STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Oliwa na wierzch wypływa, prawda się przebija

Zmarł kapuś … no i co z tym zrobić? Był wredny, ale nie żyje. A o zmarłym trzeba ponoć albo dobrze albo wcale. Będzie więc anonimowo.

Uważał się za poetę. Przyjęto go do związku literatów, drukował wiersze, więc był jednak popierany. Ale chyba głównie to UB-cja go popierała, a i wykorzystywała jako tajnego współpracownika. Może go i towarzysze zawiedli, bo kompromitujące papierki zostały i trafiły do IPN-u.

Ten, którego prześladował jest poetą wybitnym, pisarzem, historykiem i publicystą. Jest Piłsudczykiem z ogromnym wkładem wyjaśniającym i popularyzującym czołową historyczną postać współczesnych dziejów naszego kraju.

Kundel zmarł, a ważny twórca żyje. Niestety bardzo biednie ponieważ ci, którzy powinni dbać o ważnych twórców i ich dorobek troszczą się głównie o pokazywanie siebie w najważniejszych mediach. Owszem dużo mówią, o sobie.

Jednak żeby mówić o wybitnych samemu trzeba mieć autorytet. Wielu, w różnych dziedzinach sztuki, go miało:

Waldorff, Weber, Marek Kwiatkowski, Rymkiewicz, Parandowski, Iwaszkiewicz, Herling-Grudziński, Nowak-Jeziorański, Giedroyć, choć różnili się bardzo, a nawet walczyli ze sobą. Oczywiście była i usługowość wobec władzy, a nawet dominowała. Teraz jednak dominuje usługowość prymitywna i warsztatowo i w treści. Owszem przebijają się w dziedzinie historii profesorowie – Andrzej Nowak i Wojciech Roszkowski – wybitni, ciekawi, ale informacja, krytyka, np. naszej wspaniałej narodowej scenie opery i baletu, wisi kalafiorem władcom najważniejszych mediów, które zżerają miliony, gdzie pokornych się obsadza na decydenckich stołkach. Bo to, Panie, polityka rządzi a nie zdolności i talent.

Wśród najnowszych wyczynów karzącej łapy sprawiedliwości dostajemy informację, że ma być ukarany (więzieniem!) podkarpacki poeta, który krytykował władzę. Może źle go broniono, może ktoś zgłupiał w otoczeniu doradców Prezydenta, że ten nie zastosował ułaskawienia. W każdym razie ceniony (wypowiedziały się uznane autorytety świata kultury) twórca ma iść siedzieć wśród oprychów, ponieważ ustawodawcy krajowi w trosce o własną bezkarność utrzymuje uparcie paragraf 212 kodeksu karnego.

Oliwa na wierzch wypływa, prawda się przebija. Wierzę! Ale często trwa to długo.

Opowiada się uczniom o Mozarcie, o Norwidzie – dostojnicy odsłaniają pamiątkowe tablice. Dlaczego jednak pozostają ślepi i głusi na biedę, a nawet nędzę żyjących jeszcze wśród nas utalentowanych i zasłużonych?

Partyjniacy, wcześniej czy później zostaną zdmuchnięci. To tylko urzędnicy. Nie pomogą medale. Wiadomo nawet, że ich następcy, konkurenci, natychmiast po zmianie władzy rozpoczną plucie na nich. Kto ich będzie bronił, ci którzy mieszkają teraz w slumsach wśród pijaków i złodziei, a może ci którzy muszą dopłacać do swoich książek, lub cieszyć się z śmieciowych nakładów?

Po co nam tyłu ważniaków, wybrańców narodu, których się wozi i tuczy. Komu potrzebne ich doradztwo skoro spartolili, co tylko się dało gdy rządzili?

Słuchamy eksponowanych w TV wrzasków opozycji: twórcy mediów usłużni władzy mają łatwo. Przecież krzykacze sami się ośmieszają. I tak zabawa trwa. Tyle, że to już nikogo nie śmieszy. Gdyby – przynajmniej w większości – stali się nagle dziennikarzami. Gdyby przestali się prostytuować. Gdyby…

Jasne. Gdyby babcia miała wąsy… Ryba zawsze psuje się od łba. Ale póki pływa, napędza ją ogon.

Reanimacja albo recycling byłych polityków – felieton STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO

Zagęściło się od byłych. Byli prezydentami, premierami – w ostatnich dniach byli goszczeni w telewizjach komercyjnych. Bieleckiego usadziła w studio największa (wzrostem) prowadząca rozmowy w TVN. Tegoż b. premiera, plus Millera, Pawlaka i (telefonicznie) Komorowskiego pytał o rady Gugała w Polsacie.

Litości! Faceci, którzy napsuli co tylko się dało są reanimowani po latach i honorowani tytułami z zamierzchłej przeszłości, których jak się okazało nigdy nie powinni dostąpić. Poszły precz upiory. Siedźcie sobie w Wikipedii albo na Bermudach pobierając z tej rajskiej kupki, którą złodziejskim sprytem sobie usypaliście w egzotycznych skarbczykach.

Rady Bieleckiego, który z wadą wymowy poucza Glapińskiego by poprawił społeczną komunikację bankowo-finansową są tyleż warte co wróżby z fusów.

Byli notable pochowani teraz gdzieś w norach wychylają się ostrożnie. „Już można, czy jeszcze poczekać” – zdają się pytać. Zepsuli kraj, sprzedali co się tylko dało, wypchnęli miliony ludzi za chlebem, a złodziejom i bandytom umożliwili sutą egzystencję wyposażając ich w glejty sądowe. Poczekali tylko trochę i już są z powrotem.

W TVN usługowość jest zręczna. Ale i tak ma być ordnung! Kto te antenowe występy reanimowanych byłych wymyślił i zaordynował? To chyba wiadomo, ale powinny być z ostrzeżeniem „program sponsorowany”. Tusk po niemiecku pod gdańskim żurawiem. I okazuje się w ankietach, że przez ćwierć respondentów jest to afirmowane. Im to należałoby przez dłuższą chwilę przed każdą emisją „Wiadomości” serwować zdjęcie tegoż Pana z Putinem na sopockim molo i smoleński uścisk.

„Patrzcie ludziska – oto ruski zbrodniarz i Niemiec udający Polaka”. Przyjechał car do facecika „dwie nóżki w kupce, ogonek w dupce”. Chciało się satrapie? Miał widać specjalny powód. Co knuli? Potem się obściskiwali nad ciałami 96 zamordowanych. Nigdy tego nie zapomnimy.

Zapraszani do studia kpią sobie z Kaczyńskiego, Macierewicza, Morawieckiego. Jeszcze niedawno śpiewano uroczyście „O cześć Wam Panowie magnaci”. Teraz mamy powtórkę: „O część wam grabarze decydenci”. Niezniszczalne polityczne kasty znowu dostają głos.

Niektórzy dorabiają sobie blękitnokrwiste korzenie. I ta tytułomania. Wlokąca się jak smród… Jednak nie chcą odejść, mimo że ich poradnictwo nikomu nie jest potrzebne.

Kolaboranci wszelakiej maści łączcie się. Ale róbcie to gdzieś tam w głuszy. Załóżcie kluby. Na przykład w stodole u Pawlaka. Ponoć u siebie na wsi przyjmuje nawet delegację Korei Północnej. Swój gazowy podpis łączy z decyzją dyrektora koncernu i płacze w Gazecie Wyborczej, że PiS go ściga.

Oksfordczyk Bielecki zna się na pieniądzach. Oczywiście swoich. Przed wyborami Komorowski w stroju Mościckiego przedstawiony na okładce „Polityki” rzeczywiście wyglądał ładnie. Gorzej było potem. Panowie, darujcie sobie dziś dobre rady. Wystarczą nieprzemyślane wypowiedzi papieża.

Panie Boże, czegośmy dożyli. Zwierzchnik kościoła moskiewskiego popiera morderców dzieci. U nas blokuje się niepokornych księży, takich jak ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski a świat czeka na atomową hekatombę.

Panie Żaku-Solorzu, do czego Pan dopuszcza. Elito z Wiertniczej, dlaczego wiercicie w zmurszałych warstwach, gdzie tylko robactwo znajduje pożywienie.

Miller znany był z tego, że w domu wymyślał i przynosił do studia zręczne dowcipy. Potem chór pochlebców je powtarzał. Ale „to se ne wrati”. Niech sobie gaworzą, ale już bez wizji i fonii.

Rządy zmieniają się, ale na szczęście obowiązują kadencje wyborcze. Porady emerytów politycznych jednak to odgrzewane kluchy. Niech sobie odpoczywają. Ponoć strasznie się napracowali. Mogą sobie teraz do woli pograć w cymbergaja, bo brydż za trudny. I nie pomoże demonstrowanie w studio laptopa na kolanach. Niedługo 1 maja. Niech sobie pójdą w pochodzie. Start przy białym domu, czyli dawnym KC PZPR. Dziś są tam banki i salony samochodowe. Oczywiście nie są to polskie marki. Bo te rozjechały maserati i porsche.

Historycy, do roboty. Napiszcie wreszcie prawdziwe książki o Bierucie, Cyrankiewiczu, Mazowieckim, Geremku. Napiszcie o śmierci Pańki, Leppera, Szaniawskiego, gen. Petelickiego. O morderstwie smoleńskim.

Był taki kłamca – profesor historii. Nazywał się Włodzimierz Kowalski. Gdy zakończył cykl telewizyjnych wywiadów z generałową Sosnkowską, bardzo już wtedy leciwą – staruszka opowiadała nieświadomie to co sugerował „profesor”, szkalując niechcący męża i emigrację – Kowalskiego nagrodzono potem rejsem na handlowym statku Polskich Linii Oceanicznych do Afryki. Były tam po dwie, trzy kajuty gościnne. Władza była zobowiązana. Napracował się. Niech sobie odpocznie i zwiedzi. Nic z tego. Marynarze rozpoznali kłamcę i zamykali go w kajucie w czasie pobytu statku w porcie. Ani razu nie wyszedł. A portów było wiele. Nie sprowadzano mu nawet dziewczynek. Kapitan zakazał. W telewizji mógł pieprzyć androny, na polskim statku nie.

Teraz już wszyscy prześcigają się w złorzeczeniu Putinowi. I to jeszcze za mało. Poprzednio żadnego z ruskich morderstw nie dostrzegano, ale nawet dziś ze strony platformersów padają inwektywy pod adresem Macierewicza.

STEFAN TRUSZCZYŃSKI pisze o zalegającym na dnie Bałytyku złomie, także politycznym: Trup na dnie

W naszej strefie gospodarczej Bałtyku ok. 100 km od brzegu jest mniej więcej 300 mniejszych lub większych wrakowisk. Powszechnie znane są takie, jak Wilhelm Gustloff, von Steuben, Goya czy U-boot VII C. Straszy też Frankem zalegający na 72 metrach zaledwie 9 kilometrów od cypla helskiego. Z tysiącami ton mazutu. Straszą doły iperytowe koło Bornholmu i wielu innych miejscach. To pozostałości wojny, z którymi nie uporano się przez ponad 70 lat. Do tego złomu dojdzie wkrótce nowe żelastwo – rury Nord Streamu. Biedny Bałtyk, ryby i ludzie.

Zwariowani, a często przekupieni „ekolodzy” walczą z wielkim krzykiem o szlachetne racje wobec minimalnych zagrożeń. Nasze morze Bałtyk jest wyjałowione przez statki paszowe zbierające gęstymi sieciami co tylko się da. O tym ekolodzy nie krzyczą, nie protestują. Goni się za to i każe dotkliwie ostatnich polskich rybaków łowiących małymi jednostkami, używających sieci o dużych oczkach na ryby duże, dorosłe. Paszowce wybierają z morza a nawet z jego dna wszystko. Fermy wiatrowe na morzu też zakłócają przyrodniczy porządek. Jednak dopiero rury biegnące na dnie przez cały Bałtyk to cios miażdżący.

Nieliczne głosy protestu prawdziwych obrońców morza zostały gwałtownie stłumione. Nawet samorządowcy z gmin nad morzem nie zostali wysłuchani. Regres, wyprzedaż, niszczenie gospodarki morskiej odbywało się systematycznie i dramatycznie.

Powiedzmy to wprost, nawet ordynarnie. Jesteśmy od wielu dekad zwróceni dupą do morza. Świętowanie oficjalnych uroczystości służy tylko tym politykom, którzy ustawiają się na trybunach.

Zaruski, Kwiatkowski, a nawet sławny komendant „Daru Pomorza” Jurkiewicz w grobach się przewracają i płaczą słonymi łzami. „Morze, nasze morze” to dziś ponury żart. Na szczęście są wyjątki. To zrealizowany już prawie przekop Mierzei Wiślanej. Ci, którzy wylali z gospodarki nasze morze z wściekłością próbowali zatrzymać tę inwestycję. Przyklaskiwali (albo i więcej) im Rosjanie. Dobrze też, że przeforsowano i buduje się tunel pod Odrą w Świnoujściu. Sukcesem (m.in. dzięki Gdyńskiemu Urzędowi Morskiemu) rozbudowuje się port w Gdyni. To są wielkie inwestycje. Ale chodzi jeszcze o coś bardzo ważnego. Niestety Polska nie żyje obecnie morzem. Nie czuje wiatru znad Rozewia. Nie ma publicystyki morskiej. Cicho o klubach marynistyki, a większość żurnalistów, niestety również z wybrzeża, to szczury lądowe. Nasze szkoły morskie choć nazwane nawet akademiami kształcą dla obcych bander. Wspaniali inżynierowie, wykształceni już na polskich uczelniach, uczniowie twórcy naszego przemysłu okrętowego Jerzego Doerffera z biur projektowych gdyńskich, gdańskich i szczecińskich stoczni potrafili projektować samochodowce, gazowce, okręty wojenne. Dziś ci niezwykle cenieni fachowcy rozsiani są po całym świecie. Musieli wyjeżdżać za chlebem.

Moglibyśmy teraz wozić gaz własnymi statkami. Ale ich nie mamy. Będziemy sporo płacić za dostarczanie paliwa.  Wiemy kto to wszystko sprzedał i zniszczył. I nic tym ludziom się nie stało. Jesteśmy wrobieni w rurę! Padnie odpowiedź, że to nie tylko my, ale cała Unia Europejska. Po co było głupich i naiwnych słychać?

Ruski złoczyńca zabił nam elitę władzy. Niemiec, Francuz, Holender, przy pomocy rodzimych zaprzańców, blokuje należne Polsce pieniądze Jak długo jeszcze wysłuchiwać będziemy kłamstw i delikatnie obchodzić z wrogami? Zacznijmy od wewnętrznych. To, że trzecia część obywateli zgłupiała i zaprzecza faktom nie oznacza, iż wszyscy to tchórze, durnie i naiwniacy.

Na Śląsku wiele kopalń, które ratowałyby teraz energetykę a nawet pozwoliłyby świetnie zarobić na koniunkturze węglowej – podpalono pod ziemią, zamurowano grodząc chodniki ścianami, zawalono złomem i betonem szyby. Tak dokładnie, że już nie nadają się do odgruzowania. Trzeba budować obok szyby nowe. A każdy to – jak liczą fachowcy – koszt miliarda złotych. W dodatku ci, którzy to zrobili nie chcą się przyznać do błędu i nadal jeszcze pyskują.

Kto w naszym kraju powie wreszcie DOŚĆ? Kto wyśle do rajów podatkowych cwaniaków i złodziei. Ich pieniądze już tam są.

Rura rurze nierówna. Szmelc bałtycki to pokaźna ilość złomu. Rury są grube i ciężkie, ale da się je wydobyć. Odetchną ludzie i ryby. Choć one głosu nie mają, ale na pewno poweseleją, gdy minie groźba pęknięcia rury i zniszczenia morza.

Rury Nord Stream won. To morze jest za małe na tak wielkie niebezpieczeństwo. Ludzie, spróbujcie jeszcze trochę pożyć i cieszyć się Bałtykiem. W dziejach świata bywali Hunowie, ale zawsze potrafiono się ich pozbyć. Nie wiem, czy zachód rzeczywiście przeciera oczy. Na razie tym którzy się śmiali z ostrzeżeń Polaków miny zrzedły. Nie słuchano nas, a przecież przewidywane uzależnienie się od kacapa było oczywiste.

Dalej mówią, że Putin bomby atomowej nie rzuci. Japończycy też tak myśleli. Ktoś powie, że moje słowa są niepolityczne. A czy my mamy do czynienia z politykami czy ze zbrodniarzami, którzy ze wściekłości, tak jak Stalin, zaczynają zamykać swoich?

Ukraińcy krwawią, obrońcy tego kraju teraz w boju stają się teraz prawdziwymi żołnierzami. Zastanówmy się jacy mogą się okazać nasi przyjaciele z NATO, np. z Holandii – biorąc pod uwagę wspomnienia Srebrenicy. Liczyć musimy na siebie. Jest nas w końcu dużo. Nie lekceważmy obrony terytorialnej. Przysposóbmy obywateli do użycia broni, by nie wyć potem z bezradnej wściekłości i bólu. Możemy zrobić wspólny, mocny sojusz z doświadczoną dziś w boju Ukrainą. I jeszcze z innymi, którzy są wokół nas. Wystarczy ludzi. Węgry się jeszcze obudzą. To jest również  robota dla dziennikarzy.

 

 

O zagadkach polityki STEFAN TRUSZCZYŃSKI pisze: Nie kucajmy

Z uporem godnym lepszej sprawy hodujemy własne zakały. Dziwna to tolerancja. Każdy ptak dawno już wyrzuciłoby z gniazda takie pisklę. U nas tragicznie śmieszna mikro postać zaszeregowana na krajowej top liście na trzecim miejscu idzie przez własną głupotę polityczną destrukcyjną ścieżką. Bon voyage!

Podobnych zepsutych grzybów mamy więcej. Jak długo bezkarni szkodnicy będą harcować. To rezultat zaniedbań, braku skutecznej interwencji zakończone niczym śledztwa na przykład w sprawie Amber Gold, strach i nędza wobec morderstwa smoleńskiego. Robactwo chowa się w trudno dostępne dziury. Bez dezynfekcji się nie obejdzie.

Neopolityk podobnie jak nowobogacki z powodu sukcesu dostaje zwykle zawrotu głowy. Hołdy gawiedzi, która go otacza ogłupiają do tego stopnia, że traci rozsądek. Potem za wszelką cenę chce trwać jak najdłużej nawet na śliskim stołku. Pan Tusk dałby już sobie spokój. Uzbierał sporą kupkę judaszowych srebrników. Niech sobie lata po świecie.

Kilku poprzednich premierów huśta się pod palmami. Odwiedzają niestety kraj i pchają się przed kamery bez żenady mówiąc, że to co mówili, to nie mówili wcale. Choć rozwalili i posprzedawali co się tylko dało, usadzają cztery litery w fotelach na dziedzińcu Zamku Królewskiego, choć długo powinni siedzieć… na więziennej pryczy.

Obżarty brukselskimi ośmiorniczkami niegdyś wpływowy ludowiec roztył się i zniknął z pola widzenia. Weterani chwalą się, że to ich czwarta, piąta kadencja. Tylko nie wiadomo co oni konkretnie zrobili. Zresztą pokazywani w kółko są ciągle ci sami. Synakura nie lubi rozgłosu.

Gadami prehistorycznymi zajmował się ojciec, który – choć Oxfordczyk – wierzył w smoki. Synek, owszem zarobił, nadgryzł oświatę, a potem przed jej gmachem urzędowym śmiesznie podskakiwał na murku. Wreszcie zwiał przed prokuratorem za granicę. I niech tam już zostanie.

Jest jak jest, zmienia się niewiele. Uważam, że ważniejsze są obiecane miliardy niż słuszne nawet zasady nominacji, które są uznawane w Niemczech, a u nas nie. Można mieć szlachetną rację. Choć mądrzej byłoby zrobić krok wstecz, by zaatakować po nabraniu siły. No ale ja – póki co – ministrem nie jestem.  Wyrokujący zarozumiale twierdzą, że z wyrokami się dyskutuje. To bzdura. Polemizować – oczywiście kulturalnie – można z każdym i zawsze. Wyjątek to wyroki boskie choć i te czasem bardzo trudno jest przyjąć.

W Warszawie, w Alejach Ujazdowskich tuż obok Ministerstwa Sprawiedliwości, jest „Bursztynowa Restauracja” dla bardzo wybiórczo wybranych. Ostatnio w czasie gwałtownej i groźnej burzy zwaliło się tam potężne stare drzewo. Kara boska, ostrzeżenie dla spotykających się tam  „wybrańców” spowodowała rozwalenie płotu żeliwnego i odkrycie studzienki wypełnionej licznymi i grubymi kablami, może i do podsłuchu. Jak to w knajpach bywa.

Podsłuchiwanie jest brzydkie. Ale i tak wszyscy to robią przekazując potem sensacje wybitnym dziennikarzom śledczym. Ludzie wysłuchują. Ale nie we wszystko wierzą. Bo wiadomo, że kłamie się dość powszechnie, ale wielu pseudo żurnalistów to propagandyści do wynajęcia. Czy płatnik jest zza Odry, czy zza Buga – im wszystko jedno

Liczymy jeszcze na NATO. Tyle że nie bardzo wiadomo na co. Ratujemy dzieci i kobiety, ale już miasta i fabryki – jako że nie z naszej Unii – pozwalamy rozszarpywać i niszczyć. Byle złodziejaszek gnije w pierdlu, a zbrodniarz największy zabunkrowany.

Ukraińscy żołnierze nie kucają. Według znakomitej pisarki, bojkotowanej przez „salony”, Elżbiety Cherezińskiej, są to potomkowie Wikingów. Więc dzielni i skuteczni. Przeciwnie niż holendersko-skandynawskie laleczki – przykład: Srebrenica

„Niech na całym świecie wojna – byle nasza wieś spokojna” – tak pisał nasz prawdziwy poeta. Ale tak nie powinno być. W końcu – ponoć – wszyscy my to już ponoć jedna globalna wiocha, nad którą latają rakiety coraz dalej i dalej.  Ruscy – jak powszechnie sądzono – mieli nie wejść na Ukrainę, a jednak weszli. Niemcy wierzyli Hitlerowi i szli powszechnie za nim, jak w dym. Kiedy okazało się, że to dym krematoriów i miliony pomordowanych w niemieckich obozach koncentracyjnych, po wojnie mówili, że „wykonywali tylko rozkazy”, a w ogóle to grali w orkiestrze…

Mariupol do końca świata będzie wyrzutem społecznym tegoż świata. Po carskiej Rosji przyszło czerwone tsunami. I tak będzie, jeśli Putinowi omsknie się palec na czerwonym guziku podręcznej atomowej walizki.

Politycy jeżdżą i latają. Dużo mówią. Lubią być w świetle reflektorów. Szkoda, że nie pochodzą od Wikingów.

 

 

 

O wojnie na Ukrainie i reakcjach świata pisze STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Kwadratura koła

Koniec wojny nieuchronnie się zbliżał. Pierścień zacieśniał się wokół zbrodniarzy. Ale w Auschwitz coraz więcej ludzi gazowano i palono. Myślący i coraz bardziej przerażeni generałowie niemieccy chcieli pozbyć się Hitlera. Ale nie potrafili tego zrobić. By ukryć zbrodnie popędzono na zachód strzępy ludzkie z obozów koncentracyjnych dobijając padających po drodze. Ich kości nie uszanowane leżą nadal w ziemi przy drogach marszów śmierci. Sojusznicy zwyciężyli ale tysiącom zbrodniarzy się upiekło. W luksusie dożywali nawet 100 lat.

Dziś każdego dnia w piwnicach Mariupola ludzie umierają tysiącami z głodu i wyczerpania. Świat patrzy na zdjęcia malutkich dzieci, których matki nie wiedzą co robić. Ruski bandyta chce ich wywieźć w głąb Rosji. Tak jak kiedyś wywożono na Sybir naszych.

Najważniejszy dziś człowiek świata, najważniejszym zjednoczonym pod parasolem obronnym mówi nie lękajcie się, powtarza to co było już powiedziane. Siedzą w fotelach ładnie ubrani, żyjący w dobrobycie i klaszczą. Tak, jesteśmy razem silni i nie oddamy piędzi ziemi. Za miedzą giną pobratymcy. Ale my nie możemy dopuścić do wywołania wojny. Trzeciej, czwartej.

Słowa. Dużo słów pada w pustej przestrzeni. Tak jak poświęcono więźniów obozów koncentracyjnych, bo ważniejsze było dobicie bestii, tak dziś poświęca się zagładzanych.

Rozpaczliwie prosi o prawdziwą pomoc, woła do świata niewysoki, nieogolony mężczyzna, który zaskoczył odwagą. Tak jak i jego współobywatele skutecznością obrony.

Jeszcze żyją pod gruzami Mariupola tysiące ludzi. Czy to miejsce ma pozostać na wieki tylko jako symbol? Jak Warszawa, Hiroszima? Ci wszyscy eleganccy przywódcy będą potem latami mądrzyć się, pisać i celebrować. Uratowali świat przed światową wojną. Będą składać wieńce.

Siedzą na dziedzińcu spalonego, ale przecież odbudowanego Królewskiego Zamku i słuchają. Mówią o karze jaka ma spotkać zbrodniarza. Pertraktują. Nie chcą zamknąć nieba nad druzgotanym krajem. Wyliczają ileż to pieniędzy już dali.

Ilu jeszcze ludzi ma być wymordowanych. Odważni dziennikarze to wszystko pokazują. Świat nie chciał słuchać Karskiego i Zygielbojma. Bogaci Żydzi odwracali się od Żydów skazanych na zagładę. Francuskie fabryki produkowały dla Hitlera. Świat syty chciał i chce pozostać bezpieczny. Boi się, że rozjuszona bestia już się nie cofnie. Sprawca siedzi pod ziemią i narzuca swą wolę. Straszy bronią zagłady – atomem, parszywymi bombami. Chodorkowski, też były miliarder, który doświadczył zemsty gada – mówi, że tylko siłą można temu zapobiec. Słuchamy tego, ale nie słyszymy.

Naczelny ważnego polskiego periodyku mówi telewizji, że nie ma dowodów na zbrodnię smoleńską, że to w ogóle nie czas by Kaczyński o tym mówił. Wyśmiewa się polską propozycję. Kolumny tirów wiozą przez Białoruś towar, a „biznesmeni” zasilają i tak już miliardowe konta moskiewskie zarabiając na surowcach kopalnych. Oni są prywatni i nasze zagrożone państwo nie może nic z tym zrobić.

Gdy bandyta goni z nożem wołającego pomocy człowieka a inni stoją gapiąc się bezczynnie, dzwoniąc jedynie na policję i pogotowie do zakrwawionej ofiary – czy są jeszcze ludźmi, czy tylko tchórzami.

I jeszcze jedno. Czy aby powodem połączonym z wyrachowaniem, nie jest argument, że – choć zbrodnicza – Rosja jest zaporą przed chińskim zalewem. Przywódcy świata upodobniają się do śmiesznych francuskich prezydentów ostatnich lat – petainopodobnych (Petain – bohater I wojny światowej, a potem kolaborant Hitlera – ST). Jeden z nich człapie już tylko po mieszkaniu z obrożą karną, a kandydat na reelekcję uparcie dzwoni do Moskwy. Orban boi się powtórki Budapesztu. Merkel poszła precz osierocając swojego polskiego ulubieńca. Nikt jej już nie słucha. Jej następca ma tyle charyzmy co włosów na głowie i też przestępuje z nogi na nogę. Oni wszyscy się boją. I jeszcze mówią, że to polityka. Nie wiadomo tylko czy to znaczy mądrość, puste gadanie czy ślepotę?

Społeczeństwo naszego kraju już spisało się godnie, po ludzku. Tylko nieliczni zaprzańcy działają według zasady „im gorzej tym lepiej”.Rywalizację wewnętrzną chcą wygrać obcymi łapami.

Niestety, nie ma już Kilińskiego, Kościuszki, Traugutta. Owszem – prezydent, premier są aktywni. Dwa kroki naprzód, ale potem krok wstecz. Czy nasi wybrańcy nas obronią skoro nie potrafią dać rady bezczelnemu kłapaniu kłamstw przez tych, którzy jeszcze przed chwilą mizdrzyli się do Putina?

Guru prawicy odezwał się nieśmiało. Ale – choć oczywiście ma rację – nawet ta minimalna przecież, ale konkretna propozycja została zlekceważona. Odzywają się coraz głośniej i bez wstydu ci, którzy w ogóle już nie powinni się odzywać. Podnoszą w Brukseli łapy przeciwko Polsce. Niemieckie zasady w sądownictwie ich nie rażą, torpedują za to podobne w Polsce.

Jak można brać udział w szkodzeniu własnemu krajowi? Czy popycha do tego świadomość bezkarności towarzyszy.

Delikatna władza chce być wzorowo demokratyczna. Zapomina, że nienawiść zaślepia. Złe dobrem zwyciężaj. Piękne przesłanie. Tyle, że najpierw trzeba wygrać. Chwalą Polaków. Bo to nic nie kosztuje. Znowu jesteśmy przedmurzem. Ale chińskiego muru nie zbudowaliśmy. Pożyczone Patrioty nie wystarczą.

 

 

 

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Zaprzańcy. Dwudziestu opozycyjnych europosłów przeciwko Polsce

Ukraińskie kobiety z dziećmi uciekają od bomb i wycieńczenia. Polska przygarnia i przytula. Dzieli się tym co ma. W Brukseli parszywa opozycyjna dwudziestka eurodeputowanych z Polski, bezpieczna i obżarta, podnosi łapę przeciw własnemu krajowi i maltretowanym na naszych oczach sąsiadom, bo te pieniądze to również dla nich.

Dziesięcioro było przeciwko Polsce. Dziesięcioro się wstrzymało, co na to samo wychodzi.

Ci, którzy byli przeciw: Stare komuchy – Belka, Cimoszewicz, Miller. Szczur solidarnościowy – Buzek. Zacietrzewieni w nienawiści do PiS – Kohut, Spurek, Thun. Wreszcie icki – to takie wstążeczki na wantach jachtu pokazujące skąd wieje wiatr – Adamowicz, Kalinowski, Biedroń. Parszywa dziesiątka, pierwsza z dwóch dzieciątek.

Tych, którzy „wstrzymali się”, ale i w ten sposób opowiedzieli się przeciw współobywatelom wymienić też należy: Arłukowicz, Duda (Jarosław), Frankowski, Halicki, Kopacz, Lewandowski, Łukaciejewska, Ochojska, Olbrycht, Sikorski…

Poeta pamięta – pisał Czesław Miłosz. Pamięta Zbrodnie i niegodziwość. Wszyscy musimy zapamiętać tę dwudziestkę. To sprawa zdrady narodowej. Niech prawnicy tym się zajmą. Dość! Nie będę więcej o tych ludziach pisał, bo to nie Polacy. To zlepek egoizmu i głupoty.

Pieniądze Polsce i Polakom się należą. I dostaniemy je. I to dużo. Uczciwi ludzie na całym świecie widzą co Polska robi. Ale nie ci, którzy zarabiają ponad sto tysięcy miesięcznie. Ani ci, którzy do raju na pewno się nie dostaną, choć swoje pieniądze już tam wysłali.

Mamy już ponad 1,5 miliona uchodźców. Będzie jeszcze więcej. Święta Mario, Królowo Polski, pomóż ludziom umierającym w Mariupolu. Wydobywanym spod gruzów w czasie kolejnych bombardowań, ostrzeliwanym w pociągach ratowniczych i karetkach.

Telewizyjne relacje na przemian pokazują niezwykle przystojnych przywódców i super eleganckie przywódczynie Unii, witanych na wielkim placu przed Wersalem. I zaraz po tym widzimy zagładę, ruiny miast ukraińskich, obraz ratowanych ludzi. Piłkarze grają, artyści śpiewają i tańczą.

Tylko niebo nad napadniętym przez zbrodniarza krajem nadal nie zamknięte przed rakietami i bombowcami.

W polskim Sejmie jednogłośnie przyjęto ustawę obronną. Choć i tu pięciu się wstrzymało od głosu, dołączając do parszywej dwudziestki. Jak można przy nich siedzieć w poselskich ławach?

Mówią – zostawmy teraz spory. Dobrze. Niech chirurg – ponoć dobry – wróci do szpitala i tam się rehabilituje. Niech merkelowy wybranek znów kopie piłkę. Pax, pax!

Niech przyjdzie wiosna. Może kogoś oświeci zanim krew na polach spłynie ze śniegiem. Ukraińcy zbiorą trupy wroga, pochowają. Dowódcy rosyjscy nie zbierają zabitych żołnierzy.

Dzielni i doświadczeni, którzy walczą teraz za Ojczyznę i za nas będą z Polakami wspólnym wojskiem. Może i inni dołączą. To będzie prawdziwa armia obronna. NATO, które na razie jest nie wiadomo na co – niech się wstydzi.

Jednostki bohaterskie, ludzie, którzy pojechali walczyć na Ukrainę to wzór. Jest ich coraz więcej. Wśród nich i Polacy. Są i dziennikarze – wojenni korespondenci zasługujący na najwyższe uznanie. I to się często podkreśla. Ale niebo pozostaje otwarte dla bandytów.

Dwudziestka „rodaków” bezwstydnie jest przeciw… swojemu krajowi. Czy im to ujdzie bezkarnie?

Wierzymy: dobro zło zwycięży. Kapłan, który to mówił zginąl męczeńsko. Oprawcy pozostali bezkarni. Ksiądz został świętym. Ukraina też będzie.

Pobieramy przyspieszoną lekcję jak bronić swojego kraju? To właściwie nie lekcja, ale bardzo przyspieszone studia. Jak to się dzieje, że jeden człowiek może wyrządzić tyle zła?

Polacy ratują dzieci. Będą potrzebne pieniądze. Dużo pieniędzy. Dzieci dorosną. Politycy odejdą. Niektórzy z piętnem zdrajców. I z bredzeniem, że oni nie przeciw Polsce, a tylko przeciw PiS-owi.

Zaprzaństwo – tym słowem piętnowano targowiczan.

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Bloody Rain… Europe, unless You Close the Sky, Bloody Rain shall Fall on You

After many statements  (March 9 – 12,  2022) regarding the of lack NATO involvement in military aid to Ukraine during the Russian invasion of this country, we would like to remind you of the column by Stefan Truszczyński of March 9, 2022 (eglish version).

W związku z wieloma wypowiedziami (do 9 do 12 marca 2022 r.) dotyczących braku zaangażowania NATO w pomoc militarną Ukrainie podczas rosyjskiej inwazji na ten kraj, przypominamy felieton Stefana Truszczyńskiego z 9 marca 2022 r. Najpierw tłumaczenie felietonu na angielski.

*** 

The NATO command and the President of the United States refuse to close the skies over Ukraine. How many more Russian bombs must fall, how many more deadly Russian rockets will be allowed to kill and destroy with impunity? The Ukrainians gave up their nuclear weapons in exchanged for security assurances. How naïve! They signed agreements with the states who had no honor and were unwilling to keep promises. World leaders signed documents which turned out to be just scraps of paper. Where should Ukraine seek justice now? Whom should they remind that law must be obeyed and agreements honored?

Ordinary people welcome Ukrainian refugees at railways stations, invite them to their homes, try to comfort them. The brave ones enlist and join the fight. Ukrainians are praised and admired. But without closing the skies, Ukraine will be methodically destroyed. We are addressing the effect and not the cause. Being afraid of the bandit makes him believe in his impunity. It does not matter what could be done to him in the future, the only thing that matters is to stop him now. Every Russian war crime increases Putin’s sense of impunity.

The Americans have the records of the fatal flight of Polish government’s Tupolev. Their intelligence with spy satellites must have been interested in a plane carrying Polish elites so they know what happened. Putin does not forgive and he did not forgive Kaczynski for his support to Georgia in 2008. Putin waited patiently for his revenge until all the most important Polish figures boarded one plane and took off to Russia.

Now Putin is killing with impunity again. Supposedly 70% of Russians supported Putin. Even 50% it is a lot. The Russians are more willing to fight over IKEA furniture before the stores withdraw from Russia that to save Ukrainian lives in Mariupol, Zhytomyr or Kharkov. Many explain that the Russians have been manipulated and have become indifferent because they are bored by the dragging “Donetsk-Luhansk” war. It does not justify them. The Russians admire their bare-chested leader posing on a horse, in a fighter jet, in a winter cap with red star, hammer and sickle. What war? It is only a special operation against fascists!

“Europe – wake up!”, shouts a former minister of defense who recently cozied up to the Russians. The former Prime Minister, who used to hug Putin is silent now. The Russians may have been fooled by their propaganda, but why were some Polish equally stupid?

Now we are waiting for a bloody rain. Party leaders rush to speak on TV at every opportunity. They show their indignation, they try hard to say something original but not too risky. The honor of journalists is defended by the few who went to Ukraine. Only two Polish generals – Skrzypczak and Polko – say something sensible. Tragic TV footage is made more attractive by quick editing. Wrong! The evidence of atrocities should not be edited or accompanied by expert commentary. Images of crimes should be shown with solemn music only.

Murdering nations is nothing new. It has always been justified by lies, distorting facts, and opinions expressed by idiots and bribed experts. Such lobbyists are allowed to speak rubbish but they used to study journalism in order to seeks and speak the truth. How come they later serve political parties and don’t care about their public disgrace.

Poor Russians admire their oligarchs: Abramowich, Fridman, Usmanov. But oligarchs’ children will never be drafted. Boys from ordinary, poor Russian homes are sent to fight on the front line and later their corpses are abandoned in the fields. The gang of murders don’t care about their mourning mothers. Great Russian Nation. God-chosen Russia.

Putin wants to hold a military parade in the ruins of Kiev and send Ukrainian opposition to labor camps. In the past Russia had an alliance with Nazi Germany and later Stalin got furious when Hitler defeated him with ease. Stalin blamed and executed his own marshals and generals. Now Russia wants an alliance with China. The history repeats itself. Billion Chinese don’t need Putin, they need empty Siberia. More than Nazi Germany “needed living space” in 1939, China needs and will get eastern Russian provinces. Thereby Russia will be punished for all her crimes, lies and stupidity. And Russia will not defeat Ukraine.

The Russian murderer-in-chief and his moronic accomplices will be very surprised. Forget their names and let’s remember some Ukrainian names instead: Valerii Zaluzhnyi  – the Commander-in-Chief of the Armed Forces of Ukraine, generals Viktor Muzhenko and Mykhailo Zabrodskyi – chiefs of the general staff, and general Oleksandr Syrskyi – the Kiev defense commander.

Russian bandits will not defeat Ukraine. It’s a matter of time before everyone understands it. To save Ukrainian blood, they should be given proper military assistance. German offer of few old helmets and worthless former DDR weapons was not proper assistance. It was similar to people – fortunately not many – who give refugees worn and dirty clothes. Later the Germans improved, but they still impede the EU efforts to help Ukraine. German militaristic attitude is a thing of the past. Maybe it’s better. One enemy is enough.

Unless the sky over Ukraine is closed – no matter how –  people will continue to be killed and their property destroyed.

Many decent people unite in an effort to help. It’s beautiful, it gives hope. But the leaders – who should be responsible for us – still don’t know what to do. They travel a lot, they talk even more. They count Russian bombs and rockets. They publish reports on Russian losses. But they don’t seem to appreciate the Ukrainian David fighting against the Russian Goliath. Russian murderers have a leader. Soft, lazy and affluent Europe does not. Europe gives Ukraine some surplus arms and waits. Europe counts destroyed Russian tanks and planes but refuses to give any to Ukraine.

On the eve of 24 February 2022, the talking heads repeatedly said that Putin’s attack was impossible. Next day they changed the tune and suddenly remembered Kaczynski’s prediction – the very prediction they had not wanted to heed.

Let God send a red rain on those selfish, cowardly and naïve idiots. Maybe they will wake up before the eastern hordes attack. Hordes under a red star and hammer and sickle.

Our defender is called NATO.

NATO, what are we waiting for?

***

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Krwawy deszcz… Europo, jeśli nie zamkniesz nieba, spadnie na cię krwawy deszcz

Dowództwo NATO i prezydent Stanów Zjednoczonych nie chcą zamknąć nieba nad Ukrainą. Ile jeszcze ma spaść bomb, ile siejących śmierć ruskich rakiet bezkarnie będzie zabijać i niszczyć.  Ukraińcy oddali atomową broń za gwarancję obrony. Naiwni.  Pertraktowali z ludźmi bez honoru, z przywódcami świata za nic mającymi przyrzeczenia. Ktoś przecież podpisał te dziś nieznaczące świstki papieru. Do kogo się zwrócić po sprawiedliwość, komu krzyczeć o przestrzeganiu prawa i umów.

 Zwykli ludzie wychodzą na dworce, przygarniają do swoich domów, pocieszają. Rwą się do walki odważni. Ukraińcy są chwaleni, podziwiani. Ale cała pomoc bez zamknięcia przestrzeni powietrznej nad niszczonym z góry krajem to walka ze skutkami a nie z przyczyną. Strach przed bandytą to utwierdzanie go w bezkarności. Nieważne co mu się zrobi później. Ważne jak zatrzymać go dziś.  To poczucie bezkarności wzbiera u Putina wraz z każdą kolejną zbrodnią.

Przecież Amerykanie mają zapis całego śmiertelnego lotu Tupolewa.  Niemożliwe by go nie śledzili od startu na Okęciu. Niemożliwe by ich służby i satelity nie interesowały się lotem z udziałem elity władzy dużego kraju.  Putin nie wybacza. Na zemstę za Gruzję czekał cierpliwie. Wszyscy najważniejsi w jednym samolocie! Nie darował Kaczyńskiemu.

Teraz też zabijają bezkarnie.  Putin podobno miał 70-procentowe poparcie. Jeśli nawet zmniejszyło się ono do 50 procent to i tak, jego ludzie będą najpierw  walczyć o kanapy z uciekającej z Rosji Ikei a niż o życie Ukraińców z Mariupola, Żytomierza, Charkowa. Usprawiedliwia się ruskie społeczeństwo, że otumanione. Zobojętniałe przez „nudną” już wojnę doniecko-ługańską. A przecież oni podziwiają tors wodza na koniu, w hełmofonie, w kokpicie odrzutowca, w baraniej czapie z czerwoną gwiazdą z sierpem i młotem. Jaka wojna? To operacja wojskowa przeciw faszystom.

„Europo – pobudka!” – krzyczy teraz były  minister obrony, który jeszcze niedawno do ruskich się łasił. Wziął na przeczekanie były premier, który ze zbrodniarzem się ściskał. Ta, która przekopała smoleńskie lotnisko zamilkła wreszcie. To że ruskich ogłupiono – nie dziwota. Ale jak ta pandemia zaraziła naszych?

Teraz czekamy na krwawy deszcz. Wodzowie partyjni różnych maści czekają w blokach startowych na wezwanie i biegają do telewizji. Od rana do wieczora manifestują oburzenie. Kombinują jak koń pod górę, by powiedzieć  coś oryginalnego a jednocześnie się nie wychylić.  Honoru dziennikarstwa bronią tylko ci, którzy pojechali na Ukrainę*.

Słuchać się da tylko dwóch generałów – Skrzypczaka i Polko.  Tragiczne zdjęcia „uatrakcyjnia się” migającymi, montażowymi zbitkami. Niech tych dowodów zbrodni nikt nie skraca, słowa niech zastąpi poważny muzyczny podkład.

Mordowanie narodów to rzecz nie nowa. Ale stosowano kamuflaż. Kłamstwa, półprawdy wygłaszali przekupni i zidiociali. Mówi się o nich lobbyści, akredytuje, a przedtem kształci na dziennikarskich wydziałach razem z tymi, którzy winni mówić prawdę., a przynajmniej dokładać wszelkich starań by jej dociec. Skąd się bierze to oddawanie się w pacht partii, skąd publiczna kompromitacja bez żenady.

Biedny ruski naród podziwia Abramowicza, Fridmana, Usmanowa. Ich dzieci nie pójdą na front. Tam wysłani zostaną siłą chłopcy z szarych domów. A potem ich trupy porzucone zostaną na polach. Zgraja morderców nie przejmuje się szlochem matek. Wielki naród. Bogoojczyźniana Rosja.

Chcą zadefiladować w zrujnowanym Kijowie, opornych wywieźć do łagrów.  Już raz dogadali się z Hitlerem, a teraz z Chińczykami. Stalin oszalał potem, gdy Niemcy jak w masło wchodzili w jego kraj. Z wściekłości obwiniał i zabijał swoich generałów i marszałków. Teraz będzie tak samo.

Miliardowym Chińczykom potrzebny jest nie Putin a pusta Syberia, bardziej niż „przestrzeń do życia” Niemcom w 1939 r. i będą ją mieli. To będzie dla Rosji kara za zbrodnie, kłamstwa i głupotę. Putin i te tępe mordy wokół niego przeliczą się. Ukraińców nie pokonają. Nie będę powtarzał nazwisk zbrodniarzy.

Zapamiętajmy lepiej, że głównodowodzący ukraińskim wojskiem to generał Walerij Załużny, szefowie sztabu to generałowie Wiktor Mużenko i Mychaiło Zabrodyski, a dowodzący obroną Kijowa to generał Aleksandr Syrskyi.

Bandyci z Rosji Ukraińców nie pokonają. To jest tylko kwestia czasu. I upływu krwi. Niektórzy darczyńcy do punktów pomocy znoszą stare ubrania. Wstyd!  Na szczęście robią to nieliczni. Podobnie popisali się Niemcy ofiarując najpierw stare hełmy a potem niewiele warte uzbrojenie z NRD. Obśmiani poprawili się ponoć. Ale nadal brużdżą, opóźniają decyzję Wspólnoty. Niegdyś wojenny naród, to już mit i przeszłość. Może i dobrze. Jeden wróg nam wystarczy.

Jeśli nie zostanie zamknięta przestrzeń powietrzna nad Ukrainą, obojętnie jakim sposobem – ale po prostu fizycznie – trwać będzie zabijanie ludzi i niszczenie ich mienia.

Łączących się ze wszystkimi proletariuszy wymyślili czerwoni. Zapełnili  Łubiankę i łagry. Teraz przyzwoici ludzie łączą się z ludźmi w potrzebie. To piękne. Napawające nadzieją. Ale ci, którzy za nas wszystkich są odpowiedzialni, nadal nie do końca wiedzą co robić. Dużo jeżdżą, jeszcze więcej gadają. Liczą bomby i rakiety. Donoszą o stratach wroga. Ale Dawid został naprzeciwko Goliata  z procą. Ruscy bandyci maja przywódcę. Sflaczała, zniewieściała bogactwem Europa zdegenerowana przez niszczących wartości elita – współczuje, wysyła to czego ma w nadmiarze i czeka. Liczy rozwalone przez Ukraińców czołgi, strącone samoloty. Ale swoich nie daje.

Jeszcze w środę przed czarnym czwartkiem, 24 lutego 2022 roku, „białe kołnierzyki” tokowały: to niemożliwe, by Putin zaatakował. A potem zaczęli ci sami klepać jak mantrę przepowiednię Lecha Kaczyńskiego. Przedtem byli na nią głusi.

Panie Boże, spuść na tych niesolidarnych, tchórzliwych naiwniaków czerwony deszcz. Może się ockną zanim hordy ze wschodu na nich ruszą. Sierp i młot i czerwona gwiazda u nich w herbie.

Nasz obrońca nazywa się NATO.

NATO, na co czekamy?

 

 

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Worthy of NATO!

After many statements  (March 4,  2022) by world politicians regarding the lack of NATO involvement in military aid to Ukraine during the Russian invasion of this country, we would like to remind you of the column by Stefan Truszczyński of February 27, 2022 (eglish version).

W związku z wieloma wypowiedziami światowych polityków (z 4 marca 2022 r.) dotyczących braku zaangażowania NATO w pomoc militarną Ukrainie podczas rosyjskiej inwazji na ten kraj, przypominamy felieton Stefana Truszczyńskiego z 27 lutego 2022 r. Najpierw tłumaczenie felietonu na angielski.

  ***

Who is worthy of being a NATO member? Poland is just proving to be. Citizens rush to help, authorities speak out clearly. Nobody had believed the bandit would go so far. Although the attack could have been expected, till the very last moment, till 5 o’clock on Thursday morning, we had all been deluding ourselves into thinking that it would not happen.

But the criminal attack did happen, and it took the crimes committed to make people realize how dangerous and naïve their faith in the law, agreements and international organizations was. There is still faith in our defensive alliance, belief that NATO is very powerful… Well, it will be powerful only when it responds. Deterrence alone is not enough.

There are 600.000 members of the International Federation of Journalists, which is several times more than the headcount of the Polish armed forces. Let’s use this potential, let’s cooperate.

The conscience of many naïve idiots and plain morons is being awakened now, however, way too slow. These days, everybody has access to instant means of communication and everyone can hear and see what is happening in a split second. Yet, lengthy and hollow discussions continue, including regarding the most vital question: how to defend an invaded country and its people who are being murdered as we speak. How long will Ukrainian soldiers, so heroic and effective in combat, have to prove that they are worthy of being a member of an organization which prides itself of being the defender of the civilized world?

The proof of the soldier is in the fight. Lazy and affluent Europe may remain such only if it has true defenders. We have seen before – for example in Srebrenica – what soldiers from European wealthy states are worth when Serbian murderers massacred the Muslim population.

There is nothing to consider or contemplate! What are we waiting for? Ukraine is a European democratic state and now it is wrecked with agonizing pain… and waiting. Supplying arms
is not enough. Hordes released by the bloodthirsty madman can be stopped only with brute force. 50 thousand Russian troops attacked Ukraine. 100 thousand more are waiting for the order to invade. It slowly dawns on those hapless, unaware young Russian soldiers that they will die. Those boys do not understand what they are fighting for. Their officers have been brainwashed. Their generals have been intimidated. Individuals who do not deserve to be called journalists were bribed.

What is NATO waiting for? Why are we hiding in trenches? NATO will understand their mistake only when it gets hit by a Russian missile. First nuclear threats have already been made. Everybody has seen exploding fuel storage tanks, targeted pipelines, bombed cities.
What is NATO waiting for? The grandfathers of today’s decision-makers did exactly the same: they met and deliberated as the invaders’ tanks wreaked havoc in Poland.

And now billionaires count how much they might lose by not exporting luxury goods to Russia and ordinary people enjoy themselves in cafés or at concerts while terrified Ukrainian children cry in the arms of their helpless mothers.

Women and children, the sick and the weak may stay behind – the rest must go and fight or otherwise soon will cry bitter tears of regret not knowing who to blame. Today the fate of Ukraine is being decided, and most probably the fate of my country and you country, too.
Criminally attacked Ukraine should be protected by NATO, period.

The infamous German offer to provide some old helmets will be remembered as a cynical joke. We could do so much better. NATO is perfectly able to start protecting Ukrainian skies
in a matter of minutes. A fighter jet is a fighter jet only when it fights! Sitting idly in a hangar, it is merely a very expensive toy, a pile of scrap. People trained to defend should defend or else they are only imposters.

The so-called principles of democracy have put civilians in power and given them the final say. History shows, however, that they are the firsts to hide in shelters or run away from the danger. We can see how they rule in the times of peace but we could never see what they are worth when it comes to fight and defend. Only the strongest will win and prevail: the strongest in actions, not words.

***

Godni NATO! Felieton STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO 

Kto jest godny być członkiem NATO? Polska właśnie się sprawdza. Godni są ludzie, którzy spieszą z pomocą. Władza mówi coraz bardziej konkretnie. Nikt nie przypuszczał, że bandyta tak daleko się posunie. Niby można było spodziewać się ataku, ale jednak do ostatniej chwili – do tej piątej rano w czwartek – myśleliśmy, że jednak nie!

Ale zbrodnicza napaść stała się faktem. Tak dopiero zbrodnia uświadamia jak groźne jest wierzenie w skuteczność prawa, umowy, międzynarodowe organizacje. Trwa jeszcze wiara w sojusz obronny. NATO jest potężne. Właściwie dopiero będzie takie gdy zacznie naprawdę działać. Odstraszanie nie wystarcza.

600 tysięcy członków liczy Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy. To kilka razy więcej niż mamy w Polsce wojska. Współdziałajmy.

Budzą się sumienia różnych naiwniaków i głupków. Ale zbyt wolno. Są jednak teraz tak fantastyczne drogi, łącza przekazu, że w ułamku sekundy wszyscy wszystko mogą usłyszeć, zobaczyć. Ale trwają jałowe dyskusje. Również ta najważniejsza, jak bronić napadniętego państwa i mordowanych tam ludzi? Jak długo bohaterscy i skuteczni w walce żołnierze ukraińscy będą musieli udowadniać, że są godni być członkiem organizacji broniącej cywilizowanego świata?

Wartość żołnierzy sprawdza się w boju. Syta Europa taka pozostanie, gdy będzie miała prawdziwych obrońców. Już doświadczyliśmy – na przykład w Srebrenicy – co warci są żołnierze z luksusowego kraju. Zbrodniarze serbscy wybili ludność muzułmańską.

Nad czym tu się zastanawiać? Na co czekać? Ukraina to kraj europejski, demokratyczny. Teraz zwija się z bólu i ciągle czeka. Dostarczenie jej broni to za mało. Hordy uruchomione przez szaleńca mogą być zatrzymane tylko siłą. Rzucono 50 tysięcy. Jeszcze 100 tysięcy czeka na rozkaz. Dociera do nich, do tych nieświadomych młodych żołnierzy, że też będą ginąć. Ci chłopcy nie rozumieją za co walczą. Otumaniono ich. Ogłupiono oficerów. Zastraszono generałów. Pozyskano, przekupiono ludzi, którzy nie zasługują na miano dziennikarzy.

Na co to NATO? Tkwi w okopach. Zrozumie błąd gdy sojusz zostanie trafiony rakietą. Już słychać atomowe groźby. Przecież wszyscy widzą jak wybuchają zbiorniki paliwa, rurociągi, jak rujnowane są miasta. Na co czeka NATO? Dziadowie obecnych decydentów też zbierali się, radzili, nawet gdy żelazne zagony czołgowe ryły już Polskę. Teraz miliarderzy liczą ile stracą na eksporcie luksusowych towarów.

Bardzo blisko od siedzących w kawiarniach i bawiących się na koncertach płaczą przerażone dzieci tulone przez bezradne matki.

Niech kobiety z dziećmi, ludzie chorzy i słabi zostaną. Pozostali muszą iść walczyć. Po to, by potem przez lata nie zawodzić żałobnym płaczem z pretensjami nie wiadomo do kogo. Dziś decyduje się los Ukrainy, ale także mojego i twojego kraju. Napadnięty zbrodniczo kraj powinien być pod obroną NATO.

Oferta starych niemieckich hełmów przejdzie do historii jako cyniczny żart. Wystarczy niewiele minut by zacząć chronić ukraińskie niebo. Samolot wojskowy jest nim, gdy walczy, gdy broni. W hangarze jest tylko drogą zabawką. Kupą żelastwa. Bronić ludzi powinni przysposobieni do tej pracy. Uzurpatorzy tego nie potrafią.

Tak zwane zasady demokracji stawiają cywilów na czele. Oni mają decydować. Jak uczy historia to jednak ci pierwsi włażą do schronów lub uciekają z miejsca zagrożenia. Uczą się. Jak rządzą – widzimy. Jak bronią – możemy już nie zobaczyć. Wygrają i przetrwają najsilniejsi. Ale nie w gadaniu

Po agresji rosyjskiej na Ukrainę: Do broni!!! Felieton STEFANA TRUSZCZYŃSKIEGO

Tchórze i pociotki, powiedzcie czy nadal nie wierzycie, że to Putin nakazał dokonać masakry naszej elity pod Smoleńskiem? Czy wywołanie wojny to jeszcze za mało? Czy uwierzycie dopiero gdy bandzior wykona atak atomowy lub roznieci śmiertelne promieniowanie na przykład z Czarnobyla. O Smoleńsku przycichło.

Pomnik-schody, prawie niedostrzegalny na ciemnym placu. Niedoświetlony, zaniedbany. O prawdę walczyło dwoje: Macierewicz i Stankiewicz. Pani Ewa zrobiła lepszy film. Prominentny wówczas minister potraktował to jako konkurencję. Prezes TVP długo przestępował z nogi na nogę, ale wyemitował oba filmy dokumentalne o męczeństwie i śmierci ludzi, którzy nie przypuszczali, że można być tak zbrodniczym.

Teraz też – do piątej rano czwartek 24 lutego 2022 roku wierzono, że to co się stało jest niemożliwe. Ostrzeżenia, wielka armia czekająca na mrozie na rozkaz ataku – to wszystko było za mało. „Tylko nie ulegajmy prowokacji” – to było najważniejsze. Teraz obowiązuje wiara w skuteczność sankcji.

Już na molo przewietrzyć się nikt nie polezie. Ale nadal na mównicę sejmową wchodzi facet, próbując mówić o tym, co w obliczu wojny jest rachunkiem, którego obca dłoń nie wyrówna. Mówmy jednym głosem, ale prawdę, która jawi się teraz w ostrych konturach rdzewiejącego, ukradzionego wraku samolotu.

W dniu agresji na Ukrainę Anita Gargas pokazuje film o agentach wpływu. Wypowiadają się liczni. Padają różne mądrości. Ale bez nazwisk. Ci, którzy może teraz nawet trochę się martwią, wleźli pod brukselskie fotele. Kombinują, że trzeba przeczekać.

Jest prezydent, jest rząd. Po co jeszcze ten opozycyjny odwłok, te gadające nieznośne już łby? Jest szum.

Czy rusofile naprawdę uważają, że naród jest głupi lub że ma jednocześnie sklerozę i Alzhaimera. Idą czołgi. Nawet na Kijów.  Jedni będą bronić, a drudzy uciekać. U nas wybrańcy narodu będą teraz czytać 900-stronicową propozycję o prawie wojny, a potem dyskutować zawzięcie. Wypielęgnowani lalusie, którzy w życiu jeszcze nic nie zrobili (owszem, sporo zarobili) będą biegać po telewizyjnych studiach i klepać komunały.

Po co ten kram? W obliczu zagrożenia ochotników do obrony u nas nie zabraknie. Może będzie tak jak w roku 1920. Piłsudski zwrócił się do wójta z Wierzchosławic, do włościan. I 70 procent armii obronnej zapewnili chłopi. Pięknie pisał o tym historyk śp. Andrzej Zakrzewski.

Łażę często ulicą Piękną w Warszawie, ale niestety żadnego Witosa nie spotkałem. Owszem stoi pan Wincenty godnie przy Pl. Trzech Krzyży na pomniku. Te potrafimy wznosić. Szkoda, że prawdziwi przywódcy już z nich nie zejdą. Krzykaczy ci u nas dostatek. A tu trzeba rozdać mężczyznom broń!  Niech wybiorą sobie pozycje na dachach wysokich domów.

Ukraińcy zapomnieli o obronie przeciwlotniczej. Bandyta z czerwoną gwiazdą bezczelnie przelatuje sobie nad stolicą kraju. A my? Gdzie te „Patrioty”, gdzie antyrakietowa artyleria? Ci którzy jeszcze niedawno likwidowali garnizony nadal wożeni są w importowanych limuzynach. Ile pieniędzy wydajemy na tych nierobów?

Policzmy się. I to szybko. Po Afganistanie, Iraku i po misjach mamy już sporo doświadczonych żołnierzy. Wrócą na wezwanie również wypchnięci na zarobkową emigrację – najlepsi wykształceni i odważni. Jak kiedyś hallerowcy.

Rosjanie wyhodowali sobie bezwzględnego kagiebistę. My znajdziemy Andersa, Maczka, Grota, Szendzielarza, Zaporę. Znajdzie się też ksiądz Skorupka. Panie Kurski, puść pan natychmiast filmy – oba. I Macierewicza i Stankiewicz. Smoleńsk jest nierozliczony.

Posłowie, senatorzy, samorządowcy – w kamasze!  Do broni. Przestańcie strzępić języki po próżnicy. Budujmy natychmiast strzelnice. Teraz już wyjeżdżać z Polski nie ma gdzie. Tu trzeba wrócić!

Ukraińcy też do końca nie wierzyli, że ich napadną. Wierzyc warto, ale w Pana Boga. Bo zawsze raźniej. Natomiast liczyć na cuda nie wystarczy, Obcy nam pomogą albo i nie. Wojny dawno nie było. Powtarzanie proroctwa Lecha Kaczyńskiego – to za mało.  Do broni!!

***

Z ostatniej chwili: jest serdeczna decyzja Prezesa SDP Krzysztofa Skowrońskiego postawienia do dyspozycji wojewody lubelskiego, naszego Domu Dziennikarza w Kazimierzu dla szukających pomocy w Polsce rodzin ukraińskich. Przywiozą je mężczyźni a sami niech wracają Ojczyzny bronić. Podpisuję się pod tym pomysłem obiema rękami.

 

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Redaktorzy wojenni nie czekajmy bezczynnie

Potrzebna jest grupa żołnierska. Żołniersko-reporterska. Niekoniecznie muszą to być wyłącznie grzeczni chłopcy. Bo zadanie może okazać się bardzo trudne, a nawet niebezpieczne.

Są w ojczyźnie rachunki krzywd (w tym domniemanych), obca dłoń ich nie przekreśli… – już raz poeta tak napisał. Jak będzie nie wiemy. Ale przygotować się trzeba. Nawet na najgorsze! Na wojnę! I dlatego faceci, mężczyźni, reporterzy-redaktorzy też muszą się zmobilizować. Sami muszą się najpierw zmobilizować. Przede wszystkim w sobie, w swojej własnej głowie. Może potem nawet poprzez coś takiego jak SDP – to już będzie nie tylko Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, ale coś znacznie większego.

Potrzebna jest grupa żołnierska. Żołniersko-reporterska. Władza – Ministerstwo Obrony Narodowej – o czymś takim chyba myśli. Mam nadzieję. Ale i my własną listę dziennikarską powinniśmy zrobić. Tych, którzy będą chcieli i będą potrafili. Niekoniecznie muszą to być wyłącznie grzeczni chłopcy. Bo zadanie może okazać się bardzo trudne, a nawet niebezpieczne. Po prostu nie każdy choćby nawet i chciał, do tej pracy się nadaje.

To nie żadna dodatkowa grupa ochotnicza. To lista dla władzy mającej obywatelski mandat do rządzenia. To podpowiedź, to gotowość. Powinni być to patrioci, którzy nie będą na sucho bredzić tylko o wspólnej Europie. Oczywiście o współpracy w ramach Unii Europejskiej i NATO będziemy mówić tak, jak dotychczas i tylko tak. Ale mamy obowiązek myśleć przede wszystkim o własnym kraju.

Ktoś może powiedzieć – to brednie. Niepotrzebna inicjatywa. Niekoniecznie.

Terytorialsi to była i jest niezwykle ważna sprawa. Rozwija się, ale niestety ślamazarnie. I nie wszystko można usprawiedliwić działaniem V kolumny – ludzi ogłupiałych mirażem wspólnej Europy, ludzi oddanych bardziej tym zza Odry niż znad Wisły.

Terytorialsi to oczywiście część armii. Podlegli centralnie. Nie mniej z natury rzeczy będzie to armia indywidualistów wyposażonych w bardzo różną broń, broń groźną. Będą rozczłonkowani.

Dziennikarze-reporterzy wojenni też będą  r o z c z ł o n k o w a n i. Będą służyć i działać wszędzie, Nie będą grzać stołków w redakcjach. Muszą potrafić wytrzymać trudy pracy w terenie, podejmować decyzje samodzielnie. To wszystko to oczywiście ostateczność. Wojna. Ona może się jednak zdarzyć. Oby to nie nastąpiło. Ale przyjść ze Wschodu może. Przecież tak już było. Reporterzy-redaktorzy wojenni – zgłoście gotowość!

Lewy do prawego – prawy do lewego. STEFAN TRUSZCZYŃŚKI porównuje „Newsweek” z „Do Rzeczy”  

Jadłospis

„Newsweek”         –         „Do Rzeczy”

Numer

 3/2022          –          3/2022

Cena

8,90             –           8,90

Wydawca

podmiot zagraniczny –  podmiot polski

 

Okładka

Newsweek –  „polski krach” i pusty talerz

Do Rzeczy – Mickiewicz i „Dziady w szambie”

Wstępniaki, który piszą naczelni

Tomasz Lis: „Strategia kapitulacji. Depolaryzacja sceny  politycznej to kompletny absurd. W krajach autorytarnych unikanie polaryzacji z władzą jest wyłącznie formą kapitalizacji” – proste, jasne i zrozumiałe!

Paweł Lisicki: „Na czym polega inna droga – co zrobi Warszawa, jeśli Bruksela dalej będzie stawiać, jak obecnie, Polskę pod ścianą? – rzeczywiście, this is the question!

Tekst obszerny (może i główny)

Newsweek – Szwajcaria, ładna reklama, nie podano za ile, ale ani chybi to tekst sponsorowany; ciekawe z jakimi uczuciami czytają to frankowicze? Jeden z nich napisał w liście do mnie, że pożyczył 600 tysięcy, oddał 590, a zapłacić ma jeszcze 700 tysięcy złotych. On na pewno wybierze się do St. Moritz by zagrać w polo na śniegu.

Do Rzeczy – artykuł nawiązujący do okładki pisma, tekst pani Elżbiety Morawiec: „Barbarzyńca w katedrze” (O „Dziadach” wystawionych w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie. Autorka pisze o „Nowej rewolucji kulturalnej (…) – zasady pracy tych twórców sprowadzają się do obniżenia rangi dzieła, niszczenia języka i jasności przekazu oraz indywidualności aktora (…) trzeba absolutnie odciąć źródło zasilania dla brzydoty głupstwa i profanacji (…) ministerstwo i władze samorządowe nie mogą dłużej zamykać oczu na profanację świętości, kulturowe barbarzyństwo, po którym pozostają tylko ruiny i spalona ziemia”.

Satyra

Newsweek – oryginalny Sawka: Kaczyński mówi do kota.

Do Rzeczy – Krysztopa: jak zwykle dość paskudne rysownictwo. Mogą sobie panowie satyrycy podać dłonie. Byle przez szmatkę bo koronawirus przecie.

Do poczytania

Newsweek – pani posłanka Leszczyna poucza Czarnka, czyli eksperymenty na milusińskich; „Jak lepiono potwora” – o polskim ładzie, że najpierw była reklama a teraz dopiero wszyscy się zastanawiają wraz z panem K. Sadurskim jak to zrobić.

Do Rzeczy – Krzysztof Masłoń (w numerze pisze kilkakrotnie i dobrze) oraz Bohdan Urbankowski (pisarz, poeta, filozof – który popełnił niedocenione wielotomowe dzieło „Z dziejów myśli polskiej”, które powinno być obowiązkową lekturą przynajmniej studentów historii, polonistyki i filozofii). Jest także o najnowszej książce Urbankowskiego „Bal u kata”:

Nad nami noc, goreją gwiazdy,

dławiący, trupi nieba fiolet.

Zostanie po nas złom żelazny

i głuchy, drwiący śmiech pokoleń. 

Strony zaskakujące

Newsweek – o obywatelu Żulczyku (a może… żulik) – umorzony, mimo obrażenia Prezydenta Państwa. I dalej tygodnik brnie cytując pana Ż. – „Mamy prawo a nawet obowiązek reagowania gdy ta władza działa przeciwko naszym interesom – nawet kosztem bon tonu, savoir vivr’u?! Ładnej polszczyzny i dobrego wychowania”. Koresponduje to z zamieszczonym obok tekstem Krzysztofa Materny, cytuję dosłownie: „Co się pan tak patrzy, przecież sram”. Czyżby kontynuacja znanej wypowiedzi Krystyny Jandy?

Do Rzeczy – Pospieszalski „wsłuchuje się w Papieża” i stwierdza: „Niestety Papież od początku dołączył do globalnego chóru. Chóru, który używając potężnych form korupcji, przemocy, propagandy, walczy z pandemią wbrew nauce i medycynie”. Moje zdanie: Muzyk, a najwyraźniej źle słyszy.

Newsweek jest grubszy – 108 stron.

Do Rzeczy cieńszy – tylko 84 strony.

Ale grubsze nie zawsze są ładniejsze. De gustibus non disputandum. O wadze inteligencji, mądrości, zawartości – już nie wspomnę.

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Partaczunie, ojciec Rydzyk was pogodzi

Będzie o TVP i TVN. Ale nie tylko. Rywalizować trzeba na jakość, a nie na wciskanie poglądów. Podział opinii publicznej, podział na my i wy czka echem w mediach. Gdyby słowo mogło razić już wszyscy bylibyśmy martwi.

Dalsza pyskówka obrazkowa nie ma sensu. Żadna ze stron drugiej nie przekona. Tym bardziej że od lat za plecami wystawionych na pierwszą linię biedaczków stoją ci sami, wyeksploatowani bez pomysłów i znudzeni już samym sobą medialni wodzowie. Zawsze tak było. Do boju wysyła się nawet zdolnych. Ale cóż oni zrobią jeśli stoi za nimi z naganem albo coltem polityczny decydent.

Tylko dobra jakość pracy prowadzi do sukcesów. Ludzie nie są głupi. Ważniejsza jest informacja niż komentarz. Wiarygodność się traci jeśli choć raz się skłamie. Chcieć to wcale nie oznacza móc.

Wiadomości dnia słucham u ojca Tadeusza Rydzyka. Tak, tak. Posłuchajcie i Wy ludkowie. Choć raz sprawdźcie o 2000 i o 2345. Jest wszystko to co najważniejsze, ułożone według tejże ważności spraw i wydarzeń. Dobrze napisane – zredagowane, a także z dobrą dykcją czytane. Koniec, kropka.  Tyle i aż tyle.

Można cudować. Decydenci medialni – bo na tych stanowiskach dziennikarze zamieniają się w polityków – zawsze bardzo się starali o przypodobanie władzy i cudowali. Z moherów szydził piłkarzyk z Sopotu. Ale już przestał. W uaktywnione przez ojca dyrektora, oderwane od szydełkowania grupy wstąpił duch. Z kolei grzeczne, z dobrych rodzin dzieciaki fachowo uczone szybko pojęły jak radzić sobie z kamerą, mikrofonem i piórem.  Występują w garniturkach i sukienkach, a nie w piżamach i szmatkach.  Świetnie sobie radzą.

Co jest modlitewne, jest modlitewne. Kto nie chce słuchać nie musi. Ale na przykład swobodnych wypowiedzi, bez przerywania, mądrych ludzi, kulturalnie prowadzonych rozmów długich a nawet bardzo długich, ale za to wyczerpujących temat słuchać warto. Jeśli nie ma czasu, po co w ogóle zaczynać? Mityczna ramówka ma porządkować a nie kneblować. Bo to krzywda i dla zaproszonego i dla słuchacza-widza.  Jeśli chcemy w przyszłym sejmie, senacie mieć ciekawych ludzi dajmy się przedstawić potencjalnym kandydatom.

Jeśli jesteśmy w strachu przed covidem i słuchamy bełkotu z różnych stron oddajmy głos najlepszym specjalistom fachowcom ze świata. Tak jak to planuje w najbliższym czasie toruńskie sympozjum. Kosztowne, ale ważne i się opłaci. O Wy, którzy pieniądzem władacie i ludzkie namiętności w ręku trzymacie – popatrzcie i posłuchajcie zamiast kpić.

Rydzyk może Was pogodzić… partaczunie. Tam szybko uczą zawodowej dziennikarskiej fachowości. Pomogą męczącym się na co dzień pańszczyźnianym szukającym co dobre a co złe. Tym wszystkim co są gdzieś zadyszani i wypruci już zupełnie z pomysłów. Dobry duch jest ważny, ale musi mu towarzyszyć wytrwała praca a nie serwilizm.

Lewacy, agnostycy (cokolwiek by to cwaniactwo znaczyło), prawicowcy, a nawet kochający inaczej mniej kombinujcie co ludzie chcą usłyszeć a więcej ich słuchajcie. Tak Wam dopomóż Bóg, nawet ten Wasz, jaki by nie był.