WALTER ALTERMAN: Hieny, sępy oraz inne ścierwojady

Przed każdymi wyborami da się słyszeć, że jesteśmy narodem wspaniałym, dumnym i szlachetnym. Z delikatnym zaznaczeniem, że głównie dotyczy to wyborców, na których liczy dana partia. Ciągle jednak natykam się na informacje, których przekaz jest odmienny. Z moich obserwacji wynika, że staliśmy się bowiem społeczeństwem atakowanym przez liczne grono ścierwojadów, żerujących na naszym umyśle, zdrowiu psychicznym i fizycznym. Jesteśmy atakowani – jak w wojnie domowej – ofertami, które są wręcz zabójcze.

Kto atakuje Polaków? Polacy! A robią to z najniższej, z przyziemnej chęci zysku. Napastnicy nie liczą się ani ze zdrowym rozsądkiem, ani ze skutkami swych działań. Dla nich liczy się dla nich pieniądz, pieniądz i jeszcze raz szmal. Poniżej zamieszczam kilka przykładów działań naszych rodzimych hien i sępów.

                                          Uwolnieni uzdrowiciele naszych dusz

Tak się złożyło, że w ostatnich dniach jeździłem trochę po kraju. Zawędrowałem nawet do jednego z domów kultury w mieście wojewódzkim. Adresu nie podaję, bo to nie jest felieton interwencyjny. Chodzi mi o zjawiska, a nie o napiętnowanie jakichś konkretnych przypadków, bowiem zjawisko jest szerokie.

Zatem na drzwiach wejściowych do tego domu kultury wisiał plakacik, a na nim przeczytałem, pisownia oryginału: Przepis na szczęście. Szczęście nie zna wieku, a wiele dużo zależy od Ciebie i Twoich wyborów! Będziemy poruszać ważne tematy dotyczące naszego życia wewnętrznego i tego co zrobić, aby zachować dobry nastrój, osiągnąć spełnienie i szczęście. Zawsze jest dobry czas aby zadbać o potrzeby emocjonalne, żyć w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami. Koszt 25 zł/os/ 2 godz. warsztat

Czy powierzyłbym swoje „potrzeby emocjonalne” osobnikom, którzy nie potrafią pisać po polsku, stawiać przecinków i kropek? Ja na pewno nie, ale są przecież ludzie, którzy się skuszą…

Grzebanie w ludzkiej psychice, emocjach, próby zmian nastawienia do świata i samego to sprawy poważne, bo kiedy znajdziemy się w rękach ignoranta, odważnego amatora psychiatrii – skutki mogą być tragiczne. A ludzie z problemami psychicznymi, emocjonalnymi, bardzo często wstydzą się pójść do psychologa i psychiatry, ale chętnie wezmą udział w takich „warsztatach”.

Dlatego jak grzyby po deszczu pojawia się coraz więcej fundacji, stowarzyszeń, pracowni, grup i jeden Bóg wie, jak się tam jeszcze nazywają współcześni szalbierze. Ci oszuści bez najmniejszego przygotowania fachowego i bez żadnych uprawnień zawodowych, wmawiają nam głupoty, przy których wszystkie antykościoły, nowe ruchy religijne, wielbiciele bosego ganiania po rosie lub też bosego biegania po niewygasłym ognisku w stroju „Prasłowianina” – czyli w lnianej koszuli do kostek – to tylko łagodni idioci. Natomiast ci, którzy chcą – za jedyne 35 zł – pomóc nam znaleźć szczęście – to już są groźni bandyci. Bo mogą doprowadzić wielu łatwowiernych ludzi do okrutnych tragedii.

                                                  Podstawy prawne szaleństwa

Na jakiej podstawie ci oszuści działają? Wystarczy pójść do sądu, zapłacić kilkadziesiąt złotych i zarejestrować swoją grupę. Potem droga do łatwej kasy stoi już otworem – jak nowy odcinek nieotwartej jeszcze autostrady. I nikt ich nigdy nie sprawdza, nikt nie interesuje się tym, co robią.

Swoją drogą to dziwne, bo skoro ściga się u nas producentów bimbru i handlarzy lewym alkoholem z przemytu, to dlaczego o wiele groźniejszych „dealerów szczęścia” zostawia się w spokoju? Przecież przeciętny Polak po spożyciu nawet marnej wódy, następnego dnia ma jedynie kaca, ale trzeciego dnia jest już normalny.

                                                Wolność gospodarcza bez ograniczeń

Takie i podobne sytuacje są skutkiem tego, że dwadzieścia kilka lata temu uwolniono zawody, w czasach komuny koncesjonowane. Teraz – na przykład – reżyserować może każdy. I nie jest to duży kłopot. Jeżeli bowiem – na przykład – ktoś obejrzy kolejne produkcje ekranowe Patryka Vegi czy też Wojciecha Smarzowskiego, to straty duchowe i estetyczne bezsprzecznie poniesie, ale jest też spora szansa, że na następne „dzieła” tych twórców nabrać się już nie da.

Coś mi się zdaje, że nasz parlament, uwalniając niektóre zawody i zajęcia od koncesjonowania, miał na celu jedynie zwiększenie wpływów fiskalnych. Oczywiście mówiło się wtedy dużo o wolności w ogóle, o prawach do realizowania się zawodowego… ale tyle się u nas mówi od rzeczy i nie na temat, że stało się to już normą.

                                                               Byle nie był karany

Jest jeszcze jedna dziedzina życia społecznego, w której sprawy stanęły na głowie. Ta metafora nie jest tu całkiem bez sensu, bo chodzi o gimnastykę rekreacyjną i inne podobne jej fitnessy.

Po zmianie prawa, w ostatnich już kilku latach, każdy może być trenerem i prowadzić zajęcia fizyczne. I oczywiście nie jako wolontariusz czy jakiś marny społecznik – to są zajęcia za pieniądze. Każdy też może prowadzić teraz nawet rehabilitację chorych, choćby po poważnych wypadkach, z urazami kośćca. I to są duże pieniądze.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że rynek usług fitness to poważna gałąź gospodarki. Dotyczy to także producentów sprzętu sportowego i handlujących nim.

Kiedyś zajęcia z gimnastyki, aerobiku i innych takich fikołków prowadzili najczęściej byli sportowcy, którzy musieli mieć ukończone odpowiednie kursy trenerskie. Dziś krzywdę fizyczną może nam zrobić każdy. Bo dzisiejsi instruktorzy i trenerzy są to amatorami – takimi samymi, jak ci od uzdrawiania naszego ducha. Warunek jest jeden – osobnik trenujący nas sportowo, fizycznie i rekreacyjnie – musi być niekarany. Mój Boże, kto to wymyślił? Dlaczego akurat ma istnieć taki próg do szczęścia finansowego?

                                Wolność gospodarcza i wolność dla szalbierzy

Wolność to piękny i pożądany stan ducha, umysłu i ciała. Kiedyś na nasze prawo do wolność nastawała tzw. komuna. Dzisiaj w obszar naszej wolności wkraczają różnej maści szalbierze, nieudacznicy i pospolici złodzieje. A wszyscy oni twierdzą, że chcą nam pomóc! Takie coś nazywało się kiedyś – bezczelna hucpa w ponurej okolicy.

 

 

Nagroda im. Jarosława Ziętary dla reportażu „Siła kłamstwa”. Krzysztof M. Kaźmierczak rezygnuje z jury

Na gali Nagród Press Club Polska po raz pierwszy przyznano Nagrodę im. Jarosława Ziętary za dziennikarstwo śledcze. Otrzymał ją Piotr Świerczek za materiał „Siła kłamstwa”, wyemitowany na antenie TVN24. Werdykt skrytykował Krzysztof M. Kaźmierczak z Komitetu Społecznego im. Jarosława Ziętary, który postanowił zrezygnować z członkostwa w jury tego wyróżnienia. 

Nagrodę im. Jarosława Ziętary za dziennikarstwo śledcze przedstawiciele Komitetu Społecznego im. Jarosława Ziętary, Press Club Polska oraz rodzina dziennikarza ustanowili w trzydziestą rocznicę uprowadzenia, a następnie zamordowania Ziętary. Wyróżnienie to ma trwale upamiętniać postać Jarosława Ziętary nie tylko jako zamordowanego za działalność zawodową, ale także jako jednego z pionierów dziennikarstwa śledczego w Polsce po 1989 roku.

Do pierwszej edycji nagrody nominowani byli Mateusz Baczyński i Janusz Schwertner za materiał „Adwokaci i gangsterzy. Kto się boi >żelaznej Baśki<” opublikowany w portalu Onet.pl,  Michał Janczura za cykl „Eksperyment”, opublikowany w portalu tokfm.pl i na antenie radia TOK FM oraz Piotr Świerczek za materiał „Siła kłamstwa” wyemitowany  na antenie TVN24. Podczas uroczystej gali Nagród Press Club Polska, która odbyła się w środę, 26 kwietnia ogłoszono, że pierwszym laureatem  Nagrody im. Jarosława Ziętary został Piotr Świerczek. Takie rozstrzygnięcie nie spodobało się Krzysztofowi M. Kaźmierczakowi, przedstawicielowi Komitetu Społecznego im. Jarosława Ziętary, który na znak protestu postanowił zrezygnować z członkostwa w jury tego wyróżnienia. O powodach swojej decyzji poinformował w obszernym wpisie na Facebooku.

„Rozstrzygnięcie konkursu (którego, jak wszyscy członkowie jury, nie znałem do momentu ogłoszenia dziś wyników) głęboko mnie zmartwiło. Zabiegając o ustanowienie nagrody nie spodziewałem się nigdy, że może ona stać się elementem wojny polsko-polskiej, toczącego również media konfliktu wyniszczającego Polskę” – pisze Kaźmierczak.

„Przyznanie pierwszej w historii nagrody imienia Jarka Ziętary materiałowi, które jest powszechnie postrzegany jako chyba najgorętszy medialny oręż w wojnie polsko-polskiej spodziewam się, że wpłynie na zaszufladkowanie nagrody jako przynależnej do jednej opcji w trwającym konflikcie. Nie chcę by wpłynęło to także generalnie na stosunek do samej sprawy Ziętary – w kontekście dalszych starań o doprowadzenie winnych zbrodni do odpowiedzialności karnej przed nadchodzącym przedawnieniem.

Stąd moja dzisiejsza, podjęto z bólem serca decyzja o wycofaniu się z jury. Podjąłem ją pamiętając krytyczny stosunek Jarka Ziętary do konfliktu na polskiej scenie politycznej, który właśnie w 1992 roku, roku jego zamordowania, wszedł w ostrzejszą niż wcześniej fazę…” – tłumaczy przedstawiciel Komitetu Społecznego im. Jarosława Ziętary.

W środę poznaliśmy także laureatów pozostałych Nagród Press Club Polska. Nagrodę im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby otrzymał Paweł Reszka za cykl publikacji „Ukraina 2022” w tygodniku „Polityka”. Nagrodą Dziennikarstwa Ekonomicznego PCP wyróżniono Reginę Skibińską za cykl publikacji „WIBOR – mechanizm kontrowersyjny, dla banków korzystny” w portalu Prawo.pl.

Nagrodę Specjalną Press Club Polska przyznano profesjonalnym weryfikatorom informacji działającym w Polsce – za wspieranie dziennikarzy oraz ich odbiorców w obronie przed dezinformacją.

opr. jka, źródła: Press Club Polska, Facebook

KRRiT dała koncesję dla Telewizji Media Narodowe i przedłużyła dla HGTV

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji udzieliła koncesji spółce Telewizja Media Narodowe na nadawanie programu TVMN. Przedłużyła też koncesję dla kanału HGTV należącego do TVN Warner Bros. Discovery.

KRRiT poinformowała w środę w komunikacie, żerozstrzygnęła wniosek w sprawie udzielenia koncesji spółce Telewizja Media Narodowe P.S.A. z siedzibą w Pruszkowie na rozpowszechnianie programu telewizyjnego pod nazwą >TVMN<”.

„Program ma charakter wyspecjalizowany – publicystyczny i będzie nadawany codziennie 24 godziny na dobę, na obszarze objętym wybranymi sieciami telekomunikacyjnymi w Niepołomicach, Szczecinie, Mysłowicach i Sułkowicach-Harbutowicach” – dodano.

Tego samego dnia KRRiT podała, że udzieliła spółce TVN S.A. koncesję na kolejny okres 10 lat na satelitarny program telewizyjny rozpowszechniany pod nazwą „HGTV”.

Rada zastrzegła jednak, „że w dalszym ciągu prowadzi prace w związku z analizą struktury własnościowej spółki TVN, która od 8 kwietnia 2022 r należy do amerykańskiego koncernu Warner Bros. Discovery, powstałego w wyniku fuzji spółek WarnerMedia i Discovery.”

HGTV to poradnikowy kanał TVN Warner Bros. Discovery poświęcony tematyce wnętrz i ogrodów.

opr. jka, źródło: KRRiT

 

O postępującej degradacji twórców pisze STEFAN TUSZCZYŃSKI: Bez szacunku

Wczytuję się usilnie. Jednak potrzebne jest szkło powiększające. W końcu odczytuję: „FOT.NATHALANE/AFP/EASTNEWS”. Ukryte by się nie rzucało w oczy, że to obcy producent. A ten obcy godzi się na takie malutkie literki? To my już sami (tubylcy) nawet okładki gazety nie potrafimy zrobić? Okładki dotyczącej korupcji.

Rzecz tyczy „Gazety Wyborczej” z dnia 22-23 IV 2023. Właściwie kupiłem ją już 21-szego, czyli w piątek. Kupiłem jednocześnie nawet dwie GW – piątkową (ok!) i sobotnio-niedzielną. Tak, już w piątek! I to nie jest ok. To tak jakby zamiast jaja świeżego Agora sprzedała mi zbuka. Fuj! Redaktorzy w piątek smacznie sobie już chrapali i nie bacząc co się dzieje starocie wciskali.

Pamiętam Wyborczą z 1989 roku, gdy redagowano ją w przejętym baraczku przedszkola przy Czerskiej. Rozmawiałem wtedy z Panią redaktor Heleną Łuczywo. Kobietą ładną i energiczną. Teraz biznesem zarządza (a może nie zarządza) pulchniutki facet. I godzi się najwyraźniej na taki rytm pracy. Toż to zaprzeczenie dziennikarstwa, upadek obyczajów, czy też zwykła bieda i zgoda na oszczędności kolportażowe. Taniej będzie rozprowadzać pismo również na poniedziałek-wtorek właśnie już w piątki.

A wracając do tych mało czytelnych literek. To niestety robią i inni. Np. „Rzeczpospolita” imię i nazwisko wywiadowanego też drukują tak mikroskopijną czcionką, że bez lupy trudno odczytać. Wstydzi się autorów zapraszanych na łamy, a może oni się wstydzą gazety?

Panie Chrabota – Fikus, Łukasiewicz, Lisicki tego nie robili! Pamiętam Pana, gdy zaczynał Pan pracę w Warszawie po ucieczce z Królewskiego Miasta Krakowa. Tak się Pan dobrze zapowiadał. Nekrologi kosztują u Pana horrendalne sumy. Do sklepu, gdzie ciągle jeszcze kupuję codziennie gazety przychodzą 2-3 egzemplarze. I chyba nie można zwalać klęski wyłącznie na Internet. Dlaczego właściciel to toleruje? Jakby to nie jego był biznes.

Dziennikarze piszący przędą cienko. W wielu redakcjach płaci się za teksty grosze. Albo nawet w ogóle nie płaci się wierszówki. Toż to niewolnictwo, wyzysk bezkarny: chcecie w ogóle drukować – piszcie za darmo.

Znam redaktora – pisarza, który w oczach chudnie. Cień człowieka. Wkrótce zapewne zrobi miejsce młodszym. A i ci nie zarobią na podjęte kredyty, wczasy nad Red Sea, albo nawet na rower.

Ktoś powinien zająć się uposażeniem tych czarnoroboczych. Owszem politycznie usłużni mają się dobrze. Ale chyba powinno być zagwarantowane jakieś minimum dla dziennikarzy, reporterów, reportażystów. Dla tych, którzy ładują ten cały koks i drżą przed utratą etatu, chorobowego, a co za tym idzie emerytury w przyszłości. Litości ani troski nie ma. Ludzie od kultury brylują na ekranach. Wprawdzie małych, ale natrętnych. Jazdy limuzynami dłuższymi prawie niż autobusy – to ich ulubione zajęcie. Śmigają przez nasz piękny kraj bardzo często za szybko rozbijając samochody, bo przecież one nie ich.

Każdy lubi pląsy. Ale większość płaci za nie samemu. Tancerze, którzy z racji wieku nie kręcą piruetów niestety nie mają czym płacić. Nawet trudno zgadnąć za co żyją. Bo w ogóle emerytur nie mają. Przecież to zbrodnia. Eleganckie bractwo urzędnicze lubi na pewno balet. I mamy tu się czym pochwalić. Ale dlaczego ci, którzy na morderczy trening i zawodową pracę oddali najlepsze lata teraz zostali porzuceni, wygnani z raju jak Adam i Ewa. Przecież to okropne. Niestety nawet ci, którzy zajmują się zawodowo tańcem klasycznym – tzw. krytycy – też się sprawą emerytur dla tancerzy nie zajmują. Owszem mamy na ulicy Moliera w Warszawie piękny pomnik tancerki. Dzięki legendarnej mistrzyni i choreografki Bożenie Kociołkowskiej. Za kilka dni – 28 kwietnia o godzinie 12 – z okazji Międzynarodowego Dnia Tańca – tancerze tam się spotkają. Zapraszają. Można będzie złożyć wiązankę kwiatów. Przynajmniej tyle.

Śmiej się pajacu – ktoś to napisał. Ale raczej płakać należy nad marnością decydentów, którzy i tak na szczęście szybko rozpływają się w pamięci. To nie są artyści, to tylko chwilowo zarządzający pieniędzmi, które wypracowuje społeczeństwo. Ci, nieopatrznie wybrani, nawet gdy ładnie mówią – to tylko mówią. Tancerze, śpiewacy, aktorzy, pisarze, graficy i malarze, a nawet niektórzy dziennikarze to kwiat, ozdoba. Bez nich życie byłoby nie do zniesienia – nudne, paskudne.

Więcej szacunku (i pieniędzy też) dla twórców.

 

 

 

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Wspomnienia – ludzie telewizji

Umierają ludzie – lepsi, gorsi. Ale jeśli życie przepracowali gdzieś u kogoś, albo – lepiej – dla kogoś, to taki pracodawca, właściciel, reprezentant właściciela powinien przyzwoicie się zachować. Może to być krótki nekrolog, lepiej – wspomnienie o człowieku a najlepiej jakieś pieniądze dla rodziny.

W wieku 91 lat zmarł znakomity, wieloletni dźwiękowiec TVP Włodzimierz Wojtyś. Pamiętali filmowcy zamieścili nekrolog. A przecież to dla telewizji z Woronicza i z Placu Powstańców Warszawy w piątek, świątek i niedzielę, w słotę i deszcz przez co najmniej pół wieku zasuwał Wojtyś – kiedyś z ciężkim pudłem Nagry i Kudelskiego. Jeździłem z nim na zdjęcia. Nigdy nie był zmęczony, humorzasty, nigdy roboty nie spieprzył. Fachowiec. I to uśmiechnięty. Powszechnie lubiany. I jeszcze do tego świetnie grał w tenisa.

Zmarł także ostatnio redaktor Adam Bronikowski. Wielu widzów TV go lubiło i ceniło. Nadawał wprawdzie w innych czasach. Pisano mu, lub uważnie czytano to co miał powiedzieć na wizji. Ale dotyczyło to – w telewizji państwowej – wszystkich. A innej nie było. Oczywiście jak każdy wówczas pracował w medium partyjnym, bo takie ono było, dobrowolnie. Ale wiadomo było jak zakończył się październik ’56, marzec ’68, grudzień ’70. A w sierpień ’80 wierzyli nieliczni.

Bronikowski był i pracował, myślę, że najlepiej jak się dało, władzy słuchać musiał ale się do niej nie łasił . Oto – robotnik mediów. Te najważniejsze, wszędzie i zawsze krótko trzymane są za pysk. prywatne mogą sobie pozwolić na więcej. Ale nie zawsze z tego korzystają.

Redaktor był zdolny, pracowity i – że tak powiem skuteczny rodzinnie. Dochował się syna, Marcina Bronikowskiego, wielkiego artysty, śpiewaka, barytona, który teraz święci tryumfy na scenach operowych całego świata.

 

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosyjska propaganda wieszczy koniec Unii Europejskiej

Jednym z tematów, który chętnie „nakręcają” rosyjscy propagandyści jest rychły rozpad Unii Europejskiej.

Jakieś czas temu serwis bukmacherski OddsChecker podzielił się przewidywaniami, który kraj jako pierwszy w niedalekiej przyszłości pójdzie w ślady Wielkiej Brytanii i oficjalnie opuści Unię Europejską. Według tych danych, których autentyczności trudno oczywiście potwierdzić, największe szanse na wyjście z UE mają Włochy, a następnie Grecja. Na trzecim miejscu bukmacherzy postawili na… Polskę. Jak zauważają krymskie media, „szanse Warszawy na wyjście z Unii Europejskiej ocenia się na siedem do jednego, czyli około 14 proc. Bruksela wielokrotnie krytykowała Warszawę za tłumienie wolności słowa i praw mniejszości seksualnych, a rola regionalnego lidera w kryzysie ukraińskim sprawiła, że ​​polskie władze stały się bardziej agresywne w stosunkach z urzędnikami UE”.

Co kryje się za tym faktem? Rosja nieustannie przeprowadza w Europie swoje operacje dezinformacyjne. Jest kilka tematów, które nieustannie „nakręca”, choć powszechnie wiadomo, że mają one niewiele wspólnego z prawdą. Jeden z nich to określanie NATO jako bloku agresywnego, ale bezsilnego, który tak naprawdę nie jest w stanie nikogo obronić. Drugim tematem jest upadek Unii Europejskiej. Rosyjscy propagandyści wyszukują lub sami inicjują najdrobniejsze przejawy eurosceptycyzmu i nadmuchują je do wielkiej skali. Wykorzystują do tego różne publikacje, refleksje, czy analizy w mediach, które są następnie przekazywane jako dominujące stanowisko polityczne.

Rosja pokazuje eurosceptycyzm jako większościowy nurt polityczny w krajach Unii Europejskiej. Uważa, że nad wyjściem z Unii Europejskiej, poza trzema wymienionymi wcześniej krajami, zastanawiają się Francja, Austria, Czechy, Słowenia, Chorwacja i inne.

Rosyjscy propagandyści piszą: „Eurosceptycyzm szybko zyskuje popularność w polityce europejskiej. Brexit może okazać się puszką Pandory dla Unii Europejskiej, ponieważ coraz więcej partii politycznych poważnie rozważa możliwość opuszczenia UE”. Jest to jawne oszustwo. Być może rosyjskim propagandystom udało się za pomocą pieniędzy lub innych świadczeń zainicjować takie myślenie w jednej lub dwóch marginalnych i mało wpływowych partiach, ale to wcale nie oznacza, że taki jest główny nurt polityczny Europy.

Oczywiście istnieją różne problemy i trudności we współpracy krajów europejskich, ale nie mają one charakteru katastroficznego, jak piszą o tym Rosjanie. Głosili oni na przykład następującą tezę: „Wiara wielu państw europejskich w konieczność Unii Europejskiej została ostatnio zachwiana w wyniku serii kryzysów gospodarczych, utraty kontroli legislacyjnej i problemów z imigracją. Z wielu europejskich stolic coraz częściej dochodzą głosy, że Bruksela nadużywa swoich uprawnień, a niektórzy oskarżają nawet UE o korupcję”.

Tak, istnieją takie problemy, ale nic nie wskazuje, aby miałyby one doprowadzić do rozpadu Unii Europejskiej. Poza tym to drobiazgi, w porównaniu z problemami, sprzecznościami i katastrofalnymi perspektywami, które są w Rosji. Ten kraj ma największą na świecie korupcję, masę różnych kryzysów gospodarczych, masę problemów demograficznych, a ich skala jest wielokrotnie większa niż europejskich trudności. Lepiej byłoby więc, aby Rosja patrzyła na siebie, a nie zerkała zza europejski płot.

Unia Europejska jest oczywiście dużą i złożoną strukturą, która ma zarówno zalety, jak i wady. Ale tych pierwszych jest z pewnością więcej, dlatego wciąż są kraje, które starają się o dołączenie do wspólnoty.

 

Skandaliczne maila szefa Axel Springer. Miał politycznie wpływać na dziennikarzy

Dziennik „Die Zeit” ujawnił wiadomości pisane przez Mathiasa Doepfnera, szefa koncernu Axel Springer, w których obrażał m.in. Niemców Wschodnich czy instruował ówczesnego redaktora naczelnego „Bilda”, by przed wyborami więcej pisał o FDP.

„Die Zeit” powołał się na dokumenty pochodzące z ubiegłych lat – głównie e-maile i wiadomości wysyłane na czacie w gronie „najściślejszego kręgu kierownictwa grupy medialnej”. Tygodnik przytacza m.in. „uwłaczające uwagi” Doepfnera na temat Niemiec Wschodnich. W 2019 roku pisał m.in. „Ossi (Niemcy ze wschodu kraju) to albo komuniści, albo faszyści. Nie ma niczego pośrodku. Ohyda. (…) Moja mama zawsze to powtarzała. Nigdy nie zostaną demokratami. Być może byłą NRD należy przekształcić w strefę rolniczo-produkcyjną ze standardową płacą”.

Jak opisuje „Tagesschau”, inne cytaty dotyczą m.in. sympatii do polityki Donalda Trumpa oraz krytyki byłej kanclerz Angeli Merkel, którą Doepfner ocenił jako „gwóźdź do trumny demokracji”. Ponadto szef wydawnictwa miał „na dwa dni przed wyborami federalnymi” nalegać na ówczesnego szefa „Bilda”, by ten przedstawiał FDP jako silną partię.

Doepfner odrzucił stawiane mu zarzuty, przekonując, że były to „teksty i fragmenty rozmów, wyrwane z kontekstu”, a wydawnictwo w oświadczeniu zapewniło, że „nie ma żadnych uprzedzeń wobec ludzi z Niemiec Wschodnich”.

Prezes Axel Springer ustosunkował się także do doniesień o wpływaniu na redakcję „Bilda”. „Na tym polega praca jako dyrektora generalnego i współwłaściciela” – wyjaśniał Doepfner, podkreślając, że „podstawą jest niezależność redaktorów”.

W Niemczech na Doepfnera spadła fala krytyki. Premier Turyngii Bodo Ramelow (lewica) w wywiadzie dla MDR-Aktuell, stwierdził, że szef Axel Springer „manipuluje swoimi redaktorami, a tym samym dewaluuje także dziennikarstwo. Depcze każdą formę wolnego dziennikarstwa i niezależności dziennikarzy”. Natomiast Carsten Schneider (SPD), pełnomocnik niemieckiego rządu ds. Wschodu, ocenił, że stojący na czele Axel Springer Mathias Doepfner, „jako człowiek arogancki i zagrażający demokracji, powinien ustąpić ze stanowiska”.

Doepfner od ponad 20 lat jest prezesem wydawnictwa Axel Springer oraz głównym udziałowcem grupy, która zarządza takimi tytułami medialnymi jak „Bild” i „Welt”.

opr. jka, źródło: pap.pl

 

50. urodziny Andrzeja Poczobuta, dziennikarza więzionego na Białorusi

W niedzielę, 16 kwietnia przypadały 50. urodziny Andrzeja Poczobuta. Dziennikarz i działacz Związku Polaków na Białorusi spędzał je w więzieniu, w lutym białoruski sąd skazał go na osiem lat pozbawienia wolności za „podżeganie do nienawiści”.

Ambasador RP na Białorusi Artur Michalski nazwał Poczobuta człowiekiem wolności i ikoną walki o prawdę, a niezależna gazeta „Nasza Niwa” uważa go za „symbol niezłomności”.

Dziennikarz i członek władz Związku Polaków na Białorusi, został zatrzymany w marcu 2021 roku i od tamtej pory przebywa za kratkami. Jego proces rozpoczął się 16 stycznia i toczył się przed sądem obwodowym w Grodnie za zamkniętymi drzwiami.. Według reżimowego sądu Poczobut miał „wzywać do działań na szkodę Białorusi” za pośrednictwem publikacji w mediach i internecie, a także popełnić „celowe działania, mające na celu wzniecanie wrogości i nienawiści na tle narodowościowym, religijnym i społecznym”. W lutym 2023 roku został skazany na osiem lat kolonii karnej o zaostrzonym rygorze.

Jak przypomina Polska Agencja Prasowa, Poczobut był namawiany do zwrócenia się do Alaksandra Łukaszenki z prośbą o ułaskawienie, jednak kategorycznie odmówił.

„Andrzej nie dał się złamać, choć doskonale wiedział, jakie konsekwencje go czekają. Ale wiedział również, że jeśli to zrobi, to zostanie to wykorzystane nie tylko przeciwko niemu, ale przeciwko całej mniejszości i przeciwko Polsce. Władze wykorzystałyby to propagandowo jako >przyznanie się<” – mówił dla PAP Barys Harecki ze zlikwidowanego Białoruskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Poczobut przebywa w areszcie więzienia nr 1 w Grodnie, gdzie oczekuje na termin rozprawy apelacyjnej, która odbędzie się przed Sądem Najwyższym.

opr. jka, źródło: pap.pl

 

 

Przełożone ogłoszenie wyroku w sprawie przeciwko red. Krzysztofowi Załuskiemu z Gdańska

Mimo wcześniejszych zapowiedzi Sąd Okręgowy  w Gdańsku 13 kwietnia b.r. nie ogłosił   wyroku w sprawie przeciwko red. Krzysztofowi Załuskiemu oskarżonemu  z art. 212 kk o zniesławienie  Henryka Jezierskiego, właściciela wydawnictw motoryzacyjnych z  Trójmiasta .  Wyrok prawdopodobnie będzie ogłoszony w najbliższy poniedziałek 17 kwietnia b.r.   Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP .

W czwartek  13 kwietnia na rozprawę zgłosił się tylko oskarżony dziennikarz. Oskarżyciela prywatnego, czyli Henryka Jezierskiego nie było. Ponieważ tocząca się sprawa apelacyjna objęta jest klauzulą tajności,  nie można podać powodu przesunięcia terminu ogłoszenia wyroku. Sprawę prowadzi Sędzia Sądu Okręgowego w Gdańsku Joanna Studzienna i to ona poinformowała zainteresowanych o przesunięciu rozprawy na inny termin. Sprawa toczy się w Sądzie Okręgowym w Gdańsku, w V Wydziale Karnym Odwoławczym, objęta jest monitoringiem CMWP SDP.  Obserwatorem sprawy  w imieniu CMWP SDP jest red. Maria Giedz. CMWP SDP przesłało do Sądu swoją opinię amicus curiae występując w obronie skazanego w I instancji dziennikarza. Za jedno sporne zdanie w felietonie red. Krzysztof Załuski został skazany na 2 tysiące złotych grzywny, 7 tysięcy zł nawiązki i zwrot kosztów procesu. Od wyroku Sądu I instancji apelację złożył zarówno oskarżyciel, jak i pozwany.
Przypominamy, że Henryk Jezierski wytoczył procesy kilkunastu dziennikarzom. Wszystkie te procesy mają związek z  sformułowaniami dotyczącymi podejrzeń o współpracę Henryka Jezierskiego ze służbami bezpieczeństwa czasów PRL-u. Jednak H. Jezierskiemu nie można niczego udowodnić, gdyż nie zachowały się żadne dokumenty – wszystkie zostały zniszczone w 2010 r., a to co znajduje się w zapisie IPN-owskiej publikacji (publikacja Daniela Wicentego „Weryfikacja gdańskich dziennikarzy w stanie wojennym”, wydana przez IPN w Gdańsku w 2015 r.). nie można traktować jako dokument rozstrzygający. Warto jednak wspomnieć, że część tych procesów Henryk Jezierski przegrał i w większości są to wyroki prawomocne, obciążające prywatnego oskarżyciela, czyli Henryka Jezierskiego także kosztami procesowymi.

Więcej na ten temat TUTAJ.

Polskie Radio uruchomiło serwis poświęcony zbrodni katyńskiej

W 80. rocznicę odkrycia masowych grobów polskich jeńców wojennych w Katyniu Polskie Radio przygotowało multimedialny serwis internetowy poświęcony zbrodni katyńskiej. Znalazły się w nim m.in. unikatowe nagrania świadków tego tragicznego wydarzenia pochodzące z Archiwum Polskiego Radia oraz Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa.  

13 kwietnia obchodzony jest Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej, który upamiętnia rocznicę opublikowania przez Niemcy w 1943 roku informacji o odkryciu w Katyniu pod Smoleńskiem w Rosji masowych grobów oficerów Wojska Polskiego zamordowanych przez NKWD w 1940 roku.

Nowy serwis internetowy Polskiego Radia – katyn.polskieradio.pl – przypomina o genezie tej zbrodni oraz jej okolicznościach. Jeden z głównych rozdziałów serwisu poświęcony jest przebiegowi tego dokonywanego w wielu miejscach morderstwa. Dzięki multimedialnej mapie możemy się przyjrzeć obozom jenieckim, transportom, w końcu samym miejscom straceń. O tragicznych wydarzeniach opowiadają ich świadkowie. Ks. Zdzisław Peszkowski mówi o warunkach życia obozu w Kozielsku. Kolegów z obozu w Starobielsku wspomina Józef Czapski. Ucieczkę podczas transportu z obozu w Ostaszkowie relacjonuje Stefan Suchy. Do najbardziej dramatycznych nagrań należy to z udziałem Stanisława Swianiewicza, jedynego ocalałego z transportu polskich oficerów do Katynia.

Sylwetki i losy zamordowanych ma przybliżyć rozdział pt. „Biografie katyńskie” .Możemy tutaj posłuchać kilkanaście nagranych wspomnień rodzin ofiar katyńskiej zbrodni.

Kolejna część serwisu katyńskiego Polskiego Radia poświęcona jest poszukiwaniom tysięcy „zaginionych” oficerów. W tej części twórcy portalu oddają głos Józefowi Czapskiemu, który opowiada o swoim śledztwie na „nieludzkiej ziemi”, podróży po sowieckiej Rosji w poszukiwaniu jeńców. Jego dramatyczną wędrówkę możemy śledzić dzięki multimedialnej mapie.

Dwa ostatnie rozdziały serwisu pokazują wieloletnią walkę o prawdę na temat zbrodni dokonanej w 1940 roku przez Sowietów.

Na stronie katyn.polskieradio.pl znalazły się nie tylko teksty, multimedialne mapy, unikatowe nagrania, ale też dziesiątki fotografii, głównie ze zbiorów Muzeum Katyńskiego w Warszawie.

opr. jka, źródło: Polskie Radio