KRZYSZTOF M. ZAŁUSKI: Teorie spiskowe, czyli prawda najprawdziwsza

W świecie, gdzie fakty i fikcja przeplatają się wzajemnie, tworząc coraz mniej zrozumiały zlepek rzeczywistości medialnej, chyba jedynym elementem, który je spaja są tzw. „teorie spiskowe”. I to nie jakieś wytwory wyznawców „tajnej wiedzy”, wykwity sztucznej inteligencji albo rojenia schizofreników. Nie. Raczej domysły i hipotezy, które po latach wyszydzania znajdują potwierdzenie w najtwardszych dowodach.

Historie, w których jakieś enigmatyczne „stowarzyszenia cieni” manipulują informacjami na skalę wykraczającą daleko poza percepcję przeciętnego człowieka, są w większości przypadków nonsensem lub manipulacją. To nie ulega kwestii… Ale co, jeśli „siły ciemności” istnieją i rzeczywiście coś przed nami ukrywają? Co, jeśli w teoriach spiskowych kryje się choćby ziarno prawdy?

Rzeczywistość za zamkniętymi drzwiami

Teorie spiskowe, im bardziej upiorne, tym większy wywołują niepokój. Im mniej prawdopodobne, tym więcej rodzą pytań – o to, co naprawdę dzieje się za zamkniętymi drzwiami władzy, mediów, laboratoriów… I to jest właśnie ich geneza.

Konspiracjonizm, czyli tendencja do postrzegania spisków i tajnych działań we wszystkich aspektach życia publicznego i prywatnego rodzi się z wiary, że istnieją alternatywne wytłumaczenia mechanizmów rządzących rzeczywistością. Teorie spiskowe dezawuują informacje rozpowszechniane przez główne media. Wszelkie oficjalne, naukowe lub powszechnie akceptowane wyjaśnienia otaczającego nas świata, postrzegane są przez wyznawców teorii spiskowych, jako fałszywe lub mające tzw. „zwykłych ludzi” wprowadzać w błąd. Przy czym, jakiekolwiek próby zaprzeczania istnienia spisku są przez tychże konspiracjonistów interpretowane jako kolejny element zmowy elit.

Propagowanie teorii spiskowych może mieć przeróżne skutki – poczynając od wzmacniania poczucia wspólnoty wśród wierzących w nie osób, po sianie lęków, dezinformacji i podziałów w społeczeństwie. Często teorie te są wykorzystywane do celów politycznych, społecznych i religijnych, mających wpłynąć na określone zachowania obywateli. Teorie spiskowe są więc „antyreligią” opierającą się na przekonaniu o istnieniu ukrytych, tajnych sił kształtujących świat. Ta „świecka wiara” oferuje ludziom sens i porządek rzeczywistości – tak jak każda inna religia.

W świecie, w którym każdy jest zarówno nadawcą jak i odbiorcą informacji, teorie spiskowe stały się też swoistą globalną walutą. Takim bitcoinem kopanym w różnych częściach świata, przez różnych ludzi, z różnych powodów – poczynając od samozwańczych proroków, którzy przekonani są o odkryciu „prawdy prawdziwej”, po „niedocenianych znawców”, dostrzegających w spisku sposób na zwrócenie na siebie uwagi.

Jednak nie tylko wariaci widzą metodę w tym szaleństwie. Również politycy i ideolodzy nie stronią od spiskowych narracji. Wykorzystują je do mobilizowania swoich zwolenników lub dyskredytowania oponentów. Tak samo jak „celebryci” szukający poklasku. Albo zawodowi „trolle”, którzy rzucają w przestrzeń medialną „fakty” mające wywołać zamieszanie i odwrócić uwagę od istotnych problemów. Również media, w pogoni za sensacją i „klikalnością”, dodatkowo podsycają te emocje.

 

Kiedy spiski wychodzą z cienia

 

A jednak niektóre teorie spiskowe okazują się być prawdziwe, choć zdarza się to niezwykle rzadko. Prawda wychodzi na powierzchnię zazwyczaj wtedy, gdy pojawiają się nowe, niepodważalne dowody. Albo gdy utrzymywanie sekretu przestaje być już konieczne. Jednym z przykładów takiej upadłej teorii jest Operacja Northwoods.

 

W 1962 roku agenci CIA wpadli na pomysł, którego nie powstydziłby się sam Ian Fleming, który pisała o przygodach Jamesa Bonda, czyli agenta 007 Jej Królewskiej Mości (wówczas). Aby skłonić amerykańską opinię publiczną do poparcia wojny przeciwko Fidelowi Castro, postanowili przeprowadzić serię ataków terrorystycznych na Florydzie i w Waszyngtonie – oczywiście pod fałszywą flagą. Operacja przewidywała porwania amerykańskich samolotów, zamachy bombowe i preparowanie dowodów.

Northwoods było częścią większego projektu o nazwie Mongoose, mającego na celu odzyskanie kontroli nad Kubą. Plan ten został opracowany przez Kolegium Połączonych Szefów Sztabów USA. Zatwierdził go przewodniczący Kolegium, gen. Lyman Lemnitzer, który po odwołaniu operacji przez prezydenta Johna Kennedy’ego został mianowany naczelnym dowódcą Połączonych Sił Zbrojnych NATO w Europie a następnie Naczelnym Dowódcą NATO. Amerykańskie władze długo zaprzeczały istnieniu planów Operacji Northwoods. Wszystkich, którzy sugerowali, że „coś jest na rzeczy”, wykpiwano. Po latach okazało się, że głupia teoria spiskowa, w rzeczywistości jest prawdą.

Nie była to oczywiście jedyna w historii USA koncepcja, mogąca nawet najbardziej wytrawnego sceptyka przyprawić o zawrót głowy. Weźmy na przykład Tuskegee Syphilis Experiment… Te eksperymenty na ludziach jako żywo przypominały koszmary z powieści Stephena Kinga. Ale niestety były rzeczywistością.

Rząd USA i naukowcy z Uniwersytetu Tuskegee, przez cztery dekady – poczynając od roku 1932 – prowadzili badania na czarnoskórych mężczyznach chorych na kiłę, nie oferując im leczenia, mimo że było dostępne… I również w tym przypadku to, co przez lata wydawało się tylko plotką, okazało się faktem nie do podważenia.

Podobnie było ze szpiegowskim programem PRISM, koordynowanym przez National Security Agency – Amerykańską Wewnętrzną Agencją Wywiadowczą. Program NSA od 2007 służył wywiadowi Stanów Zjednoczonych do gromadzenia danych największych przedsiębiorstw IT na świecie, bez powiadamiania ich o tym fakcie. Przez lata wszyscy mówili, że „wielki brat patrzy”, aż w 2013 roku Edward Snowden udowodnił, że to nie fantazje szaleńców, lecz rzeczywistość.

 

Uwaga, czarna wołga!

 

Skłonności do konspiracjonizmu to oczywiście nie tylko amerykańska przywara. Również u nas teorie spiskowe mają się wyśmienicie. Ich historia sięga średniowiecza. To właśnie w wiekach średnich powstał jeden z najbardziej absurdalnych mitów – tzw. „krwawy mord rytualny”, który zakładał, że Żydzi mordują chrześcijańskie dzieci w ramach religijnego kultu. Według tego przekazu, wyznawcy judaizmu mieli wykorzystywać krew składanych w ofierze dzieci do produkcji macy… Przypadki tego rodzaju oskarżeń pojawiały się wówczas w całej Europie, zwłaszcza w okresach wzrostu antysemickich nastrojów. W ich efekcie doszło w wielu krajach do tragedii – do pogromów, wypędzeń i innych form przemocy wobec Żydów.

Kolejnym mitem, który cieszył się wyjątkową popularnością czasach tzw. Polski Ludowej, była opowieść o „czarnej wołdze”. Legenda przyjęła się zwłaszcza dużych miastach. Według tej narracji, czarna wołga – luksusowy samochód dostępny tylko dla nielicznych – miał być używany przez tajne służby lub nieznane, złowrogie siły do porywania ludzi, najczęściej dzieci. Legenda o „czarnej wołdze” wywoływała powszechny lęk, chociaż nigdy nie potwierdzono istnienia ludzi używających tego demonicznego auta. Również autor tej historii, na zawsze pozostał anonimowy.

Opowieść o Iluminatach i Nowym Porządku Świata popularna jest na całym świecie, również w Polsce. Historycznie rzecz biorąc grupa taka istniała rzeczywiście. Zakon Iluminatów, czyli Oświeconych powstał w Bawarii w roku 1776. Wkrótce został jednak zdelegalizowany i wraz z masonerią i innymi tajnymi stowarzyszeniami, oskarżony o wywołanie rewolucji francuskiej… Według współczesnej teorii spiskowej Iluminaci to tajna, elitarna grupa, która manipuluje wydarzeniami globalnymi. Jej celem jest dominacja nad światem. Z kolei idea Nowego Porządku Świata zakłada, że istnieje grupa ludzi, która dąży do stworzenia jednolitego, autorytarnego rządu światowego.

„Dowody” na istnienie Iluminatów i ich wpływ na światową politykę, gospodarkę i media są więc połączeniem historycznych faktów, domysłów i niepotwierdzonych informacji. Znawcy przedmiotu wymieniają różne wydarzenia, które są domniemanym dziełem „Oświeconych” – od globalnych kryzysów finansowych, po międzynarodowe konflikty. Wszystkie mają być „świadectwem” na ich zbrodnicze manipulacje.

W Polsce, teorie te są najczęściej powiązane z obawami o utratę suwerenności narodowej w obliczu wzrostu znaczenia międzynarodowych instytucji, takich jak Unia Europejska. Teoria spisku Iluminatów i masonów nie ma podobno żadnego potwierdzenia – ani naukowego, ani historycznego. Ma być natomiast przykładem przesądu, który kościół katolicki rzekomo wykorzystuje do manipulowania ludzką naiwnością.

 

Zamach i egzekucja

 

Osobny rozdział w teoriach spiskowych stanowią historie dotyczące tajemniczych śmierci znanych osób – na przykład generała Władysława Sikorskiego, nadinspektora Marka Papały czy szefa Samoobrony Andrzeja Leppera.

Pierwszy z nich zginął nocą z 4 na 5 lipca 1943 r. w wyniku katastrofy lotniczej u wybrzeży Gibraltaru. Dwa tygodnie po tragedii, brytyjska komisja ogłosiła, że jej przyczyną był zablokowany ster. Już wtedy zaczęto zadawać sobie pytanie, dlaczego ster wznoszącego się samolotu uległ „zacięciu” w pozycji wymuszającej lot nurkowy? Zastanawiające jest również i to, czemu nikt – poza niemiecką propagandą – od początku dochodzenia nie rozważał hipotezy o sabotażu. Jedynie gubernator Gibraltaru, Noel Mason-Macfarlane, w rozmowie z wdową po generale, wyraził swoje wątpliwości, mówiąc: „nie wierzę w przypadki…”.

Najpopularniejszym wyjaśnieniem śmierci Naczelnego Wodza jest teoria zamachu zorganizowanego przez aliantów lub inne siły polityczne. Wśród podejrzanych znalazły się tajne służby Związku Sowieckiego, Wielkiej Brytanii a nawet niektóre polskie kręgi polityczne zainteresowane usunięciem Sikorskiego z powodu jego nieprzejednanej postawy wobec zbrodni katyńskiej.

Tak jak w przypadku gen. Sikorskiego, również sprawa komendanta głównego Policji Marka Papały – mimo upływu ćwierćwiecza od jego śmierci – nadal nie doczekała się rozwiązania. Kluczowe dowody w tej sprawie często uważane są za niewystarczające, aby komukolwiek postawić zarzut zabójstwa. Najbardziej prawdopodobne teorie, mówią o zemście członków zorganizowanej grupy przestępczej. Nie wyklucza się jednak także faktu, że szef Policji mógł paść ofiarą rozgrywek toczonych w łonie służb specjalnych. Jeszcze inna hipoteza zakłada, że w egzekucję Papały zaangażowani byli wysoko postawieni politycy. Niejasności potęguje fakt, że przez wiele lat śledztwo stało w zasadzie w miejscu, co może nasuwać przypuszczenia, że komuś zależy na zamieceniu sprawy pod dywan.

 

Najsłynniejszy seryjny samobójca

 

Przedmiotem kontrowersji jest również tragiczna śmierć Andrzeja Leppera, jednej z najbardziej charakterystycznych postaci polskiej sceny politycznej początku XXI wieku… Lepper znany był z szeregu kontrowersyjnych wypowiedzi i zachowań – w 2001 roku oskarżył o korupcję Pawła Piskorskiego, Jerzego Szmajdzińskiego, Donalda Tuska, Andrzeja Olechowskiego i Włodzimierza Cimoszewicza. W tym samym roku stwierdził, że w mazurskiej wsi Klewki wylądowali talibowie… Szef Samoobrony sam stał się też bohaterem skandalu obyczajowego – miał rzekomo oferować kobietom pracę w biurze poselskim w zamian za seks.

5 sierpnia 2011 roku Lepper odebrał sobie życie w swoim biurze w Warszawie. Jednak oficjalna wersja wydarzeń została zakwestionowana przez osoby z jego najbliższego otoczenia. Sławomir Izdebski, współpracownik polityka, wyraził przekonanie, że powodem śmierci było zabójstwo. Podkreślał ponadto, że jego przyjaciel posiadał ważne informacje, które mogłyby zdestabilizować wymiar sprawiedliwości. Zgłaszał również wątpliwości co do przebiegu śledztwa, wskazując na opóźnienia w przeprowadzeniu sekcji zwłok. Z kolei Piotr Tymochowicz, doradca medialny szefa Samoobrony, podkreślał publicznie, że Lepper tuż przed śmiercią wyrażał obawy o swoje życie. Konsultant medialny sugerował, że jego klient został zamordowany. Pomimo tylu wątpliwości, śledztwo w sprawie śmierci Leppera zostało ostatecznie umorzone. Opinie biegłych wykluczyły udział osób trzecich, a prokuratura wskazała jako motyw samobójstwa depresję spowodowaną problemami osobistymi i finansowymi.

Takich i podobnych historii są tysiące… Od ludowych guseł na temat duchów, czarów i demonów, poprzez paranaukowe fantazje na temat UFO, płaskiej ziemi, fikcyjnego lądowanie na Księżycu, chemtrails, tajnych baz nazistów na Antarktydzie, czy incydentu w Roswell, po zupełnie poważne sprawy takie, jak atak pod fałszywą flagą na Word Trade Center, zabójstwa Johna Kennedy’ego i księżnej Diany, kryzys w Zatoce Perskiej jako intryga naftowa, szczepionki jako narzędzie do kontroli populacji, Protokoły Mędrców Syjonu, nieformalny rząd światowy Bilderberg Group czy QAnon i Pizzagate…

I właśnie dzięki takim narracjom kontury pomiędzy teoriami konspiracjonistów a faktami coraz bardziej się zacierają… A to dopiero początek. Bo do gry weszła właśnie sztuczna inteligencja. Z całym spektrum deepfakeów i pospolitych kłamstw, które być może sprawią, że bałagan informacyjny stanie się jeszcze większy. Nie zmieni to jednak faktu, że żadne siły nadprzyrodzone nie istnieją. Tak samo jak nie ma demonicznych lalkarzy, pociągających za sznurki naszego przeznaczenia… Są tylko zupełnie realni ludzie.

 

6. edycja Ogólnopolskiego Konkursu na Rysunek Prasowy im Aleksandra Wołosa

Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zaprasza do udziału w 6. edycji Ogólnopolskiego Konkursu na Rysunek Prasowy im Aleksandra Wołosa

Konkurs nagradza autorki i autorów najlepszych prac opublikowanych w danym roku. Jego celem jest podkreślenie znaczenia rysunku prasowego, który może być komentarzem politycznym, społecznym bądź sportowym. Mogą to być zarówno rysunki satyryczne, jak opowieści w kształcie krótkiego komiksu czy ilustracje do artykułu prasowego.

W latach 2019-2023 zostało zorganizowanych ponad 50 wystaw pokonkursowych oraz 3 wystawy indywidualne dla laureatów Nagrody Głównej im. Aleksandra Wołosa.

Termin zgłoszenia do konkursu – 31 stycznia 2024 r.

Regulamin konkursu TUTAJ.

Komisarzem konkursu jest Zbigniew Piszczako, tel. 694 712 745

 

WALTER ALTERMANN: Cudzysłowy i inne dziwaczności

Niedawno na pasku TVN24 przesuwało się takie zdanko – „Rosja dziękuje Korei za „wsparcie” ”. Zwróćmy uwagę, że w tym krótkim komunikacie słówko „wsparcie” zamknięte było w cudzysłów. Co to ma znaczyć? Że nie było żadnego wsparcie Korei przez Rosję? A może, owo „wsparcie” było w istocie pognębieniem Rosji? Do żadnego sensownego wyjaśnienia wzięcia „wsparcia” w cudzysłów nie doszedłem. Prawdopodobnie dając ów cudzysłów TVN24 chciał dać do zrozumienia, że potępia wspieranie Rosji przez reżim Kim Dzong Una. Możliwe, ale dlaczego mam się domyślać? Czyli głupota alias abstrakcja, bo komunikat musi być jasny, bez żarcików pana paskowego. Albo pani paskowej.

W klasycznej polszczyźnie cudzysłów to cytat z kogoś, z cudzej wypowiedzi lub z jakiegoś tekstu. Tak się jednak jakoś porobiło, że ostatnimi laty cudzysłów trafił też do telewizji, i żyje w niej w wielce osobliwy sposób. Najczęściej to życie cudzysłowu możemy zobaczyć w trakcie dyskusji politycznych.

Oto widzimy jak dorosły facet, zdawałoby się człowiek poważny, w trakcie swej wypowiedzi unosi obie dłonie, na wysokość twarzy dłonie, wysuwa z nich po dwa palce – serdeczny i wskazujący, lekko te cztery palce zagina i macha nimi, jakby coś zdrapywał w powietrzu. Ma to oznaczać, że to co mówi bierze w cudzysłów, czyli żartuje. Ma to być – jak się domyślam śmieszne – ale niestety nie jest, przynajmniej dla mnie.

Można opowiedzieć żart wprost, można kogoś zacytować, uprzedzając, że się z takim zdaniem nie zgadzamy, ale machanie palcami jest żenujące. Nie dziwi mnie, gdy robią to między sobą nastolatki, ale facet ubiegający się o mandat poselski po prostu się ośmiesza. A mógłby powiedzieć, na przykład tak:

– Nie zgadzam się z ostatnią wypowiedzią ministra, który twierdzi, że jego resort ma sukcesy.

Ale nie, gość w telewizji tak konstruuje, z użyciem czterech zagiętych palców, swą wypowiedź:

– Ostatnio minister powiedział (tu paluszki), że jego resort ma sukcesy (i znowu paluszki).

W sumie mamy do czynienia z potężną infantylizacją stosunków społecznych, a wszechobecne cudzysłowy są tego najlepszym dowodem. I jeszcze jedno – dlaczego wszyscy chcą być tacy dowcipni? Mamy obecnie w Polsce całkiem sporą grupę dobrych zawodowych satyryków, mamy kabareciarzy… Naprawdę wystarczy. Dojdzie do tego, że młodzieniec oświadczający pannie miłość powie: „Bardzo, bardzo Cię „kocham””. I przy kocham zamacha palcami. I dostanie w twarz, bo żarty w takim momencie są niestosowne.

Byłoby dobrze, gdyby posłowie, ministrowie i premier trzymali „ruki pa szwam”, albowiem głupota, wsparta głupią gestykulacją jest gorsza od czystego kretynizmy – takiego bez paluszków.

Oznajmienie, powiedzenie czegoś, czy informacja

„Oznajmił o tym Putin…” – mówią do mnie z telewizora, a konkretnie z TVN 24. Tymczasem oznajmienie to informacja urzędowa, podniosła, ważna.

Biorąc pod uwagę to co mówi od kilku lat prezydent Rosji, rzekłbym, że nie było to oznajmienie, a ledwie informacja, i nie wiadomo czy prawdziwa. Gdyby Putin poinformował, że odchodzi, wtedy tak, wtedy mielibyśmy do czynienia z oznajmieniem. I jeszcze jeden błąd w tych trzech słowach. Oznajmia się coś, nie o czymś. O czymś się informuje i mówi. A oznajmuje się coś. Wiem, że składnię mamy skomplikowaną, ale innej nie mamy, więc szanujmy ją.

Hindenburg kontra Hindenberg

Program Wojna Światowa 1914-1945 w Polsat History, produkcja brytyjska. Lektor sprawnie, bo szybko podaje tłumaczenie angielskiego lektora. Nagle jednak, bez uprzedzenia, nachodzą go wątpliwości i mówi: „Wtedy prezydent Hindenberg podjął decyzję”.

Czyli odczytał nazwisko Niemca jakby ten był Anglikiem. Naprawdę przecież ów niemiecki polityk nazywał się Hindenburg. Po chwili jednak lektor mówiąc o marszałku Erichu Ludendorffie, wymawia jego nazwisko poprawnie po niemiecku.

Coś mi się zdaje, że w Polsce oprócz tradycyjnych dwóch ukrytych opcji – niemieckiej i rosyjskiej, mam trzecią, mocno zakonspirowaną, ale bardzo aktywną – angielską. A wszyscy lektorzy telewizyjni są tej ostatniej aktywistami.

Co robi Iga?

6 listopada, 2023 roku, w czasie meczu tenisowego pań, w Canal +Sport można było usłyszeć takie zdanie sprawozdawcy: „Iga lideruje w klasyfikacji zwycięskich drugich serwisów”.

I mamy kłopot z pięknem naszego języka, a właściwie z jego obrzydzaniem. Przywykliśmy już bowiem, że lider to prowadzący w jakichś zawodach. Przywykliśmy, że ktoś jest liderem plastikowych okien. Trudno, ale tak bywało i będzie, że język polski kupuje, przyswaja sobie nazwy i pojęcia z innych języków.

Jednak ze wspomnianym „lideruje” jest kłopot, bo choć rozumiemy komunikat, to jakoś nie możemy go zaakceptować. Być może za kilkanaście lat „lideruje” nie będzie już tak drażniące, ale na razie jest. W języku polskim jest wiele czasowników, utworzonych, ukutych od rzeczowników, ale zachowujemy w takich przypadkach daleko idącą wstrzemięźliwość. I słusznie.

Bo wyobraźmy sobie, że ktoś powie o prezydencie RP, że on „prezydentuje”. Albo ktoś wojewoduje, marszałkuje, kierownikuje… Najlepszym wyjściem jest w przypadku nowych rzeczowników, nie tworzyć od razu czasowników odrzeczownikowych, trzeba poczekać, może ktoś znajdzie lepsze słowo niż my? Choćbyśmy byli nawet dumnymi sprawozdawcami sportowymi, nie bądźmy liderami zmian!

 O piekle

„W kościele mówi się o piekle w sposób oględny.” – to cytat z „Naszej małej stabilizacji” Tadeusza Różewicza.

Kończę tym cudnym zdaniem, dla dowodu, że nasza mowa jest piękna, na przekór wszystkim ludziom naszych dzisiejszych telewizji, radiostacji, gazet oraz obu połączonych izb parlamentu – Sejmu i Senatu.

 

.

 

 

Przyznano Nagrody Mediów Publicznych

Filip Zylber i Piotr Śliskowski, Krzysztof Masłoń, Maria Pomianowska oraz Jarosław Jakubowski zostali tegorocznymi laureatami Nagród Mediów Publicznych.

Nagrody Mediów Publicznych przyznawane są osobom ważnym dla rozwoju kultury narodowej. Laureatów wyłoniły niezależne Kapituły powołane przez organizatorów każdej z kategorii: Telewizja Polska – „Obraz”, Polskie Radio – „Muzyka”, Polska Agencja Prasowa – „Słowo” oraz regionalne rozgłośnie Polskiego Radia – „Idea”. Uroczystość rozdania nagród odbyła się 12 listopada w siedzibie Telewizji Polskiej.

Laureatką nagrody w kategorii „Muzyka”, ufundowanej przez Polskie Radio została prof. Maria Pomianowska, popularyzatorka muzyki etnicznej, multiinstrumentalistka i kompozytorka.

W tym roku kapituła kategorii „Muzyka” w składzie: Marcin Pospieszalski, Halina Mlynkova, Marta Zalewska, Piotr Cugowski i Piotr Kostrzewa  nominowała do NMP również saksofonistę i kompozytora Piotra Barona oraz wokalistę i autora tekstów Marka Piekarczyka.

Nagroda w kategorii „Słowo”, której fundatorem była Polska Agencja Prasowa, trafiła do krytyka literackiego i publicysty Krzysztofa Masłonia. Jak uzasadniała jego kandydaturę zasiadająca w Kapitule nagrody Joanna Siedlecka, Masłoń to jeden z najważniejszych krytyków literackich, autorytet i instytucja. „Pisze o literatach, literaturze w prasie, w książkach, mówi też w radiu. Zasiada w kapitułach literackich nagród – z niektórych bywa przepędzany za polityczną niepoprawność, nieoszczędzanie mainstreamowych pupilów i noblistów” – przypomniała Siedlecka.

W kapitule „Słowa” zasiadali: Joanna Siedlecka, Andrzej Mastalerz, Wojciech Tomczyk i Radosław Gil. Nominacje do nagrody prócz Masłonia otrzymali Ernest Bryll i Antoni Libera.

Nagrodę w kategorii „Obraz”, ufundowaną przez TVP, otrzymał reżyser Filip Zylber i operator Piotr Śliskowski. Pracowali oni wspólnie przy cieszącym się wysoką oglądalnością serialu TVP „Dewajtis”.

Kapitułę tej kategorii tworzyli: Przemysław Babiarz, Jerzy Kopański, Paweł Rzewuski, Aneta Woźniak i Anna Popek, którzy nominowali również producenta filmowego i reżysera Michała Kwiecińskiego oraz aktora, reżysera i scenarzystę Marka Bukowskiego.

Statuetką w kategorii „Idea”, przyznawaną przez prezesów siedemnastu rozgłośni regionalnych Polskiego Radia, uhonorowany został poeta, prozaik i dramatopisarz Jarosław Jakubowski.

opr. jka, źródła: TVP, PAP

Walczył o internacjonalistyczny postęp – TADEUSZ PŁUŻAŃSKI o Ryszardzie Młynarskim

Po rocznym kierowaniu PUBP w Nisku, w październiku 1947 roku Ryszard Młynarski został przeniesiony do PUBP w niedalekim Jarosławiu, też na stanowisko „oficera” śledczego. Z niewiadomych powodów nie dostał jednak awansu i – w maju 1948 roku – zrezygnował ze „służby”. Dwa miesiące wcześniej urodziła się córka Danuta. Być może ten właśnie fakt – a nie względy ambicjonalne, jak utrzymują niektórzy – był powodem jego odejścia z bezpieki. Tak, czy inaczej rodzina przeniosła się do Warszawy – Ryszard Młynarski jeszcze kilka lat temu mieszkał na Służewcu.

Po ukończeniu gimnazjum w Kowlu, w czasie wojny – od 1940 do 1943 roku – pracował w tartaku w Zarzeczu, a następnie w Zarządzie Drogowym w Nisku. We wrześniu 1944 roku wstąpił do Milicji Obywatelskiej. Z jej ramienia organizował posterunek MO w Pysznicy koło Niska. Następnie, przez prawie rok – od listopada 1944 roku służył w LWP.

W lipcu 1945 roku Ryszard Młynarski trafił pod skrzydła ojca Józefa, zatrudniając się jako „oficer” śledczy PUBP w Nisku. W lipcu 1946 roku, czyli już po śmierci Józefa Młynarskiego, przejął obowiązki szefa niżańskiego UB, zastępując przeniesionego do PUBP w Krośnie Stanisława Supruniuka. Po latach jego córka – Danuta Młynarska-Hübner została honorową obywatelką miasta Nisko. To właśnie wówczas, kiedy była szefową kancelarii Aleksandra Kwaśniewskiego, prezydenccy urzędnicy przygotowywali wniosek o przyznanie Supruniukowi Krzyża Komandorskiego Orderu Odrodzenia Polski. Niewiele brakowało, aby dawnego przełożonego swojego dziadka i ojca spotkała podczas uroczystości odznaczenia w Pałacu Prezydenckim w czerwcu 1999 roku. Wtedy pracowała już jednak w biurze ONZ w Genewie.

Wymiar sprawiedliwości III RP – ze względu na jego powojenne „zasługi” – interesował się Ryszardem Młynarskim. W kwietniu 2000 roku Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu wystąpiła do MSWiA o udostępnienie jego akt osobowych, podobnie jak czterech innych funkcjonariuszy niżańskiego PUBP. Dwa miesiące później Ministerstwo zgodziło się przekazać dokumenty. Przygotowywany akt oskarżenia był związany ze śledztwem w sprawie Stanisława Supruniuka. Śledztwo – co typowe dla okrągłostołowej Polski – stanęło jednak w miejscu.

Nazwisko Młynarskiego pojawia się m. in. w książce Zbigniewa Nawrockiego „Zamiast wolności. UB na Rzeszowszczyźnie 1944 – 1949”, Rzeszów 1998. Autor przytacza sprawozdanie z działalności PUBP w Nisku za pierwsze miesiące 1947 roku, czyli bezpośrednio po sfałszowanych przez komunistów wyborach do Sejmu. P.o. szefa niżańskiego UB, czyli właśnie Ryszard Młynarski, meldował do Rzeszowa: „Likwidacja PSL nastąpiła na skutek akcji tut. Urzędu, jaka trwała od m-ca listopada 1946 r. 75 proc. byłych członków PSL przeszło do SL”.
W książce znajdujemy też ponurą statystykę działalności PUBP w Nisku: w 1944 roku aresztowano w tym powiecie 93 osoby, w 1945 roku – 185 osób, w 1946 roku – 200, w 1947 roku – 131, a w 1948 roku – 147 osób. Jak widać, najwięcej aresztowanych przypada na rok 1946, kiedy tamtejszym UB kierował Ryszard Młynarski.

Przed laty Danuta Hübner wspomniała („Wysokie Obcasy”, dodatek do „Gazety Wyborczej” z 8 czerwca 2002) o patriotycznej tradycji swojej rodziny, o ojcu, który był członkiem Armii Krajowej. Obok dodawała, że w dzieciństwie „jadła podobno same kotlety i kiełbachy bez chleba, doprawiając je czekoladami”. Tylko czy AK-owskim rodzinom tak dobrze powodziło się w powojennej Polsce?
Gwoli ścisłości Ryszard Młynarski faktycznie należał do AK i nosił pseudonim „Aleksander”, ale w jego życiu fakt ten był jedynie krótkim, kilkumiesięcznym (od października 1943 roku do maja 1944 roku) epizodem. Potem – jako członek Stronnictwa Ludowego – przez moment był związany z Batalionami Chłopskimi, by ostatecznie przejść na stronę jedynych słusznych przedstawicieli „ludowej” władzy. Poszedł – jak już pisałem – w ślady swojego ojca Józefa Młynarskiego, a dziadka Danuty Hübner. Walczył o wprowadzenie w Nisku internacjonalistycznego postępu, na którego drodze stał polski zacofany i zbrodniczy faszyzm.
Z bardziej nieprzyjemnych rzeczy w biogramach byłej pani eurokomisarz pozostało tylko jej kilkunastoletnie członkostwo w PZPR, z której wystąpiła w 1987 roku, gdyż – jak sama tłumaczyła – „do żadnej partii nigdy się nie nadawała” i „miała dość fikcji”. Z wypowiedzi Danuta Hübner można odnieść wrażenie, że jest wyłącznie bezpartyjnym fachowcem. Tylko dlaczego, w latach 1997-1998, pełniła funkcję szefowej kancelarii prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego?

W oficjalnych życiorysach Danuty Hübner i jej wypowiedziach dla polskiej i zachodniej prasy znajdziemy już tylko informacje o błyskotliwej karierze naukowej (stypendystka Fulbrighta, profesor ekonomii SGH, wykładowca wielu zachodnich uczelni), publicznej (po 1989 roku m.in. wiceminister przemysłu i handlu, szef UKIE, wysoki urzędnik ONZ i Unii Europejskiej) i wielu prestiżowych nagrodach (np. „Europejski Mąż Stanu 2003” – według brukselskiego tygodnika „European Voice”).

Ile z tego zawdzięcza ubeckiemu dziadkowi i ojcu? Za ich zbrodnicze, komunistyczne praktyki oczywiście nie odpowiada, ale rodzinną zdolność do płynięcia z prądem dziejów zachowała. Tak jak do wynikających z takiej postawy stanowisk, dających kotlety, kiełbachy i czekolady. A III RP – wzorem swojej nieodrodnej matki PRL-u – takie życiorysy promowała i promuje nadal.

Danuta Hübner stwierdziła kiedyś (w wywiadzie dla „Życia” z 14 maja 2002 roku: „polski interes narodowy jest trudny do zdefiniowania”. Czy na tych słowach bazował jej późniejszy szef – Donald Tusk, kiedy mówił, że polskość to nienormalność?

 

Spotkanie z Aleksandrą Tchórzewską, laureatką Nagrody Głównej konkursu im. Seweryna Pieniężnego

Zapraszamy na spotkanie z Aleksandrą Tchórzewską – młodą dziennikarką, tegoroczną laureatką prestiżowej nagrody konkursu dziennikarskiego im. Seweryna Pieniężnego organizowanego przez Warmińsko-Mazurski Oddział Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Olsztynie.

Spotkanie odbędzie się we wtorek, 14 listopada o godz. 11.30 w sali 31 Wydziału Humanistycznego Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Osobą prowadzą spotkanie będzie dr hab. Joanna Szydłowska prof. UWM.

Aleksandra Tchórzewska jest absolwentką filologii polskiej na Uniwersytecie Warmińsko- Mazurskim w Olsztynie oraz studiów podyplomowych z zakresu edytorstwa tekstów. W wyuczonym zawodzie – nauczycielka języka polskiego – przepracowała jednak tylko rok. Pracę w mediach rozpoczęła jako redaktorka online w grupie TVN S.A. Później przez siedem lat była dziennikarką w Grupie WM, wydawcy m.in. Gazety Olsztyńskiej i Dziennika Elbląskiego. Tam zachłysnęła się dziennikarstwem. Pasjonują ją reportaże i tematyka społeczna. Od 1 marca 2022 roku dołączyła do redakcji Hellozdrowie.pl, na łamach którego, oprócz ogólnopolskich tematów, stara się przemycać trochę Warmii.

 

TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Jak komuniści zniszczyli socjalistów

4 listopada 1948 r. przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Warszawie rozpoczął się pokazowy proces kierownictwa podziemnej PPS-WRN (Wolność – Równość – Niepodległość): Kazimierza Pużaka, Tadeusza Szturm de Sztrema, Józefa Dzięgielewskiego, Ludwika Cohna oraz Feliksa Misiorowskiego i Wiktora Krawczyka.

Sądzili: Władysław Stasica (przewodniczący), Roman Różański (skazał na śmierć co najmniej dziewięciu „wrogów ludu” – wszystkie wyroki zostały wykonane; nie mylić z Jackiem Różańskim – Józefem Goldbergiem) i Napoleon Czesnak.

Oskarżali prokuratorzy: płk Stanisław Zarakowski (naczelny prokurator wojskowy, zmarł w Warszawie w 1998 r. – mimo swojej krwawej działalności nigdy nie osądzony) i płk Oskar Karliner (inny „ludowy” oprawca – prezes Najwyższego Sądu Wojskowego).

Kazimierz Pużak, ps. „Bazyli” do winy się nie przyznał i – wbrew wielokrotnym wezwaniom przewodniczącego sądu, odmówił odpowiedzi na pytania. Zamiast samokrytyki, sala sądowa usłyszała: „W chwili, gdy stoję nad grobem, byłoby nie do uwierzenia, gdybym zmienił poglądy”.

W dniu rozprawy poprzednik „Trybuny Ludu” – „Głos Ludu” pisał: „Proces jednoczenia się ruchu robotniczego dokonuje się równolegle do innego procesu – eliminowania z ruchu robotniczego elementów spod znaku prawicy socjalistycznej, która jest agenturą burżuazji”. „Robotnik”, prasowy organ prokomunistycznej PPS, dodawał: „My, socjaliści polscy, oskarżamy Kazimierza Pużaka dodatkowo o to, że przez całą swoją działalność starał się wprząc PPS w rydwan polskiej kontrrewolucji”.

19 listopada 1948 r., mimo braków dowodów winy, Kazimierz Pużak i Tadeusz Szturm de Sztrem zostali skazani na 10 lat więzienia. Pozostali „renegaci” otrzymali niższe wyroki. Wobec wszystkich sąd ogłosił przepadek całego mienia na rzecz skarbu państwa.

„Robotnik” triumfował: „Łagodny wyrok siłą ludowego państwa”.

W rzeczywistości „ludowej władzy” chodziło o wyeliminowanie groźnego przeciwnika politycznego. Nie było już przeszkód, aby prosowiecki PPR mógł się „zjednoczyć” i zmienić nazwę na PZPR, co nastąpiło miesiąc po procesie kierownictwa PPS-WRN. Bez aresztowania i skazania Pużaka nie byłoby to możliwe.

Kazimierz Pużak do końca pozostał wierny swoim ideałom – do Bieruta, agenta Moskwy, nie napisał prośby o ułaskawienie. Według oficjalnej wersji – zmarł 30 kwietnia 1950 r. na zapalenie płuc. Współwięźniowie z Rawicza opowiadają jednak, że Pużak został zepchnięty z metalowych schodów przez strażnika, nazywanego „Grubym Jankiem” (do dziś nie udało się ustalić jego personaliów), a potem – przez ok. dwa tygodnie – nie udzielono mu pomocy lekarskiej. Miał 68 lat.

Kazimierza Pużaka, polskiego socjalistę-niepodległościowca, pochowano 5 maja 1950 r. w nocy na Starych Powązkach w Warszawie. W pogrzebie mogła uczestniczyć tylko najbliższa rodzina pod czujnym nadzorem funkcjonariuszy UB.

 

Konkurs dziennikarski o Nagrodę im. Romualda Lazarowicza

Oddział Dolnośląski SDP ogłosił drugą edycję konkursu dziennikarskiego o Nagrodę im. Romualda Lazarowicza za najlepsze prace dziennikarskie dotyczące Dolnego Śląska opublikowane w okresie od 1 IX 2021 do 30 IX 2023 roku.

Zarząd Główny SDP, który jest fundatorem nagrody pieniężnej, pragnie upamiętnić tym konkursem postać i dorobek życia wyjątkowego dziennikarza, działacza Solidarności Walczącej, twórcy i redaktora wielu pism, człowieka prawego i odważnego.

Zgodnie z regulaminem nagradzane będą prace o tematyce społecznej, gospodarczej, kulturalnej, historycznej. Można zgłaszać artykuły prasowe, audycje radiowe, telewizyjne oraz publikacje dziennikarskie zamieszczone w internecie. W konkursie może wziąć udział każdy dziennikarz będący obywatelem Polski. Termin zgłaszania prac upływa 15 listopada 2023 roku. Gorąco zachęcamy.

Regulamin konkursu oraz formularz zgłoszeniowy na stronie https://www.sdp-wroclaw.info/Konkurs-dziennikarski.htm

Zbrodnia niewyjaśniona – TADEUSZ PŁUŻAŃSKI o morderstwie ks. Jerzego Popiełuszki

27 października 1984 r. szef komunistycznego MSW Czesław Kiszczak podał nazwiska funkcjonariuszy SB uczestniczących w porwaniu księdza Jerzego Popiełuszki. Byli oni pracownikami IV Departamentu MSW: Grzegorz Piotrowski, naczelnik jednego z wydziałów, oraz dwaj funkcjonariusze departamentu: Leszek Pękala i Waldemar Chmielewski.

22 kwietnia 1985 r. komunistyczny Sąd Najwyższy utrzymał w mocy wyroki wobec Piotrowskiego, Pękali i Chmielewskiego, a także ich przełożonego Adama Pietruszki, zastępcy dyrektora IV Departamentu MSW.

Potem kara była wielokrotnie łagodzona tak, że wszyscy mordercy są od dawna na wolności. Trzeba od razu dodać, że to mordercy domniemani. Bo od lat powraca pytanie: kto i kiedy zabił kapelana Solidarności.

Według komunistycznej wersji, przedstawionej podczas procesu toruńskiego i powtarzanej następnie przez lata – nastąpiło to 19 października 1984 r. Tymczasem zwłoki niezłomnego kapłana oprawcy mieli wrzucić do Wisły sześć dni później – 25 października. W tym czasie Piotrowski, Pękala i Chmielewski już od dwóch dni przebywali w areszcie.

Prokurator Andrzej Witkowski mówi, że w sprawie pobicia ze skutkiem śmiertelnym Grzegorza Przemyka rzeczywistymi sprawcami też okazały się inne osoby, niż te, które wskazał komunistyczny resort spraw wewnętrznych. Przypomina, że już w trakcie procesu toruńskiego niemal powszechnie było wiadomo, że ława oskarżonych jest „za krótka”. Że to nie tylko funkcjonariusze Departamentu IV MSW, którzy zajmowali się zwalczaniem Kościoła (w tym najbardziej „zasłużona” w tym dziele komórka D – od słowa „dezintegracja”).
Wykonawców zbrodniczego planu było – zdaniem Witkowskiego – więcej: kto inny porwał księdza, a kto inny go zamordował. Do dziś nie zostali również ujawnieni i osądzeni inspiratorzy zabójstwa. A kto w październiku 1984 r. trzymał ster rządów w państwie? Dwaj towarzysze generałowie – Wojciech Jaruzelski i Czesław Kiszczak.

Już w 1991 r. Witkowski chciał objąć zarzutami obu czerwonych „gentlemanów” i… został nagle odsunięty od sprawy. Do śledztwa wrócił po 10 latach, w 2002 r. jako prokurator lubelskiego IPN. Po tym, jak ujawnił m.in. notatkę znalezioną w dokumentach Urzędu ds. Wyznań z sierpnia 1984 r., w której Jaruzelski polecił „wzmóc działania wobec ks. Popiełuszki”, Witkowskiego ponownie odsunięto.
Odpowiedzialność Jaruzelskiego i Kiszczaka ma podważać inna notatka, którą lata temu upublicznił historyk, prof. Andrzej Paczkowski, wskazująca jako inspiratora porwania i zabójstwa księdza Jerzego Popiełuszki innego „generała” – Mirosława Milewskiego. Radiu ZET towarzysz Milewski opowiadał: „Mogę absolutnie powiedzieć, bez cienia wątpliwości, że nigdy nikogo nie zabiłem, tym bardziej księdza jakiegoś”.

Wierzymy Milewskiemu? A czy można ufać komuniście? Pamiętajmy też, że winę zrzucali na Milewskiego Jaruzelski i Kiszczak, chcąc odsunąć od siebie jakiekolwiek podejrzenia.

Mecenas Jan Olszewski, który także zgłębił sprawę, nie miał wątpliwości, że mocodawców mordu trzeba szukać jeszcze gdzie indziej: w Moskwie, co ujął kiedyś słowami: „W moim przekonaniu nikt tutaj, zwłaszcza w MSW, nie odważyłby się zrobić czegokolwiek w sprawie ks. Jerzego co najmniej bez konsultacji, jak nie bez zaleceń stamtąd”.

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosyjscy weterani zaczynają cierpieć na „syndrom ukraiński”

Zespół stresu pourazowego, który ujawnia się u rosyjskich żołnierzy wracających z wojny na Ukrainie, nieraz prowadzi do tragicznych zdarzeń.

Wieczorem 1 października 2023 roku bojownik grupy Wagnera Wołodymyr, który przybył do swojej rodziny w Lipiecku w Rosji, wdał się w konflikt z żoną i zranił jej 4-letnią córkę. Pogotowie, które przyjechało na wezwanie, jedynie potwierdziło śmierć dziecka. 31-letni podejrzany został zatrzymany, grozi mu kara dożywocia. Jak podaje kanał Baza Telegram, podczas kłótni podejrzany brutalnie pobił żonę, a następnie w jego ręce wpadła jej czteroletnia córka z pierwszego małżeństwa. Z ustaleń śledztwa wynika, że ​​dziewczynka zmarła w wyniku uderzeń w głowę zadanych przez mężczyznę.

To nie jedyna zbrodnia popełniona przez „bohaterów” wojny rosyjskiej po powrocie do życia cywilnego. Sewastopolski serwis informacyjny ForPost pisze, że w ciągu ostatnich dwóch miesięcy doszło do kilku incydentów, gdy personel wojskowy po powrocie ze strefy działań wojennych kontynuował „walkę” w pokojowym życiu. Eksperci zauważają, że w w miarę powrotu zmobilizowanych z wojny takich przypadków będzie więcej…

Dziennikarze przytaczają inne przykłady. Latem 39-letni rosyjski żołnierz Ildar Bułatow zagroził, że zdetonuje granat na autostradzie w pobliżu Ufy. Przywódca Baszkirii Radii Chabirow osobiście uspokoił wzburzonego mężczyznę. Gubernatorowi udało się przekonać mężczyznę do poddania się. Jednak na tym historia się nie zakończyła. Kilka dni później Bułatow popełnił samobójstwo w areszcie śledczym.

Do kolejnego zdarzenia doszło w Kazaniu. Pijany mężczyzna w mundurze zaproponował dzieciom zdetonowanie granatu ogłuszającego. Chłopcy nie ryzykowali zabawy w wojnę. Ale „bohater” rzucił granat. Rozległa się eksplozja, którą było słychać w pobliskiej szkole. Okazało się, że sprawcą tego incydentu jest Kyryło Szulga, 37-letek z kryminalną przeszłością z jednostki wojskowej stacjonującej w Sewastopolu. Wcześniej był karany za rozbój, kradzież dokumentów, usiłowanie kradzieży, jazdę pod wpływem alkoholu i dwukrotnie za oszustwo. W tym roku był sądzony za rozbój.

Ostatni przypadek miał miejsce w tym miesiącu. Około północy w mieście Budonowk koło Stawropola wybuchła kłótnia między mężczyzną a gośćmi restauracji Gogol. Po pewnym czasie wyjął on granat i rzucił go pod nogi przeciwników. 4 osoby zostały ranne. Człowiekiem z granatem okazał się 23-letni chorąży z pułku śmigłowców. Kiedy siły bezpieczeństwa przyszły go zatrzymać, żołnierz otworzył drzwi i wrzucił do wejścia jeszcze dwa granaty. Przeciwko chorążemu wszczęto sprawę karną na podstawie trzech artykułów – usiłowania zabójstwa, ataku na funkcjonariusza policji i nielegalnego posiadania broni.

Inny przypadek miał miejsce latem. W jednym z apartamentowców w Rostowie nad Donem mężczyzna wyjął zawleczkę z granatu, który następnie eksplodował mu w dłoni. Okazało się, że niedawno wrócił z wojny na Ukrainie.

Psycholog Temyr Khagurov przyznaje, że „ludzie, którzy wrócili ze strefy działań wojennych, nie zawsze zachowują się odpowiednio…”. Zauważył: uczestnicy wojny „przechodzą ogromne napięcie psychiczne i stres”,  są stale w stanie pełnej mobilizacji psychicznej. „Po powrocie do spokojnego życia u niektórych osób może rozwinąć się zespół stresu pourazowego. Stąd trudności z adaptacją, powrotem do spokojnego życia” – powiedział Khagurov.

Dziennikarze zauważają, że proces opisany przez niemieckiego pisarza Ericha Marię Remarque w powieści „Droga powrotna” ma obecnie miejsce w Rosji. Książka opowiada o życiu zwykłych niemieckich żołnierzy, którzy powrócili z I wojny światowej. Z powodu traumy psychicznej nie mogą znaleźć dla siebie miejsca w spokojnym życiu i zmuszeni są szukać nowego celu. Ktoś wraca do wojska z nadzieją odzyskania poczucia „braterstwa na pierwszej linii frontu”, inni trafiają do świata przestępczego, albo do „rewolucji”, niektórzy popełniają samobójstwo.

W Rosji nie jest to nowa sytuacja, wcześniej kraj ten miał już do czynienia z „syndromem czeczeńskim”, który objawił się u wielu uczestników działań wojennych w Czeczenii. Znany był też „syndrom afgański”, który doprowadzał do zabijania ludności cywilnej, a teraz pojawia się i rozwija „syndrom ukraiński”…

Psychologowie w Rosji, aby naprawić sytuację, radzą tworzyć różne organizacje „weteranów” i angażować wracających z wojny w prace publiczne, ale nie zawsze to pomaga.

Z drugiej strony psychologowie zalecają całkowitą kontrolę nad takimi weteranami, a to już rutynowe zadanie rosyjskich służb specjalnych. Specjaliści podkreślają potrzebę prowadzenia wśród Rosjan prac nad zapobieganiem przestępstwom, jakie mogą popełniać „pracownicy frontowi”, m.in. w stanie upojenia alkoholowego i narkotykowego. W tym celu powstał już ruch społeczny „Dla bezpieczeństwa”. Jego pracownicy nie tylko rejestrują uczestników wojny, ale także prowadzą z nimi rozmowy na temat zapobiegania przestępstwom. Komisje wojskowe mają obowiązek przyjmować pokwitowania, w których „żołnierz pierwszej linii” potwierdza, że rozumie pełen stopień odpowiedzialności, w tym także karnej, jaka spadnie na niego w przypadku, gdy w życiu cywilnym zdecyduje się zdetonować granat lub zastrzelić kogoś z pistoletu karabin maszynowy. Ale w tym przypadku „pracownicy pierwszej linii”, którzy uważają się za „bohaterów”, poczują się jak „ludzie drugiej kategorii” będący pod presją kontroli. Funkcjonariusze organów ścigania zobowiązani są bowiem nie tylko do prowadzenia rozmów prewencyjnych, ale także do przeprowadzania rewizji mających na celu wykrycie nielegalnej broni automatycznej czy granatów.