TVN Fabuła pokaże krótkometrażowe filmy Studia Munka SFP

Od 22 kwietnia do końca maja, w każdy piątek, TVN Fabuła pokaże filmy krótkometrażowe wyprodukowane przez Studio Munka SFP w ramach programu „30 minut”. Będzie można zobaczyć krótkie formy obsypane nagrodami na wielu festiwalach filmowych.

Cykl projekcji otworzy 22 kwietnia o godz. 22.15 „Ostatni gwizdek” w reżyserii Karola Lindholma. Upalne lato, samotna przyczepa campingowa na plaży niedaleko małej nadmorskiej miejscowości. Dwójce braci czas wyznaczają treningi pływackie w morzu. Dla młodszego z nich będą to wyjątkowe wakacje – ojciec przygotowuje go do pierwszego startu na bardzo długim dystansie. Czy uda mu się przełamać swój strach i spełnić ambicje taty?

29 kwietnia zobaczymy „O człowieku, który kupił mleko” w reżyserii Jagody Madej. Maciek chciał być dziennikarzem. Objechać świat jak Kapuściński. Niestety dorosłe życie nie zawsze dostosowuje się do naszych wyobrażeń o nim, więc dla uzyskania niezależności finansowej Maciek przyjął posadę w urzędzie swojego rodzinnego miasta. Niezależny specjalista do spraw promocji to przecież prawie dziennikarz. Jednak zaczęły mu się przytrafiać dziwne przygody. Z pomocą przyjaciela Maciek próbuje znaleźć źródło problemu i sposób jego opanowania.

6 maja zaplanowano „Festyn” w reżyserii Grzegorza Krawca. Środek lata. Upał. Wypełniony pasażerami pociąg jedzie nad morze. Nagle zatrzymuje się pośrodku niczego. Dziewczyna wpadła pod lokomotywę. Czekający na policję podróżni wychodzą z wagonów. Wyposażeni w ręczniki plażowe i koce rozkładają się na polance. Pojawia się piwo, kiełbasa i grill, są kremy do opalania i domysły na temat możliwych przyczyn samobójczej śmierci nastolatki. Ludzie bardziej przejmują się narastającym opóźnieniem pociągu niż leżącym obok trupem czy prawdziwą przyczyną wypadku.

13 maja pokazany zostanie film „Czy potwory jedzą kiwi?” w reżyserii Pawła Podolskiego. Ośmioletni Tomek ma przechlapane. Jego mama leży w szpitalu, starszy brat kradnie telefony, a ojciec jest na skraju załamania nerwowego. Jakby tego było mało, w szafie chłopca zamieszkał potwór. I to nie byle jaki – groźny, tajemniczy i raczej łakomy. Tomek musi wymyślić, jak pozbyć się niechcianego gościa, zanim ten pożre kogoś z rodziny lub jego samego. Najpierw jednak trzeba udowodnić wszystkim, że potwór jest prawdziwy.

20 maja będzie można obejrzeć  „Moje serce” w reżyserii Damiana Kocura. Rozalia jest aktorką. Sytuacja zawodowa zmusza ją do wyprowadzenia się z Warszawy do Wałbrzycha wraz z siedmioletnim synem Kazikiem. Nowe miejsce oznacza dla niej etatową pracę w lokalnym teatrze a dla jej syna nową szkołę. Na miejscu Rozalia zaczyna angażować się w znajomość z Darkiem, nowym nauczycielem Kazika. W nowej szkole zaczynają się jednak pojawiać problemy. Niespodziewanie wydarzenia z życia Rozalii splatają ją z jej sceniczną rolą.

Na koniec, 27 maja, zaplanowano film „Home sweet home” w reżyserii Agaty Puszcz. 10-letni Olaf żyje w świecie, w którym wynajmowanie członków rodziny i przyjaciół jest powszechną praktyką. Za odpowiednie pieniądze każdy może stworzyć sobie złudzenie idealnego szczęścia. Kiedy firma Rent a Life organizuje w szkole Olafa casting, chłopiec nie waha się ani chwili – zamierza wziąć w nim udział i za wszelką cenę dostać rolę przyjaciela na przyjęciu urodzinowym bogatej dziewczynki. Wkrótce okaże się, że cena za udział w tej iluzji jest wysoka.

opr. jka, źródło: TVN Grupa Discovery

 

Elon Musk chce kupić Twittera. Oferuje ponad 40 mld dolarów

Miliarder Elon Musk złożył ofertę zakupu Twittera za około 41 miliardów dolarów. Jego zdaniem to medium, aby rozwijać się i służyć społeczeństwu, musi zostać przekształcone w firmę prywatną.

Jak podał Reuters, Musk zaproponował cenę 54,20 dolarów za akcję, o 38 proc. więcej w stosunku do kursu z 1 kwietnia, kiedy to prezes Tesli przejął ponad 9 proc. akcji Twittera.

„Od momentu dokonania inwestycji zdaję sobie sprawę, że firma ani nie będzie prosperować, ani służyć temu społeczeństwu w swojej obecnej formie. Twitter musi zostać przekształcony w firmę prywatną” – stwierdził Elon Musk w liście do prezesa Twittera, Breta Taylora.

Musk uważa się za zwolennika absolutnej wolności słowa i krytykuje politykę mediów społecznościowych w tym względzie. Miliarder ostatnio przeprowadził ankietę na Twitterze, pytając jego użytkowników, czy uważają, że platforma ta przestrzega zasady wolności słowa.

„To moja najlepsza i ostateczna oferta, jeśli nie zostanie przyjęta, będę musiał ponownie rozważyć swoją pozycję jako udziałowca” – dodał Musk.

opr. jka, źródło: reuters.com

TVP Kobieta przygotowała nowy cykl dokumentalny „Matki wojny”

Historie kobiet, które uciekły z Ukrainy po rosyjskiej agresji przedstawi nowy pięcioodcinkowego serial dokumentalny „Matki wojny”. Premiera na antenie TVP Kobieta w Wielki Piątek, 15 kwietnia o godz. 19.

Pierwszy odcinek został zrealizowany w ośrodku recepcyjnym „Przystanek Dobrej Nadziei” w Otwocku. Władze powiatu, miasta wraz z grupą wolontariuszy i przy wsparciu mieszkańców przygotowały dom długoterminowego pobytu dla kobiet z dziećmi, które uciekły z ogarniętej wojną Ukrainy. To miejsce staje się powoli ich domem, w którym znajdują spokój i wsparcie.

„W nowym cyklu poświęconym losom kobiet w cieniu wojny spoglądamy na ludzkie nieszczęście oczami matek zmuszonych do dramatycznych wyborów. Bohaterki dokumentu opuszczają swój dom, porzucają dorobek całego życia. Samotnie przemierzają granicę i jadą w nieznane by ratować siebie i swoje dzieci przed nieobliczalnymi, brutalnymi konsekwencjami wojny – tłumaczy pomysłodawczyni cyklu, Iwona Bocian-Zaciewska, dyrektor TVP Kobieta, cytowana w komunikacie prasowym.

opr. jka, źródło: Telewizja Polska

 

Wybrano 10 książek reporterskich, które powalczą o Nagrodę im. R. Kapuścińskiego

Ogłoszono tytuły 10 książek, które mają szansę zdobyć Nagrodę im. R. Kapuścińskiego za najlepszy reportaż 2021 roku, która z nich wygra dowiemy się pod koniec maja.

Do 13. edycji Nagrody im. R. Kapuścińskiego zgłoszono aż 143 książki reporterskie – 104 napisane po polsku, i 39 przetłumaczone z języków obcych. Spośród nich jury pod przewodnictwem Katarzyny Surmiak-Domańskiej wybrało dziesięć tytułów, które przechodzą do kolejnego etapu. Oto ich lista (kolejność alfabetyczna):

Heidi Blake, Krwawe pozdrowienia z Rosji. Jak Władimir Putin eliminuje swoich przeciwników, z jęz. angielskiego przeł. Hanna Pustuła-Lewicka, Wydawnictwo WAB

Bill Buford, Między kibolami, z jęz. angielskiego przeł. Krzysztof Cieślik, Wydawnictwo Cyranka

Barbara Demick, Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin, z jęz. angielskiego przeł. Barbara Gadomska, Wydawnictwo Czarne

Małgorzata Gołota, Spinalonga. Wyspa trędowatych, Wydawnictwo Agora

Peter Hessler, Pogrzebana. Życie, śmierć i rewolucja w Egipcie, z jęz. angielskiego przeł. Hanna Jankowska, Wydawnictwo Czarne

Rafał Hetman, Izbica, Izbica, Wydawnictwo Czarne

Ander Izagirre, Potosí. Góra, która zjada ludzi, z jęz. hiszpańskiego przeł. Jerzy Wołk-Łaniewski, Wydawnictwo Filtry

Jakub Korus, Surogatki. Historie kobiet, które rodzą „po cichu”, Wydawnictwo Znak

Remigiusz Ryziński, Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów, Wydawnictwo Czarne

Marek Szymaniak, Zapaść. Reportaże z mniejszych miast, Wydawnictwo Czarne

Do finału wejdzie pięć tytułów, która książka uznana zostanie za najlepszy reportaż dowiemy się podczas gali 28 maja. Jej autor lub autorka otrzyma nagrodę – 100 tys. zł. Jeśli wygra książka zagraniczna 20 tys. otrzyma tłumacz lub tłumaczka.

Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego to wyróżnienie ustanowione w 2010 roku przez Radę Miasta Stołecznego Warszawy. Ma na celu uhonorowanie mieszkającego przez ponad 60 lat w Warszawie wybitnego reportera Ryszarda Kapuścińskiego. Nagradzani są autorzy wartościowych książek reporterskich podejmujących ważne problemy współczesności.

Organizatorem konkursu i fundatorem Nagrody jest Miasto Stołeczne Warszawa, a współorganizatorem – redakcja „Gazety Wyborczej”. Partnerem zaś Fundacja im. Ryszarda Kapuścińskiego Herodot oraz  „Książki. Magazyn do czytania”.

opr. jka, źródło: Urząd Miasta Stołecznego Warszawy

 

Białoruskie KGB próbowało wzywać na Facebooku do protestów przeciwko polskiemu rządowi

Koncern Meta poinformował o usunięciu fałszywych grup i profili m.in. na Facebooku zamieszczających posty oskarżające Polskę o złe traktowanie migrantów z Bliskiego Wschodu i nawołujące do protestów przeciwko polskiemu rządowi. Związane one były z białoruskim KGB.

Właściciel Facebooku o akcji białoruskiego KGB wymierzonej w Polskę wspomniał w opublikowanym pod koniec ubiegłego tygodnia raporcie. Koncern Meta podał tam, że „powiązane z rządami Rosji i Białorusi podmioty zaangażowane były w cyberszpiegostwo i operacje wywierania ukrytego wpływu online”.

Działalność ta miała obejmować przede wszystkim zagadnienia związane ukraińskim przemysłem telekomunikacyjnym, światowym i ukraińskim sektorem obronnym i energetycznym; platformami technologicznymi, a także dziennikarzami i działaczami na Ukrainie, w Rosji i za granicą. Operacje te nasiliły się na krótko przed rosyjską inwazją.

Jak poinformowała Meta, wykryto i usunięta m.in. skoordynowaną akcję powiązaną z białoruskim KGB, której konta i profile zaczęły publikować w języku polskim i angielskim informacje o poddaniu się wojsk ukraińskich bez walki i ucieczce przywódców państwowych z kraju 24 lutego, czyli w dniu rozpoczęcia wojny przez Rosję. Zaznaczono, że wcześniej ten sam podmiot związany z KGB „skupiał się przede wszystkim na oskarżaniu Polski o złe traktowanie migrantów z Bliskiego Wschodu” – napisano w raporcie.

14 marca fałszywe konto związane z białoruskimi służbami bezpieczeństwa stworzyło natomiast w Warszawie wydarzenie nawołujące do protestowania przeciwko polskiemu rządowi. Meta podała, że konto i wydarzenie została usunięte tego samego dnia.

Koncern zaobserwował również wzrost próby włamań na konta na Facebooku dziesiątek osób należących do ukraińskiego personelu wojskowego i publikacji filmów wzywających armię do poddania się, tak jakby te posty pochodziły od legalnych właścicieli kont.

opr. jka, źródło: pap.pl

 

Fundacja Tomasza Rożka uruchomiła ukraiński kanał edukacyjny

Na YouTube wystartował kanał edukacyjny i popularno-naukowy dla dzieci i młodzieży z Ukrainy Наука. Це люблю. Stworzył go dziennikarz popularyzujący naukę Tomasz Rożek wraz ze swoją Fundacją Nauka. To Lubię.

W ogromie nieszczęścia milionów osób z Ukrainy, serca Polaków okazały się ogromne, skala pomocy osiągnęła gigantyczne rozmiary. Zastanawiałem się z moim zespołem, w jaki sposób Fundacja Nauka. To Lubię mogłaby się włączyć w pomoc potrzebującym i odpowiedź przyszła bardzo szybko. Będziemy robić to, co potrafimy najlepiej – czyli edukować! – pisze na stronie swojej fundacji Tomasz Rożek.

Tak narodził się pomysł uruchomienia kanału edukacyjno-popularnonaukowego dla dzieci i młodzieży z Ukrainy, który poprzez wartościowe treści edukacyjne ma ułatwić dzieciom adaptację w polskiej społeczności.

Na kanale mają się znaleźć filmy pomagające zaadaptować się uczniom w polskiej szkole i środowisku rówieśników. Materiały te będą uczyć ukraińskie dzieci podstawowych zwrotów w języku polskim, a z drugiej strony polskim uczniom mogą pomóc zrozumieć pewne zwroty w języku ukraińskim. Będzie można tam obejrzeć również cykl wideo z kanału Nauka. To Lubię Junior z tłumaczeniem i dubbingiem, pojawiać się też będą nowe filmy edukacyjne przeznaczone dla społeczności ukraińskiej.

Tłumaczką i aktorką kanału została Viktoria – nauczycielka z Ukrainy, która musiała uciekać do Polski przed wojną.

opr. jka, źródło: naukatolubie.pl

„Oblicza wojny” – nowy program w TVP Historia i TVP Historia 2

 „Oblicza wojny” to program, w którym eksperci od wojskowości, przybliżą i przeanalizują poszczególne etapy wojny na Ukrainie na tle innych konfliktów zbrojnych w Europie i na świecie. Premierowy odcinek wyemitowano we wtorek, 5 kwietnia w TVP Historia i TVP Historia 2.

„>Oblicza wojny< to nasza propozycja opowiadania o agresji Rosji i obronie Ukrainy z perspektywy historycznej. Będziemy analizować ruchy wojsk, decyzje dowódców w odniesieniu do wojen toczonych wcześniej. Bo historia konfliktów zbrojnych trwa i dzieje się na naszych oczach” – tłumaczy Piotr Legutko, redaktor naczelny TVP Historia.

Gośćmi programu będą polscy i zagraniczni eksperci w zakresie konfliktów zbrojnych, którzy omówią kluczowe zagadnienia doktryny wojennej, strategii, taktyki i uzbrojenia walczących stron. Tematy będą poruszane w szerszym kontekście historycznym, geopolitycznym, ekonomicznym i społecznym w odniesieniu do wcześniejszych konfliktów zbrojnych. Goście poświecą także szczególną uwagę bezpieczeństwu i potencjale obronnym Polski.

„Oblicza wojny” emitowane są w każdy wtorek o godz. 21.15 w TVP Historia i w TVP Historia 2, prowadzi je historyk i publicysta Piotr Gursztyn, a z ekspertami zagranicznymi rozmawia Tomasz Modrzejewski.

opr. jka, źródło: TVP

O zagadkach polityki STEFAN TRUSZCZYŃSKI pisze: Nie kucajmy

Z uporem godnym lepszej sprawy hodujemy własne zakały. Dziwna to tolerancja. Każdy ptak dawno już wyrzuciłoby z gniazda takie pisklę. U nas tragicznie śmieszna mikro postać zaszeregowana na krajowej top liście na trzecim miejscu idzie przez własną głupotę polityczną destrukcyjną ścieżką. Bon voyage!

Podobnych zepsutych grzybów mamy więcej. Jak długo bezkarni szkodnicy będą harcować. To rezultat zaniedbań, braku skutecznej interwencji zakończone niczym śledztwa na przykład w sprawie Amber Gold, strach i nędza wobec morderstwa smoleńskiego. Robactwo chowa się w trudno dostępne dziury. Bez dezynfekcji się nie obejdzie.

Neopolityk podobnie jak nowobogacki z powodu sukcesu dostaje zwykle zawrotu głowy. Hołdy gawiedzi, która go otacza ogłupiają do tego stopnia, że traci rozsądek. Potem za wszelką cenę chce trwać jak najdłużej nawet na śliskim stołku. Pan Tusk dałby już sobie spokój. Uzbierał sporą kupkę judaszowych srebrników. Niech sobie lata po świecie.

Kilku poprzednich premierów huśta się pod palmami. Odwiedzają niestety kraj i pchają się przed kamery bez żenady mówiąc, że to co mówili, to nie mówili wcale. Choć rozwalili i posprzedawali co się tylko dało, usadzają cztery litery w fotelach na dziedzińcu Zamku Królewskiego, choć długo powinni siedzieć… na więziennej pryczy.

Obżarty brukselskimi ośmiorniczkami niegdyś wpływowy ludowiec roztył się i zniknął z pola widzenia. Weterani chwalą się, że to ich czwarta, piąta kadencja. Tylko nie wiadomo co oni konkretnie zrobili. Zresztą pokazywani w kółko są ciągle ci sami. Synakura nie lubi rozgłosu.

Gadami prehistorycznymi zajmował się ojciec, który – choć Oxfordczyk – wierzył w smoki. Synek, owszem zarobił, nadgryzł oświatę, a potem przed jej gmachem urzędowym śmiesznie podskakiwał na murku. Wreszcie zwiał przed prokuratorem za granicę. I niech tam już zostanie.

Jest jak jest, zmienia się niewiele. Uważam, że ważniejsze są obiecane miliardy niż słuszne nawet zasady nominacji, które są uznawane w Niemczech, a u nas nie. Można mieć szlachetną rację. Choć mądrzej byłoby zrobić krok wstecz, by zaatakować po nabraniu siły. No ale ja – póki co – ministrem nie jestem.  Wyrokujący zarozumiale twierdzą, że z wyrokami się dyskutuje. To bzdura. Polemizować – oczywiście kulturalnie – można z każdym i zawsze. Wyjątek to wyroki boskie choć i te czasem bardzo trudno jest przyjąć.

W Warszawie, w Alejach Ujazdowskich tuż obok Ministerstwa Sprawiedliwości, jest „Bursztynowa Restauracja” dla bardzo wybiórczo wybranych. Ostatnio w czasie gwałtownej i groźnej burzy zwaliło się tam potężne stare drzewo. Kara boska, ostrzeżenie dla spotykających się tam  „wybrańców” spowodowała rozwalenie płotu żeliwnego i odkrycie studzienki wypełnionej licznymi i grubymi kablami, może i do podsłuchu. Jak to w knajpach bywa.

Podsłuchiwanie jest brzydkie. Ale i tak wszyscy to robią przekazując potem sensacje wybitnym dziennikarzom śledczym. Ludzie wysłuchują. Ale nie we wszystko wierzą. Bo wiadomo, że kłamie się dość powszechnie, ale wielu pseudo żurnalistów to propagandyści do wynajęcia. Czy płatnik jest zza Odry, czy zza Buga – im wszystko jedno

Liczymy jeszcze na NATO. Tyle że nie bardzo wiadomo na co. Ratujemy dzieci i kobiety, ale już miasta i fabryki – jako że nie z naszej Unii – pozwalamy rozszarpywać i niszczyć. Byle złodziejaszek gnije w pierdlu, a zbrodniarz największy zabunkrowany.

Ukraińscy żołnierze nie kucają. Według znakomitej pisarki, bojkotowanej przez „salony”, Elżbiety Cherezińskiej, są to potomkowie Wikingów. Więc dzielni i skuteczni. Przeciwnie niż holendersko-skandynawskie laleczki – przykład: Srebrenica

„Niech na całym świecie wojna – byle nasza wieś spokojna” – tak pisał nasz prawdziwy poeta. Ale tak nie powinno być. W końcu – ponoć – wszyscy my to już ponoć jedna globalna wiocha, nad którą latają rakiety coraz dalej i dalej.  Ruscy – jak powszechnie sądzono – mieli nie wejść na Ukrainę, a jednak weszli. Niemcy wierzyli Hitlerowi i szli powszechnie za nim, jak w dym. Kiedy okazało się, że to dym krematoriów i miliony pomordowanych w niemieckich obozach koncentracyjnych, po wojnie mówili, że „wykonywali tylko rozkazy”, a w ogóle to grali w orkiestrze…

Mariupol do końca świata będzie wyrzutem społecznym tegoż świata. Po carskiej Rosji przyszło czerwone tsunami. I tak będzie, jeśli Putinowi omsknie się palec na czerwonym guziku podręcznej atomowej walizki.

Politycy jeżdżą i latają. Dużo mówią. Lubią być w świetle reflektorów. Szkoda, że nie pochodzą od Wikingów.

 

 

 

Powstaje lubuski oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Podczas czwartkowych obrad Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich formalnie poinformowano o rozpoczęciu procedury tworzenia oddziału SDP w Lubuskiem, regionie obejmującym m.in. Gorzów Wielkopolski i Zieloną Górę.

W imieniu grupy inicjatywnej w tej części obrad uczestniczył redaktor naczelny Gazety Lubuskiej Janusz Życzkowski z Polska Press. „Lubuskie przesało być białą plamą na mapie SDP” – powiedział. Przypomniał jednak, że dawniej dziennikarze z tego terenu należeli do oddziału stowarzyszenia w Wielkopolsce.

„Tak było, ale z powodu odległości z Poznania do głównych miast regionu lubuskiego ta grupa stopniowo sie wykruszała. Współpracę z tamtejszymi dziennikarzami wspominam jednak batdzo dobrze” – wspomniała szefowa SDP w Poznaniu i wiceprezes SDP Jolanta Hajdasz.

Janusz Życzkowski tłumaczył sdp. pl, że dziennikarze z Lubuskiego od dawna myśleli o własnym oddziale. „W naszym województwie prężnie działa kilka redakcji: oddział TVP w Gorzowie Wielkopolskim, Polskie Radio Zachód, Polska Press i kilka innych mediów, które złgłaszały deklaracje pomocy w utworzeniu i organizacji oddziału SDP na naszym terenie” – zaznaczył. „Mam nadzieję, że przystąpimy do pracy już w kwietniu” – mówił Życzkowski.

Na razie – wg. informacji red. naczelnego Gazety Lubuskiej – grupa inicjatywna oddziału liczy 15 osób, ale dzieinnikarzy, który chcieliby przystąpić do nawego oddziału jest, już  teraz, duzo więcej.

 

 

WALTER ALTERMAN: Globalny papier toaletowy

 

W marcu 2021 roku prawdziwy szok na świecie spowodowało utknięcie w Kanale Sueskim ogromnego statku Evergreen, który zablokował żeglugę, na tym newralgicznym torze wodnym. Nagle okazało się, że ten wypadek może mieć poważne konsekwencje dla światowego handlu.

Statek, zbudowany w 2018 roku, miał nieprzeciętne rozmiary: długość prawie 400 metrów – to więcej niż długość czterech boisk piłkarskich – i szerokość 59 metrów. Jednorazowo mógł przewozić 20 tysięcy kontenerów.

Alternatywą przeprawy przez Kanał Sueski jest oczywiście opłynięcie całej Afryki. W takim przypadku podróż wydłuża się jednak o mniej więcej 10-14 dni. To bardzo dużo. Z przepłynięciem przez Kanał, rejs z Szanghaju do Europy trwa ok. 35 dni. Sytuację pogarszało i to, że na statku zablokowane było 20.000 kontenerów. Już teraz w transporcie morskim odczuwalny jest brak kontenerów – jak stwierdziła jedna z agencji morskich. – W efekcie koszt przewiezienia kontenera wzrósł z 1500 dolarów przed pandemią wzrósł do 8 – 10 tysięcy dolarów.

Codziennie przez Kanał przepływa ok. 50 dużych statków. Przez tę wykopaną na pustyni cieśninę przechodzi aż 13 proc. całego światowego handlu, w tym 30 proc. światowego obrotu kontenerowego. Martwiono się, że blokada kanału może spowodować efekt domina dla globalnej żeglugi. Kontenerowce i tankowce przestały dostarczać żywność, paliwa i towary przemysłowe do Europy, a europejskie towary nie są eksportowane z Europy na Daleki Wschód.

Okazało się, że m. in. Europa może zostać pozbawiona papieru toaletowego. W biznesie drogeryjnym zapanowała panika. Na szczęście jakiś młody operator zwykłej koparki, przy pomocy jej łyżki przepchnął kolosa na środek nurtu i świat wrócił do normy.

Jednak ten przypadek uzmysłowił nam, że coś jest nie tak w światowej gospodarce. Bo skoro papier z Azji utknął w kanale, to pojawiło się pytanie: dlaczego aż z tak daleka trzeba ten cymes technologiczny sprowadzać? Co prawda papier, także toaletowy, wynaleźli Chińczycy, ale już od kilku wieków ludy Europy potrafią go wytwarzać. Dlaczego zatem sprowadzamy papier toaletowy z Azji? – to jest dobre pytanie, jako wstęp do kolejnych pytań.

Globalny kapitalizm

Około 40 lat temu pojawiły się dwie wielkie idee: Globalnej Gospodarki i Globalnego Kapitału. Marzono o scalaniu światowej gospodarki w jeden organizm, wysunięto tezę, że Europa – w ramach podziału obowiązków – powinna stać się Światowym Centrum Kapitałowym. Tak przyziemne i niskie obowiązki, jak produkcja i transport powinny przypaść Azji, i w mniejszej części północnej Afryce.

Oczywiście chodziło o większy zysk. Utrzymywanie w ruchu europejskich fabryk i opłacanie ciągle głodnych europejskich robotników przestało się kapitałowi podobać. Pojawiły się też głosy „zielonych”, że wszelki przemysł zatruwa środowisko. Była w tym wszystkim jedna wielka niekonsekwencja, bo zatruwanie powietrza, wody i ziemi w Azji jakoś walczącym o czystą Ziemię nie przeszkadzało, choć Ziemia jest okrągła i jedna jedyna.

I powoli, ale skutecznie, ten cudowny ideał Globalnej Gospodarki i Kapitału zaczęto wcielać w życie.

Niezwykle przyczyniły się do tego Chiny, które po dwóch wiekach wegetacji ekonomicznej, wzięły się ostro do pracy. W Europie i USA jakoś nikomu nie przyszło do głowy, że Chiny mogą się w niedługim czasie dorobić i nie zechcą już wytwarzać jedynie rozmaite badziewia – z grupy wszystko po 5 zł. Niedocenianie siły Chin jest nadal wpisane w neokolonialne myślenie Zachodu. I  dlatego powtarzano z uśmiechem politowania, że Chińczycy są pracowici i ani myślą o prawdziwej gospodarce. Prawdziwej, to znaczy przynoszącej europejskiej duże zyski. I nikt na zachodzie nie brał serio liczb, że Chińczyków jest 1,5 miliarda, że kiedyś maszyna ruszy i stanie się najpoważniejszym zagrożeniem ekonomicznym dla tzw. Wolnego Świata.

Kiedy przyszło przebudzenie zachodniego kapitału, było już za późno. Oto, dzięki Zachodowi wyrosła w Chinach nowoczesna gospodarka, a Chińczycy zaczęli żyć na wysokim poziomie. Ich gospodarka – konkurencyjna dla Zachodu – to jedno zmartwienie. Drugim kłopotem jest to, że Chiny uzbroiły się i zbroją nadal na najwyższym technologicznym poziomie. Tym samym świat zmienił swą dwubiegunowość.

Jednym ze zlekceważonych sygnałów, płynących z chińskiej gospodarki, było to, że już osiem lat temu chiński rząd zaprzestał dofinansowywania produkcji prostych artykułów. Władze Chin przyjęły, że siła robocza bardziej się przyda – i przyniesie większe zyski – przy produkcji bardziej zaawansowanej technologicznie.

Jest jeszcze jeden aspekt obecnej polityki Chin. Chodzi o to, że Chińczycy mają dobrą pamięć i świetnie pamiętają XIX wieczne upokorzenia i bandyckie złodziejstwo, jakich doznały od USA i kilku mocarstw ówczesnej Europy.

Trochę historii Chin

U źródeł XIX wiecznego konfliktu z Chinami jest opium. Anglicy pod koniec XVIII wieku zorientowali się, że wartość importowanych przez nich z Chin przekraczała angielski eksport. Dlatego zaczęli eksportować do Chin opium. Pierwszy transport tego dotarł do Kantonu w 1773 r., a w 1780 r. Kompania Wschodnioindyjska ogłosiła monopol na uprawę, produkcję i handel opium, które niszczyło ludzki organizm. Na początku XIX w. obroty wyniosły ponad 4 tys. skrzyń. W 1800 r. Chiny oficjalnie zakazały obrotu opium, jednak dzięki korumpowaniu chińskich urzędników proceder ten rozkwitał.

W1793 r. do Chin przybył lord George Macartney, który zażądał zniesienia ograniczeń w handlu angielsko-chińskim. Zażądał też przyznania Anglikom prawa swobodnego podróżowania i osiedlania się. Misja lorda zakończyła się niepowodzeniem, który wrócił jedynie z listem Cesarza do angielskiego króla. List kończył się zdaniem: „Drżąc, podporządkujcie się i nie okazujcie lekceważenia”. W 1818 r. rząd angielski wysłał następną misję, która również zakończyła się fiaskiem. W 1834 r. do Kantonu przybył lord William J. Napier i odmówiwszy opuszczenia Chin, wezwał do ujścia rzeki Si-ciang dwa okręty organizując wojenną prowokację.

Chiny podjęły walką z opium, który niszczył w sposób nieprawdopodobny całe ich społeczeństwo. W Kantonie w 1839 r. zniszczono ponad 20 tysięcy skrzyń opium będących własnością angielskich i amerykańskich kupców. W odpowiedzi Anglicy rozpoczęli z Chinami tzw. wojnę opiumową. Angielska eskadra po zablokowaniu Kantonu i Siamenu wysłała część okrętów wzdłuż wybrzeża na północ celem zaatakowania innych portów. Obiecując duże ustępstwa namówiono Anglików, by wrócili do Kantonu w celu rozpoczęcia pertraktacji.

Prowadzone przez Qishana, który był mandarynem Cesarstwa Chińskiego za czasów dynastii Qing i Charlesa Elliota, brytyjskiego oficera marynarki, dyplomaty i administratora kolonialnego – negocjacje trwały cztery miesiące i nie przyniosły żadnych skutków. Aby wymusić akceptację swych żądań Anglicy zaatakowali w styczniu 1841 r. forty na wyspie Czuan-pi broniące dostępu do Kantonu, które zostały zdobyte. Qishan zgodził się na przyjęcie brytyjskich żądań w tzw. konwencji Czuan-pi, którą podpisał bez zgody cesarza 20 stycznia, a według której Wielka Brytania zyskała wyspę Hongkong, odszkodowanie w wysokości 6 mln dolarów, równość w bezpośrednich pertraktacjach między Chinami a Wielką Brytanią oraz pełne wznowienie handlu. Anglicy natychmiast zajęli Hongkong.

Ponieważ porozumienie nie zostało zatwierdzone przez cesarza, Anglicy wycofali się co prawda z Hongkongu, ale wysłali do Chin nowe oddziały wojska. W 1841 r. wojska brytyjskie zajęły Kanton, gdzie dopuściły się zbrodni na ludności cywilnej. Po krwawych walkach Anglicy zajęli Czenciang i skierowali się w kierunku Pekinu. Wojska Qingów skapitulowały.

Klęska Chin spowodowała, że cesarz zgodził się na przyjęcie wszystkich warunków wysuniętych przez Anglików. 29 sierpnia 1842 r. podpisano tzw. traktat nankiński. Był to pierwszy nierównoprawny traktat na mocy którego dla Anglii otwarto pięć portów chińskich i przekazano Hongkong. Chiny zobowiązały się też zapłacić Anglii 21 mln juanów odszkodowania. Po roku Anglia zażądała traktatu uzupełniającego dotyczącego handlu w pięciu portach. Porozumienie podpisane w 1843 r. przyznawało Brytyjczykom prawo eksterytorialności oraz tworzenia własnych osiedli i zarządzania nimi. Wkrótce nierównoprawne traktaty podpisały również Francja i USA .

W następstwie wojny opiumowej gwałtownie pogorszyła się sytuacja materialna chińskiej ludności. Nasiliła się też walka powstańcza. W latach 1841–1849 doszło do wybuchu 110 powstań i buntów. Wojna wewnętrzna w Chinach stawała się idealną sytuacją do zaatakowania kraju przez obce mocarstwa.

Konsul angielski Harry Parkes pod pretekstem zbezczeszczenia brytyjskiej flagi ostrzelał Kanton, co spowodowało podpalenie przez chińczyków cudzoziemskich faktorii. Konsekwencją tych wydarzeń była II wojna opiumowa, w związku z którą wysłano do Chin brytyjską ekspedycję wojskową. Do wojny przyłączyli się Francuzi. 31 grudnia i uwięzieniu generalnego gubernatora w czerwcu 1858 r. Francja i Anglia narzuciły Chinom traktat tianjiński legalizujący handel opium. Prawie jednocześnie został zawarty układ amerykańsko-chiński na mocy którego otwarto siedem portów dla handlu amerykańskiego i rozszerzono prawo konsularnej jurysdykcji. W 1858 r. ustanowiono granice na Amurze między Rosją a Chinami oraz podpisano układ rosyjsko-chiński, dzięki któremu Rosja zyskała w portach otwartych prawo handlu oraz prawo konsularnej jurysdykcji.

Ponieważ jednak Anglia i Francja nie były zadowolone wznowiły działania wojenne. W 1859 r. do Pekinu wyruszyła eskadra składająca się z 19 okrętów wojennych. W czerwcu 1860 r. wojska tych państw rozpoczęły wojnę w Chinach Północnych i 25 sierpnia zajęły Tiencin przedtem rozbijając kawalerię mandżurską. Droga do Pekinu stała otworem.

Cesarz zbiegł do Rehe. Najeźdźcy złupili i spalili Pałac Letni, a wystraszony dwór zmusili do podpisania dokumentów ratyfikacyjnych będących potwierdzeniem traktatów tiencińskich. Ponadto Tiencin stał się portem otwartym, uzyskano prawo wywozu chińskich robotników do prac na plantacjach i w kopalniach. Chiny musiały również zapłacić 16,7 mln liangów kontrybucji. Cudzoziemcom przyznano prawo zakupu ziemi oraz prawo eksterytorialności. Przywilej ten został później rozciągnięty na chińczyków, którzy przeszli na chrześcijaństwo, co spowodowało masowe nawracanie się prostytutek i złodziei . Barbarzyństwo Anglików i Francuzów wywołało na świecie oburzenie, które potępili m.in. Lew Tołstoj, Iwan Gonczarow oraz Wiktor Hugo.

Inne powstanie, które również przeszło do historii było znane pod nazwą powstania „bokserów”, a jego hasłem przewodnim było przepędzenie „zamorskich diabłów”. Bokserzy uważali, że wszystkie spadające na Chiny nieszczęścia spowodowane były modernizacją i dlatego niszczyli tory kolejowe i linie telegraficzne, a o częstsze niż zazwyczaj powodzie oskarżali Europejczyków. Powstańcy w maju 1900 r. ruszyli na Pekin, który zdobyli, a następnie po interwencjach zachodnich dyplomatów jednego z nich niemieckiego posła barona Clemensa von Kettelera zabili, co dało pretekst Niemcom do interwencji zbrojnej.

Ruch bokserów miał za zadanie walkę z cudzoziemcami upokarzającymi Chiny, ale był bardzo słaby. Siły morskie państw zachodnich zdobyły forty Taku, po czym skierowały się do Pekinu w celu odbicia oblężonych zachodnich poselstw. Oblężenie trwało 55 dni, ale pierwsza zachodnia wyprawa zakończyła się klęską. Natomiast druga ekspedycja, składające się z żołnierzy angielskich, niemieckich, rosyjskich, amerykańskich i japońskich przyniosła rezultaty. Stolica Chin została zdobyta, a poselstwa uwolnione.

Zwycięscy z pokonanymi rozprawili się okrutnie. Pomiędzy zwycięzcami dochodziło do rozdźwięków dotyczących łupów oraz przyszłości Chin, a najbardziej rozczarowani byli Niemcy, którzy spodziewali się znaleźć w Pałacu Cesarskim olbrzymie skarby.

Rząd chiński skapitulował przed mocarstwami i Li Hung-czang 7 września 1901 r. podpisał z pełnomocnikami rządów 11 państw czyli Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Rosji, Japonii, Włoch, USA, Holandii, Austrii, Belgii i Hiszpanii składający się z dwunastu punktów tzw. „Protokół końcowy” w historiografii europejskiej znany jako The Boxer Protocol, w którym na Chiny zostały nałożone ciężkie sankcje. A oto główne artykuły tego protokołu: 1) zawieszenie egzaminów urzędniczych na okres pięciu lat w tych miastach, gdzie napastowano cudzoziemców; 2) zakaz importu broni i amunicji na okres dwóch lat; 3) kontrybucję w wysokości 450 mln liang srebra (ponad 100 mln funtów szterlingów) oprocentowaną (4% w ratach rocznych spłacone do 1940 r.); w sumie około 147 mln funtów szterlingów. Odszkodowanie było zabezpieczone dochodami z ceł morskich podatku rolnego i podatków krajowych; 4) zastrzeżenie dla cudzoziemców dzielnicy poselstw i zapewnienie jej obrony oraz prawo stacjonowania wojsk w samym Pekinie. Oddział cudzoziemski w stolicy miał liczyć 2101 żołnierzy z 30 działami i 30 karabinami maszynowymi. Protokół zawierał również ukaranie śmiercią dygnitarzy popierających bokserów (najwyżsi dygnitarze mandżurscy zostali straceni lub zmuszeni do samobójstwa), zbudowanie pomników pamiątkowych pomordowanym dygnitarzom oraz zabezpieczenie interesów cudzoziemskich misjonarzy. Najwięcej skorzystała Rosja, która zwiększając swój kontyngent wojskowy w Chinach dokonywała masakry chińczyków. Poczynania Rosji w Mandżurii i w Korei stały się zalążkiem konfliktu z Japonią. Wszystkie próby pokojowego rozwiązania konfliktu kończyły się niepowodzeniem w wyniku, którego doszło do pierwszej wojny pomiędzy mocarstwami toczonej o wpływy w Chinach. Wojna toczona w latach 1904–1905 zakończyła się zwycięstwem Japonii.

Trzeba tu wyjaśnić, że coroczna wysokość kontrybucji, płaconej przez Chiny Wielkiej Brytanii, Niemcom, Francji, Rosji, Japonii, Włochom, USA, Holandii, Austrii, Belgii i Hiszpanii wynosiła wartość ok. 40 procent rocznego dochodu Chin.

Ta więc XIX i część XX wieku upłynęły Chinom na spożywaniu opium i płaceniu niewyobrażalnie wysokich kontrybucji na rzecz „cywilizowanych” krajów Zachodu i Rosji.

Co dalej?

Wracając do początkowego przykładu kontenerowca, który utknął w Kanale Sueskim z chińskim papierem toaletowym… Zdaje mi się, że Zachód kolejny raz oszukał sam siebie. Najbogatsze państwa świata liczyły, że ktoś będzie za nie pracował, a zyski zgarną one. Bo na tym miała polegać Globalna Gospodarka. Zachód nie brał jednak pod uwagę, że w Świecie Globalnego Kapitału liczyć potrafią wszyscy. Także Chińczycy.

Dzisiaj Chiny stały się potęgą gospodarczą, której nie zatrzymają proste działania Amerykanów, chcących utrudnić budowę Nowych Jedwabnych Szlaków.

Trzeba też pamiętać, że kapitalizm jest taką formacją, która zawsze przedłoży swój doraźny interes nad politykę długofalową, nad politykę z wyobraźnią. A kiedy się zorientuje, jaki był jego prawdziwy interes, jest już za późno.

Dzisiejsza potęga ekonomiczna Chin przejawia się i w tym, że Chiny na niespotykaną dotychczas skalę wykupują na całym świecie surowce naturalne – w Afryce, Azji, Australii i Ameryce Południowej. Przy czym płacą lepiej niż Zachód, a mówiąc wprost – podbijają ceny. Podobna polityka Japonii w latach trzydziestych XX wieku, skończyła się wojną. USA nie chciały bowiem zgodzić się na powstanie u swego boku konkurencyjnego imperium.

Obecnie to nie militarna pozycja Rosji jest wyzwaniem dla Zachodu, a właśnie potęga gospodarcza Chin. Jak to się skończy? Jedno jest pewne, Chińczycy nie są awanturnikami i wolą spokojny handel.

Przy okazji inwazji Rosji na Ukrainę wzrosło polityczne  znaczenie Chin. Zdają sobie z tego sprawę nawet Amerykanie, którzy przez ostatnie 30 lat nie dopuszczali do siebie myśli, że niebawem będą musieli układać się z najludniejszym państwem świata.

Jedno budzi moją nadzieję, że Chińczycy nie są skorzy do prowadzenia wojen. W każdym razie, teraz „siedzą na górze” i ze spokojem Buddy patrzą na europejski teatr wojny i zmagań ekonomicznych.