SDP CAFE. Edycja 2. JAN ANDRZEJ WALASEK

ODCINEK 12. Z Janem Andrzejem Walaskiem, artystą malarzem, rzeźbiarzem, rozmawia Monika Florek-Mostowska.     

Druga edycja „SDP Cafe” to przygotowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl 15 rozmów z twórcami kultury. Dziennikarze odwiedzają ich z kamerą w domach, pracowniach w różnych miejscach Polski lub zapraszają do „kawiarenki” zaaranżowanej w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal w Warszawie.

Więcej informacji o spotkaniu TUTAJ.

Więcej informacji o „SDP Cafe” TUTAJ.

Projekt dofinansowany jest ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z Funduszu Promocji Kultury oraz Narodowego Centrum Kultury.

Partnerzy medialni:

Do Rzeczy, Sieci, wPolityce.pl, Radio Wnet, Informator Stolicy, portal Waw4free, Bez wierszówki, Forum Dziennikarzy

CMWP SDP w obronie red. Mateusza Cieślaka z portalu katowicedzis.pl skazanego z art. 212 kk

W związku z prywatnym aktem oskarżenia z art. 212 § 2 k.k. wniesionym przez oskarżyciela prywatnego przeciwko red. Mateuszowi Cieślakowi, Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela w zakresie wolności słowa i apeluje o uniewinnienie oskarżonego od zarzucanego mu czynu. 

Wyrokiem z dnia 31.05.2022 r. Sąd Rejonowy Katowice – Zachód uznał oskarżonego winnym czynu polegającego na tym, że w dniu 28 października 2018 r. w Katowicach, za pomocą środków masowego komunikowania, na łamach portalu internetowego www.katowicedzis.pl, w artykule pt. „Za pieniądze pacjentów?”, zawierającym rzekomo nieprawdziwą sugestię w formie pytania: „Czy za pieniądze zadłużonego szpitala – gdzie Mariusz Wołosz jest dyrektorem – finansowana jest brudna kampania wyborcza?”, pomówił Mariusza Wołosza o finansowanie kampanii wyborczej ze środków Szpitala Miejskiego nr 2 w Mysłowicach, a zatem o takie postępowanie, które mogło poniżyć go w opinii publicznej oraz narazić na utratę zaufania potrzebnego dla zajmowanego stanowiska i prowadzonej działalności publicznej, czym wyczerpał znamiona występku z art. 212 § 2 k.k. w zw. z art. 212 § 1 k.k. i za to na podstawie art. 212 § 2 k.k. Sąd wymierzył mu karę grzywny w wymiarze 100 stawek dziennych, ustalając wysokość jednej stawki na kwotę 20 zł. Na podstawie art. 212 § 3 k.k. Sąd zasądził od oskarżonego na rzecz Schroniska dla Bezdomnych Zwierząt w Bytomiu kwotę 2.000 zł tytułem nawiązki. Ponadto, Sąd zasądził od oskarżonego na rzecz Skarbu Państwa opłatę w kwocie 200 zł oraz zwrot wydatków na rzecz Mariusza Wołosza w kwocie 300 zł.

W ocenie CMWP SDP z powyższym wyrokiem nie sposób się zgodzić. Sąd I instancji dopuścił się naruszenia fundamentalnej zasady procesu karnego, jaką jest zasada domniemania niewinności i rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego. W sprawie nie zgromadzono bowiem jakichkolwiek dowodów winy oskarżonego, wszystkie natomiast występujące w sprawie wątpliwości, rozstrzygnięto na jego niekorzyść. Jednoznacznie należy stwierdzić, że żaden z przeprowadzonych dowodów nie wykazał, aby oskarżony Mateusz Cieślak dopuścił się zarzuconych mu czynów.

Sprawa dotyczy artykułu „Za pieniądze pacjentów” opublikowanego 28 października 2018 r. na portalu katowicedzis.pl (link do artykułu: https://katowicedzis.pl/2018/10/za-pieniadze-pacjentow/) . W artykule tym red. M. Cieślak usiłował zgodnie z zasadami sztuki dziennikarskiej wyjaśnić wątpliwości dotyczące finansowania kampanii samorządowej w Bytomiu, w której czynnie uczestniczył oskarżyciel prywatny . Redaktor M. Cieślak zadał pytanie „Czy za pieniądze zadłużonego szpitala – gdzie Mariusz Wołosz jest dyrektorem – finansowana jest brudna kampania wyborcza?”, które w ocenie CMWP SDP w żadnym razie nie mogło oskarżyciela zniesławić. To, że poczuł się on urażony wyrwanymi z kontekstu fragmentami artykułu (do prywatnego aktu oskarżenia nie dołączono nawet całego artykułu, a zaledwie jego część, co Sąd I instancji pomija), to w świetle zgromadzonych dowodów i funkcji prasy w demokratycznym państwie, było to pytanie całkowicie uprawnione. Warto przy tym podkreślić, iż sformułowanie „brudna kampania wyborcza” nawet dla Sądu I instancji skazującego dziennikarza nie było kontrowersyjne, bo w toku procesu został przedstawiony obszerny materiał dowodowy wskazujący na to, że kampania wyborcza w wyborach władz samorządowych w Bytomiu prowadzona była niezwykle brutalnie.

Oskarżony o zniesławienie z art. 212 kk redaktor Mateusz Cieślak w inkryminowanym artykule przedstawił ustalenia swojego dziennikarskiego śledztwa. Wynikało z niego, iż za czasów dyrektorowania Mariusza Wołosza Szpital Miejski nr 2 w Mysłowicach ponosił straty (są wymienione – od 474 tys. zł w 2014 r. do 3,5 mln zł w 2017 r.), ale w czasie zadłużania się szpital miał agencję PR odpowiadającą za jego wizerunek. Właścicielem tej agencji był jednocześnie właściciel domeny, na której była prowadzona kampania promująca p. Mariusza Wołosza jako kandydata na prezydenta Bytomia oraz kampania brutalnie atakująca urzędującego prezydenta miasta. Z dziennikarskiej analizy wynikało, że w/w szef agencji PR mającej umowę ze szpitalem, miał również umowę na prowadzenie kampanii wyborczej dyrektora szpitala, która finansowana była ze środków publicznych, które nie powinny być przeznaczane na ten cel.

Akt oskarżenia z art. 212 kk przeciwko redaktorowi M. Cieślakowi wpłynął do sądu dokładnie rok po publikacji artykułu, w ostatnim możliwym dniu przewidzianym przez prawo.  Ze względu na to, iż rozprawy z art. 212 kk z reguły prowadzone są w trybie niejawnym, nie można ujawnić przebiegu procesu ani dowodów, jakie przedstawił w sądzie dziennikarz, który obszernie udokumentował swoje dziennikarskie śledztwo. Z całą pewnością należy stwierdzić, iż dochował on wszelkiej staranności i rzetelności dziennikarskiej pisząc swój artykuł, zwłaszcza jeśli zważy się na liczbę czynności wykonanych przez dziennikarza przed opublikowaniem spornej publikacji. Lista tych czynności z całą pewnością znajduje się w zebranym przez Sąd materiale dowodowym. Red. Cieślak przy tym nie wydawał jednoznacznych sądów, a jedynie wyraził swoje wątpliwości formułując pytanie główne artykułu „Czy za pieniądze zadłużonego szpitala – gdzie Mariusz Wołosz jest dyrektorem – finansowana jest brudna kampania wyborcza?”  Co istotne, artykuł ukazał się między I i II turą wyborów, ale po jego publikacji akt oskarżenia nie został skierowany w trybie wyborczym. Na marginesie – kuriozalne są w świetle tych faktów zeznania oskarżyciela prywatnego Mariusza Wołosza, który stwierdził, iż gdyby nie artykuł oskarżonego mógł wygrać wybory na prezydenta Bytomia w I turze, podczas gdy – przypomnijmy –  artykuł ukazał się już po I turze wyborów, a Mariusz Wołosz wybory w II turze wygrał.

CMWP pragnie zwrócić uwagę, że publikacje Mateusza Cieślaka miały charakter ocen i to nakierowanych na wyjaśnienie sprawy oraz zwrócenie na nią uwagi opinii publicznej. Zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, że „Każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej; prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice.” Natomiast w myśl artykułu 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych: „Każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii; prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania, rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru.” Wreszcie, zgodnie z art. 54 ust. 1 Konstytucji RP, każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. W tym kontekście trafny jest podniesiony w apelacji zarzut naruszenia przepisów postępowania karnego w sposób mający wpływ na treść rozstrzygnięcia, tj. niezastosowania w tym postępowaniu art. 17 § 1 pkt 2 w sytuacji, gdy czyny zarzucone oskarżonemu dziennikarzowi nie zawierały znamion czynu zabronionego. W ocenie CMWP SDP w związku z powyższym aktualna jest przesłanka o umorzeniu postępowania przeciwko dziennikarzowi na podstawie tegoż przepisu.

Odnosząc się natomiast do kwestii, czy swoimi publikacjami red. Mateusz Cieślak nie przekroczył granic dozwolonej krytyki, należy zwrócić uwagę, że zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz), wolność wypowiedzi dziennikarskiej obejmuje również możliwość użycia pewnej dozy przesady lub prowokacji (sprawa Prager
i Oberschlick przeciwko Austrii
, skarga nr 15794/90). W sprawie Lingens przeciwko Austrii ETPCz wskazał m. in., że „Granice dozwolonego krytycyzmu są odpowiednio szersze w odniesieniu do polityków niż w stosunku do osób prywatnych. W przeciwieństwie do nich, politycy wystawiają się świadomie i w sposób nieunikniony na kontrolę każdego swego słowa i czynu zarówno przez dziennikarzy, jak ogół społeczeństwa i muszą w związku z tym wykazać się większym poziomem tolerancji.”. Jako przykład orzeczenia zgodnego z linią strasburską należy wskazać wyrok Sądu Najwyższego z dnia 2 czerwca 2003 r. (III KK 161/03 – LEX nr 78847) w którym SN stwierdził: „Przepis art. 10 EKPC, gwarantujący prawo do swobodnej wypowiedzi, jest w orzecznictwie Europejskiego Trybunału Praw Człowieka traktowany jako dający swobodę wszelkim rodzajom wypowiedzi wyrażających opinie i idee lub informacje, niezależnie od ich treści oraz podmiotu wypowiadającego się. Podnosi się przy tym, że głównymi aspektami tej swobody jest wolność prasy, stanowiąca warunek publicznej krytyki, jako swobodny element skutecznej demokracji.” Z kolei w postanowieniu z dnia 28 sierpnia 2003 r. (III KK 246/03 – OSNwSK 2003/1/1845) Sąd Najwyższy podniósł, że „zakres wolności słowa w sferze życia publicznego musi być szerszy niż w sferze prywatnej, zaś osoby uczestniczące w życiu publicznym muszą liczyć się z krytyką, gdyż świadomie i w sposób nieunikniony wystawiają swe słowa i działania na reakcje społeczeństwa. Krytyka jako wkład w formę debaty publicznej a zarazem kontrola osób sprawujących stanowiska publiczne jest niezbędna w demokratycznym państwie prawa”. Powyższe stwierdzenia, odnoszą się z całą pewnością do polityków (osób publicznych), co w świetle bogatego orzecznictwa sądowego implikuje konieczność liczenia się przez nich z krytyką, nawet wyrażaną w ostrej formie.

Nie można wreszcie pominąć faktu, że oskarżony dziennikarz dołożył w toku postępowania pierwszoinstancyjnego wszelkich starań, aby udowodnić prawdziwość zarzutów, które wysunął wobec dyrekcji szpitala. Wskazał, że w aktach sprawy zawarte są dowody (dokumenty, zeznania świadków) potwierdzające okoliczności, które przytoczył w swoich publikacjach. Swoje tezy oparł na oficjalnych dokumentach, na podstawie których dokonał wyliczeń. Przedstawione przez oskarżonego wyjaśnienia są w tej mierze na tyle spójne i logiczne, że trudno jest zrozumieć, dlaczego Sąd Rejonowy nie uwzględnił dowodów ewidentnie przemawiających przeciwko skazaniu. Ocena tego stanu rzeczy należy jednak do Sądu II instancji. W tym kontekście, skazanie dziennikarza wyrokiem karnym za stawianie pytania o finansowanie kampanii wyborczej oraz ujawnianie nieznanych opinii publicznej faktów jej dotyczących, jest nie tylko nie do pogodzenia z międzynarodowymi, powszechnie uznanymi standardami wolności słowa, ale wręcz podważa powagę polskiego sądownictwa. Wydawanie wyroków skazujących za tego rodzaju czyny nie powinno mieć miejsca w praworządnym państwie w XXI w. Zdumienie budzi przy tym to, iż Sąd uznał, że artykuł red. Cieślaka mógł prowadzić do utraty zaufania do Mariusza Wołosza w środowisku branżowym, wśród pacjentów, jak i potencjalnych wyborców. Tymczasem Mariusz Wołosz nie był i nie jest lekarzem, nie miał więc kontaktu z pacjentami, więc nie wiadomo, dlaczego oni mieliby darzyć go jakimkolwiek zaufaniem, które po publikacji miałby utracić. Szpital znajduje się zresztą w Mysłowicach, więc jego pacjentami są mieszkańcy tego miasta i jego okolic, a Mariusz Wołosz kandydował przecież na prezydenta Bytomia, którą to funkcję pełni zresztą do dzisiaj po wygranych wyborach w 2018 r. (można dodać – wygranych mimo publikacji red. M. Cieślaka).

Mając powyższe na uwadze, skazanie red. Mateusza Cieślaka wyrokiem karnym stanowi rażące naruszenie jego konstytucyjnych praw obywatelskich oraz wolności słowa. W tym kontekście argumentacja zawarta w akcie oskarżenia budzi poważne wątpliwości, bowiem kluczowym elementem sprawy wydaje się raczej chęć ukarania „nieprawomyślnego” dziennikarza za publikację niż rzeczywiste dążenie do wyjaśnienia stanu faktycznego i obrony dobrego imienia samorządu. CMWP SDP stoi w związku z tym na stanowisku, że wniesiony w niniejszej sprawie akt oskarżenia stanowi tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie dziennikarza do podejmowania tematyki finansowania wyborów samorządowych. Nie służy więc założonym przez ustawodawcę celom, lecz w istocie służy tłumieniu krytyki, która stanowi przecież niezbędny element państwa demokratycznego. Skutkuje to niszczeniem wolnej debaty i godzi w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa. W konsekwencji, ewentualne utrzymanie wyroku skazującego spowodowałoby tzw. efekt mrożący (który już wystąpił wskutek skazania dziennikarza w I instancji) i byłoby nie do pogodzenia z aktywnością społeczną obywateli, którzy w interesie publicznym mają prawo żądać wyjaśnień, wyświetlać kontrowersyjne sprawy, krytykować władzę i bronić w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP).

Mając powyższe na względzie, kierując się celem ochrony zagrożonych wolności i praw człowieka, CMWP SDP przedstawia niniejszą opinię i apeluje o uniewinnienie oskarżonego redaktora Mateusza Cieślaka od zarzucanego mu czynu oraz zasądzenie od oskarżyciela prywatnego na rzecz oskarżonego kosztów procesu.

dr Jolanta Hajdasz

dyrektor CMWP SDP

Warszawa, 7 grudnia 2022 r.

Protest CMWP SDP przeciwko nowej blokadzie konta StopFake PL na Facebooku

CMWP SDP po raz kolejny stanowczo protestuje przeciwko usunięciu konta StopFakePL prowadzonego przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich na Facebooku oraz apeluje o jego pilne odblokowanie i przywrócenie jego funkcjonowania.  Wczoraj czyli 6 grudnia b.r. administratorzy Facebooka zablokowali  możliwość publikowania nowych treści na koncie StopFake PL na Facebooku, a dzisiaj rano konto to zostało bez ostrzeżenia usunięte z FB. Wczorajsza blokada nastąpiła mniej więcej dobę po publikacji artykułu autorstwa red. Pawła Bobołowicza p.t. „Panie Marcon, niech Pan pojedzie do Chersonia”, w którym autor opisuje trudną codzienność mieszkańców tego miasta w kontekście słów prezydenta Francji o konieczności stworzenia granic bezpieczeństwa dla Rosji. Jak wynika z analizy profilu od strony administratora, artykuł ten wzbudził największe zainteresowanie wśród użytkownika konta StopFake PL od 28 dni. Może to świadczyć o zmasowanym ataku trolli, którzy zgłosili że artykuł narusza zasady społeczności Facebooka. Tym razem nie można było także  odwołać się za pomocą automatycznych narzędzi Facebooka od tych decyzji, ponieważ każda próba kończy się komunikatem: „Przepraszamy, coś poszło nie tak. Niestety wystąpił błąd techniczny związany z tą funkcją. Staramy się go usunąć”.

Usunięcie konta dotyczy głównego profilu StopFake PL prowadzonego przez SDP na Facebooku od 5 lat. Jego usunięcie absolutnie niezrozumiałe, gdyż jest na nim umieszczona dostępna dla wszystkich informacja, iż jest to profil projektu, który zajmuje się zwalczaniem rosyjskiej dezinformacji oraz że projekt jest dofinansowany przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Pod tym samym adresem i tą samą nazwą funkcjonował od początku swojego istnienia, czyli od 2017 r.Na stronie stopfake.org, (a do dzisiaj także na profilach StopFake_Pl w mediach społecznościowych typu Facebook) w 13 wersjach językowych publikowane są informacje o nieprawdziwych treściach pojawiających się w mediach, głównie rosyjskich, zwłaszcza dotyczących relacji polsko-ukraińskich, polsko-rosyjskich i polsko-ukraińskich. Dzięki rozwinięciu na portalu stopfake.org rosyjsko i anglojęzycznego komponentu poświęconego sprawom Polski, materiały demaskujące manipulację i propagandę w tym obszarze, trafiają do środowisk opiniotwórczych nie tylko w Polsce i na Ukrainie, ale również w innych krajach. Wśród osób obserwujących profile Stop Fake Pl w mediach społecznościowych, znaleźć można było zarówno dziennikarzy, jak i polityków, w tym również z Europy Zachodniej. Blokada konta StopFakePl na Facebooku jest działaniem niezrozumiałym, a trwająca od 24 lutego 2022 r. rosyjska agresja na Ukrainie i potrzeba codziennej weryfikacji pojawiających się w sieci treści czyni tę blokadę skandaliczną.

CMWP SDP protestuje już po raz trzeci przeciwko blokowaniu konta StopFake PL. Dwa pierwsze protesty miały miejsce w październiku b.r. Kłopoty z dystrybucją treści na Facebooku  koordynatorzy projektu mieli już od lipca b.r., profil  miał regularnie blokowane konto przez administratorów Facebooka. Nie pomagały odwołania od tej decyzji, a próby kontaktowania się Autorów StopFake_PL  z przedstawicielami koncernu Meta (właściciela Facebooka) kończyły się niepowodzeniem. Po publikacji protestów CMWP SDP konto bez podania przyczyn zostało przywrócone 24 października 2022 r. Funkcjonowało do 6 grudnia bez przeszkód.

Na stronie stopfake.org, (a do dzisiaj także na profilach StopFake_Pl w mediach społecznościowych typu Facebook) w 13 wersjach językowych publikowane są informacje o nieprawdziwych treściach pojawiających się w mediach, głównie rosyjskich, zwłaszcza dotyczących relacji polsko-ukraińskich, polsko-rosyjskich i polsko-ukraińskich. Dzięki rozwinięciu na portalu stopfake.org rosyjsko i anglojęzycznego komponentu poświęconego sprawom Polski, materiały demaskujące manipulację i propagandę w tym obszarze, trafiają do środowisk opiniotwórczych nie tylko w Polsce i na Ukrainie, ale również w innych krajach. Wśród osób obserwujących profile Stop Fake Pl w mediach społecznościowych, znaleźć można było zarówno dziennikarzy, jak i polityków, w tym również z Europy Zachodniej. Blokada konta StopFakePl na Facebooku jest działaniem niezrozumiałym, a trwająca od 24 lutego 2022 r. rosyjska agresja na Ukrainie i potrzeba codziennej weryfikacji pojawiających się w sieci treści czyni tę blokadę skandaliczną.

CMWP SDP przypomina, iż wolność słowa należy do podstawowych zasad demokratycznego państwa prawa. W Polsce jest ona zagwarantowana przez art. 54 ust. 1 Konstytucji. Poświadczają ją również wiążące Polskę akty prawa międzynarodowego. Wolności wypowiedzi dotyczy art. 10 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności i art. 11 Karty Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Także Powszechna Deklaracja Praw Człowieka w art. 19 zapewnia „swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami”. Przedstawiciel mediów społecznościowych w Polsce, jakim jest koncern Meta swoim działaniem stawia się ponad obowiązującym prawem i blokuje dyfuzję ważnych ze względów politycznych, społecznych treści.

Z uwagi na powszechność serwisu społecznościowego Facebook działanie takie ma charakter cenzury, czyli kontroli publicznego przekazywania informacji, ograniczającej wolność swobodnego wyrażania myśli i przekonań. Jest to nieuzasadnione naruszenie zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa. CMWP SDP apeluje o zaniechanie takich działań i przywrócenie swobodnego funkcjonowania na Facebooku prowadzonego przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich profilu StopFake_PL .

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 7 grudnia 2022 r.

Treści publikowane w ramach  projektu StopFake_PL dostępne są aktualnie profil na Twitterze TUTAJ oraz stronie internetowej TUTAJ.

Wystawa przypominająca historię Jarosława Ziętary, który zginął, bo był dziennikarzem

Na ogrodzeniu Domu Dziennikarza przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie można oglądać wystawę „Sprawa Jarosława Ziętary 1992-2022”. Przypomina ona historię jedynego w Polsce zleconego porwania i zamordowania dziennikarza w celu uniemożliwienia mu opublikowania wyników jego śledztwa.

Na ośmiu plansz w przystępny sposób prezentowane są różne aspekty sprawy Ziętary, poczynając od przedstawienia sylwetki zabitego dziennikarza „Gazety Poznańskiej” i jego śledztwa dziennikarskiego, z powodu którego go zamordowano, przez patologiczne podejście do niej organów państwa i starania o pociągnięcie sprawców do odpowiedzialności, a skończywszy na upamiętnieniu Jarosława Ziętary jako ofiary zbrodni. Zawiera zdjęcia, dokumenty i najważniejsze informacje dotyczące wydarzeń z trzech dekad. W części są to materiały i informacje, które wcześniej nie były prezentowane.

Wystawa powstała z okazji 30. rocznicy porwania i zamordowania dziennikarza, a swoją premierę miała w Poznaniu. Przygotował ją Krzysztof M. Kaźmierczak z ramienia Komitetu Społecznego im. Jarosława Ziętary, a wykonanie plansz zostało sfinansowane ze zbiórki publicznej. Teraz można ją obejrzeć w Warszawie.

 – Ta wystawa ma nam przypomnieć historię naszego kolegi, dziennikarza Jarka Ziętary oraz fakt, że wymiar sprawiedliwości do tej pory nie poradził sobie z tą sprawą – powiedziała Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP i dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, podczas otwarcia wystawy, które odbyło się we wtorek, 6 grudnia.

Jarosław Ziętara był dziennikarzem śledczym „Gazety Poznańskiej”, ostatni raz widziano go 1 września 1992 r. Rano wyszedł do redakcji, ale nigdy tam nie trafił. W 1999 r. został uznany za zmarłego, ale jego ciała nie odnaleziono. Do dziś nie wyjaśniono okoliczności śmierci dziennikarz i nie pociągnięto do odpowiedzialności winnych tej zbrodni.

19 października br. Sąd Okręgowy w Poznaniu wydał wyrok uniewinniający dwóch byłych ochroniarzy nieistniejącego już holdingu Elektromis Mirosława R., ps. „Ryba” i Dariusza L., ps. „Lala”, oskarżonych o porwanie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Ziętary. Wcześniej,  24 lutego br. uniewinniony został były senator Aleksander Gawronik, któremu zarzucano podżeganie do zabójstwa dziennikarza.  Oba wyroki są nieprawomocne. Prokuratura Regionalna w Krakowie zaskarżyła w całości wyrok uniewinniający Aleksandra Gawronika odnośnie podżegania do zamordowania Jarosława Ziętary w maju br. i zapowiedziała apelację od wyroku uniewinniającego byłych ochroniarzy firmy Elektromis. Sprawy te obserwuje Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

Jolanta Hajdasz zapowiedziała, że Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP będzie wspierało prokuraturę w apelacji. – Niebawem wyślemy do sądu nasze stanowisko – podkreśliła szefowa CMWP SDP. – Domagamy się sprawiedliwości i wytłumaczenia dlaczego dziennikarz musiał zginąć i dlaczego nikt za to nie odpowiedział – dodała.

Wystawę przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie można oglądać do końca stycznia 2023 roku.

Wsparcie CMWP SDP dla apelacji Prokuratury od wyroku uniewinniającego Aleksandra Gawronika czytaj TUTAJ.

 

 

 

O frustratach i nie tylko pisze CEZARY KRYSZTOPA: Niektórzy są już nawozem historii

Coraz większa część życia publicznego odbywa się dziś w sieci. Ma to swoje wady, ma to swoje zalety, ale jest faktem. Ten kto z chęci czy obowiązku spędza tam sporo czasu, widzi, że ostatnio mamy tam do czynienia z szybkim wzrostem negatywnych emocji. Szczególnie ze strony wyjątkowo „oświeconych”.

W jakiejś istotnej części, trudno powiedzieć w jakiej, jest to zapewne spowodowane celową indukcją. Kto wnikliwie te procesy obserwuje, ten widzi kolejne fale dziwnych kont, a to „Koreańczyków”, a to „Latynosów” i innych, którzy posługując się prymitywną, ale polszczyzną, rozbijają każdą dyskusję, jakby dostawali medal za każdą pozostawioną na cudzej wycieraczce kupę. Cóż, idą wybory, zapewne niejeden „Inowrocław” działa w trybie „czerwonego alarmu”, a i przeróżne agencje PR wchodzą w okres żniw.

A jednak wydaje mi się, że nie chodzi tylko o ten wyjątkowo nikczemny rodzaj zarobkowania. Część tego zdziczenia, które owocuje najbardziej plugawymi słowami, a ostatnio coraz częściej groźbami karalnymi, wydaje się być odbiciem i funkcją rosnącej frustracji obrażonych, chociaż zachowujących wpływ na pewną część społeczeństwa, „elit”.

Dwa typy

Na swój prywatny użytek wyróżniam tu dwa, oczywiście bardzo uproszczone, typy owych „elit” przedstawicieli. Pierwszy wydaje się być bardziej prymitywny, ale też bardziej szczery w tym co robi. To te wszystkie garkotłuki, które zrządzeniem losu, lub „dobrym urodzeniem” zostały postawione ponad innymi. Te z pełnym przekonaniem, owinięte w „konstytucję” i „tolerancję” plują 360 stopni dookoła siebie niczym Diabły Tasmańskie z popularnej amerykańskiej kreskówki. Nie raz sam ocieram te plwociny z twarzy, ale w jakimś sensie nawet doceniam tę szczerość wiary, że „wolność nastanie wtedy” kiedy oni zostaną na nowo dopuszczeni do koryta dystrybuującego szacunek.

Drugi rodzaj wydaje się być bardziej wyrafinowany. Również sfrustrowany, ale jednocześnie o wiele bardziej cyniczny. Ten zdaje się, nie ma szczerej wiary w „konstytucję” i „tolerancję”. Ten zdaje sobie sprawę z tego, że liczy się tylko koryto. I ten cel uświęca wszelkie środki. Może by i mogli robić jakąś szczerą sztukę, ale po co, skoro nie tego się od nich wymaga? Zapomnieli o mnie? To dam wywiad, w którym pojadę „polaczkom”. Zamiast robić teatr można robić cyrk. Gęsto futrowane, a światopoglądowo zaangażowane koncerny nie wesprą przecież niemieszczącego się w wąskim autoryzowanym spektrum, aktywizmu, a film, który nie uderza w Kościół, czy polską pamięć historyczną, nie zdobędzie poklasku środowiska i nie otworzy żadnych drzwi. To dlatego nawet jeśli jakiemuś aktorzykowi, czasem wypśnie się coś z sensem, to zaraz musi „na druga nóżkę” poprawić, „żeby środowisko się nie gniewało”. Muszę przyznać, że ten typ brzydzi mnie o wiele bardziej.

Żądza rewanżu

Z czego ta frustracja wynika? Oczywiście z tego, że „PiS zagarnął władzę i rządzi przy pomocy Edków za 500+, którzy nie chcą uznawać wyższości oczywistych elit”. To truizm. Mechanizm został już wielokrotnie opisany. Dziś ciekawsze wydaje mi się to, że ta frustracja dostała dodatkowego paliwa w postaci nadziei na rewanż – „Edki już zrozumiały, że mogą sobie wygrywać wybory, ale nasi koledzy mają narzędzia, żeby je głodzić, a to dobra metoda tresury. A jak jeszcze Donald odbierze im władzę, to najpierw będą skakać z okien, a potem koryto szacunku przyniosą nam w zębach”. Te czerwone od żądzy zemsty ślipia zdają się być coraz bardziej odległe od jakiejkolwiek refleksji na temat przyczyn „odstawienia od koryta”.

A te są złożone. W Polsce składa się na nie na przykład odraza do postkomunistycznej natury „elit” zza żółtych firanek. Ale jeszcze istotniejsze wydaje się być to, że zjawisko ich odrzucenia dotyka coraz większej części Zachodu i zdaje się dopiero nabierać tempa. Wynika ze skostniałej natury systemu, który w ostatnich dziesięcioleciach służył ich interesom. Systemu, który nie dopuszcza do powstania żadnej alternatywy i w wyniku daleko idących zmian sklerotycznych w coraz większym stopniu szkodzi większości.

Nawóz historii

Prawie żal mi tych żałosnych frustratów. Wydaje się, że w najbliższym czasie stoją przed następująca alternatywą: albo Donald da im tę chwilę satysfakcji, ale niezbyt długą, ponieważ przyspieszający mechanizm zmian daleko wykraczający poza Polskę, i tak pozbawi ich złudzenia, że „może być tak jak było”, albo Donek im tego nie da i ostatecznie pogrążą się w otchłani szaleństwa.

Tak czy siak, chyba są już nawozem historii.

 

1 grudnia premiera nowego odcinka „SDP Cafe”. Anna Popek rozmawia z Katarzyną Bareją

Katarzyna Bareja, córka reżysera Stanisława Barei, autorka książki o swoim ojcu, to kolejny gość w „SDP Cafe”. Do rozmowy, której premiera będzie 1 grudnia o godz. 19 na portalu sdp.pl i na kanale SDP na YouTube, zaprosiła ją dziennikarka telewizyjna Anna Popek. 

Jego filmy, w których genialne przedstawił absurdy PRL-owskiej rzeczywistości, przeszły do historii polskiego kina, a kultowe dialogi do naszych codziennych rozmów. Ale jaki był Stanisław Bareja, gdy schodził z filmowego planu i wracał do domu? Odpowiedzi na to pytanie dostarcza nam książka córki reżysera, Katarzyny Barei „Żaby w śmietanie czyli Stanisław Bareja i bliscy”. Autorka dzieli się w niej z czytelnikami, anegdotami, fragmentami pamiętników, listów, aby w ten sposób przedstawić postać Stanisława Barei, nie tylko jako wielkiego twórcy filmowego, ale też ojca, męża, przyjaciela, zwyczajnego człowieka. Pomysł na książkę narodził się od… jedzenia. A jak to  dokładnie było córka reżysera „Misia” opowie Annie Popek w kolejnym odcinku „SDP Cafe”.

Katarzyna Bareja jest absolwentką filmoznawstwa i kulturoznawstwa na Uniwersytecie Śląskim, w Kanadzie studiowała pracę socjalną i psychoterapię. Wiele lat spędziła na emigracji. Udziela terapii, pisze wiersze, podróżuje. Swój czas dzieli między Polską a Kanadą.

Druga edycja „SDP Cafe” to przygotowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl 15 rozmów z twórcami kultury. Dziennikarze odwiedzają ich z kamerą w domach, pracowniach w różnych miejscach Polski lub zapraszają do „kawiarenki” zaaranżowanej w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal w Warszawie.

Projekt dofinansowany jest ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego z Funduszu Promocji Kultury oraz Narodowego Centrum Kultury.

Partnerzy medialni:

Do Rzeczy, Sieci, wPolityce.pl, Radio Wnet, Informator Stolicy, portal Waw4free, Bez wierszówki, Forum Dziennikarzy

Protest CMWP SDP przeciwko skazaniu red. Jacka Karnowskiego w procesie z autorami reportażu o „urodzinach Hitlera”

CMWP SDP stanowczo protestuje przeciwko wyrokowi Sądu Okręgowego w Warszawie, zgodnie z którym red. Jacek Karnowski, redaktor naczelny tygodnika „Sieci” ma przeprosić autorów kontrowersyjnego reportażu „Polscy neonaziści” wyemitowanego w listopadzie 2018 r. w programie „Superwizjer” w telewizji TVN oraz wpłacić 50 tys. zł na fundację Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. W ocenie CMWP SDP kara ta budzi poważne wątpliwości i nie koresponduje z powszechnie przyjętymi standardami w zakresie wolności słowa, wyrażonymi m. in. w Konstytucji i art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka oraz standardami wypracowanymi w krajowym i międzynarodowym orzecznictwie. Wyrok nie jest prawomocny. CMWP SDP zapowiada objęciem monitoringiem zapowiedzianej przez redakcję tygodnika „Sieci” apelacji od tego wyroku oraz pozostałych spraw, jakie w związku ze sprawą tzw. „urodzin Hitlera” dziennikarzom i wydawnictwu w/w tygodnika wytoczyli autorzy reportażu „Polscy neonaziści” i telewizja TVN.

W styczniu 2018 r. dziennikarze audycji „Superwizjer” telewizji TVN Bertold Kittel, Anna Sobolewska i Piotr Wacowski ujawnili wyniki swego dziennikarskiego „śledztwa”. Na nagraniach, które zostały zarejestrowane ukrytą kamerą, pokazano m.in. zorganizowane w maju 2017 r. w lesie nieopodal Wodzisławia Śląskiego „obchody” 128. urodzin Adolfa Hitlera. Materiał pokazywał m.in. rozwieszone na drzewach czerwone flagi ze swastykami i „ołtarzyk” ku czci Hitlera z jego czarno-białą podobizną oraz wielką drewnianą swastyką nasączoną podpałką do grilla, która po zmroku została podpalona. Pokazano też uczestników spotkania przebranych w mundury Wehrmachtu, wznoszenie toastów „za Adolfa Hitlera” oraz częstowanie tortem w kolorach flagi Trzeciej Rzeszy. Po publikacji materiału prokurator generalny Zbigniew Ziobro polecił Prokuratorowi Regionalnemu w Katowicach wszczęcie śledztwa w tej sprawie. Prowadziła ona śledztwo m.in. w sprawie podżegania do zorganizowania spotkania ku czci Adolfa Hitlera poprzez przekazanie jego organizatorowi kwoty 20 tysięcy złotych. W listopadzie 2018 r. w tygodniku „Sieci” ukazał się artykuł pt. „Maskarada na zlecenie”, opisujący szczegóły śledztwa w sprawie „urodzin Hitlera” oraz okoliczności ich zorganizowania, a także emisji reportażu na ten temat w telewizji TVN .

W ocenie CMWP SDP dziennikarze tygodnika dochowali staranności i rzetelności zawodowej przy publikacji tego artykułu, co potwierdzają m.in. materiały zgromadzone  przez prokuraturę w śledztwie w sprawie tzw. „urodzin Hitlera”.  15 listopada 2018 r. CMWP SDP zwróciło się do Prokuratury Okręgowej w Gliwicach z wnioskiem o przedstawienie informacji dotyczącej ustaleń Prokuratury w sprawie udziału nadawcy audycji (Spółki TVN SA) w wydarzeniach będących przedmiotem śledztwa oraz informacji na temat roli dziennikarzy w tej sprawie. Z informacji, jakie wówczas uzyskaliśmy  od Pierwszego Zastępcy Prokuratora Generalnego Bogdana Święczkowskiego (data odpowiedzi 18 grudnia 2018, publikacja na stronie cmwp.sdp.pl) wynika, iż prokuratura potwierdziła informacje zawarte w publikacji tygodnika „Sieci”. Opisano m.in. to, iż operator stacji TVN wznosił rękę w nazistowskim pozdrowieniu, a po zakończeniu „oficjalnej” części spotkania pozował do zdjęć na tle nazistowskich emblematów. Na „urodziny Hitlera” przyniesiono przy tym duże ilości alkoholu, którym częstowano uczestników spotkania, a w czasie jego trwania miano prowokować jego uczestników do wypowiedzi o charakterze ksenofobicznym i rasistowskim. Jeden z jego uczestników zeznał w śledztwie, iż „oni specjalnie podlewali mnie alkoholem”. W odniesieniu do operatora telewizji TVN świadek zeznał, iż brał on aktywny udział we wznoszeniu nazistowskich dekoracji. Prokuratura zwróciła także uwagę na  brak tzw. surówki, czyli całości nagranego materiału dziennikarskiego podczas „urodzin Hitlera”, co jest rażącym błędem dziennikarstwa telewizyjnego, szczególnie, jeśli ten materiał dotyczy ważnych i wywołujących społeczne emocje treści. Jego analiza z pewnością pomogłaby wyjaśnić wszystkie wątpliwości dotyczące roli dziennikarzy TVN w tej sprawie.  Tymczasem stacja TVN wskazała jedynie na trudności dotyczące odszukania wszystkich nagrań, początkowo „ze względu na okres ferii zimowych”, a potem poinformowała, iż w ogóle nie udało się ich odnaleźć, co jest wręcz nieprawdopodobnym w tak dużej i profesjonalnej stacji telewizyjnej zignorowaniem standardów pracy dziennikarskiej.

Odpowiedź dla CMWP SDP Pierwszego Zastępcy Prokuratora Generalnego z18.12.2018 – 18.12.18 Odpowiedź-Prokuratury-Krajowej-18.12.18-

To tylko niektóre wątpliwości dotyczące okoliczności emisji reportażu „Polscy neonaziści”, które były także opisane w artykule opublikowanym w tygodniku Sieci. Trudno zrozumieć i uzasadnić, czym kierował się Sąd ignorując te okoliczności i skazując redaktora naczelnego tygodnika, w którym te okoliczności sprawy opisano. Wyrok skazujący dla red. Jacka Karnowskiego oznacza, iż wymiar sprawiedliwości zignorował m.in. istotny aspekt sprawy mający wpływ na jej rozstrzygnięcie, jakim jest przekroczenie metod pracy dziennikarstwa wcieleniowego, wykorzystującego tzw. ukrytą kamerę oraz prowokację przy realizacji reportażu „Polscy neonaziści”, co w ocenie CMWP SDP miało miejsce. Naturalnie, ocena warsztatu pracy dziennikarzy TVN nie należy do Sądu rozpatrującego tę sprawę, ale karanie dziennikarza za publikację wątpliwości dotyczących tego warsztatu pracy oraz krytyczny opis kontrowersyjnych okoliczności samej imprezy zwanej „urodzinami Hitlera” budzi sprzeciw , gdyż narusza zasadę wolności słowa, fundamentalną dla demokratycznego państwa.

CMWP stoi na stanowisku, iż orzeczona w tym wypadku kara dla red. Jacka Karnowskiego stanowi przy tym tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation) tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie dziennikarzy do podejmowania istotnych, wywołujących społeczne emocje, tematów. Orzeczona dla red. Jacka Karnowskiego upokarzająca kara przepraszania innych dziennikarzy za opublikowany krytyczny opis ich metod pracy i postawy oraz w konsekwencji dotkliwa kara finansowa (50 tysięcy złotych) powoduje tzw. efekt mrożący (tzw. chilling effect), wielokrotnie opisywany na gruncie prawa polskiego, jak i międzynarodowego, jako naruszający zasadę wolności słowa.  Jest to nie do pogodzenia z opartą na dążeniu do prawdy i prezentacji różnych punktów widzenia pracą dziennikarską, do której zobowiązani są wszyscy dziennikarze, zarówno wydawnictwa papierowego, jakim jest tygodnik Sieci, jak i dziennikarze międzynarodowych, medialnych korporacji, których częścią jest telewizja TVN.

dr Jolanta Hajdasz

dyrektor CMWP SDP

Warszawa, 21 listopada 2022 r.

 

KRYSZTOPA: Powiem, jak będzie i to się Wam nie spodoba

To co napiszę wielu z Was zapewne się nie spodoba. Nie mam oczywiście żadnej szklanej kuli ani zdolności profetycznych. Do tego czasu możemy być świadkami wydarzeń, które znacząco na to wpłyną, ale na dziś, najbardziej prawdopodobnym scenariuszem, wydaje mi się, jest to, że PiS wbrew kabaretowym sondażom, w przyszłym roku wygra wybory, ale straci władzę.

Przypominam sobie jedno, całkiem niedawne, choć nie pamiętam dokładnie które, nagranie Rafała Ziemkiewicza, na którym ten wyraża się z optymizmem na temat możliwości utrzymania władzy przez Prawo i Sprawiedliwość po wyborach. Niech mi wybaczy, jeśli coś pokręciłem, ale argumentował tę tezę niską jakością opozycji. W ocenie jakości opozycji ma 100% racji. Opozycję w Polsce mamy tak durną, że gdybym napisał, że „jest durna jak but z lewej nogi”, mój lewy but mógłby się ciężko obrazić. Jeżeli jest groźna, to wyłącznie dlatego, że okazała się przydatna znacząco większym i mądrzejszym od siebie zewnętrznym wrogom polskiej suwerenności, którzy uznali ją za wygodne narzędzie „głodzenia Polski”.

PiS przegra sam ze sobą

A jednak obawiam się (obawiam się nie ze względu na dobro PiS, PiS jest narzędziem, nie celem, chodzi mi o konsekwencje dla Polski), że w zakresie przedłużenia władzy PiS o trzecią kadencję, Rafał Ziemkiewicz (o ile ta teza jest w ogóle jeszcze aktualna) nie ma racji. Abstrahując zarówno od jakości sondaży jako takich, a już szczególnie od jakości sondaży „przełomowych”, mimo wszystko wydaje się, że nie ma dziś takiej matematyki, która dałaby Prawu i Sprawiedliwości większość po wyborach. Jeśli nie wydarzy się coś spektakularnego, suma wyników partii opozycyjnych zapewne przekroczy wynik PiS. Być może nie pomoże nawet ew. koalicja z poszturchiwaną Konfederacją, ani, dla mnie osobiście odrażająca, koalicja z PSL.

Myślę, że można się pokusić o stwierdzenie, że PiS nie przegra z opozycją. Ta, niepotrafiąca wystękać żadnej propozycji programowej poza agresywnymi puhukiwaniami o „silnych ludziach”, jest tu bardziej żałosnym statystą. PiS przegra sam ze sobą. W tym dziele zapewne pomoże mu Mateusz Morawiecki na stanowisku premiera, obciążony zarówno awarią polityki podpisywania cyrografów podsuniętych przez Unię Europejską, jak i pomniejszymi awariami, takimi jak nieco już zapomniany „Polski Ład” czy niejasna sytuacja finansów publicznych. Według badania CBOS [!] w październiku rząd Mateusza Morawieckiego miał pośród respondentów 26% zwolenników. Czyli mniej niż wynosi wynik PiS we wszystkich w miarę poważnych sondażach. Te notowania są obciążeniem dla partii rządzącej. Większość głosujących na obecną partię rządzącą, głosowało na nią w nadziei, że ta będzie broniła suwerenności, a nie przywoziła z Brukseli kolejne „sukcesy”, pod wpływem których informacje o „konstruktywnym” spotkaniu Very Jourovej z nowym ministrem ds. europejskich Szymonem Szynkowskim vel Sękiem budzą więcej obaw niż zadowolenia, oraz pytania pt. „co oni tam znowu podpisali?”.

Będzie co ma być

Tak więc wydaje mi się, że stanie się to co ma się stać, czyli Prawo i Sprawiedliwość najprawdopodobniej wygra wybory (spora część wyborców zdaje sobie sprawę jaka katastrofą może być dojście do władzy obecnej opozycji, która będzie musiała spłacić długi wobec swoich obecnych zewnętrznych patronów), ale nie uzyska wyniku, który dawałby w ten czy w inny sposób szansę na rządzenie. Co będzie dalej?

Rzeczywistemu „programowi” opozycji z Platformą Obywatelską na czele, poświęcę chyba osobny tekst, teraz pokrótce tylko nadmienię, że zacznie się oczywiście od euforii i triumfalizmu. Będzie dużo gadania o tym jak „teraz będą wyskakiwać z okien”, może jakieś komisje śledcze, pracę straci sporo ludzi w publicznych mediach, spółkach skarbu państwa, zapewne zostaną dokonane jakieś gesty „programowe”, natury głównie światopoglądowej. Być może pojawi się jakaś ustawa o „związkach partnerskich”, możliwe, że łamiąc konstytucję zaczną coś gmerać przy aborcji. Z pewnością „krwawa” vendetta czeka wymiar sprawiedliwości. Umocowana w prawniczej międzynarodówce „nadzwyczajna kasta” nie odpuści i nikt nie odważy się jej przeszkodzić. Zapewne dokonany zostanie jakiś rodzaj egzekucji na ok ¼ obecnych sędziów, powołanych przez Prezydenta zgodnie z konstytucją, których wiary w nowy system PiS nie potrafił wynagrodzić. Niestety mogą spróbować np. sprzedać Orlen. Możliwe, że Polsce zostaną wypłacone jakieś pieniądze z Brukseli, a możliwe, że nie, ponieważ wydaje się, że jednym z powodów „głodzenia Polski” jest fakt, że UE sama ledwo się trzyma kupy.

Słaba koalicja

Nie zostaną natomiast rozwiązane żadne poważne problemy. Zupełnie nie wyobrażam sobie lenia Tuska, jako premiera rozwiązującego jakieś problemy na poważnie. Jeśli wojna i jej skutki się przeciągną, zostaniemy z wysoką inflacją, raczej nikt nie tknie finansów publicznych, służby zdrowia, no może zrezygnuje z jakichś strategicznych inwestycji, bo nie po to doszedł do władzy żeby jego zagranicznych suweren martwił się siłą Polski.

Prędzej czy później brak rozwiązania poważnych problemów będzie coraz bardziej dojmująco widoczny. Ewentualna likwidacja programów społecznych również zaboli. W powyborczej, bardzo złożonej koalicji, szybko pojawią się tarcia – Szymon nie cierpi Donalda, Włodek – Szymona i Donalda, Robert – Włodka, a Adrian – wszystkich naraz – pisała niedawno Agnieszka Kublik w Wyborczej (Władek się dostosuje do każdego naczynia, do jakiego się go wleje). Mało tego. Największym klubem w parlamencie będzie klub opozycyjny – PiS. Z czasem coraz bardziej na nowo zwarty i zdyscyplinowany. A w dodatku, całkiem możliwe, że również posiadający niemałe wpływy w Europie, gdzie rządy przejęły, a być może jeszcze przejmą partie mu przychylne. To nie wróży Donaldowi Tuskowi łatwego zadania. Praca trzy dni w tygodniu może nie wystarczyć.

Hamulce

A jeszcze konieczność kohabitacji z nieprzychylnym Prezydentem aż do 2025 roku. Szefem banku centralnego Adam Glapiński będzie, jeśli dobrze liczę, do 2028 roku. Małgorzata Manowska będzie I Prezes Sądu Najwyższego do 2026 roku. Nie wiem jak będzie z Krajową Radą Sądownictwa i Trybunałem Konstytucyjnym, ponieważ wierzę, że przy aplauzie Berlina i Brukseli są tu gotowi pójść na kompletnie niepraworządny i antykonstytucyjny rympał. Ale jednak trochę hamulców ewentualnego chaosu jest.

Co więcej, w Europie krzepnie opozycja wobec zarówno niemieckiej dominacji jak i obłąkanych planów Brukseli. Być może to wystarczy, żeby blokować największe szaleństwa i zapewniać Berlinowi i Brukseli wystarczająco dużo „rozrywki” żeby nie miały czasu myśleć o głupotach. Być może koalicja krajów rządzonych przez konserwatystów przejmie pałeczkę oporu wobec budowy Związku Socjalistycznych Republik Europejskich.

Polska szansa

I tutaj dochodzimy do rzeczy w tym wszystkim najistotniejszej. Szczególna geopolityczna koniunkcja jaka się wokół Polski w ostatnim czasie wytworzyła, sprawia, że ta ma poważną szansę, by znacząco przesunąć się w peletonie państw na spektrum możliwości prowadzenia samodzielnej polityki i budowy podstaw własnego dobrobytu. I stąd zresztą to potępieńcze wycie. Żeby ktoś mógł usiąść przy stole dla dorosłych, kto inny musi się przesunąć. Nic dziwnego, że woli wykopać krzesło spod siedzenia kandydata. W moim najgłębszym przekonaniu, na tym właśnie polega rzeczywista misja Donalda Tuska, który ma Polsce uniemożliwić pójście własną drogą, a umożliwić zaprzęgnięcie jej na powrót do niemieckiego powozu. Cała reszta to didaskalia.

Dojście do władzy opozycji (nie wiem czy w ogóle zasługują na to określenie) jest dla tej polskiej szansy potwornym zagrożeniem. Tu możliwości są dwie. Jeśli zadziałają w wystarczającym stopniu wewnętrzne i zewnętrzne hamulce, które pokrótce opisałem, prawdopodobnie po tym trudnym okresie, w którym koalicja zaprzańców skompromituje się w oczach również niezdecydowanego elektoratu, możliwe, że PiS oczyszczony w czyśćcu opozycji, dostanie kolejną szansę. Może też nie będzie to PiS, tylko jakaś inna siła, która podczas tych czterech lat wyrośnie. Wtedy oby potrafiła tę nasza polską szansę zagospodarować.

Bo jeśli hamulce nie zadziałają w wystarczającym stopniu i polska smuta będzie musiała potrwać dłużej, to obawiam się, że choć historia wbrew niektórym, nigdy się nie kończy, to na czas dłuższy może już nie być co zbierać.

Sąd prawomocnie uniewinnił dziennikarza śledczego z Głosu Zabrza i Rudy Śląskiej. Decyzja zbieżna ze stanowiskiem CMWP SDP

Po trzech latach procesu  3 listopada br. Sąd Okręgowy w Gliwicach prawomocnie uniewinnił red. Przemysława Jarasza z Głosu Zabrza i Rudy Śl., stałego współpracownika Tygodnika Solidarność i portalu tysol.pl od zarzutów popełnienia przestępstwa zniesławienia dwóch negatywnych bohaterów jego artykułu śledczego „Konflikt interesów” z lutego 2019 roku.  Wyrok  Sądu pierwszej  instancji został oprotestowany  przez CMWP SDP, gdyż  sędzia Agnieszka Sierocińska z Sądu Rejonowego w Zabrzu orzekła w nim, iż „dziennikarz napisał prawdę, jednakże w pejoratywny sposób”  i uznała jego winę co do części zarzutów. W trybie tzw. warunkowego umorzenia postępowania, nakazała mu zapłacić bohaterom artykułów łącznie prawie 10 tys. zł i przeprosić na pierwszej stronie gazety.  Dziennikarz złożył apelację od tego wyroku, w czym wsparło go CMWP SDP. 

Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wystąpiło w obronie skazanego dziennikarza w związku z absurdalnością treści wyroku sądu I instancji.  W wydanym oświadczeniu CMWP podkreśliło, że skazywanie dziennikarzy za pisanie prawdy jest niedopuszczalnym tłumieniem krytyki prasowej i dodatkowo będzie oddziaływać na całe środowisko dziennikarskie wywołując tzw.  efekt mrożący. Adwokatem dziennikarza był  mecenas Paweł Matyja z Katowic, jednocześnie rzecznik prasowy Śląskiej Izby Adwokackiej.  Wspierała go także kancelaria radców prawnych Koczyk – Szafrański z Zabrza.  Do procesu w charakterze strony społecznej chciał się włączyć także Związek Zawodowy Kadra z KWK Budryk, mający w statucie zapisaną walkę w obronie wolności słowa i praw obywatelskich, Sąd Rejonowy jednak się na to nie zgodził.

Red. Przemysław Jarasz w artykule p.t. „Konflikt interesów” opisał działalność firmy zarządzania nieruchomościami z Zabrza, założonej i prowadzonej przez byłego radnego lewicy i ex pracownika gminy Jerzego Kosińskiego wraz z urzędnikiem miejskim Leszkiem Jarosem. Ich firma prowadziła działalność konkurencyjną wobec gminnej spółki ZBM-TBS i wprost podbierała jej wspólnoty mieszkaniowe. Nadto dziennikarz dotarł do świadków, którzy twierdzili, iż przy pozyskiwaniu nowych wspólnot w komercyjny zarząd, były radny powoływał się na wpływy w Urzędzie Miasta, co stanowi przestępstwo. Pierwotnie prokuratura zainteresowała się sprawą, ale ostatecznie postępowanie umorzyła nie dając wiary świadkom. Wtedy panowie Kosiński i Jaros oskarżyli z art. 212 KK autora  artykułów w Głosie Zabrza i Rudy Śląskiej  na ich temat. I to pomimo tego, że sam Kosiński obszernie wypowiadał się w kluczowym artykule, jak też po jego publikacji redakcja opublikowała równolegle dwa osobne sprostowania nadesłane przez obydwu bohaterów publikacji – hołdując zasadzie otwartości na różne punkty spojrzenia i wyjaśnienia osób zainteresowanych.

Przy pierwszym podejściu do procesu karnego sędzia Beata Badura z Sądu Okręgowego w Zabrzu już na pierwszym posiedzeniu orzekła, iż zgromadzony w sprawie materiał w ogóle nie daje podstaw do stawiania dziennikarza w stan oskarżenia karnego i umorzyła postępowanie. Jednakże po złożonej przez biznesmenów apelacji, Sąd Okręgowy w Gliwicach nakazał prowadzenie procesu.

Jerzy Kosiński był w mieście osobą publiczną i rozpoznawaną: zasiadał jako radny SLD w Radzie Miasta, a nadto był pracownikiem gminnej spółki ZBK (obecnie ZBM-TBS) odpowiedzialnym za obsługę wspólnot mieszkaniowych w Zabrzu – Rokitnicy. To właśnie po wspólnych artykułach Głosu Zabrza autorstwa red. Jarasza oraz red. Elżbiety Skwarczyńskiej – Adryańskiej w 2007 roku (nagrodzonych główną nagrodą Grand Prix w konkursie Stowarzyszenia Prasy Lokalnej pod egidą wojewody wielkopolskiego), Kosiński sam odszedł w niesławie z pracy w gminnej spółce. Wewnętrzna kontrola w gminnej spółce potwierdziła publikacje Głosu, iż w procesie termomodernizacji budynków na osiedlu w Rokitnicy zawyżano koszty remontów ponoszone przez mieszkańców. On sam nie doczekał prawomocnego wyroku – zmarł na dzień przed rozpoczęciem procesu odwoławczego. Przed śmiercią zdążył jeszcze postawić w stan oskarżenia kolejnego procesu redaktora naczelnego Głosu Zabrza red. Jakuba Lazara w związku z tym, iż ten na łamach gazety relacjonował przebieg procesu wytoczonego dziennikarzowi jego tygodnika…

W związku z orzeczonym prawomocnym wyrokiem, Leszek Jaros musi zwrócić red. Przemysławowi Jaraszowi blisko 1500 złotych kosztów obrony adwokackiej, a także pokryć koszty procesu. Drugie tyle niejako w imieniu zmarłego oskarżyciela pokryje Skarb Państwa.

Z potwierdzenia prawomocnego uniewinnienia red. Jarasza  zadowolony jest jego obrońca, mecenas Paweł Matyja, który od początku twierdził, że wszystkie zarzuty były absolutnie bezpodstawne. W wypowiedzi dla CMWP SDP zwraca jednak uwagę na szerszy kontekst nadużywania art. 212 KK do tłumienia krytyki prasowej i zniechęcania do dziennikarstwa śledczego. Z przepisów karnych, ultima ratio – zatem takich, które powinny być stosowane tylko w ostateczności, próbuje się zrobić narzędzie służące do tłumienia wolności prasy. De facto patrząc po liczbie spraw z art. 212 Kodeksu Karnego – jest to dzisiaj narzędzie pierwszego wyboru. Gdzieś na drugi plan schodzi prawo prasowe, możliwość domagania się sprostowania, czy sprawy cywilne o ochronę dóbr osobistych. To bardzo niebezpieczne zjawisko. Przestaje bowiem chodzić o prawdę. Nikt nawet nie domaga się usunięcia rzekomo obraźliwych treści. Czytelnicy dalej mogą się z nimi zapoznać. Celem nadrzędnym staje się jak najsurowsze ukaranie za słowo. Wszystko to powinno zmusić ustawodawcę do refleksji nad zastosowaniem tego przepisu i sensem jego istnienia w Kodeksie Karnym – uważa mec. Matyja. Zaznacza jednocześnie, iż ta sprawa to nie koniec sądowych batalii  red. Jarasza.  W 2019 roku niepodziewanie skierowano przeciwko niemu w sumie aż cztery prywatne akty oskarżenia z art. 212. W dwóch innych procesach red. Jarasz został nieprawomocnie na razie uniewinniony w pierwszej instancji, a czwarty proces wciąż się toczy przez Sądem Rejonowym w Zabrzu. Red. Przemysław Jarasz za swą pracę dziennikarza śledczego został nagrodzony Srebrnym Piórem Prezydenta RP w 2010 roku, jest także zdobywcą Grand Prix konkursu Stowarzyszenia Prasy Lokalnej (2007 r.) oraz kilku wyróżnień w konkursach Stowarzyszenia Gazet Lokalnych, oraz przyznawanego na Śląsku wyróżnienia Silesia Press.

Red . Przemysław Jarasz podziękował CMWP SDP za wsparcie w prowadzonych przez siebie mediach społecznościowych TUTAJ.

Opinia amicus curiae  CMWP SDP w tej sprawie jest TUTAJ.