Autor: Stefan Truszczyński
STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Co będzie z sukcesem Solidarności?
„Tygodnik Solidarność” nr 30 – bardzo dobry numer. Periodyk ma potężny dorobek. To już 1749 edycji firmowanych biało czerwoną flagą. Idą ludziki-literki w świetnie wymyślonym tradycyjnym znaczku Solidarności. Niosą symbol naszej państwowości. Niestety sam patriotyzm, nawet bardzo gorący, nie wystarcza. Dopiero gdy żarliwość uczuć i poziom rozumu idą w parze odnosi się sukces. A taki osiąga omawiany tygodnik.
Redaktor Teresy Wójcik. Szanowna dama zajęła się stanem polskiej armii. Trzy informacje powinny dziś dotrzeć do możliwie najszerszego gremium: w ramach pięcioletniego planu ustawa o obronie ojczyzny przewiduje zwiększenie liczby żołnierzy w polskiej armii do 300 tysięcy. W roku 2023 Polska przeznaczy na obronę 3 procent PKB. W zamian za 240 rosyjskich czołgów T-72 przekazanych Ukrainie, Polska otrzyma z USA 116 Abramsów.
Ukraina krwawi dziś, bo nie doceniła bandytyzmu bandyty, wierzyła w solidarność człowieczą i zobowiązania międzynarodowe.
Gdy myślimy o wrześniu ’39, o Holokauście – dziwimy się, że „świat” był głuchy i ślepy. A czy dzisiaj to jest nie inaczej? Agresor zajmuje elektrownię atomową – łże i straszy, kłamie gębami propagandystów. Bogaci Rosjanie bez przeszkód wojażują sobie po świecie. Ktoś ich wozi, karmi, gra im rozrywkowo i bierze od nich pieniądze. Informacje o wojnie są już na dalszym planie. W lutym sołdacka armia stała na rubieży a pokojowi decydenci latali i jeździli sobie tam i z powrotem. Rządy, bogaci się wyżywią, ginie armatnie mięso. Za broń chwytali nieletni i kobiety. Ginęły i giną nadal dzieci. Bohaterscy obrońcy stawiani są przed sądem. Owszem będą im stawiane pomniki, gdy stracą życie.
Tylko silna armia i zdecydowane przywództwo mogą być gwarantem niepodległości. Niestety, opornie to dociera do zaprzańców i zdrajców. Tak zawsze było i mimo krwawych lekcji – tak jest nadal. „Niech na całym świecie wojna – byle nasza wieś spokojna”. Wieszczów i bohaterów dostatek. Gorzej z wiedzą, gospodarką i sprzętem obronnym. Dopiero teraz już w obliczu zagrożenia czynione są rozpaczliwe wysiłki. A i tak wroga piąta kolumna przeszkadza.
Sprawa reparacji dla zrujnowanej po II wojnie światowej Polski powraca. A sprawca nie chce za zbrodnie zapłacić. Mało – rodzima opozycja też odszkodowań nie żąda. Chce dyskutować. Kim są ci ludzie? Czyje interesy reprezentują?
W XVII wieku złupił wielką Polskę mały kraj z północy, w XVIII rozszarpali nas trzej wrogowie. Potem już wystarczyła zmowa dwóch. Teraz jeden grozi a drugi udaje, że pomaga. Unia nie daje nam tego co się Polsce należy, a rodzima opozycja jej sprzyja. Bo „im gorzej, tym lepiej”. Wzorem – Targowica.
Czy sukces Solidarności będzie zaprzepaszczony? Informacje, które podtyka nam przed oczy red. Teresa Wójcik w tygodniku „Solidarność” napawają nadzieją. Ale same informacje nie wystarczą.
STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Strzeż się tego, co na koniu kradzionym jedzie!
Tak zwani platformersi dali dowód, że czynnie i bardzo konkretnie potrafią pod dyktando ustępować UE i działać przeciwko Polsce. Ośmielili się swoje brudne rączki podnosić przeciw Polakom. Dlaczego tego samego nie będą gotowi zrobić wraz z ruskim bandytą? Przecież dokładnie tak już bywało. Piąta kolumna zaprzańców i targowiczan jest faktem.
Kto stanie na jej czele jeszcze nie wiadomo. Bo wcale niekoniecznie będzie to Tusk. W końcu słabe to chłopię i kruche. Pobiegać, pobiega. Kobietą się posłuży, ale z tymi kamieniami na czele protestów to już chyba nie da rady. Niemiecka opieka się skończyła. Myślę, że najbliżsi kolesie wkrótce go wysadzą. Biedny nie jest. Da sobie radę. Z sopockiej ulicy Jana z Kolna popłynie śladami słynnego żeglarza. Może na Florydę? Tam, gdzie niegdyś był a może ciągle jest jego skarbnik – Drzewiecki. No i inni beneficjenci podatkowych rajów.
Zapomnimy szybko o Panu Tusku, o Kwaśniewskim, o Wałęsie. Teraz są już inne problemy. Czy rodzinna targowica nie zacznie się zwracać o pomoc na wschód. Już mówią, że nie wszyscy ruscy są źli. Może to i prawda, ale lepiej nie sprawdzać. Medialne pieski ochoczo zaczynają już szczekać. Na razie cicho, choć już uciążliwie. „Żeby Polska była Polską” – śpiewa uparcie Pan Jan. I będzie nadal śpiewał.
Facet o wspaniałym polskim nazwisku, niestety, okazuje się dyszący do Polski nienawiścią, chyba jednak nie czytał „Ogniem i mieczem”, choć właśnie on, z powodów rodzinnych, powinien. W naszej historii był potop szwedzki, który zniszczył nam najbardziej kraj. Teraz rosyjski przywódca mówi o potopie ruskim, który ma zrobić zresztą w całej Europie. Niestety Ona, dama albo i nie dama ciągle jeszcze nie wierzy w te zapowiedzi.
Choć wystarcza już dowodów, że jednak Rosja napaść na wolny kraj potrafi. I to napaść brutalnie, bo nie na żołnierzy a na zwykłych ludzi, na ich domy, szpitale i szkoły. Mordowanie cywilów już zaczyna zachodnich obserwatorów nudzić. Są przecież wakacje. Upał. Problemem dla Europejczyków są zapchane lotniska i autostrady. Jakieś tam daleko rakiety naładowane setkami kilogramów trotylu nie są słyszalne ani widzialne. Turek i ajatollah stanęli już razem z Putinem do wspólnego zdjęcia.
Wystarczyło, że ruski przymknął gazowy kurek a już zapanowała panika. W upały zaczęto się trząść w obawie przed mrozem. Łaskawca z Kremla nie tylko nie zamknie dopływu życiodajnej substancji ze wschodu, bo przecież nie zrobiłby na tym na kosztowne rakiety. Myślę nawet, że on obniży cenę. On teraz decyduje. Śmieje się nawet na konferencji prasowej że przecież Europa świetnie radzi sobie z LGBT i powinna była przewidzieć, że ograniczenie się do jednego dostawcy to nieostrożność. Putin wszystkich przebił. Dać mu trzeba jakieś odznaczenie. Rosjanie go podziwiają a nawet papież, który zamiast na wschód jedzie na zachód wyraża się z nadzieją ale niezbyt mądrze. „Szczekanie”? Nasz Papież nigdy by czegoś takiego nie powiedział.
Jan Paweł II mówił ważne rzeczy, nie dlatego, że był z Polski, ale dlatego, że był mądrym człowiekiem, widział szaleństwo Hitlera z bliska. Jego kochamy i nie zapomnimy. Natomiast bezmyślne słowa obecnego papieża bolą okropnie. Spuśćmy to na karb starości.
Polska bać się nie może. Dość się już bała i wycierpiała. Trzeba się szybko zbroić, szkolić i przygotować. Chyba nasz kolejny minister obrony choć delikatnie wygląda, tak robi. Trzeba kupić węgiel nawet wożąc go statkami masowcami, stutysięcznikami przez miesiąc z dalekich krajów za duże pieniądze. Przejdą z powodzeniem przez cieśniny duńskie. Podobno jest dużo węgla do sprzedania w RPA. Niech tym się nasi zajmą zamiast gadać o planowaniu i wymyślaniu nowych struktur organizacyjnych. Proszę również mimo wszystko pomyśleć o odgruzowaniu zasypanych kopalń. Mamy węgiel. Mamy go bardzo dużo. Na szczęście nie udało się ograniczyć wydobycia w lubelskiej Bogdance, w Stefanowie powinien powstać jak najszybciej nowy szyb. Szyb zbudowany przez Polaków. Nie australijski, bo oni dostali tylko zgodę na prace poszukiwawcze. Dostali też plany zasobów węglowych na tym wielkim placku czarnego złota, który rozciąga się od Łęcznej aż po Włodawę. Te plany wykradziono, a facet który to zrobił chodzi sobie nadal wolno.
Jak znaleźć tych, którzy zniszczyli naszą flotę, sprzedali huty i stocznie, zasypali kopalnie? To proste dochodzenie. Pod każdym dokumentem jest dużo podpisów.
Powieje znowu wiatr historii. I portki trząść się będą pętakom. Są w ojczyźnie rachunki krzywd… Ale oprócz powtarzania wierszy trzeba coś robić. Niech ci co ukradli wyjadą już po te kupki złodziejskich srebrników uzbieranych w ciągu ostatnich 40-tu lat gdzieś tam w bankach Dominikany, Haiti i na innych wysepkach. Prawie pół wieku kradli. Kradzione nie tuczy. Podobno. Bo u nas jest chyba odwrotnie. To niczego nie usprawiedliwia, że tak samo jest na Ukrainie i w innych krajach. Pecunia non olet.
Z klepania słusznych nawet pomysłów może być tylko przyklepywanie biedy. Od rotacji i wymiany ministrów, węgla, statków i stali nie przybędzie. Idźcie sobie precz. Weźcie nawet służbowe laptopy i samochody. Prawdziwe straty to ta inteligencja techniczna, inżynierowie i projektanci, którzy za chlebem opuścili kraj. Wreszcie pensje i zarobki powinny być transparentne. Politycy jak żona Cezara. Tylko kary finansowe są skuteczne. Łżesz, kradniesz, psujesz – płać. Będzie za co kupić broń. I to broń najlepszą. Nie łudźmy się, że słodkim głosem zapewnimy sobie bezpieczeństwo. Już wszystko zostało powiedziane. Oczywiście krytykujmy nadal ale sprawiedliwie.
Likwidujmy artykuł 212, niech nie straszy żurnalistów. Jeśli dziennikarz dołoży maksymalnie starań przy dokumentacji, to nawet jeśli się pomyli, nie powinien siedzieć w więzieniu wśród bandziorów. Trzeba opisać stan faktyczny powtórnie, przeprosić, ale nie mścić się na takim, który chciał dobrze ale się pomylił. Dziennikarz jest sojusznikiem prawdy. To są dziś potrzebni ludzie. Ale tylko wtedy, gdy swoja misję uczciwie wykonują.
Idzie nowe pokolenie. Na pewno będzie lepsze i uczciwsze. Może się ten i ów śmiać, ale uważam, że kadry przygotowywane w toruńskiej szkole nie tylko lepiej się prezentują, ale i napawają nadzieją. Wobec barbarzyńskiej wojny liczy się siła, zapewnijmy ją sobie. W mądrych sojuszach pod wodzą mądrych, pracowitych ludzi. Wówczas nikt nam noża w plecy nie wbije.
O kształcie opozycycjnych poglądów pisze STEFAN TRUSZCZYŃSKI: „Skrzyw gębowy” zdradza
Czytam u psychologa mądrali: kluczem do rozpoznania kłamcy jest śledzenie grymasów na jego twarzy. Mam trzech faworytów od „skrzywu gębowego”. Właściwie od wykoślawiania warg, gdy mówią oni. To Szymon Hołownia, Tomasz Siemoniak i Radosław Sikorski. Przypatrzcie się ich ustom, gdy przemawiają lub gdy udzielają wywiadów w telewizjach.
Hołownia ze ściśniętymi ustami trudną w odbiorze dykcją wypuszcza merytoryczny bełkot aspirujący do radykalizmu. Pominę treść wypowiedzi, bo to okrągłe gadanie o niczym. Totalny sprzeciw bez krzty pomysłu. Jedzie na tym, że tak zwani młodzi, często zgorzkniali i nastroszeni wrogo do wszelkiej władzy chcą mieć koniecznie swojego przedstawiciela. Chłopczyk w ładnie wyprasowanym garniturku im się podoba. Obywatel H. ma ciągle kilka procent poparcia. I na zdrowie! Wróćmy jednak do tych wąskich usteczek. Laleczka niby centrowo-prawicowa, a nawet może narodowa jest delikatna. Jak Bosak i Winnicki. Oni są jednak znacznie inteligentniejsi i bardziej strawni wizerunkowo. Hołownia to kaprys, efemeryda. Dziwne, że dawno już nie poszedł precz w sondażach. Ale wiadomo „de gustibus non est disputandum”. Albo „każda potwora znajdzie amatora”. To prawda, że wśród polityków dominują stare zgredy. Bez gustu i ze złą dykcją. A tu pojawił się miły chłopczyk. Fajny, dopóki się nie odezwie.
Jeszcze większy skrzyw gębowo-wargowy demonstruje Siemoniak. Trudno dociec skąd on się w ogóle wziął. Wywindował go przyjaciel z lat studenckich – bardzo inteligentny, dobrze wychowany i grzeczny Paweł Piskorski (były prezydent Warszawy). Czytałem kiedyś jak opowiadał, że Siemoniak – serdeczny przyjaciel – zerwał wszelkie kontakty, gdy pan Paweł dostał się pod ostrzał krytyki zarzucającej mu przekręty. Pamiętam też – i chyba wszyscy – decyzję „wojaka” Siemoniaka, byłego ministra obrony, likwidującą jednostkę w Wesołej. Uznał, że ten garnizon jest niepotrzebny. W ogóle mieliśmy wyjątkowe postacie na ministerialnym stołku obrony narodowej. Dzięki Bogu wówczas Putin dopiero się szykował do ataku i zbroił. Ci nasi wyjątkowi eksperci, Siemoniaki, Klichy na szczęście długo Polski nie „bronili”. Zostawili za to bolesne ślady. Zniszczenie Marynarki Wojennej, wojskowe opuszczenie Helu, puste koszary w Bydgoszczy i wielu innych miejscach. Wyprzedane, zardzewiałe. Jeszcze trochę tam tego panowania a zostalibyśmy z mikro armią pod dowództwem klepiących głupoty pacyfistów.
Wreszcie trzeci koleś. Nosi wspaniałe historyczno-wojskowe nazwisko. Bojowy dziś redaktor Łukasz Warzecha zrobił z nim wywiad-rzekę. Grube tomisko, ładnie wydane. Był to rzeczywiście bestseller, bo Radosław Sikorski rozbudził pewne nadzieje. Ale balon szybko pękł. Prysnął jak bańka mydlana, bo polityk zaczął popisywać się głupimi i aroganckimi wypowiedziami na czele z tą o rozpędzaniu opozycji, którą nazwał watahą. To bezczelne porównanie kolegów polityków do skupiska zwierząt przechyliło szalę. Były też demonstracje przyjaźni ze wschodnim ludem jak i syczenie nienawiścią wobec prawicy – „pijani, niespełna rozumu” etc. Sikorski powtykał sobie w swojej posiadłości tabliczki, że ma antykomunistyczne zasady. Brawo. Co za odwaga. Publikował zdjęcie z kałachem na ścianie, które miało dowodzić jego bohaterskich działań w Afganistanie. Może to i prawda była. Wyznaczono go do wywiadu telewizyjnego z Panią Margaret Tatcher. Zapytał wówczas odważnie jak to było z obiecywaną Polsce na wypadek wojny pomocą ze strony Anglii. Ale żelazna dama wręcz go fuknęła, że przecież Anglicy wypowiedzieli wojnę Niemcom. I to już dzielnemu redaktorowi wystarczyło. Podkulił ogon. Oczywiście był za słaby na tą starszą panią.
Tacy są nasi chłopcy od polityki. Inni mają tytuły naczelnych redaktorów, a tak naprawdę to chłopcy na posyłki. Jeśli nawet mają coś do powiedzenia, asekuracyjnie milczą, bo przecież stołki łatwo mogą stracić. Zdobywają się na odwagę np. by zakpić, z tych którzy mówią prawdę o zbrodni smoleńskiej (Baczyński, Chrabota).
Ale wróćmy do skrzywionych. Może by pomogli sobie botoksem. Usta zrobią się wydatne. Tyle, że na krótko. I deformacja po jakimś czasie będzie jeszcze większa. Skrzyw polityczny to znak rozpoznawczy. Kiedyś wymyślono: piękne dziewczęta na ekrany. Teraz pasowałoby – krzywe gęby, kłamcie do lustra, póki nie pęknie.
O tym, że nie wolno zapomnieć o rosyjskiej inwazji na Ukrainę pisze STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Po trupach
Co nam z tego, że Merkel przejdzie do historii jako durna baba. Co z tego, że po niewczasie Tusk zostanie w Polsce uznany za zdrajcę? Jakim trzeba być naiwniakiem i głupkiem by uzależnić się z chytrości od satrapy zabijającego bez pardonu sprzeciwiających się mu własnych obywateli. By uzależnić się od mordercy bezbronnych, wywożącego jak przed laty porwanych ludzi w bezkres Sybiru. By uzależnić się od próbującego wynaradawiać dzieci. Putin grozi wojną jądrową wolnym państwom w imię mrzonki totalnego panowania nad światem, a ogłupiali klaszczą mu tak jak Niemcy Hitlerowi w 1939 roku.
Wystraszona Europa boi się, że dostęp do taniego paliwa zostanie zamknięty, że ruska zima zamrozi tyłki bogatym narodom zachodu Europy. Ruscy szantażują bronią, myślą Niemcy, Francuzi, Włosi i Holendrzy, że jeśli ulegną złodziejowi, bandycie, to na pewno ich oszczędzi! Przypomina się rok 1939. „Przywiozłem wam pokój” – chwalił się angielski dżentelmen po wyjściu z samolotu. Potem ginęli milionami. Świat zatykał nozdrza, by nie czuć dymu z krematoriów. Teraz „świat” zaczyna się już nudzić obrazami krwawych zbrodni. Przestaje słuchać huku armat i wybuchów rakiet. Rozżarzone lufy dział spowszedniały. Jeszcze tylko przekazywane są suche informacje o liczbach zabitych i rannych. O czekających na ratunek pod gruzami.
Tak zwany zachód boi się, że będzie musiał kupować droższy gaz i ropę. Nic podobnego. Putin wyremontuje rurę i zaproponuje tańsze paliwo. Na przykład za pół ceny. Oczywiście taniej będzie tylko do następnej agresji. Do napaści na kraje bałtyckie, na Polskę, Czechy i Słowację. Do czasu aneksji Mołdawii, Bułgarii.
Oksfordczycy, sorboniarze, humboldczycy, jesteście wspaniale wykształceni, tyle że działacie jak dzieci we mgle. Jesteście uzależnieni. Od dobrobytu, od Putina. Popatrzcie w lustro. Najlepiej weneckie. Po drugiej stronie obserwują was małe oczki mściwego i zachłannego kagiebisty. Ma dużo pieniędzy Śmieje się z was. On się nie cofnie. To za wasze pieniądze kupuje sobie broń.
Europo idziesz po ukraińskich trupach, krótkowzroczna Unio, fasadowe NATO, pogardzacie krajami wschodnich rubieży. Taka jest prawda. Robicie sobie wycieczki i udajecie empatię i oburzenie zbrodniami. Broń dawkujecie jak lekarstwo. Byle się nie narazić zbytnio. Mieliśmy przykład w bośniackiej Srebrenicy jak „zachodni” pułkownik bronił muzułmańskich kobiet i dzieci.
Możecie obudzić się z ręką w nocniku pod atomowym grzybem. I dalej będziecie się cieszyć, że był tylko lokalny. Najlepiej nad moim krajem. Zrobicie odkrycie tak jak pułkownik Kukliński gdy zrozumiał, że pierwszy będzie zmieciony z powierzchni ziemi. Zarozumiali mądrale, módlcie się o kolejny cud nad Wisłą i o Tuska by nadal robił co wy chcecie. Ciągle pytacie, po co ta krnąbrna Polska, po co Polacy? Najważniejsza jest praworządność, ale po waszemu. Po co Polsce węgiel, huty, flota i stocznie? Drogi dla waszych drogich samochodów. Chlewy dla waszych świń a obory dla holenderskich krów, które lepiej wysłać do Polski niż ubić na miejscu. Bruksela zamiast brukselki. A Strasburg zamiast polskich sądów. Polacy na zlewozmywaki i na szparagi, płatki śniadaniowe na śniadanie, obiad i kolację.
Czy taka ma być przyszłość przed nami? Teraz papież już nie pomoże. Wybiorą czarnoskórego bo Ameryka Południowa, Azja nie lubi już Europy. Nie tak jak Amerykanów. Łatwo rozniecić nienawiść przypominając USA Wietnam, Belgom Kongo, Anglikom kolonializm. 40-milionowy naród z wielką diasporą zagranicą podzielony jest na pół tępą siekierą. I kłóci się dalej. Rozwalić go trzeba jak Jugosławię, Czechosłowację a wkrótce i Wielką Brytanię. Zostanie kraj przywiślański i niemiecki Śląsk.
Nagrody domaga się STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Nobel dla Polaków
Nobel dla nas, a właściwie dwa. Jeden za człowieczeństwo, a drugi za cierpliwość. Polacy przyjęli do swych domów sąsiadów – napadniętych, sponiewieranych i wystraszonych. Nie tysiące, ale miliony. Tłusta Europa bije nam brawo. Tyle, że złamanego centa nie dali. Owszem są obiecanki. Cacanki. My kobietom i dzieciom tych, którzy walczą z bandytami nie obiecujemy. Dajemy wikt, opierunek i pracę. Nobel się należy. Niech stanie w postaci obelisku na godnym placu by dać pamięci pamiętać co w 2022 roku, a może i dłużej, zgotowali ludzie ludziom. Jedni śmierć i pożogę, inni pomoc serca z własnych zasobów. A ten trójkąt narodowy to jest to samo słowiańskie plemię.
Boh trojcu ljubit. Ponoć! Choć jego namiestnik rzymski odezwał się podle nikt tu zbrodniarzy nie miesza z wiarą. Koronowane głowy przychodzą i odchodzą. Źli wybrańcy oby panowali krótko.
A drugi Nobel? Drugi należy się też Polakom za cierpliwość. Cierpliwość można rzec… polityczną. Bo kogoż my tu mamy. Z jednej strony zaprzańców, targowiczan, podnoszących łapy tak jak im obcy zagrają. Przeciw ojczyźnie, przeciw zwykłym szarym ludziom. Bo w ten sposób chcą obalić politycznych konkurentów. Sami o tym mówią, chwalą się.
Oj, sprzedawczyki podłe. Przejdziecie do historii jako zdrajcy. Jeśli nawet PiS padnie to nie wy będziecie rządzić. Po pierwsze dlatego, że nie potraficie, nie macie żadnego planu, tylko kapelusz na jałmużnę, którą i tak trzeba będzie zwrócić z nadpłatą.
Kiedyś aktor Kamiński wymyślał Jaruzelskiemu. Podobnie będą śpiewać o was. Wasz wódz, słynny piłkarz, przyjaciel Merkel i Putina pójdzie precz. Amerykanie w końcu pokażą satelitarny zapis lotu Tupolewa do Smoleńska, z toruńskiej szkoły medialnej wyjdą dobrzy i uczciwi dziennikarze. Centrum Europy będzie w Warszawie. Tylko cierpliwości. Krok po kroku.
Pan Bóg wyjmie znowu ziobro, pardon żebro, stworzy niewiastę odważną i skuteczną (trochę ich już jest np. pani Anna Fotyga). Takowa i takowe zastąpią nieudaczników i tchórzy mamroczących coś niezrozumiale pod nosem. I zostanie zrobiony porządek. Może ósmego dnia. Dużo roboty ma ten Pan Bóg. Pomożecie?
O korupcji i ciągle aktywnych jej beneficjentach pisze STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Rozzuchwaleni
W sejmie posłanka (!) wchodzi na parlamentarny balkon i na głowy kolegów wysypuje fałszywe banknoty. Mocno zbudowana obywatelka wrzeszczy z dachu samochodu – wulgarnie i głośno.Bezczelny drogim samochodem pędzi ponad 200 kilometrów na godzinę siejąc postrach wśród normalnych ludzi. Popularyzują go – niby krytykując – media. A on śmieje się wszystkim w nos i jeździ dalej bezkarnie. Czy to największe przestępstwa? Bezkarne, ale nie największe.
Za przestępstwa komunistyczne, w wolnej już Polsce, niektórzy dochrapali się czołowych stanowisk – w rządzie, w poselskich ławach krajowych i zagranicznych. Za wyprzedanie łapówkarskie kraju zniszczono życie tysiącom ludzi na wsi. Zaorano stocznie (zgodnie z zapowiedzią Rakowskiego), zniszczono rzemiosło. I nadal bezczelność nie zna granic a ci którzy to uczynili pouczają jak rządzić.
W sobotę 25 czerwca TVP1 pokazała film dokumentalny Sylwestra Latkowskiego powracający do sprawy zabójstwa komendanta głównego policji generała Marka Papały. Jest to dokument porażający. Nie tylko ze względu na zuchwałe morderstwo, ale film uświadamia także panującą wokół tej sprawy bezkarność. Wszystko okazuje się poplątane i celowo rozmazane. Oglądam film oczami zwykłego obywatela kraju, gdzie ludzi strasznych, bezwzględnych i zakłamanych pokazuje film dokumentalny, ludzi którzy nadal spotykają się ze sobą, współpracują i nie widać by czuli się w najmniejszym stopniu winnymi. Bezradność wobec nich jest zatrważająca. O czynach decydował krwawy szmal, który był zbierany gdzie się da. Ten film przedstawia obraz kraju szantażu, korupcji i powiązań, od bandytów po polityków.
Nawet jeśli pojawia się uczciwy szeryf, to – zupełnie inaczej niż w amerykańskich filmach – jest słaby i bezradny. Całe to towarzystwo nadal krąży wokół nas. Generalnie mają się dobrze, a nawet bardzo dobrze. Zgodzili się odpowiadać na zarzuty. Łaskawcy. Oczywiście często przecząc sobie albo występując z zakrytymi twarzami. Ważne jednak, że społeczeństwo zobaczyło ten dokument i wysłuchało relacji ludzi, którzy po prostu wtedy rządzili legalnie lub nielegalnie. Wyszedł obraz kloaczny. Opakowanie – eleganckie garnitury, niewinne minki – to wszystko pęka jak bańka mydlana.
Nie wiem, czy Sylwester Latkowski to bohater, czy kamikaze, czy też jest jakiś inny powód powstania i emitowania tego filmu. Nieważne. Ważne że ten dokument powstał i gratulacje należą się Latkowskiemu.
Ważne jest pokazanie tego filmu w pierwszym programie TVP, chociażby przed północą aby obejrzały to tysiące ludzi. Ważne, że ten film prezes TVP Jacek Kurski wyemitował. Bo jest to jednak kawałek prawdziwego dokumentu.
Nowe idzie – powoli i ociężale jak tuwimowska lokomotywa. Po polskich już, nie szerzej rozstawnych, ruskich szynach. Czy po naszych torach mknąć będą polskie i ukraińskie towary jeszcze nie do końca wiadomo.
Wiadomo jednak, kto ruskich bandytów, którzy odkryli dziś swą twarz chwalił i kto im sprzyjał. Gdybym był decydentem telewizyjnym otwierałbym, nawet na kilka sekund, serwis informacyjny zdjęciem dwóch supermenów spacerujących po sopockim molo. Piękne to molo, ale niestety każdy może je deptać. Panowie T. i P. to przecież przyjaciele.
„Nasz” wpisał się na listę najłagodniej mówiąc, naiwniaków. Oczywiście nie jedyny. Znaleźli się tam również wybitni politycy, naukowcy, wizjonerzy. Nie zauważyli, że Europa uzależnia się od Kremla. Kupowali taniej i myśleli, że zawsze tak będzie. To bractwo kończyło kembridże, oxfordy, sorbony i harvardy. Nie zauważyli, że lezą prosto w paszczę smoka. Ktoś wprawdzie ostrzegał, ale go nie słuchano. I nadal Polaków się nie słucha. Choć wszyscy już wiedzą, że groźny agresor broni i życia swoich ludzi nie żałuje.
Podajcie sobie ręce panowie ze wszystkich ugrupowań krajowych i zagranicznych, którzy głośno mówią o, wprawdzie zdegenerowanym kapitalizmie, ale jednocześnie wychwalają super Europę z jej przedziwnymi pomysłami. Poraża retoryka, poraża gadulstwo bez efektów, miliardowe obiecanki i zwlekanie. Tylko ludzie mają najwięcej do stracenia. Zbombardowane domy i tragedie milionów zwykłych ludzi zaczynają być „nudną codziennością”. Z jednej strony szarota-biedota, mięso armatnie a z drugiej wybrańcy.
Rosja ze stratą ludzi się nie liczy, nigdy się nie liczyła. Ona ma miliony i wielkie połacie czasem pustej ziemi. Co jakiś czas wybijano tam nawet generałów i najwierniejszych enkawudzistów. My chronimy ludzi a nawet, niestety chronimy bandytów, czasem bardziej niż ofiary.
Przydałby się spis beneficjentów Polski po 89 roku. Byłby ciekawszy niż lista Wildsteina. Wśród „ludzi sukcesu” aż roi się od bohaterów filmu Latkowskiego, w którym padają słowa: „To ściana przez którą nikt się nie przebije. Najwyżej się rozbije”. Mamy tego dowody – Amber Gold, zabójstwo Olewnika, Papały a wcześniej morderstwa ks. Popiełuszki i innych księży. Ostatnio doszła sprawa młodego odważnego dziennikarza Jarosława Zientary.
Za rok z okładem wybory. To wcale nie tak daleko. Ruszyły w Polskę wyborcze busy. Przejadą kraj wzdłuż i wszerz. Ich pasażerowie będą dla tubylców mili i wszystko obiecujący. Może czasem wyskoczy jakiś tam rolnik uprawiający paprykę i będzie wrzeszczał nawet słusznie. Gospodarze są gościnni, uśmiechnięci. Zresztą do swoich idoli przyjdą tylko ich zwolennicy.
Na mitingi przychodzi niewielu. W gruncie rzeczy to ci, którzy chcą się załapać na synekury. Można by te „gospodarskie wizyty” robić on-line. Tym bardziej że jest gorąco. Rozzuchwaleni zwykle tracą resztki rozsądku. Gdy przelatuje się listy personalne mamy do czynienia ciągle z tymi samymi ludźmi. Pora to zmienić. Można to zrobić. Kadencje powinny być krótsze. Może nawet dwuletnie. Wystarczy. Jachira szaleje, Tusk łysieje, a ludzie ciągle mają nadzieję. Jak to wszystko się skończy? Będziemy to wiedzieć. Za półtora roku.
O przykładach niszczycielskiej siły konfliktów pisze STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Wojna domowa
Wojna domowa jest zawsze niszczycielska i głupia. Ponoć nic dziwnego, gdy walczą ze sobą obywatele podzieleni na partie. Ale u nas wojna trwa między – wydawałoby się – sojusznikami. Nie będę teraz zajmował się zaprzańcami – targowiczanami, pseudoliberałami i w ogóle nie wiadomo kim oni są, bo boją się sami przedstawić jakikolwiek zrozumiały program jak diabeł święconej wody. Zajmijmy się dwoma zdumiewającymi przypadkami w środowiskach konserwatywnych.
Konflikt premier i jego minister od sprawiedliwości. Wszyscy o tym piszą. Jedni z żalem i zażenowaniem, inni – z uciechą i radością. Premier, to premier kraju. Jeśli jest to ma rządzić. I może po prostu wyrzucić ministra. W rządzie musi być jednomyślność w podejściu do zwalczającej PiS Platformy. I tyle. Nawet jeśli pan Ziobro ma sporo racji, albo w ogóle ma rację, to trzeba postawić tamę tej publicznej „dyskusji”. Ona ośmiesza.
Zajmijmy się innym przykładem. Rosjanie dopuścili się zamachu w Smoleńsku – stwierdza jednoznacznie prezes partii rządzącej zgodnie z wyborem społeczeństwa. Wiadomo, że to on decyduje o obsadzie najważniejszego medium czyli Telewizji Polski. Tymczasem TVP nie emituje bardzo ważnego i świetnie zawodowo zrealizowanego filmu dokumentalnego o Annie Walentynowicz autorstwa Jerzego Zalewskiego. Telewizja nie odpowiada ważnemu dla naszej pamięci historycznej reżyserowi na kulturalnie zadawane pytania pismami i mailem.
Jedyną reakcją TVP było przed kilku dniami wyrzucenie z pracy z telewizji pani Magdaleny Lenart-Zalewskiej, prywatnie żony reżysera, która ma ogromny autorski dorobek. Jest współautorką tomów zawierających ponad 100 wywiadów z najważniejszymi Polakami od Zbigniewa Herberta po Jana Olszewskiego. To obszerne pozycje, znakomicie przygotowane edytorsko, liczące po kilkaset stron – m.in. „Dwa kolory”, „Pod prąd” (I i II tom). Przygotowywała, wydawała również inne publikacje wspólnie z mężem Jerzym Zalewskim.
Niech ktoś ważny odezwie się w tej sprawie. Liczę na europoseł Annę Fotygę, która ostatnio w Brukseli dała dowód odwagi, patriotyzmu i mądrości Jest również odważna w swoich wypowiedziach o dokumencie Zalewskiego o Annie Walentynowicz.
Panie Prezesie Jacku Kurski, emituj Pan natychmiast film Jerzego Zalewskiego i przywróć Pan do pracy świetną redaktorkę, która robi wiele naprawdę ku chwale Ojczyzny.
Film o Annie Walentynowicz pokazała tylko telewizja Republika Tomasza Sakiewicza a powinni zobaczyć to bardzo ważne dokumentalne dokonanie – oskarżenie Putina – wszyscy ludzie dobrej woli. Jest to film szokujący, udokumentowany i przez to przemawiający do odbiorcy.
Wojny domowe są wyniszczające. Nie czas teraz na wzajemne oskarżanie się (choćby nawet uzasadnione), na prywatę, na zabieganie o wyborców. Urzędnicy wszelkiej maści i rangi rozmaitych ugrupowań, gdy rządzą popadają w chorobę zarozumialstwa i poczucie bezkarności. Ale wszystko jest oczywiście do czasu. Nawet jeśli dali się polubić, zasłużyli na szacunek to małostkowość niweczy te dokonania, ale można się oczywiście ocknąć.
Gorzkie przewidywania przedwyborcze STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO: Przerębel
Francuska reżyser Celine Sciamma mówiła WO, że „polityków nie obchodzi los dzieci ani ludzi starszych, bo to im się zwyczajnie nie opłaca”. My jednak jak uparte osły ciągle na tych partyjnych wybrańców głosujemy. W zależności od łaski szefa partii lub jego doradców można dostać się na listę wyborczą na dobrym lub gorszym miejscu. Będziesz pokorny, będziesz bez grymasów ssał mleko matki – twojej partii, to dostaniesz Jedynkę. Czym mniej jesteś wierny tym niżej lądujesz.
Większość głosuje nie na konkretnych ludzi, a na partię. I to oczywiście źle. Bo dostaje się potem do rad, Sejmu i Senatu wielu zakłamańców, leni a nawet wrogów Ojczyzny. Tak, tak wrogów bezwstydnych, którzy podnoszą łapę albo i obie nie bacząc komu służą. Bo nieważne czyje co je – ważne tylko co je moje. Łazi to łajdactwo po naszej ziemi i czeka na europejską łaskę. Toleruje się to w imię demokracji, choć demos to lud!
Któregoś dnia lud weźmie cepy w dłoń. Tak już bywało i będzie. Warto jednak próbować zmieniać elekcyjne przyzwyczajenia. Takąż próbą mogą być jednomandatowe okręgi wyborcze. Mówią, że do wyborów daleko. Wcale nie. Jest dokładnie tyle czasu, ile potrzeba na przedstawienie ogromnej rzeszy kandydatów. Bo na wysokie stołki powinni dostać się ludzie godni i kompetentni. Aby takich odszukać wśród 20-30 milionów tu i teraz mieszkających, pracujących, trzeba czasu – by z każdym porozmawiać przed mniejszą lub większą kamerą. Pokazać ich! Niech ludzie ich zobaczą, posłuchają. Wówczas wybiorą dobrze. Może i trafi się jakaś menda tu i tam. Ale to będą wyjątki.
Bezczelne, kłamliwe partyjne kampanie wyborcze sprawy nie załatwią. Media są przypisane i sterowane, podzielone. Tylko wyczerpujące rozmowy przynajmniej nieco niezależnych dziennikarzy (a może nie tylko dziennikarzy), mogą obraz-obrazek obywatela namalować w pełni. A już ludzie wybiorą.
Dlatego akcję wielkiej prezentacji kandydatów należy rozpocząć już! No, powiedzmy po wakacjach, gdy wrócą opaleni i gotowi do boju. Bo to jest prawdziwy bój, walka nie o władzę, ale o to by coś ważnego zrobić w życiu. Partyjni bójcie się. Jeśli ktoś chwali się, że jest już piątą-siódmą kadencję – to przede wszystkim niech wytłumaczy się co zrobił w tym czasie. Na pewno dużo nagadał, przejeździł, przejadł i zarobił. Ale to za mało. Wymienić wreszcie! A może się mylę? Może ci „wprawieni” w demagogii pokonają jednak „pierwszaków-nieśmiałków”. Zobaczymy.
Tak czy owak nie powtarzajmy narodowej zabawy wyborczej tak jak zwykle. Ktoś powie: będzie zamęt. A teraz go nie ma? Naród jest podzielony jak nigdy. Ci na górze już nie ukrywają wzajemnej nienawiści. Ględzą w studiach telewizyjnych i podlizują się dziennikarzom, by ich dalej zapraszać. Po co ten szum? Życie weryfikuje wszystko. Jak jest każdy sam widzi i wie. Co się udało zrobić – widać gołym okiem. Ale gadanie o tym w kółko jest niepotrzebne. Idźmy dalej. Liczmy tylko na siebie.
STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Czy Skra coś roznieci?
Dostrzeżono zrujnowane, chyba najwspanialsze miejsce w Warszawie na sportowy stadion, który zresztą już tu był i został zmarnowany. Zmarnowały to władze, bo zajmowały się łupieniem miasta i przejmowaniem kamienic wyrzucając ludzi na bruk.
Teraz „odkryto” wreszcie „Skrę”. O marnotrawstwie krzyczano głośno zbiorowo i indywidualnie – np. nasza miotaczka młotem, wielka mistrzyni, która nawet opuściła załamana Warszawę. Ględzenie o „Skrze” trwało lata i nic się nie działo. Urzędnicy wszelkiego szczebla łączą się osmotycznie lepiej nawet niż „proletariusze wszystkich krajów…”.
Pasożyty mnożą się przez pączkowanie. Zgodnie z prawem Parkinsona, czym jest ich więcej tym szybciej przybywa roboty. Informatyzacja, komputery miały zmniejszyć tłumy darmozjadów. A stało się wręcz przeciwnie. Doszli reperatorzy tychże komputerów, szkoleniowcy. Tak czy siak w praktyce, bo takie są ponoć wymogi formalne, to, co komputerowo musi być również na papierze. Wprawdzie lasów mamy dużo, drzewa jednak płaczą, ludzie sobaczą, a stosy papierzysk piętrzą się jak piramidy w Egipcie.
W pandemii wymyślono pracę zdalną. Matki zostały w domach, co poprawiło los dzieci. Teraz jednak wróciły do szklanych biur.
Gdy do wymordowanej stolicy napłynęła wiejska społeczność nie troszczono się o drzewa i wszędzie, gdzie tylko można było rozpoczęło się wylewanie betonu. Woda deszczowa spływała z trudem, ale tępiciele zieleni cieszyli się. Było miejsko. Potem jeszcze – ostatnio – prywatni producenci dość lipnej kostki brukowej załatwili kostkowanie chodników. Aktor Łukaszewicz w desperackim geście przywiązał się do zabytkowego drzewa, ale i tak je wycięto. Urząd ma zawsze rację. Siła i bezrozumność często wygrywają.
Obecnie prezydent Warszawy chce wykorzystać liberalny tron. I stąd zapewne odkrycie zniszczonej „Skry”. Oczywiście my wszyscy na czele z Panią Anitą Włodarczyk ucieszymy się, choć boję się, że mistrzyni będzie już sędziwą babcią, kiedy obiecanki zostaną zrealizowane. Ci co dożyją – zobaczą. Osobiście przysposabiam się już do przejścia na drugą stronę w czym wydatnie pomagają mi „przyjaciele”.
A niech tam! Jest jak jest. Mędrcy mówią, że w życiu jest zawsze gorzej i gorzej. Kolorowo to już było i od tego są wspomnienia.
Człowiek jest coraz słabszy, ale dzięki doświadczeniu widzi lepiej. Parady kłamców są podobne. Co kilka lat odradzają się rzesze obiecywaczy, a lud po prostu zawsze ma nadzieję.
W tradycji ludów wschodu szanuje się przynajmniej mądrych starców. U nas biedny lud wykorzystuje się np. w telewizyjnych sondach ulicznych. Reporter z sitkiem nagabuje ludzi na spacerze. Wypowiedzi tych, którzy narzekają wyrzuca się do kosza. Sprytniejsi więc chwalą bezkrytycznie i wtedy na moment pojawiają się w „Wiadomościach”.
A może lepiej, aby w TVP w końcu pojawił się film dokumentalny o Annie Walentynowicz. Jerzy Zalewski przygotowywał go przez 10 lat. Dobrze, że Tomasz Sakiewicz emitował film w „Republice”. Źle, że nie zrobił tego Jacek Kurski dla milionowej widowni Telewizji Polskiej.
Przez 57 lat robiłem co mogłem, biegałem, podróżowałem, jeździłem, latałem, pisałem i robiłem filmy dokumentalne. Nawet podwodne i jako korespondent wojenny. Było ciekawie. Ale teraz sobie myślę, a nawet żałuję, że nie zostałem marynarzem. Mógłbym przepłynąć na statkach handlowych przewożąc pożyteczne miliony ton towarów na pięknych polskich statkach, których już nie ma, bo w ostatnim ćwierćwieczu zniszczono handlową flotę. Do tego szkolnictwo morskie to teraz wprawdzie „akademie”, ale z klasami turystycznymi i krawieckimi.
Czy to się jeszcze da odbudować? Może przynajmniej „Skrę”. Może! „Morze nasze morze, wiernie ciebie będziem strzec”. Daj Boże, że ze Szwecją i Finlandią. Oczywiście jeżeli turecki jaśnie Pan się zgodzi.
Zgoda, zgoda, a Bóg wtedy rękę poda. Choćby w rękawiczkach.
O emisję filmu o Annie Solidarność apeluje STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Ciało matki
Prezes, brat, demokratycznie wybrany lider kraju mówi: to była zbrodnia, zamach. I nic to nie zmienia. Dochodzenie, przeciąganie, trwa nadal. Prawdę o smoleńskiej tragedii pokazano. Był emitowany w najważniejszym kanale film, efekt pracy komisji Macierewicza, a potem kolejny rzetelnie dokumentujący Ewy Stankiewicz. Jest wojna – agresja zbrodnicza wobec naszego sąsiada i nadal są ludzie kpiący, wyśmiewający wszystkie te ustalenia.
Przez 10 lat Jerzy Zalewski pracował nad filmem dokumentalnym o życiu i śmierci Anny Walentynowicz. Od 2 lat reżyser czeka na odpowiedź Telewizji Polskiej w sprawie emisji i zapłacenia za pracę ukończoną: 100 minut, które powinno zostać pokazane społeczeństwu.
W filmie syn i wnuk Pani Anny idą śladami matki i babci, kobiety niezwykłej. Idą śladami jej życia od rodzinnej wioski po pracę w Stoczni Gdańskiej, w której zmieniła się naszą historia. To film pokazujący prawdę o latach późniejszych aż po śmierć w stalowej klatce płonącego, rozbitego na tysiące fragmentów samolotu. Zalewski, autor dziesiątek programów telewizyjnych, dziennikarz, dzięki któremu zostały zarejestrowane rozmowy z elitą intelektualną kraju, reżyser, wybitny twórca nie może doczekać się nawet odpowiedzi od władz TVP.
Kilka tygodni temu Tomasz Sakiewicz zdecydował o wyemitowaniu filmu, ale to za mało, bo „Republika” ma niewielką widownię. Oczywiście chwała Sakiewiczowi, że przynajmniej on to zrobił. Ranga sprawy wymaga jednak by zrobić więcej: nagłośnić i promować, pokazać w najlepszym czasie w jedynce TVP. A potem zaprosić do publicznej rozmowy ludzi mądrych, uczciwych, związanych szlachetnie z tym co tu i teraz.
Odszczepieńcy, zaprzańcy są w każdym kraju. Są zdrajcy sprawy narodowej, interesów kraju, ludzie głupi i podli, ale niech w końcu przemówią, ci którzy w ogóle coś ważnego zrobili, napisali, nakręcili, skomponowali.
Plewy od ziarna różnią się. Lobbysta interesów cudzych żywi się przekupnym ochłapem. Zawsze tacy byli i będą. Ale póki co mamy jeszcze praworządne państwo. To, że „wybrańcy” dyskutują, a nawet kłócą się nie wystarczy. Mijają nie miesiące a lata.
W filmie Zalewskiego świadectwo dają synowie. Widzieli w Moskwie ciało matki prawie nieuszkodzone, a po wymuszonej ekshumacji w trumnie wydobytej i otwartej to co zobaczyli było już nie do rozpoznania.
To wymaga wyjaśnienia. Najpierw jednak ludzie muszą zobaczyć i usłyszeć co mówią synowie nieustępliwi w dochodzeniu prawdy. Ciało matki dla syna jest święte. Zbrodnia nie do przedawnienia. Panie prezesie Jacku Kurski, dlaczego nie chce Pan emitować tego filmu?
Smoleńsk to jednak niezakończona sprawa.
Lot Tupolewa na pewno został zarejestrowany. Są różne taśmy prawdy. Te ciągle czekają na ujawnienie. Ale najpierw, Panie prezesie Kurski, niech każe wyemitować film o Annie Walentynowicz zrealizowany przez Jerzego Zalewskiego.
O medialnych echach wojny pisze STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Zło dobrem..?
ZASŁYSZANE: przekazana mi obserwacja poczyniona przez kolegę. Również rzecz działa się w sklepie spożywczym, ale innym. W tym wypadku za kasą stał Rosjanin. Klientki, dwie dziewczyny przekomarzają się. W powietrzu śpiewna wschodnia nuta, ale ukraińska. Sprzedawca nagle odzywa się do nich: – Tu się mówi po polsku albo po rosyjsku! W kolejce do kasy stoi kilka osób. Zapada cisza i nagle wszyscy wybuchają gromkim śmiechem. Rosjanin spuszcza głowę, podaje paragon i nic już nie mówi.
***
W „Gazecie Wyborczej” pod winietą duże zdjęcie z Mariupola. Na noszach ranny żołnierz, w bandażach. Wynoszą go po 82 dniach bohaterskiej walki. Tytuł przy notatce: KLĘSKA AZOWSTALU.
Jaka klęska! To wielkie symboliczne zwycięstwo po zaciętej walce, po skutecznej obronie chroniących tu życie cywilów. Ci, którzy to piekło na ziemi wytrzymali tak długo to zwycięzcy. Niech świat teraz czuwa nad tym co zrobią Rosjanie z bohaterskimi Ukraińcami. Jest już groźnie. Dlaczego od razu nie przekazali ciężko rannych Ukraińcom. Co ci mordercy znowu kombinują?
Załóżmy, że użyte w GW słowo klęska to niedopatrzenie, błąd wynikający z głupoty redaktorów. Choć teraz na ogół reakcje „Wyborczej” o wojnie nie odbiegają od normy, potępiają agresję i Putina. Jednak na ten skandaliczny tytuł trzeba zwrócić uwagę. Może wynika on z kompleksu klęski wydawniczej, który zapanował na Czerskiej. Nakład gazety przekraczał 300 tysięcy egzemplarzy dziennie, a ostatnio wynosi zaledwie 61 tysięcy. To jest symptom klęski.
Ukraińcy żadnej klęski nie ponieśli. Już w piątek rano nadszedł meldunek od dowódcy obrony Azowstalu, że część oficerskiej kadry pozostała w podziemiach z bronią w ręku, że coś jeszcze szykują. Módlmy się, aby im się udało.
Ukraińcy klęsk nie ponoszą. Walczą na wschodnich rubieżach z napastniczą armią, która nie składa się z żołnierzy, a z morderców ludności cywilnej, którzy za doznawane na froncie prawdziwe klęski mszczą się zabijając starców, kobiety i dzieci, niszczą ich domy, szpitale i szkoły.
Domy będą odbudowane, ale życia zamordowanym i zbezczeszczonym nikt już nie przywróci.
O bestialstwie, o wojnie na Ukrainie trzeba pisać jak najwięcej. Ale trzeba przy tym myśleć, ważyć każde słowo.
***
Niedawno dwukrotnie w studiach komercyjnych telewizji widziałem i słuchałem dwóch ważnych naczelnych redaktorów – „Polityki” i „Rzeczpospolitej”. Obaj panowie – Baczyński i Chrabota – kpili z powracającego w mediach oskarżenia, że to Rosjanie, a konkretnie Putin, są sprawcami mordu 96 wybitnych Polaków. Wierzę, że Amerykanie ujawnią w końcu zdjęcia satelitarne z lotu i zniszczenia Tupolewa, bo na pewno ten ważny lot był rejestrowany. To co teraz robi Putin to jeszcze tym panom za mało by uznać nikczemność rosyjskiego wodza, którego haniebne rozkazy wykonują zbrodniczy podwładni. Podobne opinie co wspomniani naczelni wygłasza nadal Radosław Sikorski. To zdrajcy Polski. Doczekamy się smoleńskiej prawdy i na zawsze ta zbrodnia pozostanie w pamięci Polaków. Lepiej milczcie. Będziecie się wstydzić.
***
Aleksander Rowiński zmarły niedawno wybitny dziennikarz i pisarz napisał przed laty książkę o młodości Onufrego Zagłoby. Skrzetuski ma „Ogniem i mieczem”, Kmicic „Potop”, Mały Rycerz „Pana Wołodyjowskiego”. Zagłoba, przecież również pierwszoplanowy bohater powieści pisanych ku pokrzepieniu serc, jest zupełnie nieznany – skąd pochodził, jaką miał młodość. Jest o nim dopiero, gdy pan Onufry liczył już 47 lat.
Aleksander Rowiński napisał grube tomisko pt. „Pan Zagłoba” i wydał je w Agencji Wydawniczej „Ostroróg” z pięknymi ilustracjami Włodzimierza Kuklińskiego. Powieść zaczyna się tymi oto proroczymi słowy: „Straszne widmo zawisło nad światem – widmo Kremlina (tak ongiś zwano Kreml). Dostrzegają jego złowieszczy wpływ nieliczni, a niektórzy potrafią przeczuć na kogo wypuści stąd jady trupie. Przeklęte miejsce. Nie pokochał go Bóg, więc oddał je Szatanowi. Razem z tymi złotymi monastyrami”.
Aleksander Rowiński napisał te słowa wiele lat temu.
Mówimy: zło dobrem zwyciężaj. Polacy tak czynią.











