O zagadkach polityki STEFAN TRUSZCZYŃSKI pisze: Nie kucajmy

Z uporem godnym lepszej sprawy hodujemy własne zakały. Dziwna to tolerancja. Każdy ptak dawno już wyrzuciłoby z gniazda takie pisklę. U nas tragicznie śmieszna mikro postać zaszeregowana na krajowej top liście na trzecim miejscu idzie przez własną głupotę polityczną destrukcyjną ścieżką. Bon voyage!

Podobnych zepsutych grzybów mamy więcej. Jak długo bezkarni szkodnicy będą harcować. To rezultat zaniedbań, braku skutecznej interwencji zakończone niczym śledztwa na przykład w sprawie Amber Gold, strach i nędza wobec morderstwa smoleńskiego. Robactwo chowa się w trudno dostępne dziury. Bez dezynfekcji się nie obejdzie.

Neopolityk podobnie jak nowobogacki z powodu sukcesu dostaje zwykle zawrotu głowy. Hołdy gawiedzi, która go otacza ogłupiają do tego stopnia, że traci rozsądek. Potem za wszelką cenę chce trwać jak najdłużej nawet na śliskim stołku. Pan Tusk dałby już sobie spokój. Uzbierał sporą kupkę judaszowych srebrników. Niech sobie lata po świecie.

Kilku poprzednich premierów huśta się pod palmami. Odwiedzają niestety kraj i pchają się przed kamery bez żenady mówiąc, że to co mówili, to nie mówili wcale. Choć rozwalili i posprzedawali co się tylko dało, usadzają cztery litery w fotelach na dziedzińcu Zamku Królewskiego, choć długo powinni siedzieć… na więziennej pryczy.

Obżarty brukselskimi ośmiorniczkami niegdyś wpływowy ludowiec roztył się i zniknął z pola widzenia. Weterani chwalą się, że to ich czwarta, piąta kadencja. Tylko nie wiadomo co oni konkretnie zrobili. Zresztą pokazywani w kółko są ciągle ci sami. Synakura nie lubi rozgłosu.

Gadami prehistorycznymi zajmował się ojciec, który – choć Oxfordczyk – wierzył w smoki. Synek, owszem zarobił, nadgryzł oświatę, a potem przed jej gmachem urzędowym śmiesznie podskakiwał na murku. Wreszcie zwiał przed prokuratorem za granicę. I niech tam już zostanie.

Jest jak jest, zmienia się niewiele. Uważam, że ważniejsze są obiecane miliardy niż słuszne nawet zasady nominacji, które są uznawane w Niemczech, a u nas nie. Można mieć szlachetną rację. Choć mądrzej byłoby zrobić krok wstecz, by zaatakować po nabraniu siły. No ale ja – póki co – ministrem nie jestem.  Wyrokujący zarozumiale twierdzą, że z wyrokami się dyskutuje. To bzdura. Polemizować – oczywiście kulturalnie – można z każdym i zawsze. Wyjątek to wyroki boskie choć i te czasem bardzo trudno jest przyjąć.

W Warszawie, w Alejach Ujazdowskich tuż obok Ministerstwa Sprawiedliwości, jest „Bursztynowa Restauracja” dla bardzo wybiórczo wybranych. Ostatnio w czasie gwałtownej i groźnej burzy zwaliło się tam potężne stare drzewo. Kara boska, ostrzeżenie dla spotykających się tam  „wybrańców” spowodowała rozwalenie płotu żeliwnego i odkrycie studzienki wypełnionej licznymi i grubymi kablami, może i do podsłuchu. Jak to w knajpach bywa.

Podsłuchiwanie jest brzydkie. Ale i tak wszyscy to robią przekazując potem sensacje wybitnym dziennikarzom śledczym. Ludzie wysłuchują. Ale nie we wszystko wierzą. Bo wiadomo, że kłamie się dość powszechnie, ale wielu pseudo żurnalistów to propagandyści do wynajęcia. Czy płatnik jest zza Odry, czy zza Buga – im wszystko jedno

Liczymy jeszcze na NATO. Tyle że nie bardzo wiadomo na co. Ratujemy dzieci i kobiety, ale już miasta i fabryki – jako że nie z naszej Unii – pozwalamy rozszarpywać i niszczyć. Byle złodziejaszek gnije w pierdlu, a zbrodniarz największy zabunkrowany.

Ukraińscy żołnierze nie kucają. Według znakomitej pisarki, bojkotowanej przez „salony”, Elżbiety Cherezińskiej, są to potomkowie Wikingów. Więc dzielni i skuteczni. Przeciwnie niż holendersko-skandynawskie laleczki – przykład: Srebrenica

„Niech na całym świecie wojna – byle nasza wieś spokojna” – tak pisał nasz prawdziwy poeta. Ale tak nie powinno być. W końcu – ponoć – wszyscy my to już ponoć jedna globalna wiocha, nad którą latają rakiety coraz dalej i dalej.  Ruscy – jak powszechnie sądzono – mieli nie wejść na Ukrainę, a jednak weszli. Niemcy wierzyli Hitlerowi i szli powszechnie za nim, jak w dym. Kiedy okazało się, że to dym krematoriów i miliony pomordowanych w niemieckich obozach koncentracyjnych, po wojnie mówili, że „wykonywali tylko rozkazy”, a w ogóle to grali w orkiestrze…

Mariupol do końca świata będzie wyrzutem społecznym tegoż świata. Po carskiej Rosji przyszło czerwone tsunami. I tak będzie, jeśli Putinowi omsknie się palec na czerwonym guziku podręcznej atomowej walizki.

Politycy jeżdżą i latają. Dużo mówią. Lubią być w świetle reflektorów. Szkoda, że nie pochodzą od Wikingów.

 

 

 

Powstaje lubuski oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Podczas czwartkowych obrad Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich formalnie poinformowano o rozpoczęciu procedury tworzenia oddziału SDP w Lubuskiem, regionie obejmującym m.in. Gorzów Wielkopolski i Zieloną Górę.

W imieniu grupy inicjatywnej w tej części obrad uczestniczył redaktor naczelny Gazety Lubuskiej Janusz Życzkowski z Polska Press. „Lubuskie przesało być białą plamą na mapie SDP” – powiedział. Przypomniał jednak, że dawniej dziennikarze z tego terenu należeli do oddziału stowarzyszenia w Wielkopolsce.

„Tak było, ale z powodu odległości z Poznania do głównych miast regionu lubuskiego ta grupa stopniowo sie wykruszała. Współpracę z tamtejszymi dziennikarzami wspominam jednak batdzo dobrze” – wspomniała szefowa SDP w Poznaniu i wiceprezes SDP Jolanta Hajdasz.

Janusz Życzkowski tłumaczył sdp. pl, że dziennikarze z Lubuskiego od dawna myśleli o własnym oddziale. „W naszym województwie prężnie działa kilka redakcji: oddział TVP w Gorzowie Wielkopolskim, Polskie Radio Zachód, Polska Press i kilka innych mediów, które złgłaszały deklaracje pomocy w utworzeniu i organizacji oddziału SDP na naszym terenie” – zaznaczył. „Mam nadzieję, że przystąpimy do pracy już w kwietniu” – mówił Życzkowski.

Na razie – wg. informacji red. naczelnego Gazety Lubuskiej – grupa inicjatywna oddziału liczy 15 osób, ale dzieinnikarzy, który chcieliby przystąpić do nawego oddziału jest, już  teraz, duzo więcej.

 

 

WALTER ALTERMAN: Globalny papier toaletowy

 

W marcu 2021 roku prawdziwy szok na świecie spowodowało utknięcie w Kanale Sueskim ogromnego statku Evergreen, który zablokował żeglugę, na tym newralgicznym torze wodnym. Nagle okazało się, że ten wypadek może mieć poważne konsekwencje dla światowego handlu.

Statek, zbudowany w 2018 roku, miał nieprzeciętne rozmiary: długość prawie 400 metrów – to więcej niż długość czterech boisk piłkarskich – i szerokość 59 metrów. Jednorazowo mógł przewozić 20 tysięcy kontenerów.

Alternatywą przeprawy przez Kanał Sueski jest oczywiście opłynięcie całej Afryki. W takim przypadku podróż wydłuża się jednak o mniej więcej 10-14 dni. To bardzo dużo. Z przepłynięciem przez Kanał, rejs z Szanghaju do Europy trwa ok. 35 dni. Sytuację pogarszało i to, że na statku zablokowane było 20.000 kontenerów. Już teraz w transporcie morskim odczuwalny jest brak kontenerów – jak stwierdziła jedna z agencji morskich. – W efekcie koszt przewiezienia kontenera wzrósł z 1500 dolarów przed pandemią wzrósł do 8 – 10 tysięcy dolarów.

Codziennie przez Kanał przepływa ok. 50 dużych statków. Przez tę wykopaną na pustyni cieśninę przechodzi aż 13 proc. całego światowego handlu, w tym 30 proc. światowego obrotu kontenerowego. Martwiono się, że blokada kanału może spowodować efekt domina dla globalnej żeglugi. Kontenerowce i tankowce przestały dostarczać żywność, paliwa i towary przemysłowe do Europy, a europejskie towary nie są eksportowane z Europy na Daleki Wschód.

Okazało się, że m. in. Europa może zostać pozbawiona papieru toaletowego. W biznesie drogeryjnym zapanowała panika. Na szczęście jakiś młody operator zwykłej koparki, przy pomocy jej łyżki przepchnął kolosa na środek nurtu i świat wrócił do normy.

Jednak ten przypadek uzmysłowił nam, że coś jest nie tak w światowej gospodarce. Bo skoro papier z Azji utknął w kanale, to pojawiło się pytanie: dlaczego aż z tak daleka trzeba ten cymes technologiczny sprowadzać? Co prawda papier, także toaletowy, wynaleźli Chińczycy, ale już od kilku wieków ludy Europy potrafią go wytwarzać. Dlaczego zatem sprowadzamy papier toaletowy z Azji? – to jest dobre pytanie, jako wstęp do kolejnych pytań.

Globalny kapitalizm

Około 40 lat temu pojawiły się dwie wielkie idee: Globalnej Gospodarki i Globalnego Kapitału. Marzono o scalaniu światowej gospodarki w jeden organizm, wysunięto tezę, że Europa – w ramach podziału obowiązków – powinna stać się Światowym Centrum Kapitałowym. Tak przyziemne i niskie obowiązki, jak produkcja i transport powinny przypaść Azji, i w mniejszej części północnej Afryce.

Oczywiście chodziło o większy zysk. Utrzymywanie w ruchu europejskich fabryk i opłacanie ciągle głodnych europejskich robotników przestało się kapitałowi podobać. Pojawiły się też głosy „zielonych”, że wszelki przemysł zatruwa środowisko. Była w tym wszystkim jedna wielka niekonsekwencja, bo zatruwanie powietrza, wody i ziemi w Azji jakoś walczącym o czystą Ziemię nie przeszkadzało, choć Ziemia jest okrągła i jedna jedyna.

I powoli, ale skutecznie, ten cudowny ideał Globalnej Gospodarki i Kapitału zaczęto wcielać w życie.

Niezwykle przyczyniły się do tego Chiny, które po dwóch wiekach wegetacji ekonomicznej, wzięły się ostro do pracy. W Europie i USA jakoś nikomu nie przyszło do głowy, że Chiny mogą się w niedługim czasie dorobić i nie zechcą już wytwarzać jedynie rozmaite badziewia – z grupy wszystko po 5 zł. Niedocenianie siły Chin jest nadal wpisane w neokolonialne myślenie Zachodu. I  dlatego powtarzano z uśmiechem politowania, że Chińczycy są pracowici i ani myślą o prawdziwej gospodarce. Prawdziwej, to znaczy przynoszącej europejskiej duże zyski. I nikt na zachodzie nie brał serio liczb, że Chińczyków jest 1,5 miliarda, że kiedyś maszyna ruszy i stanie się najpoważniejszym zagrożeniem ekonomicznym dla tzw. Wolnego Świata.

Kiedy przyszło przebudzenie zachodniego kapitału, było już za późno. Oto, dzięki Zachodowi wyrosła w Chinach nowoczesna gospodarka, a Chińczycy zaczęli żyć na wysokim poziomie. Ich gospodarka – konkurencyjna dla Zachodu – to jedno zmartwienie. Drugim kłopotem jest to, że Chiny uzbroiły się i zbroją nadal na najwyższym technologicznym poziomie. Tym samym świat zmienił swą dwubiegunowość.

Jednym ze zlekceważonych sygnałów, płynących z chińskiej gospodarki, było to, że już osiem lat temu chiński rząd zaprzestał dofinansowywania produkcji prostych artykułów. Władze Chin przyjęły, że siła robocza bardziej się przyda – i przyniesie większe zyski – przy produkcji bardziej zaawansowanej technologicznie.

Jest jeszcze jeden aspekt obecnej polityki Chin. Chodzi o to, że Chińczycy mają dobrą pamięć i świetnie pamiętają XIX wieczne upokorzenia i bandyckie złodziejstwo, jakich doznały od USA i kilku mocarstw ówczesnej Europy.

Trochę historii Chin

U źródeł XIX wiecznego konfliktu z Chinami jest opium. Anglicy pod koniec XVIII wieku zorientowali się, że wartość importowanych przez nich z Chin przekraczała angielski eksport. Dlatego zaczęli eksportować do Chin opium. Pierwszy transport tego dotarł do Kantonu w 1773 r., a w 1780 r. Kompania Wschodnioindyjska ogłosiła monopol na uprawę, produkcję i handel opium, które niszczyło ludzki organizm. Na początku XIX w. obroty wyniosły ponad 4 tys. skrzyń. W 1800 r. Chiny oficjalnie zakazały obrotu opium, jednak dzięki korumpowaniu chińskich urzędników proceder ten rozkwitał.

W1793 r. do Chin przybył lord George Macartney, który zażądał zniesienia ograniczeń w handlu angielsko-chińskim. Zażądał też przyznania Anglikom prawa swobodnego podróżowania i osiedlania się. Misja lorda zakończyła się niepowodzeniem, który wrócił jedynie z listem Cesarza do angielskiego króla. List kończył się zdaniem: „Drżąc, podporządkujcie się i nie okazujcie lekceważenia”. W 1818 r. rząd angielski wysłał następną misję, która również zakończyła się fiaskiem. W 1834 r. do Kantonu przybył lord William J. Napier i odmówiwszy opuszczenia Chin, wezwał do ujścia rzeki Si-ciang dwa okręty organizując wojenną prowokację.

Chiny podjęły walką z opium, który niszczył w sposób nieprawdopodobny całe ich społeczeństwo. W Kantonie w 1839 r. zniszczono ponad 20 tysięcy skrzyń opium będących własnością angielskich i amerykańskich kupców. W odpowiedzi Anglicy rozpoczęli z Chinami tzw. wojnę opiumową. Angielska eskadra po zablokowaniu Kantonu i Siamenu wysłała część okrętów wzdłuż wybrzeża na północ celem zaatakowania innych portów. Obiecując duże ustępstwa namówiono Anglików, by wrócili do Kantonu w celu rozpoczęcia pertraktacji.

Prowadzone przez Qishana, który był mandarynem Cesarstwa Chińskiego za czasów dynastii Qing i Charlesa Elliota, brytyjskiego oficera marynarki, dyplomaty i administratora kolonialnego – negocjacje trwały cztery miesiące i nie przyniosły żadnych skutków. Aby wymusić akceptację swych żądań Anglicy zaatakowali w styczniu 1841 r. forty na wyspie Czuan-pi broniące dostępu do Kantonu, które zostały zdobyte. Qishan zgodził się na przyjęcie brytyjskich żądań w tzw. konwencji Czuan-pi, którą podpisał bez zgody cesarza 20 stycznia, a według której Wielka Brytania zyskała wyspę Hongkong, odszkodowanie w wysokości 6 mln dolarów, równość w bezpośrednich pertraktacjach między Chinami a Wielką Brytanią oraz pełne wznowienie handlu. Anglicy natychmiast zajęli Hongkong.

Ponieważ porozumienie nie zostało zatwierdzone przez cesarza, Anglicy wycofali się co prawda z Hongkongu, ale wysłali do Chin nowe oddziały wojska. W 1841 r. wojska brytyjskie zajęły Kanton, gdzie dopuściły się zbrodni na ludności cywilnej. Po krwawych walkach Anglicy zajęli Czenciang i skierowali się w kierunku Pekinu. Wojska Qingów skapitulowały.

Klęska Chin spowodowała, że cesarz zgodził się na przyjęcie wszystkich warunków wysuniętych przez Anglików. 29 sierpnia 1842 r. podpisano tzw. traktat nankiński. Był to pierwszy nierównoprawny traktat na mocy którego dla Anglii otwarto pięć portów chińskich i przekazano Hongkong. Chiny zobowiązały się też zapłacić Anglii 21 mln juanów odszkodowania. Po roku Anglia zażądała traktatu uzupełniającego dotyczącego handlu w pięciu portach. Porozumienie podpisane w 1843 r. przyznawało Brytyjczykom prawo eksterytorialności oraz tworzenia własnych osiedli i zarządzania nimi. Wkrótce nierównoprawne traktaty podpisały również Francja i USA .

W następstwie wojny opiumowej gwałtownie pogorszyła się sytuacja materialna chińskiej ludności. Nasiliła się też walka powstańcza. W latach 1841–1849 doszło do wybuchu 110 powstań i buntów. Wojna wewnętrzna w Chinach stawała się idealną sytuacją do zaatakowania kraju przez obce mocarstwa.

Konsul angielski Harry Parkes pod pretekstem zbezczeszczenia brytyjskiej flagi ostrzelał Kanton, co spowodowało podpalenie przez chińczyków cudzoziemskich faktorii. Konsekwencją tych wydarzeń była II wojna opiumowa, w związku z którą wysłano do Chin brytyjską ekspedycję wojskową. Do wojny przyłączyli się Francuzi. 31 grudnia i uwięzieniu generalnego gubernatora w czerwcu 1858 r. Francja i Anglia narzuciły Chinom traktat tianjiński legalizujący handel opium. Prawie jednocześnie został zawarty układ amerykańsko-chiński na mocy którego otwarto siedem portów dla handlu amerykańskiego i rozszerzono prawo konsularnej jurysdykcji. W 1858 r. ustanowiono granice na Amurze między Rosją a Chinami oraz podpisano układ rosyjsko-chiński, dzięki któremu Rosja zyskała w portach otwartych prawo handlu oraz prawo konsularnej jurysdykcji.

Ponieważ jednak Anglia i Francja nie były zadowolone wznowiły działania wojenne. W 1859 r. do Pekinu wyruszyła eskadra składająca się z 19 okrętów wojennych. W czerwcu 1860 r. wojska tych państw rozpoczęły wojnę w Chinach Północnych i 25 sierpnia zajęły Tiencin przedtem rozbijając kawalerię mandżurską. Droga do Pekinu stała otworem.

Cesarz zbiegł do Rehe. Najeźdźcy złupili i spalili Pałac Letni, a wystraszony dwór zmusili do podpisania dokumentów ratyfikacyjnych będących potwierdzeniem traktatów tiencińskich. Ponadto Tiencin stał się portem otwartym, uzyskano prawo wywozu chińskich robotników do prac na plantacjach i w kopalniach. Chiny musiały również zapłacić 16,7 mln liangów kontrybucji. Cudzoziemcom przyznano prawo zakupu ziemi oraz prawo eksterytorialności. Przywilej ten został później rozciągnięty na chińczyków, którzy przeszli na chrześcijaństwo, co spowodowało masowe nawracanie się prostytutek i złodziei . Barbarzyństwo Anglików i Francuzów wywołało na świecie oburzenie, które potępili m.in. Lew Tołstoj, Iwan Gonczarow oraz Wiktor Hugo.

Inne powstanie, które również przeszło do historii było znane pod nazwą powstania „bokserów”, a jego hasłem przewodnim było przepędzenie „zamorskich diabłów”. Bokserzy uważali, że wszystkie spadające na Chiny nieszczęścia spowodowane były modernizacją i dlatego niszczyli tory kolejowe i linie telegraficzne, a o częstsze niż zazwyczaj powodzie oskarżali Europejczyków. Powstańcy w maju 1900 r. ruszyli na Pekin, który zdobyli, a następnie po interwencjach zachodnich dyplomatów jednego z nich niemieckiego posła barona Clemensa von Kettelera zabili, co dało pretekst Niemcom do interwencji zbrojnej.

Ruch bokserów miał za zadanie walkę z cudzoziemcami upokarzającymi Chiny, ale był bardzo słaby. Siły morskie państw zachodnich zdobyły forty Taku, po czym skierowały się do Pekinu w celu odbicia oblężonych zachodnich poselstw. Oblężenie trwało 55 dni, ale pierwsza zachodnia wyprawa zakończyła się klęską. Natomiast druga ekspedycja, składające się z żołnierzy angielskich, niemieckich, rosyjskich, amerykańskich i japońskich przyniosła rezultaty. Stolica Chin została zdobyta, a poselstwa uwolnione.

Zwycięscy z pokonanymi rozprawili się okrutnie. Pomiędzy zwycięzcami dochodziło do rozdźwięków dotyczących łupów oraz przyszłości Chin, a najbardziej rozczarowani byli Niemcy, którzy spodziewali się znaleźć w Pałacu Cesarskim olbrzymie skarby.

Rząd chiński skapitulował przed mocarstwami i Li Hung-czang 7 września 1901 r. podpisał z pełnomocnikami rządów 11 państw czyli Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Rosji, Japonii, Włoch, USA, Holandii, Austrii, Belgii i Hiszpanii składający się z dwunastu punktów tzw. „Protokół końcowy” w historiografii europejskiej znany jako The Boxer Protocol, w którym na Chiny zostały nałożone ciężkie sankcje. A oto główne artykuły tego protokołu: 1) zawieszenie egzaminów urzędniczych na okres pięciu lat w tych miastach, gdzie napastowano cudzoziemców; 2) zakaz importu broni i amunicji na okres dwóch lat; 3) kontrybucję w wysokości 450 mln liang srebra (ponad 100 mln funtów szterlingów) oprocentowaną (4% w ratach rocznych spłacone do 1940 r.); w sumie około 147 mln funtów szterlingów. Odszkodowanie było zabezpieczone dochodami z ceł morskich podatku rolnego i podatków krajowych; 4) zastrzeżenie dla cudzoziemców dzielnicy poselstw i zapewnienie jej obrony oraz prawo stacjonowania wojsk w samym Pekinie. Oddział cudzoziemski w stolicy miał liczyć 2101 żołnierzy z 30 działami i 30 karabinami maszynowymi. Protokół zawierał również ukaranie śmiercią dygnitarzy popierających bokserów (najwyżsi dygnitarze mandżurscy zostali straceni lub zmuszeni do samobójstwa), zbudowanie pomników pamiątkowych pomordowanym dygnitarzom oraz zabezpieczenie interesów cudzoziemskich misjonarzy. Najwięcej skorzystała Rosja, która zwiększając swój kontyngent wojskowy w Chinach dokonywała masakry chińczyków. Poczynania Rosji w Mandżurii i w Korei stały się zalążkiem konfliktu z Japonią. Wszystkie próby pokojowego rozwiązania konfliktu kończyły się niepowodzeniem w wyniku, którego doszło do pierwszej wojny pomiędzy mocarstwami toczonej o wpływy w Chinach. Wojna toczona w latach 1904–1905 zakończyła się zwycięstwem Japonii.

Trzeba tu wyjaśnić, że coroczna wysokość kontrybucji, płaconej przez Chiny Wielkiej Brytanii, Niemcom, Francji, Rosji, Japonii, Włochom, USA, Holandii, Austrii, Belgii i Hiszpanii wynosiła wartość ok. 40 procent rocznego dochodu Chin.

Ta więc XIX i część XX wieku upłynęły Chinom na spożywaniu opium i płaceniu niewyobrażalnie wysokich kontrybucji na rzecz „cywilizowanych” krajów Zachodu i Rosji.

Co dalej?

Wracając do początkowego przykładu kontenerowca, który utknął w Kanale Sueskim z chińskim papierem toaletowym… Zdaje mi się, że Zachód kolejny raz oszukał sam siebie. Najbogatsze państwa świata liczyły, że ktoś będzie za nie pracował, a zyski zgarną one. Bo na tym miała polegać Globalna Gospodarka. Zachód nie brał jednak pod uwagę, że w Świecie Globalnego Kapitału liczyć potrafią wszyscy. Także Chińczycy.

Dzisiaj Chiny stały się potęgą gospodarczą, której nie zatrzymają proste działania Amerykanów, chcących utrudnić budowę Nowych Jedwabnych Szlaków.

Trzeba też pamiętać, że kapitalizm jest taką formacją, która zawsze przedłoży swój doraźny interes nad politykę długofalową, nad politykę z wyobraźnią. A kiedy się zorientuje, jaki był jego prawdziwy interes, jest już za późno.

Dzisiejsza potęga ekonomiczna Chin przejawia się i w tym, że Chiny na niespotykaną dotychczas skalę wykupują na całym świecie surowce naturalne – w Afryce, Azji, Australii i Ameryce Południowej. Przy czym płacą lepiej niż Zachód, a mówiąc wprost – podbijają ceny. Podobna polityka Japonii w latach trzydziestych XX wieku, skończyła się wojną. USA nie chciały bowiem zgodzić się na powstanie u swego boku konkurencyjnego imperium.

Obecnie to nie militarna pozycja Rosji jest wyzwaniem dla Zachodu, a właśnie potęga gospodarcza Chin. Jak to się skończy? Jedno jest pewne, Chińczycy nie są awanturnikami i wolą spokojny handel.

Przy okazji inwazji Rosji na Ukrainę wzrosło polityczne  znaczenie Chin. Zdają sobie z tego sprawę nawet Amerykanie, którzy przez ostatnie 30 lat nie dopuszczali do siebie myśli, że niebawem będą musieli układać się z najludniejszym państwem świata.

Jedno budzi moją nadzieję, że Chińczycy nie są skorzy do prowadzenia wojen. W każdym razie, teraz „siedzą na górze” i ze spokojem Buddy patrzą na europejski teatr wojny i zmagań ekonomicznych.

 

Google przekaże 10 mln dolarów na walkę z dezinformacją

Sundar Pichai, prezes Google i Alphabet, który we wtorek, 29 marca przebywał w Warszawie, gdzie spotkał się z premierem Mateuszem Morawieckim, zapowiedział, że jego firma przeznaczy 10 mln dolarów na walkę z dezinformacją w naszym regionie.

Google ma nawiązać partnerstwa z ośrodkami analitycznymi i organizacjami obywatelskimi, skoncentrowane na prowadzeniu badań dotyczących rozpowszechnienia błędnych informacji w naszym regionie, a także wesprzeć finansowo sieci fact-checkingowe oraz organizacje non-profit. Sundar Pichai, prezes Google i Alphabet, podczas swojej wtorkowej wizyty w Warszawie, zadeklarował, że jego koncern przeznaczy na ten cel 10 mln dolarów.

„Walka z błędnymi informacjami, jakie rozpowszechniane są na temat rzeczywistości i faktów dotyczących wojny w Ukrainie, to duża część tego  wyzwania” – napisał Sundar Pichai na blogu Google.

Dodał, że Jigsaw, jednostka wewnątrz Google zajmująca się tworzeniem technologii przeciwdziałających zjawiskom zagrażającym społeczeństwom, będzie również współpracować z lokalnymi grupami eksperckimi i naukowymi w celu opracowania nowych metod bezpośredniego przeciwdziałania dezinformacji oraz pomagania ludziom w łatwiejszym jej wykrywaniu.

Temat dezinformacji podejmowany był podczas spotkania Sundara Pichai z premierem Mateuszem Morawieckim.

– Jednym z podstawowych instrumentów imperium zła jest propaganda – powiedział premier po tym spotkaniu. Podkreślił, że to co robi Google i jego wszystkie kanały komunikacyjne jest bardzo ważną częścią walki o prawdę. Walki o to, żeby prawdziwe informacje docierały także do Rosjan.

opr.jka, źródła: Google, gov.pl

Gazety Polska Press ze zmienioną szatą graficzną i wspólnymi dodatkami  

Polska Press Grupa wdrożyła zmianę layoutów swoich tytułów oraz zaproponowała czytelnikom dodatki tematyczne, wspólne dla wszystkich wydawanych dzienników.

Zmiany szaty graficznej wprowadzono we wszystkich dziennikach Polska Press Grupy (poza „Expressem Ilustrowanym”, który zachowa swoją dotychczasową, tabloidową formułę). Niektóre winiety zostały odświeżone, natomiast wszystkie strony gazet zostały zmodyfikowane pod kątem bardziej czytelnej prezentacji treści. Autorem zmian graficznych jest Tomasz Bocheński, dyrektor artystyczny Polska Press Grupy, laureat prestiżowych konkursów projektowania prasowego European Newspaper Award.

Wydawca w każdy dzień tygodnia zaproponuje czytelnikom wszystkich swoich dzienników stałe dodatki.

– Każdego dnia czytelnik znajdzie w naszych gazetach różne treści – zarówno informacje z kraju i świata, a także wiadomości o wymiarze lokalnym. W poniedziałki w dodatku tematycznym czytelnicy otrzymają dawkę najważniejszych informacji sportowych na temat wydarzeń ze wszystkich dyscyplin. We wtorki w dodatku publikujemy wiadomości poświęcone tematyce ekonomicznej, środy zdominuje tematyka zdrowotna, w czwartki ukażą się strony poświęcone zagadnieniom kryminalnym, a w piątki czytelnicy otrzymają nowy dodatek „Puls”. To lektura, która pozwoli pogłębić wszechstronną wiedzę o ludziach, Polsce i świecie. Natomiast wydawanie sobotnio-niedzielne, ukazujące się w niektórych regionach nazwane zostało „weekend z rodziną”. Będzie to magazyn z poradami, ciekawostkami i propozycjami spędzenia wolnego czasu, w którym nie zabraknie także lubianych przez naszych czytelników przepisów kulinarnych. Wszystkie treści redakcyjne tworzone są w oparciu o najwyższej jakości materiały dziennikarskie, które stanowią nie tylko wiarygodne źródło informacji, ale także angażują czytelników, zarówno intelektualnie, jak i emocjonalnie – informuje Dorota Kania, członek zarządu i redaktor naczelna Polska Press Grupy.

Jak podkreśla PPG, na łamach dzienników znajdzie się jeszcze więcej ciekawych form dziennikarskich, takich jak felietony, reportaże oraz komentarze.

opr. jka, źródło: Polska Press

Radio ZET uruchomiło w Warszawie stację w języku ukraińskim

W Warszawie na częstotliwości 100,6 FM Grupa Eurozet uruchomiła Radio ZET Ukraina. Stacja nadawać będzie informacje oraz praktyczne porady przydatne dla Ukraińców przebywających w stolicy.  

Jak podkreśla Mariusz Smolarek, redaktor naczelny Radia ZET, liczba Ukraińców w Warszawie szacowana jest obecnie nawet na 300 tys. osób. Są wśród nich zarówno uchodźcy, jak i osoby, które mieszkają tu od lat. – Chcemy przekazywać im informacje pomocne w praktycznych sprawach, takich jak kontakt z urzędami, dostęp do szkół i przedszkoli, poszukiwanie pracy, korzystanie z transportu, opieki medycznej. W ten sposób będziemy odpowiadać na potrzeby informacyjne całej społeczności ukraińskiej przebywającej w stolicy – tłumaczy szef Radia ZET.

Radio ZET Ukraina nadaje w języku ukraińskim. Na antenie pojawią się doniesienia z Ukrainy, Polski i ze świata, a przede wszystkim lokalne informacje i porady przydatne dla Ukraińców przebywających w stolicy. Wiadomości są emitowane co godzinę od 7 do 19. Na potrzeby stacji powstała specjalna playlista zawierająca, obok zagranicznych, utwory najpopularniejszych ukraińskich wykonawców.

Redakcja Radia ZET Ukraina zamierza współpracować z warszawskim ratuszem, samorządami poszczególnych dzielnic, lokalnymi instytucjami oraz organizacjami pozarządowymi, aby zapewnić swoim odbiorcom jak najszybsze dotarcie do informacji dotyczących pomocy i wszelkich spraw organizacyjnych.

Informacje i audycje w Radiu ZET Ukraina tworzy zespół składający się z dziennikarzy oraz studentów pochodzących z Ukrainy. Jak podkreśla Eurozet w komunikacie prasowym, nabór do redakcji ukraińskiej jest otwarty.

Radio ZET Ukraina nadaje w Warszawie na podstawie czasowego pozwolenia Urzędu Komunikacji Elektronicznej na częstotliwości 100,6 FM. Można go również słuchać w całej Polsce poprzez player.radiozet.pl, a wkrótce także w aplikacji. Projekt w całości finansuje Grupa Eurozet. ­- To nasz symboliczny wkład w działania na rzecz społeczności ukraińskiej, która przeżywa narodową tragedię – podkreśla Grzegorz Kossakowski, prezes Grupy Eurozet.

opr. jka, źródło: Eurozet

 

TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Floyar-Rajchman i Matuszewski – bez nich nie byłoby polskiego wojska

W toku dyskusji o konieczności odbudowy armii Rzeczpospolitej, warto przypomnieć dwóch patriotów i żołnierzy, dzięki którym po przegranej wojnie obronnej 1939 r. mogliśmy odtworzyć polskie wojsko na Zachodzie.Właśnie minęła rocznica śmierci jednego z nich. 22 marca 1951 r. w Nowym Jorku na wieczną wartę odszedł Henryk Floyar-Rajchman, działacz niepodległościowy, polityk, dyplomata, major Wojska Polskiego, członek rządów Leona Kozłowskiego i Walerego Sławka, współorganizator ewakuacji rezerw złota Banku Polskiego w 1939 r. Szkoda, że zarówno mjr Henryk Floyar-Rajchman, jak i drugi Polak, któremu zawdzięczamy uratowanie polskiego złota – płk Ignacy Matuszewski, do dziś są w Polsce mało znani.

W 2016 r. trumny ze szczątkami tych dwóch oficerów zostały wystawione na widok publiczny w Nowym Jorku i pożegnane przez środowiska polonijne – te, dla których obaj tak wiele zrobili podczas II wojny światowej. W Instytucie Piłsudskiego, który obaj zakładali, odbyła się konferencja i pokaz filmu „New Poland”, który wspomina o działalności płk. Matuszewskiego w USA.

Do Polski przylecieli okryci mundurami i biało-czerwonymi flagami z asystą wojskową. Przylecieli, bo taka była ich wola. Udało się ją zrealizować dzięki wyrokowi sądu stanowego w Nowym Jorku, poprzedzonemu staraniami prof. Sławomira Cenckiewicza i decyzją szefa MON Antoniego Macierewicza.

Z czego przede wszystkim powinniśmy ich znać? We wrześniu 1939 r. kierowali ewakuacją 75 ton złota z Narodowego Banku Polskiego przez Rumunię, Turcję i Syrię do Francji – gdzie przekazali je rządowi RP.

Ale to nie tylko bohaterowie wojny obronnej 1939 r. Obaj walczyli o odzyskanie przez Polskę niepodległości (Matuszewski został zaocznie skazany na karę śmierci przez bolszewików i Niemców), brali następnie udział w wojnie 1920 r. W II RP Matuszewski (jego ojcem chrzestnym był Bolesław Prus) służył w II Oddziale Naczelnego Dowództwa, był attaché wojskowym w Rzymie, 1928-1929 posłem RP w Budapeszcie i do 1931 r. ministrem skarbu. Przewidywał, że Polska ulegnie dwóm agresorom – Niemcom i ZSRS. Alarmował, że siły wojska polskiego muszą zostać podwojone, jednak inni piłsudczycy nie chcieli go słuchać.

Henryk Floyar-Rajchman w wywalczonej II RP ukończył Wyższą Szkołę Wojenną i w latach 1928-1931 był attaché wojskowym w Tokio. Od 1933 do 1935 r. wiceminister, a potem minister przemysłu i handlu, poseł na Sejm. Po uratowaniu polskiego złota Matuszewski i Rajchman zostali odsunięci od spraw państwowych przez środowisko Władysława Sikorskiego. Wyjechali do Nowego Jorku, gdzie oprócz Instytutu Józefa Piłsudskiego powołali Komitet Narodowy Amerykanów Polskiego Pochodzenia. Matuszewski zmarł tam w 1946 r., Rajchman w 1951 r.

Uroczyste państwowe powitanie obu oficerów odbyło się 23 listopada 2016 r. w 1. Bazie Lotnictwa Transportowego na Okęciu. W uroczystym państwowym pogrzebie mogliśmy uczestniczyć 10 grudnia na Powązkach Wojskowych w kwaterze żołnierzy 1920 r. Płk Ignacy Matuszewski i mjr Henryk Floyar-Rajchman dołączyli do innych polskich żołnierzy odprowadzonych w tym samym – 2016 roku przez Rzeczpospolitą na wieczną wartę – Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, Danuty Siedzikówny „Inki” i Feliksa Selmanowicza „Zagończyka”.

W liście skierowanym do uczestników uroczystości prezydent Andrzej Duda podkreślił, że „w ogniu wojny obronnej płk Matuszewski i mjr Floyar-Rajchman podjęli się misji wyjątkowej – ocalenia skarbu Banku Polskiego i Funduszu Obrony Narodowej i wypełnili to zadanie doskonale, chociaż ich droga roiła się od niebezpieczeństw. Mieli jednak świadomość, że to, co wywożą z Polski nie jest tylko kosztownym kruszcem. W tym złocie zawierał się bowiem trud milionów rodaków. Skarb, który powierzono ich pieczy, był w istocie właśnie dobrem wspólnym, nie abstrakcyjną ideą, lecz dotykalnym owocem 20 lat starań Polaków. Kapitał uratowany przez nich przed grabieżą najeźdźców pozwolił później działać na uchodźstwie rządowi i polskim siłom zbrojnym”.

 

HUBERT BEKRYCHT: Świat patrzy i spycha rosyjską inwazję na Ukrainę na drugi plan

Brutalna rosyjska agresja na Ukrainę przestraszyła cały świat. Ale świat, prawie miesiąc po wybuchu wojny, coraz mniej przejmuje się Ukrainą, która wykrwawia się na jego oczach. Widać to w globalnych sieciach medialnych – oglądałem tę papkę w poniedziałek późnym wieczorem.

Ludzie, oni tam na Zachodzie śpią. I śniąc nawet nie mają pod ręką nocnika na wypadek, gdyby po rosyjskim ataku na Europę i świat, nagle się przebudzili…

Niemcy na swoich kanałach informacyjnych, oprócz zdawkowych relacji z frontu pokazują ratowanie żółwi na pacyficznej wysepce. Ze zdumieniem w ARD zobaczyłem wojenną relację tylko z perspektywy rosyjskiej, bez słowa o tragedii Ukraińców, a korespondenci publicznego niemieckiego kanału używają wobec wojny określenia Putina: „rosyjska operacja strategiczna lub wojenna” …

Francuzi się martwią. Ewentualnym brakiem gazu i prądu oraz kursem euro. Media francuskie coraz częściej pokazują dramat uchodźców, który uciekają z jednego do drugiego kraju. W Afryce. France 24 w wersji angielskiej częściej niż Mariupol pokazuje konflikt w Nigerii. W BFM była dyskusja o… przyszłości Putina, ale ani słowa o tym, że Francja sprzedawała jeszcze niedawno broń Rosji. Cóż, wybory prezydenckie za pasem…

Włoskie stacje telewizyjne pełne są sprzecznych analiz sytuacji wojennej. Normalka. Tamtejsze media prezentują nieaktualne i najeżone błędami mapy Ukrainy i Rosji. Jedna była nawet  z czasów sowieckich, bo Mariupol opisano tam, jako… Żdanow, ale szybko poprawiono błąd. Profesjonalizm. W RAI widziałem też rozważania publicystów. Temat: Czy Putin zdobędzie od razu całą Ukrainę, czy tylko pół…

Holendrzy o wojnie informują mało, chyba, że „Ukrainka zatruła Rosjan pasztecikami”. Niderlandzkie media mają zresztą kilka „dyżurnych” obrazków wojennych a Ukraińców pokazują w Przemyślu. Są to zdjęcia sprzed 2 lub 3 tygodni…

W belgijskiej telewizji durny teleturniej, ale prowadzący mają przypięte wstążeczki w ukraińskich barwach. Tutaj jednak po teleturnieju sprawozdanie z frontu. 40 sekund.

Świat arabski zaznacza swoją neutralność, bo tamtejsze media zaraz po migawkach z Ukrainy pokazują podnieconego Putina na stadionie. Głównym tematem Al Jazeery jest zamach „w Palestynie”, w której to relacji reporterzy potępiają „złych” Żydów. Zginęła jedna osoba. Potem sytuacja gospodarcza i Mistrzostwa Świata w piłce nożnej w Katarze, a na czwartym miejscu Ukraina…

Media izraelskie tłumaczą się światu, dlaczego ich rząd rozmawia z Putinem. Wyjaśnienia, o ile dostępne po angielsku,  są talmudyczne, czyli długie i zawiłe. W telewizji i24 prezenterzy zajęci są jednak sytuacją na terytoriach zamieszkałych przez „złych” Arabów. Dopiero potem Putin na stadionie „z okazji rocznicy” zajęcia Krymu. Następnie krwawe walki na Ukrainie, ale zdjęcia chyba sprzed tygodnia…

CNN przez 3 minuty reklamuje swój oddział w Abu Dabi, a potem amerykańscy analitycy giełdowi tłumaczą ludziom, dlaczego inwestowanie w Rosji jest nieopłacalne…

W brytyjskich telewizjach chyba najwięcej relacji z inwazji rosyjskiej na Ukrainę. Rzetelny obraz wojny i broniącej się przed Putinem Ukrainy. Punktowanie zbrodni wojennych Moskwy. Niestety, w BBC o tym, jak wojna wpływa na klimat. Brytyjska telewizja publiczna, która przez lata była podawana za wzór do naśladowania dla dziennikarzy – bez żenady – wciska mi kłamstwa ekologów…

Pracownicy kanałów hiszpańskich i latynoskich nie mają pojęcia, gdzie leży Ukraina, bo mówią w nich o kraju w północnej Europie. Gdzieś obok Norwegii…

Telewizja watykańska pokazuję pusty Plac Świętego Piotra. Całą noc…

 

Telewizja Republika nie będzie emitować reklam firm, które nie wycofały się z Rosji

Telewizja Republika nie chce nadawać reklam firm, które zdecydowały się pozostać w Rosji – poinformował w poniedziałek prezes stacji Tomasz Sakiewicz.

„Biuro reklamy naszego brokera otrzymało prośbę od TV Republika o jak najszybsze wdrożenie wycofania emisji reklam Leroy Merlin, Auchan, Decathlon, Orfilame, Bonduelle, Nestle” – napisał na Twitterze Sakiewicz. Zaapelował też do innych nadawców, aby postąpili podobnie.

W ubiegłym tygodniu współpracę wspólnie zadecydowały zawiesić należący do TVN Grupa Discovery  kanał HGTV i Leroy Merlin.

Firmy, które postanowiły pozostać w Rosji zalewa fala krytyki. Wiele osób w mediach społecznościowych wzywa do ich bojkotu.

opr. jka, źródło: Twitter

Konkurs dla młodzieży #FakeHunter Challenge/Geopolityka. Cel: propagowanie rzetelnych informacji

Propagowanie dostępu do wiarygodnych i sprawdzonych informacji publikowanych w sieci – to idea konkursu #FakeHunter Challenge/Geopolityka organizowanego przez Polską Agencję Prasową i GovTech Polska, przy współpracy z Ministerstwem Edukacji i Nauki oraz Związkiem Cyfrowa Polska.  Wydarzenie odbędzie się w dniach 24 – 27 marca.

Konkurs adresowany jest do osób powyżej 13. roku życia, którym zależy na propagowaniu idei dostępu do wiarygodnych i rzetelnych informacji, a w szczególności uczniów szkół podstawowych, średnich, studentów i społeczności ukraińskiej. Ideą jest propagowanie dostępu do wiarygodnych i sprawdzonych informacji publikowanych w sieci. Tematem przewodnim V edycji konkursu będzie geopolityka obejmująca sferę polityczną, militarną, gospodarczą, dyplomatyczną oraz energetyczną. W ciągu czterech dni zarejestrowane osoby będą mogły zgłaszać fałszywe informacje publikowane w sieci lub przesyłać raporty fact-checkingowe dotyczące m.in.: wojny w Ukrainie, rosyjskich działań militarnych i politycznych, pomocy udzielanej ukraińskim uchodźcom przez Polskę czy konsekwencji gospodarczych wywołanych działaniami na Wschodzie. Ponadto zakres przedmiotowy konkursu uwzględnia tematykę związaną z fałszowaniem wizerunku polskiego państwa oraz zakłamywania polskiej historii.

Organizatorzy konkursu przewidzieli dla jego uczestników atrakcyjne nagrody. Dla pierwszych dwudziestu szkół, które zgłoszą się do rywalizacji zorganizowane zostaną bezpłatne warsztaty z weryfikacji informacji. Wśród ekspertów prowadzących warsztaty będą specjaliści z portalu Fake Hunter, którzy na co dzień zajmują się weryfikacją fałszywych i zmanipulowanych informacji publikowanych w sieci oraz eksperci GovTech.

Na najlepsze zespoły czekają zaś nagrody finansowe: I miejsce – 8 tys. złotych, II miejsce – 6 tys. złotych, III miejsce – 3 tys. złotych.

Do wygrania będzie także nagroda specjalna – iPad. Aby go zdobyć  należy przesłać swoje pomysły dotyczące sposobów na walkę z dezinformacją, wzbudzić zainteresowanie tym tematem u większej liczby odbiorców oraz wzbogacić i udoskonalić system FakeHunter.

Więcej informacji i rejestracja uczestników TUTAJ.

opr. jka, źródło: MEiN