TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Carska Rosja przeciw Piłsudskim

20 kwietnia 1887 r. władze carskie skazały Józefa Piłsudskiego na pięć lat zesłania do wschodniej Syberii za współdziałanie z grupą konspiracyjną przygotowującą zamach na cara Aleksandra III. Nie wszyscy wiedzą, że w tej samej sprawie wyrok – i to dużo wyższy, bo dożywotniego więzienia – otrzymał brat „Ziuka” Bronisław Piłsudski. Zesłanie zaowocowało badaniami etnograficznymi Ajnów, które do dziś są uważane za najlepsze źródło poznania tego wymierającego ludu Dalekiego Wschodu.

Skąd się wzięły te wyroki? Przez kilka lat bracia Józef i Bronisław Piłsudscy działali razem w szkolnej konspiracji przeciw caratowi. W marcu 1887 r., w ramach petersburskiej frakcji terrorystycznej „Narodnej Woli” brali udział w przygotowaniach do zamachu na cara Aleksandra III.

„Ciężko żyć osobno”

Mimo, iż międzywojenna literatura przedstawiała to inaczej, Bronisław był bardziej wtajemniczony. Od znajomego aptekarza z Wilna przywiózł do Petersburga truciznę. Włożono ją następnie do bomby, która miała zabić imperatora Rosji. Również przy pomocy Bronisława, kierownik całej akcji, a zarazem jego przyjaciel – Aleksander Uljanow (starszy brat Lenina), drukował swoje ulotki, które po Wilnie i okolicy rozprowadzał Ziuk. Po nieudanej akcji spisek został wykryty. Bronisławowi Piłsudskiemu groziła nawet kara śmierci, ale udało się go wybronić przekupując kilku carskich urzędników. Kolejne amnestie zmniejszyły mu wyrok do 15 lat katorgi, ale do końca życia miał pozostać na zesłaniu. Józef – jako przypadkowo wciągnięty do spisku – otrzymał mniejszą karę: w trybie administracyjnym (bez sądu) został zesłany na pięć lat na Syberię. Aleksandra Uljanowa skazano na karę śmierci i stracono.

Po ogłoszeniu wyroku, ojcu braci – Józefowi Wincentemu Piłsudskiemu, pozwolono pożegnać się z synami w petersburskim więzieniu. Bronisława nigdy więcej nie zobaczył. „Zapomnij o mnie! Proszę, żebyś uznał, że byłem niegodny Ciebie, może tak będzie łatwiej, Twój Bronisław” – pisał do ojca z Rosji. Przyszły Marszałek Polski chciał przebywać na zesłaniu razem z bratem. W podaniu do władz argumentował, że Bronisławowi, „jak i mnie, ciężko żyć osobno”. Carscy urzędnicy nie wyrazili jednak zgody.

Młodszy siedzi, starszy stoi

Bronisław Piłsudski urodził się w 1866 r. (rok wcześniej od Józefa). Mieli aż dziesięcioro rodzeństwa (dwoje bliźniąt zmarło we wczesnym dzieciństwie, jeden z braci – Jan Piłsudski był przez ponad rok ministrem skarbu II RP). Aby podkreślić wielowiekowe tradycje rodziny Bronisław używał czasem przydomka Ginet, pochodzący od imienia litewskiego kniazia. Dzieciństwo spędzili w rodzinnym majątku Piłsudskich – Zułowie, 60 kilometrów od Wilna (dziś Zalavas na Litwie; na jego ruinach w czasach komunizmu wybudowano sowchoz).

Bronisław i Józef różnili się przede wszystkim charakterem. Bronisław pisze w swoich pamiętnikach, że Józef był ulubieńcem rodziny, w domu rozpieszczano go. Żywy i wesoły, w spotkaniach towarzyskich grał pierwsze skrzypce. Do tego bardzo ambitny, a jego egocentryzm przeradzał się często w egoizm. Bronisław, z natury spokojny, lubił spędzać czas w samotności, kontemplować. Ale żeby przeżyć później na Sachalinie musiał być bardzo silny i odporny psychiczne.

Gdyby nie Bronisław, Józef mógł wcześnie zejść z tego świata. Niewiele brakowało, żeby utopił się w jeziorze Piorun, 3 kilometry od Zułowa. Brat w ostatniej chwili wyłowił go z wody. Najbardziej znane, a może i jedyne zachowane zdjęcie braci z wydanego w 1935 r. albumu o Józefie Piłsudskim zostało podpisane: „Dwaj bracia, młodszy Józef (siedzi) i Bronisław Piłsudscy, w latach dziecięcych. Uderza wyraz twarzy młodego Ziuka – skupiony i energiczny, uderza sposób ułożenia nóg i nawet sam fakt, że młodszy brat siedzi, a starszy stoi”. Tak tworzyła się legenda Marszałka.

Król Ajnów

Pobyt na zesłaniu to punkt zwrotny w życiu obu braci. Po odbyciu kary Ziuk wrócił do konspiracji i wkrótce został czołowym działaczem PPS, twórcą Legionów. Bronisław nigdy nie miał aspiracji politycznych. Nieudany zamach na cara w 1887 r. był raczej przejawem jego młodzieńczej fantazji.

Bronisław Piłsudski na Sachalinie znalazł się 3 sierpnia 1887 r. Po kilkuletniej katorżniczej pracy, dostał zgodę na przeniesienie do Władywostoku, gdzie objął funkcję kustosza miejscowego muzeum etnograficznego. W międzyczasie wiele podróżował. Razem z innym słynnym badaczem – Wacławem Sieroszewskim udał się na wyprawę na wyspę Hokkaido, aby zbierać materiały o japońskich Ajnach.

Wysłany przez carską Akademię Nauk powrócił na Sachalin, gdzie wkrótce zyskał przydomek „króla Ajnów”. Badał ich kulturę (język, życie codzienne, seksualne, wierzenia, szamanizm), bronił przed restrykcjami władz rosyjskich, a w końcu został nauczycielem w założonej przez siebie szkole dla ajnuskich dzieci. Tak dalece wtopił się w ich społeczność, że dostał zgodę na ślub z kobietą z ich plemienia. Nosiła imię Chuhsamma i była bratanicą naczelnika wsi Ai we wschodniej części Sachalinu. Razem z żoną zamieszkał w małym, drewnianym domku, charakterystycznym dla sachalińskiego pejzażu.

Chuhsamma powiła Bronisławowi dwójkę dzieci. Syn Sukezo urodził się w 1903 r., córka Kiyo dwa lata później, już po wyjeździe Piłsudskiego z Sachalinu. Opuszczenie przez niego rodziny było jednym z powodów, dla których zrozpaczona Chuhsamma nie chciała opowiadać dzieciom o ojcu. Przyznawanie się do polskich korzeni mogło również powodować represje.

Na pytanie, dlaczego Bronisław wyjechał, nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Pamiętać należy, że przez cały 19-letni okres pobytu na Dalekim Wschodzie miał status zesłańca i marzył o powrocie do kraju. Ucieczkę z Rosji umożliwił mu wybuch wojny rosyjsko-japońskiej. Istnieją przekazy, że opuszczając Sachalin, chciał zabrać ze sobą rodzinę. Potem starania o ich ściągnięcie do Europy czynił jego brat Józef. W międzyczasie Chuhsamma straciła wzrok, co często zdarza się mieszkańcom Sachalinu.

W zbiorach Uniwersytetu Jagiellońskiego zachowały się trzy listy pewnego Ajna do przebywającego wówczas w Krakowie Bronisława: „Dzieci rosną, żona tęskni. Dlaczego nie wracasz?” Bronisław miał pisać do władz rosyjskich, że chce kontynuować badania na Sachalinie, ale te nie wyraziły zgody.

W nurtach Sekwany

17 maja 1918 r. jego ciało wyłowiono z Sekwany, niedaleko mostu Mirabeau. Przyczyna: samobójstwo. Powód: psychiczna depresja.

– Przez cały pobyt w Polsce i Europie Bronisław żył w biedzie, nie miał stałego zatrudnienia. Cieszył się dużym autorytetem, ale nie mógł pracować na uczelni, gdyż nie posiadał niezbędnych stopni naukowych. Proponowano mu posadę w starostwie w Limanowej, ale urzędowa praca nie odpowiadała jego charakterowi. Dochodziła do tego tęsknota za rodziną, którą pozostawił na Sachalinie – mówi prof. Antoni Kuczyński, wrocławski etnograf i socjolog.

Piłsudski od dawna miał również kłopoty ze zdrowiem, w Karlsbadzie (Karlove Vary) leczył m. in. chorobę żołądka. Niektórzy twierdzą, że na Sachalinie nabawił się ponadto choroby wenerycznej. Tak, czy inaczej, na kilka dni przed śmiercią lekarz zalecał mu spokój i wyjazd na wieś.

Profesor Alfred Majewicz, badacz języka Ajnów, jest innego zdania: – Francuska policja napisała o samobójstwie, ale nie znalazła żadnych motywów takiego czynu. Bronisław nie miał powodów, aby odebrać sobie życie. Podczas pobytu w Europie zaczął wychodzić na prostą, jego dorobek naukowy został doceniony. Przecież nawet w ekstremalnych warunkach Sachalina nie załamał się.

Feralnego dnia w Paryżu była duża mgła. Wiele wskazuje na to, że Bronisław Piłsudski zginął w sposób bardzo prozaiczny – zasnął nad brzegiem rzeki i wpadł do wody.

Marszałek Polski Józef Piłsudski został pochowany z wielką pompą na Wawelu w 1935 r. Pogrzeb brata, którego dorobek nie jest wcale mniejszy, nie miał takiej oprawy. Do dziś Bronisław Piłsudski spoczywa w zapomnieniu na cmentarzu w Paryżu.

 

TVN Fabuła pokaże krótkometrażowe filmy Studia Munka SFP

Od 22 kwietnia do końca maja, w każdy piątek, TVN Fabuła pokaże filmy krótkometrażowe wyprodukowane przez Studio Munka SFP w ramach programu „30 minut”. Będzie można zobaczyć krótkie formy obsypane nagrodami na wielu festiwalach filmowych.

Cykl projekcji otworzy 22 kwietnia o godz. 22.15 „Ostatni gwizdek” w reżyserii Karola Lindholma. Upalne lato, samotna przyczepa campingowa na plaży niedaleko małej nadmorskiej miejscowości. Dwójce braci czas wyznaczają treningi pływackie w morzu. Dla młodszego z nich będą to wyjątkowe wakacje – ojciec przygotowuje go do pierwszego startu na bardzo długim dystansie. Czy uda mu się przełamać swój strach i spełnić ambicje taty?

29 kwietnia zobaczymy „O człowieku, który kupił mleko” w reżyserii Jagody Madej. Maciek chciał być dziennikarzem. Objechać świat jak Kapuściński. Niestety dorosłe życie nie zawsze dostosowuje się do naszych wyobrażeń o nim, więc dla uzyskania niezależności finansowej Maciek przyjął posadę w urzędzie swojego rodzinnego miasta. Niezależny specjalista do spraw promocji to przecież prawie dziennikarz. Jednak zaczęły mu się przytrafiać dziwne przygody. Z pomocą przyjaciela Maciek próbuje znaleźć źródło problemu i sposób jego opanowania.

6 maja zaplanowano „Festyn” w reżyserii Grzegorza Krawca. Środek lata. Upał. Wypełniony pasażerami pociąg jedzie nad morze. Nagle zatrzymuje się pośrodku niczego. Dziewczyna wpadła pod lokomotywę. Czekający na policję podróżni wychodzą z wagonów. Wyposażeni w ręczniki plażowe i koce rozkładają się na polance. Pojawia się piwo, kiełbasa i grill, są kremy do opalania i domysły na temat możliwych przyczyn samobójczej śmierci nastolatki. Ludzie bardziej przejmują się narastającym opóźnieniem pociągu niż leżącym obok trupem czy prawdziwą przyczyną wypadku.

13 maja pokazany zostanie film „Czy potwory jedzą kiwi?” w reżyserii Pawła Podolskiego. Ośmioletni Tomek ma przechlapane. Jego mama leży w szpitalu, starszy brat kradnie telefony, a ojciec jest na skraju załamania nerwowego. Jakby tego było mało, w szafie chłopca zamieszkał potwór. I to nie byle jaki – groźny, tajemniczy i raczej łakomy. Tomek musi wymyślić, jak pozbyć się niechcianego gościa, zanim ten pożre kogoś z rodziny lub jego samego. Najpierw jednak trzeba udowodnić wszystkim, że potwór jest prawdziwy.

20 maja będzie można obejrzeć  „Moje serce” w reżyserii Damiana Kocura. Rozalia jest aktorką. Sytuacja zawodowa zmusza ją do wyprowadzenia się z Warszawy do Wałbrzycha wraz z siedmioletnim synem Kazikiem. Nowe miejsce oznacza dla niej etatową pracę w lokalnym teatrze a dla jej syna nową szkołę. Na miejscu Rozalia zaczyna angażować się w znajomość z Darkiem, nowym nauczycielem Kazika. W nowej szkole zaczynają się jednak pojawiać problemy. Niespodziewanie wydarzenia z życia Rozalii splatają ją z jej sceniczną rolą.

Na koniec, 27 maja, zaplanowano film „Home sweet home” w reżyserii Agaty Puszcz. 10-letni Olaf żyje w świecie, w którym wynajmowanie członków rodziny i przyjaciół jest powszechną praktyką. Za odpowiednie pieniądze każdy może stworzyć sobie złudzenie idealnego szczęścia. Kiedy firma Rent a Life organizuje w szkole Olafa casting, chłopiec nie waha się ani chwili – zamierza wziąć w nim udział i za wszelką cenę dostać rolę przyjaciela na przyjęciu urodzinowym bogatej dziewczynki. Wkrótce okaże się, że cena za udział w tej iluzji jest wysoka.

opr. jka, źródło: TVN Grupa Discovery

 

Elon Musk chce kupić Twittera. Oferuje ponad 40 mld dolarów

Miliarder Elon Musk złożył ofertę zakupu Twittera za około 41 miliardów dolarów. Jego zdaniem to medium, aby rozwijać się i służyć społeczeństwu, musi zostać przekształcone w firmę prywatną.

Jak podał Reuters, Musk zaproponował cenę 54,20 dolarów za akcję, o 38 proc. więcej w stosunku do kursu z 1 kwietnia, kiedy to prezes Tesli przejął ponad 9 proc. akcji Twittera.

„Od momentu dokonania inwestycji zdaję sobie sprawę, że firma ani nie będzie prosperować, ani służyć temu społeczeństwu w swojej obecnej formie. Twitter musi zostać przekształcony w firmę prywatną” – stwierdził Elon Musk w liście do prezesa Twittera, Breta Taylora.

Musk uważa się za zwolennika absolutnej wolności słowa i krytykuje politykę mediów społecznościowych w tym względzie. Miliarder ostatnio przeprowadził ankietę na Twitterze, pytając jego użytkowników, czy uważają, że platforma ta przestrzega zasady wolności słowa.

„To moja najlepsza i ostateczna oferta, jeśli nie zostanie przyjęta, będę musiał ponownie rozważyć swoją pozycję jako udziałowca” – dodał Musk.

opr. jka, źródło: reuters.com

TVP Kobieta przygotowała nowy cykl dokumentalny „Matki wojny”

Historie kobiet, które uciekły z Ukrainy po rosyjskiej agresji przedstawi nowy pięcioodcinkowego serial dokumentalny „Matki wojny”. Premiera na antenie TVP Kobieta w Wielki Piątek, 15 kwietnia o godz. 19.

Pierwszy odcinek został zrealizowany w ośrodku recepcyjnym „Przystanek Dobrej Nadziei” w Otwocku. Władze powiatu, miasta wraz z grupą wolontariuszy i przy wsparciu mieszkańców przygotowały dom długoterminowego pobytu dla kobiet z dziećmi, które uciekły z ogarniętej wojną Ukrainy. To miejsce staje się powoli ich domem, w którym znajdują spokój i wsparcie.

„W nowym cyklu poświęconym losom kobiet w cieniu wojny spoglądamy na ludzkie nieszczęście oczami matek zmuszonych do dramatycznych wyborów. Bohaterki dokumentu opuszczają swój dom, porzucają dorobek całego życia. Samotnie przemierzają granicę i jadą w nieznane by ratować siebie i swoje dzieci przed nieobliczalnymi, brutalnymi konsekwencjami wojny – tłumaczy pomysłodawczyni cyklu, Iwona Bocian-Zaciewska, dyrektor TVP Kobieta, cytowana w komunikacie prasowym.

opr. jka, źródło: Telewizja Polska

 

Wybrano 10 książek reporterskich, które powalczą o Nagrodę im. R. Kapuścińskiego

Ogłoszono tytuły 10 książek, które mają szansę zdobyć Nagrodę im. R. Kapuścińskiego za najlepszy reportaż 2021 roku, która z nich wygra dowiemy się pod koniec maja.

Do 13. edycji Nagrody im. R. Kapuścińskiego zgłoszono aż 143 książki reporterskie – 104 napisane po polsku, i 39 przetłumaczone z języków obcych. Spośród nich jury pod przewodnictwem Katarzyny Surmiak-Domańskiej wybrało dziesięć tytułów, które przechodzą do kolejnego etapu. Oto ich lista (kolejność alfabetyczna):

Heidi Blake, Krwawe pozdrowienia z Rosji. Jak Władimir Putin eliminuje swoich przeciwników, z jęz. angielskiego przeł. Hanna Pustuła-Lewicka, Wydawnictwo WAB

Bill Buford, Między kibolami, z jęz. angielskiego przeł. Krzysztof Cieślik, Wydawnictwo Cyranka

Barbara Demick, Zjadanie Buddy. Życie tybetańskiego miasteczka w cieniu Chin, z jęz. angielskiego przeł. Barbara Gadomska, Wydawnictwo Czarne

Małgorzata Gołota, Spinalonga. Wyspa trędowatych, Wydawnictwo Agora

Peter Hessler, Pogrzebana. Życie, śmierć i rewolucja w Egipcie, z jęz. angielskiego przeł. Hanna Jankowska, Wydawnictwo Czarne

Rafał Hetman, Izbica, Izbica, Wydawnictwo Czarne

Ander Izagirre, Potosí. Góra, która zjada ludzi, z jęz. hiszpańskiego przeł. Jerzy Wołk-Łaniewski, Wydawnictwo Filtry

Jakub Korus, Surogatki. Historie kobiet, które rodzą „po cichu”, Wydawnictwo Znak

Remigiusz Ryziński, Hiacynt. PRL wobec homoseksualistów, Wydawnictwo Czarne

Marek Szymaniak, Zapaść. Reportaże z mniejszych miast, Wydawnictwo Czarne

Do finału wejdzie pięć tytułów, która książka uznana zostanie za najlepszy reportaż dowiemy się podczas gali 28 maja. Jej autor lub autorka otrzyma nagrodę – 100 tys. zł. Jeśli wygra książka zagraniczna 20 tys. otrzyma tłumacz lub tłumaczka.

Nagroda im. Ryszarda Kapuścińskiego to wyróżnienie ustanowione w 2010 roku przez Radę Miasta Stołecznego Warszawy. Ma na celu uhonorowanie mieszkającego przez ponad 60 lat w Warszawie wybitnego reportera Ryszarda Kapuścińskiego. Nagradzani są autorzy wartościowych książek reporterskich podejmujących ważne problemy współczesności.

Organizatorem konkursu i fundatorem Nagrody jest Miasto Stołeczne Warszawa, a współorganizatorem – redakcja „Gazety Wyborczej”. Partnerem zaś Fundacja im. Ryszarda Kapuścińskiego Herodot oraz  „Książki. Magazyn do czytania”.

opr. jka, źródło: Urząd Miasta Stołecznego Warszawy

 

Białoruskie KGB próbowało wzywać na Facebooku do protestów przeciwko polskiemu rządowi

Koncern Meta poinformował o usunięciu fałszywych grup i profili m.in. na Facebooku zamieszczających posty oskarżające Polskę o złe traktowanie migrantów z Bliskiego Wschodu i nawołujące do protestów przeciwko polskiemu rządowi. Związane one były z białoruskim KGB.

Właściciel Facebooku o akcji białoruskiego KGB wymierzonej w Polskę wspomniał w opublikowanym pod koniec ubiegłego tygodnia raporcie. Koncern Meta podał tam, że „powiązane z rządami Rosji i Białorusi podmioty zaangażowane były w cyberszpiegostwo i operacje wywierania ukrytego wpływu online”.

Działalność ta miała obejmować przede wszystkim zagadnienia związane ukraińskim przemysłem telekomunikacyjnym, światowym i ukraińskim sektorem obronnym i energetycznym; platformami technologicznymi, a także dziennikarzami i działaczami na Ukrainie, w Rosji i za granicą. Operacje te nasiliły się na krótko przed rosyjską inwazją.

Jak poinformowała Meta, wykryto i usunięta m.in. skoordynowaną akcję powiązaną z białoruskim KGB, której konta i profile zaczęły publikować w języku polskim i angielskim informacje o poddaniu się wojsk ukraińskich bez walki i ucieczce przywódców państwowych z kraju 24 lutego, czyli w dniu rozpoczęcia wojny przez Rosję. Zaznaczono, że wcześniej ten sam podmiot związany z KGB „skupiał się przede wszystkim na oskarżaniu Polski o złe traktowanie migrantów z Bliskiego Wschodu” – napisano w raporcie.

14 marca fałszywe konto związane z białoruskimi służbami bezpieczeństwa stworzyło natomiast w Warszawie wydarzenie nawołujące do protestowania przeciwko polskiemu rządowi. Meta podała, że konto i wydarzenie została usunięte tego samego dnia.

Koncern zaobserwował również wzrost próby włamań na konta na Facebooku dziesiątek osób należących do ukraińskiego personelu wojskowego i publikacji filmów wzywających armię do poddania się, tak jakby te posty pochodziły od legalnych właścicieli kont.

opr. jka, źródło: pap.pl

 

Fundacja Tomasza Rożka uruchomiła ukraiński kanał edukacyjny

Na YouTube wystartował kanał edukacyjny i popularno-naukowy dla dzieci i młodzieży z Ukrainy Наука. Це люблю. Stworzył go dziennikarz popularyzujący naukę Tomasz Rożek wraz ze swoją Fundacją Nauka. To Lubię.

W ogromie nieszczęścia milionów osób z Ukrainy, serca Polaków okazały się ogromne, skala pomocy osiągnęła gigantyczne rozmiary. Zastanawiałem się z moim zespołem, w jaki sposób Fundacja Nauka. To Lubię mogłaby się włączyć w pomoc potrzebującym i odpowiedź przyszła bardzo szybko. Będziemy robić to, co potrafimy najlepiej – czyli edukować! – pisze na stronie swojej fundacji Tomasz Rożek.

Tak narodził się pomysł uruchomienia kanału edukacyjno-popularnonaukowego dla dzieci i młodzieży z Ukrainy, który poprzez wartościowe treści edukacyjne ma ułatwić dzieciom adaptację w polskiej społeczności.

Na kanale mają się znaleźć filmy pomagające zaadaptować się uczniom w polskiej szkole i środowisku rówieśników. Materiały te będą uczyć ukraińskie dzieci podstawowych zwrotów w języku polskim, a z drugiej strony polskim uczniom mogą pomóc zrozumieć pewne zwroty w języku ukraińskim. Będzie można tam obejrzeć również cykl wideo z kanału Nauka. To Lubię Junior z tłumaczeniem i dubbingiem, pojawiać się też będą nowe filmy edukacyjne przeznaczone dla społeczności ukraińskiej.

Tłumaczką i aktorką kanału została Viktoria – nauczycielka z Ukrainy, która musiała uciekać do Polski przed wojną.

opr. jka, źródło: naukatolubie.pl

„Oblicza wojny” – nowy program w TVP Historia i TVP Historia 2

 „Oblicza wojny” to program, w którym eksperci od wojskowości, przybliżą i przeanalizują poszczególne etapy wojny na Ukrainie na tle innych konfliktów zbrojnych w Europie i na świecie. Premierowy odcinek wyemitowano we wtorek, 5 kwietnia w TVP Historia i TVP Historia 2.

„>Oblicza wojny< to nasza propozycja opowiadania o agresji Rosji i obronie Ukrainy z perspektywy historycznej. Będziemy analizować ruchy wojsk, decyzje dowódców w odniesieniu do wojen toczonych wcześniej. Bo historia konfliktów zbrojnych trwa i dzieje się na naszych oczach” – tłumaczy Piotr Legutko, redaktor naczelny TVP Historia.

Gośćmi programu będą polscy i zagraniczni eksperci w zakresie konfliktów zbrojnych, którzy omówią kluczowe zagadnienia doktryny wojennej, strategii, taktyki i uzbrojenia walczących stron. Tematy będą poruszane w szerszym kontekście historycznym, geopolitycznym, ekonomicznym i społecznym w odniesieniu do wcześniejszych konfliktów zbrojnych. Goście poświecą także szczególną uwagę bezpieczeństwu i potencjale obronnym Polski.

„Oblicza wojny” emitowane są w każdy wtorek o godz. 21.15 w TVP Historia i w TVP Historia 2, prowadzi je historyk i publicysta Piotr Gursztyn, a z ekspertami zagranicznymi rozmawia Tomasz Modrzejewski.

opr. jka, źródło: TVP

O zagadkach polityki STEFAN TRUSZCZYŃSKI pisze: Nie kucajmy

Z uporem godnym lepszej sprawy hodujemy własne zakały. Dziwna to tolerancja. Każdy ptak dawno już wyrzuciłoby z gniazda takie pisklę. U nas tragicznie śmieszna mikro postać zaszeregowana na krajowej top liście na trzecim miejscu idzie przez własną głupotę polityczną destrukcyjną ścieżką. Bon voyage!

Podobnych zepsutych grzybów mamy więcej. Jak długo bezkarni szkodnicy będą harcować. To rezultat zaniedbań, braku skutecznej interwencji zakończone niczym śledztwa na przykład w sprawie Amber Gold, strach i nędza wobec morderstwa smoleńskiego. Robactwo chowa się w trudno dostępne dziury. Bez dezynfekcji się nie obejdzie.

Neopolityk podobnie jak nowobogacki z powodu sukcesu dostaje zwykle zawrotu głowy. Hołdy gawiedzi, która go otacza ogłupiają do tego stopnia, że traci rozsądek. Potem za wszelką cenę chce trwać jak najdłużej nawet na śliskim stołku. Pan Tusk dałby już sobie spokój. Uzbierał sporą kupkę judaszowych srebrników. Niech sobie lata po świecie.

Kilku poprzednich premierów huśta się pod palmami. Odwiedzają niestety kraj i pchają się przed kamery bez żenady mówiąc, że to co mówili, to nie mówili wcale. Choć rozwalili i posprzedawali co się tylko dało, usadzają cztery litery w fotelach na dziedzińcu Zamku Królewskiego, choć długo powinni siedzieć… na więziennej pryczy.

Obżarty brukselskimi ośmiorniczkami niegdyś wpływowy ludowiec roztył się i zniknął z pola widzenia. Weterani chwalą się, że to ich czwarta, piąta kadencja. Tylko nie wiadomo co oni konkretnie zrobili. Zresztą pokazywani w kółko są ciągle ci sami. Synakura nie lubi rozgłosu.

Gadami prehistorycznymi zajmował się ojciec, który – choć Oxfordczyk – wierzył w smoki. Synek, owszem zarobił, nadgryzł oświatę, a potem przed jej gmachem urzędowym śmiesznie podskakiwał na murku. Wreszcie zwiał przed prokuratorem za granicę. I niech tam już zostanie.

Jest jak jest, zmienia się niewiele. Uważam, że ważniejsze są obiecane miliardy niż słuszne nawet zasady nominacji, które są uznawane w Niemczech, a u nas nie. Można mieć szlachetną rację. Choć mądrzej byłoby zrobić krok wstecz, by zaatakować po nabraniu siły. No ale ja – póki co – ministrem nie jestem.  Wyrokujący zarozumiale twierdzą, że z wyrokami się dyskutuje. To bzdura. Polemizować – oczywiście kulturalnie – można z każdym i zawsze. Wyjątek to wyroki boskie choć i te czasem bardzo trudno jest przyjąć.

W Warszawie, w Alejach Ujazdowskich tuż obok Ministerstwa Sprawiedliwości, jest „Bursztynowa Restauracja” dla bardzo wybiórczo wybranych. Ostatnio w czasie gwałtownej i groźnej burzy zwaliło się tam potężne stare drzewo. Kara boska, ostrzeżenie dla spotykających się tam  „wybrańców” spowodowała rozwalenie płotu żeliwnego i odkrycie studzienki wypełnionej licznymi i grubymi kablami, może i do podsłuchu. Jak to w knajpach bywa.

Podsłuchiwanie jest brzydkie. Ale i tak wszyscy to robią przekazując potem sensacje wybitnym dziennikarzom śledczym. Ludzie wysłuchują. Ale nie we wszystko wierzą. Bo wiadomo, że kłamie się dość powszechnie, ale wielu pseudo żurnalistów to propagandyści do wynajęcia. Czy płatnik jest zza Odry, czy zza Buga – im wszystko jedno

Liczymy jeszcze na NATO. Tyle że nie bardzo wiadomo na co. Ratujemy dzieci i kobiety, ale już miasta i fabryki – jako że nie z naszej Unii – pozwalamy rozszarpywać i niszczyć. Byle złodziejaszek gnije w pierdlu, a zbrodniarz największy zabunkrowany.

Ukraińscy żołnierze nie kucają. Według znakomitej pisarki, bojkotowanej przez „salony”, Elżbiety Cherezińskiej, są to potomkowie Wikingów. Więc dzielni i skuteczni. Przeciwnie niż holendersko-skandynawskie laleczki – przykład: Srebrenica

„Niech na całym świecie wojna – byle nasza wieś spokojna” – tak pisał nasz prawdziwy poeta. Ale tak nie powinno być. W końcu – ponoć – wszyscy my to już ponoć jedna globalna wiocha, nad którą latają rakiety coraz dalej i dalej.  Ruscy – jak powszechnie sądzono – mieli nie wejść na Ukrainę, a jednak weszli. Niemcy wierzyli Hitlerowi i szli powszechnie za nim, jak w dym. Kiedy okazało się, że to dym krematoriów i miliony pomordowanych w niemieckich obozach koncentracyjnych, po wojnie mówili, że „wykonywali tylko rozkazy”, a w ogóle to grali w orkiestrze…

Mariupol do końca świata będzie wyrzutem społecznym tegoż świata. Po carskiej Rosji przyszło czerwone tsunami. I tak będzie, jeśli Putinowi omsknie się palec na czerwonym guziku podręcznej atomowej walizki.

Politycy jeżdżą i latają. Dużo mówią. Lubią być w świetle reflektorów. Szkoda, że nie pochodzą od Wikingów.

 

 

 

Powstaje lubuski oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Podczas czwartkowych obrad Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich formalnie poinformowano o rozpoczęciu procedury tworzenia oddziału SDP w Lubuskiem, regionie obejmującym m.in. Gorzów Wielkopolski i Zieloną Górę.

W imieniu grupy inicjatywnej w tej części obrad uczestniczył redaktor naczelny Gazety Lubuskiej Janusz Życzkowski z Polska Press. „Lubuskie przesało być białą plamą na mapie SDP” – powiedział. Przypomniał jednak, że dawniej dziennikarze z tego terenu należeli do oddziału stowarzyszenia w Wielkopolsce.

„Tak było, ale z powodu odległości z Poznania do głównych miast regionu lubuskiego ta grupa stopniowo sie wykruszała. Współpracę z tamtejszymi dziennikarzami wspominam jednak batdzo dobrze” – wspomniała szefowa SDP w Poznaniu i wiceprezes SDP Jolanta Hajdasz.

Janusz Życzkowski tłumaczył sdp. pl, że dziennikarze z Lubuskiego od dawna myśleli o własnym oddziale. „W naszym województwie prężnie działa kilka redakcji: oddział TVP w Gorzowie Wielkopolskim, Polskie Radio Zachód, Polska Press i kilka innych mediów, które złgłaszały deklaracje pomocy w utworzeniu i organizacji oddziału SDP na naszym terenie” – zaznaczył. „Mam nadzieję, że przystąpimy do pracy już w kwietniu” – mówił Życzkowski.

Na razie – wg. informacji red. naczelnego Gazety Lubuskiej – grupa inicjatywna oddziału liczy 15 osób, ale dzieinnikarzy, który chcieliby przystąpić do nawego oddziału jest, już  teraz, duzo więcej.