O tym, ile kosztuje propaganda Kremla pisze SŁAWOMIR JASTRZĘBOWSKI: A dobrze chociaż wynegocjowaliście?

Stary dowcip, to opowiem. Dystyngowany, ale bezczelny zagaduje kobietę, którą przed chwilą poznał, czy tak hipotetycznie przespałaby się z kimś za okrąglutki milion dolarów? Po zmarszczeniu czoła i namyśle kobieta rzecze: No wie pan, za milion… W końcu to jednak milion, no to tak. Mężczyzna wyjmując z portfela 100 dolarów składa propozycję: Chodźmy więc do hotelu uprawiać seks. Oburzona z  jadem cedzi: Za kogo mnie pan masz, za k…? Chodna logika riposty nieco ją jednak zaskakuje: Ustaliliśmy już kim pani jest, teraz negocjujemy cenę… Amnesty Intenational, organizacja teoretycznie walcząca o prawa człowieka, napisała raport, w którym krytykuje wojska ukraińskie.

Napiszę jeszcze raz, bo to nie pomyłka, AI w swoim raporcie krytykuje wojska ukraińskie. Za co? Za działania, które ponoć narażają ludność cywilną. Te działania miałyby polegać na tym, że Ukraina swoje wojska rozlokowuje w miejscach gęsto zaludnionych, czym ponoć naraża tę ludność. Niezłe, prawda? Wydaje się, że Amnesty Interational dołączyła właśnie do zacnego grona pożytecznych idiotów. Nazwę wymyślić miał podobno Lenin specjalnie dla zachodnich lewicowych intelektualistów, którzy wielbili działania zbrodniczego Związku Radzieckiego przemilczając starannie zbrodnie komunistów.

Nie jest tajemnicą, że NKWD raportowało Stalinowi o kupionych organizacjach pacyfistycznych, które za ruble protestowały przeciwko na przykład wyścigowi zbrojeń. Istniała jednak jeszcze jedna kategoria ludzi, którzy na darmo wielbili komunistycznych zbrodniarzy i według Suworowa przedstawiciele tego gatunku byli określani krócej: gawnojed. Wybaczą Państwo, że nie przetłumaczę, dawno nie używałem rosyjskiego. Po haniebnym raporcie kilku członków zrezygnowało, a polskie Amnesty International uraczyło nas oświadczeniem w tej sprawie. Oto bełkotu próbka:

„Jako Amnesty International Polska pragniemy przeprosić za ból i gniew wywołany komunikatem prasowym na temat taktyki wojsk ukraińskich opublikowanym 4 sierpnia br. W trakcie prac nad tym komunikatem popełniono poważne błędy w obszarze konsultacji i komunikacji, a także niedostatecznie przedstawiono kontekst i niewystarczająco zaakcentowano rosyjską odpowiedzialność za wojnę w Ukrainie.”

Dalej jest głupiej. „Dlatego Amnesty International Polska zwróciła się do Międzynarodowego Zarządu i Sekretariatu Międzynarodowego o zainicjowanie dogłębnego przeglądu procedur przygotowywania i publikacji raportów oraz komunikatów, w celu wzmocnienia współpracy, aby w rezultacie wspólnym głosem lepiej i skuteczniej chronić prawa człowieka.”

Rozumiecie Państwo? Krytykują ofiary napaści broniące ojczyzny i chcą inicjować dogłębne procedury. Najważniejsze: nikt z imienia i nazwiska nie podpisał się pod tym oświadczeniem.

Też bym się wstydził.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wspiera ideę Wolnych Narodów Rosji

Praga, 23 lipca 2022 r.

 

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wspiera ideę Wolnych Narodów Rosji, która daje możliwość przedstawicielom narodów skolonizowanych przez Rosję formułowania postulatów dotyczących ich praw do suwerenności i samostanowienia.

Uczestnicy Forum Wolnych Narodów Rosji w Pradze chcą by imperialna Rosja przekształciła się w unię niepodległych państw stworzonych na zasadzie dobrowolności oraz przywrócenia obywatelom podstawowych praw takich jak: wolność słowa, zgromadzeń, sumienia, możliwość zachowania tradycji i kultury.

Te postulaty mogą liczyć na pełne poparcie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Jednocześnie Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich wyraża solidarność z wszystkimi więźniami w Rosji, szczególnie z tymi, którzy ponoszą konsekwencje swojej niezłomnej postawy i odwagi w pisaniu prawdy.

 

W imieniu Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

   prezes SDP Krzysztof Skowroński

Przesłuchanie red. Tomasza Sakiewicza z procesie z powództwa Bartosza Kramka

15 lipca br. w Sądzie Apelacyjnym w Warszawie odbyła się kolejna rozprawa z powództwa Bartosza Kramka wytoczona przeciw Tomaszowi Sakiewiczowi. Sprawa dotyczy fotomontażu na okładce „Gazety Polskiej” z 16 sierpnia 2017 r. ukazującej „nową kampanię wrześniową” z podobizną m.in. Kramka. Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP objęło niniejszą sprawę monitoringiem pod kątem przestrzegania praw człowieka i obywatela, w szczególności w zakresie wolności słowa. 9 czerwca br. CMWP przesłało do Sądu swoją opinię działając w charakterze amicus curiae.  CMWP SDP  broni redaktora Tomasza Sakiewicza w tym procesie. Obserwatorem CMWP SDP  jest  red. Anna Maria Szczepaniak. 

Mąż Ludmiły Kozłowskiej, szefowej Fundacji Otwarty Dialog, zarzuca naczelnemu „Gazety Polskiej” naruszenie dóbr osobistych w postaci godności, szacunku, czci, dobrego imienia i reputacji. Żalący twierdzi, że z powodu publikacji wciąż doświadcza ostracyzmu: Odbiór społeczny jest taki, że ja do dzisiaj spotykam się z takimi reakcjami na ulicy – jestem wyzywany od zdrajców, sprzedawczyków. Zadawane są mi czasami pytania na protestach, gdzie padają pytania o to, jak to jest zdradzać ojczyznę. Sprawę w I instancji prowadził sędzia Tomasz Jaskłowski, który od samego początku nie krył swojego stanowiska wobec całej sytuacji: nie dopuścił do przesłuchania Tomasza Sakiewicza i wyrażał wdzięczność wobec  Bartosza Kramka. Podczas rozprawy w lipcu ub.r. sędzia Jaskłowski mówił: Proszę pana [ zwracając się do p. Kramka– przyp. red.], tak w ogóle trochę mi niezręcznie występować w tej sprawie, bo pan występował w mojej obronie, a teraz ja pana sądzę. No, trochę dziwne. No, ale ja to zrobię.

Tomasz Sakiewicz konsekwentnie podczas rozpraw w I i II instancji domagał się możliwości złożenia wyjaśnień.  Sędzia Jaskłowski, który podczas pierwszej rozprawy dwukrotnie – bo to już dwa razy stajemy w apelacji – uniemożliwił mi zeznania oraz powiedział, że solidaryzuje się z panem Kramkiem, czyli wyraził swój pozytywny stosunek do jednej ze strony i jednocześnie bardzo krytyczny do mnie. Ponadto pozbawił mnie prawa obrony. To nawet u Sowietów udawali, że przesłuchuje się strony – mówił pozwany red. Sakiewicz.

Tym razem doszło do przesłuchania redaktora Tomasza Sakiewicza. W pierwszej kolejności odpowiadał on na pytanie o konsekwencje publikacji okładki „Gazety Polskiej” . Czy ta okładka mogła wyrządzić wielką krzywdę? Nie wybraliśmy munduru żołnierza Wehrmachtu czy SS, czy NKWD – chociaż nie wiem, czy to akurat Bartosza Kramka by obrażało – ale wybraliśmy policjantów gdańskich nieistniejącej formacji, która podlegała Lidze Narodów i która została rzeczywiście przejęta przez Niemcy hitlerowskie po napadzie na Polskę, ale ona nigdy nie została uznana za zbrodniczą.  Według naczelnego „Gazety Polskiej” okładka miała charakter satyryczny. Chcieliśmy rozładować napięcie, które pan Bartosz nakręcał – to był nasz cel. Satyra jest najłagodniejszą formą krytyki. I ta satyra okazała się skuteczna – działania pana Kramka ludzie po prostu wyśmiali. Nie było nic lepszego, co mogliśmy zrobić dla społeczeństwa i dla przestrzegania prawa w Polsce, niż rozładować napięcie i skłonić do przestrzegania prawa.

Tomasz  Sakiewicz nawiązał także do działalności prezesa Fundacji „Otwarty Dialog”, która zdaniem wielu mediów i części organizacji pozazarządowych od lat wymierzona jest w rząd Polski. Mąż Kozłowskiej zaś osobiście angażuje się w różnego rodzaju akcje zmierzające do destabilizacji organów państwowych, a w przestrzeni medialnej wzywał: „Niech państwo stanie: wyłączmy rząd!”.Naczelny GP przypomniał, że zarzuty działania na szkodę naszego kraju wobec Bartosza Kramka : Bartosz Kramek zgodnie z decyzją prokuratury i Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego jest podejrzany o pranie pieniędzy pochodzących z nielegalnych rosyjskich źródeł. To, co wiemy na temat tych źródeł, to włos jeży się na głowie. Tu chodzi przecież o to, że jednym ze sponsorów był człowiek, który pracował na rzecz przemysłu wojennego Federacji Rosyjskiej. I nic dziwnego, że wzbudziło to zainteresowanie ABW. Tym bardziej, że ten sam człowiek później nawet zgodnie z tym, co zostało pokazane na okładce, zaatakował naszą granicę i próbował ją przerwać.  

Pełnomocnik Kramka mec. Maciej Lach nazwał publikację „nagonką” i stwierdził, że : chodziło po prostu o atak na przeciwników politycznych; na osoby, które jakoś do koncepcji pozwanego nie przystają”. W ocenie mec. Lacha argument o satyrze jest w tym przypadku kompletnie nieudolny: „Otóż ja nie należę do osób, które śmieją się z jakichkolwiek fotografii z okresu II wojny światowej i myślę, że takich ludzi jak ja jest wielu. 

Zdaniem redaktora Tomasza Sakiewicza zachowanie ostrzegające przez poparciem dla działań męża Kozłowskiej wynikało z odpowiedzialności za kraj: Ważnym celem społecznym było uświadomienie, że udział w tym, co robi pan Bartosz Kramek, jest niebezpieczny, szkodliwy dla państwa. Dlatego chcieliśmy zachęcić ludzi, aby nie brali udziału w tej kampanii, ponieważ ona wiązała się z łamaniem prawa. 

Bartosz Kramek domaga się od red. Tomasza Sakiewicza kilkudziesięciu tysięcy złotych odszkodowania oraz publikacji przeprosin na okładce „Gazety Polskiej”.

Ogłoszenie wyroku w tej sprawie ma odbyć się 11 sierpnia.

tekst i zdjęcia: Anna Maria Szczepaniak

Opinia amicus curiae CMWP SDP w tej sprawie: Stanowisko amicus curiae CMWP SDP w sprawie Kramek przeciwko Sakiewicz

Relacja z poprzedniej rozprawy: TUTAJ.

 

Ukraińscy uchodźcy dziękują personelowi Domu Pracy Twórczej SDP w Kazimierzu Dolnym

22 czerwca ukraińscy uchodźcy opuścili Dom Pracy Twórczej SDP w Kazimierzu Dolnym (pisaliśmy o tym TUTAJ). Poniżej publikujemy list z podziękowaniem za okazaną pomoc jaki przekazali dyrektorowi DPT Dariuszowi Popławskiemu, przedstawicie uchodźców, których gościliśmy w Kazimierzu.

 

Z wielką wdzięcznością za wszechstronną pomoc Polski, dziękujemy my, Ukraińcy, którzy tymczasowo opuściliśmy swoją Ojczyznę, uciekając od wojny rosyjsko-ukraińskiej. Rzeczpospolita Polska od samego początku rosyjskiej inwazji na Ukrainie, stworzyła wszelkie warunki do bezpiecznego i wygodnego życia na swoim terytorium.

Tak więc z woli losu hotel „Dom Pracy Twórczej SDP” przy ulicy Małachowskiego 17, natychmiast otworzył ramiona dla wszystkich potrzebujących schronienia i pomocy! Mieszkało tu ponad 100 osób, w tym sieroty z Ukrainy.

Z całą pewnością, dyrektorowi hotelu Darkowi Popławskiemu i pracownikom, nie zawsze było łatwo. Ale oni zrobili wszystko, abyśmy otrzymali: bezpłatne wyżywienie i zakwaterowanie, pomoc humanitarną, wolontariat i poradnictwo, opiekę społeczną, całodobową pomoc ze strony administracji a nasze dzieci – miały możliwość bezpłatnej nauki w miejscowej szkole!

Dziś mieszkańcy tego hotelu opuszczali placówkę: niektórzy wrócili na Ukrainę, niektórzy znaleźli pracę i inne miejsce zamieszkania, a pozostali otrzymali socjalne mieszkania tymczasowe. Nikt nie pozostał bez pomocy i uwagi w tak trudnym dla Ukrainy czasie.

Serdecznie dziękujemy władzy i wszystkim mieszkańcom Kazimierza Dolnego, osobiści Panu Darkowi Popławskiemu oraz całej obsłudze hotelu „Dom Pracy Twórczej SDP” (Pani Renacie, Pani Beacie, Pani Asi, Pani Ewie, Pani Renacie, Pani Joli, Pani Eli, Pani Ewie, Pani Iwonie, Panu Marcinowi, Panu Janowi i innym) za ciepło, wyrozumiałość, pomoc w każdej chwili i wsparcie! Niech Bóg da Państwu wiele szczęśliwych i spokojnych lat życia w pokoju, pomyślności i radości!

DZIĘKUJEMY POLSKIM BRACIOM!!!

Czerwiec 2022

Iryna Ostropolska i wszyscy ukraińscy mieszkańcy

Nie tylko filozoficzne poszukiwania CEZAREGO KRYSZTOPY: Przestaliście już żreć?

Niejaki Filipiak Milioner oznajmił miastu i światu, że biedota powinna mniej żreć. Mięsa głównie. Bo kiedy biedota będzie żarła mniej mięsa, wtedy zapewne będzie puszczała razem z byłem i trzodą mniej bąków i w ten sposób uratujemy klimat. A jeszcze na wakacje nie powinna latać, po co ma świat zasmradzać. Filipiak Milioner uważa, że sam nie ma z czego rezygnować, a nawet jeśli ma prywatny samolot, to przecież taki malutki i potrzebuje go do pracy.

Wkurza Was wypowiedź Filipiaka Milionera? Mnie również, ale warto dostrzec, że jednocześnie jest to wypowiedź poznawczo bezcenna. Żaden aktywista, żadna Greta Thunberg nie powie Wam tego, co tak klarownie wyłożył Filipiak Milioner, który idealnie opisał miejsce styku interesów i wyobrażeń na temat przyszłości świata jakie mają „obrzydliwie bogaci” z aktywistami spod rożnych znaczków.

Sądzicie, że kiedy mówią o zastąpieniu samochodów spalinowych samochodami elektrycznymi, to mówią o zastąpieniu ich w stosunku 1:1? Na świecie nie ma tyle litu żeby wyprodukować dla nich baterie. Raczej nie będzie to „przyjemność” dostępna powszechnie.

                                                                         Klasy

Prawda jakie to kompatybilne z tym co mówi Filipiak Milioner? W tej wspólnej aktywistyczno-milionerskiej wizji istnieje klasa niższa, tłuszcza, która ma jeździć środkami transportu zbiorowego (który nie jest niczym złym, pod warunkiem, że to kwestia wyboru, a nie przymusu), żreć jakąś tanią genetycznie modyfikowaną paszę, najlepiej pochłaniającą CO2 i siedzieć na d. żeby nie robić bałaganu na świecie. I po co w ogóle tyle tej tłuszczy? Większość jej pracy są w stanie wykonać automaty.

Eutanazja, aborcja, promocja „niestandardowych zachowań seksualnych”, coś z tym motłochem trzeba zrobić. No, ale ma istnieć też klasa wyższa, której wyrafinowanymi usty lud będzie jak za PRL pił szampana i zajadał się sarniną w restauracji żony Filipiaka Milionera. Ta będzie mogła rozbijać się luksusowymi samochodami spalinowymi, które Parlament Europejski planuje wyłączyć z zakazu produkcji po 2035 roku. No i latać „w ważnych sprawach” swoimi małymi samolocikami, które „nie będą szkodziły klimatowi”.

A żeby tłuszczy nie przepaliły się styki i żyła spokojnie w matrixie przekonania o życiu w czasach „postępu, miłości i wolności” trzeba jej jeszcze sprzedać gotowe pakiety ideologiczne przypadkiem kompatybilne z interesami Milionerów. Sprzedaje się je w nowoczesnych automatach z ideologiami, ładnie opakowane i perfumowane sztucznym feromonem rzekomego „buntu”.

                                                                 Problem

Pojawił się tylko jeden problem. Dość zasadniczy. Wojna. Z całym jej dramatyzmem, ma pewien chyba nieprzewidziany przez aktywistów i Milionerów efekt. Brutalnie urealnia postawy społeczne.

Odziera je z bezużytecznych ideologii i sztucznych feromonów. Ludzie zmuszeni są znów walczyć za ojczyznę. Szukając oparcia w chaosie żenią się i wychodzą za mąż. Postawieni przed sytuacjami ostatecznymi w naturalny sposób poszukują odpowiedzi na pytania, na które odpowiedzi daje wyłącznie wiara. Być może nadciąga awaria systemu.

Być może „umowa społeczna” – wybaczcie obcesowość, ale to słowo chyba najlepiej oddaje to co chcę opisać – „Zajmij się ru…..em i się nie interesuj. Poważnymi sprawami zajmą się lepsi od ciebie” – nieco traci na aktualności.

CEZARY KRYSZTOPA: Czy ukraińscy żołnierze mają pretensje do swoich sierżantów o niewłaściwe zaimki?

Czy ktoś słyszał może o sukcesach frontowych jakiegoś ukraińskiego „homokomando”? A może o pretensjach trans-żołnierzy, że w okopach nie mają do dyspozycji „trzeciej toalety”, albo, że sierżant używa wobec nich „niewłaściwych” zaimków? Nie? Ciekawe dlaczego? Bo to, że pośród walczących, zapewne w jakimś niewielkim stopniu, odpowiadającym ich odsetkowi w społeczeństwie, znajdują się również osoby homoseksualne, to przecież dość prawdopodobne.

Myślę, że dzieje się tak dlatego, że pośród licznych dramatycznych, wstrząsających i smutnych aspektów wojny, jest przynajmniej ten pozytywny, że brutalnie weryfikuje bezużyteczne ideologie i zachowania. Przypomina co jest w życiu ważne. Ludzie skonfrontowani z sytuacjami ostatecznymi, nie tracą czasu na to co wydumane i zbędne i skupiają się na tym co istotne. Na przykład na tym, że nie określa człowieka to co sobie i w co wtyka.

Wojna przypomina

Wojna na Ukrainie przypomina czemu służy wspólnota narodowa. Że nie jest to cepeliowy przeżytek, tylko zespół wspólnych cech, relacji, więzów, kodów historycznych, które wspomagają poczucie zbiorowego interesu, zbiorowych emocji i zbiorowej pamięci, dzięki którym zbiorowość może przetrwać w kształcie, którego sobie życzy, a nie w kształcie, którego życzą sobie inne zbiorowości.

Wojna na Ukrainie przypomina wartość małżeństwa. Ukraińscy żołnierze na przepustkach nie żenią się ze swoimi tosterami, czy sami ze sobą, tylko ze swoimi narzeczonymi. Pewnie naiwnością byłoby sądzić że wszyscy i że od razu się żenią, ale jestem w stanie wyobrazić sobie, że sytuacje z którymi spotykają się na froncie, skłaniają większą część z nich do poszukiwania związków dających pośród chaosu poczucie oparcia.

Wojna na Ukrainie, podobnie jak zapewne każda wojna, konfrontując ludzi ze śmiercią, skłania ich do poszukiwania odpowiedzi na pytania, na które odpowiedzi nie dają korporacyjne automaty z kolorowymi „ideologiami” za 2,50. Bliskość śmierci skłania do poszukiwania transcendencji nawet najbardziej zatwardziałych.

Jest wiele, zbyt wiele dramatycznych, koszmarnych aspektów wojny. Ale ten jest z punktu widzenia kondycji ludzkiej pozytywny.

Oprzytomnienie.

MARIUSZ PILIS kandydatem SDP do władz Europejskiej Federacji Dziennikarskiej – EFJ

Wiceprzewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich Mariusz Pilis jest naszym kandydatem do władz Europejskiej Federacji Dziennikarskiej (European Federation of Journalists – EFJ). Kongres wyborczy odbywać się będzie w tureckim Izmirze 13 i 14 czerwca.

EFJ zrzesza ponad 320 tysięcy dziennikarzy i pracowników europejskich mediów, którzy reprezentują 73 organizacje z 45 krajów.

Na kongresie w Izmirze, który rozpocznie się w poniedziałek 13 czerwca delegaci z niemal wszystkich państw Starego Kontynentu mają wybrać władze EFJ w kadencji 2022 – 2024.

Kandydatem do władz Europejskich Federacji Dziennikarskiej wskazanym przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich jest jego wiceprzewodniczący Mariusz Pilis.

Sam kandydat nie może uczestniczyć w tureckim zjeździe, bo pracuje nad kolejnym filmem, tym razem na Ukrainie, kraju walczącym z rosyjską inwazją. W terminie kongresu nie jest w stanie przyjechać do Izmiru z ogarniętego wojną państwa.

Mariusz Pilis ma 55 lat, jest reżyserem filmowym, dziennikarzem i korespondentem wojennym, wiceprezesem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Od lat współpracuje w Zrządzenie Głównym SDP z szefem stowarzyszenia Krzysztofem Skowrońskim.

W swoim programie wyborczym Pilis podkreślił, że we władzach EFJ powinni zasiadać przedstawiciele Europy Środkowo-Wschodniej, także ze względu na wyjątkowe historyczne doświadczenia tej części kontynentu, które mogą pomóc dziennikarzom z Zachodu zrozumieć specyfikę regionu.

Moskiewska agresja na Ukrainę – jak napisał w swoim programie kandydat SDP – udowodniła, że powinniśmy zastanowić się nad relacjami z Rosją i nad zrewidowaniem relacji z krajem, który dokonuje krwawej inwazji na sąsiednie państwo.

Dla nas, członków jednej z największych organizacji dziennikarskich na świecie i Europie, ważne jest aby rozpoznawać narzędzia wrogiej, kremlowskiej propagandy i móc jej się przeciwstawić. Nie możemy wierzyć w kłamstwa Rosji – zaznaczył Pilis wskazując na swoje doświadczenia w tej kwestii jako korespondent wojenny w Czeczenii i teraz na Ukrainie, gdzie realizuje właśnie kolejny dokument.

Mam nadzieję, że moje doświadczenie w pracy z Rosjanami i przedstawicielami okupowanych przez nich narodów, przydadzą się nam wszystkim teraz, kiedy cały świat boi się, że inwazja Rosji na Ukrainę może się  przerodzić w III wojnę światową – przekazał Mariusz Pilis w swoim programie skierowanym do delegatów kongresu EFJ .

Życiorys Mariusz Pilisa oraz inni kandydaci

TUTAJ

 

 

 

Dziennikarze chorwaccy z wizytą w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich

Reprezentanci chorwackich mediów, przebywający w naszym kraju w ramach wizyty studyjnej zorganizowanej przez polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, spotkali się w środę, 8 czerwca z przedstawicielami Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.   

W spotkaniu w siedzibie SDP przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie wzięli udział Iva Puljić-Šego, reporterka telewizji N1, operator tej stacji Ivan Teskera oraz Višnja Gotal-Težački, dziennikarka dziennika „Jutanji list”. Z gośćmi rozmawiali Jolanta Hajdasz, wiceprezes SDP i dyrektor CMWP SDP, Hubert Bekrycht, sekretarz generalny SDP, Wanda Nadobnik, członek zarządu głównego SDP oraz Agnieszka Wójcik, dyrektor biura ZG SDP.

Chorwackich dziennikarzy interesowała głównie kwestia polskiej pomocy dla uchodźców z ogarniętej wojną Ukrainy. Jolanta Hajdasz szczegółowo opowiadała m.in. o przyjęciu uchodźców do Domu Dziennikarza SDP w Kazimierzu Dolnym oraz o włączeniu się SDP w organizację transportu pomocy dla ukraińskich dziennikarzy.

Dyskutowano również o sytuacji politycznej w Europie w kontekście wojny na Ukrainie oraz o funkcjonowaniu mediów w Polsce i Chorwacji.

Dziennikarze chorwaccy, poza pobytem w Warszawie, odwiedzą jeszcze  Siedlce i Lublin, w tym ostatnim mieście zapoznają się m.in. z działaniem punktu recepcyjnego dla uchodźców z Ukrainy.

jka

Czującym się kiepsko dobrze życzy WALTER ALTERMANN: Zdrówka, czyli w szponach mafii

Są mocne dowody, że zdrowie jest poważnym problemem – tak indywidualnym, jak społecznym. Skoro już ojciec naszej literatury, Jan Kochanowski, pisał z troską o zdrowiu:

           

                        Ślachetne zdrowie,

                        Nikt się nie dowie,

                        Jako smakujesz,

                        Aż się zepsujesz.

 

Problem jest odwieczny. A w miarę postępu cywilizacji stał się również społecznym.

 

Od kiedy sięgam pamięcią, Polacy zawsze narzekali na społeczna służbę zdrowia. Po roku 1990 kolejne rządy zapowiadały gruntowne reformy tej służby. Niektóre z rządów zaczynały nawet jakieś ruchy „w tym temacie”, inne kończyły na zapowiedziach – może nawet na szczęście, dla nas pacjentów. Dziś jednak zostawiamy w spokoju państwowe struktury makro i zajmiemy się mało znanymi, ale wielce znaczącymi aspektami naszego zdrowia prywatnego.

Po pierwsze. Gdy nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o pieniądze. I nie jest tak, że na rynku usług zdrowotnych, medycznych żadnych pieniędzy nie ma. Pieniądze są i zawsze się znajdą, bo wszyscy traktujemy naszą kondycję, zdrowie i sprawność fizyczną jako sprawy najważniejsze.

Po drugie, o tym, że jesteśmy gotowi wydawać spore pieniądze na zdrowie wiemy nie tylko my. Źle dla nas, że świetnie zdają sobie z tego sprawę producenci leków, paraleków, suplementów diety, środków poprawiających urodę oraz lekarze od urody. A w sukurs producentom medykamentów i lekarzom przychodzą kolejne dwie nasze, zwykłych ludzi niewiedze pozwalając coraz lepiej żyć koncernom od lekarstw.

 

Niewiedza pierwsza – każdy kiedyś umrze

 

Najbardziej zadziwiające jest to, że do ludzi nie dociera smutny finał, że każdy z nas kiedyś umrze. To znaczy – wszyscy wiedzą jaki będzie koniec, ale żyją tak jakby mieli żyć wiecznie. Ciągle udają młodych, bez zmarszczek, sprawnych, bez bolączek wieku dojrzałego i starczego. I dlatego każdą naturalną śmierć przyjmują jak zaskakujący tragiczny wypadek.

Mój znajomy miał matkę, która dożyła pięknego wieku 95 lat. Niestety z osiągnięciem 90-ciu lat zaczęła tracić pamięć. Znajomy jako dobry syn, opiekował się dobrze matka do końca.

Pewnego dnia 90-letnia matka staruszka mówi do syna:

– A może poszlibyśmy odwiedzić Stasię?

– Mamo, przecież Stasia już od trzech lat nie żyje. Byliśmy przecież na jej pogrzebie.

– Ale ona przecież była ode mnie młodsza o całe dwa lata… – mówi zafrasowana matka.

– No tak, ale umarła.

– Wypadek jakiś był, tak? – pyta matka – Ludzie teraz tacy nieostrożni są, nie przechodzą na zielonym, a ci kierowcy jeszcze gorsi.

 

Niewiedza druga – uroda przemija

 

Ludzie nie przyjmują również do wiadomości, że z wiekiem młodzieńcza uroda znika. Nie znaczy to, że ludzie po 60-tym roku życia robią się brzydcy. Nie, oni się po prostu starzeją. I to starzenie się każdego z nas, jest dla wielu rzeczą straszną, z którą nie chcą się pogodzić. Denerwują się, popadają w zamyślenie, a niekiedy nawet w depresję.

Znałem pewną aktorkę, która po skończeniu 60-ego roku życia postanowiła nigdy więcej nie pokazać się na scenie. Nie wychodziła nawet do sklepów, przestała spotykać się ze znajomymi. Tak się sobie nie podobała. Trzeba tu wyjaśnić, że była piękną kobietą, amantką i jako pani 60-letnia nadal mogła cieszyć oko. Bo jej uroda nie przeminęła, ona się po prostu zmieniła wraz z wiekiem.

 

Dyktatura i terror młodości

 

Takie są skutki kulturowej dyktatury młodości. W telewizjach tylko to piękne, co młode. Owszem, pojawiają się – głównie w reklamach – również ludzie starsi, ale zawsze wtedy, gdy trzeba reklamować ubezpieczenia na wypadek śmierci lub pojawia się w ofercie cudowny żel na stawy i środki do czyszczenia protez zębowych.

Mój lekarz pierwszego kontaktu twierdził, że człowiek obliczony jest przez stwórcę na 50 lat życia. A reszta – mówił, uśmiechając się złośliwie – reszta, to takie tam przeciąganie liny z losem. W ogóle miał niezwykle prawidłowy stosunek do pacjentów. Kiedy mówiłem mu, że tu mnie boli, tam strzyka… Kiwał głową i mówił – A wie pan jakie ja mam problemy ze zdrowiem?

Fakt, że mamy do czynienia z dyktaturą, a nawet terrorem młodości, ma przede wszystkim ogromny wpływ na zyski koncernów farmaceutycznych oraz przemysłu pielęgnacji urody.

Na pytanie jaka gałąź światowego przemysłu przynosi teraz największe zyski, większość z ludzi powie, że nafta. „Nafta rządzi światem” – to było hasło światowej lewicy w okresie międzywojennym i jeszcze trochę po wojnie. Ale teraz już tak nie jest. Największe zyski osiągają producenci leków i środków pielęgnacji urody. I zrobią wszystko, żeby te zyski stale zwiększać. Bo nie jest prawdą, że istnieje jakaś granica, przed którą bogaty zatrzymuje się i mówi:

– Chyba już mi wystarczy, jakoś z biedą na bentleya i jachcik wystarczy.

 

Coraz więcej chorób, coraz więcej lekarstw

 

Jeszcze w czasach mojej młodości aspiryna leczyła wszystkie skutki przeziębień. Dzisiaj mamy lekarstwa na katar zwykły, przewlekły, bardzo przewlekły, chroniczny, napadowy, zaskakujący i męczący. Oferują nam lekarstwa uśmierzające ból konkretnych organów, wszystkich kończyn razem i każdej z osobna. Z roku na rok rośnie liczba zdiagnozowanych jednostek chorobowych. Bo każda nowa musi mieć nowe lekarstwo.

Ale co tam lekarstwa… Proszę wejść do jakiejkolwiek apteki i rozejrzeć się. Przecież w każdej z aptek 80 procent miejsc na półkach i w regałach zajmują środki pielęgnacji.  Skutkiem czego, jeżeli lekarz przepisał nam jakieś „poważne” lekarstwo, to nieodmiennie słyszymy: Proszę przyjść jutro, sprowadzimy to dla pana.

Rozumiem to tak, że aptekarz nie ma już miejsca na lekarstwa, bo musi trzymać na półkach całe „linie” środków na zmarszczki. A są osobne dla każdej z kilkunastu rodzajów skór, dla różnych przedziałów wieku, na każdą z czterech pór roku, do życia w mieszkaniach suchych i wilgotnych…

Pojawiła się nawet „medycyna urody” jako osobna specjalność. Powstają salony piękności, rehabilitacji, medycyny naturalnej, tybetańskiej, azteckiej, mongolskiej, chińskiej, japońskiej i malajskiej. Nie spotkałem jeszcze salonów aborygeńskich i buszmeńskiej, ale to kwestia czasu.

Państwowa służba zdrowia twierdzi, że „przeprowadza rehabilitację w ograniczony zakresie”, bo fizjoterapeutów nie ma. Nie ma w służbie zdrowia, ale w prywatnych gabinetach i klinikach czekają.

Coraz częściej widzimy w telewizji panie, które cudownie odmłodniały. A starsze aktorki, nie chcące grać babć, pojawiają się w drugim wcieleniu jako o wiele młodsze. Młodsze od siebie samych sprzed 20 lat. Wybitna aktorka Ewa Wiśniewska powiedziała, że jej młodsze koleżanki zamiast ust mają teraz parówki. No cóż, botox może i pomaga na skórę, ale na mózg nie bardzo. A „władcy świata”? Gdy widzę ponaciąganych Berlusconiego i Putina budzi się we mnie litość. Inny problem, czy taki Putin nakazał teraz wszystkie swoje starsze zdjęcia i filmy retuszować?

 

Domagam się światowego śledztwa

 

Długo zastanawiałem się, kto wprowadził obowiązkową modę na młodość. Rozpatrywałem różne warianty i zawsze wychodziło mi, że stoją za tym producenci leków i środków upiększających. Bo tylko oni mają w tym interes. A przecież starorzymska zasada „cui bono” podpowiada nam, że zbrodni dopuszcza się ten, kto ma w tym interes.

Producenci leków i środków do poprawy urody twierdzą, że owszem, że sama produkcja nie kosztuje wiele, ale już badania leków są niebywale drogie. Dziwne, że jakoś nikt z mediów nie wspomina, że jakieś 7 lat temu w USA wybuchła niebywała afera, gdy którejś z rządowych agencji zechciało się sprawdzić dużego producenta, czy rzeczywiście prowadzi on badania, przed wprowadzeniem leków na rynek. Okazało się, że żadnych badań nie ma. Nałożono na chciwca karę kilkunastu milionów dolarów i już. Mówię „i już” bo jakoś nie przeprowadzono kontroli w innych krajach…

U nas również nikt się tym przypadkiem nie zajął. Może nie było akurat gotowych do pracy lekarzy, biochemików i prostych laborantów, bo wszyscy wyjechali na wycieczki zagraniczne, fundowane przez producentów i hurtowników leków – lekarzom właśnie.

Podsunąłbym naszym władzom śledczym zajęcie się sprawą rynku leków. Bo jeżeli na tym rynku nie działa mafia, to ją nazwać? A może są tam zmowy cenowe? Może jakieś układy producentów, hurtowników i aptekarzy? A za carskich czasów za zmowę szło się na Sybir. I to akurat – przypadkiem – było w tej Rosji dobre.

Ja bym się – proszę Państwa – nie śmiał, z tego co napisałem. Bo sprawa jest ważna i warto poniuchać. Ale radziłbym niuchającym, by nie korzystali z żadnych nowości medycznych na polepszanie węchu…

 

Nikt nie zwariował, to tylko SŁAWOMIR JASTRZĘBOWSKI: Odór po odejściu dziennikarza

Jakiego znowu dziennikarza? Czy Wy w SDP nie macie korekty? Nikt tego nie czytał przed publikacją? Tekst jest o odejściu mnicha! Mnicha! No luuudzie. Weźcie poprawcie ten tytuł. Jaki wstyd! Pewnie jeszcze na mnie zrzucą i na pośpiech, i że etatów za mało. Czytać to trzeba ze zrozumieniem, ze zrozumieniem! Teraz do rzeczy, to co poniżej zostawcie. Jasne? No dzięki, dzięki.

Odejście było niby spodziewane od dawna, ale nastąpiło gwałtownie i ze skutkiem natychmiastowym. Tuż przed odejściem mówiono, że zrósł się z klasztorem i trudno sobie wyobrazić klasztor bez niego. Peanom nie było końca. Za życia mówiono, że dał się poznać w jako czcigodny i tak też był w zasadzie przez wiernych traktowany. Niewierna bywa wierność wiernych… I co? I bęc!

Po jego odejściu tak wiele i tak szybko się zmieniło. „Doba jeszcze nie upłynęła od chwili zgonu, woń i zaduch zgnilizny rozchodziły się już, rażąc uczucia obecnych” – że przywołamy słowa nanosnego kronikarza. Nikczemnych i niskich ludzi smród wręcz uradował, oni się smrodem napawali. Dalej było już tylko gorzej.

Odór próbowano ukryć, ale on wisiał w powietrzu mieszając się ze zgorszeniem. Było go coraz więcej i stawał się intensywniejszy. Bohater nasz szybko po śmierci stracił całą swoją reputację, chociaż i za życia taki święty nie był, bo za cudze żony się brał. To pewne. Za cudze żony się brał. Cóż za upadek… Zaczęto szczegółowo rozpamiętywać żywot i za złe mu miano drobnostki zupełne.

Tłuszczy przychodziły do głowy w związku ze zgnilizną rozkładu takie nawet występki: „Nową modę zaprowadzał”, „ciału dogadzał, jadł na przykład konfitury wiśniowe z herbatą”, „na kolana przed nim padali, a on przyjmował to jako sobie należne”. Były nawet spekulacje, że jakaś komisja, że coś uwiecznili… Podłość, po trzykroć. Lud zauważył, że jak inni odchodzili, to nie było brzydkiego zapachu, a tu woń zwykłą, naturalną, choć owszem, nieprzyjemną zinterpretowano jako znak grzesznego żywota. Na jakiej podstawie?

W końcu nawet szaleńcom przyszło do głowy publicznie wypowiadać się w sprawie. Weźmy takiego ojca Feraponta: „Patrzcie na tego oto nieboszczyka — mówił, zwracając się do stojącego za progiem tłumu. — Postów nie zachowywał, strawę gotowaną jadał, ciału grzesznemu dogadzał, karmiąc je słodyczami. Ot i pokazał Bóg i sąd nad nim objawił; a jaki teraz wstyd! jaki srom!” Ręką można by machnąć, ale Alosza, Alosza… On uczeń czysty i wierny także zwątpił, gdyż w uszach brzmiało mu: „Skąd się to mogło wziąć? gdyby był tłusty, ale to skóra tylko i kosteczki”.

Cóż, dla publiki za szybko starzec i czcigodny mnich Zosima zaczął się rozkładać, dając tym znak antyświętości. Tacy to ludzie. A co ja Wam radzę na koniec, publiko? Czytajcie „Braci Karamazow”, są tam włókna duszy, chrząstki sumienia i nie traćcie powonienia.