Komentarz Huberta Bekrychta: Wietrzenie dusznego pokoju, czyli utworzenie Oddziału Mazowieckiego SDP

Naprawdę uważam, że powstanie Oddziału Mazowieckiego SDP to przełom. Nie dlatego, że wreszcie odblokuje to możliwość wstąpienia do SDP wielu dziennikarzom mieszkającym w Warszawie i innych miastach największego polskiego regionu, ale dlatego, że, jak powiedziała moja Koleżanka wchodząc na chwilę do sali, gdzie odbywało się pierwsze posiedzenie założycielskie oddziału: „Czuło się w powietrzu, jak bardzo było to oczekiwane”.

Tak, utworzenie OM SDP było oczekiwane, bo Oddział Warszawski pogrążył się w marazmie. Pierwsze tego symptomy były obserwowane jeszcze długo przed czterema kadencjami prezesa Krzyśka Skowrońskiego i początku pierwszej kadencji prezes Joli Hajdasz.

W dziennikarskim światku od 1989 roku OW chciał dzielić i rządzić w całym SDP. Oczywiście nie wszyscy członkowie oddziału, nawet nie 10 procent. Chcieli tego nieliczni przesadnie ambitni, lecz – napiszę to wprost – nie zawsze mający możliwości adekwatne do swoich dziennikarskich umiejętności i dokonań. Ci nieliczni z OW spychali wszystkich „nie swoich” ze stolicy a przede wszystkim ludzi z oddziałów na dalszy plan działań Stowarzyszenia.

Słynna jest już sytuacja, której, oprócz mnie, świadkami było kilkanaście osób. Rozpoczyna się zjazd w Kazimierzu. Jeden z ostatnich przed wyborem Skowrońskiego na prezesa SDP. Przyjeżdża z Warszawy bardzo ważna Koleżanka, później uhonorowana rzadkim tytułem, słowem przyjeżdża Królowa SDP ze swą świtą. Ktoś spytał, kiedy kolacja? Najważniejsza wówczas w Stowarzyszeniu Koleżanka odparła: „Jak tylko wieś przyjedzie”. Nikt się nie śmiał. Nawet jej „dworzanie”. Zresztą słusznie, bo co złego jest we wsi?

Po kwadransie pojawiło się wielu ludzi z oddziałów regionalnych, czyli – według Ważnej Koleżanki – ze „wsi”. Pochód tych delegacji otwierali ludzie z SDP z Krakowa, duże nazwiska, nie tylko dziennikarskie. Ktoś złośliwie zapytał: „Czy taką <<wieś>> miałaś na myśli?” Nie odpowiedziała. Udawała, że nie słyszy…

Tak jest zresztą do dziś, bo Koleżanka nie wie albo nie chce wiedzieć nic o prawdziwych problemach SDP. Nie słucha. Nie ma argumentów. Nie chce z nikim o innych poglądach nawet dyskutować.

Wciąż uważa się za Królową. To ona teraz dzieli SDP kwestionując demokratycznie uchwalony nowy Statut. A nie brała udziału w pracach Komisji Statutowej, która obradowała prawie co miesiąc przez niemal dwa lata. Ona i jej akolici nie zauważali, że w OW pojawili się osobnicy nie będący dziennikarzami, którzy co jakiś czas rozbijali obrady zjazdu – najwyższej władzy SDP – bo wytrącali wszystkich z równowagi nieustannym filmowaniem, szczególnie upodobawszy sobie zbliżenia kobiet o poranku. I nie chodziło owym trzem giermkom władz OW o dokumentację, bo przecież obrady są nagrywane w całości.

Władze OW SDP zostały wybrane 7 grudnia 2024 roku. To fakt. Władze OM SDP wybrane zostały 25 marca tego roku. To też fakt. Należy te fakty, po weryfikacji przysługującej wątpiącym, uznać. I traktować z szacunkiem. Bo jesteśmy w jednym stowarzyszeniu.

A może mieliśmy mieć „wyższe” intelektualnie i instytucjonalnie struktury warszawskie i „nieistotne” – jak powtarzali ludzie z OW – struktury krajowe z ZG SDP? No, to się akurat nie udało Koleżeństwu z Oddziału Warszawskiemu a sam słyszałem od prominentnej działaczki stołecznej, że „Zarząd Główny to tylko formalne zgromadzenie, a prawdziwa robota jest w Oddziale Warszawskim, które zawsze było i jest najważniejsze i najliczniejsze” – głoszą do tej pory, nieliczni już na szczęście, członkowie OW. Czy najliczniejsze to się niedługo okaże. Czy najważniejsze w SDP są struktury Oddziału Warszawskiego? Właśnie mamy odpowiedź. Oto, zgodnie ze Statutem i przepisami prawa, powstał drugi oddział obejmujący również stolicę. I Łomżę, Płock, Siedlce, Radom, Pruszków, Grodzisk Mazowiecki, Błonie oraz wiele innych mazowieckich miast. Znam przypadek, że jeden z Kolegów dziennikarzy spoza Warszawy, ale z jej okolic, czekał rok aż łaskawie Zarząd OW wyrazi zgodę na jego przyjęcie. Nie doczekał się. Teraz będzie w nowym Oddziale Mazowieckim.

Koleżanka dawna Królowa, przewodząca nadal grupie dumnych członków SDP, czyli „zwolenników starego SDP”, upatrzyła sobie koleją ofiarę winną „rozkładowi SDP”. Ta upatrzona „ofiara” to Oddział Mazowiecki. Oj, przeliczą się ci, którzy uważają, że to będzie słaby oddział i „delegatura ZG”.

I tu chciałbym po raz kolejny pogratulować członkom nowego oddziału i prezesowi Michałowi Karnowskiemu. Nie dość, że Zarząd OW i dwór dawnej Królowej Was się boją, to jeszcze ewentualna krytyka Waszego Oddziału przez owych mistrzów organizacji, polemiki, humoru abstrakcyjnego i elegancji, zwiastuje niechybny rozwój mazowieckiej struktury SDP.

Władze OW chciały być liderami rewolucji, majstrowali przy Statucie, donosiły KRS coraz to nowe dokumenty, skarżyły się w lewackich organizacjach dziennikarskich, byli cytowani w kłamliwych artykułach o SDP, rzucali publicznie oszczerstwa wobec władz SDP. Nie to jednak jest najgorsze. Nie potafią władze OW dyskutować. Ale wybrano ich i ja to szanuję, no cóż wyborcy też się mogą mylić.

Teraz władze OW zastawiły się opinią dawnej Królowej wyrażoną na prywatnej stronie internetowej. Opinią chaotyczną, odezwą niespójną, apelem do nikogo. Szkoda, bo dawna Królowa mogła zostać ikoną SDP, ale wybrała formę hologramu. Dobrze widać, ale to tylko ułuda i kolorowy obraz, którego nie ma.

Hubert Bekrycht

Poglądy prezentowane przez mnie w tym komentarzu są wyłącznie moimi prywatnymi opiniami i nie należy ich łączyć z moją oficjalną działalnością w ZG SDP

 

Protest przeciwko unijnemu Kodeksowi AI – Virkkunen krytykowana, nie tylko za próby ingerencji w wybory w Polsce

Nie dla skrótów i niekorzystnych rozwiązań dla twórców w projekcie Kodeksu Sztucznej Inteligencji UE – tak uzasadniają protest przedstawiciele Europejskiej Federacji Dziennikarzy (EFJ), Europejskiej Rady Stowarzyszeń Tłumaczy Literatury (CEATL) i Europejskiej Rady Pisarzy (EWC). Wiceszefowa KE Henna Virkkunen nie daje sobie rady z procesem uchwalania prawa unijnego dotyczącego AI.

EFJ, CEATL i EWC sprzeciwiają się trzeciemu projektu unijnego kodeksu postępowania dotyczącego wdrażania ustawy o AI. Organizacje reprezentujące europejskich dziennikarzy, tłumaczy i pisarzy a także artystów wysłały wspólny list do wiceprzewodniczącej Komisji Europejskiej ds. suwerenności technologicznej, bezpieczeństwa i demokracji Henny Virkkunen i Rady UE ds. AI, aby potępić założenia Kodeksu AI. Te zasady nazywane są „uproszczonymi”.

Finka Virkkunen jest powszechnie krytykowana w Polsce za propozycje tzw. okrągłego stołu w sprawie wyborów prezydenckich zaplanowanych na 18 maja br. Nie milkną echa tej kuriozalnej propozycji wiceszefowej KE. Tzw. okrągły stół – jak przekonują nie tylko politycy opozycji – podważa polską Konstytucję.

Finka chce decydować o polskich wyborach

Media nadal publikują skandaliczną wypowiedź Virkkunen kwestionującą zasady suwerenności Polski, które komisarz KE m.in. ds. demokracji wypowiedziała kilka tygodni temu. „Obywatele UE mają prawo mieć pewność, że wybory są uczciwe i wolne. A przez systemy rekomendacji treści i przez same treści rozpowszechniane przez platformy internetowe jest to bardzo trudne” – powiedziała wiceszefowa KE. Oczywiście Virkkunen nie ukrywa swojego poparcia dla rządu Donalda Tuska, który dokonał bezprzykładnego i bezprawnego przejęcia mediów publicznych w Polsce. Z tego powodu Finka nie krytykuje polskich władz, bo jest przedstawicielem EPP, frakcji europejskiej związanej z Platformą Obywatelską.

Nie ma także szczęścia Virkkunen do negocjacji z przedstawicielami organizacji twórców, artystów i dziennikarzy w UE. Chodzi o protesty tych instytucji wobec chaotycznemu procedowaniu prawa UE dotyczącego sztucznej inteligencji. Fińska polityk nie reaguje także na krytykę dotyczącą braku odpowiednich zabezpieczeń praw autorskich w kontekście dwukrotnie już odrzucanego projektu unijnego Kodeksu AI.

Sztuczna inteligencja UE

Ułomne prawo w sprawie sztucznej inteligencji będzie dla Europy ciężarem, bo walka na rynku AI jest zażarta i toczy się nie tylko z Chinami, ale także z USA – przekonują organizacje europejskich twórców. Projekt unijnego Kodeks AI to zbiór wytycznych dotyczących zgodności z AI Act . Nie są one prawnie wiążące, ale mogą służyć jako „domniemanie zgodności” z obowiązkami dostawcy modelu, dopóki nie wejdą w życie bardziej rygorystyczne standardy – podała EFJ.

Objęty protestem projekt – w opinii EFJ, CEATL i EWC – ignoruje znaczną opinie autorów, jako pierwotnych właścicieli praw do publikacji. Trzeci projekt ustawy o sztucznej inteligencji „jest niekorzystny nie tylko dla autorów w sektorze tekstów, ale dla wszystkich źródeł kultury, artystów i wykonawców oraz ich partnerów wydawniczych lub produkcyjnych” – napisano w proteście przeciwko projektowi Kodeksu AI.

 

HB/ Biznes Alert/ X/ EFJ

 

Hubert Bekrycht: Próba odwrócenia ról, dziennikarka DOROTA KANIA atakowana przez prok. Wrzosek

Wyglądało na to, że po śmierci śp. Barbary Skrzypek, osoba ją przesłuchująca na trzy dni przed tragednią, prokurator Ewa Wrzosek, przynajmniej na kilka dni zamilknie szanując Bliskich Zmarłej. Nic takiego. Wrzosek zaatakowała wszystkich, którzy ją krytykują. M.in. konserwatywną dziennikarkę Dorotę Kanię. Czyli obrona przez atak, a nawet atak poprzez atak. Konto na X @DorotaKania2 zawieszone. Dziennikarce zablokowano publikowanie treści.

Smutne, że nie ma końca tej ponurej historii, która razem z opowieściami o stalinowskim i jaruzelskim „wymiarze sprawiedliwości” przejdzie niestety do historii Polski. Prokurator Wrzosek przez lata bezwstydnie nękała prawicę i sprzyjała ruchowi ośmiu gwiazdek, ponoć finansowanemu przez Moskwę. Teraz w obliczu kompromitacji, po której nie byłoby jej już w prokuraturze Burkina Faso, zaczęła atak na dziennikarzy krytycznych wobec rządu.

Padło na Dorotę Kanię odważną dziennikarkę znaną z opisywania negatywnych dla obywateli realiów liberalnych i lewackich rządów, słynną z tropienia m.in. komunistycznych i rosyjskich wpływów w naszych kraju. Otóż Kania odważyła się ujawnić dane prokurator Wrzosek. Dane ogólnodostępne. I Wrzosek będzie dziennikarza prawnie nękać. Niemożliwe? Możliwe. W folwarku ministra Bodnara, jak najbardziej możliwe.

Dziennikarka, zgodnie z warsztatem zawodowym, opublikowała po prostu dokument z danymi pani prokurator. Chodzi o to, że teraz pani prokurator Wrzosek boi się, że coś niedobrego spotka ją i jej Rodzinę. Wspomnieć należy, że dane pochodzą z legalnych i jawnych źródeł. Można je znaleźć także w dokumentach prokuratury. Jawnych dokumentach.

Ale prokurator Wrzosek widzi problem, tak jak nie widziała problemu w tym, że przesłuchanie śp. Barbary Skrzypek odbyło się bez jej adwokata, ale w obecności antyprawicowo nastawionych dwóch prawników. Nie widziała Wrzosek nic złego, że nie było protokolanta. Sama pisała, co usłyszała. Chociaż prowadzenie przesłuchania i protokołowanie to taka sama sztuka, jak prowadzenie samochodu i jednoczesne szydełkowanie oraz robienie w tym czasie pierogów z serem…

Dorota Kania jest potrzebna prokuraturze i samej Wrzosek, aby najzwyczajniej odwrócić uwagę od śmierci Barbary Skrzypek i po to, żeby prorządowe media oraz grupy hejterskie mogły zalać Internet manipulacjami.

Dziennikarka będzie walczyć i mam nadzieję, że każdy porządny dziennikarz w Polsce będzie ją wspierał. Bo jednyną „winą” Kani jest chyba tylko podanie wieku pani prokurator. Ale to przecież wszyscy wiedzą. Wrzosek ma 55 lat. To nie wstyd, sam skończyłem w ubiegłym roku. Jeśli to tak drażni prokurator Wrzosek, to może ona próbować zamknąć ukazujący się na Wisłą i Odrą niemiecki tabloid, który podaje wiek wszystkich opisywanych w bulwarówce osób.

Trzymaj się Doroto!

HUBERT BEKRYCHT: Czekając na medialny koniec rządowych rozliczeń opozycji

Dziennikarze popierający rząd Donalda Tuska mają spory kłopot, bo tzw. rozliczenia Zjednoczonej Prawicy przekroczyły już poziom absurdu. W Polsce wyraźnie widać łamanie zasad prawnych i obyczajowych, którymi od setek lat kieruje się cywilizacja judeochrześcijańska. Widzą to młodzi i starzy, widzą to też politycy. Wszystkich partii.

Niestety niesprawiedliwość w wymiarze sprawiedliwości zdaje się potwierdzać śmierć śp. Barbary Skrzypek trzy dni po przesłuchaniu jej w prokuraturze. Po przesłuchaniu, które prowadziła nie ukrywająca niechęci do prawicy prok. Ewa Wrzosek. Po przesłuchaniu, do którego nie dopuszczono adwokata wieloletniej dyrektor biura PiS i bliskiej współpracownicy prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Przesłuchaniu, którego celem był powrót do tzw. sprawy dwóch wież, sprawy dawno już wyjaśnionej. Przesłuchaniu, w którym uczestniczyli prawnicy powszechnie i bez zażenowania okazujący pogardę do ugrupowań konserwatywnych, w tym PiS.

Nie wolno mysleć

Media liberalne i lewackie związane z obecnym rządem już kilka godzin po ogłoszeniu śmierci śp. Barbary Skrzypek orzekły, że nie można powiązać zgonu kobiety z przesłuchaniem jej przez prokurator Wrzosek. Czy te media są rzetelne? Nie. Bo nie można niczego wykluczyć. A dziennikarz musi przynajmniej pytać. Pytać o związek przesłuchania z nagłą śmiercią osoby, która od lat pracowała na rzecz głównej polskiej partii prawicowej.

Może media rządowe przeraziły się gróźb prokuratury i prawników? Chodzi o mało subtelne oświadczenia o karach dla tych, którzy odważą się wątpić w to, że śmierci Barbary Skrzypek nie można łączyć z jej przesłuchaniem bez adwokata, za to w obecności znanych z prorządowych sympatii prawników. Media nie są nieomylne, ale nie mogą być naiwne. Słysząc oficjalne rządowe, koalicyjne, „komunikaty” o „absurdalności” zarzutów wobec orwellowsko-kafkowskiego przesłuchania pod nieobecność obrony, przypomina mi się ton mojej niespokojnej młodości.

Dojrzewanie do buntu

Otóż dorastałem, jak zdychała hydra komuny, zbrodniczy potwór, który najpierw sprzymierzył się z faszyzmem w 1939 roku, a potem dominował w naszej części Europy, zresztą nie tylko tutaj. W 1989 roku miałem 20 lat i wpatrywałem się w Okrągły Stół jak alkoholik w inny stół, gdzie stoją butelki. Jak człowiek, który jednak chcąc się wyrwać z jednego nałogu wpada w inne uzależnienie. Z tego uwielbienia dla koncesjonowanej przez Wałęsę, Michnika i Geremka opozycji wyrwały mnie zbrodnie komunistycznej bezpieki. Oficjalnie popełnione przez „nieznanych sprawców” morderstwa księży Stefana Niedzielaka, Stanisław Suchowolca i Sylwestra Zycha.

Myślano, że mordercy duchownych to pogrobowcy komunizmu, ale to byli i są komuniści. Milicjanci i esbecy wmawiali wszystkim, że jeden z księży spadł z krzesła a inny nadużył alkoholu. I dlatego zmarli… Odrażające. Komunizm to nie tylko obecny ustrój opresyjny Korei Północnej czy Kuby, ale to także mentalny stan wielu Polaków wierzących w bezstronność wymiaru sprawiedliwości bez prawa do adwokata dla osoby przesłuchiwanej.

Pęknięcia

Dlaczego o tym opowiadam? Bo po kłamstwach PRL o masowych morderstwach kapłanów tuż przez objęciem władzy przez liberalne skrzydło Solidarności, w wielu młodych ludziach, we mnie też, coś pękło. Przekonaliśmy się właśnie wówczas, że komuna przemalowana na socjaldemokratów nigdy nie przestanie łżeć. Tak jest do dzisiaj.

A media, które powtarzają albo, co gorsza, wierzą w kłamstwa komuny AD 2025, powinny się same rozwiązać płonąc ze wstydu. I już nigdy nie powracać do życia publicznego. Kiedy coś pęknie w zmanipulowanych młodych ludziach nienawidzących konserwatyzmu? Nie wiem, ale oby jak najszybciej.

HUBERT BEKRYCHT: Między wierszami, czyli rządowa cenzura pod patronatem UE

Smutne i dziwne czasy nastały. 36 lat po upadku komuny rząd w Polsce chce cenzury treści internetowych. Dlaczego? Bo tak chce rząd  i władze UE. Liberałowie i lewacy panując udzielnie nad unijnymi strukturami chcą też rządzić w poszczególnych państwach członkowskich. Także rząd RP zatęsknił za dyktaturą demokracji i komunistycznymi urzędami kontroli publikacji i widowisk.

Czy da się zarządzać przy pomocy cenzury? Da się. Chociaż na razie Unia Europejska jest wspólnotą, a nie związkiem przypadkowych krajów z cesarzami niemieckimi lub francuskimi na czele. Jeszcze. Już jednak da się cenzurować treści internetowe na terenie UE. I publikując te słowa nie wiem, czy one do kogoś dotrą, czy może ktoś zechce coś tu „pozmieniać”, ale ja zawsze będę pisać i mówić, co myślę.

Strach przed samodzielnością

Zamysł kontrolowania procesów politycznych poprzez autorytarne działania, mające pod prasą cenzorską ścisnąć wolność słowa, nie jest niczym nowym. Historia cenzury to przecież dzieje urzędników zdjętych strachem i wizją pozbawienia ich władzy. Tak jest teraz w wielu krajach UE, w Polsce też.

U nas cenzura, którą chce nam na wybory prezydenckie zafundować rząd pod „parasolem” kontrolującym Internet „dla dobra obywateli”, to propozycje haniebne, ale wynikające z prawa unijnego. Prawa, które – przypominam – nie jest nad naszym prawem krajowym. Na szczęście. W ogóle nie da się skutecznie cenzurować Internetu podczas kampanii wyborczej. Orędownicy tego pomysłu UE – czyli, między licznymi działaczami polskiej demokratury, premier Tusk i wicepremier, minister cyfryzacji Gawkowski – dobrze o tym wiedzą.

Cenzura i kara

Rząd chce po prostu karać opozycję i konserwatywne media za coś, co zawsze będzie mógł wytłumaczyć „unijnymi regulacjami”, m.in. DSA – aktem o usługach cyfrowych. Koalicji zależy na nie mającej reguł walce wyborczej i zainstalowaniu swojego człowieka w Pałacu Prezydenckim. I tylko temu jest podporządkowane cenzurowanie „treści niezgodnych z DSA”. Na przykład za napisanie, co czynię, że DSA to bzdura.

Zatem, jeśli rząd uruchomi do walki wyborczej zakazy internetowe, to o ile nie zdąży bezprawnie wsadzić do aresztów takich parlamentarzystów opozycji jak poseł Matecki, obejmie restrykcjami i karami pozostałych polityków konserwatywnych mających olbrzymie grono obserwatorów na profilach społecznościowych, tzw. zasięgi. I o taką, w istocie komunistyczną, cenzurę chodzi. Nie tylko o treści chodzi, lecz o piszących słowa krytykujące rząd Tuska. Mam nadzieję, że nie aparat władzy nie zdąży do 1 czerwca br.

Precz z komuną!

Był taki skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju. Radiowiec tłumaczył praktykantce kto to był Jaruzelski emitując przemówienie zbrodniarza, który wprowadził stan wojenny. „A to taki sympatyczny dziadunio” – mówi dziewczyna. Radiowiec precyzuje. „Dziadunio… On mógłby ci wyłączyć fejsbuka” – wyjaśnia. I wówczas praktykantka niszczy płytę z nagraniem dyktatora.

I tak, bardzo prosto, trzeba tłumaczyć, co to jest wolność słowa… Jeśli przestaniemy nostalgicznie i głupio patrzeć na PRL, tak jak na „najweselszy z baraków obozu komunistycznego”, wtedy cenzura prewencyjna UE, rządu w Polsce i ta najgorsza, w nas, w końcu upadnie.

  ***   ***  ***

Czy nic się, do cholery, nie zmieniło? Czy urząd cenzury przeniósł się z ulicy Mysiej w Warszawie do budynku przy al. Ujazdowskich? Ponoć na Mysiej przy Brackiej, nad tablicą sławiącą wolność słowa, unosi się krztuszące się ze śmiechu cenzorkie echo Polskiego Apatycznego Prewencyjnego Ducha Ustawy Prawie Aktualnej.

Protest KRRiT wobec ingerencji KE w polskie wybory; SDP przeciw politycznej cenzurze

Przewodniczący KRRiT Maciej Świrski opublikował stanowisko wobec ingerencji KE w polskie prawo wyborcze. „Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, wyraża stanowczy sprzeciw wobec zapowiedzianych działań Komisji Europejskiej zmierzających do organizacji tzw. okrągłego stołu, dotyczącego wyborów prezydenckich w Polsce” – napisano w stanowisku.

„Każda próba ingerencji instytucji międzynarodowych w proces wyborczy godzi w podstawowe zasady demokracji i suwerenności narodowej państwa członkowskiego. KRRiT stanowczo nie zgadza się z poglądami wyrażanymi przez wiceprzewodniczącą KE. ds. Suwerenności Technologicznej Henny Virkkunen, że przeprowadzenie uczciwych i wolnych wyborów może być zagrożone przez <<systemy rekomendacji treści i przez same treści rozpowszechniane przez platformy internetowe>>” – zauważono w stanowisku KRRiT

W stanowisku zwrócono uwagę na całkowitą dominację narracji niektórych władz krajów UE w kwestii nadrzędnej roli UE wobec suwerenności poszczególnych państw unijnych, w tym Polski. „W ocenie KRRiT Komisja Europejska uzurpuje sobie prawo arbitralnego definiowania treści, które gwarantują przeprowadzenie uczciwych wyborów w Polsce. Jednocześnie wiceprzewodnicząca KE sugeruje, że narzędziem, które ma być wykorzystane do tego jest Akt o Usługach Cyfrowych (DSA) – rozporządzenie prawa unijnego, które jest bezpośrednio implementowane do systemów prawnych państw członkowskich UE.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji stoi na stanowisku, że DSA nie może służyć do cenzury politycznej.

Całe stanowisko KRRiT:

TUTAJ

 ***

Na początku br. Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich protest ZG SDP przeciwko propozycjom wdrażania przez rząd RP aktu o usługach cyfrowych (DSA).

„ZG SDP stanowczo protestuje przeciwko zapowiedziom ograniczenia wolności słowa zawartym w projekcie ustawy wdrażającej Akt o Usługach Cyfrowych (DSA), przedstawiony przez Ministerstwo Cyfryzacji 13 grudnia 2024 r.  Jest to pośredni sposób wprowadzenia cenzury w Internecie na terenie Polski oraz umożliwienie rządzącym politykom ingerowania w publikowane w sieci treści przy wykorzystaniu struktury administracji państwowej. W rażący sposób narusza to gwarantowaną w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej zasadę wolności słowa wyrażaną w art. 54, który jednoznacznie zakazuje cenzury prewencyjnej” – czytamy we fragmencie protestu.

Tekst o proteście ZG SDP:

STOP CENZURZE – Protest ZG SDP przeciwko propozycjom wdrażania przez rząd RP aktu o usługach cyfrowych (DSA)

O wolności słowa na Słowacji z szefem oddziału SSN w Preszowie Jozefem Jurčišinem rozmawia Andrzej Klimczak

Z Jozefem Jurčišinem, prezesem oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Słowackich (Slovenského Syndikátu Novinárov, SSN,) w Preszowie, członkiem Zarządu Głównego tej organizacji w Bratysławie rozmawia Andrzej Klimczak

 

AK: Jak funkcjonuje na Słowacji Wasze Stowarzyszenie?

JJ: Nasza organizacja utrzymuje się ze składek członkowskich i realizacji projektów, na które otrzymujemy finanse z dotacji unijnych lub ministerialnych. Członkostwo w naszej organizacji nie jest obowiązkowe dla pracowników mediów.

Jako oddział SSN utrzymujemy własne biuro w Preszowie, podobnie w kilku oddziałach regionalnych. Obecnie nie mamy stałego adresu siedziby w Bratysławie. Jak to zwykle bywa w przypadku organizacji NGO, część oddziałów jest bardzo aktywna a części wystarcza jedynie fakt przynależności do organizacji.

Oddział w Preszowie od wielu lat cieszy się opinią aktywnego, nie tylko ze względu na podejmowanie działań branżowych i wspomaganie dziennikarzy, ale również ze względu na organizację wydarzeń o charakterze kulturalnym i sportowym.

Muszę dodać, że nasz główny prezes jak i szefowie oddziałów regionalnych nie otrzymują żadnego wynagrodzenia, jesteśmy wolontariuszami na pełny etat…

 

Czy wolność słowa na Słowacji po zmianie władzy jest zagrożona?

Tego tak lakonicznie jak sformułowano to w pytaniu nie można stwierdzić. Nie mamy sygnałów jednoznacznie odnoszących się do bezpośrednich nacisków władzy na media, np. by podejmowała próby zmiany norm prawnych ograniczających wolność wypowiedzi dziennikarzy i mediów.

Zdarzają się jednak sytuacje, które pośrednio można uznać za próby nacisku na dziennikarzy i redakcje. Tak jak w przypadku rządzącego polityka, który wszczął proces wobec jednej z redakcji o to, że użyła ona na okładce pisma fotografii bez zgody bohatera artykułu, czyli tego polityka….

Obecna władza, na czele z premierem Robertem Fico, stygmatyzuje media z nurtu „mainstream”, nazywając je antysłowackimi, antyrządowymi. Na swoich konferencjach prasowych Fico i ministrowie ignorują pytania, które im zadają dziennikarze tych mediów.

Czy można stwierdzić, że słowackie redakcje nie odczuwają bezpośrednich nacisków zewnętrznych, bo nie dochodzi już do takich sytuacji jak zamordowanie dziennikarza Jána Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kušnírovej, po publikacji o związkach władzy z mafią?

 Sprawa morderstwa dziennikarza nie została ciągle do końca wyjaśniona. A upłynęło od tego tragicznego wydarzenia siedem lat… Mamy nadzieję, że taka sytuacja nigdy więcej się nie powtórzy na Słowacji. Prawda jest też taka, że obecnie na Słowacji rządzi ta sama ekipa ludzi, którzy byli „bohaterami” artykułów Jána Kuciaka.

Od pewnego czasu obserwujemy inne zjawisko… Chodzi o autocenzurę wielu redakcji spowodowaną nie tyle lękiem przed odwetem przedstawicieli władzy, a przed ograniczeniem dopływu środków finansowych z reklam i ogłoszeń. Wiadomo, że bez odpowiedniego rynku reklam czy sponsoringu, redakcje nie są w stanie funkcjonować. Zresztą na przestrzeni ostatnich lat kilka drukowanych wydań musiało wycofać się z rynku medialnego ze względów finansowych.

Czy w takich przypadkach SSN podejmował działania wspierające takie redakcje?

Nie mieliśmy podstaw do takich działań. To były autonomiczne decyzje redakcji. Nikt się do nas nie zwracał z prośbą o interwencję, a gdyby nawet się zgłosił to nasza organizacja nie posiada odpowiednich narzędzi do udzielenia skutecznej pomocy redakcjom, które ze względów finansowych nie są w stanie prowadzić dalszej działalności.

A jak wygląda kwestia polaryzacji mediów na sprzyjające rządowi i te będące w opozycji?

Według mojej wiedzy na Słowacji nie ma tak wyraźnego podziału jak w Polsce, na media, które sympatyzują z władzą lub są jej przeciwne. Praktycznie we wszystkich mediach słowackich można spotkać materiały krytyczne wobec obecnego rządu. Po zmianach dobrze się trzyma publiczna telewizja i radio – nie zauważa się w nich zbyt dużo prorządowej propagandy. Dopóki tak jest, to możemy mówić o niezagrożonej wolności słowa w naszym kraju. Oczywiście można by się pokusić o zrobienie statystyki opisującej, w których mediach jest więcej krytyki władzy, a w których więcej materiałów sprzyjających jej politykom. Nikt jednak do tej pory takiej statystyki nie robił. A gdyby nawet powstała, to wątpię, aby była do końca wiarygodna, bowiem opinie, które można by uznać za prorządowe lub opozycyjne nie są stałym algorytmem a wynikają z konkretnych sytuacji i zdarzeń, które za każdym razem będą się cieszyły pozytywną lub negatywną opinią poszczególnych redakcji.

Inną kwestią jest sprawa mediów, przede wszystkim internetowych, które można oceniać jak dezinformacyjne, prorosyjskie itp. Obecny rząd ceni je więcej niż te, które są wobec niego krytyczne. Nie będę wymieniać szczegółów, ale jest to istotny problem dla współczesnej sceny medialnej na Słowacji.

Czy SSN współpracuje z zagranicznymi organizacjami dziennikarskimi?

W tej chwili nie mamy żadnych wspólnych działań z takimi instytucjami. Byłoby jednak bardzo dobrze, gdyby taka współpraca była możliwa. Najbardziej interesowałaby nas współpraca w zakresie realizacji międzynarodowych projektów z zewnętrznym finansowaniem. Gdyby np. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich miało takie propozycje to zapraszamy do rozmów.

 

Prezes SDP: ŻANDARMERIA W DOMU DZIENNIKARKI EWY STANKIEWICZ. KTO I KOGO CHCE ZASTRASZYĆ?

Żandarmeria Wojskowa w mieszkaniu dziennikarki! Przeszukanie w domu Ewy Stankiewicz. Przyczyną jej publikacje na temat zamachu smoleńskiego – to fragment wpisu prezes SDP Jolanty Hajdasz.

Sytuacja jest dramatyczna. W piątek Żandarmeria Wojskowa weszła do domu dziennikarki Ewy Stankiewicz, autorki filmów o tragedii smoleńskiej.

„Żandarmeria Wojskowa w mieszkaniu dziennikarki! Przeszukanie w domu Ewy Stankiewicz. Przyczyną jej publikacje na temat zamachu smoleńskiego” –  podkreśliła we wpisie na X prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Jolanta Hajdasz, szefowa Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

„Kto i kogo chce tym zastraszyć? Ewa to laureatka Nagrody Głównej SDP za film na ten temat, będziemy domagać się wyjaśnień i Ją wspierać” – podsumowała Hajdasz, która zapowiedziała już protest CMWP w tej sprawie.

 

 

PROTEST RADY PROGRAMOWEJ POLSKIEGO RADIA WS. LIKWIDACJI BIBLIOTEKI PR

Rada Programowa

Polskiego Radia S.A.

                                                                                 Uchwała nr 1/I / 2025

                                                                        Rady Programowej Polskiego Radia S.A.

 

Rada Programowa Polskiego Radia wyraża głęboki sprzeciw wobec zamiaru likwidacji biblioteki w Polskim Radiu. Po bezprawnym i siłowym przejęciu mediów publicznych, masowych zwolnieniach  dziennikarzy i pracowników, władze Polskiego Radia zapowiedziały likwidacje biblioteki w Polskim Radiu.

Wobec zamiaru likwidacji biblioteki, która jest niezastąpionym elementem merytorycznej pracy dla dziennikarzy, około 500 pracowników Polskiego Radia wystosowało protest do Likwidatora. Likwidator odmawiał spotkania z pracownikami więc protestujący zwrócili się o pomoc do Rady Programowej. Sprawa ta została wprowadzona do porządku obrad. Niestety na początku posiedzenia Likwidator pan Paweł Majcher oświadczył, że ma inne ważne spotkanie i nie będzie uczestniczyć w posiedzeniu a Polskie Radio miał reprezentować Juliusz Kaszyński. Także i on nie chciał wysłuchać pracowników podczas posiedzenie Rady Programowej. Jednakże pracownicy przedstawili szkodliwość tego zamiaru, na co pan Juliusz Kaszyński stwierdził, że nie przyszedł na spotkanie z pracownikami i bardzo mgliście oznajmił, że Likwidator rozważa zachowanie jakiejś części biblioteki. Pracownicy domagali się skonkretyzowania zapowiedzi, ale niestety pan Kaszyński opuścił salę obrad rzucając na odchodne zdanie na temat jakiegoś spotkania w bliżej nieokreślonej przyszłości. W toku dyskusji Rada Programowa Polskiego Radia wyraziła negatywne stanowisko wobec zamiaru likwidacji biblioteki, jak również w sprawie lekceważącego traktowania pracowników i Rady Programowej.

Ponadto Rada Programowa upoważniła mnie do sformułowania na piśmie i przesłania stanowiska do wiadomości Rady Mediów Narodowych, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które pozwalam sobie przedstawić Państwu do wiadomości z prośba o interwencję.

W ostatnich latach miliony Polaków wykluczonych informacyjnie poprzez jednostronny przekaz mediów publicznych będących pod kontrolą jednej strony sceny politycznej wspieranej przez prywatnych nadawców często zagranicznych, doczekały się wreszcie pluralistycznego systemu medialnego. W państwach praworządnych uznających niezbywalne prawa obywateli, media publiczne są niezbędnym elementem demokracji. Ich niezależność od bieżących zmian politycznych powinna być niewzruszalną zasadą gwarantującą dostępu obywatelom do rzetelnej informacji, zgodnie z Art. 14. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Niestety obecne działanie podjęte przez koalicję 13 grudnia pod pozorem naprawy państwa, niszczą pluralizm odbierając obywatelom przynależne im prawa, cofając tym samym Polskę do praktyki niszczenia odradzającej się wolności w czasie PRL-u poprzez działania stanu wojennego. Tym samym kierując nasz kraj ku dyktaturze.

Dlatego wyrażamy zdecydowany sprzeciw wobec likwidacji biblioteki w Polskim Radiu, oceniając to działanie jako kamień milowy na drodze do likwidacji mediów publicznych.  Potępiamy brutalne metody stosowane przez obecne władze RP łamiące Konstytucję i odbierające wolności obywatelskie.

 

 Przewodniczący Rady Programowej Polskiego Radia w likwidacji

                                                                                                                  Marek Suski

 

JOLANTA HAJDASZ: „Forum Dziennikarzy” bez dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

W połowie lutego Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ogłosiło listę czasopism, które dostaną w kolejnych trzech latach publiczne dotacje państwa . Oczywiście żadnego zaskoczenia nie ma, wsparcia nie dostał dosłownie ANI JEDEN tytuł spoza środowiska liberalnych czy lewicowych mediów.  Nie otrzymało ich także wydawane od ponad 20 lat czasopismo Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich „Forum Dziennikarzy”, ani nawet  bliższe obecnej władzy pismo SDP „Bez wierszówki”.

Wsparcia nie mają tak  wartościowe pisma jak  „Nowy Obywatel” , „Kronika Wielkopolski”, czy „Czasopismo Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich” oraz oczywiście takie konserwatywnie „skrajne”  czasopisma  jak Nowa Konfederacja, czy krakowski miesięcznik WPiS.

Trzeba powiedzieć wprost – w tym roku ten dotacyjny program był wyjątkowo bezczelnym działaniem rządzących: pieniądze dostała w ogóle rekordowo niska liczba czasopism, a ministerialni urzędnicy zlikwidowali w konkursie tryb odwołań od decyzji. Dla części tych czasopism oznacza to konieczność zawieszenia się, a może nawet likwidacji. Kolejne wartościowe, ambitne media znikną z naszej przestrzeni publicznej.

To skandal i wstyd, w skali budżetu państwa  te kwoty dotacji są minimalne w stosunku do wartości tych publikacji. Intelektualny ferment, dyskusje, stawianie tez i diagnozowanie rzeczywistości to rzeczy niezbędne w prawidłowo funkcjonującej demokracji. Dla profesjonalistów wymiana opinii na łamach czasopism jest najprostsza formą rozwoju intelektualnego, nikt nie powinien z niej rezygnować.

Warto więc przypomnieć, iż z założenia ten projektowy program o nazwie „Czasopisma” miał wspierać małe, niezależne, wartościowe i ambitne intelektualnie  wydawnictwa, które bez takiego wsparcia nie miałyby szans utrzymać się na rynku. One są i pozostaną niszowe, co dla fachowców jest oczywiste, zajmują się wysokiej jakości kulturą , nauką, polityką, historią, czy wszelkimi problemami społecznymi ale robią to w sposób daleki od komercyjnej walki o liczbę czytelników. To czasopisma dla tych , którzy zajmują się profesjonalnie dana dziedzina i chcą rzetelnej wiedzy o poruszanych w nich problemach.

Chcę podkreślić bardzo mocno –   to nie jest lustrzane odbicie sytuacji z czasów rządów Zjednoczonej Prawicy, choć zawsze można powiedzieć, że rządzący wspierają chętniej tych, którzy reprezentują bliższy im światopogląd i wartości. Ale takiego niszczenia „nie swoich” nigdy nie było. Był nawet taki rok, zaraz na początku rządów prawicy, wtedy gdy kilka czasopism reprezentujących  poglądy dalekie od konserwatywnych  nie dostało dotacji, to prawicowe media , znani i cenieni publicyści w imię zachowania różnorodności i pluralizmu upomnieli się o środki finansowe dla nich.

Były petycje i list otwarty, było poparcie istniejących wtedy odwołań. I Instytut Książki rozpatrujący te wnioski dotacyjne przyznał im środki na działalność. Teraz tego nie będzie, bo odwołań nie ma. Wątpię także, by ktokolwiek odważył się upomnieć o tych, którzy rząd Donalda Tuska skazuje dziś na niebyt i wegetację.  Takie są zasady demokracji walczącej. Gdyby PiS zrobił coś podobnego, byłyby  medialne lamenty  o braku demokracji, i o nepotyzmie i korupcji władzy, no i zapewne  byłoby o tym głośno i w Brukseli, i w Waszyngtonie.

Warto jednak sprawdzić, kto otrzymał pieniądze w konkursie mającym dotować niezamożne, niewielkie czasopisma, które same  nie są w stanie utrzymać się na rynku komercyjnym. Zaskoczenia nie ma. Miesięcznik Znak, który związany jest przecież z zamożnym dużym wydawnictwem, otrzymał 180 tysięcy, co znaczy że przez kolejne trzy lata będzie dostawał  180 tysięcy co roku . Czas Kultury związany z działaczem Platformy Obywatelskiej Rafałem Grupińskim, ma kwotę 160 tysięcy także co roku przez trzy lata. Przegląd Polityczny, czyli środowisko  Donalda Tuska z Trójmiasta, otrzymał 152 tysiące. Kultura Liberalna, która zazwyczaj wzywa do rozprawienia się z obecną opozycją otrzymała 160 tysięcy. Pismo Liberte!, taka forpoczta zwalczania katolików, dostało  120 tysięcy. Czasopismo Więź dostało po 143 tysiące w kolejnych trzech latach oraz dodatkowo na rok na swój portal 135 tysięcy. Oczywiście w oficjalnym opisie programu grantowego ministerstwo oszukuje wszystkich i informuje  że jego zadaniem jest równocześnie „tworzenie warunków do społecznego dialogu, przeciwdziałanie gettoizacji oraz instrumentalizacji kultury”.  To swoisty intelektualny bełkot, który ma przykryć rzeczywiste intencje rządzących.  Pamiętajmy przy tym, że te dotacje o których mówię, to tylko niewielki procent tego, co te organizacje otrzymywały do tej pory z innych źródeł.

Po tym jak  prezydent Donald Trump podjął decyzję o wstrzymaniu amerykańskiej pomocy dla organizacji zagranicznych także w Polsce coraz więcej i coraz konkretniej mówi się o tym, jak  Ameryka dotychczas wspierała  lewacką ideologię, jak wspierała opozycje w stosunku do prawicowych rządów  w różnych krajach, jak kupowała media, jak organizowała protesty i przewroty, Wydawano na to co najmniej 60 mld dolarów rocznie. Teraz dowiadujemy się, że za pieniądze amerykańskie wpływano także  na wybory w 2023 roku w Polsce.  Dotacje od administracji Joe Bidena szły do organizacji pozarządowych na wspieranie większej frekwencji wśród młodych i niezdecydowanych wyborców.  Skala i mechanizm tego skandalicznego procederu  wpływania na wynik wyborów w Polsce pozostaje jeszcze nieznana. Dziś te wszystkie organizacje pozarządowe tracą swoje finansowe podstawy działania, dlatego rząd Donalda Tuska , którego są zapleczem i głównym narzędziem komunikowania ze społeczeństwem zrobi wszystko, by sztucznie podtrzymać ich funkcjonowanie.

Piszę o tym dlatego, żeby zdawać sobie z tego sprawę, jak trudno jest dziś mediom konserwatywnym i prawicowym rywalizować z mediami liberalnymi czy lewicowymi w naszym kraju.  Zachodni świat po wyborze nowego prezydenta w Stanach Zjednoczonych wraca na tory normalności i zdrowego rozsądku, Polska pod rządami Koalicji Obywatelskiej nadal dryfuje w przeciwną, niestety obłędną stronę. Oby jak najszybciej to się skończyło.

„Forum Dziennikarzy” będzie ukazywać się nadal, póki co zapewne jedynie w internecie, ale tytuł przetrwa . I wierzę, że dotrwamy do lepszych czasów, gdy powrót do tradycyjnego druku na papierze będzie możliwy.

 

dr Jolanta Hajdasz, 

prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, 

dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

 

 

Lista czasopism, które otrzymały dotację:

TUTAJ