Czy jest możliwa „Polska Stasiaka”? Spotkanie autorskie Wiktora Świetlika

25 listopada w Instytucie Europejskim w Łodzi, ul. Piotrkowska 262/264, o godz. 18.30 odbędzie się spotkanie autorskie Wiktora Świetlika poświęcone jego najnowszej książce „Polska Stasiaka”.

„Nie ma Rzeczypospolitej bez obywateli, ale nie będzie ona także mieć się dobrze, kiedy nie pracują dla niej dobrzy urzędnicy. Tacy, którzy rozumieją – jak ujął to mistrz Wincenty – iż >Rzeczpospolita jest jakby podopieczną<. Taką, która wymaga służby: wiernej, kompetentnej, nieoglądającej się za nagrodami ani korzyściami własnymi, ale za dobrem wspólnym. W tej książce zobaczyć można portret człowieka, który w ten właśnie sposób Rzeczpospolitą traktował, I dziwił się i ubolewał, kiedy widział, że inni tego nie robią. Ale nie upadał na duchu, nie wyklinał, tylko zachęcał, przekonywał – że dobrze jest pracować dla Polski – napisał we wstępie do „Polski Stasiaka” prof. Andrzej Nowak.

Ale książka Wiktora Świetlika  to nie tylko opowieść o wybitnym polskim urzędniku państwowym, który zginał tragicznie w katastrofie smoleńskiej, ale także próba refleksji nad polityką. Czy w obecnych czasach jest możliwy do zrealizowania ideał „Polski Stasiaka”? – na ten temat autor książki będzie chciał m.in. porozmawiać podczas spotkania w Łodzi.

Wiktor Świetlik to dziennikarz, publicysta i nauczyciel akademicki. Były dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP i radiowej Trójki. Współzałożyciel Instytutu Staszica. Autor książki „Bronisław Komorowski. Pierwsza niezależna biografia”.

opr. jka

 

 

Premiera nowej książki publicysty Rafała Ziemkiewicza

We wtorek, 25 października o godz. 18.30 w warszawskim klubie Hybrydy obędzie się dyskusja z okazji wydania nowej książki Rafała Ziemkiewicza „Wielka Polska”.

O postawionych w niej tezach rozmawiać będą szefowie czterech think tanków: Tomasz Wróblewski (Warsaw Enterprise Institute), Bartek Radziejewski (Nowa Konfederacja) Piotr Trudnowski (Klub Jagielloński) oraz Kacper Kita (Nowy Ład). Spotkanie poprowadzi Rafał Otoka
Frąckiewicz.

Streaming wydarzenia będzie dostępny na blogpress.pl.

Nowe numery „Forum Dziennikarzy”

Ukazały się dwa numery czasopisma wydawanego przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich „Forum Dziennikarzy”.  E-wydania można bezpłatnie pobrać na naszym portalu. Zapraszamy do lektury.

Numer 2(146)/2022 TUTAJ.

Numer 1(145)/2022 TUTAJ.

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury

Spektakl kabaretowy „Co Pan wyprawia…?” w Domu Dziennikarza na Foksal

29 października o godz. 18 zapraszamy do Domu Dziennikarza przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie na spektakl kabaretowy „Co Pan wyprawia…?”. Wstęp bezpłatny.

Spektakl „Co Pan wyprawia…? – opowiada o aktorce-dziennikarce (Teresa Gałczyńska), która postanawia zostawić swoje dotychczasowe zajęcia i od razu zostać gwiazdą. W tym celu chce zatrudnić menagera-impresaria, który załatwi jej kontrakt w Hollywood. Miał się pojawić na jej występie estradowym,
ale w miejsce managera, niespodziewanie pojawia się na scenie jej
kolega z serialu – Pan Bronek (Roman Szczeblewski). On również szuka pracy i postanowił wykorzystać swoje umiejętności cyrkowe na estradzie. Nie wszystko mu wychodzi, ale skutecznie nie daje się zepchnąć na plan drugi – z czego wynika wiele zabawnych sytuacji…

Więcej informacji o spektaklu i artystach TUTAJ.

 

 

O 17 stopniach, ale nie zasilania, pisze CEZARY KRYSZTOPA: Żryjcie dorsze

W 1989 roku, kiedy upadał PRL i żyliśmy w przekonaniu, że „nastała wolność” (niby był już Okrągły Stół, a ciągle mordowano księży, niby miała być „demokracja” a rządzić mieli uzgodnieni przy Okrągłym Stole, na wszelki wypadek asekurowani przez nadzwyczajną kastę), miałem 15 lat i byłem na etapie jarania się tym, że starszy kolega pożyczył mi gazetki Solidarności Walczącej. No, ale coś tam z tego PRL pamiętam.

Tzw. „bezmięsne poniedziałki” (później gdzieniegdzie wtorki a w gastronomii w środy) znam jedynie z opowiadań rodziców. Ot, wobec permanentnych problemów z zaopatrzeniem w mięso, władza usiłowała przekonać obywateli, że po rzekomo sutym niedzielnym obiedzie, nic się nie stanie, jeśli w poniedziałek nie będą jedli mięsa i w ten sposób popyt spadnie i wszystkim wystarczy. Nie wystarczyło.

Dlatego (kto to jeszcze pamięta?) pojawił się pomysł na to, żeby mięso zastąpić krylem, skorupiakiem podobnym do krewetki, który nawet zaczęto odławiać, ale PRL, ówczesna „dziesiąta potęga gospodarcza świata” nie poradził sobie z technologicznym oddzielaniem skorupek od reszty. W końcu popularność pośród Polaków zdobyło hasło naśladujące PRL-owską propagandę – „Żryjcie dorsze, g.wno gorsze”. Ryby akurat były wtedy rzeczywiście łatwiej dostępne, a dorsz był uważany za rybę pospolitą i nieszczególnie poważany.

Nie mam powodu, żeby nie wierzyć minister Annie Moskwie, że utrzymuje w domu temperaturę 17 stopni. Skoro tak mówi to tak widać jest, ale kiedy mówi, że „taka temperatura jest zdrowa dla organizmu”, to zaraz przypominają mi się te zabawne z perspektywy czasu powiedzonka z okresu PRL i odnoszę dziwne wrażenie, że wcale nie idzie tu o moje zdrowie. A przed sezonem grzewczym ma jeszcze ruszyć rządowa kampania mająca nakłaniać Polaków do oszczędzania na ogrzewaniu.

Rozumiem rozwiązania systemowe. Zamrożenie cen prądu do jakiegoś poziomu zużycia. Świetna myśl Rafała Ziemkiewicza, który zwrócił uwagę na to, że gdyby ludzie rozumieli zależność pomiędzy zużyciem prądu a kwotami, które za niego płacą, zapewne natychmiast wyciągnęliby nieużywane ładowarki z gniazdek i zgasili zbędne światło. W tej chwili tego nie robią, bo system opłat za prąd zbudowany na jakichś magicznych prognozach i wzorach matematycznych, których bez doktoranckich studiów z matematyki nie da się zrozumieć, powoduje, że nikt normalny tej zależności nie rozumie. Abstrahuję już od patologii „rozwiązań unijnych” opierających się na celowym podnoszeniu cen wszystkiego, bo to temat na oddzielny tekst.

Tak czy siak, chyba rzadko w historii zdarzyło się politykowi namówić obywateli do oszczędzania poprzez nawijanie mu makaronu na uszy, że „to dla jego zdrowia”. Zamiast zamierzonego efektu może sprowokować niewygodne dla siebie skojarzenia.

OSTATNIE DWA MIEJSCA na pielgrzymkę dziennikarzy do Sanktuarium Maryjnego w Gietrzwałdzie

Zostały już tylko dwa ostanie miejsca na pielgrzymkę dziennikarzy do Gietrzwałdu. Chętni mogą się zgłaszać pod numerem telefonu 500 242 770.

Pielgrzymkę autokarową do Gietrzwałdu Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, organizuje w dniach 14 – 16 października 2022 r.  z inicjatywy prezesa Oddziału Warmińsko-Mazurskiego Grzegorza Radzickiego.

Gietrzwałd to piękna miejscowość na Warmii, w której w 1877 roku, na przykościelnym klonie dwóm dziewczynkom objawiła się Matka Boża. Jest to jedyne w Polsce objawienie maryjne uznane przez Kościół. W miejscu tego wydarzenia stoi dziś kapliczka, obok jest kościół, w którym znajduje się łaskami słynący obraz Matki Bożej. Malownicza, porośnięta drzewami alejka prowadzi do źródełka, które pobłogosławiła Maryja w czasie objawień. Istnieje wiele świadectw mówiących o cudownych uzdrowieniach po użyciu płynącej w nim wody.  Zaraz za kapliczką ze źródełkiem rozpoczyna się Droga Krzyżowa, pięknie wyrzeźbione stacje wspinają się pod urokliwy pagórek. Z jego wierzchołka rozpościera się cudowny widok – strzelistą wieżę kościoła otaczają tradycyjne warmińskie domy przykryte czerwoną dachówką, a dalej rozciągają się bezkresne lasy. Pielgrzymka do Gietrzwałdu to przede wszystkim strawa duchowa, ale będąc w tej niezwykłej miejscowości nie można pominąć Karczmy Warmińskiej serwującej pyszne, regionalne dania. Warto odwiedzić Gietrzwałd, gorąco zachęcamy więc do udziału w naszej pielgrzymce.

Szczegółowe informacje TUTAJ.

 

Ważny apel STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO i informacja PORTALU SDP.PL w sprawie rosyjskich propagandystów

To, że dziennikarze popierają aktualnie panującą władzę – nie nowina. Sęk w tym jak to robią. Jedni przekonują, że myślą tak samo jak decydenci i to jest usprawiedliwieniem, które można przyjąć za wiarygodne. Tak przecież może być. To jest do przyjęcia. Tak głosowali i tak teraz piszą. Inni – „bo muszą”: mają do spłacenia raty, człowiek jest wielodzieciaty, pole manewru małe, albo już w kościach skrzypi i zawodu nie da się zmienić. No, można zrozumieć.  Ale są też osobniki bezwstydnie. Klepią co im napisano, piszą wszystko co kazano. Dyskontują to przy kasie.
Póki co, kłamstwa u nas to tylko pyskówka, żenada i manipulowanie otumanioną gawiedzią. Zresztą coraz więcej ludzi w ogóle mediów nie słucha, nie czyta, nie ogląda.
Oto dzienniki regionalne. W aglomeracjach liczących po kilka milionów mieszkańców (np. na Śląsku razem z rejonem częstochowskim i bielsko-bialskim). Nakłady dzienne to zaledwie kilkanaście tysięcy. Pod własnością niemiecką miały ograniczenia publicystyczne przede wszystkim w kwestiach odpowiedzialności za II wojnę światową i w ogóle w krytykowanie naszego pseudo wspólnika w UE. Teraz oczywiście to się zmieniło. Obajtek zarządził odkupienie. I dobrze. Ale to co jest krytyczne, waleczne, dążące do informowania bez manipulacji i ograniczenia krytyki tylko do politycznych przeciwników – pozostawia wiele do życzenia.
W kapitaliźmie ludzie wędrują „za pracą”. U nas przywiązani jesteśmy do „naszej” płaczącej wierzby, a nawet śmierdzącego strumyka.
To samo mają ruskie. Żurnaliści mocarstwa na glinianych nogach tak strasznie kochają swój kraj, że popierają a nawet namawiają do zabijania i męczenia tych, którzy zerwali się z łańcucha. Zabieramy Rosjanom wizy. Zerwijmy również i kontakty dziennikarskie. Jeśli ktoś nawołuje do „nasilenia ataków” na ludność cywilną, do niszczenia miast i infrastruktury, agituje by postępować jeszcze ostrzej, grozi atomowym atakiem – toż to przecież taki sam bandyta jak wykonawcy zbrodni. Tyle, że bezpośredni wykonawca to ogłupiała i chciwa anonimowa masa, a dziennikarze to elita – byli edukowani, długo i drogo. Skreślmy ich! Dawno już powinno to być zrobione. Po co takie międzynarodowe organizacje dziennikarskie.
Lakoniczne oświadczenia i werbalne potępienia już nie wystarczą. Szala zbrodni sięgnęła dna. To już nie kłamstewka, kłamstwa. To działalność, głoszenie poglądów, nawoływanie zbrodnicze. Trzeba wyrzucić rosyjskich dziennikarzy z międzynarodowej federacji europejskiej i światowej. Na nic dziś EFJ i IFJ*. To trupy. A szkoda, bo one zrzeszają ponad 600 tysięcy dziennikarzy .
Ma być zimno. W domach i biurach. Ale już jest obojętnie i zimno wobec męczeństwa torturowanych i zabijanych. Przecież nie tak daleko od nas kremlowscy bandyci w rosyjskich mundurach, Rosjanie, zabili ponad 300 dzieci, ranili 700. Wiąże się ludziom ręce drutem i wpycha do dołu. Nic o tym na ruskim ekranie. W ruskich gazetach. Rzeczniczka władzy, utytułowany profesor, wreszcie „reporterzy” i „publicyści” prześcigają się w dogadzaniu putinowskiej władzy.
Jak długo jeszcze będziemy ich nazywać dziennikarzami, czyli naszymi kolegami, jak długo słuchać będziemy ludzi bez sumienia nazywając ich rzecznikami, naukowcami?
Stefan Truszczyński
22 września 2022 r.
                                                                             ***
* Drogi Stefanie,
rozumiem Twoje wzburzenie powszechnym w świecie przyzwoleniem na rosyjską propagandę sławiącą morderstwa, gwałty, rabunki i inne łajdactwa Putina na Ukrainie i nazywaniem tego ścieku dziennikarstwem. Na świecie być może jest to niestety możliwe, ale na pewno nie w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich. U nas nie ma na to zgody!
Jesteś publicystą ważnym dla naszego środowiska i nie tylko, zatem, wybacz, ale pozwolę sobie na jedną uwagę.  W Twoim felietonie zabrakło mi tylko informacji, że to właśnie dzień po agresji Moskwy na Ukrainę, jako pierwsza organizacja dziennikarska na świecie, SDP zaapelowało do międzynarodowych stowarzyszeń, m.in IFJ oraz EFJ (International Federation of Journalists, European Federation of Journalists) o wyrzucenie ze struktur rosyjskich stowarzyszeń i związków dziennikarskich. Uznaliśmy bowiem, że nie ma w tej sytuacji „dobrych” Rosjan w kremlowskich mediach.
Nie posłuchano nas. Co prawda w EFJ nie ma już jednej ewidentnie proputinowskiej organizacji rosyjskich dziennikarzy, ale jest druga, której pozostawienie w demokratycznej strukturze budzi moje wątpliwości. Skadaliczne jest natomiast, to że w IFJ pozostawiono to pierwsze prokremlowskie stowarzyszenie…
Masz rację Stefanie, IFJ i tylko w niewiele mniejszym stopniu EFJ to nie są federacje żyjące prawdziwymi problemami dziennikarskiego świata. Dałem temu wyraz w serii publikacji z czerwcowego zjazdu EFJ na sdp.pl. Pisałem, że gdyby nie obecność delegatów z Ukrainy, Polski
i Litwy skończyłoby się na płomiennym oświadczeniu poparcia dla walczącego i spływającego krwią kraju i niebiesko-żółtych wstążeczkach na garderobie dziennikarek, szczególnie tych z Niemiec i Francji.
Na szczęście udało się wypracować ważną uchwałę potępiających rosyjskich propagandystów, nadal niestety powszechnie nazywanych na Zachodzie „dziennikarzami”. Pisałem też, że sporą część obrad zajęło relacjonowanie sytuacji środowisk LGBT w Europie oraz ostatecznej definicji określenia „gender”. Gdyby nie było wojny, nawet takie polityczne poprawne elukubracje (część z nich przedstawiał wraz z krytyką polskiego rządu przedstawiciel Towarzystwa Dziennikarskiego) może znieśliby wszyscy delegaci. Ja jednak, podobnie jak dwoje Ukraińców i Litwin, tego nie zniosłem…
Zatem należy reformować EFJ i IFJ, przypominać zapatrzonej w siebie dziennikarskiej Europie, że nie możemy uznawać ruskiej machiny propagandowej za „środowisko dziennikarskie”. I tu się zgadzam z Tobą Stefanie. Tyle tylko, że my, jako SDP zrobiliśmy to już kilkanaście godzin po zaatakowaniu przez Putina Ukrainy a i wcześniej potępialiśmy ich wielokrotnie. Więcej obwieszczamy to niemal co tydzień. Pod koniec lata nie tylko w ukraińskich mediach głośno było o naszym oświadczeniu z propozycją uznania rosyjskich propagandystów udających dziennikarzy za zbrodniarzy wojennych. I tej aktywności SDP należy często przypominać, co niniejszym czynię prosząc Cię również o to.
Pozdrawiam
Hubert Bekrycht
sekretarz generalny SDP,
red. nacz. portalu sdp.pl
23 września 2022 r.

Jubileusz 35-lecia pracy twórczej karykaturzysty Zbigniewa Piszczako

16 września 2022 roku o godzinie 18 w Galerii Usługa Jazz Baar (Stare Miasto 2) w Olsztynie będzie miała premierę wystawa autorstwa Zbigniewa Piszczako, przygotowana z okazji 35-lecia jego pracy twórczej.

Zbigniew Piszczako to karykaturzysta i animator kultury, należy do Stowarzyszenia Polskich Artystów Karykatury oraz Oddziału Warmińsko-Mazurskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Zadebiutował w 1986 r. na łamach „Gazety Olsztyńskiej”.

Publikował w pismach satyrycznych: „Szpilki”, „Karuzela”, „Twój Dobry Humor”, „Gilotyna”; w pismach ogólnopolskich: „Sztandar Młodych”, „Super Express”, „Odrodzenie”, „Bez Przysłony”, „Piłka Nożna”, „Wprost”, „Świat Książki”, „Tina”, „Przyroda Polska”. Związany głównie z prasą lokalną, takimi tytułami jak: „Kormoran”, „Dziennik Pojezierza”, „Głos, Dziennik Północy”, „Tygodnik Warmiński”, „Tygodnik Pojezierza”, „Nowoczesna Olsztynianka”, „Nowe Życie Olsztyna”, „Gazeta Olsztyńska”.

Laureat konkursów karykatury w kraju i za granicą. W 2022 roku otrzymał Grand Prix w Międzynarodowym Konkursie „Albert Einstein. Pokojowe wykorzystanie energii jądrowej”.

Ma na koncie kilku wystaw indywidualnych oraz ponad 300 wystaw zbiorowych rysunku satyrycznego i karykatury w kraju i za granicą. Zajmuje się organizowaniem różnorodnych wystaw, konkursów, spotkań autorskich, koncertów i innych działań artystycznych. Jest pomysłodawcą i realizatorem Ogólnopolskiego Konkursu na Rysunek Prasowy im. Aleksandra Wołosa (od 2018 r), którego celem jest nagrodzenie autorów najlepszych prac opublikowanych w danym roku kalendarzowym i zwrócenie uwagi na znaczenie rysunku prasowego.

 

Już w czwartek uroczystość wręczenia odznaczeń państwowych dla zasłużonych dziennikarzy

8 września o godz. 18 w siedzibie Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie odbędzie się uroczystość wręczenia odznaczeń państwowych zasłużonym dziennikarzom.

Na wniosek Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego za zasługi dla środowiska dziennikarskiego Prezydent RP Andrzej Duda odznaczył blisko 40 dziennikarzy. Otrzymają oni Złote, Srebrne i Brązowe Krzyże Zasługi. Odznaczenia wręczać będzie szefowa Kancelarii Prezydenta RP Grażyna Ignaczak- Bandych, która odczyta również list od Andrzeja Dudy skierowany do uczestników uroczystości.

Wydarzenie będzie miało charakter zamknięty, ale na portalu sdp.pl udostępniona zostanie transmisja uroczystości.

 

 

HUBERT BEKRYCHT: Precz z dziennikarstwem obiektywnym!

Nie, nie zwariowałem. Przynajmniej nie czuję się wariatem, a to – jak wiadomo w naszej kulturze – stanowi wyrok, że jednak nierówno jest pod moim sufitem. Trudno, wolę jednak teraz uchodzić za wariata niż po kilku latach być wyrzucony z bezpiecznego szpitala psychiatrycznego, bo masowo będą tam trafiać walnięci dziennikarze, którzy obecnie są uważani za ostoję normalności i poprawności. Politycznej.

Nie ma czegoś takiego, jak dziennikarski obiektywizm. Szczególnie gdy trwa wojna. A inwazja moskiewskiej hordy na Ukrainę jest więcej niż wojną. To starcie cywilizacyjne. Skoro trwa wojna, to pięknoduchy, którzy „za wszelką cenę chcą pokoju na świecie” powinny przestać się mazać i przestać marudzić, że „dziennikarze” trzymają stronę Ukrainy. Tak, w tym sensie jestem stronniczy, czyli – jak głosi biblia polityczne poprawnych dziennikarzy – nie jestem obiektywny. Trzymam stronę Ukraińców i nie obchodzą mnie „zwykli Rosjanie”, nawet jeśli to wrażliwi poeci albo baletnice, którym kazano włożyć rosyjskie mundury…

A pal sześć obiektywizm. Muszę być tylko rzetelny. A będąc rzetelny nie mogę przecież kłamać pisząc Odbiorcom, że „będzie dobrze”, kiedy nie będzie się drażnić Rosji. Bo Rosja, nawet jeśli w niektórych latach niegroźna, zawsze się odrodzi pod postacią azjatyckiej bestii.

Już słyszę ujadanie dystyngowanej sfory dziennikarskich psów gończych poprawnie politycznej opozycji z Polski. Nie ma jednak innego wyjścia, uczciwy dziennikarz musi być po stronie Ukrainy, bo jej bohaterowie, także za nasze pieniądze, bronią Europy. Kontynentu, który – też za nasze pieniądze – postanowił popełnić samobójstwo za pomocą rozerwania wiązadeł jamy ustnej, bo do tego prowadzi nieustanne gadanie o „dobrych Rosjanach”.

Znam sporo Rosjan, szczególnie dziennikarzy. Żaden z nich nie przeprosił za to, co jego rodacy robią na Ukrainie, bo to przecież „nie Rosjanie, tylko rosyjskie władze” robią te okropne rzeczy – mordują, gwałcą, kłamią, rabują… Znani mi żurnaliści z Rosji opowiadają głodne kawałki, jak to współczują Ukraińcom, ale sami w swoich rosyjskich redakcjach przy pomocy swoich rosyjskich mózgów, wykonują tylko swoje rosyjskie obowiązki. A w ogóle pracują w redakcjach muzycznych, sportowych, śniadaniowych lub grają w redakcyjnych orkiestrach…

Niestety, w amoku politycznej ugodowości są też międzynarodowe organizacje dziennikarskie. Członkowie ich władz ciągle myślą jak moja prababcia w 1939 roku, że wojna pójdzie bokiem.

W związku z tym oświadczam: nigdy nie byłem, nie jestem i nie będę neutralny, czyli „obiektywny”,  wobec inwazji moskiewskiej na Ukrainę. Nie zamierzam być obiektywny, bo obiektywizm dziennikarski to utopia gorsza niż komunizm. W dziennikarstwie jest tylko zwyczajna ludzka przyzwoitość, którą podobni mi pismacy nazywają po prostu rzetelnością.

Jeśli trzeba będzie ratować Ukrainę, Polskę, Europę na wojnie i w wojnie z propagandą Kremla nie zawaham się użyć adekwatnych środków. Przeciw Rosjanom jestem w stanie walczyć z bronią w ręku. Gdyby jednak dowódcy NATO uznali to za niebezpieczne, mogę jako dziennikarz, kłamać, manipulować, mataczyć. Byle przeciw Rosji! Byle przeciwko zidiociałym od poprawności politycznej urzędnikom nazywających siebie dziennikarzami, którzy chcą ratować tyłki układając się z promoskiewskimi ośrodkami władzy w różnych krajach Europy i świata.