STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Pamięć o zamordowanych będzie wieczna

W Domostawie koło Jarocina na Podkarpaciu w Diecezji Sandomierskiej, przy via Carpatia, między Lublinem a Rzeszowem, na wzgórzu i na okazałym cokole po wielu latach blokady rozmaitych władz i podłych ludzi – został odsłonięty pomnik „Rzeź Wołyńska” autorstwa Andrzeja Pityńskiego. Twórca to wielki polski patriota, odznaczony orderem Orła Białego, profesor rzeźby, z którego amerykańskiej pracowni wyszło dziesiątki monumentalnych dzieł rozsławiających Polaków i Polskę.

Przez kilka ostatnich lat trwała batalia, dosłownie walka o ten pomnik ufundowany przez komba­tantów polskich mieszkających w Kanadzie i USA. Patrioci w kraju i za granicą zabiegali z wielką determinacją, ale nie mogli przebić się przez podłe działania ludzi złych, głupich, obojętnych wobec wołyńskiej zbrodni. Andrzej Pityński rodem z Ulanowa z flisackiej rodziny o tradycjach partyzanckich i „Solidarnościowych”  zagroził nawet zabraniem monumentu do Ameryki.

Było wiele wyznaczonych lokalizacji. Najpierw chciano umieścić rzeźbę w pobliżu wschodnich rubieży. Potem w Jeleniej Górze, gdzie pozyskano darmowo wspaniały teren od Zabużanki. Wresz­cie zgodził się ustawić symbol męczeństwa tysięcy Polaków na kampusie toruńskim Ojciec-Dyrektor Tadeusz Rydzyk. Niestety, hierarcha prawosławny przybyły z Ukrainy przekonał miejsco­wego ordynariusza, a ten zablokował i zgodę anulowano.

Wówczas zgłosili się samorządowcy z Podkarpacia. W ich imieniu ogromną pracę organizacyjną wykonał wójt z Jarocina Zbigniew Walczak. Nagrodzony jak dotąd jedynie przez Stowarzyszenie Witolda Hulewicza. Przy decydującym głosowaniu w gminie większość radnych opowiedziała się za ustawieniem na ich terenie pomnika pamięci.  Pozostali wstrzymali się od głosu. Nikt nie był przeciwny. Zdobyto środki na budowę cokołu i zagospodarowanie terenu. Będzie to oczywiście sym­bo­liczne miejsce kultu, pamięci nieprzemijającej. Symbol zbrodni wołyńskiej, której kulminacją był dzień 11 lipca 1943 roku.

Na uroczystość przyjechało z całej Polski kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Samochody i motocykle stanęły wzdłuż dróg dojazdowych na długości kilku kilometrów od pomnikowego wzgórza. Władze lokalne spisały się wspaniale, natomiast władze wojewódzkie, krajowe i kościelne zbojkotowały uroczystość. Hańba!

Pomnik godnie stanął. Andrzej Pityński, zmarły 18 września 2020 roku nie doczekał. Ale zwyciężył w tej bitwie z ludźmi, którzy tak szybko zapomnieli o męczeństwie rodaków. Pomnik stać będzie i nie ma to nic wspólnego z wojną, z krwawiącą teraz Ukrainą. Pomagaliśmy jej bardzo i pomagać nadal będziemy. Polacy przygarnęli spontanicznie uciekinierów. Rząd natychmiast wysłał z pomocą broń.

Niestety, z wielkim zdziwieniem przyjmujemy decyzje Kijowa blokującego od wielu miesięcy pochówki  naszych rodaków pomordowanych w latach wojny na terenie Ukrainy. Ekipa prof. Krzysztofa Szwagrzyka nie może kontynuować rozpoczętych prac. To zdumiewające, niezro­zumiałe, a nawet niegodziwe. Nie po chrześcijańsku.

Dlaczego tak się dzieje? Za mała jest stanowczość z naszej strony? Czy chodzi o obawę Ukraińców że na groby będą licznie przyjeżdżać potomkowie spalonych, zakłutych, zamęczonych naszych rodaków? Ekshumacje muszą jednak być przeprowadzone. Domaganie się tego to nasz obowiązek. Jaka by nie zapanowała w Polsce władza. Te nagrobki a nawet cmentarze to nie rewizjonizm. Owszem, były to ziemie rządzone przez Polaków, ale teraz jest to kraj ukraiński, doświadczony zbrodniczą wojną. Grobów należnych pomordowanym nie należy się bać. Inaczej współpraca między naszymi krajami nie będzie możliwa. Święte prawo i obowiązek grzebać godnie zmarłych. Tego nie wolno łączyć z obecną sytuacją Ukrainy i Ukraińcy powinni to rozumieć.

 

 

Pisząc przemówienie prezydentowi USA, reżyserii filmu pt. „Polityka globalna” podjął się STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Dobre rady

Będą to moje osobiste sugestie. Dobre rady. Rady dla Pana Prezydenta Joe Bidena. Czasem człowiekowi jest trudno, bo okrutnie się zaplątał. I czasem jeden dobry pomysł może pomóc. Oto moja sugestia, nieśmiała:

Pojawi się Pan Panie Prezydencie, nagle, ale mocno promowany, przed kamerami i rzeknie:

„Głosujcie na Donalda Trumpa. Ja tak uczynię. Tak postanawiam, bo chcę by Ameryka była jednością. Zapomnijmy cośmy mówili, zapomnijmy właśnie na wybory. Potem będziemy ponownie dyskutować i krytykować. Niech świat zobaczy i usłyszy, że u nas to naprawdę America First! Liczy się każdy obywatel, ale są momenty gdy ego trzeba zostawić w domu, zamanifestować jedność. Obywatele, moi sojusznicy, zróbcie tak w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku wobec kraju. Wyciągam sojuszniczą dłoń do Donalda. Masz mój głos i apel, by tak zrobili ludzie, którzy mnie popierają, God bless you!”

  *                                 *                                 *

Trump idzie jak burza, niech wygra. Będzie to zimny prysznic m.in. dla Chin i Korei Płn. Co zrobi zwycięzca? Tego oczywiście nie wiadomo, ale będzie nowe rozdanie. I my się przy Ameryce ogrzejemy. Na pewno nie przy Niemcach i sprzyjającej po cichu Berlinowi Rosji. Chyba, że ogniem piekielnym. Nasi politycy jednak kręcą się i kłócą między sobą. A to najgłupsze co można robić.

 

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Frustracja i dylematy nauczycieli

Co robić jeśli ma się kretyńskie, antynarodowe dyspozycje z jednej strony a z drugiej strony sporu rozum i pryncypalne zasady odpowiedzialności zawodowej, obywatelskości rozszarpują nauczyciela wewnętrznie i uniemożliwiają pracę? Gdy zamieniają ci Sienkiewicza na Tokarczuk, eliminują najlepszych reportażystów zostawiając jedynie Krall. Gdy poddaje się szara masa cyniczno-tchórzliwych decydentów i chce uczyć młodzież niwecząc to, co już od wieków jest naszą wielką wartością i skutecznym orężem dla podtrzymania patriotyzmu i krzewienia wartości.

W zdecydowanie źle kojarzonych przez obywateli al. Szucha zasiada edukacyjna władza, która bełkocze coś o podstawach programowych w szkolnictwie i chce wyrzucać najwartościowsze lektury. Bo ta władza ma teraz (chwilową zresztą) władzę. Ale ona uzurpuje sobie prawo do ustalania reguł w materii najdelikatniejszej – naszej szkoły. W ostatnich dziesięcioleciach ten resort miał już na czele kilku idiotów i niedołęgów. Jedni mieszali w prawo inni w lewo.  Był na przykład spadkobierca teorii o smokach. Sam chłop wielki ale porzucił tromtadracje polityczne po prostu dla obfitego szmalu zdobywanego wszelkimi sposobami.

Bryndza. Wychowawcy, nauczyciele narodu gmach wasz przepiękny, przedwojenny. Wzorem Bohdana Pniewskiego pięknie zaprojektowany i zbudowany. Szkoda go dla tych, którzy tam teraz są. Co ma więc robić biedny belfer, który ma beznadziejne związki zawodowe kierowane przez facetów już opierzonych, otłuszczonych i miernych? Belfer musi się zdobyć na odwagę. Pytam człowieka doświadczonego w szkolnictwie, który sam w swoim czasie dużo wymyślił a potem zrobił sporo dla oświaty.

– Oni się podporządkują – mówi. Podporządkują się, bo to teraz bierna masa. Bo to już inni nauczyciele niż kiedyś. Chcą doczekać emerytury. Uważają, że ich głos się nie liczy.

Może jednak nie wszyscy są już tacy. Przecież to tysiące wykształconych ludzi. Szczególnie ci starsi. Niech uczą o obecnie modnych idolach władzy. Nie trzeba rezygnować z Krall ale dodać Kąkolewskiego, Herberta, Nowakowskiego. Ciekawe, kto przebrnie przez nudziarstwo Tokarczuk, której również prawicowi dycydenci kulturalni zafundowali miliony? A nic a np. patriocie i piłsudczykowi BohdanowiUrbankowskimu. Oczywiście werbalnie go chwalili, ale nakłady miał po pięćset egzemplarzy.

Nauczyciele ciągle mogą wiele. Mogą wykonywać rozkazy a jednocześnie przekazywać wiedzę o ważnych dziełach i pisarzach. Mogą to zrobić po prostu sprytnie. Wystarczy powiedzieć młodzieży, że to pisarz teraz zabroniony, szykanowany. Młodzież pochłonie jednym tchem te lektury (ten pomysł podsunęła mi moja żona – Ewa, długoletnia nauczycielka polskiego). „Ogniem i mieczem”, „Potop” się wam głupcy nie podobają. Nauczyciele, zaproście na lekcję reżysera Hoffmana albo Olbrychskiego  Myślę, że przyjdą. Wyświetlajcie fragmenty filmów choćby z telefonu komórkowego.

Porzucone lektury wydrukować nawet na szarym papierze. Ludzie kupią. Oczywiście nie po cenach złodziejskich, które teraz odstraszają. Żadna nawet wymuskana współczesna paniusia nie będzie rzeźbić w naszej utrwalonej od wieków literaturze. Niech wyżywają się gdzie indziej – np. na tuskowych wiecach i pochodach. Owszem może i przyjedzie ich znowu kilkaset tysięcy. Niech sobie swobodnie drepczą. Pozostaną jeszcze miliony ludzi, którzy otrząsną się z amoku. Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz a Rusek dzieci kradł i sobaczył. Ty nauczycielu swoją powinność znasz. Przetrwasz, jeśli pomyślisz i będziesz uczył uczciwie.

Rodzice już zabierają dzieci ze szkół i uczyć będą prywatnie. Z językiem polskim uda się to lekko. Ale inne przeszkody, w obronie i dla dziecka swojego rodzic pokona. Po prostu wyśmiać trzeba pomysły oświatowe, które oświatę polską niszczą. Przewracają się w grobach pisarze. Współcześni milczą. Bo to dziady, prawdziwe, nie mickiewiczowskie. Żywe trupy. Niedługo Trzaskowski odbierze im nawet chałupę. A idźcie do baraków po ZOMO nad Wisłą za mostem Gdańskim. A kysz!

 

 

Słabości polskich mediów wylicza STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Kukiełki

Wkrótce Dorota Wysocka-Schnepf wyjedzie do Rzymu, bo jej mąż będzie ambasadorem we Włoszech a nowa TVP jest nadal kadrowo ubożuchna. Owszem, widać wysiłki poszukiwawcze, ale niełatwo znaleźć fachowców. Gorliwych wprawdzie nie brak, lecz kwalifikacji nie nabiera się raz z precyzją posłuszeństwa i wyrzeczenia zasad zawodowych. 

 „Nowi” pomyślcie jednak o takich, którzy nie całkowicie wam się w pacht oddadzą. Oczywiście ci – powiedzmy „symetryści” – będą was słuchać, ale nie każde kłamstwo akceptować. Są jeszcze tacy zawodowcy na rynku, którzy nie upaprali się i nie cuchną koniunkturalizmem. Ci, którzy bardzo chcą zrobić błyskotliwą karierę wcale nie uzyskają popularności. Chyba że się opamiętają. A jeszcze szybciej, jeśli się postawią władzy. To też o pana, panie Czyż. Widać, że się pan coraz bardziej poddaje politycznym decydentom.  

 Czyż, słowiki, wróble i inne ptactwo przylatuje i odlatuje. Tak jest w telewizji zawsze. Każdy oczywiście ma nadzieję: ja się utrzymam. Otóż NIE! Rotacja jest coraz gwałtowniejsza a łaska pańska na kulawym koniu się potyka.  

 Popatrzcie na wielkiego antykomunistę Sikorskiego. Wyznaczył chłop strefę niedopuszczającą czerwonych. A teraz zrzedła mu mina. Tusk wcisnął go w kąt i nawet do niemieckiego gościa nie dopuszcza. Popatrzcie na sierotkę Marysię Hołownię, którego przodek w czasie rokoszu zebrzydowskiego rzucił się z kopią na króla Zygmunta III Wazę. Zmiótł go w okamgnieniu rycerz Chodkiewicza. Podobnie będzie teraz z pikusiami, tygryskami i innym płaczliwym dziadostwem, które Tuskowi zapewniają autorytatywną władzę.  

 Gdyby Tuskowi wyrosły Wałęsowe wąsy może przypomniałby sobie, że ma ciągle polski paszport (jestem Polakiem, rzekł przy kanclerzu niemieckim, ale to tylko są słowa). Padło teraz oskarżenie, że Ardanowski to bogacz. Podobno ma 2000 hektarów. I dobrze, że ma. Każdy kto zarobił uczciwie powinien być bogatym. Oczywiście jeśli nie ukradł a zapracował.  

 Dlaczego złodzieje w Polsce pozostają bezkarni. I kto może ich pozbawić w połowie tego, co sobie „załatwili” kombinacjami i partyjnymi układami. Wiadomo kto powinien ich namierzyć, kto oskarżyć i posadzić.  

 Teraz mamy mowę ministra czy ministerki edukacji, która chyba zwariowała i chce polską młodzież pozbawić lektury najważniejszych pisarzy. Ludzie obudźcie się. Larum grają. Tak dalej być nie może. Smutno aż strach.  

 Pozostała nam Iga. Ta dziewczyna jeszcze raduje. Piłkarzom wybaczyliśmy, bo my zawsze skorzy jesteśmy do wybaczania. Sport to zdrowie. Ale na durnotę to za słabe lekarstwo. Można jeszcze udać się do Matki Boskiej, bo media porządne kurczą się.  Jest jeszcze wprawdzie ojciec Rydzyk, Karnowscy, Sakiewicz, Radio Wnet Skowrońskiego, gdzie pracują prawdziwi dziennikarze. Jest jeszcze portal sdp.pl kierowany przez wyrzuconego właśnie z PAP Huberta Bekrychta, sekretarza generalnego SDP.  

Powielacze czas odkurzyć. W latach 1981-89 używaliśmy nawet tych z okresu wojny. Portrety zdrajców wywieszać. Głos Wolnej Polski uruchomić np. przez Paryż. Coś trzeba robić. Same werbalne protesty nie wystarczą.  Słowa, które padły z ust premiera podczas wizyty niemieckiego kanclerza to kpina i zaprzaństwo. To wszystko widać, słychać i czuć.  

 

Zmarła redaktor-lodziarka z wrocławskiego ZOO. BARBARĘ PIETKIEWICZ-TRZECIAK wspomina Stefan Truszczyński

W sobotę, 29 czerwca w wieku 78 lat odeszła Barbara Trzeciak-Pietkiewicz, dziennikarka radiowa i telewizyjna, działaczka opozycji w PRL.

Barbara Pietkiewicz-Trzeciak pracowała we wrocławskiej Telewizji Polskiej. 13 grudnia 1981 roku tak jak setki innych dziennikarzy została brutalnie wyrzucona z pracy. Grzechem była przynależność do „Solidarności”.

Ludzie telewizji, radia, prasy poszli na bruk. Po prostu won! Hunta przejęła władzę. Opowiadali się za nią wpatrzeni w Jaruzelskiego koniunkturaliści.

Naród przeżył szok. Ale to było dawno i wspomnienia o tamtych latach zacierają się. Warto jednak  jeszcze raz przypomnieć takich dziennikarzy jak Barbara. Bardzo zdolna, ambitna i popularna na Dolnym Śląsku. Ta popularność wzrosła jeszcze gdy ludzie dowiedzieli się, że redaktorka z telewizji nie załamała się.  Przeciwnie, nadal działa w „Solidarności i podziemnych mediach. Naprawdę wielki szacunek wywołała jej decyzja by zarabiać na życie jako lodziarka na terenie wrocławskiego ZOO. Ktoś się nie przestraszył i umożliwił jej pracę zarobkową. Ludzie walili do ZOO i kupowali lody od Basi. Tak było.

Ludzie uczciwi po 13 grudnia lekko nie mieli, ale przetrwali aż do czerwca 89 roku. Zahartowani i optymistyczni ruszyli do pracy w swoich zawodach po ośmiu latach przerwy.

Barbara Trzeciak szła jak burza – była redaktorką w telewizji, autorką programów, robiła wywiady z najważniejszymi ludźmi w kraju. Wróciła do swojej ukochanej Telewizji Polskiej i pełniła tam ważne funkcje. Potem budowała informacyjny Polsat. (Teraz zarządza tym działem red. Dorota Gawryluk). Ta wspaniała kobieta była bardzo dzielna i wytrwała. Niestety w życiu prywatnym walczyła nie do końca z sukcesem. Boleśnie przeżyła śmierć syna, o życie którego walczyła przez kilka lat. Potem doznała wylewu i już nie mogła wrócić do pracy. Zmarła w domu opieki kilka dni temu.

Współpracowałem z Barbarą w „Studio Solidarność”, które obejmowało ok. stu dziennikarzy w całej Polsce. To byli ludzie którzy doczekali roku 89 i w miarę uczciwych wyborów oraz rządów prawa. Zrobiliśmy setki programów co miało znaczenie dla wyborczego wyniku 4 czerwca.

Basiu – żegnamy Cię serdecznie już w coraz mniejszym gronie.

Koleżanki, koledzy ze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i mediów, w których tak intensywnie Barbara Pietkiewicz-Trzeciak działała. Bardzo dobrze pracowałaś przez wiele lat. Cześć Twojej Pamięci.

 

 

Uczestnicząc w manipulacji trzeba brać pod uwagę, to co napisał STEFAN TRUSZCZYŃSKI: „19:30” idzie złym tropem

Sztandarowy program informacyjny rządowej telewizji podąża w złym kierunku. Pierwszy przykład: spis przekroczenia kosztów przy budowie przekopu wiślanego. A przekop to sukces. Dzięki konsekwencji i dobrej organizacji prac przekop, podobnie jak tunel w Świnoujściu i inwestycje portowe w Gdyni zostały wykonane wzorowo.

Wytoczone zarzuty NIK (Marian Banaś!), że za drogo, że przekroczono planowane koszty. I tak to klepie usługowe, niestety, „19:30”. Ani słowa, że zwiększono zakres robót, ani słowa, że ten szef obecny NIK, który oskarża, sam – jak powiedział w Radiu Wnet b. minister gospodarki morskiej Marek Gróbarczyk – podpisał zgodę na finansowanie zwiększone, gdy był za to odpowiedzialny jako minister finansów. Chamska hucpa. Byle oskarżać PiS. Walka partyjna nadal trwa.

Ale dlaczego „nowe” media z nowymi młodziutkimi, ładnymi twarzyczkami w tym uczestniczą? Czy nie zdają sobie sprawy, że na starcie tracą nadzieję na wiarygodność. Jeśli już mają pomóc swoim dysponentom to nich robią to inteligentnie a nie kłamliwie z pominięciem podstawowych zasad dziennikarskich. To znaczy zawsze trzeba dać głos stronie oskarżonej.

Tego uczą na studiach, to abc zawodu. Panie Czyż chce pan zdobyć popularność i uznanie? To proszę zachowywać się profesjonalnie. Ma Pan jeszcze szanse. To się naprawdę opłaca. Oczywiście na dłuższą metę!

Poprzednia ekipa „Wiadomości” sama sobie zgotowała opinię propagandzistów. Oczywiście mogło być inaczej, bo słuszne pryncypia polityki PiS nadal pozostają aktualne: nasza suwerenność, pozbycie się wpływów Rosji, systematyczne uniezależnienie Polski od Niemiec, sprawa zbrodni smoleńskiej i wyjaśnienie wielu afer – w tym oczywistych politycznych zabójstw.

Te sprawy, programy muszą prowadzić ludzie wiarygodni. I tacy są w Polsce. Niestety wielu z nich żre się i walczy ze zwolennikami tych samych idei, a występującymi w innych partyjnych barwach.

Jak łatwo się zapomina, że była bratobójcza walka między PiS a Suwerenną Polską, że było to niezwykle szkodliwe. Gowin, którego wyeliminowała sprytna akcja Bielana. Odsunięcie ministra Ardanowskiego, pomysły futerkowe i inne to nie były przecież mądre posunięcia.

Ale dość! Teraz mamy wybrać prezydenta. To niesłychanie ważna sprawa. Czy prezes Kaczyński postąpi tak jak z kandydaturą do Unii – Saryusza-Wolskiego? Czy wręcz obrażać będzie dalej takich sojuszników jak profesor Wiesław Binienda, którego poproszono o pomoc, a potem nawet nie podziękowano za wielki wysiłek w samodzielnie prowadzonym śledztwie smoleńskim, za pracę przy udowadnianiu zbrodni. Kto to wszystko robi? Krasnoludki?

Z szacunkiem i zachowaniem godności, ale pewni ludzie z polityki muszą odejść. Taka jest naturalna kolej rzeczy. Przykładem sztuczny twór – Trzecia Droga Hołowni. Kamysz znika w sposób naturalny, ponieważ nie ma nic do zaproponowania. Jak daleko zajdzie Konfederacja, która idzie do przodu, ale – jak mówi sama – celowo wolnym krokiem? To ciekawi ludzie. I ładnie i mądrze mówią, ale liczenie, że opanują prawą stroną całkowicie jest złudne.

W tym „perspektywicznym” celowo wolnym marszu prędzej się zestarzeją, znudzą wyborcom, niż osiągną konkretną politycznie ważną pozycję. Czas nie płynie. Wszystko gna, panie Bosak. Wrzaski Braunowe, tak jak Korwinowe czy Palikotowe to skrajności zajmujące uwagę tylko przez moment. Popatrzcie na wesz na grzebieniu. Też skacze, miota się, ale i tak w końcu się ją w łeb pacnie.

Polska to nasz kraj. Zniszczono dorobek powojennych pokoleń, zmuszono do wyjazdu za chlebem ludzi tu za ciężkie pieniądze wykształconych. Ale gdy rozejrzymy się – dzięki wstąpieniu do Unii, dzięki naszym zdolnym i wykształconym pokoleniom osiągnęliśmy wiele. Teraz, niestety, dwuplemienność narodowa to radość sąsiadów. Żeby już nie mieli wrogów – konkurentów. Dziś jedna siła coraz bardziej chce zniszczyć drugą. Ta bratobójcza walka, takie „na złość mamie odmrożę sobie uszy”.

Najlepiej byłoby zmienić cały polityczny garnitur. Ale to zakotwiczone bractwo. Nie widzi zupełnie, że już nie nadąża. Krzyczeliśmy „Balcerowicz musi odejść”. I nie ma go choć długo bredził. A ten co krzyczał najbardziej zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Jest w ojczyźnie wiele rachunków krzywd. „Obca dłoń ich nie przekreśli”! Kto to ma wbić Polakom do głów? I jak to zrobić?

 

 

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Rżnięcie głupa nad przekopem

Najwyższa Izba Kontroli – to brzmi dumnie. Nie powinna postępować głupio i narażać się na śmieszność.

Obecny szef NIK jeszcze jako minister finansów podpisał zgodę na dofinansowanie inwestycji na przekop Mierzei Wiślanej. I słusznie, bo trzeba było wykonać więcej niż planowano początkowo. I wszystko to zrobiono. Przekop jest nie tylko piękny, ale będzie coraz więcej zysków przynosił. Ale to potrwa, bo nowa droga morska musi się wpisać w dotychczasowe szlaki handlowe. No i oczywiście najważniejsze jest uniezależnienie żeglugowe od „przyjaciół Moskali”. Ale Pan Banaś rżnie głupa, bo każdy pretekst jest dobry by oskarżać Kaczyńskiego.

Nienawiść to rak, cancer, niszczy ciało i duszę. Gangrena, która wykańcza miliony i ciągle skutecznego leku nie ma.

Przyznam, że kiedyś nawet imponowała mi odwaga szefa NIK. Walczył o swoje prawa i przekonania. Utrzymał stanowisko co oznaczało, że władza PiSowska nie jest jednak autorytarna. Licząc na skuteczność NIK-u w zwalczaniu zła w gospodarce morskiej napisałem do Prezesa obszerny elaborat wymieniając podstawowe zaniedbania i durne decyzje niszczące naszą Polskę morską.

Dostałem odpowiedź od urzędnika izby, że: „widzę, iż interesuje się Pan problemami gospodarki morskiej. Proszę się zgłosić do towarzystwa marynistów (emerytów), oni Panu będą pomocni”. To była kpina. I już na Filtrową nie pisałem.

Pamiętam, przed laty to było, gdy Lech Kaczyński został prezesem NIK. Brałem udział wówczas w sesji wyjazdowej Najwyższej Izby Kontroli. Wpakowano dziennikarzy do wielkiego autobusu. Po drodze – między odwiedzaniem pomorskich zakładów pracy – można było swobodnie pogadać, wysłuchać kontrolerów. Między wysokimi urzędnikami państwowymi do zadań specjalnych, a żurnalistycznym światkiem wytworzyła się atmosfera życzliwości. I sporo spraw, tematów nam przekazano.

Zapytałem wówczas jednego z dyrektorów urzędu jak się współpracuje z nowym prezesem, który przyszedł z prawicowej opcji, z ludźmi zasiadającymi na decydenckich stanowiskach od wielu lat. Pamiętam, że powiedziano mi, iż jest to dobrze rokująca, rzeczowa i otwarta współpraca. Były wśród kadry NIK obawy czy tak będzie. Lech Kaczyński ich naprawdę zaskoczył. Nie tropił komuchów, bardzo się zaangażował w codzinną pracę. Był prezesem ważnej, kontrolnej instytucji. Partyjną legitymację odłożył.

Dziś jest inaczej. Walka polityczna trwa. Buldogi złapały się zębami ze zgryzem nieotwieralnym i trzymają. A przecież tak postępować nie należy, bo jest to ze szkodą dla kraju, społeczeństwa. Zawzięty i bezkompromisowy upór to cechy ludzi małych, zakompleksionych. Sytuacja beznadziejna. Chyba, że przejedzie jakiś walec drogowy i… wyrówna.

Najwyższa Izba Kontroli – to brzmi dumnie. Nie powinna postępować głupio i narażać się na śmieszność.

 

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Plasterki

Chłop orze i zbiera w pocie czoła. Ale najwięcej zarabia pośrednik. Producentów łupie się podatkami, a to przecież oni ryzykują, wkładają własne pieniądze, podejmują działalność gospodarczą, zatrudniają ludzi do pracy.

– Plasterkami ich powycinamy – zdecydował minister od mediów i wyjechał do Brukseli.

I tak się dzieje. Idą szeregiem na rzeź choć nowa władza następców nie przygotowała. Telewizja, radio, a teraz PAP. Nikt z nikim nie rozmawia. Nikt nie patrzy ile człowiek – dziennikarz przepracował lat. Związki zawodowe, stowarzyszenia zawodowe – nikt z ich głosem się nie liczy.

PiS, który ciągle jeszcze wierzy, że zwyciężą demokratyczne zasady gry, PiS, któremu w sposób bezczelny i bezsensowny wmawia się kolaboranctwo z Moskwą – czeka.

Ciekawe z czego mają żyć ci wyrzuceni bezpodstawnie i brutalnie. Jakie sądy, jacy sędziowie mają rozpatrywać ich słuszne pretensje. Bardak ogólny za chwilę osiągnie niebywały poziom. I będzie wszystko jedno kto co mówi i obiecuje. Ludzie po prostu przestaną słuchać kogokolwiek.

Władza z tego co zrobiła w – prawie, rolnictwie, mediach, „zielonym ładzie”, atomistyce, lotnictwie cywilnym, zakupach czołgowych, bredniach o wschodnim murze obronnym – się nie wygrzebie.

Tzw. decydenci najchętniej spieprzyliby na plaże. Pieniądze na życie wygodne sobie zapewnili. Teraz tylko położyć się na złotym, ciepłym piasku np. w Chałupach i drzemać z szumem bałtyckich fal w uszach. Złodzieje balcerowiczowscy pozbawili nas własności środków produkcji. Obywatelka ministra Nowacka chce nam odgryźć kawałek historii Polski – Pileckiego, Eugeniusza Kwiatkowskiego, COP i Gdynię. Ze zdesperowanych rolników, przewoźników transportowych władza śmieje się w kułak – a ujeżdżajcie sobie Polskę wzdłuż i wszerz. Przyjeżdżajcie do stolicy z krańców kraju. Teraz na ulicach jest dość luźno, pusto bo coraz więcej wypasionych bryk wyjeżdża z miasta.

Biedne, naiwne chłopaki skomlicie u pańskiej klamki. A przecież głosowaliście na tę władzę. Najwięcej głosów dostał pan Budka, ponad 300 tysięcy. Widziały gały co brały!

Po przyjęciu do Unii Ukraina stanie się zagrożeniem dla polskiego rolnictwa, a nasze płody rolne będą magazynowane w niemieckich silosach. Zysk zawsze odnotowują pośrednicy. Nie tylko zagraniczni, bo i krajowi. Nie baczą co ważne dla producentów. Są bezkarni. Podano do publicznej wiadomości, że aż 500 podmiotów nielegalnie sprowadziło miliony ton zboża z Ukrainy i Rosji. Ale nie dowiedzieliśmy się kto to był, kto nadal to robi. Ministrowi rolnictwa, który podał w pierwszych dniach urzędowania tę informację zamknięto twarz a potem odebrano stanowisko. Jacy ludzie zrobili przekręt – nie wiemy. Zresztą przekręt ten trwa nadal. Magazynów na ukraińskie zboże nie buduje się i nie zanosi się, że będą budowane. Podobnie jest ze sprowadzanym do Polski węglem. Przy gdyńskim nabrzeżu węglowym i porcie północnym w Gdańsku raz po raz pojawiają się jakieś tajemnicze jednostki przywożące do Polski węgiel – 500, tysiąc ton. Kto zawiaduje tym biznesem?

Nie ma nadal rzetelnej informacji reporterskiej. Obrazki pokazujące transporty zboża, transporty węgla nie istnieją w telewizji.

Chłop orze i zbiera w pocie czoła. Ale najwięcej zarabia pośrednik. Producentów łupie się podatkami, a to przecież oni ryzykują, wkładają własne pieniądze, podejmują działalność gospodarczą, zatrudniają ludzi do pracy. Winduje się składkę zdrowotną. Władza testuje jak długo klasa średnia wytrzyma. Natomiast hasło „raje podatkowe” to święta krowa zmowy międzynarodowej. Polska w tej zmowie uczestniczy. Kolejne rządy w tej sprawie nic nie zrobiły i nie robią. Podporządkowują się kapitałowi międzynarodowemu.

Węzeł gordyjsci – splot niemocy i niedołęstwa. Coraz większy bełkot prawniczy, „tumiwisizm” i obojętność.

Quo vadis Polonio?

Brukselskim korytarzem w Unii Europejskiej wędrują w jedną stronę rządek euroentuzjastów, a w drugą stronę ludzie, którzy chcą Polski bronić. Z jednej strony prowadzi Budka, a drugą Szydło. Mijają się i nawet nie patrzą na siebie. Ale za chwilę na sali plenarnej zawarczą. Obie nienawistne strony będą dawały popis przed Europą. Oni nie będą współpracować. Oni tam będą kontynuować walkę podjętą w Polsce. Do żadnej współpracy nie dojdzie. Będzie rzeczywiście tak to powiedział jeden z proroków platformerskich „… i kamieni kupa”.

Jak ten lot ku przepaści opanować? Jak zatrzymać niszczenie Polski w kraju i za granicą?

 

STEFAN TRUSZCZYŃSKI w obronie sekretarza generalnego SDP red. Huberta Bekrychta

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w ubiegłym tygodniu wystosowało protest przeciwko dyscyplinarnemu zwolnieniu redaktora Huberta Bekrychta, sekretarza generalnego SDP, z pracy w Polskiej Agencji Prasowej z powodu rzekomego ciężkiego naruszenia „podstawowych obowiązków pracowniczych” (pisaliśmy o tym TUTAJ). Głos w tej sprawie zabrał również wieloletni dziennikarz i publicysta, zasłużony członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich STEFAN TRUSZCZYŃSKI. 

Ja również wyrażam zdecydowany protest przeciwko drastycznym, zupełnie nieuzasadnionym zarzutom wobec red. Huberta Bekrychta. Musimy coś konkretnego zrobić jako środowisko SDP przeciwko tej bezwzględnej akcji zemsty wobec uczciwych dziennikarzy. To co się dzieje to początek drogi rozwalenia środowiska i jego struktur. Nie wolno mieć złudzeń, że akcja będzie zaprzestana. Teraz już decydenci medialni w ogóle się nie wysilają by przedstawiać jakiekolwiek dowody popierające bezpodstawne zarzuty. Protestuję i namawiam kolegów do wyrażania opinii zdecydowanie i publicznie. 

Stefan Truszczyński, publicysta i reporter z prawie 60-letnim stażem i takimż uczestnictwem jako członek SDP

PS. Redaktor Hubert Bekrycht jest również działaczem międzynarodowych organizacji dziennikarskich, uczestnikiem obrad i akcji IFJ, EFJ. Należy również tam skierować protest przeciwko bezprawnemu zwolnieniu go z pracy.

 

O podziałach i o sztuce wywiadu bez zaciśniętych ust pisze STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Rozmawiajmy

Rowu nie zasypiemy. Zbudujmy przynajmniej kładkę. Czy narodowa rozmowa się rozwija? Chyba tak, acz powoli i ze zgrzytami. Jednak innego wyjścia nie ma. Inaczej się pozabijamy.

„19:30” uśmiecha się nowymi ładnymi buziami. Kilka rozmów jej reprezentantek nieco dobrze rokowało. Przybył więc do „ich” studia weteran Ryszard Czarnecki. Pracowity i odważny chłop. Wydawało się po kilku poprzednich wywiadach, że pani Dorota Wysocka-Schnepf zrozumiała na czym polega uczciwy wywiad z przeciwnikiem politycznym. Otóż pytać trzeba rzeczowo o najważniejsze sprawy, ale bez emocji. Można drążyć lecz nie powinno się wiercić dziury w brzuchu pacjentowi poddającemu się operacji dobrowolnie. To trudne jeśli przystępuje się do dzieła z zaciśniętymi zębami i z góry założoną tezą: to zły człowiek, trzeba go nie tylko pytać, ale i pokonać. Robienie wywiadu wcale nie jest łatwe.

Każdy ma jakieś grzechy na sumieniu. Są sprawy nie do końca wyjaśnione. Ale jeśli pytany odpowiada, przedstawia swoją wersję wydarzeń raz i drugi to powtarzanie tych samych, tak samo, zarzutów staje się nachalnym błędem. Nie posuwa sprawy naprzód, nic nie wyjaśnia. Czy europoseł, delegat z Polski, Ryszard Czarnecki oszukiwał przy rozliczaniu delegacji służbowych? Z rozmowy wynikało, że ostatecznie z księgowością, a więc i prawem wszystko zostało wyjaśnione, dyskusyjna kwota zwrócona. Wina przestała więc być winą. Jeśli był to tylko błąd to i kara winna być proporcjonalna.

Facet przychodzi do raczej nieprzyjaznej telewizji, zgadza się na rozmowę na żywo. Odpowiada na pytania. Na wszystkie. Gdy się uporczywie powtarzają te same zarzuty mówi pojednawczo, że wierzy, iż to nie jest polityczny atak dziennikarki, ale zalecenie jej dysponentów. I trudno tego nie podejrzewać. Szkoda, że Wysocka-Schnepf uległa.

Ale próbujmy dalej. Telewizja jest świetnym miejscem do konfrontacji. Jednak to społeczeństwo, widzowie są od rozstrzygania. Cały ten cyrk jest po to by ludzi przekonać. Nie wmówić, nie robić wody z mózgu, ale siłą argumentu pozyskać. Oczywiście wiele zależy od dziennikarza.

Szymon Hołownia, niedawno jeszcze dziennikarz, też nawołuje. Ale to dzieje się tylko werbalnie. Jego koalicjanci w tym samym czasie głoszą piramidalne absurdy. Kto to wymyślił, kto doradza? Kto promuje tak usilnie Tomasza Piątka? Dziennikarz powinien pytać dociekliwie, ale tylko pytać i wtedy nie ma miejsca na chamską, prymitywną propagandę. Dziennikarz powinien o tym pamiętać we własnym interesie. Dysponenci się zmieniają. A ludzie mają jednak dobrą pamięć. Inaczej będzie jak w filmie Bergmana „Ona tańczyła jedno lato”.

Nie pracujemy dla polityków. Pamiętajmy o tym. W telewizji widać to wyraźnie. Młodzież chce się dostać do studia, do radia, telewizji. Chce bardzo dorwać się do mikrofonu, stanąć przed kamerą. Ale łatwiej to osiągnąć – niż utrzymać.

Mówi się: etyka, uczciwość, prawda. I tak jest. To są prawdziwe wartości. Kłamstwo, koniunkturalne tchórzostwo zawsze wyjdzie na jaw. Nie przykryje tego ani uroda ani spryt. Owszem, trudne, ale tylko takie postępowanie to prawdziwa wygrana w zawodzie żurnalisty. Prawdą i odwagą zło zwyciężaj!

 

 

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Pampersoniada odrodzona

Nowa władza już sobie wybrała medialnych decydentów. Są na próbę. Nie podskoczą. Bo ze stołka w mig zeskoczą. Tak było, jest i będzie – ktoś powie. A przecież nie powinno.

W latach 90. pampersowy nalot zniszczył Telewizję Polską. Na odchodnym ówczesny prezes Wiesław Walendziak zafundował swoim faworytom wielosetysięczne odprawy. Łaskawca. Nie bacząc na ich bardzo krótkotrwały i obniżający poziom firmy pod każdym względem wysiłek pracowniczy. Beneficjenci oczywiście chętnie zupełnie nie zasłużone pieniądze wzięli i rozpierzchli się. Pokrzyczano trochę na to marnotrastwo państwowego grosza. I tyle. Kolejna afera przykryła tamtą. Tak się zawsze dzieje. Forsy nikt nie zwrócił.

Pampers główny poszedł do rządu, gdzie się natychmiast pożarł ze swoim konkurentem (wicepremierem!). Wreszcie obraził się na… politykę i oddał się potężnemu wówczas oligarchowi. Oni łowią takich ze względu na kontakty, wiedzę państwową. Oczywiście liczą się też niekwestionowane zdolności. A ponieważ dziś coraz młodsi są rzeczywiście coraz zdolniejsi i coraz lepiej wykształceni to wymiana usług – poddaństwo całkowite za wynagrodzenie niedostępne nawet najzdolniejszym szaraczkom.

Obyśmy mieli jak najwięcej zdolnych. Byle nie zdolnych do wszystkiego. Kiedyś dziennikarstwo, przyciśnięte butem partyjnej wszechwładzy miotało się i starało, głównie w reportażach, przemycać to co było ocenzurowane, zabronione. Slalom, gra z biurem prasy KC – w tym uczestniczyli wszyscy i decydenci z różnych poziomów zarządzania i wyrobnicy – publicyści i reporterzy.

I nagle dzięki – Panu Bogu i Solidarności – wybuchła wolność słowa. I mamy ją. Tyle, że niektórym ona wcale nie jest potrzebna. Wędrują – raczej do piekła niż do nieba – poprzez niby dziennikarstwo, ale pojmowane sekciarsko i równie służalczo jak to przed 4 czerwca 1989 roku. Przedtem Pan siedział w Białym Domu (to ten, który stoi za pomnikiem generała de Gaulla). Dziś decydentów jest dwóch (bo innym się tylko wydaje). Platforma sprytem (zdolnością koalicyjną) wygrała i coraz bardziej demonstruje kanibalistyczne zasady rządzenia. Gdyby w ramach zapraszania do kraju przyjąć ludożerców natychmiast zapisaliby się do PO.

Nowa władza już sobie wybrała medialnych decydentów. Są na próbę. Nie podskoczą. Bo ze stołka w mig zeskoczą. Tak było, jest i będzie – ktoś powie. A przecież nie powinno. Dziennikarze to jednak inteligencja. I często mówią o etyce. Gdyby naprawdę w środowisku obowiązywała… pomarzyć można!

Nowi decydenci dzielą się na likwidatorów (tego co jeszcze ledwo dycha) i prezesów-redaktorów naczelnych (oczywiście też podobno bardzo zdolnych – tyle, że jeszcze nic nie zdążyli napisać ani nakręcić wspaniałych dzieł, ale gdy zarobią – na pewno to zrobią).

Wróćmy do TVP. Coś mi się jednak wydaje, że wszystko zmierza do likwidacji państwowej Telewizji Polskiej. W tajnych planach ma pozostać najwyraźniej kadłubek: rozrywka – film, teatr, evergreen szmira, sport i prognoza pogody.

Na Woronicza nowi geniusze to likwidator Daniel Gorgosz i dyrektor generalny spółki Tomasz Sygut. Dokonań nie mają. Na wspólnym zdjęciu – zamieszczonym w tygodniku „Sieci” nie wyglądają powalająco. Ale przecież to jeszcze niczego nie przesądza. Czytam o nich tekst napisany przez publicystę tygodnika Marka Pyzę. Oto dwa cytaty: o pracy – „(…) bezpośredni przełożeni się zbuntowali i oświadczyli Gorgoszowi, że nie będą dłużej poświadczać nieprawdy w dokumentach, zatwierdzając sfałszowane listy obecności”; o kłopotach z prawem – „(…) sądy obu in stwierdziły że wyrzucenie Gorgosza z pracy w TVP było uzasadnione, bo ten dopuścił się ciężkiego naruszenia podstawowych obowiązków pracowniczych i narażenia pracodawcy na szkodę majątkową”.

Barłomiej Sienkiewicz zrobił swoje. Za chwilę prawdopodobnie dostanie tłustą nagrodę. Nowi decydenci w TVP też długo nie zabawią. Ciekawe co będzie nagrodą za wyrzucanie z pracy, zupełnie bez uzasadnienia, dziesiątek ludzi. Co czuje gość, który dostaje władzę niszczenia ludziom życia w imię partyjnych rozgrywek, nie bacząc że nikt nie wie co po zburzeniu ma być zbudowane.

Konkursy na decydentów medialnych to z reguły lipa. I jeśli nawet pokazywane były w telewizji to zła jakość transmisji utrudniała ich śledzenie i zniechęcała do obserwowania. Świeżo upieczonym decydentom słoma jeszcze z butów wystaje. I zapewne uczyć się będą na błędach. Jak to u nas w zwyczaju. Władza już tak ma, że miast eksperymentować najpierw na szczurach robi to sadystycznie na ludziach.

Ostatnio darmowo dostępny cyrk publiczny to sejmowe komisje. Straszno i śmieszno. Niestety płakać się chce. Małpa z brzytwą – niebezpieczna rzecz. Mówi się, że jak facetowi coś nie idzie to się sroży i próbuje wyżywać na innych Boguducha winnych. Marszałek apeluje o złagodzenie. Ale nie bardzo mu idzie. Trzecia Droga zamienia się w peryferyjną ścieżynkę, na której łatwo w coś nieprzyjemnego wdepnąć.

TVP i TVN walczyły o widza. Teraz ta sama łapka nimi kieruje. I tak Wiertnicza to teraz prawdziwa rywalka Woronicza. Skoro obie stacje klepią to samo korzysta Polsat no i Republika. Wszystkich nie da się śledzić. Trzeba wybierać. Czy neopampersów TVP, czy coraz bardziej podtatusiałych uczniów Mariusza Waltera.

Najwłaściwiej byłoby wybrać ludzi czytając co napisali. Bo jednak żeby coś napisać najpierw trzeba coś samemu wiedzieć. Nowi likwidatorzy i prezesi dorobku nie mają. Nie wiemy co myślą o ważnych sprawach, jakie mają poglądy. Ale nominacje mają. I tak to się kręci. A dość łatwo można by było to zmienić stawiając kandydatów przed kamerami. Ważne by zwolenników PiS odpytywali Koalicjanci, a PO – np. redaktorzy Republiki.

Na władzę nie poradzę – mówi cwaniaczek złodziejaszek z filmu Machulskiego. Władza instalowała sobie zawsze własnych spowiedników, bo obcym bała się spowiadać. Zresztą kto wierzy w Boga, a kto tylko bije się w piersi koniunkturalnie – trudno być pewnym. Jest jak jest. Tylko Bozia wie.

Koty nie lubią gdy ciągnąć je za ogon. Odwracanie kota ogonem jest jednak modne. Zgrzytamy zębami, ale nie za mocno z obawy żeby nam nie wypadły. I tak kłamstwo powtarzane jest tysiąckroć. Może choć troche się przyjmie.

Gorgosz i Sygut mają kupę do zrobienia. Wylecieć z TVP – w końcu wylecą. Ciekawe czy wyniosą wówczas większe torby niż walendziakowi?

 

 

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Baby, ach te baby

Jako żurnalista wiem, widzę i słyszę, że mamy już wiele pań – koleżanek po fachu, które są lepsze zawodowo od męskich mazgajów i leni.

Ostatni mężczyzna – Prezydent Polski – zejdzie (ze sceny) za rok. I co dalej? Kto ma być Głową Państwa, a właściwie „półgłową”, bo u nas kompetencje władzy podzielone – zazębia się rządzenie z reprezentowaniem.

Wrócimy do kwestii KTO, bo do terminu wybierania coraz bliżej. On? A może Ona? Zamiast Pierwszej Damy, będziemy mieli Pierwszego Gentelmana (oby!) obok Pani Prezydent.

Śpiewano: „baby, ach te baby można by łyżkami jeść”. A tu okazuje się, że to nie my – je, ale one nas połkną żywcem „bez popitki”.

Bliższa koszula ciału, więc zacznę od żurnalistki. Spójrzmy jakie mamy panie, a jakich panów wśród dziennikarzy. Aktywne i wyróżniające się dziennikarki to Dorota Łosiewicz z „Sieci”, Aleksandra Jakubowska, nawrócona politycznie (choć mało kto wie, że do kościoła w Podkowie Leśnej – tam mieszka – chodziła zawsze co niedzielę). Następne panie to ortodoksyjna Marzena Nykiel, poliglotka Aleksandra Rybińska, energetyczna i wojskowa Teresa Wójcik, postrach polityków Monika Olejnik i ostatnio przebijająca się, i dobrze przygotowana do rozmów, Dorota Wysocka-Schnepf, Justyna Dobrosz-Oracz bardzo najeżona na zapraszanych gości, choć ostatnio najwyraźniej przymuszona do uśmiechania się zza fryzurowej zasłony.

Z facetami jest gorzej. Rozwój i uspokojenie widzimy u Klarenbacha. Siłę argumentów, ale i ograniczone możliwości komunikowania się ze społeczeństwem – to bracia Karnowscy. Ucichł trochę Ziemkiewicz, Janecki – wiedza, ale używana jednostronnie, Warzecha – słuchany z uwagą, Pyza – odważny i obiecujący. Lisicki – erudyta, autor wspaniałych książek, czasem jednak nieprzewidywalny (napadł na profesora Kieżuna). Szkoda, że Zaremba funkcjonuje już tylko w kulturze, a Skwieciński poszedł w ambasadory.

Jest jeszcze sporo klezmerów żurnalistyki i gadaczy. Niestety mnogość nie przechodzi w jakość. Wśród zdecydowanie jednostronnie zaangażowanych politycznie można by wymienić wielu. Np. Rachonia, który ma naturalne wspaniałe warunki, nie jest niemotą językową (co u nas wśród dziennikarzy powszechne, angielski znają „z widzenia”). No ale Lis też był urodziwy jak Redford, ale kończy dość marnie. Lubiany, temperamentny i bardzo telewizyjny był też Durczok. Szkoda go.

Na koniec zostawiłem sobie prawdziwie wschodzącą gwiazdę. To Dorota Gawryluk. Oglądałem niedawno prowadzoną przez tą panią w TV dyskusję o wojskowości i zagrożeniach wojennych. Zaprosiła specjalistów wszystkich stron politycznych. Prowadząca była rzeczowa, wykazywała się znajomością tematu, a dyskutanci nie tylko grzeczni, ale i ciekawie przedstawiający opinie. Po prostu kultura i profesjonalizm. Lewicowy generał zwykle dość agresywny – był spokojny i sympatyczny. Naukowiec – bardzo zwięzły w wywodach i zrozumiały. Inni też OK. Można było się wiele dowiedzieć , bez wrzasków, połajanek i klepania „ja panu nie przerywałem”.

Muzyka łagodzi obyczaje, a pani Dorota panuje w studiu. Może więc i zapanowałaby nad codziennym tumultem i wrzaskami, wzajemnym obrażaniem się polityków: „pan jest niemieckim agentem”, „pan – putinowcem”. I leci to w nasze uszy. Wstyd i głupio. Z krzyżówki Tusk-Kaczyński zrównoważonych młodych na pewno nie będzie.

Może zamiast taśmowo całować kobiety po rękach, bo to taki nasz ponoć obyczaj rycerski, traktujmy je rzeczywiście jak partnera. Po pierwsze płaćmy tyle co facetom, nie wtrącajmy się zbyt głęboko w to co kobiece i tak jak one nam, my-im wybaczajmy drobne pomyłki a nawet grzeszki.

Zresztą kobieta Prezydentem to dziś nie taka znowu sensacja. Jako żurnalista wiem, widzę i słyszę, że mamy już wiele pań – koleżanek po fachu, które są lepsze zawodowo od męskich mazgajów i leni. Danuta Rinn dawno już szukała: „gdzie te chłopy”.

Dorota Gawryluk dziś z Polsatu, a może jutro z Belwederu. Pierwsza już nie tylko dama, a Pani Prezydent! Jeśli spojrzymy wstecz i przypatrzymy się, dziś już z dystansu, naszym „głowom” państwa, to chyba w zachwyt nie wpadniemy. Ileż razy przyszło się wstydzić, a i napatrzeć też nie było na co. Wyobraźmy sobie jak będą – chcieli czy musieli – zachowywać przy niej męskie odpowiedniki. Wysoka, zgrabna, gustownie ubrana i uczesana. Ma trening w mówieniu. Dykcja OK. Uśmiech kiedy trzeba bez sztuczności i nienachalnie.

Pan Zygmunt Solorz oczywiście się ucieszy, ale nie sądzę by zyskał coś w nowym układzie hierarchicznym. Była – redaktorką, a zostanie decydentką. Da sobie radę!

Ludziska! Wyborcy wcale tak bardzo nie ryzykujecie. Może coś się w naszym kochanym kraju zmieni!

P.S. Sugerując tak wysoki awans dziennikarki: Gawryluk jako nasza Margarert Thatcher to szansa na sukces. Pani Dorota prowadząc często programy telewizyjne daje się dość „dogłębnie” poznać szerokiej, bardzo szerokiej publiczności, a więc wyborcom. Jej rywale takich warunków zaprezentowania siebie nie będą mieli. Oczywiście na jakiś czas przed wyborami musiałaby zawiesić telewizyjną aktywność. A to i tak około roku byłaby oko w oko z widzami-wyborcami. Już samo zadawanie pytań sporo mówi o pytającym. Kandydatka zostałaby prześwietlona jak mało kto. Żadne służby nie zrobiłyby tego lepiej.

A więc?