KRRiT wszczęła postępowanie ws.TVP, która przemilczała udział PREZYDENTA RP w ceremonii otwarcia ZIO 2026

Nie cichną echa kolejnego już skandalu w Telewizji Polskiej S.A.  w likwidacji. TVP przemilczała udział PEZYDENTA RP KAROLA NAWROCKIEGO w ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026 Mediolan, Cortina. Krajowa Rada Radiofonii i Telewziji wszczęła postępowanie w tej sprawie.

W piątek 6 lutego wieczorem TVP pokazywała na głównej antenie TVP 1 i w TVP Sport ceremonię otwarcia ZIO 2026 we Włoszech. Niestety, po raz kolejny Telewizja Polska udowodniła, że jest prorządowa i złośliwie ogranicza informacje dotyczące innych, poza Radą Ministrów, ośrodków władzy, w tym przede wszystkim Prezydenta RP. Podczas prezentacji polskiej reprezentacji komentatorzy Piotr Sobczyński i Marek Rudziński nie podali, że w uroczystym otwarciu ZIO 2026, wraz z innymi głowami państw, uczestniczy prezydent RP Karol Nawrocki.

Oto oświadczenie KRRiT w tej sprawie:

Postępowanie wyjaśniające dotyczące transmisji ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026 w TVP w likwidacji

Przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji dr Agnieszka Glapiak uruchomiła postępowanie wyjaśniające wobec Telewizji Polskiej w likwidacji w związku z przebiegiem transmisji ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. W tej sprawie KRRiT otrzymała skargi od widzów, którzy zwrócili uwagę na rażące pominięcie w przekazie informacji o obecności Prezydenta RP Karola Nawrockiego, na inauguracji igrzysk.

Podczas transmisji komentatorzy Telewizji Polskiej w likwidacji (Marek Rudziński i Piotr Sobczyński) poinformowali widzów jedynie o udziale w ceremonii otwarcia ministra sportu i turystyki, reprezentującego rząd RP, nie odnosząc się natomiast do obecności na uroczystości prezydenta RP. Zdaniem widzów stanowiło to przejaw selektywnego i nierzetelnego informowania odbiorców.

– Pominięcie informacji o udziale urzędującego Prezydenta RP w wydarzeniu o międzynarodowej randze, transmitowanym przez nadawcę publicznego, nie może być traktowane jako przypadkowe uchybienie redakcyjne. Tego rodzaju działanie stanowi poważne naruszenie standardów rzetelności, bezstronności oraz kompletności przekazu, do których zobowiązana jest telewizja publiczna – podkreśliła przewodnicząca KRRiT dr Agnieszka Glapiak.

Szczególny niepokój KRRiT budzi fakt, że nie było to zdarzenie odosobnione. Podobnych sytuacji, kiedy podczas ważnych państwowych uroczystości nie relacjonowano na żywo przemówienia Prezydenta RP lub pomijano jego udział w tego typu wydarzeniach, było więcej. Należy podkreślić, że powtarzalność tego rodzaju przypadków dodatkowo wzmacnia wątpliwości co do standardów realizacji misji informacyjnej przez nadawcę publicznego.

Skargi dotyczące pominięcia prezydenta RP podczas transmisji TVP w likwidacji

W skargach kierowanych do KRRiT widzowie wskazywali m.in. na naruszenie prawa do pełnej informacji oraz brak równego traktowania konstytucyjnych organów państwa. Podnoszono również wątpliwości co do intencjonalnego charakteru pominięcia oraz jego sprzeczności z misją publiczną nadawcy.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji sprawdzi, czy doszło do naruszenia przepisów ustawy o radiofonii i telewizji, w szczególności w zakresie obowiązku rzetelnego, bezstronnego i odpowiedzialnego informowania opinii publicznej.

Przewodnicząca KRRiT podkreśla, że media publiczne mają szczególną odpowiedzialność za sposób relacjonowania wydarzeń o znaczeniu państwowym i międzynarodowym, a wszelkie działania mogące nosić znamiona pomijania lub marginalizowania konstytucyjnych organów władzy będą oceniane ze szczególną uwagą.

TUTAJ treść oświadczenia KRRiT

HUBERT BEKRYCHT: Kolejny skandal na antenie TVP w liwidacji. I w politycznej  frustracji

Skazany DUKLANOWSKI – SAKIEWICZ oczyszczony z zarzutów w tej samej sprawie – schizofrenia sprawiedliwości czy sprawność niektórych sądów wobec koalicji 13 grudnia?

Stała się rzecz skandaliczna i właściwie, jako taka nadaje się już pod osąd dużo ważniejszych trybunałów. Oto sąd skazał red. Tomasza Duklanowskiego z Gazety Polskiej za to, że publikował, na podstawie relacji wielu świadków, artykuły o tym, że ówczesny marszałek Senatu Tomasz Grodzki, jako lekarz, ordynator szczecińskiego szpitala brał łapówki.

Sam wyrok wobec Duklanowskiego jest parodią wymiaru sprawiedliwości, bo przede wszystkim na podstawie jego artykułów o łapówkach dla Grodzkiego, redaktor naczelny Gazety Polskiej i prezes TV Republika Tomasz Sakiewicz umieszczał w mediach Wolnego Słowa publikacje ze szczegółami tej sprawy.

Rozdwojenie jaźni ducha prawa

Sakiewicz , jak Duklanowski, został pozwany przez byłego marszałka Senatu, senatora i prominentnego działacza rządzącej KO. Tomasza Sakiewicza uwolniono kilka tygodni temu od zarzutów. Tomasza Duklanowskiego skazano. Dziennikarz zapowiada skargę kasacyjną, ale czy nie trąci to skandalem znacznie większym?

Z tego powodu, że ten sąd od Duklanowski przegrał. Czy ów sąd nie wziął pod uwagę argumentów pozwanego? Nie może nawet Duklanowski nic na temat procesu powiedzieć, bo na wniosek Grodzkiego, sąd orzekł, że nie… Świadkowie natomiast nie wycofali swoich relacji z procederu łapówkarskiego, jaki był – ich zdaniem – udziałem byłej trzeciej osoby w państwie.

Prawo nie jest logiczne. W Polsce

Sakiewicz prze innym sądem został oczyszczony z zarzutów o pomawianie Grodzkiego, przeciw któremu świadczyły publikacje Duklanowskiego? Nie ma w tym logiki, ale jak mówią teoretycy prawa, w przepisach nie ma logiki. A może sądy w Polsce mają schizofrenię? Może w kraju jest jakaś dziwna epidemia atakująca ludzi w togach z purpurowymi lamówkami? No, nie, bo wtedy zaatakowałaby sędziów w procesie Sakiewicza.

A może, znowu gdybam, jedne sądy są po prostu sprawiedliwe – tak jak w przypadku szefa GP i TV Republika i usłużne wobec przedstawicieli koalicji rządzącej. No, też nie, bo sędziowie to nie fabryki wyroków i na orzeczenia dotyczące mediów czeka się długo. Jedne wyroki są korzystne dla dziennikarzy, inne dla szefów mediów głównego nurtu lub polityków tym mediom patronującym.

Sprawa skandalicznego wyroku w sprawie Duklanowskiego będzie miała – moim zdaniem – ciąg dalszy, a były marszałek Senatu z KO nie może spać spokojnie. Bo przecież żyją świadkowie, którzy, powtarzam, nie wycofali się ze swoich relacji o tym, że Grodzki jako lekarz i ordynator brał łapówki od rodzin pacjentów.

Relacje po wyroku…Wiele pytań

Przyjrzyjmy się relacjom i emocjom po skandalicznym wyroku. To relacje m.in. z profilu X. Poniedziałek 9 lutego 2026 roku:

Tomasz Duklanowski, X: >>Sąd uniewinnił Tomasza Sakiewicza, który na podstawie moich tekstów stwierdził, że Grodzki to „zwykły łapówkarz”. Mnie natomiast skazał, analizując te same teksty. Były to relacje wielu pacjentów i ich rodzin, którzy mówili mi, że Grodzki przyjmował od nich pieniądze w zamian za przeprowadzenie operacji. Były to dziesiątki osób!  Ci sami ludzie składali zeznania w CBA i prokuraturze. A mimo to sąd uznał mnie winnym zniesławienia. Bo napisałem prawdę. To decyzja skrajnie niesprawiedliwa, skandaliczna, wołająca o pomstę do nieba. Będę wnosił kasację. Będę walczył do końca o prawdę. <<

 Krzysztof Mąkowski, X: >>Na niejawnej rozprawie sąd podtrzymał wyrok w sprawie wytoczonej T. Duklanowskiemu przez Grodzkiego i już wiemy, że sprawiedliwość jak ją Tusk i „kasta zupełnie nadzwyczajnych ludzi” rozumie polega na tym, iż nie łapówkarz, a dziennikarz który proceder łapówek ujawnił jest winny. <<

TVN24, X: >>Sąd prawomocnie skazał Tomasza Duklanowskiego za pomówienie mnie o przyjmowanie łapówek – przekazał w poniedziałek były marszałek Senatu Tomasz Grodzki. <<

Prawnicy dla Polski, X: >>Groźba procesu i jego koszty działają mrożąco gdy chodzi o wolność słowa – zwłaszcza wówczas, gdy po drugiej stronie stoi polityk, posiadający zasoby finansowe – sędzia Sądu Okręgowego w Olsztynie @FMichera z @PRAWNICYdlaPOL w @RepublikaTV. Ogłoszono prawomocne rozstrzygnięcie w sprawie  @TDuklanowski, który opisał tzw. aferę kopertową w jednym ze szczecińskich szpitali. Prywatny akt oskarżenia wniósł @profGrodzki. <<

Te relacje, z wyjąkiem sprawozdań sądowych w mediach prorządowych, są jednoznaczne. Wydaje się, co jest jakimś światełkiem w tunelu, że Duklanowski nie ugnie się pod ciężarem nacisków politycznych ze strony działaczy koalicji 13 grudnia.

***

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Centrum Monitoringu Wolności Prasy  wielokrotnie broniły red. Tomasza Duklanowskiego a CMWP SDP upominały się o sprawę podczas postępowań przed sądem:

Po poprzednim wyroku, także skandalicznych i niekorzystnym dla Duklanowskiego w imieniu SDP głos zabrała jego prezes i dyrektor CMWP SDP Jolanta Hajdasz:

Okazuje się, że kiedy my poważnie traktujemy naszych rozmówców, ludzi, którzy z zaufaniem się do nas zwracają i publikujemy ich relacje, potem zostajemy za to karani. I to tak, żeby nam się odechciało kiedykolwiek takimi sprawami zajmować. To jest dowód na to, jak stronnicze bywają sądy w Polsce i jak wiele trzeba, żeby cokolwiek się tutaj zmieniło – podkresliła Hajdasz w rozmowie z Niezalezna.pl.

PREZES SDP o skazaniu RED. DUKLANOWSKIEGO: dowód na to, jak stronnicze bywają sądy w Polsce

 

 

 

 

 

Czy BOLESŁAW PRUS wyparłby się LALKI z NETFLIXA po obejrzeniu trailera? „You’re so fu…ng special…”

Rzadko większość recenzentów i dziennikarzy ocenia filmową adaptację klasyki, w tym przypadku Bolesława Prusa, na podstawie zwiastunu telewizyjnego, a właściwie reklamy serialu streamingowego giganta. Lalka Netflixa w reż. Pawła Maślony – zdaniem wielu oglądających tylko trailer – jest dziwna, złowieszcza, ilustrowana hitem rockowym i zapowiada film skandalizujący.

A może nie? Trudno wyrokować na podstawie samej zapowiedzi, która zakłada przyciągnięcie jak największej liczby widzów.

To tylko filmik promocyjny

Bardzo prawdopodobne, że reżyser, realizatorzy zwiastunu i ludzie z Netflixa tak wymyślili promocję Lalki, aby uczynić z serialu obraz  kontrowersyjny i totalnie różny od powieści?

Bzdura. W recenzjach powieści Prusa z jego epoki też były przekazy o wyjątkowej „brutalności i surowości” powieści. A nie było Internetu. Autor zaś napisał Lalkę bez wewnętrznych hamulców, jako pisarz, który sam recenzuje rzeczywistość XIX wieku, między innymi w Warszawie, w zaborze rosyjskim. O ile Prusa obowiązywały rygory cenzury politycznej i obyczajowej, to Maślona i Netflix nie mają takich problemów. Po prostu trailer musi być niejednoznaczny i wywoływać dyskusję o narodowym, polskim romansie.

Kilka Lalek

Netflix powinien się wyróżniać także z innego powodu. W tym samym czasie powstawała inna ekranizacja Lalki, w reżyserii Macieja Kawalskiego, z rolami Kamili Urzędowskiej (Łęcka), Marcina Dorocińskiego (Wokulski) i powracającego na ekrany na ten jeden raz (?) Marka Kondrata (Rzecki). Film jest równie wypatrywany przez widzów jak serial. Poza tym – moim zdaniem –obu najnowszym produkcjom trudno będzie przebić się przez legendy naszej kinematografii: film z 1968 roku w reż. Jerzego Wojciecha Hasa z rolami Beaty Tyszkiewicz, Mariusza Dmochowskiego i – w roli Rzeckiego – Tadeusza Fijewskiego oraz serial z 1977 roku w reżyserii Ryszarda  Bera z Małgorzatą Braunek, Jerzym Kamasem i Bronisławem Pawlikiem, jako starym subiektem.

Konkurencja konkurencją, ale Netflix jest zbyt ekspansywną firmą i bogatym koncernem, aby oglądać się na inne ekranizacje tej samej powieści. Bo Lalka Bolesława Prusa jest takim dziełem, jakim chcemy.

Kiedy czytano mi fragmenty w latach wczesnej podstawówki  a wtelewizji emitowano serial Ryszarda Bera, Lalka była dla mnie tajemniczym ogrodem. Bajką z ładnymi strojami z czasów, które w zaczątkach świadomości jawiły mi się, jako skojarzenie z dziewiętnastowiecznymi zrywami narodowymi, w tym przypadku z Powstaniem Styczniowym.

Po latach, kiedy w łódzkim liceum musieliśmy już przeczytać Lalkę (no, przynajmniej obszerne fragmenty), zaczynałem myśleć nie ekranizacjami, ale jakimiś połączeniami – nie wiem dlaczego – Hrabiego Monte Christo Aleksandra Dumas’a i książek sensacyjnych Alistair’a MacLean’a (Tylko dla Orłów i Działa Nawarony),  m.in. Żegnaj Kalifornio wydanej pod koniec lat 80. ub. w. tzw. drugim obiegu, nie wiem co ta książka zawiniła komunie. A, już wiem, zimna wojna była. Tak jak zimne relacje Łęckiej i Wokulskiego. Czy rzeczywiście jednak zimne..?

Odbiór łagonieje z wiekiem?

Już jako dorosły dziennikarz, „walczyłem” z Lalką Prusa potępiając ją w czambuł  za archaiczne wyobrażenie Polski, której ,w czasach akcji  powieści, nie było wtedy na mapie świata, Teraz, w wieku dawno dojrzałym, powieść o miłości kupca i ubogiej arystokratki wydaje mi się filarem naszej, polskiej literatury, ale także literatury światowej. Lecz nie takim dziełem, na piedestale, nie do dotykania. Jak najbardziej można zaznać przy lekturze lalki innych niż zwykle, w spółcześnie, uczuć. A niech tam sobie producenci wariują odchodząc od pierwowzoru, niech realizują jeszcze trzy kolejne ekranizacje. Co ja muwię trzy, dziesięć nawet…

Trzeba kończyć, a nie wyjaśniłem, dlaczego zwróciłem uwagę na zwiastum netflixowej Lalki. Otóż, są trzy powody: Sandra Drzymalska, która nie musi (w trailerze) grać Łęckiej, bo nią jest; dobór scen nieoczywistych i – powiedzieliby ludzie z XIX wieku – wyuzdanych, ale, już moim zdaniem, w sposób wysublimowany; no i muzyka zwiastunu z „Creep” zespołu Radiohead z lat 90. ub. w., kiedy byłem piękny i młody, a teraz jestem tylko mądry i bogaty.

Muzyka, ale nie z pozytywki

Po fragmentach Radiohead w trailerze odczuwałem wzruszenie. 20 lat temu powiedziałbym, iż utwór „Creep” ze znamiennymi słowami „You’re so fu…ng special” tak pasuje do powieści Prusa, jak rząd premiera Tuska do międzynarodowej nagrody wolności słowa. Dzisiaj „Creep” też nie pasuje do Lalki, ale przecież każdy może sobie Łęcką wyobrażać jak chce i w dowolny sposób interpretować jej zachowanie wobec Wokulskiego.

Każdemu wolno kochać i robić zwiastuny filmów oraz seriali. Ale… spróbujcie proszę wyprodukować trailer Lalki z muzyką „Wypijmy za błędy” w wykonaniu Ryszarda Rynkowskiego albo do piosenki „Do zakochania jeden krok” zaśpiewanej przez Andrzeja Dąbrowskiego.

Prus ze snu…

Czy znajdziecie przywołanie poniższego fragmentu powieści w dwóch współczesnych ekranizacjach? Bolesław Prus (właściwie Aleksander Głowacki) tak opisywał miłosne i niemiłosne relacje pary swoich bohaterów w śnie Izabeli Łęckiej:

>>”Zrobiło się już zupełnie ciemno; na ulicy zapalono latarnie, których blask wpadał do gabinetu panny Izabeli malując na suficie ramę okna i zwoje firanki. Wyglądało to jak krzyż na tle jasności, którą powoli zasłania gęsty obłok.

„Gdzie to ja widziałam taki krzyż, taką chmurę i jasność?…” – zapytała się panna Izabela. Zaczęła przypominać sobie widziane w życiu okolice i – marzyć.

Zdawało się jej, że powozem jedzie przez jakąś znaną miejscowość. Krajobraz jest podobny do olbrzymiego pierścienia, utworzonego z lasów i zielonych gór, a jej powóz znajduje się na krawędzi pierścienia i zjeżdża na dół. (…)

Teraz panna Izabela spostrzega ojca, który siedzi przy niej i z uwagą ogląda sobie paznokcie, od czasu do czasu rzucając okiem na krajobraz. (…) „Czy my jedziemy, czy stoimy?” – pyta ojca. Ale ojciec nie odpowiada nic, jakby jej nie widział; ogląda swoje piękne paznokcie i czasami rzuca okiem na okolicę…

Wtem (powóz ciągle drży i słychać turkot) z głębi jeziora czarnych dymów i białych par wynurza się do pół figury jakiś człowiek. Ma krótko ostrzyżone włosy, śniadą twarz, która przypomina Trostiego, pułkownika strzelców (a może gladiatora z Florencji?), i ogromne czerwone dłonie. Odziany jest w zasmoloną koszulę z rękawami zawiniętymi wyżej łokcia; (…) Reszty postaci nie widać spośród dymu.

„Co on robi, ojcze?” – pyta się zalękniona panna Izabela.

„Gra ze mną w pikietę” – odpowiada ojciec, również trzymając w rękach karty.

„Ależ to straszny człowiek, papo!”

„Nawet tacy nie robią nic złego kobietom” – odpowiada pan Tomasz<<.

Tyle Prus o koszmarach Łęckiej.

Nie ma mocnych

Co stałoby się z panią Izabelą w pierwszych latach XXI wieku? Skończyłaby pewnie politologię. I pracowałaby w jednej z komercyjnych telewizji gardząc dziewiętnastym wiekiem.

A Wokulski? Cóż, albo nie byłoby go wcale w życiu Izabeli albo miałby firmę reklamową i koncern spedycyjny. Z tym, że nie znając dziś rosyjskiego – bo to zbrodniczy reżim był, jest i będzie – pan Stanisław na pewno nie handlowałby ze Wschodem.

 

Hubert Bekrycht

 

Lalka – serial Netflix – 2026, reżyseria: Paweł Maślona; wykonawcy, m.in.: Sandra Drzymalska – Izabela Łęcka, Tomasz Schuchardt – Stanisław Wokulski, Dariusz Chojnacki – Ignacy Rzecki

zdj. Sandra Drzymała, która w serialu gra Izabelę Łęcką – trailer Netflix

HUBERT BEKRYCHT: Kolejny skandal na antenie TVP w liwidacji. I w politycznej  frustracji

To nie będzie tekst o tym, że komentator sportowy TVP w likwidacji nie wymienił prezydenta RP Karola Nawrockiego. To będzie felieton o tchórzostwie, które jest wrogiem dziennikarstwa.

Komentator sportowy to bardzo trudna specjalizacja dziennikarska. Profesjonalizm w dziedzinie konkretnej grupy dyscyplin sportowych, perfekcja w refleksie komunikacyjnym, poprawna dykcja i znakomita znajomość języka ojczystego, w tym przypadku polskiego. A i inny język warto znać. Z używaniem języka ojczystego, języka medium, dla którego się pracuje, bywa różnie. Znacznie gorzej jest z tym, że nawet w mowie, którą się zna wspaniale, trzeba mieć coś do powiedzenia. Nie wystarczy informować o tym, kogo widzowie widzą i jakie wyniki osiąga.

Otwarcie IO 2024 – odwaga Przemysława Babiarza

Nieco inaczej jest w przypadku komentowania otwarcia rozmaitych imprez sportowych. Dotychczas, no jeszcze dekadę temu, w różnych krajach, wystarczyło trzymać się harmonogramu komentarza. Wiedzieć, co i kiedy się odbywa/odbędzie, względnie, kto występuje z przemówieniem i co mówi, kto będzie śpiewał i tańczył na ceremonii i kiedy będą jakieś symboliczne wydarzenia podczas na przykład ceremonii początku Igrzysk Olimpijskich.

Dwa lata temu, na otwarciu letnich IO w Paryżu, polską ofiarą własnego zdania stał się redaktor Przemysław Babiarz, od lat komentator sportowy Telewizji Polskiej. Specjalista w kilku dyscyplinach m.in. w lekkoatletyce i pływaniu. Babiarz to także dziennikarz prowadzący rozmaite programy, nie tylko popularne; człowiek podkreślający swoją chrześcijańską tożsamość, udzielający się podczas imprez charytatywnych.

Właśnie w Paryżu, podczas otwarcia Igrzysk Olimpijskich 2024 roku, Babiarz nie wytrzymał. Słychać było, że podobnie jak milionom telewidzów na całym świecie, święto sportu i kultury podporządkowano dekadenckiej idei poprawności politycznej w sosie lewackim. Obrazoburcze „inscenizacje” obrazów o znaczeniu religijnym wywodzących się z chrześcijańskiego charakteru Francji i Europy a także gloryfikacja krwawej rewolucji 1789 roku dopełniły tylko czary goryczy.

Przemysław Babiarz zaznaczył podczas transmisji, że utwór „Imagine” jest opisem świata, który zmierza do komunizmu. Słowa komentatora były inne, ale zinterpretowano je w taki właśnie sposób. I dobrze. Bo o to chodzi, aby zauważać żałosne próby ataku na naszą cywilizację.

Otwarcie ZIO 2026 – kompromitacja Rudnickiego i Sobczyńskiego

Oczywiście kierownictwo TVP w likwidacji dwa lata temu po prostu zawiesiło Babiarza. A mało brakowało, aby go wyrzuciło. Za co? Za to, że miał swoje zdanie? Moim zdaniem dlatego tak się stało, że władze marionetkowej, bezprawnie przejętej przez rząd telewizji publicznej, przestraszyły się komentarza Przemysława Babiarza. Przede wszystkim władze telewizyjne nie zrozumiały słów komentatora. Dlaczego? Bo Daniel Gorgosz likwidator TVP i dyrektor generalny telewizji publicznej Tomasz Sygut są niekompetentni. Likwidator Gorgosz to pracownik TVP, który zrobi wszystko dla rządu Donalda Tuska, tak jak wtedy, kiedy przejmował stację łamiąc wszystkie przepisy prawa. Drugi z tej pary, czyli Sygut, też zrobi wiele dla koalicji. Wcześniej pracował już w propagandzie rządu PO i – wtedy – PSL. Odszedł z TVP do zakładu autobusowego podlegającego prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu z KO. A stamtąd znowu był w desancie na telewizję państwową. Nawet się pokazał rok temu na alkoholem zakrapianej imprezie z udziałem polityków obecnej koalicji i szefów innych mediów publicznych.

Wina niekompetentnych

Zatem skąd tacy ludzie, jak ci rządzący TVP w likwidacji, mieliby mieć pojęcie o idei olimpizmu? O tym, że Igrzysk Olimpijskich nie miesza się ostentacyjnie z polityką, bo wybuchną. I znowu skończyło się skandalem.

Innym niż ten z Przemysławem Babiarzem, którego broniono. Robili to przede wszystkimi dziennikarze z prawie wszystkich mediów. Prawie…

Przeciw zawieszeniu Babiarza protestowało też SDP i CMWP SDP. Dziennikarz do komentowania IO 2024 wrócił. Po kilku dniach. Chociaż pozostał niesmak po decyzji likwidatorów TVP o zawieszeniu go w prawach komentatora. Teraz Babiarz jest w ekipie komentatorów na ZIO 2026 roku, ale jego rola w TVP jest, dosłownie z tygodnia na tydzień, marginalizowana.

Usłużni wobec rządu

Wróćmy na olimpijskie areny. Właśnie wspomnianym skandalem w TVP zakończyło się w piątek 6 lutego br. w komentowanie ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026 roku w Mediolanie i Cortinie. To widowisko na szczęście nie było, jak w Paryżu dwa lata wcześniej, pełne świadomych prowokacji. Otwarcie było po prostu podniosłą uroczystością nawiązującą do tradycji europejskich i włoskich. Z małymi wyjątkami. Niestety, jeden z nich dotyczył polskiego nadawcy państwowego – TVP w likwidacji.

Otóż dwóch komentatorów TVP, Marek Rudziński i Piotr Sobczyński postanowiło wypełnić rozkazy prorządowych władców Telewizji Polskiej i „nie zauważyli” podczas ceremonii otwarcia IO obecności głowy państwa polskiego, prezydenta RP Karola Nawrockiego. Oczywiście politycy nie odgrywają kluczowej roli podczas zawodów sportowych, ale obecność przywódców państw podnosi ich rangę. Nie dla Rudnickiego i Sobczyńskiego.

Nie wymieniając prezydenta Polski wśród innych znamienitych gości IO 2026 roku Sobczyński i Rudziński a także, przede wszystkim, telewizja publiczna z naszego kraju zlekceważyli Polaków. Wszystkich. Niezależnie od poglądów politycznych, czy przekonań religijnych.

Smutek i żenujące skutki

Nie doszłoby do skandalu, gdyby nie kierownictwo TVP złożone z aparatczyków usłużnych wobec rządu Tuska. I to władze TVP w likwidacji są odpowiedzialne za ten nieprawdopodobny skandal.

Nadto, Sobczyński – jak pisali jego znajomi w mediach   społecznościowych – wypełnił polecenie szefów TVP i podkreślił w komentarzu: „Ja powiem tylko, że w ceremonii otwarcia bierze udział minister sportu i turystyki, pan Jakub Rutnicki, który reprezentuje rząd podczas tych igrzysk” – mówił pracownik prorządowej TVP. Pominął, moim zdaniem, świadomie protokół takich wydarzeń. O prezydencie Nawrockim uczestniczącym w ceremonii Sobczyński się nawet nie zająknął.

Tak skandal w TVP skomentował wieloletni komentator sportowy Polskiego Radia i Telewizji Polskiej Krzysztof Miklas.

Można byłoby na tym poprzestać i zakończyć opis tego żenującego zjawiska komentatorskiego, gdyby nie przewidywane skutki personalne pominięcia obecności prezydenta na otwarciu IO we Włoszech. Bo prezydentowi to nie zaszkodzi, ale wstyd z tego powodu już w TVP pozostanie.

O ile, jak wspomniałem, red. Przemysław Babiarz za prawdę powiedzianą o lewackim charakterze otwarcia paryskich igrzysk jest nieustannie marginalizowany, o tyle odpowiedzialni za skandal na otwarciu ZIO w Mediolanie i Cortinie nie odczuli ciężaru wykonania polecenia dyletantów politycznych z kierownictwa TVP w likwidacji. Oprócz wyrzutów sumienia, jeśli je mają, na razie włos im z głowy nie spadł.

Co dalej?

Stawiam złotówki przeciw guzikom, że założeniem decyzji władz TVP o pominięciu prezydenta RP Karola Nawrockiego w transmisji otwarcia ZIO 2026, było to, że wykonawcom, czyli Rudzińskiemu i Sobczyńskiemu, nic się nie stanie. To znaczy, nie poniosą konsekwencji swojego serwilizmu wobec koalicji Donalda Tuska.

Czy tak rzeczywiście będzie? Nie wiem. I nie domagam się wcale dziennikarskiego pręgierza dla dwóch komentatorów. Wystarczy, że od czasu do czasu ludzie im to będą przypominać. Ja już tego robić nie będę, bo o postawie Rudnickiego i Sobczyńskiego pisać nie warto. Za to trzeba bębnić o skandalu, którego autorami są ludzie z kierownictwa TVP w likwidacji. Usłużni wobec rządowych polityków chcących wykluczyć z życia publicznego i skompromitować demokratycznie wybranego prezydenta RP Karola Nawrockiego.

 

Hubert Bekrycht

 

SKANDAL!!! „Połamać nogi i podpalić ciało” – funkcjonariusz SOP z obstawy wicepremiera chciał zabić dziennikarza PIOTRA NISZTORA z TV REPUBLIKA

Ww wtorek późnym wieczorem media Domu Wolnego Słowa m.in. TV Republika, Niezlaeżnej.pl i Gazety Polskiej ujawnili, że dziennikarzowi Piotrowi Nisztorowi grozi olbrzymie niebezpieczeństwo. Zamachu na redaktora TV Republika chciał dokonać funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa (SOP), który był w ochronie wicepremiera i szefa MSZ – podała stacja.

Oto fragment teksty z portalu TV Republika: „Dotarliśmy do nagrania rozmowy, w trakcie której oficer Służby Ochrony Państwa opowiadał o planach brutalnego zabójstwa dziennikarza Republiki. W trakcie rozmowy wulgarnie wypowiadano się także na temat Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji. Pod adresem ministra padły m.in. określenia na >>k<<” – napisał portal TV Republika.

graf. z TV Republika

Dalej portal pisze m.in.: „Ta historia jest tak niesamowita, że aż ciężko w nią uwierzyć. Funkcjonariusz SOP, który ochrania wicepremiera planował morderstwo dziennikarza za krytyczny artykuł na swój temat” – podkreśliła TV Republika. „Na nagraniach z początku 2024 roku, do których dotarliśmy wprost opowiadał o planowanym morderstwie. Porwanie, połamanie nóg, polanie zwłok ropą, zamordowanie psów, to tylko niektóre słowa, które podały podczas rozmowy funkcjonariuszy SOP, jako zapowiedź działań przeciwko Piotrowi Nisztorowi” – napisał portal.

Dziennikarze z TV Republika zapowiadają, że opublikują rozmowy dotyczące planowanego zamachu na Piotra Nisztora.

Z kolei portal Niezależna pl. podawał na bieżąco wydarzenia związane z ujawnieniem planowanego morderstwa dziennikarza przez oficera SOP.

graf. z Niezależnej.pl

„W programie >>W punkt” Katarzyny Gójskiej w Telewizji Republika ujawniono nagrania, na których wysokiej rangi funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa Wojciech B. – szef ochrony Radosława Sikorskiego – planuje makabryczną zemstę na dziennikarzu śledczym Piotrze Nisztorze. Mowa o torturach, morderstwie oraz zabiciu psów redaktora >>Gazety Polskiej<< i TV Republika” – podała Niezależna.pl

„Głównym bohaterem taśm jest podpułkownik Wojciech B., pseudonim >>Biszkopt<<, człowiek odpowiedzialny za bezpieczeństwo najważniejszych osób w państwie” – napisał we wtorek Grzegorz Wierzchołowski, redaktor naczelny portalu Niezależna.pl

 

 

 

Likwidacja TVP POLONIA. To co po niej zostało przejął ośrodek, którym kieruje b. wiceszef rosyjskiej agencji informacyjnej

W bezprawnie przejętej przez rząd TVP w likwidacji skandal godni skandal. Faktyczna likwidacja TVP Polonia nie uwiera jeszcze koalicji, bo wybory za prawie trzy lata. Ciekawe, jak wówczas premier Donald Tusk wytłumaczy światowej Polonii likwidację TVP Polonia i to, że przejął ją Ośrodek Mediów dla Zagranicy TVP. Tym dziwnym podmiotem kieruje jeden z byłych wiceszefów rosyjskiej agencji informacyjnej Iterfax.

Michał Broniatowski, bo o nim mowa, to postać, do której jeszcze kilka lat temu w Polsce nikt się nie przyznawał. Na pewno nie żadna partia. Aż tu po politycznej zemście, przepraszam,”zmianie” w mediach publicznych i fikcyjnej ich likwidacji, Broniatowski pojawił się właśnie w rządowej stacji. Został dyrektorem Ośrodka Mediów dla Zagranicy TVP.

OMdZ TVP połknął działającą od ponad 30 lat TVP Polonia, w kształcie, który znaliśmy od dawna. Będzie mniej programów realizowanych w stylu byłej anteny międzynarodowej. Kadłub pozostał również z TVP World i z dawnego Biełsatu, którą to anteną przez 17 lat kierowała Agnieszka Romaszewska-Guzy. Legendarną opozycjonistkę, reporterkę i szefową stacji zwolniono dyscyplinarnie w marcu 2024 roku. Toczy się proces i wierzę, że Agnieszka go wygra z TVP w likwidacji.  Trudno czytać, co się w dawnym Biełsacie dzieje. Nadawanie po białorusku, ukraińsku i rosyjsku jest poszatkowane jak kapusta na zimę. Ciężką zimę, szczególnie dla odbiorców dawnego Biełsatu. Dorobek tej telewizji został roztrwoniony, zniszczony.

Szef z jednego z rosyjskich mediów…

Przekładaniec językowy w podmiocie kierowanym przez Michała Broniatowskiego budzi zwłaszcza – jak alarmują eksperci medialni od Wschodu – nadreprezentacja języka rosyjskiego w OMdZ TVP. No i dochodzimy do sedna sprawy.

Wiele jest obaw, że szef struktur telewizji rządowej dla zagranicy nie jest człowiekiem powszechnego zaufania. Przynajmniej dla opozycji i dla tych ludzi, którzy się na mediach znają. To fragment z biogramu Broniatowskiego z Forbesa, magazynu, którego szef zagranicy w TVP był niegdyś redaktorem naczelnym.

„Michał Broniatowski rozpoczął karierę w 1979 roku w TVP, gdzie pracował do czasu stanu wojennego. Następnie był związany z brytyjską agencją telewizyjną ITN, Associated Press, a od 1985 roku z agencją Reutera. Od 1992 pełnił funkcję dyrektora polskiego oddziału Reutersa, który był pierwszym takim przedsięwzięciem w Europie Wschodniej, a od 1997 dyrektora przedstawicielstwa Reutersa w Rosji i krajach byłego Związku Radzieckiego. Po powrocie do Polski w latach 2001-2002 Broniatowski budował strategię nowych mediów w Grupie ITI. Był członkiem Rady Dyrektorów ITI i członkiem Rady Nadzorczej Grupy Onet. Od 2003 do 2009 pełnił funkcję wiceprezesa największej prywatnej rosyjskiej agencji informacyjnej Interfax, w której odpowiadał za międzynarodową działalność firmy. W latach 2009-12 kierował polskimi projektami internetowymi, a w 2013 współtworzył nowy całodobowy kanał informacyjny na Ukrainie – Espreso TV”– napisał Forbes w biogramie szefa OMdZ TVP. Opublikowałem to w całości, aby nie uronić kontekstu.

Kompetencja jak Yeti

Dinozaury z Woronicza – jak mówią o sobie starsi pracownicy TVP – mają spore wątpliwości, czy Broniatowski nadaje się do telewizji publicznej, szczególnie do TVP dla zagranicy. I to nie tylko ze względu na swoją pracę w rosyjskich mediach. Rosyjskich, podkreślam, nie holenderskich, nie niemieckich, brytyjskich czy czeskich lub amerykańskich. W mediach rosyjskich!

„Mam wrażenie, że on nic nie zrozumiał. Myśli, że TVP na Woronicza jest taka, jak na przełomie ustrojów” – mówił sdp.pl. jeden z pracowników TVP, który przechodzi wkrótce na emeryturę i nie chce ujawnić swojej tożsamości. „Proszę wybaczyć, ale nie chcę ryzykować, atmosfera w TVP w likwidacji przypomina niekiedy stan wojenny. Tylko koksowników nie ma. Chociaż na ten mróz mogliby wystawić…” – próbuje żartować nasz rozmówca.

„Kompetencja i nazwiska większości szefów w TVP w likwidacji to są zupełnie inne wartości. Także i Broniatowskiego. Jeśli to się nie zmieni, następny rząd nie będzie miał czego naprawiać” – martwi się doświadczony pracownik z Woronicza. „Może chodzi nie tylko o rządzenie, kiedy władzę sprawuje koalicja Tuska. Krążą plotki o sprzedaży, ale nie całej TVP, tylko jej najlepszych części” – dodał.

Nikt nie konsultował kandydatury szefa OMdZ TVP z MZS i rządem?

I jeszcze fragment z serwisu internetowej Press, którego to portalu nie można posądzać o sprzyjanie opozycji: >> „Paweł Jabłoński nie jest szeregowym posłem Prawa i Sprawiedliwości. Przez cztery lata był wiceministrem spraw zagranicznych i miał dostęp do niejawnych informacji o zagrożeniach ze Wschodu. W marcu 2024 roku wchodzi na trybunę sejmową i ostrzega, że dyrektorem TVP World został właśnie człowiek, który przez wiele lat był szefem rosyjskiej agencji informacyjnej Interfax. „W związku z tym mam pytanie o politykę MSZ, czy w zakresie tej nominacji byłego dyrektora rosyjskiej agencji informacyjnej na stanowisko dyrektora stacji walczącej z rosyjską dezinformacją MSZ konsultował się albo z ministrem kultury, albo z nielegalnym likwidatorem Telewizji Polskiej SA?” – pyta przejęty Jabłoński. <<.

Tyle Press, ale najciekawsze są jednak fakty, które jeszcze nie wyszły na jaw – mówią na korytarzach o Broniatowskim. Co mają na myśli? Nikt tego nie chce powiedzieć. Czy rząd i MSZ wiedzą, kogo zatrudniła TVP na stanowisku szefa TVP dla zagranicy? Chyba tam wiedzą, ale może mają ważniejsze zajęcia. Sam Broniatowski niechętnie mówi o swojej karierze w mediach rosyjskich. Nikt mu się, chyba, nie dziwi w kierownictwie TVP w likwidacji.

 

 

W poniedziałek POGRZEB śp. WACŁAWA ROMAŃSKIEGO, realizatoara dźwięku Telewizji Polskiej

Realizator dźwięku Telewizji Polskiej i TVP we Łodzi Wacław Romański zmarł 3 lutego 2026 roku w wieku 87 lat… Właściwie Wacek Romański w TVP i TVP Łódź był zawsze. Kiedy pytałem go, kiedy zaczynał, udawał zamyślenie i mówił „no, to było w tym roku, kiedy pożyczyłem od Poli Negri 5 złotych”.

***

Pogrzeb śp. Wacława Romańskiego w poniedziałek 9 lutego o 11.30 na cmentarzu ewangielickim przy ul. Ogrodowej w Łodzi.

***

Wacław Romański…

Lubiany, otwarty, gaduła, profesjonalista w każdym calu. Dowcipny a jednocześnie wrażliwy. „W tak nerwowej pracy i taki pogodny” – mówili koledzy z reżyserki.

Poczucia humoru nie miał tylko wówczas, kiedy trzeba było ratować program, tak z powodów technicznych, jak i merytorycznie. Nie umiem sobie wyobrazić, że Wacek nie żyje…

 

Wacek nie był tylko dźwiękowcem. Kiedy była taka potrzeba i zdjęcia zrobił i światło ustawił. Takich ludzi już niestety w zawodzie jest coraz mniej. Nade wszystko kochał tę robotę. Chyba przez prawie pół wieku trudno sobie było wyobrazić TVP bez Romańskiego i Wacka bez telewizji w Łodzi.

Aż w końcu nastąpił ten dzień. „Przeszedłem na emeryturę, jestem już w odstawce, ale może odpocznę, chociaż powiem ci, brakuje mi tej adrenaliny, kiedy zaczyna się transmisja lub ŁWD (serwis informacyjny w TVP Łódż)” – powiedział mi kiedyś gorzko, może ponad dwie dekady temu.

„Nawet wtedy nie tracił kontaktu z oddziałem, no może nie tyle z firmą, co z ludźmi, z którymi pracował” – podkreśliła w rozmowie z portalem sdp.pl wieloletnia dziennikarka, spikerka Polskiego Radia i prezenterka Telewizji Polskiej Grażyna Jeżewska.

Wacław Romański w Zespole Emisji zdj. www.art.intv.pl

„Koleżeński, towarzyski. Takich ludzi jak Wacuś, jak mówi, młodzież już >>nie produkują<<. Jego praca to było jego życie” – mówiła. „Oprócz tego, że Wacek był absolutnym fachowcem, to jeszcze pomagał zrozumieć telewizyjną pracę mniej doświadczonym. Lubił pracę z młodzieżą” – dodała Jeżewska. Dawny dziennikarz TVP Łódź i prezes oddziału łódzkiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Zbigniew Natkański wspomina Zmarłego jako rzemieślnika i artystę jednocześnie.„W czasach, kiedy Wacek zaczynał, kiedy telewizja raczkowała i nadawała tylko na żywo, musiał być jednocześnie bezbłędnym realizatorem dźwięku i wrażliwym człowiekiem słuchającym interpretacji tekstu w ekranizacji klasycznego dramatu w Teatrze Telewizji. A tego typu produkcje często gościły w łódzkim studio. Ze znanymi reżyserami i znakomitymi aktorami” – wspominał Natkański.

 

 

***

Nie wiem, czy jeszcze kiedyś o Wacławie Romańskim napiszę, ale, jako młodszy kolega, mogę zapewnić, że Wacka nie będzie można zastąpić. Bo oprócz szacunku dla innych i  swojego zawodu rozumiał, że w telewizji jego marzeń, najważniejsi są ludzie…Nie polityka.

Żegnaj Wacku, szkoda, że nie opowiesz mi teraz kolejnych anegdotek, których nie moglibyśmy nigdzie opublikować. Szkoda, że nie zobaczymy się już na stadionie Widzewa czy Orła… Szkoda.

Wacuś, do zobaczenia

 

Hubert Bekrycht

 

Pogrzeb śp. WACŁAWA ROMAŃSKIEGO odbędzie się 9 lutego, w poniedziałek o gdzinie 11.30 na na cmentarzu ewangelickim przy ul. Ogrodowej w Łodzi.

 

zdjęcia ze strony www.art.intv.pl

HUBERT BEKRYCHT: W przededniu katastrofy, czyli przedwierzchołek upadłości mediów publicznych

Termin „przedwierchołek” używany jest często przez wspinaczy wysokogórskich, geologów i geografów. Przedwierzchołek to jeszcze nie szczyt góry, ale prawie. Od szczytu czasem dzieli go kilkanaście metrów. Szczyt bezczelności natomiast bardzo chcą osiągnąć władze, niektórzy pracownicy i protektorzy mediów publicznych.

Nielegalnie przejęte ponad 2 lata temu TVP, PR, rozgłośnie regionalne PR i PA szczytu bezczelności jeszcze nie osiągnęły. Na razie musnęły zaledwie przedwierzchołek buty, chamstwa, cenzury, łamania wolności słowa, dezinformacji…

Uff, a to zaledwie początek. Pozostając w Himalajach hipokryzji, media publiczne brodząc po szyję w szlamie manipulacji i kłamstw podążają ku zagładzie. Utrzymują setki propagandystów koalicji i zwykłych hien dziennikarskich. Z naszych podatków.

W alpinizmie wspinacze i geografowie obserwują czasem kilka tzw. przedwierzchołków szczytu, który chcą osiągnąć. Media publiczne po 2023 roku też mają kilka prawie szczytów. Negatywnych, hańbiących, skandalicznych.

Przedwierzchołek nr 1 – kasa z Marsa

Dotyczy finansowej niekompetencji. Mając bezterminowe i określane mianem rządowej studni bez dna finansowanie, wciąż media publiczne nie mogą wyprodukować, czegoś, co przebije komercyjną konkurencję, w tym konserwatywnych nadawców, m.in. TV Republikę, telewizję wPolsce24, Radio Wnet, Radio Maryja, Telewizję Trwam i wiele, wiele innych. Do wierzchołka jeszcze trochę, bo komunikaty manipulacyjne w rządowych mediach płyną leniwie jak Nil. Ale wylewają jak szambo. Bardzo spektakularnie.

Przedwierzchołek nr 2 – etyczny Armagedon

W TVP, PR i PAP nie ma obecnie żadnych zahamowani molalnych. Byle tylko „dowalić” opozycji, mediom konserwatywnym i niezależnym jeszcze instytucjom. I ludziom z tych środowisk. Są w państwowych mediach pokłady zgnilizny etycznej, ale to nie znaczy, że nie będą się powiększać. Tu do szczytu daleko.

Przedwierzchołek nr 3 – media publiczne jak mafia

W tej chwili, chcąc dotrzeć na wierzchołek zemsty, wraz z przypadkowo wylosowanymi sędziami, media publiczne udowodniają, że wszystkie ich decyzje były zgodnie z prawem. M.in. zwolnienia dyscyplinarne, zwolnienia wymuszone, zastraszanie dziennikarzy, który jeszcze zostali i dezinformacje, które pojawiają się każdego dnia. I też do szczytu daleko jak z Warszawy do Drezna.

Atak szczytowy

Katalog wszystkich łotrostw nowych, nielegalnych władz mediów publicznych jest też długi jak taśma w kasie supermarketu. Trzeba poczekać aż się wyczerpie. Kiedy TVP, PR i PAP w likwidacji będą ledwo żywe, wówczas ktoś ich majątek sprawiedliwie podzieli. I zrobi się – jak mawiał klasyk – protokół zniszczenia.

A wtedy szczyty dopiero będą przed likwidatorami i ich rządowymi mecenasami. Szczyty albo upadki z wierzchołków mediów publicznych.

 

 

Wygrana portalu NIEZALEŻNA.PL z TVN! Sprawa objęta monitoringiem CMWP SDP

28 stycznia 2026 r. sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie Krzysztof Tarapata  zamknął rozprawę i oddalił powództwo telewizji TVN przeciwko portalowi Niezależna.pl i jego wydawcy. Jednocześnie sąd zadecydował, że powód – TVN S.A. – poniesie koszty procesu. Sprawa była objęta monitoringiem CMWP SDP, Centrum protestowało w tej sprawie m.in. podczas posiedzenia Komisji sejmowej i w oficjalnych stanowiskach. Decyzja sądu jest ostateczna i zamyka sprawę.  

Telewizja TVN pozwała spółkę Słowo Niezależne, czyli wydawcę portalu Niezalezna.pl, i redaktora naczelnego Grzegorza Wierzchołowskiego za zacytowanie słów Tomasza Sakiewicza, które padły na antenie TVP Info w grudniu 2022 roku. Telewizja TVN S.A. skierowała do sądu także wniosek o zabezpieczenie roszczeń.  Chodziło o nakazanie rozpowszechniania „w jakikolwiek sposób i w jakiejkolwiek formie” przez okres 1 roku informacji, że „TVN publikuje fake newsy lub fałszywe informacje”, „TVN publikuje materiały, które są wynikiem manipulacji, albo zawierają przekłamania”, „TVN ukrywa prawdę na temat katastrofy smoleńskiej”, „TVN to stacja, która realizuje interes Kremla”, „TVN broni polityki Władimira Putina i Federacji Rosyjskiej”. Chodziło m.in. o słowa, jakie były wypowiedziane w tej audycji że cyt. „Kłamią w żywe oczy. […] TVN powiedział, że wykluczono eksplozje, zamach. […] TVN podaje informacje, które chronią Putina ws. katastrofy smoleńskiej. Pomaga ukryć prawdę o Smoleńsku od samego początku”. W styczniu 2023 sąd oddalił pozew o zabezpieczenie  roszczeń w postaci zakazu używania w/w wyrażeń na temat TVN, ale nadał była procedowana sprawa z powództwa TVN  z żądaniem 100 tysięcy odszkodowania, usunięcia tekstu  i przeprosin . Decyzja Sądu z 28 stycznia b.r.  o oddaleniu tego powództwa zamyka tę sprawę.

CMWP SDP wielokrotnie występowało w tej sprawie broniąc pozwanych dziennikarzy i portal niezalezna.pl . Występowaliśmy m.in w pismach do sądu  i publikowanych oficjalnie stanowiskach.  Z udziałem CMWP SDP w  tej sprawie odbyło się także specjalne posiedzenie komisji ds. kultury i środków społecznego przekazu, broniliśmy w niej prawa do swobody wypowiedzi i apelowaliśmy o przestrzeganie zasady wolności słowa.

 

 

 

CENZURA NA ŻYCZENIE PAP – Likwidator atakuje dziennikarza Niezależnej.pl, swojego b. szefa, b. wicenaczelnego agencji

/Wykorzstano rysunek Cezarego Krysztopy z innej publikacji na tym portalu/ 

Wzmaga się grupa nielegalnych szefów mediów publicznych po ich bezprawnym przejęciu w grudniu 2023 roku. „TVP, PR, PAP to ja”, zdaje się mówić premier Tusk nieskładną francuszczyzną naśladując Króla Słońce. Przyklaskują temu nielegalnie wybrani, z pominięciem Rady Mediów Narodowych, szefowie mediów publicznych. Środowisko ich władz to w gruncie rzeczy panopticum złego dziennikarstwa i politycznego zarządzania państwowymi spółkami medialnymi, w myśl politycznej zasady „jesteś od nas, włos ci z głowy nie spadnie”. Niektórzy kierownicy mediów rządowych są łysi, ale i tak pod ochroną koalicji. Kuriozum stanowi fakt, że szef PAP w likwidacji kwestionuje fakty i atakuje swojego byłego szefa Tomasza Grodeckiego, do grudnia 2023 roku zastępcę redaktora naczelnego PAP.

Różne rzeczy przeżywa kadłubek mediów publicznych, po rzeczywistym rozpoczęciu niszczenia tych instytucji przez rząd Donalda Tuska. W TVP w likwidacji Tomasz Sygut i Daniel Gorgosz (podejrzewani o członkowstwo w Grupie Wejście, czyli o koorynowanie siłowej pacyfikacji budynków mediów publicznych 20 grudnia 2023 roku) sprzyjają arcykałpanom propagandy i Hienom Roku. A nawet hienom stulecia.  Za kadencji Gorgosza i Syguta wyemitowano antypolski film „Wśród sąsiadów” z przemontowaną zawartością, tak, aby sugerować, że nowy prezydent RP Karol Nawrocki jest nacjonalistą… i – kto wie – może antysemitą.

Paweł Majcher i Juliusz Kaszyński (podejrzewani o członkowstwo w Grupie Wejście) z Polskiego Radia, na każdym posiedzeniu Rady Programowej, której z rekomendacji SDP jestem członkiem, udają, że nie widzą nierzetelności wskazywanych m.in. przeze mnie w programie. Nie mam satysfakcji z tych moich uwag, ale stan programowy publicznej radiofonii jest katastrofalny. W serwisach to jeszcze nie ma komunikatów o nieomylności prezmiera, ale dogmaty o złej opozycji pojawiają się nie tak rzadko. W publicystyce nuda i – jak mawia moja koleżanka – „apoteoza świętej apologii” KO, PSL, PL2025 i wychwalanie celebrytów, którym przeszkadza PiS. No i do tego korespondent z PR z USA Marek Wałkuski, któremu wydaje się, że wypowiedział wojnę prezydentowi Trumpowi…

Osobny rodział stanowi Marek Błoński z PAP (podejrzewany o członkowstwo w Grupie Wejście – to jego telefon z dialogiem w tej sprawie bez trudu sfotografowano i teraz te zdjęcia są dowodem na działanie tej specyficznej grupy). „Błoński, były korespondent agencji ze Śląska zwsze był nijaki. Ale, jak mawiają w Katowicach, miał kontakty. Ze wszystkimi? No, niezupełnie. Repertuar jego wielbicieli i tych, którzy wielbili Błońskiego za jego teksty w PAP był długi” – mówi pragnący zachować anonimowość śląski dziennikarz.

„Więkoszość kontaktów Błońskiego stanowili głównie politycy lewicy i liberałowie oraz środowisko związków zawodowych, ale nie wszystkich. Teraz chyba odcięła się od niego Solidarność, chociaż wszyscy wypominali temu związkowi, że Błoński, już jako nielegalny szef agencji i jednocześnie, 20 grudnia 2023 roku, jeszcze szef zakładowych struktur Solidarności w PAP, siłowo wkroczył do siedziby przy Brackiej na czele osiłków, brutalnych ochroniarzy, pacyfikujących PAP” – kończy swą opowieść dziennikarz ze Śląska.

Ja za wiele o Błońskim nie mogę dodać, obowiązuje mnie powściągliwość sądowa, bo pozwałem PAP za dyscyplinarne, moim zdaniem, bezprawne wyrzucenie mnie  z pracy w 2024 roku, kiedy nowa ekipa medialna Tuska dopiero się rozkręcała. Jestem sekretarzem generalnym Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i red. nacz portalu SDP. Pisałem o haniebnych pacyfikacjach siedzib mediów publicznych, krytykowałem te nowe, nielegalne władze z Błońskim na czele, podpisywałem dziesiątki protestów w sprawie bezprawnego przejęcia TVP, PR I PAP, brałem w tych protestach udział. Mój los i dyscyplinarka – jak mówił mi jeden ze znajomych z PAP – były przesądzone, od momentu pierwszej  krytycznej uwagi o PAP, jaką publicznie wygłosiłem w obecności Błońskiego. Ten „demokrata” nie zrozumiał.

Bardziej niż sytuacja w agencji, dziwi mnie fakt, że nieliczni uczciwi a niezbyt odważni dziennikarze z PAP milczą w sprawie tego, co teraz  tam się wyprawia. Przecież to skandal. Trwa deprecjonowanie PAP poprzez  „pomyłki” w relacjach. „Pomyłki” m.in.  z wydarzeń z udziałem  Karola Nawrockiego i „niefortunnej zmiany „- w oficjalnym serwisie PAP (!) – imienia obecnego prezydenta na „Karofel” , „nieudane i zbyt szybkie” tłumaczenie prezydenta USA, który „przez pomyłkę” mówił coś innego niż mówił. Kolejne „pomyłki” dotyczące Donalda Trumpa. I wreszcze sprawa Tomka Grodeckiego. Bardzo mnie poruszyła, bo to po prostu, w mojej opinii szantaż byłego pracodawcy wobec dziennikarza. Powie ktoś, no tak były podwładny zwolnił swego szefa, wicenaczelnego agencji. Nic bardziej mylnego. Jeśli Grodecki napisze wszystko, to wróbelki ćwierkają, że kierownictwoi PAP może mieć kłopoty.

Grodecki to dziennikarz, który pisał i pisze prawdę o tym, co stało się w publicznych mediach ponad dwa lata temu. Pisał m.in. o Grupie Wejście, największym skandalu w polskim dziennikarstwie po 1989 roku.  To oczywiście nie w smak różnym czerwonym cenzorom, którzy zawłaszczenie TVP, PR i PAP chcą zamieść pod polityczny dywan ekipy Tuska. Znając Tomka, to się po prostu im nie uda…

Hubert Bekrycht

/Wykorzstano rysunek Cezarego Krysztopy z innej publikacji na tym portalu/ 

 

Oddaję głos autorowi publikacji o cenzurze w PAP  Grzegorzowi Wierzchołowskiemu redaktorowi naczelnemu  Niezależnej.pl:

Marek Błoński, pełniący funkcję likwidatora w nielegalnie przejętej Polskiej Agencji Prasowej, wypowiada wojnę wolnemu słowu. Żąda przeprosin i pieniędzy za to, że red. Tomasz Grodecki – dziennikarz Niezalezna.pl – odważył się głośno powiedzieć o bezprawnym i siłowym wejściu nowej władzy do mediów publicznych.

Ciąg dlaszy w portalu Niezależna.pl w artykule:

ZAMILCZANIE RZECZYWISTOŚCI. Pomijanie ważnych informacji w mediach publicznych. PREZES SDP: Media rządowe niszczą wizerunek PEZYDENTA RP

Telewizja w Polsce24 pokazała w środę przed południem przykłady pomijania ważnych dla kraju informacji przez wspierające rząd media publiczne. W czasie, kiedy odbywają się ważne uroczystości państwowe z udziałem prezydenta RP Karola Nawrockiego, utrzymywany z pieniędzy podatników publiczny kanał informacyjny TVP pokazuje… ciekawostki z Polski i świata. „Media rządowe lekceważą prezydenta Karola Nawrockiego, świadomie niszczą wizerunek pierwszej osoby w państwie” – powiedziała w wPolsce24 prezes SDP, dyrektor CMWP SDP Jolanta Hajdasz.

Buta i świadome wyciszanie opozycji, ale przede wszystkim milczenie o ważnych dla kraju wydarzeniach z udziałem prezydenta RP Karola Nawrockiego. To tylko niektóre grzechy mediów publicznych przejętych bezprawnie przez rząd w grudniu 2023 roku po siłowej pacyfikacji siedzib TVP, PR i PAP oraz postawieniu ich w stan pozornej likwidacji.

Media prorządowe realizujące teoretycznie tzw. misję publiczną są coraz bardziej bezczelne. Bez zażenowania występują w imieniu koalicji. Bronią polityków związanych z rządem, bezpardonowo atakują prezydenta Nawrockiego, opozycję, media konserwatywne.

Ostatnio jednak, na przykład w TVP i w programach Polskiego Radia a także w Polskiej Agencji Prasowej, obserwować można wzmożenie takich negatywnych zachowań. Pomijane są na przykład ważne wypowiedzi prezydenta Nawrockiego i uroczystości z udziałem głowy państwa. W przedpołudniowych, środowym programie telewizji wPolsce24 pokazano kilka przykładów – jak mówią konserwatywni medioznawcy – tzw. aktywnego milczenia. Chodzi o kampanie mediów publicznych, w których świadomie krytykuje się bezpodstawnie polityków nieprzychylnych rządowi Donalda Tuska.

„Media rządowe lekceważą prezydenta Karola Nawrockiego, świadomie niszczą wizerunek pierwszej osoby w państwie” – powiedziała w wPolsce24 prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP dr Jolanta Hajdasz. Dodała, że pomijanie ważnych dla kraju informacji jest sprzeniewierzeniem się zasadom mediów publicznych polegającej na obowiązku przekazywania relacji istotnych dla Polski. A do takich należą relacje wystąpień prezydenta RP.

Jolanta Hajdasz nazywa to wprost: „Jest to niszczenie wizerunku prezydenta” – podkreśliła i podreśliła, że prawdziwym dziennikarzom trudo zrozumieć aż taką propagandowę siłę nienawiści w mediach publicznych i mediach komercyjnych popierających rząd, a jednocześnie zwalczających konserwatywną opozycję. „Jednocześnie mamy do czynienia do wyciszania przez media publiczne afer, na przykład tej z udziałem marszałka Włodzimierza Czarzastego z Lewicy, któremu zarzuca się brak poświadczenia bezpieczeństwa i podejrzane kontakty z Kremlem” – podsumowała prezes SDP.

 

 

PRORZĄDOWE MILCZENIE W SIECI i NA ANTENIE. Czy Czarzasty i Żurek są pod ochroną TVP, PR, PAP i TVN oraz innych służącym koalicji mediom?

Na antenach mediów publicznych i innych środków prorządowego przekazu próżno od dwóch latach szukać krytyki koalicji 13 grudnia. Teraz jednak, mniej więcej od kampanii prezydenckiej, publiczne media i inne przekazy, na przykład m.in. w TVN, GW, Newsweeku, pomijają jakiekolwiek negatywne informacje o rządzie i popierających go politykach. Absurd? Polityka wyparcia po prostu.

Ostatnio w mediach tzw. głównego nurtu nie sposób znaleźć informacji w sprawach o dwóch aferach. Chodzi o aferę „sowiecką” dotyczącą braku poświadczenia bezpieczeństwa i kontaktów z Kremlem marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego z Lewicy i aferę „drogową” z udziałem ministra Żurka, który o mały włos nie przejechałby kobiety na pasach udzielając w tym czasie wywiadu prowadząc samochód.

Nie ma sensu szukać informacji na te tematy w mediach państwowych i prorządowych. W tych redakcjach są tylko próby obrony i ataki na media konserwatywne, które podawały szczegóły kłopotów Żurka i Czarzastego… Tracą na tym, komercyjnie, m.in. TVN i TVP, GW, Polskie Radio i Polskia Agencja Prasowa – mówią medioznawcy, bo, aby poznać szczegóły afer a nawet tylko „afer” ludzie zwracają się ku mediom konsertwatywnym. Te są coraz częściej cytowane, bo po prostu przekazują informacje,  których nie ma np. w mediach publicznych i TVN – ani w sieci ani w tradycyjnych przekazach.

Oto przykłady publikacji o aferze Czarzastego:

TV Republika: Czarzasty bez poświadczenia bezpieczeństwa:

Radio Wnet: Włodzimierz Czarzasty nigdy nie został zweryfikowany przez służby specjalne – Piotr Nisztor z TV Republika:

 

W mediach publicznych nie ma takich publikacji. A na pewno nie tak mocnych publikacji o drugiej osobie w Polsce. Czarzasty jest nawet, co znamienne, coraz słabiej broniony w mediach rządowych i prorządowych. Ale jednak na X TVP jest wypowiedź marszałka Sejmu. O relacjach z Sowietami. Czyli jednak… Nie, to rozmowa z Czarzastym sprzed 7 lat. I to wypowiedź kontrowersyjna. Chyba dla coraz większej liczby Polaków:

 

 

Znacznie więcej było materiałów broniących ministra sprawiedliwości, bo ten chce zaostrzenia przepisów o ruchu drogowym. Nie z tego jednak powodu w obronę wzięły Waldemara Żurka prorządowe media, kiedy tenProkurator Generalny  zasiadł za kierownicą auta i udzielał wywiadu jednemu z dziennikarzy (uważam rozmowy nagrywane w samochodach za niepotrzebne).

Podczas rozmowy na przejście dla pieszych wyszła kobieta. Prowadzący wywiad zwórcił na to uwagę Żurkowi. Ten głupio odpowiedział, że piesza była jeszcze daleko, kiedy cała Polska widziała jak wchodziła na pasy w tym samym momencie kiedy przejeżdżał je minister sprawiedliwości…

Podobnie jak znany internauta Marcin EDO nie mogłem się powstrzymać… (Uwaga, podczas realizacji tego filmu przez AI nikt nie ucierpiał).

 

Nie ma sensu dłużej opisywać tej afery. Żurek jaki jest każdy widzi. Mdły i niewyraźny. Czyżby dymisja? No, ale przecież nie za wykroczenie drogowe i inne czyny przrstępne? Może Waldemar Żurek szykuje się na stanowisko sędziego TSUE? Rząd się sypie, nawet najwięksi wyznawcy zaczynają wątpić.