Poznaliśmy wyniki 28. edycji konkursu o Nagrody SDP

Andrzej Poczobut, uwięziony przez reżim Łukaszenki korespondent z Białorusi, został laureatem Głównej Nagrody Wolności Słowa Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. W 28. edycji konkursu nagrody rozdano w czternastu kategoriach.

 

W imieniu przebywającego od 25 marca 2o21 roku w areszcie na Białorusi Andrzeja Poczobuta, nagrodę odebrała Agnieszka Romaszewska-Guzy, dyrektor Telewizji Biełsat.

 

 

Sylwetka Andrzeja Poczobuta

 

Podczas uroczystej gali ogłoszenia wyników i rozdania nagród, która odbyła się Domu Dziennikarza przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie, wspominano też innych białoruskich dziennikarzy, którzy z powodu wykonywanej pracy trafili do więzienia. Lista represjonowanych przez reżim w Mińsku ludzi mediów jest długa, są na niej: Kaciaryna Andrejewa, Daria Czulcowa, Julia Słucka, Andrej Aliaksandrau, Dzianis Iwaszyn, Maryna Zołotawa, Ludmiła Czekina, Olga Łojko, Alena Tałkaczowa, Raman Pratasiewicz i Głafira Żuk. Prowadzący galę – prezes SDP Krzysztof Skowroński i dziennikarka Anna Popek – krótko opowiedzieli historię każdej z tych osób i przypomnieli ile już dni spędzili za kratami.

 

 

28.edycja dorocznego konkursu SDP obejmowała prace opublikowane i wyemitowane w polskich mediach w 2020 roku. Dziennikarze startowali w czternastu kategoriach tematycznych (w tym dwóch dla fotoreporterów). Wyróżnienie przyznała też Fundacja Solidarności Dziennikarskiej (otrzymała je Agnieszka Romaszewska-Guzy).

 

Do konkursu wpłynęło 260 prac publicystycznych oraz liczne fotografie i reportaże prasowe z zakresu fotografii sportowej i społecznej. Najwięcej publikacji nadesłano tradycyjnie do Nagrody im. Stefana Żeromskiego – dotyczącej problematyki społecznej, Nagrody im. Macieja Łukasiewicza – dotyczącej tematyki kultury  i popularyzacji wiedzy oraz do Nagroda im. Janusza Kurtyki przyznawanej za publikacje historyczne. Najwięcej zgłoszeń to były prace opublikowane w  Internecie – 90,  telewizyjnych materiałów nadesłano 63,  prasowych – 51, a radiowych – 49.

 

Prace konkursowe oceniały cztery zespoły jurorów: Jury Selekcyjne i Jury Główne nagród publicystycznych oraz Jury Selekcyjne i Jury Główne fotografii prasowej.

 

Każdy z członków Jury Selekcyjnego dokonał przeglądu i oceny wszystkich publikacji zgłoszonych do konkursu. Oto nasi jurorzy: przewodnicząca Jolanta Łopuszyńska-Galińska, Hubert Bekrycht, Wanda Nadobnik, Barbara Pajchert, Anna Szepelak.

 

Skład Jury Głównego: Krzysztof Skowroński – przewodniczący, Przemysław Babiarz, Paweł Badzio, Jadwiga Chmielowska, Krystyna Forowicz-Domalska,  Jolanta Hajdasz, Jerzy Jachowicz, Jerzy Kłosiński, Wanda Nadobnik, Tadeusz Płużański, Aleksandra Rybińska, Marcin Wolski, z głosem doradczym przewodnicząca Jury Selekcyjnego Jolanta Łopuszyńska oraz eksperci: z IPN – dr hab. prof. LAW w Dęblinie dr Marcin Kruszyński, z NCK – za­stęp­ca dyrektora ds. Komunikacji i Badań Marzena Strąk.

 

Skład Jury prac fotograficznych: przewodniczący Krzysztof Skowroński, prezes Klubu Fotografii Prasowej SDP Donat Brykczyński, Agata Ciołek, Jarosław Maciej Goliszewski, Szymon Łaszewski, Jacek Marczewski, Andrzej Stawiarski.

 

Lista laureatów

 

 

Główna Nagroda Wolności Słowa

za publikacje w obronie demokracji i praworządności, demaskujące nadużycia władzy, korupcję, naruszanie praw obywatelskich, praw człowieka ufundowana przez Zarząd Główny SDP w wysokości 12 tys. zł.

 

Andrzej Poczobut

autor korespondencji z Białorusi dla polskich mediów w okresie sierpień – grudzień 2020.

 

Nagroda za dziennikarski profesjonalizm w przekazywaniu źródłowych informacji z Białorusi. Za odwagę pracy w warunkach ekstremalnego zagrożenia, presji i szantażu wobec rodziny. Wielokrotnie zatrzymywany i karany za krytykę reżimu Łukaszenki, od marca br. czeka w areszcie na proces.

 

Wyróżnienie

Mariusz Pilis za film „Skrzywdzeni. O Polakach i Żydach”, TVP 1, 30.03.2020 .

 

Nagroda Watergate

za dziennikarstwo śledcze ufundowana przez Zarząd Główny SDP w wysokości 10 tys. zł.

 

 

Paweł Kaźmierczak  

autor cyklu reportaży „Bez winy”,  Alarm TVP, emisja 15.07.2020 r. i 03.09.2020

 

Nagroda za profesjonalizm i rzetelność dziennikarza oraz wyjątkową konsekwencję, odwagę i upór w dochodzeniu do prawdy. Doskonały przykład dziennikarskiego śledztwa, przeprowadzonego z niezwykłą starannością. Powstały poruszające reportaże, zrealizowane nowocześnie i z idealnym wyczuciem telewizyjnej dramaturgii.

 

Wyróżnienia

Blanka Aleksowska, Karolina Baca-Pogorzelska oraz Wojciech Wybranowski autorzy publikacji „Archiwum X w Głogowie. Tajemnica śmierci Pawła Chruszcza”, Wirtualna Polska (wp.pl), 18.07.2020

 

Marcin Wikło i Marek Pyza autorzy publikacji „Co ukrywa sztab Kidawy – Błońskiej”, Tygodnik „Sieci”, 2-8.03.2020

 

Karolina Tomaszewicz za reportaż telewizyjny „Zabójstwo Marka Kapla”, Magazyn Śledczy Anity Gargas, 06.02.2020

 

Nagroda im. Krystyny Grzybowskiej

za publicystykę o tematyce europejskiej ufundowana przez Fundację Macieja Rybińskiego w wysokości 5 tys. zł.

 

 

Łukasz Kobeszko

za publikację – „Mają korupcyjny system zbudowany za unijne pieniądze. Ich protestów nikt nie zauważa”,  Tygodnik TVP (tygodnik.tvp.pl), 18.09.2020

 

Dysponując niezwykle rozległą wiedzą o historii Bułgarii, autor ciekawie tłumaczy czytelnikowi obecną sytuację polityczną kraju -geograficznie nam bliskiego, a jakże nieznanego. Publikacja interesująca w kontekście polskich sporów z unijnymi urzędnikami o praworządność.

 

Wyróżnienie

Filip Memches autor publikacji – „Zainspirował Fukuyamę do napisania „Końca historii”. Wedle tajnego raportu był agentem KGB”,

Tygodnik TVP (tygodnik.tvp.pl), 07.08.2020

 

Nagroda im. Kazimierza Dziewanowskiego

za publikacje o problemach i wydarzeniach na świecie ufundowana przez Polską Agencję Prasową w wysokości 7 000 zł.

 

 

Ks. Roman Sikoń

autor filmu „Rzeka życia”, TV TRWAM, 13.12.2020.

 

Dobry przykład klasycznego dokumentu drogi. Z rozmów dwóch braci – kapłanów, którzy płyną wielkimi amazońskimi rzekami, tworzy się piękna filmowa opowieść o życiu, powołaniu, wartościach, ideałach. Wielkim walorem filmu jest rzadko pokazywana egzotyczna Amazonia i nieznani Zachodowi jej mieszkańcy z plemion Yanomami.

 

Rozmowa z ks. Romanem Sikoniem

 

II Nagroda

w wysokości 3 000 zł

 

 

Anna Szczepańska

autorka publikacji „Obozowy numer zapisywali na czaszce i kościach. Jak Niemcy podbijali Afrykę” Tygodnik TVP (tygodnik.tvp.pl), 11.12.2020.

 

Dokument w przejmujący sposób przedstawia jedną z najczarniejszych kart w historii niemieckich podbojów zamorskich – brutalną kolonizację Afryki Południowo-Zachodniej. Przekazuje wstrząsające fakty ludobójstwa na rdzennych mieszkańcach Namibii oraz historię współczesną – pełną determinacji walkę Namibijczyków o naprawienie krzywd popełnionych na ich przodkach. Zwraca uwagę profesjonalizm w przedstawieniu tematu oraz wielka wrażliwość autorki na cierpienie i krzywdę ludzką.

 

Wyróżnienia

Agnieszka Czyżewska-Jacquement za „Przebudzenie”, Polskie Radio Lublin, 30.09.2020

 

Krzysztof Darewicz za „Dlaczego Chińczycy jedzą zupę z nietoperze, duszone węże i smażone łaskuny? Wirus na talerzu”, 30.01.2020, „Miliony ludzi skoszarowane, szpitale zmilitaryzowane, miasta zamknięte. Chiny w czasach zarazy”,  7.02.2020, „Wuhan odmrożony. Przepustka do życia są teraz kody QR” zdrowy, może iść albo do izolatki””, 17.04.2020. Wwszystkie publikacje ukazały się w Tygodniku TVP (tygodnik.tvp.pl)

 

Nagroda im. Macieja Łukasiewicza

za publikacje na temat współczesnej cywilizacji i kultury oraz popularyzację wiedzy ufundowana przez Narodowe Centrum Kultury w wysokości 10 000 zł.

 

 

Dagmara Drzazga

autorka filmu „Pokolenia”,  TVP Historia, 15.03.2020

 

Bierzemy udział w sentymentalnej podróży do Panny Marii – najstarszej polskiej osady w Teksasie. Z rozmów prowadzonych  z mieszkańcami o polskich korzeniach wyłania się historia ich przodków – osadników ze Śląska. Współczesne pokolenia Teksańczykó widzimy też w Polsce, podczas pielgrzymki do Piekar Śląskich. Dokument niezwykle barwny, zrealizowany z wielką klasą i artyzmem, świetny warsztatowo.

 

Wyróżnienia

Cezary Galek – „Droga Kwarantanno”, Polskie Radio Zachód, 17.05.2020

 

Łukasz Adamski – „Czarne owce Hollywood. Aktorzy Donalda Trumpa”,  26.06.2020, „Metoo działa jak stalinizm? Cóż, czasem miewa oblicze totalitarne”, 24.04.2020, „Hollywood próbuje zrozumieć wroga”, 8.05.2020. Wszystkie publikacje w Tygodniku TVP (tygodnik.tvp.pl)

 

Nagroda im. Janusza Kurtyki

za publikacje o tematyce historycznej ufundowana przez Instytut Pamięci Narodowej. Patronem medialnym Nagrody im. Janusza Kurtyki jest TVP Historia.

 

I Nagroda w wysokości 7 000 zł

 

 

Piotr Zarębski

autor filmu dokumentalnego  „Bądź wierny, idź i pamiętaj”,  TV Trwam, 01.09.2020

 

Fabularyzowany film dokumentalny opowiada o bohaterstwie, męczeństwie i trudnej sytuacji Polaków, głównie na Pomorzu, w okresie II Wojny Światowej i początkach komunizmu w Polsce. Nagroda za wybitne walory edukacyjne i artystyczne.

 

Rozmowa z Piotrem Zarębskim

 

II Nagroda w wysokości 3 000 zł

 

Małgorzata Sawicka

autorka reportażu radiowego „Nierozwinięty do końca kwiat”, Radio Lublin, 31.05.2020

 

Wstrząsająca, precyzyjnie udokumentowana opowieść o okrucieństwie najeźdźców oraz bólu, rozpaczy, samotności i pragnieniu, by bezmiar cierpień dzieci Zamojszczyzny nie został zapomniany. Autorka po mistrzowsku dokonała konfrontacji dwóch światów – wszechmocy okupantów i bezsilność podbitych.

 

Wyróżnienia

Adam Kraśnicki – film „Oto człowiek – rzecz o Henryku Sławiku i Jozsefie Antallu”, TVP Historia, 17.07.2020.

 

Dorota Kania, Anna Zapert, Robert Krauz i Katarzyna Zajączkowska – film „Baśka”, Festiwal Niepokorni Niezłomni Wyklęci w Gdyni, sierpień 2020.

 

Jolanta Sowińska –Gogacz – publikacja „Mały Oświęcim” Wielkopolski Kurier WNET nr 77/2020, listopad 2020 oraz Błażej Torański – publikacja „To nie ja”, Wielkopolski Kurier WNET nr 76/2020, październik 2020

 

Marianna Fijewska – publikacja „Rykoszet – O Marianie, bracie Hanny, trzecim, który padł, Rykoszet – O Marianie, ojcu Wioli, trzecim, który padł”, Magazyn Wirtualnej Polski, 18.12.2020

 

Grażyna Raszkowska – publikacja „Ekstremistki niczego nie żałują””, Tygodnik TVP, 28.08.2020

 

Nagroda im. Eugeniusza Kwiatkowskiego

za dziennikarstwo ekonomiczne  ufundowana przez Fundację Agencji Rozwoju Przemysłu w wysokości 10 000 zł.

 

Iwona L. Konieczna  

autorka publikacji  „130 lat temu zaczęła się kariera Witolda Zglenickiego – >polskiego Nobla<”, Codzienny Serwis Informacyjny PAP, 19.01.2020

 

Piękna, z fantazją nakreślona historia polskiego pioniera wydobycia ropy naftowej z morskiego dna w Azerbejdżanie na obrzeżach Imperium Rosyjskiego. Opowieść o biznesmenie przerastającym swoją epokę, filantropie, patriocie, pozytywiście i romantyku w jednym, o człowieku niezwykłym. Autorka osiągnęła mistrzostwo warsztatowe. Udowodniła, że nawet krótki tekst – pisany na potrzeby agencji prasowej – można w profesji dziennikarza tratować z szacunkiem.

 

 

Laureatka zmarła na Covid-19, w jej imieniu nagrodę odebrał syn.

 

Wyróżnienie

Karol Wasilewski – publikacja „Na obiadach z pudełek rosną fortuny”,  Tygodnik TVP, 29.05.2020

 

Nagroda im. Aleksandra Milskiego

dla redakcji mediów lokalnych za podejmowanie tematów ważnych dla ich społeczności  ufundowana przez FAKRO Sp. z o.o. w wysokości 3 000 zł.

 

 

Redakcja „Tygodnika Kępińskiego”

 

Pismo wyróżnia dobre osadzenie w tematyce „małej ojczyzny” – budowanie patriotyzmu lokalnego poprzez dbałość o tradycję i historię regionu oraz udział w bieżącym życiu społeczności Kępna. Gratulacje za ponad 30- letnią nieprzerwaną działalność na niełatwym rynku prasy lokalnej.

 

Rozmowa z Mirosławem Łapą, redaktorem naczelnym „Tygodnika Kępińskiego”

 

Nagroda im. Stefana Żeromskiego

za publikacje o tematyce społecznej ufundowana przez BP Europa SE Oddział w Polsce

 

I Nagroda w wysokości 7 000 zł

 

 

Adam Bogoryja-Zakrzewski, Agnieszka Szwajgier

autorzy reportażu radiowego„Bilet powrotny proszę”, Polskie Radio Program III, 14.09.2020.

 

Dokument radiowy o bezdomnych Polakach w Berlinie to nie smutna opowieść o ludziach skrzywdzonych przez los, lecz do bólu realistyczny obraz codzienności tych, którzy nauczyli się „żyć na betonie” i nie chcą wracać do kraju. Reportaż dobry, wciągający, rzetelny i bezstronny.

 

Rozmowa z Agnieszką Szwajgier i Adamem Bogoryją-Zakrzewskim

 

II Nagroda w wysokości 3 000 zł

 

 

Anita Gargas

autorka reportażu „Jak deweloperzy niszczą Zakopane”, TVP1 Magazyn Śledczy Anity Gargas, 04.06.2020.

 

Autorka przeprowadza wnikliwe śledztwo dziennikarskie, którego celem jest pokazanie widzowi, jak w Zakopanem działają deweloperzy, by pozbyć się zabytkowych obiektów stojących na atrakcyjnych działkach.  Reportaż zrealizowany z zaangażowaniem, profesjonalnie, z zachowaniem staranności przy dochodzeniu do sedna problemu.

 

Wyróżnienia

Dorota Łosiewicz – za cykl artykułów o amantadynie: „Co z tą amantadyną?  Dlaczego nikt nie traktuje poważnie pulmonologa z Przemyśla?, 1-29.11.2020, „Fakty sobie, a Ministerstwo Zdrowia sobie. Czy komuś zależy, by ukryć skuteczność leku? To działanie wbrew interesowi publicznemu”, 2-14.12.2020, „Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało badanie kliniczne amantadyny. Wreszcie! Lepiej późno niż wcale”, 3-15.12.2020. Wszystkie publikacje na portalu wPolityce.pl

 

Alicja Grzechowiak – reportaż telewizyjny „Opowiem o moim życiu”, TVP3 Cykl „Całkiem niezła historia”, 6.10.2020

 

Nagroda im. Adolfa Bocheńskiego

za wyróżniające się dokonania dziennikarskie dla dziennikarzy do 30. roku życia ufundowana przez Pocztę Polską. Jury przyznało dwie równorzędne nagrody po 2 500 zł

 

 

Łukasz Lubański  

autor publikacji w Tygodniku TVP (tygodnik.tvp.pl):„Wzywał arcybiskupów do dymisji. Teraz będzie uczyć holenderskich kleryków”, 21.02.2020,  „Breloczki, bryłki, piramidki. Co nas ochroni przed 5G?”, 5.06.2020, „Polska Marylin Monroe, która inspirowała Meryl Streep. Miała talent, była sexy. W USA straciłaś karierę i męża”, 12.06.2020.

 

Zaprezentowane publikacje są dowodem talentu młodego dziennikarza. Nagroda za wybór ciekawego tematu, atrakcyjność formalną przekazu i jego komunikatywność, dobre opanowanie warsztatu. Jednym słowem – dobre pióro!

 

Ilona Ptak  

autorka reportażu „Znajomy głos”,  TVP Info „Głębia ostrości”, 26.07.2020

 

12-minutowa opowieść o jednym z nas – dziennikarzu, któremu przytrafiła się nietypowa przygoda. Ale przy okazji też o potędze Internetu.  Świetny, oryginalny pomysł na reportaż, który Autorka zrealizowała bardzo atrakcyjnie i w pełni profesjonalnie.

 

Wyróżnienie

Maciej Piotrowski –  „Przedawniona sprawiedliwość”,  TVP1 Magazyn Ekspresu Reporterów, 24.11.2020

 

Nagroda im. Kazimierza Wierzyńskiego

za publikacje o tematyce sportowej

 

 

Aleksander Dzięciołowski 

autor filmu telewizyjnego „Piotr Małachowski”, TVP 1, TVP Sport, 27.12.2020

 

Film jest portretem socjologiczno-psychologicznym wielkiego mistrza lekkiej atletyki, człowieka z sercem na dłoni. To wyjątkowa, prawdziwa, głęboka opowieść o emocjach sportowca i jego bliskich, powodująca chwilę zadumy nad życiem.  Autor daje się poznać jako znakomity reporter, pełen pasji i dociekliwości.

 

Wojciech Królikowski

autor filmu telewizyjnego „Historia jednej fotografii”, TVP Historia, 05.04.2020

 

Ciekawy film opowiadający piękną historię sportsmenki – ale przede wszystkim dzielnej Polki, która w czasach wojennej gehenny zachowała się jak trzeba. Maria Kwaśniewska – Maleszewska, medalistka igrzysk olimpijskich z Berlina 1936, dzięki zdjęciu z Adolfem Hitlerem ratowała ludzi podczas okupacji. Autor wykorzystał wiele zdjęć i filmów archiwalnych, co jest dodatkowym walorem jego pracy.

 

Wyróżnienia

Jakub Kowalski – „Łączy nas piłka. Dzieli Boniek”, Tygodnik TVP (tygodnik.tvp.pl), 04.09.2020.

 

Urszula Kropiewnicka  – „Co to za gość”, Polskie Radio Białystok, 07.12.2020.

 

Nagroda im. Eugeniusza Lokajskiego

za fotografię o tematyce sportowej ufundowana przez Totalizator Sportowy Sp. z o.o. w wysokości 10 tys. zł

 

 

Andrzej Grygiel

autor zdjęcia „Kraksa na mecie pierwszego etapu wyścigu kolarskiego 77. Tour de Pologne”

 

Prawdziwie mistrzowski przykład zdjęcia, na którym został uchwycony moment poważnego w skutkach wypadku holenderskiego kolarza.

 

Nagrodzone zdjęcie

 

Wyróżnienie

Aleksander Knitter – reportaż fotograficzny „Gimnastyczka Amelia Pawlak podczas treningu online”

 

Nagroda im. Erazma Ciołka

za fotografię społecznie zaangażowaną. Nagroda w wysokości 5 000 zł finansowa  ze środków Funduszu Popierania Twórczości  Stowarzyszenia Autorów ZAiKS Andrzeja Szczypiorskiego oraz statuetka Fundatora Prywatnego

 

Beata Zawrzel

autorka reportażu fotograficznego „Życie codzienne w Krakowie podczas pandemii koronawirusa”

 

Niezwykle realistycznie zdjęcia pokazują zmiany, jakie zaszły w czasie pandemii w relacjach ludzkich.

 

Jedno ze zdjęć nagrodzonego fotoreportażu

 

Zobacz nagrodzony fotoreportaż

 

Wyróżnienie

Piotr Tracz – reportaż fotograficzny „Życie codzienne w czasie pandemii”

 

Nagroda im. prof. Stefana Myczkowskiego

przyznawana pod patronatem Klubu Publicystów Ochrony Środowiska „Ekos” za publikacje o problemach ochrony środowiska ufundowana przez Lasy Państwowe w wysokości 5 000 zł.

 

 

Mateusz Teska

 

autor reportażu telewizyjnego „Śmierdzący problem warszawskich włodarzy”, TVP1 Magazyn Śledczy Anity Gargas, 10.12.2020

 

Góry śmieci i utracona dotacja z Unii Europejskiej?  Kto jest odpowiedzialny za to, że Warszawa do tej pory nie ma nowoczesnej spalarni śmieci? Na te i inne pytania szuka odpowiedzi Autor reportażu – odważnie, wytrwale, dociekliwie.

 

Wyróżnienia

Andrzej Barć – „Ptakofonia – Akcja Karmnik”, UJOT FM, 7.12.2020.

 

Aneta Gałaburda i Joanna Sikora – „Śmierć wilka”, Polskie Radio Białystok, 22.12.2020.

 

Zdjęcia: Szymon Łaszewski

 

ZAPIS WIDEO GALI

 

 

 

 

 

 

Projekt zrealizowany we współpracy z Narodowym Centrum Kultury.

 

Partnerem gali konkursu jest Fundacja PZU

 

 

Dobry człowiek, twardy facet – sylwetka Andrzeja Poczobuta, laureata Głównej Nagrody Wolności Słowa SDP

Poważnie traktuje swoje dziennikarskie posłannictwo, podobnie jak działalność w Związku Polaków na Białorusi i bycie Polakiem. Szalenie bezkompromisowy dziennikarz, bardzo oddany zawodowi. Ideowy, zacięty, strasznie twardy facet, co widać nawet w osobistych relacjach – nie kryje swojej sympatii do Andrzeja Poczobuta Agnieszka Romaszewska-Guzy. Podkreśla, że jest częścią białoruskiej społeczności dziennikarskiej i człowiekiem szanowanym przez innych dziennikarzy. W swoich ocenach szefowa TV Biełsat nie jest odosobniona.

 

Poczobutowi należy się ogromny szacunek za to, że mimo choroby odmówił wyjazdu z Białorusi. W latach 80. też uważałam, że należy pozostać w kraju. Nawet za cenę aresztu – mówi sekretarz generalna SDP i działaczka opozycji antykomunistycznej w PRL Jadwiga Chmielowska.  Podkreśla, że władze totalitarne zawsze chcą się pozbyć z kraju odważnych, aktywnych i mądrych ludzi.

 

Współpracujący z polsko-białoruskim dziennikarzem, współautor „Programu Wschodniego” w Radiu Wnet Paweł Bobołowicz zwraca uwagę na inną, rzadką cechę. – Nawet w Polsce potrafi jednoczyć ludzi, których jest bardzo ciężko połączyć ze względu na funkcjonujące u nas podziały. Bez względu na to czy nasze serca ciągną bardziej do prawicy, czy do lewicy, wszyscy wiemy, że do Andrzeja można zadzwonić i dowiedzieć się prawdy o wydarzeniach na Białorusi – mówi.

 

Poczobut od kilkunastu lat jest korespondentem „Gazety Wyborczej” w Grodnie, a od kilku miesięcy dzieli się wiedzą ze słuchaczami Radia Wnet, gdzie prowadzi redakcję białoruską. – Absolutnie profesjonalny i bardzo rzetelny – chwali dziennikarz Radia Wnet.

 

Profesjonalizm, rzetelność, duża wiedza, znajomość poruszanych tematów, docenienie przez media z różnych stron dziennikarskiej i politycznej barykady. To dużo, ale to tylko część cech blogera i dziennikarza, ale również działacza polskiej mniejszości i historyka. Dyrektor telewizji Biełsat wskazuje kolejną dość rzadką cechę w dzisiejszym, nie tylko dziennikarskim świecie.

 

Jest dobrym i lojalnym kolegą. Mogłam to wypróbować, kiedy w czasie rządów PO-PSL zaproponowano mu, żeby zajął moją posadę dyrektora TV Bielsat. Nie zgodził się. Nie dlatego, że nie podobał mu się pomysł, ale uważał, że tak się nie robi i uprzedził mnie o propozycji jaką otrzymał. Zrobił to, chociaż nie byliśmy bliskimi przyjaciółmi – wspomina Agnieszka Romaszewska-Guzy.

 

Poczobut woli przekazywać informacje, co jest misją jego zawodu, niż gwiazdorzyć w mediach. Nie szuka wyznawców. Prawdopodobnie wynika to z jego charakteru.

 

Jest dość skrytym człowiekiem. Nie jest typem gwiazdora. Nie obnosi się ze sobą, nie jest zakochany w sobie z wzajemnością – opowiada Agnieszka Romaszewska-Guzy. Jak mówi większość rzeczy, które wie o Poczobucie, dowiedziała się z innych źródeł niż on sam. Od niego niewiele można się dowiedzieć, bo nigdy specjalnie nie opowiada o życiu prywatnym.

 

Ma swoje zdanie na dany temat. Jak sobie je wyrobi, twardo się go trzyma. Pasjonat historii i samouk w tej dziedzinie, bo ukończył wydział prawa. Wszystkie badania historyczne prowadzi sam – dodaje szefowa TV Biełsat.

 

Szczególnie od sierpnia ubiegłego roku, podczas rozmów z nim, miałem uczucie, że mówię z osobą, która za swoje słowa może zapłacić cenę wolności. I tak się niestety stało – wskazuje Bobołowicz.

 

25 marca Andrzej Poczobut po raz kolejny za działalność dziennikarską, społeczną i polityczną trafił do aresztu. Tam obchodził 48. urodziny. Można powiedzieć, że przebywanie w aresztach to jego smutna codzienność od 2011 roku. Wtedy prokuratura postawiła mu zarzut o znieważenie prezydenta Aleksandra Łukaszenki w artykułach publikowanych w „Gazecie Wyborczej”, na portalu „Biełorusskij Partizan” oraz na jego blogu. Zatrzymano go na 72 godziny po czym umieszczono w areszcie śledczym. W lipcu 2011 roku sąd w Grodnie skazał go na 3 lata więzienia w zawieszeniu na okres 2 lat. Dwa lata później sąd zdecydował o zwolnieniu Poczobuta z odbywania kary.

 

Ostatnio dziennikarz usłyszał absurdalny zarzut podżegania do nienawiści, za co w białoruskim kodeksie karnym grozi od 5 do 12 lat więzienia. A wszystko w związku z organizacją tradycyjnego kiermaszu Kaziuki, który według tamtejszych władz jest nielegalny. Powiedzieć, że to absurdalne zarzuty to stwierdzić banał. Jak podkreślają rozmówcy portalu sdp.pl, z olbrzymim szacunkiem zawsze odnosił się do swoich dwóch ojczyzn  –  Białorusi i Polski.

 

Byłem zaskoczony tym, że władze białoruskie posunęły się do aresztowania Poczobuta pod sfingowanym zarzutem działalności antypaństwowej. To dowód, że reżim Łukaszenki jest gotowy na bardzo zdecydowane działania. Przed porwaniem samolotu z Ramanem Pratasiewiczem to było chyba najbardziej drastyczne posunięcie białoruskiego reżimu na styku Polska-Białoruś – komentuje dziennikarz Krzysztof M. Kaźmierczak.

 

 Andrzej to człowiek olbrzymiej tolerancji i otwartości. Jak można mu stawiać zarzuty, że może rozbudzać nienawiść międzyetniczną czy międzyreligijną? – retorycznie pyta Paweł Bobołowicz.

 

Można, bo w sowieckim systemie na każdego znajdzie się paragraf.

 

Świadomość kolejnego aresztowania towarzyszyła Poczobutowi cały czas. – Pytałem go w sierpniu ubiegłego roku czy nie obawia się utraty wolności. Andrzej odpowiedział, że to kwestia czasu, a nie tego, czy tak się stanie – wspomina dziennikarz Radia Wnet.  I na sięganiu po najbardziej drastyczne metody – jak wskazuje Paweł Bobołowicz – polega przewidywalność reżimu Łukaszenki.

 

Z najnowszych informacji wynika, że stan zdrowia Andrzeja Poczobuta jest zły. 16 czerwca w rozmowie z portalem Kresy24.pl, jego żona Oksana poinformowała że zaraził się koronawirusem, kaszle i słabnie. W areszcie w Żodzinie nie ma ambulatorium. Dziennikarz przebywa w przepełnionej 13-osobowej, zawszonej celi, w której nie ma stałego dopływu powietrza. Najbliższe dni będą dla Poczobuta, który cierpi na wadę serca szczególnie trudne, bo Białoruś czeka fala upałów.

 

Przetrzymywanie go w warunkach, które są bardzo ciężkie nawet dla w pełni zdrowej osoby jest dużym zagrożeniem. Nie należy lekceważyć informacji, które do nas docierają. Przede wszystkim apeli pani Oksany Poczobut, która upomina się o badania lekarskie dla Andrzeja i dostarczanie leków – mówi Bobołowicz.

 

Obaw nie kryją i inni. – Może być zagrożone jego życie. A dla reżimu byłoby wygodne, żeby się go pozbyć np. gdyby zmarł na COVID-19 – ocenia Kaźmierczak.

 

Poczobut mógł opuścić areszt. Musiałby się jednak zgodzić na emigrację np. do Polski. Nie zdecydował się na ten krok.

 

To człowiek niezłomny, a niestety takie osoby płacą wysoką cenę. Andrzej nie jest osobą, która będzie chciała skorzystać z prostych możliwości. Przez tyle lat nie dał się wyrzucić z Białorusi. Od początku jest jednoznaczny w ocenie reżimu Łukaszenki. Więzienie nie stanowiło dla niego strachu, który miałby spowodować, że przestanie mówić prawdę. Ale to niestety odciska się na nim i musimy się martwić o niego, o Andżelikę Borys i o wszystkie osoby, które reżim traktuje z pełną brutalnością – podkreśla Bobołowicz.

 

Kaźmierczak liczy, że władzom nie uda się zmusić Poczobuta do emigracji, bo jego siłą jest to, że przygląda się z bliska ich działaniom.

 

Polska i Unia Europejska zrobiły za mało w sprawie Poczobuta i innych zatrzymanych osób. Dlatego podpisałem list, który był nie tylko sprzeciwem wobec tego co dzieje się na Białorusi, ale również apelem do władz Polski i UE o podjęcie zdecydowanych działań w sprawie więzionych na Białorusi osób z polskimi korzeniami, w tym Andrzeja Poczobuta – wskazuje nasz rozmówca.

 

Fala prześladowań niezależnych mediów i dziennikarzy na Białorusi przyspieszyła po wyborach prezydenckich, które odbyły się w sierpniu 2020 roku. Wcześniej takie działania też były podejmowane, ale teraz są znacznie bardziej dotkliwe i zataczają znacznie szersze kręgi.

 

Władze białoruskie realizują konsekwentnie swoją strategię, która polega na uciszaniu czy zamykaniu środków komunikacji, z których można czerpać niezależne informacje. Najpierw aresztowano dziennikarzy, którzy relacjonowali protesty. Potem zaostrzono represje wobec nich. Można nawet powiedzieć o polowaniu na dziennikarzu relacjonujących protesty, które w kilku przypadkach zakończyły się wyrokami długoletniego więzienia – nie ma wątpliwości publicysta portalu wPolityce.pl i analityk spraw międzynarodowych Marek Budzisz. Wskazuje, że działania dotyczyły nie tylko największego portalu TUT.by, który generował około 60 proc. wszystkich odsłon w sieci, ale również Niezależnego Związku Dziennikarzy Białoruskich czy lokalnych mediów.

 

W ocenie sekretarz generalnej SDP Jadwigi Chmielowskiej jesteśmy świadkami przebudzenia się narodu białoruskiego i wielkiej identyfikacji narodowej wśród społeczeństwa naszych sąsiadów. Tamtejsi dziennikarze odgrywają w niej znaczącą rolę. – Dziennikarze relacjonujący to, co się u nich dzieje stanowili zagrożenie dla reżimu, który nie chciał, żeby Białorusini się identyfikowali z własną narodowością. Zamykanie dziennikarzy jest gestem rozpaczy władz totalitarnych, które nie chcą, żeby ich naród był świadomy. Dziennikarze i media służą do komunikacji w społeczeństwie – przekonuje była działaczka opozycji w PRL i wskazuje, że prześladowanie dziennikarzy grozi destabilizacją państwa.

 

Prognoza dalszych działań władz białoruskich nie nastrajają optymistycznie. Nic nie wskazuje, że w najbliższym czasie dojdzie do liberalizacji systemu. – Białoruskie władze wielokrotnie, nawet publicznie deklarowały, że pójdą do końca i zlikwidują niezależny obieg informacji na Białorusi. Zrobią to zastraszając dziennikarzy, aresztując i zamykając w więzieniach, zmuszając niepokornych do emigracji albo przejmując media. Z tym ostatnim działaniem mamy do czynienia w przypadku portalu TUT.by – twierdzi Budzisz. Trudno więc w jego ocenie mówić o przejawach czy zwiastunach, że obecna linia polityczna stanie się mniej represyjna. – Niestety spodziewam się, że pan Poczobut, niezależny dziennikarz i jeden z liderów polskiej mniejszości na Białorusi, który na dodatek odmówił emigracji, zostanie skazany na długie więzienie – ubolewa analityk. Dodaje: – Ale to nie znaczy, że należy rezygnować z wywierania presji. Prędzej czy później władze w Mińsku muszą ustąpić. Najprawdopodobniej więźniowie polityczni zostaną wypuszczeni na wolność. To powinno być w ogóle warunkiem jakichkolwiek rozmów czy poluzowania presji.

 

Zakres możliwych działań podejmowanych na rzecz uwolnienia Andrzeja Poczobuta i innych więźniów politycznych nie jest szeroki. Nie można jednak rezygnować. – Potrzebny jest maksymalny rozgłos na arenie europejskiej i międzynarodowej. Jestem również zwolenniczką sankcji i bardzo ostrego potraktowania reżimu białoruskiego oraz rosyjskiego, bo one są ze sobą połączone – podsumowuje Agnieszka Romaszewska-Guzy.

 

Tomasz Plaskota, fot. Wikipedia

Gala 28. edycji konkursu o Nagrody SDP

Transmisja z ogłoszenia wyników i wręczenie nagród 28. edycji konkursu o Nagrody SDP na najlepsze prace w polskiej prasie, radiu, telewizji i internecie w 2020 roku. 17 czerwca 2021 roku, godz. 17.

 

Partnerem gali konkursu jest Fundacja PZU

 

 

 

Walcem po papierze – ŁUKASZ WARZECHA o konflikcie w „Gazecie Wyborczej”

W niedzielny wieczór 13 czerwca przecierałem oczy ze zdumienia. Nie dlatego, że zaskoczyło mnie zwycięstwo Konrada Fijołka w Rzeszowie (choć faktycznie jego wygrana już w pierwszej turze pewnym zaskoczeniem mogła być), ale z powodu wielkiego nadtytułu widocznego na stronie głównej portalu Gazeta.pl: „Rzeszów wybrał Fijałka”. Tak właśnie – „Fijałka”, choć każdy w miarę zorientowany obserwator powinien wiedzieć, jak nazywa się kandydat opozycji w wyborach uzupełniających w stolicy Podkarpacia. Przyszło mi do głowy, że może redaktor strony głównej pomieszał nowego prezydenta Rzeszowa z popularnym w niektórych kręgach lekarzem, jednym z covidowych celebrytów, ale jego nazwisko pisze się jeszcze inaczej: Bartosz Fiałek.

 

Mógłby ktoś powiedzieć, że się czepiam. Owszem, może gdyby chodziło o ewidentną literówkę w środku tekstu. Ale wielki nadtytuł na samej górze głównej strony, nad ramką z tekstami poświęconymi specjalnie wyborom w Rzeszowie, z tak kardynalnym błędem, w dodatku widocznym przez wiele godzin – trudno to jednak nazwać zwykłą literówką. Ktoś to musiał najpierw niepoprawnie napisać, i to raczej z niewiedzy, a nie mimowolnie, potem ktoś musiał to umieścić na stronie, a cała grupa dziennikarzy i redaktorów musiała ten błąd przez dobrych kilka godzin ignorować. To świadectwo problemu systemowego.

 

Pomyślałem wówczas o trwającym właśnie sporze, który już całkiem oficjalnie prezentowany jest jako najpoważniejszy kryzys w relacjach redakcji „Gazety Wyborczej” z zarządem Agory. Kością niezgody jest połączenie w jednym pionie portalu Gazeta.pl i redakcji „GW”, w tym strony Wyborcza.pl. Niezorientowane osoby często utożsamiają Gazeta.pl z redakcją papierowej „GW” oraz nie odróżniają portali Gazeta.pl i Wyborcza.pl – czemu zresztą trudno się dziwić, bo tak to wygląda dla laików z zewnątrz. Ale dziennikarze i redaktorzy „Wyborczej” zawsze podkreślali, że to dwie odrębne struktury. Teraz miałyby stać się jedną.

 

Można by uznać, że to wewnętrzny problem Agory (z którego wielu po przeciwnej stronie się cieszy), ale można też przyjrzeć się tej sytuacji jako symptomatycznej dla mediów w ogóle. Kompromitujący błąd w nazwisku kandydata zapewne nie mógłby się zdarzyć w redakcji samej „GW”, bo pracują tam dziennikarze z większym doświadczeniem, przyzwyczajeni do wyłapywania błędów w papierze i niewątpliwie z większa wiedzą. Zaś w wielu portalach internetowych mediów tradycyjnych zatrudniani są ludzie wyraźnie młodsi niż w papierowych redakcjach, ze znacznie mniejszym doświadczeniem, nastawieni wyłącznie na szybkość, a zarazem pozbawieni szerszej wiedzy i erudycji, niezbędnych w rasowym dziennikarstwie. I nie bardzo mający się od kogo uczyć. Na Gazeta.pl nietrudno odszukać przykłady miałkich tekstów, będących albo prostym (i często wadliwym) tłumaczeniem informacji z zagranicznych portali, albo pisanych na podstawie Wikipedii. I nie jest to przypadłość wyłącznie tego portalu.

 

Na kłopoty agorowych redakcji patrzę, rzecz jasna, z zewnątrz, nie znając panujących wewnątrz stosunków, ale mając ogólną wiedzę o mediach, w których mechanizmy są zawsze te same. W wypowiedziach – i tak na zewnątrz stonowanych – przedstawicieli redakcji „GW” znać irytację na menadżerów z Agory, że nie rozumieją prawdziwej pracy dziennikarskiej i myślą kategoriami najczyściej biznesowymi. To również znany problem szczególnie dużych wydawnictw, dla których gazeta jest tylko jednym z wielu obszarów działalności. Tak jest właśnie w Agorze, która ma i radio, i reklamę, i kina.

 

Doskonale rozumiem obawy ludzi z papierowej gazety (oraz jej portalu, czyli Wyborcza.pl), którzy boją się, że ich portal straci swój charakter oraz że nastąpi swoista inwazja „barbarzyńców” – tych właśnie, którzy nie odróżniają Fijołka od „Fijałka”. Z drugiej strony planom wydawnictwa nie sposób odmówić biznesowej logiki. Jestem tu jednak raczej po stronie dziennikarzy z tradycyjnego medium, znam bowiem z własnego doświadczenia oraz wielu opowieści bezsilne pomostowania na menadżerów, którzy sami nigdy dziennikarzami nie byli i którzy medium – nie tylko drukowane – traktowali jak fabrykę zapałek czy bank. Tymczasem media to biznes sui generis, niezwykle specyficzny. Podejście biznesowe bez uwzględnienia tej specyfiki, a więc identyczne jak przy jakimkolwiek biznesie produkcyjnym czy usługowym, często się nie sprawdza i zamiast pomagać – pogrąża.

 

Do linii „Gazety Wyborczej” jest mi dalej niż z Warszawy do Honolulu, ale w tej sprawie kibicuję „papierowej” redakcji. Mam nadzieję, że zarząd Agory nie pojedzie po niej walcem.

 

Łukasz Warzecha

Odznaczenie państwowe dla Jadwigi Chmielowskiej

Jadwiga Chmielowska, sekretarz generalna Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, uhonorowana została Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Polonia Restituta.  

 

W Śląskim Urzędzie Wojewódzkim, w poniedziałek 14 czerwca, Piotr Ćwik, zastępca Szefa Kancelarii Prezydenta RP, w towarzystwie wojewody śląskiego Jarosława Wieczorka, wręczył odznaczenia państwowe zasłużonym mieszkańcom województwa śląskiego. W gronie odznaczonych była Jadwiga Chmielowska, sekretarz generalna SDP i redaktor naczelna „Śląskiego Kuriera Wnet”. Otrzymała ona Krzyż Komandorski z Gwiazdą Polonia Restituta. Gratulujemy!

 

red., fot. Śląski Urząd Wojewódzki/A. Księżnik

POD PATRONATEM SDP. Mistrzostwa Polski Dziennikarzy w Lekkiej Atletyce

Już po raz czwarty przedstawiciele mediów spotkają się na stadionie lekkoatletycznym, żeby rywalizować w swoim letnim branżowym czempionacie. Zawody odbędą się 26-27 czerwca w Olsztynie. Patronat nad wydarzeniem objęło Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich.

 

4.Mistrzostwa Polski Dziennikarzy w Lekkiej Atletyce odbędą się na stadionie Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego i będą towarzyszyły 31. Mistrzostwom Polski w Lekkiej Atletyce Masters, czyli lekkoatletycznych weteranów, a także dziesiątej edycji mistrzostw kraju lekarzy. W czempionacie żurnalistów mogą wziąć udział wszystkie osoby z obywatelstwem polskim zawodowo pracujące w mediach o zasięgu lokalnym, regionalnym, ogólnopolskim lub międzynarodowym przy tworzeniu materiałów informacyjnych i publicystycznych (dziennikarze, redaktorzy, prezenterzy radiowi i telewizyjni, publicyści, felietoniści, wydawcy, pracownicy redakcji programowych, blogerzy, autorzy vlogów, administratorzy portali i wortali internetowych, fotoreporterzy, operatorzy kamer, realizatorzy dźwięku i obrazu), a także pracownicy agencji prasowych, radiowych i telewizyjnych, członkowie stowarzyszeń i związków dziennikarskich oraz rzecznicy prasowi instytucji, związków i klubów sportowych. Ponadto prawo startu mają też osoby nie pracujące etatowo w mediach – współpracownicy redakcji oraz tzw. freelancerzy, wykonujący zlecenia na rzecz różnych podmiotów medialnych, którzy na prośbę organizatora będą w stanie w trakcie procesu rejestracji wykazać stałe związki z branżą (możliwość udokumentowania autorstwa przynajmniej jednej publikacji na miesiąc w skali ostatniego roku). Do udziału w zmaganiach zgłosić się mogą również emerytowani dziennikarze, o ile będą w stanie udokumentować fakt pracy w zawodzie lub będą mogli przedstawić dokument potwierdzający ich przynależność do stowarzyszenia lub związku zrzeszającego dziennikarzy.

 

Rywalizacja odbędzie się w 24 typowych konkurencjach lekkoatletycznych. Będą to biegi na dystansach od 100 do 10 000 metrów, skoki, rzuty i biegi płotkarskie.

 

W pierwszej edycji mistrzostw, która odbyła się przed trzema laty w Toruniu wzięło udział zaledwie 11 żurnalistów, w 2019 roku w Białymstoku było ich 21, przed rokiem w Lublinie – 27. Do tego przedstawiciele mediów dwukrotnie, w 2020 i 2021 roku, rywalizowali zimą w hali. W obu tych przypadkach do walki stanęło aż trzydziestu dziennikarzy i dziennikarek. Organizatorzy nie ukrywają, że na dobrą frekwencję liczą też w Olsztynie.

 

– Chcielibyśmy utrzymać tę wzrostową tendencję – podkreśla Tomasz Niejadlik, działacz i rzecznik prasowy Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Masters i jednocześnie dyrektor mistrzostw dziennikarzy. – Frekwencji powinny sprzyjać czas i miejsce, w którym się spotykamy. Liczymy, że otoczenie pięknych warmińskich jezior zachęci sporo osób do przyjazdu. To doskonała okazja choćby do weekendowego lub nawet urlopowego wyjazdu z rodziną. Do udziału w czempionacie szczególnie mocno zachęcamy panie, gdyż startujących dziennikarek na razie jest zdecydowanie zbyt mało.

 

Z racji na mocno zróżnicowany wiek uczestników mistrzostw i dużą ilość konkurencji rywalizacja w każdej z nich będzie odbywała się w kategorii open, czyli bez podziału na wiek. Wartość wyników uzyskanych przez starszych dziennikarzy będzie przeliczana na wyniki seniorskie w oparciu o specjalne tabele opracowane przez Polski Związek Lekkiej Atletyki Masters, na potrzeby oceniania wyników uzyskiwanych przez sportowych weteranów. Każdy zawodnik lub zawodniczka może wystartować w maksymalnie sześciu konkurencjach.

 

Czempionatowi w Olsztynie będzie towarzyszyło spotkanie integracyjne ludzi z branży mediów. Ponadto na miejscu mają zostać dopełnione kolejne formalności prowadzące do powstania Klubu Sportu Dziennikarzy Polskich, czyli stowarzyszenia zrzeszającego aktywnych fizycznie żurnalistów. Podczas drugich halowych mistrzostw kraju, które odbyły się w marcu tego roku w Arenie Toruń, zawiązała się grupa inicjatywna, której celem jest doprowadzenie do powstania takiej struktury.

 

Organizatorem zawodów jest Polski Związek Lekkiej Atletyki Masters (PZLAM) przy współpracy z Organizacją Środowiskową AZS Województwa Warmińsko-Mazurskiego, Międzynarodowym Instytutem Rozwoju Społecznego, Magazynem „Głos Seniora” i Komitetem Założycielskim Stowarzyszenia Klub Sportu Dziennikarzy Polskich.

 

Regulamin mistrzostw TUTAJ.

 

Karta zgłoszenia TUTAJ.

 

Zmory, babole i mistrzowie – ZBIGNIEW BRZEZIŃSKI o polszczyźnie dziennikarzy

Właściciele mediów oszczędzając na wszystkim, doszli do wniosku, że skoro klawiatura ma klawisz F7, to korektor nie jest nikomu do szczęścia potrzebny. Skutki widać gołym okiem.

 

Stare i nowe zmory

 

Filozof i dokumentalista Didier Eribon podczas wywiadu zapytał filologa Gerege’sa Dumezila o to, co dostrzega, gdy trzyma w dłoniach swoją nową książkę. Ten odpowiedział bez wahania: „błędy w druku[1]. Już ludzie średniowiecza byli przekonani, że na świecie wyjątkowo aktywny jest demon o imieniu Titivillus. Porywał on kopistom litery i w skórzanym worze zanosił do piekła. Dziś, w dobie edytorów tekstów, za literówki odpowiada jednak nie diabeł, a optymalizacja kosztów funkcjonowania redakcji. Ta sama zmora, która przerzedziła bardziej od zarazy szeregi dziennikarzy śledczych, uznała, że fotoreportera zastąpi telefon, a redakcja to koszt, a nie miejsce kreatywnej wymiany myśli i twórczego fermentu. Właściciele oszczędzając na wszystkim, doszli do wniosku, że skoro klawiatura ma klawisz F7, to korektor nie jest nikomu do szczęścia potrzebny. Skutki widać gołym okiem. W latach 2012 – 2020 wypełniały one wirtualne łamy strony: „Cała Polska czyta dziennikarzom[2].

 

Do starych zmor technologia dodał nowe. Łacińska maksyma: „verba volant, scripta manent” (słowa ulatują, pismo pozostaje), straciła moc w momencie, w którym zaczęliśmy zapisywać programy nadawane na żywo, żeby móc je później odtworzyć. Po mundialu 1986 r. nieistniejące od dawna „Razem” pół strony poświęciło błędom komentatorów. Dowiedzieliśmy się np., że po jednej stronie murawy stali „Brazylianie”, a po drugiej „Francuzczycy”. Potknięcia z Euro 2020, rozgrywanego w 2021 r., bez wątpienia będziemy sobie mogli odtworzyć w systemach VOD.

 

Język jest systemem znaków i nośnikiem kultury. Media odgrywają w jego rozwoju, a czasem podtrzymywaniu istotną rolę. Jakby wbrew rankingowi czytelnictwa, z którego wynika, że w 2020 roku tylko 42% Polaków przeczytało przynajmniej fragment książki, czytamy dziś więcej niż kiedykolwiek[3]. Inna sprawa, jaka jest jakość tych krótkich komunikatów w mediach społecznościowych, czy prywatnej korespondencji online. Przekleństwa pojawiły się nawet w reklamie, co jeszcze parę lat temu było nie do pomyślenia. Stand-up bez wulgaryzmów chyba w ogóle nie istnieje. Krótkie notki dziennikarskie powinny w tym wypadku być ostoją gramatyki, ortografii i stylu. O tym, w jakiej kondycji jest dziennikarska polszczyzna rozmawiamy z ekspertkami.

 

Ochrona języka a wpływ mediów społecznościowych

 

Magazyn „Cała Polska czyta dziennikarzom” określił swoją misję w następujący sposób: „wyłapujemy babole. Wszelakie – dziennikarskie, redakcyjne, graficzne – zewsząd związane z mediami”. Strona działała aktywnie w latach 2012-2020, obserwowało ją prawie sto tysięcy osób, którzy niestrudzenie dostarczali nowych treści. Czy z polszczyzną w mediach jest aż tak źle?

 

Wszyscy zdajemy sobie sprawę ze zmian, jakie w procesie komunikacji wprowadziły media elektroniczne. – odpowiada profesorka Marzena MarczewskaŻyjemy w wielkim pośpiechu, wszyscy się śpieszymy. Dziennikarze zaś bardziej niż inni ścigają się z czasem, muszą przecież podzielić się informacją najszybciej, jak tylko potrafią. Wyobraźmy sobie, jak błyskawicznie muszą pracować, by ciągle zaskakiwać odbiorców nowymi wiadomościami. Informacje są natychmiast publikowane online. Nikt nie zastanawia się nad pięknem słowa, najważniejsze jest, by zdążyć z podaniem informacji przed innymi. Przekaz musi być ekspresowy i w miarę prosty, stąd niebezpieczeństwo popełnienia błędów, niedbalstwo, niechlujstwo. Pojawiają się więc błędy różnego typu, w tym błędy ortograficzne i interpunkcyjne. Musimy również pamiętać, że w czasie ekspansji nowych mediów każdy może być dziennikarzem. Jakość polszczyzny publicznej również budzi coraz większe zastrzeżenia. Raport  na temat najczęściej popełnianych błędów w Internecie (przygotowany  przez serwis Polszczyzna.pl i stronę Poprawna polszczyzna) pokazał, że kopalnią błędów jest Facebook (aż 40,2% błędów), najmniej błędów odnotowano w newsach dziennikarskich (3,1%). Co z jednej strony sprawia, że warto zastanowić się nad silnym wpływem mediów społecznościowych na polszczyznę, z drugiej zaś – należy przyznać, że osoby publikujące w sieci mają jednak świadomość wagi poprawnego języka.

 

W czasach PRL Walery Pisarek wydał „Słownik języka niby-polskiego, czyli błędy językowe w prasie”[4]. Różne uchybienia w dziennikarskim rzemiośle nie są więc niczym nowym. Pisarek we wstępie zauważył, że to dzięki redakcjom w całym kraju posługujemy się tym samym językiem. Norman Davies w autobiografii „Sam o sobie” stwierdził, że w Wielkiej Brytanii przez długie lata dopuszczalny był na krajowych antenach tylko jeden akcent, co w jego ocenie mocno ograniczało kulturową różnorodność[5]. Czy dużo straciliśmy z bogactwa przedwojennej polszczyzny?

 

Język żyje i ciągle się rozwija – zauważa prof. Marzena Marczewska. – Zmienia się świat, zmieniają się warunki naszego życia, zmienia się także język. Można powiedzieć, że język jest czułym (bo uważnym) świadkiem tego, co się dzieje wokół nas. Dlatego obca jest mi perspektywa „utraty czegoś”, zakładania, że „straciliśmy jakieś bogactwo”. Nie lubię mówienia o tym, że coś (kiedyś) było lepsze lub gorsze. Było inne. Profesor Jerzy Bartmiński mówił, że są dwie postawy językoznawców wobec języka – jedni są jak ogrodnicy, którzy chcą wszystko kontrolować, a drudzy – jak botanicy – po prostu lubią obserwować rośliny w ogrodzie. I ta właśnie obserwacja jest fascynująca.

 

Język znakomicie oddaje naszą rzeczywistość. Obserwujemy skutki otwarcia się na świat po 1989 roku: wolność, napływ słownictwa anglo-amerykańskiego, wielość nadawców medialnych, agresja w języku publicznym, coraz mniejsza wrażliwość na słowo. Wolność wypowiedzi wiąże się również z  przyzwoleniem na większą swobodę, zwłaszcza w sieci: stąd więcej wulgaryzmów, kłamstw, obrażania innych. Mowie nienawiści, pogardy sprzyja także pozorna anonimowość, brak bezpośredniego kontaktu z odbiorcą i poczucie bezkarności. Ostatnio coraz częściej zastanawiamy się nad sensem odbieranych informacji, zalewani jesteśmy kłamstwami, fejkami. Stajemy się bezbronni wobec wszechobecnej manipulacji. I często nie uświadamiamy sobie potęgi języka. A to język kształtuje naszą świadomość, jest znakomitym kluczem do naszych umysłów. Chciałabym zwrócić uwagę na kampanię społeczną zainicjowaną przez Radę Języka Polskiego przy Prezydium PAN „Ty mówisz – ja czuję. Dobre słowo – lepszy świat”, która ma ludziom uświadomić, że nasz świat naprawdę zależy od używanych przez nas słów.

 

– Tak zwana optymalizacja kosztów funkcjonowania redakcji dotknęła działy językowe i korektę. Systemy komputerowe nie są doskonałe. Potrafią też płatać figle. Nie tylko zresztą te wynikające z autokorekty, ale również liczby widocznych znaków w poszczególnych polach. Na przykład w jednym z dzienników regionalnych pojawił się komunikat o spotkaniu dyplomatki ze studentami. Tytuł, widoczny na stronie głównej brzmiał: „Ambasador opowiedziała o stosunkach (…)”. Dopiero po kliknięciu rozwija się cały: „Ambasador opowiedziała o stosunkach międzynarodowych”. Co można poradzić dziennikarzom, którzy zostali osamotnieni przy klawiaturach?

 

Mamy wiele dobrych słowników, także internetowych. – podpowiada prof. Marczewska. – Można z nich korzystać, gdy pojawiają się wątpliwości. Przy wielu polonistykach funkcjonują także poradnie internetowe, tam też znajdziemy szybką pomoc. Zawsze też trzeba myśleć o tym, co się pisze. I szanować odbiorcę. Często autorzy stosują różne zabiegi, by przyciągnąć uwagę czytelnika, a więc niektóre sformułowania, mimo że wydają nam się błędne, mogą być używane świadomie. Powinniśmy jednak zawsze przykładać wagę poprawności i jasności przekazu. Zwłaszcza teraz, w czasie gdy zalewają nas alternatywne fakty i postprawda.

 

Warto też przypomnieć, że polszczyzna podlega ochronie prawnej, a „do ochrony języka polskiego są obowiązane wszystkie organy władzy publicznej, wszystkie instytucje i organizacje uczestniczące w życiu publicznym”. Rada Języka Polskiego co dwa lata składa sprawozdania ze stanu ochrony języka polskiego (ostatnie sprawozdanie było poświęcone językowi informacji politycznej, a obserwacji poddano paski pojawiające się w „Wiadomościach”). Dlaczego to tak ważne? Ochrona polega na „dbaniu o poprawne używanie języka i doskonaleniu sprawności językowej jego użytkowników oraz na stwarzaniu warunków do właściwego rozwoju języka jako narzędzia międzyludzkiej komunikacji”. Dbając więc o jakość języka, którym się posługujemy, dbamy o dobrą komunikację z innymi ludźmi, a więc i o swoje dobre samopoczucie, o właściwe funkcjonowanie we wspólnocie językowej, o tożsamość. Wszyscy przecież mieszkamy w języku.

 

Rola młodomowy

 

W 2013 roku w „Zeszytach Prasoznawczych” ukazał się artykuł Anny Wileczek, zatytułowany: „Medialność młodomowy”[6]. Pytam panią profesor, czy nastąpiła na tym polu jakaś zmiana, czy też język, jakim posługują się młodzi ludzie, wciąż jest atrakcyjnym źródłem nowych zwrotów dla dziennikarzy? A jeśli: tak, to dlaczego tak się dzieje?

 

W rzeczy samej mowa nastolatków jest przedmiotem licznych stylizacji także dziennikarskich. Jest to ciągle aktualny trend, zwłaszcza że nastąpiła  znaczne specjalizacja tzw. stylu dziennikarsko-publicystycznego. Raz, że młodomowa jest ciągle przedmiotem zainteresowania dziennikarzy (kilka tysięcy enuncjacji medialnych po kolejnym plebiscycie Młodzieżowe Słowo Roku, zob. tez magazyn Słówka w „Gazecie Wyborczej”, gdzie „zatrudniono” nativa (piętnastolatkę!). Moda ta wiąże się z traktowaniem mowy młodych jako „rezerwuaru” świeżych form (kreatywność językowa, konkret, potoczność, emocjonalność, zaangażowanie), ale też aktywizacji idei, które wiążą się z młodością i jej prawami: autentycznością, spontanicznością, luzem, nonszalancją… Kolejna rzecz to kwestia funkcjonowania w „Kulturze beki” -współczesnego permanentnego karnawału. Tu „powaga” jest passe, a wartość ma to co lekkie, śmieszne, trywialne, ironiczne lub sarkastyczne… – objaśnia prof. Wileczek.

 

Zgubne wpływy

 

Nie tylko młodomowa oddziałuje na polszczyznę dziennikarzy. Zgubny wpływ wywierają żargony, np. urzędniczy lub reklamy. Przykładem może być zwrot: „nabór wniosków”. Równie dobrze można by pisać o „zaciągu wniosków”. Słowo nabór, dotyczy tylko ludzi. Ciekawostką języka administracji jest też to, że za głównego czytelnika nie traktuje się w korespondencji adresata, lecz organ odwoławczy… Za sprawą reklamy słowo „posiadać” stało się omalże synonimem: mieć. Czy nasze samochody „posiadają klimatyzację”? Mało prawdopodobne, chyba, że postęp zapewnił już światu mechanicznych posiadaczy.

 

Literówki, presja, brak korekty… Na szczęście dziennikarze mają też poczucie humoru i dystans do siebie. Bohdan Gumowski w książce „Subtelność brzemienia” zamieścił rozdział, zatytułowany cytatem z Gogola: „Z kogo się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie?”. Wyczytać w nim można, m.in. że: „trwają walki w dekolcie Mekongu[7]. Ciekawych materiałów dostarcza też poradnik językowy Polskiego Radia „Od słowa do słowa”. W 2013 w rubryce humor z anteny, pojawił się wątek piłkarski: „gol po akcji, którą można oglądać wielokrotnie i wielokrotnie palce lizać”. W 2015 wzrost cen podsumowano zaś słowami: „spożywka odbiła”[8]. Dziennikarze sprawdzają się jednak w roli obrońców języka. O to, jak radzą sobie w programie Mistrz Mowy Polskiej[9] pytamy koordynującą działania w Kielcach Marzenę Sobalę.

 

Kieleckie Centrum Kultury i Prezydent Miasta Kielce są honorowymi gospodarzami tegorocznej XXI Gali Mistrzów Mowy Polskiej. Przywilejem organizatorów, jest możliwość nominowania do tytułu Mistrza Mowy Polskiej mieszkańców z województwa świętokrzyskiego. Wśród 14 osób zakwalifikowanych do Programu, było czterech dziennikarzy radiowych i dwie dziennikarki, obecnie pracujące w innych zawodach. Wszyscy wypadli doskonale. Wykazali się nie tylko poprawnością językową, ale szacunkiem do słowa, umiejętnym wykorzystywaniem go do przekazania treści. W swoich pięciominutowych prezentacjach pokazywali bogactwo języka polskiego stosując zamiennie słowa opisujące sytuacje o których mówili. Posługiwali się językiem z pasją, z poszanowaniem reguł gramatycznych, świadomi że język rozwija się ciągle, wraz z nowymi technologiami, nowymi sposobami komunikowania.

 

– Jakie wątki poruszyli w swoich wystąpieniach?

 

Magdalena Fudala w swojej prezentacji omawiała formanty feminatywne, potocznie zwane żeńskimi końcówkami podkreślając, że swobodnie i bez przymusu powinniśmy zacząć ich używać. Logicznie i ze swadą podawała przykłady zdarzających się nierzadko nieporozumień, wynikających z uporczywego stosowania form męskich  przypadkach, gdy istnieją ich żeńskie odmiany. W sposób zabawny, choć poważny podeszła do tematu relacji między płcią a językiem.

 

Krzysztof Irski , wskazywał na niedbałość językową współczesnego dziennikarstwa, traktując swoje wystąpienie częściowo jako apel do dziennikarzy, nie dbających już o formę, rozmazujących  przekazywane treści i stosujących  język naszpikowany błędami, skrótami i naleciałościami. Usłyszeć na antenie, czy przeczytać w gazecie : w „cudzysłowiu”  czy  „cofać się wstecz”- to niestety norma.

 

Kolejny dziennikarz radiowy Bartłomiej Zapała, zastanawiał się, czy w Unii Europejskiej, grozi nam utrata językowej tożsamości. Przedstawił zgrabną publicystykę, zwarty tekst z teza, którą rozwijał logicznie, stosując przykłady, statystyki , a wszystko to wypowiedziane było poprawnym, zrozumiałym językiem, z pasją obserwatora zmieniającego się świata.

 

Karolina Kępczyk pracująca obecnie w kulturze, zastanawiała się czym dla nas wszystkich jest kultura. Mówiąc pewnym tonem, z entuzjazmem, wykorzystując przy tym swoją mocną głosu, wciągnęła słuchających w swoje rozważania.

 

Paweł Solarz mówił o swojej miłości do zawodu, o swoich pasjach które wykorzystuje w pracy w radiu. Z kontrolowaną swobodą opowiadał o własnych doświadczeniach,  promieniując entuzjazmem, zmieniając ton głosu, przekazywał uniwersalne prawdy o dziennikarstwie. Trzeba być rzetelnym, oddanym i kochać to co się robi, to było przesłanie dla wszystkich dziennikarzy, wynikające  z jego prezentacji.

 

Piotr Zawadzki zaprezentował skecz, znany z pierwszego etapu. Poprowadził z aktorską swobodą i dziennikarskim doświadczeniem dwie scenki, mające przekonać słuchających,  że za nieposzanowanie gramatycznych i stylistycznych zasad języka polskiego i ubogie słownictwo, może grozić nawet najwyższa kara. Wykorzystał doskonale swoją wiedzę na temat wystąpień publicznych i wykorzystał w swojej prezentacji umiejętność modulowania, łagodność i barwę głosu.

 

Irlandzka rada na koniec

 

Uczestnicy irlandzkich kursów dziennikarskich są szykowani do działania w osamotnieniu. Otrzymują też praktyczne rady, które mają pomóc wyłapać błędy literowe, których autor po prostu we własnym tekście nie widzi. Sięgając po rezultaty badań na temat funkcjonowania mózgu, zalecają: „zaskocz się! Zmień kolor tła, rozmiar i styl czcionki, marginesy. Tak, żeby umysł myślał, że ma do czynienia z czymś nieznanym”. Nic jednak drugiej pary kompetentnych oczu nie zastąpi. Nikt też nie zdejmie z dziennikarzy ciężaru ochrony języka.

 

Zbigniew Brzeziński

 

[1] Na tropie Indoeuropejczyków. Mity i epopeje. Z Georges’ esm Dumezilem rozmawia Didier Eribon, PWN, Warszawa 1996 r.

[2] https://www.facebook.com/dziennikarzom – dostęp 13.06.2021 r.

[3] https://www.bn.org.pl/raporty-bn/stan-czytelnictwa-w-polsce/stan-czytelnictwa-w-polsce-w-2020-r. – dostęp 13.06.2021 r.

[4] W. Pisarek, Słownik języka niby-polskiego, czyli błędy językowe w prasie, Ossolineum, Wrocław-Warszawa-Kraków-Gdańsk 1978 r.

[5] N. Davies, Sam o sobie, Znak, Kraków 2019 r., s. 116-118.

[6] A. Wileczek, Medialność młodomowy, „Zeszyty Prasoznawcze”, t. 56, 2013 r.

[7] B. Gumowski, Subtelność brzmienia, czyli dzieje Radia Kielce i Aktualności Dnia, Kielce 2016 r.

[8] „Od słowa do słowa”, poradnik językowy Polskiego Radia, Warszawa 2013 (nr 16) i 2015 (nr 46).

[9] https://www.mistrzmowy.pl/ – dostęp 13.06.2021 r.

Pływanie w ścieku – felieton satyryczny KRZYSZTOFA PRENDECKIEGO

Wykluczenie polityka w debacie politycznej, przywraca dyskusje o cenzurze, wolności słowa i innych imponderabiliach.

 

Maszyna do teleportowania jednak istnieje. Wielu Polaków musi być przecież przekonanych, że są wśród nas aktywiści polityczni, którzy przenieśli się w czasie. I to pewnie z okresu, kiedy byliśmy potęgą. Prosto z I Najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Łącznie z poglądami minionego czasokresu. Czy należy do nich Grzegorz Braun? Dziennikarz, a zarazem polityk jak najbardziej skuteczny. Został przecież Posłem na Sejm i nie ma większych problemów z dotarciem do swoich wyborców. Nade wszystko mówi kwieciście i śmiało można stwierdzić, że jest złotoustym Grzegorzem.

 

Tylko co z takimi „kwiatkami” począć, gdy łączą się zdalnie z „mediami głównego ścieku”?

 

To jest ten dylemat. Gdy traktujemy programy telewizyjne czy radiowe (teraz również dostępne wizualnie) jako część naszego domostwa. I dziennikarze stają się takimi naszymi „wespół w zespół” domownikami. A ponieważ słyniemy z gościnności, zapraszamy też gości, w postaci polityków.

 

No i teraz pytanie, jak się w tych gościach zachowują? Nie chodzi tu o obowiązkowe ściąganie butów, tylko o poglądy głoszone przy stole. Jak mówią nie po naszej myśli, albo co gorsza, pisząc kolokwialnie: „przeginają pałeczkę”. Wyrzucenie za drzwi to podejście w wersji radykalnej. Ta spokojniejsza zakłada, że już więcej zaproszeni nie zostaną.

 

Ładnych kilka dni temu, znany, rzetelny i ceniony red. Andrzej Stankiewicz, wykluczył z debaty posła Konfederacji. „Skandal” miał miejsce w niedzielnym programie „7 dzień tygodnia” w Radiu Zet i na portalu Onet.pl.  Tak na marginesie, niedziela to nie pierwszy dzień tygodnia?

 

O co poszło? Grzegorz Braun, ministra zdrowia Adama Niedzielskiego, nazwał „szkolonym psychopatą”. Wówczas redaktor prowadzący debatę, usunął naszego bohatera  z dalszej dyskusji. Czerwona kartka i do szatni.

 

Czy mógł zamiast wyrzucania, spróbować np. delikatnie dopytać pretendenta na urząd prezydenta miasta. Np. czy  ma kompetencje z zakresu medycyny i psychologii, aby określać dysfunkcje poznawczo – emocjonalne ministra reprezentującego interesy „łże prawicy”. Albo czy szkolenia w zakresie psychopatii, odbywały się z pieniędzy „kondominium rosyjsko niemieckiego pod żydowskim zarządem powierniczym”?

 

Jeszcze wcześniej padło ostrzeżenie, taka żółta kartka. Na pytanie dotyczące organizacji marszów równości, G. Braun odpowiedział: „Nie popieram dewiacji”.

 

W liście broniącym posła, sztabowcy napisali:

 

Dziennikarz (???) prowadzący debatę wyborczą w radiu Zet miał czelność upominać(!!!) Posła na sejm RP i kandydata na ważny publiczny urząd, za to że ten wyraził własną opinię, posługując się określeniami zdefiniowanymi w Słowniku języka polskiego”.

 

Rzeczywiście, PWN wydaje różne dziwne słowniki. Np. w 2002 roku, wydał „Słownik polskich przekleństw i wulgaryzmów”, autorstwa prof. Macieja Grochowskiego. Czy to jest powód, aby korzystać z jego zasobów pełnymi garściami?

 

Również kilkadziesiąt lat temu, Światowa Organizacja Zdrowia wykreśliła homoseksualizm z listy chorób i zaburzeń, a w środowiska naukowe uznały, że homoseksualizm jest normalnym wariantem ludzkiej seksualności. Lecz nasz oldschoolowy kandydat, gdy przeskakiwał między wiekami, nie dowiedział się, że nawet określenie „dewiacja seksualna”, jest terminem przestarzałym.

 

Obrońcy napisali również, że jest coś takiego jak: „konstytucyjne prawo do swobody wypowiedzi, ale również obowiązujące normy wynikające z prawa o radiofonii i telewizji oraz kodeksu etyki dziennikarskiej”.

 

Redaktor naczelny Radio ZET, Michał Celeda, również w odpowiedzi powołał się na te same normy: „jako nadawca przestrzegamy przepisów ustawy o radiofonii i telewizji, które wprost mówią o tym, że audycje lub inne przekazy nie mogą propagować działań sprzecznych z prawem, z polską racją stanu oraz postaw i poglądów sprzecznych z moralnością i dobrem społecznym, w szczególności nie mogą zawierać treści nawołujących do nienawiści lub dyskryminujących ze względu na rasę, niepełnosprawność, płeć, wyznanie lub narodowość”.

 

Już dużo wcześniej, red. Kamil Sikora, zauważył, że w takich sytuacjach pojawią się zarzuty, że to cenzura. Nie zgadzając się z takim postawieniem sprawy, zauważa: „Nie, bo dziennikarz to nie stojak na mikrofon, który musi przyjmować wszystko, co jego rozmówca mówi”.

 

Współpracownicy kandydata, podzielili się również spostrzeżeniem, że „Sondaże musiały mocno skoczyć w górę p. Grzegorzowi, skoro w radiu Zet wyłączono mu mikrofon pod kretyńskim pretekstem”.

 

To jednak inaczej działa. To p. Grzegorzowi skoczyć mogłyby słupki, hen wysoko, po wywaleniu z programu. Audycje w których prowadzący dziękują za współpracę, albo politycy wychodzą ze studia to nie pierwszyzna. O programie robi się głośno i o to też nieraz, w tym medialnie kociokwiku chodzi. Ok, zdarza się, że ktoś po prostu nie wytrzymuje. „Franuś nie wyprowadzaj ty mnie z nerw”, mawiał Balcerek w Alternatywach 4.

 

Raczej Grzegorz Braun, powinien się wyłączyć, tuż po usłyszeniu pytania o Marsz Równości. W ramach protestu przeciwko pytaniu o takie „bezeceństwa”. Miłośnicy serialu „Ranczo” pamiętają przecież, jak senator Kozioł, w trakcie debaty, wstaje i wychodzi ze studia. Strzał w dziesiątkę, gdyż odciął się w ten sposób, od uprawiania polityki przez konformistyczną, demokratyczną większość.

 

Dość tego! Wreszcie trzeba zatrzymać to szaleństwo politpoprawności” – piszą zatroskani sympatycy. I w tym miejscu można się znów zatrzymać. Gdzie są granice wolności, poprawności, obrażania? I czy w ogóle da się je wyznaczyć? Czy przypadkiem dziennikarz nie powinien dopuścić wypowiedzi bez komentowania. A zainteresowani, czyli środowiska LGBT czy odpowiedni minister, powinni we własnym zakresie, dotknięci słowami, wytoczyć procesy za zniesławienie?

 

Albo wyobraźcie sobie, Bill Gates pozywający prezesa Konfederacji Korony Polskiej, za deprecjonowanie swego czasu – Windowsa 8. Ależ byłaby „klikalność”. Nie tylko lokalna, ale i światowa przecież. I jakże ważny rozgłos. I rozpoznawalność. Czy też nie o nią w polityce chodzi?

 

Krzysztof Prendecki

Przypadek Brauna – ŁUKASZ WARZECHA o granicy interwencji dziennikarza prowadzącego dyskusję

Środowisko dziennikarskie w sprawie wyrzucenia Grzegorza Brauna z debaty kandydatów na prezydenta Rzeszowa w Radiu Zet podzieliło się na dwa obozy, zgodnie z zaangażowaniem politycznym. Pierwszy obóz bił brawo – to głównie obóz opozycyjny, drugi milczał – to głównie obóz prorządowy.

 

Reakcja pierwszego obozu jest przynajmniej konsekwentna. Konfederacja w tej grupie jest od zawsze na cenzurowanym. Reakcja drugiego niestety konsekwentna nie jest. To obecnie rządzący wielokrotnie twierdzili, że zagrożeniem są różne formy politycznie poprawnej cenzury, a ich oczkiem w głowie jest wolność słowa. Kiedy jednak padło na politycznego konkurenta, goniącego w sondażach kandydatkę PiS – zamilkli. Dotyczy to zresztą nie tylko sprzyjających władzy dziennikarzy, ale także polityków obozu rządzącego. Głosów sprzeciwu lub przynajmniej sceptycznych wobec decyzji Andrzeja Stankiewicza było niewiele. To będzie jeden z nich.

 

Dwie rzeczy muszę na początku podkreślić. Pierwsza: nie oceniam tutaj słuszności lub nie słów Grzegorza Brauna ani tym bardziej tego, czy one posłużą Konfederacji czy nie. Ten tekst w ogóle nie jest o tym. Druga: nie jest to w żadnym wypadku atak na samego Andrzeja Stankiewicza. Andrzeja znam od lat i niezmiennie bardzo cenię jako dziennikarza. Nie znaczy to jednak, że nie mógł w mojej ocenie popełnić błędu albo że w jakichś sprawach nie możemy się nie zgadzać.

 

Nie ma tu – zaznaczam – żadnego znaczenia, czy mówimy o prywatnej czy o publicznej stacji. Rozważania dotyczą bowiem tego, czy dziennikarz prowadzący dyskusję w ogóle powinien interweniować tak jak to zrobił Stankiewicz. Wniosek w taki sam sposób dotyczyć będzie publicznej i prywatnej stacji. Ogólna zasada postępowania dotyczy obu rodzajów podmiotów.

 

Wyobraźmy sobie najpierw pewną sytuację. Takie ćwiczenia umysłowe zawsze polecam w podobnych okolicznościach. Oto trwa podobna debata z podobnymi uczestnikami i nagle przedstawiciel lewicy zwraca się do przedstawiciela narodowców: „Jesteście faszystami! Gdybyście mogli, organizowalibyście dzisiaj pogromy na Żydach!”. Czy przedstawiciel lewicy powinien zostać wyrzucony z debaty? Przecież to dwa obelżywe, skandaliczne i bardzo daleko idące oskarżenia – znacznie moim zdaniem poważniejsze niż to, co powiedział Grzegorz Braun.

 

Wiem, że niektórzy wypowiedzą teraz sakramentalne: to nieporównywalne. A jednak – to jest znakomicie porównywalne. I tu, i tam mamy do czynienia z pewnym ostro wyrażonym poglądem. Być może tak postawionej tezy wygłaszający ją nie byłby w stanie udowodnić, być może mógłby zostać za nią pozwany. Czy jednak faktycznie nie ma prawa zaprezentować jej w debacie, której celem jest przecież, żeby dać wyborcom materiał do oceny?

 

Podstawowe pytanie brzmi zaś: gdzie leży granica interwencji dziennikarza prowadzącego dyskusję? Interwencji nie polegającej już tylko na sprzeciwie wobec jakichś słów, ale na całkowitym pozbawieniu uczestnika debaty prawa głosu. Jest to przecież forma cenzury. Czy dziennikarz ma do niej prawo? Uważam, że tak – lecz jedynie w dwóch sytuacjach.

 

Pierwsza to zwykłe, ordynarne chamstwo, a więc posługiwanie się słowami powszechnie uznawanymi za obelżywe. Do takich zaliczam hasło protestów dowodzonych przez panią Lempart. Druga sytuacja to taka, gdy uczestnik debaty zahacza o kodeks karny i na przykład nawołuje wprost do nienawiści. Poparłbym Andrzeja Stankiewicza wręcz entuzjastycznie, gdyby Grzegorz Braun w debacie powiedział: „Jeśli zobaczą państwo na ulicy homoseksualistów, gońcie ich, bijcie, przepędźcie!”. Nic takiego jednak nie padło. Padły dwa stwierdzenia, oba ostre, ale będące wyrazem poglądów kandydata: o „dewiacji” w kontekście homoseksualizmu oraz o ministrze Adamie Niedzielskim jako „psychopacie”. Można narzekać, że kandydat posługuje się takim językiem oraz że ma takie poglądy, można to też akceptować i popierać, jednak ostateczna ocena powinna należeć do wyborców. Jeżeli dziennikarz przyznaje sobie prawo do uciszenia polityka, wygłaszającego choćby najostrzejsze oceny, ale jednak właśnie oceny, przestaje być przezroczysty, a staje się aktywnym uczestnikiem dyskusji, w dodatku z prawem dowolnego cenzurowania jej uczestników. I nie udawajmy, że nie mają wówczas znaczenia jego własne poglądy.

 

Wolność słowa jest dzisiaj zagrożona znacznie bardziej niż jeszcze na początku 2020 r. Do dotychczasowych politycznie poprawnych kryteriów cenzorskich doszły kryteria sanitarystyczne. Można wylecieć z mediów społecznościowych nawet za podanie dalej naukowych raportów o badaniach nad lekami na COVID (autentyczny przypadek, choć nie w Polsce) albo za generalne niezgadzanie się z obowiązującą linią, jak to się stało w przypadku twitterowego konta doktora Pawła Basiukiewicza.

 

Dziennikarze powinni stać po stronie obrońców prawa do wolnej ekspresji, a nie po stronie cenzorów. To nie my – również, a nawet przede wszystkim jako prowadzący debaty i dyskusje – jesteśmy od uczenia polityków kultury wypowiedzi, a już na pewno nie jesteśmy od tego, żeby arbitralnie decydować o tym, jakie poglądy i oceny powinny do odbiorców dotrzeć.

 

Łukasz Warzecha

Nagrody Wielkopolskiego Oddziału SDP rozdane

We wtorek 8 czerwca 2021 r. w historycznej Sali Czerwonej Pałacu Działyńskich w Poznaniu odbyło uroczyste wręczenie nagród w tegorocznym Konkursie Dziennikarskim Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.  Jego laureatami są w tym roku red. Jan Martini z Wielkopolskiego Kuriera Wnet, Łukasz Kaźmierczak z Radia Poznań Marcin Wróblewski i Krystian Kaliszak z TVP 3 Poznań oraz Wojciech Czeski z Gazety Mosińsko-Puszczykowskiej. Po raz pierwszy w tym roku przyznano także nagrody honorowe za wybitne osiągnięcia w pracy dziennikarskiej – Laur Wielkopolskiego Oddziału SDP.  Otrzymała go red. Barbara Miczko-Malcher z Radia Poznań, która obchodzi w tym roku jubileusz 50-lecia pracy zawodowej oraz red. Sławomir Kmiecik, były dziennikarz Głosu Wielkopolskiego, autor książek „Przemysł pogardy” t. 1 i t.2.

 

Za wybitne osiągnięcia w pracy zawodowej, szczególnie za unikatowe reportaże dokumentalne dotyczące najnowszej historii Polski m.in. Poznańskiego Czerwca’56, Powstania Wielkopolskiego, losów więźniów politycznych z Wronek, więźniów Katynia i obozu dla polskich dzieci w Łodzi oraz za setki audycji radiowych o historii Poznania, Wielkopolski i Polski, za setki audycji radiowych o książkach, teatrze, poezji i sztukach plastycznych, każda z nich pokazuje świat z perspektywy bohatera, który zawsze jest kimś wyjątkowym, niebanalnym, wartym poznania i zapamiętania –  w ten sposób Zarząd Wielkopolskiego Oddziału SDP uzasadnił przyznanie Nagrody Laur WO SDP 2021 red. Barbarze Miczko -Malcher, reportażystce Radia Poznań , która w tym roku obchodzi jubileusz 50-lecia pracy zawodowej w Polskim Radiu i która do dziś prowadzi własną audycje poświęconą kulturze i historii.

 

 

 

 

Drugi Laur WO SDP przypadł byłemu dziennikarzowi Głosu Wielkopolskiego, red. Sławomirowi Kmiecikowi: za wybitne osiągnięcia w pracy zawodowej, szczególnie za publikacje książkowe „Przemysł pogardy” i  „Przemysł pogardy II”, bezkompromisowe i odważne studium potwierdzające  istnienie w III RP „przemysłu pogardy” wobec  Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego brata Jarosława, ukazujące dowody ich zorganizowanego znieważania i wyszydzania przez media i przeciwników politycznych przed i po Katastrofie Smoleńskiej – czytamy w uzasadnieniu nagrody, która od tego roku ma być przyznawana corocznie.

 

 

W sumie przyznano 5 nagród w 4 głównych kategoriach (Nagroda Gówna, Nagroda Viurtuti Civili, Nagroda im. Wojciecha Dolaty i Nagroda dla Młodych Dziennikarzy) oraz 6 wyróżnień. Jury obradowało w składzie: dr Jolanta Hajdasz, przewodnicząca Jury, prezes Zarządu WO SDP, prof. dr hab.Wiesław Ratajczak, dr Wiesław Kot, red. Roman Wawrzyniak i red. Aleksandra Tabaczyńska.  Sekretarzem Jury był red. Tadeusz Owczarzak Gran. Nagrodę Główną w tym roku odebrał red. Jan Martini.

 

Publicystyka Jana Martiniego wyróżnia się wyrazistością tez i powagą podejmowanych spraw. Jest artystą – pianistą i kompozytorem, podkreślających fundamentalną rolę kultury w życiu publicznym. W naturalny sposób przechodzi od spraw natury gospodarczej, politycznej, socjalnej do muzyki, teatru, filmu, literatury, by przekonać czytelnika, że nie są to pobocza i dodatki, ale sam rdzeń. Przybiera postawę nie tylko wolnego w swych sądach i gustach artysty, ale także kogoś doskonale rozumiejącego mechanizmy pracy instytucji i społeczną rywalizację o prestiż. Współczesne problemy i spory widzi w perspektywie  długotrwałych procesów, co pozwala mu dostrzec aktualne następstwa wyborów – także własnych – sprzed lat. Jan Martini pamięta i przypomina, również o tych, którzy niezauważenie odchodzą. Jeden z nagrodzonych artykułów poświęcił Janowi Grabusowi: ostatni walczący z bronią w ręku powstaniec Czerwca 56 odszedł z tego świata w ubiegłym roku – w tej sposób prof. dr hab. Wiesław Ratajczak w imieniu Jury uzasadnił przyznanie Nagrody Głównej WO SDP red. Janowi Martini, publicyście Wielkopolskiego Kuriera Wnet.

 

Z kolei red. Wiesław Kot uzasadnił przyznanie Nagrody Virtuti Civili  red. Marcinowi Wróblewskiemu z TVP 3 Poznań za m.in. reportaż „300 zł na głos”, w którym ujawnił iż w jednej z wielkopolskich firm właściciel płacił za oddanie głosu na Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich.  Byliśmy pod wrażeniem dociekliwości autora, który dotarł do firmy, gdzie odnotowano przykład politycznej korupcji. W zamian za głosowanie na polityka, któremu hołdował szef firmy, ten obiecywał pracownikom gratyfikację pieniężną. Autor reportażu powściągał głos oburzenia i całkiem słusznie, bowiem same fakty wydawały się dostatecznie krzyczące. Poszedł za to krok w krok, całkiem dosłownie, za robotnikami na placu manewrowym, którym to robotnikom ową propozycję złożono i odsłuchał ich cierpliwie i taktownie, pikselując im twarze, żeby nie dać pretekstu do zemsty ze strony szefa.

 

 

W tym roku Nagrodę im. Wojciecha Dolaty odebrał red.  Łukasz Kaźmierczak, a Nagrodę dla Młodych Dziennikarzy – red. Krystian Kaliszak i red. Wojciech Czeski. Wyróżnienia otrzymali Małgorzata Szewczyk, Elżbieta Rzepczyk, Barbara Kęcińska Lempka, Bartłomiej Grysa i Henryk Krzyżanowski. Wyróżnienie honorowe otrzymał red. Arkadiusz Małyszka, red. nacz. Zeszytów Historycznych Wielkopolskiej Solidarności.

 

 

 

Laureaci konkursu odebrali dyplomy pamiątkowe, nagrody książkowe oraz pieniężne w wysokości 500 zł każda ufundowane przez WO SDOP. Wyróżnieni odebrali dyplomy i nagrody książkowe. W części artystycznej zebrani wysłuchali kompozycji Claude’a Debussy’ego  „Petite suite”  w wykonaniu Jakuba Czerskiego (fortepian) i  oraz Karoliny Karczewskiej (flet) i Anny Marii Tabaczyńskiej (flet).

 

 

Wydarzenie było objęte patronatem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP z okazji jubileuszu 25- lecia jego istnienia.

 

 

Galeria zdjęć z uroczystości TUTAJ.