O wynaturzeniach w przekazie pisze HUBERT BEKRYCHT: Dziennikarscy rachmistrzowie

Uczono mnie, że źródła są najważniejszymi filarami powstawania jakiegokolwiek materiału dziennikarskiego. No cóż albo się wiele zmieniło albo po prostu ludziom mediów się nie chce sprawdzać źródeł. Co nie zmienia faktu, że jak piszesz o „fałszerstwach wyborczych” to masz to udowodnić, a nie liczyć głosy.

Na antenie TVN obserwowaliśmy żenujący spektakl „transparentności” liczenia głosów. Troje sędziów najpierw męczyło się, aby otworzyć worek z głosami ze spornej komisji (nie mówili w TVN, czy to rzeczywiście ten worek), a potem liczono głosy. I doliczono się. Jednego spornego głosu, który mógł być oddany na prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego a nie na prezydenta-elekta Karola Nawrockiego. Przypomnę, jeden głos.

Sekundanci chaosu

Co tak bulwersuje? Już nawet nie to, że rząd Donalda Tuska nie umie przegrywać, nie to także, iż „zarzuty” wobec procedur liczenia są na poziomie małego dziecka skaczącego z dywanu na podłogę…

To, co działo się po „uruchomieniu” mechanizmu zohydzania Nawrockiego i to, co robiły rządowe media po przekazaniu prezydentowi elektowi zaświadczenia PKW o wyborze są zaledwie literówką w ogromnym tekście o bólu liberalno-lewackich środowisk po wyborach prezydenckich. To, co naprawdę groźne to włączanie się prorządowych dziennikarzy do „ogólnonarodowego liczenia głosów”.

To oni przecież sekundowali w wywoływaniu nieufności do kwestionowania wyników wyborów wygranych przez Karola Nawrockiego prawie taką samą przewagą głosów, jaką pięć lat temu wygrał Andrzej Duda z Rafałem Trzaskowskim. Czyli, nie „znikomą” jak piszą lizusi z redakcji sprzyjających Tuskowi.

Liczenie na antenie..?

Dziennikarscy rachmistrzowie nie są odosobnieni, ale to oni nakręcają histerię, podnoszą krzyk tam, gdzie nie westchnęli nawet po wyborach parlamentarnych w październiku 2023 roku. Gdzie byli owi „strażnicy” etyki zawodowej, kiedy ewidentnie łamano ordynację wyborczą i prawo powszechne przewożąc autobusami (!) grupy wyborców z okręgu do okręgu, tam, gdzie możliwy był mandat jeszcze jednego przedstawiciela ówczesnej opozycji.

Gdzie byli owi uśmiechnięci żurnaliści przytakujący obecnemu rządowi, kiedy w nocy stały ogromne kolejki przed lokalami wyborczymi w niepewnych dla PO okręgach wyborczych? To byli ludzie, którzy swój głos oddali nie raz kilka godzin po zamknięciu lokali… Już nazajutrz po zakończonych wyborach. I ludzie ci nie byli na terenie lokali wyborczych, bo teren to tylko najwyżej kilka metrów przez siedzibą obwodowej komisji wyborczej, a nie kilkaset metrów wokół budynku.

„Akcję profrekwencyjną” rozdają ciepłe napoje i pizzę prowadzili w tych kolejkach przyszli posłowie, przyszłej koalicji. Mało? Widać, jeśli uczciwi nie reagują, mało. Z kronikarskiego obowiązku przypomnę, że wyborów parlamentarnych sprzed prawie półtora roku nie zakwestionowała konserwatywna opozycja.

A potem będzie wstyd…

Teraz, po wyborach prezydenckich wygranych przez Karola Nawrockiego, doszedł autentyczny element podżegania, obrzydliwego podżegania. Do czego? Do przestępstwa polegającego na pomawianiu członków komisji w całej Polsce, że nie „przypilnowali” wyborów. Lub je „sfałszowali”.

W kraju, gdzie administracja państwowa – definicyjnie to także administracja samorządowa – jest we władaniu PO, TD (której już nie ma, ale jest) i Lewicy (nie wiadomo, czy jest). Byłoby to wszystko paradne, gdyby nie chodziło o teoretycznie możliwą wojnę domową po zamachu stanu. Za mocno? A czymże jest namawianie do kwestionowania legalnych wyborów?

Ludzie z rządu nie ukradną wyborów, ale niesmak po ich medialnych akolitach „liczących” nasze głosy pozostanie…

 

Hubert Bekrycht

 

 

Nie żyje red. MARIA LEŚNIKOWSKA

Zmarła redaktor Maria Leśnikowska-Pietrasik. O jej śmierci zawiadomiła Rodzina w prasowym nekrologu. Miała 76 lat.

Portal Wirtualne Media napisał o zmarłej w niedzielę 22 czerwca:

„Maria Leśnikowska w latach 1981–1995 pracowała w „Kurierze Polskim”, a w latach 1995–1998 w „Super Expressie”, m.in. jako szefowa działu krajowego i wicenaczelna. Następnie przez kilka lat pełniła funkcję szefowej działu krajowego „Życia”. Była też związana m.in. z Telewizją Polską” – podkreślił portal WM.

O śmierci Marii Leśnikowskiej na swoim fejsbukowym profilu zawiadomił również reżyser Arkadiusz Gołębiewski, który opisywał niezwykłą historię jej zamordowanego przez stalinowców ojca.

„Kolejna smutna wiadomość. W 2018 w Pałacu Prezydenta RP, podczas uroczystości wręczenia not identyfikacyjnych, mówiła: <<Zdjęcie Ojca, które dzisiaj widzę, widzę po raz pierwszy. Urodziłam się 4 miesiące po jego śmierci w 1950 roku. Widzę, jak jestem do niego podobna… To dla mnie wielki dzień, że prof. Krzysztof Szwagrzyk ze swoim Zespołem odnaleźli szczątki mojego Taty. Na ten dzień czekałam całe życie>>, mówiła wówczas Pani Maria” – napisał Arkadiusz Gołębiewski operator, reżyser, producent, scenarzysta filmowy, dyrektor Festiwalu Filmowego Niepokorni, Niezłomni Wyklęci.

„Dla osób, które znają moje filmy: <<Kwatera Ł>>, <<Dzieci Kwatery Ł>>, zapewne pamiętają sceny, kiedy Pani Maria, opowiada, jak jej mama Apolonia, przekupiła grabarza, który wskazał miejsce potencjalnego pochówku. Potem ze swoimi uczniami z LO, przyniosła krzyż i w krzakach, na wysypisku śmieci cmentarza na Wojskowych Powązkach, ustawiła go w potencjalnym miejscu pochówku” – wspominał reżyser na FB.

„Historia Pani Marii, to również temat mojego filmu dokumentalnego, który tworzę od lat. To również inspiracją do mojej opowieści fabularnej pt. Apolonia, do której zdjęcia rozpocznę jeszcze tego lata. Warto też dodać, że Pani Maria, to żona Śp. Zdzisława Pietrasika, krytyka filmowego, pracującego przez lata dla Tygodnika Polityka” – podkreślił twórca.

„Uroczystości pogrzebowe rozpoczną się w najbliższy poniedziałek o godz . 12.30 w kościele przy ul. Kokosowej na Ursynowie, już w najbliższy poniedziałek. Marysiu, dziękuję! Spoczywaj w Pokoju!” – napisał Arkadiusz Gołębiewski.

O powyborczej rzeczywistości pisze MIECZYSŁAW KUŹMICKI: Ile jest sił w narodzie…

Zaraz po wyborach, kiedy już było pewne, że zwyciężył Karol Nawrocki, w przestrzeni medialnej pojawiło się szereg komentarzy. Z obu wyborczych stron, tak jak to się zwykle dzieje, choć jakby z lekką przewagą (liczbową) strony przeciwnej. Zafrapowała mnie szczególniej jedna z wypowiedzi, a to dlatego, że dwukrotnie zacytowany został w niej Stanisław Wyspiański.

 Rzadko przy takich okazjach sięga się do cytatów z literatury.Najpierw pojawił się cytat z „Wesela”, którym skwitowany został taki właśnie wyborczy wynik. Brzmi on: „Miałeś, chamie, złoty róg”.

Zastanawiam się, której części wyborczej areny te słowa dotyczą, kto jest chamem, który gdzieś zagubił ten mityczny złoty róg? Logiczne wydaje się, że to ci, którzy byli za kandydaturą Rafała Trzaskowskiego, bo skoro nie zdołali go wybrać, więc i zagubili. Przynajmniej do następnych wyborów.

Ale jeśli nie o tę grupę społeczeństwa chodzi, i ten cham z cytatu to ja razem ze wszystkimi, którzy głosowali za Polską?  Powiem, że w żaden sposób nie czuję się dotknięty zaliczeniem do chamów, raczej dumny z faktu, że razem z innymi chamami wybraliśmy najlepiej w aktualnych okolicznościach. I wcale nie żałuję tego akurat „złotego rogu”, bo czy koniecznie kogoś, kto nie zalicza się już nawet do złotej młodzieży (wszak wiek nie pozwala!) trzeba od razu przyrównywać sięgając aż tak głęboko w literaturę? No i nie usłyszałem w żadnej z publicznych przedwyborczych wypowiedzi kandydata Trzaskowskiego nic o sprawach kultury. Ale może nie dosłyszałem?

Dalej, w toku tych samych dywagacji, pojawia się fragment z „Wyzwolenia” w brzmieniu: „Musimy coś zrobić, co by od nas zależało, zważywszy, że dzieje się tak dużo, co nie zależy od nikogo.” I tu już nie mam wątpliwości, kto jest adresatem. Musicie coś zrobić, bo my już zrobiliśmy. Wbrew propagandzie, wbrew obrzydliwej nagonce, wbrew kłamstwom, wybraliśmy nowego prezydenta, takiego, jakiego chcemy mieć.

Ale że ten utwór Wyspiańskiego, nazywanego chętnie wieszczem, raczej rzadko pojawia się w przestrzeni publicznej, więc pozwolę sobie na pewną dygresję, zwłaszcza że przywołanie dramatu w tym kontekście wydaje mi się wyjątkowo trafne, w dodatku niesłychanie aktualne.

Chciałbym rekomendować znakomity spektakl Jana Klaty w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, grany zresztą od października 2023 roku, więc pewnie niektórym już znany.

Szczególnie silnie oddziałała na mnie scena, w której grupa kilkunastu stojących rzędem aktorów, z których co drugi trzyma w ręku płonącą racę, taką znaną najczęściej ze stadionów, skanduje fragmenty monologu Konrada z II aktu dramatu, między innymi:

„Jest tyle sił w narodzie,

Jest tyle mnogo ludzi;

Niechże w nie duch Twój wstąpi

I śpiące niech pobudzi.”

 

i dalej:

 

„O Boże, wielki Boże,

Ty nie znasz nas Polaków;

Ty nie wiesz, czym być może

Straż Polska u Twych znaków!”

 

Cały tekst, zwany też „Modlitwą Konrada”, dostępny w sieci, warto sobie przy okazji przypomnieć.

Mnie uderzyło, wstrząsnęło nie tyle to, co napisał Wyspiański, ale jak jego słowa zinterpretował reżyser Klata. Nie wiem, jakie były jego intencje, kiedy fragment, który tak mną poruszył, inscenizował. I szczerze powiedziawszy mniejsza o to. Dla mnie liczy się, co ja w nim zobaczyłem. No więc nie mam wątpliwości, że ten szereg Konradów stojących ramię w ramię z kibicami (zwanymi niekiedy kibolami) to wizja prorocza.

Mogę identyfikować się z nimi, kibolami, choć na meczach piłki nożnej nie bywam. Teraz oni i my, nierzadko pogardzani, lekceważeni, czasami opluwani albo zaliczani do gorszej klasy (patrz: miałeś CHAMIE), daliśmy głos razem. Za Polską. Powtórzę: zrobiliśmy coś, co od nas zależy.

 

 

BIZNES ALERT: Apel EFJ do Karola Nawrockiego o „wzmocnienie wolności prasy w Polsce”. SDP protestuje ws. uchwał EFJ

Artykuł z Biznes Alert – 9 czerwca 2025 roku:

 

Apel do polskiego prezydenta-elekta w sprawie mediów podpisały znane z krytyki prawicy Media Freedom Rapid Response (MFRR) i Reporterzy bez Granic (RsF) i Europejska Federacja Dziennikarzy (EFJ), która od ub. r. ignoruje fakt, że to nie prawa strona sceny politycznej z opozycji a liberalno-lewicowa koalicja niszczy od grudnia 2023 r. polskie media – zarówno publiczne, jak i konserwatywne.

Apel MFRR, RsF i EFJ jest skierowany do wybranego 1 czerwca br. na Prezydenta RP, obecnego prezydenta-elekta Karola Nawrockiego.

Demokracja po siłowym przejęciu mediów publicznych

Na swoim portalu EFJ wyjaśnia, że wezwanie ma szczególny charakter. „EFJ zaapelowała do prezydenta-elekta o zobowiązanie się do zbudowania ponadpartyjnego konsensusu niezbędnego do wzmocnienia wolności prasy i demokracji w Polsce” – napisano w apelu.

EFJ pomija zupełnie protesty Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, które od półtora roku walczy o to, aby dziennikarskie organizacje międzynarodowe, tak jak SDP, potępiły bezprawne przejęcie mediów publicznych przez rząd Donalda Tuska i niszczenie mediów konserwatywnych w naszym kraju.

Europejska Federacja Dziennikarzy, która zaledwie tydzień temu obradowała w Budapeszcie nie wspomina o toczącej się tam gorącej dyskusji, którą zainicjowali delegaci SDP, o zniszczeniu w Polsce systemu medialnego przez liberalne władze rządzące od 13 grudnia 2023 roku. W nocy z 19 na 20 grudnia 2023 roku próbowano, siłowo, bezprawnie, z pominięciem legalnej Rady Mediów Narodowych, przejąć Telewizję Polską, Polskie Radio i Polska Agencję Prasową.

Półtora roku nielegalnie wybrano marionetkowe władze mediów publicznych, a potem… rząd postawił je w stan likwidacji, aby można było nimi łatwiej zarządzać, eliminując strajki, protesty, strasząc zwolnieniami. Zresztą, kilkaset osób, głownie dziennikarzy, zwolniono lub zmuszono do zwolnienia.

Wiedzą jak będzie?

W apelu MFRR, RsF i EFJ do prezydenta-elekta Karola Nawrockiego można przeczytać m.in.: „Chociaż wybór Nawrockiego, sojusznika partii Prawo i Sprawiedliwość (PiS), stawia go w opozycji do rządu premiera Donalda Tuska, nasze organizacje wspólnie podkreślają potrzebę autentycznej i skutecznej współpracy w celu przeprowadzenia tak bardzo potrzebnych reform ekosystemu medialnego, w tym w zakresie strategicznych pozwów przeciwko uczestnictwu publicznemu (SLAPP) i demokratyzacji mediów publicznych w kraju” – napisano w apelu.

Należy zwrócić uwagę, że wystosowany do polskiego prezydenta-elekta apel międzynarodowych organizacji dziennikarskich ma w sobie pierwiastki profetyczne, bowiem przewiduje to, co dopiero może się zdarzyć po objęciu na początku sierpnia br. przez Karola Nawrockiego urzędu Prezydenta RP. „Brak współpracy i kompromisu między nowym prezydentem a rządem ostatecznie grozi podważeniem perspektyw kompleksowej reformy polskiego sektora medialnego, utrudnieniem wysiłków na rzecz wzmocnienia odporności i niezależności mediów publicznych oraz negatywnym wpływem na prawo obywateli do informacji” – napisano w apelu popartym przez m.in. EFJ.

Na razie tworząca się administracja nowego prezydenta Polski Karola Nawrockiego nie wypowiedziała się na temat apelu MFRR, RsF i EFJ w sprawie polskich mediów. Nie wiadomo też na jaki adres wysłano dokument, bo – z obserwacji metod działania EFJ – pismo mogło znleleźć się, jeśli już dotarło do Warszawy, w Kancelarii, jeszcze przez prawie dwa miesiące urzędującego, Prezydenta RP Andrzeja Dudy.

Trzy małpki w EFJ

A sama EFJ ciągle milczy, że doskonale zna zaprezentowaną na budapesztańskim zjeździe przez SDP bardzo złą sytuacje polskich mediów targanych politycznymi atakami rządzącej koalicji, która przegrała z konserwatystami wybory prezydenckie, w wyniku których kolejne pięć lat prezydentem będzie popierany przez PiS prezes Instytutu Pamięci Narodowej Karol Nawrocki, prezydent-elekt.

O katastrofalnej sytuacji polskich mediów napisała na portalu sdp.pl prezes SDP Jolanta Hajdasz: „Z inicjatywy  Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wszyscy delegaci Walnego Zgromadzenia Europejskiej Federacji Dziennikarzy (EFJ), jakie obradowało w dniach 2-3 czerwca w Budapeszcie, otrzymali blisko 100 stronnicowy Raport Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w języku angielskim na temat kryzysu mediów publicznych w Polsce. Zostali też poinformowani o tym, iż SDP uznało, iż obecny rząd w Polsce niszczy media publiczne oraz tłumi swobodne i niezależne funkcjonowanie mediów prywatnych, które prezentują opozycyjny wobec rządu punkt widzenia” – przekazała szefowa SDP.

Sprzeciw SDP!

Hajdasz napisała, jak doszło do „podjęcia uchwały” przez EFJ trzy dni przez jej opublikowaniem, co po raz kolejny w ciągu trzech lat, doprowadziło do zignorowania uwag największej w Polsce organizacji dziennikarskiej, czyli SDP (ok. 3 tys. członków) i przyjęcia propozycji marginalnego w środowisku, ale prorządowego Towarzystwa Dziennikarskiego (ponad 150 członków). Prezes SDP tak opisuje wydarzenia sprzed tygodnia na zjeździe EFJ w Budapeszcie:

„Towarzystwo Dziennikarskie (TD)  zrzeszające  media sprzyjające rządowi Donalda Tuska złożyło własny projekt uchwały, w której delegaci EFJ apelują  do nowo wybranego prezydenta Polski o przyspieszenie uchwalenia ustawodawstwa medialnego wdrażającego reformy zgodne z Europejską Ustawą o Wolności Mediów (EMFA) UE i długoletnimi wytycznymi Rady Europy dotyczącymi wolności mediów. Delegacja  SDP głosowała przeciw tej uchwale” – podkreśliła Hajdasz w sdp.pl.

Stronnicze uzasadnienie

Oburzenie SDP wzbudził też projekt uzasadnienia uchwały w sprawie polskich mediów, który przedstawiono podczas kongresu EFJ w Budapeszcie. „Głównym celem nowego ustawodawstwa Polski musi być zakończenie ingerencji politycznej w media publiczne i zapewnienie, że relacje informacyjne i bieżące treści medialne będą wolne i niezależne od nacisków zewnętrznych” – napisano w projekcie uchwały EFJ. „Taki reżim, w którym prawo społeczeństwa do wiedzy jest respektowane, jest niezbędny, jeśli demokracja ma zostać zachowana, a dezinformacja, zagraniczna manipulacja informacją i ingerencja w wybory mają zostać wyeliminowane”– podkreślono.

„Nie możemy zaakceptować uzasadnienia do tej uchwały, jest ono stronnicze i wyjątkowo tendencyjnie przedstawia sytuację mediów w Polsce” – powiedział w imieniu delegacji SDP Mariusz Pilis, wiceprezes Stowarzyszenia i delegat na Zjazd EFJ. SDP reprezentowali na kongresie także, jako obserwatorzy, prezes SDP Jolanta Hajdasz i sekretarz generalny SDP Hubert Bekrycht.

Konsekwencja

„Delegacja Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich konsekwentnie prostowała zawarte w projekcie nieścisłości i manipulacje, ale formuła Zjazdu Europejskiej Federacji Dziennikarzy praktycznie wyklucza dyskusję na sali plenarnej  na temat treści uchwał i ich nową redakcję. EFJ przegłosowała tę kontrowersyjną na temat Polski uchwałę” – napisała w portalu SDP prezes Hajdasz dodając, że w zjeździe uczestniczyło 120 delegatów i obserwatorów, reprezentujących 57 związków i stowarzyszeń dziennikarzy z 38 krajów.

Pewnym sukcesem i – jak podkreślają władze SDP – przełomem wobec sytuacji w polskich mediach na dobę po wyborach prezydenckich był fakt, że propozycje SDP popierali – jak zawsze – przedstawiciele dwóch ukraińskich organizacji dziennikarskich, ale, w przypadku niekorzystnej dla Polski uchwały, ponad 30 delegatów – jak nigdy – wstrzymało się od głosu.

hub/ X/ FB/ bluesky/ sdp.pl/ EFJ/ MFRR

Europejscy dziennikarze apelują do Karola Nawrockiego o „wzmocnienie wolności prasy w Polsce”. SDP protestuje ws. uchwał EFJ

Wyrok dla dwóch sprawców zamachu na maltańską dziennikarkę DAPHNE GALIZIĘ

Są wyroki skazujące dwóch członków gangu odpowiedzialnych za wybuch samochodu – pułapki, w którym 8 lata temu zamordowano maltańską dziennikarkę Daphne Caruanę Galizię – podała Europejska Federacja Dziennikarzy. Organizacja poinformowała, że wyroki skazujące dla Roberta Agiusa i Jamiego Velli, wydane przez ławę przysięgłych w La Valletcie 5 czerwca, są przełomowym krokiem w walce z długoletnia bezkarnością przestępców.

Wciąż trwa postępowanie w sprawie domniemanego organizatora zamachu na dziennikarkę. Jej rodzina i przyjaciele wielokrotnie apelowali o przyspieszenie postępowania.

Zginęła, bo była dziennikarką

Wyrok zapadł po sześciotygodniowym procesie. Stało się to jednak prawie osiem lat po tragicznej śmierci dziennikarki 16 października 2017 roku. Dwaj mężczyźni, będący częścią maltańskiego podziemnego świata przestępczego, zostali uznani za winnych zdobycia materiałów wybuchowych o przeznaczeniu wojskowym i dostarczenia ich płatnym zabójcom, którzy dokonali morderstwa.

Maltańskie media przewidują, że dwie kolejne osoby zamieszane w spisek mający na celu zabicie Galizii z powodu jej dziennikarskiego śledztwa, trafią do więzienia.

Wciąż nie ma wyroku dla domniemanego zleceniodawcy

Dotychczas pięć osób zostało uznanych za winnych udziału w zamachu, jedna osoba przyznała się do winy – to pośrednik, który został ułaskawiony bo złożył zeznania obciążające zleceniodawcę zamachu na Galizi.

Domniemany mózg zamachu na dziennikarkę, Yorgen Fenech, wpływowy maltański biznesmen, oczekuje obecnie na proces. Fenech został zwolniony z aresztu za kaucją w lutym 2025 roku.

hub

 

„Obława Augustowska w oczach świadka” spotkanie w Klubie Publicystyki Kulturalnej

W tym roku obchodzimy 80 rocznicę dramatycznych wydarzeń Obławy Augustowskiej. Była to operacja wojskowa Armii Czerwonej, NKWD raz LWP i UB w lipcu 1945 roku na Suwalszczyźnie. Głównym jej celem była eksterminacja zbrojnego podziemia niepodległościowego i pacyfikacja ludności. To największa zbrodnia komunistyczna w Polsce po zakończeniu II wojny światowej. W czasie Obławy Augustowskiej zostało zatrzymanych około 7 tysięcy osób. Ponad 600 nigdy nie wróciło do swoich domów – zostały zamordowane i pochowane w nieznanym miejscu.

Klub Publicystyki Kulturalnej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zorganizował specjalne spotkanie, poświęcone upamiętnieniu tragedii, połączone z zaprezentowaniem książki „Obława Augustowska w oczach świadka”, autorstwa dr Teresy Kaczorowskej.

Rozmowę i dyskusję poprowadziła dr Jolanta Hajdasz, prezes SDP w siedzibie Stowarzyszenia na Foksal.

Spotkanie w Klubie Publicystyki Kulturalnej od prawej: autorka Teresa Kaczorowska i prezes SDP prowadząca spotkanie Jolanta Hajdasz
zdj. Aleksandra Tabaczyńska

Bohaterem publikacji jest ksiądz prałat Stanisław Wysocki – niezłomny kapłan, świadek historii i społeczny bojownik  o prawdę o Obławie Augustowskiej. To właśnie on, między innymi, w lipcu 1945 r. stracił ojca i dwie siostry, których na jego oczach zabrali Rosjanie z pomocą polskich komunistów. Teresa Kaczorowska zaprezentowała działalność duszpasterską kapłana oraz wpływ wydarzeń sprzed lat na całą jego drogę życiową. Zebrani, mogli wysłuchać świadectwa mecenasa Tadeusza Komosy, ucznia ks. Wysockiego. Stwierdził on, że określenie „lekcje” religii, zupełnie nie pasują do gorących dyskusji na temat prawd wiary, podczas których kapłan nauczał.

W wydarzeniu wzięła też udział Maria Lamers z Krakowa, wnuczka katyńska, która akompaniując sobie na gitarze, zaśpiewała kilka autorskich pieśni patriotycznych. Publiczność usłyszała między innymi „Apel ofiar Obławy Augustowskiej”, do której słowa ułożyła bohaterka spotkania, a muzykę Maria Lamers. Artystka opowiedziała, że gdy Teresa poprosiła ją o napisanie muzyki do swojego wiersza, udała się do biblioteki w Krakowie. Aby wniknąć w atmosferę tamtych dni, chciała wypożyczyć wszystkie pozycje jakie są w placówce, dotyczące Obławy Augustowskiej. Wcześniej o tej tragedii nie słyszała. Okazało się, że jedyne książki, które istnieją to tylko autorstwa Teresy Kaczorowskiej. Nikt o tym poza nią nie pisał.

Maria Lamers z Krakowa, wnuczka katyńska, która akompaniując sobie na gitarze, zaśpiewała kilka autorskich pieśni patriotycznych. Publiczność usłyszała między innymi „Apel ofiar Obławy Augustowskiej”, do której słowa ułożyła bohaterka spotkania, a muzykę Maria Lamers zdj. Aleksandra Tabaczyńska

Uczestnicy spotkania usłyszeli też w jaki sposób udało się autorce oczyścić ks. Stanisława Wysockiego z pomówień na temat jego rzekomej współpracy z służbami PRL. Tą ostatnią w swoim życiu bitwę o honor i prawdę leciwy już wtedy prałat, również wygrał. Został formalnie oczyszczony. Dodatkowo Teresa Kaczorowska zaprezentowała list, który otrzymała od Ryszarda Ślizankiewicza, funkcjonariusza SB Wydziału IV KW MO później WUSW. Ślizankiewicz pisze, że według jego wiedzy nie prowadzono wobec księdza żadnych spraw operacyjnych, nie był on tajnym współpracownikiem SB, nigdy nie dostał takiej propozycji, niczego nie podpisał i na nikogo nie donosił.

Dr Teresa Kaczorowska, swoją książkę przesłała Ryszardowi Schnepfowi, synowi Maksymiliana Sznepfa, dowódcy Praskiego Pułku Piechoty, który to pułk wspomagał sowieckie siły w tej największej akcji eksterminacyjnej w Puszczy Augustowskiej. Komentarz jaki otrzymała można zamknąć w słowach: mój ojciec był bohaterem.

Teresa Kaczorowska– dr nauk humanistycznych, badaczka historii najnowszej, reporterka, poetka, członek Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Jest autorką 20. książek, w tym o zbrodni katyńskiej, Obławie Augustowskiej, ostatnie to: „Obława Augustowska” wydanej też w języku angielskim „The Augustów Roundup of July 1945”, „Dziewczyny Obławy Augustowskiej” i „Było ich 27” oraz wielu artykułów prasowych i prac naukowych. Uhonorowana wieloma odznaczeniami, m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski „Polonia Restituta” (2010 r.), Brązowym (2014 r.) i Srebrnym (2023 r.) Medalem „Zasłużony Kulturze Gloria Artis”, Nagrodą Zygmunta Krasińskiego (2025 r.).

Maria Lamers – artystka wszechstronna: śpiewa, gra na gitarze, komponuje, maluje (absolwenta Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie), pisze piosenki, występowała w Piwnicy pod Baranami. Uczestniczka 6. The Voice of Poland (znalazła się w finale). Jej dziadek został zamordowany przez Rosjan w obozie jenieckim w Katyniu.

Link do „Apelu ofiar Obławy Augustowskiej”: słowa: Teresa Kaczorowska, muzyka i wykonanie: Maria Lamers:

Walne Zgromadzenie Europejskiej Federacji Dziennikarzy w Budapeszcie o sytuacji w polskich mediach

Z inicjatywy  Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wszyscy delegaci Walnego Zgromadzenia Europejskiej Federacji Dziennikarzy (EFJ), jakie obradowało w dniach 2-3 czerwca w Budapeszcie, otrzymali blisko 100 stronnicowy Raport Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w języku angielskim na temat kryzysu mediów publicznych w Polsce. Zostali też poinformowani o tym, iż SDP  uznało, iż obecny rząd w Polsce niszczy media publiczne oraz tłumi swobodne i niezależne funkcjonowanie mediów prywatnych, które prezentują opozycyjny wobec rządu punkt widzenia.   

Towarzystwo Dziennikarskie (TD)  zrzeszające  media sprzyjające rządowi Donalda Tuska złożyło własny projekt uchwały, w której delegaci EFJ apelują  do nowo wybranego prezydenta Polski o przyspieszenie uchwalenia ustawodawstwa medialnego wdrażającego reformy zgodne z Europejską Ustawą o Wolności Mediów (EMFA) UE i długoletnimi wytycznymi Rady Europy dotyczącymi wolności mediów. Delegacja  SDP głosowała przeciw tej uchwale.

link do Raportu KRRiT  w wersji angielskiej i polskiej poniżej:

Crisis_situation_of_the_public_service_media_in_Poland

Stan_kryzysowy_mediów_publicznych_w_Polsce

„Nie możemy zaakceptować uzasadnienia do tej uchwały, jest ono stronnicze i wyjątkowo tendencyjnie przedstawia  sytuację mediów w Polsce” – powiedział w imieniu delegacji SDP Mariusz Pilis, wiceprezes Stowarzyszenia i delegat na Zjazd EFJ.

Towarzystwo Dziennikarskie popiera „środki obejściowe”, czyli medialny zamach stanu

Wybory prezydenckie w Polsce oznaczają „nowe otwarcie” dla procesu legislacyjnego dotyczącego mediów. Dotychczas postęp był powolny po ustanowieniu nowego demokratycznego rządu w 2023 r. po tym, jak ustępujący prezydent zasygnalizował niechęć do zatwierdzenia nowych przepisów uchwalonych przez reformatorską większość w parlamencie. Groźba weta prezydenckiego zmusiła rząd do przyjęcia, czasami kontrowersyjnych, choć legalnych, środków obejściowych w celu powstrzymania najgorszych nadużyć ich poprzedników w dziedzinie mediów – czytamy w przygotowanej przez Towarzystwo Dziennikarskie uchwale. Na forum EFJ prezentował je Krzysztof Bobiński.

Nowe ustawodawstwo medialne musi służyć ustanowieniu pluralistycznego, bezstronnego i zrównoważonego ekosystemu medialnego w Polsce i chronić przed powrotem polityk wdrożonych w latach 2016-2023 przez poprzedni rząd kraju, który przekształcił media publiczne w bezwstydną tubę propagandową i starał się wywierać presję na media prywatne, aby uciszyły krytykę polityki partii rządzącej. Głównym celem nowego ustawodawstwa Polski musi być zakończenie ingerencji politycznej w media publiczne i zapewnienie, że relacje informacyjne i bieżące treści medialne będą wolne i niezależne od nacisków zewnętrznych. Taki reżim, w którym prawo społeczeństwa do wiedzy jest respektowane, jest niezbędny, jeśli demokracja ma zostać zachowana, a dezinformacja, zagraniczna manipulacja informacją i ingerencja w wybory mają zostać wyeliminowane – napisano w przyjętej prżez delegatów EFJ uchwale na temat sytuacji mediów w Polsce.

SDP protestuje!

Delegacja Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich konsekwentnie prostowała zawarte w projekcie nieścisłości i manipulacje, ale formuła Zjazdu Europejskiej Federacji Dziennikarzy praktycznie wyklucza dyskusję na sali plenarnej  na temat treści uchwał i ich nową redakcję. EFJ przegłosowała tę kontrowersyjną na temat Polski uchwałę.

W imieniu Towarzystwa Dziennikarskiego Krzysztof Bobiński przygotował także Apel o wsparcie przez UE  polskiego Międzynarodowego Centrum Mediów (MCAA) utworzonego na bazie „istniejącej wcześniej  białoruskojęzycznej stacji telewizyjnej Belsat TV”, pierwotnie – jak napisano – skierowanej do widzów w tym kraju.

TD nie rozumie, co to dawna TV Biełsat?

Funkcjonujące w TVP S.A. w likwidacji. MCAA nadaje obecnie w języku białoruskim, rosyjskim i ukraińskim do wschodnich sąsiadów kraju, a także w języku angielskim – czytamy w uchwale. Towarzystwo Dziennikarskie  nie uwzględniło  w swoim projekcie tego, iż  apeluje do Unii Europejskiej w imieniu polskich władz, które same swoimi działaniami stale niszczą dorobek TV Biełsat.  SDP głosowało przeciwko tej uchwale.

W sumie delegaci przyjęli blisko 30 różnego rodzaju uchwał na temat różnej  sytuacji mediów  w poszczególnych krajach w Europie.  Zjazd obradował w Budapeszcie w dniach 2-3 czerwca 2025 r. , uczestniczyło w nim blisko 120 delegatów i obserwatorów, reprezentujących 57 związków i stowarzyszeń dziennikarzy z 38 krajów. EFJ nigdy wcześniej nie odnotowało tak dużej frekwencji – poinformowali organizatorzy Zjazdu.

Wyższe składki EFJ

W trakcie Zjazdu delegaci przegłosowali zmianę sposobu naliczania składki członkowskiej EFJ. SDP było przeciw tym zmianom, gdyż są one niekorzystne dla organizacji dziennikarskich w średnich i małych krajach. W Polsce do EFJ należą trzy organizacje dziennikarskie – SDP, SDRP i TD. SDP płaci składki do EFJ od około połowy  swoich członków,  czyli dokładnie od 1202 osób, TD płaci składki od 119 osób . SDRP zgłosiło  360 członków, ale ze względu na zaległości w opłacaniu składek nie mogło uczestniczyć w tegorocznych obradach.

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich  na zjeździe w Budapeszcie reprezentowali Mariusz Pilis, wiceprezes SDP (w randze delegata, z  prawem 3 głosów w imieniu SDP  w czasie obrad)  oraz  Jolanta Hajdasz , prezes SDP i Hubert Bekrycht , sekretarz generalny SDP w charakterze obserwatorów.

 

Różne perspektywy obrony mediów w Europie – w Budapeszcie rozpoczął się kongres Europejskiej Federacji Dziennikarskiej (EFJ)

Różne perspektywy obrony mediów w Europie – w Budapeszcie rozpoczął się kongres Europejskiej Federacji Dziennikarskiej (EFJ)

Delegaci EFJ od 2 do 3 czerwca 2025 roku obradują w stolicy Węgier. Ponad 120 dziennikarzy i przedstawicieli związków zawodowych z 38 krajów europejskich wybierze kierownictwo federacji na kolejne trzy lata. Zanim dojdzie do wyborów, które zaplanowano na wtorek dziennikarze ze Starego Kontynentu omówią aktualną sytuację mediów w swoich krajach.

Na współpracę mediów z władzami i naciski polityczne narzekają wszyscy.

Polska i skręcająco w lewo medialna Europa

Inna jest jednak sytuacja w, rządzonych przez umiarkowanych polityków, Niemczech, liberałów w krajach skandynawskich czy we Francji, a inna jest sytuacja jest w Polsce, której rząd od grudnia 2023 roku tłumi wolność mediów. Wówczas koalicja PO, TD i NL bezprawnie przejęła media publiczne powołując w TVP, PR i PAP nielegalne władze stawiając te państwowe instytucje w stan likwidacji. Jednocześnie rząd Donalda Tuska od półtora roku nęka i niszczy media niezależne, konserwatywne i chrześcijańskie a także lokalne portale.

SDP i CMWP SDP wielokrotnie protestowały przeciwko takim działaniom władz państwowych. Niektórzy delegaci z krajów członkowskich EFJ pytali obecnych w Budapeszcie reprezentantów SDP – prezes dr Jolantę Hajdasz, wiceprezesa Mariusza Pilisa, sekretarza generalnego Huberta Bekrychta – o perspektywę normalizacji sytuacji w polskich mediach tuż po niedzielnych wyborach prezydenckich i wyborze prezesa IPN dr Karola Nawrockiego na prezydenta Polski.

Czy wybory coś zmienią?

Wydaje się, że utrzymanie przez obóz konserwatywny urzędu Prezydenta RP stanowi odtrutkę na bezprzykładne podczas kampanii ataki polityczne liberalnych kręgów rządzących.

Jak to wpłynie na sytuację SDP sekowanego i atakowanego przez rząd i przyjazne mu tzw. media głównego nurtu, na razie nie wiadomo, ale jest nadzieja, że proces niszczenia polskich środków zostanie zahamowany. Przynajmniej zahamowany, bo proces naprawy środków masowego przekazu w naszych kraju wydaje się na razie daleką perspektywą.

Wiele mówiono o sytuacji w mediach, bałkańskich (Bułgaria, Serbia) a także włoskich. Pierwszy dzień obrad zdominowaali dziennikarze z Węgier. Ich zdaniem obecna władza wywiara na nich nacisk i utrudnia im pracę.

Węgry

Gospodarze spotkania EFJ zabrali głos w sprawach wolności słowa nad Dunajem. „Będzie przydatne dla wszystkich członków EFJ, aby poznać prawdziwą sytuację węgierskich mediów” – powiedziała na początku budapesztańskiego kongresu Ilona Kocsi, prezes Związku Dziennikarzy Węgierskich (MUOSZ). „I prawdopodobnie będzie również przydatne dla węgierskich dziennikarzy, aby poznać sytuację innych dziennikarzy w Europie” – dodała Kocsi.

„Uważamy, że spotkanie EFJ w Budapeszcie i dyskusje na temat wolności mediów będą stanowić silny sygnał solidarności dla węgierskich pracowników mediów znajdujących się w trudnej sytuacji” – podkreślił  Róbert Zlati, prezes Węgierskiej Unii Prasowej (MASZSZ).

 

hub

 

Po wygranej obozu rządowego Polska będzie opanowana… – pisze HUBERT BEKRYCHT: Okruchy prawdy i wolności (AKTUALIZACJA)

Miało nie być tego felietonu, bo jestem na Węgrzech przygotowując się do kolejnego kongresu dziennikarskiego, który rozpoczyna się w niedzielę. Tę niedzielę. Chcąc głosować w Budapeszcie zarejestrowałem się. W Ambasadzie. Nad posiadłością przy Városligeti fasor 16 powiewa polska flaga. Obok unijnej. Czy w niedzielę na tym kawałku Polski nad Dunajem będą kolejki wyborców?

Kolejne pytania, to ilu ich może być głosujących w ambasadach RP Polaków, na przykład na Węgrzech i w innych krajach? Czy wszyscy chcący głosować będą mogli to zrobić? Nie wiem.

Na pewno o nieprawidłowościach podczas głosowania poza granicami Polski, oby ich nie było, ludzie nie dowiedzą z publikujących i nadających z Polski tzw. mediów głównego nurtu. O programach kandydatów i innych ważnych sprawach dotyczących głosowania też zresztą nie.

Słowa, słowa, słowa

Z tych mediów, których głównymi przedstawicielami są publiczne spółki: TVP, PR i PAP (wszystkie trzy w likwidacji) oraz m.in. TVN, Onet, Gazeta Wyborcza nie dowiemy się niczego ważnego, jeśli nie głosujemy na kandydata rządu. Z oceną Polsatu od lat mam kłopot.

Są na szczęście, powoli podnoszące się po zamachu na media w grudniu 2023 roku, media prywatne o konserwatywnym, prawicowym, chrześcijańskim charakterze, rozwijają się – wobec cenzury rządu Donalda Tuska – nieprawdopodobnie. Niestety, koalicjanci atakują od wielu miesięcy m.in. TV Republikę, wPolsce24, TV Trwam, Radio Wnet, Radio Republika, Gazetę Polską, GPC, Niezależną pl., wPolityce, DoRzeczy, Tysola.pl, ten skromny portal, który Państwo teraz czytacie oraz wiele mediów chrześcijańskich, katolickich i mnóstwo niezależnych od rządu portali ze swoim przekazem w telewizji, radiu, prasie, tak lokalnych jak i ogólnopolskich (bardzo przepraszam, że nie wszystkie normalne media tu wymieniłem, ale jest Was, nas, coraz więcej).

Nagonka na tradycję

Media konserwatywne i niezależne od nacisków rządu, są przez niego atakowane. Haniebnie, obrzydliwie i kłamliwie. Dzieje się to przy rozlicznych manipulacjach rządowych i kontrolowanych przez rząd mediów mainstreamowych przy najważniejszych od 1989 roku wyborach w Polsce.

Koalicja wściekle atakowała przed pierwszą i przed drugą turą wyborów prezydenckich kandydatów, którzy nawet nieśmiało krytykowali kandydata/ kandydatów – akolitów Donalda Tuska. Nie wspominając już o bezprecedensowych na polskiej scenie publicznej atakach personalnych na kandydatów konserwatywnych, prawicowych. Najwięcej oczywiście dostało się od rządu i przyjaznych mu mediów prezesowi IPN, który „śmiał wystartować” (cytat polityka PO) w tych wyborach…

Proste i logiczne

Niby teraz to wszystko wiemy, wiemy o tym, bo przekazują to media konserwatywne. A co będzie, jeśli… No właśnie.

Wtedy niczego się nie dowiecie, tak jak ja nie dowiedziałem się jak skasować bilet w budapesztańskim trolejbusie od przemiłej Węgierki…

Bo chodzi przecież o język przekazu, nie o to „jak my to rozumiemy”, ale o to, jak się istotnie sprawy mają. W dziennikarstwie to system, na pozór, skomplikowany, ale logiczny – obarczony, a jakże, błędami, kodeksami etycznymi, przepisami prawa, ale sprowadzający się do jednego – do przekazywania PRAWDY. Co z kolei prowadzi właśnie do istoty systemu demokratycznego, do WOLNOŚCI.

Dowcip?

Nie lubię pisać dużymi literami, bo – powie ktoś – po co to, kiedy wszystko jasne? Tak, tak jasne, jak w niemodnym w mediach mainstreamowych dowcipie.

Budzi się Rafał Trzaskowski po wyborach i patrzy a tam na Placu Bankowym przed warszawskim ratuszem prezes TV Republika Tomasz Sakiewicz rozdaje ulotki. Trzaskowski natychmiast każe go aresztować.

Policjanci to robią i spisując protokół patrzą na zarekwirowane ulotki. „Za co jestem aresztowany?” – pyta Sakiewicz. „Za ulotki” – odpowiada policjant. „Jak to, przecież tu nic nie ma” – pokazuje puste kartki szef Republiki.

„Nie ma… No, może nie ma, ale i tak wszystko jasne” – podkreśla stróż prawa.

Głosujcie!

Oby ten sen się nie ziścił, bo dowcip jest przeróbką innego, bardziej ponurego – z czasów sowieckich.

Dlatego, nawet jeżeli jesteście daleko. Poza Polską, na działce, u rodziny, znajomych, postarajcie się głosować, bo mogą pozostać nam już wkrótce tylko okruchy prawdy i wolności…

Głosujcie na Antypodach, w Europie Zachodniej, w Amerykach, Azji, Afryce, na statkach a nawet w Arktyce i na Antarktydzie, no i oczywiście w Budapeszcie, gdzie jestem.

A ambasadora RP na Węgrzech chyba jeszcze rząd tu nie przysłał. Chociaż akurat nad Dunajem, raczej trudno to wszystko zrozumieć. Nie tylko z powodu języka.

 

Hubert Bekrycht

 

MARIA GIEDZ pisze o wyborach samorządowych w Libanie, które mogą zmienić kraj

Co prawda teraz w Libanie wybiera się nie jak w Polsce prezydenta, tylko samorządowców, bo Liban, po ponad dwóch latach przerwy, od 9 stycznia ma już swojego prezydenta. Ma też już własny rząd, który dość długo nie funkcjonował, ale dla Libańczyków najważniejsze są wybory samorządowe, bo dotyczą ich codziennego życia. Czy owe wybory można porównać z naszymi, polskimi prezydenckimi?

W Libanie jestem już od 12 dni i mimo trwających wyborów samorządowych w tym kraju jest bardzo spokojnie. Żadnych awantur na ulicach, żadnych przepychanek, niewiele plakatów.

Wybory w zniszczonym kraju

Kraj podzielono na regiony i w każdym wybory odbywały się w innym terminie. Czyli przez cały maj pod koniec tygodnia ludzie szli do urn. Najpierw ci z centrum kraju, potem z północy, a na końcu z południa.

Tak się złożyło, że w sobotę 24 maja byłam właśnie na południu kraju, czyli w Sydonie i Tyrze. Teoretycznie są to tereny zagrożone, położone blisko granicy z Izraelem – z Tyru do Izraela jest zaledwie kilkanaście kilometrów. Jednocześnie są to tereny zamieszkane głównie przez ludność muzułmańską, chociaż chrześcijan też można spotkać. Wydawałoby się, że jest tam niebezpiecznie, zwłaszcza dla samotnie chodzących po ulicach zagranicznych turystów. Nic mylącego, wszędzie był spokój. Co prawda większość stoisk na tamtejszym suku (bazarze) było zamkniętych, ale przechodnie, czy właściciele otwartych sklepików byli pogodni i bynajmniej nie agresywni, chociaż między sobą dyskutowali, a nawet nie kryli się z eksponowaniem atrybutów partii, na które głosowali.

W kilku miejscach spotkałam punkty wyborcze, niestety proszono, abym ich nie fotografowała. Udało mi się jedynie zrobić kilka ujęć z samochodu.

„Kolorowe” głosowanie

Gromadzący się wokół wyborczych pubktów ludzie mieli na głowach żółte albo zielone czapeczki. Nieliczni nosili czapki w kolorach flagi Libanu, a więc dwa czerwone pasy po bokach, w środku biały z zielonym drzewem cedrowym. Kobiety odziane w czarne czadory na szyjach wieszały sobie żółte albo zielone szaliki. Są to barwy dwóch partii politycznych.

Żółty to kolor Hezbollahu, radykalnej partii politycznej szyitów (Partii Boga), ugrupowania, które przyznaje się do wielu aktów terroryzmu, wspieranego i finansowanego przez Iran i Syrię, ugrupowania, którego przez lata było poza kontrolą władz Libanu i funkcjonowało jak państwo w państwie.

Drugi kolor to zielony identyfikowany z Ruchem Amal, czyli z „Partią Nadziei”. Reprezentuje również społeczność szyicką, ale na swoim koncie ma także walkę z proirańskim Hezbollahem. Mężczyźni z czapeczkami w kolorach flagi libańskiej mogli reprezentować jedną z partii chrześcijańskich np. libańską Falangę popieraną przez maronitów. Niektórzy chrześcijanie nosili białe czapeczki, a ci bez czapeczek, czyli z gołymi głowami mogli reprezentować partie sunnicie.

Jednak istotą owych zgromadzeń wokół punktów wyborczych była atmosfera działania wspólnotowego. Wszystkim chodziło o to, aby ich kraj, rejon, w którym żyją był miejscem spokojnym, dalekim od wojny, mógł się rozwijać gospodarczo, był domem dla wszystkich. Zauważyłam, że między wyborcami toczyły się normalne, a nawet przyjacielskie rozmowy. W Polsce poglądy polityczne dzielą całe rodziny. Tu w Libanie nie, bo niemal w każdej libańskiej rodzinie są osoby o różnych poglądach politycznych, ale rodzina jest najważniejsza i żadna przynależność do partii politycznej, czy tylko bycie sympatykiem danej partii nie jest w stanie podzielić rodziny. Dla Libańczyków rodzina to „świętość”.

Wojskowi obserwatorzy czy wojska stabilizujące?

Wybory odbywały się pod nadzorem wojska, które dbało o bezpieczny przebieg głosowania. Niemniej libańscy żołnierze nie ingerowali, byli obecne, ale jakby się tylko tym wyborom przyglądali. Postronny obserwator mógłby odnieść wrażenie, że wojsko na ulicach jest na wszelki wypadek. Bowiem w tym kraju wszyscy ze wszystkimi jakoś się dogadują.

Aczkolwiek tereny na północy kraju zamieszkane przez większość sunnicką i alawicką, głównie syryjską, a także szyicką i sunnicką są bardziej pilnowane przez wojsko, a może raczej należałoby powiedzieć, że strzeżona jest mieszkająca tam ludność chrześcijańska.

Generalnie wybory w Libanie przebiegały spokojnie. Niemniej warto podkreślić, że decydującym głosem niemal we wszystkich działaniach w kraju, również w wyborach jest głos Patriarchy Kościoła maronickiego, który jest autorytetem dla mieszkańców, niezależnie od wyznawanej religii i przynależności partyjnej. To nie znaczy, że Patriarcha mówi, na kogo głosować, ale on ma najwięcej do powiedzenia i słuchają się go wszyscy.  Szkoda, że u nas tak to nie działa.

 

Tekst i zdjęcia Maria Giedz