Film Norymberga z 2025 roku w ocenie HUBERTA BEKRYCHTA: Tam, gdzie nie widzi się prawdziwych skutków wojny, zaczyna się wojna…

Dwóch amerykańskich psychiatrów pobiło się w więzieniu. W roli jednego z nich, doktora Douglasa Kelleya, groteskowo niestety wystąpił Rami Malik. Kinowa bójka psychiatrów była na więziennym korytarzu. Tam, gdzie siedzieli niemieccy zbrodniarze w czasie procesu norymberskiego…To najkrótsza analiza filmu o niezwykłym trybunale.sprzed 80 lat. Moim zdaniem płytki film to najwyżej plajta dla producenta, ale tu jej nie będzie, bo zaangażowano dobrych aktorów. Niepoważny film ze znanymi artystami to jedno, ale rozpuszczanie zbrodni w oparach, nawet artystycznego absurdu to okaleczanie historii. I kina.

„Norymberga” z 2025 roku w reżyserii James’a Vanderbilta to filmowy zakalalec. Tym bardziej niestrawny, bo dotyczy największego ludobójstwa w historii ludzkości. Zbrodni, której dopuścili się Niemcy, przedstawiciele, jak mówili nawet w czasie wojny użyteczni idioci,  „kulturalnego narodu z bogatą historią obrony chrześcijańskiego świata”. Zapomniano wówczas, że tę cywilizację nazywa się do tej pory cywilizacją judeo-chrześcijańską. Niemcy robili wszystko, aby ją zniszczyć. Na szczęście 80 lat temu im się nie udało.

Niewinni Niemcy…

Nie dam nabrać się na sztuczki psychologiczne. Nie dam się nabrać na dobrych Niemców, przystojnych i w gruncie rzeczy porządnych żołnierzy Wehrmachtu a nawet wrażliwych funkcjonariuszy SS. Nie dam się nabrać na wahania moralne wyzwolicieli z USA i Wielkiej Brytanii. Nie wierzę, że ktoś nabiera się jeszcze na to, że zachodni alianci nie widzieli, że to Sowieci umożliwili Niemcom przygotowania do wojny i zagłady milionów ludzlich ustnień. Moskwa i Berlin byli przecież w latach 1939 – 41 sojusznikami… Te kraje razem napadły na Polskę.

Justizpalast, czyli Pałac Sprawidliwości w Norymberdze, gdzie 80 lat temu sądzono niemieckich zbrodniarzy; Wikipedia fot. Magnus Gertkempe

Oskarżam realizatorów filmu Norymberga o to, że dla pieniędzy ze sprzedaży biletów obsadzili Russella Crowe’a w roli zbrodniarza Hermanna Görenga. Czy to głupota, czy świadomy zabieg mający, przepraszam logików, relatywizować zło? Myślę, że wcześniejsze kreakcje artystyczne i permanetna sympatia do powierzchowności Crowe’a nie pomogły w zrozumieniu, kim była ponura postać grana przez tego aktora…

Ciało niemieckiego zdbrodniarza Hermanna Göringa, który po usłyszeniu w Norymberdze wyroku śmierci, przed egzekucją popełnił samobójstwo – zdj. archiwalne, alamy.com

A Malik? No cóż dobry aktor, ale nie umiał zagrać obłąkanego psychiatry, bo sztuczki clowna nie zawsze są dobrą wizją artystyczną. I reżserską.

Może czeka nas to samo…

Pewnie nadal będą produkowane filmy o II wojnie światowej. Niewielu ludzi ją już pamięta z własych brutalnych doświadczeń. Jesteśmy jednak na niebezpiecznej drodze, aby przeżyć taki kataklizm po raz trzeci. Może jeszcze za mojego życia, oby nie, ale niemiecka kinematografia zrobi film o bohaterach III Rzeszy zamordowanych przez zachodnich aliantów w Norymberdze.

W kluczowej scenie więźniowie niemieccy, zbrodniarze odpowiedzialni za śmierć milionów wychodziliby uśmiechnięci i szczęśliwi z więzienia. I Niemcy, twórcy największej zagłady w historii, trzymając się za ręcę z Rosjanami, ich sojusznikami sprzed kilku lat, śpiewaliby „Nessum dorma” z opery „Turandot” Pucciniego…

Przesadzam? Jeśli nie zatrzymamy wymazywania historii i przez Niemców i Rosjan i Amerykanów, z takim filmami jak „Norymberga” z 2025 roku, naprawdę każda powtórka z naszych dziejów jest możliwa. Tam, gdzie nie widzi się prawdziwych skutków wojny, zaczyna się wojna… Miejmy nadzieję, że nie.

Hubert Bekrycht

Norymberga – amerykański film z 2025 roku, reż. James Vanderbilt, w rolach głównych: Russel Crowe, Rami Malik, Leo Woodall,
dystrybucja: Sony Pictures

KRRiT wzywa portal wyborcza.pl do pilnego sprostowania nieprawdziwych informacji ws. sposobu przekazywania pieniędzy z abonamentu rozgłośniom publicznym

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji domaga się od portalu wyborcza.pl sprostowania w związku z artykułem z wtorku 13 stycznia. Zdaniem państwowego regulatora artykuł ” >>KRRiT Świrskiego przegrała w sądzie. Rozgłośnie regionalne dostaną pieniądze<<,  który zawiera nieprawdziwe informacje i tym samym wprowadza czytelników w błąd. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wzywa redakcję do pilnego sprostowania informacji – napisała rzecznik prasowy KRRiT Anna Ostrowska

Przedstawicielka KRRiT podkreśliła, że artykuł zawiera:

„Po pierwsze – błędne kwoty”

Ostrowska wskazuje w piśmie, że wyborcza.pl popełniła podstawowe błędy w publikacji. >>W artykule podano, że Wojewódzki Sąd Administracyjny zasądził na rzecz rozgłośni regionalnych setki tysięcy złotych: „Gdańsk – 680 tys. zł”, „Warszawa – 680 tys. zł”, „Białystok – 697 tys. zł”, „Katowice – 697 tys. zł”, „Bydgoszcz – 697 tys. zł”, „Zielona Góra – 697 tys. zł”, „Poznań – 697 tys. zł”; „Szczecin – 697 tys. zł”, „Lublin – 697 tys. zł”, „Kraków – 697 tys. zł”; „Koszalin – 697 tys. zł”; „Olsztyn – 697 tys. zł”; „Rzeszów – 697 tys. zł”; „Wrocław – 697 tys. zł”; „Opole – 680 tys. zł”. To karygodny błąd<< – oświadczyła rzeczniczka KRRiT.

>>Sąd nie zasądził żadnych setek tysięcy złotych. Zasądzone kwoty to zwrot kosztów postępowania i są one o tysiąc razy mniejsze”- wyjaśniono w piśmie KRRiT. Tak poważny błąd w postaci wpisania „tysięcy zł”, zamiast „zł” jest ewidentnym brakiem rzetelności dziennikarskiej i profesjonalizmu!<< – zaznaczono.

>>Oznacza to, że podana w artykule suma – rzekome „10 mln 404 tys. zł” jest całkowicie fikcyjna! Taka kwota nigdy nie padła w wyroku sądu i nie została KRRiT w żadnej formie zasądzona<< – podkreśliła KRRiT.

„Po drugie – przekazywanie spółkom pieniędzy z abonamentu. Fakty, a nie domysły”

Tak KRRiT nazywa błędny – jej zdaniem – sposób liczenia pieniędzy przez portal. „Nieprawdą jest, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji uzależniała przekazywanie spółkom pieniędzy z abonamentu jedynie od sprawozdawczości – a tak sugeruje gazeta.pl w pierwszym akapicie tekstu! Przypomnijmy, jak wyglądają fakty” – napisała rzeczniczka KRRiT.

Anna Ostrowska wyjaśniłe, że KRRiT wielokrotnie tłumaczyła sposób przekazywania pieniędzy mediom publicznym po siłowym przejęciu przez rząd mediów publicznych w grudniu 2023 roku. „Wobec braku pewności, kto w istocie posiada tytuł prawny do dysponowania publicznymi pieniędzmi, na początku 2024 r. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji podjęła uchwałę o przesunięciu terminu realizacji harmonogramu wypłat środków z abonamentu. Nadawcy publiczni zostali poinformowani, w jaki sposób zgodnie z prawem, pomimo stanu likwidacji spółek, mogą otrzymać te środki. Jednocześnie KRRiT zdecydowała, że środki z opłat abonamentowych do czasu prawomocnego potwierdzenia przez sąd procesu likwidacji spółek, będą trafiać do depozytu sądowego. Trzeba podkreślić, że w momencie podejmowania tej decyzji likwidatorzy nie byli prawomocnie wpisani do Krajowego Rejestru Sądowego. Co ważne, większość likwidatorów (mimo późniejszego wpisania ich do KRS) nie skorzystała z możliwości pobrania pieniędzy z depozytów” – – napisano w oświadczeniu KRRiT.

„Należy podkreślić, że abonament jest daniną publiczną, co potwierdził Trybunał Konstytucyjny, a powinnością KRRiT jest szczególna kontrola wydatkowania tych środków publicznych” – przypomnianio w piśmie.

„Z biegiem czasu sytuacja ta uległa zmianie i została do pewnego stopnia uporządkowana. Dlatego pieniądze z abonamentu przeznaczone na realizację misji publicznej były bezpośrednio wypłacane tym spółkom, których likwidatorzy zostali prawomocnie wpisani do KRS, a więc tym podmiotom, których wpisy sądy uznały za zgodne z prawem. Środki abonamentowe dla spółek mediów publicznych przekazywano do depozytów sądowych i bezpośrednio na konta tych spółek. Obecnie na rachunkach Ministra Finansów w depozytach sądowych znajduje się około 340 mln zł. Zwracane przez sądy środki są przekazywane spółkom” – podała rzeczniczka KRRIT.

„Po trzecie – skutek wyroku”

Artykuł – jak napisała Ostrowska – informuje, że sąd „unieważnił” uchwałę KRRiT. „To również jest nieprawda” – dodała.

>Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego jest nieprawomocny, wobec czego nie wywołuje żadnych skutków prawnych do czasu jego oceny przez Naczelny Sąd Administracyjny. WSA uchylił uchwałę, a nie ją unieważnił. Użycie słowa „unieważnienie” ponownie wprowadza czytelników w błąd co do tego, co naprawdę orzekł sąd<< – napisano.

Wezwanie do sprostowania 

„W związku z powyższym Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wnosi o niezwłoczne sprostowanie informacji w portalu wyborcza.pl w tym samym miejscu, w którym ukazał się artykuł, w porównywalnej formie i z taką samą widocznością, tak aby czytelnicy mogli zostać rzetelnie poinformowani o rzeczywistych treściach wyroku WSA oraz faktycznych wysokościach kwot, których dotyczy publikacja” – podkreśliła rzecznik KRRiT Anna Ostrowska.

Tekst pisma KRRiT z 13 stycznia 2026 roku:

TUTAJ

Naiwność w likwidowanych MEDIACH PUBLICZNYCH, czyli mokra tektura

Bez zdziwienia przyjęto bzdury z ostatniego programu markizy kitu i szambelanowej marnego poczucia humoru Doroty Wysockiej-Schnepf. Chodziło o opis siłowego przejęcia mediów publicznych. Nie, nie tego jednak sprzed dwóch lat, ale tego z 2016 roku…

Wszystko byłoby to nawet śmieszne, gdyby ta karykatura publicystyki miała życzliwą kreskę. A rysunek wykonano na mokrej tekturze chińską świecową kredką.

Fachowcy jak z zakładu komunikacji

Słowem, od dwóch lat media publiczne po siłowym przejęciu przez polityków koalicji są po prostu skrzyżowaniem nowoczesnego zarządzania Włodzimierza Sokorskiego i oszczędności Macieja Szczepańskiego. Ci byli przyjajmniej politykami. Komunistycznymi, ale tego przynajmniej wtedy nie ukrywano. Teraz na pewno o programach publicystycznych nie decydują  likwidator TVP Daniel Gorgosz i dyrektor TVP w likwidacji Tomasz Sygut. Nie umieją. Za to politycy koalicji bez mrugnięcia okiem wyczuwają komu należy powierzyć wciskanie kitu – baronowa propagandowa świetnie się do tego nadaje.

I jakiż to błyskotliwy „dowcip” wymyśliła i dlaczego? Do całej grupy z ul. Woronicza (TVP), al. Niepodległości (Polskie Radio) i Brackiej w Warszawie – przy siedzibie dawnej cenzury – (Polska Agencja Prasowa), dociera pewnie, że konsekwencje zamachu na media z grudnia 2023 roku poniosą nie tylko jego architekci. Aby zakrzyczeć drugą rocznicę brutalnego wejścia do mediów publicznych i wyłączenia sygnału telewizyjnego, wymyśliła Wysocka-Schnepf telewizyjne odwrócenie kota ogonem.

Klechdy z Woronicza

Mistrzyni robienia niczego mówiła o przejęciu mediów… Ale przez PiS w 2016 roku. Aby to uwiarygodnić, no nie wiem, czy to dobre określenie, ale chyba innego kulturalnego opisu nie ma, zaprosiła dwoje świadków „prawicowych zbrodni medialnych” sprzed dziesięciu lat – ochmistrzynię sejmowego krzyku Justynę Dobrosz-Oracz i powielacza mitów Kamila Dziubkę.

I to oni mieli opowiedzieć o tym, jak ich Jacek Kurski zwalniał. I jak bardzo to było straszne, dramatyczne. Znam część faktów z tamtych lat. I wiem, że ani Dobrosz-Oracz ani Dziubka nie byli aż tak ważni, aby ich od razu wywozić do więzień. I niepotrzebne były tortury, aby zgodnie z prawem i z niezłą odprawą ich zwolnić. Bo nie są to ludzie, których metody dziennikarskie będą omawiane na seminariach naukowych, a cechy ich charakteru nie nadają się do podręcznika etyki. Zatem, po co TVP wymyśliła mit założycielski ze zwolnieniami z 2016, które tak się mają do czystki z 2023 roku jak oglądalność publicznej telewizji przed i po przejęciu jej przez obecną ekipę rządową?

Czy chodziło o odwrócenie uwagi? Też, ale także o zaczarowanie rzeczywistości. Ci, którzy jeszcze wierzą TVP, PR i PAP w likwidacji muszą mieć dobre legendy. Wierzyć w to nie sposób, ale bzdury dla wyznawców Donalda Tuska to po prostu chleb powszedni.

Patrząc na fragmenty programu baronowej manipulacji przypomniało mi się powiedzonka sprzed 35 lat. Na przykład: „Dziennikarz może być głupi, ale nigdy naiwny”.  I jeszcze jedno dotyczące naiwnego właśnie przekonania pracowników dzisiejszych mediów publicznych: „Nie ma powrotu pasty do tuby…”

 

GLEJAK – ZAUFAĆ PANU BOGU. Wyznania JAROMIRA KWIATKOWSKIEGO, dziennikarza, któremu ciężka choroba nie odebrała nadziei

To tytuł najnowszej książki Jaromira Kwiatkowskiego, rzeszowskiego dziennikarza, wieloletniego członka Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, który przeżył dwie ciężkie operacje guza mózgu. Zainspirowały go one do napisania książki, opisującej nie tylko odkrywanie na nowo własnych relacji z rodziną i przyjaciółmi, ale też ze Stwórcą i wybranymi przez siebie patronami. Na stronie rozpoczynającej książkę autor napisał: „To nie jest książka przeznaczona tylko dla chorych na glejaka, czy tych, którzy go pokonali. Bardzo wiele skorzystają na jej lekturze chorzy na inne choroby, ale również zdrowi.”

Cała, niespełna 150-cio stronicowa książka, jest opisem dziennikarskich doświadczeń – niezamierzonego reportażu uczestniczącego autora, oraz historii patronów, których Jaromir przywołuje w ciężkich dla siebie chwilach. Patronów, którzy tak jak on, stawali przed trudnymi wyborami i cierpieniem, którego nie mogli odrzucić. To historie ich wiary i zaufania pokładanego w Stwórcy.

„Kochani, jeśli chcecie rozśmieszyć Pana Boga, powiedzcie Mu o swoich planach…” – napisał na pierwszej stronie Jaromir.

– Jeszcze kilka lat temu miałem tych planów sporo. Lecz 7 października 2023 roku, moje życie mocno zwolniło. Do tamtego dnia kalendarz miałem ściśle wypełniony, bo to i praca w „Nowinach” i książki, które zamierzałem skończyć, wreszcie zaangażowanie w różne inne dzieła…. Zawsze byłem bardzo aktywny, snułem kolejne plany.

W tamten dzień dostałem jednak od Pana Boga dużo czasu na „przystanek w drodze”, bo zatrzymała mnie trudna diagnoza. Był to czas, który zaowocował mnóstwem życzliwości i miłości ze strony rodziny (moja żona Renia jest tu dla mnie absolutną bohaterką), przyjaciół i znajomych, którzy dowiedzieli się o moich problemach zdrowotnych.

Od tamtej daty nic nie jest takie samo. …

Zaczął się dla mnie okres „spowolnienia”. To dobry czas, bo Pan Bóg pokazuje w nim co jest najważniejsze. Daje mi czas na refleksję.”

Dalszy ciąg książki stanowią zapisy kolejnych dni w szpitalu, operacji ze znieczuleniem, ale bez uśpienia, gdy pacjent z otwartą czaszką musiał prowadzić dialog z operującymi go lekarzami, aby ci wiedzieli czy nie naruszają ważnych ośrodków mózgu. Kolejne dni, tygodnie i miesiące wracania do zdrowia, kolejna operacja odrastającego guza i cały „serial” spotkań, rozmów, modlitw jego rodziny, przyjaciół i jego samego.

W książce pojawiają się opisy losów wybranych przez Jaromira patronów: rodziny Ulmów z podrzeszowskiej Markowej, bł. księdza Kowalskiego, ks. Blachnickiego, ks. Andrzeja Szpaka, św. Szarbela, ks. Piotra Sofija, czy ks. Jerzego Popiełuszki.

Pojawiają się też miejsca ważne dla autora, które poprzez płynącą z nich wiarę niosą ulgę w jego cierpieniu: Medjugorie, Lourdes czy krakowski kościół sióstr benedyktynek z kaplicą słynącego łaskami dzieciątka Jezus Koletańskiego – Towarzysza autora książki w ostatnich bataliach o zdrowie – jak sam o tym pisze.

Ostatni rozdział książki Jaromira kończy się pytaniem: „Nie wiesz jak będzie z Twoim zdrowiem? Mimo to ufaj Panu Bogu. Choroba nie musi być końcem świata, zwłaszcza gdy ON jest na pierwszym miejscu.

Nie znam Panie Twoich planów. Nie wiem co jest mi przeznaczone. Ale ufam Ci z całego serca, które bije dzięki Tobie i dla Ciebie. Bądź wola Twoja!” – Tym wersem z modlitwy Jaromir kończy swoją opowieść o chorobie, otaczających go ludziach i sile modlitwy.

 

Andrzej Klimczak

 

Książkę można kupić: [email protected]

 

 

 

Wywiad rzeka – rozmowa Krzysztofa ZIEMCA z z prof. Wiktorem MODZELEWSKIM. Po co nam Unia?

Wywiad rzeka z profesorem Witoldem Modzelewskim przeprowadzony przez znanego dziennikarza Krzysztofa Ziemca. Profesor Modzelewski opowiada o historii i współczesności zadziwiająco splatających się na naszych oczach. „Po co nam UniaŚwiat na kursie kolizyjnym” to publikacja wydawnictwa Fronda.

Unia Europejska, do której wstępowaliśmy na naszych oczach przestaje być strefą zjednoczonego wolnego rynku, służąc wyłącznie interesom starych członków, zwłaszcza Republice Federalnej Niemiec. Stany Zjednoczone, które do tej pory twierdziły, że stoją na straży globalnego wolnego handlu, rozpoczęły wojnę z resztą świata za pomocą protekcjonistycznych ceł, by wzmocnić swoją słabnącą hegemonię.

Chiny konsekwentnie uzależniają od siebie dawnych światowych liderów gospodarki, umiejętnie operując łańcuchami dostaw.

Profesor Modzelewski proponuje zapomnieć o poprawnych politycznie tezach i chłodno przyjrzeć się zastanej sytuacji. Musimy rozważyć, co jest korzystne dla naszego kraju i naszej społeczności i za wszelką cenę znaleźć się po stronie zwycięzców. Na końcu i tak zadecyduje ekonomia.

  • Czy w światowej polityce nachodzi era turbulencji?
  • Czy sojusze są dla nas czy my dla sojuszy?
  • Po co nam Unia Europejska?
  • Jaką rolę pełniły w historii Polski unie zrzeszające państwa Europy?
  • Czy średniej wielkości państwu opłaca się grać powyżej swoich możliwości?
  • Po co komu wojna na Ukrainie?
  • Czy pomysły Donalda Trumpa są odkrywcze i nowe?
  • Czy wolna celna mniej boli od tej gorącej w której strzelają armaty i spadają bomby?
  • Dlaczego na wojnie nie ma wygranych – poza tymi najbogatszymi, którzy są w stanie wytrzymać każdą klęskę?

 

(mat. wydawcy)

SDP na obchodach rocznicy wprowadzenia stanu wojennego

Uroczysty Apel Pamięci z asystą Wojska Polskiego, otwarcie wystawy „Wolność jest w nas” opowiadającej o czasach stanu wojennego i koncert „Azalia” – tak wyglądały obchody rocznicy wprowadzenia stanu wojennego w Polsce w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL na Rakowieckiej w Warszawie. Wzięli w nich udział także przedstawiciele Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Podczas uroczystego Apelu Pamięci z asystą Wojska Polskiego oddano hołd wszystkim ofiarom komunistycznego reżimu. Pod tablicą ofiar stanu wojennego i zamordowanych w późniejszych latach złożono wieńce i wiązanki kwiatów.

– Władza komunistyczna przygotowywała się do walki ze społeczeństwem już długo przed wprowadzeniem stanu wojennego. Tu, na Rakowieckiej, opróżniano cele, przenoszono więźniów by było miejsce dla działaczy „Solidarności” – mówiła Adrianna Garnik, dyrektor Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. Dyrektor podkreśliła, że już po zniesieniu stanu wojennego starano się zacierać ślady zbrodni i rozmywać odpowiedzialność. Dlatego pamięć o represjach i represjonowanych jest tak ważna.

My w tych dniach pamiętamy szczególnie o losie niezależnie i w sposób polski myślących dziennikarzy w tamtych tragicznych dniach, o wyrzuconych z pracy i zawodu, upokarzanych przesłuchaniami ale też o podejmujących trud niezależnej, bardzo ryzykownej, podziemnej działalności dziennikarskiej – powiedział Michał Karnowski, członek Zarządu Głównego SDP i prezes Oddziału Mazowieckiego, reprezentujący na obchodach nasze Stowarzyszenie. Obecna była także represjonowana przez komunistów, zasłużona dla sprawy wolności Polski, Elżbieta Królikowska-Avis.

 

 

Do uczestników uroczystości list skierował Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej – Karol Nawrocki. „Junta Jaruzelskiego twierdziła, że zapobiega interwencji wojsk Układu Warszawskiego i rozlewowi bratniej krwi. Sama jednak przelewała krew strajkujących robotników, uczestników manifestacji patriotycznych i prześladowanych opozycjonistów. My, Polacy, nigdy nie zapomnimy o ofiarach stanu wojennego. O górnikach z kopalni »Wujek« zastrzelonych 16 grudnia 1981 roku. O tych, którzy zginęli później od kul ZOMO. O ofiarach esbeckich skrytobójców. O tych, którzy fizycznie nie wytrzymali szykan i tortur w aresztach. O tych, którzy stracili życie lub zdrowie od ciosów milicyjnych pałek i gazu łzawiącego” – napisał prezydent w liście odczytanym przez ministra Jana Józefa Kasprzyka.

Obecny na uroczystościach zastępca prezesa IPN dr hab. Karol Polejowski podkreślił, że 13 grudnia 1981 roku miał być końcem polskich marzeń o wolności. Ale tak się nie stało, dlatego, że „ponad 9 milionów naszych rodaków, członków Solidarności, przepełnionych duchem wolności, zaszczepiło w narodzie polskim przekonanie, że o wolność należy dalej walczyć”. – Naszym zadaniem jest pamiętać i mówić prawdę o polskiej historii. Ze smutkiem musimy stwierdzić, że w Polsce roku 2025 trwa powolny, systematyczny proces rehabilitowania komuny, przywracania funkcjonariuszom tamtego systemu nienależnych im przywilejów – podkreślił dr. Polejowski.

Następnie uczestnicy uroczystości oddali hołd śp. Annie Walentynowicz, pod tablicą – pomnikiem jej poświęconym. Jako pierwsi mogli też zwiedzić nową wystawę Muzeum pt. „Wolność jest w nas”.

Umiejscowiona w dawnym Pawilonie 12 w sposób niezwykle sugestywny opowiada ona o powstaniu i walce „Solidarności”, dobrze uzupełniając przekaz Muzeum. Ekspozycja znajduje się na trzech piętrach więziennego pawilonu, w którym po 13 grudnia 1981 r. komuniści przetrzymywali działaczy opozycji.

Na dziedzińcu Muzeum można było zobaczyć autentyczne pojazdy używane przez reżim komunistyczny w czasie stanu wojennego, rekonstruktorów w mundurach ZOMO i MO, poczuć zapach rozgrzanego koksownika.

Uroczystości upamiętniające ofiary stanu wojennego zostały objęte Patronatem Honorowym Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej – Karola Nawrockiego.

 

Michał Karnowski

 

Czy Polacy boją się AI w mediach? Badanie opinii publicznej na zlecenie KRRiT

Ponad 92% Polaków jest świadomych stosowania sztucznej inteligencji przez dziennikarzy, ale aż 66% obawia się manipulacji za pomocą treści tworzonych przez algorytmy i ich wpływu na opinię publiczną. Prawie 96% odbiorców oczekuje, żeby materiały tworzone z wykorzystaniem sztucznej inteligencji były wyraźnie oznaczone. Oto wnioski z badania zrealizowanego na zlecenie KRRiT „Sztuczna inteligencja w mediach”, zaprezentowanego przez przewodniczącą dr Agnieszkę Glapiak podczas konferencji „AI – media w erze algorytmów”.

(materiał KRRiT)

Sztuczna inteligencja przestała być już futurystyczną obietnicą, a stała się narzędziem, które coraz częściej wspiera dziennikarzy, wydawców czy twórców cyfrowych w ich codziennej pracy. Z jednej strony AI budzi ciekawość i nadzieje, z drugiej obawy i wątpliwości. Aby poznać opinie Polaków na ten temat, KRRiT zleciła Ogólnopolskiej Grupie Badawczej badanie dotyczące postrzegania AI w mediach. Wyniki stanowią ważny punkt odniesienia do dalszej dyskusji o roli technologii i jej wpływie na jakość przekazu.

Rosnąca świadomość i rzetelność przy wykorzystaniu algorytmów

Zdecydowana większość ankietowanych (prawie 96%) oczekuje, żeby materiały tworzone z wykorzystaniem AI były wyraźnie oznaczane. Blisko 60% respondentów mających świadomość, że treść została utworzona przez AI, najczęściej czuje „niepewność”.

Mimo ostrożnego podejścia do sztucznej inteligencji odbiorcy dostrzegają liczne zalety AI. Najczęściej wymieniane to: automatyczne tłumaczenia treści na inny język, oszczędność czasu w tworzeniu i pozyskiwaniu informacji oraz poprawę strony wizualnej (np. materiałów graficznych). Ponad połowa badanych (51% respondentów) uważa, że wykorzystanie AI jako narzędzia wspierającego proces tłumaczenia zagranicznych tekstów zwiększa dostęp do wiedzy i informacji.

Najsilniejsze obawy dotyczą rzetelności przekazu. Respondenci zwracają uwagę na ryzyko manipulowania opinią publiczną oraz wzrost zagrożenia dezinformacją. Wątpliwości budzą także tzw. „halucynacje AI”, czyli sytuacje, w których algorytmy generują błędne informacje jako fakty. Ponad 44% uważa takie sytuacje za zagrożenie.

Człowiek najważniejszy

Wyniki badania zleconego przez KRRiT jednoznacznie pokazują, że odbiorcy nie są gotowi na zastąpienie sztuczną inteligencją prezenterów w środkach masowego przekazu (telewizji, radiu i internecie). Ponad 95% badanych sprzeciwia się wykorzystaniu AI w tej roli. 76% ankietowanych zdecydowanie nie akceptuje wygenerowanych przez AI prezenterów w telewizji, a ponad 73% powiedziało „nie” w odniesieniu do radia. Nieco większą akceptację uzyskał prezenter AI dla treści internetowych – na poziomie 13,59%.

Skrajny sprzeciw wzbudza natomiast wykorzystywanie wizerunku osób zmarłych w audycjach publicystycznych. Ponad 93% respondentów odrzuca takie rozwiązania, jedynie 2,6% wyraża akceptację, a 4% nie ma zdania na ten temat. Częściową akceptację uzyskano jedynie w kontekście treści edukacyjnych i artystycznych – aprobatę wyraziło odpowiednio 35% i 25% uczestników badania.

 

Przejrzystość, rola człowieka i edukacja – główne wnioski badania KRRiT

Wyniki badania pozwalają sformułować następujące wnioski i rekomendacje dotyczące stosowania AI w mediach:

  • jednoznaczne oznaczanie treści tworzonych przez AI – oczekuje tego blisko 96% ankietowanych (rekomendowane jest stosowanie jednolitych komunikatów i etykiet),
  • podkreślanie roli człowieka jako ostatecznego weryfikatora jakości (preferuje to blisko 60 % badanych),
  • stopniowe wdrażanie AI w funkcjach wspierających, takich jak tłumaczenia i wizualizacja danych, bez zastępowania kreatywności (51% badanych dostrzega korzyści w tym zakresie),
  • edukacja odbiorców w zakresie rozpoznawania fałszywych treści – szczególnie w kontekście obaw przed manipulacją i dezinformacją (prawie 67 % respondentów obawia się możliwości manipulowania opinią publiczną przez AI).

O badaniu

Badanie, na zlecenie KRRiT, przeprowadziła Ogólnopolska Grupa Badawcza (OGB) w dniach 23-27.10.2025, metodą CATI. Przebadano reprezentatywną próbę̨ N=1000 pełnoletnich mieszkańców Polski. Próbę dobrano w sposób kwotowo-losowy, w oparciu o kryteria: płeć, wiek, wykształcenie oraz miejsce zamieszkania (dane wg GUS).

Analiza objęła kwestie świadomości i postaw wobec AI, korzyści i ryzyk, preferencji dotyczących treści i prezenterów, wykorzystywania wizerunku osób zmarłych oraz poziomu zaufania do technologii.

Artykuł ze strony KRRiT

 

Albańskie bunkry, czyli POLITYCZNA USTAWA MEDIALNA

Dwa lata po bezprawnym, siłowym przejęciu mediów publicznych w Polsce, rząd postanowił wreszcie wprowadzić odpowiednią ustawę. Projekt przepisów o państwowych środkach przekazu jest jak sumienie administracji, nikt nie ma o tym pojęcia. Były ponoć jakieś konsultacje. Pomijały SDP, ale były. Po co więc kolejne? Przecież projekt ustawy jest po prostu politycznym gniotem i wstępem do następnego poziomu cenzury w TVP, PR i PAP.

Nowa minister kultury i dziedzictwa narodowego Marta Cienkowska chyba naprawdę myślała, że uda jej się wprowadzić nowa ustawę medialną. Naiwne to i romantyczne.

Polityczna nautralność i apolityczność partyjna

Cienkowska ciągle mówi o apolityczności, a projekt zawiera najbardziej polityczny system powrotu od starej struktury Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji sprzed ponad dwóch dekad. Wówczas układ medialny zakładał rządzenie w KRRiT tylko SLD, PSL i UW z kimś z prawicy. Większość w radzie miał układ postkomunistyczny. I dzięki niemu władze publicznej telewizja, radia oraz Polska Agencja Prasowa były pod wpływem okrągłostołowego kontraktu.

Wg. nowej ustawy wiele się nie zmieni. KRRiT będzie liczyła nie 5 a 9 osób, a większość stanowić będą członkowie koalicji rządzącej. Co trzy lata następowałaby zmiana 3 członków KRRiT. Układ medialny na lata były związany z KO i jej sojuszników, bo większość pierwszego składu „odnowionej” rady byłyby z obecnego porozumienia rządzącego. Najwyżej 3 członków miałaby opozycja, bo tylu członków KRRiT najprawdopodobniej wskazywałby prezydent.

Mówienie w tym przypadku o neutralności partyjnej KRRiT i mediów publicznych, co ma wprowadzić nowa ustawa, przypomina groteskowe zapewnienie o apolityczności obecnych władz TVP, PR i PAP. Apolityczności w likwidacji.

Giertych do TVP

Projekt reklamowany przez MKiDN koncentruje się w innym punkcie na zacieraniu dowodów zniszczenia mediów publicznych dwa lata temu. Likwidacja Rady Mediów Narodowych ma być zlikwidowana. Tak jak resztki przyzwoitości w nowym prawie medialnym. Zamiast RMN władze mediów publicznych wybierałaby KRRiT. Rada złożona z rządowych polityków teoretycznie mogłaby wybrać nawet Romana Giertycha na prezesa Telewizji Polskiej a na szefów Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej Roberta Kropiwnickiego oraz Annę Marię Żukowską. Dlaczego? Bo podobnie jak obecni włodarze fikcyjnie likwidowanych TVP, PR i PAP ci politycy też nie znają się na zarządzaniu mediami.

Dodajmy do tego nagłą zmianę projektu i pozostawienie możliwość utrzymywania mediów lokalnych z kasy samorządów a także zwróćmy uwagę na likwidację abonamentu przy finansowaniu mediów publicznych kwotą 2,5 mld złotych rocznie, ale pozostawienie tam reklam. I oto mamy obraz mediów poddanych kontroli państwa i cenzurze rządowej.

Albańskie schrony…

Sytuację taką nazywano kiedyś w polityce albańskimi bunkrami. Podobnie jak komunistyczne schrony wokół Tirany, elementy projektu ustawy medialnej są niezniszczalne. Tylko, że albańskie bunkry, tak jak pomysły medialne MKiDN, nie nadawały się dla ludzi. Atak jądrowy nie niszczył konstrukcji schronu, ale jego mieszkańcy po wybuchu nie mieli szans na przeżycie… Takie to były konstrukcje.

I tak też może być z ustawą medialną autorstwa rządu Tuska. Nie będzie można odwrócić skutków jej wprowadzenia, bo przecież ta ustawa nie jest dla odbiorców mediów, a dla polityków. Tylko, że oni też bedą w tym medialnym bunkrze.

 

Nasz portal zaprasza do debaty o prawie medialnym. Czekamy na interesujace felietony o projekcie nowej ustawy .

 

BARBARA SUŁEK-KOWALSKA: Skończmy z tą likwidacją

Himalaje hipokryzji i Alpy absurdu! Można jeszcze trochę  powiedzonek dorzucić, ale sytuacja jest zbyt poważna na    abawy.  „Stan likwidacji”, w jakim znajdują się media publiczne. Zaraz będzie druga rocznica. I co? I nic!

Na niedawnych targach książki, najpierw w październiku i na następnych w listopadzie, rzuciły  mi się w oczy wielkie napisy „Telewizja Polska SA” oraz „Polskie Radio RDC”. Napisy są kłamliwe, nie oddają stanu rzeczy, fałszują rzeczywistość. Pełna nazwa tych instytucji brzmi wszak „Telewizja Polska SA w likwidacji”, „Polskie Radio w likwidacji”, i tak dalej. Jeszcze jeden przykład: przez cały październik oglądałam transmisje Konkursu Chopinowskiego –  aż  wreszcie  do mnie dotarło, że powtarzane podczas każdej sesji przesłuchań informacje, komu zawdzięczamy transmisje  –  Polskiemu Radiu i Telewizji Polskiej – zawierają nieprawdziwe nazwy tych instytucji. To jest przecież „Polskie Radio w likwidacji” i „TVP w likwidacji”!!! To jest pełna oficjalna nazwa!

Tak naprawdę, to taka nazwa powinna chyba figurować na planszach, które wypełniają ekran telewizora między programami i między reklamami. Może wtedy do odbiorców by dotarło, że coś tu nie funkcjonuje. Bo na razie wychodzi na to, że stan powszechnego zakłamania w tej dziedzinie nikomu nie przeszkadza.

Ale co z tego  – mógłby ktoś zapytać – przecież nie to żadnego znaczenia dla funkcjonowania tych mediów. Seriale lecą, interwencje regionalne też, a newsy polityczne każdy ogląda w mediach społecznościowych. A jednak nic tu nie jest w porządku.

Stan likwidacji – formalnie – nie pozwala na rozwój firmy będącej w takim stanie. Nie można zatrudniać, kupować sprzętu, inwestować, rozbudowywać.  Stan likwidacji powoduje  więc wielką chroniczną niepewność co do stanu finansowego , organizacyjnego,  kadrowego  i tym samym  programowego.

Jestem – delegowanym tam przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich –  członkiem Rady Programowej TVP Warszawa, przedtem byłam członkiem Rady Programowej Radia dla Ciebie  (RDC) . Wciąż domagam się na posiedzeniach Rady Programowej informacji, kiedy zakończy się stan likwidacji i jakie wiadomości na ten temat ma Zarzad , obecnie TVP Warszawa, przedtem RDC.  Nie ma żadnych, bo tez nie o to władzy chodzi, żeby miał.

Uważam jednak, że jest moim podstawowym obowiązkiem domagać się nieustannie tej informacji i żądać zakończenia stanu likwidacji – fałszywego, szkodliwego, destrukcyjnego, groźnego podwójnie, bo także przez to, że już uśpił część opinii publicznej. Co więcej, w tej sytuacji jest to obowiązek jedyny,  jedyny powód dla którego zasiadamy w tych radach, jedyna legitymacja – aby domagać się zakończenia stanu likwidacji.

Nie mówią o tym politycy, nie mówią o tym samorządy, nie mówią organizacje społeczne.  Wydawałoby się, że na każdym posiedzeniu Sejmu powinien paść o tym głos, zapytanie poselskie, interwencja czy informacja o kontroli poselskiej . Wydawałoby się, że sprawa jest priorytetowa, bo dotyczy mediów publicznych, także ich niejasnej w tej sytuacji przyszłości – i dotyczy podstawowych wolności obywatelskich. Ale nie dzieje się nic.

Twierdzenia, że Rada Programowa opiniuje sprawy programowe sa nie tylko bałamutne, ale tez oparte na nieznajomości rzeczy – otóż Rozporządzenie Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z dnia 4 grudnia 2018 r. w sprawie szczegółowego zakresu planów programowo-finansowych i trybu ich uzgadniania wyraźnie mówi, że „plany programowo-finansowe, opracowywane przez jednostki publicznej radiofonii i telewizji i  przekazywane Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji zawierają   opinię rady programowej i rady nadzorczej o planowanym programie lub usługach oraz kosztach i źródłach finansowania”. A wszystko to na podstawie art. 21c ust. 4 ustawy z dnia 29 grudnia 1992 r. o radiofonii i telewizji . Mówiąc po ludzku: nie da się zrobić programu bez pieniędzy.

A nie ma pieniędzy z powodu stanu likwidacji.

Można jeszcze długo dywagować, o co w tym wszystkim chodzi – kto chce  załatwić jaki interes, kto ma strategiczne plany dotyczące mediów, kto może chciałby je zawłaszczać choć niekoniecznie prywatyzować,   kto taktycznie milczy – ale to już zupełnie inna dyskusja.

Rzecz jest więcej niż poważna, bo dotyczy mediów publicznych w Polsce. I ich przyszłości.  Na razie bowiem media są publiczne i mają ustawową misję  – o misji mediów publicznych i o publicznej misji mediów uczą już na studiach więc nie będę się powtarzać. I jest naszym – dziennikarzy – podstawowym obowiązkiem  domagać się możliwości realizacji tych misji.

Skończę  jednak  na sprawie, o której nie da się powiedzieć – w odróżnieniu od powyższych – że jest wagi państwowej. Ale za   to jest bardzo konkretna, choć może dla władzy prozaiczna:   otóż pracownik zakładu pracy będącego w stanie likwidacji nie dostanie kredytu w banku, gdyby się o takowy starał. Doświadczyło tego w ciągu minionych dwóch lat wielu pracowników mediów publicznych, nie tylko dziennikarzy. Oni tez, niezależnie od poglądów politycznych, mają dość stanu likwidacji.

Bardzo możliwe, że w obozie władzy pojawiły się już opinie, że coś trzeba z tym fantem zrobić. Ale nie ma pomysłu jak. Tym głośniej więc powinniśmy protestować i domagać  się likwidacji stanu likwidacji.

 

Barbara Sułek-Kowalska

 

 

SDP na obchodach 34 rocznicy powstania RADIO MARYJA w Toruniu

Po 1989 r. cały system medialny nastawiony był na promowanie liberalizmu, agendy lewicowej i  różnego rodzaju antywartości związanych z propagowaniem tzw. polityki wstydu dla Polaków, wtłaczania nam w głowy, że jesteśmy zacofani, że się na niczym nie znamy. Radio Maryja nawet nie polemizowało w tymi opiniami, tylko po prostu stanęło obok tych wykluczanych, deprecjonowanych, niszczonych, wyśmiewanych. Stało się ich głosem – oceniła dr Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, w rocznicowej audycji „Aktualności dnia” w Radiu Maryja.  8 grudnia, w uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny minęły 34 lata, od kiedy Radio Maryja rozpoczęło nadawanie w dwóch polskich miastach w Toruniu i w Bydgoszczy, dlatego w poniedziałek odbyły się bydgoskie obchody rocznicy powstania katolickiej rozgłośni, a w sobotę 6 grudnia w Toruniu  miały miejsce centralne obchody tej rocznicy. W uroczystości w Toruniu wzięła udział dr Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. 
Oficjalne uroczystości z okazji 34. rocznicy powstania Radia Maryja odbyły się w hali widowiskowo–sportowej w Toruniu. Wydarzenie transmitowały TV Trwam i Radio Maryja.  Głównym punktem modlitewnego spotkania była Eucharystia, której przewodniczył i homilię wygłosił ks. kard. Gerhard Mueller, były Prefekt Kongregacji Nauki Wiary. – Słuchamy często w Ewangelii o Janie Chrzcicielu, który był głosem wołającego na pustyni. Wołał, by przygotować drogę Panu. Współczesny świat z jego zgiełkiem, relatywizmem i zagubieniem często bywa duchową pustynią, która potrzebuje głosu wołającego o nawrócenie, które będzie wykazywało drogę do Chrystusa. Radio Maryja od samego początku stało się takim głosem na współczesnej pustyni. Toruńska rozgłośnia stała się głosem, który nie idzie na kompromis z duchem tego świata, ale z mocą i miłością przypomina o Ewangelii, o krzyżu, o nieprzemijających wartościach. To głos, który budzi sumienia, umacnia w wierze i daje nadzieję, że także dziś można żyć po Bożemu – powiedział  w homilii kardynał Gerhard Mueller.  List do uczestników obchodów skierował Karol Nawrocki, Prezydent RP. Odczytał go szef Kancelarii Prezydenta RP, Zbigniew Bogucki.
Świętowanie jubileuszu Radia Maryja to okazja do wyrażenia wdzięczności i uznania wszystkim, którzy przez minione 34 lata tworzyli i rozwijali to wyjątkowe dzieło – podkreślił w liście prezydent RP. Serdecznie gratuluję Ojcu Dyrektorowi Tadeuszowi Rydzykowi oraz całej rodzinie zakonnej za Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela. Dziękuję za wspaniałą medialną służbę odpowiadającą na oczekiwania rzesz rodaków. Z uznaniem patrzę na konsekwencję i bezkompromisowość w sprawach fundamentalnych, które sprawiły, że Radio Maryja stało się dla rodaków w kraju i na całym świecie wiarygodnym głosicielem prawdy, jedności i wierności. Z wielką radością obserwuję kolejne zapoczątkowanego 34 lata temu dzieła takie, jak „Nasz Dziennik”, Telewizja Trwam, Akademia Kultury Społecznej i Medialnej, a teraz Muzeum Pamięć i Tożsamość im. św. Jana Pawła II. Dziękuję za stworzenie unikalnego ośrodka namysłu nad sprawami Ojczyzny i centrum formacji duchowej, które otacza modlitwą i pokrzepia słowem cały naród polski – akcentował Karol Nawrocki.
Specjalny list do uczestników spotkania skierował także Jarosław Kaczynski, prezes Prawa i Sprawiedliwości. Odczytał go szef KP PiS, poseł Mariusz Błaszczak. W tym radosnym dniu, w którym obchodzimy 34. urodziny Radia Maryja, przepełnieni wdzięcznością dziękujemy Panu Bogu za dobra, którymi raczył nas obdarzyć w postaci tej wyjątkowej rozgłośni oraz pozostałych inicjatyw zrodzonych pod auspicjami toruńskich ojców redemptorystów. Dziękujemy Stwórcy za nieoceniony dar, jakim jest dla nas osoba animatora tego wielkiego dzieła, czcigodnego Ojca Dyrektora doktora Tadeusza Rydzyka CSsR – napisał Jarosław Kaczyński. 
Szczególnie gorąco uczestnicy jubileuszu przyjęli list gratulacyjny od Zbigniewa Ziobro, byłego ministra sprawiedliwości. Były szef MS podziękował o. Tadeuszowi Rydzykowi CSsR oraz śp. prof. Elżbiecie Starosławskiej za pomoc w walce z chorobą nowotworową. Zwrócił uwagę, że w Polsce władza ponownie rozpoczęła walkę z Kościołem oraz wiarą. W naszym ojczystym domu zło znów rozpętało walkę, kierując swe ataki przede wszystkim przeciw Kościołowi i ludziom wierzącym. Rządzący są gotowi zwalczać i wyszydzać wszystko, co dla nas najświętsze. Widzimy to każdego dnia. Krzyże znikają z urzędowych ścian i szkolnych klas. W mediach narasta hejt wobec osób wierzących, zwłaszcza wobec kapłanów. Katolickie media i organizacje stają się obiektem bezprecedensowych ataków, a ludzie wierzący – celem politycznej zemsty. Tego zapowiadanego opiłowywania katolików. Rząd Donalda Tuska uderzył nawet w Fundację „Lux Veritatis”. Ojciec Dyrektor, niezłomny kapłan i wielki patriota, od lat buduje dzieło, które jest latarnią prawdy pośród mroku kłamstwa i relatywizmu. Właśnie dlatego władza łamiąca prawo chce je zniszczyć – bo boi się siły wiary – wskazał Zbigniew Ziobro.
Wśród gości witanym oficjalnie przez o. Tadeusza Rydzyka była także Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Była ona także gościem audycji na żywo w programie Aktualności dnia emitowanym 8 grudnia . 
Radio Maryja przełamało monopol medialny mediów liberalnych, a rola toruńskiej rozgłośni w obronie wartości po 1989 roku jest ogromna, w pod wieloma względami, wręcz fundamentalna – powiedziała Jolanta Hajdasz.  Jak zauważyła, po 1989 r., po okresie transformacji ustrojowej i związanej z tym transformacji medialnej, Radio Maryja pokazało wielką lukę, jaką w tym systemie zaprogramowano.
Ten cały system medialny nastawiony był na promowanie liberalizmu, agendy lewicowej, różnego rodzaju antywartości związanych z propagowaniem tzw. polityki wstydu dla Polaków, wtłaczania nam w głowy, że jesteśmy zacofani, że się nie znamy, że nie potrafimy gospodarować, że jesteśmy gorsi we wszystkich dziedzinach życia publicznego niż te rozwinięte kraje na Zachodzie. Radio Maryja nawet nie polemizowało, tylko po prostu stanęło obok wszystkich tych wykluczanych, deprecjonowanych, niszczonych, wyśmiewanych. Stało się ich głosem, bo oni innego reprezentanta wtedy, w latach 90-tych, nie mieli. (…)  Przez te 34 lata Radio Maryja stworzyło instytucję, która jaśnieje swoim przykładem, jak można tworzyć media oparte na etyce zawodowej dziennikarzy, oparte na prawdziwych wartościach. Radio jest nadawcą społecznym. Zrezygnowało z dóbr materialnych, nie nadaje reklam, nie zarabia, tylko realizuje swoją misję – podkreśliła dr Jolanta Hajdasz. Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich odniosła się także do ataku marszałka Sejmu, Włodzimierza Czarzastego na rozgłośnię, który w nagranym filmiku w mediach społecznościowych drwi z o. Tadeusza Rydzyka CSsR, że został wezwany do prokuratury na 8 grudnia, czyli dzień w którym od początku Radio Maryja świętuje rocznicę swojego powstania. Dopiero pod naciskiem opinii publicznej prokuratura zmieniła tę datę przesłuchania na 10 grudnia.  Te ataki na rozgłośnię są haniebne i są niezasłużone. Mają na celu tak naprawdę tylko psucie wizerunku, odciągnięcie ludzi od tego, by tak naprawdę w którymś momencie to błoto przykleiło się do radia, do jego pracowników, by zaczęły przeważać negatywne oceny i rodzaj obojętności wśród ludzi. (…) Szopka z wezwaniem do prokuratury musi trwać. Chodzi o zrobienie takiego przedstawienia, żeby inni, którzy nie mają kontaktu z rozgłośnią, którzy reprezentują inny światopogląd, nie dowiedzieli się czegoś dobrego o tej rozgłośni. To jest stały schemat, propagandowy sposób działania znany od czasów Lenina, Stalina, komunistów. Warto mieć tego świadomość i nie ulegać tej propagandzie. 
cała audycja:
TUTAJ
Uroczystości uświetnił koncert zespołu dziecięcego Akademia Ciupagi z Łącka . Na scenie wystapiło blisko 250 dzieci i nastolatków w wieku od 4 do 17 roku życia. W wydarzeniu uczestniczyło około 6 tysięcy osób, jak poinformowano tyle darmowych posiłków wydali uczestnikom organizatorzy spotkania. 
tekst na podstawie informacji portalu radiomaryja.pl; zdjęcia J.Hajdasz