Wspólne oświadczenie Redaktorów Naczelnych Tygodnika Solidarność i Tysol.pl ws. ataków jakie spotkały dziennikarkę współpracującą z Tysol.pl i Tygodnikiem Solidarność Aleksandrę Fedorską, po publikacji informacji na temat spotkania Tusk-Scholz, jaką pozyskała w biurze prasowym niemieckiego rządu:
Dziennikarka Aleksandra Fedorska współpracująca z Tysol.pl i Tygodnikiem Solidarność, zrobiła to co powinien zrobić każdy dziennikarz, po tym jak Donald Tusk zapowiedział, że „będzie za chwilę rozmawiał z kanclerzem Scholzem” o incydencie, w ramach którego niemieckie służby „podrzuciły” na polską stronę nielegalnych imigrantów. Zadzwoniła pod oficjalny numer biura prasowego niemieckiego rządu i o to zapytała. Rozumiemy oczywiście, że pozyskana przez nią informacja o tym, że taka rozmowa się nie odbyła i nie jest planowana może nie być po myśli rządzących, uważamy jednak, że nie jest naszą rolą utrzymywanie ich w dobrym samopoczuciu. (…)
Późniejsze oświadczenia zarówno rzecznika niemieckiego rządu, jak i materiały niemieckich mediów na ten temat, zostały przez nas opisane na portalu Tysol.pl. Najważniejsze fakty zebraliśmy także w tym numerze „Tygodnika Solidarność”. Warto jednak zwrócić uwagę, że pomimo zapewnień polskiego premiera, że „rozmowa się odbyła”, nie ma na potwierdzenie tego faktu żadnych dowodów, nawet notatki z rozmowy, która miała mieć „charakter prywatny”. Po drugiej stronie jest zaś nasza autorka, która zdobyte przez siebie informacje udokumentowała w sposób niebudzący żadnych zastrzeżeń. Nie zmieniają tego udzielane ex post tłumaczenia strony niemieckiej, że pracownica biura prasowego niemieckiego rządu udzieliła informacji nieprawdziwej. Jeżeli tak jednak faktycznie było i niemiecki urząd wprowadził naszą dziennikarkę w błąd to jako żywo dowodzi to raczej bałaganu po stronie niemieckiej. A nie złej woli Aleksandry Fedorskiej.
Mimo to premier Donald Tusk posunął się w swojej dość nerwowej wypowiedzi na ten temat do określeń takich jak „kłamstwa” czy „pisowskie trolle”, co spowodowało bezprzykładną falę bezrozumnego hejtu wobec współpracującej z nami dziennikarki. A gdyby tego było mało, urzędnik biura prasowego niemieckiego rządu Sebastian Feldmeier, usiłował w rozmowie z Aleksandrą Fedorską wpłynąć na nią, aby powstrzymała się przed publikacją nagrania rozmowy z biurem prasowym niemieckiego rządu, posuwając się do gróźb „przekroczenia niemieckiego prawa”. W ocenie prawników, w świetle obowiązującego w Polsce polskiego prawa, może to być uznane za karalne tłumienie krytyki prasowej. I więcej nawet – cóż to za porządki i zwyczaje, by urzędnicy obcego kraju dyktowali polskim dziennikarzom co im wolno, a czego nie wolno pisać?
Jako redaktorzy naczelni Tygodnika Solidarność i portalu Tysol.pl sprzeciwiamy się tego typu atakom na Aleksandrę Fedorską, na nasze prawo do krytyki prasowej i wolność słowa. Nie wiemy jak sobie wyobrażają kontakty z mediami premier Donald Tusk, czy urzędnicy niemieckiego rządu, jednak to w jaki sposób te wyobrażenia realizują w praktyce, nie mieści się w naszym wyobrażeniu na temat cywilizowanych standardów demokratycznego państwa prawa.
Redaktor Naczelny Tygodnika Solidarność Michał Ossowski
Redaktor Naczelny Tysol.pl i z-ca red. nacz. „TS” Cezary Krysztopa
Zastępca Redaktora Naczelnego Tygodnika Solidarność Rafał Woś
Pełny tekst oświadczenia i inne informacje w tej sprawie TUTAJ
Zarząd Wielkopolskiego Oddziału SDP wyraża stanowczy protest z powodu odsunięcia przez obecne władze TVP S.A. w likwidacji red. Tomasza Wolnego od prowadzenia koncertu „Warszawiacy śpiewają (nie)zakazane piosenki”. Koncert ten co roku odbywa się 1 sierpnia w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. Redaktor Tomasz Wolny związany był z ideą upamiętnienia Powstańców Warszawskich koncertem powstańczych piosenek śpiewanych przez Warszawiaków na Placu Piłsudskiego od kilkunastu lat, był jednoznacznie kojarzony z tą inicjatywą i był osobą powszechnie znaną i cenioną przez uczestników Powstania.
Został odsunięty od tego koncertu z powodów pozamerytorycznych, bez podania opinii publicznej jakiegokolwiek uzasadnienia tej decyzji TVP S.A. w likwidacji. Działanie to jest kolejnym przykładem na niezrozumiałe i nieakceptowalne lekceważenie dziennikarskiego profesjonalizmu i zawodowych osiągnięć dziennikarzy, jakie obecnie ma miejsce w mediach publicznych. Red. Tomasz Wolny pochodzi z Poznania, z Telewizją Polską związany był od 2010 roku, najpierw pracował w oddziale poznańskim TVP 3 Poznań, później był m.in. prezenterem „Panoramy” i gospodarzem programu „Pytanie na śniadanie”. Aktualnie został zmuszony do rezygnacji z pracy dla TVP
CMWP SDP informuje, iż objęło swoim monitoringiem sprawę red. Bożeny Gontarz -Górznej, dziennikarki portalu „Życie Sokołowa”z powodu zagrożenia naruszenia jej praw związanych z wykonywaniem zawodu dziennikarza. Z posiadanych przez nas informacji wynika, że niektórzy przedstawiciele władz Miasta i Urzędu Miasta w Sokołowie Podlaskim dopuszczają się werbalnych ataków na dziennikarkę w związku z treścią opublikowanych przez nią krytycznych materiałów prasowych.
Mimo wielu agresywnych komentarzy, jakie publikowane są w różnych miejscach w Internecie i mediach pod adresem dziennikarki, jej informacje dotyczące m.in. kontrowersji wokół zatrudnienia pracowników w UM Sokołów Podlaski po ostatnich wyborach samorządowych nie zostały do tej pory w żaden sposób zakwestionowane, a ich autorka nie otrzymała żadnego wniosku o ich sprostowanie.
Red. Bożena Gontarz – Górzna jest dziennikarzem od ponad 20 lat, pracowała i współpracowała z różnymi mediami, a od od ponad 10 lat wydawcą portalu ŻycieSokołowa (zyciesokolowa.pl) . 4 czerwca b.r. na łamach Życia Sokołowa dziennikarka opisała skandaliczne w jej ocenie praktyki, mające miejsce w związku z zatrudnianiem urzędników w UM, bez transparentnego trybu naborów oraz sprawdzania niezbędnych kwalifikacji m.in. osób, które były członkami sztabu wyborczego obecnej burmistrz Sokołowa (członek PO). Po publikacji część radnych w swoich mediach społecznościowych w napastliwym tonie zarzuca dziennikarce tendencyjność, prowokację i agresję, przypisano jej także przyczynienie się do wtargnięcia do Urzędu Miasta agresywnego mężczyzny, który domagał się informacji na temat zasad zatrudniania nowych osób w urzędzie. W tej sprawie policja prowadzi postępowanie i objęło ono także dziennikarkę, choć nie ma ona nic wspólnego ze zdarzeniem, co opisują także inne media w Sokołowie, np. Tygodnik Siedlecki .
W związku z powyższym CMWP podjęło monitoring, co jest uzasadnione celami realizowanymi przez Centrum oraz potrzebą ochrony istotnych dóbr chronionych prawem, w tym konstytucyjnych praw i wolności.
„Nagonka na przewodniczącego KRRiT jest próbą zmuszenia Krajowej Rady do akceptacji rządowego kłamstwa, że likwidacja mediów publicznych i ich przejęcie przez rząd są zgodne z prawem. Sam rząd i wyznaczeni przez niego likwidatorzy przyznają, że likwidacja jest pozorna. Rodzi się podstawowe pytanie: jak mogą organy rządowe uczestniczyć w takiej mistyfikacji, której celem jest obejście prawa?” – powiedział przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Maciej Świrski podczas wystąpienia w Senacie.
Maciej Świrski w środę prezentował w Izbie Wyższej sprawozdanie z działalności KRRiT za 2023 r. Jego wystąpienie wywołało wiele emocji i było kilkakrotnie przerywane przez senatorów.
Na początku przewodniczący KRRiT starał się przypomnieć dlaczego w państwach zachodnich istnieją niezależne od władzy regulatorzy mediów elektronicznych.
„KRRiT jest jednym z konstytucyjnych organów kontroli państwa i ochrony prawa, natomiast nie jest organem administracji rządowej. Jej autonomia i niezależność są w Polsce zasadami ustrojowymi. Zgodnie z Konstytucją, Krajowa Rada stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji” – podkreślił szef KRRiT.
Dalej Świrski zaznaczył, że działania rządu koalicji 13 grudnia w końcu ubiegłego roku „doprowadziły do tego, że bardziej niż kiedykolwiek Krajowa Rada musiała wystąpić w obronie obywateli i integralności mediów publicznych w sytuacji ich zawłaszczenia przez władzę wykonawczą i bezprawnej likwidacji.”
„Krajowa Rada stanowczo sprzeciwia się zarówno likwidacji mediów publicznych dokonanych przez Ministra Kultury, jak i bezprawnych ingerencji w program telewizji i radia publicznego, takich jak bezprawne zawieszenie nadawanie programu TVP Info oraz nieuzgodnione z Krajową Radą zmiany programowe. Krajowa Rada sprzeciwia się bezprawiu, jakiego dopuścił się minister Sienkiewicz, czyli siłowemu usunięciu legalnych władz Telewizji Polskiej i Polskiego Radia. Krajowa Rada sprzeciwia się też bezprawiu, jakim jest działalność tzw. ‘likwidatorów’ czyli osób bezprawnie zarządzających majątkiem publicznym w spółkach TVP i Polskiego Radia i siedemnastu rozgłośniach regionalnych. Sytuacja prawna tych osób jest do dzisiaj niejasna” – tłumaczył Maciej Świrski.
Przypomniał, że oprócz dwóch spółek rozgłośni regionalnych Polskiego Radia, żadna z nich nie jest prawomocnie wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego i zgodnie z prawem, KRRiT nie może dla nich przekazać transz abonamentu.
Maciej Świrski podkreślił, że „siłowe, bezprawne przejęcie mediów publicznych ma służyć domknięciu systemu medialnego, który nie pozwoli obywatelom dowiedzieć się prawdy o skutkach poczynań rządzących. To jest wprowadzanie nieformalnej cenzury, a cenzura jest w Polsce konstytucyjnie zakazana. Krajowa Rada ma konstytucyjny obowiązek chronić wolność słowa i dostęp obywateli do informacji”.
Zapewnił, że KRRiT będzie to robić „z całą siłą tego konstytucyjnego urzędu, a żadne próby zastraszania nas się nie powiodą”.
Na koniec swojego wystąpienia Maciej Świrski podkreślił, że „immanentnym elementem suwerenności jest niepodległość informacyjna, własny system mediów, który chroni obywateli przed dezinformacją i wrogimi działaniami chcącymi pozbawić kraj wolności”.
Zapewnił, że KRRiT stoi na straży ładu medialnego w Polsce.
„Nasza demokracja i historyczne dziedzictwo zobowiązują nas do obrony prawdy i niezależności mediów. Obecna nagonka na przewodniczącego KRRiT jest próbą zmuszenia Krajowej Rady do akceptacji rządowego kłamstwa, że likwidacja mediów publicznych i ich przejęcie przez rząd są zgodne z prawem. Sam rząd i wyznaczeni przez niego likwidatorzy przyznają, że likwidacja jest pozorna. Rodzi się podstawowe pytanie: jak mogą organy rządowe uczestniczyć w takiej mistyfikacji, której celem jest obejście prawa? Krajowa Rada, stojąc na straży wartości konstytucyjnych, nie może uczestniczyć ani akceptować działań niezgodnych z prawem” – zaznaczył szef KRRiT
Senatorowie odrzucili sprawozdanie z działalności KRRiT za 2023 rok.
Całe wystąpienie przewodniczącego KRRiT można znaleźć TUTAJ.
Do 5 lipca można zgłaszać prace do Międzynarodowego Katolickiego Festiwalu Filmów i Multimediów „Niepokalana”, który odbędzie w dniach 13-15 września 2024 roku.
Międzynarodowy Katolicki Festiwal Filmów i Multimediów „Niepokalana” organizowany jest od lat przez Katolickie Stowarzyszenie Filmowe im. św. Maksymiliana Marii Kolbe. Służy wspieraniu rozwoju wartościowej twórczości filmowej, telewizyjnej, radiowej i multimedialnej, pozostającej w zgodzie z Katolicką Nauką Społeczną.
Więcej na temat festiwalu i szczegóły dotyczące zgłoszeń TUTAJ.
Ireneusz Fąfara, prezes Orlenu, w wywiadzie dla „Financial Times”, zapowiedział sprzedaż Polska Press Grupy.
„Muszę podkreślić, że firma medialna Polska Press jest dla nas absolutnie niepotrzebna” – powiedział Ireneusz Fąfara dla FT.
„Będziemy szukać inwestora, który będzie mógł go odkupić za uczciwą cenę” – dodał prezes Orlenu.
Państwowy koncern energetyczny kupił Polska Press Grupę, największego w naszym kraju wydawcę gazet i portali regionalnych, od niemieckiej firmy Verlagsgruppe Passau w 2021 roku.
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego rozpoczęło proces konsultacji założeń nowej ustawy medialnej. Wśród propozycji znalazły się m.in. likwidacja abonamentu, reforma Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, likwidacja Rady Mediów Narodowych oraz nowy sposób powoływania władz mediów publicznych.
Jednym z kluczowych elementów nowej ustawy medialnej ma być zmiana modelu finansowania mediów publicznych. Zaproponowano likwidację abonamentu na rzecz finansowania z budżetu państwa.
„Nie oznacza to jednak wprowadzenia dodatkowego opodatkowania. Założenia opierają się na przyznaniu gwarancji środków na realizację misji publicznej w wysokości co najmniej 0,09% PKB rocznie” – czytamy w komunikacie resortu kultury.
W przedstawionych założeniach znalazł się również zapis o reformie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Jej skład ma być 9-osobowy, w tym 4 członków powoływanych przez Sejm, 2 przez Senat, a 3 przez prezydenta. Zaproponowano również wprowadzenie mechanizmu rotacyjności – przy zachowaniu 6-letniej kadencji każdego członka KRRiT – co 2 lata powinna następować wymiana jednej trzeciej członków.
Zmiany przewidziano w sposobie powoływania władz mediów publicznych. Zlikwidowana ma być Rada Mediów Narodowych.
„Proponujemy wprowadzenie zasad powoływania Rad Nadzorczych przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Uwzględniają one określenie kompetencji koniecznych do sprawowania funkcji oraz podawanie do publicznej wiadomości oceny poszczególnych kandydatów i uzasadnienia wyboru poszczególnych członków rad nadzorczych” – napisało ministerstwo MKiDN.
Konkurs na członków zarządów spółek mediów publicznych miałby być dwuetapowy. Wyboru najlepszego kandydata dokonywałaby KRRiT.
Zgodnie z przedstawionym przez ministerstwo harmonogramem konsultacje założeń ustawy mają potrwać do 23 września 2024 roku. Na październik zaplanowano publikację raportu z konsultacji, a na koniec 2024 roku przygotowanie projektu ustawy i skierowanie go do konsultacji publicznych i międzyresortowych.
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji poinformowała, że przyznała koncesje spółkom Telewizja Republika S.A. na program „Republika” oraz Fratria Sp. z o.o. na program „wPolsce24” rozpowszechniane w ogólnopolskim multipleksie naziemnej telewizji cyfrowej MUX-8.
Nowe programy w sygnale ogólnopolskiego multipleksu MUX-8 mają być oferowane w systemie standardowej rozdzielczości, w standardzie DVB-T, niekodowane i udostępniane odbiorcom bezpłatnie. Koncesję wydano na 10 lat.
Jak podkreśliła KRRiT w komunikacie, kanały te będą „gwarantem zachowania różnorodnej i pluralistycznej oferty programowej na rynku mediów w Polsce”.
Michał Rachoń i Sławomir Cenckiewicz za serial dokumentalny „Reset” zostali laureatami Głównej Nagrody Wolności Słowa w jubileuszowym 30. Konkursie Nagrody SDP przyznawanej za publikacje w obronie demokracji i praworządności, demaskujących nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw obywatelskich i praw człowieka. Nagrody i wyróżnienia przyznano w sumie w dziewięciu kategoriach. Laur SDP 2024 otrzymała Agnieszka Romaszewska-Guzy.
Nagrody Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskiej przyznane zostały po raz 30 . Nic więc dziwnego, że podczas uroczystej gali w Domu Dziennikarza, przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie, której gospodarzami byli prezes SDP Krzysztof Skowroński i dziennikarka Anna Popek, panowała jubileuszowa atmosfera. Przypomniano, ze początki Konkursu Nagrody SDP sięgają 1992 roku. Przez pierwszych 6 lat jedynym sponsorem nagród była fundacja the German Marshall Fund of the United States. Dziennikarskie wyróżnienia już od pierwszej edycji wzorowane były na amerykańskiej nagrodzie Pulitzera
Fot. Adam Jankowski
W 1992 roku nagrody przyznano tylko dla dziennikarzy prasowych, w czterech kategoriach: za publikacje o tematyce międzynarodowej, lokalnej, w obronie demokracji i praworządności oraz dla młodego dziennikarza. Trzy lata później pojawiły się nagrody za dziennikarstwo radiowe i telewizyjne. Z każdym rokiem, poszerzała się lista kategorii. W 2000 roku jako odrębną kategorię dołączono dziennikarstwo internetowe. Były to pierwsze nagrody w tej dziedzinie przyznawane w Polsce.
30. edycja Konkursu SDP obejmowała prace opublikowane bądź wyemitowane w polskich mediach w 2023 roku. Dziennikarze mogli startować w ośmiu kategoriach tematycznych. Dziewiąta kategoria skierowana była do fotoreporterów i fotografów.
Do Konkursu wpłynęło 185 zgłoszeń, najwięcej do Nagrody im. Stefana Żeromskiego – 51, Nagrody im. Łukasiewicza – 42 oraz Nagrody im. Janusza Kurtyki – 34 zgłoszenia.
Materiały konkursowe oceniały dwa zespoły jurorów: Jury Selekcyjne oraz Jury Główne. Pierwsze pracowało w składzie: Wanda Nadobnik – przewodnicząca, Maria Giedz – wiceprzewodnicząca, Hanna Budzisz – sekretarz oraz członkowie: Hubert Bekrycht i Agnieszka Szepelak.
Skład Jury Głównego to: Krzysztof Skowroński – przewodniczący, Hubert Bekrycht, Teresa Bochwic, Krystyna Forowicz, Jolanta Hajdasz, Jerzy Jachowicz, Sonia Kwaśny, Wanda Nadobnik, Tadeusz Płużański, Barbara Stanisławczyk, Marcin Wolski, Wanda Zwinogrodzka.
LAUREACI KONKURSU NAGRODY SDP 2023
Główna Nagroda Wolności Słowa
za publikacje w obronie demokracji i praworządności, demaskujących nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw obywatelskich, praw człowieka
W imieniu Michała Rachonia nagrodę odebrał były prezes TVP Mateusz Matyszkowicz. Fot. Adam Jankowski
I Nagroda
Michał Rachoń i Sławomir Cenckiewicz za serial dokumentalny „Reset” pokazywany w TVP1 i TVP INFO
Uzasadnienie werdyktu Jury odczytane podczas Gali przez wiceprezes SDP Jolantę Hajdasz TUTAJ.
za publikacje o problemach i wydarzeniach na świecie
W imieniu Macieja Chłopickiego nagrodę odebrał syn Leon. Fot. Adam Jankowski
I Nagroda
Maciej Chłopicki – za reportaż „Andrzej Poczobut”, TVP INFO
II Nagroda
Grzegorz Adamczyk i Tomasz Grzywaczewski – „Polska z oddali”, TVP INFO
Wyróżnienia
Jakub Kowalski – „Pan Musa, czyli rodzina na swoim”, Tygodnik TVP
Mariusz Pilis – „Legion Braci”, TVP INFO
Olga Doleśniak-Harczuk i Antoni Opaliński – „Czerwona Diwa, która mówi, jak AfD. Kto się boi Sahry Wagenknecht”, Tygodnik TVP
Joanna Sikora – „Przy swoim”, Polskie Radio Białystok
Nagroda im. Macieja Łukasiewicza
za publikacje na temat współczesnej cywilizacji i kultury oraz popularyzację wiedzy
Fot. Adam Jankowski
Nagroda
Krzysztof Masłoń, za trzy publikacje: „Boski Witoldo”, „Słowa w krwi skąpane” w tygodniku „Do Rzeczy” oraz „Człowiek o moralności alfonsa” w „Historia Do Rzeczy”
Wyróżnienia
Małgorzata Lachendro-Barbóreczka, Polskie Radio Katowice
Barbara Sułek-Kowalska, za dwie publikacje: „Zaczynał od witraży” oraz „Ja jestem polskim Żydem”, Tygodnik TVP
Hanna Tracz – „Złamane życie Wiery Gran, czyli opowieść o muzie getta w 80. rocznicę powstania w getcie warszawskim”, Radio WNET
Nagroda im. Janusza Kurtyki
za publikacje o tematyce historycznej
Fot. Adam Jankowski
I Nagroda
Mariusz Pilis za film dokumentalny „Historia jednej zbrodni”, TVP1
Karol Wasilewski – „Wojna wojną, a zarabiać na ropie i gazie trzeba. Rosyjsko-ukraińskie interesy kwitną”, Tygodnik TVP
Wyróżnienie
Barbara Sułek-Kowalska – „A ja czekam na atom”, Tygodnik TVP
Nagroda im. Stefana Żeromskiego
za publikacje o tematyce społecznej
Fot. Adam Jankowski
I Nagroda
Piotr Kosiarski – za reportaż „’Jeśli Bóg jest, kopie uran razem z nami’. Na jej rękach umierali więźniowie sowieckich łagrów” opublikowany na portalu DEON.pl
II Nagroda
Antoni Opaliński – Rozmowa z profesorem Hieronimem Gralą z UW o kradzieży cennych rosyjskich druków z XIX wieku ze zbiorów Biblioteki UW, z cyklu „Spojrzenie na Wschód”, Polskie Radio 24
Wyróżnienia
Alicja Samolewicz-Jeglicka – „44 minuty”, Radio Gdańsk
Martyna Aftyka – „Kradzież tożsamości”, TVN UWAGA
Henryk Dedo i Waldemar Kasperczak – „Zabawa w życie”, Radio Centrum
Nagroda im. Erazma Ciołka
za fotografię społecznie zaangażowaną
Beata Zawrzel – za fotoreportaż „Szczęśliwego Nowego Roku!” Agencja Fotograficzna Reporter
Nagroda dla dziennikarzy do 35. roku życia
za publikacje uwzględniające tematykę gospodarki i ekonomii, w szczególności innowacyjności i nowych technologii, publikacje tekstowe (prasa lub Internet), audio (podcast lub audycja radiowa), wideo (podcast lub forma telewizyjna)
Fot. Adam Jankowski
Nagroda
Mateusz Rogala – „Wykluczeni komunikacyjnie”, TVP INFO
Nagroda
Maciej Piotrowski – „Kto torpeduje strategiczne inwestycje Polski”, TVP1
dla zespołu TVP World pod kierownictwem Filipa Styczyńskiego
Fot. Adam Jankowski
Nagroda Specjalna Jury Głównego
dla Marii Przełomiec za autorski program „Studio Wschód” prowadzony nieprzerwanie od lutego 2007 do 19 grudnia 2023 w TVP Info
Nagroda Specjalna Oddziału Gdańskiego SDP
dla Jolanty Roman-Stefanowskiej za reportaż „Szukałem ojca 76 lat”
Laur SDP 2023 roku otrzymała twórczyni i wieloletnia szefowa Biełastu Agnieszka Romaszewska-Guzy.
Ten swoisty doktorat honoris causa Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich przyznaje autorytetom zawodowym. Wyróżnienie to jest wyrazem najwyższego uznania dla tych dziennikarzy, którzy wyróżniają się wyjątkowym profesjonalizmem, dokonaniami, dorobkiem, a także postawą etyczną.
Agnieszkę Romaszewską-Guzy uhonorowano „za niezależność dziennikarską i konsekwencję w tworzeniu Biełsat TV”.
Laudacja Mariusza Pilisa wygłoszona podczas wręczania wyróżnienia TUTAJ.
PARTNERZY i PATRONI KONKURSU
Wydawnictwo Biały Kruk, Fundacja Agencji Rozwoju Przemysłu, Fundator prywatny Nagrody im. Erazma Ciołka, Instytut Pamięci Narodowej, NSZZ Solidarność, Centrum Prasowe Foksal, Dom Pracy Twórczej SDP w Kazimierzu Dolnym, Klub Fotografii Prasowej
Sponsorem gali wręczenia nagród było Fakro Sp. z o.o.
PATRONI MEDIALNI
Tygodnik „Do Rzeczy”, „Gazeta Polska”, Tygodnik „Sieci”, TV Republika, TV Trwam, TV wPolsce.pl, „Tygodnik Solidarność”, miesięcznik „Wpis”, Portal wPolityce.pl, Radio Wnet, portal SDP.PL, „Forum Dziennikarzy”, „Bez Wierszówki”
Historia, którą opowiedziałem doprowadziła do bardzo ciekawych sytuacji, jakie tworzą się dzisiaj pomiędzy mieszkańcami Markowej, miejscowości, w której mieszkała i została zamordowana rodzina Ulmów, a mieszkańcami miasteczka Esens w Niemczech, gdzie mieszkał kat Ulmów– mówi reżyser, dokumentalista Mariusz Pilis, autor filmu „Historia jednej zbrodni” laureat I nagrody im. Janusza Kurtyki w konkursie Nagrody SDP przyznawanej za prace o tematyce historycznej.
Rozpoczynając pracę nad „Historią jednej zbrodni” chciałeś zrobić film o ofiarach czy katach?
Kiedy zaczynałem nie bardzo byłem w stanie odpowiedzieć na takie pytanie, bo historia zaczęła się w nietypowy sposób. Elementem, który spowodował, że moja uwaga skupiła się na sprawcy był pewien list, jaki przyszedł do muzeum w Łańcucie. List niemieckiej kobiety, która, jak się później okazało, była córką kata rodziny Ulmów Eilerta Diekena. To był ten moment, kiedy poczułem, że ten temat warto opowiedzieć.
Historia Ulmów była już wówczas w Polsce mniej więcej znana, od paru lat krzewieniem pamięci o nich zajmował się jeden z ważniejszych bohaterów w moim filmie, obecnie wiceprezes Instytutu Pamięci Narodowej, Mateusz Szpytma, wtedy pracownik krakowskiego oddziału IPN. Natomiast niewiele wiedziano na temat Niemców, ich roli w tej historii Znaliśmy tylko jednego z morderców, Niemca sudeckiego, który został w Polsce osądzony.
Autorka listu do muzeum w Łańcucie nie miała zielonego pojęcia o tym co robił jej ojciec w Polsce podczas wojny. Zacząłem wokół tej sprawy chodzić. Byłem świadkiem spotkania historyków z IPN Macieja Korkucia i Mateusza Szpytmy z dyrektorem muzeum w Łańcucie, na którym pojawiła się koncepcja pojechania z dokumentami do Niemiec do córki Diekena.
Ten list spowodował, że powstał taki właśnie film?
Dokumentalista wobec takiej historii nie można przejść obojętnie. W momencie kiedy list trafił do moich rąk, zdecydowałem, że będę chciał tę historię zdokumentować i opowiedzieć. Nie wiedziałem oczywiście dokąd ona mnie zaprowadzi. A doprowadziła po 10 latach do bardzo ciekawych sytuacji, które tworzą się dzisiaj na poziomie społeczności pomiędzy mieszkańcami Markowej, miejscowości, w której mieszkała i została zamordowana rodzina Ulmów, a mieszkańcami miasteczka Esens, w północnych Niemczech, gdzie z kolei do śmierci mieszkał kat Ulmów.
Myślisz, że córka Diekena naprawdę nie widziała, że jej ojciec był zbrodniarzem?
Podczas spotkania z nią rzeczywiście robiła wrażenie osoby kompletnie nie mającej świadomości, że działalność jej ojca mogła wykraczać poza zwykłe obowiązki żandarma.
W czasie waszej rozmowy nie powiedzieliście prawdy o jej ojcu.
Wcześniej przedyskutowaliśmy, że nasza postawa będzie zachowawcza i taktowna. Nie chcieliśmy doprowadzić, może nawet i do jakiejś tragedii, bo jednak jest to osoba starsza, która tego typu informacje mogła przyjąć źle fizycznie. Staraliśmy się wypracować takie rozwiązanie, które będzie najmniej inwazyjne. Wymyśliliśmy, że damy jej zestaw dokumentów w kopercie, które jak będzie chciała to sobie przeczyta. Natomiast podczas rozmowy z nią starliśmy się nie dawać do zrozumienia, że jej ojciec był bandytą, mordercą, sprawcą śmierci nie tylko rodziny Ulmów. Gdy zaczęliśmy badać jego historię i działalność na terenie Podkarpacia, jak powiedział w filmie prof. Bogdan Musiał, okazało się, że człowiek ten ma na sumieniu kilkadziesiąt tysięcy ludzi.
Córka Diekena zajrzał do koperty?
Przez dłuższy czas nie miałem pojęcia, czy tak się stało. Dziś już wiemy, że zajrzała, a wiemy to z relacji wnuczki Diekena. Miał on dwie córki, jedna to kobieta, która wystąpiła w filmie, drugiej nigdy nie poznałem. Właśnie córka tej drugiej mówiła, że koperta została otwarta, dokumenty przeczytane i z tego co wiem, w części tej rodziny wywołało to duży szok. Może wskazywać też na to późniejsza seria wydarzeń, takich jak np. zniknięcie grobu Diekena, przeniesienie jego córki do innego domu pogodnej starości. Ale te kropki połączyłem dopiero rok temu.
Niespodziewanie wypłynęły też pamiątki po Diekenie, które jakiś handlarz zaoferował do sprzedaży. Czy to również mógłby była reakcja rodziny na poznanie prawdy, chęć odcięcia się od mrocznej przeszłości ojca, dziadka?
To jest kolejny element, który pasuje do tej układanki zacierania pamięci o mordercy. Rodzina czyściła mieszkanie, chciała zapomnieć, więc pozbyła się pamiątek. Trafiły one do rąk prostych handlarzy, ale nie na tyle prostych, żeby te rzeczy wylądowały na jakimś bazarze. Skontaktowali się oni z Mateuszem Szyptmą i zaproponowali mu kupno tych rzeczy. Mieli świadomość, że Mateusz jest krewnym rodziny Ulmów, więc celowali bardzo precyzyjnie, spodziewali się, że uzyskają najlepszą cenę. Wiedzieli też kim był Eilert Dieken.
Te pamiątki kupił ostatecznie Instytut Pieleckiego w Berlinie.
Tak. Miałem okazję uczestniczyć w tym przedsięwzięciu od samego początku. W pierwszej kolejności korespondencja dotarła do Mateusza Szpytmy, gdy IPN próbował negocjować i trochę zwlekał z szybkim zakupem, handlarze zwrócili się do Instytutu Pieleckiego i wtedy poszło to już bardzo szybko i znacznie taniej.
Do Polski trafiło kilkadziesiąt artefaktów – medali, tabliczek, fotografii, dokumentów, portretów, insygniów wojskowych. To jest bardzo cenny zbiór, zwłaszcza jeżeli chodzi o dokumenty, część z nich jest pewnie wciąż analizowana i badana. Jest tam m.in. dokument o pozytywnym przejściu procesu denazyfikacji. Eilert Dieken został po wojnie oczyszczony z jakichkolwiek zarzutów i mógł stać się cenionym komisarzem policji w miejscowości Esens, gdzie do śmierci pełnił tę rolę. Do momentu mojego pojawienia się w tym mieście nikt tam nie miał pojęcia o tym, że wśród nich mieszkał człowiek, który dopuścił się zbrodni.
Zaskoczyła cię niewiedza Niemców na temat swojej przeszłości?
Mam mieszane uczucia. Z jednej strony dotknąłem takiego podstawowego poziomu, jeżeli chodzi o przedstawicieli narodu niemieckiego, prostych ludzi z niedużej miejscowości. W takim kręgu wielu Niemców nie ma wiedzy, nie ma świadomości. Ale kto za to odpowiada? Przede wszystkim aparat niemieckiego państwa, który bardzo konsekwentnie od wielu lat historię swojego kraju konsekwentnie zasypuje, zniekształca i doprowadza do tego, że nie jest ona interesującym elementem debaty publicznej. Sprowadza się to wszystko do tego, że to naziści, że naziści przejęli Niemcy, że to Niemcy są ofiarami wojny, że zostali wyzwoleni od nazistów, a teraz stoją po stronie zwycięzców itd. Niejeden z nas zetknął się z tego typu narracją. To oczywiście w dużym stopniu wpływa na to co Niemcy wiedzą. A wiedzą bardzo dużo na temat swojej roli w Holokauście, swojej roli w okupacji Francji i krajów zachodnich. Natomiast prawie zupełnie nie mają wiedzy co ich armia, siły policyjne, aparat państwowy wyprawiały na terenach słowiańskich, w Polsce, Czechosłowacji, Jugosławii, na Ukrainie, Białorusi. To dla nich czarna dziura, oni sądzą że tutaj niewiele się stało. I kiedy przerzuca się dyskusję, na to co kilka lat temu było dość ważnym tematem, a w tej chwili jakby zanikło, czyli kwestię reparacji, to zachowują się bardzo nerwowo. Nie dlatego, że, mówiąc kolokwialnie, postanowili nas wykiwać, ale przede wszystkim dlatego, że są przekonani, iż oni tutaj nic wielkiego nie zrobili.
Trudno rozliczyć się z przeszłością, kiedy jej się nie zna.
Niemcy się zmieniają, zmienia się struktura społeczna, zmienia się struktura narodowościowa. Coraz więcej Niemców nie ma korzeni. Dla nich kwestia reparacji jest niezrozumiała, dlaczego mamy ponosić konsekwencje czegoś, czego nie czujemy się częścią. To jest dla nich proces bardzo korzystny, a my się w tym, póki co, nie potrafimy odnaleźć. Z wielu powodów, wystarczy spojrzeć choćby na to co się dzieje od grudnia ubiegłego roku, kiedy te tematy zostały całkowicie odpuszczone, Instytut Strat Wojennych praktycznie przestał istnieć. Stworzono gigantyczny raport, który stanowi potężne źródło wiedzy na temat tego jakie są polskie straty, a to wszystko zostało zarzucone. Ale sprawy reparacji się nie przedawniają, podobnie jak sprawy zbrodni wojennych, a tych Niemcy popełnili u nas całą masę i się z nich nie rozliczyli.
W jednej z recenzji przeczytałem, że twój film to historia nie tyle jednej zbrodni, co nie rozliczonej krzywdy i wypartej niemieckiej pamięci. Zgadzasz się z tą oceną?
Nie do końca, to jest historia jednej zbrodni. Oczywiście starałem się opowiedzieć o niej dość punktowo. Skupiłem się na tym, aby pokazać jedną zbrodnię, która nie została rozliczona i to jest głównym tematem mojego filmu. Rzeczywiście wiedzie to do wniosków jak bardzo nierozliczone są niemieckie zbrodnie, których na terenie Polski były miliony.
Film niesie jednak pewną nadzieję. Burmistrz Esens, miasta w którym po wojnie spokojnie sobie żył i pracował Dieken, zdaje się być autentycznie przejęty historią Ulmów i rolą w niej dawnego mieszkańca swojej miejscowości. Mówi: „film się kończy, ale zaczyna się coś nowego”. Myślisz, że naprawdę zacznie się coś nowego?
Jestem tego aktywnym uczestnikiem. Burmistrz wraz z żoną byli zaproszeni na uroczystości beatyfikacyjne rodziny Ulmów. Przyjechali, opiekowałem się nimi przez cały ten czas. Później udało się nam, wspólnie z Muzeum im. Rodziny Ulmów, zaprosić dużą delegację niemieckich samorządowców do Markowej i do nawiązania kontaktów ze społecznikami, władzami powiatu łańcuckiego i samej Markowej. Doszło do tego w tym roku, 24 marca, w 80. rocznicę morderstwa rodziny Ulmów. Teraz z kolei przedstawiciele społeczników z Markowej zostali zaproszeni do Esens, właśnie po to by dalej nawiązywać różnego rodzaju kontakty, które zbliżą obie społeczności. I być może zasiane w ten sposób ziarenko, w którymś momencie przyniesie nieoczekiwany plon. Tak w każdym razie byśmy chcieli, aby w tę stronę ta historia, już poza ekranem, poszła i rozwijała się na spokojnie, bez kamer, bez dziennikarzy, ale na poziomie takim najbardziej wartościowym. Zaczęły zawiązywać się relacje między Polakami a Niemcami, połączonymi pewną historią, od której obie społeczności chciałyby się odbić w jakąś pozytywną działalność. I to się dzieje.
Może takie relacje między małymi społecznościami, to jest najlepsza droga do nawiązania uczciwych, opartych na prawdzie, stosunków między Polakami a Niemcami i bardziej skuteczny sposób niż deklaracje i działania polityków?
To co myśmy zaczęli, to pewna pionierska droga. Nie jestem przekonany, która jest lepsza, raczej uważam, że takie rzeczy powinny się dziać na różnych poziomach. Jedno jest pewne, my zmierzamy w takim kierunku, aby po pierwsze Niemcy lepiej nas rozumieli, po drugie zobaczyli swoją rolę w okresie II wojny światowej, a po trzecie mieli świadomość, że rachunek krzywd nie jest zamknięty i w tej sytuacji należy nam się zadośćuczynienie z ich strony. Nie silimy się w tych naszych kontaktach, aby ogólnie poprawić stosunki polsko-niemieckie i wejść na to wysokie C, tylko żeby zawiązało się coś dobrego między dwoma lokalnymi społecznościami, które w jakiś sposób związane są tragedią rodziny Ulmów.
Czy tablica informująca o tym kim naprawdę był Eilert Dieken, którą przekazałeś burmistrzowi Esens, wisi w tym mieście?
Jeszcze nie. Jest obietnica, że powieszą ją w trakcie przyjazdu naszej delegacji do Esens.
Fragment wystąpienia historyka Sławomira Cenckiewicza podczas odbierania Głównej Nagrody Wolności Słowa przyznanej za serial dokumentalny „Reset”, który zrealizował wspólnie z Michałem Rachoniem.
Ten film zrobiliśmy z trzech powodów. Zrobiliśmy go z miłości do Polski, zrobiliśmy go z miłości do prawdy i zrobiliśmy go dlatego, aby pokazać, to co Lech Kaczyński kiedyś nazwał, budowaniem masy wpływów rosyjskich w Polsce. I myślę, że to się udało. Ale ten film, ten serial, jest efektem, można powiedzieć, przymierza ludzi nauki, których ja tutaj reprezentuję, i dziennikarzy, których symbolem jest Michał Rachoń. I chciałem do państwa zaapelować, aby to przymierze trwało, żebyście państwo z takiego przymierza korzystali, żebyście państwu zawsze chciało się robić dobre reportaże, dobre filmy, żebyście państwo mieli tyle energii, tyle idei jak Mariusz Pilis czy Anita Gargas, bo wtedy efekt tej współpracy nauki z dziennikarstwem jest olbrzymi, jest wspaniały i cieszę się, że państwo to doceniliście.
Związałem się teraz z Telewizją Republika też dlatego, aby to przymierze trwało. Teraz kontynuujemy nasze dzieło, nie możemy już używać tytułu „Reset”, a więc będzie to „Zgoda”, w nawiązaniu do słowa, które odręcznie napisał Donald Tusk na dokumencie, w którym pojawiła się propozycja zawiązania współpracy pomiędzy Służbą Kontrwywiadu Wojskowego a Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Cieszę, że mogę to przymierze w Telewizji Republika kontynuować, dziękuję już awansem za to, że robimy ten film. Państwu życzę dobrego odbioru i żebyście nie tracili nadziei i nigdy nie myśleli, że już wszystko wiecie i że nic już nie jest do odkrycia i żebyście mieli po prostu dobre pomysły.