NIEPODLEGŁOŚĆ – NIE ZDEJMUJMY FLAG PO 11 LISTOPADA

Bardzo często wspominam kilka lat kiedy na moim malutkim balkoniku na łódzkich Bałutach łopotała biało-czerwona. Zdejmowałem polską flagę tylko, aby ją uprać. Potem, po jakimś silnym wietrze, uchwyt do flagi zastąpiły mocne taśmy na „drzewiec”. Poprosiłem administrację o jakieś wskazówki. Dowiedziałem się,  że „w zasadzie” to przez cały rok nasza narodowa flaga nie powinna wisieć… Nic sobie z tego nie robię.

Po 11 listopada ponownie wzmocnię konstrukcję uchwytu na balkonie mojego bloku. Przygotuję się na to, aby biało-czerwona łopatała cały rok. 

Mam apel, swój prywatny, nie zdejmujmy flag po Święcie Niepodległości! Nie dajmy sobie wmówić,  że tak nie można. Tak trzeba!

 

Życzę Państwu, aby niepodległość była w nas, nie tylko w 11 listopada w Święto Odzyskania przez Polskę Niepodległości. Życzę, aby w sercu (i na balkonie, przed domem) zawsze łopotała biało-czerwona flaga!

Życzę, aby Polska miała takie władze, których się nie wstydzimy. Życzę, abyśmy potrafili zawsze ze sobą rozmawiać, niezależnie od poglądów. Życzę godnego życia w zdrowiu. Życzę, aby Polska była bezpieczna i szczęśliwa!

 

 

MICHAŁ KARNOWSKI: Niezapomniane przeżycie. Oddział Mazowiecki SDP w MUZEUM na Rakowieckiej

Gdy późną nocą ponownie przekraczaliśmy bramę więzienia na Rakowieckiej w Warszawie, wszyscy byliśmy poruszeni i w pewnym sensie zmienieni. A przecież każdy z nas wiedział wcześniej o tych sprawach dość dużo…

zdj. Michał Karnowski

Zwiedzanie Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych w Warszawie rozpoczęliśmy od udziału we Mszy Świętej, odprawionej przez księdza Tomasza Trzaskę – kapelana Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL.

zdj. Michał Karnowski

Spotkanie tuż przed Świętem Niepodległości, w miejscu byłej komunistycznej katowni polskich patriotów i masowych rozstrzeliwań w okresie Powstania Warszawskiego, w sali wypełnionej młodzieżą – stworzyły wyjątkową atmosferę. Pomodliliśmy się wspólnie za dusze katowanych i pomordowanych, za ich bliskich.

zdj. Michał Karnowski

Ucieszyły nas ciepłe słowa i wezwanie do pilnowania prawdy skierowane przez księdza Trzaskę wobec Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Przekazujemy je na łamach naszego portalu dalej.

zdj. Michał Karnowski

Naszym przewodnikiem był kolega Jarosław Wróblewski, członek Oddziału Mazowieckiego SDP, pracownik Muzeum, autor wielu książek, redaktor biuletynu „Rakowiecka 37”, którego dwa kolejne numery otrzymaliśmy w prezencie.

zdj. Michał Karnowski

Dziękujemy i polecamy, to świetne pismo, a właściwie za każdym razem książka.

zdj. Michał Karnowski
zdj. Michał Karnowski

 

Zabijemy was i nikt się nie dowie…

Jarek jest człowiekiem wyjątkowym. Opowiada z pasją, niezwykłą znajomością byłego więzienia, życiorysów więzionych ale także i katów.

zdj. Michał Karnowski

Najbardziej poruszająca w jego słowach jest jednak miłość wobec ofiar i ich bliskich, troska o to by Muzeum było miejscem prawdziwej pamięci o bohaterach, pamięci będącej zwycięstwem prawdy nad kłamstwem, miłości nad nienawiścią, dobra nad złem, ofiar nad oprawcami.

zdj. Michał Karnowski

Bo katowani na Rakowieckiej polscy patrioci mieli być także zapomniani. Mieli nie mieć nawet grobów, ich ciała miały być splugawione a rodziny skazane na mękę niepewności i niewiedzy.

zdj. Michał Karnowski

Takie groźby często cytowane są na wystawie. „Zabijemy Was i nikt nigdy się nawet o tym nie dowie”. Dzięki Muzeum zwycięża prawda.

zdj. Michał Karnowski

Porusza, że każdy bliski byłych więźniów, dziś to już wnuki, znajduje tutaj serdeczną troskę, szacunek, zrozumienie. Często także nieznaną prawdę.

zdj. Michał Karnowski

To rodziny, których cierpienie nie kończyło się nawet wraz z uwolnieniem. Traktowane były w komunistycznej Polsce jako obywatele drugiej kategorii, z wilczymi biletami, zakazami wstępu na uczelnie, żyły nadal w strachu, pod obserwacją bezpieki.

Rakowiecka 37

Ogromnie cieszy widoczny rozwój Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych, wielki wysiłek jego budowniczych. Niektóre elementy są już na poziome światowym, jak rekonstrukcja tajnej drukarni, multimedialna wystawa o Solidarności Walczącej, filmy w salce kinowej.

zdj. Michał Karnowski

Choć oczywiście najbardziej poruszają miejsca straceń, prawdopodobny były „mokry karcer”, wspomnienia katowanych. To miejsce ma wielki potencjał i wspaniałą załogę, która jest w stanie uczynić z niego ważny ośrodek przywracania prawdy historycznej i przekazywania jej następnym pokoleniom, opowiadania jej gościom z całego świata.

zdj. Michał Karnowski

To także wyjątkowa placówka badawcza – dziś jej organizatorem jest Instytut Pamięci Narodowej. Uświadomiliśmy sobie jak wiele o zbrodniach komunistycznych i niemieckich jeszcze nie wiemy. Jak wielu bohaterów wciąż nie zostało godnie pochowanych.

zdj. Michał Karnowski

Muzeum na Rakowieckiej 37 wykonuje tę pracę. Nic dziwnego, że ściąga także ataki, że pojawiają się próby skasowania tego wysiłku.

zdj. Michał Karnowski

Stale tam coś się dzieje, koncerty, spotkania, nowe wystawy. Warto śledzić stronę rakowiecka37.pl i uczestniczyć.

 

 

 

Michał Karnowski

prezes Oddziału Mazowieckiego SDP

dziennikarz portalu TAK

 

Tekst: Michał Karnowski

zdj. Michał Karnowski

O manipulacjach TVP w likwidacji pisze HUBERT BEKRYCHT: Medialne ścieki z Woronicza zalewają Polskę, także Pałac Prezydencki

Media publiczne zamiast „czystej wody”  z fantazji Marka Czyża przypominają ściek w myjni autobusowej w poprzednim miejscu pracy dyrektora generalnego TVP Tomasza Syguta. Ścieki medialne spływają szerokim nurtem wlewając się w ławy opozycji i do Pałacu Prezydenckiego, nie oszczędzając jego głównego lokatora.

Nieczystości w TVP jest tyle, co ścieków z oczyszczalni Czajka podległej prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu z KO (PO). Chyba w zemście za przegrane wybory, władze TVP nie zadowalają się zwykłą likwidacją spółki. Chcą więcej – narazić publiczną telewizję na zapomnienie.

Dziennikarstwo TVP w nieczystościach

Jeden z dziennikarzy, przepraszam za wyrażenie głównego nurtu, postanowił zając się na serio kanalizacją. Bo był tylko rzecznikiem stołecznych wodociągów i kanalizacji. Jak to się stało, że Marek Smółko, bo o nim mowa, wcześniej dwie dekady pracujący w poważnych mediach, stracił cały swój dorobek zawodowy? Stracił, bo manipulując zaprzeczył poważnemu podejściu do dziennikarstwa.

Półtora roku temu Smółko znalazł miejsce pracy w TVP w likwidacji. Ale zanim to się stało, jak wspomniałem, podlegał  administracji prezydenta stolicy i tłumaczył mediom jako PR-owiec na czym polega zrzut wody, co to „ścieki zneutralizowane”. Jak mówią znajomi dawnego dziennikarza – nic się nie zmieniło. „Pracował w g..nie i teraz też…” – opowiadają stołeczni reporterzy.

Ataki i manipulacje

Robiąc relacje do propagandówki TVP, czyli programu 19:30 w bezprawnie przejętej dwa lata temu, obecnie prorządowej telewizji „publicznej”, Smółka chyba wiedział, co robi. Chyba?

Wiele już było ataków na prezydenta Karola Nawrockiego w zarządzanych przez kumpli i znajomych premiera Tuska i jego ministrów. Atak na prezydenta z niedzieli 9 listopada był po prostu chamską manipulacją, która nie mieści się w żadnych normach. Ani dziennikarskich, ani politycznych.

Prezenterka 19:30, która prowadziła debatę w TVP finansowaną przez komitet kandydata PO, odczytała ze studia zapowiedź relacji Smółki. Tzw. biała rozpoczynała się od słów: „Gdańska prokuratura ściga bezwzględnych lichwiarzy (…)”. Pierwsze sekundy relacji połączono ze zdjęciami filmowymi wiecu wyborczego Karola Nawrockiego.

Mieszanie na żądanie

Manipulację miał zaostrzyć tekst otwierający relację Smółki o „kłamstwie” prezydenta. Najpierw w sposób skandaliczny pokazano prezydenta i słynną nagłaśnianą przez jego przeciwników historię „kawalerki Nawrockiego”. Sprawę, która zakończyła się w kampanii wyjaśniona przez prezydenta. Sprawę nagłaśnianą i manipulowaną przez prorządowe media, m.in. TVP w likwidacji. Sprawę kawalerki, którą rodzina Nawrockich podarowała organizacji charytatywnej

Dopiero po wątku dotyczącym mieszkania, Smółka powrócił do tematu afery lichwiarskiej. Nie na długo… Wątek prezydenta i kawalerki wracał i mieszał się z tematem ujęcia gangu lichwiarzy. Bez dowodów, przez przesłanek, bez sensu. Telewizja Polska w likwidacji nie wyjaśniła na razie, dlaczego użyto języka manipulacji do ataku na Karola Nawrockiego. Autor też milczał. Zakładam, że i jedni i drudzy odnajdą się po 11 listopada. Na pewno nie pójdą na Marsz Niepodległości, bo tam byliby grzecznie zapytani przez prezydenta Nawrockiego, dlaczego to zrobili. A że członkowie władz TVP w likwidacji to medialni tchórze, nie będą chcieli już nic teraz wyjaśniać. Chyba.

BBC – Bardzo Brudny Czas, a jednak…

Likwidator TVP Daniel Gorgosz i dyrektor Tomasz Sygut, to jednak nie władze BBC. Boże, co to za zdanie… TVP to nie BBC – pisząc to bolą mnie palce, słysząc to boli mnie głowa, mówiąc to… Nie, nie będę wyjaśniał.

Nawet opanowane przez politycznie poprawnych liberałów i lewków władze brytyjskiego koncernu BBC nie są tak bezczelne jak władze TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej. Dlaczego, bo w Wielkiej Brytanii zmieniła się mentalność dziennikarzy, nawet BBC, ale pojęcie honoru ludzi mediów, choć to czysto teoretyczne założenie,  może jeszcze tli. Dlaczego? Bo w Królestwie ludzie szanują BBC, mimo, iż wiele elementów British Information System zszedł dawno na psy i bardziej przypomnia marksistowski kodeks niż zbiór dziennikarskich standardów.

Osoby z zarządu BBC zrezygnowały z funkcji, może pod wpływem nacisków rządowych, ale zrezygnowały. Dlaczego? Bo przyznały (nie przyznając się do winy), że są odpowiedzialne za okrutny błąd, manipulację przemówienia prezydenta USA Donalda Trumpa. Ale dlaczego szefowie BBC zrezygnowali z funkcji, mogli iść „w zaparte”. Mogli kluczyć, udawać… Dlaczego? Bo władze BBC – i znowu podczas pisania o tym wszystko mnie boli – to nie są jednak tolerujący otwarty terroryzm dziennikarski ludzie z TVP w likwidacji.

Władze TVP: płyniemy dalej…

Przecież Gorgosz i – będący całkiem niedawno podwładnym prezydenta Trzaskowskiego, jako szef zakładu autobusowego w stolicy – Sygut, którzy, wg. Watchdog Polska i TVP,  zarabiają razem ponad 110 tysięcy złotych miesięcznie – to nie jest dobry przykład dziennikarstwa w ogóle i dziennikarstwa brytyjskiego w szczególności. Nawet jeśli dziennikarstwo brytyjskie stacza się na lewo.

Czy Marek Smółka i wydawca 19:30 o nazwisku Sienkiewicz przeproszą prezydenta Karola Nawrockiego za łgarstwa i manipulacje? Czy zrobi to Daniel Gorgosz i Tomasz Sygut? Znam odpowiedź, ale napiszę tylko, że nie ma to żadnego znaczenia. Żadnego. Bo jest honor brytyjskich urzędów i jest brak honoru władz polskich mediów publicznych w likwidacji. Bo są zasady, nawet niezbyt tradycyjnie brytyjskie,  i są zalewające życie publiczne w Polsce medialne ścieki… Może i w likwidacji, ale ile to potrwa?

My walczymy z mafią…. z KAMILEM RÓŻALSKIM b. operatorem kamery TVN walczącym m.in. byłą firmą rozmawiała Anna Popek

Anna Popek: Jeden z czołowych operatorów TVN-u. Największe produkcje: Taniec z Gwiazdami, You Can Dance, Na Wspólnej, Dzień Dobry TVN. To te flagowe, wielkie produkcje wychodziły spod ręki mojego gościa Kamila Różalskiego.

Kamil Różalski: To prawda, 23 lata spędziłem w TVN-ie jako operator kamery i operator obrazu przy ramówkowych programach stacji.

AP: Czyli był Pan człowiekiem zaufanym, ulubionym i fachowcem, skoro oddawano takie duże produkcje w Pana ręce.

KR: Zaufanym w kontekście stacji to brzmi źle. Wolałbym jednak inne słowo. Byłem profesjonalistą. Przez pierwsze pięć lat pracowałem w Faktach, nie było produkcji, więc już tam miałem czołową pozycję zawodową. Nawet podczas pielgrzymek Ojca Świętego do Polski byłem jednym z 18 dziennikarzy z całego świata, którzy byli najbliżej Ojca Świętego.

 AP: Co się wydarzyło, że wszedł Pan na ścieżkę wojenną z TVN-em?

KR: Otóż ważną rzeczą budującą kontekst jest to, że w TVN-ie pracowało się ciężko i naprawdę po wiele godzin. Ja byłem trochę wyjęty informacyjnie z tego, co się dzieje wręcz w Polsce, jakby absurdalnie to nie zabrzmiało. Plan na Wspólnej na przykład, to jest przynajmniej 12 godzin plus dojazd z miejsca na miejsce. To powodowało, że tak naprawdę, w domu ja tylko sypiałem. Przy dużych produkcjach bywało, że plan trwał 16 godzin. Mówię o okresie, kiedy już nie miałem etatu, bo kiedy miałem etat, to rzeczywiście na ogół było przestrzegane prawo pracy.

W 2012 roku dyrektor produkcji Jarosław Potasz, pewnie to wypikacie albo nie, ja się nie boję tego mówić, wpadł na genialny pomysł, żeby zlikwidować etaty. Mówiąc kolokwialnie, w dziale realizacji i w dziale produkcji. Ja byłem jedną z osób, które ten etat posiadały od początku stacji. Był to też taki mój warunek przyjścia do TVN-u.

I jako ostatnia osoba byłem zaproszony na rozmowę z dyrektorem Potaszem i z moim bezpośrednim przełożonym Jerzym Kluczewskim, w celu poinformowania mnie na jakich warunkach ma nastąpić rozwiązanie umowy o pracę. Skoro byłem ostatnią osobą, to wiedziałem, jak te rozmowy przebiegają, więc się do tego przygotowałem. Dyrektor powiedział, że umowy mają być rozwiązane za porozumieniem stron, co oznacza, że nie działa ochrona kredytowa, ubezpieczenie kredytów, nie ma odprawy, która każdemu pracownikowi przysługuje i nie ma też zagwarantowanej pracy.

Na moje pytanie, co będzie, jeżeli się nie zgodzę na taką formę rozwiązania umowy i będę oczekiwał zwolnienia mnie z pracy, dowiedziałem się, że nigdzie nie znajdę pracy. Uległem temu szantażowi, bo to był szantaż, a nieliczne wcześniejsze przykłady, które znałem, potwierdzały, że szantaż nie jest bezpodstawny. Do tego od 1 stycznia 2013 roku przez pierwszy tydzień, za karę, pauzowałem. Za karę bo o dzień za późno rozwiązałem moją umowę o pracę.

Zaczęło się „przedszkole”, zaczęły się przepychanki, zaczęło się ograniczanie pracy na grafiku, straszenie, poniżanie, lżenie, że dziesięciu na moje miejsce czeka, że jak mi nie pasuje, to mogę iść do Biedronki na kasę. I w pewnym momencie, nawet nie wiem, kiedy to się stało, moje emocje, moja psychika nie wytrzymała. Trwało to przez lata i miało charakter klasycznego mobbingu.

Byłem na grafiku. Okazywało się następnego dnia, że jednak nie pojadę za dwa dni na zdjęcia. Tak to działało. W efekcie zaczęła się mi pojawiać depresja i oznaki takie pomobbingowe. A ja mimo wszystko cały czas mówiłem o tym, że jest łamane prawo pracy, że jesteśmy ofiarami mobbingu. Przez to za karę byłem spychany do coraz gorszych produkcji. Oni liczyli, że ja odejdę z pracy sam.

A ja konsekwentnie uważałem, że skoro jestem w porządku i prawa nie łamię, to z pracy powinni odejść ci, którzy je nie łamią. Takie trochę naiwne, ale jestem idealistą i to jest moim problemem czasami w normalnym życiu. Za karę więc byłem spychany do coraz gorszych produkcji. W końcu przyszedł taki dzień, kiedy pojawiła się procedura zgłaszania nieprawidłowości zgodnie z narzuconym przez amerykańskiego właściciela Discovery Kodeksu Etyki. Ta procedura nie tylko pozwalała, ale też nakazywała zgłaszać nieprawidłowości.

AP: I to można było robić anonimowo?

KR: Tak. Ja założyłem, mówiąc kolokwialnie, grupę sygnalistów i jako grupa wysłaliśmy do Działu Compliance w Stanach Zjednoczonych zawiadomienie o przykładach łamania prawa przez TVN, o mobbingu, o współczesnym niewolnictwie, bo współczesne niewolnictwo mieści się w definicji nie zapłacenia komuś za jego wykonaną pracę. Powtórzę: jeżeli my wykonywaliśmy jakąś pracę i nie mieliśmy za to zapłacone, to się mieściło w definicji współczesnego niewolnictwa. Tak samo nepotyzm, który zgodnie z Kodeksem Etyki powinien być bardzo napiętnowany w stacji, aż kół w oczy.

Amerykanie sprzedali nasze dane do Warszawy, do TVN-u i w konsekwencji po kolei pozwalniano nas z pracy. Mnie pierwszego, bo z mojej skrzynki mailowej został wysłany mail zgłaszający nieprawidłowości. Powstała komisja, która była fikcją, ponieważ składała się z dwóch osób pracujących w TVN i prawnika z kancelarii, która TVN reprezentowała w sporach z pracownikami. Mieliśmy zeznawać w siedzibie kancelarii, żeby nas jeszcze nastraszyć, bez prawa nagrywania naszych zeznań z naszej strony, bez protokołu, który miał nie powstać, żeby łatwiej było tuszować te nieprawidłowości.

W związku z tym nie zgodziliśmy się zeznawać i wyszliśmy z tej komisji. Dalej komisja obradowała swoim trybem i według swoich abstrakcyjnych scenariuszy.

AP: Dziwi mnie, że oddział amerykańskiej stacji, gdzie takie rzeczy są dość poważnie traktowane, dlaczego się nie bali?

KR: Zgodnie z przypadkami, do których ja dotarłem, nie byliśmy jednymi osobami zwolnionymi z pracy, w ramach odwetu, za zgłoszenie nieprawidłowości. To zgłoszenie nieprawidłowości służy tylko do wyłapywania takich osób jak my i pozbywania się ich ze struktury firmy, czyli osób, które nie godzą się na machloje, na nieuczciwości, na postępowanie niezgodne z kodeksem etyki. To jest jedna wielka fikcja.

AP: Czyli wpadł pan w pułapkę, można powiedzieć. To była chyba celowo zarzucona przynęta.

KR: Można tak to zinterpretować. Gdybym wiedział, że temu to służy, to z pewnością bym się nieco inaczej przygotował do tego zgłoszenia i nieco inaczej dokonał tego. Natomiast my cały czas próbujemy znaleźć kancelarię prawną w Stanach. Mamy tutaj naruszenie anonimowości sygnalistów, co jest dużym problemem. Niestety bariera językowa i odległość powodują, że taką kancelarię jest nam niezmiernie trudno znaleźć. Człowiekowi, który od niedawna zajmuje się pomocą i mieszka w Stanach Zjednoczonych już dwukrotnie włamano się do komputera i telefonu. Mnie także włamano się do telefonu jakieś dwa, trzy tygodnie temu. Mniej więcej w tym samym okresie co do człowieka, który nam pomaga.

AP: Jest pan bardzo niebezpieczny…

KR: Nie. Jestem niebezpieczny dla złych ludzi.

AP: To może z panią Hanną Radziejowską trzeba by było porozmawiać. Ona też miała podobne przypadki z minister kultury, która kulturalnie zwolniła ją po tym, jak zasygnalizowała nieprawidłowości. Może jakaś kancelaria już się nauczyła jak tego rodzaju sprawy rozwiązywać. Ale wróćmy do pana historii. Czyli pan nie miał pracy w ogóle?

KR: Od pięciu lat nie pracuję i nie zarabiam pieniędzy.

AP: A co na to, te wszystkie osoby, te gwiazdy TVN-u, celebryci, którzy pewnie znali pana? Znaliście się i byliście pewnie w dobrych relacjach. Przypominam sobie moje relacje z kolegami w Telewizji Polskiej, które były bardzo serdeczne.

KR: Relacje były serdeczne, jak trzeba było ładnie pokazać taką osobę. Natomiast wszyscy o mnie i o kolegach zapomnieli w cudowny sposób. Te osoby były uzależnione od dyrektora programowego. Ten dyrektor programowy, w wyniku naszego zgłoszenia stracił pracę w TVN-ie i poszedł do Polsatu. Związki ze związkami nie są przypadkowe tutaj w Polsacie i w TVN-ie. To znaczy nie tyle ze związkami, co z pewnymi instytucjami. I my się tego tak naprawdę zaczęliśmy uczyć od 2019 roku i odrobiliśmy te lekcje. Zaczęliśmy sobie zdawać sprawę z jakich kart i z jakich klocków ten dom jest zbudowany. To jest nieprawdopodobne z jakim kolosem, z jakimi przeciwnościami losu przyszło nam się mierzyć. Proszę sobie wyobrazić, świat jest mały i informacje do nas docierają w różny sposób. Dotarła informacja podana przez kolegę, którego ktoś w rodzinie jest prawnikiem w Warszawie, że poszła fama po mieście, że każdy prawnik, który zaangażuje się w nasz proces po naszej stronie, kariery nie zrobi. To jest na tym poziomie walka.

AP: To z kim wy walczycie tak naprawdę?

KR: Z mafią. My walczymy z mafią.

AP: Jaka to jest mafia?

KR: Bezwzględna, cyniczna, podła.

AP: A kto jest zamieszany w to? Bo to nie tylko telewizja pewnie, ale jeszcze jakieś służby specjalne? Tak się mówiło, że u podwalin TVN-u były służby specjalne.

KR: To już nie jest tajemnicą, że finansowanie TVN-u nie wzięło się przypadkowo ani nie wzięło się z kredytów. Głośno o tym mówiły osoby, łącząc to z dawnym WSI i z obsługą długu zagranicznego. Ja nie mam na to dowodów, natomiast wszystko, co się działo w firmie i w jaki sposób to się działo i kim byli ludzie zarządzający, jak się później okazywało, świadczy o tym, że te oskarżenia nie są przypadkowe i mają potwierdzenie w faktach.

AP: Czy nie byłoby taniej i lepiej dla nich po prostu zapłacić normalne pensje, nie zwalniać etatów, bo od tego to się zaczęło?

KR: Oczywiście. Wyliczyliśmy, że przestrzeganie prawa pracy w obszarze zatrudnienia kosztowałoby ich około 40 mln zł rocznie, gdzie pierwsza dywidenda to była 1,3 mld zł wysłanych za ocean. W zeszłym roku było mniej, chyba około 600-700 mln zł i też musieli rezerwy swoje uruchomić, bo ktoś tam za oceanem musiał dostać premię. Tego typu ruchy księgowe się odbyły.

AP: A czy w związku z wygraną Trumpa może coś się zmienić w TVN?

KR: Nie wiadomo. Już poszła pogłoska w Stanach, że Warner Bros. Discovery może zmienić właściciela, tym razem na prawicowego. W związku z tym może się okazać, że Trumpowi to kompletnie nie na rękę.

AP: Dlaczego?

KR: Dlatego, że i tak przejmie. Może się paradoksalnie okazać przeszkodą, która w jakiś sposób zakłóca porządek biznesowy pewnym ludziom tam.

AP: Tak długo trwa to wszystko. Polacy tak bardzo uwierzyli TVN-owi, a telewizja to obraz. Jaki był sekret tego dobrego przekazu TVN-u?

KR: Nie wiem. Myślę, że socjotechnika była tam bardzo daleko posunięta. Ja mogę się wypowiadać na temat mojej pracy i podam przykład. Pracując jeszcze w newsach, byłem jedyną osobą ze wszystkich operatorów, którzy mieli sfilmowane w całości całe zdarzenie w sali kolumnowej, gdzie przyniesiono Gabriela Janowskiego. Sprawa Polskiego Cukru. Na moich zdjęciach, na moim materiale sfilmowanym przeze mnie było widać, że on został tam przyniesiony. On został tam przyniesiony i postawiony. Od tego momentu, jak zaczyna skakać, we wszystkich mediach poszły obrazki. Cała reszta wcześniejsza trafiła do archiwum.

AP: Czyli gdzieś te zdjęcia jeszcze są?

KR: Jeżeli nie zostały zniszczone, to są. Ja swoją pracę wykonałem jak potrafiłem. Praca była zrobiona, tylko ktoś dalej ją zmanipulował.

AP: Pewnie takich przypadków było więcej. Pan mówił o tym, że ta sytuacja odbiła się bardzo na pana zdrowiu. W jaki sposób?

KR: Depresja jest chorobą. Jest chorobą w moim przypadku zdiagnozowaną. Mam poważną depresję, leczę się, biorę leki, mam lekarza w psychiatrę. Niedawno rozpocząłem terapię, psychoterapię. Wszystkie te dobrodziejstwa spotkały mnie dzięki mojej aktywności na X, bo tam mam profil pod moim imieniem i nazwiskiem. To są ludzie, którzy zgłosili się, żeby mi pomóc i robią to za darmo. To jest ogromny dar z ich strony.

AP: Czyli, psychoterapeuta, psychiatra pracują po prostu za darmo z panem?

KR: Tak, natomiast nie wiem, czy nie jest za późno, ponieważ w moim przypadku brak pracy i brak zarabiania od pięciu lat spowodował, że mam ogromne problemy finansowe. Wkrótce stracę dom prawdopodobnie, bo nie mam ciągle pracy. Byłaby możliwość, żebym spłacał ten dom. Strasznie chaotycznie mówię, ale to są emocje. To jest moja ojcowizna i bardzo by mi zależało na tym, żeby go uchronić. Wygrałem proces z bankiem, to znaczy miałem kredyt w euro i sąd uznał, że umowa jest nieważna. Natomiast muszę oddać kapitał pomniejszony o raty. W efekcie będą to raty, bo sąd może rozłożyć maksymalnie na pięć lat.

Oznacza to, że nieznacznie ponad pięć tysięcy złotych musiałbym płacić co miesiąc przez pięć lat. Ale to nie jest tylko to. Moje problemy to są różne raty, chwilówki, bo jechałem już na chwilówkach. Już nawet nie chcą mi chwilówek dawać, taka jest moja sytuacja. Bez przerwy dzwonią windykacje i teraz naprawdę się zrobiło bardzo trudno. Pewnie mnie po prostu, może nie tyle psychicznie, ale wykończą. Myśli samobójcze już odeszły, bo był taki czas, że naprawdę nie chciałem już żyć. Wyszedłem jednak z założenia w pewnym momencie, że nie ja sobie dawałem życie i nie mam prawa go odbierać, w związku z tym po prostu czekam na to, aż to gruchnie, aż dostanę jakiegoś raka.

AP: Nie, proszę tak nie mówić. Nie zgadzam się.

KR: Ale tak to działa. Przecież stres jest jednym z czynników rakotwórczych.

AP: I to wszystko z powodu tego, że postawił się pan TVN-owi, a właściwie takim nagannym praktykom jak łamanie prawa człowieka, które tam występowało.

KR: Mam pewną satysfakcję, bo normalnie jak ktoś się stawia bandziorom, to go zastrzelą i na drugi dzień go nie ma. Ja już pięć lat nagłaśniam sprawę patologii i przestępstw w ich wykonaniu. Sens był taki, żeby ludzie poznali prawdę na ich temat.

AP: Widzowie oglądają takie uśmiechnięte, gładkie twarze gwiazd TVN-u i te śliczne obrazki, no to myślą sobie, że jest inaczej. Co pan by im teraz powiedział?

KR: Proszę pamiętać, że niektórzy z nich są wnuczkami, czy synami wysokich funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, o czym też się dowiedziałem dopiero wtedy, jak zacząłem z nimi walczyć. Co ja mogę im powiedzieć? Że na ich miejscu bym się wstydził pokazać na wizji? Przecież oni te same wartości przekazują na wizji, które reprezentowali ich rodzice czy dziadkowie. Jeżdżą bez prawa jazdy, bo ich to nie dotyczy. Nie płacą podatków, bo ich to nie dotyczy. Milczą, kiedy ktoś mówi na antenie, że śmierć Polaka to jest taka normalna rzecz, a śmierć Żyda jest czymś ważniejszym, takim metafizycznym. Co ja mam im powiedzieć?

AP: Niech nasi odbiorcy sami pomyślą, co wybierają, jaki kanał. Panu życzymy siły i proszę się nim poddawać. A na iksie szukamy Kamila Różalskiego.

 

Kto nielegalnemu zabroni, czyli likwidacja TVP POLONIA

Wszyscy z rządowej koalicji i jej medialnych akolitów rzucili się na poseł  PiS Joannę Lichocką z RMN, bo śmiała powiedzieć publicznie o tym, że TVP Polonia może przestać istnieć.  A to jest fakt! Po trzech dekadach nadawania programu nie tylko dla Polonii ten kanał telewizyjny nie jest potrzebny w nielegalnie przejętych przez rząd mediach publicznych.

Czy to prawda, co mówiła Joanna Lichocka, zapytał ktos z moich znajomych?  Mysśę, że wieleoletnia parlamentarzyska z sejmowej komisji kultury, nasz Koleżanka we władzach SDP, wie co mówi. Tym bardziej, że od 2016 roku zasiada w Radzie Mediów Narodowych. Po prostu ma dostęp do dokumentów i informacji o mediach publicznych, których smutny los dla Donalda Tuska tajemnicą nie jest. Tym bardziej dla Lichockiej, bo ona się na mediach zna. A premier mediów używa jak dyktator jakiegos zapyziałego państwa w biednych rejonach świata.

Nowa struktura jak śmierć tv

Nie ma to już żadnego znaczenia, kto jaki grzech przypisze parlamentarzystom i organizacjom dziennikarskim zajmującym sie mediami, bo ich tak jak Lichocką zakrzyczą.

Padno jak padały manipulacyjne zdania, że „przecież nikt nie likwiduje TVP Polonia, tylko ją kieruje do nowej struktury producenckiej”. I tylko bardzo niewielu posłów i naprawdę niewielu dziennikarzy zdaje sobie sprawę, że to początek likwidacji TVP Polonia. Tak, jesteśmy świadkami powolnej agonii tej stacji…

Różnica mentalności narodowej i kolonialnej

Dlaczego nominaci medialni rządu premiera Donalda Tuska chcą końca stacji odbieranej na całym świecie przez polska Polonię? Odpowiedź na to pytanie szokuje prostotą – bo TVP Polonia nie jest potrzebna ekipie Tuska. Ekipie, której nie interesuje narodowa tożsamość ani integrowanie środowisk Polaków za granicą. TVP Polonia to polski język, ale i polski punkt widzenia.

To trudny do zdefiniowania element narodowej dumy. Niemożliwe, aby go ukształtować poprzez redakcję telewizji, kiedy mamy tak wiele innych mediów. Niemożliwe, przynajmniej teoretycznie, aby go ukształtować, bo to zawsze robi rodzina, znajomi, środowisko, ale możliwe jest, aby polski punkt widzenia podtrzymywać. Tak działa teraz TVP Polonia. Do czasu niestety…

Niemożność kształtowania polskiego punktu widzenia dla Polonii wiąże się przede wszystkim z tym, że mamy 2025 rok. Koalicja administrująca TVP w likwidacji nie ma potrzeby utrzymywania stacji dla Polaków zagranicą, bo ten rząd nie ma żadnych potrzeb integrowania Polonii między wyborami parlamentarnymi.

TVP Polonia przeszkadzała

TVP Polonia to nie jest dla rządu Tuska polska racja stanu. Ani dla MSZ, które oficjalnie łoży pieniądze na część utrzymania stacji. Radosław Sikorski, który jest bezpośrednio odpowiedzialny za TVP Polonia w rządzie nie wierzy, że w tradycyjnych i konserwatywnych z reguły środowiskach, znajdzie się jeszcze istotna dla KO cześć wyborców bezideowej w istocie, ale przyznającej się do liberalno-lewackich poglądów koalicji. I tu się nie myli.

Tyle, że pozbawiając się TVP Polonia rząd gra na emocjach nie tylko prawicowych wyborców. Katastrofa wisi w powietrzu, bo przecież – jak przekazywali po informacjach poseł Lichockiej urzędnicy – stacja dla zagranicy nie będzie zlikwidowana a tylko przeorganizowana. I ta reorganizacja najbardziej martwi.

Bo TVP Polonia ma być włączona do nowej struktury przygotowującej tzw. międzynarodowe. To słowo klucz. Struktura produkująca programy na rynek międzynarodowy. Programy o Polsce, ale nie programy dla Polonii. Różnica jest istotna, ale istotniejsze jest, kto nowym olbrzymim programem zarządza. Ale to już zupełnie inna historia. A może nawet ta sama…

cdn.

 

Wsparcie KONSERWATYWNYCH MEDIÓW to wsparcie PRAWDY!

Bardzo się cieszę, że Koledzy ruszyli z kanałem TAK. Tak jak cieszę się, że powieększa się rodzina mediów konserwatywnych. Bo trzeba powiedzieć, że tyle się pojawiało plotek, o tym, dlaczego Michałowie Adamczyk i Karnowski oraz Marcin Tulicki odeszli z konserwatywnej telewizji wPolsce24, że nie wyglądało to najlepiej. Z tym, że projekt TAK, piszę to sarkastycznie, nie będzie dotyczył przyczyn odejścia jego szefów z innych miejsc na konserwatywnej mapie mediów niezależnych.

„Nie odeszliśmy a nas zwolnili” – powiedział Tulicki. „A Michała Karnowskiego zwolniono dyscyplinarnie” – ujawnił Adamczyk.

Gorzko, ale z sympatią dla konserwatywnych mediów

Karnowski podkreślił, że to tzw. pozorne zwolnienie dyscyplinarne i że kiedyś do wyjaśni przed sądem. „Okazało się, że właściciele wPolsce24 chcą zmian, bo mieli prawo do zmian firmie, tylko dlaczego w takiej formie?” – pytał Michał Karnowski. „Najpierw doniesienia o odejściu Adamczyka dotarły do internautów a dopiero potem do samego Adamczyka” – relacjonował Tulicki.

„Tam jest wciąż wielu naszych przyjaciół i kolegów, świetni dziennikarze. Mówiliśmy, mówimy i będziemy to mówić, kibicujemy zarówno TV Republika i wPolsce24 – podkreślili twórcy kanału TAK.”

W dobrej formie

Po krótkim wstępie i wyjaśnieniach obecnej sytuacji  Tulicki, Adamczyk i Michał Karnowski przeszli do komentowania bieżącej sytuacji. Dziennikarze przyjęli na początek formułę prezentowania krótkich filmów z sieci. Po nich następuje komentarz w formie dialogu. Panowie są w dobrej formie. Znam ten stan, kiedy wracam po jakiejkolwiek zawodowej przerwie. Maja otwarte głowy. Nie patrzą już za siebie i to widać.

Już w pierwszej, niedzielnej odsłonie w TAK były komentarze dotyczące bieżących spraw, ale nie brakowało krótkich analiz zjawisk politycznych i społecznych. I – cieszę się z tego jako widz – tak są jakoś Tulicki, Adamczyk i Karnowscy zgrani – że nie przeszkadzają sobie, nie wchodzą sobie w słowo. Zbyt często oczywiście, bo to przecież na żywo…

Nie tylko oprawa

Scenografia ascetyczna, ale przebija się do świadomości. To nic nowego, bo nowe miejsca medialne wymagają najpierw pomysłu a nie migającej oprawy. I to się sprawdza,  jeśli ktoś pamięta pierwsze godziny „Przekanału” Bartłomieja Graczaka, „Otwartej konserwy” Krzysztofa Ziemca, autorskich programów Doroty Kani, czy Anity Gargas, czy nawet „Kanału Sportowego” czy „Kanału Zero” z Krzysztofem Stanowskim w głównej roli.

Najważniejsze, że TAK podąża za konserwatywnymi odbiorcami, których w Polsce jest coraz więcej. Niektórzy nawet nie wiedzą, że śledzą prawicowe media i to im się podoba…

Nie ma innego wyjścia

Dobrze, że te komentarze są. Dobrze, że rząd premiera Tuska z przystawkami, przejmując siłowo i nielegalnie media publiczne, nie ma łatwego zadania w tej sferze. Dobrze, że są – powtarzam za autorami z TAK – i TV Republika i wPolsce24 i TAK właśnie. Dobrze, że są  media toruńskie – TV Trwam, Radio Maryja, Nasz Dziennik, Niedziela, Gość Niedzielny z regionalnymi oddziałami. Dobrze, że tak świetnie idzie Radiu Wnet i innym – tak internetowym jak innym – rozgłośniom niezależnym. Dobrze, że są portale takie jak Tysol.pl, Niezależna.pl, wPolityce. Dobrze, że są tygodniki prawicowe i ich internetowe odzwierciedlenia Sieci, DoRzeczy i wiele, wiele innych.

Dobrze w końcu, że są kanały internetowe na YT, między innymi Kazał Zero, który zmienił rzeczywistość medialną. KZ bał się bardzo rząd podczas kampanii prezydenckiej. Słusznie. I choć medium Stanowskiego nie jest prawicowe, to takie jego „czytanie” przez prorządowych „dziennikarzy” świadczy, jak bardzo się boją. Bo propagandyści i akolici rządu Tuska boją się myślenia innego niż w mediach bezprawnie przejętych, jak TVP, PR i PAP w likwidacji, bądź mediach zależnych od koalicji, takich jak TVN. Dobrze, że są media Ziemca, Graczaka, Kani, Gargas. Nie wypada pisać o sobie, ale do tej konserwatywnej niezależności medialnej swoją cegiełkę dokład od lat portal Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, sdp.pl..

Z góry przepraszam, że nie mogę wymienić wielu innych mediów niezależnych.

Właśnie te niezależne, w większości konserwatywne media, takie jak TAK dając pracę niezależnym dziennikarzom, dają też nadzieję nam – Widzom. Bo obserwujemy przecież postępujący medialny zamach stanu „głosujemy” pilotami. I czekmy, aż media zaczną mówić prawdę. Wszystkie, nie tylko te wymienione. Bez warunków brzegowych, bez umizgów. Może jestem naiwny, ale wierzę, że tak będzie. Szybciej niż za dwa lata…

***

Nie wystarczy jednak tylko czekać, trzeba też te niezależne, od rządowej machiny wstydu, media wspierać. Zachęcam do tego, bo – nie wskazując konkretnych portali – telewizji, rozgłości, gazet, a nawet media organizacji dziennikarskich – nasze drobne kwoty oznaczają po prostu inwestycję w PRAWDĘ.

 

 

Hubert Bekrycht

red. nacz. sdp.pl

Rusza kanał TAK – TULICKI, ADAMCZYK, KARNOWSKI – KOMENTARZ i SZCZEGÓŁY PROGRAMU

2 listopada o 18.00 startuje kanał TAK. To długo oczekiwana propozycja programowa spółki Trzej muszkieterowie. TAK jak Tulicki, Adamczyk i Karnowski (Michał). TAK to kanał, który na pewno będzie mocną propozycją dla ludzi interesujących się polityką, dostarczającym najświeższych informacji i komentarzy.

Kanał tworzą związani kiedyś z TVP i do niedawna z telewizją wPolsce Marcin Tulicki i Michał Adamczyk oraz Michał Karnowski, który też pracował w TVP, ale kilkanaście lat temu  a do niedawna był publicystą w wPolsce24 i członkiem zarządu spółki Fratria wydającej m.in. Sieci i wPolityce.

Udziałowcem w spółce Trzej Muszkieterowie jest Artur Chodziński, którego media opisują jako byłego funkcjonariusza służb specjalnych. Sam Chodziński nie zaprzecza , ale studzi emocje hejterów.

Marcin Tulicki, Michał Adamczyk i Michał Karnowski, czyli TAK mają w sumie blisko 100 lat doświadczenia w mediach. Byli reporterami, wydawcami, szefami zarówno mediów publicznych, przed ich bezprawnym przejęciem dwa lata temu, jak i komercyjnych – m.in. wPolsce24.

Co dalej?

Trzej muszkieterowie nie ukrywają tego, że są w mediach zwolennikami koncepcji konserwatywnych, ale obiecują, że nie będą unikać żadnych tematów. Przez dziennikarzy i medioznawców TAK jest porównywany do Kanału Zero Krzysztofa Stanowskiego. Czy takie odniesienie ma sens? Nie wiadomo, bo o kanale TAK wiadomo na razie przede wszystkim tyle, że rusza

W niedzielę 2 listopada br, przed godz. 18.00, czyli premierą kanału, Tulicki, Adamczyk i Michał Karnowski podali, że pierwszy program będzie dotyczył m.in. przyczyn założenia nowego medium.

„Kulisy odejścia z wPolsce24 – Adamczyk, Karnowski, Tulicki #1” – przekazy takiej treści pojawiły się w sieci, m.in. na YT i X.

Co było potem? O tym w komentarzu

Dziennikarze TAK zapewnili, że ich kanał to będą przede wszystkim informacje, opinie, komentarze i wywiady – chociaż jak powiedział Michał Adamczyk, może na początku nie będzie ich tak dużo, jak w innych podobnych mediach. „chcemy przenieść

Programy o 18.00 i 21.00 i – co drugi dzień – jeszcze o godzinie 12.00. Pasma prowadzić będą „trzej muszkieterowie” w różnych konfiguracjach, najczęściej po dwóch. W czwartki i niedzielę prowadzących będzie trzech – jak w inaugurującym programie. „Poza tym, bieżące komentarze” – deklarowali. „Potrafimy, stanąć powiedzieć coś z sensem” – zapewnił żartując Tulicki.

 

                                              KOMENTARZ

Bardzo się cieszę, że Koledzy ruszyli z kanałem TAK. Tak jak cieszę się, że powieększa się rodzina mediów konserwatywnych. Bo trzeba powiedzieć, że tyle się pojawiało plotek, o tym, dlaczego Michałowie Adamczyk i Karnowski oraz Marcin Tulicki odeszli z konserwatywnej telewizji wPolsce24, że nie wyglądało to najlepiej. Z tym, że projekt TAK, piszę to sarkastycznie, nie będzie dotyczył przyczyn odejścia jego szefów z innych miejsc na konserwatywnej mapie mediów niezależnych.

„Nie odeszliśmy a nas zwolnili” – powiedział Tulicki. „A Michała Karnowskiego zwolniono dyscyplinarnie” – ujawnił Adamczyk.

Gorzko, ale z sympatią dla konserwatywnych mediów

Karnowski podkreślił, że to tzw. pozorne zwolnienie dyscyplinarne i że kiedyś do wyjaśni przed sądem. „Okazało się, że właściciele wPolsce24 chcą zmian, bo mieli prawo do zmian firmie, tylko dlaczego w takiej formie?” – pytał Michał Karnowski. „Najpierw doniesienia o odejściu Adamczyka dotarły do internautów a dopiero potem do samego Adamczyka” – relacjonował Tulicki.

„Tam jest wciąż wielu naszych przyjaciół i kolegów, świetni dziennikarze. Mówiliśmy, mówimy i będziemy to mówić, kibicujemy zarówno TV Republika i wPolsce24 – podkreślili twórcy kanału TAK.”

W dobrej formie

Po krótkim wstępie i wyjaśnieniach obecnej sytuacji  Tulicki, Adamczyk i Michał Karnowski przeszli do komentowania bieżącej sytuacji. Dziennikarze przyjęli na początek formułę prezentowania krótkich filmów z sieci. Po nich następuje komentarz w formie dialogu. Panowie są w dobrej formie. Znam ten stan, kiedy wracam po jakiejkolwiek zawodowej przerwie. Maja otwarte głowy. Nie patrzą już za siebie i to widać.

Już w pierwszej, niedzielnej odsłonie w TAK były komentarze dotyczące bieżących spraw, ale nie brakowało krótkich analiz zjawisk politycznych i społecznych. I – cieszę się z tego jako widz – tak są jakoś Tulicki, Adamczyk i Karnowscy zgrani – że nie przeszkadzają sobie, nie wchodzą sobie w słowo. Zbyt często oczywiście, bo to przecież na żywo…

Nie tylko oprawa

Scenografia ascetyczna, ale przebija się do świadomości. To nic nowego, bo nowe miejsca medialne wymagają najpierw pomysłu a nie migającej oprawy. I to się sprawdza,  jeśli ktoś pamięta pierwsze godziny „Przekanału” Bartłomieja Graczaka, „Otwartej konserwy” Krzysztofa Ziemca, autorskich programów Doroty Kani, czy Anity Gargas, czy nawet „Kanału Sportowego” czy „Kanału Zero” z Krzysztofem Stanowskim w głównej roli.

Najważniejsze, że TAK podąża za konserwatywnymi odbiorcami, których w Polsce jest coraz więcej. Niektórzy nawet nie wiedzą, że śledzą prawicowe media i to im się podoba…

Nie ma innego wyjścia

Dobrze, że te komentarze są. Dobrze, że rząd premiera Tuska z przystawkami, przejmując siłowo i nielegalnie media publiczne, nie ma łatwego zadania w tej sferze. Dobrze, że są – powtarzam za autorami z TAK – i TV Republika i wPolsce24 i TAK właśnie. Dobrze, że są  media toruńskie – TV Trwam, Radio Maryja, Nasz Dziennik, Niedziela, Gość Niedzielny z regionalnymi oddziałami. Dobrze, że tak świetnie idzie Radiu Wnet i innym – tak internetowym jak innym – rozgłośniom niezależnym. Dobrze, że są portale takie jak Tysol.pl, Niezależna.pl, wPolityce. Dobrze, że są tygodniki prawicowe i ich internetowe odzwierciedlenia Sieci, DoRzeczy i wiele, wiele innych.

Dobrze w końcu, że są kanały internetowe na YT, między innymi Kazał Zero, który zmienił rzeczywistość medialną. KZ bał się bardzo rząd podczas kampanii prezydenckiej. Słusznie. I choć medium Stanowskiego nie jest prawicowe, to takie jego „czytanie” przez prorządowych „dziennikarzy” świadczy, jak bardzo się boją. Bo propagandyści i akolici rządu Tuska boją się myślenia innego niż w mediach bezprawnie przejętych, jak TVP, PR i PAP w likwidacji, bądź mediach zależnych od koalicji, takich jak TVN. Dobrze, że są media Ziemca, Graczaka, Kani, Gargas. Nie wypada pisać o sobie, ale do tej konserwatywnej niezależności medialnej swoją cegiełkę dokład od lat portal Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, sdp.pl..

Z góry przepraszam, że nie mogę wymienić wielu innych mediów niezależnych.

Właśnie te niezależne, w większości konserwatywne media, takie jak TAK dając pracę niezależnym dziennikarzom, dają też nadzieję nam – Widzom. Bo obserwujemy przecież postępujący medialny zamach stanu „głosujemy” pilotami. I czekmy, aż media zaczną mówić prawdę. Wszystkie, nie tylko te wymienione. Bez warunków brzegowych, bez umizgów. Może jestem naiwny, ale wierzę, że tak będzie. Szybciej niż za dwa lata…

***

Nie wystarczy jednak tylko czekać, trzeba też te niezależne, od rządowej machiny wstydu, media wspierać. Zachęcam do tego, bo – nie wskazując konkretnych portali – telewizji, rozgłości, gazet, a nawet media organizacji dziennikarskich – nasze drobne kwoty oznaczają po prostu inwestycję w PRAWDĘ.

 

 

Hubert Bekrycht

red. nacz. sdp.pl

 

Wsparcie KONSERWATYWNYCH MEDIÓW to wsparcie PRAWDY!

ANDRZEJ KLIMCZAK: Zmarłym dziennikarzom z Kresów

Nieprzerwanie, od szesnastu lat trwa akcja poszukiwania i porządkowania przedwojennych grobów polskich dziennikarzy, literatów i pisarzy na cmentarzach Ukrainy. Akcja rzeszowskiego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich została zainicjowana przez radiową dziennikarkę Jolantę Danak-Gajdę. Odnajdywania, często zapomnianych już grobów, i ich porządkowania nie przerwała nawet pandemia i wybuch pełnoskalowej wojny na Ukrainie. Działamy nadal.

Jeszcze przed wybuchem pandemii na cmentarze dawnych Kresów jeździło z rzeszowskim SDP ponad 100 dziennikarzy. Dołączali do nich przedstawiciele mediów z innych regionów kraju a czasem nawet zza granicy. Poszukiwania i prace porządkowe wspomagali przedstawiciele rzeszowskiego Instytutu Pamięci Narodowej z Piotrem Szopą na czele i Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich.

W pracach pomagali przedstawiciele placówek dyplomatycznych, wspaniali patrioci: śp. wicekonsul Rafał Kocot oraz Eliza Dzwonkiewicz, była Konsul Generalna ze Lwowa. Zawsze obecni byli dziennikarze polskich mediów na Ukrainie z ekipą „Kuriera Galicyjskiego”, przy którym działa koło lwowskie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Łyczaków 2018 r.
zdj. Andrzej Klimczak

Wyprawy na kresowe cmentarze były dla dziennikarzy zawsze niezwykłą lekcją historii. Przy okazji poszukiwań grobów kolegów „po piórze” trafiali na grobowce sławnych i zasłużonych obywateli RP, obrońców ojczyzny, powstańców, naukowców o światowej sławie. Część z nich odnajdywała groby własnych rodzin.

Pracowali na cmentarzu łyczakowskim i janowskim we Lwowie. Odnajdywali groby naszych dziennikarzy i literatów w Kołomyi, Śniatyniu, Winnikach, Czerniowcach, Żytomierzu, Ostrogu, Brzeżanach i Bohorodczanach. Palili znicze i wiązali białoczerwone kokardy na nielicznych, ocalałych pomnikach grobowych cmentarza w Stanisławowie, zniszczonego przez Sowietów i zamienionego na miejski park.

Cmentarz w Kołomyi rok 2021
zdj. Andrzej Klimczak

Na samym cmentarzu łyczakowskim odnaleźli i porządkowali 80 grobów. Na innych cmentarzach odkrywali pojedyncze, często bardzo zniszczone lub zarośnięte bujną roślinnością groby naszych dziennikarzy i pisarzy.

Nastała pandemia. Dwudziestego marca 2020 roku ogłoszono w Polsce stan epidemii. Wprowadzano coraz bardziej rygorystyczne nakazy. Przekraczanie granicy wymagało specjalnych zezwoleń, zaświadczeń i dokumentów potwierdzających badania na obecność covid-19. Ważność takich badań trwała 48 godziny. Przekroczenie tego czasu powodowało przy powrocie do kraju automatyczne skierowanie na przymusową kwarantannę. W tym czasie granicę przekraczał jedynie prezes oddziału rzeszowskiego SDP, organizując we Lwowie ekipę dziennikarzy Kuriera Galicyjskiego i Polaków mieszkających we Lwowie.

Były to skomplikowane wyjazdy, bowiem hotele w większości były zamknięte a te, które działały wymagały od klienta zestawu dokumentów potwierdzających stan jego zdrowia. Restauracje wydawały jedynie posiłki na zewnątrz. Wszędzie obowiązywał wymóg noszenia maseczek. I obowiązkowe badanie we Lwowie w dniu wyjazdu do Polski, którym należało się wylegitymować na granicy jeszcze po ukraińskiej stronie. Potem następowała cała procedura polskiej odprawy granicznej.

Pomimo, że pandemia uniemożliwiła grupowe wyjazdy dziennikarzy na Wschód, powstawały w zaciszu projekty następnych ekspedycji, gdy skończy się już zaraza. W planach była miedzy innymi Winnica i słynny cmentarz Bajkowe w Kijowie. Nikt jednak nie podejrzewał, że plany te nie dojdą do skutku.

Cmentarz ubogich Żytomierz, rok 2021
zdj. Andrzej Klimczak

Dwudziestego czwartego lutego 2022 roku wybuchła na Ukrainie pełnoskalowa wojna, którą poprzedziły ataki w Donbasie i aneksja Krymu w roku 2014. Pierwszy dzień wojny rozpoczęło bombardowanie miast na Wołyniu. Wybuchy odnotowano w Kołomyi, Stanisławowie i Drohobyczu. Jednostki pancerne ruskiego agresora ruszyły na Kijów. Mordowano cywilów, rabowano dobytek, niszczono budownictwo mieszkalne. Ruscy zapowiadali, że w kilka dni podbiją cały kraj. Na szczęście tak się nie stało.

Dziesiątki tysięcy uchodźców codziennie przekraczało polską granicę szukając ratunku przed wojną. W pierwszym roku wojny walki koncentrowały się w środkowej i wschodniej części Ukrainy.

Na Ukrainie nie ma teraz bezpiecznych miejsc. Mała wioska pod Złoczowem
zdj. Andrzej Klimczak

Ataki na miasta zachodniej części kraju należały do rzadkości. Zagrożenie jednak było nadal duże. W takiej atmosferze, pomimo trwającej wojny, jak zwykle, w ostatni weekend października 2022 roku na cmentarzu Łyczakowskim pojawili się dziennikarze porządkujący groby. Tym razem w skromnym, dwuosobowym składzie: prezes SDP oddziału rzeszowskiego oraz członek koła lwowskiego SDP Karina Wysoczańska. Wspomagała ich niewielka grupa lwowskich Polaków.

Do tej pory alarmy bombowe były we Lwowie ignorowane, a życie toczyło się pozornie normalnie. Do tej pory… Około godziny 11 w mieście rozległ się dźwięk alarmu lotniczego. Syreny wypełniały powietrze przeraźliwym dźwiękiem. Miejscowi nie reagowali jednak na te ostrzeżenia, bowiem wcześniej nie niosły one ze sobą realnych zagrożeń. Aż do tej pory… Rakiety i drony bojowe uderzyły w bazę paliwową w okolicy górnego Łyczakowa, zaatakowały też cele w innych rejonach miasta, w tym cele cywilne.

Łuk triumfalny na Cmentarzu Orląt we Lwowie
zdj. Andrzej Klimczak

Po tym niespodziewanym ataku prace na cmentarzu Łyczakowskim wznowiono i kilka grobów dziennikarskich udało się przygotować do zbliżającego się święta Wszystkich Świętych.

Minął rok niespokojny, przerywany nalotami na Lwów i inne miasta zachodniej Ukrainy. I znowu w ostatni weekend października żurnaliści z SDP pojawili się na cmentarzu łyczakowskim. Tym razem we dwóch: prezes oddziału SDP w Rzeszowie i dziennikarz prasowy, Andrzej Plęs. Noc minęła spokojne, chociaż na wschodzie kraju trwały ciężkie walki.

Słoneczna jesień na Łyczakowie ma szczególny urok. Nie zmieniła tego nawet wojna. Wzgórza, które „przytuliły” niezliczone grobowce zwieńczone niezwykłymi rzeźbami, mienią się wszelkimi barwami jesieni. Stare, pochylone drzewa malują krajobraz żółtymi, czerwonymi i bordowymi kolorami. Niżej, między grobami dzikie bluszcze, trawy i dziesiątki nieznanych z nazwy chwastów mienią się wszystkimi kolorami.

Nagrobki i niezwykłe, wzruszające epitafia zmuszają do refleksji. Ale też przypominają, że dziennikarze przyjechali tutaj aby przygotować do zbliżającego się święta chociaż kilka grobów.

Pracę przerywa znowu przeraźliwy dźwięk alarmu lotniczego. Syreny wyją modulowanym dźwiękiem ostrzegając przed zbliżającym się niebezpieczeństwem. Ludzie znikają, chowając się po piwnicach starych kamienic, gdzie przygotowano prowizoryczne schrony zwane tutaj bomboshowyszczmi.

Z cmentarza daleko do jakiegokolwiek schronu, więc dziennikarze zostają na cmentarzu, dochodząc do wniosku, że w razie czego nie ma lepszego miejsca – od razu są tam, gdzie i tak by ich przecież zawieziono po śmierci…

Nadszedł rok 2024, drugi pełnoekranowej wojny, nie należał do najspokojniejszych. Pomimo tego akcja na cmentarzu łyczakowskim trwa nadal. Z prezesem rzeszowskiego SDP jest trójka Lwowian, którzy spontanicznie przyłączyli się do porządkowania dziennikarskich grobów. Od wczoraj trwają we Lwowie ataki dronów i rakiet. Giną cywile w zbombardowanych kamienicach. Tracą życie dzieci z rodzicami przywalone tonami gruzu. Trafiona zostaje szkoła – na szczęście nie było akurat lekcji.

Jesienny Łyczaków
zdj. Andrzej Klimczak

Ulice w całym mieście i te wokół cmentarza wypełnione są dźwiękiem pyrkotania agregatów prądotwórczych. Nie ma prądu bo zbombardowano stacje energetyczne. Powietrze wypełnia zapach spalin z agregatów. W zaułkach chowają się przerażone wybuchami i dźwiękiem prądnic koty i psy. Ale to miasto niezłomne żyje jak zwykle własnym, tym razem wojennym rytmem.

Jak co roku dziennikarze odwiedzają Cmentarz Orląt. W roku 1991 jedyną dostępną drogą do tego miejsca była prowizoryczna ścieżka wyłożona nagrobkami dzieci i obrońców Lwowa, zarośnięta wysokimi pokrzywami. Dzisiaj Cmentarz Orląt bieli się z daleka z kamiennymi lwami dumnie czuwającymi pod łukiem triumfalnym.

Nad wszystkim góruje biała kaplica cmentarna. W niej, wokół ołtarza i na ścianach niezliczone dowody pamięci i patriotycznych deklaracji.

Kilka lat temu zachwycało epitafium wypisane na starej maszynie i ofoliowane: mała karteczka z tekstem Kornela Makuszyńskiego, oparta o ołtarz kapliczny:

„…tu leżą uczniowie w mundurach,

Przeto ten cmentarz jest jak szkoła,

Najdziwniejsza szkoła, w której dzieci

jasnowłose i błękitnookie nauczają siwych o tym,

że ze śmierci ofiarnej najbujniejsze wyrasta życie”.

Jak bardzo aktualne są dzisiaj te słowa, chociaż zmieniły się czasy i inny już naród walczy tutaj o przetrwanie. Inny naród, chociaż w jego szeregach walczy i ginie wielu młodych Polaków, potomków tych, którzy pozostali po II wojnie światowej w swoich kresowych domach.

Październik 2025 roku, przeplatany deszczową pogodą przeważnie był słoneczny. Słoneczna była też sobota 25 dnia miesiąca.

Łyczaków, rok 2025. Grób Aleksandra Vogla, redaktora naczelnego Gazety Narodowej, prezesa Syndykatu Dziennikarzy Polskich
zdj. Andrzej Klimczak

Cmentarz łyczakowski mienił się wszelkimi kolorami. Złoto klonowych i jesionowych liści stanowi doskonałe tło dla innych barw.

Łyczaków rok 2025. Bruno Franciszek Zaremba Bielawski, dziennikarz Gazety Lwowskiej i Dzwonka
zdj. Andrzej Klimczak

Główną bramę cmentarza mija kolumna wolno sunących samochodów. Kondukt pogrzebowy kolejnego młodego żołnierza, który zginął na froncie. Z fotografii umieszczonej na samochodzie patrzy młoda niemal dziecięca twarz żołnierza. Dzisiaj to czwarty taki pogrzeb. Kiedy samochody przejeżdżają obok, wszyscy ludzie na chodnikach klękają i żegnają się znakiem krzyża. To nowy zwyczaj oddawania hołdu zabitym na froncie. Z głośników karawanu słychać smutną pieśń o matce, która po raz ostatni żegna swoje jedyne dziecko…

W tym roku, w ramach corocznej akcji rzeszowskiego SDP, na cmentarzu był jedynie prezes oddziału, chociaż przyjazd na coroczną akcję deklarowało kilka osób. Nikogo nie wolno namawiać do wyjazdu. Na Ukrainie nie ma bezpiecznych miejsc.

2025. Grób Romualda Prawdzic Lewandowskiego, prawnika, dziennikarza i współzałozyciela największej, przedwojennej gazety prawniczej
zdj. Andrzej Klimczak

Rozsadek wziął górę – wszyscy chętni wycofali się z deklaracji wyjazdu po jednym z największych ataków rakietowo-dronowych dokonanych przez wroga tydzień wcześniej. Bombardowanie Lwowa trwało cztery godziny. Na szczęście obrona przeciwlotnicza unieszkodliwiła większość wrogich maszyn powietrznych. Nie obyło się jednak bez ofiar i strat.

Tym razem jednoosobowa delegacja SDP odwiedziła kilka dziennikarskich grobów. Niewiele jednak można zdziałać w pojedynkę. Usunięcie opadłych liści z płyt grobowych, wycięcie kilku agresywnie zarastających nagrobki bluszczy i usunięcie kilku suchych gałęzi lecących ze starych drzew cmentarnych – to wszystko co można było zrobić. Pozostało jeszcze tylko zapalenie zniczy i tradycyjna biało-czerwona wstążeczka zawiązana na grobowym krzyżu.

Dwie noce i następujące po nich dni były wyjątkowo spokojne. Ani raz nie ogłoszono alarmu lotniczego. Za to w odległym o 460 kilometrów Kijowie trwało bombardowanie. Informacje z tych terenów podświadomie budziły pytania, kto ze znajomych przeżył a kto nie. Wszak tam nadal jest sporo polskich dziennikarzy, zarówno tych miejscowych, jak i korespondentów, którzy ślą informacje z terenów okupowanych i tych nieustannie atakowanych z powietrza. Trwają tam, aby przesyłać prawdziwe informacje na przekór wrogiej propagandzie i aby ostrzegać, że to co dzieje się na wschód od naszej granicy niebawem może się stać codzienną rzeczywistością reszty Europy.

Tekst i zdjęcia Andrzej Klimczak

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

LISTA NIEOBECNOŚCI – dziennikarze i ludzie mediów

Dziennikarze. publicyści, pracownicy mediów, wydawcy, reporterzy, operatorzy, technicy, kierowcy, ludzie piszący dla coraz liczniejszych portali inetrnetowych, specjaliści PR, spece od reklamy, którzy zmarli od 1 listopada 2024 roku do 31 października 2025 roku – lista nieobecności.

Taką smutną listę zmarłych Koleżanek i Kolegów najtrudniej zrobić w rygorze redakcyjnym, kiedy świat popędza a terminy gonią, jak wszyscy ludzie wokół. Tak się stało, że tę listę nieobecności piszę od lat w nocy. Wtedy można się zastanowić nad tym, jak to się stało, że tylu dziennikarzy i ludzi mediów odeszło do przygotowanych dla nich w lepszym świecie redakcji. Nocą można się zastanowić na tym, co pozostanie po nas… Poza tym, ktoś listę nieobecności musi napisać, przypomnieć, uporządkować i broń Boże nie pomylić się.

A pomyłki zdarzają się i tu, kiedy rzeczy ostateczne nie wiedzą, że opisanie tych, którzy odeszli, to jednak litery, daty, wydarzenia, osiągnięcia, odznaczenia…

Nie wszystkich znałem, nie o wszystkich dowiedziałem się tego, czego chciałbym. Dziękuję Wandzie Nadobnik, Jolancie Hajdasz, Andzejowi Klimczakowi, Annie Popek i wielu innym Koleżankom i Kolegom za podpowiedzi. Dziękuję  niezawodnej Marii Giedz, która opisała smutną jesień w pomorskim środowisku dziennikarskim. Tam Najwyższy chyba przygotowuje jakiś dobry projekt redakcyjny, bo tylko we wrześniu i październiku powołał na najwyższe kolegium spore grono, bo aż dziesięciorga dziennikarzy…

Na liście nie piszemy tylko o dziennikarzach związanych z SDP. Śmierć jest uniwersum, do którego trafi każdy, zatem dodatkowe progi nie są wskazane.

Możliwe, że kogoś na tej liście pominąłem, szczerze przepraszam i obiecuję uzupełnić biogramy. Nie wszystkie zdjęcia umiałem przypisać autorom, też to uzupełnię.

sdr

Dużo z nas odeszło na jesieni. Taka pora? Przypadek? Nie, tu nie musimy po reportersku dociekać, zastanawiać się dlaczego? Tutaj potrzebna jest cisza, modlitwa lub po prostu wspomnienie.

+++                 +++                 +++

Halina Szymura –  zmarła w listopadzie 2024 roku

Halina Szymura – dziennikarka, reżyserka i reportażystka przez wiele lat związana z Telewizją Katowice.

Była autorką programu „Nie tylko o muzyce” i prezenterką cyklu „Ni ma jak Lwów”. Realizowała także filmy dokumentalne takie jak „Profesor od serca” poświęcony Zbigniewowi Relidze czy „Muzyka. Wojciech Kilar”.

(TVP3 Katowice)

+++                 +++                 +++

Adam Lewaszkiewicz – zmarł pod koniec listopada 2024 roku

Dziennikarz i menadżer mediów Adam Lewaszkiewicz był związany z łódzką prasą przez ponad pół wieku.

Pracował w Głosie Robotniczym, później w Expressie Ilustrowanym, gdzie najpierw był zastępcą redaktora naczelnego a od 1981 do 1990 roku był redaktorem naczelnym popularnej lokanej popołudniówki Expressu Ilustrowanego.

Ostatnio był związany się z tygodnikiem Angora. Lewaszkiewicz opisywał swoją długą drogę zawodową w książce pt. „Przez trzy epoki. Wspomnienia łódzkiego dziennikarza”. Opisuje w niej pracę w prasie łódzkiej od lat 60., wspomnienia okupacyjne, aresztowanie przez Urząd Bezpieczeństwa na początku lat 50. i wyrok skazujący wydany przez Wojskowy Sąd Rejonowy.

Adam Lewaszkiewicz miał 89 lat.

+++                 +++                 +++

 Mariusz Woźniak – zmarł 27 grudnia 2024 roku

Był dziennikarzem sportowy, związany m.in. z Radiem Piotrków, portalem Magazynpilkarski.pl i własnym kanałem youtube’owym W Garści.

Mariusz Woźniak miał 37 lat.

+++                 +++                 +++

Piotr Pytlakowski – zmarł 31 grudnia 2024 roku

Piotr Pytlakowski był dziennikarzem tygodnika „Polityka” (1997–2024), był scenarzystą filmowy.

Pracował także m.in. w „Nowej Wsi”, „Przeglądzie Tygodniowym”, „Gazecie Wyborczej”, „Życiu Warszawy”, „Życiu”.

W Polityce zajmował się dziennikarstwem śledczym i problematyką kryminalną.

Piotr Pytlakowski miał 73 lata.

+++                 +++                 +++

Wojciech Król – zmarł w styczniu 2025 roku

Wojciech Król był operatorem i realizatorem Telewizji Łódź, drugiego w kraju ośrodka Telewizji Polskiej, który utworzono w 1956 roku. Król  był od początku -jak mawiają w TVP Łódź…  Przez ponad cztery dekady związany z TVP Łódź.

Wojciech Król miał 86 lat.

Józef Matusz – zmarł 15 stycznia 2025 roku

Józef, Józek, Józiu, nasz Kolega dziennikarz, wieloletni prezes rzeszowskiego oddziału SDP, członek władz centralnych SDP.

Chyba nie ma nikogo, kto znał Józka a tego zimowego dnia pomyślał, że to jakaś kaczka, niestety dziennikarska. Niemożliwe, że Józiu nie żyje, przecież przed świętami… No właśnie, trzy tygodnie. O chorobie Józefa wiedziało niewiele osób…Nie chciał o tym mówić, chociaż przecież rozmawialiśmy…

Józef Matusz

Był prawnikiem. Wybrał jednak dziennikarstwo. Zaczynał w studenckim „Dwukropku” a potem był „Dziennik Obywatelski AZ”. Stanowił podporę rzeszowskich „Nowin” i regionalnej redakcji „Rzeczpospolitej”, był także korespondentem PAP. Zasiadał w Radzie Nadzorczej Radia Rzeszów i Radzie Programowej TVP3 w Rzeszowie. Od 2016 do 2023 roku był dyrektorem rzeszowskiego ośrodka Telewizji Polskiej.

Józef, Józek, Józio… Zawsze z pomysłami, zawsze w ruchu, zawsze pomocny, zawsze pełen werwy i humoru…

Józef Matusz miał 63 lata.

+++                 +++                 +++

Przemysław Wojciechowski – zmarł 28 stycznia 2025 roku

Dziennikarz śledczy Przemysław Wojciechowski pracował w TVN i TVP, reporter, laureat prestiżowych nagród, m.in nagrody SDP. Wojciechowski zaczynał jako dziennikarz telewizji TVN w 1999 roku. Był reporterem a potem autorem reportaży, związany z redakcją Superwizjera TVN.

15 lat temu przeszedł do telewizji publicznej. W TVP Wojciechowski pracował w latach 2010 – 2018. Był dyrektorem i wicedyrektorem Redakcji Publicystyki w TVP a potem szefem Agencji Produkcji Telewizyjnej TVP.

Przemysław Wojciechowski (1972 – 2025)
Zdj. Damiinfo.pl

Przemysława Wojciechowskiego nagradzano m.in. w konkursach Grand Press i Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (z Witoldem Gadowskim). Napisał (także z Gadowskim) książkę „Tragarze śmierci” o międzynarodowym terroryzmie. Wojciechowski był również autorem książkowego wywiadu „Spowiedź życia” z oficerem służb specjalnych Piotrem Wrońskim.

Na portalu damiinfo.pl, gdzie poinformowano o śmierci dziennikarza, ukazało wspomnienie o Wojciechowskim. „Przemek pozostawił po sobie trwały ślad w polskim dziennikarstwie śledczym” – napisał Sławomir Zięba.

Przemysław Wojciechowski miał 52 lata.

+++                 +++                 +++

Janina Karasińska-Frydryszek – zmarła 11 lutego 2025 roku

Janina Karasińska-Frydryszek była związana z poznańską rozgłośnią Polskiego Radia od 1968 roku.

„Aktywnie uczestniczyła w tworzeniu redakcji informacji i polityki informacyjnej radia po zmianach ustrojowych 1989 roku. Czynnie była zaangażowana w odzyskiwanie wolności poprzez udział w audycjach >>Wybiera Solidarność<<” – napisano na stronie Polskiego Radia Poznań.

„Była profesjonalistką w każdym calu. Z wykształcenia była magistrem polonistyki. Dla wielu z nas była niekwestionowanym autorytetem językowym. Jeśli ktoś nie wiedział, jak coś się pisze, szedł do Pani Janki. Dzięki niej początkujący radiowcy zaczynali zwracać uwagę nie tylko na to, co mówią, ale też jak mówią. Uczyli się, jak budować zdania, jak w wypowiedzi rozkładać akcenty. Pani Janka wiedziała nie tylko jak poprawnie coś powiedzieć czy napisać, ale umiała także wytłumaczyć dlaczego” – wspominano Karasińska-Frydryszek.

Janina Karasińska Frydryszek
zdj. Polskie Radio Poznań

„W dobie przedinternetowej były to rady nieocenione. Zresztą nie tylko w sprawach językowych miała ogromną wiedzę. Uwielbiała też teatr i operę. Sama aktywnie uczestniczyła w życiu kulturalnym Poznania. W czasach studenckich była aktorsko związana z Teatrem Ósmego Dnia. Jej nazwisko widniało na wielu teatralnych afiszach.

W 2006 roku pani Janka przeszła na emeryturę, ale pozostała z nami, w redakcji informacji do 2012 roku.

Janina Karasińska-Frydryszek miała 80 lat.

+++                 +++                 +++

Andrzej Galiński – zmarł 21 marca 2025 roku

Śp. Andrzej Galiński – to był wybitny operator filmowy. Wybitny. Twórca o niestandardowym życiorysie, wsławił się w 1971 r. wielkim filmem z prekursorskiej polskiej wyprawy w Himalaje na bardzo trudny wspinaczkowo 7-tysięcznik, gdzie pracował z ciężką kamerą niemal do wierzchołka tej góry [nie był wspinaczem!].

Także postawa śp. Andrzeja Galińskiego, postawa twórcy i przyjaciela w środowisku operatorskim w TVP była wyjątkowa, miał wielki wpływ na kształtowanie postaw twórczych i solidaryzowanie tej grupy zawodowej w TVP.

Dzisiaj, w tej zagrabionej TVP nie spodziewam się, by jakikolwiek film tego twórcy powtórzyli, by o śp. Andrzeju ktokolwiek pisał wspomnienia…szkoda wielka. Unicestwianie wzorcowych, niezwykłych osobowości twórców, którzy życie wiązali z posługą widzom – to tez składowa działań dzisiejszych bolszewickich niszczycieli medium publicznego.

Tak myślę dzisiaj o śp Andrzeju, jako jego koleżanka po fachu, zafascynowana niezwykłymi operatorskimi dokonaniami Andrzeja Galińskiego, wiodącego w grupce starszych twórców filmu dokumentalnego z wysokich gór, byli  w tej grupce Szymon Wdowiak, Staszek Jaworski [+w Himalajach], a wczesniej Sergiusz Sprudin.Tak:

…zmarł Andrzej Galiński, wybitny operator filmowy, realizator filmów dokumentalnych, ur. 1937. 09. 06 w Wilnie. Dziś zmarł, 21marca.2025r.

Piszę „zmarł”, ale to słowo jest okrutne w moich myślach, dla mnie – poszedł na wielką wyprawę, był himalaistą, autorem dzieła, nie ot, filmu z wyprawy na Kunyang Chhish w Himalajach Karakorum, 1971 r. Z ciężką kamerą wspinał się z wytrawnymi wspinaczami, na ten trudny 7-tysięcznik. To film Andrzeja przyniósł sławę tej prekursorskiej wyprawie himalajskiej Polaków.

Andrzej Galiński
fot. X Marzeny Paczuskiej

Kochał góry, kochał film. To były jego pasje życia. W archiwach TVP zapewne leżą stosy puszek z taśmami autorstwa Andrzeja. Archiwum jak i cala ta machina tvp – juz nie nasza, zawłaszczona. Nasza legenda, Andrzeju, jest w nas samych. W każdym ujęciu fantastycznych filmów jesteś.

Andrzej Galiński dzielił się ze mną sekretami zawodowca, wraz ze Staszkiem Jaworskim śp. operatorem [zginał w Himalajach], przekazywali mi bezcenne rady, kruczki techniczne, gdy szykowałam się na swój pierwszy film z wyprawy wysokogórskiej w Hindukusz 1977/78 r., zimą. Rysowali na serwetkach w bufecie jak mierzyć światło na lodowcu, jak ustawiać kamerę tam wysoko, gdy lód odbija promienie jak płonące lustro…

Andrzej wspierał moje starania o kategorię zawodową operatorską, 1977 r., gdy opór był w komisji zawodowej silny, ot, dziewczyna, z kamera, nie, nie chcieli dopuścić. Przegłosował ich wszystkich „a czy ktoś z Was wie co to kręcenie filmów w rozrzedzonym powietrzu, w ekspozycji???” i zgodzili się.

Andrzeju, byłeś dla mnie cale lata wzorem determinacji twórczej i – życia pełnego marzen i fascynacji górami.

Wieczny odpoczynek tam na niekończącej się wyprawie!

Dla śp Andrzeja napisała A.T. Pietraszek

                                                     ***

Na swoim profilu X pożegnanie śp. Andrzeja Galińskiego umieściła dawna dziennikarka TVP kierująca m.in. „Wiadomościami” Marzena Paczuska – członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji:

„Andrzej Galiński. Wybitny operator filmowy i telewizyjny. Autor zdjęć do wielu filmów dokumentalnych. Himalaista. Pracował także dla news’ów TVP. Nauczyciel i twardy recenzent. Dobry i mądry człowiek. R.I.P.” – napisała Paczuska

+++                 +++                 +++

Tomasz Kowalik – zmarł 21 kwietnia 2025 roku

Tomasz Kowalik, reporter – członek „EKOS-u” od początku istnienia Klubu, znakomity dziennikarz, publicysta, także pisarz, gawędziarz, przewodnik turystyczny – redaktor Tomasz Kowalik.

Od lat był uznawany od lat za legendę polskiego dziennikarstwa. Poświęcał się zwłaszcza turystyce i ochronie przyrody.

Tomasz Kowalik

Red. Tomasz Kowalik był członkiem współzałożycielem Klubu Dziennikarzy Turystycznych SDP i Klubu Publicystyki Turystycznej SDRP 1980-1984. Od 1982 r., czyli od początku działania, aż do dnia śmierci, był członkiem Klubu Publicystów Ochrony Środowiska EKOS, afiliowanego przy Zarządzie Głównym Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Tomasz Kowalik miał 85 lat

+++                 +++                 +++

Maria Leśnikowska-Pietrasik – zmarła w czerwcu 2025 roku

Wirtualne Media tak wspominały zmarłą: „Maria Leśnikowska w latach 1981–1995 pracowała w >>Kurierze Polskim<<, a w latach 1995–1998 w >>Super Expressie<<, m.in. jako szefowa działu krajowego i wicenaczelna. Następnie przez kilka lat pełniła funkcję szefowej działu krajowego >>Życia<<. Była też związana m.in. z Telewizją Polską” – wspominał Leśnikowską-Pietrasik portal WM.

O śmierci Marii Leśnikowskiej na swoim profilu na FB zawiadomił również reżyser Arkadiusz Gołębiewski, który opisywał niezwykłą historię jej zamordowanego przez stalinowców ojca. „Kolejna smutna wiadomość. W 2018 w Pałacu Prezydenta RP, podczas uroczystości wręczenia not identyfikacyjnych, mówiła: <<Zdjęcie Ojca, które dzisiaj widzę, widzę po raz pierwszy. Urodziłam się 4 miesiące po jego śmierci w 1950 roku. Widzę, jak jestem do niego podobna… To dla mnie wielki dzień, że prof. Krzysztof Szwagrzyk ze swoim Zespołem odnaleźli szczątki mojego Taty. Na ten dzień czekałam całe życie>>, mówiła wówczas Pani Maria” – napisał Arkadiusz Gołębiewski operator, reżyser, producent, scenarzysta, dyrektor Festiwalu Filmowego Niepokorni, Niezłomni Wyklęci.

Maria Leśnikowska-Pietrasik

„Dla osób, które znają moje filmy: <<Kwatera Ł>>, <<Dzieci Kwatery Ł>>, zapewne pamiętają sceny, kiedy Pani Maria, opowiada, jak jej mama Apolonia, przekupiła grabarza, który wskazał miejsce potencjalnego pochówku. Potem ze swoimi uczniami z LO, przyniosła krzyż i w krzakach, na wysypisku śmieci cmentarza na Wojskowych Powązkach, ustawiła go w potencjalnym miejscu pochówku” – wspominał reżyser na FB.

„Historia Pani Marii, to również temat mojego filmu dokumentalnego, który tworzę od lat. To również inspiracją do mojej opowieści fabularnej pt. Apolonia, do której zdjęcia rozpocznę jeszcze tego lata. Warto też dodać, że Pani Maria, to żona Śp. Zdzisława Pietrasika, krytyka filmowego, pracującego przez lata dla Tygodnika Polityka” – podkreślił twórca.

Maria Leśnikowska-Pietrasik miała 76 lat.

+++                 +++                 +++

Jerzy Drzemczewski – zmarł 9 sierpnia 2025 roku

Jerzy Drzemczewski, ur.27 lutego 1941 r. w Gdyni. Publicysta, wydawca, autor książek marynistycznych. Redaktor naczelny miesięcznika „Namiary”. Członek SDP w latach 1979 – 1982, potem SDRP.

Jerzy Drzemczewski miał 84 lata.

(mag)

+++                 +++                 +++

Katarzyna Stoparczyk – zmarła 5 września 2025 roku

W wypadku samochodowym na Podkarpaciu zginęła Katarzyna Stoparczyk.

Ukończyła studia wokalno-aktorskie Akademii Muzycznej we Wrocławiu; była absolwentką podyplomowych studiów dziennikarskich na Uniwersytecie Wrocławskim. Przygodę dziennikarską – jak przypominał serwis internetowy PR – rozpoczęła Polskim Radiu Wrocław.

Katarzyna Stoparczyk związana była przede wszystkim z Programem Trzecim Polskiego Radia. W Trójce prowadziła audycje dla dzieci i młodzieży, m.in. „Dzieci wiedzą lepiej” i „Zagadkowa niedziela”, które cieszyły się dużą popularnością zarówno wśród najmłodszych, jak i ich rodziców.

Katarzyna Stoparczyk
zdj. Polskie Radio w likwidacji

„Zainicjowała również Radiowy Teatr Dziecięcy Polskiego Radia, w którym dzieci mogły współtworzyć przedstawienia radiowe i uczestniczyć w profesjonalnych warsztatach aktorskich i dykcyjnych” – napisano na portalu Polskiego Radia.

Prowadziła także audycje kulturalne i wywiady. Była współautorką i prowadzącą programu TVP „Duże dzieci”.

Katarzyna Stoparczyk miała 55 lat.

+++                 +++                 +++

Stanisław Seyfried – zmarł 16 września 2025 roku

Stanisław Seyfried był absolwentem dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego, od 1977 roku związany z Radiem Gdańsk, w l. 1991-93 zastępca redaktora naczelnego rozgłośni, korespondent katowickiego „Sportu”, dyrektor stacji TV Orunia, wydawca Głosu Wybrzeża”, wiceprezes zarządu gdańskiego „Wybrzeża”, współtwórca „Gazety Gdańskiej”, wielokrotny mistrz polski dziennikarzy w piłce nożnej.

Stanisław Seyfried miał 72 lata.

(z portalu Wybrzeże 24.pl)

+++                 +++                 +++

Izabella Dymecka – zmarła 20 września 2025 roku

Izabella Dymecka, ur. 16 kwietnia 1934 r. w Warszawie. Po studiach prawniczych w Warszawie i Gdańsku. Dziennikarka. Publicystka w Dziale Łączności z Czytelnikami „Głosu Wybrzeża”, kierowniczka oddziału redakcji w Gdyni. Zmarła 20 września 2025 roku. Do SDP przynależała w latach 1977 -1982. Od 1983 r. w SDRP.

Izabella Dymecka miała 91 lat.

(mag)

+++                 +++                 +++

Piotr Piesik – zmarł 21 września 2025 roku

Zginął w wypadku w Portugalii. Pracował w Wiadomościach Elbląskich, był red. naczelnym w Życiu Częstochowy, potem związał się z Dziennikiem Zachodnim, następnie Dziennikiem Bałtyckim a stamtąd przeszedł do tygodnika Zawsze Pomorze. Pracował też w Radiu Malbork.

Piotr Piesik miał 63 lata.

(mag)

+++                 +++                 +++

Krystyna Bruehl-Sielawa – zmarła w 2025 roku

  1. 21 grudnia 1935 r. w Gdańsku. Ukończyła dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim i planowanie przestrzenne na studiach podyplomowych przy SGPiS w Warszawie.Wieloletnia dziennikarka działu depeszowego i działu terenowego „Dziennika Bałtyckiego”. W SDP była w latach 1974-1982. Potem w SDRP.

Krystyna Bruehl-Sielawa miała 89 lat.

(mag)

+++                 +++                 +++

Jan Jakubowski – zmarł 3 października 2025 roku

Jan Jakubowski – absolwent Politechniki Gdańskiej, dziennikarz, redaktor prasy pomorskiej, m.in. kierownik oddziału Tygodnika POLITECHNIK, zastępca red. naczelnego Tygodnika CZAS, Tygodnika Gdańskiego.

Opozycjonista, negatywnie zweryfikowany w stanie wojennym, pozbawiony pracy w zawodzie. Niezłomny, odważny i aktywny w organizacji podziemia na Wybrzeżu (m.in. wraz z Maciejem Łopińskim, Andrzejem Liberadzkim). Współorganizator, publicysta i redaktor prasy podziemnej „Solidarności”.

W latach 1991-1996 był pierwszym redaktorem naczelnym Dziennika Bałtyckiego tworzonego przez środowisko niezależnych dziennikarzy Prasy Bałtyckiej. Współtwórca nowoczesnych, niezależnych mediów na Pomorzu zabiegający o rozwój dziennikarstwa i utrzymanie miana prasy jako „czwartej władzy”. W wyniku ingerencji niemieckiego właściciela, który przejął Dziennik Bałtycki i systematycznie ograniczał niezależność dziennikarzy oraz redaktorów, Jan Jakubowski został kolejny raz pozbawiony funkcji redaktora i zwolniony z pracy.

Autor wielu książek dotyczących stanu wojennego oraz ołtarzy papieskich. Laureat nagród dziennikarskich (także SDP), odznaczony za działalność wolnościową w mediach, w „Solidarności” oraz – jako „niepokorny” – w Politechnice Gdańskiej.

Był dla wielu dziennikarzy mistrzem zawodu. Niezależny, niepokorny, walczący o wolność słowa. Zasłużony działacz Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (od 1976 r.), członek władz naczelnych w latach 1980-82, czyli do delegalizacji SDP przez komunistów. Delegat na Zjazd Stowarzyszenia.

Jan Jakubowski miał 84 lata.

(mag, wit)

+++                 +++                 +++

Janusz Czerwiński – zmarł 4 października 2025 roku

Janusz Czerwiński, ur. 4 maja 1959 r. w Gdańsku, absolwent I LO w Gdańsku, studiował prawo. Był dziennikarzem i pasjonatem sportów wodnych (kajakarstwo, smocze łodzie). Pracował w Dzienniku Bałtyckim, w Kurierze Gdyńskim był red. naczelnym, w Głosie Wybrzeża sekretarzem redakcji, a następnie red. naczelnym Poznaj Świat.

Janusz Czerwiński miał 66 lat.

(mag)

+++                 +++                 +++

Barbara Szczepuła – zmarła 9 października 2025 roku

Była znaną gdańską publicystką i reportażystką, dziennikarką m.in. Tygodnika Gdańskiego, Gwiazdy Morza, Telewizji Gdańskiej i Radia Gdańsk.

Barbara Szczepuła Fot. Robert Kwiatek- SDP

(mag)

+++                 +++                 +++

Mirosław Chojecki – zmarł 10 października 2025 roku

Mirosław Chojecki, działacz polskiej opozycji niepodległościowej, w czasach komunistycznych organizator drugiego obiegu prasy niezależnej. Chojecki był założycielem Niezależnej Oficyny Wydawniczej ,,NOWa’’, współtworzył Komitet Obrony Robotników, a na emigracji był członkiem Biura Zagranicznego „Solidarności”. Był Kawalerem Orderu Orła Białego.

W 1968 roku Mirosław Chojecki był studentem Politechniki Warszawskiej. Uczestniczył w protestach antykomunistycznych. Wyrzucono go z uczelni. Studia ukończył dopiero 6 lat później na Uniwersytecie Warszawskim, był absolwentem Wydziału Chemii, przez dwa lata pracował w Instytucie Badań Jądrowych.

Współtworzył w 1976 roku Komitet Obrony Robotników. Była to odpowiedź środowisk antykomunistycznych na represje wobec protestów m.in. w Radomiu, Ursusie i Płocku.

Chojecki organizował, wraz z m.in. Anką Kowalską pomoc dla represjonowanych robotników. Wydawał wtedy pisma KOR „Komunikat” i „Biuletyn”.

zdj. z X Piotra Semki

Wielokrotnie zatrzymywany i prześladowany przez komunistyczną bezpiekę. Był aresztowany wiosną 1980 roku. Chojeckiego uwolniono dopiero m.in. po interwencjach zagranicznych. Rozpracowywany i inwigilowany przez Służbę Bezpieczeństwa.

W reportażu Polskiego Radia Urszuli Żółtowskiej-Tomaszewskiej zatytułowanym „Choj, opowieść o Mirosławie Chojeckim” bohater opowiada: „Na Mokotowie był taki strażnik, który odbierał szelki, paski, sznurowadła. No i jak ja stanąłem przed nim, to on mnie zapytał: >>Panie Mirosławie, a teraz to na długo? <<. Bo siedziałem 44 razy w latach 1976-1980. Średnio w ciągu tych pięciu lat siedziałem jeden dzień w tygodniu” – mówił Chojecki.

W sierpniu 1980 roku zaangażował się w druk wydawnictw niezależnych. Był członkiem komisji ds. dostępu „S” do środków masowego przekazu. Kierował też tzw. komórką wydawniczą Regionu Mazowsze NSZZ Solidarność.

Stan wojenny zastał Mirosława Chojeckiego w Paryżu. W latach 1982–1989 był współpracownikiem Biura Koordynacyjnego „S” za Granicą w Brukseli, odpowiedzialnym za wysyłkę do kraju sprzętu poligraficznego. Współpracownik „Bulletin d’Information du Comité Solidarité à Paris”, łącznik z siecią zagranicznych biur „S”. W latach 1982–1990 założyciel i wydawca miesięcznika „Kontakt” w Paryżu, 1983–1990 – założyciel i szef firmy Audio-Kontakt, 1985-1990 – Video-Kontakt.

Po 1989 roku  Mirosław Chojecki organizował pracę niezależnych mediów i wydawnictw w Polsce.  Był współzałożycielem Nowej Telewizji Warszawa. Od 2003 roku członek Stowarzyszenia Wolnego Słowa, w latach 2003–2008 prezes, od 2008 roku prezes honorowy.

Mirosław Chojecki 1949 – 2025; zdj. IPN

Prezydent RP Andrzej Duda odznaczył Mirosława Chojeckiego w 2022 roku Orderem Orła Białego.

W 2025 roku został członkiem Komitetu Honorowego kandydata na prezydenta Karola Nawrockiego.

Mirosław Chojecki miał 76 lat.

+++                 +++                 +++

Jarosław Czajka – zmarł 24 października 2025 roku

Jarosław Czajka, twórca radiowy, realizator, człowiek dźwięku. O śmierci Jarka Czajki poinformowała jego macierzysta stacja – Polskie Radio Łódź. Z tą rozgłośnią był związany od 38 lat. Pochodził z Piotrkowa Trybunalskiego, pracował m.in. w studenckiej rozgłośni Politechniki Łódzkiej – Radiu Żak. Szybko jednak rozpoczęła się jego przygoda w Radiu Łódź.

Był realizatorem. To słowo określające w radiu bardzo wiele zawodów, specjalności. Zarówno technicznych jak i dziennikarskich. „Jarek Czajka był po prostu realizatorem, ale też i człowiekiem dźwięku. Rozumiał dźwięk, specyfikę pracy w radiu. Był zawodowcem. Nigdy nie wychodził z pracy, kiedy nie skończył roboty, zawsze gotowy do przerobienia nagrania >>tak, aby było dobrze<<” – to słowa jednego z radiowców, który pracował ze Zmarłym.

Jarosław Czajka, wraz z Tomaszem Kępskim, prowadził w RŁ na początku lat 90. ub. w. rockową audycję muzyczną. Był tam prezenterem i realizatorem radiowym jednocześnie. Współtworzył radiową listę przebojów Adama Kołacińskiego.

zdj. z FB śp. Jarosława Czajki

Reżyser radiowy Jerzy Hutek przypomniał, że Jarosław Czajka zrealizował dla Polskiego Radia dziesiątki słuchowisk teatralnych i powieści radiowych. „Pracowaliśmy długo razem. Jarek był po prostu odpowiedzialnym artystą” – wspominał Hutek. Publicystka Radia Łódź Agata Zielińska mówi o jeszcze jednej cesze wyróżniającej Czajkę. „Jarek po prostu słuchał, tego co nagrywał. Można było liczyć na jego wskazówki i uwagi” – mówiła Zielińska.

Jarosław Czajka był laureatem wielu nagród, chociaż – co podkreślają współpracownicy – nie chwalił się nimi. Ostatnie chyba wyróżnienie – jak wspominają –  to była nagroda Przewodniczącego KRRiT za najlepszą autopromocję kultury i edukacji w radiofonii publicznej – wspominał jeden ze współpracowników Zmarłego.

Jarosław Czajka – jak mówią jego znajomi – miał trzy pasje: Radio, Rodzinę oraz… psy. Był pasjonatem wyścigów psich zaprzęgów. Często przychodził do pracy z którymś ze swoich ulubieńców.

Jarosław Czajka miał 63 lata.

+++                 +++                 +++

Jacek Mach – zmarł 25 października 2025 roku

Jacek Mach, ur. 29 stycznia 1936 r. w Lublinie. Studiował na Politechnice Gdańskiej. Publikował w gdańskiej prasie codziennej. Specjalizował się w tematyce ekonomicznej. Dziennikarz tygodnika „Bandera”, potem „Głosu Wybrzeża” i Gdańskiego Ośrodka Telewizyjnego (sekretarz programowy TVP 3 Gdańsk; autor reportaży telewizyjnych i filmów dokumentalnych. Zrealizował m.in. reportaż telewizyjny „Tam, gdzie kończy się mapa” relacjonujący założenie polskiej Stacji Antarktycznej im. Henryka Arctowskiego.

Członek SDP w latach 1961-1982. W SDRP od 1982 r.

Jacek Mach miał 89 lat.

+++                 +++                 +++

Janusz Woźniak – zmarł 31 października 2025 roku

Janusz Woźniak, ur. 7 grudnia 1948 r. w Gdańsku, był na pogrzebie Barbary Szczepuły, Zmarł, dzień przed uroczystościami Wszystkich Świętych – śmierć przyszła nagle. Ukończył dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. Przez wiele lat pracował w Dzienniku Bałtyckim, był tam kierownikiem działu sportowego.

Janusz Woźniak miał 77 lat.

 

+++                 +++                 +++

Jan Turnau – zmarł 31 października 2025 roku

Jan Turnau, pisarz, dziennikarz wieloletni redaktor „Gazety Wyborczej”, m.in. autor „Arki Noego”, rubryki dotyczącej religii i Kościoła.

W latach 1959-1990 Turnau był redaktorem „Więzi”.

 

 

ANDRZEJ KLIMCZAK: Zmarłym dziennikarzom z Kresów

 

HUBERT BEKRYCHT: Mentalni złodzieje TVP, PR i PAP krzyczą – „odpolitycznić media publiczne”

Ci którzy dwa lata temu bezprawnie przejęli media publiczne, czyli koalicja rządząca i mściwi politycy PO, zamiast krzyczeć „łapać złodzieja” wzywają do odpolitycznienia mediów. Z powodu ironicznego śmiechu, łzy na chwilę przeszkodziły mi w poprawnym widzeniu. Po uspokojeniu spazmów sarkastycznych wybuchów śmiechu, zobaczyłem, że o nowym porządku medialnym mówią minister i wiceminister kultury. I znowu salwa śmiechu.

Pani minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska (partia PL 2050 Szymona Hołowini) i pan wiceminister Maciej Wróbel (dobrze mi znany, bo w telewizji publicznej przepracowałem kilkanaście z 33 lat mojej dziennikarskiej „kariery”) urządzają nam media publiczne. Gdyby wiedzieli czym się naprawdę zajmują, wialiby, gdzie pieprz rośnie.

Głupi projekt polityczny

Biedaczyska, czyli Cienkowska i Wróbel, miesiącami coś tam dłubali w ustawie, kombinowali, konsultowali (tylko w kręgach wybranych przez rząd), a tu kilka dni temu na ich biurkach pojawił się opasły tom (no nie jest to „W poszukiwaniu straconego czasu”). Czyli, niby projekt niby ustawy.

Po pierwsze drugie i trzecie, ten projekt to nie „odpolitycznienie mediów publicznych” – jak śpiewa uroczy duet Cienkowska i Wróbel. Ta ustawa to w istocie atomowa opcja zniszczenia mediów publicznych. To znaczy akt trzeci tego zniszczenia. Bo to jednak w końcu kultura zadecyduje o końcu tego spektaklu zwanego polskie media publiczne.

Projekt ustawy do MKiDN „zrobiono” bez konsultacji z najważniejszymi stowarzyszeniami twórczymi w Polsce. Brak takich konsultacji w gronie obejmującym chociażby Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, to po prostu słaby, bardzo słaby dowcip funkcjonariuszy medialnych Donalda Tuska. Taki żart w stylu pogłosu ministra Kierwińskiego.

Bomba jądrowa w TVP, PR i PAP

Jeśli ktoś myśli, że likwidacja Rady Mediów Narodowych i poszerzenie składu oraz rotacyjność Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji to nie propozycja polityczna, powinien zamiast w Ministerstwie Kultury pracować w Domu Kultury. Z tym, że w wielu ośrodkach kultury w Polsce tacy „specjaliści” nie dostaliby pracy.

Wcale nie jest mi smutno, że ten rząd, który zaczął do dewastacji mediów publicznych poprzez ich bezprawne przejęcie w grudniu 2023 roku, oszukał kolejne środowiska z kulturą bardziej czy mniej związane. To przecież wina tych naiwnych, że przez dwa lata nie zrozumieli w co gra koalicja? Nawet fikcyjna likwidacja TVP, PR, czy PAP teraz nie pomoże.

Tusk chce po prosu rękami pani Cienkowskiej przejąć po raz drugi media publiczne. Przejąć wymieniając skompromitowanych likwidatorów Gorgosza, Syguta, Majchera, Kaszyńskiego i Błońskiego. Przejąć, tym razem, z „ustawą”, która i tak nie wejdzie w życie  Tusk liczy, że obecnie niewiele osób przeciwstawi się bublowi prawnemu i kolejnym chamskim zagrywkom w mediach publicznych.

Oj, jak bardzo się pan premier myli…

 

Hubert Bekrycht

 

30 października 2025 roku