Słuchać, pogłębiać i opowiadać – ks. MARIUSZ FRUKACZ o papieskiej edukacji medialna

Podczas wręczenia odznaczeń dla dziennikarzy – watykanistów papież Franciszek wskazał na czasowniki: „ słuchać”, „pogłębiać” i „opowiadać”, które powinny cechować dobre dziennikarstwo. Warto zapytać, co zatem papież Franciszek wnosi nowego w nauczaniu dotyczącym środków społecznego przekazu?

 

Oczywiście, papież Franciszek obok własnych elementów nauczania kontynuuje przesłanie papieży: św. Pawła VI, św. Jana Pawła II i Benedykta XVI.

 

Św. Paweł VI – media w służbie cywilizacji

 

Pierwszym papieżem, który skierował specjalne orędzie do ludzi mediów był św. Paweł VI. W nauczaniu tego papieża znalazło się stwierdzenie, że środki społecznego przekazu są  ważnymi elementami cywilizacji. Papież w ten sposób dostrzegł media jako wyzwanie cywilizacyjne. Takie tematy jak: cywilizacja, postęp ludzkości, jedność, prawda, wychowanie młodego pokolenia, prawa i obowiązki człowieka, odpowiedzialność stanowiły ważne elementy edukacji medialnej zaproponowanej przez papieża Soboru Watykańskiego II. Wskazując na to, że media są  w służbie postępu ludzkości przestrzegał w orędziu z 1968 r.: „Nowa wizja całego świata, którą człowiek zdobywa dzięki środkom społecznego przekazu będzie mu jakby obcą i niepotrzebną, jeżeli nie będzie dla niego środkiem, który oświeci jego opinię, osąd – bez pychy lub kompleksu – o bogactwach i niedostatkach cywilizacji, w której on żyje, środkiem który pomoże mu dostrzec – bez zarozumiałości lub goryczy – bogactwa i niedostatki innych cywilizacji, środkiem, który mu pomoże z ufnością ująć w własne ręce swój własny los, i budować go w duchu przyjaznej współpracy wraz ze swymi braćmi, i dojść wreszcie do tego, że „nie istnieje prawdziwy humanizm jak ten który jest otwarty na Absolut”.

 

Papież ten wielokrotnie wskazywał, że dziennikarze w swojej misji powinni służyć jedności ludzkiej, prawdzie. Rola środków społecznego przekazu powinna również służyć umocnieniu i propagowaniu wartości duchowych. To właśnie ten temat jest również mocno obecny w nauczaniu papieża Franciszka.  Dla papieża św. Pawła VI w przekazie medialnym ważne miejsce zajmują rodzina i młodzież. „Któż nie zdaje sobie już teraz sprawy z palącej konieczności uczynienia ze środków masowego przekazu, ich emocjonalnego języka przemawiającego za pośrednictwem dźwięku i obrazu, barwy i ruchu – nowoczesnego instrumentu międzyludzkiej wymiany wartości, zdolnego zadośćuczynić oczekiwaniom młodzieży? Jakąż oszałamiającą szansą jest ta sprawa, gdy jest zdrowa, gdy organizm przygotowany jest na jej przyjęcie, jeśli może ją przyswoić, a nie zostać nią zatrutym! O tak, jest to z pewnością wspaniała możliwość otwierająca się przed młodzieżą: godziwa rozrywka, szeroka informacja, a dla niektórych – pragniemy to podkreślić w roku ogłoszonym przez Narody Zjednoczone rokiem oświaty i u progu „drugiej dekady rozwoju” – podstawowe wprowadzenie w świat słowa pisanego, dostęp do wyższych wartości kulturalnych, znajdowanie autentycznych wartości braterstwa, pokoju, sprawiedliwości, wspólnego dobra” – pisał w 1970 r.

 

Św. Jan Paweł II – troska o godność człowieka

 

Tematy, na które bardzo często  zwracał uwagę św. Jan Paweł II w swoich przesłaniach i przemówieniach do dziennikarzy to:  obrona rodziny, troska o starszych, rola kobiety w społeczeństwie, młodzież, prawda, solidarność, odpowiedzialność.

 

Św. Jan Paweł II nowoczesne środki komunikacji i media włączył w dzieło ewangelizacji. „Kolumny gazet, mikrofony radiowe i telewizyjne kamery są amboną, z której współczesne społeczeństwo czerpie wiele dla swych moralnych i duchowych postaw” –mówił w przemówieniu do Papieskiej Komisji Środków Społecznego Przekazu w dniu 27 lutego 1986 r. Spośród bardzo ważnych elementów edukacji medialnej św. Jana Pawła II było kształtowanie opinii publicznej. „Media mają, jak podkreślał, „ogromne znaczenie wytwarzania moralnie zdrowej opinii publicznej w sprawach, które najściślej wiążą się z dobrem ludzkości naszych czasów. Należą doń wartość ludzkiego życia, rodziny, pokoju, sprawiedliwości i solidarności między narodami. Należy koniecznie budzić wrażliwość opinii publicznej na absolutną wartość ludzkiego życia, które winno być w pełni uznawane we wszystkich swoich stadiach, od chwili poczęcia aż do śmierci, i we wszystkich swoich formach, również wtedy, gdy jest naznaczone chorobą lub jakąkolwiek ułomnością fizyczną czy duchową. Coraz bardziej szerzy się bowiem mentalność materialistyczna i hedonistyczna, według której życie tylko wtedy zasługuje na ochronę, gdy odznacza się zdrowiem, młodością i pięknem” – zauważył papież w 1986 r.

 

Pontyfikat papieża z Polski wszedł w epokę globalnej komunikacji. Dlatego nowe technologie stwarzały dla papieża nowe możliwości komunikowania, pojmowanego jako narzędzie ewangelizacji i pracy w duszpasterstwie. Jego pontyfikat był świadkiem szybkiego rozwoju cyberprzestrzeni i kontynentu cyfrowego. W swoich  orędziach pisał o misji Kościoła w erze komputerów, Ewangelii w epoce globalnej komunikacji, a internet uważał za nowe forum głoszenia Ewangelii. Podobnie tę sprawę spostrzega papież Franciszek.

 

Benedykt XVI – teologia „kontynentu cyfrowego”

 

Pierwszym papieżem, który napisał o istnieniu „kontynentu cyfrowego” jest Benedykt XVI. „Rozwój nowych technologii i, ogólnie, cały świat cyfrowy stanowią wielkie bogactwo dla wszystkich ludzi razem oraz dla człowieka jako bytu indywidualnego, a także są bodźcem do spotkania i dialogu” – napisał Benedykt XVI.

 

Papież zaznaczył, że jest konieczność mówienia ludziom o Bogu, posługując się nowymi językami cyfrowymi. Ważne w tym względzie jest przemówienie Benedykta XVI z okazji zgromadzenia plenarnego Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu, z dania 28 lutego 2011 r.: „Nowe technologie nie tylko zmieniają sposób przekazywania informacji, ale powodują wielkie przemiany w kulturze. Powstaje nowy sposób uczenia się i myślenia, dający niewyobrażalne dotąd możliwości nawiązywania stosunków i budowania wspólnoty” – mówił papież.

 

Nowe języki, które rodzą się w świecie komunikacji cyfrowej, m.in. rozwijają bardziej zdolności rozumowania w sposób intuicyjny i emocjonalny niż analityczny, wskazują inny sposób logicznego organizowania myśli i inne podejście do rzeczywistości, większy nacisk kładą na obraz i powiązania hipertekstowe. Tradycyjny wyraźny podział na język pisany i mówiony wydaje się zanikać, powstaje bowiem rodzaj przekazu pisanego, który w swej bezpośredniej formie odwzorowuje język mówiony. Typowe mechanizmy «sieci społecznościowych» sprawiają, że osoby muszą angażować się w to, co przekazują. W momencie, kiedy osoby wymieniają informacje, mówią też o sobie i swojej wizji świata – stają się «świadkami» tego, co nadaje sens ich egzystencji” – kontynuował i wskazał, że „wiążące się z tym zagrożenia są niewątpliwie dla wszystkich jasne: zubożenie życia wewnętrznego, przeżywanie związków w sposób powierzchowny, ucieczka w świat uczuć, zdominowanie pragnienia prawdy przez bardziej przekonujące opinie. Jednakże są one następstwem nieumiejętności pojmowania w sposób pełny i autentyczny sensu innowacji. Dlatego właśnie refleksja nad językami, które stworzyły nowe technologie, jest rzeczą pilną. Punktem wyjścia jest tu samo Objawienie, które świadczy o tym, że Bóg przekazywał swoje wspaniałości właśnie za pośrednictwem języka i realnych doświadczeń człowieka, «odpowiednio do kultury właściwej różnym okresom» (Gaudium et spes, 58), aż do pełnego ukazania się we wcielonym Synu. Wiara zawsze przenika, wzbogaca, uwzniośla i ożywia kulturę, a ta z kolei staje się nośnikiem wiary, której dostarcza języka, by mogła rozwijać swoją myśl i się wyrażać. Konieczne jest zatem uważne wsłuchiwanie się w języki ludzi naszych czasów, by uwrażliwić się na działanie Boga w świecie”.

 

Zdanie Benedykta XVIświat przekazu obejmuje całą rzeczywistość kulturową, społeczną i duchową osoby. Jeśli nowe języki wywierają wpływ na sposób myślenia i życia, dotyczy to w pewien sposób również świata wiary, jej rozumienia i wyrażania. Teologia, zgodnie z klasyczną definicją, jest rozumieniem wiary, a dobrze wiemy, że rozumieniu, pojmowanemu jako przemyślane i krytyczne poznanie, nie są obce zmiany zachodzące w kulturze. Kultura cyfrowa jest źródłem nowych wyzwań dla naszej zdolności używania i słuchania symbolicznego języka, który mówi o transcendencji. Jezus potrafił w głoszeniu królestwa wykorzystać elementy kultury i środowiska swojej epoki: obrazy trzody, pól uprawnych, uczty, nasion itd. Dziś wezwani jesteśmy do odkrywania również w kulturze cyfrowej symboli i metafor, które są dla ludzi znaczące i mogą pomóc w mówieniu współczesnemu człowiekowi o królestwie Bożym”. (zob. TUTAJ).

 

 

Już papież św. Paweł VI wskazywał kierunek tej refleksji, gdy mówił  o pierwszych projektach automatyzacji językowej analizy tekstu biblijnego. „Czyż ten wysiłek nadania narzędziom mechanicznym swoistej funkcji duchowej, który przez swą użyteczność zostaje uszlachetniony i uwznioślony, nie ociera się o sacrum? Czy to duch został uwięziony przez materię, czy może materia, ujarzmiona i zmuszona do posłuszeństwa wobec praw ducha, składa temu duchowi wielki hołd?”  – mówił w przemówieniu w Ośrodku Automatyzacji Aloisianum w Gallarate, 19 czerwca 1964 r.

 

 

Wkład Benedykta XVI w teologię środków społecznego przekazu jest ogromny, zwłaszcza, że dzisiaj wielu młodych ludzi to „pokolenie online”, z którym trzeba podjąć dialog.  Portale społecznościowe to ogromna szansa i zadanie dla ludzi Kościoła, aby w tym miejscu przekazać Ewangelię i wartości płynące z Dobrej Nowiny. Oczywiście, że na pierwszym miejscu ma być osobiste spotkanie z człowiekiem i własne świadectwo, ale w dziele ewangelizacji nie można zaniedbać takich narzędzi jak Internet, a zwłaszcza portale i serwisy społecznościowe.

 

 

Franciszek – opowiedzieć swoją historię

 

Papież Franciszek w swoich orędziach i przemówieniach do dziennikarzy porusz temat narracji w przekazie medialnym i przypomina, że „człowiek jest bytem opowiadającym” i że „jest nie tylko jedynym bytem, który potrzebuje ubrania, aby ukryć swoją nagość (por. Rdz 3, 21), ale pozostaje także jedynym, który potrzebuje wypowiedzenia siebie, „wyrażenia siebie” poprzez historie, aby utrwalić swoje życie. Nie tkamy jedynie ubrań, ale również historie”. Zdaniem papieża „nie chodzi o gonienie za logiką opowiadanych historii (storytelling) ani o robienie im czy sobie reklamy, ale o przypominanie o tym, kim jesteśmy w oczach Boga, oraz o świadczenie o tym, co Duch Święty pisze w sercach, o objawianie każdemu, że jego historia zawiera rzeczy wspaniałe”.

 

Kultura spotkania, dziennikarstwo pokoju i miłosierna komunikacja to najważniejsze elementy edukacji medialnej w nauczaniu papieża Franciszka. Edukacja medialna papieża Franciszka bardzo mocno koncentruje się na pojęciach: bliskości, spotkania i dialogu. Papież  zwraca uwagę ludziom odpowiedzialnym za przekaz i komunikację, że w dzisiejszym świecie media mają do odegrania ogromną rolę w tym, aby pomóc ludziom, by poczuli się bliżej siebie nawzajem. Równocześnie powinny budować jedność rodziny ludzkiej, pobudzać do solidarności i lepszego poważnego zaangażowania na rzecz bardziej godnego życia. „Dobra komunikacja pomaga nam być bliżej siebie oraz lepiej poznawać siebie nawzajem, w byciu bardziej zjednoczonymi. Dzielące nas mury można pokonać tylko wtedy, gdy jesteśmy gotowi, by słuchać siebie nawzajem i uczyć się jedni od drugich. Musimy godzić różnice poprzez formy dialogu pozwalające nam wzrastać w zrozumieniu i szacunku” – napisał papież Franciszek w swoim orędziu w 2014 r. „To nie technologia określa, czy komunikacja jest autentyczna, czy też nie, ale serce człowieka i jego zdolność do dobrego wykorzystania środków, jakimi dysponuje” – napisał w jednym z orędzi do ludzi mediów.

 

W edukacji medialnej papieża Franciszka bardzo często pojawia się pojęcie wspólnoty – zwłaszcza w kontekście najnowszych technologii i świata cyfrowego. Papież w 2019 r. przypomniał ludziom mediów, że „wspólnota jest o tyle silniejsza, o ile jest bardziej spójna i solidarna, ożywiana uczuciami zaufania i dążąca do wspólnych celów. Wspólnota jako sieć solidarna wymaga wzajemnego słuchania i dialogu opartego na odpowiedzialnym używaniu języka”.

 

Papież Franciszek zwracając uwagę na pojęcia: kultura spotkanie, miłosierna komunikacja i dziennikarstwo pokoju, słuchanie, narracja, niewątpliwie wnosi coś nowego do współczesnej edukacji medialnej. Oczywiście w pewien sposób dopełniając nauczanie swoich poprzedników.

 

Ks. Mariusz Frukacz, dziennikarz Tygodnika Katolickiego „Niedziela”.

 

 

Świat manipulacji, świat propagandy – ks. MARIUSZ FRUKACZ o edukacji medialnej

W Polsce potrzebna jest edukacja, która pomoże odbiorcom mediów zająć postawy krytyczne wobec serwowanych treści i form i pozwoli dokonywać własnego wyboru tego, co rozwija, wzbogaca, uczy – zamiast tego, co degraduje, zuboża, zawęża ogląd rzeczywistości.

 

Niedawno KRRiT pochyliła się nad tematem edukacji medialnej, wskazując na jej konieczność w polskim społeczeństwie. Na stronie gov.pl  czytamy, że „KRRiT mając świadomość zagrożeń oraz potrzeby rozszerzenia i skoordynowania działań w obszarze edukacji medialnej, zaprosiła do współpracy instytucje zajmujące się tą tematyką w różnych jej aspektach. Celem współpracy jest, oprócz stworzenia ram organizacyjnych dla różnych przedsięwzięć w tym obszarze, wzmocnienie roli i odpowiedzialności państwa w zakresie edukacji medialnej oraz wykorzystanie wszystkich dostępnych zasobów w celu jej rozwoju”.

 

Reagować na zagrożenia

 

Oczywiste jest to, że edukacja medialna jest bardzo potrzebna nam wszystkim. To słuszny kierunek myślenia.  Przecież widoczne są gołym okiem takie zagrożenia jak: dezinformacja, przejawy agresji w środowisku online, no i oczywiście  mowa nienawiści. „Negatywnym zjawiskom, takim jak: rozpowszechnianie treści zagrażających rozwojowi dzieci i młodzieży, fake newsy czy dezinformacja, powinna przeciwdziałać wiedza użytkowników o mechanizmach powstawania przekazów medialnych, sposobach ich rozpowszechniania, wpływie kapitału na wydźwięk informacyjny czy znajomość źródeł pochodzenia informacji. Tym zagadnieniom, w pierwszej kolejności, powinna zostać poświęcona uwaga instytucji, które są odpowiedzialne za edukację, spójność społeczną, a także za tworzenie warunków odpowiedzialnego rozwoju rynku medialnego w Polsce wśród wszystkich podmiotów uczestniczących w tym procesie” – czytamy na stronie KRRiT (TUTAJ).

 

Jednak nadal pozostają pytania: jak taka edukacja powinna wyglądać w dobie fake newsów, dezinformacji, wojny hybrydowej, social mediów, szybko zmieniającej się technologii. Warto w tym kontekście przypomnieć wkład Kościoła w Polsce w edukację medialną. Dobrze by było, aby KRRiT skorzystała z tego doświadczenia.

 

Wkład Kościoła

 

Wśród osób, które miały poważny wkład w edukację medialną w polskim społeczeństwie był ks. prof. dr hab. Antoni Lewek, zmarły w 2010 r. twórca i dyrektor Instytutu Edukacji Medialnej i Dziennikarstwa na UKSW w Warszawie. Instytut ten powstał w 2002 r. i już wtedy formacja na Instytucie była odpowiedzią na istniejące zagrożenia w sferze informacji społeczeństwa. Oferta Instytutu była bardzo szeroka i obejmowała przedmioty z zakresu komunikacji społecznej, mediów i dziennikarstwa, takie jak: teorie komunikowania społecznego, media w Polsce, historia mediów i dziennikarstwa, nauka Kościoła o mediach i dziennikarstwie, Kościół a polityka, misja i osobowość dziennikarza, etyka dziennikarska, pedagogika mass mediów, dziennikarstwo a kultura, encyklopedia prawa dla dziennikarzy, prawo prasowe i autorskie, kultura i stylistyka języka dziennikarskiego, gatunki dziennikarskie (informacja, wywiad, reportaż, komentarz…), międzynarodowy obieg informacji, retoryka i erystyka, kulturotwórcza funkcja dziennikarstwa, publicystyka religijno-społeczna, reklama, marketing, public relations, „edukacja medialna” w szkole, warsztaty dziennikarstwa prasowego, radiowego i telewizyjnego, nowoczesne technologie w dziennikarstwie, edytorstwo poligraficzne i elektroniczne, techniki komputerowe, publikowanie w internecie, systemy portalowe, fotografia w prasie.

 

Ogromny wkład w edukację medialną polskiego społeczeństwa ma bp Adam Lepa.  To on w swoich publikacjach zwracał uwagę na to, że konieczna jest obiektywna informacja, rzetelna edukacja. Bp Lepa wielokrotnie  przypominał, że poważne zagrożenie stanowi  deformująca informację i edukację propaganda, reklama, czy odwołujące się do niskich instynktów programy, uzależniające i demoralizujące odbiorcę, zwłaszcza słabo wykształconego lub pozbawionego moralnego oparcia w rodzinie czy środowisku, w solidnych wartościach i zasadach. Zdaniem bp. Lepy zwłaszcza młodzież wystawiona jest na niebezpieczeństwa, płynące od tych mediów, które  – wpatrzone w reklamowy zysk lub służące propagandzie – traktują odbiorcę instrumentalnie, przedmiotowo, dokonując na nim swych manipulacji. Warto w tym względzie powrócić do takich publikacji bp. Adama Lepy jak: „Świat propagandy” i „Świat manipulacji”, które już w połowie lat 90. zwracały uwagę społeczeństwa na zagrożenia, płynące od mediów (zob. niedziela.pl ).

 

Jest oczywiste, że potrzebna jest polskiemu społeczeństwu rzetelna wiedza o mediach, o ich własnym politycznym czy reklamowym uzależnieniu. Potrzebna jest edukacja, która pomoże odbiorcom mediów zająć postawy krytyczne wobec serwowanych treści i form i pozwoli dokonywać własnego wyboru tego, co rozwija, wzbogaca, uczy – zamiast tego, co degraduje, zuboża, zawęża ogląd rzeczywistości.

 

Również wiele lat temu redakcja Tygodnika Katolickiego „Niedziela” zorganizowała  warsztaty edukacji medialnej i katechetyczne nt. zagrożeń duchowych płynących z popkultury. Prowadziła je mgr Małgorzata Więczkowska – pedagog, medioznawca, autorka Innowacyjnego Serwisu Internetowego Edukacja Medialna www.edukacjamedialna.pl . Ponadto, warto zauważyć, że nowe ratio studiorum, które obowiązuje w polskich seminariach duchownych ma edukację medialną. Przyszli kapłani w ramach tej edukacji uczą się o nauczaniu Kościoła nt. mediów. Edukacja medialna w polskich seminariach przewiduje formację w zakresie edukacji informatyczno – internetowej, zagadnień public relations, teorii mediów i kontaktów z mediami.

 

W zakresie edukacji medialnej cennym doświadczeniem mogą służyć UKSW, UPJPII, KUL. Oczywiście, w zakresie edukacji medialnej ogromny wkład mają uczenie papieskie w Rzymie: Uniwersytet Świętego Krzyża i Uniwersytet Salezjański.

 

Edukacja medialna wobec logiki dezinformacji

 

W relacji ze spotkania KRRiT podkreśla się  odpowiedzialność za edukację oraz spójność społeczną. Ważne to jest wobec zjawiska fake newsów czy dezinformacji. Na ten temat zostawił nam w 2018 r. bardzo cenne wskazówki papież Franciszek. W orędziu na 52. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu, które nosiło tytuł: „«Prawda was wyzwoli» (J 8, 32). Fake news a dziennikarstwo pokoju” papież Franciszek zwrócił uwagę, że obecność i rozpowszechnianie fake news – dezinformacji w Internecie lub w mediach tradycyjnych „może odpowiadać pożądanym celom, wpływać na decyzje polityczne i sprzyjać korzyściom ekonomicznym”.

 

Papież wskazał również na istnienie swoistej logiki dezinformacji: „Zamiast zdrowej konfrontacji z innymi źródłami informacji, co mogłoby pozytywnie podać w wątpliwość uprzedzenia i otworzyć na konstruktywny dialog, grozi nam stanie się mimowolnymi sprawcami rozpowszechniania opinii stronniczych i nieuzasadnionych. Dramat dezinformacji polega na dyskredytowaniu drugiego, przedstawianiu go jako wroga, aż po demonizację, która może podżegać do konfliktów” – napisał papież Franciszek.

 

Ojciec Święty w zdecydowany sposób podkreślił, że nikt „nie może zwalniać się z odpowiedzialności za przeciwdziałanie tym fałszerstwom”. „Nie jest to zadanie łatwe – napisał papież Franciszekponieważ dezinformacja często opiera się na zróżnicowanym dyskursie, umyślnie pokrętnym i subtelnie wprowadzającym w błąd, a czasami wykorzystującym wyrafinowane mechanizmy. Dlatego też bardzo godne pochwały są inicjatywy edukacyjne, które pozwalają nauczyć się, jak czytać i oceniać kontekst komunikacyjny, ucząc, by nie być nieświadomymi propagatorami dezinformacji, ale przyczyniać się do jej odkrycia. Równie godne pochwały są inicjatywy instytucjonalne i prawne, starające się określić regulacje mające na celu powstrzymywanie tego zjawiska, a także podejmowane przez firmy technologiczne i medialne, służące określeniu nowych kryteriów dla weryfikacji tożsamości jednostek, które kryją się za milionami profili cyfrowych”.

 

Edukacja medialna jest wyzwaniem naszych czasów, trzeba się nad nią pochylić i podjąć ją w sposób zdecydowany. Oby tylko przyniosła dobre efekty w polskim społeczeństwie.

 

Ks. Mariusz Frukacz, dziennikarz Tygodnika Katolickiego „Niedziela”.

Wzmocnienie orędzia chrześcijańskiego – ks. MARIUSZ FRUKACZ o roli telewizji katolickiej.

Niedawne przyznanie koncesji dla katolickiego kanału EWTN Polska wywołało pytania autorów publikacji, takich jak na witrualnemedia.pl,  o to, czy EWTN Polska  będzie jedynym naziemnym konkurentem TV Trwam. Warto przypomnieć, że EWTN Polska wywodzi się z globalnej, dostępnej w ponad 150 krajach, katolickiej sieci telewizyjnej EWTN: Eternal Word Television Network (Sieć Telewizyjna Wiekuistego Słowa).  Nie chodzi o budowanie konkurencji, ale o wzmocnienie przekazu orędzia chrześcijańskiego.

 

Raczej trzeba pytać o to, dlaczego stacje konfesyjne, kanały religijne mają swoją stałą widownię. A tymczasem próby zrobienia tzw. „otwartej” stacji telewizyjnej nie wyszły najlepiej.

 

Odbiorcy konkretnej religijności

 

Wciąż badania socjologiczne pokazują, że jesteśmy narodem bardziej przywiązanym do tradycji i religii niż inne kraje zachodnie. Dlatego warto zagospodarować w przestrzeni medialnej chrześcijańską wizję świata. Demokracja przecież daje możliwości rozwoju dla telewizyjnych kanałów religijnych. Poszczególne media katolickie w Polsce mają swoich odbiorców zróżnicowanych. Są przecież w Polsce czytelnicy i odbiorcy „czujący z Kościołem” i o tradycyjnej religijności, ale są także odbiorcy o religijności nacechowanej patriotyzmem, czasem bardzo krytyczni wobec sytuacji społecznej i równocześnie bardzo religijni. Są też czytelnicy i odbiorcy, którzy ze zwykłej ciekawości sięgają go prasę katolicką, kanał religijny.

 

Myślę, że odpowiedzią na to dlaczego potrzebna jest telewizja konfesyjna jest to, że odbiorca chce mieć klarowny przekaz orędzia chrześcijańskiego w sytuacji, kiedy w polskim społeczeństwie jest tak duży zamęt w sferze pojęć. Głęboka duchowość, komentarze do współczesnych wydarzeń i praktyczne, życiowe porady, ewangelizacja, to jest właśnie to, czego szuka katolicki odbiorca. Oczywiście głównym zadaniem jest tutaj ewangelizacja. Głoszenie Dobrej Nowiny to prorocka misja Kościoła, a zatem każdego chrześcijanina. Ważna jest też klarowna wykładnia katolickich zasad życia moralnego i apolityczność polegająca na tym, aby nigdy nie utożsamiać się z żadną konkretną partią polityczną. Telewizja katolicka, czy też kanał religijny cieszy się powodzeniem, gdy jego trzon stanowi bogactwo Słowa Bożego i Jego kontemplacja, piękno liturgii Kościoła Katolickiego oraz formacja katechetyczna.

 

W taki sposób funkcjonują katolickie stacje w innych krajach.  Można wskazać na dynamicznie funkcjonującą telewizję katolicką KTO we Francji oraz program katolicki Le Jour du Seigneur emitowany przez France 2. KTO powstało w 1999 r. z inicjatywy kard. Lustigera. KTO powstało, aby zapewnić Kościołowi możliwości do przekazywania orędzia Ewangelii za pośrednictwem wszystkich nowoczesnych mediów, tj. telewizji, Internetu, a dziś telefonów komórkowych, tabletów. KTO adresowane jest nie tylko do katolików, ale do wszystkich „poszukujących sensu”, wierzących lub nie. KTO oferuje wgląd w tematy do refleksji lub debaty, poprzez szkolenia, programy dotyczące wiadomości kościelnych, raporty. KTO towarzyszy życiu modlitewnemu i życiu Kościoła  poprzez Liturgię Godzin, Różaniec z Lourdes, Msze Święte, podróże Papieża, ważne wydarzenia. Takiego konkretnego odbiorcę mają również we Włoszech  TV 2000 i Tele Radio Padre Pio.

 

Obecność orędzia chrześcijańskiego w telewizji

 

Odpowiadając na pytanie o obecność telewizji katolickiej w przestrzeni medialnej warto wskazać ogólnie na obecność orędzia chrześcijańskiego w telewizji. Warto pamiętać, że w kwestiach oceny spraw społecznych media katolickie mogą się różnić, ale ich siła i wiarygodność tkwi w tym, że w sprawach wiary mówią wspólnym głosem. Kiedy myślimy o mediach katolickich, to oczywiście nie można pominąć pewnego styku jaki zachodzi pomiędzy telewizją katolicką a ekonomią i duszpasterstwem. Pisałem już kiedyś o tym, że na współczesnym rynku idei, zmiennych i różnorodnych opinii o zdarzeniach, Kościołowi poprzez własne media, przysługuje prawo, a nawet obowiązek wychowania do poprawnego i autentycznego korzystania z daru Bożego, jakim niewątpliwie są środki społecznego przekazu. Już ponad 20 lat temu, bo w 1997 r., „Niedziela” wydała w serii „Zeszyty Niedzieli” bardzo ciekawą publikację „Prasa katolicka między ekonomią a duszpasterstwem”. Autorzy tej publikacji już wtedy zwrócili uwagę na to, że z chwilą powrotu na rynek prasy katolickiej ważne jest podjęcie takich zagadnień jak: społeczne funkcje i techniczne problemy kolportażu, ekonomiczne uwarunkowania oraz miara ich oddziaływania. Jednym z ważniejszych tematów podjętych przez autorów tamtej publikacji był temat rozpowszechniania prasy oraz pokazanie mechanizmów kolportażu w łączności z ekonomią. Niewątpliwie sytuacja mediów katolickich, ich różnorodność, konkurencyjność jest związana z rynkiem, z ekonomią.

 

Ponadto skuteczna ewangelizacja, która jest głównym zadaniem mediów katolickich wymaga jednak ciągłego zacieśniania współpracy między różnymi mediami katolickimi w Polsce. W jednym z wywiadów abp Wacław Depo, przewodniczący Rady ds. środków społecznego przekazu Konferencji Episkopatu Polski słusznie stwierdził, że „tym co winno charakteryzować media katolickie jest zdolność byśmy się pięknie różnili. A pięknie, to znaczy i mocno. Konkurencja wśród mediów katolickich nie powinna polegać na chęci złamania przeciwnika, ale abyśmy umieli sobie nawzajem powiedzieć: dobrze, że wy podkreślacie ten aspekt wiary czy życia Kościoła, my z kolei poświęcamy się innemu odcinkowi. Dopiero takie komplementarne, wzajemne dopełnianie się jest prawdziwie katolickie”.

 

Ewangelizacja to nie jest budowanie strefy wpływów

 

Jasne powinno być to, że tam, gdzie chodzi o ewangelizację nie należy myśleć czy budować jakiejś strefy wpływów. Oczywiście w kwestiach oceny spraw społecznych media katolickie mogą się między sobą różnić, co niesie także pewne bogactwo spojrzenia na rzeczywistość nas otaczającą, ale tam, gdzie chodzi o Magisterium Kościoła, o depozyt wiary, to tutaj siła mediów katolickich, także ich wiarygodność tkwi w tym, że w kwestach wiary mówią wspólnym głosem. Dotyczy to również telewizji katolickich. Ponadto różnorodność na rynku medialnym nie może zastąpić rzetelnej informacji, prawdy i obiektywizmu w mediach. Naturalnie generalną misją mediów katolickich, w tym telewizji katolickiej jest służenie rozwojowi osoby ludzkiej. Każda osoba ludzka ma prawo do ubogacania się za pośrednictwem katolickiej telewizji, radia czy prasy.

 

Telewizja w rodzinie

 

Z badań socjologicznych wynika, że telewizja w rodzinie odgrywa ważną rolę. Wiele lat temu w serii Biblioteki Niedzieli bp Adam Lepa wydał bardzo ważną publikację pt. „Telewizja w rodzinie”. Bp Adam Lepa w niniejszej publikacji podejmuje refleksję nad relacjami, jakie zachodzą między rodziną a telewizją. Książka, jak podkreśla autor we wstępie, „jest próbą odpowiedzi na pytanie, co wynika z faktu, że w rodzinie znajduje się telewizor, którego wpływ na domowników przekracza najśmielsze wyobrażenia – zarówno jego użytkowników, jak i doświadczonych specjalistów w dziedzinie mediów”. Zresztą to jest zagadnienie, któremu można poświęcić osobny artykuł.

 

Reasumując. Katolicy w Polsce chcą swojej telewizji z jasnym przekazem nauczania Kościoła, z klarowną wykładnią Credo. Chcą mieć telewizji, która będzie im towarzyszyć w codziennych zmaganiach.

 

Ks. Mariusz Frukacz, dziennikarz Tygodnika Katolickiego „Niedziela”.

Ks. MARIUSZ FRUKACZ: Komplementarność, nie alternatywa

Konkurencyjność, alternatywa to słowa, które oczywiście kojarzą się nam ze światem środków społecznego przekazu. Odbiorcy mediów szukają różnych propozycji, ważnych i bliskich dla siebie, dla własnej wrażliwości. Jednak w mediach katolickich chodzi tak naprawdę o komplementarność przekazu.

 

Powodem napisania tego komentarza jest publikacja, która ukazała się na portalu Wirtualnemedia.pl (TUTAJ).

 

Dla autorów artykułu fakty, że w Limanowej w południowej Małopolsce działa katolickie Radio Profeto, które nadaje na częstotliwości 100,3 FM, wkrótce zaś w DAB+ stacja rozpocznie regularną emisję w kilku dużych polskich miastach, a Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji podjęła uchwałę o rozszerzeniu koncesji dla tej rozgłośni, stały się powodem do nadania intrygującego tytułu:  „Będzie alternatywa dla Radia Maryja?  Katolickie radio zwiększa zasięg”. Wirtualnemedia.pl podkreślają, że Profeto  „otrzymała też koncesję na regularną cyfrową emisję w Poznaniu, Tarnowie, Częstochowie, Katowicach, Warszawie, Rzeszowie i Toruniu. Emisja może rozpocząć się jeszcze w tym roku. Spośród stacji katolickich lepszym zasięgiem może poszczycić się tylko Radio Maryja”.

 

Ewangelizacja – wspólne dzieło

 

Przede wszystkim warto przypomnieć, że ewangelizacja to wspólne dzieło całego Kościoła. I każde z mediów katolickich ma w tym swój ważny udział. Mamy w Polsce bardzo ciekawe rozgłośnie diecezjalne, które są wielkim dobrem dla wspólnoty Kościoła. Jest bardzo ważne dla wielu ludzi Radio Maryja. Niewątpliwie bardzo ważne jest również to, że Radio Profeto, katolicka, ewangelizacyjna rozgłośnia należąca do prowincji Sercanów, może rozszerzyć swoją działalność. Bo przecież to, co czyni Radio Profeto, jest dużym i ważnym ubogaceniem rynku medialnego w Polsce. Robi dużą i bardzo potrzebną pracę dla dzieła Nowej Ewangelizacji. Przepowiada Dobrą Nowinę, z wykorzystaniem zarówno tradycyjnych metod głoszenia Słowa Bożego, jak i nowatorskich rozwiązań multimedialnych. Poprzez portal i radio Profeto dociera codziennie do tysięcy osób ze Słowem Bożym, rekolekcjami on-line, relacjami z wydarzeń ewangelizacyjnych i chrześcijańską muzyką – jak informuje sam nadawca. Twórcy Profeto już w 2018 r. podkreślali, że „z powodzeniem realizowane są założenia, które od początku stawiali sobie Księża Sercanie. Tylko chrześcijańska muzyka, brak newsów na rzecz programów ewangelizacyjnych i transmisje z wydarzeń ewangelizacyjnych w Polsce. To okazało się trafnym posunięciem, gdyż pozwoliło na zdobycie słuchacza nieprzypadkowego, ale bardzo świadomie wybierającego sercańską rozgłośnię ze względu na jej format ewangelizacyjny”.  Jednak nie wydaje mi się, aby samo Radio Profeto chciało być alternatywą dla Radia Maryja.

 

Obecność orędzia chrześcijańskiego

 

W ewangelizacji przez środki społecznego przekazu nie chodzi o zastanawianie się nad tym, czy jest szansa stworzenia katolickiej alternatywy dla Radia Maryja. Tak naprawdę chodzi o obecność orędzia chrześcijańskiego w przestrzeni medialnej. Bardzo ważna jest tutaj kwestia skuteczności  mediów katolickich w przyciąganiu młodych ludzi do wiary i Kościoła, a nie szukanie alternatyw dla jednej czy drugiej rozgłośni radiowej.

 

Oczywiście poszczególne media katolickie w Polsce mają swoich odbiorców zróżnicowanych. Są przecież w Polsce czytelnicy i radiosłuchacze „czujący z Kościołem” i o tradycyjnej religijności, ale są także odbiorcy o religijności nacechowanej patriotyzmem, czasem bardzo krytyczni wobec sytuacji społecznej i równocześnie bardzo religijni. Trudno dzisiaj wyobrazić sobie rodzinę bez telewizora, młodego człowieka bez komputera czy telefonu komórkowego. W dziedzinie środków społecznego przekazu nastąpił ogromny przewrót. Można powiedzieć, że media nas otaczają. I dlatego trzeba nadal pytać: Co zrobić, aby dziennikarstwo katolickie: prasa, radio, telewizja i to najmłodsze – elektroniczne, uczynić rzeczywistością solidarną?

 

Katolicka solidarność

 

Kiedyś bardzo ważne słowa wypowiedział abp Wacław Depo, przewodniczący Rady ds. Środków Społecznego Przekazu KEP, że w kwestii mediów katolickich i przekazu treści duszpasterskich i ewangelizacyjnych „katolicka solidarność jest nam zadana”. Trzeba, jak podkreślił abp Depokomplementarności naszego przekazu, a nie dopuszczać konkurencyjności, na którą to ścieżkę próbują nas nieraz wepchnąć media przeciwne Ewangelii i Kościołowi”. Ważna jest zdaniem abp Depokomplementarność informacji, a nie konfrontacyjność”.

 

W podobnym duchu wiele lat temu wypowiadał się bp Adam Lepa, który wyraził opinię o  nie alternatywnym, lecz komplementarnym charakterze funkcjonujących w Polsce katolickich mass mediów. Bo komplementarność pomaga najbardziej skutecznie wypełniać zadania nowej ewangelizacji. Siłą przekazu ewangelizacyjnego jest zawsze wiarygodność.

 

Ks. Mariusz Frukacz, dziennikarz Tygodnika Katolickiego „Niedziela”

Wolność mediów, czy ideologia własnego interesu? – pyta ks. MARIUSZ FRUKACZ

Od momentu pojawienia się „lex TVN” jesteśmy świadkami nie tylko protestów w obronie ponoć wolności mediów, ale nagle również głośno zaczęto mówić o wolności mediów, tak jakby jej już w Polsce nie było.

 

 

Wolność – trudny dar

 

Przede wszystkim w Polsce, moim zdaniem, potrzebna jest nie ulica, ale poważna rozmowa i debata o tym, czym tak naprawdę jest wolność, w tym wolność słowa, wolność mediów. Wolność słowa to bardzo ważne zagadnienie z dziedziny funkcjonowania mediów.  Wolność jest niewątpliwie darem, lecz – jak mówił św. Jan Paweł II – jest nie tylko dana, ale i zadana. Wolności słowa, wypowiadania się, wolności mediów nie można jednak nadużywać i trzeba ją pielęgnować. Warto pamiętać, że wolności mediów nie można oderwać od wolności osoby. Dlatego wolność wypowiadania się nie jest nieograniczona, ona kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiej osoby. Wolność mediów nie może przecież oznaczać pomawiania kogoś, produkcji fake newsów, wspierania hejtu.

 

Bp Adam Lepa przypomniał kiedyś, że właściwym celem i zadaniem mass mediów jest służba prawdzie, bez której wolność nie istnieje. Podkreślił, że „jeżeli dziennikarze będą prawdę  respektować w całej rozciągłości, zdołają uchronić media przed utratą wolności. Wtedy słowo nie będzie zagrożone. Jeśli media mają służyć wolności, same muszą być wolne i należycie korzystać ze swojej wolności. Tymczasem często widoczne są różne formy naruszania wolności słowa w mediach”.

 

Zatrucie informacyjne

 

Dyskusja nad wolnością mediów nie może pominąć ważnego aspektu, jakim jest prawo do informacji. Otóż społeczeństwo powinno mieć dobre rozeznanie i dobrze poinformowanych obywateli. Dlatego prawo do informacji jest nie tylko ważne ze względu na jednostkę, ale również ze względu na dobro wspólne. Natomiast systemowe zniekształcanie informacji sprawia więc, że społeczeństwo staje się chore. Wydaje się, że w kwestii „lex TVN” bój toczy się o pieniądze, a nie o to, aby zadbać o właściwą informację.

 

Jeśli w Polsce chcemy rozmawiać o wolności mediów, to trzeba poważnie przyjrzeć się kwestii lobbingu politycznego i biznesowego. Mam wrażenie, że część protestujących w obronie TVN i wolności mediów, zresztą dziwnym trafem to bardzo często te same osoby z protestów KOD-u i protestów za nieograniczoną aborcją, nie rozumie samej wolności słowa. Jest na tych protestach istna wieża Babel, pomieszanie wszystkiego. Bo jak zrozumieć to, że ktoś protestuje wobec działań rządu w obronie wolności mediów, a przychodzi ubrany w koszulkę z napisem: „czarna zaraza”, albo z symbolem protestu kobiet?

 

Największym zagrożeniem dla wolności mediów jest zawsze lobbing polityczny i biznesowy. Bardzo celnie na ten temat napisał ks. Dominik Lubiński: „Media powinny zatem być wolne od lobbingu politycznego i biznesowego, a jedynym kryterium ich istnienia winien pozostawać przekaz prawdziwych informacji i relacji, bez selektywności wyznaczonej przez wpływowe gremia oraz ośrodki decydentów. Często ekspansja interesów komercyjnych bogatych grup  polityczno-gospodarczych sprawia, że publiczne, a tym bardziej prywatne środki przekazu, realizują politykę przekazu informacji według decyzji władzy tych mediów, uniformizując myślenie, mówienie i zachowanie człowieka, nie zważając na wymogi przekazu obiektywnej prawdy. To prowadzi do zaniku samodzielności myślenia, utrudnia podejmowanie samodzielnych, świadomych i odpowiedzialnych decyzji. Często tendencyjne dystrybuowanie informacji przez wpływowe media powiększa dysproporcję na rynku medialnym, nie wyrównuje szans do korzystania z niej oraz ogranicza prawo do równego dostępu wielu innym podmiotom. Ponadto media jako środki społeczne nie mogą stanowić monopolu na przedstawianie jedynie słusznej „wizji człowieka”, posługującej się często ideologią własnego interesu”. ( Ks. Dominik Lubiński, Ład moralny w świecie mediów w nauczaniu Benedykta XVI, Łódzkie Studia Teologiczne (2011) nr 20, s. 225-234)  No właśnie, czy w ostatnich dniach nie mamy do czynienia z ideologią własnego interesu?

 

Św. Jan Paweł II już w orędziu na XV Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu w 1981 r. napisał: „Istotnie, człowiek realizuje się w wolności. Do tej wciąż pełniejszej realizacji musi on dążyć, nie ograniczając się do słownych lub retorycznych zachwytów, co zdarza się zbyt często, ani nie przeinaczając samego sensu wolności czy też sprzyjając jej w sposób fałszywy, jako swobodzie czynienia wszystkiego, co się tylko podoba, w tym także i zła. Odpowiedzialna wolność pracowników środków przekazu społecznego, która musi kierować i określać dokonywane wybory, nie może nie brać pod uwagę tego, że także odbiorcy tych wyborów są wolni i odpowiedzialni! (…) Trudno nam sobie wyobrazić pracowników środków przekazu oderwanych od własnego podłoża kulturowego; nie powinno to jednak pociągać za sobą narzucania osobom trzecim osobistej ideologii. Człowiek pracujący w tej dziedzinie musi pełnić swą służbę w sposób jak najbardziej obiektywny, nie zmieniając się w «ukrytego deprawatora», powodowanego interesami jakiejś grupy, konformizmem czy chęcią zysku”. Ma rację również bp Adam Lepa, który podkreśla, że „gdzie mówią pieniądze, tam milczy prawda”.

 

Oczywiście od dawna toczy się debata nad kształtem polskiej sceny medialnej. Ponadto, jak zauważa Artur Stelmasiak, dziennikarz „Niedzieli”, że tak naprawdę toczy się bitwa o polskość mediów (czytaj TUTAJ).

 

Ks. Mariusz Frukacz, dziennikarz Tygodnika Katolickiego „Niedziela”.

 

 

Siła twórcza – ks. MARIUSZ FRUKACZ o polskim, katolickim Facebooku

Media katolickie w Polsce mają coraz ciekawszą ofertę, nie tylko dla młodego pokolenia. Przykładem tego jest Agappe.pl, to serwis społecznościowym stworzony z myślą o katolikach. Pomysłodawcą aplikacji jest ks. Artur Potrapeluk, koordynator lubelskiej Odnowy w Duchu Świętym. Oczywiście, zasadne jest pytanie czy ten serwis ma szansę na rynku?

 

Odpowiadając na to pytanie można zgodzić się z Moniką Czaplicką z agencji Wobuzz, która podkreśla, że serwis może być sukcesem, jeśli twórcy będą mieli świadomość, czego mogą oczekiwać, jeżeli chodzi o użytkowników i reklamodawców. Podkreśla Czaplicka, iż „wiele portali tematycznych jest interesującym kąskiem dla reklamodawców. Nawet przy kilku tysiącach użytkowników i hojnych kieszeniach wiernych mają szansę funkcjonować”. (TUTAJ)

 

Z myślą o wierzących

 

Wydaje się jednak, że twórcom serwisu nie chodzi jedynie o sukces rynkowy. Powodzenia związanego z przekazem wiary nie mierzy się ilością reklamodawców. Chociaż oczywiście sama kwestia finansowego utrzymania serwisu jest ważna.  W rozmowie z KAI ks. Artur Potrapeluk, prezes fundacji Nowa Pięćdziesiątnica z Lublina podkreśla, że  Agappe.pl to „nowe miejsce w Internecie, w którym można bez skrępowania dzielić się wiarą”. „Jest to medium dla osób wierzących, w którym mogliby dzielić się w sposób nieskrępowany swoją wiarą, ale także dla poszukujących. Oczywiście w czasie rejestracji nie jest weryfikowane, czy ktoś jest w jakiejś wspólnocie czy przychodzi tylko co niedzielę do kościoła, albo czy jest tylko osobą ochrzczoną” – stwierdził ks. Potrapeluk.

 

Wśród użytkowników portalu są osoby zaangażowane w życie Kościoła. W rozmowie z KAI ks. Potrapeluk podkreśla, że użytkownicy portalu „dzielą się swoimi pasjami, piszą blogi, kręcą filmy, są youtuberami. Ta wymiana treści sprawia, że właśnie na Agappe.pl odkrywamy taki wartościowy kontent”. Duchowny dodaje, że „rejestracja na platformie Agappe.pl jest oczywiście bezpłatna, jednak dla osób, które chciałyby wesprzeć ewangelizację przygotowaliśmy możliwość wykupienia pakietu, dzięki któremu będą mogły promować swoje posty czy strony. Jednak bez tego także można korzystać z portalu i wszystkich jego funkcjonalności. Agappe.pl jest finansowane ze środków własnych fundacji czy darowizn sponsorów, a dodatkowo tworzymy społeczność patronów w serwisie Patronite.pl”.

 

Kiedy myślimy o jakimkolwiek sukcesie Agappe.pl, to warto zwrócić uwagę na to, że serwis powstał w środowisku ludzi związanych z Odnową w Duchu Świętym. To są ludzie bardzo zaangażowani w życie Kościoła. Potrafią także przyciągać wielu młodych osób do wspólnoty wiary. W dzisiejszym Kościele w Polsce jest spora liczba cieszących się dużą popularnością Szkół Nowej Ewangelizacji. A ci ludzie potrafią łączyć rzeczywiste przeżywanie wiary z zaangażowaną obecnością w Kościele, ożywiając parafie, z promocją wiary w sieci. Ja bym w tym upatrywał ewentualnego sukcesu Agappe.pl .

 

Ponadto jak zapewnia ks. Potrapeluk, na tym katolickim social medium znajdują się zarówno profesjonaliści z zakresu branży IT czy bezpieczeństwa danych, a także absolwenci teologii. Ważne jest, że czytelnicy znajdują na nim treści moderowane pod kątem nie tylko moralnym, ale też poprawności doktrynalnej, związanej z nauczaniem Kościoła katolickiego. A tego bardzo potrzeba dzisiaj – szczególnie młodemu pokoleniu – by pomóc w budowaniu zmysłu wiary.

 

Szansa dla młodych katolików

 

Serwis skierowany jest do wszystkich katolików i osób wierzących, ale jest to przede wszystkim szansa dla młodego pokolenia do pogłębienia wiary. Warto pamiętać, że wiary nie da się przeżyć on-line – to jednak taki serwis może być pomocny w dotarciu do młodych ludzi.

 

Chociaż rzeczywistość wirtualna cyberprzestrzeni nie może stać się zamiennikiem prawdziwej wspólnoty ludzkiej, wcielonej rzeczywistości sakramentów i liturgii czy też bezpośredniej proklamacji Ewangelii, może jednak je uzupełniać, przyciągać ludzi do pełniejszego doświadczenia życia wiary i ubogacać religijne życie korzystających z niej osób. Dostarcza ona także Kościołowi środka komunikacji w stosunku do szczególnych grup – młodzieży i młodych osób dorosłych, osób starszych i zamkniętych w domach, żyjących na odległych terenach, członków innych grup religijnych – z którymi kontakt innymi sposobami jest utrudniony

– czytamy w dokumencie Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu nt. Kościół a Internet z 2002 r.

 

W związku z zaistnieniem na polskim rynku Agappe.pl warto również zapytać o stosunek młodego pokolenia do Internetu i nowych mediów, bo właśnie w tej przestrzeni Kościół powinien być mocno obecny. Otóż w 2014 r., na zlecenie NASK oraz Rzecznika Praw Dziecka, Wyższa Szkoła Nauk Społecznych PEDAGOGIUM przeprowadziła badania „Nastolatki wobec Internetu”, z których wynika, że w domu codziennie z Internetu korzysta 93,4% badanych. Korzystanie z sieci wśród młodego pokolenia jest zjawiskiem powszechnym. Wyniki badań pokazują również, że rozwój technologii mobilnych znacząco zmienił style korzystania z Internetu przez młodzież. Już ponad połowa młodych osób (52,8%) nie korzysta z komputerów stacjonarnych. Natomiast smartfon służy młodym ludziom do wygodnego korzystania z serwisów społecznościowych, poczty elektronicznej, aplikacji i gier on-line, przeglądania stron www.

 

Badania te pokazują, jak ważna jest obecność Kościoła w sieci, cyberprzetrzeni, czyli tam, gdzie są młodzi ludzie. Dlatego Kościół rozumiejąc popularność portali społecznościowych, blogów, rekolekcji internetowych, stara się właśnie w ten sposób podążać za młodym człowiekiem, a zarazem zdaje sobie sprawę z tego, jak ważny jest komunikatywny język przekazu treści wiary. Nowoczesne narzędzia komunikacji międzyludzkiej mają zbliżać ludzi i nie zasłaniać najważniejszego celu jakim jest zjednoczenie z Bogiem.

 

Warto również sięgnąć do innego raportu NASK z 2018 r. Jest to raport z badań młodych twórców publikujących w internecie 2018 r. (TUTAJ)

 

Celem badań było rozpoznanie doświadczeń i przekonań młodych twórców internetowych. Jak wynika z badań zdecydowana większość badanych internautów prowadziła blogi lub profile na portalach społecznościowych. Tylko jedna osoba prowadziła kanał muzyczny na YouTubie. Szansą dla Agappe.pl jest współtworzenie go z młodymi katolikami.

 

Agappe po grecku znaczy miłość, a jak mówił św. Maksymilian Kolbe „tylko miłość jest siłą twórczą”.

 

Ks. Mariusz Frukacz, dziennikarz Tygodnika Katolickiego „Niedziela”.

Najważniejsza jest prawda – ks. MARIUSZ FRUKACZ o potrzebie obiektywnego dziennikarstwa

„Amicus Plato, sed magis amica veritas” („Platon przyjacielem, lecz większą przyjaciółką prawda”) – to bardzo ważna starożytna sentencja, którą warto przywołać w kontekście pytania o obiektywne dziennikarstwo w spolaryzowanym społeczeństwie.

 

Nigdy nie miałem wątpliwości co do tego, że w polskim, spolaryzowanym społeczeństwie ciągle trzeba zmagać się o obiektywne dziennikarstwo. Nawet gdy „obiektywizm dziennikarski i bezstronność polityczna mediów, jeśli były kiedykolwiek na jakimś szczycie piramidy, to z pewnością nie był to szczyt piramidy potrzeb i oczekiwań rynku odbiorców produktu medialnego”, jak pisze Mirosław Usidus (TUTAJ), to jednak zawsze chodzi o wolność i prawdę, które powinny stanowić fundament pracy dziennikarza.

 

Mirosław Usidus dużo racji ma w tym, kiedy pisze, że „w świecie osobników uciekających od wolności obiektywizm rzeczywiście przestaje być potrzebny”, to jednak nie zwalnia  nas, dziennikarzy, od obiektywnego dziennikarstwa. Już kiedyś pisałem, że wolność prasy i jej prawo do krytyki są ważniejsze niż dobre samopoczucie polityków. I że nigdy nie wolno zrezygnować z prawdy.

 

Wolność jako dar

 

Wolność jest jednym z największych darów, jaki człowiek otrzymał od Boga. Wolność słowa jest natomiast jednym z najważniejszych osiągnięć współczesnej demokracji. Jest też ona ważnym wymiarem obiektywnego dziennikarstwa.  Warto przypomnieć, co na temat wolności w bardzo klarowny sposób mówi Katechizm Kościoła Katolickiego. Czytamy w nim, że „wolność wypełnia się w relacjach międzyludzkich. Każda osoba ludzka, stworzona na obraz Boży, ma prawo naturalne, by była uznana za istotę wolną i odpowiedzialną. Wszyscy są zobowiązani do szacunku wobec każdego. Prawo do korzystania z wolności jest nieodłącznym wymogiem godności osoby ludzkiej, zwłaszcza w dziedzinie moralności i religii. Prawo to powinno być uznane przez władze świeckie oraz chronione w granicach dobra wspólnego i porządku publicznego” (n. 1738). Zauważmy zatem, że prawo do wolności powinno być uznane przez władze świeckie oraz chronione, ale ważny jest tutaj kontekst, a mianowicie: „w granicach dobra wspólnego i porządku publicznego”.

 

Wolność słowa zawsze powinna jednak oznaczać prawdę i dobro człowieka. To bardzo ważna, moim zdaniem, cecha rzetelności dziennikarskiej. Dobre dziennikarstwo to takie, które opiera się na faktach. To jest taka zasada, która powinna zawsze obowiązywać, szczególnie w spolaryzowanym społeczeństwie. Dlatego też prezentując czyste fakty, dziennikarze powinni być wolni od jakichkolwiek nacisków właścicieli mediów czy też polityków.

 

Nie dla dekonstrukcji prawdy

 

Jeśli zgodzimy się na to, aby obiektywne dziennikarstwo nie było ważną potrzebą społeczną, to zgodzimy się również na to, aby nie było wolności słowa i prawdy. Współczesna kultura medialna „produkuje” przekaz oparty na etyce sytuacyjnej i utylitarystycznej. To jest, jak zauważył  kilka lat temu ks. dr hab. Michał Drożdż, (TUTAJ), „destrukcyjny wpływ postmodernizmu na komunikowanie masowe”. „Kwestionuje on mianowicie potrzebę etycznej odpowiedzialności twórców, potrzebę zrozumiałości, prawdziwości i sensowności treści przekazu, społeczną rolę mediów czy też potrzebę racjonalnego krytycyzmu odbiorców”.

 

Nowoczesne mass media, zwłaszcza te elektroniczne, stanowią potężny środek oddziaływania na ludzi i niemal wszystkie dziedziny życia indywidualnego czy społecznego, a więc na politykę, kulturę, Kościół, obyczaje, religijność, ekonomię, stosunki międzynarodowe itp. Coraz częściej mówi się i pisze z niepokojem o nadmiernej i stąd groźnej „władzy mediów”, czyli mediokracji – zauważył kiedyś bp Adam Lepa.

 

Kiedy myślę o obiektywnym dziennikarstwie, to budzi niepokój to, że w podawaniu informacji istnieje skłonność do mierzenia sukcesu według kryterium zysku, nie zaś służby wobec społeczeństwa. Dążenie do zysku i reklamy wywiera nadmierny wpływ na treść społecznego przekazu: popularność góruje nad jakością, która spada do poziomu najniższego wspólnego mianownika, tzw. tabloidyzacji. Ponadto, jak pisał bp Lepa, „media przekraczają swoje uprawnienia, gdy nie zachowują obiektywizmu w opisie wydarzeń, a więc zakłamują istniejące fakty. Szczególnie destrukcyjna jest postawa automanipulacji, której celem jest wygenerowanie mentalności zmanipulowanej”. Zawsze „wykorzystanie potęgi mass mediów i skierowanie jej na właściwe tory zależy przede wszystkim od człowieka”.

 

Zgadzam się z bp. Lepą, że „służba prawdzie i jej obrona w mediach polega ona na obiektywnym i rzetelnym przekazywaniu informacji, unikaniu manipulacji prawdą i przyjmowaniu postawy nieprzekupnej wobec prawdy”. Dlatego najważniejszym kryterium rzeczywistej wartości dziennikarza nie są wcale jego elokwencja, obycie warsztatowe czy błyskotliwość, lecz stosunek do prawdy. Zwłaszcza kiedy mówimy o obiektywnym dziennikarstwie w spolaryzowanym społeczeństwie.

 

W 2014 r. bardzo ważne słowa skierował do dziennikarzy i ludzi mediów abp Wacław Depo, przewodniczący Rady ds. Środków Społecznego Przekazu Konferencji Episkopatu Polski. „Wolność oderwana od prawdy o człowieku wyradza się w życiu indywidualnym w samowolę, a w życiu politycznym w przemoc silniejszego i w arogancję władzy. Dlatego dziennikarze, zgodnie ze swoim sumieniem, powinni opierać się siłom nacisku, domagającym się od nich, by przystosowali prawdę do oczekiwań właścicieli mediów czy władzy politycznej. Winni starać się nie tylko informować odbiorców, lecz również ich formować, czyli poniekąd wychowywać odpowiednimi treściami przekazu dziennikarskiego” – napisał abp Depo.

 

Jeśli zrezygnujemy ze zmagań o to, aby obiektywizm dziennikarski był wśród ważnych potrzeb społeczeństwa i zgodzimy się na dekonstrukcję prawdy, to  Jacques Derrida, twórca dekonstrukcjonizmu, pewnie by się ucieszył.

 

Ks. Mariusz Frukacz, dziennikarz Tygodnika Katolickiego „Niedziela”

 

Wolność, czy tylko dla wybranych? – KS. MARIUSZ FRUKACZ o raporcie „Kuriera Wnet” i CMWP SDP

„Raport z projektu badawczego dotyczącego warunków pracy dziennikarzy, wolności słowa oraz stosunków redakcyjnych w grupie medialnej Polska Press” przygotowany przez „Kurier Wnet” i Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP jest bardzo dobrym materiałem o postawienie pytania m.in. o wolność słowa, warunki pracy dziennikarzy i niezależność mediów.

 

Jak wynika z raportu, w mediach regionalnych po przejęciu ich przez firmę związaną z wydawnictwem Verlagsgruppe Passau „dziennikarze stali się robotami, niewolnikami za coraz mniejsze pieniądze”. Nastąpiło „systematyczne odchodzenie od lokalności” – czytamy w prezentacji raportu. Ponadto obowiązywała „narracja poprawna politycznie”, prawica przedstawiana była jako „zaściankowa, nietolerancyjna, homofobiczna, faszystowska”.

 

Badanie przeprowadzono metodą ankiet w 9 regionach Polski w kwietniu i maju 2021 roku.  Udało się zebrać 78 ankiet. Jak wynika z raportu, aż 72 procent badanych uznało, że gdy właścicielem gazety stała się firma związana z wydawnictwem Verlagsgruppe Passau, pogorszyła się ich sytuacja – zarówno jeśli chodzi o atmosferę w redakcji, relację z przełożonymi, jak i warunki socjalne.  Nie chodzi jednak tylko o liczby. Chodzi o coś więcej, o poczucie godności w pracy dziennikarza.

 

Wolność, a nie przymus

 

Wolność jest wartością, za którą płaci się cenę najwyższą. Dziś bardzo często dochodzi do zakłamywania sensu wolności także w mediach – mówił wiele lat temu bp Adam Lepa. „Jedno z najpiękniejszych słów, które istnieje na świecie, to wolność. Słowo wolność siedzi w nas. Jeśli nas wolność nie nauczy, to przymus nas nie wyzwoli” – powiedział kilka dni temu w Częstochowie ks. Wojciech Węgrzyniak, znany biblista. Wolność to jest dar i zadanie. A jak  wynika z raportu, ten dar był lekceważony.  W firmie związanej z wydawnictwem Verlagsgruppe Passau nie tylko pogorszyły się warunki pracy, ale przede wszystkim nie przestrzegano wolności słowa. Nie było mowy o pluralizmie, rozumianym jako możliwość prezentacji różnorodnych opinii w przestrzeni medialnej. Bolesne dla dziennikarzy były sytuacje łamania wolności słowa i niezależności dziennikarskiej. Tak naprawdę nie było miejsca dla niezależności mediów rozumianej jako zdolność do funkcjonowania na rynku niezależnie od władzy politycznej, rządowej, gospodarczej i religijnej. O tym bardzo szeroko mówi raport.

 

„Jeśli media mają służyć wolności, same muszą być wolne i należycie korzystać ze swojej wolności” – mówił bp Lepa. Tymczasem, jak pokazuje nam to raport, często widoczne są różne formy naruszania wolności słowa w mediach. Konsekwencją tego jest zatrucie informacyjne, polegające na tym, że o sprawach najważniejszych mówi się w taki sposób, jakby one były mało ważne albo nic nieznaczące, i odwrotnie, obniża się wartość argumentacji. Ponadto, „gdzie mówią pieniądze, tam milczy prawda” (bp Lepa).

 

Dziennikarstwo powołaniem do wolności i odpowiedzialności

 

W naszych czasach trzeba chyba przypomnieć to, że „człowiek jest powołany do wolności. A nie ma wolności bez odpowiedzialności i bez umiłowania prawdy” (św. Jan Paweł II). Oczywiście patrząc na rozwój społeczeństw demokratycznych, łatwo dostrzec, że wolność słowa jest jedną z najcenniejszych wartości i oznacza ona m. in. prawo do publicznego wyrażania własnych poglądów i myśli oraz do ich szanowania przez inne osoby. Również jako kapłan i dziennikarz nie wyobrażam sobie życia w społeczeństwie, gdzie wolność słowa nie jest szanowana. Jednak uważam również, i taką zasadą się zawsze kieruję, że środki społecznego przekazu nie mogą być wolne od odpowiedzialności. W samych mediach wolność słowa powinna być wartością nadrzędną. Pycha, dezinformacja, komercja nie mogą zastąpić wolności słowa. Jedną z ważnych cech dobrego dziennikarza jest pasja. Kiedy ma się pasję tego, co się robi, to człowiek widzi sens swojej pracy. Tam, gdzie nie ma wolności słowa, niezależności, pasja ma podcięte skrzydła. Z raportu wynika, że w  Verlagsgruppe Passau w podawaniu informacji istniała skłonność do mierzenia sukcesu według kryterium zysku, nie zaś służby wobec społeczeństwa.

 

Zapomniany głos spod Bramy Brandenburskiej

 

W tym roku minie 25 lat od słynnego przemówienia Jana Pawła II spod Bramy Brandenburskiej, z 23 czerwca 1996 r. W kontekście raportu i tego, co działo się w  Verlagsgruppe Passau, warto przypomnieć lekcję wolności, którą dał Niemcom i Europie Jan Paweł II.

 

„Człowiek jest powołany do wolności. Wolność nie oznacza prawa do samowoli. Wolność nie daje nieograniczonych przywilejów. Kto tak ją pojmuje, naraża wolność na śmiertelny cios. Człowiek wolny jest przede wszystkim zobowiązany do prawdy” –  mówił papież.

 

„Człowiek jest powołany do wolności. Idea wolności może być przeniesiona w realia życia tylko tam, gdzie ludzie wspólnie są o niej przekonani i nią przeniknięci, świadomi niepowtarzalności i godności człowieka oraz jego odpowiedzialności przed Bogiem i ludźmi. Tam — i tylko tam — gdzie wspólnie opowiadają się za wolnością i walczą o nią solidarnie, może ona zapanować i przetrwać. Wolności jednostki nie da się oddzielić od wolności wszystkich innych ludzi. Wolność jest w niebezpieczeństwie tam, gdzie ludzie ograniczają swe spojrzenie tylko do kręgu własnego życia i nie są gotowi angażować się bezinteresownie na rzecz innych. Natomiast wolność przeżywana solidarnie wyraża się w działaniu na rzecz sprawiedliwości w dziedzinie politycznej i społecznej i kieruje wzrok ku wolności innych. Nie ma wolności bez solidarności”  –  kontynuował Jan Paweł II.

 

Pozostaje mieć nadzieję, że te słowa powrócą pod Bramę Brandenburską.

 

Ks. Mariusz Frukacz, dziennikarz Tygodnika Katolickiego „Niedziela”

 

O raporcie „Kuriera Wnet” i CMWP SDP można przeczytać TUTAJ.

 

Ks. MARIUSZ FRUKACZ: Ewangelizacja a nie pokusa zaistnienia

Obecność duchownych w sieci, w internecie, mediach społecznościowych, czy też „ćwierkający” na Twitterze kapłani, to już dzisiaj nie jest nowość. Można nawet podkreślić, że to konieczność i jeden z bardzo ważnych sposobów dotarcia, szczególnie do młodego pokolenia, z treścią ewangeliczną i z nauczaniem Kościoła.

 

Jednak, jak podkreślił w wypowiedzi dla Katolickiej Agencji Informacyjnej rzecznik KEP ks. dr Leszek Gęsiak: „Co jakiś czas Księża Biskupi otrzymywali sygnały o wypowiedziach duchownych, które budziły pewne wątpliwości od strony ich zgodności z nauką Kościoła. Dotyczyło to nie tylko prasy, radia czy telewizji, ale także mediów społecznościowych, które dają dzisiaj praktycznie nieograniczone możliwości wyrażania swoich opinii. A nie zawsze te opinie własne pokrywają się z Magisterium Kościoła”. Dlatego Rada Stała Konferencji Episkopatu Polski powołała zespół ekspertów, który zajmie się uaktualnieniem zasad występowania duchownych w mediach tradycyjnych i społecznościowych. „Przyszedł czas, by zrewidować obowiązujące aktualnie «Normy Konferencji Episkopatu Polski dotyczące występowania osób duchownych i zakonnych oraz przekazywania nauki chrześcijańskiej w audycjach radiowych i telewizyjnych».  W przestrzeni medialnej zaszły bardzo duże zmiany dotyczące głównie mediów internetowych i platform społecznościowych, które dzisiaj mają ogromny wpływ na społeczeństwo, zwłaszcza na ludzi młodych, którzy z nich przede wszystkim korzystają” – dodał ks. Gęsiak.

 

Miłość w prawdzie

 

Sam jako kapłan i dziennikarz uważałem i nadal tak uważam, że Kościół powinien być wszędzie tam, gdzie jest człowiek. W naszych czasach dotyczy to również obecności Kościoła w przestrzeni medialnej i w sieci, zwłaszcza, że „kontynent cyfrowy” nie może być pozbawiony Ewangelii. Jednak dla kapłana obecność w sieci, w internecie, mediach społecznościowych, czy też „ćwierkającego” na Twitterze powinna być okazją do prowadzenia duszpasterstwa. Nawet jeśli kapłan wyraża swoje opinie, to zawsze będą one odczytywane jako opinie wygłaszane przez przedstawiciela Kościoła. Kapłanem jest się wszędzie i nie chodzi bynajmniej tylko o strój. Jako kapłan jest człowiekiem wolnym, ale drugi człowiek oczekuje ode niego, że jego język będzie ewangeliczny, pozbawiony oszczerstw i epitetów. Oczywiście prawda domaga się klarownego i zdecydowanego języka, ale prawda bez miłości i szacunku może być bardzo zimna. Jasno pisze o tym Benedykt XVI w encyklice „Caritas in veritate” (29 czerwca 2009 r.): „Dlatego obrona prawdy, przedstawianie jej z pokorą i przekonaniem oraz świadczenie o niej w życiu stanowią trudne i niezastąpione formy miłości. Ona bowiem «współweseli się z prawdą» (1 Kor 13, 6)” – pisze Benedykt XVI i dodaje: „Potrzeba łączenia miłości z prawdą nie tylko we wskazanym przez św. Pawła kierunku, «veritas in caritate» (Ef 4, 15), ale również w odwrotnym i komplementarnym kierunku — «caritas in veritate». Prawdy trzeba szukać, znajdować ją i wyrażać w «ekonomii» miłości, a miłość z kolei musi być pojmowana, uwierzytelniana i wprowadzana w życie w świetle prawdy. W ten sposób nie tylko przysłużymy się miłości, oświeconej przez prawdę, ale przyczynimy się do uwiarygodnienia prawdy, ukazując jej moc nadawania autentyczności i przekonywania w konkrecie życia społecznego. Nie jest to bez znaczenia dzisiaj, w kontekście społecznym i kulturowym relatywizującym prawdę, często nieliczącym się z nią i jej niechętnym” (zob. TUTAJ).

 

W ostatnim czasie w sieci, na Facebooku, YouTubie pojawiły się wypowiedzi duchownych, które były sprzeczne z nauczaniem Kościoła. Niewłaściwe, moim zdaniem, było straszenie Bogiem w czasie pandemii, atakowanie wypowiedzi i działań papieża Franciszka, pojawiły się wypowiedzi wręcz apokaliptyczne straszące „czasami ostatecznymi” lub „końcem świata”, a tymczasem Apokalipsa chociaż ma obrazy końca świata, to jednak jest księgą nadziei i ostatnie zdanie tej księgi brzmi: „Łaska Pana Jezusa ze wszystkimi!” (Ap 22, 21). Oczywiście duchowni ci zostali upomniani przez własnych biskupów diecezjalnych, a nawet otrzymali zakaz wypowiadania się w mediach i publikowania swoich wypowiedzi na portalach społecznościowych. Informacje na ten temat publikowała m.in. KAI.

 

Ewangelizacja a nie potrzeba zaistnienia

 

Osoby duchowne są przede wszystkim posłane przez Kościół do dzieł apostolskich i ewangelizacyjnych. Jednak powinny bronić się przed pokusą potrzeby zaistnienia. W ewangelizacji nie chodzi przecież o liczbę polubień (lajków) na Facebooku czy YouTubie. Jako kapłani publikujący w sieci muszą zadbać o to, aby ludzie poznali prawdę, ale przede wszystkim, by doszli do osobistego spotkania z Jezusem Chrystusem i pogłębili swoją wiarę. Benedykt XVI (nazywany teologiem komunikacji cyfrowej) w swoim Orędziu na 44. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu napisał: „Rozpowszechniona multimedialność i bogactwo «opcji menu» tejże komunikacji mogą jednak stwarzać ryzyko, że wykorzystanie jej będzie podyktowane samą potrzebą zaistnienia i błędnym postrzeganiem Sieci wyłącznie jako terytorium, które trzeba zająć. Od księży natomiast wymaga się, by potrafili być obecni w świecie cyfrowym w sposób zawsze wierny przesłaniu ewangelicznemu, by odgrywali właściwą sobie rolę animatorów wspólnot, które w dzisiejszych czasach coraz częściej wyrażają się poprzez różnorodne «głosy», pochodzące ze świata cyfrowego, i by głosili Ewangelię, wykorzystując oprócz tradycyjnych również audiowizualne środki nowej generacji (zdjęcia, wideo, animacje, blogi, strony internetowe), które stwarzają nieznane dotąd okazje do dialogu i są przydatne także w ewangelizacji i katechezie” (zob. TUTAJ).

 

Moim zdaniem, decyzja Rady Stałej Konferencji Episkopatu Polski idzie w dobrym kierunku. Nie narusza on w żaden sposób wolności wypowiedzi duchownych. Jest przypomnieniem ważnej prawdy, że każdy kapłan jest kapłanem zawsze i w każdych okolicznościach. Osobiście nie wyobrażam sobie, aby profil kapłana na Facebooku czy też na YouTubie lub na Twitterze był miejscem, które zawiera język tabloidu, sensacji czy też jakiejś nienawiści. Dlatego nowy dokument KEP nt. wypowiedzi i obecności osób duchownych w środkach społecznego przekazu jest potrzebny. Otóż w mediach społecznościowych mamy zalew, a nawet „potop” profili, wpisów o czymkolwiek, byle zaistnieć. Jednak jako czytelnik tych mediów nie szukam czegokolwiek, ale wartościowych treści. I takich właśnie szukam na profilach osób duchownych. Mam prawo oczekiwać, że to, co zamieszcza osoba duchowna, duszpasterz ma właściwy poziom, nie nosi znamion plotkarstwa, pomówień, ale jest przeniknięte autentyczną troską o dobre i budujące słowo, a przede wszystkim troską o dobro duchowe czytelnika.

 

Potrzebny nowy dokument

 

Zawsze konieczne jest przypomnienie, że każdy duszpasterz, chcący być obecnym w przestrzeni mediów społecznościowych, powinien pamiętać, iż media te mają funkcje: informacyjną, edukacyjną, promocyjną, ewangelizacyjną, formacyjną i wspólnototwórczą. Już w dokumencie uchwalonym podczas 328. zebrania plenarnego, które odbyło się w Licheniu w dniach 11-12 czerwca 2004 r., biskupi polscy przyjęli zasady regulujące duszpasterską troskę Kościoła w Polsce o uporządkowany przekaz ewangelicznego orędzia przez radio i telewizję. Wówczas biskupi przypomnieli m.in., że „duchowni i członkowie instytutów zakonnych wypowiadający się w mediach winni cechować się wiernością nauce Ewangelii, rzetelną wiedzą, roztropnością i odpowiedzialnością za wypowiedziane słowo, troską o umiłowanie prawdy i owocny przekaz ewangelicznego orędzia. Jeśli nie są w danej dziedzinie wystarczająco kompetentni, powinni zrezygnować z występowania w mediach, zwłaszcza w kwestiach trudnych i kontrowersyjnych”. Dokument ten znajduje się TUTAJ.

 

Wypracowanie nowego dokumentu jest również realizacją zapisów Kodeksu Prawa Kanonicznego, ponieważ duchowni głoszący Słowo Boże za pośrednictwem mediów powinni kierować się normami Kodeksu Prawa Kanonicznego (kan. 762-772), zarówno w odniesieniu do władzy przepowiadania, jak i przekazywanych treści. Warto też wskazać w tym względzie na Instrukcję Kongregacji Nauki Wiary o pewnych aspektach używania społecznych środków przekazu dla szerzenia nauki o wierze z 30 marca 1992 r. Instrukcja ta przypomina: „Ordynariusz miejsca niech uważnie rozważy, czy jest odpowiednie czy nie, i pod jakimi warunkami, udzielenie pozwolenia kapłanom lub zakonnikom na pisanie w gazetach, książkach lub przeglądach okresowych, które mają zwyczaj otwarcie atakować religię katolicką lub dobre obyczaje (por. Kan. 831, § 1)”. Ponadto: „Pasterze, w zakresie ich obowiązku czuwania i strzeżenia w sposób nienaruszony depozytu wiary (por. Kan. 386 i 747, § 1), oraz odpowiadania na prawo, które mają wierni, by być prowadzeni drogą zdrowej nauki (por. Kan. 213 i 217), mają prawo i obowiązek: „czuwania, by nie wyrządzano szkody wierze i obyczajom wiernych przez pisma i wykorzystanie środków społecznego przekazu” (Kan. 823, § 1)”. Dokument Kongregacji Nauki Wiary podkreśla, że „normy kanoniczne stanowią gwarancję dla wolności wszystkich, tak poszczególnych wiernych, którzy mają prawo do otrzymywania czystego i integralnego orędzia Ewangelii, jak pełniących zadania duszpasterskie, teologów i wszystkich publicystów katolickich, którzy mają prawo do przekazywania swoich myśli, zachowując integralność wiary i moralności oraz szacunek dla Pasterzy. Tak więc prawa, które kierują informacją, gwarantują i promują prawo wszystkich korzystających ze środków społecznego przekazu do wiarygodnej informacji, a publicystom w ogólności do przekazywania ich myśli, w granicach deontologii zawodowej, dotyczącej także sposobu podejmowania zagadnień religijnych” (zob. TUTAJ).

 

Zapewne pojawią się pytania: czy potrzebne są takie regulacje? Może nawet niektórzy zapytają o wolność wypowiedzi duchownych. Myślę, że zawsze jest konieczne i potrzebne zebranie w jednym dokumencie norm, zasad dotyczących komunikacji społecznej w misji Kościoła. Może nawet przydałoby się wypracować kompendium na temat komunikacji społecznej w misji Kościoła, podobne do tego, który wypracowała Konferencja Episkopatu Włoch w 2004 r. Dokument zatytułowany „Komunikacja i misja” całościowo pokazuje obecność i znaczenie mediów w Kościele i duszpasterstwie. Zbiera w jedno miejsce wszystkie normy i zasady funkcjonowania duchownych w środkach społecznego przekazu.

 

 

Ks. Mariusz Frukacz, dziennikarz Tygodnika Katolickiego „Niedziela”.

Ks. MARIUSZ FRUKACZ: Prawda nie może stać za drzwiami

Pandemia koronawirusa i wywoływanej przez niego nowej choroby COVID-19 zmieniła świat, w którym żyliśmy do tej pory, sprawiła, że spokojny i raczej bezpieczny świat w którym żyliśmy, rozsypał się na naszych oczach. Mówią nam o tym socjologowie i psycholodzy.  Wydaje się również, że świat dziennikarski stanął wobec pytania, czy pandemia zmieniła etykę dziennikarską? Co i jak pisać? Czy krytykować sposób walki z pandemią, czy pewne rzeczy przemilczać, bo może to doprowadzić do wzrostu zakażeń? Takie pytania pojawiły się m.in. w związku z programem „Warto rozmawiać” Jana Pospieszalskiego.

 

Prawda a nie okoliczności

 

Cyprian Kamil Norwid w jednym ze swoich utworów napisał słowa, które moim zdaniem, są zawsze aktualne nie tylko dla dziennikarzy: „Nie trzeba kłaniać się okolicznościom, a prawdom kazać, by za drzwiami stały”. Liczy się prawda. Jeśli chcemy być profesjonalni w tym co robimy, to prawda jest najważniejsza. Dziennikarz nie powinien zostawiać prawdy za drzwiami, gdy wchodzi na rozmowę z wydawcą. Niestety dzisiaj bardzo często słyszy się wręcz rutynowe stwierdzenie, że każdy ma swoją prawdę, takie są a nie inne okoliczności, takie mamy czasy. W efekcie prowadzi to do dowolności interpretacji wydarzeń i faktów. Tymczasem, w imię prawdy, dziennikarz nie może być płatnym robotem, zależnym od właściciela. Bardzo często okolicznościami zasłania się właściwy problem, a nawet, jak już jest to sygnalizowane, próbuje ograniczyć wolność słowa i wypowiedzi. Można powiedzieć, że pandemia postawiła nowe pytania o granice wolności słowa. Z drugiej strony widzimy, że media społecznościowe są pełne fake newsów, które dla niektórych są często jedynym źródłem informacji.

 

Warto przypomnieć, że wolność słowa jest pochodną godności człowieka, a nie odwrotnie. „Człowiek słusznie wysoko ceni sobie wolność i żarliwie o nią zabiega: słusznie pragnie, i powinien, formować i kierować swoją wolną inicjatywą, swoim życiem osobistym i społecznym, biorąc za nie osobistą odpowiedzialność. Rzeczywiście, wolność nie tylko pozwala człowiekowi odpowiednio zmieniać stan rzeczy znajdujących się na zewnątrz niego, ale także za sprawą wyborów, zgodnych z prawdziwym dobrem, wpływa na jego wzrastanie jako osoby: tym sposobem człowiek rodzi samego siebie, jest ojcem swojego istnienia, buduje porządek społeczny”– czytamy w „Kompendium Nauki Społecznej Kościoła” (n. 135)

 

Uczciwość dziennikarska

 

Zwłaszcza teraz, w dobie pandemii, trzeba ciągle wracać do podstaw i przypominać o prawdomówności i uczciwości dziennikarskiej. Właśnie respektowanie podstawowych zasad etycznych czyni z dziennikarzy profesjonalistów.  Ks. dr hab. Michał Drożdż przestrzegał kiedyś, żebyśmy nie oddzielali profesjonalizmu warsztatowego od etyczności działań. Jego zdaniem „profesjonalny dziennikarz to ten, który respektuje podstawowe zasady: jest prawdomówny, stara się być obiektywny, jest uczciwy, działa w sposób wolny, ale ta wolność nie jest absolutna, tylko musi uwzględniać odpowiedzialność za słowo i szacunek dla wartości i godności każdego człowieka” (zob. TUTAJ).

 

Oczywiste jest to, że media i dziennikarze mają ogromny potencjał oddziaływania na ludzi, a bardzo często  dziennikarska moralność i odpowiedzialność za tworzony przekaz sprawdza się dopiero w sytuacji kryzysu. Ciekawe w tym względzie jest opracowanie Michała Chlebowskiego nt.: „Media w czasie pandemii. O etycznych wyzwaniach dziennikarza czasów kryzysu”. Autor zauważa, że „doświadczenie pandemii koronawirusa rzuciło mediom wyzwanie także w wymiarze etycznym. Każdy reporter i wydawca musiał zmierzyć się z pytaniem, jak odpowiedzialnie relacjonować jej przebieg, żeby nie pogłębiać, już i tak poważnych szkód, jakie doświadczenie choroby i zagrożenia życia wywołało w społeczeństwie” (zob. TUTAJ).

 

Oczywiście w dzisiejszych czasach, tak naprawdę media informacyjne żyją od kryzysu do kryzysu. Równocześnie dziennikarze nie mogą wprowadzać zamętu, ale rolą dziennikarzy jest jest przeprowadzenie społeczeństwa przez czas kryzysu i pandemii. Michał Chlebowski zauważa, że „to media muszą w przystępny sposób wyjaśnić, co się dzieje: czym jest nowy wirus? Jakie są objawy choroby? Jak się można zarazić? Czy są szczepionki i leki? Równocześnie obok upowszechniania podstawowych informacji, dziennikarze muszą pytać, jak działa państwo? Czy służba zdrowia jest przygotowana? Ile osób może zachorować? Jakie kroki podejmuje rząd? Co robią rządy innych krajów? Ile to będzie kosztować? Ile osób straci pracę? I o ile stawianie takich pytań i szukanie na nie odpowiedzi jest dla dziennikarza czymś naturalnym, o tyle nowa sytuacja sprawiła, że relacjonowanie wydarzeń w oparciu o utarte standardy warsztatowe i etyczne może nie wystarczyć”.

 

Sumienie i konflikt interesów

 

W każdym działaniu człowieka bardzo ważne jest kierowanie się sumieniem. Oczywiście ważne jest to, jak sumienie jest uformowane i ukształtowane. Kwestia sumienia dotyka niesłychanie ważnych spraw z pogranicza prawa, etyki i światopoglądu. Jest ono w każdym człowieku głosem wołającym o prawdę, głosem wołającym o granice między dobrem a złem. Moim zdaniem pandemia ujawniła już w pewien sposób konflikt interesów pomiędzy zobowiązaniami zawodowymi, a podstawowymi ludzkimi odruchami. Z jednej strony toczy się zmaganie o zachowanie poczucia sprawiedliwości, równowagi i obiektywności, z drugiej – dziennikarz może spotkać się z poleceniem, aby zniekształcić prawdę, bo taki mamy czas, czy też takie są okoliczności.

 

Z posługiwania się środkami społecznego przekazu mogą wynikać dobre lub złe efekty. Oczywiste jest to, że wpływ środków społecznego przekazu jest bardzo silny. Dzięki nim ludzie nawiązują kontakt z innymi ludźmi i wydarzeniami, kształtują swoje poglądy i wartości. Jednak zawsze, jak przypominała Papieska Rada Środków Społecznego Przekazu, już w 2000 r., „środki społecznego przekazu winny służyć godności ludzkiej”.

 

Moim zdaniem zawsze ma sens pytanie o etykę  w środkach społecznego przekazu. Ważne jest jednak to, że nie dotyczy ona jedynie tego, co jest przekazywane. Wymiar etyczny nie dotyczy jedynie treści przekazu i procesu przekazywania. Chodzi również o to w jakiej konkretnej strukturze medialnej pracuje dziennikarz i w jakiej strukturze tworzona jest informacja. Etyka zawsze powinna pytać o relacje dziennikarza i wydawcy. Chodzi o odpowiedzialność za uczciwą informację w środkach społecznego przekazu.

 

Myślę, że warto przypomnieć słowa św. Jana Pawła II z jego ostatniego Orędzia na XXXIX Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu, w  2005 r. „Podstawowa zasada etyczna brzmi następująco: «Osoba ludzka i wspólnota ludzka są celem i miarą stosowania środków społecznego przekazu; komunikacja musi przebiegać od osoby do osoby i służyć integralnemu rozwojowi osób» (Etyka w środkach społecznego przekazu, 21). A zatem, to przede wszystkim ci, którzy zajmują się przekazem społecznym, muszą w praktyce własnego życia ukazywać wartości i zachowania, których mają uczyć innych. W sposób szczególny wymaga się od nich autentycznej służby dobru wspólnemu — dobru, które nie ogranicza się do ochrony interesów określonej grupy czy narodu, lecz obejmuje potrzeby i interesy wszystkich, dobro całej rodziny ludzkiej (por. Pacem in terris, 132). Ci, którzy zajmują się przekazem społecznym, mają możliwość szerzenia prawdziwej kultury życia, odcinając się od współczesnego spisku przeciw życiu (por. Evangelium vitae, 17) i przekazując prawdę o wartości i godności każdej osoby ludzkiej”.

 

A zatem wolność słowa bez prawdy nie istnieje. Nie może zmienić tego pandemia. „Nie trzeba kłaniać się okolicznościom, a prawdom kazać, by za drzwiami stały” (Cyprian Kamil Norwid).

 

Ks. Mariusz Frukacz, dziennikarz Tygodnika Katolickiego „Niedziela”

KS. MARIUSZ FRUKACZ: Zdigitalizowane święta

Jednym z najbardziej przejmujących obrazów i wydarzeń 2020 r. było zdjęcie samotnego Franciszka na pustym placu św. Piotra. Podobnie  Franciszek w swojej  książce „Powróćmy do marzeń” podkreśla, że powrót do świata sprzed pandemii nie jest możliwy. Co więcej zauważa, że to, co przeżywamy, to czas przesiewu. Dlatego trzeba zapytać właśnie w kontekście pandemii o przeżywanie tajemnic wiary, które są najważniejsze dla chrześcijan. Jak przebić się w mediach z orędziem wielkanocnym?

 

Informacja a istota świąt

 

Dzisiaj natłok informacji podsycany jest niepokojem pandemicznym. Dlatego bardzo ważne jest pytanie o to, czy nie ginie nam w wirtualnym świecie prawdziwa istota Świąt Wielkanocnych? Bardzo dużo uwagi w programach publicystycznych poświęca się tzw. kwestiom technicznym. Słyszymy różne porady, jak przeżyć święta w domu, jak samemu technicznie zorganizować sobie święconkę itd. Oczywiście trzeba zrobić wszystko, aby z orędziem wielkanocnym dotrzeć do dzisiejszego odbiorcy. Mamy jednak z tym poważny kłopot, bo niestety bardzo często transmisja Mszy św. online traktowana jest jak widowisko, kolejny na kanale  program telewizyjny. Wydaje się jednak, że wciąż najważniejsze jest osobiste świadectwo. Pójście do ludzi z przesłaniem wielkanocnym, nie tylko wirtualnie. Chociaż oczywiście to także jest utrudnione w pandemii. Przecież ciągle słyszymy o konieczności dystansu społecznego. Warto zauważyć, że w przekazie wiary bardzo ważne są bliskość, bezpośredni kontakt. Myślę, że „zdigitalizowanie” funkcji religijnych, prawd wiary, przeżyć duchowych na dłuższą metę zmieni patrzenie na orędzie chrześcijańskie. Chociaż to „zdigitalizowanie” jest konieczne w czasie pandemii, to jednak możemy za kilka lat zderzyć się, także jako publicyści katoliccy, z innym rozumieniem tego wszystkiego, w co my teraz wierzymy. Już dzisiaj mamy do czynienia z utraceniem pewnych więzi między nami, wewnątrz naszych rodzin, w komunikacji wzajemnej między rodzicami a młodzieżą, między rodzicami a dziećmi i wzajemnie rodzeństwem. „To jest przestrzeń do odzyskania od wewnątrz” – powiedział  jakiś czas temu abp Wacław Depo.

 

 

Metoda komunikacji u Apostołów

 

Zmartwychwstanie Jezusa to wydarzenie historyczne i prawda Boża. Świadectwo historyczne, jakie mamy o zmartwychwstaniu Chrystusa, pochodzi z Nowego Testamentu. Wszystkie księgi nowotestamentowe mówią o tym nie tylko jako o fakcie odnoszącym się do Jezusa, lecz jako o wydarzeniu centralnym, będącym podstawą wiary chrześcijańskiej i sercem doświadczenia chrześcijańskiego, przeżywanego z głęboką radością i entuzjazmem. Warto zauważyć, że odnalezienie pustego grobu jest więc faktem historycznym dobrze uzasadnionym. Apostołowie musieli dotrzeć do ówczesnego świata z prawdą, że Jezus zmartwychwstał. A zatem jak Apostołowie, pierwsi chrześcijanie wykorzystywali ówczesne metody komunikacji do przekazywania radosnej nowiny o Zmartwychwstaniu?

 

Oczywiście z zapisów, szczególnie w Dziejach Apostolskich, zauważamy, że pierwszą i najważniejszą sprawą ówczesnej komunikacji był osobisty kontakt ze słuchaczami katechez. Przykładem jest mowa i katecheza św. Piotra zapisana w  Dziejach Apostolskich, w rozdziale 3. Warto zacytować ten fragment, w którym św. Piotr podkreśla centralność zmartwychwstania Jezusa: „Na ten widok Piotr przemówił do ludu: «Mężowie izraelscy! Dlaczego dziwicie się temu? I dlaczego także patrzycie na nas, jakbyśmy własną mocą lub pobożnością sprawili, że on chodzi? Bóg naszych ojców, Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba, wsławił Sługę swego, Jezusa, wy jednak wydaliście Go i zaparliście się Go przed Piłatem, gdy postanowił Go uwolnić. Zaparliście się Świętego i Sprawiedliwego, a wyprosiliście ułaskawienie dla zabójcy. Zabiliście Dawcę życia, ale Bóg wskrzesił Go z martwych, czego my jesteśmy świadkami. I przez wiarę w Jego imię temu człowiekowi, którego widzicie i którego znacie, imię to przywróciło siły. Wiara [wzbudzona] przez niego dała mu tę pełnię sił, którą wszyscy widzicie” (Dz 3, 12-16).

 

Drugim, istotnym elementem komunikacji w pierwszych gminach chrześcijańskich były listy apostolskie. Pierwszy List do Koryntian tak streszcza to, czego nauczał św. Paweł na podstawie apostolskiego nauczania o Jezusie: „Przekazałem wam na początku to, co przejąłem: że Chrystus umarł – zgodnie z Pismem – za nasze grzechy, że został pogrzebany, że zmartwychwstał trzeciego dnia zgodnie z Pismem (1 List do Koryntian 15,3-4) – realność śmierci odpowiada więc realności zmartwychwstania. Prawda ta opiera się na świadectwie bardzo licznych świadków: czytamy bowiem dalej: „Ukazał się Kefasowi, a potem Dwunastu: później zjawił się więcej niż pięciuset braciom równocześnie – większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom. W końcu (…) ukazał się i mnie” (1 List do Koryntian 15, 5-8).

 

Oczywiście Apostołowie rozumieli, że muszą iść z osobistym świadectwem do świata i ludzi z prawdą o zmartwychwstaniu Pana. A zatem łatwo zauważyć, że metoda komunikacji apostolskiej to: bezpośredni kontakt, listy i osobiste świadectwo. Dzisiaj lockdown to wszystko utrudnia. Chociaż oczywiście należy też docenić Internet jako ważne narzędzie ewangelizacji, ale nie może pozostać najważniejszym i jedynym.

 

Wiara online?

 

Jeszcze przed pandemią dosyć niepokojącym zjawiskiem było, że osoby rezygnowały z uczestnictwa w tradycyjnych rekolekcjach w swojej parafii, poprzestając na przesłuchaniu rekolekcji internetowych. Możemy niewątpliwie mówić także o zjawisku „Twitter rekolekcji”, „Twitter teologii”. Jednak powstaje pytanie: jak przełożyć te inicjatywy obecne w cyberprzestrzeni na codzienną praktykę wiary i życie sakramentalne? Przecież już wcześniej w przekazie wielu mediów pomijało się tak naprawdę aspekt przygotowania duchowego do świąt. Ważniejsza była odpowiedź  na potrzeby doraźne, zewnętrzne. To prawda, że Ewangelia znalazła się w epoce globalnej komunikacji. Warto przypomnieć słowa św. Jana Pawła II z Orędzia na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu z 2002 r.: „Kościół podchodzi do tego nowego środka międzyludzkiej komunikacji z realizmem i zaufaniem. Internet, podobnie jak inne narzędzia komunikacji, jest środkiem, a nie celem samym w sobie. Może on stworzyć doskonałe warunki do prowadzenia ewangelizacji, pod warunkiem, że będziemy zeń korzystać w sposób kompetentny, z pełną świadomością jego zalet i wad. Nade wszystko zaś Internet, jako narzędzie, które dostarcza informacji i rozbudza nasze zainteresowania, może stać się okazją do pierwszego spotkania z chrześcijańskim przesłaniem, szczególnie dla młodych, którzy coraz częściej korzystają z cyberprzestrzeni, uważając ją za swe okno na świat. Z tego względu wspólnota chrześcijańska powinna się zastanowić, w jaki sposób można konkretnie pomóc tym wszystkim, którzy po raz pierwszy stykają się z chrześcijaństwem za pośrednictwem Internetu, aby mogli przejść z wirtualnego świata cyberprzestrzeni do rzeczywistego świata wspólnoty chrześcijańskiej. Korzystając z Internetu, można również udzielać niezbędnego wsparcia osobom, które zostały już objęte ewangelizacją. Życie chrześcijańskie – zwłaszcza gdy przebiega w niesprzyjającej mu kulturze – wymaga ciągłego nauczania i nieustannej katechezy. Być może właśnie w tej dziedzinie Internet posłuży pomocą. W światowej sieci istnieje już niezliczona ilość źródeł informacji, dokumentacji oraz materiałów edukacyjnych dotyczących Kościoła, jego historii, tradycji, doktryny oraz zaangażowania w każdą sferę życia społecznego we wszystkich częściach świata. Nie ulega zatem wątpliwości, że Internet – choć nigdy nie zdoła zastąpić głębokiego doświadczenia Boga, które dostępne jest jedynie na drodze żywego, liturgicznego i sakramentalnego uczestnictwa w życiu Kościoła – jako ważne uzupełnienie może pomóc zarówno w przygotowaniu na spotkanie z Chrystusem we wspólnocie, jak i w stawianiu pierwszych kroków na drodze wiary” – napisał Jan Paweł II.

 

Postępowanie drogą Chrystusa i więź z Nim dokonuje się we wspólnocie Kościoła. Ważne jest pisanie na Twitterze: „Chrystus zmartwychwstał. Prawdziwie zmartwychwstał”. Jednak ta prawda wiary nie może być tylko lapidarnym stwierdzeniem mieszczącym się w granicach tweeta.

 

Pytania w pandemii

 

Po pandemii, a może najlepiej w trakcie jej trwania, istotne jest i będzie przemyślenie obecności orędzia chrześcijańskiego w sieci (tzw. Cyberteologia). Pytania domagające się odpowiedzi to: czy Internet zmienia nasz sposób myślenia? Czy sieć jest „narzędziem”, czy raczej już „przestrzenią”, w której żyjemy? Czy Sieć, zmieniając nasz sposób życia i myślenia, nie zmieni również sposobu rozumienia i przeżywania wiary? Jaki więc wpływ ma sieć na sposób rozumienia Kościoła i kościelnej komunii? I jaki ma wpływ na wyobrażenie o Objawieniu, łasce, liturgii oraz sakramentach?

 

Ks. Mariusz Frukacz, dziennikarz tygodnika katolickiego „Niedziela”

MARIUSZ FRUKACZ: Marzenie o misyjności mediów

Czarny ekran telewizora, a potem słowa przyrównujące całą sytuację do stanu wojennego. Do tego jeszcze doszło mówienie o kneblowaniu mediów i łamaniu wolności słowa. To wszystko bardzo smutne.

 

Akcja „Media bez wyboru” była widoczna niemal dla każdego. Na czarnym tle telewizje komercyjne, portale i gazety zamieszczały hasła: „Tu miał być twój ulubiony program”. Oczywiście pretekstem stała się kwestia składki solidarnościowej, którą miałyby płacić od wpływów z reklam największe koncerny medialne. Ciekawe jest to, że zamiast dyskusji nad ustawą jako widzowie i czytelnicy otrzymaliśmy czarny ekran. Jak wynika z projektu ustawy składką mają być objęci giganci cyfrowi, których globalne przychody sięgają 750 mln euro, a przychody z tytułu reklamy internetowej w Polsce przekraczają 22 mln zł. Dla reklamy prasowej proponowany próg wynosi dla pojedynczego tytułu prasowego 15 mln zł z przychodu od działań reklamowych. Wpływy reklamowe powyżej 30 mln zł  będą podlegać opłacie, która co do zasady wyniesie 6%. Projekt nie dotyczy małych wydawnictw i lokalnych mediów. Jeśli chodzi o media katolickie, to zapewne  takiego przychodu od działań reklamowych nie osiągną. Oczywiście pozostaje również kwestia sytuacji radiostacji katolickich, które działają w sieciach.

 

Tylko Facebook i Google mają 3 mld zł środków z reklam w Polsce od których podatki nie są w naszym kraju w ogóle odprowadzane – zauważyła w Polskim Radiu24 Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP i dodała: „Nie ma mowy o unicestwieniu mediów, niektóre będą miały mniejsze przychody, ale i tak będą one gigantyczne. To są biznesy o wielomilionowych obrotach, o takich pieniądzach przecięty Polak nawet nie śni. Podatek jest sprawiedliwy, trzeba się nad tym projektem pochylić, przeprowadzić kwotowe symulacje, by nie zaszkodzić najmniejszym mediom. Idea jest słuszna”. Takie podatki nie są niczym nadzwyczajnym w Europie.

 

I Have a Dream

 

Jednak cała ta sytuacja rodzi pytania o sytuację w samych mediach. Co ten protest pokazał, polaryzację mediów, czy też możemy mówić o większej jedności mediów? Niedawno przeczytałem autobiografię Martina Luthera Kinga pt. „I Have a Dream” (Mam marzenie). Oczywiście jej tytuł nawiązuje do słynnej mowy Kinga, w której padły znamienne słowa: „Mam marzenie, że pewnego dnia naród nasz wzniesie się na wyżyny prawdziwego sensu swojej wiary i uzna za prawdę oczywistą, że wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi”. Nie chodzi mi jedynie o cytowanie słów słynnego pastora, ale o pewien obraz i symbol. Wydaje mi się, że mamy prawo marzyć o sprawiedliwej demokracji, szacunku wobec drugiego człowieka, także widza i czytelnika, ale chyba wciąż jest to marzenie. Polaryzacja mediów jest widoczna gołym okiem, a pokazał to także protest „Media bez wyboru”. Zamiast troski o autentyczność dialogu w mediach,  wydaje się, że media niestety przyczyniają się również do wzmacniania konfliktów, dzielenia ludzi, promowania języka nienawiści. Sami dziennikarze nie szanują siebie. Tymczasem media powinny być największym forum dialogu wymiany myśli idei, poglądów i wartości. Mam marzenie, żeby wreszcie rozmawiać ze sobą. Wiem, może przesadzam, ale każdy ma prawo do marzeń.

 

O ładzie medialnym

 

Wydaje mi się, że cały problem tkwi również w tym, co nazywamy ładem medialnym. O ładzie medialnym wciąż mówi się w Polsce, ale chyba jednak zbyt mało. Ład medialny jest nam bardzo potrzebny, bo wpływa na najważniejsze sektory życia publicznego. Ład medialny to przede wszystkim stała równowaga w świecie mediów, umożliwiająca obywatelom dostęp do informacji powszechnej i prawdziwej. Oczywiście oznacza on również bezpieczeństwo państwa w zakresie informacji i ochronę obywateli przed negatywnym wpływem mediów. Jak napisał kiedyś bp Adam Lepa, jeden z najlepszych znawców mediów w Polsce, ład medialny „ma walor strategiczny, stoi bowiem na straży bezpieczeństwa obywateli. Jego obecność albo deficyt daje znać o sobie w skali państwa i świata. Zakłócenia w ładzie medialnym prowadzą do chaosu i skutkują groźnymi następstwami”.

 

Już 12 lat temu bp Adam Lepa napisał ważny tekst w „Niedzieli” i kiedy go ponownie przeczytałem, to stwierdziłem, że jest on bardzo aktualny. Biskup postawił w nim ważne tezy, które w kontekście ostatniego protestu są bardzo dobrą diagnozą mediów w Polsce. „Jakie zasady ustrojowe panują w polskim świecie mediów? Czy istnieje pełna demokracja, czy też – jak twierdzą obserwatorzy sceny medialnej – mamy do czynienia z modelem oligarchicznym, który najwyraźniej ujawnia się w monopolu orientacji liberalnej i lewicowej. Jaki jest stopień koncentracji mediów będących w rękach firm międzynarodowych i jak dalece dominacja kapitału zagranicznego powoduje zachwianie równowagi w polskim świecie mediów? A także: czy treści publikowane tymi kanałami uwzględniają dobro narodu i państwa, czy też całkowicie poddane są interesowi obcych firm i realizują ich hierarchię wartości z bezwzględną dominacją wartości rynkowych?”  – napisał bp Lepa.

 

W tym samym tekście biskup medioznawca zwrócił uwagę na zjawiska takie jak: zatrucie informacyjne, polegające na tym, że o sprawach najważniejszych mówi się w taki sposób, jakby one były mało ważne albo nic nieznaczące, i odwrotnie, obniżenie wartości argumentacji. „Oto wręcz powszechnie w odbiorze mediów w Polsce decyduje argument siły, a nie siła argumentu” – podkreślił.

 

I jeszcze jeden, moim zdaniem, mocny cytat z bp. Lepy: „Żywiołowa konkurencja w świecie mediów komercyjnych prowadzi do jednostronnych rozstrzygnięć w obrębie dylematów ludzi mediów: «misja czy kasa» albo: «im więcej religii i patriotyzmu, tym mniej kasy». Z tym wiąże się jeszcze jeden dylemat: «Gdzie mówią pieniądze, tam milczy prawda». Wskutek tych perturbacji, znamionujących chaos medialny, traci przede wszystkim źle poinformowany obywatel”.

 

Przywołuję fragmenty tekstu bp. Adama Lepy, bo okazuje się, że to doskonała diagnoza sytuacji mediów w Polsce. Tekst chociaż napisany 12 lat temu, to pokazuje, że w proteście sprzed kilku dni nie chodziło o wolność słowa i dobro widza czy czytelnika. Cały tekst znajduje się TUTAJ.

 

Misyjność zawodu dziennikarza

 

Protest również pokazał, że wciąż trzeba pytać o misyjność zawodu dziennikarza. Mam wrażenie, że owa misyjność jest często banalizowana. Wpływ na misję dziennikarza mają struktury właścicielsko-instytucjonalne, związanie mediów ze sferami komercji i polityki. Media, oczywiście nie tylko w Polsce, stają między misją publiczną, mechanizmami wolnego rynku i uwarunkowaniami politycznymi. Coraz częściej mamy do czynienia z celebrytyzmem dziennikarskim i dyktatem struktur właścicielskich.

 

Ja wciąż wierzę, że dziennikarska rzetelność i uczciwość są niezależne od politycznych barw czy platform informacyjnych, na których dziennikarstwo jest uprawiane. Oczywiście rzetelna dyskusja nad ustawą jest potrzebna, ale czarne ekrany telewizora tego nie załatwią.

 

Ks. Mariusz Frukacz, dziennikarz Tygodnika Katolickiego „Niedziela”.