WOŁODYMYR SYDORENKO: Bezsilna Rosja chce tropić „wrogów ludu”

Tegoroczna moskiewska parada na Dzień Zwycięstwa pokazała tylko słabość Rosji. Aby ratować pozycję tego kraju pojawiają się pomysły powrotu do stalinowskich praktyk.

Jak wyliczyli politolodzy i dziennikarze, w defiladzie na Placu Czerwonym w Moskwie 9 maja 2023 roku wzięło udział kilka razy mniej sprzętu wojskowego niż w poprzednich latach. Z ich danych wynika, że ​​w tym roku przez Plac Czerwony przejechało tylko 51 pojazdów. W czasie, gdy w ubiegłorocznej, już skróconej paradzie, wzięło udział 131 wozów bojowych. A w 2021 roku było ich 197. To oznacza spadek w stosunku do ostatniego przedwojennego roku – prawie czterokrotnie. Cała uroczystość – defilada żołnierzy i przemówienie prezydenta Władimira Putina – trwała tylko około 45 minut. W poprzednich latach czas parad wynosił nawet do ​​półtorej godziny, ale wtedy zawierały one też pokazy lotnicze. Zrezygnowano z nich już dwa lata temu z powodu obaw Putina, że ​​któryś z pilotów może zaatakować trybunę.

Wielu komentatorów zwróciło również uwagę na brak nowoczesnych czołgów. Po raz pierwszy od 2007 roku parada odbyła się bez ciężkich pojazdów opancerzonych. Przejazd sprzętu otworzył jeden czołg T-34 z II wojny światowej, a za nim pojawiły się lekkie wozy bojowe, a także wyrzutnie rakiet Iskander, S-400 i międzykontynentalnych pocisków balistycznych Jars.

Pokaz sprzętu wojskowego w paradzie trwał mniej niż 10 minut. W poprzednich latach uzbrojenie pokazywano znacznie dłużej. Można było podziwiać m.in. czołgi Armata, z których Rosja była bardzo dumna, aż do momentu, gdy pokazały swoją niską skuteczność w walkach na Ukrainie.

Według dziennikarzy w paradzie wzięło udział około ośmiu tysięcy osób i jest to najmniejsza liczba uczestników od 2008 roku.

Według obserwatorów i dziennikarzy w Moskwie w tym roku odbyła się „parada wstydu”, ponieważ Rosja pokazała swoją słabość i zacofanie w rozwoju spraw wojskowych i technologii w porównaniu do współczesnych demokratycznych krajów świata. W takich warunkach lepiej byłoby nie organizować parady.

Mimo to Rosja twierdzi, że na pewno wygra wojnę rosyjsko-ukraińską, pomimo całej potęgi świata, która jej się sprzeciwia.

Większość rosyjskich polityków jest rozczarowana stanem rzeczy w Rosji. Rozumieją, że wina w tej sytuacji leży przede wszystkim po stronie prezydenta Władimira Putina, który stworzył skorumpowany reżim polityczny. Zamiast budować państwo, rozwijać gospodarkę, przeprowadzać nowatorskie reformy w kraju, podnosić poziomu życia obywateli, kierował wszystkie wysiłki i środki na wsparcie wojska, a i w tej dziedzinie przegrał rywalizację ze światem i nie zapewnił Rosji wystarczającej siły. W takich warunkach właściwe byłoby dobrowolne ustąpienie, przekazanie sterów skuteczniejszym przywódcom, ale Putin chce zapewnić sobie władzę do 2034 r. poprzez zmiany w konstytucji. Oczywiście politycy w Rosji rozumieją, że to nieuchronnie zniszczy kraj, który straci swoją pozycję. Wielu rosyjskich polityków uważa, że ​​Rosję trzeba ratować. Ale jak? Zgodnie z rosyjską tradycją, klasa rządząca, zamiast domagać się natychmiastowego odsunięcia od władzy Putina i jego kliki, próbuje wprowadzić nowe zmiany ustrojowe mające na celu przede wszystkim pozbawienie obywateli wolności słowa i wprowadzenie represyjnych reżimów.

Na przykład deputowany do Dumy Państwowej generał-porucznik w stanie spoczynku Andrij Gurulow uważa, że ​​nadszedł czas, aby ponownie wprowadzić w życie koncepcję „wroga ludu” i zastosować wobec niego te same represje, które były powszechną praktyką w drugiej połowie lat 30. XX wieku. Według Gurulowa nie należy wstydzić się pojęcia „wroga ludu”, ponieważ „są wrogowie, ale nie ma przeciwko nim praw”. Co więcej, powinno to dotyczyć zarówno osób „na froncie”, jak i ludności cywilnej.

Później poseł wyjaśnił, że za „wrogów ludu” należy uznać tych, którzy chcą klęski Rosji, nie popierają Władimira Putina i nie działają, czyli nie robią nic, by walczyć z nazizmem.

„Jeśli specjalnie siedzisz i nic nie robisz, sabotujesz decyzję, to jesteś wrogiem ludu” – powiedział Gurulow. Należy zauważyć, że zgodnie z tą interpretacją całe 90 procent ludności, czyli dziesiątki milionów ludzi, można uznać za wrogów ludu w Rosji.

Co ciekawe „naród rosyjski” popiera wprowadzenie takich represji. W komentarzach do tych informacji Rosjanie piszą: „Najwyższy czas” i radzą, aby zanim wróci pojęcie „wroga ludu”, należy jasno określić: kim oni właściwie są oraz przede wszystkim ustalić, kto ich „wyznaczy”  i „według jakiej procedury zostaną zatrzymani”. Niektórzy proponują rozszerzenie represji i proponują także postawienie zarzutu „szkodnika” i „sabotażysty”.

Czytelniczka z Omska pisze na przykład: „Popieram w 100%! Wszędzie wokół jest pełno wrogów czających się i szkodzących Rosji! Wysyłać do obozów pracy przymusowej, a także pokazywać egzekucje… Jestem w 100% pewien, że taki czas nadejdzie, bo tylko metody Stalina mogą przywrócić wielkość i potęgę naszej Ojczyzny!”

Jeden z Rosjan pisze: „W takim razie najpierw musimy oficjalnie przyznać, że metody Stalina, w tym Gułag, były całkowicie poprawne. Zabronić ich krytykowania, odwołać wszystkich krytyków i od razu odwołać >rehabilitację ofiar stalinowskich represji<… Inaczej jakoś źle się to skończy – zbesztamy Stalina, ale wykorzystamy jego metody w pełni… ”

W tej gorącej dyskusji dostało się też samemu Gurulowowi. Jeden z czytelników zauważył, że ​​jego brat trafił niedawno do kolonii za łapówki. „Mychajło Gurulow został wysłany do więzienia o zaostrzonym rygorze na sześć lat” – przypomniał.

 

Adam Bogoryja-Zakrzewski laureatem Nagrody Grand PiK 2023

Adam Bogoryja-Zakrzewski, za reportaż „Wyluzowana ciocia”, otrzymał Nagrodę Grand PiK 2023 15. Konkursu Artystycznych Form Radiowych organizowanego przez Polskie Radio PiK.

Nagrodę Grand PiK 2023 ufundował Marszałek Województwa Kujawsko-Pomorskiego Piotr Całbecki. Jury doceniło Adama Bogoryję-Zakrzewskiego za wielki profesjonalizm i kulturę w przygotowaniu pogłębionego reportażu w formule śledztwa socjologicznego, będącego opisem bulwersującego i drastycznego zjawiska, a jednocześnie portretem społecznym grupy osób

Reportaż „Wyluzowana ciocia”, zgłoszony do konkursu przez Program 3 Polskiego Radia, opowiada o zbrodni, która miała miejsce w Poznaniu w lipcu ubiegłego roku  – w biały dzień została porwana i zgwałcona 14-letnia Katarzyna. Gwałtu dokonał 17-letni Alan O. z polecenia 39-letniej Pauliny K. – kobiety, która zgromadziła wokół siebie grupę młodzieży.

W 15. Konkursie Artystycznych Form Radiowych przyznano również inne nagrody.

Nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego prof. Piotra Glińskiego, przypadła Alicji Pietruczuk i Lechowi Pilarskiemu, autorom utworu „Pamięć znaczy życie”, zgłoszonego przez Radio Białystok, za wzorcową audycję dokumentalną o powstańcu styczniowym Konstantym Kalinowskim, łączącą wspólną przeszłość polsko – litewsko – białoruską ze współczesnością. Autorzy przejawili dociekliwość historyczną, połączoną z rzetelnością w gromadzeniu materiału.

Nagroda Specjalna, ufundowana przez Wojewodę Kujawsko-Pomorskiego Mikołaja Bogdanowicza, została przyznana: Magdalenie Skawińskiej, autorce utworu „Nikifor z trójkąta” za wnikliwy porter bohatera, który choć zmaga się z licznymi dysfunkcjami i z przeciwnościami losu, spełnia swoje ambitne marzenia przez sztukę rysowania  oraz Maciejowi Kuberze – realizatorowi dźwięku, za interesujący obraz dźwiękowy spójny z tematem reportażu.

Praca została zgłoszona przez Studio Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia.

Nagroda Specjalna, ufundowana przez Prezydenta Miasta Torunia Michała Zaleskiego, została przyznana Annie Rębas – autorce utworu „Wagner wraca do domu”, zgłoszonego przez Polskie Radio Gdańsk, za podjęcie mało znanej historii z dziejów polskiego żeglarstwa i przybliżenie postaci Władysława Wagnera, pełnej pasji, zaangażowania i wytrwałości oraz za bogactwo akustyczne reportażu.

Nagroda Specjalna, ufundowana przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, przypadła Dominikowi Gilowi – autorowi utworu „Powrót z frontu”, zgłoszonego przez Polskie Radio Lublin, za dynamiczną i przejmującą opowieść o odważnej wolontariuszce, która chęć pomocy niepełnosprawnym na Ukrainie nieomal przypłaciła życiem.

Nagrodę Specjalną, ufundowaną przez Prezydenta Miasta Bydgoszczy Rafała Bruskiego, otrzymała Maria Brzezińska – autorka słuchowiska „Balkon”, zgłoszonego przez Polskie Radio Lublin, za poetyckie przedstawienie realistycznego oblicza starości.

Nagroda im. Michała Jagodzińskiego, ufundowana przez Polskie Radio PiK, została przyznana Kamili Litman, autorce utworu „To są właśnie Nowinki”, zgłoszonego przez Polskie Radio Łódź, za fascynujący portret wsi znajdującej się na krańcu świata.

Wyróżnienie, ufundowane przez prezesa Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Wodociągowej w Aleksandrowie Kujawskim sp. zoo Adama Jabczyńskiego, zostało przyznane Żanecie Walentyn – autorce utworu „Wielka wojna małych i dużych”, zgłoszonego przez Polskie Radio Pomorza i Kujaw, za bogactwo treści i mozaikową próbę opisania cierpienia dzieci i bezradności dorosłych podczas wojny.

Wyróżnienie, ufundowane przez spółkę Miejskie Wodociągi i Kanalizacja w Bydgoszczy, przypadło Dominice Dębskiej – autorce utworu „Bez lęku”, zgłoszonego przez Polskie Radio Białystok, za urozmaicone dźwiękowo ukazanie sylwetki doktora Grabowskiego, który opiekę nad umierającymi ludźmi na Podlasiu uczynił misją swojego życia.

Nagrodę Główną Akademickiego GP, ufundowana przez Krajową Radę Radiofonii i Telewizji, przyznano Marii Vasylieva, autorce utworu „Moja wojna”, zgłoszonego przez Instytut Komunikacji Społecznej i Mediów (Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy) za emocjonalną opowieść młodej osoby próbującej znaleźć swoje nowe miejsce poza ojczyzną, ogarniętą wojenną pożogą.

Pomysł organizacji konkursu na artystyczną formę radiową powstał w Polskim Radiu PiK latem 2007 roku. Jego idea miała zachęcić autorów do poszukiwania nowatorskich form sztuki radiowej.

opr. jka, źródło: Polskie Radio PiK

Francuski dziennikarz zginął na wschodzie Ukrainy

Arman Soldin, dziennikarz Agence France-Presse (AFP), zginął we wtorek po południu w wyniku ataku rakietowego na wschodniej Ukrainie.

Soldin był koordynatorem wideo AFP na Ukrainie, zmarł wskutek ostrzału rakietowego, nieopodal miejscowości Czasiw Jar w pobliżu Bachmutu. O jego śmierci poinformowali koledzy z AFP, którzy byli świadkami tragedii.

„Jesteśmy zdruzgotani, po informacji o śmierci dziennikarza wideo AFP Armana Soldina we wschodniej Ukrainie. Wszystkie nasze myśli kierujemy do jego rodziny i bliskich” – napisała na Twitterze AFP.

„Jego śmierć jest strasznym przypomnieniem zagrożeń i niebezpieczeństw, na jakie na co dzień narażeni są dziennikarze zajmujący się konfliktem na Ukrainie” – dodał szef AFP Fabrice Fries.

opr. jka, źródło: Twitter/AFP

Samosie – STEFAN TRUSZCZYŃSKI o walce Polski powiatowej z rządową

U nas jest usankcjonowana prawnie dwuwładza: rządowa i samorządowa. To zły pomysł. To nie jest dobre rozwiązanie dla Polski. Głupi lokalni puszą się i działają przeciw centralnym. Paranoja.

Od chcieć do móc – nie zawsze jest blisko. Np. chciałbym a boję się – zdarza się często.

U nas władza samorządowa bardzo się nadęła. Dochodzi do tego „będąc i rządząc u siebie” zapomina, że jest jeszcze rząd i prezydent.

Nie bo nie! – mówi dobrze odżywiony elblążanin. Port mój i basta. Zarządzam referendum. Chodzi o kontynuację przekopowej inwestycji na Zalewie Wiślanym. O drugi etap, czyli od wód Zalewu rzeką do portu, który nim pełną gębą dopiero będzie właśnie gdy zakończona zostanie część elbląska, a potem wykopany zostanie odpowiednio głęboki tor wodny na samym Zalewie. Na część portowo-elbląską potrzeba 100 mln i te pieniądze wtyka samorządowcom warszawska władza. A oni nie chcą tych pieniędzy, bo uważają, że przestaną być dysponentami portu.

Był taki król, z trochę krzywą gębą, który podzielił Polskę między synów. Teraz oglądamy inne gęby, pękate raczej i zawzięte. Ich dysponenci partyjni z centrali walczyli przeciw uniezależnieniu od ruskich. Mówili: „Rosjanie muszą przepuszczać nasze statki na Bałtyk przez ich ujście zalewowe, bo tak nakazuje międzynarodowe prawo żeglugi.” PiSowi udało się przedrzeć przez wydmy zalewowe. Jest wolna droga. Uniezależniliśmy się. „Gazeta Wyborcza” wysyła głuchego na fakty reportera, a ten pyta zalewowych ludzi jak się zmieniło ich życie po wykopaniu drogi przez mierzeje. Facet jest nie tylko głuchy na logiczne racje, ale i ślepy. Nie chce dostrzec wielkości i jakości tego dokonania. Udaje, że nie wie: toż to dopiero jedna trzecia inwestycji, która zadziała, gdy będzie ukończona.

Na złość mamie odmrożę sobie uszy – to w miarę elegancko. Można dosadnie – na złość… zrobię w gacie. Bardzo proszę samorządowa władzo. Działaj wbrew własnemu państwu, a i wbrew własnym interesom.

Bo u nas jest usankcjonowana prawnie dwuwładza: rządowa i samorządowa. To zły pomysł. To nie jest dobre rozwiązanie dla Polski. Głupi lokalni puszą się i działają przeciw centralnym. Paranoja.

Przykład elbląski niestety nie jest jedyny. W historycznym powiecie ciechanowskim, w jego centrum działał przez wiele lat znakomicie prowadzony przez Panią dyrektor Teresę Kaczorowską powiatowy dom kultury. Ale – na szczęście bywsza już starościna Pani Joanna Potocka-Rak nie lubiąca zespołów muzycznych z repertuarem o żołnierzach wyklętych, nie lubiąca red. Płużańskiego, który wiedzę o nich upowszechnia, zabroniła koncertu o takiej treści i spotkania z redaktorem. Mało. Potem jeszcze zwolniła z dnia na dzień Panią dr Kaczorowską, która ten zapyziały, zadłużony obiekt kultury podniosła z ruin. Nic to, że ówczesny wojewoda Konstanty Radziwiłł protestował i anulował decyzję Potockiej. Nic to, wszystkie sądy (administracyjne i powszechne – odbyło się 6 rozpraw) poparły dyrektorkę – sprawa trwała dwa lata. A w międzyczasie powiatowe centrum kultury zaczęło już – przy zmieniającym się teraz kierownictwie – psuć po staremu. W końcu miejscowi radni się zdenerwowali i Potocką-Rak wywalili. Dojrzał problem niewłaściwej decyzji kadrowej także marszałek województwa. Może krzywdy i straty zostaną naprawione. Może. Ale czy zmieni się chore myślenie – by rządzić samorządowo uparcie i głupio, wbrew władzy centralnej, bo ta z innej partii pochodzi. Podobnie dzieje się w Gdańsku, Poznaniu, a szczególnie w mniejszych jednostkach administracyjnych. Panaceum, do pewnego stopnia mogliby być dziennikarze. Gdyby dziennikarzami byli. Ale oni też są podzieleni. Gdy Obajtek wyrwał z niemieckich rąk Polska Press podziały się nasiliły. W pomorskim obok „Dziennika Bałtyckiego” powstała druga gazeta – za pieniądze miejscowego marszałka. Niestety podziały i wędrówki żurnalistów nie poprawiły jakości prasy. Nie dość, że czytelników zabiera internet to jeszcze obajtkowemu koncernowi nie udaje się pozyskać właściwych ludzi. Stąd beznadziejnie niskie nakłady i służalczość polityczna.

Współczuć można dziennikarzom lokalnej prasy. Gdzie pójdą jeśli narażą się dysponentom. W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu jeszcze – choć z trudem – może coś sobie znajdą. Ale gdy narażą się prowincjonalnym bonzom, oligarchom i wszelkiej maści urzędnikom – to najlepiej zmienić zawód, bo długo tłuc głową w mur się nie da.

Samorządzić się to wielka odpowiedzialność. „Samosie” tym się nie przejmują. A niby dlaczego „wybrańcy” mieliby. Oto ich kolega prowadzi samochód z 2,5 promilami alkoholu we krwi. Łapią, ośmieszony zostaje publicznie, ale nadal jest płockim starostą i siedzi sobie na staroskim fotel zamiast w miejscowym pierdlu.

Żal mi dziennikarzy lokalnych. Ale wielu z nich to po prostu tchórze. Uprawiają piękny zawód, ale i taki w którym z założenia się obrywa. Nie można walczyć ze złodziejstwem, korupcją i głupotą siedząc wyłącznie przy laptopie. Trzeba pójść do ludzi – powiedzą prawdę.

Dom się pali, a strażak idzie w ogień. Policjant goni bandytę, choć wie, że tamten ma pistolet i umie strzelać. Do zawodu reportera nie każdy się nadaje. Trzeba mieć pasję dziennikarską i cieszyć z dobrze wykonanej roboty. Ludzie doskonale rozróżniają dziennikarzy – jednych lubią z innych się śmieją. To zawód nie tylko dla odważnych, ale i upartych.

Polska celebrycko-urzędnicza to tylko rąbek postawu (czerwonego – za Sienkiewiczem powtarzając) 312 tysięcznego sukna, po którym biegają ludzie czasem bezładnie. Polska nie jest elbląska, ciechanowska czy płocka. Jest jedna. Rzeczpospolita, która wybrała sobie władzę i powinna tej władzy słuchać. Do wyborów oczywiście. Pycha i buta krasnoludów, którzy psują nasz wspólny dom powinna być wskazana, piętnowana m.in. przez dziennikarzy. Gdy będą to robić ujmie się za nimi w trudnych chwilach mądry obywatel. I tak to powinno się kręcić.

 

Ukraińscy dziennikarze wśród laureatów tegorocznych nagród Pulitzera

Mścisław Czernow, dziennikarz wideo, Jewhen Małoletka, fotograf oraz Wasylisa Stepanenko producentka wideo –  Ukraińcy pracujący dla amerykańskiej agencji AP – otrzymali  nagrodę Pulitzera „Za służbę publiczną”. W kategorii „Reportaż międzynarodowy” wyróżniono dziennikarza Stasia Kozljuka z „The New York Times”.

Nagroda „Za służbę publiczną” jest najbardziej prestiżowa ze wszystkich Pulitzerów. Zwycięzców uznano za odważnych reporterów pokazujących oblężenie miasta Mariupol, którzy „dali świadectwo rzezi cywilów podczas inwazji Rosji na Ukrainę”.

W kategorii „Reportaż międzynarodowy” uhonorowano natomiast dziennikarzy „The New York Times”, opisujących rosyjskie zbrodnie w Buczy. W szczególności wymieniono Stasia Kozljuka.

Nagrody Pulitzera przyznawane są przez nowojorski Uniwersytet Columbia od ponad 100 lat. Honorują osiągnięcia w dziedzinie dziennikarstwa, literatury i dramatu oraz muzyki. W Stanach Zjednoczonych wyróżnienie to uznawane jest za najbardziej prestiżowe w tych dziedzinach.

opr. jka, źródła: belsat.eu, PAP

Językowe potwory ciągle tropi WALTER ALTERMANN: Negat, egzaltacja i prywatny ojciec

Pańskie opinie opierają się na negacie – powiedział polityk, do swego rozmówcy z innej, konkurencyjnej partii.  Działo się to 28 kwietnia 2023 roku. Zapewne chciał powiedzieć, że jego przeciwnik neguje rzeczywistość, ignoruje fakty – pozytywne dla partii mówiącego. Przykre jest wysłuchiwać takich dziwactw.

Podejrzewam, że i ten polityk w domu nie mówi takich dziwactw. Skoro jednak jest już w telewizji, to musi mówić – tak sobie założył – językiem poważnym. A wyszło jak wyszło. Śmiesznie i strasznie – jak mawiają Rosjanie.

Egzaltacja

Jedną z przyczyn błędów językowych jest egzaltacja mówiących. Wtedy rozum cichnie, a do głosu dochodzi niekontrolowana liryka, uniesienia i inne podniosłe uczucia, które z kolei jeszcze bardziej osłabiają rozum. Taka to zasada. Szczególnie, gdy osoby nie mające warsztatu, by mówić o sztuce, usiłują jednak coś powiedzieć. A dodatkowo w uniesieniu, bo wierzą, że duch jest ważniejszy od materii.

Przykładem takiej egzaltacji był występ dziennikarza telewizyjnego, który rozpływał się, w rozmowie z członkiem zespołu Vox, nad ich nową piosenką „Razem”. Padały wielkie słowa, głos dziennikarza wibrował w wysokich rejestrach, aż w końcu w uniesieniu wypalił: Ta piosenka jest dla mnie takim posileniem.

Czym jest w języku polskim posilnie? Nie wiadomo. Słowniki nie odnotowują czegoś takiego. Zatem, prawdopodobnie, dziennikarz chciał powiedzieć, że ta piosenka jest dla niego posiłkiem duchowym… W sumie też byłoby bez sensu, ale przynajmniej po polsku.

Obóz wojskowy i cała reszta

Co za szczęście u Igi, u całego obozu – wykrzyknęła radośnie pani, która była sprawozdawcą meczu tenisowego Świątek z Sabalenką.

Zabierając się do tego błędu zacznijmy od tego, czym jest obóz. Otóż obóz oznaczał najpierw miejsce, w którym stacjonowali na stałe, lub czasowo żołnierze danej armii. Rzymski obóz mógł być solidnie chroniony przez umocnienia ziemne, palisady, a nawet mury z kamienia lub cegły. Obecnie mamy też obozy harcerskie. Mamy także obozy sportowe – oznaczające zgrupowania treningowe sportowców. A do tragicznej historii przeszły również niemieckie obozy koncentracyjne oraz obozy zagłady.

Z czasem obóz zaczął też oznaczać sportowców, harcerzy i żołnierzy, przebywających na terenie obozu, a nawet zawodników i kadrę danej drużyny sportowej. I w tym znaczeniu pani sprawozdawca użyła słowa obóz. I nie to jest jej błędem.

Błędem prowadzącej tę transmisję meczu tenisowego jest niewłaściwa składnia. Bo poprawnie należało powiedzieć, że szczęście zapanowało w całym obozie, a nie u obozu. Dlaczego? Bo obóz w dalszym ciągu zachował swoje pierwotne znaczenie terytorium, a więc trzeba mówić w obozie. Nawet jeżeli dotyczy to zgromadzonych w obozie zawodników, trenerów i innych potrzebnych zawodnikowi ludzi.

A tak w ogólniej – powiedzenie, że u Igi zapanowało szczęście jest w języku polskim nieprawidłowe, bo jest to zwrot rosyjski, a u nas rusycyzm. Rosjanin powie: u niewo żiena, ale Polak musi powiedzieć: on ma żonę. Dlatego pani sprawozdawca powinna powiedzieć: Iga jest bardzo szczęśliwa i szczęśliwi są wszyscy w jej obozie.

Prywatny ojciec

W Internecie można było ostatnio przeczytać, że jakiś pan – powiedzmy Nowak – który jest posądzany o niecne uczynki – jest prywatnie ojcem pewnego polityka – powiedzmy Nowaka.

I mamy szkopuł językowy a nawet czysty idiotyzm. Bowiem – nie można być ojcem nieprywatnie, ojcostwo jest z natury rzeczy sprawą prywatną, dla zasady.

Owszem zdarzają się metafory, które głoszą, że ktoś jest czegoś ojcem duchowym. Bywają też metaforyczni ojcowie idei, ojcowie narodu, ojcowie nauki a nawet ojcowie marek samochodów. Niemniej o prywatnym ojcostwie nie słyszałem. Dotychczas.

Autor

Putin to autor masowych morderstw na Ukrainie – piszą na pasku w telewizji informacyjnej 18 kwietnia 2023 roku. Piszą słusznie, ale to nie wystarcza. Bo do pełnej prawdy trzeba to jeszcze wyartykułować poprawnie.

Autorem może być twórca powieści, malarz, rzeźbiarz czy reżyser filmu, tak jest w języku polskim. Natomiast nazywanie autorem Putina jest zapewne tragicznym tłumaczeniem jakiejś informacji w języku angielskim. Gdyby stacja telewizyjna nie miała w nazwie „Polska”, można by machnąć ręką. Kim zatem jest Putin, jeśli nie jest autorem? Jest sprawcą tych morderstw. Tym, który kieruje bezpośrednimi mordercami. Wreszcie, sam Putin może być – jak wódz najeźdźców – mordercą.

Agregaci

Pan premier Mateusz Morawiecki mówiąc o finansach naszego państwa – 24 kwietnia br. – na spotkaniu w Ząbkach: Są instytucje międzynarodowe , które agregują takie dane.

Sprawdziłem o co chodzi z tym agregowaniem. Gdy chodzi o ekonomię, to agregowanie da się tłumaczyć następująco: dodawanie, dołączanie, łączenie, zbieranie, zestawianie.

Agregacja oznacza proces łączenia części w większą całość – na przykład prądnicę łączy się z silnikiem spalinowym. Ten termin jest stosowany też w biologii, inżynierii procesowej, technice maszyn, informatyce, logistyce i medycynie, statystyce, polityce, wojskowości. Czyli jest to pojęcie, którym głównie posługują się naukowcy. I dobrze. Jeżeli w czymkolwiek im to ułatwia pracę, niech używają tej agregacji. Na zdrowie.

Jednakże w Ząbkach pan Premier przemawiał do okolicznego ludu. Co tamtejsi mieszkańcy zrozumieli z tej agregacji? Oj, chyba niewiele. Zwróćmy też uwagę, że wiedza ekonomiczna na poziomie uniwersyteckim nie jest u nas obowiązkowa. Przecież wiemy, że pan Premier jest dobrze wykształconym historykiem i ekonomistą. Ale większość narodu prosta jest, siermiężna i oczekiwałaby mówienia do niej językiem, który mogłaby zrozumieć.

Chyba, że jest to zabieg marketingowy – mający na celu pokazanie narodowi, że premier jest bardzo dobrym premierem, skoro mówi niezrozumiale.

Co do mnie – znam agregaty prądotwórcze, uprawowe i pianowe – do gaszenia pożarów. Jest jeszcze taki potoczny zwrot, gdy mówimy, ale to agregat, o kimś niesamowitym, który zaskakuje nas swym zachowaniem. Mnie ta wiedza wystarcza.

 

Trele STEFANA TRUSZYŃSKIEGO: Poezja ornitologiczna

Wiosenny wierszyk

 

Kawka mała wraz z gawronem

Przelecieli nieboskłonem
Podśpiewywał im skowronek
A modraszka dziób w ogonek
Trzciniak dymał za dymówką
Szpak muchołówkę osnuł pajęczyną
– coś jakby pierzyną
I ta szara ptaszyna
Od rudzika się odcina
Bo ten broni swego pola
Obcy mu nie strzeli gola
Takoż kwiczoł jest zazdrosny
Nawet gdy ptak głodny nie jest obcy
Broni miejsc obfitych w żarcie
Zawsze czujny na tej warcie
Zięba na to gardło drze
Pliszka ogon w te i w te
Grubodzioby znów zostali
Bo se Polskę spodobali
Nie chcą latać gdzieś daleko
Chcą mróz przetrwać tu nad rzeką
Potrzeszcz cały harem ma
Z ziemi zbiera co się da
Czasem mylą go z trznadlem
Bo co nagle to po diable
Rade temu potrzeszczanki
Gdy doznają zaniedbania
Czemu winna poligam(n)ia
Dzwońce na to radę mają
Bo w nich duże serca grają
Stefan Truszczyński

WALTER ALTERMAN: Hieny, sępy oraz inne ścierwojady

Przed każdymi wyborami da się słyszeć, że jesteśmy narodem wspaniałym, dumnym i szlachetnym. Z delikatnym zaznaczeniem, że głównie dotyczy to wyborców, na których liczy dana partia. Ciągle jednak natykam się na informacje, których przekaz jest odmienny. Z moich obserwacji wynika, że staliśmy się bowiem społeczeństwem atakowanym przez liczne grono ścierwojadów, żerujących na naszym umyśle, zdrowiu psychicznym i fizycznym. Jesteśmy atakowani – jak w wojnie domowej – ofertami, które są wręcz zabójcze.

Kto atakuje Polaków? Polacy! A robią to z najniższej, z przyziemnej chęci zysku. Napastnicy nie liczą się ani ze zdrowym rozsądkiem, ani ze skutkami swych działań. Dla nich liczy się dla nich pieniądz, pieniądz i jeszcze raz szmal. Poniżej zamieszczam kilka przykładów działań naszych rodzimych hien i sępów.

                                          Uwolnieni uzdrowiciele naszych dusz

Tak się złożyło, że w ostatnich dniach jeździłem trochę po kraju. Zawędrowałem nawet do jednego z domów kultury w mieście wojewódzkim. Adresu nie podaję, bo to nie jest felieton interwencyjny. Chodzi mi o zjawiska, a nie o napiętnowanie jakichś konkretnych przypadków, bowiem zjawisko jest szerokie.

Zatem na drzwiach wejściowych do tego domu kultury wisiał plakacik, a na nim przeczytałem, pisownia oryginału: Przepis na szczęście. Szczęście nie zna wieku, a wiele dużo zależy od Ciebie i Twoich wyborów! Będziemy poruszać ważne tematy dotyczące naszego życia wewnętrznego i tego co zrobić, aby zachować dobry nastrój, osiągnąć spełnienie i szczęście. Zawsze jest dobry czas aby zadbać o potrzeby emocjonalne, żyć w zgodzie ze sobą i swoimi wartościami. Koszt 25 zł/os/ 2 godz. warsztat

Czy powierzyłbym swoje „potrzeby emocjonalne” osobnikom, którzy nie potrafią pisać po polsku, stawiać przecinków i kropek? Ja na pewno nie, ale są przecież ludzie, którzy się skuszą…

Grzebanie w ludzkiej psychice, emocjach, próby zmian nastawienia do świata i samego to sprawy poważne, bo kiedy znajdziemy się w rękach ignoranta, odważnego amatora psychiatrii – skutki mogą być tragiczne. A ludzie z problemami psychicznymi, emocjonalnymi, bardzo często wstydzą się pójść do psychologa i psychiatry, ale chętnie wezmą udział w takich „warsztatach”.

Dlatego jak grzyby po deszczu pojawia się coraz więcej fundacji, stowarzyszeń, pracowni, grup i jeden Bóg wie, jak się tam jeszcze nazywają współcześni szalbierze. Ci oszuści bez najmniejszego przygotowania fachowego i bez żadnych uprawnień zawodowych, wmawiają nam głupoty, przy których wszystkie antykościoły, nowe ruchy religijne, wielbiciele bosego ganiania po rosie lub też bosego biegania po niewygasłym ognisku w stroju „Prasłowianina” – czyli w lnianej koszuli do kostek – to tylko łagodni idioci. Natomiast ci, którzy chcą – za jedyne 35 zł – pomóc nam znaleźć szczęście – to już są groźni bandyci. Bo mogą doprowadzić wielu łatwowiernych ludzi do okrutnych tragedii.

                                                  Podstawy prawne szaleństwa

Na jakiej podstawie ci oszuści działają? Wystarczy pójść do sądu, zapłacić kilkadziesiąt złotych i zarejestrować swoją grupę. Potem droga do łatwej kasy stoi już otworem – jak nowy odcinek nieotwartej jeszcze autostrady. I nikt ich nigdy nie sprawdza, nikt nie interesuje się tym, co robią.

Swoją drogą to dziwne, bo skoro ściga się u nas producentów bimbru i handlarzy lewym alkoholem z przemytu, to dlaczego o wiele groźniejszych „dealerów szczęścia” zostawia się w spokoju? Przecież przeciętny Polak po spożyciu nawet marnej wódy, następnego dnia ma jedynie kaca, ale trzeciego dnia jest już normalny.

                                                Wolność gospodarcza bez ograniczeń

Takie i podobne sytuacje są skutkiem tego, że dwadzieścia kilka lata temu uwolniono zawody, w czasach komuny koncesjonowane. Teraz – na przykład – reżyserować może każdy. I nie jest to duży kłopot. Jeżeli bowiem – na przykład – ktoś obejrzy kolejne produkcje ekranowe Patryka Vegi czy też Wojciecha Smarzowskiego, to straty duchowe i estetyczne bezsprzecznie poniesie, ale jest też spora szansa, że na następne „dzieła” tych twórców nabrać się już nie da.

Coś mi się zdaje, że nasz parlament, uwalniając niektóre zawody i zajęcia od koncesjonowania, miał na celu jedynie zwiększenie wpływów fiskalnych. Oczywiście mówiło się wtedy dużo o wolności w ogóle, o prawach do realizowania się zawodowego… ale tyle się u nas mówi od rzeczy i nie na temat, że stało się to już normą.

                                                               Byle nie był karany

Jest jeszcze jedna dziedzina życia społecznego, w której sprawy stanęły na głowie. Ta metafora nie jest tu całkiem bez sensu, bo chodzi o gimnastykę rekreacyjną i inne podobne jej fitnessy.

Po zmianie prawa, w ostatnich już kilku latach, każdy może być trenerem i prowadzić zajęcia fizyczne. I oczywiście nie jako wolontariusz czy jakiś marny społecznik – to są zajęcia za pieniądze. Każdy też może prowadzić teraz nawet rehabilitację chorych, choćby po poważnych wypadkach, z urazami kośćca. I to są duże pieniądze.

Mało kto zdaje sobie sprawę, że rynek usług fitness to poważna gałąź gospodarki. Dotyczy to także producentów sprzętu sportowego i handlujących nim.

Kiedyś zajęcia z gimnastyki, aerobiku i innych takich fikołków prowadzili najczęściej byli sportowcy, którzy musieli mieć ukończone odpowiednie kursy trenerskie. Dziś krzywdę fizyczną może nam zrobić każdy. Bo dzisiejsi instruktorzy i trenerzy są to amatorami – takimi samymi, jak ci od uzdrawiania naszego ducha. Warunek jest jeden – osobnik trenujący nas sportowo, fizycznie i rekreacyjnie – musi być niekarany. Mój Boże, kto to wymyślił? Dlaczego akurat ma istnieć taki próg do szczęścia finansowego?

                                Wolność gospodarcza i wolność dla szalbierzy

Wolność to piękny i pożądany stan ducha, umysłu i ciała. Kiedyś na nasze prawo do wolność nastawała tzw. komuna. Dzisiaj w obszar naszej wolności wkraczają różnej maści szalbierze, nieudacznicy i pospolici złodzieje. A wszyscy oni twierdzą, że chcą nam pomóc! Takie coś nazywało się kiedyś – bezczelna hucpa w ponurej okolicy.

 

 

Nagroda im. Jarosława Ziętary dla reportażu „Siła kłamstwa”. Krzysztof M. Kaźmierczak rezygnuje z jury

Na gali Nagród Press Club Polska po raz pierwszy przyznano Nagrodę im. Jarosława Ziętary za dziennikarstwo śledcze. Otrzymał ją Piotr Świerczek za materiał „Siła kłamstwa”, wyemitowany na antenie TVN24. Werdykt skrytykował Krzysztof M. Kaźmierczak z Komitetu Społecznego im. Jarosława Ziętary, który postanowił zrezygnować z członkostwa w jury tego wyróżnienia. 

Nagrodę im. Jarosława Ziętary za dziennikarstwo śledcze przedstawiciele Komitetu Społecznego im. Jarosława Ziętary, Press Club Polska oraz rodzina dziennikarza ustanowili w trzydziestą rocznicę uprowadzenia, a następnie zamordowania Ziętary. Wyróżnienie to ma trwale upamiętniać postać Jarosława Ziętary nie tylko jako zamordowanego za działalność zawodową, ale także jako jednego z pionierów dziennikarstwa śledczego w Polsce po 1989 roku.

Do pierwszej edycji nagrody nominowani byli Mateusz Baczyński i Janusz Schwertner za materiał „Adwokaci i gangsterzy. Kto się boi >żelaznej Baśki<” opublikowany w portalu Onet.pl,  Michał Janczura za cykl „Eksperyment”, opublikowany w portalu tokfm.pl i na antenie radia TOK FM oraz Piotr Świerczek za materiał „Siła kłamstwa” wyemitowany  na antenie TVN24. Podczas uroczystej gali Nagród Press Club Polska, która odbyła się w środę, 26 kwietnia ogłoszono, że pierwszym laureatem  Nagrody im. Jarosława Ziętary został Piotr Świerczek. Takie rozstrzygnięcie nie spodobało się Krzysztofowi M. Kaźmierczakowi, przedstawicielowi Komitetu Społecznego im. Jarosława Ziętary, który na znak protestu postanowił zrezygnować z członkostwa w jury tego wyróżnienia. O powodach swojej decyzji poinformował w obszernym wpisie na Facebooku.

„Rozstrzygnięcie konkursu (którego, jak wszyscy członkowie jury, nie znałem do momentu ogłoszenia dziś wyników) głęboko mnie zmartwiło. Zabiegając o ustanowienie nagrody nie spodziewałem się nigdy, że może ona stać się elementem wojny polsko-polskiej, toczącego również media konfliktu wyniszczającego Polskę” – pisze Kaźmierczak.

„Przyznanie pierwszej w historii nagrody imienia Jarka Ziętary materiałowi, które jest powszechnie postrzegany jako chyba najgorętszy medialny oręż w wojnie polsko-polskiej spodziewam się, że wpłynie na zaszufladkowanie nagrody jako przynależnej do jednej opcji w trwającym konflikcie. Nie chcę by wpłynęło to także generalnie na stosunek do samej sprawy Ziętary – w kontekście dalszych starań o doprowadzenie winnych zbrodni do odpowiedzialności karnej przed nadchodzącym przedawnieniem.

Stąd moja dzisiejsza, podjęto z bólem serca decyzja o wycofaniu się z jury. Podjąłem ją pamiętając krytyczny stosunek Jarka Ziętary do konfliktu na polskiej scenie politycznej, który właśnie w 1992 roku, roku jego zamordowania, wszedł w ostrzejszą niż wcześniej fazę…” – tłumaczy przedstawiciel Komitetu Społecznego im. Jarosława Ziętary.

W środę poznaliśmy także laureatów pozostałych Nagród Press Club Polska. Nagrodę im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby otrzymał Paweł Reszka za cykl publikacji „Ukraina 2022” w tygodniku „Polityka”. Nagrodą Dziennikarstwa Ekonomicznego PCP wyróżniono Reginę Skibińską za cykl publikacji „WIBOR – mechanizm kontrowersyjny, dla banków korzystny” w portalu Prawo.pl.

Nagrodę Specjalną Press Club Polska przyznano profesjonalnym weryfikatorom informacji działającym w Polsce – za wspieranie dziennikarzy oraz ich odbiorców w obronie przed dezinformacją.

opr. jka, źródła: Press Club Polska, Facebook

KRRiT dała koncesję dla Telewizji Media Narodowe i przedłużyła dla HGTV

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji udzieliła koncesji spółce Telewizja Media Narodowe na nadawanie programu TVMN. Przedłużyła też koncesję dla kanału HGTV należącego do TVN Warner Bros. Discovery.

KRRiT poinformowała w środę w komunikacie, żerozstrzygnęła wniosek w sprawie udzielenia koncesji spółce Telewizja Media Narodowe P.S.A. z siedzibą w Pruszkowie na rozpowszechnianie programu telewizyjnego pod nazwą >TVMN<”.

„Program ma charakter wyspecjalizowany – publicystyczny i będzie nadawany codziennie 24 godziny na dobę, na obszarze objętym wybranymi sieciami telekomunikacyjnymi w Niepołomicach, Szczecinie, Mysłowicach i Sułkowicach-Harbutowicach” – dodano.

Tego samego dnia KRRiT podała, że udzieliła spółce TVN S.A. koncesję na kolejny okres 10 lat na satelitarny program telewizyjny rozpowszechniany pod nazwą „HGTV”.

Rada zastrzegła jednak, „że w dalszym ciągu prowadzi prace w związku z analizą struktury własnościowej spółki TVN, która od 8 kwietnia 2022 r należy do amerykańskiego koncernu Warner Bros. Discovery, powstałego w wyniku fuzji spółek WarnerMedia i Discovery.”

HGTV to poradnikowy kanał TVN Warner Bros. Discovery poświęcony tematyce wnętrz i ogrodów.

opr. jka, źródło: KRRiT