HUBERT BEKRYCHT: Nie dajmy pogrążyć dziennikarstwa

Kończy się kampania wyborcza i kończy się wizja tradycyjnego dziennikarstwa w Polsce. Nie zamierzam udawać, że nie wiem, czyja to wina. Otóż, za degradację i degenerację naszego zawodu odpowiadają politycy opozycji, głównie KO. Są oczywiście i inni odpowiedzialni za ten stan rzeczy, także – nieliczni, ale są – przedstawiciele prawicy, lecz to jednak główne przekazy medialne opozycji są wyjątkowo chamskie i tępe. A to, delikatnie mówiąc, nie wpływa dobrze na rozwój naszej żurnalistyki.

Jest kilkanaście minut do północy, za chwilę zacznie kompletnie nikomu nie potrzebna cisza wyborcza, którą – moim zdaniem – należy jak najszybciej zlikwidować. Zatem, jak najkrócej potrafię postaram się dowieść, że długo będziemy odbudowywać dziennikarstwo skutecznie degenerowane przez opozycję podczas tej kampanii.

Niechby tylko chodziło o media opozycji, czyli tzw. mainstreamowe, ale ta ohydna maź mieszana przede wszystkim przez KO i Lewicę wylała się na media publiczne, społeczne i po prostu prawicowe. Nie możemy o tym zapominać podczas pracy. Nie wystarczy narzekać, trzeba dziennikarstwo naprawić, po latach politycznych kleszczy. Od czasów „oszczędzania” komunistów po Okrągłym Stole, poprzez przemilczanie rzeczywistych powodów odwołania rządu Jana Olszewskiego, co owocowało powrotem układu komunistycznego wspieranego liberalną głupotą politycznych naśladowców wszelkich negatywnych skutków wolnego rynku aż na przesuwaniu granic pomiędzy życiem publicznym a dziennikarstwem i straszeniem nas przez polityków, straszeniem głównie przez działaczy opozycji.

Teraz, panuje moda na owe „przesuwanie granic”. Kiedy polityk opozycji nie chce odpowiedzieć na pytanie, wtrąca, że pytający dziennikarz jest „z innych niż uczciwe media” albo odpowiada pytaniem na pytanie albo prowokuje dziennikarza albo – jak Tusk zapytany o skandaliczne fakty z działalności rządu PO-PSL prezentowane w programie „Reset” –mówi do reportera TVP, że jest pijany, bo czuje od dziennikarza alkohol. Nie wyjaśnia, dlaczego ma lepszy węch niż pies myśliwski, bo dziennikarz był od niego o 10 metrów, ale gdy reporter – po godzinie – przywozi potwierdzony przez odpowiednie służby dowód, że nie pił napojów wyskokowych, Tusk „rżnie głupa” i nie przeprasza udając, że chodzi o coś innego niż chodzi.

To już nie Sławomir Nitras, który odbierający dziennikarzom głos, to już nie senator Krzysztof Kwiatkowski atakujący reportera, bo nie potrafi bądź nie chce odpowiedzieć na pytanie o jego rozmowy z ministrem sprawiedliwości Rosji w Łodzi tuż po tragedii smoleńskiej, to już nie Dariusz Joński, który kpi i prowokuje dziennikarzy, bo nie lubi pytań o swoją przeszłość w postkomunistycznej partii, to nie Michał Kołodziejczak, który dopuszczał do tego, że dziennikarzom podczas konferencji prasowej pod nogami wybuchały petardy – to Tusk, lider opozycji rozpoczyna wojnę z dziennikarzami, którzy nie są w stanie uwierzyć w to, iż opozycja zmieni nasz kraj i nie chowają się za „brakiem poglądów”.

Z przyzwolenia Tuska wzrasta niechęć do dziennikarzy od TVP i Polskiego Radia poprzez PAP, prawicowe media aż na mediach kierowanych przez ojca Tadeusza Rydzyka kończąc. Dostaje się czasem i niektórym przedstawicielom mediów „dobrych dla opozycji”. Tutaj reprymenda jest „przyjacielska”, bo poprzedzona telefonem do szefów.

W mediach jedni nie schodzą z obranej drogi próbując bronić dziennikarzy, inni próbują negocjować z opozycji a jeszcze inni nie robią nic. Pojawia się też wątek niektórych prawicowych polityków, którzy nie rozumiejąc mediów psują je, nawet, jeśli te media nie atakują prawicy. Na to też nie można sobie pozwolić.

Na pewno nie można jednak pozwalać na zastraszanie dziennikarzy przez opozycję, która skutecznie przed 2015 rokiem niszczyła media publiczne pielęgnując serwilizm w koncernach wspierających liberalne i lewicowe a nawet lewackie trendy w dziennikarstwie. Nie dajmy się, nie każda prawdziwa wiadomość jest propagandą, ale dbajmy też, o jakość przekazu.

 

Hubert Bekrycht

13 października 2023 r. – godz. 23.53

WALTER ALTERMANN: Na kogo (nie) głosować, czyli poradnik obskuranta

Za chwilę wybory, a liczba wahających się jest, zdaniem stacji badawczych, ciągle bardzo duża. Istnieje możliwość, że część z dzisiejszych niezdecydowanych zagłosuje w końcu losowo, na chybił trafił. Nadto nawet jeżeli ktoś już teraz zdecydował się głosować na wybraną przez siebie partię, to i tak może popełnić ogromny błąd, zaznaczając na karcie do głosowania osobniczkę lub osobnika, na którego głosowanie jest wielce ryzykowne.

Powiedzmy wprost – kandydat kandydatowi nierówny. I na jednej liście, wśród dwudziestu kandydatów każdego z ugrupowań, z całą pewnością znajdzie się jeden, lub nawet kilku, na których oddanie głosu może dramatycznie zdestabilizować państwo. Oczywiście jeden szaleniec do tego nie doprowadzi, ale naprawdę może być ich więcej. Mamy bowiem, z wyborów na kolejne wybory, wzrastającą liczbę kandydatów nawiedzonych, niezbyt odpowiedzialnych i skupionych jedynie na sobie.

Niby to kandydaci przedstawiają na ulotkach, w mediach i na ulicach swoje poglądy, programy i obietnice, ale wprawne oko doświadczonego człowieka – za jakiego, bez krztyny zarozumiałości, się uważam – wychwyci z potoku słów i wiru gestów, prawdziwe charaktery kandydatów. Więc powtarzam – zbyt niestabilne osobowości kandydatów mogą być naprawdę groźne dla nas, obywateli.

Dlatego pozwalam sobie przedstawić pewne typy osobowości, na które trzeba uważać i nie głosować, żeby nie nabawić samych siebie i nas wszystkich ogromnych kłopotów.

Skąd się biorą posłowie i senatorowie

Przedtem jednak ustalmy skąd się biorą posłowie. Zgodnie z prawem posłem zostaje się po uzyskaniu odpowiednio dużej liczby głosów w głosowaniu powszechnym. Ale ważniejsze jest kto i jak zostaje kandydatem, kogo dane ugrupowanie na listę kandydatów zapisuje. Otóż praktyka wszystkich partii w Polsce jest taka, że na pierwszych miejscach list znajdują się przywódcy krajowi czy lokalni tych partii, potem idą znani działacze, znamienici naukowcy, artyści. Ci znajdują się niżej i ich szanse na zostanie posłem lub senatorem są znikome, ale „wzmacniają” listy, zbierając głosy, które potem wzmocnią kandydatów z pierwszych miejsc.

Najważniejsze jednak jest jednak pytanie – kto i dlaczego chce zostać posłem? Oczywiście mamy osobniczki i osobników, którzy o tym marzą, a to z dwu powodów.

Pierwszy powód – wydaje się im, że mają coś niezwykle istotnego do powiedzenia całej Polsce, coś fantastycznie jeszcze nieznanego światu, które oni jedynie objawią i załatwią. Na kilometr pachnie to paranoją, ale tak to z kandydatami jest naprawdę.

Drugim powodem, dla którego niektóre i niektórzy chcą zostać posłami lub senatorami jest nadzieja fajnej roboty. Na ulicy Wiejskiej jest ciepło, pod dachem, nie kurzy się i na kark nie pada – ekologia w czystej postaci. A do tego uznanie społeczne – bo to jednak przez najbliższe cztery lata jedynie do 460 osób będziemy się zwracać per Pani Poseł, Panie Pośle. I jedynie do stu będziemy mówić: Pani Senator, Pan Senator. Krótko mówiąc – u kandydatów miłość do samych siebie walczy o lepsze z szaleństwem, któremu na imię: Zbawienie Polski, Europy i Świata.

Czy posłowie i senatorzy są najlepszymi z nas? Nie, są jedynie tymi z nas, którzy bardzo chcieli być parlamentarzystami.

 Długowłosi i brodaci

Przede wszystkim nie należy głosować na zarośniętych. Zacznijmy od długich włosów u panów. Panie z ich fryzurami zostawiam w spokoju, bo nie jestem jeszcze tak mądry i tak stary, żeby zrozumieć kobiecą duszę.

Mamy zatem coraz więcej osobników zarośniętych niestandardowo. Są zaczeszkowcy, kucykarze, lokonosiciele, tapiranci i podcięci wysoko po bokach, jak dzisiejsi piłkarze lub dawniej nasi barokowi szlachcice. Wszystkich tych „ufryzowanych” łączy to, że bardzo dużą wagę przywiązują do owłosienia. I dlatego mam prawo podejrzewać, że osobnicy, tak zaangażowani fryzjersko, nie znajdą już czasu, sił i chęci na odpowiedzialne bycie parlamentarzystami. Miłość własna nie pozwoli im skupić się na niczym innym jak własne włosy.

To samo dotyczy nosiciele bród. Z tym, że broda wymaga jeszcze więcej czasu na pielęgnację, niż włosy na głowie. Najbardziej podejrzani są dla mnie panowie pod pięćdziesiątkę, którzy golą się maszynką z półcentymetrowym odstępem od skóry. Chcą wyglądać jeszcze młodo i bojowo, ale wieku się nie oszuka.

W naszej europejskiej kulturze broda znaczyła i znaczy siłę witalną i seksualną. Dlatego młodym przystoi mieć brodę. A niech tam sobie demonstrują swoją gotowość do prokreacji. Jednak starszym panom już nie wypada. A już jak najmniej wypada parlamentarzystom. Chyba, że – o czym jeszcze nie wiem – również i sale naszego parlamentu – są zdatnym do zalotów miejscem. Ale nie sadzę.

W ZEMŚCIE Dyndalski tak mówi do Cześnika, na wieść, że Cześnik chce się żenić:

Choć i starość bywa żwawa

Wżdy wiek młody ma swe prawa…

Biorąc to wszystko pod uwagę sam na włochaczy nie zagłosuję i innym też odradzam.

Krzykacze i szydercy

Jeżeli nasi parlamentarzyści są naszymi reprezentantami, to nie powinniśmy się za nich wstydzić. Od reprezentantów Polski w różnych dziedzinach sportowych wymagamy więcej, bo jak ciągle twierdzi prasa – „mają orzełki na piersi”. Tymczasem bardzo wielu naszych posłów i senatorów zachowuje się jak kibice na ważnym meczu piłki nożnej. Ligowej.

W studiach telewizyjnych, czym bliżej wyborów, tym częściej dochodzi do coraz bardziej gorszących zachowań. Nawet panie parlamentarzystki dają popis krzyków, machania rękami, dzikiego i szyderczego śmiechu. Tym z czytelników, których to nie dziwi, proponuję wyobrazić sobie takich gości na weselu czy imieninach. I to jeszcze przed wzniesieniem pierwszych kielichów.

Lubię ironię a nawet złośliwości w dyskusjach z udziałem parlamentarzystów, ale szyderstwo jest dzieckiem podłości, jest objawem „nieposzanowania godności człowieczej”, o konieczności zachowania której poucza nas kościół. A zdarza się przecież, że to właśnie przedstawiciele partii nawiązujących do wiary w Boga dają czasem niepohamowany upust szyderstwom, krzykom i brutalnej agresji.

Dlatego krzykacze i szydercy – którzy uczą nas wszystkich najgorszych zachowań – na pewno nie powinni znaleźć się w przyszłym parlamencie.

Bardzo pewni siebie wodzowie plemion

Następną grupą, na którą nie będę głosował są osobniczki i osobnicy, którzy zachowują się z nadmierną pewnością siebie, a często butą. Rozumiejąc, że każdy z nas ma prawo prezentować swój punkt widzenia, nie daję zgody na zachowania przypominające tańce wojenne pierwotnych kultur. Zresztą do dzisiaj tańce bojowe wykonywane są w celu zwiększenia agresji własnych wojowników lub jako demonstracje przed przeciwnikami własnych umiejętności, siły i determinacji. Te pierwotne z natury tańce i zachowania kultywowane są m.in. na Nowej Zelandii przez Maorysów, w Afryce przez Masajów i Zulusów oraz przez ludy tubylcze na Hawajach, Fidżi i Tonga.

W tych kulturach wodzowie krzyczą, pokazują języki, przewracają oczami, biją się po udach, wpadają w bitewny szał… co zresztą jest usprawiedliwione, bo o żadnej strategii lub taktyce nie ma tam mowy. Tamże atakuje się hurmem, grupą. Istnie tak, jak mawiał Pan Zagłoba: „Kupą mości panowie, kupy nikt nie ruszy”.

We współczesnej Europie każde działanie, każda istotna decyzja muszą być wypracowane mózgiem, nie pewnością siebie i pokrzykiwaniem. Nie pamiętam, kiedy ostatnio doszło do poważnej ogólnopolskiej i ogólnoparlamentarnej debaty na jakiś ważny temat, przed podjęciem jakichś bardziej istotnych, strategicznych decyzji. Zamiast tego mamy trwający od dziesięcioleci festiwal wojennych tańców i śpiewów. Przy czym każda z partii tańczy osobno i sama siebie podnieca do ataku – na przykład na cyfryzację czy energię atomową.

A ponieważ zdaje mi się, że elektrowni atomowych od wojennych prezentacji sił, nam nie przybędzie, dlatego nie będę głosował na kandydatów, którzy nad argumenty przekładają popisy zwartości bojowej swych ugrupowań.

Artyści

Radziłbym też nie głosować na artystów. Oczywiście mam szacunek i uznanie dla ich talentów, które nas bawią i uczą, ale naprawdę parlament nie jest miejscem dla malarzy, aktorów i piosenkarzy. Uchylając rąbka tajemnicy osobowości artystów powiem, że są to jednak osobnicy skupieni na sobie, egotycy i ludzie zapatrzeni we własne wnętrza – i nie jest to zarzut. Takie cechy są przypisane od zawsze artystom, bez skupienia się na sobie nie byliby artystami. Jednak to, co daje im „osobniczą siłę ducha”, jest jednocześnie przeszkodą w sprawowaniu tak ważnych publicznych funkcji, jak bycie parlamentarzystami. Zwykle już po roku nudzą się i zamykają się w sobie. Przykro patrzeć, jak nam marnieją w oczach. I w telewizjach…

Profesorowie

Ostatnią grupą, na którą – moim zdaniem – z pewnością nie należy oddawać głosu są naukowcy, a szczególnie panie profesorki i panowie profesorowie. Ich niezdolność do bycia użytecznymi parlamentarzystami bierze się stąd, że rozpoczynając naukową karierę stają się częścią uczelnianego „społeczeństwa feudalnego”. Na szczycie drabiny stoi tam profesor nadzwyczajny, potem zwyczajny, potem doktorzy habilitowani, zwykli doktorzy, asystenci, doktoranci i na samym końcu… tępy, z założenia profesorów, student.

Wspinając się po szczeblach tej średniowiecznej drabiny każdy z przyszłych profesorów marzy, żeby w końcu samemu stanąć na jej szczycie. Jednocześnie nasiąka – mimochcąc – owym feudalnym sznytem, kulturą czapkowania i wymuszonej uniżoności wobec stojących wyżej. Oraz – co najgorsze – pobłażliwym traktowaniem wszystkich, którzy stoją niżej od wspinającego się w górę naukowca. I strach myśleć, co oni sobie myślą, o ludziach, którzy nawet nie zaczęli studiów…

W czasie dochodzenia na wierzchołek tej drabiny przyszły profesor opanowuje również wewnętrzny język nauki, Ów język ma taką cechę, że czym bardziej jest „naukowy”, tym bardziej jest niezrozumiały dla reszty „nieuczonego” społeczeństwa. Krótko mówiąc – nie można być bardziej społecznie wyalienowanym niż profesorowie naszych wyższych uczelni.

Oczywiście profesor jest łakomym kąskiem dla każdego z wodzów partyjnych, bo niejako daje partii stempel naukowości, powagi i odpowiedzialności. Oczywiście są i tacy odpowiedzialni profesorowie, tyle że w malutkiej mniejszości do ogółu profesorów.

Poza tym – jeżeli kogoś od młodości pociągała i wciągnęła nauka, to dlaczego nagle porzuca swoje kochane badania, swoje bibliotek, swoje laboratoria, środowisko i chce zostać posłem czy senatorem? Rozczarował się, zniechęcił, uznał, że dotychczasowa droga życia to pomyłka?

Naprawdę, profesorowie to bardzo niepewny materiał na parlamentarzystów. I dlatego – z całym szacunkiem dla nauki jako takiej – mówię profesorskim kandydatom – nie.

CEZARY KRYSZTOPA: Oni chętnie wychowają Ci dzieci

Na początek takie zastrzeżenie: sam absolutnie nie uważam się za świętego. Potrafiłem sobie w życiu poużywać. Dlatego zaprotestowałem kiedy zaczęto mnie nazywać „publicystą katolickim”. Uważam bowiem, że aby na takie miano zasłużyć, trzeba dysponować wiedzą szerszą niż moja i odznaczać się pewnymi moralnymi standardami, w których chyba się nie mieszczę.

Z drugiej jednak strony jestem ojcem trzech Synów i z tego punktu widzenia jestem przerażony ilością pułapek jakie zastawia dziś na dzieci i młodzież współczesny „postępowy” świat. Uzależnienie od gier, łatwość dostępu do pornografii, szkoła z tęczowymi nauczycielami, korporacyjne automaty z gotowymi „światopoglądami” w kolorowych pazłotkach, narkotyki i tzw. „influencerzy”.

Poznajcie influencerów

Jeśli brzydzi Was świat celebrytów, a mnie świat pustych głąbów, których inżynierowie społeczni wykorzystują do pasania społeczeństw, bardzo brzydzi, musicie wiedzieć, że celebryci to kategoria ludzi, którzy nie są dziś wcale najbardziej, szczególnie wśród młodzieży, „na topie”. Bo to jednak ludzie, którzy często coś tam potrafią. Ta śpiewać, tamten jest aktorem, czy modelem. Często głupi jak but z lewej nogi, ale z jakimś tam fachem (ew. z urodzenia). Tymczasem żeby zostać influencerem (z ang. Influence – wpływ), czy influencerką nie trzeba nawet np. wygrywać jakiegoś program typu „talent show”, wystarczy wziąć w nim udział, albo nawet nie, wystarczy przekonać jakąś mniejszą czy większą grupę dzieci czy młodzieży do tego, że „jest się na tyle fajnym żeby mieć na tę grupę wpływ”. No i się zaczyna, kontrakciki, pieniążki, szałbajnajt. Tak więc jeśli myśleliście o celebrytach, że to bezwartościowe pasożyty, to nie poznaliście jeszcze „influencerów”.

I to, że to grupa pasożytnicza, nie jest dla mnie żadnym zaskoczeniem, obserwuję to od dawna. Niezależnie od tego, czy są to „influencerzy” będący autorytetami dla „zbuntowanych” julek i oskarków, czy wręcz dla dzieci, wywołują we mnie jednakie obrzydzenie. Tymczasem to co ostatnio wydobyto na ich temat na światło dzienne, szokuje również mnie. Nakłanianie nieletnich do zażywania narkotyków, molestowanie, przekraczające granice kontakty z nieletnimi poniżej 15 roku życia. Piszę o tym oględnie i nie używam nazwisk/nicków, bo choć pośrednio lub bezpośrednio się do tego przyznają, to trudno mieć pewność czy donoszący o ich występkach sygnaliści są lepsi od nich, czy też raczej chcą odwrócić od siebie uwagę. Nie wiadomo kto tu jest pozytywnym bohaterem (o ile są tacy), co jest prawda, co kłamstwem, a co manipulacją. Nie chcę więc pospiesznym słowem skrzywdzić kogoś przypadkiem niewinnego.

Abdykacja

Zresztą, choć oczywiście ważne jest żeby za winą poszła kara, to przecież z punktu widzenia rodziców, ważniejsze jest zupełnie co innego. Otóż najważniejsze jest to, żebyśmy sobie przypomnieli, że biletem wstępu do świata naszych dzieci dla tych samozwańczych patologicznych „wychowawców”, jest nasza abdykacja z roli rodzica. Jeśli mogą się do naszych dzieci zbliżyć, to dlatego, że my nie mamy dla nich czasu.

I dalibóg, nie piszę tego z poczuciem wyższości, bo sam nie jestem tu bez winy.

Kopernik na wesoło. Wystawa Copernicus Open w Olsztynie

Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie wspólnie z rysownikami z całej Polski zaprasza na wystawę Copernicus Open poświęconą Mikołajowi Kopernikowi. Otwarcie 5 października, o godz. 17.

Rok 2023 został ustanowiony przez Senat RP Rokiem Mikołaja Kopernika. Datę powiązano z rocznicą pięćset pięćdziesiątych urodzin i czterysta osiemdziesiątą rocznicą śmierci wybitnego astronoma, matematyka, prawnika, lekarza i ekonomisty, który udowodnił teorię heliocentryczną w poświęconym temu dziele „De Revolutionibus orbium coelestium” („O obrotach sfer niebieskich”). Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich włącza się do upamiętnienia Wielkiego Astronoma w oryginalnej, satyrycznej formie.

Na wystawę Copernicus Open składają się prace 58 karykaturzystów z Polski, Ukrainy, Bułgarii i Kanady.

Pomysłodawcą i komisarzem wystawy jest Zbigniew Pi.szczako.

Lista uczestników Copernicus Open:

Stanisław Aszmarin, Bartłomiej Belniak, Mariusz Bocheński, Henryk Cebula, Dorota Chwałek, Jerzy Czapiewski, Mikołaj Dmitruch (Ukraina), Anna Domaszewska, Faustyna Fauni, Artur Galicki, Valentin Georgiev (Bułgaria), Marek Gliwa, Michał Graczyk, Tony Grochowski, Józef Jabłoński, Nika Jaworowska-Duchlińska, Jarosław Jaworski, Zbigniew Kołaczek, Paulina Kopestyńska, Izabela Kowalska-Wieczorek, Tadeusz Krotos, Zbigniew Kucia, Ryszard Kudzian, Oleksij Kustowskij, Jacek Lanckoroński, Artur Ligenza, Wiesław Lipecki, Sławomir Lizoń, Dariusz Łabędzki, Sławomir Łuczyński , Sławomir Makal, Arkadiusz Maniuk, Robert Mirowski, Grzegorz Myćka, Witold Mysyrowicz, Tomasz Niewiadomski, Grzegorz Pietkiewicz, Andre Pijet (Kanada), Zbigniew Piszczako, Michał Przedlacki, Czesław Przęzak, Zbigniew Rojek, Anna Rok, Waldemar Rukść, Szczepan Sadurski, Paweł Stańczyk, Włodzimierz Stelmaszczyk, Daniel Strzelczyk, Jan Surma, Krzysztof Suski, Krzysztof Toboła, Maciej Trzepałka, Ivailo Tsvetkov (Bułgaria), Tomasz Wilczkiewicz, Piotr Wojciechowski, Jarosław Wojtasiński, Aleksander Wołos.

Wystawę można oglądać do 15.11.2023 w hallu dolnym Planetarium – wstęp wolny.

Godzinę po otwarciu wystawy w olsztyńskim planetarium odbędzie się spotkanie z Piotrem Konorskim, doktorantem Obserwatorium Uniwersytetu Warszawskiego, obserwatorem oraz ekspertem przemysłu kosmicznego. Tematem spotkania będą „Analogowe misje astronautyczne w habitacie LunAres”.

„Jak przygotować się do długotrwałej misji na Księżycu i jak odpowiednio pobierać księżycowy regolit? Jakich wyzwań można spodziewać się podczas pobytu na Marsie i czy w ogóle warto próbować tam dotrzeć? Wraz z grupą pełnych zapału naukowców i inżynierów próbowaliśmy odpowiedzieć na te i inne pytania, mierząc się z technologią, przeciwnościami losu i wreszcie… z nami samymi.”

Miasto Sopot przeciwko dziennikarzom z TVP3 Gdańsk. Relacja z rozprawy objętej monitoringiem CMWP SDP

Nadal nie ma zakończenia sprawa z powództwa  Gminy Miasta Sopot przeciwko red. Joannie Strzemiecznej – Rozen, byłej dyrektor TVP3 Gdańsk oraz red. Jakubowi Świderskiemu, byłemu dziennikarzowi TVP3 Gdańsk. 19 września Sąd Okręgowy w Gdańsku wyznaczył kolejny jej termin  na 13 lutego 2024 r. Sprawa dotoczy programów telewizyjnych opublikowanych w  2017 i 2018 r. 

Na wtorkową rozprawę nie stawił się powód, czyli prezydent Sopotu Jacek Karnowski. Był reprezentowany przez pełnomocnika mec. Monikę Nowińską-Retkowską. Pozwaną byłą dyrektor TVP 3 Gdańsk Joannę Strzemieczną-Rozen reprezentował mec. Wenanty Plichta. W sądzie stawił się pozwany red. Jakub Świderski. Zabrakło  świadka Jarosława Sulewskiego, który  złożył pisemne, dość lakoniczne zeznanie. Sprawę prowadzi sędzia Piotr Kowalski.

Przedmiotem sporu jest  emisja programów nadawanych przez TVP 3 Gdańsk od października 2017 r. do maja 2018 r. Chodzi o materiały, które ukazały się w programach: „W imieniu Sopocian”, „Forum Panoramy”, „Przegląd prasy polskojęzycznej”, oraz „Pomorze samorządowe”. Te publicystyczne materiały, częściowo autorstwa Jakuba Świderskiego lub jemu przypisywane przez władze Sopotu, ukazywały etapy renowacji i zagospodarowywania obiektów potocznie nazywanych „dworcem kolejowym” wraz z terenami do niego przyległymi, które tylko w niewielkim stopniu są owym dworcem. Gmina Sopot pozwała  re. Joannę Strzemieczną – Rosen i red. Jakuba Świderskiego  za przedstawienie przez TVP3 Gdańsk, jak twierdzi, rzekomo nieprawdziwych informacji dotyczących wypadków na sopockich kąpieliskach oraz Centrum Haffnera  czyli wybudowanego w latach 2006 -2009 kompleksu budynków w skald którego wchodzą m.in hotel, centrum handlowe, budynek mieszkalny i biurowo- parkingowy. Inkryminowane programy poruszały także sprawę popadającego w ruinę byłego szpitala przeciwgruźliczego na Stawowiu (historyczna dzielnica Sopotu), mieszczącego się w zabytkowym zespole parkowo-pałacowym, do niedawna najpiękniejszym w Sopocie. Obecnie jest to prywatna własność.

Gmina Miasta Sopot w osobie Jacka Karnowskiego, który od 1998 r. pełni funkcję prezydenta Sopotu, a obecnie startuje w wyborach parlamentarnych z drugiej pozycji na liście KO w okręgu gdańskim, zarzuca dziennikarzom naruszenie dóbr osobistych Gminy. Zdaniem prezydenta Sopotu materiały wyemitowane przez TVP3 Gdańsk od października 2017 r. do maja 2018 r. są nieprawdziwe, przedstawione w sposób selektywny, bez zastosowania rzetelności dziennikarskiej. Red. Jakub Świderski i dyr. Joanna Strzemieczna – Rosen nie przyznają się do winy. Sprawa objęta jest monitoringiem CMWP SDP. Jej obserwatorem jest red. Maria Giedz. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP przedstawiło Sądowi swoje stanowisko w tej sprawie, działając w charakterze amicus curiae.

Stanowisko CMWP SDP w tej sprawie jest TUTAJ.

Podczas rozprawy kontynuowano przesłuchanie pozwanego red. Jakuba Świderskiego. Świderski próbował wyjaśnić, że nie wszystkie programy wyemitowane w TVP3 Gdańsk były jego autorstwa czy też opracowane przy jego współudziale. Ponadto podczas przeprowadzanej przez niego sądy ulicznej nie mógł adjustować wypowiedzi mieszkańców Sopotu, tak aby zadowoliły sopockie władze, gdyż jest to niezgodne z Prawem prasowym, czy zasadami demokracji. W audycjach, które zostały zaprezentowane podczas rozprawy, przewijały się cztery wątki: szpital na Stawowiu (dzielnica Sopotu), który miał powstać w ramach obietnic przedwyborczych Jacka Karnowskiego. Mówiło się też o budowie szpitala przy ul. Polnej. Przez lata w zbytkowym pałacyku Stawowia, otoczonym pięknym parkiem znajdował się szpital, najpierw położniczo-ginekologiczny, a następnie przeciwgruźliczy. Obecnie całość popada w ruinę.

Kolejnym tematem poruszanym w audycjach jest sopocki dworzec kolejowy, który pełni funkcje bardziej handlowe niż dworcowe. Chodziło o ukazanie etapów renowacji i zagospodarowywania obiektów potocznie nazywanych „dworcem kolejowym” wraz z terenami do niego przyległymi, które tylko w niewielkim stopniu są owym dworcem. W tym przypadku zarzuca się Świderskiemu, że nazywa obiekt ten dworcem prywatnym, bowiem miasto przekazało ów teren właścicielowi prywatnemu. Spór toczy się o słowo „przekazało”, notabene publicznie użyte po raz pierwszy przez prezydenta Karnowskiego. Jednak zdaniem włodarzy Sopotu nie było to przekazanie za darmo, tylko za pieniądze, chociaż Karnowski nie podał tego w swojej wypowiedzi. Natomiast Świderski, będąc rzetelnym dziennikarzem powinien dodać, że przekaz nie był darmowy, mimo że miasto straciło, a zyskał prywatny właściciel. Obiekt stał się prywatny, a miasto zyskało dwa ronda i chodnik. Czyli m.in. pieniądze z podziemnego parkingu wpływają do prywatnej kieszeni, zamiast zasilać kasę miejską. Spór dotyczył też powierzchni „przekazanych” terenów – czy było to kilka, kilkanaście hektarów, a może mniej niż hektar? Okazuje się, że w różnych mass mediach, a także wypowiedziach samorządowców, albo mieszkańców Sopotu pojawiały się różne cyfry. Jednak zdaniem mec. Nowińskiej-Retkowskiej Świderski nie miał prawa powielać tych informacji, powinien tylko podać je precyzyjne, nawet jeśli błąd wkradł się podczas montażu, albo przegrywania, co nie jest już zależne od dziennikarza.

Mec. Nowińska-Retkowska zarzucała Świderskiemu, że w owych kilku kilkunastominutowych audycjach nie przedstawiał kompleksowo i dogłębnie problemów, nie wyciągnął wniosków z opracowań dotyczących m.in. przetargów na budowę owego dworca. Nawet podeszła do niego i zaprezentowała owe opracowanie. Zarzucała też, że do jednej z audycji zaproszono gości, jednak wśród nich nie znalazł się nikt z władz Sopotu. Chwilę później na zaprezentowanym podczas rozprawy materiale filmowym widać było puste miejsce przeznaczone właśnie dla włodarza Sopotu, który jak się okazało odmówili uczestnictwa w audycji.

Kolejny zarzut dotyczył Centrum Haffnera, tylko że Jakub Świderski w ogóle nie zajmował się tym tematem. Przedmiotem dociekań były też kwestia przestępczości, a także wypadków w wodzie po wypiciu alkoholu, zwłaszcza wieczorową, czy też nocną porą. Gmina uważa, że mówienie o tym w audycjach telewizyjnych odstrasza potencjalnych kuracjuszy i wczasowiczów, którzy rezygnują z przyjazdu do Sopotu, więc jest to szkodliwe dla miasta.

Cała rozprawa toczyła się dość chaotycznie, gdyż pani mecenas wielokrotnie przerywała wypowiedź red. Świderskiego, nie dopuszczała też do głosu mec. Wenantego Plichty. Często powtarzała słowa: kłamstwo, fałszerstwo. Toczyły się przepychanki słowne, na które Sędzia nie miał już siły reagować. Na kolejną rozprawę, która odbędzie się w połowie lutego przyszłego roku ma ponownie zostać wezwany świadek Jarosław Sulewski i to pod karą grzywny.

Aleksandra Tchórzewska laureatką Nagrody Głównej w 14. Konkursie Dziennikarskim im. Seweryna Pieniężnego

W Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej w Olsztynie odbyła się uroczysta Gala Dziennikarzy Warmii i Mazur, podczas której Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wręczył nagrody w 14. edycji Konkursu Dziennikarskiego im. Seweryna Pieniężnego.

Nagrodę główną kapituła konkursu przyznała dziennikarce prasowej i internetowej Aleksandrze Tchórzewskiej za reportaże „Gdyby tu wojna wybuchła, to byśmy nie zauważyły” o mieszkańcach Braniewa, których miasto od północy graniczy z obwodem kaliningradzkim oraz „Skoro tu jestem to chyba jest miłość” – o historii kobiet zakochanych w mężczyznach osadzonych w Zakładzie Karnym w Barczewie. Jury konkursu doceniło oryginalność podjętych tematów, warsztat dziennikarski autorski, a także umiejętność łączenia emocji i faktów.

Podczas odebrania nagrody dziennikarka nie kryła wzruszenia. – Zawsze czułam się gorsza, że moja praca nie jest do końca wartościowa, dlatego nigdy nie brałam udziału w konkursach. Dla mnie najważniejsi są bohaterowie dnia codziennego. Lubię zwykłych ludzi, z ich problemami. Te teksty łączy jedna rzecz – emocje. Uwielbiam słuchać ludzi i opisywać ich emocje. Być blisko tego, co dla nich ważne. I uczyć się od mądrzejszych od siebie – powiedziała laureatka.

Aleksandra Tchórzewska jest absolwentką filologii polskiej na Uniwersytecie Warmińsko- Mazurskim w Olsztynie oraz studiów podyplomowych z zakresu edytorstwa tekstów. W wyuczonym zawodzie – nauczycielki języka polskiego – przepracowała jednak tylko rok. Pracę w mediach rozpoczęła jako redaktorka online w grupie TVN S.A. Później przez siedem lat była dziennikarką w Grupie WM, wydawcy m.in. „Gazety Olsztyńskiej” i „Dziennika Elbląskiego”. Tam zachłysnęła się dziennikarstwem. Pasjonują ją reportaże i tematyka społeczna. Od 1 marca 2022 roku dołączyła do redakcji Hellozdrowie.pl, na łamach którego, oprócz ogólnopolskich tematów, stara się przemycać trochę Warmii.

„Nagrodę wolności słowa im. ks. Benedykta Przerackiego” otrzymała Maja Kwiatkowska z Radia Olsztyn za reportaż „Pierwsi uchodźcy”.

Kapituła konkursu przyznała też kilka wyróżnień. Wyróżnienie prasowe trafiło do Rafała Radzymińskiego z magazynu MADE IN Warmia&Mazury, doceniając jego prace pod kątem konsekwentnej budowy marki regionu i tworzenia pisma na wysokim poziomie edytorskim.

Wyróżnienie radiowe otrzymał zespół dziennikarzy Radia Olsztyn: Małgorzata Sadowska-Bartoszewicz, Marek Lewiński i Przemysław Getka za podcast „O przyszłości teraz”.

– Staramy się mówić o technologii bez zbędnego słodzenia, bo do tej pory wszyscy, którzy mówią o technologii, raczej się nią zachwycają. Mało jest zwracania uwagi na zagrożenia, które wynikają z rozwoju technologii. Staramy się o tym mówić, ale i nie straszyć technologią, tylko zwrócić uwagę, że to nie jest czarno-białe i że warto zachować ostrożność – powiedział tuż po gali na antenie Radia Olsztyn Przemysław Getka.

To już XIV edycja Konkursu Dziennikarskiego im. Seweryna Pieniężnego. Prezes Warmińsko-Mazurskiego Oddziału SDP Mateusz Kossakowski podkreślił, że konkurs im. Seweryna Pieniężnego jest jedynym, w którym nagradzani są dziennikarze z całego regionu.

– Nagroda im. Seweryna Pieniężnego ma służyć docenieniu trudnej, często niezauważalnej pracy dziennikarzy. Możliwość docenienia warsztatu dziennikarzy z naszego regionu to niezwykła motywacja, by organizować kolejne edycje. Zwłaszcza, że obecnie nasze środowisko potrzebuje integracji międzyredakcyjnej. Musimy na nowo nauczyć się rozmawiać ze sobą i doceniać swoją pracę niezależnie od prezentowanych poglądów. To od nas zależy jak media będą wyglądać w przyszłości i jaki będzie ich odbiór społeczny. Dodatkowo cieszę się ze współpracy z Uniwersytetem Warmińsko-Mazurskim. W nowym roku akademickim wszyscy laureaci zostaną zaproszeni na spotkania autorskie ze studentami, które odbędą się na Wydziale Humanistycznym.

Skład Kapituły Konkursu Dziennikarskiego im. Seweryna Pieniężnego:

Mateusz Kossakowski – Prezes W-M Oddziału SDP w Olsztynie
dr Miłosz Babecki – członek zarządu W-M Oddziału SDP ds. promocji i wydawniczych
dr hab. Joanna Chłosta-Zielonka, prof. UWM
Wojciech Chromy
dr hab. Urszula Doliwa, prof. UWM
Elżbieta Mierzyńska
Grzegorz Radzicki – reprezentant Zarządu Głównego SDP
dr Magdalena Szydłowska

Galerię zdjęć z Gali można obejrzeć na stronie Warmińsko-Mazurskiego Oddziału SDP TUTAJ.

Dyrektor CMWP SDP świadkiem w sprawie z powództwa Marszałek województwa lubuskiego przeciwko dziennikarzom „Gazety Lubuskiej”

15 września przed Sądem Rejonowym w Zielonej Górze  Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP, złożyła zeznania w procesie, jaki dziennikarzom „Gazety Lubuskiej” wytoczyła marszałek województwa lubuskiego. Sprawa dotyczy tzw. afery w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Gorzowie Wielkopolskim. Marszałek Elżbieta Polak (PO) oskarżyła dziennikarzy, którzy ujawnili tę aferę z zniesławienie z art. 212 kk. Rozprawa prowadzona jest w trybie niejawnym, więc nie możemy relacjonować jej przebiegu. 

Jolanta Hajdasz została wezwana do sądu w charakterze świadka. Podczas rozprawy 15 września sędzia Grzegorz Bujewicz przesłuchał jeszcze jednego świadka p.Grzegorza Widenkę, dyrektora zarządzającego makroregionów w Polska Press Grupa.

Elżbieta Polak, Marszałek województwa lubuskiego, członek partii Platforma Obywatelska  w sierpniu ub. roku złożyła pozew o naruszenie swoich dóbr osobistych przeciwko dziennikarzom, redakcji „Gazety Lubuskiej” i wydawnictwu Polska Press. Domaga się w nim  przeprosin i odszkodowania finansowego oraz usunięcia ze stron internetowych wszystkich artykułów na  temat tzw. afery w WORD-dzie w Gorzowie Wielkopolskim, łącznie z opiniami i dziennikarskimi komentarzami.  Fakty ujawniane przez Gazetę Lubuską w  lipcu 2022 r. przez red. Janusza Życzkowskiego, red. Roberta Bagińskiego i  red. Marcina Kędrynę  dotyczą skandalicznych praktyk mobbingowych w gorzowskim WORD-dzie, także o podłożu seksualnym, a z opisów osób pokrzywdzonych wynikało iż  organ władzy samorządowej nadzorujący tę instytucję , czyli Marszałek województwa mimo obywatelskich sygnałów i zgłaszanych nieprawidłowości nie interweniowała w skuteczny sposób, ani przez długi czas nie udzieliła ofiarom tych nagannych praktyk wsparcia.

Kolejna rozprawa w tej sprawie odbędzie się w grudniu br.

Więcej na ten temat TUTAJ.

 

Apolityczne media. Na ile to realne? Panel dyskusyjny na Forum Ekonomicznym w Karpaczu z udziałem CMWP SDP

Media nie funkcjonują w próżni. Praca każdej redakcji z konieczności jest usytuowana w kontekście bieżącego życia politycznego, realiów społecznych, relacji międzyludzkich. Czy możliwe są media całkowicie apolityczne? Jak w tym kontekście rozumieć pojęcie „apolityczności”? Czy apolityczność może być stopniowalna? Jak odnaleźć równowagę pomiędzy sympatiami politycznymi i sumiennym spełnianiem dziennikarskiego obowiązku zapewnienia społeczeństwu dostępu do wiarygodnej informacji? – to pytania , na które próbowali odpowiedzieć uczestnicy panelu dyskusyjnego „Apolityczne media. Na ile to realne?”,  jaki odbył się  7 września podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu. W panelu wzięła udział Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP.

Moderatorem dyskusji był red. Andrzej Bobiński, dyrektor Zarządzający portalu Polityka Insight, reklamującego się jako „pierwsza w Polsce platforma wiedzy dla liderów biznesu, polityki i dyplomacji”. Uczestnikami dyskusji byli także Marek Frąckowiak, prezes i dyrektor generalny  Izby Wydawców Prasy , Andrzej Andrysiak, Prezes Rady Wydawców Stowarzyszenia Gazet Lokalnych, Bogda Orzechowska, redaktor naczelna TV Suwałki, prof. Nikoloz Kawelaszwili z  Państwowego Uniwersytetu im. Ilii Czawczawadze w Tibilisi w Gruzji oraz Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP i dyrektor CMWP SDP.

W  dzisiejszym świecie nie ma apolitycznych mediów, polityka jest obecna we wszystkich dziedzinach życia publicznego, więc chcąc nie chcąc wkroczyła i zadomowiła się w świecie mediów na stałe. Selekcja informacji w każdej redakcji odbywa się przecież na podstawie konkretnych kryteriów,  poglądów, opinii czy światopoglądu, więc by zachować uczciwość i rzetelność względem odbiorców  lepiej jest, by redakcje działały transparentnie, a nie ukrywały przed odbiorcami najważniejsze treści o sobie, np. kryteria doboru informacji, czy swoje  finansowanie – powiedziała Jolanta Hajdasz. Z kolei Marek Frąckowiak przekonywał, iż „polityczne media” to media zajmujące się  informacyjnie i publicystycznie polityką, a media lokalne, czy rozrywkowe są od niej wolne i nie powinna ona mieć na nie wpływu.  W podobny sposób na pytanie o „apolityczne media” odpowiedziała Bogda Orzechowska podkreślając rolę obiektywizmu w dziennikarskiej pracy oraz Andrzej Andrysiak, wg którego redakcje „polityczne” to te, które powinny zajmować się patrzeniem władzy na ręce i jej kontrolowaniem oraz krytyką, a „apolityczne” to te, które polityką się  nie zajmują.  Na pytanie moderatora, czy jest możliwy powrót do zasad dziennikarstwa , jaki znamy z przeszłości np z BBC , większość dyskutantów odpowiedziała negatywnie, podkreślając wpływ mediów cyfrowych na zmiany w funkcjonowaniu mediów.  W mojej ocenie zmierzamy do sytuacji, w której jedynie ok. 10 % społeczeństwa i to jego najbogatszej części będzie stać na korzystanie z jakościowego dziennikarstwa, opartego na solidnym opisie i sprawdzaniu źródeł informacji przez dziennikarzy, pozostała część społeczeństwa nawet 90%  będzie skazana na darmową informację niskiej jakości, nie sprawdzoną i zawierającą także fake newsy i manipulacje. Ludzi nie  będzie stać na kupowanie dostępu do dobrej informacji – powiedział Andrzej Andrysiak.  Nie zgadzam się z tak pesymistyczną wizją mediów  – powiedziała Jolanta Hajdasz –  naszą odpowiedzią na tak rozumiane dziennikarstwo jakościowe będzie dziennikarstwo tożsamościowe, bo wielu z nas wykonuje ten zawód z pasji i często mimo braku profitów z tego płynących. Polscy dziennikarze wielokrotnie udowodnili, że jak się nie da inaczej, to potrafią pracować za darmo i przygotowywać wartościowe filmy, książki, audycje radiowe, czy wydawać gazety, tak było w czasach podziemnej „Solidarności i w okresie transformacji ustrojowej, gdy na pewne tematy nie udawało się zapewnić żadnego budżetowania , tak było i po 4.kwietnia 2010 roku,  gdy spora część dziennikarzy nie mogła znaleźć płatnej pracy w swoim zawodzie – powiedziała dyrektor CMWP SDP. Jak się nie da inaczej, to znowu będziemy pracować za darmo dostarczając ludziom potrzebnych informacji. Ne zostawimy  tych, którzy nam ufają i którzy z naszych publikacji czerpią wiedzę o otaczającym nas  świecie – podsumowała Jolanta Hajdasz .

Jubileusz 100-lecia „Gościa Niedzielnego”

Najchętniej czytany tygodnik katolicki w Polsce obchodzi swoje 100-lecie. Pierwszy numer „Gościa Niedzielnego” ukazał się z datą 9 września 1923 roku.

Jak przypomina serwis goscniedzielny.pl, pismo powołał do życia 100 lat temu ks. August Hlond. „Gość Niedzielny” miał być głosem Kościoła w debacie publicznej i pomagać w budowaniu zrębów nowej struktury kościelnej na Górnym Śląsku. Tygodnik powstał w szczególnym czasie historycznym. Jego organizatorem i pierwszym redaktorem został ks. dr Teodor Kubina, proboszcz kościoła Mariackiego w Katowicach, wybitny działacz plebiscytowy, naukowiec i publicysta.

W pierwszym numerze we słowie wstępnym ks. Hlond, późniejszy prymas Polski, napisał, że nowe pismo „przychodzi jako przyjaciel ludu z otwartym słowem prawdy. Nie chce nikomu schlebiać. Nie służy żadnemu stronnictwu politycznemu ani nie jest wyrazem interesów jakiegoś odłamu społeczeństwa. Chce w mroki szare wnieść promień światła. Chce w duszną atmosferę społeczną tchnąć orzeźwiający powiew Chrystusowego ducha”.

Obecnie „Gość Niedzielny” jest nie tylko najchętniej czytanym pismem katolickim w naszym kraju, ale też od lat znajduje się w czołówce najlepiej sprzedających się tygodników opinii. Według raportu Polskich Badań Czytelnictwa średnia sprzedaż drukowanego wydania „Gościa Niedzielnego” w drugim kwartale 2023 roku wyniosła 63 541 egzemplarzy. Dało to katowickiemu tygodnikowi pierwsze miejsce w zestawieniu. Druga jest „Polityka” – 56 869 egzemplarzy, trzeci „Newsweek” – 45 843. Jeśli uwzględni się także sprzedaż cyfrowych wersji tygodników – „Gość” jest trzeci.

Z okazji jubileuszu 100-lecia „Gościa Niedzielnego” redakcja tygodnika zaprasza czytelników do wspólnego świętowania. 9 września 2023 roku o godz. 15 w katedrze Chrystusa Króla w Katowicach, zaplanowano Mszę Świętą, której przewodniczyć będzie i homilię wygłosi kard. Kazimierz Nycz, metropolita warszawski. Po Eucharystii, na placu obok katedry, odbędzie się spotkanie z redaktorami „Gościa” przy tradycyjnym śląskim kołoczu.

opr.jka, źródło: goscniedzielny.pl

 

Powakacyjne spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP. Pokaz filmu Romana Brovko

Powakacyjne spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP, odbędzie się jak zwykle w pierwszą środę miesiąca – 6 września 2023 r., o godz. 17.00, w Domu Dziennikarza, przy ulicy Foksal 3/5 w Warszawie. Tym razem zapraszam na pokaz głośnego ukraińskiego filmu „Zakazany”, w reżyserii Romana Brovko, który będzie też gościem spotkania.

Serdecznie zapraszam!

 dr Teresa Kaczorowska,

przewodnicząca Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP


Romana Brovko, rocznik  1983. Ukraiński reżyser z Kijowa (Ukraina), z dwudziestoletnim stażem pracy.  Ukończył Kijowski Państwowy Uniwersytet Teatru, Filmu i Telewizji im. Karpenka-Karogo kierunek reżyseria filmu fabularnego (2002 – 2007). Dodatkowe wykształcenie uzyskał w Polsce: absolwent „Szkoły Wajdy” (Kurs dla producentów kreatywnych oraz „Studio Prób” (intensywny kurs reżyserii). Trzykrotny stypendysta polskich programów rządowych. Jego dorobek twórczy obejmuje: 14 seriali i filmów telewizyjnych, 1 pełnometrażowy film fabularny (film dla szerokiej widowni ), 12 filmów krótkometrażowych, 5 projektów telewizyjnych (od rozrywki po publicystykę). Laureat wielu międzynarodowych festiwali filmowych.


Film „Zakazany” opowiada o Wasylu Stusie (1938-1985), wybitnym poecie ukraińskim, publicyście, bojowniku o wolność i demokrację, dysydencie. Stus bronił prawa każdego narodu do własnej tożsamości, sprzeciwiał się dominacji kultury rosyjskiej i rusyfikacji, którą Związek Sowiecki narzucał Europie Wschodniej. Poeta był zakazany przez cenzurę, dwukrotnie więziony i zesłany na Syberię, gdzie spędził prawie 10 lat, bez prawa do pisania, bez prawa kontaktu ze światem zewnętrznym. W 1985 r. Heinrich Böll wystąpił o uhonorowanie Stusa literacką Nagrodą Nobla. Poeta nie otrzymał jednak tej nagrody z powodu swojej śmierci w łagrze w 1985 r.

Postać Wasyla Stusa jest ważna nie tylko dla kultury ukraińskiej, ale także polskiej i europejskiej, którą się interesował. Był entuzjastycznie nastawiony do polskiego ruchu „Solidarność”, pisał o nim, wierzył, że to początek końca systemu sowieckiego, wzywając Ukraińców do pójścia za przykładem „Solidarności”.

Wasyl Stus zostawił obszerny dorobek literacki i publicystyczny. Dziś na Ukrainie kilkaset ulic w miastach i wsiach nazwano jego imieniem, jako synonimem oporu wobec totalitaryzmu. Od 1989 r. przyznawana jest też Nagroda im Wasyla Stusa za „talent i odwagę”.

W Polsce od 2017 r. imię Wasyla Stusa nosi jeden z warszawskich skwerów (u zbiegu ul. Batorego i al. Niepodległości), ukazały się też dwa zbiory jego poezji: „Poezja Wasyla Stusa”, (Kraków 1996) i „Wesoły cmentarz. Wiersze wybrane z lat 1959–1971” (2020).