O prowokatorach dziennikarskich pisze HUBERT BEKRYCHT: Cyngle z propagandową amunicją

Tytuł to zabieg mający przypomnieć, że na świecie trwa wojna. Nie tylko w mediach. Wokół nas a nawet za naszą wschodnią granicą. Wojna ta przybiera rozmaite formy właśnie w środowiskach dziennikarskich. W wydawnictwach, telewizjach, rozgłośniach i nade wszystko na portalach trwa walka. Toczy się z siłą nie mniejszą niż na frontach. Wielu dziennikarzy upodabnia się do wojowników i codziennie przebiera się w redakcjach w mundur swej formacji, czytaj: siły politycznej. Typ broni? Na razie propaganda, przy czym, czasami, to groźniejszy oręż niż bomby.

Mieliśmy ostatnio szczególnie charakterystyczny przykład propagandy, której najbardziej boją się nie atakowani bezpośrednio, ale ci, którzy się bronią przed złem.

Pałka dopadła pałkarzy

Chodzi o ostatni konflikt zbrojny między USA i Izraelem, czyli, czy to się komuś podoba czy nie, światem zachodu, cywilizacją judeochrześcijańską, zachodnią a Iranem, satrapię ciągle rządzoną przez krwawy reżim ajatollahów powołujących się na wykrzywioną ideologię islamu, religii, która – jak mówią religioznawcy – jest wyznaniem pokoju.

Oto prorządowa gazeta Rzeczpospolita w ostatnim numerze swojego magazynu zaprezentowała okładkę, która ma nawiązywać do wojny w Iranie. W pasy stylizowanej flagi Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej redakcja wkomponowała spadające (na Iran?) bomby. Zamiast gwiazdek na udawanym sztandarze USA są samoloty bojowe. Kontekst jest taki, że na Iran spadają bomby amerykańskie – ciekawe, dlaczego Rzeczpospolita nie użyła flagi Izraela – a zwykły czytelnik ulegający propagandzie rządowego dziennika ma wrażenie, że USA to całe zło tego świata, bo bombarduje niewinnych ludzi.

Jeśli dodamy do tego wiele publikacji, które na łamach Rzeczpospolitej mają zohydzić obecną administrację amerykańską i prezydenta Donalda Trumpa, czytelnik ufający redakcji może odnieść wrażenie, że USA są właściwie wrogiem świata. A co za tym idzie wrogiem Polski. Za dużo? Nic podobnego.

Redaktor naczelny dziennika wychwalał publikację: „Prawdopodobnie najlepsza okładka tego roku” – pisał na portalach społecznościowych Michał Szułdrzyński.

Dołóżmy do tego wypowiedzi dygnitarzy rządu 13 grudnia wyraźnie wrogich wobec obecnego głównego lokatora Białego Domu, które sytuują Trumpa jako sojusznika putinowskiej Rosji, zbrodniczego reżimy atakującego Ukrainę.

Dosłowność męczy…

Ładna szajba – mówi mój przyjaciel. Szajba dlatego, że Rzeczpospolita do wykonania propagandowej okładki implementowała autentyczny wzór plakatu z okresu zimnej wojny, kiedy Sowieci używalido propagandowego zohydzania USA plakatu łudząco podobnego do okładki Rzeczpospolitej, pisma niegdyś szacownego, obecnie podobnie gazety rządowej. Rządu Donalda Tuska, który walczy przecież z niezależnymi mediami. Plakat sowiecki przedstawiał na fladze amerykańskiej samoloty, nie bomby. Wymiar wizualny i merytoryczny tej pożal się Boże propagandy Rzeczpospolitej jest jednak taki sam.

Dlaczego do ogłupiania ludzi, wmawiania im, że USA są przyjacielem ruskich, Rzeczpospolita wykorzystała w istocie rosyjską propagandę? Inaczej niż głupotą dyżurnego redakcji nie umiem tego sobie wytłumaczyć. Bo jeśli to było zamierzone, no to okładka kretyńska, ale jeśli to prawdziwa deklaracja redakcji, rzecz jest poważna…

Skandal w cieniu bomb

Na te zachwyty naczelnego Rzeczpospolitej odpowiedał polityk opozycji Paweł Jabłoński:Dopiero co  @MSzuldrzynski zachwycał się antyamerykańską grafiką inspirowaną propagandą ZSRR/Iranu – a dziś bez mrugnięcia okiem głosi, że „prawica oddała się od Zachodu” Poziom hipokryzji trudny do przebicia nawet dla zawodowców z PO i okolic. W sumie – trochę podziwiam…” – napisał parlementarzysta PiS.

No i last, not least, w końcu piszę o amerykańskiej fladze wykorzystanej do nędznej propagandy atakującej USA – nawiązanie plakatu Rzeczpospolitej do terrorystycznego posteru Hezbollahu, na którym oprócz spadających z pasów bomb, zamiast gwiazd są czaszki… Nie znajdę w sobie tyle siły i pomysłowości, aby to skomentować.

I nie pokażę tego „plakatu” zbrodniczej organizacji terrorystycznej na naszym portalu.

                           ***          ***        *** 

W stawce propagandowych cyngli rządu, okładka Rzeczpospolitej wcale nie jest na pierwszym miejscu.

Zawody propagandowe – komentarz sportowy

Trudno wskazać, kto w tym prop-biegu wygrywa, bo nadal trwa wyścig do serca (?) premiera Tuska z zawodnikami z prorządowych mediów w rolach głównych.

Komentarz do tych zawodów biegających cyngli mogłyby wyglądać tak:

Proszę Państwa, TVN jest w czołówce, bo przecież to ta telewizja wystawiła na węgierską konferencję prezydenta RP  młodego prowokatora, który miał już po spotkaniu z prasą zadać Karolowi Nawrockiemu pytanie, na które miał nie odpowiedzieć. Niestety młodego >>reportera<< zaskoczyła reakcja głowy państwa. A może taka miała być…

Zaraz za TVN, wśród zawodników propagandystów rządu, biegnie Rzeczpospolita z ruskim antyamerykańskim plakatem z czasów sowieckiech, który ma teraz być antyruską propagandą. Zawodnicy redakcji są gronem nie tak wysublimowanym, jak TVN, ale trzeba przyznać, że Rzeczpospolita koncertowo próbuje bezpośrednio wepchnąć do głowy swoich obrońców propagandę tak prostą jak kij od flagi. Chyba rosyjskiej, ale ze swojego stanowiska komentatorskiego tego nie widzę…

Proszę Państwa, ale, ale, w biegu do serca premiera słabnie TVP w likwidacji. Cóż, że mają tam czystą wodę i arcykapłanów propagandy oraz autorkę książki o propagandzie i fejkach, której przypisy były fejkiem. Niestety, TVP w likwidacji, ma nogi spętane oglądalnością, zatem czasem o 3 w nocy coś antyrządowego się trafi – chodzi oczywiście o poprzednie rządy.

W środku stawki Polskie Radio, też dla zmyłki w likwidacji, wystawiło zawodnika potęnego. Korespondent z Białego Domu leci jak szalony. Pyta, krytykuje, mierzy wschodnie skrzydło i gotuje… Gulasz z niechęci do prezydenta Trumpa. Biegnie ów korespondent techniką dwa kroki w przód, jeden w tył. Dobiegnie chyba pod koniec kadencji. Wszystkich kadencji.

W biegu prorządowych mediów pod koniec stawki biegną ci, którzy jeszcze na coś liczą. Sympatyczny chłopiec w zniszczonej czapeczce Unii Europejskiej to widok wzruszający. Jeszcze próbuje. Zmęczony, ale dumny. Wciska ludziom propagandowe bzdury, że jeszcze siły prorządowe, liberalne i lewackie zwyciężą. Wzruszające…

Na samych końcu kulawi, którym nie jest wszystko jedno oraz agencja, która się ciągle myśli, ale pragnie szerzyć informacje prorządowe…

Proszę Państwa, powtarzam, wzruszyłem się, bo konkurencja w propagandzie prorządowej, jest ogromna. I nie ważne, kto zwycięży, ważne, że uczestniczą w tym niesamowitym biegu do serca premiera…

Ze Stadionu Narodowego z biegu prorządowych propagandystów mówił do Państwa rzecznik rządu. Dobranoc Państwu”.

I byłoby to bardzo śmieszne… Gdyby nie było bliskie rzeczywistości.

Skojarzenia dotyczące bohaterów i okoliczności są skutkiem ubocznym odbierania prorządowych mediów.

Hubert Bekrycht

Nagrody VIII Ogólnopolskiego Konkursu na Rysunek Prasowy im. A. WOŁOSA I ZAPOWIEDŻ KONKURSU IM. S. PIENIĘŻNEGO

fragmenty ogłoszenia wyników konkursu przesłane prezesa W-M oddziału SDP Mateusza Kossakowskiego a na końcu publikacji i tutaj: zapowiedź konkursu im. Seweryna Pieniężnego:

 

Jury wybrało najlepsze prace nadesłane do VIII Ogólnopolskiego Konkursu na Rysunek Prasowy im. Aleksandra Wołosa. Nagrodę Główną otrzymał Andrzej Czyczyło za pracę pt. „Dwa plemiona” opublikowaną w tygodniku Czas na Opole.

 

Organizatorem konkursu jest Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie. Patronat honorowy nad wydarzeniem objęło Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego w Warszawie. Nagrody w konkursie zostały dofinansowane ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. (…)

Pierwsza wystawa pokonkursowa odbędzie się 27 kwietnia 2026 roku w Galerii Stary Ratusz w Olsztynie, a uroczysta gala wręczenia nagród zaplanowana jest na 23 maja 2026 roku w Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego w Warszawie.

Wyniki konkursu

Kapituła VIII Ogólnopolskiego Konkursu na Rysunek Prasowy im. Aleksandra Wołosa w składzie:

  • dr Paweł Płoski – przewodniczący (dyrektor Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego),
  • Andrzej Graniak – członek (karykaturzysta, Prezes SPAK),
  • Mateusz Kossakowski – członek (Prezes WM O. SDP),
  • Izabela Kowalska-Wieczorek – członek (karykaturzystka),
  • Dariusz Pietrzak – członek (karykaturzysta, skarbnik zarządu SPAK),
  • Zbigniew Piszczako – sekretarz (karykaturzysta, sekretarz WM O. SDP, sekretarz zarządu SPAK),
  • Lucjan Wołos – członek (syn patrona).

Po obejrzeniu 271 prac 66 autorów, spełniających warunki regulaminu, Kapituła przyznała:

  • Nagroda Główna im. Aleksandra WołosaAndrzej Czyczyło – „Dwa plemiona” (Czas na Opole) – 5000 zł oraz możliwość zorganizowania wystawy indywidualnej w Galerii Usługa Jazz Bar w Olsztynie.
  • Nagrody Specjalne (po 2000 zł):
      • Grzegorz Bąkowski – „Zarzucono mi defraudację” (Przegląd).
      • Monika Wyłoga – „Suitcase” (Facebook).

(…)

Nagrody partnerów konkursu:

    • Paweł Ponichtera – Nagroda Muzeum Karykatury im. Eryka Lipińskiego za pracę „Św. Franciszek” (Pismo),
    • Maciej Maćkowiak – Nagroda Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury za pracę „Cyja to rakieta?” (Facebook),
    • Magdalena Wosik – Nagroda Redaktora Naczelnego Bez Wierszówki za pracę „The latest fake NEWS, sir!” (Facebook),
  •  
    • Karolina Dąbrowska – Nagroda Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie za pracę bez tytułu (Pro Medico),
    • Jacek Frąckiewicz – Nagroda Wydawnictwa Edytor Wers za pracę „News” (SalonOwiec),
      • Artur Nowicki – Nagroda Dziekana Wydziału Bioinżynierii Zwierząt UWM za pracę „Elektryk” (Facebook),
      • Bartłomiej Belniak – Nagroda Stowarzyszenia Absolwentów UWM za pracę „Apteka” (SalonOwiec).

 

Serdecznie Pozdrawiam,

Mateusz Kossakowski Prezes WM o. SDP

 

XVII edycja KONKURSU IM. SEWERYNA PIENIĘŻNEGO organizowanego przez Warmińsko-Maurskie SDP

O Kosiniaku-Kamyszu pisze DAWID WILDSTEIN: Żyjemy w państwie zarządzanym prowokacjami, szantażami i gangsterką polityczną.

Chciałem napisać o tym, jak obrzydliwą rolę pełni dziś Kosiniak Kamysz. Jak Tusk zrobił z niego ścierkę, którą wyciera swoje brudy, bezprawie, łamanie konstytucji. I że, tak czysto po ludzku, dodatkowo Kosiniak jest po prostu paskudny. W końcu jest dziś najwierniejszym lokajem typa, który zrobił to, co zrobił z Hołownią.
Który nasłał najgorszy syf medialny i giertychowe farmy trolli, żeby, za pomocą informacji od służb, gn#ili rodzinę Hołowni, robili z niego wariata, wylewali szambo i hejt 24h na dobę. A Hołownia to jednak współpracownik, polityczny kompan, człowiek, dzięki któremu Kosiniak dostał sie do Sejmu… I wtedy coś mnie tknęło.
Władysław Kosiniak-Kamysz na spotkaniu z aktywem piotrkowskiego PSL w styczniu 2023 roku
zdj. HB

 

Przeciez to właśnie też po to Tusk zorganizował ten koszmar Hołowni. Żeby sterroryzować resztę. Żeby wiedzieli, co ich czeka, jeśli chociaż mrukną coś na to bezprawie, jeden gest wykonają nie po myśli Umiłowanego Przywódcy…

A wszyscy wiemy, jak tak naprawde slabym, miękkim człowiekiem jest Kosiniak. Inna sprawa, że facet daje gęby do takiego Bezprawia, że może się to skończyć dla niego źle. Ciekawe, jakie służby dały info o Kosiniaku Uśmiechniętemu Premierowi, że Kosiniak w to brnie, że aż tak się boi? I „fajnie”, że żyjemy w państwie zarządzanym prowokacjami, szantażami i tego typu gangsterką polityczną.

 Z jednej strony więc mi go żal… z drugiej naprawdę mu współczuję. A nauczka z tego prosta, moi drodzy. Nigdy nie zadawajcie sie z gangsterami, nie ufajcie im, bo zrobią was tak, jak Tusk Kosiniaka i Holownię.
Dawid Wildstein 
X – 21 marca 2026 roku
PS: algorytmy czesto tną zasięgi moich wpisów. Jeśli ten post wydaje Ci się ważny – proszę, podaj go dalej
DW
W portalu SDP publikujemy często opinie autorów z rożnych środowisk reprezentujących rozmaite poglądy. Zdecydowaliśmy się przybliżać m.in. niektóre z wpisów dziennikarza i publicysty Dawida Wildsteina z jego profili na  i Facebooku. Felietony zamieszczamy za wiedzą Autora – tytuł i śródtytuły oraz nieliczne skróty od redakcji.

Sąd: red. BRONISŁAW WILDSTEIN miał prawo do krytyki kłamstw o współodpowiedzialności Polaków za zbrodnie Niemców

„Sąd oddalił w całości powództwo dr Jana Grabowskiego przeciwko red. Bronisławowi Wildsteinowi (…)” – podał na portalu X Maciej Świrski, który napisał, że Wildstein „bronił prawdy historycznej i rzetelności naukowej”. Publicysta i pisarz powiedział cztery lata temu, że Grabowski nie jest badaczem, manipuluje faktami i kłamie przypisując Polakom współodpowiedzialność Polaków za zbrodnie Niemców na Żydach podczas II wojny światowej.

Rozprawa odbyła się w czwartek rano. Oddalenie powództwa oznacza, że sąd przyznał rację Wildsteinowi w czteroletnim sporze o to, czy pisarz i publicysta miał prawo krytykować historyka, który na całym świecie powielał manipulacje i kłamstwa czyniące z Polaków „pomocników” Niemców podczas ostatniej wojny.

Jeszcze przed orzeczeniem red. Bronisław Wildstein udzielił wywiadu telewizji wPolsce24, w którym wyjaśniał swoją motywację krytyki dr. Jana Grabowskiego. Publicysta podtrzymał swoje twierdzenia sprzed czterech lat, zawarte w zlikwidowanym przez obecnie władze TVP w likwidacji, tygodniku TVP.

„Powiedziałem, że Grabowski nie jest badaczem i kieruje nim nienawiść do Polaków” – mówił w czwartek w wPolsce24 Bronisław Wildstein.  „Nie jest badaczem ktoś, kto nie usiłuje dotrzeć do prawdy (…) podporządkowuje badania tezie. (…) I nie jest ważne, ile ma tytułów naukowych” – podkreślił publicysta. Dodał, że proces, był dla Grabowskiego powieleniem jego stałej praktyki. „On oczernia krytyków. (…) Jest liderem w oczernianiu Polski” – mówił Bronisław Wildstein.

Bronisław Wildstein przytoczył w porannym wywiadzie dla wPolsce24 kilka przykładów na kłamliwe przypisywanie przez Grabowskiego Polakom współodpowiedzialności za zagładę Żydów na terenach okupowanych przez Niemców. „To odciążanie Niemców w ich odpowiedzialności za Holocaust” – mówił w czwartek pisarz i publicysta. Przypomniał, że Grabowski twierdził, iż „Polacy zabili 200 tysięcy Żydów”.

Bronisław Wildstein przypomniał, że Jan Grabowski powielał kłamstwa i manipulacje dotyczące rzekomego – jak powtarzał Grabowski – „zabicia przez Polaków” Żydów w odwecie za zamordowanie przez Niemców małżeństwa Ulmów z dziećmi.

W czwartek przed południem na platformie X ukazał się komunikat jednego z liderów Reduty Dobrego Imienia Macieja Świrskiego, członka KRRiT: „Sąd oddalił w całości powództwo dr Jana Grabowskiego przeciwko red. Bronisławowi Wildsteinowi, który w swojej wypowiedzi o działalności dr Grabowskiego bronił prawdy historycznej i rzetelności naukowej. Pomoc prawną zapewniła red. Wildsteinowi Reduta Dobrego Imienia, sprawę prowadziła mec. Monika Brzozowska-Pasieka” – przekazał na X Maciej Świrski.

 

zdj. z telewizji wPolsce24

 

SKARGA LUBUSKIEGO ODDZIAŁU SDP na wypowiedzi koalicji w Radiu Zachód w likwidacji

Lubuski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP) złożył w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji oficjalną skargę na audycję „Poranny gość Radia Zachód”, wyemitowaną na antenie Polskiego Radia „Zachód” w likwidacji w dniu 16 marca 2026 r. o godzinie 8:14.

Podstawą skargi jest dopuszczenie do upowszechnienia na antenie mediów publicznych wypowiedzi gościa programu, radnego sejmiku województwa lubuskiego Jerzego Wierchowicza, który w sposób bezpośredni nawoływał do łamania porządku konstytucyjnego oraz stosowania metod pozaprawnych w działaniach organów państwa.

Uzasadnienie:

W ocenie Lubuskiego Oddziału SDP, wyemitowanie tych treści stanowi rażące naruszenie obowiązków ustawowych nadawcy publicznego:

  1. Naruszenie art. 18 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji (o r.i t.): Przepis ten jednoznacznie stanowi, że audycje nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem oraz z polską racją stanu. Tymczasem mecenas Jerzy Wierchowicz wprost wezwał do sięgnięcia po „środki nadzwyczajne, które nie znają oparcia w prawie” oraz postulował działania organów władzy (Sejmu, Marszałka) „wbrew prawu” pod pretekstem wyższej konieczności.
  2. Naruszenie fundamentów Konstytucji RP: Wypowiedzi te uderzają w art. 2 Konstytucji, definiujący Polskę jako demokratyczne państwo prawne, oraz w art. 7 Konstytucji, ustanawiający zasadę legalizmu, zgodnie z którą organy władzy publicznej działają wyłącznie na podstawie i w granicach prawa. Propagowanie doktryny, według której „stanu bezprawia nie można zwalczyć środkami prawnymi”, jest w swej istocie wezwaniem do anarchii i obalenia porządku konstytucyjnego.
  3. Niedopełnienie misji publicznej (art. 21 ustawy o r.i t.): Media publiczne mają obowiązek cechować się pluralizmem, bezstronnością i odpowiedzialnością za słowo. Udostępnienie anteny dla nawoływania do „rozwiązań ekstraordynaryjnych” nieprzewidzianych w ustawach jest zaprzeczeniem służebnej roli mediów wobec społeczeństwa i dobra wspólnego (art. 1 Konstytucji).

Bierność prowadzącego i szczególna rola dziennikarza

Podkreślamy z całą stanowczością niedopuszczalną bierność prowadzącego audycję, red. Krzysztofa Baługa. Jako kierownik redakcji publicystyki Radia „Zachód”, red. Baług piastuje stanowisko o szczególnej odpowiedzialności za kształtowanie opinii publicznej. Zgodnie z art. 27 ust. 7 ustawy o r.i t., osoby na stanowiskach kierowniczych w jednostkach publicznej radiofonii winny kierować się profesjonalizmem i rzetelnością.

Prowadzący nie tylko nie przerwał wypowiedzi nawołującej do działań pozaprawnych, ale nie podjął też żadnej próby przywołania gościa do porządku prawnego, ani skontrowania jego słów. Taka postawa jest przyzwoleniem na szerzenie ideologii godzącej w bezpieczeństwo państwa.

Poważne niebezpieczeństwo społeczne i analogie historyczne

Audycja „Poranny gość Radia Zachód” jest programem publicystycznym skierowanym do szerokiego, masowego odbiorcy, a nie zamkniętym panelem eksperckim. Wypowiedzi sugerujące, że prawo można zawiesić w imię politycznych celów, mogą indukować u części odbiorców przekonanie o dopuszczalności stosowania metod przemocowych i pozaprawnych w życiu społecznym.

Jako dziennikarze przypominamy, że analogiczne argumenty o „sytuacjach nadzwyczajnych” i konieczności stosowania „środków nieznanych prawu” stały u podstaw ukształtowania się systemów totalitarnych w XX wieku. Historia uczy, że odejście od ścisłego przestrzegania procedur prawnych pod pozorem „naprawy państwa” prowadziło w całkiem niedalekiej przeszłości do zniweczenia wolności obywatelskich i tragedii milionów ludzi.

Wnioski

Lubuski Oddział SDP kategorycznie sprzeciwia się wykorzystywaniu mediów publicznych do legitymizowania bezprawia.

Wzywamy w szczególności Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, Radę Programową Polskiego Radia „Zachód” oraz inne organy państwa polskiego do podjęcia wg. swoich kompetencji zdecydowanych działań kontrolnych, ukarania nadawcy na podstawie art. 53 ust. 1 ustawy o r.i.t. oraz wyciągnięcia konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za ten skandaliczny incydent antenowy.

Zarząd Lubuskiego Oddziału
Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

 

Tekst i zdjęcia ze strony lubuski.sdp.p

KOMITET NA RZECZ OCALENIA POLSKIEJ SZKOŁY: Nowe programy kształcenia MEN to naruszenie prawa

Reforma oświaty proponowana przez MEN to naruszenie prawa, a usunięcie Pana Tadeusza, narodowej epopei Adama Mickiewicza, to skandal – mówili podczas środowej konferencji prasowej przedstawiciele Komitetu na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły. Spotkanie odbyło się w Domu Dziennikarza przy Foksal w Warszawie. Na konferencję obok ekspertów KROPS zaprosiło też Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

Konferencja KROPS w siedzibie SDP obyła się pod hasłem: „>>REFORMA 26. Kompas Jutra<< to NARUSZENIE PRAWA!”. Spotkanie było transmitowane w sieci. Wzięli w niej udział eksperci oświatowi, nie tylko związani z KROPS.

„Minister Barbara Nowacka podpisała 11 marca br. rozporządzenie w sprawie podstawy programowej wychowania przedszkolnego oraz podstawy programowej kształcenia ogólnego dla szkoły podstawowej, w tym dla uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu umiarkowanym lub znacznym, natomiast 12 marca br. rozporządzenie zmieniające rozporządzenie w sprawie ramowych planów nauczania dla publicznych szkół” – to tekst zaproszenia na konferencję.

Nauczyciele i eksperci biją na alarm. Minister Nowacka przekonuje, że zmiany są uniwersalne i nowoczesne. Wielu nauczycieli ją krytykuje. Reforma propagowana jako nowoczesna wcale – zdaniem specjalistów – taka nie jest. „Podobne stosowano, tuż po rewolucji w sowieckiej Rosji. Tam też skupiano się na kształceniu poprzez działania” – wyjaśniła ekspertka oświatowa i publicystka Jolanta Dobrzyńska. „Zmienia się nie tylko kształcenie, ale zmieniają się metody kształcenia, nie zwraca się uwagi na treść, wiedzę” – dodała.

 

Zdaniem Dobrzyńskiej metody interdyscyplinarnego nauczania na przykład między klasowego są złe dla uczniów. „To eliminacja naturalnej kultury zachowania” – tłumaczyła Dobrzyńska i zwróciła uwagę na, że systematyczna metoda zdobywania wiedzy, w polskiej szkole minister edukacji Barbary Nowackiej, odchodzi w niebyt. Przypomniała też, że nowe zasady kształcenia to złamanie Konstytucji i – tak jak podkreśla KROPS – niezgodne z innymi normami prawa.

Polonistka i autorka podręczników Hanna Dobrowolska mówiła, że poziom nauczania języka ojczystego – bo tak, jej zdaniem, powinny być traktowane zajęcia m.in. z polskiej literatury a nawet dla młodszych bajek i gawęd – systematycznie się obniża. Z kanonu lektur usunięto między innymi „Pieśni” Jana Kochanowskiego „Nie ma zgody Polaków na niszczenie dorobku polskiej kultury” – podkreśliła Hanna Dobrowolska.

Nauczycieli szczególnie bulwersuje to, że z listy lektur, poza Inwokacją, usunięto epopeję narodową. „Usunięcie poematu „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza to skandal, który dotyka wszystkich nauczycieli języka polskiego, a przede wszystkim uczniów” – podsumowała polonistka na konferencji Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły.

W dyskusji o edukacji i skandalicznych propozycjach MEN wzięli także udział również: prowadzący konferencję i ekspert d.s. edukacji Marek Puzio, lekarka Maria Kępińska i Marek Grabowski z Fundacji Mamy i Taty, członek Rady Demografii i Rodziny przy Prezydencie RP Karolu Nawrockim.

Podczas debaty eksperci zwrócili też uwagę na ogólny trend w zmianach w polskiej oświacie. Argumentowali, że zamiast wzmacniać podstawy wiedzy coraz więcej w szkole jest zajęć nauczających o kontrowersyjnych kwestiach ekologicznych, czy związanych z życiem intymnym człowieka.

 

zdj. Jolanta Hajdasz , Hubert Bekrycht

KOLEJNY NADPAD RZĄDU NA TV REPUBLIKA – Zatrzymano ekipę telewizyjną MICHAŁA RACHONIA – news i komentarz

„Przed siedzibą Służby Kontrwywiadu Wojskowego funkcjonariusze prowadzą wobec ekipy Republiki czynności służbowe, a zanim te czynności się rozpoczęły otrzymaliśmy informacje, że funkcjonariusze policji będą chcieli obejrzeć nagrania, które wykonaliśmy naszymi kamerami. Oczywiście odmówiliśmy i przekazaliśmy, że powinni zwrócić się oficjalnie do Telewizji Republika, a szefostwo stacji podejmie decyzję czy będziemy je pokazywać czy nie” – poinformował Michał Rachoń, dyrektor programowy stacji.

„Wszystko, co robi nasza stacja, wszystkie nagrania, są objęte tajemnicą dziennikarską. Dlatego żadnych nagrań ani treści tego, co zarejestrowały nasze kamery, nie będziemy przedstawiać” – dodał Michał Rachoń.

 

tekst i grafika TV Republika

 

Komentarz:

Możnaby oczywiście wyliczać, który to już zamach na wolne media konserwatywne. Można przypominać, ile, oprócz Republiki, tych mediów już napadnięto. Trzeba to robić, nawet jeśli wydaje się to być bez sensu, bo „oni są silniejsi”. Nic podobnego. Oni są coraz słabsi i dlatego się boją atakując. Próbując zastraszyć nawet tych, którzy się zastyraszyć nie dadzą.

Trzeba przypomninać, tak często jak się da o zbrodniach medialnych koalicji 13 grudnia. Sukcesywnie. Należy być zbiorowym kronikarzem medialnego zamachu stanu. Od bezprecensowego, poza Rosją, bezprawnego przejęcia mediów przez rząd Donalda Tuska 20 grudnia 2023 r., poprzez próby zatrzymania procesu koncesyjnego Republiki i wPolsce24,  aż do utrydniania pracy, lżenia i zatrzymywania  dziennikarzy konserwatywnych mediów. Co da to dokomentowanie?

Chyba sporo, bo rząd się tego boi. A archiwa teraz już nawet z sieci rzadko znikają. Oprócz tych zatrzymanych w medich publicznych od ponad dwóch lat zarządzanych przez nielegalne władze – marionetkowe kierownictwo TVP, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej. Wszystko to w likwidacji. Ale utrzymywane wciąż za Twoje pieniądze, Podatniku!

Dokumentujmy zatem każdy przejaw bezprawia tej wladzy, jej arogancji i siłowych prób oddziaływania na media. Te, niestety, obym się mylił, będą. Będą, bo chamski jest charakter tych rządów. Kiedy wyborcy KO, PSL i Lewicy, tudzież reszty PL 2050 zorientują, że ktoś ich nabił w butelkę i rządzi nimi chamstwo?

Nie wiem, ale na pewno będzie za póżno…

 

Hubert Bekrycht

 

 

MACIEJ ŚWIRSKI: WETO SAFE – moment strategiczny dla Polski

Dlaczego spór o ustawę implementacyjną jest w istocie sporem o przyszłość polskiego przemysłu?

Decyzja Prezydenta Rzeczypospolitej o zawetowaniu ustawy implementującej instrument SAFE zmienia sens całej debaty. Przestaje ona dotyczyć technicznego mechanizmu finansowania zakupów obronnych. Staje się sporem o coś znacznie poważniejszego: o to, czy Polska posiada strategię przemysłową w świecie, w którym przemysł obronny wyrósł na rdzeń nowoczesnego rozwoju technologicznego.

Prezydent powiedział rzecz fundamentalną: państwo nie może przyjmować instrumentu finansowego bez wcześniejszego określenia własnej strategii przemysłowej. Dokumenty rządowe tej strategii nie zawierają. Ustawa implementacyjna SAFE jest ustawą o obsłudze pożyczki, a właśnie dlatego spotkała się z wetem.

SAFE – instrument bezpieczeństwa czy mechanizm sterowania przemysłem

Rozporządzenie Rady (UE) 2025/1106 ustanawiające instrument SAFE zostało przedstawione jako reakcja Europy na pogarszające się środowisko bezpieczeństwa. Tworzy ono jednak w istocie nowy mechanizm decyzyjny dotyczący inwestycji w europejski przemysł obronny.

Mechanizm ten przebiega w kilku etapach. Państwo członkowskie przygotowuje projekt inwestycji obronnej i kieruje go do Komisji Europejskiej, która ocenia jego zgodność z celami instrumentu oraz z koncepcją europejskiej bazy technologiczno-przemysłowej obronności. Jeżeli Komisja uzna projekt za zgodny, przekazuje go do Rady Unii Europejskiej, która podejmuje decyzję wykonawczą zatwierdzającą projekt. W trakcie realizacji Komisja nadzoruje kolejne etapy i decyduje o wypłacie środków.

Taka konstrukcja oznacza, że państwo członkowskie nie decyduje samodzielnie o kierunku inwestycji przemysłowych finansowanych z SAFE. Decyzja o tym, czy i w jakiej formie projekt powstanie, zapada poza nim.

Polska ustawa – mechanizm obsługi długu

Polska ustawa implementacyjna przyjmuje tę konstrukcję w całości. Tworzy fundusz finansowy w Banku Gospodarstwa Krajowego – Finansowy Instrument Zwiększenia Bezpieczeństwa – którego jedynym zadaniem jest obsługa pożyczki SAFE i przekazywanie środków do resortów realizujących projekty. Kluczowy przepis ustawy stanowi wprost: środki mogą być wydawane wyłącznie na projekty zakwalifikowane przez Komisję Europejską i zatwierdzone decyzją wykonawczą Rady UE.

Krajowy mechanizm finansowy nie posiada zatem autonomii przemysłowej. Polska bierze na siebie dług, natomiast decyzja o jego przeznaczeniu zapada w systemie europejskim. W dokumentach rządowych brakuje strategii przemysłowej dla SAFE. Istnieje jedynie mechanika obsługi zobowiązania.

Mechanizm krzyżującej się warunkowości – i jego pozatraktatowe korzenie

Kluczowym elementem systemu jest warunkowość działająca na dwóch poziomach jednocześnie. Warunkowość pionowa dotyczy bezpośrednio instrumentu SAFE: projekt inwestycji musi zostać oceniony przez Komisję jako zgodny z celami instrumentu i europejską bazą przemysłową, dopiero wtedy może zostać zatwierdzony przez Radę. W trakcie realizacji Komisja kontroluje osiąganie kolejnych etapów i może wstrzymać wypłatę środków.

Warunkowość pozioma działa szerzej, w całym systemie finansowym Unii Europejskiej. Dostęp do środków europejskich może zostać uzależniony od spełnienia warunków instytucjonalnych lub politycznych niezwiązanych bezpośrednio z konkretnym projektem. Doświadczenie Polski z Krajowym Planem Odbudowy pokazuje, jak ten mechanizm funkcjonuje w praktyce: państwo może formalnie posiadać dostęp do instrumentu finansowego, ale wypłata środków zostaje uzależniona od spełnienia dodatkowych wymogów określonych przez Komisję.

To jednak tylko połowa obrazu. Polska od lat doświadcza nacisków Komisji Europejskiej w obszarach, które traktaty akcesyjne z 2004 roku wyraźnie pozostawiły poza kompetencjami unijnymi. Wymiar sprawiedliwości, organizacja mediów, a przede wszystkim obronność i przemysł zbrojeniowy – wszystkie te dziedziny znalazły się poza zakresem zobowiązań, które Polska przyjęła, wstępując do Unii. Komisja wywierała jednak wpływ na te obszary kanałami finansowymi i politycznymi, tworząc w ten sposób precedens warunkowości pozatraktatowej: instrument, który formalnie nie wynika z żadnego zobowiązania, ale w praktyce działa jak zobowiązanie egzekwowane.

W przypadku SAFE oba mechanizmy – pionowy i poziomy – mogą działać równocześnie, przy czym sam instrument dotyka dziedziny, która z mocy traktatów pozostaje domeną państwa członkowskiego. Powstaje w ten sposób system krzyżującej się warunkowości, w którym państwo ponosi ryzyko finansowe, lecz nie sprawuje pełnej kontroli nad mechanizmem finansowania, i to w obszarze, gdzie suwerenność traktatowa jest bezsporna.

Wymiar prawny: hipoteza o przekroczeniu kompetencji

Tu docieramy do kwestii, która w debacie publicznej pozostaje niemal nieobecna, choć jej konsekwencje są daleko idące. Traktaty, na których podstawie Polska przystąpiła do Unii Europejskiej w 2004 roku, nie przewidują przeniesienia kompetencji w dziedzinie obronności na organy wspólnotowe. Polityka obronna pozostaje domeną suwerenną państw członkowskich, chronionych przez zasadę kompetencji powierzonych: Unia działa wyłącznie w granicach uprawnień przyznanych jej przez traktaty.

W świetle tej zasady instrument SAFE budzi poważne wątpliwości. Rozporządzenie tworzy mechanizm zatwierdzania, nadzoru i warunkowania finansowania projektów obronnych przez Komisję Europejską i Radę UE w obszarze, który traktatowo pozostaje poza ich jurysdykcją. Polska ustawa implementacyjna, przyjmując tę konstrukcję, wchodzi na pole prawnie niejednoznaczne – i to nie z perspektywy politycznej, lecz z perspektywy zobowiązań traktatowych, którymi Polska jest związana.

Hipoteza prawna, którą warto poddać pogłębionej analizie, jest następująca: umowy i decyzje zawarte lub podjęte z pominięciem ustawowego trybu ratyfikacji i kontroli parlamentarnej, w dziedzinie objętej suwerennością traktatową państwa, mogą nie rodzić skutków prawnych wiążących Polskę na gruncie prawa krajowego. Obowiązuje traktat i konsekwencje prawne wynikające z traktatu – a traktat w tej materii milczy.

Zapowiedzi rządu, że weto prezydenta zostanie zignorowane i że Polska przystąpi do systemu SAFE poza trybem ustawowym, wpisują się w ten sam wzorzec pozatraktatowych nacisków, który Polska obserwuje od lat w odniesieniu do sądownictwa czy mediów. Przekroczenie kompetencji nie staje się legalnym działaniem przez to, że jest dokonywane przez rząd, a nie przez Komisję.

Przemysł obronny to system technologiczny

W polskiej debacie publicznej SAFE opisuje się językiem czołgów i artylerii. To zasadnicze nieporozumienie. Nowoczesne systemy wojskowe są przede wszystkim systemami informatycznymi: integrują sztuczną inteligencję, przetwarzanie danych, cyberbezpieczeństwo, systemy satelitarne, zaawansowaną elektronikę, robotykę i systemy autonomiczne. Przemysł obronny wyrósł na jeden z głównych motorów rozwoju technologicznego państw.

Kto projektuje architekturę systemów wojskowych, ten projektuje również przyszłość gospodarki cyfrowej. Państwo, które tej architektury nie kontroluje, skazuje swój rozwój technologiczny na zależność od tych, którzy ją kształtują.

Łańcuch konsekwencji

Mechanizm SAFE tworzy czytelny łańcuch następstw. Państwo członkowskie zaciąga pożyczkę finansowaną przez Unię Europejską, jednak projekty inwestycyjne podlegają ocenie Komisji, która preferuje inicjatywy realizowane w ramach istniejących europejskich łańcuchów przemysłowych. Największe zdolności przemysłowe skupione są w Niemczech, Francji i częściowo we Włoszech. W konsekwencji przeważająca część dużych projektów będzie lokowana właśnie tam.

Państwa takie jak Polska uczestniczą w systemie głównie jako klienci lub podwykonawcy. Europejski kompleks przemysłowo-obronny skupia się w kilku ośrodkach, podczas gdy Polska finansuje ten system poprzez dług, lecz nie współkształtuje jego architektury technologicznej. Centrum europejskich zbrojeń przesuwa się ku istniejącym ośrodkom przemysłowym – przede wszystkim ku Niemcom i Francji.

Lekcja historii

Odpowiedź na pytanie, czy Polska może pozwolić sobie na rolę klienta w cudzym systemie przemysłowo-obronnym, nie jest abstrakcyjna. Już doświadczenia wojny 1920 roku pokazały, że państwo pozbawione własnej bazy przemysłowej uzależnia się od zewnętrznych dostaw uzbrojenia i amunicji. To przecież na skutek decyzji Anglii rządzonej przez Lloyd-Gerorga wstrzymano dostawy amunicji do Polski w krytycznym momencie wojny z bolszewikami. Uratowali nas bracia Węgrzy. To jest nauka dla Polski na zawsze: taka zależność zawsze ogranicza suwerenność strategiczną – i to niezależnie od formalnych gwarancji sojuszniczych, umów międzynarodowych czy nawet własnego interesu państw podejmujących decyzje w stosunku do Polski. Dlatego rozwój polskiego przemysłu obronnego nie jest kwestią wyłącznie gospodarczą; wpisuje się w rdzeń bezpieczeństwa państwowego, i strategiczne planowanie przyszłości państwa.

Polski SAFE 0% – alternatywa suwerenna

Na tym tle propozycja przedstawiona przez Prezydenta Rzeczypospolitej i Prezesa Narodowego Banku Polskiego nabiera znaczenia wykraczającego poza doraźny spór o zawetowaną ustawę. Program nazwany roboczo Polskim SAFE 0% wyznacza inny kierunek: zamiast obsługiwać pożyczkę zaciągniętą w ramach mechanizmu, którego architektura decyzyjna leży poza Polską, proponuje zbudowanie instrumentu finansowego zakorzenionego w krajowej strategii przemysłowej.

Warunkiem realizacji tego programu jest jednak właśnie to, czego w dokumentach rządowych dotyczących SAFE nie ma: określenie polskich priorytetów przemysłowych i technologicznych. Które kompetencje Polska chce rozwijać samodzielnie? W jakich łańcuchach wartości zamierza uczestniczyć jako podmiot, a nie podwykonawca? Jakie technologie mają pozostać pod krajową kontrolą jako warunek suwerenności strategicznej? Bez odpowiedzi na te pytania żaden instrument finansowy – krajowy ani europejski – nie stanie się narzędziem rozwoju. Stanie się wyłącznie mechanizmem obsługi zadłużenia.

Polski SAFE 0%, rozumiany jako program budowania krajowych kompetencji przemysłowych, jest alternatywą wobec logiki, w której Polska finansuje cudzy rozwój technologiczny. Jego wdrożenie wymagałoby jednak czegoś, czego polska polityka gospodarcza unikała od dekad: strategicznej decyzji o tym, czym Polska chce być w europejskiej i globalnej architekturze przemysłu obronnego.

Prawdziwy sens weta

W tym kontekście weto prezydenta wyraża sprzeciw wobec przyjęcia mechanizmu finansowego bez uprzedniego określenia strategii przemysłowej państwa. Prezydent tym wetem wskazał wyraźnie, że Polska nie może ograniczyć się do roli uczestnika systemu, który finansuje cudze kompetencje technologiczne.

Traktat daje jej do tego pełne prawo – bo obronność pozostaje domeną, której Polska nie przekazała Unii i przekazać nie mogła bez zmiany traktatów, której nie było.

Najważniejsze pytanie

Spór o ustawę implementacyjną SAFE dotyczy zatem odpowiedzi na jedno zasadnicze pytanie: czy Polska chce być wyłącznie uczestnikiem europejskiego systemu bezpieczeństwa, czy również jednym z jego technologicznych architektów. Weto prezydenta sprawia, że pytanie to nie może zostać pominięte.

W XXI wieku bezpieczeństwo państwa zaczyna się w fabrykach, laboratoriach i centrach projektowych. Państwo, które nie kontroluje własnych technologii, traci z czasem zdolność kontrolowania własnej przyszłości.

 

Maciej Świrski/ swirski.info

 

zdj.: ze strony swirski.info

Apel IZBY WYDAWCÓW PRASY: Czyste nośniki – demokratyczny rząd nie może być obojętny na los ludzi kultury

Sektor kultury i środowiska kreatywne, od których istnienia i działania zależą losy i stan polskiej kultury, od lat apelują do władz o rozwiązanie tzw. problemu czystych nośników. Nasze środowisko to ponad 300 000 ludzi zatrudnionych w sektorach, które nazywa się kreatywnymi. Jesteśmy ludźmi teatru, literatury, muzyki, telewizji, środowisk nadawców, wydawców i autorów. Wspólnie generujemy 4 proc. PKB i chcielibyśmy, by dla dobra kraju ten wskaźnik systematycznie wzrastał.

Sektor kreatywny każdego dnia dostarcza społeczeństwu wartościowe treści, które pomagają nam rozumieć rzeczywistość, śledzić wydarzenia i korzystać z rozrywki. Jest to realna praca, która powinna być godnie wynagradzana. Jednym z elementów tego wynagrodzenia są opłaty od tzw. czystych nośników i urządzeń służących do kopiowania utworów w ramach dozwolonego użytku osobistego – stanowiące rekompensatę za możliwość kopiowania utworów na własny użytek. Problem polega jednak na tym, że w obecnym kształcie mechanizm ten jest rozwiązaniem archaicznym, krzywdzącym twórców i producentów kultury. Doceniamy wysiłek państwa w finansowaniu środowisk twórczych, ale musimy po raz kolejny zaapelować o unowocześnienie przepisów, które będą działały na rzecz poprawienia stanu finansowania kultury i to w sposób nieobciążający budżetu państwa! Sprawa nie wymaga regulacji ustawowych. Wystarczy złożenie podpisu na nowelizacji rozporządzenia dot. czystych nośników i urządzeń służących do kopiowania utworów w ramach dozwolonego użytku osobistego. Nieaktualność obowiązujących przepisów w naszym kraju jest kuriozalna. W Polsce, w odróżnieniu od innych krajów UE, lista nośników objętych opłatą wciąż zawiera m.in. płyty CD, kasety VHS, magnetowidy czy nawet kasety magnetofonowe – czyli nośniki i urządzenia, których mało kto dziś używa i niemal nikt już nie produkuje. W wykazie wciąż brakuje używanych na masową skalę komputerów, smartfonów, telewizorów, czy tabletów. A przecież to właśnie smartfon jest dziś głównym urządzeniem wykorzystywanym do korzystania z utworów na własny użytek.

Czyż nie jest zatem oczywiste, że należy go niezwłocznie objąć niewielką opłatą, uiszczaną przez jego producentów i dystrybutorów? Autorzy tego listu od lat przekonują, że jest to konieczne i równie długo czekają na niezbędne regulacje. Bezczynność Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego w tej sprawie jest zdumiewająca, tym bardziej, iż projekt nowelizacji był szeroko konsultowany publicznie i jest gotowy, ale wciąż niepodpisany. Wbrew obietnicom jego wprowadzenia od 1 stycznia 2026 roku, podpisu na stosownym rozporządzeniu nadal nie ma. Dlatego po raz kolejny apelujemy o sprawczość, by hasło: „robimy, nie gadamy” nie pozostało pustym frazesem i aby tysiące polskich twórców, w tym muzycy, filmowcy, aktorzy, twórcy fotografii, grafik i rysunków, pisarze, naukowcy, wydawcy prasy czy dziennikarze – wzorem swoich europejskich koleżanek i kolegów – miały szansę na przetrwanie i rozwój.

 

Izba Wydawców Prasy

 

Warszawa, 10 marca 2026 roku

 

O niemieckiej pożyczce i pewnej aktorce pisze DAWID WILDESTEIN: Szczepkowska bredzi putinowską propagandę

W portalu SDP publikujemy często opinie autorów z rożnych środowisk reprezentujących rozmaite poglądy. Zdecydowaliśmy się przybliżać m.in. niektóre z wpisów dziennikarza i publicysty Dawida Wildsteina z jego profilu na Facebooku. Felietony zamieszczamy za wiedzą Autora – tytuł i śródtytuły oraz nieliczne skróty od redakcji.
Przegrzali z tym SAFE. Serio. Jeśli używają nawet tej ćwierć inteligentki, tego, wybaczcie słowo, ale to i tak najłagodniejsze, nielotnego chamidła, Szczepkowskiej, która znowu zaczyna bredzić putinowską propagandę, że Nawrocki nie jest Prezydentem (skądinąd to niebywałe, że po stronie Uśmiechniętego Populizmu można tak na bezczelu, bez ukrywania nadawać przekazem z Russia Today), to znaczy, że wiedzą, że już muszą chwycić się wszystkich swoich rezerw, najgorszego patusiarstwa…
To, co miało być ich spektakularnym zwycięstwem przestało nim być i muszą dziko walczyć. O tym świadczy ich wycie.
I nic dziwnego. Bo po tych kilku tygodniach debaty o berlińskim SAFE, a szczególnie po prezydenckim projekcie SAFE 0% nie wiem, jak można popierać ten s*f, który chce nam sprzedać Uśmiechnięty Populizm. Nie wiem jak ktokolwiek, kto jakkolwiek ogarnia rzeczywistość, może być za tą patologią.
Przecież oni się w pełni odsłonili. Ta władza już nawet nie ukrywa, właściwie wprost przyznaje, że nie chodzi o żadną obronność, czy o rozwój Polski i naszych zdolności militarnych. (…) Chodzi o to, by nas związać z Berlinem i Brukselą i żeby nasze możliwości obronno-wojskowe były uzależnione od warunkowości (czytaj łaski) przychylnych im państw.
Plus jeszcze ta ostentacja w zapowiedziach, że mają gdzieś konstytucję, Prezydenta etc.; i tak przyjmą i pokaża środkowy palec całej reszcie…
A jakby ktoś miał jeszcze do jakiegoś czasu wątpliwości, to ten dziki, nieracjonalny, durny wylew hejtu chyba wystarczająco pokazał, że żadna rozmowa nie jest możliwa. Żadna debata, czy refleksja nad tym, jak tworzyć własne państwo i jak je zabezpieczać. Mamy brać od Niemców i morda w w kubeł. Kto myśli inaczej faszystą. I jeszcze (…) ten prymitywizm, ta tępota i infantylizm tego, co nam sprzedaje od kilku dni ta władza i jej medialne cyngle z GW, TVN i okolic… dla każdego na jakimś poziomie intelektualnym i niezależnie od poglądów politycznych jest to zwyczajnie odrażające.
No i Tusk wyskakujący na przemówieniu z przekazem, ze Niemiec płakał jak sprzedawał SAFE, więc bierzmy jak najszybciej? Serio? No, da się głupiej i prymitywniej?  Oni już nie udają. To propaganda idiotów dla idiotów. Najbardziej mnie chyba bawi wątek, że Nawrocki robi to, bo USA… A w tym czasie, na bezczelu, bez krępacji, politycy niemieccy wprost mówią, że Polska ma przyjąć SAFE, bo inaczej będzie kuku. (…)
A w filmikach, które argumentują za berlińskim SAFE nasza Uśmiechnięta Patologia też robi z siebie zwyczajnego debila… np pokazuje zaporę na granicy polsko- białoruskiej, przeciw której samo walczyli. Serio. Kim trzeba być, by coś takiego łykać?
PS: algorytmy czesto tną zasięgi moich wpisów. Jeśli ten post wydaje Ci się ważny – proszę, podaj go dalej – DW.