CENZURA NA ŻYCZENIE PAP – Likwidator atakuje dziennikarza Niezależnej.pl, swojego b. szefa, b. wicenaczelnego agencji

/Wykorzstano rysunek Cezarego Krysztopy z innej publikacji na tym portalu/ 

Wzmaga się grupa nielegalnych szefów mediów publicznych po ich bezprawnym przejęciu w grudniu 2023 roku. „TVP, PR, PAP to ja”, zdaje się mówić premier Tusk nieskładną francuszczyzną naśladując Króla Słońce. Przyklaskują temu nielegalnie wybrani, z pominięciem Rady Mediów Narodowych, szefowie mediów publicznych. Środowisko ich władz to w gruncie rzeczy panopticum złego dziennikarstwa i politycznego zarządzania państwowymi spółkami medialnymi, w myśl politycznej zasady „jesteś od nas, włos ci z głowy nie spadnie”. Niektórzy kierownicy mediów rządowych są łysi, ale i tak pod ochroną koalicji. Kuriozum stanowi fakt, że szef PAP w likwidacji kwestionuje fakty i atakuje swojego byłego szefa Tomasza Grodeckiego, do grudnia 2023 roku zastępcę redaktora naczelnego PAP.

Różne rzeczy przeżywa kadłubek mediów publicznych, po rzeczywistym rozpoczęciu niszczenia tych instytucji przez rząd Donalda Tuska. W TVP w likwidacji Tomasz Sygut i Daniel Gorgosz (podejrzewani o członkowstwo w Grupie Wejście, czyli o koorynowanie siłowej pacyfikacji budynków mediów publicznych 20 grudnia 2023 roku) sprzyjają arcykałpanom propagandy i Hienom Roku. A nawet hienom stulecia.  Za kadencji Gorgosza i Syguta wyemitowano antypolski film „Wśród sąsiadów” z przemontowaną zawartością, tak, aby sugerować, że nowy prezydent RP Karol Nawrocki jest nacjonalistą… i – kto wie – może antysemitą.

Paweł Majcher i Juliusz Kaszyński (podejrzewani o członkowstwo w Grupie Wejście) z Polskiego Radia, na każdym posiedzeniu Rady Programowej, której z rekomendacji SDP jestem członkiem, udają, że nie widzą nierzetelności wskazywanych m.in. przeze mnie w programie. Nie mam satysfakcji z tych moich uwag, ale stan programowy publicznej radiofonii jest katastrofalny. W serwisach to jeszcze nie ma komunikatów o nieomylności prezmiera, ale dogmaty o złej opozycji pojawiają się nie tak rzadko. W publicystyce nuda i – jak mawia moja koleżanka – „apoteoza świętej apologii” KO, PSL, PL2025 i wychwalanie celebrytów, którym przeszkadza PiS. No i do tego korespondent z PR z USA Marek Wałkuski, któremu wydaje się, że wypowiedział wojnę prezydentowi Trumpowi…

Osobny rodział stanowi Marek Błoński z PAP (podejrzewany o członkowstwo w Grupie Wejście – to jego telefon z dialogiem w tej sprawie bez trudu sfotografowano i teraz te zdjęcia są dowodem na działanie tej specyficznej grupy). „Błoński, były korespondent agencji ze Śląska zwsze był nijaki. Ale, jak mawiają w Katowicach, miał kontakty. Ze wszystkimi? No, niezupełnie. Repertuar jego wielbicieli i tych, którzy wielbili Błońskiego za jego teksty w PAP był długi” – mówi pragnący zachować anonimowość śląski dziennikarz.

„Więkoszość kontaktów Błońskiego stanowili głównie politycy lewicy i liberałowie oraz środowisko związków zawodowych, ale nie wszystkich. Teraz chyba odcięła się od niego Solidarność, chociaż wszyscy wypominali temu związkowi, że Błoński, już jako nielegalny szef agencji i jednocześnie, 20 grudnia 2023 roku, jeszcze szef zakładowych struktur Solidarności w PAP, siłowo wkroczył do siedziby przy Brackiej na czele osiłków, brutalnych ochroniarzy, pacyfikujących PAP” – kończy swą opowieść dziennikarz ze Śląska.

Ja za wiele o Błońskim nie mogę dodać, obowiązuje mnie powściągliwość sądowa, bo pozwałem PAP za dyscyplinarne, moim zdaniem, bezprawne wyrzucenie mnie  z pracy w 2024 roku, kiedy nowa ekipa medialna Tuska dopiero się rozkręcała. Jestem sekretarzem generalnym Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i red. nacz portalu SDP. Pisałem o haniebnych pacyfikacjach siedzib mediów publicznych, krytykowałem te nowe, nielegalne władze z Błońskim na czele, podpisywałem dziesiątki protestów w sprawie bezprawnego przejęcia TVP, PR I PAP, brałem w tych protestach udział. Mój los i dyscyplinarka – jak mówił mi jeden ze znajomych z PAP – były przesądzone, od momentu pierwszej  krytycznej uwagi o PAP, jaką publicznie wygłosiłem w obecności Błońskiego. Ten „demokrata” nie zrozumiał.

Bardziej niż sytuacja w agencji, dziwi mnie fakt, że nieliczni uczciwi a niezbyt odważni dziennikarze z PAP milczą w sprawie tego, co teraz  tam się wyprawia. Przecież to skandal. Trwa deprecjonowanie PAP poprzez  „pomyłki” w relacjach. „Pomyłki” m.in.  z wydarzeń z udziałem  Karola Nawrockiego i „niefortunnej zmiany „- w oficjalnym serwisie PAP (!) – imienia obecnego prezydenta na „Karofel” , „nieudane i zbyt szybkie” tłumaczenie prezydenta USA, który „przez pomyłkę” mówił coś innego niż mówił. Kolejne „pomyłki” dotyczące Donalda Trumpa. I wreszcze sprawa Tomka Grodeckiego. Bardzo mnie poruszyła, bo to po prostu, w mojej opinii szantaż byłego pracodawcy wobec dziennikarza. Powie ktoś, no tak były podwładny zwolnił swego szefa, wicenaczelnego agencji. Nic bardziej mylnego. Jeśli Grodecki napisze wszystko, to wróbelki ćwierkają, że kierownictwoi PAP może mieć kłopoty.

Grodecki to dziennikarz, który pisał i pisze prawdę o tym, co stało się w publicznych mediach ponad dwa lata temu. Pisał m.in. o Grupie Wejście, największym skandalu w polskim dziennikarstwie po 1989 roku.  To oczywiście nie w smak różnym czerwonym cenzorom, którzy zawłaszczenie TVP, PR i PAP chcą zamieść pod polityczny dywan ekipy Tuska. Znając Tomka, to się po prostu im nie uda…

Hubert Bekrycht

/Wykorzstano rysunek Cezarego Krysztopy z innej publikacji na tym portalu/ 

 

Oddaję głos autorowi publikacji o cenzurze w PAP  Grzegorzowi Wierzchołowskiemu redaktorowi naczelnemu  Niezależnej.pl:

Marek Błoński, pełniący funkcję likwidatora w nielegalnie przejętej Polskiej Agencji Prasowej, wypowiada wojnę wolnemu słowu. Żąda przeprosin i pieniędzy za to, że red. Tomasz Grodecki – dziennikarz Niezalezna.pl – odważył się głośno powiedzieć o bezprawnym i siłowym wejściu nowej władzy do mediów publicznych.

Ciąg dlaszy w portalu Niezależna.pl w artykule:

KONSERWATYWNI CZŁONKOWIE RADY PROGRAMOWEJ TVP W LIKWIDACJI nie poparli emisji antypolskiego filmu ukazującego Polaków jako antysemitów

Do antypolskiego, zmanipulowanego filmu „Wśród sąsiadów”, pokazanego w TVP w przeddzień Narodowego Dnia Niepodległości w ub. roku domontowano 26 minut materiałów szkalujących Polaków. Pomimo tego mająca większość koalicyjną Rada Programowa Telewizji Polskiej w likwidacji poparła stanowisko o „wysokiej ocenie” dokumentu. Stało się to mimo sprzeciwu czworga reprezentantów rekomendowanych przez konserwatywne organizacje, w tym SDP.

Już jesienią Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wskazywało na szkodliwy i manipulacyjny charakter filmu robiący z Polaków – którym jako jedynym w okupowanej przez Niemców Europie za pomoc Żydom groziła śmierć – morderców i antysemitów. Oto fragment skargi SDP z listopada ub. roku:

„ZG SDP składa skargę do KRRiT na wyemitowany przez TVP w likwidacji film dokumentalny >>Wśród sąsiadów<< w reżyserii Yoava Potasha. Film opublikowano w przededniu 107. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości, tj. 10 listopada 2025 r., o godzinie 22:05 w TVP1 i nadal jest dostępny w serwisie internetowym TVP VOD. Nawiązuje on swoją wymową do książki Tomasza Grossa >>Sąsiedzi<< z roku 2000 i tak jak on manipuluje źródłami, przedstawia zachowania marginalne jako powszechne i typowe oraz obarcza Polaków winą za to, co generalnie na terenie naszego kraju robili Niemcy” – czytamy w stanowisku SDP z listopada 2025 roku.

Oto tekst z portalu SDP ze skargą władz Stowarzyszenia w sprawie filmu „Wśród sąsiadów” z 22 listopada 2025 roku:

 

Skarga ZG SDP w sprawie emisji filmu „Wśród sąsiadów” w TVP w likwidacji

 

Po światowej premierze dokumentu okazało się, że do kopi filmu w reżyserii Yoava Potasha emitowanej w TVP domontowano (oficjalnie nie wiadomo, kto to zrobił) 26 minut z zakłamanymi sugestiami politycznymi o antysemickich ciągotach obecnej opozycji i wizerunkiem prezydenta Karola Nawrockiego jako antyeuropejskiego i antyizraelskiego skrajnego nacjonalisty. W momencie ukończenia krótszej wersji filmu Nawrocki nie był jeszcze prezydentem RP…

„Wśród sąsiadów”, dokument autorstwa Potasha przy współpracy wielu polskich filmowców, wyemitowano 10 listopada w TVP w likwidacji. W streszczeniu filmu na platformie VOP czytamy, deokumet „odkrywa trudną i bolesną historię relacji polsko-żydowskich, pokazując ją przez pryzmat jednego miasteczka, w którym przez wieki obok siebie żyli polscy katolicy i Żydzi”.

Media, w tym portal Do Rzeczy, dostrzegły, że „ >Wśród sąsiadów<< (…)  opiera się na wspomnieniach dotyczących II wojny światowej ostatniego ocalałego Żyda oraz kobiety. Tymczasem, jak alarmowała minister w Kancelarii Prezydenta Agnieszka Jędrzak, film pokazuje Polaków w wyjątkowo tendencyjny sposób jako naród, który przede wszystkim wydawał Żydów Niemcom, a nie ich ratował. Minister określała produkcję jako >>antypolską manipulację historyczną<<, domagając się wyjaśnień od TVP” – napisał portal Do Rzeczy

„Telewizja Polska w likwidacji również zabrała głos w tej sprawie, twierdząc, że emisja filmu >>miała charakter programowy i edukacyjny<< i wpisuje się w >>misję nadawcy publicznego<< – czytamy w komunikacie TVP” – relacjonuje portal. „>>Oskarżenia, jakoby rzetelnie przygotowany, poruszający dokument był antypolski, mogą formułować wyłącznie osoby, które tego filmu nie widziały<< – oceniło TVP” – podało DR.

Po wielu tygodniach sporów w gronie Rady Programowej TVP, gdzie koalicja rządząca ma większość, część tego gremium związana rekomendacjami z rządem przyjęła kuriozalne – jak twierdzą pozostali członkowie RP TVP wybrani z polecenia organizacji konserwatywnych, w tym SDP – oświadczenie, które nie ma nic wspólnego z misją publicznego nadawcy.

„Rada programowa TVP wysoko ocenia film dokumentalny >>Wśród sąsiadów<< i popiera decyzję o jego wyemitowaniu” – cytuje oświadczenie części Rady Programowej TVP w likwidacji

Do rzeczy wskazuje co najmniej dziwną wypowiedź doradcy dyrektora TVP Tomasza Syguta i członka RP Krzysztofa Lufta. Od wyboru wiosną ub. roku do Rady Programowej Luft nie wytłumaczył się, czy pracuje w TVP, czy jest doradcą Syguta i jednocześnie członkiem RP oraz ile otrzymuje wynagrodzenia od władz z Woronicza. Krzysztof Luft przekazał, że szefowa Rady Barbara Bilińska nie poparła oświadczenia w sprawie filmu, wstrzymując się od głosu w tej sprawie.

„TVP nie umiała wyjaśnić w jakich okolicznościach domontowano 26 minut do oryginalnej wersji filmu pokazywanego na festiwalu, stąd 2 członków rady wstrzymało się od głosu, a 4 było przeciw. Za uchwałą było 8 członków” — cytowało DoRzeczy Barbarę Bilińską przewodniczącą Rady Programowej TVP w likwidacji.

 

 

 

 

 

ZAMILCZANIE RZECZYWISTOŚCI. Pomijanie ważnych informacji w mediach publicznych. PREZES SDP: Media rządowe niszczą wizerunek PEZYDENTA RP

Telewizja w Polsce24 pokazała w środę przed południem przykłady pomijania ważnych dla kraju informacji przez wspierające rząd media publiczne. W czasie, kiedy odbywają się ważne uroczystości państwowe z udziałem prezydenta RP Karola Nawrockiego, utrzymywany z pieniędzy podatników publiczny kanał informacyjny TVP pokazuje… ciekawostki z Polski i świata. „Media rządowe lekceważą prezydenta Karola Nawrockiego, świadomie niszczą wizerunek pierwszej osoby w państwie” – powiedziała w wPolsce24 prezes SDP, dyrektor CMWP SDP Jolanta Hajdasz.

Buta i świadome wyciszanie opozycji, ale przede wszystkim milczenie o ważnych dla kraju wydarzeniach z udziałem prezydenta RP Karola Nawrockiego. To tylko niektóre grzechy mediów publicznych przejętych bezprawnie przez rząd w grudniu 2023 roku po siłowej pacyfikacji siedzib TVP, PR i PAP oraz postawieniu ich w stan pozornej likwidacji.

Media prorządowe realizujące teoretycznie tzw. misję publiczną są coraz bardziej bezczelne. Bez zażenowania występują w imieniu koalicji. Bronią polityków związanych z rządem, bezpardonowo atakują prezydenta Nawrockiego, opozycję, media konserwatywne.

Ostatnio jednak, na przykład w TVP i w programach Polskiego Radia a także w Polskiej Agencji Prasowej, obserwować można wzmożenie takich negatywnych zachowań. Pomijane są na przykład ważne wypowiedzi prezydenta Nawrockiego i uroczystości z udziałem głowy państwa. W przedpołudniowych, środowym programie telewizji wPolsce24 pokazano kilka przykładów – jak mówią konserwatywni medioznawcy – tzw. aktywnego milczenia. Chodzi o kampanie mediów publicznych, w których świadomie krytykuje się bezpodstawnie polityków nieprzychylnych rządowi Donalda Tuska.

„Media rządowe lekceważą prezydenta Karola Nawrockiego, świadomie niszczą wizerunek pierwszej osoby w państwie” – powiedziała w wPolsce24 prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP dr Jolanta Hajdasz. Dodała, że pomijanie ważnych dla kraju informacji jest sprzeniewierzeniem się zasadom mediów publicznych polegającej na obowiązku przekazywania relacji istotnych dla Polski. A do takich należą relacje wystąpień prezydenta RP.

Jolanta Hajdasz nazywa to wprost: „Jest to niszczenie wizerunku prezydenta” – podkreśliła i podreśliła, że prawdziwym dziennikarzom trudo zrozumieć aż taką propagandowę siłę nienawiści w mediach publicznych i mediach komercyjnych popierających rząd, a jednocześnie zwalczających konserwatywną opozycję. „Jednocześnie mamy do czynienia do wyciszania przez media publiczne afer, na przykład tej z udziałem marszałka Włodzimierza Czarzastego z Lewicy, któremu zarzuca się brak poświadczenia bezpieczeństwa i podejrzane kontakty z Kremlem” – podsumowała prezes SDP.

 

 

PRORZĄDOWE MILCZENIE W SIECI i NA ANTENIE. Czy Czarzasty i Żurek są pod ochroną TVP, PR, PAP i TVN oraz innych służącym koalicji mediom?

Na antenach mediów publicznych i innych środków prorządowego przekazu próżno od dwóch latach szukać krytyki koalicji 13 grudnia. Teraz jednak, mniej więcej od kampanii prezydenckiej, publiczne media i inne przekazy, na przykład m.in. w TVN, GW, Newsweeku, pomijają jakiekolwiek negatywne informacje o rządzie i popierających go politykach. Absurd? Polityka wyparcia po prostu.

Ostatnio w mediach tzw. głównego nurtu nie sposób znaleźć informacji w sprawach o dwóch aferach. Chodzi o aferę „sowiecką” dotyczącą braku poświadczenia bezpieczeństwa i kontaktów z Kremlem marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego z Lewicy i aferę „drogową” z udziałem ministra Żurka, który o mały włos nie przejechałby kobiety na pasach udzielając w tym czasie wywiadu prowadząc samochód.

Nie ma sensu szukać informacji na te tematy w mediach państwowych i prorządowych. W tych redakcjach są tylko próby obrony i ataki na media konserwatywne, które podawały szczegóły kłopotów Żurka i Czarzastego… Tracą na tym, komercyjnie, m.in. TVN i TVP, GW, Polskie Radio i Polskia Agencja Prasowa – mówią medioznawcy, bo, aby poznać szczegóły afer a nawet tylko „afer” ludzie zwracają się ku mediom konsertwatywnym. Te są coraz częściej cytowane, bo po prostu przekazują informacje,  których nie ma np. w mediach publicznych i TVN – ani w sieci ani w tradycyjnych przekazach.

Oto przykłady publikacji o aferze Czarzastego:

TV Republika: Czarzasty bez poświadczenia bezpieczeństwa:

Radio Wnet: Włodzimierz Czarzasty nigdy nie został zweryfikowany przez służby specjalne – Piotr Nisztor z TV Republika:

 

W mediach publicznych nie ma takich publikacji. A na pewno nie tak mocnych publikacji o drugiej osobie w Polsce. Czarzasty jest nawet, co znamienne, coraz słabiej broniony w mediach rządowych i prorządowych. Ale jednak na X TVP jest wypowiedź marszałka Sejmu. O relacjach z Sowietami. Czyli jednak… Nie, to rozmowa z Czarzastym sprzed 7 lat. I to wypowiedź kontrowersyjna. Chyba dla coraz większej liczby Polaków:

 

 

Znacznie więcej było materiałów broniących ministra sprawiedliwości, bo ten chce zaostrzenia przepisów o ruchu drogowym. Nie z tego jednak powodu w obronę wzięły Waldemara Żurka prorządowe media, kiedy tenProkurator Generalny  zasiadł za kierownicą auta i udzielał wywiadu jednemu z dziennikarzy (uważam rozmowy nagrywane w samochodach za niepotrzebne).

Podczas rozmowy na przejście dla pieszych wyszła kobieta. Prowadzący wywiad zwórcił na to uwagę Żurkowi. Ten głupio odpowiedział, że piesza była jeszcze daleko, kiedy cała Polska widziała jak wchodziła na pasy w tym samym momencie kiedy przejeżdżał je minister sprawiedliwości…

Podobnie jak znany internauta Marcin EDO nie mogłem się powstrzymać… (Uwaga, podczas realizacji tego filmu przez AI nikt nie ucierpiał).

 

Nie ma sensu dłużej opisywać tej afery. Żurek jaki jest każdy widzi. Mdły i niewyraźny. Czyżby dymisja? No, ale przecież nie za wykroczenie drogowe i inne czyny przrstępne? Może Waldemar Żurek szykuje się na stanowisko sędziego TSUE? Rząd się sypie, nawet najwięksi wyznawcy zaczynają wątpić.

OBRZYDZANIE SDP, czyli kto przekracza granice krytyki?

Od czasu do czasu na naszym portalu SDP będziemy obserwować, co o nas piszą tzw. media głównego nurtu. Niestety, nie sa to przeważnie życzenia rozwoju stowarzyszenia…

Teraz, coś z ostatnich dni i – chyba – krytyczne podejście do SDP. W wykonaniu portalu, który, teoretycznie, ma, rzetelnie – hmm… – infromować o mediach w Polsce. Wyszło jednak na to, że jak podkreśla Press, iż to SDP grozi…

Wpis z X na profilu SDP

TUTAJ

Periodyk  i poral @PressRedakcja piszący o mediach, tak je sam rozumie, zasugerował, że SDP „grozi”. Konsekwencjami. Jakimi nie napisali… Koń by się uśmiał. To w związku z naszym negatywnym stanowiskiem dotyczącym skandalicznego projektu Minuis@kultura_gov_pl.  ustawy medialnej.

Popierana przez rząd regulacja, naszym zdaniem, to w skrócie, początek końca wolności słowa przygotowanie podglebia dla cenzury. Zatem nie „grozimy” tylko ostrzegamy.

Groźbą byłoby, gdybyśmy napisali, że „jeśli rząd nie przyjmnie uwag SDP, to będziemy w ONZ i na posiedzeniu Rady Galaktyki wnioskować o odwołanie Rady Ministrów Donalda Tuska”. Ale nie zrobimy tego, bo gdyby ktoś nie zauważył, że jest tu cudzysłów, przypominamy, iż to cytat. To darmowa porada semantyczna i merytoryczna dla Press. Jak chcecie większej klikalności, to napiszcie, że rozdajecie słowniki PWN…

Oryginalny wpis z Press

 

A oto raz jeszcze oświadczenie SDP ws. ustawy medialnej

STANOWISKO ZG SDP: Dla tej ekipy rządowej uchwalenie ustawy medialnej w takim kształcie sankcjonuje bezprawie

 

Cała naprzód! Spotkanie noworoczno-opłatkowe ODDZIAŁU GDAŃSKIEGO SDP

W restauracji o morskich tradycjach, usytuowanej nad samą Motławą, skąd rozciąga się piękny widok na stary Gdańsk odbyło się noworoczno-opłatkowe spotkanie wybrzeżowych dziennikarzy należących do Oddziału Gdańskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Uczestniczyło w nim ponad 30 osób.

Wśród nich byli też nowi członkowie, którym właśnie wręczono legitymacje: Wioleta Żurawska, fotoreporterka z „Gościa Niedzielnego”, mówiąca o sobie, że robi „święte zdjęcia” oraz Michał Pacześniak, reporter z Radia Gdańsk.

Janusz Wikowski wręcza legitymację SDP nowemu członkowi Wiolecie Żurawskiej, przysłuchuje się temu ks. Jarosław Brylowski
Fot. Maria Giedz

Niepowtarzalny nastrój…

Na spotkanie, oprócz członków Stowarzyszenia, przybyli również goście: Bogusław Olszonowicz, wiceprezes Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy, nie tylko dziennikarz, ale też muzyk z zespołu „Czerwone Gitary”, który wraz z małżonką Dianą wspierali nas śpiewem kolęd.

Bogusław Olszonowicz i jego żona Diana swoim śpiewem wprowadzili niezwykłą atmosferę podczas noworoczno-opłatkowego spotkania wybrzeżowych dziennikarzy
Fot. A. Gojke

Przybył także Czesław Czyżewski, redaktor naczelny Wydawnictwa Pomorskiego, który w trakcie wspólnego, noworocznego „biesiadowania” zaczął rozważać chęć przynależności do SDP.

Towarzyszył nam też Wojtek Szramowski reprezentujący Pomorskie Media Gospodarczo-Biznesowe, który niemal natychmiast wrzucił na Facebooka krótkie nagranie polskiej piosenki świątecznej „Jest taki dzień” w wykonaniu Bogusia i Diany. Atmosfera zrobiła się wręcz niezwykła, ale zacznijmy od początku, czyli od opłatka i składania sobie nawzajem życzeń.

Modlitwa

Ks. Jarosław Brylowski, proboszcz parafii w Ełganowie, nasz stowarzyszeniowy kolega i publicysta historyczny, poprzedził kolację krótką modlitwą, również za naszych redakcyjnych kolegów zmarłych w ubiegłym roku. A było ich, niestety aż dziesięcioro. Znaliśmy się, pracowaliśmy z nimi, byli naszymi mistrzami, jak np. Jan Jakubowski, współtwórca i redaktor prasy podziemnej, czy Barbara Szczepuła, m.in. autorka książek poświęconych historii Gdańska. Uczciliśmy ich minutą ciszy i modliliśmy się za nich wszystkich.

Jarek, nasz tzw. nieformalny oddziałowy kapelan, nawiązując do Bożego Narodzenia, zwrócił uwagę na takie pojęcia jak odpowiedzialność i prawda, które są niezwykle ważne w pracy dziennikarza. Pobłogosławił też opłatki, którymi dzieliliśmy się, życząc pracy bez stresu, politycznych nacisków, takiej, która nam daje satysfakcję, a widzom, słuchaczom czy czytelnikom zapewnia rzetelne informacje.

Ksiądz Jarosław Brylewski  (skromnie w lewym górnym rogu zfdjęcia) w modlitwie przed poświęceniem opłatków mówił o szukaniu prawdy, o byciu odpowiedzialnym, a dziennikarze z zainteresowaniem go słuchali
Fot. M. Giedz

Były też życzenia przesłane mailem czy WhatsAppem od członków Zarządu Głównego SDP i oczywiście od pani Prezes Jolanty Hajdasz, a także od naszego kolegi Tadeusza Knade, członka Oddziału Gdańskiego, który od niemal 40 lat mieszka w Hamburgu.

Janusz Wikowski i Andrzej Liberadzki, dwaj niegdyś redaktorzy naczelni Dziennika Bałtyckiego dzielą się opłatkiem i składają sobie noworoczne życzenia
Fot. A. Gojke
Jolanta Roman-Stefanowska składa dzieli się opłatkiem i składa noworoczne życzenia seniorowi wybrzeżowych dziennikarzy Edmundowi Szczesiakowi
Fot. A. Bojke

Biesiada noworoczna i Konkurs SDP

Biesiadowaliśmy, delektowaliśmy się i czerwonym barszczem i pasztecikami, ale przede wszystkim w różny sposób przyrządzonymi śledziami dodanymi do pieczonych ziemniaków w mundurkach.

Zebrała się starszyzna wybrzeżowego dziennikarstwa. J. Wikowski, K. Kurkiewicz, A. Gojke, E. Szczesiak, T. Woźniak i ledwie widoczny A. Liberadzki
Fot. M. Giedz

W przerwach śpiewaliśmy kolędy, prowadziliśmy ożywione rozmowy, również na temat 32. już edycji Konkursu SDP, omawiając poszczególne kategorie i zastanawiając się kto i jakie materiały mógłby na ten konkurs przesłać. Dużym zainteresowaniem cieszyła się poświęcona tematyce religijnej, jedna z nowowprowadzonych kategorii konkursowych.

Co dalej z mediami?

Prowadziliśmy też, w niewielkich podgrupach, poważne rozmowy na temat naszej pracy zawodowej, walki o niezależność mediów i prawa do publikacji. A to wszystko umożliwił nam nasz oddziałowy prezes Janusz Wikowski, jednocześnie szef Głównej Komisji Rewizyjnej SDP. To on postarał się, aby na to spotkanie przygotować i coś dla ducha i dla smakoszy specjalnej kuchni wigilijnej. A dyskusje?

Dyskusjom w podgrupach na siedząco i stojąco nie było końca
Fot. A. Gojke

Nikt nie siedział sam. Dzieliliśmy się swoimi doświadczeniami, poruszaliśmy tematy ważne dla środowiska i Stowarzyszenia.


Fotografująca uroczystość (Maria Giedz – autorka tekstu), za nią Czesław Czyżewski, a w tle Adam Chmielecki, dyrektor w Fundacji Promocji Solidarności
Fot. A. Gojke

Rozmawialiśmy o problemach mediów, podpytywaliśmy seniorów o ich spojrzenie na sprawy nurtujące nas dziennikarzy.

Cała naprzód!

Po kilku godzinach trzeba było się rozstać.  Wyszliśmy jednak podbudowani, z nadzieją, że ten rok przyniesie lepszą rzeczywistość, i jak na „ludzi morza” przystało powiedzieliśmy sobie „Cała Naprzód”, wykorzystując nazwę tejJednak gościnnej restauracji.

Maria Giedz

Zdjęcia: Maria Giedz i Andrzej Gojke

Życzenia SDP z okazji wspomnienia ŚWIĘTEGO FRANCISZKA SALEZEGO, patrona dziennikarzy i mediów katolickich

Św. Franciszek Salezy
24 stycznia Kościół wspomina w liturgii św. Franciszka Salezego (1567 – 1622), doktora Kościoła, patrona dziennikarzy oraz mediów katolickich. Każdego roku w dniu św. Franciszka Salezego, Ojciec Święty ogłasza swe orędzie na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu.

Z tej okazji w imieniu Zarządu Głównego SDP składam wszystkim dziennikarzom serdeczne życzenia sukcesów i satysfakcji w pracy zawodowej oraz tego, by zawsze łączyła się ona z misją działania w interesie publicznym, z pożytkiem dla naszych odbiorców – czytelników, słuchaczy i widzów, zarówno w mediach tradycyjnych, jak i cyfrowych.

Św. Franciszek Salezy to bardzo ciekawa postać, pozostawił po sobie liczne pisma i około tysiąc listów, które wyróżniają się pięknym językiem i stylem. Do dnia dzisiejszego zalicza się je do klasyki literatury francuskiej. Jako kapłan miał dużą zdolność do nawiązywania kontaktu z ludźmi prostymi, często dalekimi od Kościoła. Ten dar był mu pomocny, gdy udał się w charakterze misjonarza do okręgu Chablais, by umocnić w wierze katolików i aby próbować odzyskać dla Chrystusa tych, którzy przeszli na kalwinizm. Na murach i parkanach rozlepiał ulotki – zwięzłe wyjaśnienia prawd wiary. Jak przypomina nam Katolicka Agencja Informacyjna (bo z jej strony korzystam pisząc o tym), był świetnym mediatorem, łagodnym, cierpliwym polemistą. Potrafił dyskutować a konflikty rozwiązywać poprzez rozmowę. Nawracał w cierpliwym dialogu. W ten sposób miał pozyskać z powrotem dla Kościoła około 70 tysięcy wiernych, którzy odeszli od katolicyzmu do kalwinizmu. Był to przełom XVI i XVII wieku.

fot./ graf. Andrzej Gojke – Gdański Oddział SDP

Można powiedzieć, że był to taki prekursor dziennikarstwa z misją, więc choć od 1923 roku jest oficjalnym patronem tylko dziennikarzy katolickich, to uniwersalne wartości, jakie widać w jego działaniach można chyba wykorzystać, by w dniu jego wspomnienia złożyć życzenia wszystkim dziennikarzom. I tym którzy są katolikami i tym którzy nie będąc nimi, podzielają w swojej pracy te fundamentalne dla nas wszystkich wartości – wolność słowa, uczciwość i rzetelność oraz pierwszeństwo dobra naszych Odbiorców.

 

W imieniu ZG SDP:

 

Jolanta Hajdasz,

prezes SDP,

dyrektor CMWP SDP

Film Norymberga z 2025 roku w ocenie HUBERTA BEKRYCHTA: Tam, gdzie nie widzi się prawdziwych skutków wojny, zaczyna się wojna…

Dwóch amerykańskich psychiatrów pobiło się w więzieniu. W roli jednego z nich, doktora Douglasa Kelleya, groteskowo niestety wystąpił Rami Malik. Kinowa bójka psychiatrów była na więziennym korytarzu. Tam, gdzie siedzieli niemieccy zbrodniarze w czasie procesu norymberskiego…To najkrótsza analiza filmu o niezwykłym trybunale.sprzed 80 lat. Moim zdaniem płytki film to najwyżej plajta dla producenta, ale tu jej nie będzie, bo zaangażowano dobrych aktorów. Niepoważny film ze znanymi artystami to jedno, ale rozpuszczanie zbrodni w oparach, nawet artystycznego absurdu to okaleczanie historii. I kina.

„Norymberga” z 2025 roku w reżyserii James’a Vanderbilta to filmowy zakalalec. Tym bardziej niestrawny, bo dotyczy największego ludobójstwa w historii ludzkości. Zbrodni, której dopuścili się Niemcy, przedstawiciele, jak mówili nawet w czasie wojny użyteczni idioci,  „kulturalnego narodu z bogatą historią obrony chrześcijańskiego świata”. Zapomniano wówczas, że tę cywilizację nazywa się do tej pory cywilizacją judeo-chrześcijańską. Niemcy robili wszystko, aby ją zniszczyć. Na szczęście 80 lat temu im się nie udało.

Niewinni Niemcy…

Nie dam nabrać się na sztuczki psychologiczne. Nie dam się nabrać na dobrych Niemców, przystojnych i w gruncie rzeczy porządnych żołnierzy Wehrmachtu a nawet wrażliwych funkcjonariuszy SS. Nie dam się nabrać na wahania moralne wyzwolicieli z USA i Wielkiej Brytanii. Nie wierzę, że ktoś nabiera się jeszcze na to, że zachodni alianci nie widzieli, że to Sowieci umożliwili Niemcom przygotowania do wojny i zagłady milionów ludzlich ustnień. Moskwa i Berlin byli przecież w latach 1939 – 41 sojusznikami… Te kraje razem napadły na Polskę.

Justizpalast, czyli Pałac Sprawidliwości w Norymberdze, gdzie 80 lat temu sądzono niemieckich zbrodniarzy; Wikipedia fot. Magnus Gertkempe

Oskarżam realizatorów filmu Norymberga o to, że dla pieniędzy ze sprzedaży biletów obsadzili Russella Crowe’a w roli zbrodniarza Hermanna Görenga. Czy to głupota, czy świadomy zabieg mający, przepraszam logików, relatywizować zło? Myślę, że wcześniejsze kreakcje artystyczne i permanetna sympatia do powierzchowności Crowe’a nie pomogły w zrozumieniu, kim była ponura postać grana przez tego aktora…

Ciało niemieckiego zdbrodniarza Hermanna Göringa, który po usłyszeniu w Norymberdze wyroku śmierci, przed egzekucją popełnił samobójstwo – zdj. archiwalne, alamy.com

A Malik? No cóż dobry aktor, ale nie umiał zagrać obłąkanego psychiatry, bo sztuczki clowna nie zawsze są dobrą wizją artystyczną. I reżserską.

Może czeka nas to samo…

Pewnie nadal będą produkowane filmy o II wojnie światowej. Niewielu ludzi ją już pamięta z własych brutalnych doświadczeń. Jesteśmy jednak na niebezpiecznej drodze, aby przeżyć taki kataklizm po raz trzeci. Może jeszcze za mojego życia, oby nie, ale niemiecka kinematografia zrobi film o bohaterach III Rzeszy zamordowanych przez zachodnich aliantów w Norymberdze.

W kluczowej scenie więźniowie niemieccy, zbrodniarze odpowiedzialni za śmierć milionów wychodziliby uśmiechnięci i szczęśliwi z więzienia. I Niemcy, twórcy największej zagłady w historii, trzymając się za ręcę z Rosjanami, ich sojusznikami sprzed kilku lat, śpiewaliby „Nessum dorma” z opery „Turandot” Pucciniego…

Przesadzam? Jeśli nie zatrzymamy wymazywania historii i przez Niemców i Rosjan i Amerykanów, z takim filmami jak „Norymberga” z 2025 roku, naprawdę każda powtórka z naszych dziejów jest możliwa. Tam, gdzie nie widzi się prawdziwych skutków wojny, zaczyna się wojna… Miejmy nadzieję, że nie.

Hubert Bekrycht

Norymberga – amerykański film z 2025 roku, reż. James Vanderbilt, w rolach głównych: Russel Crowe, Rami Malik, Leo Woodall,
dystrybucja: Sony Pictures

KRRiT wzywa portal wyborcza.pl do pilnego sprostowania nieprawdziwych informacji ws. sposobu przekazywania pieniędzy z abonamentu rozgłośniom publicznym

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji domaga się od portalu wyborcza.pl sprostowania w związku z artykułem z wtorku 13 stycznia. Zdaniem państwowego regulatora artykuł ” >>KRRiT Świrskiego przegrała w sądzie. Rozgłośnie regionalne dostaną pieniądze<<,  który zawiera nieprawdziwe informacje i tym samym wprowadza czytelników w błąd. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wzywa redakcję do pilnego sprostowania informacji – napisała rzecznik prasowy KRRiT Anna Ostrowska

Przedstawicielka KRRiT podkreśliła, że artykuł zawiera:

„Po pierwsze – błędne kwoty”

Ostrowska wskazuje w piśmie, że wyborcza.pl popełniła podstawowe błędy w publikacji. >>W artykule podano, że Wojewódzki Sąd Administracyjny zasądził na rzecz rozgłośni regionalnych setki tysięcy złotych: „Gdańsk – 680 tys. zł”, „Warszawa – 680 tys. zł”, „Białystok – 697 tys. zł”, „Katowice – 697 tys. zł”, „Bydgoszcz – 697 tys. zł”, „Zielona Góra – 697 tys. zł”, „Poznań – 697 tys. zł”; „Szczecin – 697 tys. zł”, „Lublin – 697 tys. zł”, „Kraków – 697 tys. zł”; „Koszalin – 697 tys. zł”; „Olsztyn – 697 tys. zł”; „Rzeszów – 697 tys. zł”; „Wrocław – 697 tys. zł”; „Opole – 680 tys. zł”. To karygodny błąd<< – oświadczyła rzeczniczka KRRiT.

>>Sąd nie zasądził żadnych setek tysięcy złotych. Zasądzone kwoty to zwrot kosztów postępowania i są one o tysiąc razy mniejsze”- wyjaśniono w piśmie KRRiT. Tak poważny błąd w postaci wpisania „tysięcy zł”, zamiast „zł” jest ewidentnym brakiem rzetelności dziennikarskiej i profesjonalizmu!<< – zaznaczono.

>>Oznacza to, że podana w artykule suma – rzekome „10 mln 404 tys. zł” jest całkowicie fikcyjna! Taka kwota nigdy nie padła w wyroku sądu i nie została KRRiT w żadnej formie zasądzona<< – podkreśliła KRRiT.

„Po drugie – przekazywanie spółkom pieniędzy z abonamentu. Fakty, a nie domysły”

Tak KRRiT nazywa błędny – jej zdaniem – sposób liczenia pieniędzy przez portal. „Nieprawdą jest, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji uzależniała przekazywanie spółkom pieniędzy z abonamentu jedynie od sprawozdawczości – a tak sugeruje gazeta.pl w pierwszym akapicie tekstu! Przypomnijmy, jak wyglądają fakty” – napisała rzeczniczka KRRiT.

Anna Ostrowska wyjaśniłe, że KRRiT wielokrotnie tłumaczyła sposób przekazywania pieniędzy mediom publicznym po siłowym przejęciu przez rząd mediów publicznych w grudniu 2023 roku. „Wobec braku pewności, kto w istocie posiada tytuł prawny do dysponowania publicznymi pieniędzmi, na początku 2024 r. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji podjęła uchwałę o przesunięciu terminu realizacji harmonogramu wypłat środków z abonamentu. Nadawcy publiczni zostali poinformowani, w jaki sposób zgodnie z prawem, pomimo stanu likwidacji spółek, mogą otrzymać te środki. Jednocześnie KRRiT zdecydowała, że środki z opłat abonamentowych do czasu prawomocnego potwierdzenia przez sąd procesu likwidacji spółek, będą trafiać do depozytu sądowego. Trzeba podkreślić, że w momencie podejmowania tej decyzji likwidatorzy nie byli prawomocnie wpisani do Krajowego Rejestru Sądowego. Co ważne, większość likwidatorów (mimo późniejszego wpisania ich do KRS) nie skorzystała z możliwości pobrania pieniędzy z depozytów” – – napisano w oświadczeniu KRRiT.

„Należy podkreślić, że abonament jest daniną publiczną, co potwierdził Trybunał Konstytucyjny, a powinnością KRRiT jest szczególna kontrola wydatkowania tych środków publicznych” – przypomnianio w piśmie.

„Z biegiem czasu sytuacja ta uległa zmianie i została do pewnego stopnia uporządkowana. Dlatego pieniądze z abonamentu przeznaczone na realizację misji publicznej były bezpośrednio wypłacane tym spółkom, których likwidatorzy zostali prawomocnie wpisani do KRS, a więc tym podmiotom, których wpisy sądy uznały za zgodne z prawem. Środki abonamentowe dla spółek mediów publicznych przekazywano do depozytów sądowych i bezpośrednio na konta tych spółek. Obecnie na rachunkach Ministra Finansów w depozytach sądowych znajduje się około 340 mln zł. Zwracane przez sądy środki są przekazywane spółkom” – podała rzeczniczka KRRIT.

„Po trzecie – skutek wyroku”

Artykuł – jak napisała Ostrowska – informuje, że sąd „unieważnił” uchwałę KRRiT. „To również jest nieprawda” – dodała.

>Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego jest nieprawomocny, wobec czego nie wywołuje żadnych skutków prawnych do czasu jego oceny przez Naczelny Sąd Administracyjny. WSA uchylił uchwałę, a nie ją unieważnił. Użycie słowa „unieważnienie” ponownie wprowadza czytelników w błąd co do tego, co naprawdę orzekł sąd<< – napisano.

Wezwanie do sprostowania 

„W związku z powyższym Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wnosi o niezwłoczne sprostowanie informacji w portalu wyborcza.pl w tym samym miejscu, w którym ukazał się artykuł, w porównywalnej formie i z taką samą widocznością, tak aby czytelnicy mogli zostać rzetelnie poinformowani o rzeczywistych treściach wyroku WSA oraz faktycznych wysokościach kwot, których dotyczy publikacja” – podkreśliła rzecznik KRRiT Anna Ostrowska.

Tekst pisma KRRiT z 13 stycznia 2026 roku:

TUTAJ

Naiwność w likwidowanych MEDIACH PUBLICZNYCH, czyli mokra tektura

Bez zdziwienia przyjęto bzdury z ostatniego programu markizy kitu i szambelanowej marnego poczucia humoru Doroty Wysockiej-Schnepf. Chodziło o opis siłowego przejęcia mediów publicznych. Nie, nie tego jednak sprzed dwóch lat, ale tego z 2016 roku…

Wszystko byłoby to nawet śmieszne, gdyby ta karykatura publicystyki miała życzliwą kreskę. A rysunek wykonano na mokrej tekturze chińską świecową kredką.

Fachowcy jak z zakładu komunikacji

Słowem, od dwóch lat media publiczne po siłowym przejęciu przez polityków koalicji są po prostu skrzyżowaniem nowoczesnego zarządzania Włodzimierza Sokorskiego i oszczędności Macieja Szczepańskiego. Ci byli przyjajmniej politykami. Komunistycznymi, ale tego przynajmniej wtedy nie ukrywano. Teraz na pewno o programach publicystycznych nie decydują  likwidator TVP Daniel Gorgosz i dyrektor TVP w likwidacji Tomasz Sygut. Nie umieją. Za to politycy koalicji bez mrugnięcia okiem wyczuwają komu należy powierzyć wciskanie kitu – baronowa propagandowa świetnie się do tego nadaje.

I jakiż to błyskotliwy „dowcip” wymyśliła i dlaczego? Do całej grupy z ul. Woronicza (TVP), al. Niepodległości (Polskie Radio) i Brackiej w Warszawie – przy siedzibie dawnej cenzury – (Polska Agencja Prasowa), dociera pewnie, że konsekwencje zamachu na media z grudnia 2023 roku poniosą nie tylko jego architekci. Aby zakrzyczeć drugą rocznicę brutalnego wejścia do mediów publicznych i wyłączenia sygnału telewizyjnego, wymyśliła Wysocka-Schnepf telewizyjne odwrócenie kota ogonem.

Klechdy z Woronicza

Mistrzyni robienia niczego mówiła o przejęciu mediów… Ale przez PiS w 2016 roku. Aby to uwiarygodnić, no nie wiem, czy to dobre określenie, ale chyba innego kulturalnego opisu nie ma, zaprosiła dwoje świadków „prawicowych zbrodni medialnych” sprzed dziesięciu lat – ochmistrzynię sejmowego krzyku Justynę Dobrosz-Oracz i powielacza mitów Kamila Dziubkę.

I to oni mieli opowiedzieć o tym, jak ich Jacek Kurski zwalniał. I jak bardzo to było straszne, dramatyczne. Znam część faktów z tamtych lat. I wiem, że ani Dobrosz-Oracz ani Dziubka nie byli aż tak ważni, aby ich od razu wywozić do więzień. I niepotrzebne były tortury, aby zgodnie z prawem i z niezłą odprawą ich zwolnić. Bo nie są to ludzie, których metody dziennikarskie będą omawiane na seminariach naukowych, a cechy ich charakteru nie nadają się do podręcznika etyki. Zatem, po co TVP wymyśliła mit założycielski ze zwolnieniami z 2016, które tak się mają do czystki z 2023 roku jak oglądalność publicznej telewizji przed i po przejęciu jej przez obecną ekipę rządową?

Czy chodziło o odwrócenie uwagi? Też, ale także o zaczarowanie rzeczywistości. Ci, którzy jeszcze wierzą TVP, PR i PAP w likwidacji muszą mieć dobre legendy. Wierzyć w to nie sposób, ale bzdury dla wyznawców Donalda Tuska to po prostu chleb powszedni.

Patrząc na fragmenty programu baronowej manipulacji przypomniało mi się powiedzonka sprzed 35 lat. Na przykład: „Dziennikarz może być głupi, ale nigdy naiwny”.  I jeszcze jedno dotyczące naiwnego właśnie przekonania pracowników dzisiejszych mediów publicznych: „Nie ma powrotu pasty do tuby…”