HUBERT BEKRYCHT: Czekając na medialny koniec rządowych rozliczeń opozycji

Dziennikarze popierający rząd Donalda Tuska mają spory kłopot, bo tzw. rozliczenia Zjednoczonej Prawicy przekroczyły już poziom absurdu. W Polsce wyraźnie widać łamanie zasad prawnych i obyczajowych, którymi od setek lat kieruje się cywilizacja judeochrześcijańska. Widzą to młodzi i starzy, widzą to też politycy. Wszystkich partii.

Niestety niesprawiedliwość w wymiarze sprawiedliwości zdaje się potwierdzać śmierć śp. Barbary Skrzypek trzy dni po przesłuchaniu jej w prokuraturze. Po przesłuchaniu, które prowadziła nie ukrywająca niechęci do prawicy prok. Ewa Wrzosek. Po przesłuchaniu, do którego nie dopuszczono adwokata wieloletniej dyrektor biura PiS i bliskiej współpracownicy prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Przesłuchaniu, którego celem był powrót do tzw. sprawy dwóch wież, sprawy dawno już wyjaśnionej. Przesłuchaniu, w którym uczestniczyli prawnicy powszechnie i bez zażenowania okazujący pogardę do ugrupowań konserwatywnych, w tym PiS.

Nie wolno mysleć

Media liberalne i lewackie związane z obecnym rządem już kilka godzin po ogłoszeniu śmierci śp. Barbary Skrzypek orzekły, że nie można powiązać zgonu kobiety z przesłuchaniem jej przez prokurator Wrzosek. Czy te media są rzetelne? Nie. Bo nie można niczego wykluczyć. A dziennikarz musi przynajmniej pytać. Pytać o związek przesłuchania z nagłą śmiercią osoby, która od lat pracowała na rzecz głównej polskiej partii prawicowej.

Może media rządowe przeraziły się gróźb prokuratury i prawników? Chodzi o mało subtelne oświadczenia o karach dla tych, którzy odważą się wątpić w to, że śmierci Barbary Skrzypek nie można łączyć z jej przesłuchaniem bez adwokata, za to w obecności znanych z prorządowych sympatii prawników. Media nie są nieomylne, ale nie mogą być naiwne. Słysząc oficjalne rządowe, koalicyjne, „komunikaty” o „absurdalności” zarzutów wobec orwellowsko-kafkowskiego przesłuchania pod nieobecność obrony, przypomina mi się ton mojej niespokojnej młodości.

Dojrzewanie do buntu

Otóż dorastałem, jak zdychała hydra komuny, zbrodniczy potwór, który najpierw sprzymierzył się z faszyzmem w 1939 roku, a potem dominował w naszej części Europy, zresztą nie tylko tutaj. W 1989 roku miałem 20 lat i wpatrywałem się w Okrągły Stół jak alkoholik w inny stół, gdzie stoją butelki. Jak człowiek, który jednak chcąc się wyrwać z jednego nałogu wpada w inne uzależnienie. Z tego uwielbienia dla koncesjonowanej przez Wałęsę, Michnika i Geremka opozycji wyrwały mnie zbrodnie komunistycznej bezpieki. Oficjalnie popełnione przez „nieznanych sprawców” morderstwa księży Stefana Niedzielaka, Stanisław Suchowolca i Sylwestra Zycha.

Myślano, że mordercy duchownych to pogrobowcy komunizmu, ale to byli i są komuniści. Milicjanci i esbecy wmawiali wszystkim, że jeden z księży spadł z krzesła a inny nadużył alkoholu. I dlatego zmarli… Odrażające. Komunizm to nie tylko obecny ustrój opresyjny Korei Północnej czy Kuby, ale to także mentalny stan wielu Polaków wierzących w bezstronność wymiaru sprawiedliwości bez prawa do adwokata dla osoby przesłuchiwanej.

Pęknięcia

Dlaczego o tym opowiadam? Bo po kłamstwach PRL o masowych morderstwach kapłanów tuż przez objęciem władzy przez liberalne skrzydło Solidarności, w wielu młodych ludziach, we mnie też, coś pękło. Przekonaliśmy się właśnie wówczas, że komuna przemalowana na socjaldemokratów nigdy nie przestanie łżeć. Tak jest do dzisiaj.

A media, które powtarzają albo, co gorsza, wierzą w kłamstwa komuny AD 2025, powinny się same rozwiązać płonąc ze wstydu. I już nigdy nie powracać do życia publicznego. Kiedy coś pęknie w zmanipulowanych młodych ludziach nienawidzących konserwatyzmu? Nie wiem, ale oby jak najszybciej.

HUBERT BEKRYCHT: Między wierszami, czyli rządowa cenzura pod patronatem UE

Smutne i dziwne czasy nastały. 36 lat po upadku komuny rząd w Polsce chce cenzury treści internetowych. Dlaczego? Bo tak chce rząd  i władze UE. Liberałowie i lewacy panując udzielnie nad unijnymi strukturami chcą też rządzić w poszczególnych państwach członkowskich. Także rząd RP zatęsknił za dyktaturą demokracji i komunistycznymi urzędami kontroli publikacji i widowisk.

Czy da się zarządzać przy pomocy cenzury? Da się. Chociaż na razie Unia Europejska jest wspólnotą, a nie związkiem przypadkowych krajów z cesarzami niemieckimi lub francuskimi na czele. Jeszcze. Już jednak da się cenzurować treści internetowe na terenie UE. I publikując te słowa nie wiem, czy one do kogoś dotrą, czy może ktoś zechce coś tu „pozmieniać”, ale ja zawsze będę pisać i mówić, co myślę.

Strach przed samodzielnością

Zamysł kontrolowania procesów politycznych poprzez autorytarne działania, mające pod prasą cenzorską ścisnąć wolność słowa, nie jest niczym nowym. Historia cenzury to przecież dzieje urzędników zdjętych strachem i wizją pozbawienia ich władzy. Tak jest teraz w wielu krajach UE, w Polsce też.

U nas cenzura, którą chce nam na wybory prezydenckie zafundować rząd pod „parasolem” kontrolującym Internet „dla dobra obywateli”, to propozycje haniebne, ale wynikające z prawa unijnego. Prawa, które – przypominam – nie jest nad naszym prawem krajowym. Na szczęście. W ogóle nie da się skutecznie cenzurować Internetu podczas kampanii wyborczej. Orędownicy tego pomysłu UE – czyli, między licznymi działaczami polskiej demokratury, premier Tusk i wicepremier, minister cyfryzacji Gawkowski – dobrze o tym wiedzą.

Cenzura i kara

Rząd chce po prostu karać opozycję i konserwatywne media za coś, co zawsze będzie mógł wytłumaczyć „unijnymi regulacjami”, m.in. DSA – aktem o usługach cyfrowych. Koalicji zależy na nie mającej reguł walce wyborczej i zainstalowaniu swojego człowieka w Pałacu Prezydenckim. I tylko temu jest podporządkowane cenzurowanie „treści niezgodnych z DSA”. Na przykład za napisanie, co czynię, że DSA to bzdura.

Zatem, jeśli rząd uruchomi do walki wyborczej zakazy internetowe, to o ile nie zdąży bezprawnie wsadzić do aresztów takich parlamentarzystów opozycji jak poseł Matecki, obejmie restrykcjami i karami pozostałych polityków konserwatywnych mających olbrzymie grono obserwatorów na profilach społecznościowych, tzw. zasięgi. I o taką, w istocie komunistyczną, cenzurę chodzi. Nie tylko o treści chodzi, lecz o piszących słowa krytykujące rząd Tuska. Mam nadzieję, że nie aparat władzy nie zdąży do 1 czerwca br.

Precz z komuną!

Był taki skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju. Radiowiec tłumaczył praktykantce kto to był Jaruzelski emitując przemówienie zbrodniarza, który wprowadził stan wojenny. „A to taki sympatyczny dziadunio” – mówi dziewczyna. Radiowiec precyzuje. „Dziadunio… On mógłby ci wyłączyć fejsbuka” – wyjaśnia. I wówczas praktykantka niszczy płytę z nagraniem dyktatora.

I tak, bardzo prosto, trzeba tłumaczyć, co to jest wolność słowa… Jeśli przestaniemy nostalgicznie i głupio patrzeć na PRL, tak jak na „najweselszy z baraków obozu komunistycznego”, wtedy cenzura prewencyjna UE, rządu w Polsce i ta najgorsza, w nas, w końcu upadnie.

  ***   ***  ***

Czy nic się, do cholery, nie zmieniło? Czy urząd cenzury przeniósł się z ulicy Mysiej w Warszawie do budynku przy al. Ujazdowskich? Ponoć na Mysiej przy Brackiej, nad tablicą sławiącą wolność słowa, unosi się krztuszące się ze śmiechu cenzorkie echo Polskiego Apatycznego Prewencyjnego Ducha Ustawy Prawie Aktualnej.

Protest KRRiT wobec ingerencji KE w polskie wybory; SDP przeciw politycznej cenzurze

Przewodniczący KRRiT Maciej Świrski opublikował stanowisko wobec ingerencji KE w polskie prawo wyborcze. „Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, wyraża stanowczy sprzeciw wobec zapowiedzianych działań Komisji Europejskiej zmierzających do organizacji tzw. okrągłego stołu, dotyczącego wyborów prezydenckich w Polsce” – napisano w stanowisku.

„Każda próba ingerencji instytucji międzynarodowych w proces wyborczy godzi w podstawowe zasady demokracji i suwerenności narodowej państwa członkowskiego. KRRiT stanowczo nie zgadza się z poglądami wyrażanymi przez wiceprzewodniczącą KE. ds. Suwerenności Technologicznej Henny Virkkunen, że przeprowadzenie uczciwych i wolnych wyborów może być zagrożone przez <<systemy rekomendacji treści i przez same treści rozpowszechniane przez platformy internetowe>>” – zauważono w stanowisku KRRiT

W stanowisku zwrócono uwagę na całkowitą dominację narracji niektórych władz krajów UE w kwestii nadrzędnej roli UE wobec suwerenności poszczególnych państw unijnych, w tym Polski. „W ocenie KRRiT Komisja Europejska uzurpuje sobie prawo arbitralnego definiowania treści, które gwarantują przeprowadzenie uczciwych wyborów w Polsce. Jednocześnie wiceprzewodnicząca KE sugeruje, że narzędziem, które ma być wykorzystane do tego jest Akt o Usługach Cyfrowych (DSA) – rozporządzenie prawa unijnego, które jest bezpośrednio implementowane do systemów prawnych państw członkowskich UE.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji stoi na stanowisku, że DSA nie może służyć do cenzury politycznej.

Całe stanowisko KRRiT:

TUTAJ

 ***

Na początku br. Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich protest ZG SDP przeciwko propozycjom wdrażania przez rząd RP aktu o usługach cyfrowych (DSA).

„ZG SDP stanowczo protestuje przeciwko zapowiedziom ograniczenia wolności słowa zawartym w projekcie ustawy wdrażającej Akt o Usługach Cyfrowych (DSA), przedstawiony przez Ministerstwo Cyfryzacji 13 grudnia 2024 r.  Jest to pośredni sposób wprowadzenia cenzury w Internecie na terenie Polski oraz umożliwienie rządzącym politykom ingerowania w publikowane w sieci treści przy wykorzystaniu struktury administracji państwowej. W rażący sposób narusza to gwarantowaną w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej zasadę wolności słowa wyrażaną w art. 54, który jednoznacznie zakazuje cenzury prewencyjnej” – czytamy we fragmencie protestu.

Tekst o proteście ZG SDP:

STOP CENZURZE – Protest ZG SDP przeciwko propozycjom wdrażania przez rząd RP aktu o usługach cyfrowych (DSA)

O wolności słowa na Słowacji z szefem oddziału SSN w Preszowie Jozefem Jurčišinem rozmawia Andrzej Klimczak

Z Jozefem Jurčišinem, prezesem oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Słowackich (Slovenského Syndikátu Novinárov, SSN,) w Preszowie, członkiem Zarządu Głównego tej organizacji w Bratysławie rozmawia Andrzej Klimczak

 

AK: Jak funkcjonuje na Słowacji Wasze Stowarzyszenie?

JJ: Nasza organizacja utrzymuje się ze składek członkowskich i realizacji projektów, na które otrzymujemy finanse z dotacji unijnych lub ministerialnych. Członkostwo w naszej organizacji nie jest obowiązkowe dla pracowników mediów.

Jako oddział SSN utrzymujemy własne biuro w Preszowie, podobnie w kilku oddziałach regionalnych. Obecnie nie mamy stałego adresu siedziby w Bratysławie. Jak to zwykle bywa w przypadku organizacji NGO, część oddziałów jest bardzo aktywna a części wystarcza jedynie fakt przynależności do organizacji.

Oddział w Preszowie od wielu lat cieszy się opinią aktywnego, nie tylko ze względu na podejmowanie działań branżowych i wspomaganie dziennikarzy, ale również ze względu na organizację wydarzeń o charakterze kulturalnym i sportowym.

Muszę dodać, że nasz główny prezes jak i szefowie oddziałów regionalnych nie otrzymują żadnego wynagrodzenia, jesteśmy wolontariuszami na pełny etat…

 

Czy wolność słowa na Słowacji po zmianie władzy jest zagrożona?

Tego tak lakonicznie jak sformułowano to w pytaniu nie można stwierdzić. Nie mamy sygnałów jednoznacznie odnoszących się do bezpośrednich nacisków władzy na media, np. by podejmowała próby zmiany norm prawnych ograniczających wolność wypowiedzi dziennikarzy i mediów.

Zdarzają się jednak sytuacje, które pośrednio można uznać za próby nacisku na dziennikarzy i redakcje. Tak jak w przypadku rządzącego polityka, który wszczął proces wobec jednej z redakcji o to, że użyła ona na okładce pisma fotografii bez zgody bohatera artykułu, czyli tego polityka….

Obecna władza, na czele z premierem Robertem Fico, stygmatyzuje media z nurtu „mainstream”, nazywając je antysłowackimi, antyrządowymi. Na swoich konferencjach prasowych Fico i ministrowie ignorują pytania, które im zadają dziennikarze tych mediów.

Czy można stwierdzić, że słowackie redakcje nie odczuwają bezpośrednich nacisków zewnętrznych, bo nie dochodzi już do takich sytuacji jak zamordowanie dziennikarza Jána Kuciaka i jego narzeczonej Martiny Kušnírovej, po publikacji o związkach władzy z mafią?

 Sprawa morderstwa dziennikarza nie została ciągle do końca wyjaśniona. A upłynęło od tego tragicznego wydarzenia siedem lat… Mamy nadzieję, że taka sytuacja nigdy więcej się nie powtórzy na Słowacji. Prawda jest też taka, że obecnie na Słowacji rządzi ta sama ekipa ludzi, którzy byli „bohaterami” artykułów Jána Kuciaka.

Od pewnego czasu obserwujemy inne zjawisko… Chodzi o autocenzurę wielu redakcji spowodowaną nie tyle lękiem przed odwetem przedstawicieli władzy, a przed ograniczeniem dopływu środków finansowych z reklam i ogłoszeń. Wiadomo, że bez odpowiedniego rynku reklam czy sponsoringu, redakcje nie są w stanie funkcjonować. Zresztą na przestrzeni ostatnich lat kilka drukowanych wydań musiało wycofać się z rynku medialnego ze względów finansowych.

Czy w takich przypadkach SSN podejmował działania wspierające takie redakcje?

Nie mieliśmy podstaw do takich działań. To były autonomiczne decyzje redakcji. Nikt się do nas nie zwracał z prośbą o interwencję, a gdyby nawet się zgłosił to nasza organizacja nie posiada odpowiednich narzędzi do udzielenia skutecznej pomocy redakcjom, które ze względów finansowych nie są w stanie prowadzić dalszej działalności.

A jak wygląda kwestia polaryzacji mediów na sprzyjające rządowi i te będące w opozycji?

Według mojej wiedzy na Słowacji nie ma tak wyraźnego podziału jak w Polsce, na media, które sympatyzują z władzą lub są jej przeciwne. Praktycznie we wszystkich mediach słowackich można spotkać materiały krytyczne wobec obecnego rządu. Po zmianach dobrze się trzyma publiczna telewizja i radio – nie zauważa się w nich zbyt dużo prorządowej propagandy. Dopóki tak jest, to możemy mówić o niezagrożonej wolności słowa w naszym kraju. Oczywiście można by się pokusić o zrobienie statystyki opisującej, w których mediach jest więcej krytyki władzy, a w których więcej materiałów sprzyjających jej politykom. Nikt jednak do tej pory takiej statystyki nie robił. A gdyby nawet powstała, to wątpię, aby była do końca wiarygodna, bowiem opinie, które można by uznać za prorządowe lub opozycyjne nie są stałym algorytmem a wynikają z konkretnych sytuacji i zdarzeń, które za każdym razem będą się cieszyły pozytywną lub negatywną opinią poszczególnych redakcji.

Inną kwestią jest sprawa mediów, przede wszystkim internetowych, które można oceniać jak dezinformacyjne, prorosyjskie itp. Obecny rząd ceni je więcej niż te, które są wobec niego krytyczne. Nie będę wymieniać szczegółów, ale jest to istotny problem dla współczesnej sceny medialnej na Słowacji.

Czy SSN współpracuje z zagranicznymi organizacjami dziennikarskimi?

W tej chwili nie mamy żadnych wspólnych działań z takimi instytucjami. Byłoby jednak bardzo dobrze, gdyby taka współpraca była możliwa. Najbardziej interesowałaby nas współpraca w zakresie realizacji międzynarodowych projektów z zewnętrznym finansowaniem. Gdyby np. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich miało takie propozycje to zapraszamy do rozmów.

 

Prezes SDP: ŻANDARMERIA W DOMU DZIENNIKARKI EWY STANKIEWICZ. KTO I KOGO CHCE ZASTRASZYĆ?

Żandarmeria Wojskowa w mieszkaniu dziennikarki! Przeszukanie w domu Ewy Stankiewicz. Przyczyną jej publikacje na temat zamachu smoleńskiego – to fragment wpisu prezes SDP Jolanty Hajdasz.

Sytuacja jest dramatyczna. W piątek Żandarmeria Wojskowa weszła do domu dziennikarki Ewy Stankiewicz, autorki filmów o tragedii smoleńskiej.

„Żandarmeria Wojskowa w mieszkaniu dziennikarki! Przeszukanie w domu Ewy Stankiewicz. Przyczyną jej publikacje na temat zamachu smoleńskiego” –  podkreśliła we wpisie na X prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Jolanta Hajdasz, szefowa Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP.

„Kto i kogo chce tym zastraszyć? Ewa to laureatka Nagrody Głównej SDP za film na ten temat, będziemy domagać się wyjaśnień i Ją wspierać” – podsumowała Hajdasz, która zapowiedziała już protest CMWP w tej sprawie.

 

 

PROTEST RADY PROGRAMOWEJ POLSKIEGO RADIA WS. LIKWIDACJI BIBLIOTEKI PR

Rada Programowa

Polskiego Radia S.A.

                                                                                 Uchwała nr 1/I / 2025

                                                                        Rady Programowej Polskiego Radia S.A.

 

Rada Programowa Polskiego Radia wyraża głęboki sprzeciw wobec zamiaru likwidacji biblioteki w Polskim Radiu. Po bezprawnym i siłowym przejęciu mediów publicznych, masowych zwolnieniach  dziennikarzy i pracowników, władze Polskiego Radia zapowiedziały likwidacje biblioteki w Polskim Radiu.

Wobec zamiaru likwidacji biblioteki, która jest niezastąpionym elementem merytorycznej pracy dla dziennikarzy, około 500 pracowników Polskiego Radia wystosowało protest do Likwidatora. Likwidator odmawiał spotkania z pracownikami więc protestujący zwrócili się o pomoc do Rady Programowej. Sprawa ta została wprowadzona do porządku obrad. Niestety na początku posiedzenia Likwidator pan Paweł Majcher oświadczył, że ma inne ważne spotkanie i nie będzie uczestniczyć w posiedzeniu a Polskie Radio miał reprezentować Juliusz Kaszyński. Także i on nie chciał wysłuchać pracowników podczas posiedzenie Rady Programowej. Jednakże pracownicy przedstawili szkodliwość tego zamiaru, na co pan Juliusz Kaszyński stwierdził, że nie przyszedł na spotkanie z pracownikami i bardzo mgliście oznajmił, że Likwidator rozważa zachowanie jakiejś części biblioteki. Pracownicy domagali się skonkretyzowania zapowiedzi, ale niestety pan Kaszyński opuścił salę obrad rzucając na odchodne zdanie na temat jakiegoś spotkania w bliżej nieokreślonej przyszłości. W toku dyskusji Rada Programowa Polskiego Radia wyraziła negatywne stanowisko wobec zamiaru likwidacji biblioteki, jak również w sprawie lekceważącego traktowania pracowników i Rady Programowej.

Ponadto Rada Programowa upoważniła mnie do sformułowania na piśmie i przesłania stanowiska do wiadomości Rady Mediów Narodowych, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które pozwalam sobie przedstawić Państwu do wiadomości z prośba o interwencję.

W ostatnich latach miliony Polaków wykluczonych informacyjnie poprzez jednostronny przekaz mediów publicznych będących pod kontrolą jednej strony sceny politycznej wspieranej przez prywatnych nadawców często zagranicznych, doczekały się wreszcie pluralistycznego systemu medialnego. W państwach praworządnych uznających niezbywalne prawa obywateli, media publiczne są niezbędnym elementem demokracji. Ich niezależność od bieżących zmian politycznych powinna być niewzruszalną zasadą gwarantującą dostępu obywatelom do rzetelnej informacji, zgodnie z Art. 14. Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Niestety obecne działanie podjęte przez koalicję 13 grudnia pod pozorem naprawy państwa, niszczą pluralizm odbierając obywatelom przynależne im prawa, cofając tym samym Polskę do praktyki niszczenia odradzającej się wolności w czasie PRL-u poprzez działania stanu wojennego. Tym samym kierując nasz kraj ku dyktaturze.

Dlatego wyrażamy zdecydowany sprzeciw wobec likwidacji biblioteki w Polskim Radiu, oceniając to działanie jako kamień milowy na drodze do likwidacji mediów publicznych.  Potępiamy brutalne metody stosowane przez obecne władze RP łamiące Konstytucję i odbierające wolności obywatelskie.

 

 Przewodniczący Rady Programowej Polskiego Radia w likwidacji

                                                                                                                  Marek Suski

 

JOLANTA HAJDASZ: „Forum Dziennikarzy” bez dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego

W połowie lutego Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego ogłosiło listę czasopism, które dostaną w kolejnych trzech latach publiczne dotacje państwa . Oczywiście żadnego zaskoczenia nie ma, wsparcia nie dostał dosłownie ANI JEDEN tytuł spoza środowiska liberalnych czy lewicowych mediów.  Nie otrzymało ich także wydawane od ponad 20 lat czasopismo Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich „Forum Dziennikarzy”, ani nawet  bliższe obecnej władzy pismo SDP „Bez wierszówki”.

Wsparcia nie mają tak  wartościowe pisma jak  „Nowy Obywatel” , „Kronika Wielkopolski”, czy „Czasopismo Zakładu Narodowego imienia Ossolińskich” oraz oczywiście takie konserwatywnie „skrajne”  czasopisma  jak Nowa Konfederacja, czy krakowski miesięcznik WPiS.

Trzeba powiedzieć wprost – w tym roku ten dotacyjny program był wyjątkowo bezczelnym działaniem rządzących: pieniądze dostała w ogóle rekordowo niska liczba czasopism, a ministerialni urzędnicy zlikwidowali w konkursie tryb odwołań od decyzji. Dla części tych czasopism oznacza to konieczność zawieszenia się, a może nawet likwidacji. Kolejne wartościowe, ambitne media znikną z naszej przestrzeni publicznej.

To skandal i wstyd, w skali budżetu państwa  te kwoty dotacji są minimalne w stosunku do wartości tych publikacji. Intelektualny ferment, dyskusje, stawianie tez i diagnozowanie rzeczywistości to rzeczy niezbędne w prawidłowo funkcjonującej demokracji. Dla profesjonalistów wymiana opinii na łamach czasopism jest najprostsza formą rozwoju intelektualnego, nikt nie powinien z niej rezygnować.

Warto więc przypomnieć, iż z założenia ten projektowy program o nazwie „Czasopisma” miał wspierać małe, niezależne, wartościowe i ambitne intelektualnie  wydawnictwa, które bez takiego wsparcia nie miałyby szans utrzymać się na rynku. One są i pozostaną niszowe, co dla fachowców jest oczywiste, zajmują się wysokiej jakości kulturą , nauką, polityką, historią, czy wszelkimi problemami społecznymi ale robią to w sposób daleki od komercyjnej walki o liczbę czytelników. To czasopisma dla tych , którzy zajmują się profesjonalnie dana dziedzina i chcą rzetelnej wiedzy o poruszanych w nich problemach.

Chcę podkreślić bardzo mocno –   to nie jest lustrzane odbicie sytuacji z czasów rządów Zjednoczonej Prawicy, choć zawsze można powiedzieć, że rządzący wspierają chętniej tych, którzy reprezentują bliższy im światopogląd i wartości. Ale takiego niszczenia „nie swoich” nigdy nie było. Był nawet taki rok, zaraz na początku rządów prawicy, wtedy gdy kilka czasopism reprezentujących  poglądy dalekie od konserwatywnych  nie dostało dotacji, to prawicowe media , znani i cenieni publicyści w imię zachowania różnorodności i pluralizmu upomnieli się o środki finansowe dla nich.

Były petycje i list otwarty, było poparcie istniejących wtedy odwołań. I Instytut Książki rozpatrujący te wnioski dotacyjne przyznał im środki na działalność. Teraz tego nie będzie, bo odwołań nie ma. Wątpię także, by ktokolwiek odważył się upomnieć o tych, którzy rząd Donalda Tuska skazuje dziś na niebyt i wegetację.  Takie są zasady demokracji walczącej. Gdyby PiS zrobił coś podobnego, byłyby  medialne lamenty  o braku demokracji, i o nepotyzmie i korupcji władzy, no i zapewne  byłoby o tym głośno i w Brukseli, i w Waszyngtonie.

Warto jednak sprawdzić, kto otrzymał pieniądze w konkursie mającym dotować niezamożne, niewielkie czasopisma, które same  nie są w stanie utrzymać się na rynku komercyjnym. Zaskoczenia nie ma. Miesięcznik Znak, który związany jest przecież z zamożnym dużym wydawnictwem, otrzymał 180 tysięcy, co znaczy że przez kolejne trzy lata będzie dostawał  180 tysięcy co roku . Czas Kultury związany z działaczem Platformy Obywatelskiej Rafałem Grupińskim, ma kwotę 160 tysięcy także co roku przez trzy lata. Przegląd Polityczny, czyli środowisko  Donalda Tuska z Trójmiasta, otrzymał 152 tysiące. Kultura Liberalna, która zazwyczaj wzywa do rozprawienia się z obecną opozycją otrzymała 160 tysięcy. Pismo Liberte!, taka forpoczta zwalczania katolików, dostało  120 tysięcy. Czasopismo Więź dostało po 143 tysiące w kolejnych trzech latach oraz dodatkowo na rok na swój portal 135 tysięcy. Oczywiście w oficjalnym opisie programu grantowego ministerstwo oszukuje wszystkich i informuje  że jego zadaniem jest równocześnie „tworzenie warunków do społecznego dialogu, przeciwdziałanie gettoizacji oraz instrumentalizacji kultury”.  To swoisty intelektualny bełkot, który ma przykryć rzeczywiste intencje rządzących.  Pamiętajmy przy tym, że te dotacje o których mówię, to tylko niewielki procent tego, co te organizacje otrzymywały do tej pory z innych źródeł.

Po tym jak  prezydent Donald Trump podjął decyzję o wstrzymaniu amerykańskiej pomocy dla organizacji zagranicznych także w Polsce coraz więcej i coraz konkretniej mówi się o tym, jak  Ameryka dotychczas wspierała  lewacką ideologię, jak wspierała opozycje w stosunku do prawicowych rządów  w różnych krajach, jak kupowała media, jak organizowała protesty i przewroty, Wydawano na to co najmniej 60 mld dolarów rocznie. Teraz dowiadujemy się, że za pieniądze amerykańskie wpływano także  na wybory w 2023 roku w Polsce.  Dotacje od administracji Joe Bidena szły do organizacji pozarządowych na wspieranie większej frekwencji wśród młodych i niezdecydowanych wyborców.  Skala i mechanizm tego skandalicznego procederu  wpływania na wynik wyborów w Polsce pozostaje jeszcze nieznana. Dziś te wszystkie organizacje pozarządowe tracą swoje finansowe podstawy działania, dlatego rząd Donalda Tuska , którego są zapleczem i głównym narzędziem komunikowania ze społeczeństwem zrobi wszystko, by sztucznie podtrzymać ich funkcjonowanie.

Piszę o tym dlatego, żeby zdawać sobie z tego sprawę, jak trudno jest dziś mediom konserwatywnym i prawicowym rywalizować z mediami liberalnymi czy lewicowymi w naszym kraju.  Zachodni świat po wyborze nowego prezydenta w Stanach Zjednoczonych wraca na tory normalności i zdrowego rozsądku, Polska pod rządami Koalicji Obywatelskiej nadal dryfuje w przeciwną, niestety obłędną stronę. Oby jak najszybciej to się skończyło.

„Forum Dziennikarzy” będzie ukazywać się nadal, póki co zapewne jedynie w internecie, ale tytuł przetrwa . I wierzę, że dotrwamy do lepszych czasów, gdy powrót do tradycyjnego druku na papierze będzie możliwy.

 

dr Jolanta Hajdasz, 

prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, 

dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP

 

 

Lista czasopism, które otrzymały dotację:

TUTAJ

ANDRZEJ KLIMCZAK przenosi nas w świat poezji EDWARDA BOLCA – „Dedykacje”

Tak zatytułowany został nowy tom poezji Edwarda Bolca, członka oddziału  SDP w Rzeszowie, inżyniera, dziennikarza, kiedyś roznosiciela mleka, zaopatrzeniowca w fabryce butów i sprzedawcy starych, przeczytanych już wielokrotnie książek. Wielość doświadczeń życiowych zadecydowała o bogactwie nietypowej poezji stanowiącej raczej reporterskie relacje z kiedyś odwiedzanych miejsc i spotkań.

Ten, zdawałoby się mikroregionalny, poeta z łatwością żegluje również po tematach z dalekiego Bostonu oraz innych miejsc USA czy Grecji, gdzie odnalazł zapomniane ślady naszej europejskiej cywilizacji.

Bez karkołomnych, intelektualnych fajerwerków, bez wyszukanych metafor, Edward Bolec opowiada jednak najczęściej o ukochanym mieście i jego najbliższej okolicy. O rzece towarzyszącej mu od dzieciństwa i o zmianach zachodzących wokół. W tych wspomnieniach najważniejsi są jednak ludzie, ci ukochani, tak jak jego mama, czy też spotykani okazjonalnie, mozolnie wykonujący swój fach faceci, tacy jak chociażby Stach Nitka, który doczekał się pomnika na rzeszowskich bulwarach, przewoźnik przez lata wędrujący w tym samym miejscu tam i z powrotem przez rzekę swoją starą krypą napędzaną drewnianą żerdzią. Nie brak też wspomnień o tutejszych, równie niezwykłych menelach, stanowiących o kolorycie miejsca. Jednak najważniejsze podium w twórczości zajmują osoby bliskie sercu Edwarda.

Nie są to wspomnienia pozbawione emocji i tęsknot. Świadczy o tym dobitnie wiersz dedykowany nieżyjącej już matce autora:

„Podróż na gapę”

Za chwilę będzie wigilia, Mamo,

Opłatek, życzenia zdrowia

I wszelkiej pomyślności

W nadchodzące święta,

A ja wciąż w drodze,

nie wiem dokąd,

nie rozumiem dlaczego,

idę jak inni,

nogi same niosą. (…)

 

Częste powroty Edwarda do lat dziecinnych i młodzieńczych są nie tylko czysto sentymentalne, przepojone tęsknotą za minionym czasem, ale są przede wszystkim archiwalnym portretem miejsc, ludzi i zdawałoby się normalnych sytuacji, które w wierszach Edwarda nabierają niezwykle tajemniczego charakteru.

„Na tarasie pod parasolami”

Byliśmy tutaj,

Chodziliśmy tymi ulicami,

Nasze głosy słyszały mury tych kamienic,

Wpadaliśmy na Wiener Caffe

Lub Leżajsk (gdy rzucili)

Do Kosmosu przy 3 maja,

Na bluesowe msze Blackoutów

Urywaliśmy się „na pocztę”,

Jeśli zapadaliśmy się pod ziemię,

To na pewno wypełzaliśmy na ląd

W Olszynkach nad Wisłokiem. (…)

(…) Któregoś dnia białe gołębie zniknęły,

Ich miejsce zajęły obce czarne ptaki,

Nocą słuchaliśmy radia,

Posterunki rozpalały koksowniki

Na rogatkach

Zawołaliśmy swoje pierwsze NIE

I czas zastopował na chwilę, (…)

 

Tak w swoich wierszach przestawia zderzenia młodzieńczej sielanki z brutalną rzeczywistością minionych lat, która zmuszała do porzucenia marzeń i idyllicznego wyobrażenia otaczającej rzeczywistości. Tamta rzeczywistość kształtowała postawę nie tylko bohaterów wierszy Edwarda, ale też jego samego. Z upływem czasu i gasnącej euforii pojawiały się rozczarowania:

„Można”

Można nie mieć nic,

Być goły i niekoniecznie wesoły,

Zimować u Brata Alberta,

A rano gdy słońce wypala oczy,

Kurewsko cieszyć się życiem.

Można mieć wszystko,

Kasę, tytuły, ordery,

Tak zwaną dobrą rodzinę,

Stać w blasku reflektorów,

I być namaszczonym skurwysynem.

 

Te niepozbawione wulgaryzmów, ale jednocześnie nie wulgarne, opisy ludzkich postaw, są kolejnym dowodem na odwagę poety, który nie toleruje poprawności politycznej i nie godzi się na kompromisy.

Opisywane postacie w tekstach Edwarda Bolca są jednoznaczne, zdecydowanie dobre lub bezpardonowo krytykowane, gdy na to zasługują.

Opisy miejsc, osób i wydarzeń balansujące na granicy prozy i poezji, mimo, że odnoszą się do niewielkiego obszaru rodzinnego miasta poety, trudno nazwać lokalnymi, bowiem opisują przestrzeń, która jest znana wszystkim nawet w najdalszych zakątkach kraju. To przestrzeń sentymentów, kolorytu miejsc, fascynacji otoczeniem architektonicznym i tym zwyczajnym, ludzkim. To opis sytuacji, które zna każdy z nas bez względu na miejsce zamieszkania.

 

 

MARIA GIEDZ: Solidarność, Międzymorze i nowe technologie

Dwie instytucje: Instytut Międzymorza oraz Fundacja Promocji Solidarności, reprezentowane przez naukowców, będących jednocześnie publicystami i dziennikarzami, zdecydowały się na interesującą współpracę po to, aby Polska mogła być krajem silnym i niepodległym. Dokładnie miesiąc po objęciu rządów przez Donalda Trumpa w Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej i wyraźnie widocznych wprowadzanych przez owego polityka zmianach w realnym świecie, na terenie słynnej Sali BHP Stoczni Gdańskiej doszło do podpisania Listu Intencyjnego. Ideą współpracy między owymi instytucjami ma być promowanie solidarności międzyludzkiej, międzypaństwowej, a w szczególności wśród państw Europy Środkowej i Wschodniej.

Kulminacją owego wydarzenia była niezwykle interesująca debata dotycząca geopolityki obszaru Trójmorza w erze nowych wyzwań i sztucznej inteligencji. Mówiąc krócej, podjęto próbę stworzenia ruchu oddolnego, który przeciwstawi się zakłóceniom rzeczywistości tak silnie promowanym przez zachodnich polityków.

Tuż po podpisaniu Listu Intencyjnego Aleksandra Jankowska, prezes Fundacji Instytut Międzymorza wyraziła nadzieję, że obie instytucje łączy solidarność taka międzyludzka, która Polakom jest bardzo dobrze znana, ale i międzypaństwowa. – Ten sojusz państw, daje Polsce wielką siłę, ale daje też siłę państwom Europy Środkowo-Wschodniej – powiedziała.

Natomiast Wojciech Kwidziński, prezes Fundacji Promocji Solidarności dodał, że to pozytywne doświadczenie związku „Solidarność”, wielkiego ruchu, który miał wpływ na obalenie komunizmu, daje nadzieję na łączenie narodów tej części Europy i że współpraca będzie się dobrze rozwijała. Nie zabrakło też wypowiedzi trzeciego sygnatariusza Listu Michała Ossowskiego, redaktora naczelnego „Tygodnika Solidarność”, który mówiąc o roli „Solidarności” podkreślał, że wobec rosnących zagrożeń należy wyjść poza działalność typowo związkową.

Pilnować Polski

Ossowski w swojej wypowiedzi nawiązał do słów przewodniczącego NSZZ „Solidarność” Piotra Dudy, które usłyszał podczas zjazdu w Spale: „musimy pilnować Polski! Tylko my sami możemy to zrobić. Solidarność, która obaliła komunizm to nie była jakaś mityczna organizacja, to byliśmy my wszyscy, zwykli ludzie. I jeśli wszyscy będziemy działali, angażowali się w pracę dla Polski, przeciwstawiali się złu, będziemy nie do powstrzymania, tak jak nie do powstrzymania była w czasie obalania komunizmu Solidarność. Tylko musimy w to wierzyć i musimy działać”.

Podpisanie Listu, aktu prawnego było jedynie wstępem do merytorycznej dyskusji, której przysłuchiwała się spora grupa osób. Sala BHP była pełna ludzi. Wśród słuchaczy znaleźli się goście specjalni, jak Konsul Generalny Węgier Peter Kertesz i jego zastępca Otto Sipos, a także Konsul Honorowy Republiki Bułgarii w Gdańsku Jan Strawiński. Nic dziwnego, bowiem zarówno Węgrzy, jak i Bułgarzy są wyraźnie zainteresowani budowaniem z Polską, ale i z państwami byłego bloku sowieckiego strategicznych sojuszy, a także rozwojem gospodarczym, społecznym, kulturowym, naukowym, inaczej mówiąc integracją międzypaństwową i to nie koniecznie na zasadach dyktowanych przez unijnych polityków. Co wcale nie oznacza chęci „wypisanie się” z Unii.

Ta idea „pilnowania Polski” przewijała się w wypowiedziach zaproszonych do dyskusji prelegentów, a wziął w niej udział prof. Andrzej Zybertowicz, który jest też publicystą – właśnie ukazała się jego najnowsza książka „AI Eksploracja”, a jednocześnie jest doradcą prezydenta RP Andrzeja Dudy. Był też prof. Piotr Grochmalski, dziennikarz, korespondent wojenny, a także politolog związany m.in. z ASzWoj w Warszawie. Nie zabrakło również prof. Grzegorza Górskiego, prawnika, polityka, amerykanisty, założyciela Akademii Jagiellońskiej w Toruniu. W debacie uczestniczył wspomniany wcześniej red. Michał Ossowski z wykształcenia prawnik, członek Zarządu Fundacji Promocji Solidarności. Dyskusję poprowadził dr Adam Chmielecki politolog, dziennikarz, publicysta, członek Rady Programowej Instytutu Międzymorza.

Rola Polski

W tym roku mija 10 lat od powstania Trójmorza, międzynarodowej inicjatywy gospodarczo-politycznej skupiającej 13 państw Unii Europejskiej położonych w pobliżu mórz Bałtyckiego, Czarnego i Adriatyckiego. Obchody odbędą się w kwietniu. Zbliża się też zawieszenie broni w wojnie pomiędzy Ukrainą i Rosją. Pojawia się więc pytanie, które zadał zarówno sobie, jak i uczestnikom debaty moderator Adam Chmielecki – jaki będzie w tym udział Polski, jaką rolę odegra Polska i jaką pozycję Polska będzie miała po zakończeniu wojny na Ukrainie?

Rozwijając owo pytanie Chmielecki dywagował. – Trochę się obawiam, że Polska może być podwójnym przegranym. Po pierwsze dlatego, a jest to oczywiste, że Polska udzieliła największej pomocy Ukrainie w ciągu ostatnich trzech lat, w każdym wymiarze: charytatywnym, społecznym, politycznym. Myśmy mobilizowali też światową opinię publiczną w interesie Ukrainy. Jednak, teraz Polska, w mojej ocenie, znajduje się troszkę na marginesie tych wydarzeń.

Pytanie Chmieleckiego było dwuczłonowe, nawiązywało również do sytuacji jaka istnieje od miesiąca w USA, po wygranej Donalda Trumpa.

– USA dostały skrzydeł pod prezydenturą Donalda Trumpa i próbują odbudować swoje przywództwo, swoją pozycję na świecie – kontynuował Chmielecki. – Polska tak naprawdę po przełomie roku 1989 jako państwo była jednym z najbardziej proamerykańskich państw, na pewno w Europie, jeśli nie na świecie. Polskie społeczeństwo też, co do zasady, jest bardzo proamerykańskie i pojawia się pytanie, czy my nie zostaniemy z tą proamerykańskością, jak Himilsbach (Jan, aktor, pisarz, scenarzysta, ale i kamieniarz) z angielskim, mówiąc bardzo kolokwialnie. Obecne polskie władze, poza Prezydentem, sprawiają wrażenie, iż chcą być w awangardzie sprzeciwu wobec Donalda Trumpa i wszystkiego, co robią Stany Zjednoczone. Zatem mimo ogromnego wysiłku, który wykonaliśmy w ciągu ostatnich trzech lat, a tak naprawdę trzech dekad, na rzecz zacieśniania więzi transatlantyckich, pojawia się pytanie, czy nie staniemy się ofiarą obecnej sytuacji politycznej?

Zakłócanie rzeczywistości

Prof. Grochmalski mówiąc o obecnej sytuacji w Europie w kontekście i wojny na Ukrainie i szybkich zmian dokonujących się w USA uznał, że jest to próba zakłócania rzeczywistości, a jednocześnie zacierana jest diagnoza działalności Trumpa, na rzecz liderowania Niemiec i liderowania Unii Europejskiej. Podkreślał, że Niemcy środki przeznaczone na zbrojenia w rzeczywistości wydają na cele socjalne i budują narrację osi z Moskwą, z Putinem. Przed wybuchem owej wojny uzależnili się w 55 proc. od gazu z Rosji, a więc oddali się w ręce Rosji. W ten sposób oddali strategie kontrolne Rosji. Wręcz podkreślał, że całe bezpieczeństwo Europy przekazali putinowskiej Rosji. Dali też czas na to, aby Rosja zmobilizowała się.

– Przed wojną Niemcy podważyli wszystkie fundamenty bezpieczeństwa europejskiego, podkładając bombę pod całe bezpieczeństwo Europy i kusili Putina do tego typu rozwiązania – mówił Grochmalski. – Niemcy były kluczowym państwem wakującym zdolności armii ukraińskiej i próbującym dać czas Putinowi do tego, aby on znalazł odpowiedź strategiczną na katastrofę, do której się dopuścił. Bo okazało się, że Rosja nie była przygotowana do długotrwałej wojny. Po klęsce w pierwszej fazie, wystarczyło zadać Putinowi zdecydowany cios. Gdyby w tym czasie doszło do tego, co zrobili Polacy, a więc duże dostawy nowoczesnego sprzętu, dotyczyło to także Bidena i Scholza, to Rosja byłaby w sytuacji dramatycznej. Jednak dano czas, aby się Rosja zmobilizowała i uruchomiła wszystkie swoje zasoby do długotrwałej wojny.

A Polska? – staliśmy się kluczowym państwem, ale po dojściu do władzy Donalda Tuska wszystko się zmieniło. – Zdjęcie Tuska (z ręką w kształcie pistoletu wycelowanego w plecy Trumpa) symbolizuje uległość Tuska wobec Niemiec. Grochmalski podkreślał, że ocena amerykańska jest jasna. I zadał pytanie – czy Europa traci siebie? Co mamy bronić, kiedy dzisiaj wielkim zagrożeniem społeczeństw europejskich jest sama Unia? Po czym konkluduje, że – bez Ameryki Europa nie może sobie zapewnić bezpieczeństwa. Obecne rokowania Trump – Rosja nie mają wsparcia ze strony Unii, a raczej Unia je hamuje. Unia nie ma możliwości dokonania wewnętrznej rewolucji Unii, a Trójmorze nie ma możliwości zahamowania rozpadu Unii. Unia zmierza do katastrofy.

Polska kluczowym elementem wschodniej flanki

Zdaniem prof. Górskiego Europa (chodzi o Unię i Europę Zachodnią) zaczyna być drugorzędnym partnerem w rozmowach o przyszłość świata, co zaczynamy już zauważać. Nie ma Europy, nie ma partnera. A dużym prawdopodobieństwem jest to, że obecny sposób postrzegania sytuacji w Europie, ale i na świecie przez amerykańską administrację potrwa kolejne 12 lat. Prof. Górski zastanawiał się nad tym jak postrzegają nas Amerykanie? I daje odpowiedź.

W dłuższym scenariuszu Polska jest i będzie kluczowym elementem wschodniej flanki NATO i pogranicza z Rosją. I to niezależnie od tego jak te stosunki z Rosją będą się układały, czy będą lepsze, czy gorsze.

– W każdym wariancie, biorąc pod uwagę to, czego po stronie amerykańskiej nie brakuje, a więc tego, że Rosja nie jest partnerem długofalowym, Amerykanie muszą mieć twardy punkt oparcia, który będzie czynnikiem kontrolującym potencjalne zagrożenia płynące z takiego konfliktu. A to określa nasze miejsce w dłuższej perspektywie jako znaczącego, poważnego amerykańskiego alianta. Przyjęcie Szwecji i Finlandii do NATO zwiększa rolę Polski. – stwierdził Górski. Dodał też, że to co dzieje się, co obserwujemy po 13 grudnia 2023 r. jest rujnowaniem wcześniejszego dorobku. Te nierozważne działania mogą mieć złe konsekwencje.

Suwerenność intelektualna

Prof. Zybertowicz uważa, że rozwiązaniem dla Polski jest działanie oddolne. Nie musimy rezygnować z przynależności do UE, ani przejmować się, że Unia się skończy. Ale możemy sami prowadzić integrację. – Problemy winny być rozwiązywane na najniższym poziomie, a nie jak w Unii, gdzie wszystko ma być uzgodnione.

Profesor bardzo podkreślał wagę suwerenności intelektualnej. Jako przykład przytoczył wypowiedź Klausa Schwaba, niemieckiego inżyniera i ekonomistę, założyciela Światowego Forum Ekonomicznego, który na konferencji w Dubaju stwierdził, że „nie wszystko rozumie co zostało wypowiedziane, (ale nie ma to znaczenia), gdyż to my kształtujemy przyszłość”. Dzięki sztucznej inteligencji (AI) wszystko będzie rozwiązane i ludzie pokroju Schwaba nadal będą należeć do elity.

– Gdy kończył się feudalizm, a zaczynał kapitalizm, to bardziej inteligentni przedstawiciele arystokracji potrafili tak przekształcić zasoby, aby dalej należeć do elitarnej części społeczeństwa. Ale obecny kierunek sztucznej inteligencji jest taki, że nie można zagwarantować tego, że te systemy będą się rozwijały pod naszą kontrolą. Ich rozwój nie spełnia podstawowych standardów inżynierskich, które zawsze zawierają wymogi bezpieczeństwa. Jeśli te systemy będą się rozwijały tak jak miało to miejsce od ostatnich trzech lat, to jest kwestią czasu, kiedy nikt nad nimi nie będzie miał kontroli. Elity się na tym osiągnięciu technologicznym przejadą. One liczą, że dzięki sztucznej inteligencji wzbogacą nawet najbiedniejszych, a sobie zagwarantują skuteczne narzędzie kontroli nad światem, ale mogą się na tym przejechać – stwierdził Zybertowicz.

Potrzeba integracji

Komunizm nie narodził się w Brukseli tylko w sowieckiej Rosji. Kiedy upadł Związek Sowiecki wydawało się, że wraz z jego upadkiem zostanie pogrzebana idea komunizmu. Jednak zaczęła się odradzać, głównie w krajach zachodnich.

– Dzisiaj mamy do czynienia z Unią Europejską, która co raz częściej odwołuje się do idei marksistowskiej, a co raz rzadziej do wartości chrześcijańskich. Europa Środkowa nie jest tak skażona tą ideą, bo my to znamy. Stąd rozdźwięk pomiędzy Europą Zachodnią a Europą Środkowo-Wschodnią. Państwa Europy Zachodniej nie rozumieją idei komunistycznej, a ich społeczeństwa jest łatwo do niej przekonać. Od lat 70. (ubiegłego stulecia) Niemcy szukają współpracy z Rosją i dzisiaj Europa zachodnia jest w znacznej mierze prorosyjska. Sceptycznie nastawione do Rosji są państwa Europy Środkowo-Wschodniej. Mamy zatem różne interesy. Nasza część Europy nie chce współpracy z Rosją i obawia się jej. Ten podział Europy był widoczny chociażby w czasie wojny na Ukrainie, kiedy to nasza część Europy szybko pospieszyła temu krajowi z pomocą, z czym z kolei ociągała się zachodnia Europa – która zresztą pośrednio do tej wojny doprowadziła, między innymi za sprawą prowadzenia gospodarczych interesów z Rosją, takich jak choćby Nord Stream i Nord Stream 2 – mówił red. Ossowski.

Jego zdaniem Europa Środkowo-Wschodnia potrzebuje integracji, ale jest to bardzo trudne, gdyż nie mamy żadnego wsparcia, ani ze wschodu, ani z zachodu. Poza tym nie jest to na rękę wielu ośrodkom Europy Zachodniej.

– Amerykanie są w stanie dać pewną gwarancję stworzenia przeciwwagi dla osi Berlin – Moskwa i zapewnić warunki potrzebne do tego, aby państwa Europy Środkowo-Wschodniej mogły się rozwijać i być silne. Współpraca z USA i realizacja idei Trójmorza to polska racja stanu, podobnie jak polską racją stanu jest pozostawanie w strukturach Unii Europejskiej – dodał Ossowski.

Przywrócić świat realny

Ideały „Solidarności” to nie tylko obrona pracowników, walka o wolne soboty – dzisiaj broni się wolnych niedziel, prawa do godnego wynagrodzenia, wolności słowa, ale to przede wszystkim obrona wolności, wartości chrześcijańskich, sprzeciw wobec utopii Zielonego Ładu, który jest zaprzeczeniem istoty Unii Europejskiej (przecież Unia opierała się na Europejskiej Wspólnocie Węgla i Stali) … i właśnie to czyni ten związek wyjątkowym. Ossowski mówił też na temat rozwarstwienia społecznego, któremu „S” sprzeciwia się. Wspominał o zagrożeniach dla naszej gospodarki, o projekcie 15-minutowych miast (utopia; sposób na kontrolowanie społeczeństwa; ograniczanie wolności).

Prof. Zybertowicz zauważył, że „pilnowanie Polski” nie polega na ciągłym krytykowaniu się nawzajem, czy potępianiu przeciwników, ale na znalezieniu sposobu rozmowy ze sobą. Kryzys w świecie zachodnim został wywołany przez media cyfrowe. Zniszczono komunikację międzyludzką. Organizujmy się więc i powiedzmy jakich wartości chcemy bronić? Relacje między państwem a biznesem przyczyniły się do zniszczenia ideologii łacińskiej. Psychicznie zostaliśmy uzależnieni od smartfonów. Nie czytamy książek. Została zniszczona przestrzeń komunikacyjna.

Prof. Grochmalski zwrócił też uwagę na przekraczanie granicy człowieczeństwa przez sztuczną inteligencję. – Nie mamy żadnej wiedzy o tym jak ludność może zapanować nad megasztuczną inteligencją.

Oczywiście są i pozytywne strony AI, ale niestety przeważają zagrożenia, między innymi z powodu spadku poziomu intelektualnego społeczeństw. Technoentuzjastyczne podejście do tego, że technologia rozwiąże za nas wszystkie problemy jest drogą do całkowitego pogrążenia nas. Prelegenci byli niemal zgodni, że technoentuzjazm, to najgroźniejsza ze współczesnych ideologii. Stąd zrodził się pomysł na przywracanie świata realnego. Proponowanie młodym ludziom form survivalowych, ćwiczenia w izolacji cyfrowej, uczenie się przemieszczania w razie kryzysu bez urządzeń cyfrowych. Niestety, jak na razie, człowiek nie ma szans na pokonanie sztucznej inteligencji, mimo że nie we wszystkich dziedzinach jest ona doskonała. Jedynym co można zrobić, to powrócić do świata realnego, zawiązywanie silnych więzi międzyludzkich, międzynarodowych.

 

Tekst i zdjęcia Maria Giedz

 

 

O przyzwoitości przypomina posłom koalicji SŁAWOMIR JASTRZĘBOWSKI: 239 zhańbionych

Trudno nie czuć odrazy. Rozumiem brutalność polityki, strach przed partyjnymi bonzami, chęć utrzymania pracy i czegoś w rodzaju prestiżu, bo chyba bycie posłem przestaje już być prestiżowe, a wielu z tych przedstawicieli narodu to zwykłe lenie i nieuki. Nawet oni jednak powinni wiedzieć czym jest zwykła przyzwoitość, bo wymaganie zachowań honorowych, to chyba nazbyt wiele. Przyzwoitość.

239 posłów zagłosowało za aresztowaniem Zbigniewa Ziobry na 30 dni. Szokujące i hańbiące. Jeśli ktoś z tych 239 nie wie, czemu się zhańbił, to króciutko wytłumaczę. Otóż chcecie wsadzić na miesiąc do więzienia byłego ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego, bo oszaleliście z nienawiści, zemsty i chyba już strachu. Oszaleliście z całą pewnością i z całą bezczelnością, bo wy go chcecie upokorzyć i poniżyć dlatego, że… wasi ludzie, ludzie z komisji do spraw pegasusa tchórzliwie przed nim uciekli! Tak, zwiewali aż się kuksali!

To pierwszy w historii znany mi przypadek, w którym władza, chce wsadzić kogoś za to, że przed nim uciekła. Nikt o zdrowych zmysłach nie będzie twierdzić, że komisja do spraw pegasusa przed Ziobrą nie uciekła, bo wszyscy wiemy, że poseł Sroka pospiesznie zakończyła działanie komisji wiedząc, że świadek jest w budynku Sejmu i czeka na przesłuchanie. Tu nie chodzi o to, że na posła Ziobrę trzeba było czekać, wystarczyło go wpuścić.

Mówimy tu cały czas o świadku Ziobrze, o świadku, a nie o podejrzanym, oskarżonym czy skazanym i ten fakt potęguje hańbę 239 głosujących posłów. Państwo Sroki, Zembaczyńskie i Trele zaślepione nienawiścią i prymitywnym odwetem uciekają więc przed świadkiem (na oczach kamer relacjonujących na żywo). Chcą wsadzić Ziobrę za niestawiennictwo, chociaż wszyscy słyszeli, że się stawił, był i można go było przesłuchać. Ja się nie będę tu znęcać nad intelektem tej komisji, który wprowadza nas w stan depresji i prowokuje do zadania wielu pytań… Większość sejmowa powinna mieć jednak więcej rozumu.

I żeby była jasność, nie jest to żadna obrona Ziobry, tylko obrona zasad, podstaw, fundamentów demokracji. Jeśli Ziobro jest winny jakiegoś przestępstwa to go oskarżcie i niech zostanie osądzony tak, żeby i opinia publiczna mogła sobie wyrobić zdanie o jego winie bądź niewinności, bo polskim sędziom wierzą już tylko żony tych sędziów, a i to nie wszystkie. Nie wykluczam więc, że może się znaleźć jakaś długo losowana osobopostać w sędziowskiej todze dysząca chęcią zemsty, jak niesławna sędzia Kamińska (ta od nadzwyczajnej kasty), która tę hańbę 239 posłów zamieni na areszt dla Ziobry robiąc z niego męczennika.

Oczywiście celowo pomijam tu jeden wątek: komisja, zgodnie z prawem i orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego nie istnieje, a zwykły rozsądek nakazuje ją rozgonić, skoro o każdym podsłuchu decydował sędzia (w tym na przykład Tuleya) a nie politycy PiS-u. Pominąłem też gdybanie, co stałoby się, gdyby komisja nie uciekła przed Ziobro. Bo po tym, jak członkami komisji publicznie zamiatał Kaczyński czy Pogonowski należało się spodziewać, że merytoryczny i uzbrojony w wiedzę Ziobro mógłby się nad komisją w sposób wymyślny przy kamerach znęcać…

Kończąc: ciężko żyć w kraju, w którym większość sejmowa okazuje się obłąkana nienawiścią i zemstą zapominając o podstawowych wartościach, w których wychowuje się Polaków.

To do was wróci nieszanowni 239.

 

Sławomir Jastrzębowski