Sąd: red. BRONISŁAW WILDSTEIN miał prawo do krytyki kłamstw o współodpowiedzialności Polaków za zbrodnie Niemców

„Sąd oddalił w całości powództwo dr Jana Grabowskiego przeciwko red. Bronisławowi Wildsteinowi (…)” – podał na portalu X Maciej Świrski, który napisał, że Wildstein „bronił prawdy historycznej i rzetelności naukowej”. Publicysta i pisarz powiedział cztery lata temu, że Grabowski nie jest badaczem, manipuluje faktami i kłamie przypisując Polakom współodpowiedzialność Polaków za zbrodnie Niemców na Żydach podczas II wojny światowej.

Rozprawa odbyła się w czwartek rano. Oddalenie powództwa oznacza, że sąd przyznał rację Wildsteinowi w czteroletnim sporze o to, czy pisarz i publicysta miał prawo krytykować historyka, który na całym świecie powielał manipulacje i kłamstwa czyniące z Polaków „pomocników” Niemców podczas ostatniej wojny.

Jeszcze przed orzeczeniem red. Bronisław Wildstein udzielił wywiadu telewizji wPolsce24, w którym wyjaśniał swoją motywację krytyki dr. Jana Grabowskiego. Publicysta podtrzymał swoje twierdzenia sprzed czterech lat, zawarte w zlikwidowanym przez obecnie władze TVP w likwidacji, tygodniku TVP.

„Powiedziałem, że Grabowski nie jest badaczem i kieruje nim nienawiść do Polaków” – mówił w czwartek w wPolsce24 Bronisław Wildstein.  „Nie jest badaczem ktoś, kto nie usiłuje dotrzeć do prawdy (…) podporządkowuje badania tezie. (…) I nie jest ważne, ile ma tytułów naukowych” – podkreślił publicysta. Dodał, że proces, był dla Grabowskiego powieleniem jego stałej praktyki. „On oczernia krytyków. (…) Jest liderem w oczernianiu Polski” – mówił Bronisław Wildstein.

Bronisław Wildstein przytoczył w porannym wywiadzie dla wPolsce24 kilka przykładów na kłamliwe przypisywanie przez Grabowskiego Polakom współodpowiedzialności za zagładę Żydów na terenach okupowanych przez Niemców. „To odciążanie Niemców w ich odpowiedzialności za Holocaust” – mówił w czwartek pisarz i publicysta. Przypomniał, że Grabowski twierdził, iż „Polacy zabili 200 tysięcy Żydów”.

Bronisław Wildstein przypomniał, że Jan Grabowski powielał kłamstwa i manipulacje dotyczące rzekomego – jak powtarzał Grabowski – „zabicia przez Polaków” Żydów w odwecie za zamordowanie przez Niemców małżeństwa Ulmów z dziećmi.

W czwartek przed południem na platformie X ukazał się komunikat jednego z liderów Reduty Dobrego Imienia Macieja Świrskiego, członka KRRiT: „Sąd oddalił w całości powództwo dr Jana Grabowskiego przeciwko red. Bronisławowi Wildsteinowi, który w swojej wypowiedzi o działalności dr Grabowskiego bronił prawdy historycznej i rzetelności naukowej. Pomoc prawną zapewniła red. Wildsteinowi Reduta Dobrego Imienia, sprawę prowadziła mec. Monika Brzozowska-Pasieka” – przekazał na X Maciej Świrski.

 

zdj. z telewizji wPolsce24

 

KOMITET NA RZECZ OCALENIA POLSKIEJ SZKOŁY: Nowe programy kształcenia MEN to naruszenie prawa

Reforma oświaty proponowana przez MEN to naruszenie prawa, a usunięcie Pana Tadeusza, narodowej epopei Adama Mickiewicza, to skandal – mówili podczas środowej konferencji prasowej przedstawiciele Komitetu na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły. Spotkanie odbyło się w Domu Dziennikarza przy Foksal w Warszawie. Na konferencję obok ekspertów KROPS zaprosiło też Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

Konferencja KROPS w siedzibie SDP obyła się pod hasłem: „>>REFORMA 26. Kompas Jutra<< to NARUSZENIE PRAWA!”. Spotkanie było transmitowane w sieci. Wzięli w niej udział eksperci oświatowi, nie tylko związani z KROPS.

„Minister Barbara Nowacka podpisała 11 marca br. rozporządzenie w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej, w tym dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym, natomiast 12 marca br. rozporządzenie zmieniające rozporządzenie w sprawie ramowych planów nauczania dla publicznych szkół” – to tekst zaproszenia na konferencję.

Nauczyciele i eksperci biją na alarm. Minister Nowacka przekonuje, że zmiany są uniwersalne i nowoczesne. Wielu nauczycieli ją krytykuje. Reforma propagowana jako nowoczesna wcale – zdaniem specjalistów – taka nie jest. „Podobne stosowano, tuż po rewolucji w sowieckiej Rosji. Tam też skupiano się na kształceniu poprzez działania” – wyjaśniła ekspertka oświatowa i publicystka Jolanta Dobrzyńska. „Zmienia się nie tylko kształcenie, ale zmieniają się metody kształcenia, nie zwraca się uwagi na treść, wiedzę” – dodała.

 

Zdaniem Dobrzyńskiej metody interdyscyplinarnego nauczania na przykład między klasowego są złe dla uczniów. „To eliminacja naturalnej kultury zachowania” – tłumaczyła Dobrzyńska i zwróciła uwagę na, że systematyczna metoda zdobywania wiedzy, w polskiej szkole minister edukacji Barbary Nowackiej, odchodzi w niebyt. Przypomniała też, że nowe zasady kształcenia to złamanie Konstytucji i – tak jak podkreśla KROPS – niezgodne z innymi normami prawa.

Polonistka i autorka podręczników Hanna Dobrowolska mówiła, że poziom nauczania języka ojczystego – bo tak, jej zdaniem, powinny być traktowane zajęcia m.in. z polskiej literatury a nawet dla młodszych bajek i gawęd – systematycznie się obniża. Z kanonu lektur usunięto między innymi „Pieśni” Jana Kochanowskiego „Nie ma zgody Polaków na niszczenie dorobku polskiej kultury” – podkreśliła Hanna Dobrowolska.

Nauczycieli szczególnie bulwersuje to, że z listy lektur, poza Inwokacją, usunięto epopeję narodową. „Usunięcie poematu „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza to skandal, który dotyka wszystkich nauczycieli języka polskiego, a przede wszystkim uczniów” – podsumowała polonistka na konferencji Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły.

W dyskusji o edukacji i skandalicznych propozycjach MEN wzięli także udział również: prowadzący konferencję i ekspert d.s. edukacji Marek Puzio, lekarka Maria Kępińska i Marek Grabowski z Fundacji Mamy i Taty, członek Rady Demografii i Rodziny przy Prezydencie RP Karolu Nawrockim.

Podczas debaty eksperci zwrócili też uwagę na ogólny trend w zmianach w polskiej oświacie. Argumentowali, że zamiast wzmacniać podstawy wiedzy coraz więcej w szkole jest zajęć nauczających o kontrowersyjnych kwestiach ekologicznych, czy związanych z życiem intymnym człowieka.

 

zdj. Jolanta Hajdasz , Hubert Bekrycht

KOLEJNY NADPAD RZĄDU NA TV REPUBLIKA – Zatrzymano ekipę telewizyjną MICHAŁA RACHONIA – news i komentarz

„Przed siedzibą Służby Kontrwywiadu Wojskowego funkcjonariusze prowadzą wobec ekipy Republiki czynności służbowe, a zanim te czynności się rozpoczęły otrzymaliśmy informacje, że funkcjonariusze policji będą chcieli obejrzeć nagrania, które wykonaliśmy naszymi kamerami. Oczywiście odmówiliśmy i przekazaliśmy, że powinni zwrócić się oficjalnie do Telewizji Republika, a szefostwo stacji podejmie decyzję czy będziemy je pokazywać czy nie” – poinformował Michał Rachoń, dyrektor programowy stacji.

„Wszystko, co robi nasza stacja, wszystkie nagrania, są objęte tajemnicą dziennikarską. Dlatego żadnych nagrań ani treści tego, co zarejestrowały nasze kamery, nie będziemy przedstawiać” – dodał Michał Rachoń.

 

tekst i grafika TV Republika

 

Komentarz:

Możnaby oczywiście wyliczać, który to już zamach na wolne media konserwatywne. Można przypominać, ile, oprócz Republiki, tych mediów już napadnięto. Trzeba to robić, nawet jeśli wydaje się to być bez sensu, bo „oni są silniejsi”. Nic podobnego. Oni są coraz słabsi i dlatego się boją atakując. Próbując zastraszyć nawet tych, którzy się zastyraszyć nie dadzą.

Trzeba przypomninać, tak często jak się da o zbrodniach medialnych koalicji 13 grudnia. Sukcesywnie. Należy być zbiorowym kronikarzem medialnego zamachu stanu. Od bezprecensowego, poza Rosją, bezprawnego przejęcia mediów przez rząd Donalda Tuska 20 grudnia 2023 r., poprzez próby zatrzymania procesu koncesyjnego Republiki i wPolsce24,  aż do utrydniania pracy, lżenia i zatrzymywania  dziennikarzy konserwatywnych mediów. Co da to dokomentowanie?

Chyba sporo, bo rząd się tego boi. A archiwa teraz już nawet z sieci rzadko znikają. Oprócz tych zatrzymanych w medich publicznych od ponad dwóch lat zarządzanych przez nielegalne władze – marionetkowe kierownictwo TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej. Wszystko to w likwidacji. Ale utrzymywane wciąż za Twoje pieniądze, Podatniku!

Dokumentujmy zatem każdy przejaw bezprawia tej wladzy, jej arogancji i siłowych prób oddziaływania na media. Te, niestety, obym się mylił, będą. Będą, bo chamski jest charakter tych rządów. Kiedy wyborcy KO, PSL i Lewicy, tudzież reszty PL 2050 zorientują, że ktoś ich nabił w butelkę i rządzi nimi chamstwo?

Nie wiem, ale na pewno będzie za póżno…

 

Hubert Bekrycht

 

 

Apel IZBY WYDAWCÓW PRASY: Czyste nośniki – demokratyczny rząd nie może być obojętny na los ludzi kultury

Sektor kultury i środowiska kreatywne, od których istnienia i działania zależą losy i stan polskiej kultury, od lat apelują do władz o rozwiązanie tzw. problemu czystych nośników. Nasze środowisko to ponad 300 000 ludzi zatrudnionych w sektorach, które nazywa się kreatywnymi. Jesteśmy ludźmi teatru, literatury, muzyki, telewizji, środowisk nadawców, wydawców i autorów. Wspólnie generujemy 4 proc. PKB i chcielibyśmy, by dla dobra kraju ten wskaźnik systematycznie wzrastał.

Sektor kreatywny każdego dnia dostarcza społeczeństwu wartościowe treści, które pomagają nam rozumieć rzeczywistość, śledzić wydarzenia i korzystać z rozrywki. Jest to realna praca, która powinna być godnie wynagradzana. Jednym z elementów tego wynagrodzenia są opłaty od tzw. czystych nośników i urządzeń służących do kopiowania utworów w ramach dozwolonego użytku osobistego – stanowiące rekompensatę za możliwość kopiowania utworów na własny użytek. Problem polega jednak na tym, że w obecnym kształcie mechanizm ten jest rozwiązaniem archaicznym, krzywdzącym twórców i producentów kultury. Doceniamy wysiłek państwa w finansowaniu środowisk twórczych, ale musimy po raz kolejny zaapelować o unowocześnienie przepisów, które będą działały na rzecz poprawienia stanu finansowania kultury i to w sposób nieobciążający budżetu państwa! Sprawa nie wymaga regulacji ustawowych. Wystarczy złożenie podpisu na nowelizacji rozporządzenia dot. czystych nośników i urządzeń służących do kopiowania utworów w ramach dozwolonego użytku osobistego. Nieaktualność obowiązujących przepisów w naszym kraju jest kuriozalna. W Polsce, w odróżnieniu od innych krajów UE, lista nośników objętych opłatą wciąż zawiera m.in. płyty CD, kasety VHS, magnetowidy czy nawet kasety magnetofonowe – czyli nośniki i urządzenia, których mało kto dziś używa i niemal nikt już nie produkuje. W wykazie wciąż brakuje używanych na masową skalę komputerów, smartfonów, telewizorów, czy tabletów. A przecież to właśnie smartfon jest dziś głównym urządzeniem wykorzystywanym do korzystania z utworów na własny użytek.

Czyż nie jest zatem oczywiste, że należy go niezwłocznie objąć niewielką opłatą, uiszczaną przez jego producentów i dystrybutorów? Autorzy tego listu od lat przekonują, że jest to konieczne i równie długo czekają na niezbędne regulacje. Bezczynność Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w tej sprawie jest zdumiewająca, tym bardziej, iż projekt nowelizacji był szeroko konsultowany publicznie i jest gotowy, ale wciąż niepodpisany. Wbrew obietnicom jego wprowadzenia od 1 stycznia 2026 roku, podpisu na stosownym rozporządzeniu nadal nie ma. Dlatego po raz kolejny apelujemy o sprawczość, by hasło: „robimy, nie gadamy” nie pozostało pustym frazesem i aby tysiące polskich twórców, w tym muzycy, filmowcy, aktorzy, twórcy fotografii, grafik i rysunków, pisarze, naukowcy, wydawcy prasy czy dziennikarze – wzorem swoich europejskich koleżanek i kolegów – miały szansę na przetrwanie i rozwój.

 

Izba Wydawców Prasy

 

Warszawa, 10 marca 2026 roku

 

Sala SDP pękała w szwach podczas spotkania z pisarzem i publicystą PIOTREM WITTEM

Polski pisarz i publicysta, związany od lat z Francją, Piotr Witt był w czwartek wieczorem gościem Domu Dziennikarza SDP przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie. Autor mówił o swojej książce o Chopinie, Europie, Francji i oczywiście o Polsce.

Spotkanie zainicjowało m.in. Radio Wnet, w którym Witt ma cykliczne audycje oraz wydawca książek autora – oficyna Księży Młyn przy wsparciu SDP.

Przedpiekle sławy

Spotkanie połączone było z oficjalną kolejną prezentacją najnowszego wydania książki Piotra Witta opublikowanej nakładem łódzkiej oficyny Księży Młyn kierowanej przez wydawcę Michała Kolińskiego.

Piotr Witt od lat słynie ze znakomitych książek. Pisze je z pasją i przesłaniem. Zawsze nowa publikacja Witta cieszy się zainteresowaniem wydawców i księgarzy. „Komu Polska przeszkadza”, „Kroniki Paryskie” to niektóre z książek pisarza.

Ostatnia z książek Piotra Witta to „Przedpiekle sławy. Chopin i jego Paryż”. To historia młodego wirtuoza, który przyjeżdża do stolicy Francji.

Paryż ukształtował polskiego kompozytora, wywarł ogromy wpływ na Fryderyka Chopina, tak jak ogromny wpływ miasto nad Sekwaną wywarło na Autorze tej opowieści – tak mówią znajomi pisarza. „Przedpiekle sławy…” wydała łódzka oficyna Księży Młyn. Przedmowę do wydania napisał polski pianista i zwycięzca XV Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina w 2005 roku.

Spotkanie w SDP

Na początku spotkania z Piotra Witem w sali SDP, w której zgromadziło się blisko 150 osób, nieoczekiwanie mikrofon przejął od prowadzącego spotkanie Konrada Mędrzeckiego, prezes Radia Wnet Krzysztof Skowroński. „Fascynujące opowieści znajdą Państwo w każdej z książek Piotra, bo Piotr Witt jest Wielkim Łowczym, potrafi złowić detal. I wokół tego detalu smuć całą historię” – mówił wieloletni prezes SDP.

Skowroński wspominał również wizytę u pisarza w stolicy Francji. „Gdyby ktoś, tak jak ja, miał okazję być u Piotra na siódmym piętrze paryskiej kamienicy, zobaczyliby Państwo w jak czarownym miejscu mieszka” – dodał akcentując, że wokół siedziby Witta panuje atmosfera cudownie połączonych XIX, XX i XXI stulecia.

Prowadzący, publicysta Radia Wnet Konrad Mędrzecki przypomniał, że Piotr Witt wielokrotnie podreślał, że książka „Przedpiekle sławy. Paryż Chopina” wzięła się z oburzenia.

Książki mogło nie być…

Autor zanim wyjaśnił cóż go tak oburzyło, że zaprowadziło do „Przedpiekla sławy…” wyjaśnił, że na rynku i w obiegu naukowym, w bibliotekach jest obecnie około 10 tys. publikacji o Fryderyku Chopinie. „Z tego znaczna część to biografie. W nich wszystkich jest bardzo dużo o Chopinie, ale brakuje tego jednego okresu od czasu, kiedy polski kompozytor przyjechał do Paryża do czasu, kiedy zaczął święcić tryumfy” – mówił Piotr Witt.

„Książka miała się nie ukazać” – ujawnił pisarz. „Zbierałem przez pięć lat materiały. Była wtedy już gotowa. Trzeba było ją tylko napisać” – opowiadał. „Po napisaniu >> Przedpiekla sławy…<< poszedłem do Ministerstwa Kultury” – wyjaśnił. Autor dodał, że protegował go konsul generalny RP w Paryżu. Ministerstwo, jak mówił Witt, było ostrożne. „Resort zwrócił się o opinię do pani profesor z Narodowego Instytutu Fryderyka Chopina, do pani, która nazywa się jak most, to znaczy Poniatowska. Pani profesor napisała, że >>tak, że nieźle<<, ale gdyby to była całościowa biografia…” – nie skończył zdania Piotr Witt wywołując rozbawienie zgormadzonych na spotkaniu. „I to właśnie wywołało moje oburzenie, bo potem Narodowy Instytut Fryderyka Chopina robił wszystko, aby ta książka nie zaistniała” – podkreślił pisarz.

Dobosz autorytetów

Ministerstwo w sprawie „Przedpiekla sławy…” zwróciło się jednak o drugą opinię do pisarza Andrzeja Dobosza. Witt wyjaśnił, że resort kultury nie miał wówczas wyjścia… – uczestnicy spotkania byli rozbawieni sposobem narracji autora.

Witt opisał recenzję Dobosza. „Napisał on opinię entuzjastyczną (…). Dzisiaj książka ta ma za sobą teraz wiele autorytetów: najlepszych historyków polskich i najlepszych historyków francuskich” – podsumował pisarz.

Piotr Witt i przed i po spotkaniu w siedzibie SDP podpisał kilkadziesiąt egzemplarzy „Przedpiekla sławy…”

 

ZAPISZ SIĘ NA NEWSLETTER SDP – wiadomości m.in. z portalu sdp.pl – MOŻNA WESPRZEĆ CMWP SDP

Newletter SDP nigdy nie był zarezerwowany tylko dla członków i Przyjaciół Stwowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. Przypominamy,  jutro kolejny Newsletter datowany na 3 marca. Już teraz jednak możesz przeczytać wstęp do naszego serwisu – zapraszamy poniżej. ABY REGULARNIE OTRZYMYWAĆ CO TYDZIEŃ NEWSLETTER SDP WEJDŻ PO PROSTU NA STRONĘ sdp.pl i podaJ e-mail do korespondencji. Na sdp.pl od kilku dni można bezpośrednio wesprzeć działalność CMWP SDP, które od lat pomaga dziennikarzom. Pomoc ta, szczególnie teraz po nasileniu się ataków rządu na niezależne media, ma fundamentalne znaczenie.

 

Wstęp do Newslettera 3 marca:

Czy dziennikarze staną się pracownikami MSZ? Lepiej nie, ale kto to może wiedzieć. Koalicja 13 grudnia robi wszystko, aby zatrudniać jak najwięcej osób z prorządowych mediów w dyplomacji. Nawet tej tajnej, czyli jako „tłumaczy” polityki zagranicznej Radosława Sikorskiego.

 

Co prawda, niektórzy nadają się tam jak Wojciech Czuchnowski do
Teatru Bolszoj, ale nie umiejętności dziennikarskie liczą się dla ekipy Donalda Tuska a lojalność wobec rządu.

Na marginesie Czuchnowski protestuje, że w redakcji GW przeniesiono mu biurko z trzeciego
na pierwsze piętro. Wszystkich zamurowało, są głosy, że dziennikarz Gazety Wyborczej
przesadził. Ale dlaczego?

Tam na trzecim piętrze (nie byłem, ale tak mówią) chyba jest winda. A na pierwszym nie ma albo się nie zatrzymuje na tym prestiżowym poziomie. Poziomie Czuchnowskiego. Zatem trzeba rozważyć protest do władz GW. Bo „niżej” oznacza, w hierarchii Gazety Wyborczej, mniej do spadania…

Powracając do polityki zagranicznej, w mediach głównego nurtu, czyli prorządowych, jest
wysyp naprawdę przebojowych informacji o Iranie. Gdyby nasi sojusznicy oglądali wyłącznie
TVP w likwidacji, TVN, słuchali Polskiego Radia i przekazywali informacje PAP, Polska
byłaby wyrzucona z NATO już w sobotę.

Wówczas, kiedy media rozświetliły się wybuchami nad Iranem po amerykańsko-izraelskim ataku.

A MSZ spało do poniedziałku, bo Polacy w tamtym rejonie świata nie mogą wrócić do domu.
Ale w mediach prorządowych próżno szukać takiej informacji na pierwszych miejscach portali. Za to w sobotę pewien Irańczyk ukradł show prezenterce TVP Info. Powiedział, że wahał się przyjąć zaproszenie, bo – jak to określił, nie dosłownie – w telewizji publicznej
dopatrzył się, jeszcze przed atakiem, relacji jednej z reporterek, która powielała przekaz reżimu Chameneiego. Ten fanatyk został zabity, naród odetchnął, ale media publiczne jeszcze długo wahały się, czy podać tę informację o śmierci „Najwyższego Przywódcy”, czyli
dyktatora Chameneiego, czy obarczyć ją niedopowiedzeniami…

Z reguły w mediach rządowych wiedza dziennikarzy o Iranie ogranicza się, i to jest bardzo
dobre określenie, do czasów II wojny światowej. Albo dziejów tuż po obaleniu szacha Rezy Pahlaviego w 1979 roku i przewrocie ajatollahów.

Zresztą szefów reżimu irańskiego,
islamskich wykrzywiaczy tej religii, dziennikarze prorządowi mylą koncertowo. Spieszę wyjaśnić, że Chomeini zmarł już dawno temu. I nadal nie żyje. Ale wahają się w tej sprawie, wciąż myląc nazwiska, ludzie z TVP w likwidacji. A zlikwidowany został ajatollah
Chamenei, który – wg. światowych mediów i USA – całkiem niedawno odszedł do piekła.

 

***

I jeszcze wzmianka o moim ulubionym korespondencie Marku Wałkuskim z Polskiego Radia w likwidacji. O dziennikarzu, na którego wciąż narzekam jako rekomendowany przez SDP członek Rady Programowej PR.

Kandydat polskich mediów publicznych do Nagrody Pulitzera, Wałkuski Marek, który nawet nie kryje się ze swoją niechęcią do prezydenta USA Donalda Trumpa i administracji Białego Domu, obwieścił w swoich profilach społecznościowych, że obchodzi rocznicę wyczynów w Waszyngtonie.

Przypomniał ów Wałkuski, że mija rok od jego „przełomowego” pytania, które zadał podczas pierwszej wizyty prezydenta Ukrainy w Białym Domu. Pytania, które szefowie Wałkuskiego określają jako „zmieniające geopolitykę” lub coś równie bezsensownego.

Mam prośbę do mediów publicznych i tych jawnie prorządowych: Wojna, jakkolwiek banalnie to zabrzmi, to poważna sprawa. Tragiczna i zmuszająca do myślenia. Niech z waszej strony wojnę i jej następstwa tłumaczą Odbiorcom ludzie poważni. Jeśli tacy jeszcze u was pracują…

 

Hubert Bekrycht.
red. nacz. sdp.pl,
sekr. gen. SDP

 

ABY OTRZYMYWAĆ CO TYDZIEŃ NEWSLETTER SDP WEJDŻ NA STRONĘ sdp.pl

 

INFLUENCERZY JAK DZIENNIKARZE – bez dobrych przepisów będzie tylko rynek, nie przestrzeganie etyki

W siedzibie Krajowej Rady i Telewizji rozmawiano o rozpoznawalnych ludziach pracujących w sieci i dla internetowych firm. Co o nich wiadomo? Dużo zarabiają, są sławni i nie mają szefów. Nie zupełnie, ale i tak co trzecie polskie dziecko, chce być influencerem.

INFLUENCERZY – odpowiedzialność w blasku zasięgów – to tytuł konferencji oraz słowa z okładki informatora KRRiT o działalności gospodarczej w Internecie zaprezentowanego podczas spotkania.

Młodzi, ale już doświadczeni

Przyznam, że liczba młodych ludzi, którą zobaczyłem na sali, oprócz niewesołych myśli o przemijaniu, spowodowała u mnie bardziej twórcze spostrzeżenia.

Okazało się bowiem, że ci dojrzalsi uczestnicy konferencji doskonale potrafią rozmawiać z influencerami, tylko obie grupy muszą przyjąć jeden język postrzegania problemów pracy w sieci. Pracy specyficznej, bo polegającej, w przypadku kształtujących trendy internetowe, na zaufaniu i odpowiedzialności.

Wpływy i odpowiedzialność

Przewodnicząca KRRiT Agnieszka Glapiak otwierając konferencję przyznała, że wszyscy muszą się w tym przypadku od siebie dużo uczyć, bo tylko tak można doprowadzić do wyjaśnienia wielu wątpliwości.

Przewodnicząca KRRiT akcentowała też znaczenie influencerów dla polskiego rynku cyfrowego. „Jesteśmy dziś w gronie bardzo wpływowych osób: influencerów, twórców cyfrowych, a także ludzi mediów oraz social mediów. Zaznaczę, że nie jest to jedynie uprzejmy komplement na rozpoczęcie konferencji. To fakt potwierdzony danymi, zasięgami i realnym wpływem, jaki wywierają Państwo na miliony odbiorców – rozpoczęła dyskusję Agnieszka Glapiak.

KRRiT egzekwuje przepisy wymagane od oficjalnego podmiotu, który reprezentuje influencer. To jest przydatne dla organu regulacyjnego, bo od razu – zdaniem urzędników – powinno być wiadomo, kto musi przestrzegać przepisów o lokowaniu produktu i przestrzegać na przykład zakazu reklamowania alkoholu i tytoniu.

Alkohol i używki…

Jeszcze przed rozpoczęciem na dobre tego panelu już trwała dyskusja. Duże zdziwienie wśród niektórych urzędników KRRiT oraz Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wywołały informacje przekaże przez jedną z gwiazd polskiej sieci, Natalię Sisik, że na południu Europy, na przykład w Hiszpanii, nikt nie przejmuje się unijnym zakazem promowania napojów z procentami. Zastępca przewodniczącej Krajowej Rady Hanna Karp przywołała dużą odpowiedzialność internautów kształtujących opinie najmłodszych użytkowników sieci wspominając o dużym zagrożeniu tej grupy nadużywaniem alkoholu i innych używek.

Wielu z influencerów było oburzonych. Nie dali nawet skończy wiceprzewodniczącej KRRiT. Pracujący w Internecie młodzi ludzie przekrzykiwali się, że to jest bardzo krzywdzące dla ich branży.  Sytuację ratowała rzecznik Rady Anna Ostrowska, która wymogła ponowne oddanie głosu Hannie Karp. Ta wyjaśniła, że nie chodziło jej o to, że takie sytuacje dotyczące uzależnień wśród influencerów są już problemem, ale powtórzyła, że istnieją zagrożenie, na które są narażeni są i producenci treści w sieci i ich odbiorcy.

Co wolno w sieci?

Regulacje to także problem dla wielu zarabiających w sieci na życie, bo na przykład, co opisał jeden z uczestników spotkania, zgłosił wszystkie swoje kanały do KRRiT. Oprócz jednego, bo uznał, że nie wypełnia on tej definicji. I… dostał 50 tysięcy kary.

zdj. HB

W dyskusji przygotowanej przez organizatorów z KRRiT uczestniczyli: Anna Garwolińska – dyrektor ds. regulacyjnych i public affairs ze Związku Pracodawców Branży Internetowej IAB Polska, dr inż. Konrad Skotnicki – popularyzator nauki, twórca profilu znany jako „Doktor z TikToka”, Natalia Sisik – twórczyni i współtwórczyni serii #NewsNaDziś oraz Marcel Kiełtyka – członek zarządu, dyrektor ds. komunikacji i PR Stowarzyszenia Demagog.

Wśród pytań i odpowiedzi pojawiło się klika wątków, między innymi problem odpowiedzialności za umieszczane w ramach np. vlogów dyskusyjnych i zakazanych treści oraz kłopot z przyporządkowaniem poszczególnych influencerów niektórym branżom.

Dziennikarze i influencerzy – podobne problemy, ale na innym etapie

Piszący te słowa zapytał o podobieństwa zarabiających w sieci z dziennikarstwem oraz o skuteczność zrzeszania się pracujących w Internecie i wyjaśnił, że na skutek przestarzałego prawa prasowego nie ma w rejestrach zawodu dziennikarza. Ani zawodu influencera…

Otrzymałem odpowiedź, że prawo w kwestii pracujących w platformach przekazujących treści do sieci musi jeszcze długo być kształtowane i lepiej, aby nie polegało tylko na egzekwowaniu drakońskich kar. Jedna z uczestniczek panelu zaznaczyła, że porównanie influencerów i dziennikarzy jej się podoba, ale „przecież my w Internecie nie możemy brać takiej odpowiedzialności, jak redakcje” – mówiła.

Nowe prawo albo chaos

Wszyscy zgodzili się jednak, że ten wątek jeszcze długo nie będzie rozstrzygnięty, bo głównym zadaniem instytucji regulujących rynek cyfrowy jest wydobycie ustawy o prawie prasowym z mroków stanu wojennego. Przepisy prawa dla twórców internetowych także muszą być dostosowane do aktualnej daty, a nie momentu, kiedy prawodawca postanowił skodyfikować prawnie funkcjonowanie sieci.

Wyjaśniono także, iż influencerzy są zrzeszeni w kilku organizacjach. Ich zadaniem jest m.in. skoordynowanie wspólnych działań na rzecz rynku cyfrowego i funkcjonujących tam podmiotów.

 

Zdj. HB

ATAKI NA TELEWIZJĘ REPUBLIKA, CZYLI „MORDOWANIE” STACJI – konferencja CMWP SDP o groźbach, szykanach i restrykcjach wobec TV Republika

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP zorganizowało konferencję online pod tytułem: „Groźby, szykany, zastraszanie. Działania rządu i innych podmiotów przeciwko TV Republika 2024 -2025″. Zapis dyskusji na portalu SDP – sdp.pl. Uruchomiono zbiórkę pieniędzy CMWP SDP na pomoc dziennikarzom prześladowanym przez rząd i sądy, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej. „Przy atakach polityków koalicji i przy ciszy prorządowych dziennikarzy mordowana jest TV Republika” – powiedział podczas spotkania prof. Piotr Grochmalski.

Od 13 grudnia 20123 roku, czyli od momentu powołania rządu Donalda Tuska CMWP SDP obserwuje coraz intensywniejsze działania różnych instytucji i podmiotów przeciwko dziennikarzom i nadawcom TV Republika.

 

W tym czasie TV Republika stała się realną konkurencją dla największych stacji telewizyjnych w Polsce, a poprzez prezentowanie krytycznych wobec rządzących opinii i poglądów jest gwarantem realnego pluralizmu mediów w Polsce.

Nękanie procesami SLAPP*, zastraszanie reklamodawców

Mimo to przez cały ten czas Republika obiektem najróżniejszych ataków, od zastraszania jej potencjalnych reklamodawców, kierowania przeciwko jej dziennikarzom pozwów cywilnych i karnych oraz prowadzenie procesów sądowych typu SLPP przeciwko jej dziennikarzom i samej stacji po groźby okaleczania i pozbawienia życia konkretnych jej pracowników.

Konferencję otworzyła dyrektor CMWP SDP i prezes SDP dr Jolanta Hajdasz zwróciła uwagę na zastraszanie reklamodawców TV Republika. „To sprawa bez precedensu w gospodarce wolnorynkowej” – mówiła Hajdasz. „Do tego dochodzą procesy, długotrwałe nazywane SLAPP *, uciążliwe i nastawione na zastraszanie i tzw. efekt mrożący. Republika ma ponad 60 procesów” – mówiła szefowa CMWP SDP.

Cel: wyłączenie sygnału TV Republika

Szef TV Republika i redaktor naczelny Gazety Polskiej podkreślił, że takich procesów jest więcej. „Mam zasadę ich nie liczyć. Proszę o to współpracowników a nawet adwokatów, bo to może wpływać destrukcyjnie” – mówił Sakiewicz.

Szef Republiki podkreślił, że obecne władze przeprowadzają nagonkę na stację.

„Telewizja Republika jest, w rozumieniu rządzących, >>wyjęta spod prawa<<. Cel: wyłączyć sygnał Republiki. Albo nam się odbierze koncesję naziemną, czego próbę mieliśmy wiosną ubiegłego” – powiedział Sakiewicz dodając, że wówczas sąd opierał się na sławach z relacji prorządowej telewizji TVN.

Ścigani: Nisztor, Duklanowski, Życzkowski

Sakiewicz podkreślił, że w tej chwili jedną z najważniejszych spraw dla TV Republika i mediów Domu Wolnego Słowa są bezprecedensowe groźby karalne, które pod adresem dziennikarza Piotra Nisztora kierował oficer Służby Ochrony Państwa, wieloletni ochroniarz wicepremiera, szefa MSZ Radosława Sikorskiego.

„Jak dziś można mieć zaufanie do SOP i innych służb mających dbać o bezpieczeństwo państwa” – pytał Nisztor podczas konferencji CMWP SDP.

Mówiono również dziennikarzu związanym z TV Republika, którego politycy rządzącej koalicji szczególnie nękają procesami. To redaktor Tomasz Duklanowski, który opublikował materiały związane z aferą łapówkarską b. marszałka Senatu z KO Tomasza Grodzkiego. Duklanowski ujawnił, że w latach, kiedy polityk koalicji był w kierownictwie jednego ze szczecińskich szpitali przyjmował korzyści materialne, tzw. koperty, czyli pieniądze za leczenie. Były marszałek Senatu pozwał Duklanowskiego.

Przy czym Grodzki nie poddał się procedurze sądowej i nie zrzekł się immunitetu parlamentarnego – zwrócili uwagę uczestnicy konferencji.

Próby „wyciszania” dziennikarzy

Sam Duklanowski ma wiele procesów nie tylko związanych z aferą łapówkarską senatora Grodzkiego, gdzie przedstawił ponad stu świadków. Prezes Republiki powiedział, że wzięto pod uwagę zeznania jednego z tych świadków. Sakiewicz argumentował nękanie Duklanowskiego tym, że zaatakował on byłego marszałka Sejmu w jego mateczniku, w regionie zachodniopomorskim. Tam też mieszka senator Stanisław Gawłowski, prawomocnie skazany polityk PO w procesie dotyczącym przyjmowania korzyści majątkowych.

Gawłowski też pozwał Duklanowskiego. Dziennikarz ma wiele procesów. Kierownictwo Republiki podkreśla, że to dlatego, iż politycy KO chcą zniszczyć takich ludzi jak Nisztor i Duklanowski, i media Domu Wolnego Słowa.

Tomasz Duklanowski opowiedział o groteskowych sytuacjach świadczących o tym, że niszczenie dziennikarza ma charakter zaplanowany. „Ja się dowiedziałem, że pisząc o dewastacji drzewostanu, sam wyciąłem kilkaset jabłonek” – wskazał dziennikarz. „Inne sformułowanie to, m.in. twierdzenie, że pisząc o aferze łapówkarskiej w szpitalu próbowałem obalić organ państwa, czyli urząd Marszała Senatu” – podkreślił Duklanowski.

Uczestnicy przypomnieli także jednego z wielu dziennikarzy stacji, których objęły represje wobec Republiki. To dziennikarz, członek Zarządu Głównego SDP i reporter TV Republika Janusz Życzkowski. Służby specjalne wyrzuciły redaktora z posiedzenia komitetu kryzysowego podczas powodzi na Dolnym Śląsku w 2024 roku. Życzkowskiego zaatakowali fizycznie też ochroniarze kandydata PO na prezydenta podczas wiecu Rafała Trzaskowskiego – wyliczała Jolanta Hajdasz.

Ataki na broniących Republiki, m.in. ma SDP

Szef programowy TV Republika Michał Rachoń przekonywał, że niszczenie Republiki to konsekwencja popularności tej konserwatywnej telewizji i zemsta rządzących. „Ten system polityczny (rząd Donalda Tuska – red.), jaki jest w Polsce może funkcjonować tylko w warunkach monopolu informacyjnego” – tłumaczył Rachoń. A taki monopol, jak podkreślali uczestnicy konferencji, koalicja gwarantuje bezprawnie przejętym mediom publicznym i prorządowa telewizja TVN.

Rachoń zwrócił uwagę na to, że kłopoty mają też podmioty wspierające TV Republikę, m.in. CMWP SDP i największa w Polsce organizacja dziennikarska SDP. „SDP atakują młodzi ludzie, którzy pracują dla służb specjalnych. Na dodatek oni uważają siebie za przedstawicieli wyimaginowanego środowiska dziennikarskiego. To oczywiście fikcja, aby zaszkodzić prawdziwym dziennikarzom i prawdziwemu dziennikarstwu, reprezentowanemu przez media konserwatywne, w tym TV Republikę” – zaznaczył Rachoń.

Mec. Wdowczyk: „Prokuratura nie słucha sądu”

Szef wydawców TV Republika Jarosław Olechowski zwrócił uwagę, że stacja ma kłopoty prawne, które przypominają represje komunistyczne. „Są prowadzone śledztwa, nie tylko przeciwko dziennikarzom, ale też i gościom programu” – mówił Olechowski. Przykładem takich działań jest skazanie legendarnego opozycjonisty Adama Borowskiego za wypowiedź właśnie na antenie TV Republika.

Prowadząca dyskusję prezes SDP i szefowa CMWP SDP Jolanta Hajdasz zwróciła uwagę na ogromną dysproporcję między mediami państwowymi i konserwatywnymi, na niekorzyść tych drugich. „Przywróćmy normalność w sektorze medialnym” – zaapelowała Hajdasz.

Adwokat i obrońca wielu krytycznych wobec tej władzy dziennikarzy, mecenas Artur Wdowczyk odniósł się do obecnej sytuacji prawnej, m.in. TV Republika. „Prokuratura nie słucha sądu” – mówił Wdowczyk dając przykład niemożności przeniesienia spraw redaktora Duklanowskiego poza Szczecin, gdzie wpływowym politykiem KO jest nadal były marszałek Senatu Tomasz Grodzki.

Prof. Grochmalski: „Mordowanie Republiki”

Profesor Piotr Grochmalski zwrócił uwagę, że polskie prawa, teraz czysto teoretycznie, ma wspierać dziennikarzy. „Przy atakach polityków koalicji i przy ciszy dziennikarzy, poza mediami konserwatywnymi, mordowana jest TV Republika” – powiedział prof. Grochmalski. „To jak traktowana jest ta stacja to ostateczny wyrok na demokrację” – dodał. „Putin w dwa lata wyłączył opinię publiczną. To się może powtórzyć wszędzie” – przestrzegł Piotr Grochmalski.

„Rejestrujmy świadectwa, obserwujmy walkę państwa z niezależnymi mediami, m.in. TV Republiką. Dokumentujmy te świadectwa” – powiedziała prezes SDP Jolanta Hajdasz.

CMWP SDP uruchomiło konto, gdzie można wpłacać pieniądze na pomoc prześladowanych dziennikarzom niezależnym, konserwatywnym, także z TV Republika, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej spowodowanej m.in. długotrwałymi procesami nękającymi – SLAPP. Prezes Hajdasz poinformowała, że w pierwszych miesiącach pieniądze zbierane będą dla Tomasza Duklanowskiego.

Oprócz transmisji na portalu sdp.pl konferencję relacjonowała na żywo TV Republika

https://x.com/RepublikaTV/status/2026263117961851384?s=20

CMWP SDP uruchamia zbiórkę, z której dochód zostanie przeznaczony na pomoc dziennikarzom będących w trudnej sytuacji życiowej, m.in. tym, których procesy toczą się długie miesiące i lata.

Dane konta: 88 1020 1097 0000 7102 0217 3680

 

*SLAPP – ang. strategic lawsuits against public participation

 

 

 

 

TELEWIZJA POLSKA z likwidowanym kierownictwem: Iluzoryczne szczęście w szerokim planie

Dominuje pogląd, że właściwie o bezprawnie przejętych przez rząd dwa lata temu mediach publicznych wiadomo już wszystko. Fikcyjna likwidacja, ogromne kwoty na wynagrodzenie, aby kupić wierność ludzi z innych mediów i już skorumpowanej moralnie TVP. Do tego samobójcza przychylność rządu.

Kiedy w telewizyjnym materiale trzeba coś ukryć, myślimy, że najprościej będzie wymazać niektóre niechciane szczegóły komputerowo. Dobry montażysta jednak zaproponuje coś innego.

Plan szeroki

Takie ujęcie pokazujące możliwie najpełniejszy obraz nie oznacza, że na przykład pejzaż przed nami cały „zmieścił się w obiektywie”. To na pewno jest niezbyt precyzyjny opis, ale z grubsza chodzi o to, aby szeroki plan stwarzał możliwie dobre perspektywy i osiągnął cel. Taki plan rodzi pewne możliwości.

TVP w likwidacji korzysta z szerokiego planu. Nie planu pełnego, a szerokiego właśnie, co ma znaczenie. Przy pomocy szerokiego planu telewizja publiczna ukrywa swoją sytuację, bo w takim ujęciu nie widać szczegółów.

Zmiana planu

I taki szeroki plan dla dyletantów na stanowiskach kierowniczych, wcześniej zatrudnianych w komunikacji miejskiej, stanowi idealny układ. Ujęcie z naszej publicznej „kamery” pokazuje niby wszystko, ogrom firmy, jej możliwości techniczne, zadowolonych pracowników, odzyskanych cudem reklamodawców.

I gdyby jeszcze – jak, być może, myślą władze TVP – można było w tym szerokim planie ukryć kosmiczne zarobki ludzi bez kwalifikacji, przepływy pieniędzy z prorządowych dotacji i niską oglądalność jak stan wody Wisły. Na dodatek niektórzy dyrektorzy w TVP są tak głupi, że każą milczeć komentatorom sportowym. Nawet im. Komentatorzy owi mają, na rozkaz, nie mówić o tym, że podczas rozpoczęcia Igrzysk Olimpijskich – wśród gości honorowych – jest prezydent RP, który nie cieszy się, delikatnie mówiąc sympatią obozu rządzącego.

Plan amerykański

Władze TVP chcą ukryć wszystkie polityczne i niepolityczne nieprawidłowości przy prowadzeniu dużej spółki skarbu państwa. Decydują się właśnie na zmianę planu na tzw. plan amerykański. Nie wiadomo czy wymyślono go w Hollywood, ale – jak opowiadał mi jeden z czołowych polskich operatorów, nie tylko telewizyjnych – spełnia jeszcze bardziej użyteczną funkcję. Też ukrywa szczegóły, jest jednak bardzo niebezpieczny.

Bo plan amerykański, w dużym skrócie pokazuje człowieka od miejsca tuż powyżej kolan wzwyż. Na przykład pięknie ubranego dyrektora generalnego TVP Tomasza Syguta – idealnie dobrane garnitur, koszula i krawat. Jednak jeden tzw. ruch kamery z ręki a nawet nieostrożność operatora źle obsługującego statyw może ten obraz popsuć, czyli ukazać prawdę.

I wówczas widzowie naszej relacji zobaczą, teraz już oczywiście nie Syguta, ale jakiegoś włodarza TVP w pełniejszej postaci. Oprócz świetnego wyglądu dyrektora do kolan… widzimy, że ma brudne łydki a z dziurawych skarpet wystają nieobcinane od miesięcy paznokcie.

Wiem, wiem porównanie brutalne, ale w TVP w likwidacji posługują się takimi właśnie metodami. Nie ma wątpliwości jednak, że już wkrótce dla prorządowej telewizji publicznej przejście z szerokiego planu, poprzez ujęcie amerykańskie do planu szczegółowego będzie oznaczać katastrofę. Dla TVP, jej szefów i rządu Donalda Tuska. Wówczas nikt już nie nabierze się na fikcyjną likwidację państwowego nadawcy…

Konferencja ZAGROŻENIE DLA UCZNIÓW podczas promocji tranzycji na lekcjach tzw. edukacji zdrowotnej w Domu Dziennikarza

Nauczyciele i rodzice wzięli udział w otwartej konferencji pod tytułem: „Zagrożenie dla uczniów: promocja tranzycji na edukacji zdrowotnej” w Domu Dziennikarza przy Foksal w Warszawie. Spotkanie zorganizowała m.in. Koalicja Na Rzecz Ocalenie Polskiej Szkoły.  Konferencję patronatem objęło Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

Średnia sala konferencyjna Domu Dziennikarza była wypełniona. Pedagodzy szkolni, nauczyciele, rodzice zgromadzili się tutaj, aby porozmawiać o zagrożeniach, które płyną dla uczniów poprzez wdrożenie nowego przedmiotu. Tak zwanej edukacji zdrowotnej. Nowy program nauczania, zaplanowany przez Lewicę stanowiącą część obecnie koalicji rządzącej, obejmuje wiele kontrowersyjnych zagadnień dla uczniów, rodziców i nauczycieli. Chodzi m.in. tzw. tranzycję.

Z definicji, tranzycja jest procesem składającym się z kilku etapów, „w którym osoba transpłciowa dostosowuje swoją fizyczność, rolę społeczną lub dokumenty do odczuwanej tożsamości płciowej”. Tyle hasło w jednej z wielu książek rozpowszechnianych przez organizacje lewicowe i lewackie.

Koalicja Na Rzecz Ocalenie Polskiej Szkoły nieustanie podkreśla zagrożenia, które – zdaniem organizacji – może spowodować tranzycja. „Wobec szerokiej dyskusji społecznej na temat edukacji zdrowotnej w polskich szkołach oraz propozycji korekt programu nauczania, które mają wymusić obowiązkowość przedmiotu od 1 września 2026 roku, KROPS zwraca uwagę na liczne zagrożenia obecne w podstawie programowej przedmiotu lub mogące się ujawnić bezpośrednio podczas lekcji szkolnych” – napisano w oficjalnym dokumencie KROPS.

Przedstawiciele organizatorów konferencji podkreśla szkodliwą rolę, jaką może wywołać nauczanie na lekcjach nowego przedmiotu. Apelują o wypisywanie dzieci z tych zajęć i organizowanie protestów w tej sprawie. „Wielu nauczycieli edukacji zdrowotnej wzięło udział w szkoleniu – webinarze pt. >>Różnorodność płciowa w szkole – obowiązki i możliwości wsparcia uczniów<< zorganizowanym przez Ośrodek Rozwoju Edukacji. ORE działa pod bezpośrednim nadzorem Ministerstwa Edukacji Narodowej” – napisali przedstawiciele KROPS.

„Wśród poruszanych kwestii znalazła się tranzycja społeczna (np. zwracanie się do uczniów imieniem zgodnym z płcią odczuwaną, umożliwienie dostępu do toalet według płci odczuwanej) i prawna (np. urzędowa zmiana imienia na formę neutralną)” – ostrzegają działacze Koalicji Na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły

Obecny na konferencji prezes Stowarzyszenia Pedagogów NATAN dr Zbigniew Barciński zwrócił uwagę, że wychowawcy mają świadomość cierpienia młodzieży, która ma problemy z określeniem siebie, z akceptacją swojego ciała. Szkolenie ORE dla nauczycieli – zdaniem Barcińskiego – to droga kolejnego cierpienia. „W żadnym momencie nie wskazano kierunku pracy z tymi młodymi ludźmi. Który pomógłby im zaakceptować siebie, ciało, anatomię, fizjologię. (…) Nie było tam mowy, że drogą do akceptacji siebie jest na przykład psychoterapia” – powiedział dr Zbigniew Barciński.

W konferencji wzięli też udział m.in.: dr Grażyna Rybak z Katolickiego ze Stowarzyszenia Lekarzy Polskich, prezes Oddziału Mazowieckiego bł. dr Ewy Noiszewskiej, prezes Instytutu „Ona i On”Agnieszka Marianowicz-Szczygieł – Stowarzyszenie Psychologów Chrześcijańskich i mec. Rafał Dorosiński, członek Zarządu Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris.

 

HUBERT BEKRYCHT: Prokuratorzy kontra dziennikarze, czy urzędnik stoi ponad reporterem? prok. ADAMIAK vs red. JELONEK

Sprawa Michała Jelonka z TV Republika, którego pozwała rzeczniczka Prokuratora Krajowego jest przykładem na to jak mały autorytet ma polski wymiar sprawiedliwości. Dlaczego? Bo, aby wykazać swoją wyższość nad dziennikarzami słudzy Temidy idą do niej samej. Aby się pożalić na media i wypłakać wyrok skazujący reporterów, co w istocie rzeczy jest zastraszaniem dziennikarzy.

Co będzie w sprawie red. Michała Jelonka, który śmiał zapytać premiera Tuska o to, czy prawdą jest, że prokurator Anna Adamiak przyczyniła się – w ramach pomocy prawnej w 2011 roku – do uwięzienia białoruskiego dysydenta Alesia Bielackiego? W ub. tygodniu rozpoczął się bój wyposażonej we wszystkie środki prawne rzeczniczki Prokuratora Krajowej z dziennikarzem ze zwalczanej przez sfery prorządowe TV Republika.

Knabel w mediach prorządowych

Sprawę opisują media konserwatywne, w mediach prorządowych, poza złośliwościami wobec red. Jelonka, nie ma śladu po prokuratorskiej inicjatywie Anny Adamiak. „Przed warszawskim sądem rozpoczęła się rozprawa, którą z prywatnego aktu oskarżenia wytoczyła Michałowi Jelonkowi prokurator Anna Adamiak.

Rzecznik Prokuratury Krajowej nie wyraziła zgody na wyłączenie niejawności trwania rozprawy i obecności na sali mediów” – napisał portal Niezależna pl.

Po pierwsze, przyznać należy, że „prywatny akt oskarżenia” rzecznika Prokuratury Krajowej brzmi złowrogo i z nutą arii groteskowej operetki, jaką apolityczny oraz bezstronny wymiar sprawiedliwości próbuje zaśpiewać na publicznej scenie sądowej. Ale przecież nie publicznej, bo wyłączono jawność procesu. Czyli, kiedy w trakcie postepowania pojawią się argumenty na korzyść pozwanego przedstawiciela medium, które nieustanne jest szkalowane przez koalicję, opinia publiczna nie pozna tych dowodów.

W dużym skrócie, jak opisuje Niezależna.pl, sprawa dotyczy pytania Michała Jelonka, które zadał premierowi Tuskowi na konferencji prasowej „- Czy może ten autorytet (b. ministra sprawiedliwości Adama Bodnara – red. Niezależna.pl) polega na przywróceniu do pracy w prokuraturze prokurator Adamiak, która przyczyniła się do uwięzienia białoruskiego opozycjonisty Alesia Bialackiego? – pytał Michał Jelonek” . Tak opisał wydarzenie portal.

I dalej Niezależna pl przypomina okoliczności zadania tego pytania. „Dziennikarz Republiki nawiązywał do sytuacji z 2011 roku, którą Prokuratura Krajowa tłumaczyła w 2024 roku pisząc, że materiały prasowe zawierają nieprawdziwe informacje o działaniach prokurator. W oświadczeniu zaprzeczono doniesieniom twierdzącym, że prokurator Anna Adamiak pomogła białoruskim służbom w aresztowaniu tamtejszego opozycjonisty Alesia Bialackiego” – przekazał portal.

Prorządowe milczenie o oświadczeniu Prokuratora Generalnego z 2023 r.

W istocie dużo było zakrętów na drodze do wyjaśnienia sprawy, jak to się stało, że 15 lat temu, kiedy także rządził premier Tusk a w międzynarodowych organach prokuratury była dzisiejsza rzecznik, polski wymiar sprawiedliwości pomógł jednak białoruskiej satrapii uwięzić laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Białoruski diabeł i polska kompromitacja, oczywiście, tkwią w szczegółach.

Otóż tak się jakoś dziwnie składa, że nie publikuje się u nas masowo pisma z 6 marca 2023 roku. Chodzi o oświadczenie ówczesnego Prokuratora Generalnego, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro dostępnego w Systemie Informacji Prawnej LEX, Oto fragmenty dokumentu. „W ubiegły piątek (3 marca 2023 roku – red.) białoruski sąd w pokazowym postępowaniu skazał na 10 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze Alesia Bialackiego, białoruskiego obrońcę praw człowieka, laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Skazanie to Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro ocenia jako akt bezprawia.

Zdarzenie to stanowi potwierdzenie, że władze tego kraju kolejny raz postawiły się poza europejską kulturą prawną. Piątkowy wyrok białoruskiego sądu to też kolejne orzeczenie, zgodnie z którym Aleś Bialacki ma znaleźć się kolonii karnej. Wcześniej podobny wyrok zapadł w 2011 roku” – czytamy na stronie SIP LEX.

Ubolewanie i wyjaśnienie, kto został ukarany

Dalej jest wyjaśnienie, kto może, a kto – zdaniem Zbigniewa Ziobry – nie może w polskiej prokuraturze czuć się winnym. Lub niewinnym – to zależy od dobrego samopoczucia prokuratorów a nade wszystko od przepisów, które interpretują.

Oryginalny tekst oświadczenia z 6 marca 2023 roku

„Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro wyraża ubolewanie, że w 2011 r. polska prokuratura w odpowiedzi na wniosek o pomoc prawną władz Białorusi, przekazała jej materiał dowodowy w postaci historii rachunków bankowych opozycjonisty, który mógł być wówczas podstawą kolejnych represji wobec białoruskiego opozycjonisty oraz jego zatrzymania przez białoruskie organy śledcze na początku sierpnia 2011 r. i skazania za rzekome przestępstwa podatkowe. Prokuratura Generalna przekazała materiały pomimo negatywnego stanowiska w zakresie możliwości realizacji wniosku strony białoruskiej wyrażonego przez prokurator Elżbietę Janicką z Działu Obrotu Prawnego z Zagranicą w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie” – głosi oświadczenie Prokuratora Generalnego z 6 marca 2023 roku.

Oświadczenia trzeba czytać…

I tutaj następuje, zdaniem prawników, kluczowe sformułowanie w sprawie roli, jako w sprawie odegrała, lub nie, obecna rzeczniczka Prokuratora Krajowego, która wystąpiła przeciwko drążącemu sprawę dziennikarzowi Michałowi Jelonkowi z TV Republika.

„W związku z przekazaniem materiałów dotyczących opozycjonisty białoruskiemu reżimowi, w ówczesnej Prokuraturze Generalnej stanowisko stracił prokurator Krzysztof Karsznicki, dyrektor departamentu zajmującego się współpracą międzynarodową oraz jego zastępca. Wobec prokurator Anny Adamiak bezpośrednio zajmującej się sprawą w Prokuraturze Generalnej wszczęto postępowanie dyscyplinarne, które w pierwszej instancji zakończyło się umorzeniem wobec znikomej szkodliwości społecznej czynu, zaś w drugiej uniewinnieniem. Prokurator Generalny ocenia to rozstrzygnięcie jako niesłuszne” – czytamy w oświadczeniu Zbigniewa Ziobro z marca 2023 roku.

Prawda i sprawiedliwość

Nie będę bawił się w spekulacje, co miał na myśli red. Michał Jelonek pytając obecnego premiera o rolę w sprawie „pomocy” polskiego wymiaru sprawiedliwości reżimowi Białorusi podczas sprawowania władzy przez rząd PO i PSL, któremu przewodził Donald Tusk w 2011 roku. Wtedy, kiedy polski wymiar sprawiedliwości okrył się hańbą realizując „pomoc prawną” przyczyniającą się do skazania Alesia Bielackiego przez białoruską niesprawiedliwość reżimu współpracującego z bandytami z Rosji.

Przypomnieć należy, że rządy PO-PSL sprawowały władzę w latach 2007 – 2015. Do 2014 roku kierował nimi Donald Tusk.

To ten sam premier, który rządzi teraz i który, na pewno patrzy na proces Adamiak vs Jelonek z zainteresowaniem i troską o stan wolności słowa w Polsce.

I byłbym spokojny o sprawiedliwy wyrok w tej sprawie. Ale jakoś nie jestem.

 

Hubert Bekrycht

 

Zdjęcie Anny Adamiak – fot. Tomasz Jędrzejowski, Gazeta Polska

 

 

DO 28 LUTEGO BR. PRZEDŁUŻONO TERMIN ZGŁOSZEŃ NA KONKURS STOWARZYSZENIA DZIENNIKARZY POLSKICH

Trwa kolejna edycja konkursu SDP. Do 28 lutego br. przedłużyliśmy termin do, którego  można przysyłać zgłoszenia prac dziennikarskich. opublikowanych od 1 stycznia 2025 roku do 31 grudnia 2025 roku. Szczegółowe dane: regulamin konkursu, kartę zgłoszenia i instrukcję wysłania zgłoszenia podajemy w plikach dołączonych do tego tekstu.

Nagrody SDP to jeden z najstarszych i największych konkursów dziennikarskich w Polsce. Co roku jury Konkursu decyduje, kto otrzyma nagrody i wyróżnienia w kilkunastu kategoriach. W tym roku debiutują Nagroda im. Św. Maksymiliana Marii Kolbego za publikacje o tematyce religijnej i Nagroda im. Kazimierza Nowaka za publikacje o tematyce turystycznej i podróżniczej.

Regulamin konkursu:

11_Regulamin Konkursu_Nagrody SDP 2026

Do 28 lutego 2026 roku należy wypełnić

KARTĘ ZGŁOSZENIA

i wysłać ją według

INSTRUKCJI PRZESYŁANIA.

 

Lista kategorii:

 

Główna Nagroda Wolności Słowa za publikacje w obronie prawdy i sprawiedliwości, demaskujące nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw obywatelskich, praw człowieka,

 

Nagroda Watergate za dziennikarstwo śledcze,

 

Nagroda im. Janusza Kurtyki za publikacje o tematyce historycznej,

 

Nagroda im. Stefana Żeromskiego za publikacje o tematyce społecznej,

 

Nagroda im. Św. Maksymiliana Marii Kolbego za publikacje o tematyce religijnej (nowa kategoria),

 

Nagroda im. Macieja Łukasiewicza za publikacje na temat współczesnej cywilizacji i kultury

oraz popularyzację wiedzy,

 

Nagroda im. Kazimierza Nowaka za publikacje o tematyce turystycznej i podróżniczej,

 

Nagroda im. Kazimierza Dziewanowskiego za publikacje o problemach i wydarzeniach na świecie,

Nagroda im. Eugeniusza Kwiatkowskiego za dziennikarstwo ekonomiczne,

 

Nagroda dla dziennikarzy do 35. roku życia publikacje na dowolny, ważny społecznie temat w wybranej przez Autora formie,

 

Nagroda im. Erazma Ciołka za fotografię społecznie zaangażowaną.