Rosjanie zabili dziennikarza w Irpinie. Zginął 50-letni Amerykanin Brent Renaud z NYT

Rosja przekaracza kolejne granice okrucieństwa i gwałci wszelkie prawa człowieka. Od początku inwazji na Ukrainę moskiewscy żołdacy zabijają cywili, kobiety, dzieci, atakują szpitale, przedszkola. W niedzielę bandyci w mundurach sił zbrojnych Federacji Rosyskiej zamordowali z zimną krwią dziennikarza i filmowca, 50-letniego Amerykanina Brenta Renaud’a z New York Times. Zginął niedaleko stolicy Ukrainy Kijowa, w miejscowości Irpień.

Informacje o śmierci Renaud’a, jako jedne z pierwszych podały amerykańskie agencje i stacje telewizyjne. W studio FOX News prowadzący na chwilę zamilkli…

Renaud jest pierwszym zagranicznym dziennikarzem, który zginął po inwazji rosyjskiej na Ukrainę 24 lutego 2022 r.

Światowe media podały, że Renaud został zastrzelony przez rosyjskich żołnierzy w Irpinie w obwodzie kijowskim. Dwóch innych dziennikarzy zostało rannych i zabranych do szpitala. Wg. agencji prasowych z USA jeden z nich jest w ciężkim stanie. Drugi, kolumbijski fotoreporter Juan Arredondo, który jest pod opieką lekarzy, napisał później na Twitterze, że grupa dziennikarzy filmowała uchodźców na jednym z mostów w Irpinie.

Podczas filmowania grupy cywili, rosyjscy żołnierze zaczęli strzelać do dziennikarzy. Zabili Renauda.

 

Brent Anthony Renaud urodził się 13 października 1971 roku w Memphis na południu USA. Był  dziennikarzem, pisarzem, filmowcem, dokumentalistą i fotoreporterem. Renaud współpracował ze swoim bratem Craigiem przy produkcji filmów m.in. HBO i Vice News. Pracował m.in. dla New York Times.

 

Brent Renaud 1971 – 2022 

R.I.P.

W Domu Dziennikarza SDP w Kazimierzu Dolnym jest już 140 uchodźców. Wspólnie możemy im pomóc

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich pomaga uchodźcom z Ukrainy, w Domu Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym przebywa już 140 osób, które uciekły przed okrucieństwem wojny. Będą one potrzebowały długofalowego wsparcia. SDP uruchomiło konto, na które każdy kto chce przyłączyć się do pomocy może wpłacać środki.  

SDP od początku rosyjskiej agresji na Ukrainie czynnie włączyło się w pomoc uchodźcom, udostępniając dom w Kazimierzu Dolnym. Do tej pory schronienie w nim znalazło 140 osób z Ukrainy. Największą grupę stanowią dzieci ewakuowane z domu dziecka w Mariupolu – 62 najmłodszych i ośmioro opiekunów (o ich przyjeździe pisaliśmy TUTAJ).

Pracownicy Domu Dziennikarza robią wszystko, aby zapewnić uchodźcom jak najlepsze warunki, mają oni zapewnione wyżywienie, dla dzieci urządzono sale do gier, zabaw, oglądania filmów.

– Część dzieci wymaga stałej opieki lekarskiej i psychologicznej to też staramy się zabezpieczyć – mówi dyrektor Domu Dziennikarza SDP w Kazimierzu Dolnym Dariusz Popławski.

Uchodźcy z Ukrainy będą potrzebowali długofalowego wsparcia, dlatego Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich uruchomiło specjalne konto, można na nie wpłacać środki przeznaczone na wsparcie uciekinierów wojennych, którzy znaleźli schronienie w Domu Dziennikarza SDP w Kazimierzu Dolnym. Wspólnie możemy zadbać o jak najlepszą pomoc dla tych, którzy musieli opuścić swój kraj dotknięty zbrodniczą agresją Rosji.

Numer konta „Pomoc SDP dla Ukrainy”:  88 1020 1097 0000 7102 0217 3680

Szczegóły dla płatności zagranicznych

1.       Nazwa banku: PKO Bank Polski, Oddział 9 w Warszawie;

2.       Adres: ul. Nowogrodzka 35/41. 00-950 Warszawa;

3.       BIC (SWIFT CODE): BPKOPLPWXXX;

4.       Numer NRB: 88 1020 1097 0000 7102 0217 3680;

5.       Numer IBAN : PL 88 1020 1097 0000 7102 0217 3680

 

 

KOMENTARZ HUBERTA BEKRYCHTA: Redaktorze Stankiewicz, też wyjdź – wstydu sobie oszczędź

Andrzej Stankiewicz nie jest już od dawna dziennikarzem, który „udaje obiektywnego”. Nie wiem, czy robi to specjalnie, czy nie umie udawać. To dobrze i źle. Dobrze, że nie ukrywa, źle, bo poszedł w bardzo złym kierunku. W sumie zamiast wyznawać jakiś polityczne poprawny „obiektywizm” dziennikarz ma być rzetelny! Tyle i tylko tyle. Nie ma prawa jednak wyrzucać nikogo ze studia za poglądy. A to zrobił A. Stankiewicz w Radiu Zet.

Dziennikarz ma być wyrazisty. Powiedzmy, że Stankiewicz jest, chociaż uważam, że ta jego statyczne zachowanie i nerwowe wyczekiwanie na jakąkolwiek wpadkę polityków koalicji rządowej przypomina postawę pelikana. Niby dostojnie wygląda, to jednak, kiedy osiągnie cel i coś złapie, jego wyraz dzioba zdradza po prostu zachłanność.

Ale to w świecie ptaków jest normalne. W dziennikarstwie nie można hiptnotyzować, a potem rzucać się na polityka, jak zimorodek na rybę. Gdzie tam jednak Stankiewiczowi do winnego zimorodka. Redaktór ów jest w roli zimorodka niezdarny, bardziej przypomina pijaną surykatkę.

I tak też było w niedzielę 6 marca 2022 r. w programie 7. Dzień Tygodnia w Radiu Zet, podczas którego z-ca red. nacz. Onetu Andrzej Stankiewicz wyrzucił z programu posła Solidarnej Polski (ZP) Janusza Kowalskiego.

Parlalmentarzysta napisał o tym na TT: „Zostałem wyproszony ze studia po sprostowaniu oczywistego kłamstwa red. Andrzeja Stankiewicza, że Tusk sądził się z Gazpromem. Pozew przeciwko Gazpromowi o ceny gazu został złożony w lutym 2016 r. przez PGNiG (,kiedy rządziła już ZP – red. sdp.pl) ” – podkreślił poseł Kowalski.

I chociaż to komentarz, oddam głos Stankiewiczowi, a właściwie, bo to nie on przecież pisze, komuś z Radia Zet, który na twitterowym profilu 7. Dnia Tygodnia napisał: „Stankiewicz: Niestety @JKowalski_posel nie jest w stanie porozmawiać o sytuacji na Ukrainie, bo wszędzie widzi Tuska, a nie Putina…” oraz: „Poseł Kowalski zapomniał ze studia notatek. Z takimi tezami przychodzi do programu @JKowalski_posel, żeby rozmawiać o ataku Putina na Ukrainę, ponad milionie uchodźców i zagrożeniach dla Polski”.

I na TT 7.Dnia Tygodnia Radia Zet pokazano te notatki…

I to jest skandal nawet bardziej gorszący od wyrzucenia z programu posła. To już po prostu działanie na szkodę państwa polskiego, rządu i… I właściciwie patetycznymi wyrażeniami mógłby tutaj zanudzać Państwa, jak Stankiewicz w swoich onetowych upławach. Ale nie chcę nudzić.

Zatem, Redaktorze Stankiewicz – kończ człowieku, wstydu sobie oszczędź! Nie obrażasz przecież ani posła ani Słuchaczy, Widzów, czy Internautów, obrażasz siebie. A przecież siebie kochasz – skończ gadać te głupoty. Kłócąc się na antenie z politykami nie przypominasz zimorodka atakującego z jakimś planem! Oszczędzę już Ci porównania z pijaną surykatką, ale Ty po prostu atakujesz, jak ten politk, którego bronisz (D.Tusk). Brzydko bronisz.

Hubert Bekrycht (6 marca 2022 r, godz.11.49)

HUBERT BEKRYCHT: Nie chodzi już tylko o Ukrainę i o nas, ale o katastrofę, która może zniszczyć Europę

Jeśli statek może utonąć, jakkolwiek smutno to brzmi, najpierw ratuje się kobiety i dzieci oraz osoby w podeszłym wieku. „Podczas wojny na Ukrainie Polska zachowuje się jak humanitarne supermocarstwo” – pisze wicenaczelny Spectatora Freddy Gray. „Część brytyjskich mediów jednak woli po prostu pisać o rasizmie, bo razem z ukraińskimi kobietami i dziećmi ze Wschodu do Polski próbują się przedostać głównie młodzi mężczyźni z Afryki i Bliskiego Wschodu, którzy jesienią zostali oszukani przez Moskwę oraz Mińsk i użyci do destabilizacji polsko-białoruskiej granicy” – podkreśla brytyjski dziennikarz.

Powoli, ale skutecznie opinia publiczna na świecie dowiaduje się, że kraje Europy środkowo-wschodniej nie są dzikimi państwami przyjętym do UE i NATO tylko dlatego, ża Zachód miał wyrzuty sumienia, bo po II wojnie światowej zostawił nas w sowieckich łapach.

Czy musiało dojść do kolejnej wojny, aby w Waszyngtonie, Paryżu, Londynie na to wpadli? Chciałbym odpowiedzieć, że nie. Chciałbym, ale nie mogę. Atrykuł Graya nie jest dla mnie żądną satysfakcją, ale stanowi symptom – moim zdaniem – nieodwracalnych zmian w mentalności Zachodu po bandyckiej inwacji Kremla na Ukrainę.

„Jeśli Putin naprawdę zamierza wypędzić najbiedniejszych migrantów świata na Ukrainę i sprawić, że Zachód będzie coraz bardziej szalał z powodu polityki tożsamości, to wydaje się, że plan już działa” – zwraca uwagę Gray.

„Polska zachowuje się jak humanitarne supermocarstwo” Freddy Gray – The Spectator

Dziennikarz zarzuca też brytyjskiej prasie, że wykorzystuje wojnę i kryzys do podsycania nastrojów antypolskich, o co zresztą chodzi rosyjskiemu dyktatorowi. Putin próbuje dzielić państwa UE i NATO destabilizując dezinformacją.

Nie możemy naiwnie przypuszczać, że wszystko kręci się wokół Polski. A niektórzy u nas tak mają. I nie tylko u nas, ale to żadna pociecha. Na Boga, ludzie, przecież tragedia jest tam, na Ukrainie,  nie u nas, czy na Zachodzie. Jeszcze. Otrząśnijcie się z tego amoku! Nawet zachodnie media, powoli zacynają to rozumieć. Teraz nie chodzi już tylko o Ukrainę, o nas, o państwa naszej części Europy, ale o katastrofę, która może zmieść z powierchni ziemi Stary Kontynent i znaczną część świata! Warto się zastanowić Koleżanko i  Kolego Redaktorzy, co piszecie i jak to robicie. I choć Spectator nie jest z mojej bajki, uczmy się wszyscy od Graya!

Hubert Bekrycht

O rosyjsko-białoruskiej inwazji na Ukrainie, bezinteresownej pomocy Polaków dla walczącego z Moskwą kraju i kryzysie uchodźczym na ukraińsko-polskiej granicy napisał zastępca redaktora naczelnego The Spectator Freddy Gray – link w felietonie.

(Skróty i tłumaczenia – od autora)

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich pomaga uchodźcom wojennym

Dom Dziennikarza SDP w Kazimierzu Dolnym przyjął już pierwsze grupy uchodźców z Ukrainy. Niebawem dołączą do nich kolejne osoby uciekające przed okrucieństwem wojny.

Pracownicy Domu Dziennikarza SDP w Kazimierzu Dolnym już kilka dni temu przygotowali obiekt na przyjęcie uchodźców, urządzili m.in. sale dedykowane specjalnie dzieciom, aby w bezpiecznych warunkach mogły one choć na chwilę zapomnieć o wojennej traumie. W czwartek dotarły pierwsze grupy z Ukrainy – 12-osobowa ewakuowana z ośrodka dla głuchoniemych oraz dwie rodziny: 11- i 5-osobowa.

– Czekamy jeszcze na 62-osobową grupę z Domu Dziecka, która ma przybyć w najbliższym czasie – informuje Dariusz Popławski, dyrektor Domu Dziennikarza SDP w Kazimierzu Dolnym.

Uchodźcy z Ukrainy znajdą w Domu Dziennikarza bezpieczne schronienie, otrzymają wyżywienie i rzeczy potrzebne do codziennego funkcjonowania. – Bardzo często osoby te mają tylko to w czym przyjechały, staramy się zorganizować dla nich jak najlepszą pomoc – dodaje Dariusz Popławski.

Obiekt Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Kazimierzu Dolnym jest otwarty na dalsze wspieranie uchodźców wojennych z Ukrainy. – Zabezpieczyliśmy też miejsca dla ukraińskich dziennikarzy, jeżeli będą potrzebowali naszej pomocy – mówi Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP.

opr. jka

 

Oświadczenie ZG SDP: Potępiamy stanowczo i jednoznacznie agresję Rosji i wspieramy obronę niepodległości Ukrainy

                                                                                                                  Warszawa 25 lutego 2022 roku

 

                                                                Solidarni z Ukrainą

                                                   Oświadczenie Zarządu Głównego SDP

                                                  w związku z agresją Rosji na Ukrainę

24 lutego Rosja rozpoczęła zbrojną agresję przeciwko Ukrainie. Wojska rosyjskie naruszyły integralność i suwerenność państwa sąsiadującego z Polską, zagrażając bezpieczeństwu wszystkich narodów mieszkających w naszej części Europy. Wojna oznacza śmierć i tragedie bezbronnych ludzi, paraliż gospodarki, chaos i  zniszczenia w stopniu trudnym obecnie do przewidzenia.

Potępiamy stanowczo i jednoznacznie agresję Rosji i  wspieramy obronę niepodległości Ukrainy. Chcemy przypomnieć słowa śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, który w 2008 roku podczas agresji Rosji na Gruzję powiedział znamienne słowa: dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze państwa bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę. Wyrażamy solidarność z walczącym i broniącym swojej Ojczyzny narodem ukraińskim.

Ogromną rolę w tej wojnie odgrywają media, są podstawowym źródłem informacji dla wszystkich, ich przekazy kształtują opinię publiczną po obu stronach konfliktu i na arenie międzynarodowej. Dlatego apelujemy o przestrzeganie standardów pracy dziennikarskiej przez tych,  którzy dziś przygotowują i nadają relacje, informacje, reportaże, komentarze, opinie i raporty  zarówno w mediach profesjonalnych, jak i społecznościowych, amatorskich. Rzetelny i uczciwy przekaz na temat przyczyn i przebiegu wojny na Ukrainie to dziś najważniejsze wyzwanie stojące przed dziennikarzami i mediami.  Wszyscy musimy przeciwstawić się fali dezinformacji i fake newsów mając świadomość,  iż  w tej wojnie są one używane na równi z bronią konwencjonalną.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zapewnia, iż udzieli wszelkiej dostępnej nam pomocy koleżankom i kolegom dziennikarzom z Ukrainy, którzy będą jej potrzebowali. Jeśli będzie taka konieczność, Dom Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym będzie do dyspozycji dla szukających w Polsce pomocy dziennikarzy z Ukrainy i ich rodzin.

                                                         Zarząd Główny SDP

Walne Zebranie Członków Oddziału Dolnośląskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Zarząd Oddziału Dolnośląskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich we Wrocławiu, na podstawie Uchwały nr 30 z dnia 21 lutego 2022 r. zaprasza na Walne Zebranie Członków.

Zebranie odbędzie się 17 marca 2022 r. o godz. 15.30 (pierwszy termin), godz. 16.00 (drugi termin) w sali klubowej kawiarni „STACJA DIALOG” (hol Dworca Głównego PKP – na prawo za kasami).

Przypominamy, że aby wziąć udział w głosowaniach należy posiadać ważną legitymację z potwierdzeniem opłacenia składki członkowskiej.

(§ 18 1. Członek Stowarzyszenia zobowiązany jest do: 3) regularnego opłacania składek i świadczeń obowiązujących w Stowarzyszeniu).

Aktualna wysokość składki:

– dla osób czynnych zawodowo: 72 zł/rok (6zł/m-c), dodatkowo uiszcza się 5 zł na rzecz IFJ

– emeryci i renciści  do 70 roku życia: 36 zł/rok (3 zł/m-c), dodatkowo uiszcza się 5 zł (na rzecz IFJ).

Członkowie SDP po 70 roku życia zwolnieni są ze składki członkowskiej.

Uwaga: opłaty pobiera się z góry za ważność legitymacji przez kolejne miesiące do końca roku.

Składkę należy opłacić na konto: 17 2530 0008 2041 1061 6708 0001

(W tytule wpłaty wpisać: składka członkowska za rok 2022, lub za lata…)

(§ 19 Członkostwo wygasa wskutek: 3. skreślenia na podstawie prawomocnej uchwały Zarządu Oddziału z powodu niepłacenia składek przez okres dłuższy niż rok, po uprzednim upomnieniu).

Ze względu na obowiązek utrzymania reżimu sanitarnego prosimy o potwierdzenie udziału w zebraniu do dnia 11 marca 2022 r.

Za Zarząd OD SDP

Jan Poniatowski

Prezes Zarządu OD SDP

Porządek obrad TUTAJ.

Regulamin obrad TUTAJ.

 

WALTER ALTERMANN: Warsaw Summit oraz Fit for fifty fajf, czyli szczyt szczytów albo udawanie narratora

Ostatnio, w dyskusji polityków, w jednej ze stacji telewizyjnych, nagle, bez ostrzeżenia politycy i prowadzący dziennikarz zaczęli mówić w obcym języku. Zaczęli bowiem mówić, że Warsaw Summit to, Warsaw Summit owo… Sięgnąłem do źródeł i okazało się, że mówią o warszawskim spotkaniu trzynastu liderów europejskich partii prawicowych.

Nie mam nic przeciw jakimkolwiek spotkaniom, nawet w Warszawie, ale wypadałoby chyba temu spotkaniu nadać jednak polską nazwę. Polscy politycy, którzy opracowywali materiały z tej konferencji oraz dziennikarze relacjonujący konferencję powinni od razu przetłumaczyć nazwę wydarzenia. Czyli – można mówić Warsaw Summit, ale dodając od razu tłumaczenie na nasz język narodowy. Trzeba, to jest obowiązek polityków i dziennikarz tłumaczyć obce nazwy, definicje i zwroty językowe.

Tu dodam, że nazwa Warsaw Summit pojawiła się już w czasie trwania konferencji, potem w deklaracji końcowej oraz we wszystkich materiałach prasowych – bez tłumaczenia na polski. Panie i Panowie – Warsaw Summit nie jest nazwą własną, handlową i zastrzeżoną jak Coca Cola, Colgate czy Persil. Być może organizatorzy tego zdarzenia chcąc nadać jej wagę i powagę wymyślili nazwę angielską, być może chcieli być międzynarodowi, skoro zebrane towarzystwo też było międzynarodowe. Ale w każdym z krajów trzeba to tłumaczyć łącznie, np. Warsaw Summit czyli Warszawski szczyt.

Sprawa ma też aspekt komediowy, bo przecież przedstawiciele 13 europejskich partii wyraźnie opowiedzieli się za Unią Europejską jako tworem niezależnych państw narodowych, sprzeciwiając się Unii jako tworowi mającemu być organizacją ponad państwami członkowskimi. A wyszło śmiesznie, bo (przynajmniej w Polsce) nad wszystkim górował, panował i określał sytuację język angielski.

Katowanie Fit for fifty fajf

W innej niedzielnej audycji telewizyjnej można było usłyszeć i widzieć jak politycy opozycji bronili Fit for fifty fajf, a politycy rządowi bezlitośnie znęcali się nad rzeczonym Fit for fifty fajf. Mało tego, dziennikarka prowadząca program również operowała nazwą Fit for fifty fajf. I tak to trwało kilka długich minut. I nikomu nie przyszło do głowy, że przynajmniej kilka osób (w tym i ja) ni cholery nie wiedzą o co chodzi. A oni (uczestnicy dyskusji plus dziennikarka) walczyli między sobą na dobre. Musiałem sięgać do Internetu i okazało, że trochę wiem o tym  Fit for fifty fajf. Chodzi o pakiet „Gotowi na 55”, czyli o nowe przepisy ochrony klimatu.

Niby się ucieszyłem, że dotarłem do jądra sprawy. Ale tylko trochę. Bo niby dlaczego mam się domyślać o czym mówią politycy i dziennikarze w polskojęzycznych stacjach? Nie wymieniam stacji, bo one wszystkie są już polskojęzyczne. I tak się zastanawiam… Skoro w Parlamencie Europejskim wszystkie języki są sobie równe, to dlaczego w polskich stacjach telewizyjnych dominuje angielski?

I taka to była, w one lata, narracja w sprawie Warsaw Summit oraz Fit for fifty fajf.

Taka jest narracja w tej sprawie

Przy okazji – słowem, które ostatnio przebiło się i panuje jest teraz narracja. Samo słowo odnosiło się przez prawie 200 lat do opowiadania, do narratora, który przedstawia jakiś tok zdarzeń w noweli, opowiadaniu czy powieści. Narracja znaczy tyle, co opowiadanie oraz działanie narratora, jego pozycja w dziele i przynależy do teorii literatury.

Skąd u nas w ostatnich wzięło się tylu znawców teorii literatury? Tym bardziej, że z czytelnictwem nie jest za wesoło. A już teoria literatury nie jest dziedziną ani łatwą. Nie sądzę, żeby używający terminu narracja wiedzieli o niej więcej niż to, że jest.

Ciągle słyszę jak politycy i dziennikarze (choć nie wiadomo kto ten niecny proceder z narracją zaczął) mówią: Nie zgadzam się, pańska narracja jest mi dalece obca. Albo: Narracja pana ministra daleko odbiega od prawdy. Czy też: W pana narracji słyszę teorie lewicowe. Nawet premier mówi, że „Taka jest narracja w tej sprawie”.

Przecież żaden z polityków nie występuje w show w kategorii „Współczesna powieść grozy”. Oni po prostu przedstawiają problemy i mają propozycje ich rozwiązania. I dlatego powinni mówić prosto, normalnie, zrozumiale dla każdego. Powinni mówić tak: „Pana punkt widzenia tej sprawy jest mi dalece obcy; Fakty, które przedstawił pan minister są inne.; Pana interpretacja tego problemu jest błędna; Pana interpretacja jest nacechowana teoriami lewicowymi. A premier powinien powiedzieć: Tak widzę prawdziwy przebieg zdarzeń, tak rozumiem te wydarzenia, tak było naprawdę.

Narracja z lenistwa

Być może kiedyś niedawno rozbił się nad Polską jakiś balon nadmuchany narracją, idiosynkrazją, abominacją oraz setką innych trudnych słów. I nieświadomie wchłonęliśmy te dziwactwa. Teoria jest trudna do przyjęcia, ale pamiętam przecież jak kilka lat temu ważny polityk twierdził, że z zachodu Europy emitowane są na Polskę jakieś fale, które powodują poważne trudności z myśleniem. Jeżeli mógł polityk, to ja też (korzystając z dobrodziejstw demokracji) mogę mieć swoją teorię.

Naprawdę jednak podejrzewam, że narracja pojawiła się z lenistwa. Lenistwo jest nieodłączną  cechą człowieka. Przecież wypędzanemu z raju Adamowi Pan Bóg mówi: W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie, póki nie wrócisz do ziemi, z której zostałeś wzięty; bo prochem jesteś i w proch się obrócisz. (Rdz 3,17–19).

Czyli wysiłek jest jednak nieprzyjemny. Oczywiście męczą się nieludzko sportowcy, ale za to im się płaci. Cała reszta ludzkości woli odpoczywać niż pocić się z wysiłku. Zatem lenistwo jest nam wpisane w geny. I to dlatego wolimy mówić krócej niż dłużej. Nie chcąc męczyć języka, szczęki i całego aparatu wymawianiowego dążymy do mówienia jak najkrócej. Niestety – jak już pisałem w poprzednich felietonach – język polski jest tworem opisowym i musimy używać dwóch, trzech słów, chcąc powiedzieć to samo co tylko jednym słowem powie Anglik.

Może zresztą nie chodzi tylko o lenistwo. Być może chodzi też o pychę, o wynoszenie się nad innych. A jest ona również grzechem naszym narodowym. U nas każdy chce być lepszy. Nie to, że w ogóle lepszy i doskonalszy, ale lepszy od innego.

Rafał Woś z Salonu24 otrzymał Nagrodę Prezesa NBP

Narodowy Bank Polski rozstrzygnął Konkurs o Nagrodę Prezesa NBP „Wpływ szoku pandemicznego na wzrost gospodarczy i inflację”. Dziennikarzom przyznano nagrodę główną i dwa wyróżnienia.

Nagrodę główną (20 tys. zł) otrzymał Rafał Woś za artykuł na portalu Salon24 „Pięć prawd o inflacji, których nauczył nas covid”. Wyróżnienia (po 5 tys. zł) przypadły Kamilowi Goralowi za artykuł w Kurierze Ostrowskim „Prawdziwe źródła inflacji. Czyli czy NBP mógł zatrzymać globalny wzrost cen?” oraz Patrykowi Słowikowi za materiał w Wirtualnej Polsce „O inflacji, stopach, bezrobociu, grzaniu i chłodzeniu. Z pandemią w tle”.

Nagrodzonych wybrała kapituła konkursu w składzie: prof. Adam Glapiński (prezes NBP, przewodniczący kapituły), prof. Grażyna Ancyparowicz, prof. Marta Kightley, prof. Andrzej Kaźmierczak, prof. Cezary Kochalski, prof. Rafał Sura i prof. Ireneusz Dąbrowski.

opr. jka, źródło: NBP

SŁAWOMIR JASTRZĘBOWSKI: Rusza proces, dziennikarz z „Polityki” rozstany* albo przypadkowy przypadek

Niesamowita koincydencja. Kto by pomyślał, kto by się spodziewał? Niemniej jest to tylko koincydencja i o tym pamiętać trzeba. Skąd wiemy, że to wyłącznie zbieg okoliczności? Przecież nam powiedziano! Nikt nie mijałby się z prawdą, bo i po co?

Pressserwis donosi, że w najbliższy piątek rusza proces, w którym pozwani zostali tygodnik „Polityka” i jego dziennikarz Grzegorz Rzeczkowski. „Rosyjska firma paliwowa KTK uważa, że naruszono jej dobra w tekstach o jej biznesowych relacjach z Markiem Falentą.” – czytamy. Delikatnie sprostujmy albo uściślijmy: w zasadzie były dziennikarz „Polityki” Grzegorz Rzeczkowski, bo redakcja akurat teraz, właśnie tak wypadło, postanowiła się z dziennikarzem rozstać. Niesamowita koincydencja.

– Sprawa jest bezprecedensowa, ponieważ mnie i „Politykę” pozywa firma należąca do kremlowskiego oligarchy, przyjaciela białoruskiego dyktatora Aleksandra Łukaszenki – powiedział  Presserwisowi sam Rzeczkowski, który jest dziennikarzem śledczym, a z takimi tylko kłopoty. Oczywiście to sól dziennikarstwa, ale to sól kłopotliwa, ciągle procesy, a to kosztuje. Tak tylko to piszę, ale to nie ma oczywiście nic wspólnego z tym, że redakcja się rozstaje z Rzeczkowskim. A firma KTK należy do bardzo bogatego Ruskiego (przepraszam, Rosjanina oczywiście) Michaiła Gutsieriewa i ma spółkę córkę w Polsce, ale pod nazwą KTK.

Międzynarodowa organizacja dziennikarska MFRR z troską popatrzyła na los dziennikarza, którego „Polityka” się pozbywa, sugerując nawet, że to może być powiązane właśnie z procesami, które po tekstach śledczych niestety nierzadko mają miejsce. Niemniej szefostwo „Polityki” zaprzeczyło tym podłym sugestiom i podało powód, dla którego z Rzeczkowskim się rozstają. A przepraszam, tutaj akurat wkradła się z mojej strony drobna nieścisłość o charakterze grubym (znaczy skłamałem podle), a mianowicie jednak redakcja nie podała powodu, bo nie musiała. Niemniej na pewno jakiś powód musi być, ale przecież nie procesy, bo jakby procesy, to by przecież redakcja powiedziała.

Sytuacja redaktora, któremu zakomunikowano, że za porozumieniem stron nie jest jakoś tam najlepsza. Oczywiście „Polityka” deklaruje, że pełną obsługę prawną w związku z procesami, w których pozwany jest prawie już były redaktor bierze na siebie i ja w to wierzę. Nie wiem czy dobrze robię, bo pamiętam dziennikarzy śledczych, których redakcję się pozbywały i niby, że też gwarantowały, że będą ponosić koszty, a potem różnie.

Na przykład taki redaktor Cezary Gmyz mógłby na ten temat coś powiedzieć, gdyby chciał, bo ma dużą wiedzę i duże doświadczenie między innymi w tym, że wielu rzeczy doświadczył w tym nie zawsze przyjemnych od redakcji pewnej, która okazała się dalece niepewna. Ale to inna redakcja. Tak mi się tylko zasocjowało.

Niemniej, proszę Państwa nie chciałbym, żeby ktoś pomyślał, że ja tu głupiuteńko cwaniakuję, i że piszę sobie, że niby nie sugeruję, a podprogowo sugeruję. Otóż zaprzeczam, Wysoki Sądzie, nic nie sugeruję. Tekst ten powstał wyłącznie, żeby zniechęcić ewentualnych kandydatów na dziennikarzy, bo los ich niepewny, oj niepewny i napisać, że jest zapotrzebowanie na kierowców Ubera. Serdecznie Państwa pozdrawiam.

*Wiem, że nie ma takiego słowa jak „rozstany”, natomiast chyba jednak jest, bo jest przecież w tytule.