WOŁODYMYR SYDORENKO: Wystawa praca polskich fotografików w Kijowie

Dyrektor kijowskiej Biblioteki im. Mikołaja Gogola, Olena Ryabiy, mówi, że większość wydarzeń w jej placówce odbywa się w przestrzeni, w której czytelnicy mają do czynienia z wieloma rodzajami sztuki. Właśnie w tym miejscu prezentowana jest wystawa prac Bełchatowskiego Towarzystwa Fotograficznego pt. „Polski kalejdoskop”. Została otwarta z okazji Dnia Flagi RP 2 maja i można ją oglądać do końca miesiąca.

W kijowskiej bibliotece odbywa się wiele wydarzeń – konferencje czytelnicze, wieczory poetyckie i literackie. Olena Ryabiy oprowadzając po wystawie opowiedziała o nawiązaniu kontaktów między lokalnym stowarzyszeniem fotograficznym „Kyivphotos-Hall 2012” a Bełchatowskim Towarzystwem Fotograficznym oraz o wymianie twórczej między artystami z Polski i Kijowa. Wystawa prezentuje prace polskich mistrzów fotografii: Marka Gubały, Małgorzaty Politańskiej, Sławomira Owczarka, Longiny Rychiewskiej, Roberta Komory, Petra Vlasaka i innych.

Olena Ryabiy opowiedziała, że ​​niedawno w Bełchatowskim Towarzystwie Fotograficznym odbyła się 9. edycja Międzynarodowych Warsztatów Fotograficznych ENERGIA, w której oprócz fotografików z Polski wzięli udział mistrzowie z Belgii, Bułgarii, Czech, Finlandii, Litwy, Niemiec, Portugalii i Słowacji .

Dyrektor Biblioteki im. Mikołaja Gogola, podkreśliła, iż w Kijowie pamięta się o pomocy jaką Polska udzieliła państwu ukraińskiemu i narodowi ukraińskiemu po rosyjskiej agresją. Wyraziła nadzieję, że współpraca kulturalna między naszymi krajami będzie pogłębiana, a w salach kijowskich bibliotek odbędzie się jeszcze niejedna wystawa polskich artystów.

 

 

 

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Bezsilna Rosja chce tropić „wrogów ludu”

Tegoroczna moskiewska parada na Dzień Zwycięstwa pokazała tylko słabość Rosji. Aby ratować pozycję tego kraju pojawiają się pomysły powrotu do stalinowskich praktyk.

Jak wyliczyli politolodzy i dziennikarze, w defiladzie na Placu Czerwonym w Moskwie 9 maja 2023 roku wzięło udział kilka razy mniej sprzętu wojskowego niż w poprzednich latach. Z ich danych wynika, że ​​w tym roku przez Plac Czerwony przejechało tylko 51 pojazdów. W czasie, gdy w ubiegłorocznej, już skróconej paradzie, wzięło udział 131 wozów bojowych. A w 2021 roku było ich 197. To oznacza spadek w stosunku do ostatniego przedwojennego roku – prawie czterokrotnie. Cała uroczystość – defilada żołnierzy i przemówienie prezydenta Władimira Putina – trwała tylko około 45 minut. W poprzednich latach czas parad wynosił nawet do ​​półtorej godziny, ale wtedy zawierały one też pokazy lotnicze. Zrezygnowano z nich już dwa lata temu z powodu obaw Putina, że ​​któryś z pilotów może zaatakować trybunę.

Wielu komentatorów zwróciło również uwagę na brak nowoczesnych czołgów. Po raz pierwszy od 2007 roku parada odbyła się bez ciężkich pojazdów opancerzonych. Przejazd sprzętu otworzył jeden czołg T-34 z II wojny światowej, a za nim pojawiły się lekkie wozy bojowe, a także wyrzutnie rakiet Iskander, S-400 i międzykontynentalnych pocisków balistycznych Jars.

Pokaz sprzętu wojskowego w paradzie trwał mniej niż 10 minut. W poprzednich latach uzbrojenie pokazywano znacznie dłużej. Można było podziwiać m.in. czołgi Armata, z których Rosja była bardzo dumna, aż do momentu, gdy pokazały swoją niską skuteczność w walkach na Ukrainie.

Według dziennikarzy w paradzie wzięło udział około ośmiu tysięcy osób i jest to najmniejsza liczba uczestników od 2008 roku.

Według obserwatorów i dziennikarzy w Moskwie w tym roku odbyła się „parada wstydu”, ponieważ Rosja pokazała swoją słabość i zacofanie w rozwoju spraw wojskowych i technologii w porównaniu do współczesnych demokratycznych krajów świata. W takich warunkach lepiej byłoby nie organizować parady.

Mimo to Rosja twierdzi, że na pewno wygra wojnę rosyjsko-ukraińską, pomimo całej potęgi świata, która jej się sprzeciwia.

Większość rosyjskich polityków jest rozczarowana stanem rzeczy w Rosji. Rozumieją, że wina w tej sytuacji leży przede wszystkim po stronie prezydenta Władimira Putina, który stworzył skorumpowany reżim polityczny. Zamiast budować państwo, rozwijać gospodarkę, przeprowadzać nowatorskie reformy w kraju, podnosić poziomu życia obywateli, kierował wszystkie wysiłki i środki na wsparcie wojska, a i w tej dziedzinie przegrał rywalizację ze światem i nie zapewnił Rosji wystarczającej siły. W takich warunkach właściwe byłoby dobrowolne ustąpienie, przekazanie sterów skuteczniejszym przywódcom, ale Putin chce zapewnić sobie władzę do 2034 r. poprzez zmiany w konstytucji. Oczywiście politycy w Rosji rozumieją, że to nieuchronnie zniszczy kraj, który straci swoją pozycję. Wielu rosyjskich polityków uważa, że ​​Rosję trzeba ratować. Ale jak? Zgodnie z rosyjską tradycją, klasa rządząca, zamiast domagać się natychmiastowego odsunięcia od władzy Putina i jego kliki, próbuje wprowadzić nowe zmiany ustrojowe mające na celu przede wszystkim pozbawienie obywateli wolności słowa i wprowadzenie represyjnych reżimów.

Na przykład deputowany do Dumy Państwowej generał-porucznik w stanie spoczynku Andrij Gurulow uważa, że ​​nadszedł czas, aby ponownie wprowadzić w życie koncepcję „wroga ludu” i zastosować wobec niego te same represje, które były powszechną praktyką w drugiej połowie lat 30. XX wieku. Według Gurulowa nie należy wstydzić się pojęcia „wroga ludu”, ponieważ „są wrogowie, ale nie ma przeciwko nim praw”. Co więcej, powinno to dotyczyć zarówno osób „na froncie”, jak i ludności cywilnej.

Później poseł wyjaśnił, że za „wrogów ludu” należy uznać tych, którzy chcą klęski Rosji, nie popierają Władimira Putina i nie działają, czyli nie robią nic, by walczyć z nazizmem.

„Jeśli specjalnie siedzisz i nic nie robisz, sabotujesz decyzję, to jesteś wrogiem ludu” – powiedział Gurulow. Należy zauważyć, że zgodnie z tą interpretacją całe 90 procent ludności, czyli dziesiątki milionów ludzi, można uznać za wrogów ludu w Rosji.

Co ciekawe „naród rosyjski” popiera wprowadzenie takich represji. W komentarzach do tych informacji Rosjanie piszą: „Najwyższy czas” i radzą, aby zanim wróci pojęcie „wroga ludu”, należy jasno określić: kim oni właściwie są oraz przede wszystkim ustalić, kto ich „wyznaczy”  i „według jakiej procedury zostaną zatrzymani”. Niektórzy proponują rozszerzenie represji i proponują także postawienie zarzutu „szkodnika” i „sabotażysty”.

Czytelniczka z Omska pisze na przykład: „Popieram w 100%! Wszędzie wokół jest pełno wrogów czających się i szkodzących Rosji! Wysyłać do obozów pracy przymusowej, a także pokazywać egzekucje… Jestem w 100% pewien, że taki czas nadejdzie, bo tylko metody Stalina mogą przywrócić wielkość i potęgę naszej Ojczyzny!”

Jeden z Rosjan pisze: „W takim razie najpierw musimy oficjalnie przyznać, że metody Stalina, w tym Gułag, były całkowicie poprawne. Zabronić ich krytykowania, odwołać wszystkich krytyków i od razu odwołać >rehabilitację ofiar stalinowskich represji<… Inaczej jakoś źle się to skończy – zbesztamy Stalina, ale wykorzystamy jego metody w pełni… ”

W tej gorącej dyskusji dostało się też samemu Gurulowowi. Jeden z czytelników zauważył, że ​​jego brat trafił niedawno do kolonii za łapówki. „Mychajło Gurulow został wysłany do więzienia o zaostrzonym rygorze na sześć lat” – przypomniał.

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosyjskie miasta boją się świętować 9 maja

Rosja zawsze była dumna z Dnia Zwycięstwa, który był okazją do gloryfikacji władz i hucznie obchodzony 9 maja licznymi defiladami, paradami i wiecami. W tym roku jednak wiele miast zrezygnowało z takiego świętowania.    

Według rosyjskich mediów, parady 9 maja 2023 roku zostały już odwołane w co najmniej 21 miastach Rosji. I to nie tylko w tych, które są blisko Krymu i teoretycznie mogłyby zostać trafione rakietami lub dronami z Ukrainy. Kaługa, Ryazan, Orel, Saratów, Lipieck, Jelec, a nawet Tiumeń odmówiły organizacji parad „ze względów bezpieczeństwa”. Odwołanie parad w Pskowie i Wielkim Łuku uzasadniono troską o żołnierzy rosyjskich walczących z Ukrainą. Według szefa regionu Michajła Wiedernikowa oni „zupełnie inaczej postrzegają odgłosy fajerwerków”.

Rosyjskie regiony graniczące z Ukrainą – kurski, bilhorodski i briański – jako pierwsze odwołały parady, ponieważ, jak mówią, regularnie są pod ostrzałem. Władze regionu twierdzą, że ataki przeprowadzane są od strony ukraińskiej. Kijów nie komentuje tych doniesień.

Odwołanie parad zwycięstwa w obwodzie kurskim i biełgorodskim zostało wyjaśnione w następujący sposób – „biorąc pod uwagę trudną obecną sytuację i nie prowokując wroga dużą liczbą sprzętu i personelu wojskowego” – powiedział gubernator obwodu biełgorodzkiego.

Odwołanie defilady 9 maja zapowiedział też mianowany przez Kreml szef Krymu Serhij Aksjonow. Tłumaczył tę decyzję względami bezpieczeństwa. Później także rosyjski szef Sewastopola Mychajło Razwożajew zapowiedział odwołanie parady wojskowej w tym mieście.

Ponadto rosyjska administracja Sewastopola zaapelowała do mieszkańców miasta, aby 9 maja nie odpalali pocisków i rakiet z folią, ponieważ mogłoby to skomplikować pracę obrony przeciwlotniczej.

W Briańsku, Krasnodarze i Soczi władze nie wyjaśniły odwołania parad – po prostu przekazały mieszkańcom informację, że w 2023 roku ich nie będzie.

W Saratowie w Rosji, zamiast parady 9 maja odbędą się koncerty pod oknami weteranów, zapowiedział gubernator regionu Roman Busargin. „Miła niespodzianka pomoże zachować ich zdrowie i sprawi, że będą szczęśliwi w tym szczególnym dniu” – stwierdził.

Świątecznych fajerwerków nie będzie w całym tym regionie. Busargin powiedział, że zaoszczędzone w ten sposób pieniądze lepiej wydać na wsparcie rosyjskich żołnierzy walczących na Ukrainie.

Poinformowano również, że w całej Rosji nie będzie tradycyjnych przemarszów „Nieśmiertelnego Pułku”. Zgodnie ze zwyczajem jest to procesja, w której każdy może stanąć w szeregu i przejść z portretem krewnego, który zginął na wojnie. Rosyjskie władze zawsze były bardzo dumne z tego wydarzenia. Ale w tym roku zostało ono odwołane. I to nie tylko ze względów bezpieczeństwa. Obawiano się, że w wielu regionach uczestnicy takiego pochodu nie będą nieść portretów bliskich poległych w czasie II wojny światowej, tylko fotografie tych, którzy zginęli ostatnio na Ukrainie i stanie się to demonstracją pokazującą ogromne straty armii rosyjskiej w tej wojnie. Przypomnijmy, że według Sztabu Generalnego Ukrainy armia rosyjska straciła na Ukrainie ponad 180 tys. żołnierzy. A rosyjskie władze nie chcą pokazywać swojemu społeczeństwu takich strat…

 

Rosjanie nie będą mieli czym jeździć – WOŁODYMYR SYDERONKO o tym, że sankcje działają powoli, ale skutecznie

Moskiewska gazeta „Izwiestia” napisała, że ​​​​sprzedaż nowych zagranicznych samochodów segmentu masowego w Rosji praktycznie się skończyła. Dealerzy ostrzegają, że w sprzedaży dostępnych jest zaledwie kilkadziesiąt sztuk aut. Rosjanie będą więc mieli wybór między samochodami chińskimi a krajowymi.

W Rosji brakuje już ponad miliona samochodów, a import równoległy (tak Rosja nazywa przemyt towarów na terytoria objęte sankcjami) nie nadąża za popytem. Dealerzy samochodowi twierdzą, że obecnie dostępnych jest tylko około 300 aut w całym kraju. Tymczasem, w przedwojennym roku 2021 jednego dnia w Rosji sprzedawano co najmniej 200 samochodów segmentu masowego.

„Niektóre marki, takie jak renault, w ogóle nie są już dostępne” – zauważa stowarzyszenie „Rosyjscy Dealerzy Samochodów”. Całkowicie wyprzedane zostały ople i hyundaie . Zostało już tylko kilka sztuk skody rapid, volkswagena polo, citroen c4 i kia rio. Ponadto import kanałami przemytniczymi popularnych i niedrogich aut stał się nieopłacalny. Skomplikowana logistyka znacznie zwiększa ich ostateczny koszt.

W związku z niedoborem samochodów ich ceny zaczęły gwałtownie rosnąć, co zmniejsza szanse na zakup nawet przez osoby średniozamożne. Ceny aut wzrosły nawet dwukrotnie. Za podstawowy model kia rio żąda się obecnie 1,5 miliona rubli, podczas gdy w 2021 roku jego cena mieściła się w granicach 900 000. Hyundai solaris wyceniany jest na 2,5 miliona rubli, popularne volkswageny i skody na 1,7-1,8 miliona rubli, chociaż wcześniej ich ceny nie przekraczała miliona rubli.

Eksperci rynkowi twierdzą, że wszystko zmierza do tego, że w niedalekiej przyszłości rosyjski konsument będzie miał wybór między samochodami chińskimi lub krajowymi. Omawiając problem w internecie, Rosjanie zwracają uwagę, że w Chinach wyprodukowano już ponad 5 mln samochodów niskiej jakości, które nie będą mogły być dopuszczone na lokalny rynek, bo ich klasa jest niższa niż Euro7. Tak więc, przy braku samochodów w Rosji, to właśnie te auta niskiej jakości zaleją rosyjskie drogi. I to już niedługo, mówią specjaliści.

Wprowadzenie sankcji wobec Rosji utrudnia obecnie nie tylko import zagranicznych samochodów do Rosji, ale wręcz spowolniło produkcję własnych. Dziennikarze internetowej publikacji Autonews dokładnie przestudiowali moskiewski rynek samochodowy. Rezultat? Brakuje samochodów łada, a ich ceny są horrendalne, znacząco odbiegające od tych opublikowanych na stronie producenta.

Do tej pory najtańszym samochodem była łada granta. Według ceny Tolyatti Automobile Plant model z manualną skrzynią biegów, klimatyzacją i dwiema poduszkami powietrznymi kosztuje 678 000 rubli. Problem polega jednak na tym, że w moskiewskich salonach samochodowych nie można kupić tego modelu w najprostszej konfiguracji. Dealerzy oferują wersję classic, a cena takiego auta wzrasta do prawie miliona rubli. Łada granta w wersji comfort jest sprzedawana w moskiewskich salonach za 850 – 900 tysięcy rubli. Ładę niva travel można kupić od dealerów za 1,09 miliona rubli.

Z drugiej strony, jak się okazało, kraje G7, czyli USA, Wielka Brytania, Kanada, Japonia, Niemcy, Francja i Włochy, na ostatnim szczycie dyskutowały nad wprowadzeniem całkowitego zakazu eksportu jakichkolwiek towarów europejskich do Rosja. Ostateczna decyzja jeszcze nie zapadła, ale stanowi to duże zagrożenie dla kraju agresora.

Planowana jest zmiana zasad dotyczących sankcji wobec Rosji. Na razie obowiązują takie, że ​​można eksportować wszystko oprócz tego, co jest zabronione. Obecnie dyskutuje się o diametralnej zmianie tej reguły: eksportować będzie można tylko to, co zostanie dozwolone. Ma to na celu uproszczenie procedury monitorowania przestrzegania sankcji – tłumaczą ekonomiści.

Faktem jest, że w ciągu roku Rosja stworzyła całą infrastrukturę do obchodzenia sankcji. Podaje się informacje, że ograniczenia zostały wprowadzone, ale w rzeczywistości są one obchodzone i wiele sankcjonowanych produktów trafia do Rosji okrężną drogą, w rzeczywistości kontrabandą.

Ekonomiści zauważają, że wprowadzenie całkowitego zakazu eksportu towarów do Rosji jeszcze bardziej uderzy w kraj agresora. Ponadto będzie wywierać presję na kraje na razie zaprzyjaźnione z Rosją, takie jak Chiny i Indie. Dla tych państw ważne są relacje z Zachodem, dlatego pod groźbą wprowadzenia wobec nich wtórnych sankcji mogą one również odmówić dostaw niektórych towarów do Rosji.

Jednak decyzja o całkowitym zakazie eksportu do Rosji nie została jeszcze podjęta i Moskwa liczy, że może do niej nie dojść. Chociaż prawdopodobieństwo przyjęcia tego jest dość wysokie ze względu na fakt, że Rosja pomimo sankcji kontynuuje, a nawet rozszerza agresywną wojnę z Ukrainą. Europa może przyjąć pełne sankcje nawet wbrew własnym interesom, ponieważ wojna Rosji szkodzi całemu światu i prowadzi do znacznych strat w prawie wszystkich krajach.

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosja tonie w oceanie donosów

W samej Rosji uznaje się już, że liczba donosów jest tak wielka, że ​​organy państwowe nie są w stanie sobie z nimi poradzić. Rekordzistka napisała 922 skargi na obywateli, którzy jej zdaniem nie są patriotami.

Niedawno moskiewski sąd ukarał emerytkę Olgę Sleginę grzywną w wysokości 40 tys. rubli z artykułu o „dyskredytowaniu” armii rosyjskiej – donosi „Memoriał”. Jak się okazało, 70-letnia Slegina omawiała sytuację na Ukrainie przy stole podczas obiadu w sanatorium, w którym wypoczywała. Zapytała sąsiada przy stole, a także kelnerkę, czy są za Rosją, czy za Ukrainą. W trakcie rozmowy kobieta stwierdziła, że ​​prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski to „przystojny młodzieniec z poczuciem humoru”.

Kilka dni później Slegina została poinformowana, iż ​​napisano przeciwko niej trzy donosy, w których zarzucono jej, że „chwali Zełenskiego”. Policja sporządziła protokół dotyczący tej sprawy i zabrała kobietę na komisariat. Podczas przesłuchania sprawdzono jej telefon, zapytano o związki z Ukrainą i poproszono o podpisanie protokołu. Slegina nie mogła przeczytać dokumentu ze względu na problemy ze wzrokiem, ale mimo to podpisała się tam, gdzie wskazała policja. Później okazało się, że jej słowa w protokole zostały zmienione, Slegina rzekomo krzyczała w jadalni „Chwała Ukrainie”.

Posiedzenie sądu trwało nie dłużej niż pięć minut – podał „Memoriał”. Sędzia odrzucił wniosek o przełożenie rozprawy ze względu na stan zdrowia siedemdziesięciolatki.

To jest odosobniony przypadek. Sympatyzujący z Ukrainą mieszkańcy Rosji i  terenów przez nią okupowanych są prześladowani za pomocą donosów. Znanym przykładem jest prorosyjski bloger Ołeksandr Talipow z Krymu publikujący na swoim kanale na Telegramie dane osobowe mieszkańców półwyspu, którzy wspierają Ukrainę. Na swoim koncie ma już setki internetowych donosów. W wyniku skarg Talipowa wiele osób poniosło odpowiedzialność administracyjną i karną za „dyskredytowanie” armii rosyjskiej.

Inna sprawa. W sieci księgarni w Sewastopolu pojawił się przetłumaczony na język rosyjski, znany w Europie i wydawany we Francji, komiks, który w formie rysunkowej przedstawia biografię Stalina.  Autor książki, Vincen Delma, zatytułował go „Stalin. Droga od seminarzysty do przywódcy narodu”. Konsultantem historycznym podczas powstawania książki był francuski historyk Nicolas Vert, który nazywa siebie znawcą stalinowskich represji i Gułagu. W latach 80. pracował w Rosji na stanowisku dyplomatycznym. Książka ukazała się po raz pierwszy we Francji w 2019 roku, a w 2021 została przetłumaczona na język rosyjski i wydana w Rosji przez wydawnictwo „Exmo”.

W Sewastopolu rozpętała się burza. Książkę nazwano „pracą pseudonaukową, która wypacza historię Rosji i zasługi Stalina”. Tekst opublikowany przez sewastopolskich dziennikarzy zaprzecza, jakoby Stalin prowadził politykę niszczenia „drobnej burżuazji” i nakazywał zesłanie na Syberię odnoszących sukcesy chłopów zwanych „kułakami”. W materiale zaprzeczono też faktom, że Stalin, zgodnie z polityką kolektywizacji, kazał odbierać jej przeciwnikom wszelką żywność. Autorzy donosu nazywają książkę nie tylko antystalinowską, ale antyrosyjską, chociaż nie ma w niej absolutnie rusofobii.

W samej Rosji uznaje się obecnie, że liczba donosów jest tak wielka, że ​​organy państwowe nie są już w stanie sobie z nimi poradzić. Dlatego deputowany do Dumy Państwowej Jewhen Markow wysłał list do Prokuratora Generalnego, w którym stwierdza, że ​​„nawałnica bezpodstawnych skarg paraliżuje pracę organów państwowych, administracji prezydenta.” Sugeruje, aby autorów donosów, zwłaszcza niepotwierdzonych, karać grzywnami.

Tak więc, według statystyk państwowych, Bank Centralny otrzymał w 2022 roku 368 tys. skarg — o 18% więcej niż w 2021 roku. Do Roskomnadzoru (organ odpowiedzialny za kontrolowanie mediów – przyp. red.) wpłynęło prawie 145 tys. skarg – o 25,5% więcej niż w analogicznym okresie 2021 roku. Ministerstwo Obrony Rosji otrzymało 624 tys. skarg. Do administracji prezydenta Rosji wpłynęło ponad milion skarg, czyli sześciokrotnie więcej niż przed rozpoczęciem specjalnej operacji wojskowej. Większość z nich nie została potwierdzona.

Donosy stają się coraz ciekawsze. Były inspektor Państwowej Inspekcji Ruchu, który w pracy miał żółte auto z niebieskim migającym światłem, na pamiątkę służby postanowił pomalować ogrodzenie w te kolory. Ale sąsiad, widząc niebiesko-żółte ogrodzenie, napisał na niego donos, w którym zauważył, że to kolory ukraińskiej flagi i że mężczyzna w ten sposób popiera kijowski „reżim”.  Nie zraził się tym, że jego skarga została uznana za nieuzasadnioną, złożył kolejnych 30 domagając się postawienia sąsiadowi zarzutów karnych.

Nawet deputowani uważają za swój obowiązek pisanie donosów. Na przykład Witalij Borodin, który jest odpowiedzialny za kulturę, w ciągu kilku tygodni zdołał założyć donosy na znanych artystów – Siemiona Slepakowa, Dianę Arbeninę, Walerego Meladze, Danyło Kozłowskiego, Liję Akedżakow, Ałłę Pugaczową i innych.

Rekordzistką liczby donosów została Rosjanka, której nazwiska media nie wymieniają. Napisała 922 donosy na obywateli, którzy jej zdaniem nie są patriotami Rosji. Zauważono, że kobieta spędza 20 godzin dziennie na poszukiwaniu „wrogów Rosji” w sieciach społecznościowych. Swoją działalność tłumaczyła tym, że „nie chce płacić reparacji, jeśli Rosja przegra wojnę”, dlatego pisze donosy w trybie „dwa w dwa dni”. Jak zwracają uwagę rosyjscy politycy, nie da się jej powstrzymać, bo rzekomo „korzysta z konstytucyjnego prawa do odwołania się do organów państwowych”.

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosyjska propaganda wieszczy koniec Unii Europejskiej

Jednym z tematów, który chętnie „nakręcają” rosyjscy propagandyści jest rychły rozpad Unii Europejskiej.

Jakieś czas temu serwis bukmacherski OddsChecker podzielił się przewidywaniami, który kraj jako pierwszy w niedalekiej przyszłości pójdzie w ślady Wielkiej Brytanii i oficjalnie opuści Unię Europejską. Według tych danych, których autentyczności trudno oczywiście potwierdzić, największe szanse na wyjście z UE mają Włochy, a następnie Grecja. Na trzecim miejscu bukmacherzy postawili na… Polskę. Jak zauważają krymskie media, „szanse Warszawy na wyjście z Unii Europejskiej ocenia się na siedem do jednego, czyli około 14 proc. Bruksela wielokrotnie krytykowała Warszawę za tłumienie wolności słowa i praw mniejszości seksualnych, a rola regionalnego lidera w kryzysie ukraińskim sprawiła, że ​​polskie władze stały się bardziej agresywne w stosunkach z urzędnikami UE”.

Co kryje się za tym faktem? Rosja nieustannie przeprowadza w Europie swoje operacje dezinformacyjne. Jest kilka tematów, które nieustannie „nakręca”, choć powszechnie wiadomo, że mają one niewiele wspólnego z prawdą. Jeden z nich to określanie NATO jako bloku agresywnego, ale bezsilnego, który tak naprawdę nie jest w stanie nikogo obronić. Drugim tematem jest upadek Unii Europejskiej. Rosyjscy propagandyści wyszukują lub sami inicjują najdrobniejsze przejawy eurosceptycyzmu i nadmuchują je do wielkiej skali. Wykorzystują do tego różne publikacje, refleksje, czy analizy w mediach, które są następnie przekazywane jako dominujące stanowisko polityczne.

Rosja pokazuje eurosceptycyzm jako większościowy nurt polityczny w krajach Unii Europejskiej. Uważa, że nad wyjściem z Unii Europejskiej, poza trzema wymienionymi wcześniej krajami, zastanawiają się Francja, Austria, Czechy, Słowenia, Chorwacja i inne.

Rosyjscy propagandyści piszą: „Eurosceptycyzm szybko zyskuje popularność w polityce europejskiej. Brexit może okazać się puszką Pandory dla Unii Europejskiej, ponieważ coraz więcej partii politycznych poważnie rozważa możliwość opuszczenia UE”. Jest to jawne oszustwo. Być może rosyjskim propagandystom udało się za pomocą pieniędzy lub innych świadczeń zainicjować takie myślenie w jednej lub dwóch marginalnych i mało wpływowych partiach, ale to wcale nie oznacza, że taki jest główny nurt polityczny Europy.

Oczywiście istnieją różne problemy i trudności we współpracy krajów europejskich, ale nie mają one charakteru katastroficznego, jak piszą o tym Rosjanie. Głosili oni na przykład następującą tezę: „Wiara wielu państw europejskich w konieczność Unii Europejskiej została ostatnio zachwiana w wyniku serii kryzysów gospodarczych, utraty kontroli legislacyjnej i problemów z imigracją. Z wielu europejskich stolic coraz częściej dochodzą głosy, że Bruksela nadużywa swoich uprawnień, a niektórzy oskarżają nawet UE o korupcję”.

Tak, istnieją takie problemy, ale nic nie wskazuje, aby miałyby one doprowadzić do rozpadu Unii Europejskiej. Poza tym to drobiazgi, w porównaniu z problemami, sprzecznościami i katastrofalnymi perspektywami, które są w Rosji. Ten kraj ma największą na świecie korupcję, masę różnych kryzysów gospodarczych, masę problemów demograficznych, a ich skala jest wielokrotnie większa niż europejskich trudności. Lepiej byłoby więc, aby Rosja patrzyła na siebie, a nie zerkała zza europejski płot.

Unia Europejska jest oczywiście dużą i złożoną strukturą, która ma zarówno zalety, jak i wady. Ale tych pierwszych jest z pewnością więcej, dlatego wciąż są kraje, które starają się o dołączenie do wspólnoty.

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosyjska wojna niszczy przyrodę nie tylko na Ukrainie  

Armia rosyjska już wyrządziło ogromne szkodę środowisku naturalnemu Ukrainy. Ucierpieć może jednak nie tylko ten kraj, ale i natura całej planety.

Szkody wyrządzone wodom Morza Azowskiego, Kaspijskiego i Czarnego rozciągają się na inne kraje i ludność innych regionów. Szkody te mają pośredni wpływ na przyrodę i ludność sąsiednich krajów – Polski, Gruzji, Azerbejdżanu, Turcji, Rumunii, Bułgarii, Litwy, Łotwy i Estonii, Niemiec i innych.

Żołnierze rosyjscy celowo niszczą w Ukrainie chronione obszary naturalne. Szef Kancelarii Prezydenta Ukrainy Andrij Jermak poinformował ostatnio na swoim kanale Telegram, że rosyjskie wojsko zajęło 20 ukraińskich rezerwatów przyrody. „Są to parki przyrody, w których należy szczególnie chronić rzadkie gatunki zwierząt i roślin. Jednak zamieniają je w tereny łowieckie, kopalnie do wydobywania materiałów budowlanych i wykorzystują do parkowania czołgów i pojazdów wojskowych. Przetrwanie dzikiej przyrody to kolejny ważny powód, dla którego ziemie ukraińskie powinny zostać jak najszybciej uwolnione” – zauważył Andrij Jermak. Wśród obszarów, które zostały zniszczone, znajduje się 10 parków narodowych, 8 rezerwatów przyrody i 2 rezerwaty biosfery. Zagrożone zniszczeniem są akweny o powierzchni około 600 tysięcy hektarów, które są objęte Konwencją Ramsar (chroni obszary wodno-błotne mające znaczenie międzynarodowe, m.in. jako środowisko życia ptactwa – przyp. red.). Szkody wyrządzone tym terenom nie pozostaną bez znaczenia dla środowiska wielu europejskiej krajów.

Wcześniej pierwszy zastępca szefa Ministerstwa Środowiska i Ochrony Przyrody Ukrainy Rusłan Greczanyk powiedział, że w wyniku wojny na pełną skalę  wyrządzono Ukrainie szkody ekologiczne szacowane na co najmniej dwa biliony hrywien. Teraz zniszczenia te jeszcze wzrosły. Według wiceminister obrony Hanny Malyar rosyjskie wojsko zorganizowało wycinkę lasów w okupowanych częściach Zaporoża, Chersoniu i innych okupowanych regionach Ukrainy.

Na międzynarodowej konferencji we Lwowie minister ochrony środowiska i zasobów naturalnych Ukrainy Rusłan Strelec poinformował, że szkody ekologiczne Ukrainy spowodowane rosyjską agresją na pełną skalę wynoszą już 3 biliony hrywien, a część zasobów naturalnych została bezpowrotnie utracona.

„Rosjanie jak barbarzyńcy niszczą wszystko, nie zdając sobie nawet sprawy z tego, że środowisko nie uznaje granic. Już obliczyliśmy straty: 3 biliony hrywien szkód w środowisku spowodowanych zanieczyszczeniem ziemi, powietrza, spalonych lasów i zniszczonych zasobów naturalnych. Istnieją zasoby naturalne Ukrainy, które zostały utracone na zawsze” – powiedział minister.

Zdaniem ministra najbardziej cierpią plantacje leśne. „Prawie 3 miliony hektarów lasów zostało uszkodzonych – to prawie jedna trzecia leśnych terytoriów Ukrainy, 500 tysięcy hektarów jest obecnie okupowanych lub w strefie działań wojennych. Tym samym w wyniku działań Rosji wyrządzono ogromne szkody 600 gatunkom fauny i 750 gatunkom flory” – zaznaczył.

Jak zauważył ukraiński minister obrony Ołeksij Reznikow, artykuł 55 pierwszego protokołu do konwencji genewskiej zabrania prowadzenia wojny ze środowiskiem naturalnym poprzez jego niszczenie, ale Rosja się tym nie przejmuje. Według Państwowej Inspekcji Ochrony Środowiska od początku inwazji na pełną skalę do Jednolitego Rejestru Szkód wpisano 1042 zdarzenia, które miały miejsce na terytorium Ukrainy w wyniku agresji zbrojnej Rosji i spowodowały szkody w środowisku .

Tymczasem ukraiński ekosystem ma ogromne znaczenie dla Europy. Obejmuje 35 procent różnorodności biologicznej kontynentu, żyje tu ponad 70 tysięcy gatunków biologicznych, 29% terytorium Ukrainy to naturalna roślinność, a także uprawiana roślinność naturalna, 16% terytorium kraju to lasy, przez Ukrainę przepływa prawie 63 tysiące rzek. W Czerwonej Księdze Ukrainy, w najnowszym wydaniu na 2021 rok, zarejestrowanych jest 687 gatunków zwierząt i 857 gatunków roślin, które są zagrożone wyginięciem.

Dniepr jest czwartą najdłuższą rzeką w Europie. Jednak 14 marca, po ostrzelaniu przez rosyjskie wojsko oczyszczalni ścieków, do Dniepru zaczęła napływać nieoczyszczone ścieki z kilku dzielnic Zaporoża. Szkody wyrządzone środowisku Ukrainy wpływają na stan ekologiczny Morza Czarnego. Oprócz zniszczenia dzikiej przyrody w wyniku pożarów lasów spowodowanych ostrzałem, w Morzu Czarnym znaleziono tysiące martwych delfinów, co może być wynikiem zwiększonego hałasu żeglugi i użycia potężnych systemów sonarowych przez marynarkę wojenną.

Jednym z zagrożeń wysokiego ryzyka są uszkodzenia składowisk ciekłych odpadów przemysłowych. W kraju jest ich łącznie 465, w których składują ponad 6 miliardów ton odpadów. Ponad 200 z nich znajduje się we wschodniej Ukrainie, regionie najbardziej dotkniętym wojną. Badanie przeprowadzone przez OBWE w 2019 r. wykazało, że potencjalne zagrożenia związane z uszkodzeniem tych obiektów obejmują ryzyko powodzi, wybuchów oraz zagrożenia chemiczne, środowiskowe i pożarowe. Teraz, trzy lata po opublikowaniu tego raportu, rosyjskie wojsko zaatakowało już ponad 40 obiektów przemysłowych.

Do długotrwałych skutków odczuwanych przez ludność należą choroby płuc i różne rodzaje nowotworów spowodowane wdychaniem metali ciężkich i substancji rakotwórczych zawartych w materiałach wybuchowych i gruzach zbombardowanych budynków. Poważnym problemem jest azbest, wysoce szkodliwa substancja, która dopiero niedawno została zakazana na Ukrainie. Materiał ten, obecny w konstrukcjach budynków zniszczonych przez bombardowania, może powodować szereg chorób, od trudności w oddychaniu po raka płuc, żołądka, narządów rozrodczych i innych.

O szkodach w środowisku naturalnym obwodu chersońskiego mówił Ołeksij Wasiluk, szef organizacji społecznej Ukraińska Grupa Ochrony Środowiska. „Oto Askania Nowa – to wciąż najsłynniejszy rezerwat przyrody w Europie. To miejsce, w którym spotyka się Sywasz, rezerwat Morza Czarnego, wyspa Dżaryłgacz i wszystkie te mokradła na południu obwodu chersońskiego, to miejsce jest jednym z najważniejszych dla ptaków w Europie Środkowej i Północnej. Latem przebywa tu największa kolonia ptaków. Jesienią występuje największe skupisko ptaków na emigracji. Część z nich nie odlatuje, a zimą jest tu największe skupisko zimujących ptaków. Los milionów ptaków od Afryki po Skandynawię zależy od tego, jak zachowane i spokojne jest to terytorium” – powiedział ekolog.

W wyniku odcięcia zasilania czarnobajowskiej fermy drobiu położonej w pobliżu Chersonia, w której na początku wojny hodowano 3 miliony kurczaków, nastąpiła katastrofa biologiczna i ekologiczna na dużą skalę, spowodowana brakiem możliwości ich utylizacji.

Zajęcie i okupacja elektrowni jądrowych stwarza ogromne zagrożenie dla środowiska, ludzi i zwierząt. Rosja kontynuuje nuklearny szantaż świata. Ostrzał lub atak rakietowy na aktywną strefę jednego z 15 reaktorów czterech działających ukraińskich elektrowni jądrowych może doprowadzić do katastrofy nuklearnej na dużą skalę. Ponadto zajęcie przez wojsko rosyjskie terenu nieczynnej czarnobylskiej elektrowni jądrowej niesie ze sobą istotne zagrożenie katastrofą radiacyjną, zarówno w wyniku uszkodzenia znajdujących się tam obiektów, jak i ewentualnego spalenia okolicznych lasów i stepów, które zgromadziły znaczną ilość substancji radioaktywnych. W wyniku ruchu rosyjskich pojazdów opancerzonych przez terytorium strefy zamkniętej usunięto wierzchnią warstwę ziemi na terenie składowania odpadów radioaktywnych, co spowodowało wzrost poziomu tła radiacyjnego do 7,6 razy.

Niszczenie ekosystemów, zanieczyszczanie gleb i obszarów wodnych, zmniejszanie bioróżnorodności, wzrost liczby szkodników w lasach to nie jest pełna lista problemów środowiskowych, z jakimi spotka się Ukraina po zakończeniu wojny. Można przypuszczać, że przyszła katastrofa ekologiczna na Ukrainie będzie miała charakter nie tylko lokalny, ale i regionalny, gdyż zanieczyszczenie ekosystemów wodnych i morskich, wód gruntowych możliwym promieniowaniem, odpadami chemicznymi lub toksycznymi będzie miało transgraniczny wpływ na wiele krajów europejskich.

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Źródłem „rusofobii” jest sama Rosja

Sama Rosja doprowadziła do tego, że wiele osób traktuje ją z pogardą, jako kraj, który oszukuje własnych obywateli, a prowadząc imperialistyczną politykę chce oszukać cały świat.

Rosja zarzuca światu „rusofobię”, czyli to, że nie lubi Rosji bez wyraźnego powodu i boi się wszystkiego, co rosyjskie. Czy tak jest? Rosyjscy propagandyści nazywają politykę USA, NATO, krajów Unii Europejskiej i różnych organizacji międzynarodowych, takich jak Międzynarodowy Trybunał Karny czy Europejski Trybunał Praw Człowieka, jako źródło „rusofobii”. Czy tak jest? I ogólnie, czym jest „rusofobia” jako zjawisko?

Można powiedzieć, że „rusofobia” to jedno z największych oszustw XXI wieku, którego źródłem jest sama Rosja, a takie zjawisko istnieje tylko w wyobraźni rosyjskich propagandzistów. Dlaczego?

Rosyjscy politycy, a także nowa koncepcja polityki zagranicznej Rosji, podpisana niedawno przez prezydenta Władimira Putina, głoszą, że zarówno w 2014, jak i w 2022 roku to nie „Rosja zaatakowała Ukrainę”, ale „polityka USA sprowokowała Rosję do obrony” i zmusiła do odpowiedzi. Nowy dokument przedstawia świat jako dwubiegunowy, w którym piękna, pokojowa i szlachetna Rosja przeciwstawia się wszelkiemu złu na całym świecie, a uosobieniem tego zła są USA, Polska i praktycznie cała Europa.

W rzeczywistości rosyjscy politycy nie stworzyli niczego nowego. Po prostu odwrócili dobrze znaną koncepcję George’a Busha „osi zła”, wzdłuż której Rosja prowadzi konserwatywne siły światowe w opozycji do demokracji i sił postępu. Rosyjski uczony Andrij Sacharow, w swoim słynnym dziele „Refleksje o postępie, pokojowym współistnieniu i wolności intelektualnej”, również pisał o tym, że Rosja jako mocarstwo światowe spowalnia światowy ruch ku postępowi. Ale jak zawsze Rosja obwinia innych za zbrodnie, które sama popełnia. W ciągu dwudziestu lat po Bushu, jak zauważa ukraińska gazeta „Dzerkało Tyżnia”, oś zła stała się jeszcze „większa, śmielsza i bardziej zła”. A wiodącą rolę w niej odgrywa obecnie nuklearna Rosja, która myśli, że sprzeciwia się całemu światu.

Aby zdemaskować rosyjskie kłamstwa, wystarczy odpowiedzieć na pytanie: kto jest agresorem? Rosja jako pierwsza grozi innym krajom – toczy wojnę z sąsiednią Ukrainą, zaprzeczając nawet istnieniu narodu ukraińskiego, jego suwerenności i prawu do samostanowienia, grozi całej Europie bronią nuklearną, chce rozmieścić taktyczną broń nuklearną na Białorusi, straszy Finlandię, która niedawno została członkiem NATO. To Rosja bez powodu aresztuje zagranicznych korespondentów, takich jak Amerykanin Evan Hershkovich, fałszuje sprawy przeciwko Tatarom krymskim, sieje tony kłamliwej propagandy przeciwko Polsce, Niemcom, całej Unii Europejskiej, łamie prawo międzynarodowe, nie liczy się z zasadami członkostwa w organizacjach międzynarodowych, co de facto blokuje ich pracę.

Oczywiście takie zachowanie Rosji budzi sprzeciw i krytykę w normalnych krajach demokratycznych. A wtedy Rosja krzyczy: „rusofobia, nikt nas nie lubi”.

I tu pojawia się ważne pytanie: za co wszyscy powinniśmy lubić Rosję? Za pokojową politykę, której ten kraj nie ma? Za przyjazne i partnerskie podejście do sąsiadów, którego nie ma? Za groźby dla całego świata? Za łamanie prawa międzynarodowego i praw człowieka?

Jak możemy lubić Rosję, skoro nie ma ku temu powodów, a wręcz przeciwnie, trzeba domagać się zmian i respektowania przez ten kraj fundamentalnych norm współżycia międzynarodowego. I świat tak robi, a Rosja krzyczy:  „to jest rusofobia!”.

W ostatnich latach, mimo całego zła jakie wyrządził, Władimir Putin zrobił też kilka rzeczy, które przyniosły korzyści światu.

Po pierwsze, sam obalił twierdzenie własnej propagandy, że NATO jest rzekomo agresywnym blokiem militarnym. Rozpoczynając straszliwą pod względem liczby zbrodni, niesprowokowaną wojnę w Ukrainie, Putin pokazał, że to Rosja jest agresorem, a NATO blokiem, który broni pokoju i suwerenności państw. Sprzeciwiał się rozszerzaniu NATO na wschód i zbliżaniu granic NATO do granic Rosji, a swoim postępowaniem doprowadził do czegoś zupełnie odwrotnego – sojusz przyjmuje nowych członków i  jego granica z Rosją zwiększa się.

Po drugie, odmawiając Ukrainie prawa do suwerennego państwa, Władimir Putin zainspirował wiele badań historycznych, które wykazały, że Ukraina, Polska, Mołdawia, Gruzja i wiele krajów azjatyckich, takich jak Kazachstan, są historycznie zarówno starszymi, jak i bardziej cywilizowanymi krajami od Moskwy oraz mają pełne prawo do suwerenności bez udziału Rosji.

Po trzecie, rozpoczynając wojnę na Ukrainie, Władimir Putin pomógł wielu ludziom na świecie zrozumieć przewagę demokratycznego systemu rządów nad autokracją i dyktaturą, jaką jest Rosja. Sprowokowawszy miliony uchodźców z Ukrainy i Gruzji szukających schronienia przed jego wojną w krajach europejskich, a także setki tysięcy uchodźców z samej Rosji uciekających przed mobilizacją, zmusił ich do zobaczenia na własne oczy zalet życia w krajach europejskich i zalet demokracji. To zrodziło miliony zwolenników demokracji, Unii Europejskiej, przekonanych o zaletach NATO oraz europejskich i światowych organizacji międzynarodowych. Jednocześnie milionom ludzi otworzyły się oczy i zobaczyli zacofanie i niecywilizację Rosji. Sama Rosja doprowadziła do tego, że wiele osób traktuje ją z pogardą, jako kraj, który oszukuje własnych obywateli i prowadząc imperialistyczną politykę chce oszukać cały świat. I niech rosyjscy politycy krzyczą – „rusofobia”, a ludzie na świecie i tak już rozumieją, że rusofobiczna jest sama Rosja, która zaprzecza wszelkim wartościom i sama winna jest swoich kłopotów, zacofania i letargu…

WOŁODYMYR SYDORENKO: Ukraińcy uważają Polaków za najbliższy im naród

Prawie dwie trzecie (63%) Ukraińców uważa, że ​​historycznie są oni najbliżsi Polakom, 7% – innym narodom, a 17% jest niezdecydowanych. Tak wynika z badań Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii (KIIS), o których informuje strona internetowa RBC-Ukraina.  

Ankietę KIIS przeprowadził na zlecenie Ministerstwa Kultury i Polityki Informacyjnej Ukrainy wśród 2004 respondentów. Błąd statystyczny próby nie przekracza 2,2%. Jakie jeszcze wnioski płyną z tych badań?

Większość (60%) mieszkańców kraju postrzega 24 sierpnia 1991 roku jako dzień odzyskania przez Ukrainę utraconej niepodległości i państwowości, a jedna trzecia (32%) – że w tym dniu Ukraina po raz pierwszy uzyskała niepodległość. Dwie trzecie (64%) zgadza się ze stwierdzeniem, że Ukraina była kolonią Imperium Rosyjskiego. Ponad dwie trzecie (69%) mieszkańców kraju uważa, że ​​Ukraina jest ideologicznym następcą Ukraińskiej Republiki Ludowej, a 11% uważa, że ​​Ukraina jest ideologicznym następcą Ukraińskiej SRR.

Obecna wojna rosyjsko-ukraińska wywarła znaczący wpływ na postrzeganie własnej przeszłości: ponad dwie trzecie (68%) ankietowanych wskazało, że wojna zmieniła ich stosunek do historii Ukrainy. Najbardziej znaczącymi wydarzeniami historycznymi, które odegrały w przeważającej mierze pozytywną rolę, zdaniem większości, były (w porządku chronologicznym): powstanie Bohdana Chmielnickiego – 83% odpowiedziało, że wydarzenie to miało rolę pozytywną, powstanie Iwana Mazepy – 74%, istnienie Ukraińskiej Republiki Ludowej i konkurencja wyzwoleńcza lat 20. XX wieku – 67%, przejście Krymu do Ukraińskiej SRR – 70 %, rozpad ZSRR – 83 %, pomarańczowa rewolucja – 70%, Rewolucja Godności – 83%.

Według większości negatywną rolę w historii narodu ukraińskiego odegrały (kolejność chronologiczna): przyjęcie okólnika Valueva i dekretu z Ems zakazującego używania języka ukraińskiego, utworzenie ZSRR, kolektywizacja, II wojna światowa, Holokaust, wprowadzenie wojsk radzieckich do Afganistanu, obecna wojna rosyjsko-ukraińska.

Jednocześnie 12% respondentów wskazało, że najbliższymi im osobami są Rosjanie. I to pomimo faktu, że dla przypomnienia, pod koniec 2022 roku bezwzględna większość Ukraińców (98%) uważała rosyjskie władze polityczne za winne popełnienia zbrodni wojennych na Ukrainie, 96% respondentów wskazywało na rosyjski personel wojskowy, a 87 % odpowiedzialnością za to obarczało wszystkich obywateli Rosji.

Według innego badania, Ukraińcy uznali kulturę polską za najciekawszą spośród kultur europejskich, a 72% respondentów uważa, że ​​Polacy są kulturowo najbliżsi Ukraińcom. Świadczą o tym wyniki badania opinii publicznej przeprowadzone przez Centrum Dialogu im. Juliusza Mieroszewskiego wraz z ukraińską agencją Info Sapiens. Łukasz Adamski, zastępca dyrektor Centrum, doktor nauk historycznych, powiedział ukraińskiemu portalowi Zaborona:

„Badanie wykazało, że Ukraińcy są absolutnie zainteresowani polską kulturą, ale mówią, że wiedzą o niej za mało. Chociaż nie powiedziałbym tak – na zachodzie i w centrum Ukrainy odsetek osób prawidłowo identyfikujących takie postacie jak Adam Mickiewicz i Henryk Sienkiewicz jest dość wysoki. Oczywiście rozczarowujący jest fakt, że połowa Ukraińców nie potrafi wymienić choćby jednego znanego Polaka. Ale daje nam to możliwość i motywację do jeszcze większej pracy…”

Wielu Ukraińców chciałoby się uczyć polskiego. Co najmniej jedna trzecia obywateli twierdzi, że studiowałaby ten kierunek, gdyby dostępne były bezpłatne kursy. Do Polski przyjeżdżają nie tylko młodzi ludzie, którzy mają kontakty z polskimi obywatelami – to także emeryci i mieszkańcy terenów, którzy jeszcze przed wojną nie mieli szczególnej wiedzy o Polsce..

Łukasz Adamski uważa, że ​​wojna zwiększyła zainteresowanie Ukraińców sąsiadami. Jeszcze przed inwazją na pełną skalę, w latach 2014 – 2022, Polska zajmowała pierwsze miejsce w rankingach sympatii (takie badania społeczne prowadziła zwłaszcza grupa Rating). Procent poparcia wynosił wtedy około 55%. Teraz liczba zwolenników Polski wzrosła do 83 – 86%. A odsetek osób negatywnie nastawionych wynosi mniej niż 0,5%. Oczywiście dzieje się to na fali poparcia Polski dla Ukrainy, a po wojnie te wartości mogą nieco spaść. Ale generalnie z badań wynika, że ​​Ukraińcy chcą bardziej intensywnych relacji: zaprzyjaźnić się z Polakami, poznać kraj, także od strony turystycznej.

W badaniu zadano pytanie: który z terytorialnych sąsiadów wydaje ci się najbliższy kulturowo? Na liście znaleźli się Polacy, Białorusini, Rosjanie, Słowacy, Węgrzy, Rumuni i Mołdawianie. 72% respondentów wskazało Polaków jako naród bliski kulturowo. Białorusini zajmują drugie miejsce z wynikiem 6%, podczas gdy Rosjanie tylko 4%. A odpowiedzi udzielali także mieszkańcy tych regionów, które po części uważały się za część przestrzeni kulturowej Rosji i Białorusi. Teraz stali się zagorzałymi przeciwnikami rosyjskiej kultury.

Spośród wyników badania największe wrażenie na Łukaszu Adamskim zrobiło to, jak zmienia się stosunek Ukraińców do Polaków. „W tradycyjnych ukraińskich podręcznikach historii można przeczytać o tym, jak potężne było państwo ukraińskie – Ruś Kijowska. A potem ziemie ukraińskie znalazły się pod władzą Polski i Litwy, ukraińscy Kozacy walczyli o niepodległość Ukrainy. Polska szlachta stawiała opór, w wyniku czego ukraińscy chłopi i Kozacy znaleźli się w niewoli – rosyjskiej lub polskiej. Następnie rozpoczął się proces przywracania tożsamości ukraińskiej. Ale jeśli teraz zapytamy, jaki stosunek mają Ukraińcy do szlachty, do tradycyjnego wroga Kozaków, otrzymamy więcej odpowiedzi pozytywnych niż negatywnych. Oczywiście jako historyk wiem, że stosunek do Rzeczypospolitej Obojga Narodów zmienił się w ciągu ostatnich 30 lat, w szczególności dzięki pracy historyków ukraińskich. Okazuje się jednak, że część Ukraińców uważa Rzeczpospolitą Obojga Narodów za państwo wspólne z Polakami i pozytywnie ją ocenia. Taka sama postawa widoczna jest w ukraińskiej dyplomacji. We Lwowie Wołodymyr Zełenski podpisał deklarację prezydentów Trójkąta Lubelskiego, która mówi o Wspólnocie Narodów jako o wspólnej ojczyźnie…”

Łukasz Adamski uważa, że ​​Ukraińcy i Polacy mają wspólne tradycje kultury politycznej, które rozwijały się przez kilka stuleci. Ponieważ ludność Ukrainy znajdowała się nie w imperium moskiewskim, ale w Hetmanacie lub Rzeczypospolitej Obojga Narodów, Ukraińcom udało się zawłaszczyć podobne do Polaków elementy kulturowe. Na przykład prawo do oporu, prawo do obalenia rządu, który narusza podstawowe prawa…

Zdaniem Łukasza Adamskiego z historycznego i politycznego punktu widzenia Majdan, czyli pomarańczowa rewolucja, to był rokosz – „bunt”.

Dziennikarz serwisu zapytał Łukasza Adamskiego: „Co będzie po wojnie?”, ten zaś zadeklarował: „Jestem optymistą. Wojna nas zbliży, przyczyni się do pogłębienia współpracy. Generalnie jest to oczywista tendencja, że ​​Polska i Ukraina będą coraz ściślej związane”.

WOŁODYMYR SYDORENKO: Putin ukraińskimi dziećmi chciał załatać dziurę demograficzną w Rosji

Wydanie przez Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze nakazu aresztowania Władimira Putina i rosyjskiej rzeczniczki praw dziecka Marii Lwowej-Bełowej to efekt gigantycznej pracy wykonanej przez ukraińskich i międzynarodowych obrońców praw człowieka.

Świat jest zdziwiony – dlaczego Władimir Putin musiał deportować ukraińskie dzieci do Rosji? Czy nie rozumiał, jakie zło wyrządza nie tylko dzieciom zabieranym z rodzinnych stron, wywożonym daleko od Ukrainy, wydawanym obcym narodom, ale także samej Rosji? Czy nie rozumiał, że to zbrodnia wojenna?

Na to pytanie nie ma odpowiedzi, tak jak nie ma odpowiedzi na pytanie, czy Putin rozumie, jaką zbrodnię popełnia, gdy rosyjskie bomby i rakiety zabijają ukraińskie dzieci. Co oni złego zrobili Rosji? Czy też są „nazistami”? W sumie, według ukraińskiej prokuratury, armia rosyjska zabiła już ponad 500 ukraińskich dzieci, a ponad 1000 zostało rannych. Jeden z przykładów – w listopadzie 2022 r. w miejscowości Wilniańsk koło Zaporoża Rosjanie napadli nocą na jedyny w mieście szpital położniczy. Byli tam położna, lekarz, urodzony trzy dni wcześniej Serhijko i jego matka. Dziecko zabili, matkę i lekarza ciężko ranili. Co to byli za „naziści”, zwłaszcza Serhijko, że armia Putina zabiła go w trzecim dniu jego życia?

Na pytanie, czy Putin rozumie, jakie zbrodnie popełnia, nie ma odpowiedzi, ale można znaleźć odpowiedź na inne: dlaczego to robi?. Według magazynu „The Economist” Rosja jest w stanie „koszmaru demograficznego”. W kraju rozwija się kryzys demograficzny, ponieważ w ciągu ostatnich trzech lat stracił on około 2 milionów ludzi więcej niż zwykle. Publikacja zauważa, że ​​​​szczyt populacji w Rosji odnotowano w 1994 roku i wyniósł 149 milionów ludzi. Na początku 2021 roku było to już 145 mln osób. A w ostatnich latach liczba ta zmniejszyła się jeszcze bardziej: najpierw z powodu pandemii koronawirusa, a potem z powodu wojny rozpętanej przez Putina. Publikacja wskazuje, że jeśli weźmiemy pod uwagę zgony z powodu koronawirusa, Rosjan, którzy zginęli na wojnie oraz tych, którzy uciekli z kraju w strachu przed mobilizacją, okaże się, że w latach 2020 – 23 Rosja straciła od 1,9 do 2,8 mln ludzi. Populacja Rosji nadal maleje. Jest to wyraźny dowód nieudolnego zarządzania Rosją przez jej prezydenta. I jasne jest, że ukraińskie dzieci były potrzebne Putinowi, aby choć częściowo załatać dziurę demograficzną w Rosji, która powstała dzięki jego rządom.

Władimir Putin w wywiadzie dla kanału telewizyjnego „Rosja-1” w programie „Moskwa. Kreml. Putin” oświadczył, że naród rosyjski, jeśli Zachodowi uda się zniszczyć Federację Rosyjską i przejąć kontrolę nad jej ruinami, może nie przetrwać – „będą Moskale, Uralczycy i inni”. Dlatego porwania ukraińskich dzieci i ich deportacje do Rosji nabrały cech polityki państwa.

Na szczęście zwrócił na to uwagę Międzynarodowy Trybunał Karny w Hadze, który wydał nakaz aresztowania Putina, w związku z podejrzeniem o zbrodnie wojenne polegające na bezprawnych deportacjach dzieci z okupowanych terenów Ukrainy. Warto jednak przyjrzeć się gigantycznej pracy wykonanej przez ukraińskich i międzynarodowych obrońców praw człowieka, która doprowadziła do takiej decyzji MTK. Opowiadała o tym w ukraińskiej telewizji Kateryna Rashevska, ekspertka Regionalnego Centrum Praw Człowieka, która podkreśliła, że „Federacja Rosyjska niszczy nie tylko ukraińską teraźniejszość. Próbuje też zniszczyć przyszłość Ukrainy”.

Według różnych danych do Rosji wywieziono od 260 do 700 tysięcy młodych Ukraińców. Zdecydowana większość z nich została przymusowo przesiedlona wraz z rodzicami lub przedstawicielem prawnym. Jest jednak grupa sierot i dzieci pozbawionych opieki rodzicielskiej, które również zostały wywiezione do Rosji. Ukraina nie zgodziła się na to, dlatego też Moskwa naruszyła normy prawa międzynarodowego. Część dzieci została już przymusowo przekazana rodzinom rosyjskim, co nie jest nawet zgodne z ustawodawstwem państwa agresora.

Kateryna Rashevska, jedna z obrończyń praw człowieka, która przygotowała pozew do Hagi, mówiła, że pomysł pozwania Władimira Putina i rosyjskiej rzeczniczki praw dziecka Marii Lwowej-Bełowej, dojrzał i zmaterializował się w ciągu 6 miesięcy .

Złożenie materiałów do MTK poprzedziło 14 wniosków do organów państwowych, aktywna działalność analityczna i dokumentacja istotnych elementów przestępstwa. W celu stworzenia sprzyjającej sytuacji politycznej i zmobilizowania opinii publicznej przeprowadzono cały szereg spotkań i wywiadów, głównie w mediach zagranicznych, m.in. w BBC, Associated Press, „The Times”.

25 października 2022 r. do Międzynarodowego Trybunału Karnego zostało wysłane pismo z Regionalnego Centrum Praw Człowieka we współpracy z Instytutem im. Lemkina ds. Zapobiegania Ludobójstwu.

To był dopiero początek zmagań o powrót dzieci na Ukrainę i pociągnięcie winnych tej zbrodni do odpowiedzialności. Aby zawiadomienie nie zalegało wśród stosów innych, które codziennie napływają do Hagi, potrzebne było coś wyjątkowego. I tym „czymś” był film United24 Media ujawniający plan Putina i Marii Lwowej-Bełowej dotyczący deportacji ukraińskich dzieci (można go obejrzeć TUTAJ).

Później powstało jeszcze kilkanaście publikacji, wśród których prawdopodobnie najbardziej wpływowy okazał się  artykuł w portalu PassBlue (można go przeczytać TUTAJ).

Ważna była również mobilizacja środowiska akademickiego poprzez udział w konferencjach naukowych, spotkaniach i wykładach. To wszystko zakończyło się zainteresowaniem światowej opinii publicznej problemem deportowanych ukraińskich dzieci.

Ostatecznie MTK był przekonany, że nie można dłużej milczeć, że trzeba zareagować. Wydanie nakazu aresztowania głównego przestępcy planety Ziemia w XXI wieku jest wielką porażką Putina i miejmy nadzieję upadkiem jego podstępnych planów porywania ukraińskich dzieci.

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Jak Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy działa w wojennych warunkach

Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy (NUJU) mobilizuje ukraińskich i zagranicznych dziennikarzy do relacjonowania wydarzeń na froncie i za jego kulisami, a także stara się chronić ich życie i pracę.

Wojna Rosji z Ukrainą radykalnie zmieniła życie i pracę dziennikarzy na Ukrainie. Wielu z nich trafiło na front, ale nie porzucili swojego zawodu i często zostawali korespondentami z miejsca walk. Dziennikarze pism ukraińskich na terenach okupowanych w większości wyjeżdżali na wolne terytoria ukraińskie, przenosili swoje publikacje w nowe miejsca, włączali się do pracy w lokalnych mediach w rejonach ewakuacji lub pomagali w Dziennikarskich Centrach Solidarności utworzonych przez Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy wraz z UNESCO. Powstały one m.in. we Lwowie, Iwano-Frankowsku, Czerniowce, Dnieprze i Kijowie. W takich ośrodkach ukraińscy i zagraniczni dziennikarze mogą otrzymać środki ochrony osobistej do pracy w niebezpiecznych miejscach – kamizelki kuloodporne, hełmy, apteczki taktyczne. A także pomoc techniczną – kamery wideo, aparaty fotograficzne, laptopy, inny profesjonalny sprzęt. Centra świadczą też doraźną pomoc materialną, czy pomagają w opuszczeniu strefy działań wojennych lub terytoriów okupowanych. Zapewniają również pomoc prawną i psychologiczną. Działa na przykład całodobowa infolinia udzielająca wsparcia psychologicznego dziennikarzom i członkom ich rodzin.

Obecnie Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy w dużej mierze przekształcił się w organizację praw człowieka, która mobilizuje dziennikarzy do relacjonowania wydarzeń na froncie i za kulisami, a także chroni życie i pracę ukraińskich i zagranicznych dziennikarzy.

W Kijowie odbyło się zainicjowane przez NUJU spotkanie okrągłego stołu z udziałem przedstawicieli Prokuratury Generalnej, Policji Państwowej i Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, na którym dyskutowano na temat postępów śledztwa w sprawie zbrodni wojennych popełnianych przez Rosjan przeciwko ukraińskim i zagranicznym dziennikarzom.

Zastępca Komendanta Głównego Policji Ukrainy Maksym Tsutskiridze poinformował, że w czasie wojny Rosji z Ukrainą na pełną skalę wszczęto 66,7 tys. postępowań karnych, w tym 54 postępowań dotyczące naruszeń praw dziennikarzy. Odnotowano 29 przypadków śmierci dziennikarzy podczas wykonywania obowiązków służbowych,17 rannych oraz 12 przypadków pozbawienia wolności pracowników mediów na czasowo niekontrolowanym terytorium państwa. Wszystkie te fakty są badane. Zastępca szefa ukraińskiej policji podkreślił wagę i znaczenie śledztw w sprawie przestępstw przeciwko przedstawicielom środków masowego przekazu, którzy w trudnym dla kraju czasie relacjonują nieludzkie zachowania przedstawicieli władz okupacyjnych Federacji Rosyjskiej.

Maksym Tsutskiridze skupił się na konkretnych przypadkach. Na przykład na sprawie uprowadzenia w obwodzie chersońskim i pozbawienia wolności dziennikarza gazety „Novy Den” Olega Baturina. Dziennikarz został uwolniony przez ukraińskie wojsko, bierze udział w śledztwie i dostarcza dowodów w sprawie zbrodni wojennych przedstawicieli władz okupacyjnych w Chersoniu, którzy przyczynili się do pozbawienia go wolności.

Śledztwa prowadzone są też w sprawie sześciu dziennikarzy, którzy stracili życie w wyniku ataku rakietowego na wieżę telewizyjną w Kijowie, śmierć szefa służby prasowej połączonej brygady szturmowej Sił Zbrojnych Ukrainy Jurija Lelawskiego oraz zastrzelenia przez rosyjskie wojsko dziennikarza Serhija Puszczenko służącego w obronie terytorialnej.

Maksym Tsutskiridze mówił o pracy policji na terenach okupowanych: „Tam znajdujemy najwięcej okropności. Są to masowe pochówki, obozy tortur i miejsca tymczasowego przetrzymywania naszych obywateli, w tym dziennikarzy”.

Policja zarejestrowała 25 sal tortur i więzień w obwodzie charkowskim, 16 w obwodzie chersońskim, 3 w obwodzie kijowskim i 6 na innych terenach okupowanych. Według Maksyma Tsutskiridze największe masowe pochówki znaleziono w Iziumie w obwodzie charkowskim, gdzie zginęło 941 osób oraz w rejonie kijowskim, gdzie znaleziono ciała 1374 osób. Oczekuje się, że po wyzwoleniu Mariupola, Melitopola i Berdiańska wyjaśnione zostaną kolejne zbrodnie. Wiceszef ukraińskiej policji podkreślił, że trwają prace nad dokumentacją rosyjskich zbrodni wojennych, a zebrane dowody pomogą postawić winnych przed sądami ukraińskimi i międzynarodowymi.

Serhij Tomilenko, szef Narodowego Związku Dziennikarzy Ukrainy, na posiedzeniu Komitetu Wykonawczego Europejskiej Federacji Dziennikarzy (EFJ) wypowiedział się na temat działań jego organizacji w sprawie wzmocnienia bezpieczeństwa pracowników mediów podczas wojny w Ukrainie. W spotkaniu wzięli udział przedstawiciele stowarzyszeń i organizacji dziennikarskich z Włoch, Francji, Belgii, Hiszpanii, Danii, Polski, Wielkiej Brytanii i innych krajów europejskich. Tomilenko powiedział, że „dzięki pomocy i współpracy z innymi organizacjami Narodowy Związek Dziennikarzy Ukrainy może dziś wspierać tysiące ukraińskich dziennikarzy pracujących w warunkach wojny. Jesteśmy wdzięczni europejskim dziennikarzom za ich solidarność, apelujemy o inicjatywy na rzecz ukraińskich mediów”.

W ciągu ostatnich sześciu miesięcy NUJU, z pomocą światowych mediów, zdołał wesprzeć finansowo ponad 20 gazet ukazujących się blisko linii frontu i znaleźć regularne finansowanie dla 12 gazet regionalnych na terenach okupowanych o łącznym miesięcznym nakładzie około 100 000 egzemplarzy. Ale to niestety nie wystarczy. Tomilenko zaznaczył, że wciąż nierozwiązana pozostaje kwestia odrodzenia lokalnych gazet na terenach okupowanych i frontowych, które zostały zmuszone do zaprzestania działalności po rosyjskim ataku na pełną skalę.

Serhij Tomilenko wezwał Europejską Federację Dziennikarzy do zainicjowania kampanii solidarnościowej wspierającej publikacje ukazujące się na terenach bliskich linii frontu i na okupowanych terytoriach Ukrainy, gdzie przy braku internetu, a często i elektryczności, prasa drukowana pozostaje alternatywnym źródłem informacji.

Szef NUJU zasugerował również, aby Europejska Federacja Dziennikarzy zorganizowała w Brukseli specjalną wystawę fotograficzną „Sparks of War”, którą przygotowało NUJU pod kuratelą jednego z najlepszych fotoreporterów Ukrainy, Efrema Łukackiego. Ekspozycja ta posłuży zwróceniu uwagi Europejczyków na problemy i potrzeby ukraińskich dziennikarzy, którzy odważnie bronią frontu informacyjnego walki z okupantem.

Koledzy z kierownictwa EFJ – zarówno prezydent Maya Sever, jak i sekretarz generalny Ricardo Gutierrez oraz członkowie Komitetu Wykonawczego – a także przedstawiciele zagranicznych związków dziennikarzy wyrazili poparcie dla ukraińskich dziennikarzy i gotowość do dyskusji na temat praktycznego wdrożenia nowych form solidarności z kolegami z Ukrainy.

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Czy Rosja powinna nazywać się Moskowia?

Nazwa Rosja została skradziona, nasz północno-wschodni sąsiad powinien nazywać się Moskowia – uważają Ukraińcy, którzy wystąpili do prezydenta Wołodymyra Zełenskiego z petycją w tej sprawie.

Wszystko zaczęło się od tego, że na stronie internetowej prezydenta Ukrainy pojawiła się petycja Walerii Szabołostowej z propozycją zmiany nazwy Rosji na Moskowia. W apelu tym stwierdzono, że kraj otrzymał nazwę „Rosja” w wyniku fałszowania historii. Petycję poparło ponad 25 tysięcy osób, co oznaczało, że musiał ją rozpatrzyć prezydent. Ponadto, z podobnymi żądaniami – zmiany nazwy Federacji Rosyjskiej na Moskowię zwrócili się do prezydenta Wołodymyra Zełenskiego deputowani sejmiku lwowskiego i rówieńskiego.

Równieńska Rada Obwodowa uważa, że ​​konieczne jest przywrócenie historycznej sprawiedliwości na wszystkich szczeblach (państwowym, dyplomatycznym, urzędowo-biznesowym) i zamiast nazwy „Federacja Rosyjska” lub „Rosja” należy używać historycznej nazwy sąsiedniego państwa – „Moskowia” i nazywać Rosjan „Moskalami”.

Deputowani Rówieńskiej Rady Obwodowej piszą: „Jesteśmy przekonani, że przywrócenie historycznej sprawiedliwości, przywrócenie jej prawdziwego imienia północnemu sąsiadowi, będzie miało znaczący wpływ na procesy społeczno-polityczne na Ukrainie, na sam rozwój państwa ukraińskiego”.  A deputowani Rady Lwowskiej zauważają, że Rosjanie ukradli nazwę „Ruś” dawnemu państwu Rusi Kijowskiej. „W ciągu ostatnich kilkuset lat nasz północno-wschodni sąsiad, który nieustannie wkracza na nasze terytorium, nielegalnie używa skradzionej państwowej i geograficznej nazwy >Rosja<, którą przyjął dekretem cesarza Piotra I dopiero w 1721 r.” – podkreślają autorzy apelu i dodają, że zmiana nazwy Księstwa Moskiewskiego „stanowiła poważne wyzwanie dla tożsamości narodu ukraińskiego i jest uzasadnieniem dla okupacji części terytorium współczesnej Ukrainy”.

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odpowiedział na petycję w sprawie zmiany nazwy Rosji na Moskowię. Zlecił premierowi Denysowi Szmyhalowi wypracowanie stanowiska w tej kwestii z udziałem instytucji naukowych. „Pytanie postawione w petycji wymaga zatem starannej analizy, zarówno pod względem kontekstu historycznego i kulturowego, jak i w świetle możliwych międzynarodowych konsekwencji prawnych” – czytamy w odpowiedzi na petycję. Prezydent zauważył również, że nazwy obiektów geograficznych używane na Ukrainie, w tym w innych krajach świata, podlegają rozliczaniu i rejestracji przez specjalnie upoważniony organ władzy wykonawczej do nazw geograficznych.

Rzeczniczka rosyjskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Rosji Maria Zacharowa wyraziła oburzenie pomysłem autorów petycji. W komentarzu na Telegramie stwierdziła, że ​​w ten sposób ukraińscy politycy próbują stworzyć państwo całkowicie przeciwne Rosji.

Istnieją jednak pewne fakty, które wskazują, że nazwa „Moskowia” może mieć zwolenników także w Federacji Rosyjskiej.  W grudniu 2021 r., w Rosji odbyło się spotkanie online z członkami Rady ds. Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego i Praw Człowieka. Reżyser filmowy Ołeksandr Sokurow stwierdził na nim, że Rosja prowadzi politykę zagraniczną, która drogo kosztuje budżet „tak biednego kraju”. Rosja „zabezpiecza” Białoruś, Osetię Południową, Abchazję, Krym oraz „konieczną pomoc” Syrii i subsydiowanym regionom. Reżyser mówił też o „rosnącej niechęci do Rosjan na Kaukazie”. Tam cała władza jest skoncentrowana w rękach „tubylców”. Dlatego Sokurow sugeruje „puścić wszystkich, którzy nie chcą z nami mieszkać”.

Władimir Putin ostro mu odpowiedział i zarzucił mu, że nie kocha Rosji. „Czy naród rosyjski, którego interesy właśnie wymieniłeś, jest zainteresowany rozpadem Federacji Rosyjskiej? Czy będzie to zatem Rosja, która powstała jako kraj wieloetniczny i wieloreligijny? Chcesz nas zamienić w Księstwo Moskiewskie? Cóż, właśnie tego chce NATO” – podsumował Putin.

Jednak, jak widzimy, pomysł zmiany nazwy Rosji zyskuje coraz większą popularność i to nie tylko w Ukrainie. Więc być może prędzej czy później czas na jego wdrożenie nadejdzie.