Kontrowersyjna fundacja „Otwarty dialog” przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi. Relacja obserwatora CMWP SDP z rozprawy

16 grudnia  w warszawskim Sądzie Okręgowym odbyła się kolejna rozprawa z powództwa Fundacji Otwarty Dialog oraz Bartosza Kramka i jego żony  Ludmiły Kozłowskiej przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi. Tym razem zebrani wysłuchali zeznań  Marszałek Sejmu Małgorzaty Gosiewskiej. Proces jest objęty monitoringiem CMWP SDP  jego obserwatorem jest Anna Maria Szczepaniak. 

Marszałek Sejmu, odnosząc się do kontaktów z Fundacją, wyjaśniła: „Podejmowali się różnych działań i oczywiście to ich uwiarygadniało w środowisku. Kiedy informacje o różnych powiązaniach, a przede wszystkim niejasności co do źródeł finansowania fundacji pojawiły się w przestrzeni medialnej, to współpracę z nimi ja i wielu innych polityków, działaczy i dziennikarzy stopniowo ograniczało”.

Przedmiotem sprawy są wypowiedzi medialne redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” zawierające „inkryminowane treści odnoszące się do Powodów”. Zdaniem skarżących owe „wypowiedzi naruszyły dobre osobiste Ludmiły Kozłowskiej oraz Bartosza Kramka w postaci ich dobrego imienia oraz Fundacji Otwarty Dialog w postaci jej renomy”. Chodzi m.in. o wywiad na antenie Telewizji Republika z kwietnia 2019 r., w którym red. Tomasz Sakiewicz stwierdził: „Otwarty Dialog” miał bardzo silnych zwolenników w Polsce, oni się pod tymi szatami demokratycznymi ukrywali. Myśmy ostrzegali, że tam są rosyjskie pieniądze. Jest coś bardzo niedobrego w tym, że fundacja, która angażuje się w przewrót polityczny w Polsce, bierze pieniądze od polityków z innych państw”. Z kolei antenie Polskiego Radia apelował: „Fundacja, która jest finansowana przez rosyjskie służby – a jest na to coraz więcej dowodów – nie powinna działać w Polsce, to jest łamanie prawa (…). W naszych publikacjach ujawnialiśmy przede wszystkim to, że pani Ludmiła Kozłowska i Bartosz Kramek biorą pieniądze od cieszącej się największym zaufaniem rosyjskiego rządu części przemysłu wojskowego. Zwracaliśmy również uwagę, że biorą pieniądze od rządu niemieckiego. To jest przedziwny układ, swoisty pakt Ribbentrop-Mołotow na poziomie fundacji. Mamy do czynienia z sytuacją, kiedy służby różnych państw finansują organizację angażującą się w finansowanie przewrotów w Europie Środkowej, ale zwalczającej również polski rząd”. Naczelny GP nawiązywał tym do słynnego manifestu Kramka oraz hasła „niech państwo stanie: wyłączmy rząd!”. Tymi słowami w 2017 r. mąż Kozłowskiej nawoływał otwarcie do puczu w Polsce.

W imieniu strony skarżącej stawiła się jedynie pełnomocnik Ingrid Gruszka. Na zakończenie wniosła ona o przesłuchanie Kramka oraz Kozłowskiej, która obecnie – ze względu na zakaz wjazdu do Polski – przebywa w Brukseli. Emigracja Kozłowskiej to skutek decyzji szefa Urzędu ds. Cudzoziemców, który w sierpniu 2018 r. umieścił nazwisko szefowej Fundacji Otwarty Dialog w Systemie Informacji Schengen – międzynarodowej komputerowej bazie danych, która umożliwia kontrolę obserwowanych, podejrzanych lub ściganych osób lub przedmiotów – i oznaczył ją najwyższym alertem. Choć obecnie dane Kozłowskiej nie znajdują się już w SIS, a 5 grudnia Naczelny Sąd Administracyjny uchylił niekorzystny dla niej wyrok, aktywistkę wciąż obowiązuje zakaz wjazdu na teren Polski.

Podczas kolejnej rozprawy mają być przesłuchani Ludmiła Kozłowska i Bartosz Kramek. Sąd nie wyznaczył jeszcze terminu tej rozprawy.

 Anna Maria Szczepaniak

CEZARY KRYSZTOPA: Co oni tam znowu podpisali?

 Czasem myślę, że pieniądze z KPO to chyba najgłupszy kredyt na świecie. Choć z punktu widzenia „banku” sprytnie pomyślany. Jakby większość umowy była napisana małym druczkiem, a spora część reszty atramentem sympatycznym.

Kredytobiorcy sami go sobie finansują (w sierpniu media donosiły, że Polska już spłaca odsetki od pieniędzy z KPO w ramach swoich składek do budżetu UE), a nie to nawet, że pieniądze mogą wydać tylko na cele ważne dla Brukseli (większość tych celów to kompletnie nam zbędne w kryzysie zielone dyrdymały, ale i tak, jeden Premier wie po co, je finansujemy bez gwarancji zwrotu pieniędzy, które już spłacamy), jak się okazuje pieniędzy mogą nawet pod byle pretekstem, nie powąchać. O bardzo niebezpiecznych dla suwerenności państw narodowych europodatkach i uwspólnotowieniu długu, nawet nie wspomnę.

„Sukces”

No ale znowu jesteśmy blisko „sukcesu”. Nagłówki mediów informują o tym, że „kompromis jest blisko”. Fakt, skoro już ten kredyt spłacamy i już ponieśliśmy jego koszty strategiczne, to może i jakimś „sukcesem”, że „cnotę straciliśmy, ale na rubelka jest szansa”. Pytanie, jakim znów kosztem?

No niby mamy zrealizować te nieszczęsne „kamienie milowe”. Przypominam, że jest w nich zapisane podniesienie wieku emerytalnego, opodatkowanie samochodów spalinowych, czy wręcz poniżający postulat zmiany regulaminu Sejmu. Innym warunkiem jest ponowna zmiana systemu dyscyplinowania sędziów poprzez przeniesienie go do Naczelnego Sądu Administracyjnego. Siarczysty policzek został już wymierzony odważnym sędziom, którzy zechcieli zasiadać w Izbie Dyscyplinarnej SN, teraz jeszcze policzek dla tych, którzy odważyli się wejść w skład Izby Odpowiedzialności Zawodowej. A jeśli w środowisku sędziowskim jest jeszcze ktoś kto nie identyfikuje się z patologią „nadzwyczajnej kasty” ten oberwie, według nieoficjalnych doniesień medialnych, przy okazji zgody na kwestionowanie statusu sędziego. Pasmo skandalicznych wyroków z ostatnich tygodni wydawało Wam się wyjątkowym kuriozum? To zapnijcie pasy, bo zrewoltowana „nadzwyczajna kasta” dopiero się rozkręca.

Wybaczcie

Wiem, że wielu z moich czytelników nie spodoba się to co piszę. Oczywiście przebierająca nóżkami alternatywa dla tego rządu równa się rezygnacji Polski z pozycji, którą ta ma szansę osiągnąć dzięki nowej geopolitycznej układance i zaprzęgnięciu jej na nowo do niemieckiego powozu. Ale ileś „sukcesów” Mateusza Morawieckiego w polityce europejskiej pogorszyło naszą pozycję negocjacyjną. Rezygnacja z weta i akceptacja „mechanizmu warunkującego”, przed którym miał nas zabezpieczać zapis o tym, że dotyczy kwestii budżetowych, oraz enigmatyczne „gentlemen’s agreement” (a nawet w jakimś sensie te nieszczęsne bilbordy na przyczepach o miliardach euro), nałożyła nam wędzidło. A pieniędzy nie było. Akceptacja kuriozalnych „kamieni milowych” dała podstawę prawną do pozatraktatowych szantaży Brukseli, takich jak te dotyczące pozostających poza jej jurysdykcją kwestii systemu sprawiedliwości. A pieniędzy nie było. Teraz będą? Nikt się nie rwie do odpowiedzi.

Wybaczcie więc, że nie skaczę radośnie na dźwięk słowa „sukces”, a raczej zastanawiam się „co oni tam znowu podpisali”?

SDP CAFE. Edycja 2. JAN ANDRZEJ WALASEK

ODCINEK 12. Z Janem Andrzejem Walaskiem, artystą malarzem, rzeźbiarzem, rozmawia Monika Florek-Mostowska.     

Druga edycja „SDP Cafe” to przygotowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl 15 rozmów z twórcami kultury. Dziennikarze odwiedzają ich z kamerą w domach, pracowniach w różnych miejscach Polski lub zapraszają do „kawiarenki” zaaranżowanej w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal w Warszawie.

Więcej informacji o spotkaniu TUTAJ.

Więcej informacji o „SDP Cafe” TUTAJ.

Projekt dofinansowany jest ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z Funduszu Promocji Kultury oraz Narodowego Centrum Kultury.

Partnerzy medialni:

Do Rzeczy, Sieci, wPolityce.pl, Radio Wnet, Informator Stolicy, portal Waw4free, Bez wierszówki, Forum Dziennikarzy

CMWP SDP w obronie red. Mateusza Cieślaka z portalu katowicedzis.pl skazanego z art. 212 kk

W związku z prywatnym aktem oskarżenia z art. 212 § 2 k.k. wniesionym przez oskarżyciela prywatnego przeciwko red. Mateuszowi Cieślakowi, Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela w zakresie wolności słowa i apeluje o uniewinnienie oskarżonego od zarzucanego mu czynu. 

Wyrokiem z dnia 31.05.2022 r. Sąd Rejonowy Katowice – Zachód uznał oskarżonego winnym czynu polegającego na tym, że w dniu 28 października 2018 r. w Katowicach, za pomocą środków masowego komunikowania, na łamach portalu internetowego www.katowicedzis.pl, w artykule pt. „Za pieniądze pacjentów?”, zawierającym rzekomo nieprawdziwą sugestię w formie pytania: „Czy za pieniądze zadłużonego szpitala – gdzie Mariusz Wołosz jest dyrektorem – finansowana jest brudna kampania wyborcza?”, pomówił Mariusza Wołosza o finansowanie kampanii wyborczej ze środków Szpitala Miejskiego nr 2 w Mysłowicach, a zatem o takie postępowanie, które mogło poniżyć go w opinii publicznej oraz narazić na utratę zaufania potrzebnego dla zajmowanego stanowiska i prowadzonej działalności publicznej, czym wyczerpał znamiona występku z art. 212 § 2 k.k. w zw. z art. 212 § 1 k.k. i za to na podstawie art. 212 § 2 k.k. Sąd wymierzył mu karę grzywny w wymiarze 100 stawek dziennych, ustalając wysokość jednej stawki na kwotę 20 zł. Na podstawie art. 212 § 3 k.k. Sąd zasądził od oskarżonego na rzecz Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Bytomiu kwotę 2.000 zł tytułem nawiązki. Ponadto, Sąd zasądził od oskarżonego na rzecz Skarbu Państwa opłatę w kwocie 200 zł oraz zwrot wydatków na rzecz Mariusza Wołosza w kwocie 300 zł.

W ocenie CMWP SDP z powyższym wyrokiem nie sposób się zgodzić. Sąd I instancji dopuścił się naruszenia fundamentalnej zasady procesu karnego, jaką jest zasada domniemania niewinności i rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego. W sprawie nie zgromadzono bowiem jakichkolwiek dowodów winy oskarżonego, wszystkie natomiast występujące w sprawie wątpliwości, rozstrzygnięto na jego niekorzyść. Jednoznacznie należy stwierdzić, że żaden z przeprowadzonych dowodów nie wykazał, aby oskarżony Mateusz Cieślak dopuścił się zarzuconych mu czynów.

Sprawa dotyczy artykułu „Za pieniądze pacjentów” opublikowanego 28 października 2018 r. na portalu katowicedzis.pl (link do artykułu: https://katowicedzis.pl/2018/10/za-pieniadze-pacjentow/) . W artykule tym red. M. Cieślak usiłował zgodnie z zasadami sztuki dziennikarskiej wyjaśnić wątpliwości dotyczące finansowania kampanii samorządowej w Bytomiu, w której czynnie uczestniczył oskarżyciel prywatny . Redaktor M. Cieślak zadał pytanie „Czy za pieniądze zadłużonego szpitala – gdzie Mariusz Wołosz jest dyrektorem – finansowana jest brudna kampania wyborcza?”, które w ocenie CMWP SDP w żadnym razie nie mogło oskarżyciela zniesławić. To, że poczuł się on urażony wyrwanymi z kontekstu fragmentami artykułu (do prywatnego aktu oskarżenia nie dołączono nawet całego artykułu, a zaledwie jego część, co Sąd I instancji pomija), to w świetle zgromadzonych dowodów i funkcji prasy w demokratycznym państwie, było to pytanie całkowicie uprawnione. Warto przy tym podkreślić, iż sformułowanie „brudna kampania wyborcza” nawet dla Sądu I instancji skazującego dziennikarza nie było kontrowersyjne, bo w toku procesu został przedstawiony obszerny materiał dowodowy wskazujący na to, że kampania wyborcza w wyborach władz samorządowych w Bytomiu prowadzona była niezwykle brutalnie.

Oskarżony o zniesławienie z art. 212 kk redaktor Mateusz Cieślak w inkryminowanym artykule przedstawił ustalenia swojego dziennikarskiego śledztwa. Wynikało z niego, iż za czasów dyrektorowania Mariusza Wołosza Szpital Miejski nr 2 w Mysłowicach ponosił straty (są wymienione – od 474 tys. zł w 2014 r. do 3,5 mln zł w 2017 r.), ale w czasie zadłużania się szpital miał agencję PR odpowiadającą za jego wizerunek. Właścicielem tej agencji był jednocześnie właściciel domeny, na której była prowadzona kampania promująca p. Mariusza Wołosza jako kandydata na prezydenta Bytomia oraz kampania brutalnie atakująca urzędującego prezydenta miasta. Z dziennikarskiej analizy wynikało, że w/w szef agencji PR mającej umowę ze szpitalem, miał również umowę na prowadzenie kampanii wyborczej dyrektora szpitala, która finansowana była ze środków publicznych, które nie powinny być przeznaczane na ten cel.

Akt oskarżenia z art. 212 kk przeciwko redaktorowi M. Cieślakowi wpłynął do sądu dokładnie rok po publikacji artykułu, w ostatnim możliwym dniu przewidzianym przez prawo.  Ze względu na to, iż rozprawy z art. 212 kk z reguły prowadzone są w trybie niejawnym, nie można ujawnić przebiegu procesu ani dowodów, jakie przedstawił w sądzie dziennikarz, który obszernie udokumentował swoje dziennikarskie śledztwo. Z całą pewnością należy stwierdzić, iż dochował on wszelkiej staranności i rzetelności dziennikarskiej pisząc swój artykuł, zwłaszcza jeśli zważy się na liczbę czynności wykonanych przez dziennikarza przed opublikowaniem spornej publikacji. Lista tych czynności z całą pewnością znajduje się w zebranym przez Sąd materiale dowodowym. Red. Cieślak przy tym nie wydawał jednoznacznych sądów, a jedynie wyraził swoje wątpliwości formułując pytanie główne artykułu „Czy za pieniądze zadłużonego szpitala – gdzie Mariusz Wołosz jest dyrektorem – finansowana jest brudna kampania wyborcza?”  Co istotne, artykuł ukazał się między I i II turą wyborów, ale po jego publikacji akt oskarżenia nie został skierowany w trybie wyborczym. Na marginesie – kuriozalne są w świetle tych faktów zeznania oskarżyciela prywatnego Mariusza Wołosza, który stwierdził, iż gdyby nie artykuł oskarżonego mógł wygrać wybory na prezydenta Bytomia w I turze, podczas gdy – przypomnijmy –  artykuł ukazał się już po I turze wyborów, a Mariusz Wołosz wybory w II turze wygrał.

CMWP pragnie zwrócić uwagę, że publikacje Mateusza Cieślaka miały charakter ocen i to nakierowanych na wyjaśnienie sprawy oraz zwrócenie na nią uwagi opinii publicznej. Zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, że „Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice.” Natomiast w myśl artykułu 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych: „Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania, rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru.” Wreszcie, zgodnie z art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. W tym kontekście trafny jest podniesiony w apelacji zarzut naruszenia przepisów postępowania karnego w sposób mający wpływ na treść rozstrzygnięcia, tj. niezastosowania w tym postępowaniu art. 17 § 1 pkt 2 w sytuacji, gdy czyny zarzucone oskarżonemu dziennikarzowi nie zawierały znamion czynu zabronionego. W ocenie CMWP SDP w związku z powyższym aktualna jest przesłanka o umorzeniu postępowania przeciwko dziennikarzowi na podstawie tegoż przepisu.

Odnosząc się natomiast do kwestii, czy swoimi publikacjami red. Mateusz Cieślak nie przekroczył granic dozwolonej krytyki, należy zwrócić uwagę, że zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz), wolność wypowiedzi dziennikarskiej obejmuje również możliwość użycia pewnej dozy przesady lub prowokacji (sprawa Prager
i Oberschlick przeciwko Austrii
, skarga nr 15794/90). W sprawie Lingens przeciwko Austrii ETPCz wskazał m. in., że „Granice dozwolonego krytycyzmu są odpowiednio szersze w odniesieniu do polityków niż w stosunku do osób prywatnych. W przeciwieństwie do nich, politycy wystawiają się świadomie i w sposób nieunikniony na kontrolę każdego swego słowa i czynu zarówno przez dziennikarzy, jak ogół społeczeństwa i muszą w związku z tym wykazać się większym poziomem tolerancji.”. Jako przykład orzeczenia zgodnego z linią strasburską należy wskazać wyrok Sądu Najwyższego z dnia 2 czerwca 2003 r. (III KK 161/03 – LEX nr 78847) w którym SN stwierdził: „Przepis art. 10 EKPC, gwarantujący prawo do swobodnej wypowiedzi, jest w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka traktowany jako dający swobodę wszelkim rodzajom wypowiedzi wyrażających opinie i idee lub informacje, niezależnie od ich treści oraz podmiotu wypowiadającego się. Podnosi się przy tym, że głównymi aspektami tej swobody jest wolność prasy, stanowiąca warunek publicznej krytyki, jako swobodny element skutecznej demokracji.” Z kolei w postanowieniu z dnia 28 sierpnia 2003 r. (III KK 246/03 – OSNwSK 2003/1/1845) Sąd Najwyższy podniósł, że „zakres wolności słowa w sferze życia publicznego musi być szerszy niż w sferze prywatnej, zaś osoby uczestniczące w życiu publicznym muszą liczyć się z krytyką, gdyż świadomie i w sposób nieunikniony wystawiają swe słowa i działania na reakcje społeczeństwa. Krytyka jako wkład w formę debaty publicznej a zarazem kontrola osób sprawujących stanowiska publiczne jest niezbędna w demokratycznym państwie prawa”. Powyższe stwierdzenia, odnoszą się z całą pewnością do polityków (osób publicznych), co w świetle bogatego orzecznictwa sądowego implikuje konieczność liczenia się przez nich z krytyką, nawet wyrażaną w ostrej formie.

Nie można wreszcie pominąć faktu, że oskarżony dziennikarz dołożył w toku postępowania pierwszoinstancyjnego wszelkich starań, aby udowodnić prawdziwość zarzutów, które wysunął wobec dyrekcji szpitala. Wskazał, że w aktach sprawy zawarte są dowody (dokumenty, zeznania świadków) potwierdzające okoliczności, które przytoczył w swoich publikacjach. Swoje tezy oparł na oficjalnych dokumentach, na podstawie których dokonał wyliczeń. Przedstawione przez oskarżonego wyjaśnienia są w tej mierze na tyle spójne i logiczne, że trudno jest zrozumieć, dlaczego Sąd Rejonowy nie uwzględnił dowodów ewidentnie przemawiających przeciwko skazaniu. Ocena tego stanu rzeczy należy jednak do Sądu II instancji. W tym kontekście, skazanie dziennikarza wyrokiem karnym za stawianie pytania o finansowanie kampanii wyborczej oraz ujawnianie nieznanych opinii publicznej faktów jej dotyczących, jest nie tylko nie do pogodzenia z międzynarodowymi, powszechnie uznanymi standardami wolności słowa, ale wręcz podważa powagę polskiego sądownictwa. Wydawanie wyroków skazujących za tego rodzaju czyny nie powinno mieć miejsca w praworządnym państwie w XXI w. Zdumienie budzi przy tym to, iż Sąd uznał, że artykuł red. Cieślaka mógł prowadzić do utraty zaufania do Mariusza Wołosza w środowisku branżowym, wśród pacjentów, jak i potencjalnych wyborców. Tymczasem Mariusz Wołosz nie był i nie jest lekarzem, nie miał więc kontaktu z pacjentami, więc nie wiadomo, dlaczego oni mieliby darzyć go jakimkolwiek zaufaniem, które po publikacji miałby utracić. Szpital znajduje się zresztą w Mysłowicach, więc jego pacjentami są mieszkańcy tego miasta i jego okolic, a Mariusz Wołosz kandydował przecież na prezydenta Bytomia, którą to funkcję pełni zresztą do dzisiaj po wygranych wyborach w 2018 r. (można dodać – wygranych mimo publikacji red. M. Cieślaka).

Mając powyższe na uwadze, skazanie red. Mateusza Cieślaka wyrokiem karnym stanowi rażące naruszenie jego konstytucyjnych praw obywatelskich oraz wolności słowa. W tym kontekście argumentacja zawarta w akcie oskarżenia budzi poważne wątpliwości, bowiem kluczowym elementem sprawy wydaje się raczej chęć ukarania „nieprawomyślnego” dziennikarza za publikację niż rzeczywiste dążenie do wyjaśnienia stanu faktycznego i obrony dobrego imienia samorządu. CMWP SDP stoi w związku z tym na stanowisku, że wniesiony w niniejszej sprawie akt oskarżenia stanowi tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie dziennikarza do podejmowania tematyki finansowania wyborów samorządowych. Nie służy więc założonym przez ustawodawcę celom, lecz w istocie służy tłumieniu krytyki, która stanowi przecież niezbędny element państwa demokratycznego. Skutkuje to niszczeniem wolnej debaty i godzi w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa. W konsekwencji, ewentualne utrzymanie wyroku skazującego spowodowałoby tzw. efekt mrożący (który już wystąpił wskutek skazania dziennikarza w I instancji) i byłoby nie do pogodzenia z aktywnością społeczną obywateli, którzy w interesie publicznym mają prawo żądać wyjaśnień, wyświetlać kontrowersyjne sprawy, krytykować władzę i bronić w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP).

Mając powyższe na względzie, kierując się celem ochrony zagrożonych wolności i praw człowieka, CMWP SDP przedstawia niniejszą opinię i apeluje o uniewinnienie oskarżonego redaktora Mateusza Cieślaka od zarzucanego mu czynu oraz zasądzenie od oskarżyciela prywatnego na rzecz oskarżonego kosztów procesu.

dr Jolanta Hajdasz

dyrektor CMWP SDP

Warszawa, 7 grudnia 2022 r.

Protest CMWP SDP przeciwko nowej blokadzie konta StopFake PL na Facebooku

CMWP SDP po raz kolejny stanowczo protestuje przeciwko usunięciu konta StopFakePL prowadzonego przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich na Facebooku oraz apeluje o jego pilne odblokowanie i przywrócenie jego funkcjonowania.  Wczoraj czyli 6 grudnia b.r. administratorzy Facebooka zablokowali  możliwość publikowania nowych treści na koncie StopFake PL na Facebooku, a dzisiaj rano konto to zostało bez ostrzeżenia usunięte z FB. Wczorajsza blokada nastąpiła mniej więcej dobę po publikacji artykułu autorstwa red. Pawła Bobołowicza p.t. „Panie Marcon, niech Pan pojedzie do Chersonia”, w którym autor opisuje trudną codzienność mieszkańców tego miasta w kontekście słów prezydenta Francji o konieczności stworzenia granic bezpieczeństwa dla Rosji. Jak wynika z analizy profilu od strony administratora, artykuł ten wzbudził największe zainteresowanie wśród użytkownika konta StopFake PL od 28 dni. Może to świadczyć o zmasowanym ataku trolli, którzy zgłosili że artykuł narusza zasady społeczności Facebooka. Tym razem nie można było także  odwołać się za pomocą automatycznych narzędzi Facebooka od tych decyzji, ponieważ każda próba kończy się komunikatem: „Przepraszamy, coś poszło nie tak. Niestety wystąpił błąd techniczny związany z tą funkcją. Staramy się go usunąć”.

Usunięcie konta dotyczy głównego profilu StopFake PL prowadzonego przez SDP na Facebooku od 5 lat. Jego usunięcie absolutnie niezrozumiałe, gdyż jest na nim umieszczona dostępna dla wszystkich informacja, iż jest to profil projektu, który zajmuje się zwalczaniem rosyjskiej dezinformacji oraz że projekt jest dofinansowany przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Pod tym samym adresem i tą samą nazwą funkcjonował od początku swojego istnienia, czyli od 2017 r.Na stronie stopfake.org, (a do dzisiaj także na profilach StopFake_Pl w mediach społecznościowych typu Facebook) w 13 wersjach językowych publikowane są informacje o nieprawdziwych treściach pojawiających się w mediach, głównie rosyjskich, zwłaszcza dotyczących relacji polsko-ukraińskich, polsko-rosyjskich i polsko-ukraińskich. Dzięki rozwinięciu na portalu stopfake.org rosyjsko i anglojęzycznego komponentu poświęconego sprawom Polski, materiały demaskujące manipulację i propagandę w tym obszarze, trafiają do środowisk opiniotwórczych nie tylko w Polsce i na Ukrainie, ale również w innych krajach. Wśród osób obserwujących profile Stop Fake Pl w mediach społecznościowych, znaleźć można było zarówno dziennikarzy, jak i polityków, w tym również z Europy Zachodniej. Blokada konta StopFakePl na Facebooku jest działaniem niezrozumiałym, a trwająca od 24 lutego 2022 r. rosyjska agresja na Ukrainie i potrzeba codziennej weryfikacji pojawiających się w sieci treści czyni tę blokadę skandaliczną.

CMWP SDP protestuje już po raz trzeci przeciwko blokowaniu konta StopFake PL. Dwa pierwsze protesty miały miejsce w październiku b.r. Kłopoty z dystrybucją treści na Facebooku  koordynatorzy projektu mieli już od lipca b.r., profil  miał regularnie blokowane konto przez administratorów Facebooka. Nie pomagały odwołania od tej decyzji, a próby kontaktowania się Autorów StopFake_PL  z przedstawicielami koncernu Meta (właściciela Facebooka) kończyły się niepowodzeniem. Po publikacji protestów CMWP SDP konto bez podania przyczyn zostało przywrócone 24 października 2022 r. Funkcjonowało do 6 grudnia bez przeszkód.

Na stronie stopfake.org, (a do dzisiaj także na profilach StopFake_Pl w mediach społecznościowych typu Facebook) w 13 wersjach językowych publikowane są informacje o nieprawdziwych treściach pojawiających się w mediach, głównie rosyjskich, zwłaszcza dotyczących relacji polsko-ukraińskich, polsko-rosyjskich i polsko-ukraińskich. Dzięki rozwinięciu na portalu stopfake.org rosyjsko i anglojęzycznego komponentu poświęconego sprawom Polski, materiały demaskujące manipulację i propagandę w tym obszarze, trafiają do środowisk opiniotwórczych nie tylko w Polsce i na Ukrainie, ale również w innych krajach. Wśród osób obserwujących profile Stop Fake Pl w mediach społecznościowych, znaleźć można było zarówno dziennikarzy, jak i polityków, w tym również z Europy Zachodniej. Blokada konta StopFakePl na Facebooku jest działaniem niezrozumiałym, a trwająca od 24 lutego 2022 r. rosyjska agresja na Ukrainie i potrzeba codziennej weryfikacji pojawiających się w sieci treści czyni tę blokadę skandaliczną.

CMWP SDP przypomina, iż wolność słowa należy do podstawowych zasad demokratycznego państwa prawa. W Polsce jest ona zagwarantowana przez art. 54 ust. 1 Konstytucji. Poświadczają ją również wiążące Polskę akty prawa międzynarodowego. Wolności wypowiedzi dotyczy art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności i art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Także Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w art. 19 zapewnia „swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami”. Przedstawiciel mediów społecznościowych w Polsce, jakim jest koncern Meta swoim działaniem stawia się ponad obowiązującym prawem i blokuje dyfuzję ważnych ze względów politycznych, społecznych treści.

Z uwagi na powszechność serwisu społecznościowego Facebook działanie takie ma charakter cenzury, czyli kontroli publicznego przekazywania informacji, ograniczającej wolność swobodnego wyrażania myśli i przekonań. Jest to nieuzasadnione naruszenie zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa. CMWP SDP apeluje o zaniechanie takich działań i przywrócenie swobodnego funkcjonowania na Facebooku prowadzonego przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich profilu StopFake_PL .

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 7 grudnia 2022 r.

Treści publikowane w ramach  projektu StopFake_PL dostępne są aktualnie profil na Twitterze TUTAJ oraz stronie internetowej TUTAJ.

Wystawa przypominająca historię Jarosława Ziętary, który zginął, bo był dziennikarzem

Na ogrodzeniu Domu Dziennikarza przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie można oglądać wystawę „Sprawa Jarosława Ziętary 1992-2022”. Przypomina ona historię jedynego w Polsce zleconego porwania i zamordowania dziennikarza w celu uniemożliwienia mu opublikowania wyników jego śledztwa.

Na ośmiu plansz w przystępny sposób prezentowane są różne aspekty sprawy Ziętary, poczynając od przedstawienia sylwetki zabitego dziennikarza „Gazety Poznańskiej” i jego śledztwa dziennikarskiego, z powodu którego go zamordowano, przez patologiczne podejście do niej organów państwa i starania o pociągnięcie sprawców do odpowiedzialności, a skończywszy na upamiętnieniu Jarosława Ziętary jako ofiary zbrodni. Zawiera zdjęcia, dokumenty i najważniejsze informacje dotyczące wydarzeń z trzech dekad. W części są to materiały i informacje, które wcześniej nie były prezentowane.

Wystawa powstała z okazji 30. rocznicy porwania i zamordowania dziennikarza, a swoją premierę miała w Poznaniu. Przygotował ją Krzysztof M. Kaźmierczak z ramienia Komitetu Społecznego im. Jarosława Ziętary, a wykonanie plansz zostało sfinansowane ze zbiórki publicznej. Teraz można ją obejrzeć w Warszawie.

 – Ta wystawa ma nam przypomnieć historię naszego kolegi, dziennikarza Jarka Ziętary oraz fakt, że wymiar sprawiedliwości do tej pory nie poradził sobie z tą sprawą – powiedziała Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP i dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, podczas otwarcia wystawy, które odbyło się we wtorek, 6 grudnia.

Jarosław Ziętara był dziennikarzem śledczym „Gazety Poznańskiej”, ostatni raz widziano go 1 września 1992 r. Rano wyszedł do redakcji, ale nigdy tam nie trafił. W 1999 r. został uznany za zmarłego, ale jego ciała nie odnaleziono. Do dziś nie wyjaśniono okoliczności śmierci dziennikarz i nie pociągnięto do odpowiedzialności winnych tej zbrodni.

19 października br. Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał wyrok uniewinniający dwóch byłych ochroniarzy nieistniejącego już holdingu Elektromis Mirosława R., ps. „Ryba” i Dariusza L., ps. „Lala”, oskarżonych o porwanie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Ziętary. Wcześniej,  24 lutego br. uniewinniony został były senator Aleksander Gawronik, któremu zarzucano podżeganie do zabójstwa dziennikarza.  Oba wyroki są nieprawomocne. Prokuratura Regionalna w Krakowie zaskarżyła w całości wyrok uniewinniający Aleksandra Gawronika odnośnie podżegania do zamordowania Jarosława Ziętary w maju br. i zapowiedziała apelację od wyroku uniewinniającego byłych ochroniarzy firmy Elektromis. Sprawy te obserwuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

Jolanta Hajdasz zapowiedziała, że Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP będzie wspierało prokuraturę w apelacji. – Niebawem wyślemy do sądu nasze stanowisko – podkreśliła szefowa CMWP SDP. – Domagamy się sprawiedliwości i wytłumaczenia dlaczego dziennikarz musiał zginąć i dlaczego nikt za to nie odpowiedział – dodała.

Wystawę przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie można oglądać do końca stycznia 2023 roku.

Wsparcie CMWP SDP dla apelacji Prokuratury od wyroku uniewinniającego Aleksandra Gawronika czytaj TUTAJ.

 

 

 

O frustratach i nie tylko pisze CEZARY KRYSZTOPA: Niektórzy są już nawozem historii

Coraz większa część życia publicznego odbywa się dziś w sieci. Ma to swoje wady, ma to swoje zalety, ale jest faktem. Ten kto z chęci czy obowiązku spędza tam sporo czasu, widzi, że ostatnio mamy tam do czynienia z szybkim wzrostem negatywnych emocji. Szczególnie ze strony wyjątkowo „oświeconych”.

W jakiejś istotnej części, trudno powiedzieć w jakiej, jest to zapewne spowodowane celową indukcją. Kto wnikliwie te procesy obserwuje, ten widzi kolejne fale dziwnych kont, a to „Koreańczyków”, a to „Latynosów” i innych, którzy posługując się prymitywną, ale polszczyzną, rozbijają każdą dyskusję, jakby dostawali medal za każdą pozostawioną na cudzej wycieraczce kupę. Cóż, idą wybory, zapewne niejeden „Inowrocław” działa w trybie „czerwonego alarmu”, a i przeróżne agencje PR wchodzą w okres żniw.

A jednak wydaje mi się, że nie chodzi tylko o ten wyjątkowo nikczemny rodzaj zarobkowania. Część tego zdziczenia, które owocuje najbardziej plugawymi słowami, a ostatnio coraz częściej groźbami karalnymi, wydaje się być odbiciem i funkcją rosnącej frustracji obrażonych, chociaż zachowujących wpływ na pewną część społeczeństwa, „elit”.

Dwa typy

Na swój prywatny użytek wyróżniam tu dwa, oczywiście bardzo uproszczone, typy owych „elit” przedstawicieli. Pierwszy wydaje się być bardziej prymitywny, ale też bardziej szczery w tym co robi. To te wszystkie garkotłuki, które zrządzeniem losu, lub „dobrym urodzeniem” zostały postawione ponad innymi. Te z pełnym przekonaniem, owinięte w „konstytucję” i „tolerancję” plują 360 stopni dookoła siebie niczym Diabły Tasmańskie z popularnej amerykańskiej kreskówki. Nie raz sam ocieram te plwociny z twarzy, ale w jakimś sensie nawet doceniam tę szczerość wiary, że „wolność nastanie wtedy” kiedy oni zostaną na nowo dopuszczeni do koryta dystrybuującego szacunek.

Drugi rodzaj wydaje się być bardziej wyrafinowany. Również sfrustrowany, ale jednocześnie o wiele bardziej cyniczny. Ten zdaje się, nie ma szczerej wiary w „konstytucję” i „tolerancję”. Ten zdaje sobie sprawę z tego, że liczy się tylko koryto. I ten cel uświęca wszelkie środki. Może by i mogli robić jakąś szczerą sztukę, ale po co, skoro nie tego się od nich wymaga? Zapomnieli o mnie? To dam wywiad, w którym pojadę „polaczkom”. Zamiast robić teatr można robić cyrk. Gęsto futrowane, a światopoglądowo zaangażowane koncerny nie wesprą przecież niemieszczącego się w wąskim autoryzowanym spektrum, aktywizmu, a film, który nie uderza w Kościół, czy polską pamięć historyczną, nie zdobędzie poklasku środowiska i nie otworzy żadnych drzwi. To dlatego nawet jeśli jakiemuś aktorzykowi, czasem wypśnie się coś z sensem, to zaraz musi „na druga nóżkę” poprawić, „żeby środowisko się nie gniewało”. Muszę przyznać, że ten typ brzydzi mnie o wiele bardziej.

Żądza rewanżu

Z czego ta frustracja wynika? Oczywiście z tego, że „PiS zagarnął władzę i rządzi przy pomocy Edków za 500+, którzy nie chcą uznawać wyższości oczywistych elit”. To truizm. Mechanizm został już wielokrotnie opisany. Dziś ciekawsze wydaje mi się to, że ta frustracja dostała dodatkowego paliwa w postaci nadziei na rewanż – „Edki już zrozumiały, że mogą sobie wygrywać wybory, ale nasi koledzy mają narzędzia, żeby je głodzić, a to dobra metoda tresury. A jak jeszcze Donald odbierze im władzę, to najpierw będą skakać z okien, a potem koryto szacunku przyniosą nam w zębach”. Te czerwone od żądzy zemsty ślipia zdają się być coraz bardziej odległe od jakiejkolwiek refleksji na temat przyczyn „odstawienia od koryta”.

A te są złożone. W Polsce składa się na nie na przykład odraza do postkomunistycznej natury „elit” zza żółtych firanek. Ale jeszcze istotniejsze wydaje się być to, że zjawisko ich odrzucenia dotyka coraz większej części Zachodu i zdaje się dopiero nabierać tempa. Wynika ze skostniałej natury systemu, który w ostatnich dziesięcioleciach służył ich interesom. Systemu, który nie dopuszcza do powstania żadnej alternatywy i w wyniku daleko idących zmian sklerotycznych w coraz większym stopniu szkodzi większości.

Nawóz historii

Prawie żal mi tych żałosnych frustratów. Wydaje się, że w najbliższym czasie stoją przed następująca alternatywą: albo Donald da im tę chwilę satysfakcji, ale niezbyt długą, ponieważ przyspieszający mechanizm zmian daleko wykraczający poza Polskę, i tak pozbawi ich złudzenia, że „może być tak jak było”, albo Donek im tego nie da i ostatecznie pogrążą się w otchłani szaleństwa.

Tak czy siak, chyba są już nawozem historii.

 

1 grudnia premiera nowego odcinka „SDP Cafe”. Anna Popek rozmawia z Katarzyną Bareją

Katarzyna Bareja, córka reżysera Stanisława Barei, autorka książki o swoim ojcu, to kolejny gość w „SDP Cafe”. Do rozmowy, której premiera będzie 1 grudnia o godz. 19 na portalu sdp.pl i na kanale SDP na YouTube, zaprosiła ją dziennikarka telewizyjna Anna Popek. 

Jego filmy, w których genialne przedstawił absurdy PRL-owskiej rzeczywistości, przeszły do historii polskiego kina, a kultowe dialogi do naszych codziennych rozmów. Ale jaki był Stanisław Bareja, gdy schodził z filmowego planu i wracał do domu? Odpowiedzi na to pytanie dostarcza nam książka córki reżysera, Katarzyny Barei „Żaby w śmietanie czyli Stanisław Bareja i bliscy”. Autorka dzieli się w niej z czytelnikami, anegdotami, fragmentami pamiętników, listów, aby w ten sposób przedstawić postać Stanisława Barei, nie tylko jako wielkiego twórcy filmowego, ale też ojca, męża, przyjaciela, zwyczajnego człowieka. Pomysł na książkę narodził się od… jedzenia. A jak to  dokładnie było córka reżysera „Misia” opowie Annie Popek w kolejnym odcinku „SDP Cafe”.

Katarzyna Bareja jest absolwentką filmoznawstwa i kulturoznawstwa na Uniwersytecie Śląskim, w Kanadzie studiowała pracę socjalną i psychoterapię. Wiele lat spędziła na emigracji. Udziela terapii, pisze wiersze, podróżuje. Swój czas dzieli między Polską a Kanadą.

Druga edycja „SDP Cafe” to przygotowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl 15 rozmów z twórcami kultury. Dziennikarze odwiedzają ich z kamerą w domach, pracowniach w różnych miejscach Polski lub zapraszają do „kawiarenki” zaaranżowanej w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal w Warszawie.

Projekt dofinansowany jest ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z Funduszu Promocji Kultury oraz Narodowego Centrum Kultury.

Partnerzy medialni:

Do Rzeczy, Sieci, wPolityce.pl, Radio Wnet, Informator Stolicy, portal Waw4free, Bez wierszówki, Forum Dziennikarzy

Protest CMWP SDP przeciwko skazaniu red. Jacka Karnowskiego w procesie z autorami reportażu o „urodzinach Hitlera”

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko wyrokowi Sądu Okręgowego w Warszawie, zgodnie z którym red. Jacek Karnowski, redaktor naczelny tygodnika „Sieci” ma przeprosić autorów kontrowersyjnego reportażu „Polscy neonaziści” wyemitowanego w listopadzie 2018 r. w programie „Superwizjer” w telewizji TVN oraz wpłacić 50 tys. zł na fundację Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. W ocenie CMWP SDP kara ta budzi poważne wątpliwości i nie koresponduje z powszechnie przyjętymi standardami w zakresie wolności słowa, wyrażonymi m. in. w Konstytucji i art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz standardami wypracowanymi w krajowym i międzynarodowym orzecznictwie. Wyrok nie jest prawomocny. CMWP SDP zapowiada objęciem monitoringiem zapowiedzianej przez redakcję tygodnika „Sieci” apelacji od tego wyroku oraz pozostałych spraw, jakie w związku ze sprawą tzw. „urodzin Hitlera” dziennikarzom i wydawnictwu w/w tygodnika wytoczyli autorzy reportażu „Polscy neonaziści” i telewizja TVN.

W styczniu 2018 r. dziennikarze audycji „Superwizjer” telewizji TVN Bertold Kittel, Anna Sobolewska i Piotr Wacowski ujawnili wyniki swego dziennikarskiego „śledztwa”. Na nagraniach, które zostały zarejestrowane ukrytą kamerą, pokazano m.in. zorganizowane w maju 2017 r. w lesie nieopodal Wodzisławia Śląskiego „obchody” 128. urodzin Adolfa Hitlera. Materiał pokazywał m.in. rozwieszone na drzewach czerwone flagi ze swastykami i „ołtarzyk” ku czci Hitlera z jego czarno-białą podobizną oraz wielką drewnianą swastyką nasączoną podpałką do grilla, która po zmroku została podpalona. Pokazano też uczestników spotkania przebranych w mundury Wehrmachtu, wznoszenie toastów „za Adolfa Hitlera” oraz częstowanie tortem w kolorach flagi Trzeciej Rzeszy. Po publikacji materiału prokurator generalny Zbigniew Ziobro polecił Prokuratorowi Regionalnemu w Katowicach wszczęcie śledztwa w tej sprawie. Prowadziła ona śledztwo m.in. w sprawie podżegania do zorganizowania spotkania ku czci Adolfa Hitlera poprzez przekazanie jego organizatorowi kwoty 20 tysięcy złotych. W listopadzie 2018 r. w tygodniku „Sieci” ukazał się artykuł pt. „Maskarada na zlecenie”, opisujący szczegóły śledztwa w sprawie „urodzin Hitlera” oraz okoliczności ich zorganizowania, a także emisji reportażu na ten temat w telewizji TVN .

W ocenie CMWP SDP dziennikarze tygodnika dochowali staranności i rzetelności zawodowej przy publikacji tego artykułu, co potwierdzają m.in. materiały zgromadzone  przez prokuraturę w śledztwie w sprawie tzw. „urodzin Hitlera”.  15 listopada 2018 r. CMWP SDP zwróciło się do Prokuratury Okręgowej w Gliwicach z wnioskiem o przedstawienie informacji dotyczącej ustaleń Prokuratury w sprawie udziału nadawcy audycji (Spółki TVN SA) w wydarzeniach będących przedmiotem śledztwa oraz informacji na temat roli dziennikarzy w tej sprawie. Z informacji, jakie wówczas uzyskaliśmy  od Pierwszego Zastępcy Prokuratora Generalnego Bogdana Święczkowskiego (data odpowiedzi 18 grudnia 2018, publikacja na stronie cmwp.sdp.pl) wynika, iż prokuratura potwierdziła informacje zawarte w publikacji tygodnika „Sieci”. Opisano m.in. to, iż operator stacji TVN wznosił rękę w nazistowskim pozdrowieniu, a po zakończeniu „oficjalnej” części spotkania pozował do zdjęć na tle nazistowskich emblematów. Na „urodziny Hitlera” przyniesiono przy tym duże ilości alkoholu, którym częstowano uczestników spotkania, a w czasie jego trwania miano prowokować jego uczestników do wypowiedzi o charakterze ksenofobicznym i rasistowskim. Jeden z jego uczestników zeznał w śledztwie, iż „oni specjalnie podlewali mnie alkoholem”. W odniesieniu do operatora telewizji TVN świadek zeznał, iż brał on aktywny udział we wznoszeniu nazistowskich dekoracji. Prokuratura zwróciła także uwagę na  brak tzw. surówki, czyli całości nagranego materiału dziennikarskiego podczas „urodzin Hitlera”, co jest rażącym błędem dziennikarstwa telewizyjnego, szczególnie, jeśli ten materiał dotyczy ważnych i wywołujących społeczne emocje treści. Jego analiza z pewnością pomogłaby wyjaśnić wszystkie wątpliwości dotyczące roli dziennikarzy TVN w tej sprawie.  Tymczasem stacja TVN wskazała jedynie na trudności dotyczące odszukania wszystkich nagrań, początkowo „ze względu na okres ferii zimowych”, a potem poinformowała, iż w ogóle nie udało się ich odnaleźć, co jest wręcz nieprawdopodobnym w tak dużej i profesjonalnej stacji telewizyjnej zignorowaniem standardów pracy dziennikarskiej.

Odpowiedź dla CMWP SDP Pierwszego Zastępcy Prokuratora Generalnego z18.12.2018 – 18.12.18 Odpowiedź-Prokuratury-Krajowej-18.12.18-

To tylko niektóre wątpliwości dotyczące okoliczności emisji reportażu „Polscy neonaziści”, które były także opisane w artykule opublikowanym w tygodniku Sieci. Trudno zrozumieć i uzasadnić, czym kierował się Sąd ignorując te okoliczności i skazując redaktora naczelnego tygodnika, w którym te okoliczności sprawy opisano. Wyrok skazujący dla red. Jacka Karnowskiego oznacza, iż wymiar sprawiedliwości zignorował m.in. istotny aspekt sprawy mający wpływ na jej rozstrzygnięcie, jakim jest przekroczenie metod pracy dziennikarstwa wcieleniowego, wykorzystującego tzw. ukrytą kamerę oraz prowokację przy realizacji reportażu „Polscy neonaziści”, co w ocenie CMWP SDP miało miejsce. Naturalnie, ocena warsztatu pracy dziennikarzy TVN nie należy do Sądu rozpatrującego tę sprawę, ale karanie dziennikarza za publikację wątpliwości dotyczących tego warsztatu pracy oraz krytyczny opis kontrowersyjnych okoliczności samej imprezy zwanej „urodzinami Hitlera” budzi sprzeciw , gdyż narusza zasadę wolności słowa, fundamentalną dla demokratycznego państwa.

CMWP stoi na stanowisku, iż orzeczona w tym wypadku kara dla red. Jacka Karnowskiego stanowi przy tym tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation) tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie dziennikarzy do podejmowania istotnych, wywołujących społeczne emocje, tematów. Orzeczona dla red. Jacka Karnowskiego upokarzająca kara przepraszania innych dziennikarzy za opublikowany krytyczny opis ich metod pracy i postawy oraz w konsekwencji dotkliwa kara finansowa (50 tysięcy złotych) powoduje tzw. efekt mrożący (tzw. chilling effect), wielokrotnie opisywany na gruncie prawa polskiego, jak i międzynarodowego, jako naruszający zasadę wolności słowa.  Jest to nie do pogodzenia z opartą na dążeniu do prawdy i prezentacji różnych punktów widzenia pracą dziennikarską, do której zobowiązani są wszyscy dziennikarze, zarówno wydawnictwa papierowego, jakim jest tygodnik Sieci, jak i dziennikarze międzynarodowych, medialnych korporacji, których częścią jest telewizja TVN.

dr Jolanta Hajdasz

dyrektor CMWP SDP

Warszawa, 21 listopada 2022 r.