykę jednego kompozytora, a wszyscy inni śpiewali coś innego”.

W 1914 roku Dobrowolska, na zaproszenie Siergieja Diagilewa, wystąpiła w „Rosyjskich porach roku” w Londynie i Paryżu. Ponadto w stolicy Francji zagrała w filmie dla kinematografu. Napisano dla niej utwór muzyczny „Deszcz kapał całą noc” i walca „Dziecko miłości”. W Europie trwała wojna, ale wydawało się, że nowe triumfy czekają Aurelię. W 1917 roku wybuchła rewolucja i życie sopranistki zmieniło się dramatycznie …

Śmierć za szpiegostwo

W tych złych latach Aurelia Dobrowolska kontynuowała występy w przedstawieniach Teatru Bolszoj. Widząc trudną sytuację młodych artystów, współczująca primadona starała się im pomóc w każdy możliwy sposób. Czasami nawet kromką chleba…

W tym samym czasie Dobrowolska musiała wykonywać tzw. prace publiczne. Wraz z nowo mianowaną dyrektor teatru, Eleną Malinovskaya, pracowała w Radzie Deputowanych Robotniczych.

Tancerz baletowy Asaf Messerer napisał: „Na stanowisku dyrektora Teatru Bolszoj była Elena Konstantinovna Malinovskaya, która była wcześniej komisarzem teatrów państwowych. Bez uśmiechu, surowa, powściągliwa. Na jej biurku leżało kilka telefonów. Ciągle dzwonili do niej różni ludzie, w tym Łunaczarski i jakiś inny towarzysz z Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego. Malinovskaya mówiła do wszystkich równym, spokojnym głosem” – wspominał Messerer.

Malinowska przyznała się kiedyś Dobrowolskiej, że brała udział w tłumieniu kontrrewolucyjnej rebelii. Wówczas Aurelia ostro oświadczyła: „Twoje ręce są pokryte krwią, nie będę z tobą pracować”. I wyszła z teatru. Jednak wkrótce Malinowska przekonała aktorkę do powrotu do teatru. Nie na długo.

W Rosji Sowieckiej szalał głód, a aby uratować dzieci przed śmiercią, Aurelia z dziećmi i mężem przeniosła się do Nowoczerkaska a potem do Charkowa. W pierwszej stolicy Ukrainy Aurelia dostaje pracę w Charkowskiej Operze, a wkrótce rozwodzi się z Konstantinem Bostanzhoglo i wyjeżdża do Baku. Stamtąd do Odessy, gdzie występuje na scenie słynnej opery.

Częste przeprowadzki, rozwód, zaburzenia wpłynęły na zdrowie piosenkarki – jej głos zaczął słabnąć. Aurelia była leczona także przez słynnego okulistę Wasilija Dzirne, który oświadczył się Dobrowolskiej a w 1925 roku para wyjechała do Moskwy.

Przez jedenaście lat para żyła w harmonii i szczęściu. Z powodów zdrowotnych Aurelia opuściła scenę i zaczęła uczyć muzyki: najpierw w Szkole Muzycznej im. Rachmaninowa, a następnie w Wojskowej Wyższej Szkole Muzycznej im. Frunzego. Od czasu do czasu koncertowała. Akompaniatorem był jej mąż, bo jak się okazało Dzirne był znakomitym pianistą…, ale w 1936 roku został aresztowany i oskarżony o szpiegostwo na rzecz obcego mocarstwa.

Najwyraźniej sprawa została „uszyta” pośpiesznie, ponieważ lekarz nie został zastrzelony, ale wysłany do aresztu w Kirowie. Sam zwięźle powiedział: „Jakoś dziwnie przeprowadzili przesłuchanie, w rzeczywistości o nic nie pytali” – zwrócił uwagę.

23 maja 1941 roku Dzirne został ponownie aresztowany, oskarżony o szpiegostwo na rzecz Niemiec. Prawie rok później zmarł w więzieniu, nie przeżywszy brutalnych przesłuchań. Czarne chmury zbierały się też nad Dobrowolską.

Szef 1. Oddziału KRO NKWD obwodu kirowskiego, porucznik bezpieczeństwa państwowego Zotow, osobiście aresztował ją za „prowadzenie antyradzieckiej agitacji” i zaproponował zastosowanie kary 10 lat więzienia wobec aresztowanej kobiety. Specjalne posiedzenie NKWD ZSRR 4 listopada 1942 roku wydało wyrok – rozstrzelać. Egzekucję natychmiast wykonano.

 

 

WALTER ALTERMANN: Co tam wieszcz sobie kombinował, czyli właściwe nauczanie literatury (3)

O tym, że język polski jest bardzo ważny – jako przedmiot nauczania – słyszymy ciągle i nieustannie. Jest dla nas ważny, bo ma uczyć o prawidłowościach języka, a przede wszystkim ma uczyć o tym co wspólne, czyli o naszym dziedzictwie narodowym – literaturze polskiej.  Ta teza pojawiła się wraz z upadkiem Rzeczypospolitej, niedługo po trzecim rozbiorze. Wcześniej szkolnictwo nasze było marne, a większość narodu – czyli chłopi – była niepiśmienna.

Romantycznym pisarzom, głównie Mickiewiczowi, Słowackiemu i Fredrze zawdzięczamy tę wspólną pamięć. Za nimi „poszli inni” polscy pisarze XIX wieku – Sienkiewicz, Prus i Żeromski. Można i trzeba, bez egzaltacji, powiedzieć, że „polskość” stworzyli nam pisarze nasi. I czcimy ich z szacunkiem, nazywając ich nazwiskami ulice, szkoły i teatry. Tyle pozytywnych wzruszeń, bo pora już przejść do kłopotów z nauczaniem i rozumieniem literatury.

Co wieszcz miał na myśli

Rzecz w tym, że współczesna szkoła marnie naucza nas literatury. Nasza edukacja nastawiona jest bowiem jedynie na prowadzenie uczniów – a wszyscyśmy byli uczniami – drogą o nazwie „Co poeta chciał nam powiedzieć?”

Poloniści męczą się, żeby podopieczni przyswoili podstawowe przesłanki intelektualne, którymi kierowali się autorzy. Poloniści „rzucają na tło epoki” myśli autorów, wyjaśniają, porównują, wbijają do głów dziatwy i podrostków podstawowe tendencje dzieł naszych wielkich pisarzy. Wszystko to odbywa się z namaszczeniem, w duchu podniosłym i mocno patriotycznym.

Gdyby to był jedynie wstęp do nauczania literatury, byłoby dobrze. Niestety na wbijaniu uczniom do głów tej „filozofii literatury” sprawa się kończy, a sprawa najważniejsza nie zostaje nawet tknięta. Uczniowie bowiem nie dowiadują się najważniejszej rzeczy – że literatura to nie zbiór moralnych i filozoficznych przesłanek, tendencji. Literatura to także, a może głównie, forma.

Treści zaklęte w formie

Powiedzieć – kocham ojczyznę – potrafi każdy. Ale żeby – wychodząc od tej myśli – napisać „Pana Tadeusza”… O, na to trzeba wiedzy o literaturze, sprawności literackiej i talentu. Tu przypomnę, że Mickiewicz, Słowacki i Krasiński byli dobrze wykształceni. Znali teorię i historię literatury, klasyczne, oraz współczesne im dzieła literackie Europy.

Panuje w naszym ludzie głębokie przekonanie, że pisarz to ktoś kto ma jakieś wizje, coś mu tam chodzi po głowie, ma nawet przymus pisania – i nie mogąc się opędzić od tego przymusu – pisze. Ale jak też lud ma zrozumieć, jak powstaje literatura, kiedy nikt mu nawet nie wspomniał, że istnieje coś takiego jako poetyka, czyli zebrany i spisany zbiór reguł pisarskich? Nie mówię, że byłoby rozsądne wtłaczać takie informacje do głów dzieciom w podstawówce, ale młodzież licealnej?

Dzisiejszy maturzysta ma bardzo mętne pojęcie i żadnych umiejętności w czytaniu wiersza. Bo nikt mu nie powiedział, nikt go nie nauczył czym jest kanon klasycznego wiersza, jak choćby ten użyty w „Beniowskim” Juliusza Słowackiego. Nikt mu nie powiedział z dwóch powodów. Pierwszy to ten, że w programie szkolnym nie przewidziano czasu na takie fanaberie. Drugi powód jest takie, że sami nauczyciele nie potrafią właściwie czytać wiersza. Wiem co mówię, bo byłem świadkiem kursów dla nauczycieli, których celem była nauka „obcowania z wierszem”. Na dwudziestu nauczycieli ledwie trzech wiedziało i potrafiło co nieco. A jak ma głuchy nauczyć śpiewu?

Co to znaczy urok wiersza i prozy

Prawdziwa przyjemność w obcowaniu z literaturą przychodzi wtedy, gdy potrafimy czytać według tego samego kodu, którym pisał autor. W istocie bowiem w dobrej, świadomej samej siebie literaturze mamy do czynienia z kodem, czyli sposobem, kanonem i techniką pisarską.

Jeżeli nie wiemy, że w najbardziej znanym tekście, a mówię tu o pierwszej księdze, o samym początku „Pana Tadeusza” mamy zawarte ścisłe reguły, że mamy czytać – a najlepiej również mówić, czytać głośno – rozumiejąc je, to tracimy piękno tego tekstu. I pozostaje nam egzegeza, że Litwa jest ojczyzną autora, którą ceni jak własne zdrowie, bo ją utracił, jako to zdrowie…

Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie.

Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,

Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie

Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie

 

 A podstawowy kod tego wiersza jest taki:

 

  1. Utwór jest napisany trzynastozgłoskowcem.

 

  1. Cezura przypada po pierwszych siedmiu sylabach

 

  1. Wiersz ten czytamy, mówimy zestrojami akcentowymi, a nie wyrazami. Przykład zestrojów akcentowych jest taki:

 

Litwo! – Ojczyzno moja! – ty jesteś – jak zdrowie:

Ile cię – trzeba cenić, – ten tylko – się dowie,

Kto cię– stracił. – Dziś piękność – twą w całej – ozdobie

Widzę – i opisuję, – bo tęsknię – po tobie

 

  1. Akcent w wyrazach akcentowych (traktowanych jaki jeden wyraz) przypada zawsze na przedostatnią sylabę. Tym samym każdy kolejny wers tekstu zaczyna się od mocnego akcentu, bo autor zaczyna najczęściej wers od słowa dwusylabowego. Żeby to jakoś zapisać… wyrazy z mocnym akcentem pogrubię:

Litwo! Ojczyzno moja! ty jesteś jak zdrowie.

Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie,

Kto cię stracił. Dziś piękność twą w całej ozdobie

Widzę i opisuję, bo tęsknię po tobie

 

  1. Kolejną zasadą jest to, że przed cezurą mamy słabą pozycję akcentową ostatniej sylaby, a po cezurze mocną. I ta zasada – łącznie z wcześniej wymienionymi sprawia, że utwór ten staje się właściwie piosenką. Tak jak każdy dobry wiersz. Cezura nie jest po to, żeby wziąć oddech – jak od stuleci tłumaczą nam nauczyciele. Cezura jest ustanowiona po to, żeby mocno dopowiedzieć, uzupełnić, a niekiedy wręcz zmienić znaczenie tego co zostało powiedziane przed cezurą.

 

Gdy czytamy, najlepiej na głos, wiersz Mickiewicza musimy czytać tekst z zachowaniem reguł, stworzonych przez Mickiewicza. Inaczej nigdy nawet nie dotkniemy tego co jest siłą poezji – każdej poezji – rytmów, melodii i jej piękna.

Proza to nie zwykłe gadanie

Mój kochany bohater Moliera – Pan Jourdain – odkrywa w wieku około 50-ciu lat, że mówi prozą. Ale to nie do końca jest prawdą, bo w literaturze pisanej prozą również obowiązują kanony czytania: mamy tam frazy, mamy silne i słabe sylaby, wreszcie melodię, urok i klimat. Dlatego proza to nie jest takie tam sobie gadanie, jak na zebraniach lub nawet w Sejmie.

Zostawmy już jednak dzisiaj prozę, bo to temat trudniejszy nawet niż poezja. Ale… ktoś, kto nauczy się rozumieć wiersz, doceni też dobrą prozę. Odwrotnie nigdy.

Akademie ku czci

W każdej szkole, kilka razy do roku odbywają się występy uczniów. Niestety podniosłe treści, jakie są na akademiach prezentowane nie skłaniają nauczycieli do przygotowania uczniów do pięknego, rozumnego mówienia poezji. Liczy się jeno duch i namiętne uczucie. A to właśnie jak najmniej sprzyja sztuce.

Owszem, mają w naszych szkołach miejsca spektakle teatralne, w których występują uczniowie. I to jest chwalebne. Niestety takich szkół, w których istnieją i pracują stale szkolne teatrzyki jest o wiele za mało. A to właśnie w pracach teatralnych można nauczyć młodzież – choćby tylko jakąś część uczniów – rozumnego obcowania ze sztuką. Bo literatura jest sztuką. Treści szukajmy raczej u filozofów, przywódców narodu i niezłomnych rycerzy swych racji.

Mam przekonanie, że wzorem naszych praojców, nie bardzo cenimy sztukę. Łatwiej było przecież sprowadzić jakiegoś Włocha do zbudowania pałacu czy namalowania obrazów niż kształcić chamskie, lub dzieci mieszczan na architektów. A sam szlachcic, który zajmował się architekturą czy malarstwem nie był szanowanym człowiekiem. Szlachta i możni woleli także włoskich i francuskich śpiewaków niż własnych, tym bardziej, że ich nie było.

A potem miejsce szlachty zajął już wykształcony lud, przejmując wszystkie szlacheckie złe i dobre obyczaje, nawyki i zachowania. Łącznie z dość lekkim traktowaniem sztuki.