To tytuł najnowszej książki Jaromira Kwiatkowskiego, rzeszowskiego dziennikarza, wieloletniego członka Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, który przeżył dwie ciężkie operacje guza mózgu. Zainspirowały go one do napisania książki, opisującej nie tylko odkrywanie na nowo własnych relacji z rodziną i przyjaciółmi, ale też ze Stwórcą i wybranymi przez siebie patronami. Na stronie rozpoczynającej książkę autor napisał: „To nie jest książka przeznaczona tylko dla chorych na glejaka, czy tych, którzy go pokonali. Bardzo wiele skorzystają na jej lekturze chorzy na inne choroby, ale również zdrowi.”
Cała, niespełna 150-cio stronicowa książka, jest opisem dziennikarskich doświadczeń – niezamierzonego reportażu uczestniczącego autora, oraz historii patronów, których Jaromir przywołuje w ciężkich dla siebie chwilach. Patronów, którzy tak jak on, stawali przed trudnymi wyborami i cierpieniem, którego nie mogli odrzucić. To historie ich wiary i zaufania pokładanego w Stwórcy.
– „Kochani, jeśli chcecie rozśmieszyć Pana Boga, powiedzcie Mu o swoich planach…” – napisał na pierwszej stronie Jaromir.
– Jeszcze kilka lat temu miałem tych planów sporo. Lecz 7 października 2023 roku, moje życie mocno zwolniło. Do tamtego dnia kalendarz miałem ściśle wypełniony, bo to i praca w „Nowinach” i książki, które zamierzałem skończyć, wreszcie zaangażowanie w różne inne dzieła…. Zawsze byłem bardzo aktywny, snułem kolejne plany.
W tamten dzień dostałem jednak od Pana Boga dużo czasu na „przystanek w drodze”, bo zatrzymała mnie trudna diagnoza. Był to czas, który zaowocował mnóstwem życzliwości i miłości ze strony rodziny (moja żona Renia jest tu dla mnie absolutną bohaterką), przyjaciół i znajomych, którzy dowiedzieli się o moich problemach zdrowotnych.
Od tamtej daty nic nie jest takie samo. …
Zaczął się dla mnie okres „spowolnienia”. To dobry czas, bo Pan Bóg pokazuje w nim co jest najważniejsze. Daje mi czas na refleksję.”
Dalszy ciąg książki stanowią zapisy kolejnych dni w szpitalu, operacji ze znieczuleniem, ale bez uśpienia, gdy pacjent z otwartą czaszką musiał prowadzić dialog z operującymi go lekarzami, aby ci wiedzieli czy nie naruszają ważnych ośrodków mózgu. Kolejne dni, tygodnie i miesiące wracania do zdrowia, kolejna operacja odrastającego guza i cały „serial” spotkań, rozmów, modlitw jego rodziny, przyjaciół i jego samego.
W książce pojawiają się opisy losów wybranych przez Jaromira patronów: rodziny Ulmów z podrzeszowskiej Markowej, bł. księdza Kowalskiego, ks. Blachnickiego, ks. Andrzeja Szpaka, św. Szarbela, ks. Piotra Sofija, czy ks. Jerzego Popiełuszki.
Pojawiają się też miejsca ważne dla autora, które poprzez płynącą z nich wiarę niosą ulgę w jego cierpieniu: Medjugorie, Lourdes czy krakowski kościół sióstr benedyktynek z kaplicą słynącego łaskami dzieciątka Jezus Koletańskiego – Towarzysza autora książki w ostatnich bataliach o zdrowie – jak sam o tym pisze.
Ostatni rozdział książki Jaromira kończy się pytaniem: „Nie wiesz jak będzie z Twoim zdrowiem? Mimo to ufaj Panu Bogu. Choroba nie musi być końcem świata, zwłaszcza gdy ON jest na pierwszym miejscu.
Nie znam Panie Twoich planów. Nie wiem co jest mi przeznaczone. Ale ufam Ci z całego serca, które bije dzięki Tobie i dla Ciebie. Bądź wola Twoja!” – Tym wersem z modlitwy Jaromir kończy swoją opowieść o chorobie, otaczających go ludziach i sile modlitwy.
Andrzej Klimczak
Książkę można kupić: [email protected]




–




Uroczystości upamiętniające ofiary stanu wojennego zostały objęte Patronatem Honorowym Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej – Karola Nawrockiego.













































































Znamienne miejsce, gdyż pięć lat temu teren ten był pokryty gruzami powstałymi na skutek wybuchu w bejruckim porcie. Wówczas sporo osób straciło dach nad głową, a miasto, zwłaszcza w dzielnicach niedaleko portu zostało w znacznym stopniu zniszczone, nie mówiąc już o stratach w ludziach. W tej części miasta niemal wszystko zostało uporządkowane i znakomicie przygotowane na przyjęcie Ojca Świętego.


Leon XIV mówił, co prawda z niewielkim entuzjazmem, sucho, spokojnie, ale o ważnych sprawach. Mówił o kruchej i niestabilnej sytuacji politycznej, o kryzysie ekonomicznym, o przemocy i konfliktach, które wzbudzają lęk. Mówił też, że Bliski Wschód potrzebuje odrzucenia mentalności zemsty i przemocy, przezwyciężenia podziałów politycznych, społecznych i religijnych, a przede wszystkim potrzebuje pojednania i pokoju.
Tuż przed błogosławieństwem zaapelował o pokój zarówno dla Bliskiego Wschodu, jak i całego świata. Wręcz powiedział: „bądźcie budowniczymi pokoju, zwiastunami pokoju, świadkami pokoju”. Wręcz wołał, aby „wychowywać nasze serca do pokoju”, ale też apelował o promowanie dialogu i pojednania. „Kieruję serdeczny apel do tych, którzy sprawują władzę polityczną i społeczną, tutaj i we wszystkich krajach dotkniętych wojną i przemocą: wysłuchajcie wołania waszych narodów, które domagają się pokoju!”






Nic dziwnego, że na telebimie dość często pojawiała się nasza flaga. Libańczycy, tez próbowali dorównać pomysłowością, wchodząc np. na jedyne w okolicy drzewo, aby móc zobaczyć Papieża – jak w Ewangelii. Mieli też pomysł na deszcz, zamieniając plastykowe krzesła na parasolki.


