GLEJAK – ZAUFAĆ PANU BOGU. Wyznania JAROMIRA KWIATKOWSKIEGO, dziennikarza, któremu ciężka choroba nie odebrała nadziei

To tytuł najnowszej książki Jaromira Kwiatkowskiego, rzeszowskiego dziennikarza, wieloletniego członka Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, który przeżył dwie ciężkie operacje guza mózgu. Zainspirowały go one do napisania książki, opisującej nie tylko odkrywanie na nowo własnych relacji z rodziną i przyjaciółmi, ale też ze Stwórcą i wybranymi przez siebie patronami. Na stronie rozpoczynającej książkę autor napisał: „To nie jest książka przeznaczona tylko dla chorych na glejaka, czy tych, którzy go pokonali. Bardzo wiele skorzystają na jej lekturze chorzy na inne choroby, ale również zdrowi.”

Cała, niespełna 150-cio stronicowa książka, jest opisem dziennikarskich doświadczeń – niezamierzonego reportażu uczestniczącego autora, oraz historii patronów, których Jaromir przywołuje w ciężkich dla siebie chwilach. Patronów, którzy tak jak on, stawali przed trudnymi wyborami i cierpieniem, którego nie mogli odrzucić. To historie ich wiary i zaufania pokładanego w Stwórcy.

„Kochani, jeśli chcecie rozśmieszyć Pana Boga, powiedzcie Mu o swoich planach…” – napisał na pierwszej stronie Jaromir.

– Jeszcze kilka lat temu miałem tych planów sporo. Lecz 7 października 2023 roku, moje życie mocno zwolniło. Do tamtego dnia kalendarz miałem ściśle wypełniony, bo to i praca w „Nowinach” i książki, które zamierzałem skończyć, wreszcie zaangażowanie w różne inne dzieła…. Zawsze byłem bardzo aktywny, snułem kolejne plany.

W tamten dzień dostałem jednak od Pana Boga dużo czasu na „przystanek w drodze”, bo zatrzymała mnie trudna diagnoza. Był to czas, który zaowocował mnóstwem życzliwości i miłości ze strony rodziny (moja żona Renia jest tu dla mnie absolutną bohaterką), przyjaciół i znajomych, którzy dowiedzieli się o moich problemach zdrowotnych.

Od tamtej daty nic nie jest takie samo. …

Zaczął się dla mnie okres „spowolnienia”. To dobry czas, bo Pan Bóg pokazuje w nim co jest najważniejsze. Daje mi czas na refleksję.”

Dalszy ciąg książki stanowią zapisy kolejnych dni w szpitalu, operacji ze znieczuleniem, ale bez uśpienia, gdy pacjent z otwartą czaszką musiał prowadzić dialog z operującymi go lekarzami, aby ci wiedzieli czy nie naruszają ważnych ośrodków mózgu. Kolejne dni, tygodnie i miesiące wracania do zdrowia, kolejna operacja odrastającego guza i cały „serial” spotkań, rozmów, modlitw jego rodziny, przyjaciół i jego samego.

W książce pojawiają się opisy losów wybranych przez Jaromira patronów: rodziny Ulmów z podrzeszowskiej Markowej, bł. księdza Kowalskiego, ks. Blachnickiego, ks. Andrzeja Szpaka, św. Szarbela, ks. Piotra Sofija, czy ks. Jerzego Popiełuszki.

Pojawiają się też miejsca ważne dla autora, które poprzez płynącą z nich wiarę niosą ulgę w jego cierpieniu: Medjugorie, Lourdes czy krakowski kościół sióstr benedyktynek z kaplicą słynącego łaskami dzieciątka Jezus Koletańskiego – Towarzysza autora książki w ostatnich bataliach o zdrowie – jak sam o tym pisze.

Ostatni rozdział książki Jaromira kończy się pytaniem: „Nie wiesz jak będzie z Twoim zdrowiem? Mimo to ufaj Panu Bogu. Choroba nie musi być końcem świata, zwłaszcza gdy ON jest na pierwszym miejscu.

Nie znam Panie Twoich planów. Nie wiem co jest mi przeznaczone. Ale ufam Ci z całego serca, które bije dzięki Tobie i dla Ciebie. Bądź wola Twoja!” – Tym wersem z modlitwy Jaromir kończy swoją opowieść o chorobie, otaczających go ludziach i sile modlitwy.

 

Andrzej Klimczak

 

Książkę można kupić: [email protected]

 

 

 

Wywiad rzeka – rozmowa Krzysztofa ZIEMCA z z prof. Wiktorem MODZELEWSKIM. Po co nam Unia?

Wywiad rzeka z profesorem Witoldem Modzelewskim przeprowadzony przez znanego dziennikarza Krzysztofa Ziemca. Profesor Modzelewski opowiada o historii i współczesności zadziwiająco splatających się na naszych oczach. „Po co nam UniaŚwiat na kursie kolizyjnym” to publikacja wydawnictwa Fronda.

Unia Europejska, do której wstępowaliśmy na naszych oczach przestaje być strefą zjednoczonego wolnego rynku, służąc wyłącznie interesom starych członków, zwłaszcza Republice Federalnej Niemiec. Stany Zjednoczone, które do tej pory twierdziły, że stoją na straży globalnego wolnego handlu, rozpoczęły wojnę z resztą świata za pomocą protekcjonistycznych ceł, by wzmocnić swoją słabnącą hegemonię.

Chiny konsekwentnie uzależniają od siebie dawnych światowych liderów gospodarki, umiejętnie operując łańcuchami dostaw.

Profesor Modzelewski proponuje zapomnieć o poprawnych politycznie tezach i chłodno przyjrzeć się zastanej sytuacji. Musimy rozważyć, co jest korzystne dla naszego kraju i naszej społeczności i za wszelką cenę znaleźć się po stronie zwycięzców. Na końcu i tak zadecyduje ekonomia.

  • Czy w światowej polityce nachodzi era turbulencji?
  • Czy sojusze są dla nas czy my dla sojuszy?
  • Po co nam Unia Europejska?
  • Jaką rolę pełniły w historii Polski unie zrzeszające państwa Europy?
  • Czy średniej wielkości państwu opłaca się grać powyżej swoich możliwości?
  • Po co komu wojna na Ukrainie?
  • Czy pomysły Donalda Trumpa są odkrywcze i nowe?
  • Czy wolna celna mniej boli od tej gorącej w której strzelają armaty i spadają bomby?
  • Dlaczego na wojnie nie ma wygranych – poza tymi najbogatszymi, którzy są w stanie wytrzymać każdą klęskę?

 

(mat. wydawcy)

SDP na obchodach rocznicy wprowadzenia stanu wojennego

Uroczysty Apel Pamięci z asystą Wojska Polskiego, otwarcie wystawy „Wolność jest w nas” opowiadającej o czasach stanu wojennego i koncert „Azalia” – tak wyglądały obchody rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Polsce w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL na Rakowieckiej w Warszawie. Wzięli w nich udział także przedstawiciele Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Podczas uroczystego Apelu Pamięci z asystą Wojska Polskiego oddano hołd wszystkim ofiarom komunistycznego reżimu. Pod tablicą ofiar stanu wojennego i zamordowanych w późniejszych latach złożono wieńce i wiązanki kwiatów.

– Władza komunistyczna przygotowywała się do walki ze społeczeństwem już długo przed wprowadzeniem stanu wojennego. Tu, na Rakowieckiej, opróżniano cele, przenoszono więźniów by było miejsce dla działaczy „Solidarności” – mówiła Adrianna Garnik, dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. Dyrektor podkreśliła, że już po zniesieniu stanu wojennego starano się zacierać ślady zbrodni i rozmywać odpowiedzialność. Dlatego pamięć o represjach i represjonowanych jest tak ważna.

My w tych dniach pamiętamy szczególnie o losie niezależnie i w sposób polski myślących dziennikarzy w tamtych tragicznych dniach, o wyrzuconych z pracy i zawodu, upokarzanych przesłuchaniami ale też o podejmujących trud niezależnej, bardzo ryzykownej, podziemnej działalności dziennikarskiej – powiedział Michał Karnowski, członek Zarządu Głównego SDP i prezes Oddziału Mazowieckiego, reprezentujący na obchodach nasze Stowarzyszenie. Obecna była także represjonowana przez komunistów, zasłużona dla sprawy wolności Polski, Elżbieta Królikowska-Avis.

 

 

Do uczestników uroczystości list skierował Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej – Karol Nawrocki. „Junta Jaruzelskiego twierdziła, że zapobiega interwencji wojsk Układu Warszawskiego i rozlewowi bratniej krwi. Sama jednak przelewała krew strajkujących robotników, uczestników manifestacji patriotycznych i prześladowanych opozycjonistów. My, Polacy, nigdy nie zapomnimy o ofiarach stanu wojennego. O górnikach z kopalni »Wujek« zastrzelonych 16 grudnia 1981 roku. O tych, którzy zginęli później od kul ZOMO. O ofiarach esbeckich skrytobójców. O tych, którzy fizycznie nie wytrzymali szykan i tortur w aresztach. O tych, którzy stracili życie lub zdrowie od ciosów milicyjnych pałek i gazu łzawiącego” – napisał prezydent w liście odczytanym przez ministra Jana Józefa Kasprzyka.

Obecny na uroczystościach zastępca prezesa IPN dr hab. Karol Polejowski podkreślił, że 13 grudnia 1981 roku miał być końcem polskich marzeń o wolności. Ale tak się nie stało, dlatego, że „ponad 9 milionów naszych rodaków, członków Solidarności, przepełnionych duchem wolności, zaszczepiło w narodzie polskim przekonanie, że o wolność należy dalej walczyć”. – Naszym zadaniem jest pamiętać i mówić prawdę o polskiej historii. Ze smutkiem musimy stwierdzić, że w Polsce roku 2025 trwa powolny, systematyczny proces rehabilitowania komuny, przywracania funkcjonariuszom tamtego systemu nienależnych im przywilejów – podkreślił dr. Polejowski.

Następnie uczestnicy uroczystości oddali hołd śp. Annie Walentynowicz, pod tablicą – pomnikiem jej poświęconym. Jako pierwsi mogli też zwiedzić nową wystawę Muzeum pt. „Wolność jest w nas”.

Umiejscowiona w dawnym Pawilonie 12 w sposób niezwykle sugestywny opowiada ona o powstaniu i walce „Solidarności”, dobrze uzupełniając przekaz Muzeum. Ekspozycja znajduje się na trzech piętrach więziennego pawilonu, w którym po 13 grudnia 1981 r. komuniści przetrzymywali działaczy opozycji.

Na dziedzińcu Muzeum można było zobaczyć autentyczne pojazdy używane przez reżim komunistyczny w czasie stanu wojennego, rekonstruktorów w mundurach ZOMO i MO, poczuć zapach rozgrzanego koksownika.

Uroczystości upamiętniające ofiary stanu wojennego zostały objęte Patronatem Honorowym Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej – Karola Nawrockiego.

 

Michał Karnowski

 

Czy Polacy boją się AI w mediach? Badanie opinii publicznej na zlecenie KRRiT

Ponad 92% Polaków jest świadomych stosowania sztucznej inteligencji przez dziennikarzy, ale aż 66% obawia się manipulacji za pomocą treści tworzonych przez algorytmy i ich wpływu na opinię publiczną. Prawie 96% odbiorców oczekuje, żeby materiały tworzone z wykorzystaniem sztucznej inteligencji były wyraźnie oznaczone. Oto wnioski z badania zrealizowanego na zlecenie KRRiT „Sztuczna inteligencja w mediach”, zaprezentowanego przez przewodniczącą dr Agnieszkę Glapiak podczas konferencji „AI – media w erze algorytmów”.

(materiał KRRiT)

Sztuczna inteligencja przestała być już futurystyczną obietnicą, a stała się narzędziem, które coraz częściej wspiera dziennikarzy, wydawców czy twórców cyfrowych w ich codziennej pracy. Z jednej strony AI budzi ciekawość i nadzieje, z drugiej obawy i wątpliwości. Aby poznać opinie Polaków na ten temat, KRRiT zleciła Ogólnopolskiej Grupie Badawczej badanie dotyczące postrzegania AI w mediach. Wyniki stanowią ważny punkt odniesienia do dalszej dyskusji o roli technologii i jej wpływie na jakość przekazu.

Rosnąca świadomość i rzetelność przy wykorzystaniu algorytmów

Zdecydowana większość ankietowanych (prawie 96%) oczekuje, żeby materiały tworzone z wykorzystaniem AI były wyraźnie oznaczane. Blisko 60% respondentów mających świadomość, że treść została utworzona przez AI, najczęściej czuje „niepewność”.

Mimo ostrożnego podejścia do sztucznej inteligencji odbiorcy dostrzegają liczne zalety AI. Najczęściej wymieniane to: automatyczne tłumaczenia treści na inny język, oszczędność czasu w tworzeniu i pozyskiwaniu informacji oraz poprawę strony wizualnej (np. materiałów graficznych). Ponad połowa badanych (51% respondentów) uważa, że wykorzystanie AI jako narzędzia wspierającego proces tłumaczenia zagranicznych tekstów zwiększa dostęp do wiedzy i informacji.

Najsilniejsze obawy dotyczą rzetelności przekazu. Respondenci zwracają uwagę na ryzyko manipulowania opinią publiczną oraz wzrost zagrożenia dezinformacją. Wątpliwości budzą także tzw. „halucynacje AI”, czyli sytuacje, w których algorytmy generują błędne informacje jako fakty. Ponad 44% uważa takie sytuacje za zagrożenie.

Człowiek najważniejszy

Wyniki badania zleconego przez KRRiT jednoznacznie pokazują, że odbiorcy nie są gotowi na zastąpienie sztuczną inteligencją prezenterów w środkach masowego przekazu (telewizji, radiu i internecie). Ponad 95% badanych sprzeciwia się wykorzystaniu AI w tej roli. 76% ankietowanych zdecydowanie nie akceptuje wygenerowanych przez AI prezenterów w telewizji, a ponad 73% powiedziało „nie” w odniesieniu do radia. Nieco większą akceptację uzyskał prezenter AI dla treści internetowych – na poziomie 13,59%.

Skrajny sprzeciw wzbudza natomiast wykorzystywanie wizerunku osób zmarłych w audycjach publicystycznych. Ponad 93% respondentów odrzuca takie rozwiązania, jedynie 2,6% wyraża akceptację, a 4% nie ma zdania na ten temat. Częściową akceptację uzyskano jedynie w kontekście treści edukacyjnych i artystycznych – aprobatę wyraziło odpowiednio 35% i 25% uczestników badania.

 

Przejrzystość, rola człowieka i edukacja – główne wnioski badania KRRiT

Wyniki badania pozwalają sformułować następujące wnioski i rekomendacje dotyczące stosowania AI w mediach:

  • jednoznaczne oznaczanie treści tworzonych przez AI – oczekuje tego blisko 96% ankietowanych (rekomendowane jest stosowanie jednolitych komunikatów i etykiet),
  • podkreślanie roli człowieka jako ostatecznego weryfikatora jakości (preferuje to blisko 60 % badanych),
  • stopniowe wdrażanie AI w funkcjach wspierających, takich jak tłumaczenia i wizualizacja danych, bez zastępowania kreatywności (51% badanych dostrzega korzyści w tym zakresie),
  • edukacja odbiorców w zakresie rozpoznawania fałszywych treści – szczególnie w kontekście obaw przed manipulacją i dezinformacją (prawie 67 % respondentów obawia się możliwości manipulowania opinią publiczną przez AI).

O badaniu

Badanie, na zlecenie KRRiT, przeprowadziła Ogólnopolska Grupa Badawcza (OGB) w dniach 23-27.10.2025, metodą CATI. Przebadano reprezentatywną próbę̨ N=1000 pełnoletnich mieszkańców Polski. Próbę dobrano w sposób kwotowo-losowy, w oparciu o kryteria: płeć, wiek, wykształcenie oraz miejsce zamieszkania (dane wg GUS).

Analiza objęła kwestie świadomości i postaw wobec AI, korzyści i ryzyk, preferencji dotyczących treści i prezenterów, wykorzystywania wizerunku osób zmarłych oraz poziomu zaufania do technologii.

Artykuł ze strony KRRiT

 

Albańskie bunkry, czyli POLITYCZNA USTAWA MEDIALNA

Dwa lata po bezprawnym, siłowym przejęciu mediów publicznych w Polsce, rząd postanowił wreszcie wprowadzić odpowiednią ustawę. Projekt przepisów o państwowych środkach przekazu jest jak sumienie administracji, nikt nie ma o tym pojęcia. Były ponoć jakieś konsultacje. Pomijały SDP, ale były. Po co więc kolejne? Przecież projekt ustawy jest po prostu politycznym gniotem i wstępem do następnego poziomu cenzury w TVP, PR i PAP.

Nowa minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska chyba naprawdę myślała, że uda jej się wprowadzić nowa ustawę medialną. Naiwne to i romantyczne.

Polityczna nautralność i apolityczność partyjna

Cienkowska ciągle mówi o apolityczności, a projekt zawiera najbardziej polityczny system powrotu od starej struktury Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji sprzed ponad dwóch dekad. Wówczas układ medialny zakładał rządzenie w KRRiT tylko SLD, PSL i UW z kimś z prawicy. Większość w radzie miał układ postkomunistyczny. I dzięki niemu władze publicznej telewizja, radia oraz Polska Agencja Prasowa były pod wpływem okrągłostołowego kontraktu.

Wg. nowej ustawy wiele się nie zmieni. KRRiT będzie liczyła nie 5 a 9 osób, a większość stanowić będą członkowie koalicji rządzącej. Co trzy lata następowałaby zmiana 3 członków KRRiT. Układ medialny na lata były związany z KO i jej sojuszników, bo większość pierwszego składu „odnowionej” rady byłyby z obecnego porozumienia rządzącego. Najwyżej 3 członków miałaby opozycja, bo tylu członków KRRiT najprawdopodobniej wskazywałby prezydent.

Mówienie w tym przypadku o neutralności partyjnej KRRiT i mediów publicznych, co ma wprowadzić nowa ustawa, przypomina groteskowe zapewnienie o apolityczności obecnych władz TVP, PR i PAP. Apolityczności w likwidacji.

Giertych do TVP

Projekt reklamowany przez MKiDN koncentruje się w innym punkcie na zacieraniu dowodów zniszczenia mediów publicznych dwa lata temu. Likwidacja Rady Mediów Narodowych ma być zlikwidowana. Tak jak resztki przyzwoitości w nowym prawie medialnym. Zamiast RMN władze mediów publicznych wybierałaby KRRiT. Rada złożona z rządowych polityków teoretycznie mogłaby wybrać nawet Romana Giertycha na prezesa Telewizji Polskiej a na szefów Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej Roberta Kropiwnickiego oraz Annę Marię Żukowską. Dlaczego? Bo podobnie jak obecni włodarze fikcyjnie likwidowanych TVP, PR i PAP ci politycy też nie znają się na zarządzaniu mediami.

Dodajmy do tego nagłą zmianę projektu i pozostawienie możliwość utrzymywania mediów lokalnych z kasy samorządów a także zwróćmy uwagę na likwidację abonamentu przy finansowaniu mediów publicznych kwotą 2,5 mld złotych rocznie, ale pozostawienie tam reklam. I oto mamy obraz mediów poddanych kontroli państwa i cenzurze rządowej.

Albańskie schrony…

Sytuację taką nazywano kiedyś w polityce albańskimi bunkrami. Podobnie jak komunistyczne schrony wokół Tirany, elementy projektu ustawy medialnej są niezniszczalne. Tylko, że albańskie bunkry, tak jak pomysły medialne MKiDN, nie nadawały się dla ludzi. Atak jądrowy nie niszczył konstrukcji schronu, ale jego mieszkańcy po wybuchu nie mieli szans na przeżycie… Takie to były konstrukcje.

I tak też może być z ustawą medialną autorstwa rządu Tuska. Nie będzie można odwrócić skutków jej wprowadzenia, bo przecież ta ustawa nie jest dla odbiorców mediów, a dla polityków. Tylko, że oni też bedą w tym medialnym bunkrze.

 

Nasz portal zaprasza do debaty o prawie medialnym. Czekamy na interesujace felietony o projekcie nowej ustawy .

 

BARBARA SUŁEK-KOWALSKA: Skończmy z tą likwidacją

Himalaje hipokryzji i Alpy absurdu! Można jeszcze trochę  powiedzonek dorzucić, ale sytuacja jest zbyt poważna na    abawy.  „Stan likwidacji”, w jakim znajdują się media publiczne. Zaraz będzie druga rocznica. I co? I nic!

Na niedawnych targach książki, najpierw w październiku i na następnych w listopadzie, rzuciły  mi się w oczy wielkie napisy „Telewizja Polska SA” oraz „Polskie Radio RDC”. Napisy są kłamliwe, nie oddają stanu rzeczy, fałszują rzeczywistość. Pełna nazwa tych instytucji brzmi wszak „Telewizja Polska SA w likwidacji”, „Polskie Radio w likwidacji”, i tak dalej. Jeszcze jeden przykład: przez cały październik oglądałam transmisje Konkursu Chopinowskiego –  aż  wreszcie  do mnie dotarło, że powtarzane podczas każdej sesji przesłuchań informacje, komu zawdzięczamy transmisje  –  Polskiemu Radiu i Telewizji Polskiej – zawierają nieprawdziwe nazwy tych instytucji. To jest przecież „Polskie Radio w likwidacji” i „TVP w likwidacji”!!! To jest pełna oficjalna nazwa!

Tak naprawdę, to taka nazwa powinna chyba figurować na planszach, które wypełniają ekran telewizora między programami i między reklamami. Może wtedy do odbiorców by dotarło, że coś tu nie funkcjonuje. Bo na razie wychodzi na to, że stan powszechnego zakłamania w tej dziedzinie nikomu nie przeszkadza.

Ale co z tego  – mógłby ktoś zapytać – przecież nie to żadnego znaczenia dla funkcjonowania tych mediów. Seriale lecą, interwencje regionalne też, a newsy polityczne każdy ogląda w mediach społecznościowych. A jednak nic tu nie jest w porządku.

Stan likwidacji – formalnie – nie pozwala na rozwój firmy będącej w takim stanie. Nie można zatrudniać, kupować sprzętu, inwestować, rozbudowywać.  Stan likwidacji powoduje  więc wielką chroniczną niepewność co do stanu finansowego , organizacyjnego,  kadrowego  i tym samym  programowego.

Jestem – delegowanym tam przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich –  członkiem Rady Programowej TVP Warszawa, przedtem byłam członkiem Rady Programowej Radia dla Ciebie  (RDC) . Wciąż domagam się na posiedzeniach Rady Programowej informacji, kiedy zakończy się stan likwidacji i jakie wiadomości na ten temat ma Zarzad , obecnie TVP Warszawa, przedtem RDC.  Nie ma żadnych, bo tez nie o to władzy chodzi, żeby miał.

Uważam jednak, że jest moim podstawowym obowiązkiem domagać się nieustannie tej informacji i żądać zakończenia stanu likwidacji – fałszywego, szkodliwego, destrukcyjnego, groźnego podwójnie, bo także przez to, że już uśpił część opinii publicznej. Co więcej, w tej sytuacji jest to obowiązek jedyny,  jedyny powód dla którego zasiadamy w tych radach, jedyna legitymacja – aby domagać się zakończenia stanu likwidacji.

Nie mówią o tym politycy, nie mówią o tym samorządy, nie mówią organizacje społeczne.  Wydawałoby się, że na każdym posiedzeniu Sejmu powinien paść o tym głos, zapytanie poselskie, interwencja czy informacja o kontroli poselskiej . Wydawałoby się, że sprawa jest priorytetowa, bo dotyczy mediów publicznych, także ich niejasnej w tej sytuacji przyszłości – i dotyczy podstawowych wolności obywatelskich. Ale nie dzieje się nic.

Twierdzenia, że Rada Programowa opiniuje sprawy programowe sa nie tylko bałamutne, ale tez oparte na nieznajomości rzeczy – otóż Rozporządzenie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z dnia 4 grudnia 2018 r. w sprawie szczegółowego zakresu planów programowo-finansowych i trybu ich uzgadniania wyraźnie mówi, że „plany programowo-finansowe, opracowywane przez jednostki publicznej radiofonii i telewizji i  przekazywane Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji zawierają   opinię rady programowej i rady nadzorczej o planowanym programie lub usługach oraz kosztach i źródłach finansowania”. A wszystko to na podstawie art. 21c ust. 4 ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji . Mówiąc po ludzku: nie da się zrobić programu bez pieniędzy.

A nie ma pieniędzy z powodu stanu likwidacji.

Można jeszcze długo dywagować, o co w tym wszystkim chodzi – kto chce  załatwić jaki interes, kto ma strategiczne plany dotyczące mediów, kto może chciałby je zawłaszczać choć niekoniecznie prywatyzować,   kto taktycznie milczy – ale to już zupełnie inna dyskusja.

Rzecz jest więcej niż poważna, bo dotyczy mediów publicznych w Polsce. I ich przyszłości.  Na razie bowiem media są publiczne i mają ustawową misję  – o misji mediów publicznych i o publicznej misji mediów uczą już na studiach więc nie będę się powtarzać. I jest naszym – dziennikarzy – podstawowym obowiązkiem  domagać się możliwości realizacji tych misji.

Skończę  jednak  na sprawie, o której nie da się powiedzieć – w odróżnieniu od powyższych – że jest wagi państwowej. Ale za   to jest bardzo konkretna, choć może dla władzy prozaiczna:   otóż pracownik zakładu pracy będącego w stanie likwidacji nie dostanie kredytu w banku, gdyby się o takowy starał. Doświadczyło tego w ciągu minionych dwóch lat wielu pracowników mediów publicznych, nie tylko dziennikarzy. Oni tez, niezależnie od poglądów politycznych, mają dość stanu likwidacji.

Bardzo możliwe, że w obozie władzy pojawiły się już opinie, że coś trzeba z tym fantem zrobić. Ale nie ma pomysłu jak. Tym głośniej więc powinniśmy protestować i domagać  się likwidacji stanu likwidacji.

 

Barbara Sułek-Kowalska

 

 

SDP na obchodach 34 rocznicy powstania RADIO MARYJA w Toruniu

Po 1989 r. cały system medialny nastawiony był na promowanie liberalizmu, agendy lewicowej i  różnego rodzaju antywartości związanych z propagowaniem tzw. polityki wstydu dla Polaków, wtłaczania nam w głowy, że jesteśmy zacofani, że się na niczym nie znamy. Radio Maryja nawet nie polemizowało w tymi opiniami, tylko po prostu stanęło obok tych wykluczanych, deprecjonowanych, niszczonych, wyśmiewanych. Stało się ich głosem – oceniła dr Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, w rocznicowej audycji „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.  8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny minęły 34 lata, od kiedy Radio Maryja rozpoczęło nadawanie w dwóch polskich miastach w Toruniu i w Bydgoszczy, dlatego w poniedziałek odbyły się bydgoskie obchody rocznicy powstania katolickiej rozgłośni, a w sobotę 6 grudnia w Toruniu  miały miejsce centralne obchody tej rocznicy. W uroczystości w Toruniu wzięła udział dr Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. 
Oficjalne uroczystości z okazji 34. rocznicy powstania Radia Maryja odbyły się w hali widowiskowo–sportowej w Toruniu. Wydarzenie transmitowały TV Trwam i Radio Maryja.  Głównym punktem modlitewnego spotkania była Eucharystia, której przewodniczył i homilię wygłosił ks. kard. Gerhard Mueller, były Prefekt Kongregacji Nauki Wiary. – Słuchamy często w Ewangelii o Janie Chrzcicielu, który był głosem wołającego na pustyni. Wołał, by przygotować drogę Panu. Współczesny świat z jego zgiełkiem, relatywizmem i zagubieniem często bywa duchową pustynią, która potrzebuje głosu wołającego o nawrócenie, które będzie wykazywało drogę do Chrystusa. Radio Maryja od samego początku stało się takim głosem na współczesnej pustyni. Toruńska rozgłośnia stała się głosem, który nie idzie na kompromis z duchem tego świata, ale z mocą i miłością przypomina o Ewangelii, o krzyżu, o nieprzemijających wartościach. To głos, który budzi sumienia, umacnia w wierze i daje nadzieję, że także dziś można żyć po Bożemu – powiedział  w homilii kardynał Gerhard Mueller.  List do uczestników obchodów skierował Karol Nawrocki, Prezydent RP. Odczytał go szef Kancelarii Prezydenta RP, Zbigniew Bogucki.
Świętowanie jubileuszu Radia Maryja to okazja do wyrażenia wdzięczności i uznania wszystkim, którzy przez minione 34 lata tworzyli i rozwijali to wyjątkowe dzieło – podkreślił w liście prezydent RP. Serdecznie gratuluję Ojcu Dyrektorowi Tadeuszowi Rydzykowi oraz całej rodzinie zakonnej za Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela. Dziękuję za wspaniałą medialną służbę odpowiadającą na oczekiwania rzesz rodaków. Z uznaniem patrzę na konsekwencję i bezkompromisowość w sprawach fundamentalnych, które sprawiły, że Radio Maryja stało się dla rodaków w kraju i na całym świecie wiarygodnym głosicielem prawdy, jedności i wierności. Z wielką radością obserwuję kolejne zapoczątkowanego 34 lata temu dzieła takie, jak „Nasz Dziennik”, Telewizja Trwam, Akademia Kultury Społecznej i Medialnej, a teraz Muzeum Pamięć i Tożsamość im. św. Jana Pawła II. Dziękuję za stworzenie unikalnego ośrodka namysłu nad sprawami Ojczyzny i centrum formacji duchowej, które otacza modlitwą i pokrzepia słowem cały naród polski – akcentował Karol Nawrocki.
Specjalny list do uczestników spotkania skierował także Jarosław Kaczynski, prezes Prawa i Sprawiedliwości. Odczytał go szef KP PiS, poseł Mariusz Błaszczak. W tym radosnym dniu, w którym obchodzimy 34. urodziny Radia Maryja, przepełnieni wdzięcznością dziękujemy Panu Bogu za dobra, którymi raczył nas obdarzyć w postaci tej wyjątkowej rozgłośni oraz pozostałych inicjatyw zrodzonych pod auspicjami toruńskich ojców redemptorystów. Dziękujemy Stwórcy za nieoceniony dar, jakim jest dla nas osoba animatora tego wielkiego dzieła, czcigodnego Ojca Dyrektora doktora Tadeusza Rydzyka CSsR – napisał Jarosław Kaczyński. 
Szczególnie gorąco uczestnicy jubileuszu przyjęli list gratulacyjny od Zbigniewa Ziobro, byłego ministra sprawiedliwości. Były szef MS podziękował o. Tadeuszowi Rydzykowi CSsR oraz śp. prof. Elżbiecie Starosławskiej za pomoc w walce z chorobą nowotworową. Zwrócił uwagę, że w Polsce władza ponownie rozpoczęła walkę z Kościołem oraz wiarą. W naszym ojczystym domu zło znów rozpętało walkę, kierując swe ataki przede wszystkim przeciw Kościołowi i ludziom wierzącym. Rządzący są gotowi zwalczać i wyszydzać wszystko, co dla nas najświętsze. Widzimy to każdego dnia. Krzyże znikają z urzędowych ścian i szkolnych klas. W mediach narasta hejt wobec osób wierzących, zwłaszcza wobec kapłanów. Katolickie media i organizacje stają się obiektem bezprecedensowych ataków, a ludzie wierzący – celem politycznej zemsty. Tego zapowiadanego opiłowywania katolików. Rząd Donalda Tuska uderzył nawet w Fundację „Lux Veritatis”. Ojciec Dyrektor, niezłomny kapłan i wielki patriota, od lat buduje dzieło, które jest latarnią prawdy pośród mroku kłamstwa i relatywizmu. Właśnie dlatego władza łamiąca prawo chce je zniszczyć – bo boi się siły wiary – wskazał Zbigniew Ziobro.
Wśród gości witanym oficjalnie przez o. Tadeusza Rydzyka była także Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Była ona także gościem audycji na żywo w programie Aktualności dnia emitowanym 8 grudnia . 
Radio Maryja przełamało monopol medialny mediów liberalnych, a rola toruńskiej rozgłośni w obronie wartości po 1989 roku jest ogromna, w pod wieloma względami, wręcz fundamentalna – powiedziała Jolanta Hajdasz.  Jak zauważyła, po 1989 r., po okresie transformacji ustrojowej i związanej z tym transformacji medialnej, Radio Maryja pokazało wielką lukę, jaką w tym systemie zaprogramowano.
Ten cały system medialny nastawiony był na promowanie liberalizmu, agendy lewicowej, różnego rodzaju antywartości związanych z propagowaniem tzw. polityki wstydu dla Polaków, wtłaczania nam w głowy, że jesteśmy zacofani, że się nie znamy, że nie potrafimy gospodarować, że jesteśmy gorsi we wszystkich dziedzinach życia publicznego niż te rozwinięte kraje na Zachodzie. Radio Maryja nawet nie polemizowało, tylko po prostu stanęło obok wszystkich tych wykluczanych, deprecjonowanych, niszczonych, wyśmiewanych. Stało się ich głosem, bo oni innego reprezentanta wtedy, w latach 90-tych, nie mieli. (…)  Przez te 34 lata Radio Maryja stworzyło instytucję, która jaśnieje swoim przykładem, jak można tworzyć media oparte na etyce zawodowej dziennikarzy, oparte na prawdziwych wartościach. Radio jest nadawcą społecznym. Zrezygnowało z dóbr materialnych, nie nadaje reklam, nie zarabia, tylko realizuje swoją misję – podkreśliła dr Jolanta Hajdasz. Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich odniosła się także do ataku marszałka Sejmu, Włodzimierza Czarzastego na rozgłośnię, który w nagranym filmiku w mediach społecznościowych drwi z o. Tadeusza Rydzyka CSsR, że został wezwany do prokuratury na 8 grudnia, czyli dzień w którym od początku Radio Maryja świętuje rocznicę swojego powstania. Dopiero pod naciskiem opinii publicznej prokuratura zmieniła tę datę przesłuchania na 10 grudnia.  Te ataki na rozgłośnię są haniebne i są niezasłużone. Mają na celu tak naprawdę tylko psucie wizerunku, odciągnięcie ludzi od tego, by tak naprawdę w którymś momencie to błoto przykleiło się do radia, do jego pracowników, by zaczęły przeważać negatywne oceny i rodzaj obojętności wśród ludzi. (…) Szopka z wezwaniem do prokuratury musi trwać. Chodzi o zrobienie takiego przedstawienia, żeby inni, którzy nie mają kontaktu z rozgłośnią, którzy reprezentują inny światopogląd, nie dowiedzieli się czegoś dobrego o tej rozgłośni. To jest stały schemat, propagandowy sposób działania znany od czasów Lenina, Stalina, komunistów. Warto mieć tego świadomość i nie ulegać tej propagandzie. 
cała audycja:
TUTAJ
Uroczystości uświetnił koncert zespołu dziecięcego Akademia Ciupagi z Łącka . Na scenie wystapiło blisko 250 dzieci i nastolatków w wieku od 4 do 17 roku życia. W wydarzeniu uczestniczyło około 6 tysięcy osób, jak poinformowano tyle darmowych posiłków wydali uczestnikom organizatorzy spotkania. 
tekst na podstawie informacji portalu radiomaryja.pl; zdjęcia J.Hajdasz

AI i dziennikarstwo. Podsumowanie konferencji „Media w ekonomii, ekonomia w mediach” na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach

Wielu twierdzi, że dziennikarze nie nadążają za sztuczną inteligencją, technologią, która zmienia samą istotę ich misji, ale chcę wszystkich uspokoić, nie boimy się AI i na pewno ona nie zniszczy naszego zawodu – powiedziała dr Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich podczas dyskusji panelowej otwierającej III Ogólnopolską Konferencję „Media w ekonomii, ekonomia w mediach MEEM’25”  na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach . SDP było w tym roku po raz pierwszy patronem merytorycznym konferencji. 

Konferencja, która odbyła się ona w dniach 3-4 grudnia b.r. miała charakter interdyscyplinarny. Poświęcona była wyzwaniom wynikającym z relacji świata ekonomii i mediów. W tym roku wzięło w niej udział  blisko 50 panelistów z uczelni polskich i zagranicznych. Głównym organizatorem konferencji jest Wydział Informatyki i Komunikacji Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach kierowany przez prof. dr hab. Jerzego Gołuchowskiego. Tłem do rozważań nad synergią mediów i ekonomii są przemiany polityczne, społeczne i cywilizacyjne, w tym transformacja cyfrowa, zagrożenia w cyberprzestrzeni, infodemia, dezinformacja i manipulacja w sferze mediów i komunikacji społecznej.

Najwiecej emocji i zainteresowania budziły dyskusje związane z wpływem sztucznej inteligencji na media i procesy komunikowania masowego. Emocjonalny był już pierwszy panel dyskusyjny  pt. Media w czasach AI: Aspekty technologiczne, etyczne, prawne i ekonomiczne, który otwierał konferencję. Zaproszenie do udziału w dyskusji przyjęli (kolejność alfabetyczna) :  Rafał Czechowski (Imago PR), prof. dr hab. Tomasz Goban- Klas (Wyższa Szkoła Informatyki i Zarządzania w Rzeszowie) , dr Jolanta Hajdasz (Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich) ► prof. dr hab. Stanisław Jędrzejewski (Akademia Leona Koźmińskiego) , Ewelina Kosałka- Passia (Radio Katowice),  prof. dr hab. Jan Kreft (Politechnika Gdańska), Rafał Kurowski (TVP Katowice) oraz Kamil Nowak (content miners),  moderatorem dyskusji był dr hab. Krzysztof Kowalik (Uniwersytet Warszawski). Dr Jolanta Hajdasz zwróciła uwagę na swoistą „klauzulę sumienia” w dziennikarstwie, czyli postawę dziennikarza „nie będę korzystać z AI i nikt mnie do tego nie zmusi” . To  postawa chyba już praktycznie niefunkcjonująca, w redakcjach już chyba wszyscy wykorzystują narzędzia AI do tworzenia bieżących materiałów dziennikarskich. Nie da się nie korzystać z tak mimo wszystko dobrego narzędzia, dostępnego na wyciągnięcie ręki dla każdego – mówiła Jolanta Hajdasz.  Pytanie gdzie jest granica, gdy trzeba powiedzieć stop, by to wszystko nie zaszło za daleko. W firmach takich jak Ringier Axel Springer Polska proces adopcji narzędzi poszedł tak daleko, że naturalnym oczekiwaniem jest wręcz korzystanie z nich, a wymagania w tej kwestii idą prosto z zagranicznej centrali. Szefowa np. Onetu przyznała to publicznie wprost, nawiązując do słów Mathiasa Döpfnera, gobalnego prezesa  firmy. – Jesteśmy na etapie, w którym pracownik raczej powinien tłumaczyć, dlaczego NIE użył AI. AI przestała być opcją, a stała się elementem warsztatu, tak samo jak wyszukiwarka, telefony czy system CMS. Potwierdza to np. Wirtualna Polska: nawet 40% tekstów ma jakiś element wygenerowany przez AI, ale podobno póki co, każdy przechodzi pełną weryfikację. Oczywiście wg mnie funkcjonuje nadal wielu dziennikarzy , który korzystają z AI sporadycznie, a traktują tę sztuczną inteligencję jak narzędzie wspomagające w pracy, takiego nowoczesnego reaserchera  – mówiła Jolanta Hajdasz.

Dziennikarstwo klasyczne, wasz zawód,  już praktycznie nie istnieje, w zderzeniu ze sztuczną inteligencją  staje się coraz bardziej niepotrzebny  w obliczu prób zastępowania ludzi przez AI. Przyglądając się tym trendom można sądzić, że pojawią się nowi, nie-ludzcy liderzy opinii i  oni już aspirują do tej roli, gdy pośredniczą w dostępie do dziennikarstwa dobrej jakości – stwierdził prof. dr hab. Jan Kreft z Politechniki Gdańskiej, były dziennikarz i menedżer zarządzajacy w firmach mediów i nowych technologii wywołując burzliwą dyskusję miedzy dziennikarzami – praktykami,  a naukowcami. Sztuczna inteligencja oferuje doskonałość bez wysiłku ludzie przez to stają się leniwi i obojętni, ale co będzie gdy AI otrzyma świadomość i będzie chciała nami manipulować ? – pytał retorycznie prof. Kreft. AI obiecuje wiele, destabilizuje wszystko , trzeba więc się do intensywnie przygotowywać do tego, co z pewnością pojawi się w przestrzeni medialnej w najbliższym czasie.  AI zmienia styla pracy dziennikarzy i sposoby odbioru mediów. W USA już dziś można zauważyć  pustynie informacyjne , gdzie ludzie są gorzej poinformowani,  bo nie ma na ich terenie ani jednego radia, ani jednej tradycyjnej gazety. Badania wykazują, że po wejściu w życie różnego rodzaju aplikacji AI blisko 59 % kliknięć nie odsyła już do linków źródłowych, zamiera więc sam internet – udowadniał profesor Kreft ilustrując swój wykład wymowną grafiką z ilustracją nagrobka z sarkastycznym napisem The World Wide Web 1989 -2025.

Naukowcy w swoich wstąpieniach analizowali m.in. dostępne już teraz w Polsce narzędzia AI do pisania prac naukowych,  do ożywiania zmarłych osób (np. poprzez prowadzenie po ich śmierci ich profili w mediach społecznościowych, nagrywania filmów z ich udziałem itd),  do rekrutacji  w firmach i zakładach pracy i do prowadzenia np. portali poradnikowych.

Rezultaty naukowych badań i referaty ukażą się w wydawnictwie po konferencyjnym .

Fotorelacja z konferencji :  mgr Ilona Ptak, członek katowickiego oddziału SDP i pracownik naukowy UE w Katowicach.

Pełnia lista referatów i wystąpień : PROGRAM-KONFERENCJI-2025

 

LEON XIV: Libanie, bądź proroctwem dla Bliskiego Wschodu

„Libanie powstań! Bądź domem sprawiedliwości i braterstwa!” – z takim apelem wystąpił Papież Leon XIV podczas ostatniego spotkania z libańskimi wiernymi, czyli we wtorek 2 grudnia. Kończąca wizytę Papieża w Libanie msza św. została odprawiona nieopodal portu w Bejrucie, a dokładnie nieopodal Zatoki św. Jerzego, zwanej przez miejscowych Zaitun Abey.

W mszy w. uczestniczyło około 150 tys. wiernych, w tym ponad 80 Polaków, z czego dwudziestu paru było uczestnikami pielgrzymki Radia Wnet, a dodatkowa czwórka, to dziennikarze związani z SDP.

Nadzieja na lepsze czasy

Siąpiący deszcz i chłód dawały się we znaki, kiedy to wczesnym rankiem wędrowaliśmy ulicami Bejrutu na płytę nieopodal portu, gdzie przygotowano miejsce spotkania Papieża Leona XIV z Libańczykami.

Znamienne miejsce, gdyż pięć lat temu teren ten był pokryty gruzami powstałymi na skutek wybuchu w bejruckim porcie. Wówczas sporo osób straciło dach nad głową, a miasto, zwłaszcza w dzielnicach niedaleko portu zostało w znacznym stopniu zniszczone, nie mówiąc już o stratach w ludziach. W tej części miasta niemal wszystko zostało uporządkowane i znakomicie przygotowane na przyjęcie Ojca Świętego.

 

O świcie deszcz ustał, a nad Zatoką św. Jerzego ukazała się tęcza – znak nadziei. I z takim optymistycznym nastawieniem wkroczyliśmy do sektorów przygotowanych dla wiernych, gdzie rozpoczęło się długie, prawie trzygodzinne oczekiwanie.

Wreszcie pojawił się Papież.  Entuzjastycznie machano chorągiewkami, chociaż tylko libańskimi i papieskimi, które wcześniej rozdawano wiernym. Gratisów było zresztą więcej: czapeczki, chusty i szaliki z nadrukami papieskich podobizn. Była też butelkowana woda, drukowane teksty maronickiej liturgii w wersji francuskiej i arabskiej a nawet Nowy Testament po arabsku. W przeciwieństwie do dnia poprzedniego, tu w Bejrucie ustawiono wiele toalet. Negatywne w tej kwestii doświadczenie z Annaya przyniosło pozytywny rezultat.

Wreszcie pojawił się Papież w całkowicie oszklonym papamobile. Za to objechał wszystkie sektory, gdzie witano Go z entuzjazmem.

Nie przypominało to emocji z czasów Jana Pawła II, ale Liban ma inną niż Polska historię, a przede wszystkim inną kulturę. Tu mimo sporej powściągliwości Leona XIV i braku spontaniczności, tak charakterystycznej dla polskiego Papieża, przyjęto Go z dużą życzliwością. A Papież był dobrze do tej pielgrzymki przygotowany.

Bądźcie budowniczymi pokoju

W wygłoszonej do wiernych homilii Papież nawiązał do ubóstwa i cierpienia Libańczyków przyćmionego pięknem Libanu, o czym mało wiemy, bo w świadomości Europejczyków Liban to „Szwajcaria Bliskiego Wschodu”. Owszem była, ale od dawna już nie jest i życie przeciętnej rodziny nie jest łatwe, zwłaszcza, gdy czasem z nieba spadają bomby. Chociaż nie są adresowane do chrześcijan, ale wyjątki też się zdarzają.

Leon XIV mówił, co prawda z niewielkim entuzjazmem, sucho, spokojnie, ale o ważnych sprawach. Mówił o kruchej i niestabilnej sytuacji politycznej, o kryzysie ekonomicznym, o przemocy i konfliktach, które wzbudzają lęk. Mówił też, że Bliski Wschód potrzebuje odrzucenia mentalności zemsty i przemocy, przezwyciężenia podziałów politycznych, społecznych i religijnych, a przede wszystkim potrzebuje pojednania i pokoju.

Tuż przed błogosławieństwem zaapelował o pokój zarówno dla Bliskiego Wschodu, jak i całego świata. Wręcz powiedział: „bądźcie budowniczymi pokoju, zwiastunami pokoju, świadkami pokoju”. Wręcz wołał, aby „wychowywać nasze serca do pokoju”, ale też apelował o promowanie dialogu i pojednania. „Kieruję serdeczny apel do tych, którzy sprawują władzę polityczną i społeczną, tutaj i we wszystkich krajach dotkniętych wojną i przemocą: wysłuchajcie wołania waszych narodów, które domagają się pokoju!”

Dużą niespodziankę sprawiła polskim pielgrzymom wizyta w naszym sektorze trójki polskich żołnierzy stacjonujących w Libanie i służących w Siłach Pokojowych ONZ, zwanych popularnie „niebieskimi hełmami, albo niebieskimi beretami”.

Fotografowaniu z żołnierzami nie było końca. To urozmaicenie czasu oczekiwania na Papieża spodobało się Libańczykom i też chcieli zrobić sobie z nimi zdjęcie. Kto by nie chciał?

Tekst i zdjęcia Maria Giedz

 

LIBAN to więcej niż państwo, to przesłanie

Te prorocze słowa wypowiedziane przez św. Jana Pawła II w 1997 r. potwierdza pielgrzymka Papieża Leona XIV do Libanu. Na lotnisku w Bejrucie Papieża witali wszyscy przedstawiciele najwyższych władz Libanu, Patriarcha i duchowieństwo Kościoła Maronickiego, przedstawiciele Muzułmanów dwóch nurtów, a także wyjątkowo ulewny deszcz, który w Libanie traktowany jest jak błogosławieństwo.

Pobyt Papieża Leona XIV w Annaya, gdzie znajduje się grób św. Szarbela, jak się o Nim mówi „świętego na nasze czasy” trwał niecałą godzinę, ale dla wiernych przeliczało się to niemal na wieczność.

Przesłanie papieskie i św. Szarbela

Wielogodzinne czekanie w deszczu, bez toalet czy miejsc do siedzenia było trudne, a jednak Libańczycy wszystko zniosą, bo Papież przyjechał do nich z przesłaniem pokoju. Patrząc z boku można by stwierdzić, że ich trochę rozczarował, gdyż długie przywitanie o. Youssefa Matta (jeden z 16 maronickich mnichów żyjących w klasztorze św. Marona w Annaya) skwitował niemal w kilku zdaniach, odpowiadając sobie na zadane przez siebie pytanie: „Czego nas uczy dzisiaj św. Charbel, mnich, który żył w milczeniu, ukryciu, który niczego nie napisał, a jednak jego słowa rozeszły się po całym świecie?” Odpowiedź brzmiała: Modlitwy, ciszy i skromności oraz ubóstwa, a osobom konsekrowanym przypomniał o ewangelicznych wymaganiach ich powołania. Poza tym: „Jego spójność życia, tyle radykalna, co pokorna jest przesłaniem dla wszystkich chrześcijan”.

zdj. @Vatican Media

Papież przyjechał do Annaya około godziny 10, ale wierni na spotkanie z Nim wyruszyli już o drugiej w nocy i nawet nie dotarli do klasztoru, zadawalając się miejscami wzdłuż drogi przejazdu Papieża. Pielgrzymi z Polski, prawie 80 osób, którzy wyjechali z Byblos około godz. 5 rano, mieli więcej szczęścia – udało się im zdobyć niezłe „miejscówki”, choć i tak większość z nich Papieża widziała jedynie na telebimie.

Co ciekawe, poza flagami libańskimi i papieskimi najwięcej było flag polskich, a to za sprawą pielgrzymki Radia Wnet.

Deszcz i inne uciążliwożliwości pielgrzymowania

Ponad godzinny dojazd i to nie do samej Annaya, mimo że odległość z Byblos to zaledwie 19 km – trzeba było jechać drogą okrężną, bo główna była zarezerwowana dla Papieża, a następnie pieszo pokonać dwukilometrowy odcinek drogi i to w deszczu nie należały do przyjemności. No, ale czego nie robi się dla wspólnej z Papieżem modlitwy u grobu św. Szarbela. Zmęczenie, zimno i brak nadziei na bezpośrednie zobaczenie Papieża nikogo nie zniechęcały. Nie mówiąc już o takich niedogodnościach, jak brak toalety… Libańczycy zbyt byli chyba zajęci sprzątaniem dróg, naprawianiem zbombardowanych domów, rozstawianie i rozwieszaniem flag, plakatów, banerów witających Papieża, ustawianiem punktów kontrolnych z żołnierzami pilnującymi bezpieczeństwa…

Miejscowi Polaków rozpoznawali po flagach, kotylionach, ale i po mowie. Kiedy dowiedzieli się, że przyjechaliśmy głównie z okazji wizyty Papież, mówili: „Niech Bóg Was błogosławi”. A tak na marginesie, to nas podziwiali za pomysłowość. Na przykład nie można było wnosić metalowych, a nawet drewnianych stylisk, aby zawiesić flagę, więc Polak potrafi – wieszano ją na plecach, stelażach do aparatów, parasolkach, albo trzymano w rękach i to kilku osób.

Nic dziwnego, że na telebimie dość często pojawiała się nasza flaga. Libańczycy, tez próbowali dorównać pomysłowością, wchodząc np. na jedyne w okolicy drzewo, aby móc zobaczyć Papieża – jak w Ewangelii. Mieli też pomysł na deszcz, zamieniając plastykowe krzesła na parasolki.

Ciekawostką było również to, że ledwie Papież wsiadł do samochodu i odjechał deszcz przestał padać i wyjrzało słońce. Czyżby to znak, że dla Libanu rozpoczną się dobre czasy?

 

 

Tekst i zdjęcia Maria Giedz (poniżej z lewej w zielonej kurtce)

Ekipa Radia Wnet z członkiem ZG SDP, wieloletnim prezesem SDP Krzysztofem Skowrońskim., Lechem Rusteckim oraz  autorką tekstu członkiem ZG SDP Marią Giedz a tak ze piegrzymami z Polski
zdj. Radio Wnet
Z nieco innej perspektywy papieża Leona XVI w Libanie forografował kolejny na tej pielgrzymce członek ZG SDP Paweł Gąsiorski