WOŁODYMYR SYDORENKO: Wystawa praca polskich fotografików w Kijowie

Dyrektor kijowskiej Biblioteki im. Mikołaja Gogola, Olena Ryabiy, mówi, że większość wydarzeń w jej placówce odbywa się w przestrzeni, w której czytelnicy mają do czynienia z wieloma rodzajami sztuki. Właśnie w tym miejscu prezentowana jest wystawa prac Bełchatowskiego Towarzystwa Fotograficznego pt. „Polski kalejdoskop”. Została otwarta z okazji Dnia Flagi RP 2 maja i można ją oglądać do końca miesiąca.

W kijowskiej bibliotece odbywa się wiele wydarzeń – konferencje czytelnicze, wieczory poetyckie i literackie. Olena Ryabiy oprowadzając po wystawie opowiedziała o nawiązaniu kontaktów między lokalnym stowarzyszeniem fotograficznym „Kyivphotos-Hall 2012” a Bełchatowskim Towarzystwem Fotograficznym oraz o wymianie twórczej między artystami z Polski i Kijowa. Wystawa prezentuje prace polskich mistrzów fotografii: Marka Gubały, Małgorzaty Politańskiej, Sławomira Owczarka, Longiny Rychiewskiej, Roberta Komory, Petra Vlasaka i innych.

Olena Ryabiy opowiedziała, że ​​niedawno w Bełchatowskim Towarzystwie Fotograficznym odbyła się 9. edycja Międzynarodowych Warsztatów Fotograficznych ENERGIA, w której oprócz fotografików z Polski wzięli udział mistrzowie z Belgii, Bułgarii, Czech, Finlandii, Litwy, Niemiec, Portugalii i Słowacji .

Dyrektor Biblioteki im. Mikołaja Gogola, podkreśliła, iż w Kijowie pamięta się o pomocy jaką Polska udzieliła państwu ukraińskiemu i narodowi ukraińskiemu po rosyjskiej agresją. Wyraziła nadzieję, że współpraca kulturalna między naszymi krajami będzie pogłębiana, a w salach kijowskich bibliotek odbędzie się jeszcze niejedna wystawa polskich artystów.

 

 

 

 

W Klubie Publicystyki Kulturalnej SDP o medialnym ataku na Jana Pawła II

Atak na Jana Pawła II. Analiza manipulacji i publikacji medialnych wokół reportażu TVN „Franciszkańska 3″ i książki wydawnictwa Agora „Maxima Culpa.Jan Paweł II wiedział” – tak brzmiał temat majowego spotkania Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP. Gościem była dr Jolanta Hajdasz, medioznawca, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP i wiceprezes SDP.  

– Maj to miesiąc związany z Janem Pawłem II, urodził się 18 maja 1920 roku, a 13 maja 1981 roku przeżył zamach na swoje życie – przypomniała dr Teresa Kaczorowska, przewodnicząca KPK SDP rozpoczynając spotkanie.

Jolanta Hajdasz tłumaczyła, że sprawa medialnego ataku na Jana Pawła II jest ważną, bo pokazuje mechanizmy współczesnej walki o wartości. Podkreśliła, że warto je poznać, aby umieć się przed nim bronić.

– W zalewie tej pseudonaukowej i pseudodziennikarskiej twórczości mogło umknąć sedno sprawy, mogło się odnieść wrażenia, że nowych informacji jest bardzo dużo, że dowodów na niewłaściwe zachowanie, niewłaściwą reakcję Jana Pawła II jest jednak wiele, że lista zarzutów wcale nie taka mała. Chcę jednoznacznie powiedzieć, że tak nie jest, że tak naprawdę mieliśmy do czynienia z bezprecedensowym atakiem na Jana Pawła II – mówiła dyrektor CMWP SDP.

Na początku spotkania Jolanta Hajdasz próbowała odpowiedzieć na pytanie dlaczego doszło do takiego ataku, dlaczego jego celem stał się Papież, który wniósł do życia swoich rodaków tak wiele dobroci, serca, mądrości, który przywracał godność, pokoleniom udręczonym okrucieństwami II wojny światowej i upokarzanym totalitarnymi ustrojami. Aby to wytłumaczyć przywołała słowa prof. Wojciecha Roszkowskiego, który stwierdził m.in. że była to próba pozbawienia Polaków i ludzi na całym świecie symbolu mądrości i prawości, niemal ostatniego autorytetu, za którym podążały miliony.

– Dla mnie wyjątkowo przykrą rzeczą było to, że ten atak płynął poprzez media. Dziennikarz, który ma misję służenia prawdzie, może się mylić, ale nie wolno mu kłamać. Co wymowne, do dzisiaj nie usłyszeliśmy od nikogo słowa przepraszam, choć wielokrotnie fachowcy, historycy udowodnili manipulacje, które zawarte są zarówno w książce „Maxima Culpa. Jan Paweł II wiedział” jak i reportażu „Franciszkańska 3” – podkreśliła wiceprezes SDP.

W dalszej części wystąpienia Jolanta Hajdasz szczegółowo przeanalizowała mechanizmy manipulacji. Zwróciła uwagę np. na ogromną promocję reportażu „Franciszkańska 3” w TVN24 i social mediach jeszcze przed jego emisją, w której podkreślano, że materiał ten bezwzględnie udowadnia, że Karol Wojtyła, jako arcybiskup krakowski, wiedział o przypadkach pedofili i je tuszował.

Analizując reportaż dyrektor CMWP SDP, zauważyła, że został on technicznie bardzo dobrze zrealizowany, świadczą o tym ujęcia z różnych kamer, zdjęcia z drona, budująca napięcie muzyka, odpowiednio dobrany głos komentatora. To wszystko ma na celu budowanie u widzów wrażenia, że przekazywane treści są prawdziwe.

– Co mnie uderzyło, to brak dziennikarskich danych, które potwierdzałyby wiarygodność materiału – mówiła wiceprezes SDP.

Dziwne wydało się np. że ofiary księży pedofilów z tamtego okresu, którzy dziś są ludźmi sędziwymi, często stojącymi już u schyłku życia, a więc nie mający raczej nic do stracenia, pokazano z zamazaną twarzą.

– Nie wiemy kim są wypowiadający bardzo mocne oskarżenia ludzie – zauważyła Jolanta Hajdasz.   – Ukrywanie tożsamości świadków, zdjęcia z ukrytej kamery, gdzie ludzie mówią coś nie wiedząc, że są nagrywani, to też jest rodzaj manipulacji. Poważne oskarżenia wypowiadane są jednym zdaniem, jakby mimochodem.

Głównym argumentem podważającym wiarygodność reportażu Gutowskiego jest jednak ahistoryczność. Jak podkreśliła, dyrektor CMWP SDP w materiale tym mieliśmy do czynienia zarówno z ahistoryczną interpretacją, jak i  z ahistoryczną ocenę źródeł dawnego Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa.

– Wyrywamy z kontekstu tamtych czasów dany fakt, nie konfrontujemy go z zeznaniami innych świadków, z ustaleniami historyków, z innymi dokumentami. Dokonujemy oceny danego zdarzenia z perspektywy dzisiejszej, naszej wiedzy. Nie bierzemy pod uwagę, że czas ileś tam lat temu był inny, że kontekst mógłby być inny – mówiła Jolanta Hajdasz.

Na koniec dyrektor CMWP SDP przytoczyła opinię dr Łucji Marek z krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej, która stwierdziła m.in., że badania przeprowadzone przez Marcina Gutowskiego i Ekke Overbeeka, autora książki „Maxima Culpa.Jan Paweł II wiedział”  nie są zgodne z warsztatem badań historycznych ani z rzetelnym warsztatem dziennikarskim.

Po wystąpieniu Jolanty Hajdasz, odbyła się dyskusja z udziałem uczestników majowego spotkania KPK SDP. Poniżej dostępny jest zapis audio całego  spotkania.

 

 

HUBERT BEKRYCHT: W Hadze o równowadze, czyli dlaczego tytułów się nie rymuje (1)

Nie należy nadużywać pretensjonalnych nagłówków, leadów, forszpanów, krzyczącej czcionki, kiedy nie jest to coś naprawdę ważnego lub bulwersującego. Zastosowałem tę formułę i tylko Odbiorcy mogą ocenić, czy słusznie, bo to, co piszę jest próbą relacji z pierwszych godzin rozpoczętego w czwartek dziennikarskiego kongresu, czyli dorocznego spotkania Europejskiej Federacji Dziennikarskiej w Hadze (Annual Meeting European Federacion of Journalists).

Jestem delegatem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich na to spotkanie, obok mnie siedzi szef IMTUU, Niezależnego Związku Mediów na Ukrainie Serhiy Shturkhetskyy (to oficjalna pisownia jego nazwiska w alfabecie łacińskim). Tak jakoś wyszło, że od kilku dni jesteśmy w kontakcie a od 48 godzin, tu w Holandii, w kontekście dziennikarzy i dziennikarstwa, rozmawiamy o sprawach dalekich od Królestwa Niderlandów. O inwazji rosyjskiej a Ukrainę, o znaczeniu dziennikarstwa podczas tego ciężkiego nie tylko dla kraju Serhiya czasu. Ciężkiego przede wszystkim dla Ukraińców, dla Europy, świata i EFJ.

Porządek a rzeczywistość. Obrad…

Gdyby przejrzeć porządek dzienny kongresu są tam też sprawy bezpieczeństwa na świecie, głównie bezpieczeństwa dziennikarzy. Na początku kongresu uczciliśmy pamięć Koleżanek I Kolegów, którzy polegli, albo zostali zamordowani w pracy, między innymi na Ukrainie.

Wobec planu na ubiegłoroczne spotkanie coraz mniej jest też punktów dotyczących wojny i pomocy Ukrainie. Mniej jest też w planach dyskusji o sprawie najważniejszej, tej, która, poza wojną, sprowadziła nas do Hagi. Chodzi o finanse EFJ, które zdominowane są przez naszą „matkę” IFJ Międzynarodowe Stowarzyszenie Dziennikarzy (International Federation of Journalists).

Polityczna poprawność ponad wojną?

Dużo natomiast, od pierwszych godzin spotkania, poświęca się – nie chciałbym pisać tego określenia, ale napiszę – politycznej poprawności, która nie jest, do cholery w dominującym od konfliktów świecie, sprawą najważniejszą.

Zatem już od rana „rozgorzała” debata i sprawozdania. Politycznie poprawna. Wkurzyłem się, bo, kiedy giną dziennikarze, kiedy są zamykani w więzieniach, co rozpatruje się w pierwszej godzinie kongresu. Otóż, paru sympatycznych kolegów mówi m.in. o molestowaniu dziennikarek w sieci. Zgadzam się, to sprawa ważna, ale czy warta stygmatu patriarchatu i nietolerancji w środowisku dziennikarskim. Przecież to nie jest prawda, wszędzie zdarzają się przekroczenia norm obyczajowych, nawet prawa, ale na Boga, czy ten, nie waham się tego tak nazwać zawodowy feminizm, nie może poczekać do czasu załatwienie najistotniejszych kwestii – bezpieczeństwa członków EFJ na Ukrainie i pomocy dla tego kraju, walce z naruszaniem niezależności mediów i finansom federacji. Zobaczymy.

 

Aha, zapomniałbym,

w towarzystwie bez zmian

Tak jak w ub. roku w Izmirze przy podziale głosów  5 mandatów przyznano „delegacji” z Polski (taki twór jest w statucie, choć w EFJ są zupełnie różne trzy podmioty, w tym SDP). I tu ciekawostka, wg. statutu głosy (mandaty) należą się stowarzyszeniom skupiającym powyżej 600 osób.

Podczas przekazania głosów przedstawiciel Towarzystwa Dziennikarskiego (oficjalnie 110 członków) dosłownie wpłynął w okolice mównicy i chciał odebrać głosy, zapewne w imieniu całej polskiej sceny dziennikarskiej. Administracja EFJ wytłumaczyła mu, że – tylko z powodu tzw. obyczaju kongresowego tak małym organizacjom, jak TD, należy się najwyżej jeden głos. Nie można bowiem zignorować największej polskiej organizacji w EFJ, czyli SDP liczącego ponad 2800! Ostatecznie dostaliśmy 4 mandaty.

Między mną a delegatem TD doszło do ostrej wymiany zdań. Ów człowiek obraził się na SDP, kiedy nie chcieliśmy go wybrać prezesem stowarzyszenia i współzakładał TD i dotąd opowiada  niestworzone rzeczy o naszym gronie, tak jak w Izmirze, gdzie forsował projekt zmanipulowanej uchwały, która, w skrócie, sprowadzała się do tezy, że w Polsce i na Węgrzech szaleje cenzura… A kongres w 2022 r. odbywał się w Turcji.

Zwróciłem mu uwagę, aby nie kompromitował Polski podczas kongresu. Powiedziałem, że w mojej ocenie TD jest silnie upolitycznione, bo związane z PO ( mocne, delikatnie pisząc, powiązania z EPP, frakcją PE, w której jest właśnie PO i PSL). Poradził mi tonem znanym mi z pogróżek pod moim adresem, abym „tak się nie zachowywał”. Wobec tego dodałem jeszcze tylko, że drugi z reprezentantów TD był członkiem partii komunistycznej, a obecnie zasiada w kadłubowej radzie z etyką w nazwie… Teraz TD przygotowało – m.in. pełne komplementów pod adresem znanej z nienawiści do Polski komisarz europejskiej Very Jurowej z EPP – stanowisko w sprawie zagrożeń wolności mediów. To już sytuacja nie tyle śmieszna, co smutna…

 

Wybrano władze Koła Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Mrągowie

W ostatni czwartek (4 maja) walne zebranie sprawozdawczo-wyborcze mrągowskiego Koła Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wybrało „nowego” przewodniczącego. Został nim Mateusz Kossakowski, który dzierży tę funkcję już trzecią kadencję.

Zastępcą przewodniczącego Koła został Zdzisław Piaskowski, a sekretarzem od maja jest Hanna Szymborska.

Mrągowskie Koło SDP istnieje już od 5 lat. Zostało zainicjowane przez śp. Andrzeja Badurka i od początku funkcjonowania włącza się w działalność Warmińsko-Mazurskiego Oddziału SDP, a także inicjuje swoje liczne działania.

Pionierskim działaniem Koła jest wydanie numeru tematycznego ogólnopolskiego czasopisma „Bez Wierszówki” w całości poświęconego tematyce kresowej oraz organizacja warsztatów integracyjno dziennikarskich odbywających się podczas Festiwalu Kultury Kresowej. Wśród zaproszonych gości byli m.in. Jolanta Hajdasz, wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Aleksandra Tabaczyńska, skarbnik stowarzyszenia.

Mateusz Kossakowski od 23 marca 2023 roku piastuje także funkcję prezesa Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Zdzisław Piaskowski

Medale Gloria Artis dla olsztyńskich dziennikarzy

Troje dziennikarzy – Joanna Wańkowska-Sobiesiak, ks. Jan Rosłan i Zenon Złakowski – z Warmińsko-Mazurskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich otrzymało wysokie odznaczenia państwowe.

Uroczystość wręczenia odznaczeń odbyła się w Olsztynie w środę, 3 maja przy okazji wojewódzkich obchodów 232. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja.  Brązowe medale „Zasłużony Kulturze Gloria Artis” z rąk wojewody warmińsko-mazurskiego Artura Chojeckiego odebrali: Joanna Wańkowska-Sobiesiak, ks. Jan Rosłan i Zenon Złakowski. Medal ten nadawany jest przez ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego osobom szczególnie wyróżniającym się w dziedzinie twórczości artystycznej, działalności kulturalnej lub ochronie kultury i dziedzictwa narodowego.

Joanna-Wańkowska-Sobiesiak, z wykształcenia konserwator zabytków, a z pasji dziennikarka i pisarka od prawie 50 lat. Z prasą branżową i regionalną związała się już w latach 80. XX wieku podczas pracy w PP Pracownie Konserwacji Zabytków  w Olsztynie, a potem jako urzędnik państwowy w Urzędzie Wojewódzkim (była m.in. pełnomocnikiem wojewody ds., mniejszości narodowych i etnicznych). Publikowała m.in. w Posłańcu Warmińskim, obu Dziennikach Pojezierza, Rzeczpospolitej, Słowie Dzienniku Katolickim, Gazecie Warmińskiej, Tygodniku Warmińskim, miesięczniku SDP Bez Wierszówki, wydawnictwach stowarzyszenia „Borussia”. Joanna Wańkowska-Sobiesiak jest autorką szesnastu reportażowych książek poświęconych głównie przeszłości Warmii i Mazur oraz Prus Wschodnich oraz losów ich mieszkańców,  ostatnio interesuje ją głównie tematyka mazurska. Od 29 lat należy do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, a w latach 2002-2011 była prezesem oddziału SDP w Olsztynie. Organizowała i przewodniczyła jury wielu konkursów dziennikarskich. Niedawno została wybrana wiceprezesem WM Oddziału SDP.

Ks. Jan Rosłan, absolwent polonistyki i teologii, dziennikarzem jest już 50 lat. Publikował jeszcze jako student w prasie młodzieżowej i społeczno-kulturalnej, członek redakcji Rezonansu, pisma NSZZ Solidarność w Olsztynie (do stanu wojennego). W 1983 roku związał się z dwutygodnikiem Posłaniec Warmiński, którego był redaktorem naczelnym w latach 1999-2007. Był też sekretarzem dwumiesięcznika Warmińskie Wiadomości Archidiecezjalne oraz dwa lata redaktorem naczelnym Kalendarza Maryjnego. Kilka lat był rzecznikiem prasowym Kurii Metropolitalnej w Olsztynie i korespondentem Katolickiej Agencji informacyjnej. Jan Rosłan  wydał też kilka książek, kilkanaście zredagował lub był ich współautorem, jego teksty ukazywały się w wielu antologiach. Do Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich należy od 35 lat, przewodniczy komisji członkowskiej WMOSDP. Od siedmiu lat jest redaktorem naczelnym miesięcznika Debata. Jest też członkiem kolegium redakcyjnego i stałym felietonistą olsztyńskiego czasopisma SDP Bez Wierszówki.

Zenon Złakowski, absolwent polonistyki, dziennikarzem (głównie radiowym) jest także od 50 lat. Wcześniej pracował w olsztyńskich bibliotekach. Współredagował pismo Przemiany, w 1973 roku został reporterem Radia Olsztyn, a w1986 roku związał się z Posłańcem Warmińskim. Jest poetą, debiutował w 1976 roku, a jego utwory ukazały się w wielu zbiorach. W 1982 wydał też pierwszą książkę prozatorską „Nim skończy się dzień’, do dziś napisał kilka kolejnych, zwłaszcza biograficznych i dokumentalnych poświęconych historii NSZZ „Solidarność” (do tego związku wstąpił w 1981 r.). W 1992 roku przyjęty do Związku Pisarzy Polskich. Był redaktorem naczelnym olsztyńskiego dwutygodnika  Nasz Region (2000 r.), a następnie miesięcznika Krajobrazy i Spojrzenia (2005-2008) wydawanego przez Stow. Warmińska Inicjatywa Kulturalna, którego był prezesem. Jest znanym działaczem katolickim (był m.in. prezesem Akcji Katolickiej 1996-1999) i społeczno-politycznym. W latach 1989-1991 był posłem z ramienia Komitetu Obywatelskiego, a w latach 1998-2002 radnym olsztyńskim z ramienia Akcji Wyborczej „Solidarność”. W 2006 roku zasiadał w Radzie Nadzorczej Radia Olsztyn z rekomendacji Ligi polskich Rodzin. Jest też honorowym członkiem WM Oddziału SDP i laureatem kilku konkursów prasowych. Wciąż pisze, ostatnio scenariusz do filmu „Atak na region” na podstawie swojej książki „Stało się”.

Jerzy Pantak

 

Podwójne standardy, hipokryzja, manipulacja – felieton JOLANTY HAJDASZ

Chcę zwrócić uwagę na pozornie mało istotne wydarzenia z ostatnich dni dotyczące jednej telewizji i jednego tygodnika, by pokazać, jakimi metodami posługuje się współczesny świat mediów chcąc manipulować opinią publiczną, a w ślad za tym oczywiście chcąc manipulować naszym myśleniem i światopoglądem.  Temat jest oczywiście obszerny, nie da się go zamknąć w krótkim felietonie, ale czasem mały przykład mówi więcej niż potężny wielostronicowy podręcznik. Fakty, o których chcę powiedzieć pokazuję po prostu podwójne standardy, jakie obowiązują w mediach przedstawiających się jako pozornie obiektywne, czy pozornie niezależne.

Kilka dni temu David Zaslav, szef amerykańskiego koncernu Warner Bros. Discovery, firmy będącej właścicielem telewizji TVN odwiedził siedzibę stacji w Warszawie i jak można się było spodziewać wychwalał „uczciwość dziennikarską” podległej mu stacji telewizyjnej nadającej w Polsce. Jesteśmy dumni z poziomu informacji przedstawianych w TVN. Walczymy o uczciwość dziennikarską i dbamy o to, aby widzom w Polsce przedstawiać wszystkie fakty i opinie z każdej strony – mówił do swoich dziennikarzy przedstawiciel globalnego medialnego giganta. Prezes wypowiadał się także w telewizyjnym wywiadzie, przed przyjazdem do Polski kontaktował się z przedstawicielami Białego Domu, a ostatnio spotkał się z Prezydentem Andrzejem Dudą, co ma nam wszystkim pewnie pokazać prestiż kierowanej przez niego stacji.

W jego wypowiedziach nie znalazło się jednak nawet malutkie słowo „przepraszam” za skandalicznie manipulatorski, bo nieprawdziwy film atakujący Jana Pawła II, wyemitowany przez jego telewizję TVN kilka tygodni wcześniej. Medialny boss nie odniósł się w żaden sposób to tego, że sugestywny i zrealizowany z wielkim rozmachem technologicznym pseudo dokumentalny reportaż oparty jest m.in. na preparowanych przez Służbę Bezpieczeństwa fałszywych materiałach i że jego autorzy popełnili szereg błędów merytorycznych i warsztatowych. Co z tego, skoro mamy wolność słowa i każdy może opublikować dowolne kłamstwo praktycznie bez konsekwencji, szczególnie gdy jest tak wielkim międzynarodowym gigantem medialnym? Brak tego słowa „przepraszam” za błędy popełnione przez dziennikarzy i redaktorów TVN  w stosunku do Jana Pawła II i pamięci o nim nakazuje co najmniej dystans i wielką rezerwę w odniesieniu do głoszonych przez prezesa Warner Bros Discovery szczytnych haseł o tym jak podległa mu telewizja walczy o uczciwość dziennikarską i dba o to, aby widzom w Polsce przedstawiać wszystkie fakty i opinie z każdej strony.

W materiale o Papieżu Polaku nie znalazły się przecież żadne fakty przeczące postawionej z góry krzywdzącej go tezie, nie przedstawiono ich także później, wiec nadal obowiązuje w tamtym środowisku ta fałszywa narracja, jaką przedstawiono w filmie „Franciszkańska 3”. Jeśli szef koncernu wychwala taki standard informowania o otaczającym nas świecie, jeśli nie potrafi przyznać się nawet do błędów udowodnionych publicznie przez fachowców, w tym wypadku chociażby historyków, to nie miejmy złudzeń, że z prawdą taki przekaz ma niewiele wspólnego. Nie mam wątpliwości, że na tak daleko posuniętą manipulację nie byłoby miejsca w jego kraju, w Stanach Zjednoczonych i natychmiast znalazłby się sposób na ukaranie manipulatorów, którzy nawet nie potrafią publicznie przyznać się do popełnionych błędów.  Wniosek jest prosty – podwójne standardy, inaczej u siebie, inaczej w takim peryferyjnym dla niego kraju jak nasz.

I kolejna sprawa – skandaliczny list redakcji tygodnika NIE do zachodnich redakcji o notorycznym łamaniu wolności słowa w Polsce. W liście do redakcji zachodnioeuropejskich gazet m.in. w Niemczech, Holandii, we Włoszech, Hiszpanii czy Francji redakcja założona przez komunistycznego propagandzistę Jerzego Urbana pisze, że – cytuję – polskie państwo rządzone przez prawicowe i ultraprawicowe partie łamie zasadę wolności słowa i nie respektuje praw człowieka. Gazeta w swoim liście pisze o rzekomym szoku, w jakim znalazła się polska opinia publiczna po filmach i artykułach, które – uwaga znowu cytat – rzekomo wykazały, że Karol Wojtyła już jako arcybiskup krakowski przyczynił się do tuszowania przypadków pedofilii w Kościele katolickim.

Oczywiście gazeta nie dodaje, że były to publikacje wbrew faktom, wbrew opracowaniom historyków i że sama pisząc w ten sposób okłamuje adresatów swojego listu. Nas w Polsce raczej to nie dziwi, bo przecież tak właśnie działał ich założyciel oczerniając działaczy podziemnej „Solidarności” i Kościoła na swoich konferencjach prasowych dla zagranicznych korespondentów akredytowanych w Polsce w czasie stanu wojennego, ale dzisiaj na Zachodzie przecież nikt o tym nie wie ani tego nikomu nie przypomni.

W Polsce nikt żadnej gazety, nawet tak skrajnie wulgarnej i kłamliwej jak NIE, nie zamyka, ani w praktyce niczym nie każe, nawet mimo obrazoburczych treści. W przypadku NIE, gdy zareagował dystrybutor, a więc Poczta Polska i PKN Orlen usuwając ze swoich punktów sprzedaży ten numer tygodnika, który skrajnie szyderczo wykorzystał po raz kolejny wizerunek Jana Pawła II i Krzyża świętego, to przecież kolporterzy prasy zostali pozwani do sądu i śmiem twierdzić, że to oni będą ukarani wbrew logice, faktom i zasadom odpowiedzialności za słowo, która powinna obowiązywać wszystkie media. Ale w naszej obecnej zachodniej kulturze wszystko można odwrócić. Obrazoburczy tygodnik, który powinien być ukarany za swoje kłamstwa i brak szacunku dla cudzych świętości powołuje się dzisiaj na ideały wolności prasy i wolności słowa, „zapominając” poinformować zagranicznych adresatów swojego listu chociażby o tym iż wszystkie te pseudoinformacje dotyczące Jana Pawła II oparte są na kłamstwach i manipulacjach materiałami wytworzonymi w czasach komunistycznych przez służby bezpieczeństwa, a ich wiarygodność jest dzisiaj dosłownie żadna.

Niestety trzeba więc powiedzieć wprost, że kraje zachodnie znalazły się w pułapce fantazji i utopii na temat rozpowszechniania swoich wartości na całym świecie. Do kanonu tych wartości należy oczywiście także wolność słowa. Okazuje się ona próżnym sloganem, bo jest szyderczo i cynicznie wykorzystywana przez wpływowe środowiska polityczne i medialne także w naszym kraju. Najsmutniejsze w tym jest to, że przez taką postawę hipokryzji i podwójnych standardów Zachód nie jest w stanie realnie przeciwstawiać się prawdziwym zagrożeniom współczesnego świata. Wrogowie prawdy o otaczającym nas świecie wiedza o tym dobrze, medialne kłamstwa żyją i żyć będą swoim życiem. Dodajmy jednak – dopóki nie będziemy takich metod demaskować.

„O radości iskro bogów…” – CEZARY KRYSZTOPA o kosztach członkostwa w Unii Europejskiej

Pamiętacie histerię po publikacji raportu profesorów Krysiaka i Grosse? Niesamowity wylew emocjonalnych torsji po pracy naukowej, która matematycznie wykazała, że biorąc pod uwagę nie tylko środki, które Polska otrzymała z UE, ale też przepływy finansowe i bilans handlowy, nasz kraj od 2004 do 2020 roku stracił na członkostwie w UE 535 miliardów złotych.

Bo fundusze UE to nie „datki od dobrego brukselskiego wujka”, ale opłata za zezwolenie na gospodarczą kolonizację Polski, traktowanie jej jak rynku zbytu, rezerwuaru taniej siły roboczej i transfery zysków. Polski przemysł mogący stanowić konkurencję dla zachodnioeuropejskiego został zlikwidowany, polski handel zdominowany przez zagraniczne sieci, miliardy wytransferowane, to i po co Europa zachodnia miałaby nam coś jeszcze rekompensować? Dopóki widziała w nas posłuszną utrzymankę, kupowała nam czasem prezenty, ale teraz, kiedy zostaliśmy z jej dzieckiem w postaci wojny na Ukrainie, nie widzi już interesu.

Pozytywy

I żeby nie było, że nie dostrzegam pozytywów. Dostrzegam. Wolności przepływu pieniędzy, towarów i usług, oraz ludzi, to niewątpliwa wartość, choć jakoś tak dziwnie różnie działają w różne strony. Dostrzegam również aspekt członkostwa związany z bezpieczeństwem. Oczywiście, że UE przed niczym konkretnym nas nie obroni, nie ma czym i chwała Panu, bo być może teraz „praworządności” na polskich ulicach broniłyby europejskie czołgi na energię słoneczną. Niewątpliwie jednak członkostwo w UE jest, lub raczej było, dla Rosji sygnałem, że należymy do niemieckiej strefy wpływów.

Jednak Polska nie dotrzymała warunków umowy kolonizacyjnej. Polacy uznali, ze chcą zawalczyć o własną podmiotowość, więc kolonizatorzy stawiają ją pod pręgierzem  i głodzą. Naiwni sądzili, że może wybuch wojny na Ukrainie będzie okazją do resetu wzajemnych stosunków, ale stał się tylko motywacją do jeszcze intensywniejszego głodzenia pod zmyślonym pretekstem „problemów z praworządnością”. Centrali zawalił się plan wspólnego imperium z Rosją, więc na gwałt potrzebuje gotówki. Być może dzięki wstrzymaniu należnych Polsce funduszy europejskich, nawet w zakresie bezpośrednich rozliczeń z Brukselą, staniemy się płatnikiem netto jeszcze szybciej niż to miało nastąpić. Tym bardziej, że grzecznie wszystko pospisujemy.

Bilion

Co więcej, okazało się, że potrzebny wcześniej do budowy „hubu energii z Rosji” koncept likwidacji konkurencyjnych źródeł energii, niektórzy wzięli na poważnie, energicznie go rozwijają i przekuwają na kolejne pozbawione demokratycznej legitymacji dyrektywy, dzięki którym stracimy samochody i możliwe, że domy. W skali państwa, według ministra Waldemara Budy, wprowadzenie założeń Fit for 55 może nas kosztować około biliona złotych, z czego ok 1/5 UE ma na zrekompensować, ale jeśli ma nam rekompensować tak jak „zrekomensowała” w ramach KPO, to może lepiej o tym nie mówmy.

I w tej sytuacji minister Buda, ten sam który pisał do samorządów żeby wycofywały się z prorodzinnych uchwał, w wywiadzie dla Radio Zet mówi – Jestem przekonany, że w 2024 roku tak zdemolujemy Parlament Europejski, jeśli chodzi o całkowicie inne podejście, że odwrócimy część tych reform…

Pozwolę sobie zostawić Państwa z tą zaskakującą puentą.

 

WALTER ALTERMANN: Polska sztuczna inteligencja – nasz sukces

Od dawna podejrzewałem, ale już mam pewność. Nie czekając na prace Zachodu, po cichu opracowaliśmy i wdrożyliśmy do użytku sztuczną inteligencję. Na razie działa w naszych programach telewizyjnych, ale niebawem jej skutków doświadczymy wszędzie. 

Oto oglądam sobie na Discovery audycję historyczną, a właściwie najpierw czytam informację o programie. I tak ją stacje reklamuje i informuje o niej: „Zgłębiając przeszłość. Serial dokumentalny USA. Człowiek urodzony w 1887 roku przewidział wielka depresję i II wojnę światową…”

Już mamy to cudo

Ponieważ o wielkiej depresji jeszcze nie słyszałem, obejrzałem ową audycję. I okazało się, że chodziło o wielki kryzys, który zaczął się w 1929 roku, a trwał do 1933 roku. Zacząłem się zastanawiać kto to napisał… I wyszło mi że musiała ten tekst stworzyć właśnie nasza polska, rodzima sztuczna inteligencja. Potem – w wyniku głębszego jeszcze zastanawiania się – doszedłem do wniosku, że jest to iście epokowy wynalazek – prosty, ale skuteczny. Jak działa to cudo techniki? Normalnie, wystarczy wziąć niedouka, dać mu angielski tekst i niech tłumaczy. Ponieważ osobnik zna słabo angielski to tłumaczy jak automat, albo wprost z Wikipedii.

Dlaczego uważam, że niedouk jest konieczny do działania polskiej sztucznej inteligencji? Z dwu powodów – dobrze wykształcony człowiek chciałby zarabiać więcej i zastanawiałby się o co chodzi. A niedouk jest szybki, godzi się na marną płacę, nic nie wie i skutkiem tego nad niczym się nie zastanawia.

Rozstrzyganie

W TVP, dnia 11.04.2023 roku, w programie „Tajemnice początków Polski”, a więc audycji historycznej, pewien prawdziwy naukowiec, bo miał przed nazwiskiem prof. dr hab. powiedział: „Na tych zgromadzeniach rozstrzygano o sprawach wspólnoty plemiennej”.

Niby komunikat dotarł, ale kulawo. Zauważmy, że rozstrzyganie nie jest tożsame składniowo z podejmowaniem decyzji. Poprawnie byłoby powiedzieć, że na wiecach plemiennych podejmowano decyzje istotne dla wspólnoty.

Niestety z biegiem dziesięcioleci utożsamiliśmy sobie dyskusjęrozstrzyganiem.

Co podkreśla profesor

17 kwietnia w TVP Info wystąpił kolejny raz prof. dr hab. Henryk Domański. Nie mnie osądzać jego poglądy, ale jego lapsus – jak na profesora – był zaskakujący. Otóż powiedział tak: „Warto o tym podkreślać…”

Podkreślać można coś, ale nie można podkreślać o. Piszę o tych nieszczęsny problemach składniowych profesorów, bo jest to niepokojące – skoro tak mówią profesorowie, to jak mówią studenci? Strach się bać czasów, kiedy ci magistrowie – od tych profesorów – wejdą w nasze społeczne życie.

Może się czepiam, ale już tak mam, że nie bardzo wierzą specjalistom, nie wierzę w ich diagnozy i opinie, gdy formułują je tak marnie.

Inspirowanie pana posła

Ostatnio pewien poseł – nazwisko pominę, żeby ani nie podwyższać, ani nie obniżać jego szans w nadchodzących wyborach – zajmuje się amatorsko malarstwem. Bardzo to chwalebne i relaksujące hobby, nic tylko przyklasnąć. Niestety ostatnio w jednej z telewizji poseł zaczął mówić o swoim malarstwie. I tu zaczęły się schody. Poseł powiedział bowiem tak: „Nie inspiruję się w moim malarstwie żadnymi używkami i dlatego mam kreskę prostą, równą i zdecydowaną, a wiem, że wielu malarzy inspirowało się alkoholem i jeszcze gorszymi środkami. I dlatego ich obrazy są takie dziwne”.

Wyjaśnijmy więc, że pojęcie inspiracji ma swoje źródło w łacinie i oznacza natchnienie, zapał twórczy. Inspiracja zawiera rdzeń wywodzący się od łacińskiego spiritus, oznaczającego ducha, tchnienie, a także powiew i wiatr. Inspiratio oznaczać może także natchnienie i oświecenie. A czasownik inspiro, inspirare znaczy m. in.: dąć, dmuchać, rozdmuchać, tchnąć, natchnąć. Przypomnijmy, że w opisie stworzenia człowieka z Księgi Rodzaju Wulgata posługuje się czasownikiem inspiro dla oddania ożywienia człowieka i stworzenia jego duszy.

Tak więc wyjaśnijmy, że owszem wielu twórców było „pod wpływem” alkoholu i narkotyków– jak Witkacy – ale też nie byli „inspirowani” alkoholem lub narkotykami. Inspirować mogą antyczne muzy, żona, kochanka, miłość a nawet filozofia. A zatem – to, że poseł przed malowaniem nie pije jest cenne, bo przy dużej pasji łatwo byłoby mu popaść w uzależnienie.

Zwycięstwo nie jedno ma imię

„Muszą zwyciężyć ten mecz” – mówi sprawozdawca sportowy meczu w Canal+. I mamy kolejny kłopot ze sprawozdawcami sportowymi. Błąd jest częsty, ale nie może być pobłażania dla „recydywy”. Zatem wyjaśnijmy.

Zwyciężyć można w meczu, ale sam mecz można wygrać, przegrać lub zremisować. Tym samym sprawozdawca powinien powiedzieć: „Muszą wygrać ten mecz” lub „Muszą zwyciężyć w tym meczu”.

Niestety ludziom mylą się dwa czasowniki, podobne, ale różne: zwyciężać i wygrywać. Zwyciężać można przeciwnika, ale można też z nim wygrać. Natomiast mecz, nie posiadając cech człowieczych, wymaga innej składni. Mecz można wygrać, można w meczu zwyciężyć.

Powtarzamy – co?

Sprawozdawca meczu piłkarskiego mówi: „Powtarzamy o jego szczęściu…”. Chodziło o to, że jakiś zawodnik znowu miał szczęście i piłka nie wpadła do bramki.

Błąd sprawozdawcy polegał na tym, że zapomniał powiedzieć; co powtarza. A przecież można potarzać czynności, działania, błędy, zdania – nie tylko opinie czy spostrzeżenia. Ale tak to już jest, że chcą nadążyć za akcja sprawozdawcy sportowi skracają, co się da.

 

W Klubie Historycznym SDP o kapelanach Wojska Polskiego zamordowanych przez Sowietów

Klub Historyczny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zaprasza 27 kwietnia 2023 roku o godz. 18.30 do Domu Dziennikarza przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie na kolejne spotkanie.

Tym razem poznamy historię i losy kapelanów Wojska Polskiego, którzy do końca nieśli pociechę duchową uwięzionym oficerom i razem z nimi zostali zamordowani przez Sowietów w Katyniu i innych miejscach kaźni. Było ich prawdopodobnie 34: 26 księży katolickich; 3 prawosławnych, 2 ewangelickich, 2 greckokatolickich i 1 rabin.

Naszym gościem będzie wybitny znawca tematu doktor Łukasz Stefaniak, prezes Stowarzyszenia Pamięć Kapelanów Katyńskich. To dzięki niemu i Stowarzyszeniu prawda o niezłomnych duchownych trwa. Obejrzymy też wstrząsający film dokumentalny „Kapelani Golgoty Wschodu”, w reżyserii Bogusławy Cichoń -Stanowskiej. Pani reżyser będzie obecna na spotkaniu, podobnie jak przedstawiciele Instytutu Pamięci Narodowej.

Serdecznie zapraszam

Hanna Budzisz – przewodnicząca Klubu Historycznego SDP

 

Uparty WALTER ALTERMANN tropi błędy: Dalsze języka dręczenie

Dyskusja w jednej z naszych telewizji. Naraz poseł mówi: „Analizowaliśmy o sprawie zboża ukraińskiego…”. To jedna z częstych, okropnych pomyłek składniowych. Te pomyłki zawsze występują w momencie, gdy człowiek z gruntu prosty próbuje mówić językiem o kilka stopni wyższym od niego. Dlaczego ktoś, kto zaszedł tak wysoko, że już jest posłem, chce by uważano go za jeszcze wyżej postawionego?

 

A Wincenty Witos, był chłopem i mówił językiem prostym, językiem swej warstwy społecznej. I to było w porządku. I mówił poprawnie, bo się nie sadził na pana.  Wyjaśnijmy jednak jak to jest z tą „analizą”. Otóż analizować można coś: problem, zjawisko, dane statystyczne, wyniki prac. Natomiast dyskutować można o czymś: o problemie zbożach, o zjawiskach, o danych statystycznych, o wynikach prac.

Kolejne błędne użycie „o”

5 kwietnia 20223 roku, Prezes Polskiego Stronnictwa Ludowego Kosiniak – Kamysz, formalnie kolejny ze spadkobierców Wincentego Witosa, mówi w swoim wystąpieniu przed kamerami: „Wzywamy wszystkie siły polityczne polskiej wsi o współpracę”. A powinien powiedzieć „… wzywamy do współpracy”. „O współpracę…” natomiast można apelować lub prosić.

Z życiorysu prezesa wynika, że jest absolwentem Liceum w Krakowie, potem skończył studia na Wydziale Lekarskim UJ. Następnie był asystentem w Katedrze Chorób Wewnętrznych i Medycyny Wsi CM UJ. W roku 2010 na macierzystej uczelni uzyskał stopień doktora nauk medycznych.

Wybaczając panu prezesowi ten przykry wypadek, cieszyć jednak może, że obecnie nie praktykuje on już leczenia. Bo wyobraźmy sobie, że mówi do pacjenta: „Wzywam pana o branie przepisanych lekarstw”. Jakby trafił na poważnego krakowskiego inteligenta, mógłby doprowadzić do znacznego pogorszenia stanu zdrowia chorego.

Genesis

„Sami wygenerowaliśmy problem” – mówi w dyskusji, o zalewającym Polskę ukraińskim zbożu, inny poseł. Powinien powiedzieć, stworzyliśmy problem. Ale według posła lepiej powiedzieć – po pańsku – „wygenerowaliśmy”.

Generowanie pochodzi od genezy i oznacza właśnie stworzenie czegoś. Genezą nazywamy przyczyny, które wywołały powstanie czegoś lub doprowadziły do rozwoju czegoś. Określamy tym słowem również sposób powstawania i rozwoju czegoś. Geneza to tyle co źródło, powód, początek. Genesis zaś to jedna z ksiąg biblijnego Pięcioksięgu, co się tłumaczy jako Księga Rodzaju czy Stworzenia.

WP Tech odkrył istnienie podwójnej alternatywy

WT Tech o brytyjskim czołgu Challenger: „Trudno się dziwić – obie alternatywy oznaczały, że globalny prekursor broni pancernej po ponad wieku jej ciągłego rozwoju miałby zrezygnować z produkcji własnych czołgów. Decyzje dotyczące dalszego rozwoju serii człołgów Chelenger oddaliły widmo czołgowego rozbrojenia Wielkiej Brytanii”.

Skąd oni wzięli te „obie alternatywy”? Przecież alternatywa jest jedna i oznacza wybór jednej z dwu z możliwych – przeciwstawnych sobie – dróg postępowania. Ja wiem, że coraz częściej „alternatywa” oznacza w ogóle wybór, ale bardzo przykro patrzeć, jak na skutek zaniechania nauki łaciny w liceach, zanika jedno z podstawowych źródeł naszej kultury – język antycznych Rzymian i ich kultura.

Problemy z Austrią i Austriakami

I nie mam tu na myśli pokrętnych meandrów jakimi płynie współczesna polityka Austrii. Chodzi o to, że do wielu z nas nie dociera, że nazwę państwa niegdysiejszego naszego zaborcy inaczej się pisze i inaczej się wymawia.

Piszemy „Austria”, ale wymawiamy [„Austrja”]. Piszemy „Austriak”, ale wymawiamy [„Austryjak]”. Tak jest i żadnej taryfy ulgowej tu być nie może. Skąd się wzięła taka wymowa? Z historii, bo tak dawniej mówiono o Austrji i Austryjakach – i tak jest do dzisiaj.

Piszę o tym, bo sprawozdawcy skoków narciarskich cały czas mówili: „Oto na belce siada Austriak”. Przykre, ale prawdziwe.

Czym dysponuje zawodnik?

Sprawozdawca meczu piłki nożnej mówi: „Kowalski nie dysponuje dużym wzrostem”. Już o tym pisałem, ale warto przypomnieć, że dysponować można majątkiem, ale gdy chodzi o wzrost piłkarza, gdy nie jest za duży, należałoby powiedzieć: „Kowalski nie jest za wysoki”. Bo już stwierdzenie, że jest mały, bądź niski, byłoby nieeleganckie, a nawet obraźliwe.

Można powiedzieć do faceta, który ma ponad dwa metry wzrostu: „O, jaki pan wysoki”, ale nie wypada powiedzieć do gościa, mierzącego poniżej 165 centymetrów: „O, jaki pan malutki”. Trzeba mieć takt. Dawniej to się nazywała kindersztuba, a dzisiaj może nawet nazywać się takie dobre wychowanie – alternatywą. Niech tam, byle byłoby stosowane – to dobre wychowanie.

Jak wyposażony jest piłkarz?

W czasie transmisji meczu polskiej ekstraklasy sprawozdawca, chcąc pochwalić walory jednego z zawodników mówi: „To piłkarz z dużym wyposażeniem ofensywnym”. Konkretnie nie wiem o co chodziło dziennikarzowi, ale było grubo przed 23.00 i na pornografię czasu jeszcze nie było.