List Prezesa SDP Krzysztofa Skowrońskiego

Szanowni Państwo,

 

Pragnę podziękować za Państwa obecność i aktywny udział w Zjeździe Delegatów Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, który odbył się w dniach  16-17 października 2021r., w Domu Pracy Twórczej w Kazimierzu Dolnym.

 

Państwa zaangażowanie w sprawy Stowarzyszenia, poświęcony czas i oddane głosy zaowocowały wyborem nowych władz SDP.  W imieniu swoim i całego Zarządu Głównego pragnę podziękować za zaufanie jakim nas obdarzono.

 

Pierwsze posiedzenie Zarządu zaplanowane jest na dzień 4 listopada br.  O pracach Zarządu będziemy Państwa informować na bieżąco.

 

W pierwszej kolejności rozpoczniemy prace nad optymalizacją zapisów Statutu Stowarzyszenia. Komisja Statutowa, w skład której wejdą zarówno członkowie Zarządu jak i Prezesi oddziałów SDP lub osoby przez nich wskazane została już powołana na zjeździe i wkrótce odbędzie się jej pierwsze spotkanie.

 

 

Życząc wszystkiego co dobre,

 

Krzysztof Skowroński

 

Warszawa, dn. 27.10.2021r.

SDP CAFE – PODAJ DALEJ… GrubSon

ODCINEK 19. Z GrubSonem, jednym z najpopularniejszych polskich raperów, wokalistą, autorem tekstów, kompozytorem rozmawia DJ BRK.

 

„SDP Cafe – podaj dalej…” to organizowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl spotkań z dziennikarzami-twórcami kultury, w których gość w następnych odcinkach może stać się gospodarzem i zaprosić na rozmowę kolejną osobę.

 

Więcej informacji o spotkaniu TUTAJ.

 

Więcej informacji o projekcie: TUTAJ.

 

Projekt „Dziennikarze-twórcy kultury” finansowany jest ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu z Funduszy Promocji Kultury

 

 

 

Po co są organizacje dziennikarskie? – odpowiedzi szuka ELŻBIETA KRÓLIKOWSKA-AVIS

Istnieje wielka potrzeba istnienia organizacji dziennikarskich, zwłaszcza w czasach triumfu fake newsów, które zastępują informację, oraz propagandy podmieniającej komentarze. Ale problem jest znacznie bardziej skomplikowany, w Polsce i za granicą, czasem w podobny, często w zupełnie inny sposób. Oto próba podsumowania nowych zjawisk, a przynajmniej wyznaczenia wektorów tych zmian.

 

Gdybyśmy spojrzeli na europejskie organizacje dziennikarskie z lotu ptaka, widać jasno, że w istocie nie ma klasycznych dziennikarskich związków zawodowych, jakie obserwujemy w innych zawodach (górnicy, hutnicy, pracownicy transportu, budżetówka etc.). Stowarzyszenia dziennikarzy łączą na ogół dwie funkcje: pełnią rolę wyznacznika standardów zawodowych, obrońców wolności słowa, organizują konkursy branżowe, konferencje, a ponadto mają segment związany z doraźną pomocą finansową dla dziennikarzy w potrzebie. I tu nasze SDP czy np. brytyjski BAJ, British Association of Journalists, niewiele się od siebie różnią. Nawet nasz Kodeks etyki dziennikarskiej jest podobny do brytyjskiego, bo nie może nie być – przecież chodzi o te same wartości. Że przypomnę podstawy Aktu Założycielskiego BBC z 1922 roku: code of conduct – impartiality (obiektywizm i bezstronność), credibility (wiarygodność informacji) i balance (wyważenie opinii w programie). Choć, niestety, to dziś – wystarczy spojrzeć na media – bardziej teoria aniżeli praktyka. Tyle kwestie statutowo-organizacyjne.

 

Dostrzec można także interesujące zjawisko – w ostatnich kilkudziesięciu latach i Europejska Federacja Dziennikarzy, i większość organizacji branżowych, zrobiły kilka kroków w lewo. Dokładnie tak, jak medialny mainstream w Europie, że przypomnę jedynie największe potęgi – „Observera”, „Le Monde”, „El Pais” czy „Die Welt”. Ten sam zarzut dotyczy także stacji radiowych i telewizyjnych. Europejska Federacja Dziennikarzy tropi środowiskowe uchybienia i wykroczenia, i ogłasza je w dorocznym raporcie. Ale tak się jakoś składa, że częściej dociera do przykładów z krajów, gdzie rządzą konserwatyści, lub do mediów konserwatywnych, i wtedy brutalnie atakuje swoich kolegów. Natomiast nie słyszałam, aby kiedykolwiek zajęła się grzechami lewicowej BBC czy mediów niemieckich, które przez tydzień trzymały w zamrażarce news o dramatycznych wydarzeniach w Kolonii z Sylwestra 2015 roku. EFJ jest także antyizraelska, za to bardzo propalestyńska. Np. w 2008 roku wykluczyła 800 dziennikarzy izraelskich, zrzeszonych w ich krajowym związku, za „niepłacenie składek”, a w istocie za politykę rządu izraelskiego, który podczas II wojny libańskiej kazał wysadzić w powietrze telewizję Hezbollahu. A potem przyjęła ich z powrotem. Dziennikarze izraelscy nie pozostali dłużni, bo w kilka lat później zagrozili zerwaniem z EFJ, twierdząc – zresztą zgodnie z prawdą – że jest „antyizraelska”. Czy nie moglibyśmy – jako że EFJ nęka nas dotąd bezkarnie – wysłać przy następnej okazji podobnego listu?

 

Warto dodać, że EFJ cyklicznie wydaje deklaracje takie jak ta z 2007 roku, gdy ogłoszono 6 listopada Dniem Protestu Dziennikarzy Europejskich „przeciw obniżaniu zawodowych i moralnych standardów oraz politycznym naciskom, które niszczą ten zawód”. W sumie Europejska Federacja Dziennikarzy zrzesza 187 organizacji krajowych, ma ok. 600 tys. członków, ale już od dawna przestała być autorytetem, przestała rzetelnie pełnić swoje statutowe obowiązki i dziś jest jednym z frontów wojny liberalnej lewicy z konserwatyzmem oraz – tak, tak! – z Izraelem!

 

Druga podobna organizacja branżowa, Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy (IFJ), cierpi na podobne schorzenia co EFJ. Prezentując swoje cele, wiele mówi o „ochronie praw dziennikarzy oraz wolności prasy”, ale jeszcze więcej o „wspieraniu sprawiedliwości społecznej, praw ludzi pracujących, demokracji, praw człowieka oraz zwalczaniu korupcji i biedy”. Czyli zrobiliśmy duży krok … w bok, od misji do walki.

 

Interesujące może być to, że w Polsce mamy tylko jedno znaczące stowarzyszenie dziennikarzy – SDP. Z oczywistych względów nie liczę organizacji, takich jak np. Towarzystwo Dziennikarskie z Sewerynem Blumsztajnem na czele, które w środowisku nie odgrywa żadnej poważniejszej roli. W Wielkiej Brytanii – populacja 60 mln, czyli o 1/3 większa od polskiej – jest ich kilka. I w dużej mierze jest to skutek zaszłości historycznych, m.in. ciągłości instytucjonalnej. Nie mieli zaborów, wojen, przynajmniej od XVII wieku, nie mieli komunizmu

 

Dwa najpopularniejsze stowarzyszenia branżowe to BAJ, The British Association of Journalists, i NUJ, National Union of Journalists. BAJ, „a non-political trade union”, zrzesza dziennikarzy pracujących „w gazetach, magazynach, stacjach telewizyjnych i radiowych oraz w mediach internetowych”, na etacie oraz freelancerów. Podstawą działania są wprawdzie sprawy bytowe, ale wspomina się także o obronie wolności dziennikarskiej wypowiedzi i wsparciu kolegów, kiedy dochodzi do sprawy sądowej . Do BAJ „mogą należeć wszyscy, którzy biorą udział w procesie powstawania numeru pisma/ programu”, a także subedytorzy, rodzaj sekretarza redakcji? korekty?, graficy, etc. Składki są relatywnie wysokie: 16 funtów miesięcznie dla pracowników mediów krajowych, etatowców, i 11,50 funta dla dziennikarzy mediów lokalnych oraz freelancerów. Celem NUJ, który powstał w 1907 roku, jest także „wspomaganie dziennikarzy w potrzebie”, informacyjne, prawne, w sprawach zdrowotnych i bytowych oraz w kwestiach bezpieczeństwa dziennikarza w pracy. NUJ podkreśla także kwestie wolności słowa oraz ochrony tych, którzy się – zwykle politykom i celebrytom – narazili. Trzecia z organizacji, The Chartered Institute of Journalists, który powstał w 1884 roku (ta historyczna ciągłość brytyjskich instytucji!) także łączy elementy stowarzyszenia i związku zawodowego. Etyka i wyższe standardy dziennikarstwa w mediach oraz ochrona dziennikarskich wolności, ale także pomoc w kampaniach o bezpieczeństwo i lepsze warunki wykonywania zawodu – to cele tej organizacji.

 

A teraz trochę historii i brytyjskich ciekawostek. A więc na Wyspach Brytyjskich jest także Commonwealth Press Union, były Empire Press Union, powołany w 1909 roku, zrzeszający ok. 750 członków z 49 krajów Wspólnoty Narodów, czyli brytyjskich i z byłego Imperium Brytyjskiego. To organizacja głównie dla wydawców i senior executives, mniej dla szarych pracowników mediów. Jest i Society of Women Writers and Journalists, założone w 1894 roku, zapewne jako produkt zwycięstwa ówczesnych sufrażystek, czynne zresztą do dziś. Ale mamy także działający od 1882 roku, czyli najstarszy, a z pewnością najbardziej snobistyczny The London Press Club, który oferuje akces do najświeższych newsów w mediach oraz wiele towarzyskich wydarzeń, m.in. doroczny bal i cotygodniowy drink w siedzibie klubu. To zawsze świetna giełda informacyjna i możliwość wymiany wizytówek z liderami środowiska oraz ważnymi gośćmi, reprezentującymi „korytarze władzy”. Jest i organizacja, której w Polsce brak, a która w Wielkiej Brytanii – zapewne z uwagi na Imperium Brytyjskie – powstała już w 1888 roku. Mówię o Foreign Press Association, do której – jako polska korespondentka – przez ponad 20 lat należałam i która bardzo ułatwiała mi życie i pracę, zapewniając akces do parlamentu, na konferencje prasowe z reprezentantami rządu czy miast i na „the royal events”, czyli zdarzenia, w których brali udział członkowie rodziny królewskiej, coś otwierali, inaugurowali, promowali, np. książę Karol – osiągnięcia swojego The Prince’s Trust. Organizacja grupuje ok. 1600 korespondentów z całego świata i wydaje cotygodniowy biuletyn informacyjny. Pomoc nie do przecenienia! Na podobną organizację czekamy w Polsce od 30 lat. To sytuacja win – win. Z jednej strony pomoc dla korpusu dziennikarzy zagranicznych, z drugiej, na specjalnych konferencjach prasowych, prowadzonych po angielsku – możliwość bezpośredniego suflowania polityki rządu.

 

O konieczności istnienia organizacji dziennikarskich nikogo nie trzeba przekonywać. Innej, lepszej formy – integracja środowiskowa, samokształcenie, czyli kluby, seminaria i konferencje, ochrona pracowników mediów przed wyrzuceniem z pracy, wsparcie finansowe – jeszcze nikt nie wymyślił. I sprawdziła się, przepraszam za słowo, hybrydowa formuła stowarzyszenia, czyli informacja, samokształcenie, w razie konieczności wsparcie prawne i finansowe. Ale – i tu nasze Stowarzyszenie ma wiele do zrobienia – ważne są demokratyczne formy działania. Dobra Zmiana, która od 6 lat powtarza: „władze są po to, aby służyć społeczeństwu”, nie dotarła jeszcze do SDP, czyli do tych, którzy o niezależność, transparentność i demokrację winni się upominać.

 

Na co należałoby więc zwrócić uwagę? Po pierwsze, na demokratyczne metody kontaktów Zarządu Głównego z Zarządem Oddziału Warszawskiego i innymi Oddziałami, aby konsultować najważniejsze sprawy – dziś status naszej siedziby na Foksal, Kazimierz i Wilga. Na transparentność przepływu pieniędzy, sprawiedliwy ich podział i konsultacje z ludźmi, na co je wydać, teraz skrzętnie utajnione. Trzeba mówić o dezintegracji środowiska dziennikarskiego, nie tylko z powodów politycznych, co jest w pewnym sensie zrozumiałe, ale i z powodu braku szacunku dla szeregowych członków SDP, ich postulatów i potrzeb.

 

Czyli, podsumowując temat, mamy do czynienia z przesunięciem na lewo organizacji dziennikarskich na Zachodzie, kompatybilnym z nowym profilem mainstreamowych mediów, oraz rodzajem oligarchizacji tych stowarzyszeń w krajach postsowieckich, które na nowo uczą się demokracji. Debata o demokratyzacji relacji władze SDP – środowisko jest nieunikniona. Mam nadzieję, że w nowym Zarządzie Głównym znajdą się ludzie, którzy mają świadomość, że „władze SDP są po to, aby służyć środowisku”, a nie odwrotnie. I dopiero to będzie dla nas zerwaniem ostatnich więzi z postkomuną.

 

Tekst ukazał się w numerze 4(143)/2021 

„Forum Dziennikarzy”.

E-wydanie do pobrania TUTAJ.

 

SDP CAFE – PODAJ DALEJ… DJ BRK

ODCINEK 18. Z DJ-em BRK, czyli Bartoszem Kochankiem,  jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich DJ-ów, rozmawia Jarosław Kubów „Jarecki”.

 

„SDP Cafe – podaj dalej…” to organizowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl spotkań z dziennikarzami-twórcami kultury, w których gość w następnych odcinkach może stać się gospodarzem i zaprosić na rozmowę kolejną osobę.

 

Więcej informacji o spotkaniu TUTAJ.

 

Więcej informacji o projekcie: TUTAJ.

 

Projekt „Dziennikarze-twórcy kultury” finansowany jest ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu z Funduszy Promocji Kultury

 

 

 

 

ŁUKASZ WARZECHA: Państwowe media łapią zadyszkę

Polskie Radio brnąc w upolitycznienie i wątpliwe przedsięwzięcia technologiczne przegrywa wyścig o słuchaczy z mediami, które stawiają na jakość i niezależność.

 

Kilka pozornie niepowiązanych wiadomości rzuciło mi się w oczy, gdy przeglądałem najnowsze wieści z dziedziny mediów. Po pierwsze – rekordowo niski wynik słuchalności Trójki, połączony oczywiście z zakwestionowaniem metody pomiarowej przez Polskie Radio. Po drugie – nowe pomysły szefa Rady Mediów Narodowych Krzysztofa Czabańskiego na promocję marginalnego w Polsce formatu DAB+. Po trzecie – wspólny projekt Radia 357 i Dariusza Rosiaka, prowadzącego finansowany przez słuchaczy projekt „Raport o stanie świata”, wysłania do Afganistanu korespondenta, Michała Żakowskiego.

 

Co te sprawy łączy? Mówiąc najogólniej – składają się one na obraz postępującej porażki państwowych mediów, brnących w zrażające słuchaczy upolitycznienie i wątpliwe przedsięwzięcia technologiczne, w konfrontacji z dynamicznie się rozwijającymi mediami, które można by nazwać społecznymi, a które pod wieloma względami wydają się lepiej wypełniać misyjne zapotrzebowanie niż teoretycznie mające to w zakresie swoich obowiązków media państwowe.

 

To, że Trójka po odsunięcia Kuby Strzyczkowskiego, jest synonimem porażki, nie wymaga dowodzenia. Kolejny spadek słuchalności, drastyczny spadek wpływów z reklam, a nawet druzgocąca krytyka nowej ramówki ze strony Marka Suskiego, przewodniczącego Rady Programowej PR (nawet jeśli jest to odbicie konfliktu w obozie władzy) – wszystko to pokazuje, w jak dramatycznym kryzysie jest stacja mająca niegdyś grupę wiernych słuchaczy. Jednocześnie Radio 357, którym kieruje odwołany z Trójki Strzyczkowski, staje się synonimem sukcesu mediów społecznych – tak chyba można mówić o tych przedsięwzięciach, które opierają się na finansowaniu przez odbiorców. Jest to w tej chwili największy tego typu projekt, który zdystansował już jakiś czas temu Radio Nowy Świat.

 

To bardzo ciekawe, bo o ile RNŚ poszło w stronę mocnego upolitycznienia, stając się stacją o jednoznacznie opozycyjnym profilu, to Radio 357 zachowało neutralny, profesjonalny charakter. Publicystyka, która zresztą ma tam drugorzędne znaczenie, nie ma mocnego ideologicznego wydźwięku, a zapraszani goście są faktycznie z różnych rozdań i kręgów. Na tle Trójki i RNŚ Radio 357 okazuje się wygrywać swoim dystansem do polityki oraz jednoznacznych politycznych konotacji.

 

Podobnie rzecz się ma z „Raportem o stanie świata” Dariusza Rosiaka, który okazuje się spektakularnym sukcesem, nawet jeśli jest to sukces jedyny w swoim rodzaju i niepowtarzalny. Teraz okazuje się, że te dwie medialne inicjatywy społeczne – Rosiaka oraz Radio 357 – podejmują wyzwanie, którego w Polsce nie podjął się żaden duży podmiot medialny, prywatny czy państwowy. Wydawałoby się, że jest to rzecz oczywista: wobec gwałtownej zmiany sytuacji w Afganistanie należałoby tam wysłać dziennikarzy. A jednak to pierwsza taka inicjatywa w Polsce. A przecież to media państwowe powinny dbać między innymi o to, żeby odbiorcy byli poinformowani o ważnych sprawach świata – to część ich misji.

 

Jest wreszcie wątek DAB+, który pokazuje, że media państwowe nie nadążają. DAB+ to format cyfrowego nadawania, który był nowatorski może dekadę temu, ale dziś już nie jest. W Polsce mało kto kupuje specjalnie odbiornik DAB+, szczególnie że to technologia o bardzo słabym zasięgu i w dużym kraju trzeba by poustawiać mnóstwo nadajników, żeby sygnał cyfrowy docierał wszędzie. Jeśli ktoś radia w tej technologii słucha, to dlatego, że dostał odbiornik z taką możliwością przy okazji. W DAB+ wyposażone są niektóre radia samochodowe (ale w wielu przypadkach jest to opcja, za którą trzeba dopłacać przy zamawianiu auta) oraz niektóre lepsze zestawy hi-fi z cyfrowymi tunerami. Owszem, DAB+ zapewnia faktycznie lepszą jakość, ale nie trzeba być ekspertem od technologii, żeby wiedzieć, że jeśli korzyść z polepszenia jakości jest dla odbiorcy niemal niedostrzegalna, to nie będzie za nią specjalnie dopłacał. A tutaj tak właśnie jest – radia nie słucha się niemal nigdy dla wysokiej jakości, ale przy okazji: podczas jakichś prac domowych, czasami w pracy, w samochodzie. W tych okolicznościach różnica między odbiorem cyfrowym a analogowym nie ma znaczenia. Mało tego, w wielu lokalizacjach cyfrowy odbiór jest niemożliwy.

 

Najważniejsze jednak, że DAB+ to po prostu technologia przestarzała. Brnięcie w nią, czym niezmiennie chwali się Polskie Radio, to trochę tak, jakby ktoś chwalił się, że umożliwia dzisiaj płatności kartą z paskiem magnetycznym, podczas gdy wszyscy przechodzą na zbliżeniowe płatności w ogóle bez użycia kart, urządzeniami mobilnymi. W tej sytuacji pomysł Krzysztofa Czabańskiego, żeby płacącym abonament ufundować odbiorniki DAB+ (prawdopodobnie zresztą o miernej jakości, bo dobre nie są tanie) wygląda jak próba sztucznego ratowania państwowego molocha, który zabrnął w ślepą technologiczną uliczkę.

 

Radio 357 nie potrzebuje DAB+, bo nadaje poprzez aplikacje i kanały internetowe, a pokrycie siecią mobilną jest dziś w Polsce nieporównanie lepsze i szersze niż pokrycie zasięgiem DAB+. Na tym tle PR jawi się jako jakiś dziwaczny dinozaur, niepotrzebnie pakujący ogromne pieniądze w coś, czego nikt nie chce.

 

W tym wyścigu o słuchaczy i na technologie kibicuję tym, którzy zamiast brnąć w polityczne uwikłania (nie dotyczy to jedynie mediów państwowych, żeby było jasne) stawiają na jakość i niezależność. Jak się okazuje – ku zaskoczeniu wielu, w tym nawet i mojemu – to oni mają szansę na wygraną w wyścigu.

 

Bloger z Pruszcza Gdańskiego uniewinniony w II instancji z oskarżenia z art. 212 kk. Decyzja Sądu zbieżna ze stanowiskiem CMWP SDP

Sąd Okręgowy w Katowicach (Wydział Karny Odwoławczy) na rozprawie 22 października br. uniewinnił blogera  z Pruszcza Gdańskiego oskarżonego z art. 212 kk  o zniesławienie spółki Lyoness Polland sp.z.o.o oraz postanowił obciążyć wszystkimi kosztami procesu oskarżyciela prywatnego, czyli  firmę Lyoness Poland. Sprawa dotyczyła wpisów na blogu z 2013 r.  i była objęta monitoringiem CMWP SDP. Obrońcą blogera, który nie chce, by ujawniać jego nazwisko, był mec. Paweł Matyja z Katowic. 

 

Spółka zarzuciła dwóm blogerom , że działając wspólnie i w porozumieniu, “tworząc i prowadząc przy użyciu sieci internet, w serwisie internetowym „Blox.pl” blog, który z samego założenia (intencjonalnie) poprzez stworzenie nazwy „antylyoness” nakierowany miał być  na naruszanie dobrego imienia pokrzywdzonej spółki  opublikowali  nieprawdziwe wypowiedzi  na jej temat. W zakresie wszystkich zarzutów poza jednym w pierwszej instancji postępowanie umorzono. Spółka nawet się nie odwoływała.

 

Co do jednego czynu, (wpis sprzed 8 lat!) postępowanie warunkowo umorzono, to znaczy że stwierdzono winę oskarżonego, ale nie wymierzono mu kary, uznając, że czyn nie ma wielkiej szkodliwości społecznej. Wówczas sprawa została objęta monitoringiem CMWP SDP, które przesłało w tej sprawie swoje stanowisko do Sądu odwoławczego.  Kara, jaką wymierzył sąd I instancji w ocenie CMWP SDP była nieuzasadniona, ponieważ w tym wypadku  wpis na blogu,  którego dotyczyło postępowanie karne z art. 212 kk,  był wypowiedzią anonimowej osoby, posługującej się jedynie pseudonimem, nie jest nawet wiadome czy oskarżonego, ten bowiem konsekwentnie nie przyznawał się do winy. Wymowne jest także to, że druga oskarżona w tej sprawie blogerka, która stała pod takim samym zarzutem, została uniewinniona.

 

Podkreślić należy, że cała kwestionowana wypowiedź z 2013 r. o treści „Aktualnie przed Prezesem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów prowadzone jest postępowanie w sprawie stosowania przez spółkę Lyoness Poland Sp. z o.o. praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów” była wiernym cytatem wypowiedzi Ministra Finansów, w dodatku nie wypowiedzianej pochopnie, a wyartykułowanej na piśmie do ówczesnego Marszałka Senatu RP. Pismo było publicznie dostępne w Internecie na oficjalnych stronach internetowych tychże urzędów. Nie było jakichkolwiek podstaw, by kwestionować ich treść.

 

CMWP SDP w swoim stanowisku przypomniało, że wypowiedzi takich osób – w tym pochodzące z urzędowych dokumentów, cytowane są w mediach każdego dnia i jako nie podlegające autoryzacji, nie są sprawdzane przez dziennikarzy pod kątem wiarygodności. Z oczywistych względów dotyczy to również osób prywatnych, które mają prawo powoływać się na wypowiedzi osób publicznych w sprawach publicznych i włączać się do debaty publicznej realizując tym samym zasady funkcjonowania społeczeństwa obywatelskiego. Kwestia odpowiedzialności karnej za cytowanie tego rodzaju wypowiedzi została jednoznacznie rozstrzygnięta przez Sąd Najwyższy, które to stanowisko Centrum Monitoringu Wolności Prasy popiera i wskazuje na jego aktualność.

 

Mając na uwadze powyższe orzeczenie – czytamy w stanowisku CMWP SDP przesłanym do Sądu –  należy kategorycznie stwierdzić, że osoba, która wiernie zacytowała wypowiedź Ministra Finansów zawartą w urzędowym dokumencie, a przy tym zaznaczyła, że dany fragment wypowiedzi jest wiernym cytatem, a nawet wskazała jego dokładne źródło, a przy tym była to wypowiedź dotycząca spraw publicznych, nie powinna ponosić odpowiedzialności karnej w sprawie. Gdyby przyjąć bowiem odmienną optykę i zaaprobować pogląd Sądu Rejonowego Katowice – Zachód w Katowicach, doszłoby do absurdalnej sytuacji, w której dziennikarze, ale też wszystkie osoby włączające się do debaty na temat spraw publicznych, co jest przecież zjawiskiem pożądanym, byłyby zmuszone do weryfikacji pod kątem prawdziwości niepodlegających przecież autoryzacji wypowiedzi osób pełniących funkcje publiczne, co de facto czyniłoby niemożliwym wykonywanie zawodu dziennikarza czy wręcz dyskutowanie o sprawach publicznych, ze strachu że być może dyskutuje się na temat nieprawdziwych twierdzeń. Trudno również zgodzić się na to, aby dziennikarz, bloger, czy użytkownik Internetu miał ponosić odpowiedzialność karną za cudzą wypowiedź, w sytuacji gdy kontestujący jej treść, nigdy nie zarzucił jej nieprawdziwości rzeczywistemu autorowi wypowiedzi.

 

Bloger prosił, by  nie podawać do publicznej wiadomości jego danych personalnych.

 

KS. ARTUR STOPKA: Telewizja po katolicku

Kard. John Patrick Foley, długoletni przewodniczący Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu, chciał, aby telewizje katolickie stały się „systemem nerwowym” Kościoła. Zamiar ambitny. Ale czy realny?

 

Dokładnie piętnaście lat temu, w dniach od 10 do 12 października 2006 r., w Madrycie odbył się Światowy Kongres Telewizji Katolickiej. Jeden z jego organizatorów, ks. prał. Enrique Planas, pracujący wówczas dla Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu, w wywiadzie dla polskiego tygodnika „Niedziela” tłumaczył z dużym wyprzedzeniem, że Kongres będzie musiał ustalić tożsamość telewizji katolickiej, biorąc pod uwagę, że w dzisiejszym świecie telewizje o charakterze katolickim są bardzo różnorodne. „Z jednej strony mamy wielkie stacje telewizyjne, które na rynku śmiało konkurują z innymi (np. „Il Canal 13” z Santiago del Chile), a z drugiej – małe kanały konfesyjne” – wskazywał ks. Planas, dodając, że w planach jest również ustalenie norm etycznych (tzw. ideario), czegoś w rodzaju „10 przykazań”, których powinny przestrzegać telewizje określające się jako katolickie.

 

Kłopotliwa liczba

 

W tytule wspomnianego wywiadu znalazł cytat z wypowiedzi ówczesnego przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Środków Społecznego Przekazu, abp John Foley. Jego życzeniem było, by telewizje katolickie stały się „systemem nerwowym” Kościoła katolickiego. Zdaniem ks. prał. Enrique Planasa będzie to możliwe, gdy telewizje katolickie zaczną działać we wszystkich zakątkach świata. „Aby zrealizować ten projekt, duże stacje telewizyjne winny wspomagać małe” – tłumaczył hiszpański duchowny, mając na myśli przede wszystkim tworzenie banku bezpłatnych programów. Dał nawet przykład, że dwie duże telewizje, włoska SAT2000 i hiszpańska Television Popolar, przystały już na ten projekt.

 

Na koniec wywiadu ks. Planas pożalił się, że organizatorom planowanego Światowego Kongresu Telewizji Katolickiej pewien kłopot sprawia ich liczba. „Nasza Rada ma listę katolickich kanałów i studiów telewizyjnych, która przekroczyła już liczbę 2 tys., a na pewno nie jest to lista kompletna” – powiedział.

 

Nowa era?

 

Kongres mimo wszystko doszedł do skutku, a na jego zakończenie abp Foley oświadczył, że zapoczątkował on nową erę w mediach katolickich. Jak wynika z dostępnej wciąż na stronach SIGNIS informacji, w madryckim spotkaniu wzięło udział ok. 300 osób z 50 krajów. Temat Kongresu „Szybki rozwój” odwoływał się do ogłoszonego w 2005 roku Listu apostolskiego Jana Pawła II do odpowiedzialnych za środki społecznego przekazu. W liście tym telewizja wspomniana została tylko raz. „Dzienniki i czasopisma, różnego rodzaju publikacje, katolickie stacje radiowe i telewizyjne są nadal niezwykle przydatne w całym systemie kościelnego przekazu” – napisał Papież.

 

Dwa lata po Kongresie ks. prał. Enrique Planas, który po przejściu na emeryturę zajął się organizowaniem katolickiej agencji informacyjnej audio-wideo o nazwie H2Onews, w kolejnym wywiadzie dla „Niedzieli” analizował ówczesną sytuację katolickich telewizji. Zwracał m.in. uwagę, że ich liczba wzrasta z szybkością lawiny. Zastrzegał jednak, że należałoby mówić raczej o środkach przekazu audio-wideo, a nie o telewizji, ponieważ większość z nich nadaje za pośrednictwem internetu. Mówił też, że kanały te mają problemy z zapełnieniem czasu antenowego, ponieważ brakuje profesjonalnego i dostępnego pod względem finansowym kontentu odpowiadającego ich specyfice. Współtworzona przez niego agencja H2Onews stara się choćby w niewielkim stopniu zaradzić tego rodzaju kłopotom. Jej najważniejszymi partnerami są: Vatican Television Center, Vatican Radio, Salt + Light Television z Kanady, KTO z Francji, EWTN z USA, Television Popolar z Hiszpanii, Cançao Nova z Brazylii.

 

3,6 tys. widzów

 

Czy po piętnastu latach udało się zrealizować wizję globalnej sieci katolickich telewizji? Wiele wskazuje na to, że wciąż jest ona pieśnią przyszłości. Jedną z przyczyn może być ograniczone zapotrzebowanie ze strony odbiorców na treści przez katolickie kanały proponowane.

 

Wystarczy spojrzeć na polskie podwórko. Jak wynika z udostępnionych w czerwcu br. danych, Telewizja Trwam w 2020 roku miała widownię na poziomie 35,7 tys. osób (po wzroście o 11,2 tys.). Stacja zanotowała 28. miejsce wśród najchętniej oglądalnych stacji telewizyjnych w Polsce. Tym samym zanotowała wzrost o 13 pozycji – w 2019 roku uplasowała się na 41. miejscu w rankingu najczęściej oglądalnych kanałów. Widać wyraźnie, że nie jest to nadawca, który może konkurować z najpopularniejszymi stacjami telewizyjnymi w naszym kraju.

 

Warto pamiętać, że w Polsce miała miejsce próba stworzenia kanału religijnego o innym charakterze, niż TV Trwam czy podobne do niej stacje z innych krajów. Uruchomiona 15 października 2007 roku Religia.tv nie była kanałem ściśle katolickim, choć jej szefem był katolicki duchowny i wśród jej twórców dominowali katolicy (m. in. Szymon Hołownia). Nie miała charakteru dewocyjnego. W jej ofercie przeważały filmy i cykle dokumentalne. Transmitowane były nie tylko katolickie Msze święte, ale również nabożeństwa innych wyznań chrześcijańskich, a nawet innych religii. Niestety, kanał nie osiągnął założonej oglądalności. Jego średnia oglądalność wynosiła 3,6 tys. widzów. Chociaż ostatecznie nadawanie zakończył 31 stycznia 2015, to jednak już we wrześniu 2012 podjęta została decyzja o zakończeniu własnej produkcji i praktycznie rozwiązano redakcję.

 

Jak trwoga, to…

 

Na początku września br. wrocławska Fundacja Vide et Crede otrzymała koncesję na naziemne nadawanie w naszym kraju polskiej wersji najpopularniejszej na świecie katolickiej telewizji Eternal Word Television Network (EWTN), założonej czterdzieści lat temu przez amerykańską klaryskę Ritę Antoinette Rizzo, znaną jako Matka Angelica. EWTN Polska jest obecna w naszym kraju od 2018 roku, jednak dotychczas nadawała jedynie w internecie. Trudno na razie mówić o jakimś spektakularnym sukcesie, być może koncesja na naziemną emisję programu oraz uznanie stacji za nadawcę społeczne będzie dla tej inicjatywy nowym impulsem.

 

W maju zeszłego roku serwis Vatocan News poinformował, że na pandemicznym reżimie skorzystała francuskojęzyczna telewizja katolicka KTO, założona w 1999 z inicjatywy arcybiskupa Paryża kardynała Jean-Marie Lustigera. Obecnie jej programy są nadawane w 88 krajach. We Francji jej oglądalność wzrosła pięciokrotnie. Dotyczy to także wersji nadawanej w internecie, której widzowie w ponad połowie nie przekroczyli 45 roku życia. Zdaniem dyrektora KTO, Philippine de Saint-Pierre, zaistniało duże zapotrzebowanie na programy dotyczące wiary w czasie pandemii. „Ludzie chcieli, by ktoś ich poprowadził i towarzyszył im w modlitwie, nie chcieli zatracić radości w tej trudnej sytuacji” – wyjaśnił.

 

Wzrost oglądalności katolickich kanałów w czasie globalnej epidemii może się kojarzyć z powiedzeniem „Jak trwoga, to do Boga”. Pokazuje jednak – przynajmniej częściowo – mechanizm zapotrzebowania na religijne, a zwłaszcza dewocyjne i formacyjne treści telewizyjne ze strony odbiorców.

 

Ks. Artur Stopka

SDP CAFE – PODAJ DALEJ… Zdzisław Piaskowski

ODCINEK 16. Ze Zdzisławem Piaskowskim, dziennikarzem, animatorem kultury, pomysłodawcą Mazurskiej Nocy Kabaretowej, rozmawia Mateusz Kossakowski.

 

„SDP Cafe – podaj dalej…” to organizowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl spotkań z dziennikarzami-twórcami kultury, w których gość w następnych odcinkach może stać się gospodarzem i zaprosić na rozmowę kolejną osobę.

 

Więcej informacji o spotkaniu TUTAJ.

 

Więcej informacji o projekcie: TUTAJ.

 

Projekt „Dziennikarze-twórcy kultury” finansowany jest ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu z Funduszy Promocji Kultury.

 

 

 

 

Tego by nawet Bareja nie wymyślił – JAROMIR KWIATKOWSKI o „Forum Dziennikarzy”

Z dedykacją dla wnioskodawców zlikwidowania „Forum Dziennikarzy”.

 

Jednym z wniosków, które zgłoszono do komisji zjazdowej przed zjazdem SDP w Kazimierzu Dolnym, był postulat likwidacji „Forum Dziennikarzy”. Kwestia ta stanęła na zjeździe, ale szybko przychyliliśmy się do opinii, że to nie jest temat dla delegatów, a co najwyżej dla nowego Zarządu Głównego. Później zresztą wnioskodawca, Stefan Zubczewski, który firmował wniosek wraz z żoną, zreflektował się(?) i sam go wycofał.

 

W dyskusji nad tą sprawą Witold Gadowski stwierdził, że „Forum” to gazeta „nudna i dla nikogo”. Żałuję, że nie otworzyła mi się wtedy odpowiednia klapka w mózgownicy, że przecież red. Gadowski figuruje do dziś w stopce „Forum” jako członek zespołu redakcyjnego. Gdyby mi się ta klapka otworzyła, zmusiłoby mnie to do zadania – w trybie ad vocem – pytania: Panie Witoldzie, skoro ta gazeta jest, Pańskim zdaniem, tak nudna, to co Pan zrobił jako – przynajmniej formalnie – członek zespołu redakcyjnego, aby była lepsza? Klapka nie otworzyła się, trudno. Zadaję więc to pytanie teraz, bo lepiej późno niż wcale.

 

„Forum Dziennikarzy” to nie jest pismo, które wypłaca w formie wierszówek zapomogi dla dziennikarzy mających problemy z pracą (czytaj: daje im zarobić parę groszy, by nie głodowali), bo tak zrozumiałem wnioskodawcę. Piszę to jako dziennikarz, który – choć narzeka raczej na nadmiar niż na brak pracy – w ub. roku podjął współpracę z tym pismem i daje mu ona wiele satysfakcji. Może być ono, na co zresztą zwróciła uwagę na zjeździe wiceprezes Jolanta Hajdasz, wizytówką naszego środowiska. Andrzej Klimczak, redaktor naczelny pisma, wykonał gigantyczną pracę, by tak właśnie było. A przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by kolejni członkowie SDP, którzy mają propozycje ciekawych tematów i chcą się nimi podzielić z czytelnikami „Forum”, nawiązali z nim współpracę.

 

Nie znam przyczyn zapału likwidatorskiego wnioskodawcy (postulował on także zlikwidowanie… Centrum Monitoringu Wolności Prasy), ale nawet specjalnie mnie one nie interesują. Przypomnę jedynie banalną prawdę: łatwo coś zburzyć i z reguły robi się to szybko; to często kwestia jednej decyzji. Ale trudniej coś zbudować; to z reguły dzieje się latami. I nawet jeżeli widzimy, że istniejący byt nie jest idealny, to naprawiajmy go, a nie wyrzucajmy na śmietnik.

 

A że „Forum” kosztuje… Cóż, w przyrodzie nie ma nic za darmo. A jeżeli nam to, że tak jest, nie pasuje, to – używając tej logiki – złóżmy wniosek dalej idący, co zresztą prześmiewczo, z duża dozą sarkazmu zaproponował na zjeździe red. Wojciech Pokora: w ogóle zlikwidujmy stowarzyszenie. Ono przecież też kosztuje.

 

I jeszcze jedno zdziwienie na koniec: gdyby pójść za sugestią wnioskodawcy, my – członkowie SDP – wystąpilibyśmy w roli dobrowolnych likwidatorów własnej gazety. Tego by nawet mistrz Bareja nie wymyślił.

 

Jaromir Kwiatkowski

SDP CAFE – PODAJ DALEJ… Mateusz Kossakowski

ODCINEK 15. Z Mateuszem Kossakowskim, dziennikarzem, medioznawcą, specjalistą od komiksu, rozmawia Zdzisław Piaskowski.  

 

„SDP Cafe – podaj dalej…” to organizowany przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich cykl spotkań z dziennikarzami-twórcami kultury, w których gość w następnych odcinkach może stać się gospodarzem i zaprosić na rozmowę kolejną osobę.

 

Więcej informacji o spotkaniu TUTAJ.

 

Więcej informacji o projekcie: TUTAJ.

 

Projekt „Dziennikarze-twórcy kultury” finansowany jest ze środków Ministra Kultury, Dziedzictwa Narodowego i Sportu z Funduszy Promocji Kultury.