Zmarła artystka wszechstonna KRYSTYNA GURANOWSKA-STOLARZ. Pogrzeb w piątek 20 lutego

Krysia Guranowska-Stolarz nie była dziennikarką, ale należała do Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP. Zanim kilka lat temu ciężko nie zachorowała bywała regularnie na naszych comiesięcznych spotkaniach w Domu Dziennikarza. Słuchając zaproszonych gości chętnie je portretowała, obdarowując je na końcu swoimi rysunkami Przed świętami przynosiła nam własnoręcznie wykonane karty bożonarodzeniowe lub wielkanocne, wraz z życzeniami. Często też prezentowała nam swoje wiersze i rysunki satyryczne. Zawsze była serdeczna, życzliwa, uśmiechnięta, twórcza.

Krysia Guranowska-Stolarz urodziła się na Saskiej Kepię w Warszawie w 1951 r. Wyrastała w rodzinie artystycznej. Jej matka, Irena Rzepecka-Guranowska, malowała krajobrazy; ojciec – Lech Guranowski – pracował w Agencji Filmu Reklamowego, dziadek – Mieczysław Guranowski – był literatem okresu Młodej Polski i 20-lecia międzywojennego, a pradziadek – Józef Guranowski – malował naturalistyczne, XIX-wieczne pejzaże nadrzeczne. Krystyna od najmłodszych lat była zafascynowana artystycznym rysunkiem, malarstwem i poezją.

Ukończyła Żeńską Szkołę Architektury im. Noakowskiego w Warszawie, studium pedagogiczne (specjalność: metodyka plastyki) oraz Studium Profilaktyki Uzależnień przy Mazowieckim Towarzystwie Przyjaciół Dzieci Uzależnionych Powrót z „U”. Prowadziła warsztaty plastyczne dla dzieci i młodzieży – w szkołach oraz indywidualnie.

Była artystką wszechstronną, w swojej twórczości łączyła architekturę, malarstwo i pedagogikę. Tworzyła w różnych technikach (akrylem, akwarelą, olejem), rysowała piórkiem, tuszem i węglem.

Jej prace także charakteryzują się różnorodnością tematów – są to pejzaże, architektura, konie, kwiaty, portrety, realistyczne rysunki Warszawy (najczęściej Wilanowa), sceny miejskie Europy. Wykonywała też abstrakcje, kolaże, wycinanki, rękodzieła z gliny.

Idąc śladami swoich przodków – również pisała: bajki i wiersze, m.in.: cykl wierszy: „Na pustej Plaży”, „W Łebie”, czy „W twórczości” – z własnoręcznie wykonanymi ilustracjami. Jej rysunki, często satyryczne, ukazywały się na łamach różnych pism i książek.

Krystyna Guranowska-Stolarz aktywnie uczestniczyła w środowisku artystycznym, zarówno krajowym, jak i międzynarodowym. Należała do grupy artystów Saskiej Kępy przy Centrum Promocji – PROM, była członkiem Związku Artystów Plastyków – Sztuka Użytkowa oraz Związku Marynistów Polskich, współpracowała też z SARP-em oraz ze Związkiem Dziennikarzy Polskich. Bywała na plenerach, uczestniczyła w wernisażach, brała udział w wystawach zbiorowych i indywidualnych, W ostatnich latach tworzyła głównie w rodzinnej willi w Międzylesiu

Krysia Guranowska-Stolarz długo nie dawała się chorobie. Byłam z nią w stałym kontakcie, wiem, ile wycierpiała. Niestety, zmarła 11 lutego 2026 r., mając 75 lat. Jej pogrzeb odbędzie się w piątek, 20 lutego 2026 r., w kościele pw. św. Karola Boromeusza na warszawskich Powązkach.

Rodzina, której składamy gorące wyrazy współczucia, prosi o modlitwę za Zmarłą.

Pokój Jej duszy!

 

Teresa Kaczorowska

przewodnicząca Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP

 

zdjęcia przekazała Autorka

HUBERT BEKRYCHT: Prokuratorzy kontra dziennikarze, czy urzędnik stoi ponad reporterem? prok. ADAMIAK vs red. JELONEK

Sprawa Michała Jelonka z TV Republika, którego pozwała rzeczniczka Prokuratora Krajowego jest przykładem na to jak mały autorytet ma polski wymiar sprawiedliwości. Dlaczego? Bo, aby wykazać swoją wyższość nad dziennikarzami słudzy Temidy idą do niej samej. Aby się pożalić na media i wypłakać wyrok skazujący reporterów, co w istocie rzeczy jest zastraszaniem dziennikarzy.

Co będzie w sprawie red. Michała Jelonka, który śmiał zapytać premiera Tuska o to, czy prawdą jest, że prokurator Anna Adamiak przyczyniła się – w ramach pomocy prawnej w 2011 roku – do uwięzienia białoruskiego dysydenta Alesia Bielackiego? W ub. tygodniu rozpoczął się bój wyposażonej we wszystkie środki prawne rzeczniczki Prokuratora Krajowej z dziennikarzem ze zwalczanej przez sfery prorządowe TV Republika.

Knabel w mediach prorządowych

Sprawę opisują media konserwatywne, w mediach prorządowych, poza złośliwościami wobec red. Jelonka, nie ma śladu po prokuratorskiej inicjatywie Anny Adamiak. „Przed warszawskim sądem rozpoczęła się rozprawa, którą z prywatnego aktu oskarżenia wytoczyła Michałowi Jelonkowi prokurator Anna Adamiak.

Rzecznik Prokuratury Krajowej nie wyraziła zgody na wyłączenie niejawności trwania rozprawy i obecności na sali mediów” – napisał portal Niezależna pl.

Po pierwsze, przyznać należy, że „prywatny akt oskarżenia” rzecznika Prokuratury Krajowej brzmi złowrogo i z nutą arii groteskowej operetki, jaką apolityczny oraz bezstronny wymiar sprawiedliwości próbuje zaśpiewać na publicznej scenie sądowej. Ale przecież nie publicznej, bo wyłączono jawność procesu. Czyli, kiedy w trakcie postepowania pojawią się argumenty na korzyść pozwanego przedstawiciela medium, które nieustanne jest szkalowane przez koalicję, opinia publiczna nie pozna tych dowodów.

W dużym skrócie, jak opisuje Niezależna.pl, sprawa dotyczy pytania Michała Jelonka, które zadał premierowi Tuskowi na konferencji prasowej „- Czy może ten autorytet (b. ministra sprawiedliwości Adama Bodnara – red. Niezależna.pl) polega na przywróceniu do pracy w prokuraturze prokurator Adamiak, która przyczyniła się do uwięzienia białoruskiego opozycjonisty Alesia Bialackiego? – pytał Michał Jelonek” . Tak opisał wydarzenie portal.

I dalej Niezależna pl przypomina okoliczności zadania tego pytania. „Dziennikarz Republiki nawiązywał do sytuacji z 2011 roku, którą Prokuratura Krajowa tłumaczyła w 2024 roku pisząc, że materiały prasowe zawierają nieprawdziwe informacje o działaniach prokurator. W oświadczeniu zaprzeczono doniesieniom twierdzącym, że prokurator Anna Adamiak pomogła białoruskim służbom w aresztowaniu tamtejszego opozycjonisty Alesia Bialackiego” – przekazał portal.

Prorządowe milczenie o oświadczeniu Prokuratora Generalnego z 2023 r.

W istocie dużo było zakrętów na drodze do wyjaśnienia sprawy, jak to się stało, że 15 lat temu, kiedy także rządził premier Tusk a w międzynarodowych organach prokuratury była dzisiejsza rzecznik, polski wymiar sprawiedliwości pomógł jednak białoruskiej satrapii uwięzić laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Białoruski diabeł i polska kompromitacja, oczywiście, tkwią w szczegółach.

Otóż tak się jakoś dziwnie składa, że nie publikuje się u nas masowo pisma z 6 marca 2023 roku. Chodzi o oświadczenie ówczesnego Prokuratora Generalnego, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro dostępnego w Systemie Informacji Prawnej LEX, Oto fragmenty dokumentu. „W ubiegły piątek (3 marca 2023 roku – red.) białoruski sąd w pokazowym postępowaniu skazał na 10 lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze Alesia Bialackiego, białoruskiego obrońcę praw człowieka, laureata Pokojowej Nagrody Nobla. Skazanie to Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro ocenia jako akt bezprawia.

Zdarzenie to stanowi potwierdzenie, że władze tego kraju kolejny raz postawiły się poza europejską kulturą prawną. Piątkowy wyrok białoruskiego sądu to też kolejne orzeczenie, zgodnie z którym Aleś Bialacki ma znaleźć się kolonii karnej. Wcześniej podobny wyrok zapadł w 2011 roku” – czytamy na stronie SIP LEX.

Ubolewanie i wyjaśnienie, kto został ukarany

Dalej jest wyjaśnienie, kto może, a kto – zdaniem Zbigniewa Ziobry – nie może w polskiej prokuraturze czuć się winnym. Lub niewinnym – to zależy od dobrego samopoczucia prokuratorów a nade wszystko od przepisów, które interpretują.

Oryginalny tekst oświadczenia z 6 marca 2023 roku

„Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro wyraża ubolewanie, że w 2011 r. polska prokuratura w odpowiedzi na wniosek o pomoc prawną władz Białorusi, przekazała jej materiał dowodowy w postaci historii rachunków bankowych opozycjonisty, który mógł być wówczas podstawą kolejnych represji wobec białoruskiego opozycjonisty oraz jego zatrzymania przez białoruskie organy śledcze na początku sierpnia 2011 r. i skazania za rzekome przestępstwa podatkowe. Prokuratura Generalna przekazała materiały pomimo negatywnego stanowiska w zakresie możliwości realizacji wniosku strony białoruskiej wyrażonego przez prokurator Elżbietę Janicką z Działu Obrotu Prawnego z Zagranicą w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie” – głosi oświadczenie Prokuratora Generalnego z 6 marca 2023 roku.

Oświadczenia trzeba czytać…

I tutaj następuje, zdaniem prawników, kluczowe sformułowanie w sprawie roli, jako w sprawie odegrała, lub nie, obecna rzeczniczka Prokuratora Krajowego, która wystąpiła przeciwko drążącemu sprawę dziennikarzowi Michałowi Jelonkowi z TV Republika.

„W związku z przekazaniem materiałów dotyczących opozycjonisty białoruskiemu reżimowi, w ówczesnej Prokuraturze Generalnej stanowisko stracił prokurator Krzysztof Karsznicki, dyrektor departamentu zajmującego się współpracą międzynarodową oraz jego zastępca. Wobec prokurator Anny Adamiak bezpośrednio zajmującej się sprawą w Prokuraturze Generalnej wszczęto postępowanie dyscyplinarne, które w pierwszej instancji zakończyło się umorzeniem wobec znikomej szkodliwości społecznej czynu, zaś w drugiej uniewinnieniem. Prokurator Generalny ocenia to rozstrzygnięcie jako niesłuszne” – czytamy w oświadczeniu Zbigniewa Ziobro z marca 2023 roku.

Prawda i sprawiedliwość

Nie będę bawił się w spekulacje, co miał na myśli red. Michał Jelonek pytając obecnego premiera o rolę w sprawie „pomocy” polskiego wymiaru sprawiedliwości reżimowi Białorusi podczas sprawowania władzy przez rząd PO i PSL, któremu przewodził Donald Tusk w 2011 roku. Wtedy, kiedy polski wymiar sprawiedliwości okrył się hańbą realizując „pomoc prawną” przyczyniającą się do skazania Alesia Bielackiego przez białoruską niesprawiedliwość reżimu współpracującego z bandytami z Rosji.

Przypomnieć należy, że rządy PO-PSL sprawowały władzę w latach 2007 – 2015. Do 2014 roku kierował nimi Donald Tusk.

To ten sam premier, który rządzi teraz i który, na pewno patrzy na proces Adamiak vs Jelonek z zainteresowaniem i troską o stan wolności słowa w Polsce.

I byłbym spokojny o sprawiedliwy wyrok w tej sprawie. Ale jakoś nie jestem.

 

Hubert Bekrycht

 

Zdjęcie Anny Adamiak – fot. Tomasz Jędrzejowski, Gazeta Polska

 

 

O wulgarnej narracji w obozie władzy pisze DAWID WILDSTEIN: Dlaczego oni muszą być tacy tępi i odrażający?

„Jesteś śmierdzącą ruską onucą. Myślałem, że tylko pisowskim czopkiem, dla szmalu koniunktury, taką pospolitą zwyczajną k*****. Okazuje się, że poszedłeś dalej. Onuco, jechałeś po mnie medialnie, teraz się ruski pachołku zrewanżuję. Jak tam d***y w agenturze? Dalej cię kochają? To urocze słowa, jakie wypowiedział wobec Stanowskiego celebryta i wielki autorytet Uśmiechniętej Polski, Piotr Zelt.

Stanowski ani mi brat, ani swat, ale przypomnijmy jedno przy tej okazji. Piotr Zelt to typ, który, podczas hybrydowego ataku Putina na Polskę, wspierał ile się dało propagandę Rosji i Białorusi.

Zaburzenia i infantylizm

Żeby nie było, myślę, że nie wspierał Putina intencjonalnie. Jak pokazuje ta wiadomość i inne wyczyny tego aktora, w wypadku Piotra Zelta mamy ewidentnie do czynienia z zaburzonym, infantylnym, nie kontrolujących emocji ciężkim idiotą. Hm. Czyli właściwie z typowym przedstawicielem wspierających tę populistyczną władzę celebrytów.

Ale ja przytaczam ten (… – red) post nie po to, żeby piętnować hipokryzję idiotów od Uśmiechu. Mam inne pytanie. Czemu oni zawsze muszą być tacy obrzydliwi? Czemu zawsze te wspaniałe autorytety Uśmiechu okazują się intelektualnie miernymi, żenującymi chamami? Czemu zawsze są tak niebywale prymitywni i brutalni? I o co chodzi z ich fiksacjami na punkcie fekaliów? Czemu pasożytują na najgorszych ludzkich emocjach i je podbijają? Jest w tym naprawdę coś niebywałego.

Zelty, Skiby, Gretkowskie…

Widzisz tę groteskową bandę nadętych snobów, powtarzająca te dyrdymały, jak to są lepsi od typowych Polaków, jak są elitą, a potem czytasz tych Zeltów, te Skiby, Szczepkowskie , Gretkowskie, profesory Markowskie i innych fanów Giertycha i naprawdę masz czasem wrażenie, że ktoś właśnie zrobił patostream ze śmietnika, w którym zawzięcie „dyskutują” jakieś chlory, którym mózgi dawno przeżarł denaturat.

Nie zrozumcie mnie nie źle. Ja wiem, że ci ludzie to jednostki pozbawione myśli, nie posiadające ani grama niezależnej myśli czy kręgosłupa moralnego, gotowi dla Tuska na wszystko, na każdą podłość. Ale dlaczego, w wymiarze chociaż estetycznym, ten Uśmiechnięty Populizm nie mógłby być mniej obrzydliwy? A jutro ten sam Zelt będzie się pławił w jakimś tabloidowym syfie nad tym, jak to Polacy są wulgarni… a podbijać to będą np cyngle z GW. I tak to się kręci w Uśmiechniętym Cyrku.

Dawid Wildstein – X

PS: algorytmy czesto tną zasięgi moich wpisów. Jeśli ten post wydaje Ci się ważny – proszę, podaj go dalej

 

 

Pod patronatem SDP – powieść MARKA RUDNICKIEGO „Vakho. Ucieczka do piekła” – cicha wojna o granice Polski

Na rynku wydawniczym wciąż popularne są książki pisarza i dziennikarza Marka Rudniczego, naszego Kolegi z SDP, prezesa Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Szczecinie. Powieść „Vakho. Ucieczka do piekła” została objęta patronatem SDP. Rudnicki to twórca pracowity i nieoczywisty, jego książki zmuszają do innego myślenia o naszych dziejach, współczesności a nade wszystko o przyszłości Polski.

Książki red. Marka Rudnickiego poruszają problemy uniwersalne, jak cała trylogia: „Vakho. Ucieczka do piekła” po „Vakho. Wilcze szczenię”, wydanej również w USA pt. „Vakho. The Wolf’s Cub” i „Vakho. Czerwone wota”.

Polska ledwie odetchnęła po zakończonej wojnie z bolszewikami, a już grzęźnie w chaosie politycznym. Teoretycznie uregulowana granica na Kresach staje się w rzeczywistości zarzewiem rodzącego się konfliktu w sytuacji, gdy macki sowieckiego wywiadu sięgają głębiej niż zdają sobie z tego sprawę polskie służby zajęte rozgrywkami na szczeblach władzy. Splot wydarzeń sprawia, że  rodzi się podejrzenie, że przebieg granicy po Traktacie Ryskim nie jest zgodny z zawartymi wówczas układami. Punktem zwrotnym staje się list wysłany do Janka przez ojca, majora dyonu lotniczego, który wkrótce po tym ginie w niewyjaśnionej katastrofie lotniczej. Jego treść otwiera istną Puszkę Pandory.

Piłsudski, odsunięty na boczny tor przez aktualnie rządzących, nie rezygnuje całkiem z polityki i w tajemnicy powierza Jankowi kolejną misję na Wschodzie. Gdy na sąsiadujące z Polską tereny zostaje wysłana specjalna sowiecka jednostka, a wokół Polski zaczynają się rodzić niepokojący sojusz Niemiec z Rosją, dla wtajemniczonych staje się jasne, że wojna wcale się nie skończyła. Teraz tylko toczy się w ciszy gabinetów i w cieniu zdrady.

W tle żywa wówczas kwestia pozostawienia w wyniku Traktatu Ryskiego po stronie rosyjskiej niemal dwóch milionów polskich mieszkańców Kresów. Rozgrywa się ich dramat i złudzenie, że Polska jednak upomni się o nich.

„Vakho. Ucieczka do piekła” to trzymająca w napięciu opowieść pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji, często dramatycznych i posiekanych tragedią jednostek, ale też utkana elementami czysto ludzkimi, bliskimi i zrozumiałymi dla każdego człowieka. Idealna kompozycja z nutkami smaków tragizmu, miłości i wierność ideałom, w których został wychowany główny bohater. A co istotniejsze, oparta o wydarzenia, które choć dziś umknęły już naszej pamięci, to zachowują wyraziste konotacje do współczesności.

Marek Rudnicki to często nagradzany pisarz i dziennikarz. Absolwent kursu dla dziennikarzy i wydawców Związku Włoskiej Prasy Periodycznej. W stanie wojennym współpracował z podziemnym pismem „Orzeł Biały”, a po roku 1989 z periodykami: „Młoda Polska”, „Przedsiębiorca Zachodniopomorski”, „Solidarność ‘80”. Przez wiele lat dziennikarz tygodnika „Morze i Ziemia” oraz dziennika „Głos Szczeciński”. Jest członkiem rady programowej Polskiego Radia Szczecin S.A. i Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział Wielkopolski.

Otrzymał m.in. prestiżowe nagrody Ostrego Pióra BCC, Dziennikarza Roku, Nagrodę Złotej Kaczki im. Bogdana Czubasiewicza oraz wyróżnienie w konkursie SDP Nagroda im. Wojciecha Dolaty.

W dorobku Marka Rudnickiego są książki o różnej tematyce, w tym – dotyczących tajemnic z zakresu paleoastronautyki („Kołowrót dziejów” i „Bękarty bogów”), thrillerów (cykl: „Szpony diabła”, „Remedium 111”, „Krwawy bursztyn”), „Shang. Kolce róży” oraz wspomnianego cyklu „Vakho” z fabułą historyczną, dotyczącego okresu wojny polsko-bolszewickiej, których wątki jako żywo przypominają dzisiejsze zmagania Ukraińców w walce z Rosją.

A oto fragment recenzji powieści Rudnickiego „Vakho. Ucieczka do piekła” z portalu alenajpierwksiążka:

„Vakho. Ucieczka do piekła” oraz „Vakho. Czerwone wrota” to książki, które opowiadają historię w sposób bezlitosny- takie, które ją dosłownie odsłaniają, zdzierając warstwę patosu i zostawiając czytelnika sam na sam z brudem, strachem i odpowiedzialnością. To powieści historyczne, które karmią się legendą, ale także takie, które tę legendę rozbrajają.

***

„Vakho. Ucieczka do piekła” oraz „Vakho. Czerwone wrota” to literatura bezlitosna wobec mitów, oszczędna w emocjonalnych ułatwieniach, za to niezwykle precyzyjna w stawianiu pytań o cenę niepodległości. To książki pisane z chłodną świadomością, że historia to nie opowieść o zwycięstwach, lecz o decyzjach, których skutków nie da się cofnąć. Autor pisze o niepodległości bez fanfar. Polska, która dopiero co się narodziła, już musi walczyć o prawo do istnienia- nie tylko na froncie, ale także w gabinetach, meldunkach, półsłówkach i zdradach.

Bohaterowie Boszko-Rudnickiego nie funkcjonują w logice heroizmu, lecz w logice przetrwania i odpowiedzialności. Janek to postać wewnętrznie wypalona, uważna, podejrzliwa wobec świata i samej idei „końca wojny”. Jego doświadczenie nie prowadzi do wzniosłych deklaracji, lecz do coraz bardziej bolesnej świadomości, że każda decyzja- także ta słuszna- niesie ze sobą czyjąś krzywdę. Autor nie tłumaczy emocji bohaterów ani nie dopowiada ich stanów. Tym samym zmusza czytelnika do uważnej lektury i do czytania między wierszami.

Klimat książek jest gęsty, duszny, momentami niemal paranoiczny. Wojna toczy się tu w półcieniach: w raportach, podejrzeniach, krótkich rozmowach i narastającej nieufności wobec sojuszników (…).

To nie są książki łatwe ani wygodne. Momentami surowe, chwilami wymagające skupienia, ale uczciwe wobec czytelnika. „Vakho” to literatura historyczna, która zaskakująco mocno rezonuje ze współczesnością – opowiada o wojnie hybrydowej, manipulacji i cenie, jaką płacą ci, którzy działają w cieniu. To książki, które nie chcą się podobać- chcą być uczciwe. I właśnie dlatego zostają w pamięci. Zostawiają niepokój oraz pytanie, czy historia naprawdę kiedykolwiek się kończy, czy tylko zmienia język.

Był to fragment recenzji z ” z portalu alenajpierwksiążka

 

grafika z materiałów Marka Rudnickiego

 

 

DAWID WILDSTEIN: Onet atakuje PREZYDENTA RP, czyli afera, której nie ma – odc. 423…

No i der Onet znowu przebił dno ślinienia się do Tuska. Nie, to zdjęcie to nie fejk / w oryginalnym wpisie na FB Dawid Wildstein zamieścił zdjęcie z onetowskiego artykułu propagandowego.  Portal zwracał uwagę, że prezydent zażywał tzw. snusy, czyli substancję zastępujacą palaczom papierosa. Onet po raz kolejny z oburzeniem informował, że prezydent robił to, podczas oficjalnych spotkań – red./ To autentyczny przekaz cyngli z Onetu.Ktoś jeszcze potrzebuje dowodu, jakiego dna sięgnął ten Uśmiechnięty Populizm? Jaki Uśmiechnięty Cyrk sobie urządza w naszym kraju?

Wszyscy przy okazji tego przecieku do Onetu mówią o kolejnym ujawnianiu mediom z zagranicznym kapitałem przebiegu tajnych spotkań i informacji niejawnych. No ale przecież do tego się przyzwyczailiśmy.
To państwo jest atrapą zarządzaną przez nieudaczników, mających gdzieś nasze bezpieczeńswo. „Doceńcie” co innego. To, co oni uznali za najważniejsze z tego spotkania, co chcą sprzedać swoim odbiorcom i w jaki sposób kreują rzeczywistość.

Najważniejszy jest snus Prezydenta. Tak. To nie fejk. To ich poziom. Propaganda dla kretynów robiona przez imbecyli.

Przecież to już ręce opadają. To jest naprawdę najbardziej durny, infantylny populizm, jaki spotkal kiedykolwiek nasz biedny kraj.
Lepper przy tym to była erupcja intelektu i szyku.

Hop hop kochani zwolennicy Uśmiechu, naprawdę nie przeszkadza Wam, za jakich głupków was mają? Że robisz was najbardziej tępym grupę Polaków? Ja bym się wk#rwił.

PS: algorytmy czesto tną zasięgi moich wpisów. Jeśli ten post wydaje Ci się ważny – proszę, podaj go dalej.

KRRiT wszczęła postępowanie ws.TVP, która przemilczała udział PREZYDENTA RP w ceremonii otwarcia ZIO 2026

Nie cichną echa kolejnego już skandalu w Telewizji Polskiej S.A.  w likwidacji. TVP przemilczała udział PEZYDENTA RP KAROLA NAWROCKIEGO w ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026 Mediolan, Cortina. Krajowa Rada Radiofonii i Telewziji wszczęła postępowanie w tej sprawie.

W piątek 6 lutego wieczorem TVP pokazywała na głównej antenie TVP 1 i w TVP Sport ceremonię otwarcia ZIO 2026 we Włoszech. Niestety, po raz kolejny Telewizja Polska udowodniła, że jest prorządowa i złośliwie ogranicza informacje dotyczące innych, poza Radą Ministrów, ośrodków władzy, w tym przede wszystkim Prezydenta RP. Podczas prezentacji polskiej reprezentacji komentatorzy Piotr Sobczyński i Marek Rudziński nie podali, że w uroczystym otwarciu ZIO 2026, wraz z innymi głowami państw, uczestniczy prezydent RP Karol Nawrocki.

Oto oświadczenie KRRiT w tej sprawie:

Postępowanie wyjaśniające dotyczące transmisji ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026 w TVP w likwidacji

Przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji dr Agnieszka Glapiak uruchomiła postępowanie wyjaśniające wobec Telewizji Polskiej w likwidacji w związku z przebiegiem transmisji ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026. W tej sprawie KRRiT otrzymała skargi od widzów, którzy zwrócili uwagę na rażące pominięcie w przekazie informacji o obecności Prezydenta RP Karola Nawrockiego, na inauguracji igrzysk.

Podczas transmisji komentatorzy Telewizji Polskiej w likwidacji (Marek Rudziński i Piotr Sobczyński) poinformowali widzów jedynie o udziale w ceremonii otwarcia ministra sportu i turystyki, reprezentującego rząd RP, nie odnosząc się natomiast do obecności na uroczystości prezydenta RP. Zdaniem widzów stanowiło to przejaw selektywnego i nierzetelnego informowania odbiorców.

– Pominięcie informacji o udziale urzędującego Prezydenta RP w wydarzeniu o międzynarodowej randze, transmitowanym przez nadawcę publicznego, nie może być traktowane jako przypadkowe uchybienie redakcyjne. Tego rodzaju działanie stanowi poważne naruszenie standardów rzetelności, bezstronności oraz kompletności przekazu, do których zobowiązana jest telewizja publiczna – podkreśliła przewodnicząca KRRiT dr Agnieszka Glapiak.

Szczególny niepokój KRRiT budzi fakt, że nie było to zdarzenie odosobnione. Podobnych sytuacji, kiedy podczas ważnych państwowych uroczystości nie relacjonowano na żywo przemówienia Prezydenta RP lub pomijano jego udział w tego typu wydarzeniach, było więcej. Należy podkreślić, że powtarzalność tego rodzaju przypadków dodatkowo wzmacnia wątpliwości co do standardów realizacji misji informacyjnej przez nadawcę publicznego.

Skargi dotyczące pominięcia prezydenta RP podczas transmisji TVP w likwidacji

W skargach kierowanych do KRRiT widzowie wskazywali m.in. na naruszenie prawa do pełnej informacji oraz brak równego traktowania konstytucyjnych organów państwa. Podnoszono również wątpliwości co do intencjonalnego charakteru pominięcia oraz jego sprzeczności z misją publiczną nadawcy.

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji sprawdzi, czy doszło do naruszenia przepisów ustawy o radiofonii i telewizji, w szczególności w zakresie obowiązku rzetelnego, bezstronnego i odpowiedzialnego informowania opinii publicznej.

Przewodnicząca KRRiT podkreśla, że media publiczne mają szczególną odpowiedzialność za sposób relacjonowania wydarzeń o znaczeniu państwowym i międzynarodowym, a wszelkie działania mogące nosić znamiona pomijania lub marginalizowania konstytucyjnych organów władzy będą oceniane ze szczególną uwagą.

TUTAJ treść oświadczenia KRRiT

HUBERT BEKRYCHT: Kolejny skandal na antenie TVP w liwidacji. I w politycznej  frustracji

Skazany DUKLANOWSKI – SAKIEWICZ oczyszczony z zarzutów w tej samej sprawie – schizofrenia sprawiedliwości czy sprawność niektórych sądów wobec koalicji 13 grudnia?

Stała się rzecz skandaliczna i właściwie, jako taka nadaje się już pod osąd dużo ważniejszych trybunałów. Oto sąd skazał red. Tomasza Duklanowskiego z Gazety Polskiej za to, że publikował, na podstawie relacji wielu świadków, artykuły o tym, że ówczesny marszałek Senatu Tomasz Grodzki, jako lekarz, ordynator szczecińskiego szpitala brał łapówki.

Sam wyrok wobec Duklanowskiego jest parodią wymiaru sprawiedliwości, bo przede wszystkim na podstawie jego artykułów o łapówkach dla Grodzkiego, redaktor naczelny Gazety Polskiej i prezes TV Republika Tomasz Sakiewicz umieszczał w mediach Wolnego Słowa publikacje ze szczegółami tej sprawy.

Rozdwojenie jaźni ducha prawa

Sakiewicz , jak Duklanowski, został pozwany przez byłego marszałka Senatu, senatora i prominentnego działacza rządzącej KO. Tomasza Sakiewicza uwolniono kilka tygodni temu od zarzutów. Tomasza Duklanowskiego skazano. Dziennikarz zapowiada skargę kasacyjną, ale czy nie trąci to skandalem znacznie większym?

Z tego powodu, że ten sąd od Duklanowski przegrał. Czy ów sąd nie wziął pod uwagę argumentów pozwanego? Nie może nawet Duklanowski nic na temat procesu powiedzieć, bo na wniosek Grodzkiego, sąd orzekł, że nie… Świadkowie natomiast nie wycofali swoich relacji z procederu łapówkarskiego, jaki był – ich zdaniem – udziałem byłej trzeciej osoby w państwie.

Prawo nie jest logiczne. W Polsce

Sakiewicz prze innym sądem został oczyszczony z zarzutów o pomawianie Grodzkiego, przeciw któremu świadczyły publikacje Duklanowskiego? Nie ma w tym logiki, ale jak mówią teoretycy prawa, w przepisach nie ma logiki. A może sądy w Polsce mają schizofrenię? Może w kraju jest jakaś dziwna epidemia atakująca ludzi w togach z purpurowymi lamówkami? No, nie, bo wtedy zaatakowałaby sędziów w procesie Sakiewicza.

A może, znowu gdybam, jedne sądy są po prostu sprawiedliwe – tak jak w przypadku szefa GP i TV Republika i usłużne wobec przedstawicieli koalicji rządzącej. No, też nie, bo sędziowie to nie fabryki wyroków i na orzeczenia dotyczące mediów czeka się długo. Jedne wyroki są korzystne dla dziennikarzy, inne dla szefów mediów głównego nurtu lub polityków tym mediom patronującym.

Sprawa skandalicznego wyroku w sprawie Duklanowskiego będzie miała – moim zdaniem – ciąg dalszy, a były marszałek Senatu z KO nie może spać spokojnie. Bo przecież żyją świadkowie, którzy, powtarzam, nie wycofali się ze swoich relacji o tym, że Grodzki jako lekarz i ordynator brał łapówki od rodzin pacjentów.

Relacje po wyroku…Wiele pytań

Przyjrzyjmy się relacjom i emocjom po skandalicznym wyroku. To relacje m.in. z profilu X. Poniedziałek 9 lutego 2026 roku:

Tomasz Duklanowski, X: >>Sąd uniewinnił Tomasza Sakiewicza, który na podstawie moich tekstów stwierdził, że Grodzki to „zwykły łapówkarz”. Mnie natomiast skazał, analizując te same teksty. Były to relacje wielu pacjentów i ich rodzin, którzy mówili mi, że Grodzki przyjmował od nich pieniądze w zamian za przeprowadzenie operacji. Były to dziesiątki osób!  Ci sami ludzie składali zeznania w CBA i prokuraturze. A mimo to sąd uznał mnie winnym zniesławienia. Bo napisałem prawdę. To decyzja skrajnie niesprawiedliwa, skandaliczna, wołająca o pomstę do nieba. Będę wnosił kasację. Będę walczył do końca o prawdę. <<

 Krzysztof Mąkowski, X: >>Na niejawnej rozprawie sąd podtrzymał wyrok w sprawie wytoczonej T. Duklanowskiemu przez Grodzkiego i już wiemy, że sprawiedliwość jak ją Tusk i „kasta zupełnie nadzwyczajnych ludzi” rozumie polega na tym, iż nie łapówkarz, a dziennikarz który proceder łapówek ujawnił jest winny. <<

TVN24, X: >>Sąd prawomocnie skazał Tomasza Duklanowskiego za pomówienie mnie o przyjmowanie łapówek – przekazał w poniedziałek były marszałek Senatu Tomasz Grodzki. <<

Prawnicy dla Polski, X: >>Groźba procesu i jego koszty działają mrożąco gdy chodzi o wolność słowa – zwłaszcza wówczas, gdy po drugiej stronie stoi polityk, posiadający zasoby finansowe – sędzia Sądu Okręgowego w Olsztynie @FMichera z @PRAWNICYdlaPOL w @RepublikaTV. Ogłoszono prawomocne rozstrzygnięcie w sprawie  @TDuklanowski, który opisał tzw. aferę kopertową w jednym ze szczecińskich szpitali. Prywatny akt oskarżenia wniósł @profGrodzki. <<

Te relacje, z wyjąkiem sprawozdań sądowych w mediach prorządowych, są jednoznaczne. Wydaje się, co jest jakimś światełkiem w tunelu, że Duklanowski nie ugnie się pod ciężarem nacisków politycznych ze strony działaczy koalicji 13 grudnia.

***

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich i Centrum Monitoringu Wolności Prasy  wielokrotnie broniły red. Tomasza Duklanowskiego a CMWP SDP upominały się o sprawę podczas postępowań przed sądem:

Po poprzednim wyroku, także skandalicznych i niekorzystnym dla Duklanowskiego w imieniu SDP głos zabrała jego prezes i dyrektor CMWP SDP Jolanta Hajdasz:

Okazuje się, że kiedy my poważnie traktujemy naszych rozmówców, ludzi, którzy z zaufaniem się do nas zwracają i publikujemy ich relacje, potem zostajemy za to karani. I to tak, żeby nam się odechciało kiedykolwiek takimi sprawami zajmować. To jest dowód na to, jak stronnicze bywają sądy w Polsce i jak wiele trzeba, żeby cokolwiek się tutaj zmieniło – podkresliła Hajdasz w rozmowie z Niezalezna.pl.

PREZES SDP o skazaniu RED. DUKLANOWSKIEGO: dowód na to, jak stronnicze bywają sądy w Polsce

 

 

 

 

 

Czy BOLESŁAW PRUS wyparłby się LALKI z NETFLIXA po obejrzeniu trailera? „You’re so fu…ng special…”

Rzadko większość recenzentów i dziennikarzy ocenia filmową adaptację klasyki, w tym przypadku Bolesława Prusa, na podstawie zwiastunu telewizyjnego, a właściwie reklamy serialu streamingowego giganta. Lalka Netflixa w reż. Pawła Maślony – zdaniem wielu oglądających tylko trailer – jest dziwna, złowieszcza, ilustrowana hitem rockowym i zapowiada film skandalizujący.

A może nie? Trudno wyrokować na podstawie samej zapowiedzi, która zakłada przyciągnięcie jak największej liczby widzów.

To tylko filmik promocyjny

Bardzo prawdopodobne, że reżyser, realizatorzy zwiastunu i ludzie z Netflixa tak wymyślili promocję Lalki, aby uczynić z serialu obraz  kontrowersyjny i totalnie różny od powieści?

Bzdura. W recenzjach powieści Prusa z jego epoki też były przekazy o wyjątkowej „brutalności i surowości” powieści. A nie było Internetu. Autor zaś napisał Lalkę bez wewnętrznych hamulców, jako pisarz, który sam recenzuje rzeczywistość XIX wieku, między innymi w Warszawie, w zaborze rosyjskim. O ile Prusa obowiązywały rygory cenzury politycznej i obyczajowej, to Maślona i Netflix nie mają takich problemów. Po prostu trailer musi być niejednoznaczny i wywoływać dyskusję o narodowym, polskim romansie.

Kilka Lalek

Netflix powinien się wyróżniać także z innego powodu. W tym samym czasie powstawała inna ekranizacja Lalki, w reżyserii Macieja Kawalskiego, z rolami Kamili Urzędowskiej (Łęcka), Marcina Dorocińskiego (Wokulski) i powracającego na ekrany na ten jeden raz (?) Marka Kondrata (Rzecki). Film jest równie wypatrywany przez widzów jak serial. Poza tym – moim zdaniem –obu najnowszym produkcjom trudno będzie przebić się przez legendy naszej kinematografii: film z 1968 roku w reż. Jerzego Wojciecha Hasa z rolami Beaty Tyszkiewicz, Mariusza Dmochowskiego i – w roli Rzeckiego – Tadeusza Fijewskiego oraz serial z 1977 roku w reżyserii Ryszarda  Bera z Małgorzatą Braunek, Jerzym Kamasem i Bronisławem Pawlikiem, jako starym subiektem.

Konkurencja konkurencją, ale Netflix jest zbyt ekspansywną firmą i bogatym koncernem, aby oglądać się na inne ekranizacje tej samej powieści. Bo Lalka Bolesława Prusa jest takim dziełem, jakim chcemy.

Kiedy czytano mi fragmenty w latach wczesnej podstawówki  a wtelewizji emitowano serial Ryszarda Bera, Lalka była dla mnie tajemniczym ogrodem. Bajką z ładnymi strojami z czasów, które w zaczątkach świadomości jawiły mi się, jako skojarzenie z dziewiętnastowiecznymi zrywami narodowymi, w tym przypadku z Powstaniem Styczniowym.

Po latach, kiedy w łódzkim liceum musieliśmy już przeczytać Lalkę (no, przynajmniej obszerne fragmenty), zaczynałem myśleć nie ekranizacjami, ale jakimiś połączeniami – nie wiem dlaczego – Hrabiego Monte Christo Aleksandra Dumas’a i książek sensacyjnych Alistair’a MacLean’a (Tylko dla Orłów i Działa Nawarony),  m.in. Żegnaj Kalifornio wydanej pod koniec lat 80. ub. w. tzw. drugim obiegu, nie wiem co ta książka zawiniła komunie. A, już wiem, zimna wojna była. Tak jak zimne relacje Łęckiej i Wokulskiego. Czy rzeczywiście jednak zimne..?

Odbiór łagonieje z wiekiem?

Już jako dorosły dziennikarz, „walczyłem” z Lalką Prusa potępiając ją w czambuł  za archaiczne wyobrażenie Polski, której ,w czasach akcji  powieści, nie było wtedy na mapie świata, Teraz, w wieku dawno dojrzałym, powieść o miłości kupca i ubogiej arystokratki wydaje mi się filarem naszej, polskiej literatury, ale także literatury światowej. Lecz nie takim dziełem, na piedestale, nie do dotykania. Jak najbardziej można zaznać przy lekturze lalki innych niż zwykle, w spółcześnie, uczuć. A niech tam sobie producenci wariują odchodząc od pierwowzoru, niech realizują jeszcze trzy kolejne ekranizacje. Co ja muwię trzy, dziesięć nawet…

Trzeba kończyć, a nie wyjaśniłem, dlaczego zwróciłem uwagę na zwiastum netflixowej Lalki. Otóż, są trzy powody: Sandra Drzymalska, która nie musi (w trailerze) grać Łęckiej, bo nią jest; dobór scen nieoczywistych i – powiedzieliby ludzie z XIX wieku – wyuzdanych, ale, już moim zdaniem, w sposób wysublimowany; no i muzyka zwiastunu z „Creep” zespołu Radiohead z lat 90. ub. w., kiedy byłem piękny i młody, a teraz jestem tylko mądry i bogaty.

Muzyka, ale nie z pozytywki

Po fragmentach Radiohead w trailerze odczuwałem wzruszenie. 20 lat temu powiedziałbym, iż utwór „Creep” ze znamiennymi słowami „You’re so fu…ng special” tak pasuje do powieści Prusa, jak rząd premiera Tuska do międzynarodowej nagrody wolności słowa. Dzisiaj „Creep” też nie pasuje do Lalki, ale przecież każdy może sobie Łęcką wyobrażać jak chce i w dowolny sposób interpretować jej zachowanie wobec Wokulskiego.

Każdemu wolno kochać i robić zwiastuny filmów oraz seriali. Ale… spróbujcie proszę wyprodukować trailer Lalki z muzyką „Wypijmy za błędy” w wykonaniu Ryszarda Rynkowskiego albo do piosenki „Do zakochania jeden krok” zaśpiewanej przez Andrzeja Dąbrowskiego.

Prus ze snu…

Czy znajdziecie przywołanie poniższego fragmentu powieści w dwóch współczesnych ekranizacjach? Bolesław Prus (właściwie Aleksander Głowacki) tak opisywał miłosne i niemiłosne relacje pary swoich bohaterów w śnie Izabeli Łęckiej:

>>”Zrobiło się już zupełnie ciemno; na ulicy zapalono latarnie, których blask wpadał do gabinetu panny Izabeli malując na suficie ramę okna i zwoje firanki. Wyglądało to jak krzyż na tle jasności, którą powoli zasłania gęsty obłok.

„Gdzie to ja widziałam taki krzyż, taką chmurę i jasność?…” – zapytała się panna Izabela. Zaczęła przypominać sobie widziane w życiu okolice i – marzyć.

Zdawało się jej, że powozem jedzie przez jakąś znaną miejscowość. Krajobraz jest podobny do olbrzymiego pierścienia, utworzonego z lasów i zielonych gór, a jej powóz znajduje się na krawędzi pierścienia i zjeżdża na dół. (…)

Teraz panna Izabela spostrzega ojca, który siedzi przy niej i z uwagą ogląda sobie paznokcie, od czasu do czasu rzucając okiem na krajobraz. (…) „Czy my jedziemy, czy stoimy?” – pyta ojca. Ale ojciec nie odpowiada nic, jakby jej nie widział; ogląda swoje piękne paznokcie i czasami rzuca okiem na okolicę…

Wtem (powóz ciągle drży i słychać turkot) z głębi jeziora czarnych dymów i białych par wynurza się do pół figury jakiś człowiek. Ma krótko ostrzyżone włosy, śniadą twarz, która przypomina Trostiego, pułkownika strzelców (a może gladiatora z Florencji?), i ogromne czerwone dłonie. Odziany jest w zasmoloną koszulę z rękawami zawiniętymi wyżej łokcia; (…) Reszty postaci nie widać spośród dymu.

„Co on robi, ojcze?” – pyta się zalękniona panna Izabela.

„Gra ze mną w pikietę” – odpowiada ojciec, również trzymając w rękach karty.

„Ależ to straszny człowiek, papo!”

„Nawet tacy nie robią nic złego kobietom” – odpowiada pan Tomasz<<.

Tyle Prus o koszmarach Łęckiej.

Nie ma mocnych

Co stałoby się z panią Izabelą w pierwszych latach XXI wieku? Skończyłaby pewnie politologię. I pracowałaby w jednej z komercyjnych telewizji gardząc dziewiętnastym wiekiem.

A Wokulski? Cóż, albo nie byłoby go wcale w życiu Izabeli albo miałby firmę reklamową i koncern spedycyjny. Z tym, że nie znając dziś rosyjskiego – bo to zbrodniczy reżim był, jest i będzie – pan Stanisław na pewno nie handlowałby ze Wschodem.

 

Hubert Bekrycht

 

Lalka – serial Netflix – 2026, reżyseria: Paweł Maślona; wykonawcy, m.in.: Sandra Drzymalska – Izabela Łęcka, Tomasz Schuchardt – Stanisław Wokulski, Dariusz Chojnacki – Ignacy Rzecki

zdj. Sandra Drzymała, która w serialu gra Izabelę Łęcką – trailer Netflix

HUBERT BEKRYCHT: Kolejny skandal na antenie TVP w liwidacji. I w politycznej  frustracji

To nie będzie tekst o tym, że komentator sportowy TVP w likwidacji nie wymienił prezydenta RP Karola Nawrockiego. To będzie felieton o tchórzostwie, które jest wrogiem dziennikarstwa.

Komentator sportowy to bardzo trudna specjalizacja dziennikarska. Profesjonalizm w dziedzinie konkretnej grupy dyscyplin sportowych, perfekcja w refleksie komunikacyjnym, poprawna dykcja i znakomita znajomość języka ojczystego, w tym przypadku polskiego. A i inny język warto znać. Z używaniem języka ojczystego, języka medium, dla którego się pracuje, bywa różnie. Znacznie gorzej jest z tym, że nawet w mowie, którą się zna wspaniale, trzeba mieć coś do powiedzenia. Nie wystarczy informować o tym, kogo widzowie widzą i jakie wyniki osiąga.

Otwarcie IO 2024 – odwaga Przemysława Babiarza

Nieco inaczej jest w przypadku komentowania otwarcia rozmaitych imprez sportowych. Dotychczas, no jeszcze dekadę temu, w różnych krajach, wystarczyło trzymać się harmonogramu komentarza. Wiedzieć, co i kiedy się odbywa/odbędzie, względnie, kto występuje z przemówieniem i co mówi, kto będzie śpiewał i tańczył na ceremonii i kiedy będą jakieś symboliczne wydarzenia podczas na przykład ceremonii początku Igrzysk Olimpijskich.

Dwa lata temu, na otwarciu letnich IO w Paryżu, polską ofiarą własnego zdania stał się redaktor Przemysław Babiarz, od lat komentator sportowy Telewizji Polskiej. Specjalista w kilku dyscyplinach m.in. w lekkoatletyce i pływaniu. Babiarz to także dziennikarz prowadzący rozmaite programy, nie tylko popularne; człowiek podkreślający swoją chrześcijańską tożsamość, udzielający się podczas imprez charytatywnych.

Właśnie w Paryżu, podczas otwarcia Igrzysk Olimpijskich 2024 roku, Babiarz nie wytrzymał. Słychać było, że podobnie jak milionom telewidzów na całym świecie, święto sportu i kultury podporządkowano dekadenckiej idei poprawności politycznej w sosie lewackim. Obrazoburcze „inscenizacje” obrazów o znaczeniu religijnym wywodzących się z chrześcijańskiego charakteru Francji i Europy a także gloryfikacja krwawej rewolucji 1789 roku dopełniły tylko czary goryczy.

Przemysław Babiarz zaznaczył podczas transmisji, że utwór „Imagine” jest opisem świata, który zmierza do komunizmu. Słowa komentatora były inne, ale zinterpretowano je w taki właśnie sposób. I dobrze. Bo o to chodzi, aby zauważać żałosne próby ataku na naszą cywilizację.

Otwarcie ZIO 2026 – kompromitacja Rudnickiego i Sobczyńskiego

Oczywiście kierownictwo TVP w likwidacji dwa lata temu po prostu zawiesiło Babiarza. A mało brakowało, aby go wyrzuciło. Za co? Za to, że miał swoje zdanie? Moim zdaniem dlatego tak się stało, że władze marionetkowej, bezprawnie przejętej przez rząd telewizji publicznej, przestraszyły się komentarza Przemysława Babiarza. Przede wszystkim władze telewizyjne nie zrozumiały słów komentatora. Dlaczego? Bo Daniel Gorgosz likwidator TVP i dyrektor generalny telewizji publicznej Tomasz Sygut są niekompetentni. Likwidator Gorgosz to pracownik TVP, który zrobi wszystko dla rządu Donalda Tuska, tak jak wtedy, kiedy przejmował stację łamiąc wszystkie przepisy prawa. Drugi z tej pary, czyli Sygut, też zrobi wiele dla koalicji. Wcześniej pracował już w propagandzie rządu PO i – wtedy – PSL. Odszedł z TVP do zakładu autobusowego podlegającego prezydentowi Warszawy Rafałowi Trzaskowskiemu z KO. A stamtąd znowu był w desancie na telewizję państwową. Nawet się pokazał rok temu na alkoholem zakrapianej imprezie z udziałem polityków obecnej koalicji i szefów innych mediów publicznych.

Wina niekompetentnych

Zatem skąd tacy ludzie, jak ci rządzący TVP w likwidacji, mieliby mieć pojęcie o idei olimpizmu? O tym, że Igrzysk Olimpijskich nie miesza się ostentacyjnie z polityką, bo wybuchną. I znowu skończyło się skandalem.

Innym niż ten z Przemysławem Babiarzem, którego broniono. Robili to przede wszystkimi dziennikarze z prawie wszystkich mediów. Prawie…

Przeciw zawieszeniu Babiarza protestowało też SDP i CMWP SDP. Dziennikarz do komentowania IO 2024 wrócił. Po kilku dniach. Chociaż pozostał niesmak po decyzji likwidatorów TVP o zawieszeniu go w prawach komentatora. Teraz Babiarz jest w ekipie komentatorów na ZIO 2026 roku, ale jego rola w TVP jest, dosłownie z tygodnia na tydzień, marginalizowana.

Usłużni wobec rządu

Wróćmy na olimpijskie areny. Właśnie wspomnianym skandalem w TVP zakończyło się w piątek 6 lutego br. w komentowanie ceremonii otwarcia Zimowych Igrzysk Olimpijskich 2026 roku w Mediolanie i Cortinie. To widowisko na szczęście nie było, jak w Paryżu dwa lata wcześniej, pełne świadomych prowokacji. Otwarcie było po prostu podniosłą uroczystością nawiązującą do tradycji europejskich i włoskich. Z małymi wyjątkami. Niestety, jeden z nich dotyczył polskiego nadawcy państwowego – TVP w likwidacji.

Otóż dwóch komentatorów TVP, Marek Rudziński i Piotr Sobczyński postanowiło wypełnić rozkazy prorządowych władców Telewizji Polskiej i „nie zauważyli” podczas ceremonii otwarcia IO obecności głowy państwa polskiego, prezydenta RP Karola Nawrockiego. Oczywiście politycy nie odgrywają kluczowej roli podczas zawodów sportowych, ale obecność przywódców państw podnosi ich rangę. Nie dla Rudnickiego i Sobczyńskiego.

Nie wymieniając prezydenta Polski wśród innych znamienitych gości IO 2026 roku Sobczyński i Rudziński a także, przede wszystkim, telewizja publiczna z naszego kraju zlekceważyli Polaków. Wszystkich. Niezależnie od poglądów politycznych, czy przekonań religijnych.

Smutek i żenujące skutki

Nie doszłoby do skandalu, gdyby nie kierownictwo TVP złożone z aparatczyków usłużnych wobec rządu Tuska. I to władze TVP w likwidacji są odpowiedzialne za ten nieprawdopodobny skandal.

Nadto, Sobczyński – jak pisali jego znajomi w mediach   społecznościowych – wypełnił polecenie szefów TVP i podkreślił w komentarzu: „Ja powiem tylko, że w ceremonii otwarcia bierze udział minister sportu i turystyki, pan Jakub Rutnicki, który reprezentuje rząd podczas tych igrzysk” – mówił pracownik prorządowej TVP. Pominął, moim zdaniem, świadomie protokół takich wydarzeń. O prezydencie Nawrockim uczestniczącym w ceremonii Sobczyński się nawet nie zająknął.

Tak skandal w TVP skomentował wieloletni komentator sportowy Polskiego Radia i Telewizji Polskiej Krzysztof Miklas.

Można byłoby na tym poprzestać i zakończyć opis tego żenującego zjawiska komentatorskiego, gdyby nie przewidywane skutki personalne pominięcia obecności prezydenta na otwarciu IO we Włoszech. Bo prezydentowi to nie zaszkodzi, ale wstyd z tego powodu już w TVP pozostanie.

O ile, jak wspomniałem, red. Przemysław Babiarz za prawdę powiedzianą o lewackim charakterze otwarcia paryskich igrzysk jest nieustannie marginalizowany, o tyle odpowiedzialni za skandal na otwarciu ZIO w Mediolanie i Cortinie nie odczuli ciężaru wykonania polecenia dyletantów politycznych z kierownictwa TVP w likwidacji. Oprócz wyrzutów sumienia, jeśli je mają, na razie włos im z głowy nie spadł.

Co dalej?

Stawiam złotówki przeciw guzikom, że założeniem decyzji władz TVP o pominięciu prezydenta RP Karola Nawrockiego w transmisji otwarcia ZIO 2026, było to, że wykonawcom, czyli Rudzińskiemu i Sobczyńskiemu, nic się nie stanie. To znaczy, nie poniosą konsekwencji swojego serwilizmu wobec koalicji Donalda Tuska.

Czy tak rzeczywiście będzie? Nie wiem. I nie domagam się wcale dziennikarskiego pręgierza dla dwóch komentatorów. Wystarczy, że od czasu do czasu ludzie im to będą przypominać. Ja już tego robić nie będę, bo o postawie Rudnickiego i Sobczyńskiego pisać nie warto. Za to trzeba bębnić o skandalu, którego autorami są ludzie z kierownictwa TVP w likwidacji. Usłużni wobec rządowych polityków chcących wykluczyć z życia publicznego i skompromitować demokratycznie wybranego prezydenta RP Karola Nawrockiego.

 

Hubert Bekrycht

 

DAWID WILDSTEIN: Czarzasty, czyli kolejny z korowodu ludzi umoczonych w relacje z Rosją

W portalu SDP publikujemy często opinie autorów z rożnych środowisk reprezentujących rozmaite poglądy. Zdecydowaliśmy się przybliżać niektóre z wpisów dziennikarza i publicysty Dawida Wildsteina z jego profilu na Facebooku. Felietony zamieszczamy za wiedzą Autora – tytuł i śródtytuły od redakcji

Nie wiem, jaki oni mogą z ludzi robić takich idiotów. Ani jak ich odbiorcom może nie przeszkadzać to, że traktują ich jak takich imbecyli. No nie mogę odpuścić Czarzastego. Bo jego casus naprawdę pokazuje, jak robią z ludzi idiotów, a poza tym w jakie odmęty zdziecinnienia, głupoty i populizmu stoczyła się polska polityka.

Np. właśnie czytam, że atakowanie Czarzastego to… wspieranie Rosji. Nie, to nie żart, to mądrości z Krytyki Politycznej czy cyngli z GW.

Raz jeszcze, okazuje się, że rodzinka Czarzastych utrzymuje bliskie kontakty z członkami elity sanktpetersburgskiej, środowiska, będącego zapleczem Putina. Z ludźmi zawodowo i finansowo związanymi z osobami, stanowiącymi najbliższe zaplecze rosyjskiego dyktatora i śmiertelnego wroga Polski.

I co w odpowiedzi na tak fundamentalne zarzuty, ze strony niby „antyrosyjskiego” rządu?

Atak na Pałac

Uderzenie w Prezydenta. Najbardziej infantylne, groteskowe i tępe.

Przecież ta władza nawet nie udaje, że naprawdę chce badać jakieś związki, że wierzy w swoją własną propagandę. W końcu jeszcze tydzień temu owe “niebezpieczne kontakty” Nawrockiego nikogo w RBN nie interesowały. Uśmiechnięty Populizm ostentacyjnie pokazuje, że chodzi tylko o to, że “umie oddać”.

Jak w podstawówce, skoro wy tak, to my już wam pokażemy. Ten infantylizm byłby nawet zabawny, gdyby ci ludzie nie rządzili naszym państwem, i to w tak niebezpiecznym dla nas momencie dziejowym.

Umoczeni w Putina i Rubcowa

Jednak w całej tej grotesce jest jeszcze jeden, niestety dużo groźniejszy, element. Przecież Czarzasty to tylko kolejny “dodatek” do korowodu ludzi umoczonych w relacje z Putinem, jego środowiskami i służbami. W salonach obecnej władzy brylują obecnie najlepsi przyjaciele Gonzaleza vel Rubcowa, osoby biorące udział w hybrydowym ataku Putina na polską granicę i współpracujące z kontrolowanymi przez Łukaszenkę mafiami przerzucającymi migrantów.

W służbach działają osoby przez lata współpracujące z GRU i KGB, odpowiedzialne za oddanie materiałów polskich służb w ręce Rosjan (warto przy tej okazji pamiętać, że Rubcow vel Gonzalez też dostał od ABW prezent, w postaci wglądu w to, w jaki sposób go rozpracowano). W Uśmiechniętych Mediach za autorytety robią ludzie WSI, organizacji, której członkowie z dumą opowiadali o swojej lojalności względem Moskwy i podległości pod wspomniane już GRU.

Służby w akcji

To pokazuje jedno. Otóż do pewnego stopnia Tusk i jego media wygrały socjotechniczną, wręcz agenturalną operację zniszczenia samego znaczenia terminu “rosyjskie wpływy”. W tej upiornej i infantylnej propagandzie na koniec dnia okazuje się, że aktywem Putina nie jest ten, kto zadaje się z rosyjskimi służbami, ma intensywne relacje z środowiskiem moskiewskiego dyktatora, czy wręcz brał udział w rosyjskim, hybrydowym ataku na nasz kraj.

Za to będzie nim ten, kto krytykuje Tuska i sprzeciwia się ideom eurokratów. To pokazuje, jak głęboki jest zamęt semantyczny, którym zdołał Uśmiechnięty Populizm zainfekować debatę publiczną. Putin musi być z tego zachwycony.

Dawid Wildstein

PS Algorytmy często tną zasięgi moich wpisów. Jeśli ten post wydaje Ci się ważny – proszę, podaj go dalej (pod tekstem -red).

 

zdj. Kreml – siedziba zbrodniczych rosyjskich władz w Moskwie. Najbardziej złowrogi widok świata

fot. Wikipedia/ graf. sdp.pl

opr. hub

zdj. Kreml – siedziba zbrodniczych rosyjskich władz w Moskwie. Najbardziej złowrogi widok świata

zdj. Wikipedia/ graf. sdp.pl