TADEUSZ PŁUŻAŃSKI: Jan Olszewski – wzór dla pokoleń

Gabinet Jana Olszewskiego był pierwszym rządem niepodległej Polski, wyłonionym w 1991 r. w wyniku pierwszych w pełni demokratycznych wyborów, a nie na mocy kontraktu okrągłego stołu.

Jan Olszewski, urodzony 20 sierpnia 1930 r. w Warszawie, w kolejarskiej i patriotycznej rodzinie, był żołnierzem Szarych Szeregów i Powstania Warszawskiego. Potem działaczem antykomunistycznej opozycji. W latach 40. pomagał w komitecie wyborczym Stanisława Mikołajczyka, startującego przeciw namiestnikowi Moskwy – Bierutowi.

Po 1956 r. działał w organizacjach opozycyjnych. Przede wszystkim jednak mecenas Olszewski w procesach politycznych skutecznie bronił tak różnych ludzi jak Adam Michnik, Melchior Wańkowicz czy Janusz Szpotański. Angażował się w pracę Solidarności, a także reprezentował przed sądami jej liderów. Co nie mniej istotne: był oskarżycielem posiłkowym w sprawie zabójstwa błogosławionego księdza Jerzego Popiełuszki.

To rząd Jana Olszewskiego był pierwszym niekomunistycznym gabinetem od 1939 r. Premier próbował walczyć z grubą kreską Mazowieckiego, przeprowadzić dekomunizację i lustrację. Próba ujawnienia agentów skończyła się obaleniem rządu. Spiski polityków 4 czerwca 1992 r. i nocne głosowanie zyskały miano nocnej zmiany. Był to haniebny powrót do zmowy pseudosolidarnościowych elit z komunistami.

„Kiedy mówiłem o dekomunizacji, kiedy polemizowałem z teorią «grubej kreski» miałem zawsze w pamięci ten problem. I kiedy objąłem funkcję premiera, wiedziałem, że mój rząd musi się z nim zmierzyć” – mówił Jan Olszewski w pamiętnym przemówieniu w Sejmie, w nocy z 4 na 5 czerwca 1992 r. Tym samym, które zawiera słynną puentę: „Chciałbym stąd wyjść tylko z jednym osiągnięciem, (…) że wtedy, kiedy to się wreszcie skończy – będę mógł wyjść na ulice tego miasta, wyjść i popatrzeć ludziom w oczy. I tego wam – panie posłanki i panowie posłowie, życzę po tym głosowaniu”.

Dziś nasz kraj z mozołem wydobywa się z postkomunizmu. A postać premiera Jana Olszewskiego – niezłomnego opozycjonisty, ideowego premiera, męża stanu, a prywatnie dobrego i skromnego człowieka, powinna być wzorem dla przyszłych pokoleń.

Sprawa zniesławienia prezydenta umorzona przez Sąd Najwyższy . JOLANTA HAJDASZ w PR 24: w ten sposób psujemy debatę publiczną

Sąd Najwyższy utrzymał we wtorek, 23 maja br.  kontrowersyjny wyrok, w którym umorzono sprawę pisarza Jakuba Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy na Facebooku. To ostatecznie kończy sprawę wpisu, w którym – w kontekście wyborów prezydenckich w USA – Żulczyk nazwał prezydenta „debilem”. Portal PolskieRadio24.pl zwrócił się do SN z prośbą o uzasadnienie wyroku, ale jak poinformowano redakcję –  nie zostanie ono przygotowane. – To nie jest decyzja, która będzie dotyczyć  tylko tej jednostkowej sprawy – powiedziała dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w komentarzu dla Polskiego Radia.  Inni będą się na tę decyzję  powoływać.  W ten sposób psuje się debatę publiczną – powiedziała Jolanta Hajdasz. 

Oddalając we wtorek kasację prokuratury, w której śledczy chcieli uchylenia wyroku i ponownego rozpoznania sprawy, SN podkreślił, że Sąd Apelacyjny – wbrew twierdzeniom prokuratury – odniósł się do wszystkich zarzutów apelacji i prawidłowo przeprowadził kontrolę wcześniejszego orzeczenia. – Tylko nie tak, jak chciał tego prokurator – podkreślił sędzia Kazimierz Klugiewicz w apelacji. – Skoro można było nazwać  publicznie prezydenta jednym dosadnym słowem, to dlaczego nie mogą tego robić wobec siebie inni ? – pytała retorycznie w rozmowie z Przemysławem Goławskim dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. SN zaznaczył, że sądy uznają generalnie znieważające znaczenie słowa „debil”. – Jednocześnie sądy przyjęły, że w tych konkretnych okolicznościach, w tej konkretnej sprawie społeczna szkodliwość tego zachowania jest znikoma – uzasadnił sędzia Klugiewicz. Jak dodał, ta ocena jest według SN słuszna.

To bardzo ważne i precedensowe postanowienie sądu. Oznacza ono, iż można publicznie obrazić prezydenta państwa i nikomu za to nie spada włos z głowy – skomentowała wyrok dr Jolanta Hajdasz. – Pokazuje to jak bardzo przesuwają nam się granice krytyki. Psujemy sobie debatę publiczną. Jeżeli w ten sposób nie obrażamy głowy państwa, to gdzie jest ta granica i co podlega ochronie? – dodała. Sąd Najwyższy podzielił też pogląd, że na ocenę tej sprawy wpływa kontekst wypowiedzi Jakuba Żulczyka. – Sądy miały prawo tak orzec, chociaż gdyby SN orzekał jako sąd pierwszej instancji, być może rozstrzygnąłby inaczej. Sądy nie naruszyły przy orzekaniu ani prawa materialnego, ani podmiotowego – podkreślił sędzia.

Portal PolskieRadio24.pl zwrócił się z prośbą o uzasadnienie wyroku. „W odpowiedzi na Pana wniosek z dnia 24 maja 2023 r. uprzejmie informuję, że uzasadnienie postanowienia Sądu Najwyższego z dnia 23 maja 2023 r. w sprawie o sygn. akt II KK 60/23 nie zostanie sporządzone” – czytamy. – W momencie, kiedy w ten sposób będziemy interpretować wszystko, to mamy chaos, deprecjonowanie języka i myślę, że to będzie ze szkodą dla debaty publicznej. Warto przynajmniej poznać uzasadnienie dla takiej decyzji, żeby sędziowie zwrócili dziennikarzom, czy osobom wypowiadającym się  publicznie, uwagę na coś, co być może im umyka – powiedziała dr Hajdasz.

W ubiegłym roku Sąd Okręgowy w Warszawie umorzył sprawę Żulczyka oskarżonego o znieważenie prezydenta Andrzeja Dudy. Chodzi o wpis zamieszczony na Facebooku w listopadzie 2020 r., w którym – w kontekście wyborów prezydenckich w USA – Żulczyk nazwał prezydenta „debilem”.  Prokuratura domagała się dla pisarza pięciu miesięcy ograniczenia wolności w postaci prac społecznych oraz przeprosin na Facebooku. Po wyborach prezydenckich w USA w 2020 r. prezydent Andrzej Duda napisał na Twitterze: „Gratulacje dla Joe Bidena za udaną kampanię prezydencką; w oczekiwaniu na nominację Kolegium Elektorów Polska jest zdeterminowana, by utrzymać wysoki poziom i jakość partnerstwa strategicznego z USA”. Wpis ten skomentował pisarz Jakub Żulczyk:  Nigdy nie słyszałem, aby w amerykańskim procesie wyborczym było coś takiego, jak »nominacja przez Kolegium Elektorskie«. Biden wygrał wybory. Zdobył 290 pewnych głosów elektorskich, ostatecznie, po ponownym przeliczeniu głosów w Georgii, zdobędzie ich zapewne 306, by wygrać, potrzebował 270. Prezydenta-elekta w USA »obwieszczają« agencje prasowe, nie ma żadnego federalnego, centralnego ciała ani urzędu, w którego gestii leży owo obwieszczenie. Wszystko co następuje od dzisiaj – doliczenie reszty głosów, głosowania elektorskie – to czysta formalność. Joe Biden jest 46 prezydentem USA. Andrzej Duda jest debilem – napisał na Facebooku Żulczyk.

Cała rozmowa red. Przemysława Goławskiego z Jolantą Hajdasz TUTAJ.

CMWP SDP w Budapeszcie na warsztatach o samoregulacji mediów

Wzmocnienie samoregulacji mediów w Europie Środkowej i Południowo-Wschodniej jest głównym tematem spotkania przedstawicieli organizacji dziennikarskich, jakie odbywa się w Budapeszcie 25 i 26. maja b.r. Biorą w nim udział przedstawiciele organizacji dziennikarskich z 11 krajów  m.in. Austrii, Belgii, Chorwacji, Czech, Węgier, Kosowa, Czarnogóry, Słowenii  i z Polski. Do udziału w spotkaniu zostało zaproszone CMWP SDP.  Reprezentuje je Michał Jaszewski, doradca prawny SDP.

Celem warsztatów  jest wymiana informacji i doświadczeń na temat samoregulacji mediów.  Uczestnicy dyskutują m.in. o głównych wyzwaniach związanych z zapewnieniem etycznego dziennikarstwa w swoich regionach i wymieniają informacje o doświadczeniach z już działającymi medialnymi organami samoregulacyjnymi w postaci np.rad prasowych . Podczas spotkania dyskutowano także w grupach tematycznych  także o możliwościach powstania nowych organizacji dot. regulacji w mediach w krajach, w których  one dzisiaj nie funkcjonują.  Organizatorem spotkania jest  Narodowe Stowarzyszenie Dziennikarzy Węgierskich (MÚOSZ).

Donaldowi Tuskowi myli się polityka z dziennikarstwem. CMWP SDP komentuje dla PAP wypowiedzi szefa PO o mediach

Poglądy Donalda Tuska to filozofia funkcjonowania mediów III RP. Liderowi PO myli się polityka z dziennikarstwem i całkiem się gubi w rozróżnianiu tych dwóch dziedzin życia publicznego – powiedziała dla PAP dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy  SDP Jolanta Hajdasz.

22 maja 2023  Polska Agencja Prasowa zwróciła się do CMWP SDP z prośbą o komentarz do wywiadu Donalda Tuska dla portalu „Zawsze Pomorze”.  Publikujemy tę depeszę PAP. 

Polska Agencja Prasowa: Donald Tusk w opublikowanym 19 maja wywiadzie dla niezależnego portalu regionalnego „Zawsze Pomorze” powiedział: „oczekuję od mediów też krytycznego podejścia do rządzących, a nie do opozycji”. „Demokracja w Polsce jest zagrożona m.in. dlatego, że także niezależne media uważają, że dużo łatwiej skakać po opozycji niż po władzy” – ocenił, przypominając, że „jest dziennikarzem z zawodu”. „Nigdy nie zrezygnuję z tej filozofii, że wolne dziennikarstwo i wolne media są nie od tego, żeby polować na opozycję razem z władzą, tylko żeby razem z opozycją patrzeć władzy na ręce” – wyjaśnił i podkreślił, że „niezależnie od tego, kto rządzi, media są od tego, żeby kontrolować władzę, a nie opozycję”. Co Pani sądzi o tych opiniach?

Jolanta Hajdasz: W mojej ocenie Donaldowi Tuskowi myli się polityka z dziennikarstwem i całkiem się gubi w rozróżnianiu tych dwóch dziedzin życia publicznego. Przypomnę więc, że najważniejszym zadaniem mediów jest przekazywać prawdę o otaczającym nas świecie, a więc działać nie w interesie władzy, czy opozycji, ale społeczeństwa, wszystkich odbiorców mediów, których dobro powinno być zawsze na pierwszym miejscu w pracy dziennikarzy. Twierdzenie Donalda Tuska, że – cytuję – „wolne media są nie od tego, żeby polować na opozycję razem z władzą, tylko żeby razem z opozycją patrzeć władzy na ręce” – to dawno już skompromitowany pogląd, bo media nie są od polowania na kogokolwiek, bez względu na to, czy jest z opozycji, czy reprezentuje władzę. Media powinny przede wszystkim uczciwie i rzetelnie informować o wszystkim, co dzieje się wokół nas, a więc krytykować tych, którzy na to w ich ocenie zasługują i czasem pochwalić tych, którzy w ocenie danych mediów postępują prawidłowo. Nie ma znaczenia, czy są z opozycji, czy też nie. Pogląd Donalda Tuska to filozofia funkcjonowania mediów III RP, gdy w okresie transformacji ustrojowej i jeszcze w latach dwutysięcznych wmawiano nam, że „wolne” media muszą krytykować władzę, co wyjątkowo ochoczo realizowano, gdy władzę sprawowali politycy głoszący inne poglądy niż tzw. media mainstreamowe, np. za czasów prezydentury Lecha Kaczyńskiego, gdy w przekazach ówczesnych mainstreamowych mediów trudno było znaleźć rzetelną relację z jego konferencji prasowych, wystąpień, czy inicjatyw. Poza tym Donald Tusk chyba zapomniał, iż jego ugrupowanie sprawuje władzę w wielu miastach, województwach oraz samorządach powiatowych i gminnych. Wątpię bowiem, by Donald Tusk postulował „polowanie na władzę” wraz z „wolnymi mediami” także w tych miejscach, gdzie aktualnie rządzi jego partia.

PAP: W tym samym wywiadzie przewodniczący PO zarzucił niezależnym mediom, że „za tak długie rządy PiS” ponoszą „współodpowiedzialność”. „Jeśli pytacie, dlaczego PiS tak długo rządzi, to jest też współodpowiedzialność mediów za to” – mówił. „Media pod kontrolą PiS-u robią to na zamówienie, a ostatki mediów, które są niezależne uważają, że to jest fajny sposób na symetryzowanie. Nie przyjmuję tego zarzutu, że PO licytuje się na socjal z PiS-em, bo staram się w tych bardzo trudnych okolicznościach szukać możliwie racjonalnych rozwiązań” – wyjaśnił, odnosząc się do części opinii w mediach, które odniosły się krytycznie do jego propozycji, by wprowadzić 800 plus szybciej niż chce to uczynić PiS. Czy pani zdaniem wolne media nie powinny symetrycznie traktować wszystkich ruchów i partii politycznych?

J.H.: Wolne i niezależne media powinny równo traktować wszystkich uczestników życia publicznego, w tym życia politycznego. Stawianie komuś zarzutu z tego, że samemu nie potrafi się wygrać wyborów, przez co inna parta rządzi za długo, jak to zrobił w w/w wywiadzie Donald Tusk, jest rozpaczliwym wręcz przyznaniem się do braku dobrych rozwiązań aktualnych problemów Polaków i dlatego trzeba szukać winnych wśród dziennikarzy i mediów. Formułowany pod adresem mediów zarzut, że to one odpowiadają za „tak długie rządy PiS” – to absolutnie błędny pogląd, bo to nie media wygrywają bądź przegrywają wybory. Tego np. uczy nas historia Polski, można mieć przecież wszystkie media po swojej stronie, jak PZPR w 1989 r. czy PO w 2015 r. i przegrać wybory. Wyborcy naprawdę potrafią myśleć samodzielnie i warto traktować ich poważnie, a nie jak bezwolne narzędzia w rękach mediów czy specjalistów od politycznego marketingu.(PAP)

autor: Grzegorz Janikowski

WALTER ALTERMANN: Ci wszyscy nasi biedni bliźni

Ostatnie, jakże straszne przypadki torturowania i zabójstw dzieci w Polsce, wymagają nie tylko współczucia dla ofiar i słów potępienia dla zbrodniarzy w rodzinach, bo sprawy są bardziej skomplikowane.

Moim zdaniem system społecznej kontroli oraz system społecznej pomocy rodzinom i dzieciom nie działają. Zatem – przyjrzyjmy się naszej polskiej nieudolności – tak społecznej, jak samorządowej i państwowej.

Czy wszyscy jesteśmy tacy sami?

To jest pytanie jedynie retoryczne, niemniej trzeba je ciągle stawiać, bo zauważalna stała się w Polsce pogarda wobec słabszych. Ostatnio skrajnie liberalny popis nienawiści dał Donald Tusk, sam przez siebie mianowany liderem opozycji. Powiedział on: „…mamy w Polsce władzę, która promuje bicie dzieci i równocześnie chce kary śmierci dla tych, którzy biją dzieci i od lat nie zhańbili się pracą”.

Jeżeli Donald Tusk tak postrzega nasze społeczeństwo to będzie to niezwykle groźne, w przypadku, gdyby sięgnął po władzę. Bo wiedza Donalda Tuska o naszym społeczeństwie jest zerowa. Nadto niczego nie rozumie, a obecnie kieruje się jedynie podsycaniem nienawiści między społecznymi grupami, licząc że jego partia odbierze parę punktów Nowej Lewicy, PSL-owi i Polsce 2050.

Wykluczeni

W istocie mamy w Polsce dużą grupę obywateli naszego kraju, którzy żyją między nami, ale tak naprawdę żyją na marginesie. Mam tu na myśli ludzi słabszych, którzy nie rozumieją błyskawicznie zmieniającego się świata.

W latach 30-tych przeprowadzono w Polsce badania socjologiczne, które dowiodły, że 4,5 procent obywateli jest trwale upośledzonych społecznie, to znaczy nie potrafią aktywnie odnaleźć się w społeczeństwie. Byli to najczęściej analfabeci, bez zawodu i majątku oraz ludzie chorzy psychicznie. Identyczne badania przeprowadzono w roku 1958. Wtedy tych wykluczonych było już 6,5 procent.

Podejrzewam, że w związku z postępem technologicznym ostatnich trzech dziesięcioleci, w związku z cyfryzacją odsetek trwale wykluczonych społecznie jest dzisiaj znacznie, niebotycznie większy.

Może – w związku z tym – żebyśmy nie musieli podejrzewać skali zjawiska, byłoby dobrze, gdyby socjolodzy z Polskiej Akademii Nauk podjęli się takich badań,? Obecnie PAN bada historię wojny i okupacji, która to historia jest niezwykle ciekawa, ale jednak jest już historią. Może rząd powinien zamówić i zapłacić za takie fundamentalne badania?

Głęboka amoralność lidera

Ci wykluczeni są w stanie uświadomionej, lub nie uświadomionej, rozpaczy, bo żyją bez żadnych perspektyw, nadziei. A najczęściej człowiek bez nadziei pije, szczególnie gdy pił jego ojciec.

Zakładając nawet, że ci wykluczeni staczają się, że rzeczywiście piją, to nikt nie jest uprawniony do wyrażania wobec nich – i wobec kogokolwiek – tak odpychającej pogardy. Bo są to – w końcu – współrodacy, współobywatele, a przede wszystkim LUDZIE.

W kraju, w którym ciągle się podkreśla, że jest ojczyzną Papieża Jana Pawła II, w kraju chrześcijańskim, w kraju, gdzie w pielgrzymkach biorą udział setki tysięcy ludzi – w takim kraju pogarda objawiona przez Donalda Tuska jest grzechem ciężkim.

Ale nie nam ludziom przyjdzie kiedyś osądzić go za te myśli i słowa. Bardziej interesuje mnie objawiona przez lidera PO pycha, buta i pogarda. Niecne to objawy zagubionego ducha, zmęczonej, przepracowanej lub chorej psychiki. Może zatem Donald Tusk powinien udać się na terapię, a nie do Sejmu?

Główne zagrożenie

Czy pomoc socjalna, dodatki na dzieci rozwiążą problem wykluczonych rodzin? Obawiam się, że  nie. Nie wierzę bowiem w pedagogikę dla dorosłych. Ci, którzy przekroczyli już czterdzieści lat życia nie rokują żadnych nadziei, na powrót, czy też pierwsze wejście w społeczeństwo.

Problemem są natomiast dzieci, te urodzone i dorastające w takich rodzinach. Nimi powinniśmy się zająć – państwo i samorządy – natychmiast i odpowiedzialnie. Powody sąd dwa. Pierwszy – nikt normalny nie powinien przechodzić obojętnie wobec nieszczęścia i biedy. Drugi – dzieci z rodzin wykluczonych powtórzą los swoich rodziców, a że wielodzietność w takich rodzinach jest faktem, problem ludzi marginesu będzie się z czasem powiększał. I dlatego, w interesie społecznym, narodowym jest zmniejszanie liczby wykluczonych. I to jest prawdziwa inwestycja w przyszłość.

Opieka społeczna, pomoc socjalna

Teoretycznie, ale to bardzo teoretycznie mamy w Polsce opiekę społeczną. Jednak w praktyce działa tragicznie źle, tak jakby nie istniała. Pracownicy pomocy społecznej sami zarabiają grosze, jak większość pracowników samorządowych. Skutkiem czego trudno o pracowników wykształconych i skorych do tej niełatwej pracy.

W latach 90-tych na jednego pracownika pomocy i opieki społecznej w Berlinie przypadało 20-tu podopiecznych. W Łodzi, w tym samym czasie – ponad 200-tu. Czy pracownik MOPS był i jest w stanie skutecznie kontaktować się i pomagać swym podopiecznym? Wolne żarty, tym bardziej, że połowę czasu pracy zajmuje mu wypełnianie sprawozdań z wizyt.

A jak to jest na Zachodzie? Tam pracownik socjalny ma niemal codzienny kontakt z podopiecznymi. Znajduje im szkoły, najczęściej zawodowe i pilnuje, aby młodociani regularnie chodzili do tych szkół, pomaga im też w znalezieniu zawodu i pracy. A nawet – szuka dla nich atrakcyjnych zajęć pozaszkolnych, próbuje umieszczać w grupach sportowych, wśród pasjonatów różnych prac ręcznych, hobbystów.

Tam, na Zachodzie – który podobno już, już doganiamy – bierze się odpowiedzialność za obraz społecznej przyszłości. U nas odwala się papierkową robotę.

Ograniczenia praw rodzicielskich

W XIX wieku i jeszcze do lat trzydziestych XX wieku, bywało zwyczajem, że bogatsi członkowie rodzin wychowywali dzieci swych sióstr i braci, którym się nie wiodło. Bogatsi nie adoptowali dzieci z rodziny, tylko opiekowali się – karmili, ubierali, wychowywali, posyłali do szkół.

Nie poradzimy sobie ze wzrostem liczby ludzi ze społecznego marginesu, jeśli nie podejmiemy radykalnych kroków. Trzeba dla nastoletnich dzieci, żyjących w zagrożeniu, otwierać bursy i tam je umieszczać. Nie odbierając rodzicom ich praw, ale je ograniczając. Takie dziecko ma rodzinę, z która się kontaktuje, ale państwo pomaga w wychowaniu.

Przy czym – dzieci z rodzin wykluczonych nie mogą żyć jedynie wśród podobnych im dzieci, bo to tylko ugruntuje patologię. One mają poznać inne życie, zobaczyć, że są w świecie jakiekolwiek wartości. Może powinny wyjeżdżać do innych miejscowości i tam uczyć się?

Potrzebne będą również stypendia dla uczącej się młodzież z rodzin zagrożonych. Dzisiaj gminy chwalą się tym, że fundują stypendiami dla najzdolniejszych, wybitnych studentów. To miłe, ale ci wybitni dadzą sobie radę bez stypendiów. Ja apelują o stypendia dla normalnych uczniów, których rodzin nie jest stać na ich naukę w szkołach średnich i na studiach.

Uratowanie jednego człowiek, to jak uratowanie całego świata – powiada Stary Testament. Pamiętajmy i o tym.

Doskonałość naszych elit

Większość wykluczonych pije to fakt. A jak wygląda moralność współczesnych elit? Czy przypadkiem nie ma w tych elitach złodziejstwa, malwersacji i szemranych interesów, że o pijakach nie wspomnę? A może nie ma tam wielokrotnych rozwodników i „lubieżników”?

Pomijam skrajne przypadki patologii, ale wykluczeni zaniedbują swe dzieci – to też  tragiczny fakt. Ale jak wygląda życie dzieci w rodzinach polityków – tych samorządowych i tych z władz najwyższych? Czy ojcowie i matki, którzy oddali swój czas i serca polityce, mają odpowiednio dużo czasu i serca dla swoich dzieci?

Rodzina dysfunkcyjna to nie tylko rodzina biedna i pijąca. Znacznie groźniejsze skutki ma  dysfunkcja rodziny w przypadku elit, bo elity nauczą swoje dzieci ukrywać emocje i niecne zamiary, a dziecko z rodziny wykluczonej niczego nie jest w stanie ukryć.

Zatem – Panie i Panowie z elit naszych – nie jesteście na tyle lepsi, żeby pouczać i obrażać biednych. A może, biorąc pod uwagę Wasze wykształcenie i pozycje społeczne, może jesteście – po prostu – gorsi?

Nasza niezdrowa psychika

Co tak naprawdę stoi na przeszkodzie, aby odpowiedzialnie zająć się dziećmi z rodzin wykluczonych społecznie? Głównie to, że od wieków lubujemy się we wszelkiego rodzaju ceremoniach, teatralizujemy każdą możliwą okoliczność. Kochamy okazjonalne pompy, kochamy tromtadrację… Przy najmniejszej okazji z ust naszych polityków płyną wielkie słowa, uduchowienie sięga zenitu, a wzruszenie odbiera im głos.

I kiedy tak się narodowo i państwowo nadmiemy, kiedy z emocji goreją nam policzki i uszy, kiedy już nie starcza nam powietrza w płucach… wtedy nie mamy już sił do posprzątania wokół siebie.

Zdaje mi się, że wierzymy głęboko, że jesteśmy – jak jeden – urodzeni do zrywów i wielkich czynów. A wszystkie codzienne sprawy, wszystkie żmudne obowiązki dnia powszedniego mierżą nas i męczą. Ano, to stara polska choroba, którą tak ujął wielki Stanisław Wyspiański w Weselu:

 

POETA

Duch się w każdym poniewiera,

że czasami dech zapiera;

takby gdzieś het gnało, gnało,

takby się nam serce śmiało

do ogromnych wielkich rzeczy

a tu pospolitość skrzeczy

a tu pospolitość tłoczy,

włazi w usta, w uszy, oczy;

duch się w każdym poniewiera

i chciałby się wydrzeć, skoczyć,

ręce po pas w krwi ubroczyć,

ramię rozpostrzeć szeroko,

wielkie skrzydła porozwijać,

lecieć, a nie dać się mijać;

a tu pospolitość niska

włazi w usta, ucho, oko; — —

daleko, co było z bliska, —

serce zaryte głęboko…

Może już pora otworzyć szeroko oczy, że wreszcie zrozumieć naszą współczesną rzeczywistość?

 

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Wystawa praca polskich fotografików w Kijowie

Dyrektor kijowskiej Biblioteki im. Mikołaja Gogola, Olena Ryabiy, mówi, że większość wydarzeń w jej placówce odbywa się w przestrzeni, w której czytelnicy mają do czynienia z wieloma rodzajami sztuki. Właśnie w tym miejscu prezentowana jest wystawa prac Bełchatowskiego Towarzystwa Fotograficznego pt. „Polski kalejdoskop”. Została otwarta z okazji Dnia Flagi RP 2 maja i można ją oglądać do końca miesiąca.

W kijowskiej bibliotece odbywa się wiele wydarzeń – konferencje czytelnicze, wieczory poetyckie i literackie. Olena Ryabiy oprowadzając po wystawie opowiedziała o nawiązaniu kontaktów między lokalnym stowarzyszeniem fotograficznym „Kyivphotos-Hall 2012” a Bełchatowskim Towarzystwem Fotograficznym oraz o wymianie twórczej między artystami z Polski i Kijowa. Wystawa prezentuje prace polskich mistrzów fotografii: Marka Gubały, Małgorzaty Politańskiej, Sławomira Owczarka, Longiny Rychiewskiej, Roberta Komory, Petra Vlasaka i innych.

Olena Ryabiy opowiedziała, że ​​niedawno w Bełchatowskim Towarzystwie Fotograficznym odbyła się 9. edycja Międzynarodowych Warsztatów Fotograficznych ENERGIA, w której oprócz fotografików z Polski wzięli udział mistrzowie z Belgii, Bułgarii, Czech, Finlandii, Litwy, Niemiec, Portugalii i Słowacji .

Dyrektor Biblioteki im. Mikołaja Gogola, podkreśliła, iż w Kijowie pamięta się o pomocy jaką Polska udzieliła państwu ukraińskiemu i narodowi ukraińskiemu po rosyjskiej agresją. Wyraziła nadzieję, że współpraca kulturalna między naszymi krajami będzie pogłębiana, a w salach kijowskich bibliotek odbędzie się jeszcze niejedna wystawa polskich artystów.

 

 

 

 

W Klubie Publicystyki Kulturalnej SDP o medialnym ataku na Jana Pawła II

Atak na Jana Pawła II. Analiza manipulacji i publikacji medialnych wokół reportażu TVN „Franciszkańska 3″ i książki wydawnictwa Agora „Maxima Culpa.Jan Paweł II wiedział” – tak brzmiał temat majowego spotkania Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP. Gościem była dr Jolanta Hajdasz, medioznawca, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP i wiceprezes SDP.  

– Maj to miesiąc związany z Janem Pawłem II, urodził się 18 maja 1920 roku, a 13 maja 1981 roku przeżył zamach na swoje życie – przypomniała dr Teresa Kaczorowska, przewodnicząca KPK SDP rozpoczynając spotkanie.

Jolanta Hajdasz tłumaczyła, że sprawa medialnego ataku na Jana Pawła II jest ważną, bo pokazuje mechanizmy współczesnej walki o wartości. Podkreśliła, że warto je poznać, aby umieć się przed nim bronić.

– W zalewie tej pseudonaukowej i pseudodziennikarskiej twórczości mogło umknąć sedno sprawy, mogło się odnieść wrażenia, że nowych informacji jest bardzo dużo, że dowodów na niewłaściwe zachowanie, niewłaściwą reakcję Jana Pawła II jest jednak wiele, że lista zarzutów wcale nie taka mała. Chcę jednoznacznie powiedzieć, że tak nie jest, że tak naprawdę mieliśmy do czynienia z bezprecedensowym atakiem na Jana Pawła II – mówiła dyrektor CMWP SDP.

Na początku spotkania Jolanta Hajdasz próbowała odpowiedzieć na pytanie dlaczego doszło do takiego ataku, dlaczego jego celem stał się Papież, który wniósł do życia swoich rodaków tak wiele dobroci, serca, mądrości, który przywracał godność, pokoleniom udręczonym okrucieństwami II wojny światowej i upokarzanym totalitarnymi ustrojami. Aby to wytłumaczyć przywołała słowa prof. Wojciecha Roszkowskiego, który stwierdził m.in. że była to próba pozbawienia Polaków i ludzi na całym świecie symbolu mądrości i prawości, niemal ostatniego autorytetu, za którym podążały miliony.

– Dla mnie wyjątkowo przykrą rzeczą było to, że ten atak płynął poprzez media. Dziennikarz, który ma misję służenia prawdzie, może się mylić, ale nie wolno mu kłamać. Co wymowne, do dzisiaj nie usłyszeliśmy od nikogo słowa przepraszam, choć wielokrotnie fachowcy, historycy udowodnili manipulacje, które zawarte są zarówno w książce „Maxima Culpa. Jan Paweł II wiedział” jak i reportażu „Franciszkańska 3” – podkreśliła wiceprezes SDP.

W dalszej części wystąpienia Jolanta Hajdasz szczegółowo przeanalizowała mechanizmy manipulacji. Zwróciła uwagę np. na ogromną promocję reportażu „Franciszkańska 3” w TVN24 i social mediach jeszcze przed jego emisją, w której podkreślano, że materiał ten bezwzględnie udowadnia, że Karol Wojtyła, jako arcybiskup krakowski, wiedział o przypadkach pedofili i je tuszował.

Analizując reportaż dyrektor CMWP SDP, zauważyła, że został on technicznie bardzo dobrze zrealizowany, świadczą o tym ujęcia z różnych kamer, zdjęcia z drona, budująca napięcie muzyka, odpowiednio dobrany głos komentatora. To wszystko ma na celu budowanie u widzów wrażenia, że przekazywane treści są prawdziwe.

– Co mnie uderzyło, to brak dziennikarskich danych, które potwierdzałyby wiarygodność materiału – mówiła wiceprezes SDP.

Dziwne wydało się np. że ofiary księży pedofilów z tamtego okresu, którzy dziś są ludźmi sędziwymi, często stojącymi już u schyłku życia, a więc nie mający raczej nic do stracenia, pokazano z zamazaną twarzą.

– Nie wiemy kim są wypowiadający bardzo mocne oskarżenia ludzie – zauważyła Jolanta Hajdasz.   – Ukrywanie tożsamości świadków, zdjęcia z ukrytej kamery, gdzie ludzie mówią coś nie wiedząc, że są nagrywani, to też jest rodzaj manipulacji. Poważne oskarżenia wypowiadane są jednym zdaniem, jakby mimochodem.

Głównym argumentem podważającym wiarygodność reportażu Gutowskiego jest jednak ahistoryczność. Jak podkreśliła, dyrektor CMWP SDP w materiale tym mieliśmy do czynienia zarówno z ahistoryczną interpretacją, jak i  z ahistoryczną ocenę źródeł dawnego Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa.

– Wyrywamy z kontekstu tamtych czasów dany fakt, nie konfrontujemy go z zeznaniami innych świadków, z ustaleniami historyków, z innymi dokumentami. Dokonujemy oceny danego zdarzenia z perspektywy dzisiejszej, naszej wiedzy. Nie bierzemy pod uwagę, że czas ileś tam lat temu był inny, że kontekst mógłby być inny – mówiła Jolanta Hajdasz.

Na koniec dyrektor CMWP SDP przytoczyła opinię dr Łucji Marek z krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, która stwierdziła m.in., że badania przeprowadzone przez Marcina Gutowskiego i Ekke Overbeeka, autora książki „Maxima Culpa.Jan Paweł II wiedział”  nie są zgodne z warsztatem badań historycznych ani z rzetelnym warsztatem dziennikarskim.

Po wystąpieniu Jolanty Hajdasz, odbyła się dyskusja z udziałem uczestników majowego spotkania KPK SDP. Poniżej dostępny jest zapis audio całego  spotkania.

 

 

HUBERT BEKRYCHT: W Hadze o równowadze, czyli dlaczego tytułów się nie rymuje (1)

Nie należy nadużywać pretensjonalnych nagłówków, leadów, forszpanów, krzyczącej czcionki, kiedy nie jest to coś naprawdę ważnego lub bulwersującego. Zastosowałem tę formułę i tylko Odbiorcy mogą ocenić, czy słusznie, bo to, co piszę jest próbą relacji z pierwszych godzin rozpoczętego w czwartek dziennikarskiego kongresu, czyli dorocznego spotkania Europejskiej Federacji Dziennikarskiej w Hadze (Annual Meeting European Federacion of Journalists).

Jestem delegatem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich na to spotkanie, obok mnie siedzi szef IMTUU, Niezależnego Związku Mediów na Ukrainie Serhiy Shturkhetskyy (to oficjalna pisownia jego nazwiska w alfabecie łacińskim). Tak jakoś wyszło, że od kilku dni jesteśmy w kontakcie a od 48 godzin, tu w Holandii, w kontekście dziennikarzy i dziennikarstwa, rozmawiamy o sprawach dalekich od Królestwa Niderlandów. O inwazji rosyjskiej a Ukrainę, o znaczeniu dziennikarstwa podczas tego ciężkiego nie tylko dla kraju Serhiya czasu. Ciężkiego przede wszystkim dla Ukraińców, dla Europy, świata i EFJ.

Porządek a rzeczywistość. Obrad…

Gdyby przejrzeć porządek dzienny kongresu są tam też sprawy bezpieczeństwa na świecie, głównie bezpieczeństwa dziennikarzy. Na początku kongresu uczciliśmy pamięć Koleżanek I Kolegów, którzy polegli, albo zostali zamordowani w pracy, między innymi na Ukrainie.

Wobec planu na ubiegłoroczne spotkanie coraz mniej jest też punktów dotyczących wojny i pomocy Ukrainie. Mniej jest też w planach dyskusji o sprawie najważniejszej, tej, która, poza wojną, sprowadziła nas do Hagi. Chodzi o finanse EFJ, które zdominowane są przez naszą „matkę” IFJ Międzynarodowe Stowarzyszenie Dziennikarzy (International Federation of Journalists).

Polityczna poprawność ponad wojną?

Dużo natomiast, od pierwszych godzin spotkania, poświęca się – nie chciałbym pisać tego określenia, ale napiszę – politycznej poprawności, która nie jest, do cholery w dominującym od konfliktów świecie, sprawą najważniejszą.

Zatem już od rana „rozgorzała” debata i sprawozdania. Politycznie poprawna. Wkurzyłem się, bo, kiedy giną dziennikarze, kiedy są zamykani w więzieniach, co rozpatruje się w pierwszej godzinie kongresu. Otóż, paru sympatycznych kolegów mówi m.in. o molestowaniu dziennikarek w sieci. Zgadzam się, to sprawa ważna, ale czy warta stygmatu patriarchatu i nietolerancji w środowisku dziennikarskim. Przecież to nie jest prawda, wszędzie zdarzają się przekroczenia norm obyczajowych, nawet prawa, ale na Boga, czy ten, nie waham się tego tak nazwać zawodowy feminizm, nie może poczekać do czasu załatwienie najistotniejszych kwestii – bezpieczeństwa członków EFJ na Ukrainie i pomocy dla tego kraju, walce z naruszaniem niezależności mediów i finansom federacji. Zobaczymy.

 

Aha, zapomniałbym,

w towarzystwie bez zmian

Tak jak w ub. roku w Izmirze przy podziale głosów  5 mandatów przyznano „delegacji” z Polski (taki twór jest w statucie, choć w EFJ są zupełnie różne trzy podmioty, w tym SDP). I tu ciekawostka, wg. statutu głosy (mandaty) należą się stowarzyszeniom skupiającym powyżej 600 osób.

Podczas przekazania głosów przedstawiciel Towarzystwa Dziennikarskiego (oficjalnie 110 członków) dosłownie wpłynął w okolice mównicy i chciał odebrać głosy, zapewne w imieniu całej polskiej sceny dziennikarskiej. Administracja EFJ wytłumaczyła mu, że – tylko z powodu tzw. obyczaju kongresowego tak małym organizacjom, jak TD, należy się najwyżej jeden głos. Nie można bowiem zignorować największej polskiej organizacji w EFJ, czyli SDP liczącego ponad 2800! Ostatecznie dostaliśmy 4 mandaty.

Między mną a delegatem TD doszło do ostrej wymiany zdań. Ów człowiek obraził się na SDP, kiedy nie chcieliśmy go wybrać prezesem stowarzyszenia i współzakładał TD i dotąd opowiada  niestworzone rzeczy o naszym gronie, tak jak w Izmirze, gdzie forsował projekt zmanipulowanej uchwały, która, w skrócie, sprowadzała się do tezy, że w Polsce i na Węgrzech szaleje cenzura… A kongres w 2022 r. odbywał się w Turcji.

Zwróciłem mu uwagę, aby nie kompromitował Polski podczas kongresu. Powiedziałem, że w mojej ocenie TD jest silnie upolitycznione, bo związane z PO ( mocne, delikatnie pisząc, powiązania z EPP, frakcją PE, w której jest właśnie PO i PSL). Poradził mi tonem znanym mi z pogróżek pod moim adresem, abym „tak się nie zachowywał”. Wobec tego dodałem jeszcze tylko, że drugi z reprezentantów TD był członkiem partii komunistycznej, a obecnie zasiada w kadłubowej radzie z etyką w nazwie… Teraz TD przygotowało – m.in. pełne komplementów pod adresem znanej z nienawiści do Polski komisarz europejskiej Very Jurowej z EPP – stanowisko w sprawie zagrożeń wolności mediów. To już sytuacja nie tyle śmieszna, co smutna…

 

Wybrano władze Koła Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Mrągowie

W ostatni czwartek (4 maja) walne zebranie sprawozdawczo-wyborcze mrągowskiego Koła Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wybrało „nowego” przewodniczącego. Został nim Mateusz Kossakowski, który dzierży tę funkcję już trzecią kadencję.

Zastępcą przewodniczącego Koła został Zdzisław Piaskowski, a sekretarzem od maja jest Hanna Szymborska.

Mrągowskie Koło SDP istnieje już od 5 lat. Zostało zainicjowane przez śp. Andrzeja Badurka i od początku funkcjonowania włącza się w działalność Warmińsko-Mazurskiego Oddziału SDP, a także inicjuje swoje liczne działania.

Pionierskim działaniem Koła jest wydanie numeru tematycznego ogólnopolskiego czasopisma „Bez Wierszówki” w całości poświęconego tematyce kresowej oraz organizacja warsztatów integracyjno dziennikarskich odbywających się podczas Festiwalu Kultury Kresowej. Wśród zaproszonych gości byli m.in. Jolanta Hajdasz, wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Aleksandra Tabaczyńska, skarbnik stowarzyszenia.

Mateusz Kossakowski od 23 marca 2023 roku piastuje także funkcję prezesa Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Zdzisław Piaskowski

Medale Gloria Artis dla olsztyńskich dziennikarzy

Troje dziennikarzy – Joanna Wańkowska-Sobiesiak, ks. Jan Rosłan i Zenon Złakowski – z Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich otrzymało wysokie odznaczenia państwowe.

Uroczystość wręczenia odznaczeń odbyła się w Olsztynie w środę, 3 maja przy okazji wojewódzkich obchodów 232. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja.  Brązowe medale „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” z rąk wojewody warmińsko-mazurskiego Artura Chojeckiego odebrali: Joanna Wańkowska-Sobiesiak, ks. Jan Rosłan i Zenon Złakowski. Medal ten nadawany jest przez ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego osobom szczególnie wyróżniającym się w dziedzinie twórczości artystycznej, działalności kulturalnej lub ochronie kultury i dziedzictwa narodowego.

Joanna-Wańkowska-Sobiesiak, z wykształcenia konserwator zabytków, a z pasji dziennikarka i pisarka od prawie 50 lat. Z prasą branżową i regionalną związała się już w latach 80. XX wieku podczas pracy w PP Pracownie Konserwacji Zabytków  w Olsztynie, a potem jako urzędnik państwowy w Urzędzie Wojewódzkim (była m.in. pełnomocnikiem wojewody ds., mniejszości narodowych i etnicznych). Publikowała m.in. w Posłańcu Warmińskim, obu Dziennikach Pojezierza, Rzeczpospolitej, Słowie Dzienniku Katolickim, Gazecie Warmińskiej, Tygodniku Warmińskim, miesięczniku SDP Bez Wierszówki, wydawnictwach stowarzyszenia „Borussia”. Joanna Wańkowska-Sobiesiak jest autorką szesnastu reportażowych książek poświęconych głównie przeszłości Warmii i Mazur oraz Prus Wschodnich oraz losów ich mieszkańców,  ostatnio interesuje ją głównie tematyka mazurska. Od 29 lat należy do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, a w latach 2002-2011 była prezesem oddziału SDP w Olsztynie. Organizowała i przewodniczyła jury wielu konkursów dziennikarskich. Niedawno została wybrana wiceprezesem WM Oddziału SDP.

Ks. Jan Rosłan, absolwent polonistyki i teologii, dziennikarzem jest już 50 lat. Publikował jeszcze jako student w prasie młodzieżowej i społeczno-kulturalnej, członek redakcji Rezonansu, pisma NSZZ Solidarność w Olsztynie (do stanu wojennego). W 1983 roku związał się z dwutygodnikiem Posłaniec Warmiński, którego był redaktorem naczelnym w latach 1999-2007. Był też sekretarzem dwumiesięcznika Warmińskie Wiadomości Archidiecezjalne oraz dwa lata redaktorem naczelnym Kalendarza Maryjnego. Kilka lat był rzecznikiem prasowym Kurii Metropolitalnej w Olsztynie i korespondentem Katolickiej Agencji informacyjnej. Jan Rosłan  wydał też kilka książek, kilkanaście zredagował lub był ich współautorem, jego teksty ukazywały się w wielu antologiach. Do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich należy od 35 lat, przewodniczy komisji członkowskiej WMOSDP. Od siedmiu lat jest redaktorem naczelnym miesięcznika Debata. Jest też członkiem kolegium redakcyjnego i stałym felietonistą olsztyńskiego czasopisma SDP Bez Wierszówki.

Zenon Złakowski, absolwent polonistyki, dziennikarzem (głównie radiowym) jest także od 50 lat. Wcześniej pracował w olsztyńskich bibliotekach. Współredagował pismo Przemiany, w 1973 roku został reporterem Radia Olsztyn, a w1986 roku związał się z Posłańcem Warmińskim. Jest poetą, debiutował w 1976 roku, a jego utwory ukazały się w wielu zbiorach. W 1982 wydał też pierwszą książkę prozatorską „Nim skończy się dzień’, do dziś napisał kilka kolejnych, zwłaszcza biograficznych i dokumentalnych poświęconych historii NSZZ „Solidarność” (do tego związku wstąpił w 1981 r.). W 1992 roku przyjęty do Związku Pisarzy Polskich. Był redaktorem naczelnym olsztyńskiego dwutygodnika  Nasz Region (2000 r.), a następnie miesięcznika Krajobrazy i Spojrzenia (2005-2008) wydawanego przez Stow. Warmińska Inicjatywa Kulturalna, którego był prezesem. Jest znanym działaczem katolickim (był m.in. prezesem Akcji Katolickiej 1996-1999) i społeczno-politycznym. W latach 1989-1991 był posłem z ramienia Komitetu Obywatelskiego, a w latach 1998-2002 radnym olsztyńskim z ramienia Akcji Wyborczej „Solidarność”. W 2006 roku zasiadał w Radzie Nadzorczej Radia Olsztyn z rekomendacji Ligi polskich Rodzin. Jest też honorowym członkiem WM Oddziału SDP i laureatem kilku konkursów prasowych. Wciąż pisze, ostatnio scenariusz do filmu „Atak na region” na podstawie swojej książki „Stało się”.

Jerzy Pantak