29 stycznia kolejne spotkanie KLUBU HISTORYCZNEGO SDP

Serdecznie zapraszam na pierwsze w tym roku spotkania Klubu Historycznego  SDP, które odbędzie się 29 stycznia 2026 roku o godzinie 18 przy  ul. Foksal 3/5. Tym razem o wstrząsającej, zbrodniczej akcji Niemców w Warszawie w czasie II Wojny Światowej, o której wie nawet niewielu Warszawiaków.

Obejrzymy niezwykły film dokumentalny pt. „Góry Szwedzkie – ostatnie ogniwo” w reżyserii Hanny Etemadi. Film opowiada o egzekucji 96 Polaków dokonanej przez Niemców w Warszawie 6 stycznia 1940 roku. Po emisji odbędzie się spotkanie i dyskusja z zaproszonymi gośćmi: Andrzejm Kryńskim z Biura Edukacji IPN o/Warszawa i Piotrem Grzybowskim – dziennikarzem, historykiem, badaczem zbrodni w Górach Szwedzkich.

Zapraszam i proszę o rozesłanie informacji.

Hanna Budzisz – szefowa Klubu Historycznego Stowarzyszenia Dziennikarz Polskich

Naiwność w likwidowanych MEDIACH PUBLICZNYCH, czyli mokra tektura

Bez zdziwienia przyjęto bzdury z ostatniego programu markizy kitu i szambelanowej marnego poczucia humoru Doroty Wysockiej-Schnepf. Chodziło o opis siłowego przejęcia mediów publicznych. Nie, nie tego jednak sprzed dwóch lat, ale tego z 2016 roku…

Wszystko byłoby to nawet śmieszne, gdyby ta karykatura publicystyki miała życzliwą kreskę. A rysunek wykonano na mokrej tekturze chińską świecową kredką.

Fachowcy jak z zakładu komunikacji

Słowem, od dwóch lat media publiczne po siłowym przejęciu przez polityków koalicji są po prostu skrzyżowaniem nowoczesnego zarządzania Włodzimierza Sokorskiego i oszczędności Macieja Szczepańskiego. Ci byli przyjajmniej politykami. Komunistycznymi, ale tego przynajmniej wtedy nie ukrywano. Teraz na pewno o programach publicystycznych nie decydują  likwidator TVP Daniel Gorgosz i dyrektor TVP w likwidacji Tomasz Sygut. Nie umieją. Za to politycy koalicji bez mrugnięcia okiem wyczuwają komu należy powierzyć wciskanie kitu – baronowa propagandowa świetnie się do tego nadaje.

I jakiż to błyskotliwy „dowcip” wymyśliła i dlaczego? Do całej grupy z ul. Woronicza (TVP), al. Niepodległości (Polskie Radio) i Brackiej w Warszawie – przy siedzibie dawnej cenzury – (Polska Agencja Prasowa), dociera pewnie, że konsekwencje zamachu na media z grudnia 2023 roku poniosą nie tylko jego architekci. Aby zakrzyczeć drugą rocznicę brutalnego wejścia do mediów publicznych i wyłączenia sygnału telewizyjnego, wymyśliła Wysocka-Schnepf telewizyjne odwrócenie kota ogonem.

Klechdy z Woronicza

Mistrzyni robienia niczego mówiła o przejęciu mediów… Ale przez PiS w 2016 roku. Aby to uwiarygodnić, no nie wiem, czy to dobre określenie, ale chyba innego kulturalnego opisu nie ma, zaprosiła dwoje świadków „prawicowych zbrodni medialnych” sprzed dziesięciu lat – ochmistrzynię sejmowego krzyku Justynę Dobrosz-Oracz i powielacza mitów Kamila Dziubkę.

I to oni mieli opowiedzieć o tym, jak ich Jacek Kurski zwalniał. I jak bardzo to było straszne, dramatyczne. Znam część faktów z tamtych lat. I wiem, że ani Dobrosz-Oracz ani Dziubka nie byli aż tak ważni, aby ich od razu wywozić do więzień. I niepotrzebne były tortury, aby zgodnie z prawem i z niezłą odprawą ich zwolnić. Bo nie są to ludzie, których metody dziennikarskie będą omawiane na seminariach naukowych, a cechy ich charakteru nie nadają się do podręcznika etyki. Zatem, po co TVP wymyśliła mit założycielski ze zwolnieniami z 2016, które tak się mają do czystki z 2023 roku jak oglądalność publicznej telewizji przed i po przejęciu jej przez obecną ekipę rządową?

Czy chodziło o odwrócenie uwagi? Też, ale także o zaczarowanie rzeczywistości. Ci, którzy jeszcze wierzą TVP, PR i PAP w likwidacji muszą mieć dobre legendy. Wierzyć w to nie sposób, ale bzdury dla wyznawców Donalda Tuska to po prostu chleb powszedni.

Patrząc na fragmenty programu baronowej manipulacji przypomniało mi się powiedzonka sprzed 35 lat. Na przykład: „Dziennikarz może być głupi, ale nigdy naiwny”.  I jeszcze jedno dotyczące naiwnego właśnie przekonania pracowników dzisiejszych mediów publicznych: „Nie ma powrotu pasty do tuby…”

 

GLEJAK – ZAUFAĆ PANU BOGU. Wyznania JAROMIRA KWIATKOWSKIEGO, dziennikarza, któremu ciężka choroba nie odebrała nadziei

To tytuł najnowszej książki Jaromira Kwiatkowskiego, rzeszowskiego dziennikarza, wieloletniego członka Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, który przeżył dwie ciężkie operacje guza mózgu. Zainspirowały go one do napisania książki, opisującej nie tylko odkrywanie na nowo własnych relacji z rodziną i przyjaciółmi, ale też ze Stwórcą i wybranymi przez siebie patronami. Na stronie rozpoczynającej książkę autor napisał: „To nie jest książka przeznaczona tylko dla chorych na glejaka, czy tych, którzy go pokonali. Bardzo wiele skorzystają na jej lekturze chorzy na inne choroby, ale również zdrowi.”

Cała, niespełna 150-cio stronicowa książka, jest opisem dziennikarskich doświadczeń – niezamierzonego reportażu uczestniczącego autora, oraz historii patronów, których Jaromir przywołuje w ciężkich dla siebie chwilach. Patronów, którzy tak jak on, stawali przed trudnymi wyborami i cierpieniem, którego nie mogli odrzucić. To historie ich wiary i zaufania pokładanego w Stwórcy.

„Kochani, jeśli chcecie rozśmieszyć Pana Boga, powiedzcie Mu o swoich planach…” – napisał na pierwszej stronie Jaromir.

– Jeszcze kilka lat temu miałem tych planów sporo. Lecz 7 października 2023 roku, moje życie mocno zwolniło. Do tamtego dnia kalendarz miałem ściśle wypełniony, bo to i praca w „Nowinach” i książki, które zamierzałem skończyć, wreszcie zaangażowanie w różne inne dzieła…. Zawsze byłem bardzo aktywny, snułem kolejne plany.

W tamten dzień dostałem jednak od Pana Boga dużo czasu na „przystanek w drodze”, bo zatrzymała mnie trudna diagnoza. Był to czas, który zaowocował mnóstwem życzliwości i miłości ze strony rodziny (moja żona Renia jest tu dla mnie absolutną bohaterką), przyjaciół i znajomych, którzy dowiedzieli się o moich problemach zdrowotnych.

Od tamtej daty nic nie jest takie samo. …

Zaczął się dla mnie okres „spowolnienia”. To dobry czas, bo Pan Bóg pokazuje w nim co jest najważniejsze. Daje mi czas na refleksję.”

Dalszy ciąg książki stanowią zapisy kolejnych dni w szpitalu, operacji ze znieczuleniem, ale bez uśpienia, gdy pacjent z otwartą czaszką musiał prowadzić dialog z operującymi go lekarzami, aby ci wiedzieli czy nie naruszają ważnych ośrodków mózgu. Kolejne dni, tygodnie i miesiące wracania do zdrowia, kolejna operacja odrastającego guza i cały „serial” spotkań, rozmów, modlitw jego rodziny, przyjaciół i jego samego.

W książce pojawiają się opisy losów wybranych przez Jaromira patronów: rodziny Ulmów z podrzeszowskiej Markowej, bł. księdza Kowalskiego, ks. Blachnickiego, ks. Andrzeja Szpaka, św. Szarbela, ks. Piotra Sofija, czy ks. Jerzego Popiełuszki.

Pojawiają się też miejsca ważne dla autora, które poprzez płynącą z nich wiarę niosą ulgę w jego cierpieniu: Medjugorie, Lourdes czy krakowski kościół sióstr benedyktynek z kaplicą słynącego łaskami dzieciątka Jezus Koletańskiego – Towarzysza autora książki w ostatnich bataliach o zdrowie – jak sam o tym pisze.

Ostatni rozdział książki Jaromira kończy się pytaniem: „Nie wiesz jak będzie z Twoim zdrowiem? Mimo to ufaj Panu Bogu. Choroba nie musi być końcem świata, zwłaszcza gdy ON jest na pierwszym miejscu.

Nie znam Panie Twoich planów. Nie wiem co jest mi przeznaczone. Ale ufam Ci z całego serca, które bije dzięki Tobie i dla Ciebie. Bądź wola Twoja!” – Tym wersem z modlitwy Jaromir kończy swoją opowieść o chorobie, otaczających go ludziach i sile modlitwy.

 

Andrzej Klimczak

 

Książkę można kupić: [email protected]

 

 

 

BARBARA SUŁEK-KOWALSKA: Skończmy z tą likwidacją

Himalaje hipokryzji i Alpy absurdu! Można jeszcze trochę  powiedzonek dorzucić, ale sytuacja jest zbyt poważna na    abawy.  „Stan likwidacji”, w jakim znajdują się media publiczne. Zaraz będzie druga rocznica. I co? I nic!

Na niedawnych targach książki, najpierw w październiku i na następnych w listopadzie, rzuciły  mi się w oczy wielkie napisy „Telewizja Polska SA” oraz „Polskie Radio RDC”. Napisy są kłamliwe, nie oddają stanu rzeczy, fałszują rzeczywistość. Pełna nazwa tych instytucji brzmi wszak „Telewizja Polska SA w likwidacji”, „Polskie Radio w likwidacji”, i tak dalej. Jeszcze jeden przykład: przez cały październik oglądałam transmisje Konkursu Chopinowskiego –  aż  wreszcie  do mnie dotarło, że powtarzane podczas każdej sesji przesłuchań informacje, komu zawdzięczamy transmisje  –  Polskiemu Radiu i Telewizji Polskiej – zawierają nieprawdziwe nazwy tych instytucji. To jest przecież „Polskie Radio w likwidacji” i „TVP w likwidacji”!!! To jest pełna oficjalna nazwa!

Tak naprawdę, to taka nazwa powinna chyba figurować na planszach, które wypełniają ekran telewizora między programami i między reklamami. Może wtedy do odbiorców by dotarło, że coś tu nie funkcjonuje. Bo na razie wychodzi na to, że stan powszechnego zakłamania w tej dziedzinie nikomu nie przeszkadza.

Ale co z tego  – mógłby ktoś zapytać – przecież nie to żadnego znaczenia dla funkcjonowania tych mediów. Seriale lecą, interwencje regionalne też, a newsy polityczne każdy ogląda w mediach społecznościowych. A jednak nic tu nie jest w porządku.

Stan likwidacji – formalnie – nie pozwala na rozwój firmy będącej w takim stanie. Nie można zatrudniać, kupować sprzętu, inwestować, rozbudowywać.  Stan likwidacji powoduje  więc wielką chroniczną niepewność co do stanu finansowego , organizacyjnego,  kadrowego  i tym samym  programowego.

Jestem – delegowanym tam przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich –  członkiem Rady Programowej TVP Warszawa, przedtem byłam członkiem Rady Programowej Radia dla Ciebie  (RDC) . Wciąż domagam się na posiedzeniach Rady Programowej informacji, kiedy zakończy się stan likwidacji i jakie wiadomości na ten temat ma Zarzad , obecnie TVP Warszawa, przedtem RDC.  Nie ma żadnych, bo tez nie o to władzy chodzi, żeby miał.

Uważam jednak, że jest moim podstawowym obowiązkiem domagać się nieustannie tej informacji i żądać zakończenia stanu likwidacji – fałszywego, szkodliwego, destrukcyjnego, groźnego podwójnie, bo także przez to, że już uśpił część opinii publicznej. Co więcej, w tej sytuacji jest to obowiązek jedyny,  jedyny powód dla którego zasiadamy w tych radach, jedyna legitymacja – aby domagać się zakończenia stanu likwidacji.

Nie mówią o tym politycy, nie mówią o tym samorządy, nie mówią organizacje społeczne.  Wydawałoby się, że na każdym posiedzeniu Sejmu powinien paść o tym głos, zapytanie poselskie, interwencja czy informacja o kontroli poselskiej . Wydawałoby się, że sprawa jest priorytetowa, bo dotyczy mediów publicznych, także ich niejasnej w tej sytuacji przyszłości – i dotyczy podstawowych wolności obywatelskich. Ale nie dzieje się nic.

Twierdzenia, że Rada Programowa opiniuje sprawy programowe sa nie tylko bałamutne, ale tez oparte na nieznajomości rzeczy – otóż Rozporządzenie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z dnia 4 grudnia 2018 r. w sprawie szczegółowego zakresu planów programowo-finansowych i trybu ich uzgadniania wyraźnie mówi, że „plany programowo-finansowe, opracowywane przez jednostki publicznej radiofonii i telewizji i  przekazywane Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji zawierają   opinię rady programowej i rady nadzorczej o planowanym programie lub usługach oraz kosztach i źródłach finansowania”. A wszystko to na podstawie art. 21c ust. 4 ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji . Mówiąc po ludzku: nie da się zrobić programu bez pieniędzy.

A nie ma pieniędzy z powodu stanu likwidacji.

Można jeszcze długo dywagować, o co w tym wszystkim chodzi – kto chce  załatwić jaki interes, kto ma strategiczne plany dotyczące mediów, kto może chciałby je zawłaszczać choć niekoniecznie prywatyzować,   kto taktycznie milczy – ale to już zupełnie inna dyskusja.

Rzecz jest więcej niż poważna, bo dotyczy mediów publicznych w Polsce. I ich przyszłości.  Na razie bowiem media są publiczne i mają ustawową misję  – o misji mediów publicznych i o publicznej misji mediów uczą już na studiach więc nie będę się powtarzać. I jest naszym – dziennikarzy – podstawowym obowiązkiem  domagać się możliwości realizacji tych misji.

Skończę  jednak  na sprawie, o której nie da się powiedzieć – w odróżnieniu od powyższych – że jest wagi państwowej. Ale za   to jest bardzo konkretna, choć może dla władzy prozaiczna:   otóż pracownik zakładu pracy będącego w stanie likwidacji nie dostanie kredytu w banku, gdyby się o takowy starał. Doświadczyło tego w ciągu minionych dwóch lat wielu pracowników mediów publicznych, nie tylko dziennikarzy. Oni tez, niezależnie od poglądów politycznych, mają dość stanu likwidacji.

Bardzo możliwe, że w obozie władzy pojawiły się już opinie, że coś trzeba z tym fantem zrobić. Ale nie ma pomysłu jak. Tym głośniej więc powinniśmy protestować i domagać  się likwidacji stanu likwidacji.

 

Barbara Sułek-Kowalska

 

 

Protest
Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP
przeciwko cenzurowaniu KANAŁU ZERO

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko postanowieniu Sądu Okręgowego w Warszawie, który 28 listopada 2025 r. wydał zabezpieczenie i zakazał redaktorom Krzysztofowi Stanowskiemu i Robertowi Mazurkowi publikowania materiałów na temat dziennikarki Telewizji Polskiej S.A. w likwidacji Doroty Wysockiej-Schnepf. Nie mogą nazywać jej „arcykapłanką propagandy”. Redaktorzy Robert Mazurek i Krzysztof Stanowski oraz kanał internetowy na platformie YouTube Kanał Zero mają także zakaz publikowania treści dotyczących wyboru imienia przez Wysocką-Schnepf dla jej syna, a także treści, w którym imię to zestawiają z zarzutami dotyczącymi udziału teścia dziennikarki Maksymiliana Schnepfa w obławie augustowskiej. Obława augustowska, nazywana  także „Małym Katyniem”, to operacja wojskowa mająca miejsce w lipcu 1945 roku, której celem było rozbicie i likwidacja oddziałów podziemia niepodległościowego i antykomunistycznego w rejonie Suwałk i Augustowa. Maksymilian Schnepf był jednym z dowódców wojskowych oddziałów prowadzących te działania.

CMWP SDP podkreśla, iż wolność słowa jest jedną z fundamentalnych wartości gwarantowanych przez Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej oraz liczne akty prawa międzynarodowego, w tym Europejską Konwencję Praw Człowieka. Ograniczenia tej wolności mogą wzbudzać poważne kontrowersje, zwłaszcza gdy dotyczą wyrażania opinii o działaniach osób zaangażowanych w debatę publiczną, a tak jest w tym wypadku.

Zgodnie z art. 54 Konstytucji RP „każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji”. Wolność ta nie jest jednak absolutna, może być ograniczana m.in. przez ochronę dóbr osobistych innych osób, takich jak dobre imię czy prywatność. Podobne regulacje zawiera art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Jednak w debacie publicznej osoby angażujące się w sprawy polityczne i społeczne muszą się liczyć z szerszą krytyką. Trybunał Konstytucyjny i sądy wielokrotnie podkreślały, że granice dopuszczalnej krytyki są w takich przypadkach szersze. Zakaz nazywania konkretnej, wyjątkowo aktywnej w przestrzeni publicznej osoby „arcykapłanką propagandy” jest więc  ograniczeniem wolności słowa. W języku potocznym i publicystycznym określenie to powinno być uznane za mocną, ale mieszczącą się w ramach debaty publicznej opinię, zwłaszcza jeśli dotyczy osoby zaangażowanej w działalność medialną lub polityczną w tak kontrowersyjny sposób jak robi to Dorota Wysocka Schnepf.

W tym wypadku poprzez decyzję o zabezpieczeniu Sąd uniemożliwia dotarcie do odbiorców z przekazem zawierającym istotne i wymagające publicznego wyjaśnienia treści, które dotyczą instytucji i osób publicznych, a do nich należy zarówno TVP S.A. w likwidacji, jak i jej powszechnie znani pracownicy jak Dorota Wysocka Schnepf.  Zabezpieczenie, jakie wydał sąd staje się więc zakazaną konstytucyjnie cenzurą prewencyjną.

CMWP SDP  zwraca przy tym uwagę, iż działanie Sądu w tej sprawie  jest  przeciw skuteczne i tylko pozornie zabezpiecza dobra osobiste Doroty Wysockiej Schnepf i jej rodziny. Nagłośnienie sprawy w mediach  poprzez publikację informacji na temat kontrowersyjnej decyzji sądu powoduje, iż informacja prasowa na ten temat zamienia się w dodatkową reklamę poruszanego przez publicystów Kanału Zero tematu, który decyzją Sądu miałby być usunięty z przestrzeni publicznej. To mechanizm powszechnie znany i opisywany w teorii i praktyce komunikowania masowego. CMWP SDP apeluje o poszanowanie prawa dziennikarzy do swobody krytyki i wyrażania opinii oraz o usunięcie w/w zakazu, gdyż  prowadzi to do tłumienia debaty publicznej i uniemożliwia wyrażanie uzasadnionej krytyki.

dr Jolanta Hajdasz,

dyrektor  CMWP SDP

Warszawa, 11 grudnia 2025 r.

 

Powyższe oświadczenie CMWP SDP powstało na podstawie informacji publikowanych na ten temat w mediach bez wiedzy i akceptacji osób, których dotyczy wyżej opisany zakaz sądowy.

Sensacyjny wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu w sprawie zabójstwa red. JAROSŁAWA ZIĘTARY! Sprawa objęta monitoringiem CMWP SDP

Sąd Apelacyjny w Poznaniu uchylił wyrok Sądu Okręgowego  i skierował sprawę tzw. ochroniarzy do ponownego rozpatrzenia. Tym samym Sąd przyznał rację prokuraturze, która złożyła apelację od wyroku uniewinniającego ochroniarzy holdingu Elektromis o pseudonimach „Lala” i „Ryba”  od zarzutu  uprowadzenie i pomocnictwa w zabójstwie dziennikarza Jarosława Ziętary. CMWP SDP wspierało stanowisko Prokuratury w tej sprawie. Od początku jest ona objęta monitoringiem CMWP SDP, jej obserwatorem jest red. Aleksandra Tabaczyńska. 

Sąd Apelacyjny obradował w składzie przewodniczący Henryk Komisarski, SSA , sprawozdawca Maciej Świergosz, SSA i sędzia Piotr Gerke.

Dziś jest to nieprawdopodobne że w samym środku Europy zaginął młody dziennikarz i nie wywołuje to realnych działań organów ścigania . Zniknięcie Jarosława Zietary było wręcz bagatelizowane, a śledztwo ograniczono do dwóch wątków – samobójstwa i wyjazdu do znajomej w Londynie.  Czas ten z punktu widzenia postępowania karnego uznać należy za stracony . Zaniechania te z pewnością utrudniły, ale nie uniemożliwiły dojście do prawdy  – ogłosił sąd.

Sąd w uzasadnieniu wyroku przytoczył słowa red. Anny Dolskiej dziennikarki i koleżanki ze studiów Jarosława Ziętary, która złożyła podczas ostatniej rozprawy apelacyjnej dodatkowe zeznania, istotne dla Sądu. To one okazały się kluczowe dla ponownego rozpatrzenia sprawy. Nie ma zbrodni doskonałej, są tylko niewłaściwie prowadzone postępowania  – mówiła w ub. tygodniu dziennikarka.

Ponadto sąd stwierdził, iż wyjątkowo pobieżnie potraktowano wiele dowodów w tej sprawie, a niektóre sąd poprzedniej instancji zupełnie pominął.

 

Satysfakcji z wyroku nie kryje prokurator Piotr Kosmaty z Prokuratury Rejonowej w Krakowie, który  po latach doprowadził do wznowienia śledztwa w sprawie zabójstwa Jarosława Ziętary. Po tylu latach pracy  nad tą sprawą mogę przyznać, iż cieszę się, że Sąd ją docenił, że dostrzegł wagę wielu zeznań świadków, do których dotarłem i że nie zlekceważył tych zeznań, mimo iż były składane wiele lat po zbrodni. Dziękuję bardzo za wsparcie moich działań Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, było ono bardzo ważne dla tej sprawy. Istotna była i konferencja w styczniu 2023 roku i Państwa stanowiska i wszystkie podejmowane przez Was działania – powiedział portalowi cmwp.sdp.pl prokurator Piotr Kosmaty.

Jarosław Ziętara był dziennikarzem śledczym „Gazety Poznańskiej”, ostatni raz widziano go 1 września 1992 r. Rano wyszedł do redakcji, ale nigdy tam nie trafił. W 1999 r. został uznany za zmarłego, ale jego ciała nie odnaleziono. Do dziś nie wyjaśniono okoliczności śmierci dziennikarza i nie pociągnięto do odpowiedzialności winnych tej zbrodni. 19 października 2022 roku Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał wyrok uniewinniający dwóch byłych ochroniarzy nieistniejącego już holdingu Elektromis Mirosława R., ps. „Ryba” i Dariusza L., ps. „Lala”, oskarżonych o porwanie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Ziętary. Wcześniej,  24 lutego 2022 roku uniewinniony został były senator Aleksander Gawronik, któremu zarzucano podżeganie do zabójstwa dziennikarza. Prokuratura Regionalna w Krakowie w maju 2022 roku zaskarżyła w całości wyrok uniewinniający Aleksandra Gawronika odnośnie podżegania do zamordowania Jarosława Ziętary i złożyła  apelację od wyroku uniewinniającego byłych ochroniarzy Elektromisu. W styczniu 2024 roku Sąd Apelacyjny w Poznaniu utrzymał w mocy wyrok sądu I instancji uniewinniający Aleksandra Gawronika od zarzutu podżegania do zabójstwa poznańskiego dziennikarza Jarosława Ziętary.

tekst i zdjęcia : Aleksandra Tabaczyńska

Skarga ZG SDP w sprawie emisji filmu „Wśród sąsiadów” w TVP w likwidacji

ZG SDP składa skargę do KRRiT na wyemitowany przez TVP w likwidacji film dokumentalny „Wśród sąsiadów” w reżyserii Yoava Potasha. Film opublikowano w przededniu 107. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, tj. 10 listopada 2025 r., o godzinie 22:05 w TVP1 i nadal jest dostępny w serwisie internetowym TVP VOD. Nawiązuje on swoją wymową do książki Tomasza Grossa „Sąsiedzi” z roku 2000 i tak jak on manipuluje źródłami, przedstawia zachowania marginalne jako powszechne i typowe oraz obarcza Polaków winą za to, co generalnie na terenie naszego kraju robili Niemcy.

Wg TVP (cytaty ze strony internetowej https://vod.tvp.pl/filmy-dokumentalne,163/wsrod-sasiadow,2486960film przedstawia dzieje Gniewoszowa – miejscowości, którą przez stulecia współtworzyły dwie społeczności. Twórcy koncentrują się na losach ostatniego ocalałego Żyda z tego miasteczka oraz na wspomnieniach kobiety, która jako dziecko była świadkiem tragicznych wydarzeń z czasów II wojny światowej. Jej opowieść – to dalszy ciąg cytatu ze strony internetowej TVP – ujawnia dramatyczną prawdę o tym, jak śmierć wielu Żydów przyszła nie z rąk okupantów, lecz ze strony ich polskich sąsiadów.

Czołówka filmu „Wśód sąsiadów” TVP w likwidacji – 10 listopada 2025 r.

Ten film i ta emisja w ocenie ZG SDP to próba ponownego wplątania naszego kraju w międzynarodowy konflikt polityczny o nie przewidzianych skutkach i konsekwencjach. Świadczą o tym wyjątkowo kontrowersyjne  napisy końcowe filmu, które w takich produkcjach dopowiadają to, czego nie było na ekranie, a co zdaniem twórców jest wyjątkowo ważne dla zrozumienia ich przesłania. Przed tzw. tyłówką w filmie napisano:   Po ośmiu latach skrajnie prawicowych rządów PiS odsunięto od władzy w wyborach 2023 roku. Nacjonalistyczne próby wybielenia historii polsko żydowskiej pozostają jednak popularne.  Dodatkowo ten skrajnie nieprawdziwy tekst został zilustrowany z nieuzasadnionych powodów fotografią przemawiającego obecnego prezydenta Polski  Karola Nawrockiego.

Plansza po polsku dodana przed angielskimi napisami końcowymi filmu „Wśód sąsiadów” TVP w likwidacji – 10 listopada 2025 r.

Bulwersujące jest to, że Telewizja Polska w likwidacji pokazała w/w film bez żadnego merytorycznego, historycznego komentarza np. dotyczącego realiów życia Polaków w czasie okupacji niemieckiej i realnego zagrożenia ich życia, czy skali ludobójstwa niemieckiego. Twórcy filmu i jego nadawca TVP w likwidacji manipulują faktami i prezentują antypolska narrację. Wyraża się  to m.in. w  rysunkowych animacjach. Polacy w nich mają np. czerwone oczy, ostre, zacięte wyrazy twarzy, denuncjują, podsłuchują i tropią Żydów, robi to nawet ksiądz katolicki, odmawiają im pomocy, a jeśli pomagają, to tylko dla zysku.

„Wśód sąsiadów” TVP w likwidacji – 10 listopada 2025 r.

 

Obrazy te sugestywnie mają działać na podświadomość odbiorcy – np. dziewczynka, która jakby na polecenie rodzica zatrzaskuje drzwi przed swoją żydowską rówieśnicą ma biało-czerwone wstążki we włosach, te barwy mają więc się kojarzyć z czymś bardzo negatywnym i nagannym, bo to jedyne kolory w tym obrazie, który jest szaro-czarno biały.

Relacje dwóch głównych bohaterów to wypowiedzi osób, które w chwili nagrania mają około 90 lat. Ból i ostre słowa tych osób można zrozumieć, one opowiadają historię ze swojego bardzo wczesnego dzieciństwa, które było naznaczone traumatycznymi wydarzeniami. Trudno się dziwić, że opowiadają one to, co zapamiętało małe skrzywdzone dziecko i że nie zawsze musi to być zgodne z oceną historyczną. Ale dzisiaj po tylu latach od tamtych wydarzeń autorzy filmu mają obowiązek uwzględniać prawdę historyczną, nie wolno im rzucać fałszywych oskarżeń, tymczasem twórcy filmu nie tylko się tą prawdą nie przejmują, ale oni to wykorzystują do budowania uogólnień, które są krzywdzące dla Polaków i które są niezgodne z prawdą. Dzieje się to wszystko na antenie telewizji publicznej, finansowanej dziś potężnymi sumami z budżetu państwa (jest to m.in. 1,68 mld w 2024 i co najmniej 800 mln w 2025).

Nadawca, który promuje tego typu dzieło bez osadzenia go w kontekście historycznym powinien być ukarany.  Nawet jeśli zdecydował się na emisję tak subiektywnego, jednostronnego filmu, to rzetelność i kierowanie się dobrem odbiorcy nakazywała opatrzyć ten obraz choćby odpowiednim wstępem, czy komentarzem. Inaczej mamy do czynienia z wyjątkowo niskich lotów manipulacją, a tak niestety się stało.

Zarząd Główny

Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Zaduszki dziennikarskie SDP i KSD we Wrocławiu

W polskiej tradycji chrześcijańskiej listopad to miesiąc pamięci i zadumy o zmarłych.

Wrocławscy dziennikarze skupieni w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich i Katolickim Stowarzyszeniu Dziennikarzy spotkali się w Domu Sióstr Notre Dame na tradycyjnych zaduszkach. W kawiarnianej atmosferze wspominano tych których nie ma już wśród nas.

Szczególna pamięć skierowana była ku Romualdowi Lazarowiczowi, który patronuje od 2020 roku dolnośląskiemu konkursowi dziennikarskiemu. Przywołano też pamięć o red. Maksymilianie Kubicy z Radia Wrocław, red. Halszce Szczerskiej z „Gazety Wrocławskiej”, red. Lotharze Herbscie- red.naczelnym Polskiego Radia Wrocław, Barbarze Trzeciak-Pietkiewicz – dziennikarce radiowej i telewizyjnej i m.in. dyrektor Radia i Telewizji Wrocław, Alinie Dopart z wydawnictw PTTK i innych bliskich nam koleżankach i kolegach.

Zwieńczeniem wspomnień była msza św. sprawowana przez byłego dziennikarza „Gościa Niedzielnego”, ks. Jakuba Lukowskiego.

 

 

 

Requiem aeternam dona eis, Domine…

 

Jan Poniatowski

(Prezes OD SDP w latach 2019 – 2024)

O manipulacjach TVP w likwidacji pisze HUBERT BEKRYCHT: Medialne ścieki z Woronicza zalewają Polskę, także Pałac Prezydencki

Media publiczne zamiast „czystej wody”  z fantazji Marka Czyża przypominają ściek w myjni autobusowej w poprzednim miejscu pracy dyrektora generalnego TVP Tomasza Syguta. Ścieki medialne spływają szerokim nurtem wlewając się w ławy opozycji i do Pałacu Prezydenckiego, nie oszczędzając jego głównego lokatora.

Nieczystości w TVP jest tyle, co ścieków z oczyszczalni Czajka podległej prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu z KO (PO). Chyba w zemście za przegrane wybory, władze TVP nie zadowalają się zwykłą likwidacją spółki. Chcą więcej – narazić publiczną telewizję na zapomnienie.

Dziennikarstwo TVP w nieczystościach

Jeden z dziennikarzy, przepraszam za wyrażenie głównego nurtu, postanowił zając się na serio kanalizacją. Bo był tylko rzecznikiem stołecznych wodociągów i kanalizacji. Jak to się stało, że Marek Smółko, bo o nim mowa, wcześniej dwie dekady pracujący w poważnych mediach, stracił cały swój dorobek zawodowy? Stracił, bo manipulując zaprzeczył poważnemu podejściu do dziennikarstwa.

Półtora roku temu Smółko znalazł miejsce pracy w TVP w likwidacji. Ale zanim to się stało, jak wspomniałem, podlegał  administracji prezydenta stolicy i tłumaczył mediom jako PR-owiec na czym polega zrzut wody, co to „ścieki zneutralizowane”. Jak mówią znajomi dawnego dziennikarza – nic się nie zmieniło. „Pracował w g..nie i teraz też…” – opowiadają stołeczni reporterzy.

Ataki i manipulacje

Robiąc relacje do propagandówki TVP, czyli programu 19:30 w bezprawnie przejętej dwa lata temu, obecnie prorządowej telewizji „publicznej”, Smółka chyba wiedział, co robi. Chyba?

Wiele już było ataków na prezydenta Karola Nawrockiego w zarządzanych przez kumpli i znajomych premiera Tuska i jego ministrów. Atak na prezydenta z niedzieli 9 listopada był po prostu chamską manipulacją, która nie mieści się w żadnych normach. Ani dziennikarskich, ani politycznych.

Prezenterka 19:30, która prowadziła debatę w TVP finansowaną przez komitet kandydata PO, odczytała ze studia zapowiedź relacji Smółki. Tzw. biała rozpoczynała się od słów: „Gdańska prokuratura ściga bezwzględnych lichwiarzy (…)”. Pierwsze sekundy relacji połączono ze zdjęciami filmowymi wiecu wyborczego Karola Nawrockiego.

Mieszanie na żądanie

Manipulację miał zaostrzyć tekst otwierający relację Smółki o „kłamstwie” prezydenta. Najpierw w sposób skandaliczny pokazano prezydenta i słynną nagłaśnianą przez jego przeciwników historię „kawalerki Nawrockiego”. Sprawę, która zakończyła się w kampanii wyjaśniona przez prezydenta. Sprawę nagłaśnianą i manipulowaną przez prorządowe media, m.in. TVP w likwidacji. Sprawę kawalerki, którą rodzina Nawrockich podarowała organizacji charytatywnej

Dopiero po wątku dotyczącym mieszkania, Smółka powrócił do tematu afery lichwiarskiej. Nie na długo… Wątek prezydenta i kawalerki wracał i mieszał się z tematem ujęcia gangu lichwiarzy. Bez dowodów, przez przesłanek, bez sensu. Telewizja Polska w likwidacji nie wyjaśniła na razie, dlaczego użyto języka manipulacji do ataku na Karola Nawrockiego. Autor też milczał. Zakładam, że i jedni i drudzy odnajdą się po 11 listopada. Na pewno nie pójdą na Marsz Niepodległości, bo tam byliby grzecznie zapytani przez prezydenta Nawrockiego, dlaczego to zrobili. A że członkowie władz TVP w likwidacji to medialni tchórze, nie będą chcieli już nic teraz wyjaśniać. Chyba.

BBC – Bardzo Brudny Czas, a jednak…

Likwidator TVP Daniel Gorgosz i dyrektor Tomasz Sygut, to jednak nie władze BBC. Boże, co to za zdanie… TVP to nie BBC – pisząc to bolą mnie palce, słysząc to boli mnie głowa, mówiąc to… Nie, nie będę wyjaśniał.

Nawet opanowane przez politycznie poprawnych liberałów i lewków władze brytyjskiego koncernu BBC nie są tak bezczelne jak władze TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej. Dlaczego, bo w Wielkiej Brytanii zmieniła się mentalność dziennikarzy, nawet BBC, ale pojęcie honoru ludzi mediów, choć to czysto teoretyczne założenie,  może jeszcze tli. Dlaczego? Bo w Królestwie ludzie szanują BBC, mimo, iż wiele elementów British Information System zszedł dawno na psy i bardziej przypomnia marksistowski kodeks niż zbiór dziennikarskich standardów.

Osoby z zarządu BBC zrezygnowały z funkcji, może pod wpływem nacisków rządowych, ale zrezygnowały. Dlaczego? Bo przyznały (nie przyznając się do winy), że są odpowiedzialne za okrutny błąd, manipulację przemówienia prezydenta USA Donalda Trumpa. Ale dlaczego szefowie BBC zrezygnowali z funkcji, mogli iść „w zaparte”. Mogli kluczyć, udawać… Dlaczego? Bo władze BBC – i znowu podczas pisania o tym wszystko mnie boli – to nie są jednak tolerujący otwarty terroryzm dziennikarski ludzie z TVP w likwidacji.

Władze TVP: płyniemy dalej…

Przecież Gorgosz i – będący całkiem niedawno podwładnym prezydenta Trzaskowskiego, jako szef zakładu autobusowego w stolicy – Sygut, którzy, wg. Watchdog Polska i TVP,  zarabiają razem ponad 110 tysięcy złotych miesięcznie – to nie jest dobry przykład dziennikarstwa w ogóle i dziennikarstwa brytyjskiego w szczególności. Nawet jeśli dziennikarstwo brytyjskie stacza się na lewo.

Czy Marek Smółka i wydawca 19:30 o nazwisku Sienkiewicz przeproszą prezydenta Karola Nawrockiego za łgarstwa i manipulacje? Czy zrobi to Daniel Gorgosz i Tomasz Sygut? Znam odpowiedź, ale napiszę tylko, że nie ma to żadnego znaczenia. Żadnego. Bo jest honor brytyjskich urzędów i jest brak honoru władz polskich mediów publicznych w likwidacji. Bo są zasady, nawet niezbyt tradycyjnie brytyjskie,  i są zalewające życie publiczne w Polsce medialne ścieki… Może i w likwidacji, ale ile to potrwa?

ODDZIAŁ MAZOWIECKI SDP: Msza, koncert i zwiedzanie MUZEUM ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH I WIĘŹNIÓW POLITYCZNYCH

W imieniu Oddziału Mazowieckiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zapraszam do Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych w Warszawie, przy ulicy Rakowieckiej 37.

 

9 listopada br. o godzinie 17.00 rozpocznie się koncert.

O godz. 18.00 mszę świętą odprawi ksiądz Tomasz Trzaska.

Po mszy – zwiedzanie Muzeum. Naszym przewodnikiem będzie Jarosław Wróblewski

 

prezes Oddziału Mazowieckiego SDP

Michał Karnowski