Gala Dziennikarzy Warmii i Mazur 25 czerwca w Olsztynie

25 czerwca o godzinie 11.00 w sali konferencyjnej Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w Olsztynie (ul. 1 Maja 5) odbędzie się uroczysta Gala Dziennikarzy Warmii i Mazur.

Podczas Gali zostaną wręczone nagrody w konkursach:  XIV edycji Konkursu Dziennikarskiego im. Seweryna Pieniężnego oraz IV Ogólnopolskiego Konkursu na Rysunek Prasowy im. Aleksandra Wołosa.

Walka o wolność mediów w Izmirze – HUBERT BEKRYCHT pisze o dziennikarskim kongresie EFJ

Tytuł to nie ironia – to właśnie w Turcji, w której w więzieniach z powodów politycznych jest obecnie ponad 120 dziennikarzy, odbywa się Zebranie Ogólne Europejskiej Federacji Dziennikarskiej (European Federation of Jouranalists – EFJ). Oprócz przedstawicieli wielu stowarzyszeń i związków zawodowych mediów z prawie wszystkich krajów Starego Kontynentu, do Izmiru przejechali dziennikarze z całej Turcji – zarówno z mediów prorządowych i z tych nielicznych, które sprzeciwiają się obecnej sytuacji politycznej.

Delegaci przyjechali do Izmiru z całej Europy i z Turcji

Od początku obrad dominowały kwestie niezależności dziennikarskiej w Turcji przewijające się w każdym wątku tematycznym kongresu. „Dziennikarstwo to nie zbrodnia” – powtarzali dziennikarze sprzeciwiający się cenzurze i prześladowaniu ich koleżanek i kolegów nad Bosforem.  Przedstawiciele mediów z Turcji ocenili, że prorządowe telewizje, rozgłośnie radiowe, portale i gazety stanowią ponad 90 procent rynku.

Walka o wolne media

Oklaskami przyjęto wystąpienie Ipek Yezdani, tureckiej dziennikarki wyrzuconej w 2019 roku z dziennika Hurriyet. Ipek nie udziela wywiadów, ale od kilku lat jej historia jest jednym z lepiej udokumentowanych przykładów walki o wolność mediów nie tylko w Turcji. Yazdani o zwolnieniu z pracy dowiedziała się 3 lata temu podczas porannego zebrania, gdzie planowano następny numer jej gazety. A dowiedziała się w sposób nietypowy, bo od swojej mamy, która adzwoniła do Ipek i powiedziała jej, że już nie pracuje w Hurriyet…

Sytuacja w tureckich mediach omawiana przez Ipek Yezdani

Dziennikarze przeciwni tureckiemu rządowi mówią, że chcą jedynie prawdy. W mediach kontrolowanych przez państwo dominuje pogląd, że wieści nieprzychylne władzom republikańskim to fake newsy. Yezdani nie wie, jak rozwinie się sytuacja polityczna w jej kraju, ale wiadomo, że nie ustąpi i nadal będzie walczyć o wolność słowa.

Media lokalne

Podczas pierwszego dnia zjazdu EFJ w Izmirze jednym z tematów było oddziaływanie mediów lokalnych w Europie. Ta sytuacja – zdaniem większości uczestników kongresu – nie jest dobra, szczególnie, co podkreślali m.in. Brytyjczycy, w lokalnej prasie i regionalnych portalach internetowych.

EPJ w oficjalnych wystąpieniach wsparła walczącą z rosyjską inwazją Ukrainę, ale na początku zjazdu mało mówiono o tym kraju. Ukraińscy dziennikarze przypominali o tym kraju w panelu o lokalnych mediach opowiadali, jak regionalni dziennikarze pomagają w informowaniu miejscowej ludności o zagrożeniach ze strony barbarzyńców w rosyjskich mundurach. Nie było dużo o konflikcie, który kompletnie zmienił architekturę bezpieczeństwa na świecie i może doprowadzić do III wojny światowej, ale sporo czasu zajęła niektórym obradującym tematyka dotycząca równość płci określanym popularnym terminem – gender.

Mandaty dla EFJ

Podzielono mandaty potrzebne m.in. do głosowania przy wyborach nowych władz EFJ. Najwięcej mają ich kraje tzw. Starej Europy. Polsce przypadło 5 mandatów, w tym 3 przypadły największej polskiej organizacji dziennikarskiej – Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich. Kryteria przyznawania mandatów przez EFJ nie jest są jasne i – jak proponowano – wymaga sprecyzowania w kolejnych dokumentach statutowych. Jednym z takich kryteriów była liczebność organizacji wg. zasady, czym więcej członków, tym więcej mandatów.

Izmir – miejsce obrad EFJ w starym centrum przemysłowym

W opinii wielu delegatów nie jest to system sprawiedliwy, bo faworyzuje organizacje raportujące dużą liczbę członków bez wiarygodnej weryfikacji albo przyznaje mandaty związków i stowarzyszeń dziennikarskich, które są aktywne. Ale tylko na arenie międzynarodowej…

 

Podziękowania i głosowania

Wiadomo, że o kolejną kadencję nie będzie ubiegał się dotychczasowy przewodniczący EFJ Moens Blicher Bjerregard z Danii. Ustępujący lider podziękował za 9 lat współpracy. Pożegnano go owacjami na stojąco.

Przed uczestnikami kongresu w Izmirze wybory nowych władz, do których SDP rekomenduje dziennikarza, reżysera i wiceszefa naszego stowarzyszenia Mariusza Pilisa, który nie mógł przyjechać na turecki zjazd, ponieważ robi teraz film na Ukrainie, w którym znajdą się relacje z kolejnego miesiąca rosyjskiej inwazji, m.in. z okolic Charkowa.

CEZARY KRYSZTOPA: Rozum przed sercem

Wspieram Ukrainę. Wspieram sercem. Jako kraj, który został brutalnie zaatakowany przez prymitywną i krwiożerczą dzicz. Jako kraj krzywdzonych dzieci i krzywdzonych matek. Ale wspieram również rozumem, jako obywatel kraju żyjącego od wieków w złowrogim cieniu Moskwy, świadom tego, że jakby to dramatycznie nie brzmiało, im bardziej Ukraina wykrwawi Rosję, tym więcej będziemy mieli jako Polacy czasu, by przygotować się na to, że możemy być następni.

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że ta wojna na światowej układance zmieni wiele, a na europejskiej jeszcze więcej.

Putin już przegrał

Przegrał ruski mir, który z użyciem grubego szmalcu ze sprzedaży surowców udało mu się zbudować, „wspólną przestrzeń od Władywostoku po Lizbonę”, którą już prawie zbudował wraz z Niemcami z błogosławieństwem Joe Bidena. Wystarczyło poczekać na odpalenie Nord Stream II. Nie poczekał. Przegrał mechanizm „energetycznego imperium”, przegrał wizerunek Rosji jako „niezwyciężonej”, przyszył Rosjanom gęby podobne nazistowskim Niemcom, pociągnął w dół swoich otwartych i cichych sojuszników, a zmobilizował i wzmocnił wrogów. Więc tak, nawet jeśli będzie mógł ogłosić na Ukrainie jakiś ograniczony sukces – przegrał.

A inni zyskali

Paradoksalnie zyskała Ukraina, przed chwilą jeszcze skazywana na zagładę. Zyskała poparcie społeczne na całym, no powiedzmy w sporej części świata. Zyskała poczucie narodowej wspólnoty zintegrowanej rosyjskim zbydlęceniem. Zyskała urealnienie sojuszy. Zyskała nową broń. Tak, oczywiście, wiele, zbyt wiele również straciła.

Zyskało NATO, które nabrało wigoru po tym jak rzeczywistość postawiła przed nim nowe cele. Zyskały Stany Zjednoczone, które zostały wyszarpnięte ze snu idioty, no niezupełnie wprawdzie i nie wiadomo na jak długo, ale warto odnotować. Zyskała Europa środkowo-wschodnia, która nagle stała się centrum świata. Ba, pewną szansę na przebudzenie się ze swojego snu idioty, zyskała nawet Europa zachodnia, tu jednak nie byłbym przesadnym optymistą.

I zyskała Polska, która nagle stała się środkiem ciężkości wielu kluczowych wydarzeń. Katastrofa opartych na współpracy z Rosją planów geopolitycznych Niemiec i Francji i nowa moralna siła jaką promienieje dziś Polska (nie, to nie jest bez znaczenia, to jest narzędzie prowadzenia polityki międzynarodowej) już powoduje stres dotychczasowych hegemonów. To stąd bierze się zaostrzenie i tak już wściekłych ataków. Polska ma być „zagłodzona” zanim zdąży wykorzystać chwilę ich słabości na przykład z wykorzystaniem dźwigni współpracy z Ukrainą, która na dotychczasowych „strategicznych partnerach”, co akurat nas Polaków nie dziwi, srodze się zawiodła.

Zagrożenia

Trzeba jednak pamiętać również o tym, że przed Polską oprócz niewątpliwych potencjałów, stoi dziś tyle samo zagrożeń. Naprawdę poważnych. Pisałem lata temu, że Rosja może się rozpaść i choć ten fakt sam w sobie byłby dla nas korzystny, to okres, w którym znajdzie się w głębokim kryzysie, będzie dla nas bardzo niebezpieczny. Czy się rozpada nie wiem, ale z pewnością wchodzi w okres wielkiego stresu na różnych płaszczyznach. I ten stres, jako że zawsze byliśmy i jesteśmy na linii strzału, jest i będzie również naszym udziałem. Nawet Rosja wykrwawiona nadal będzie dysponowała bronią atomową, którą my nie dysponujemy. Tak, wiem, NATO. I to oczywiście ważne i potrzebne, ale jak szybko potrafią się anulować sojusze, przekonali się niedawno i Kurdowie i proamerykańscy Afgańczycy. Po prostu warto o tym pamiętać.

Na początku felietonu napisałem, że wspieram Ukrainę sercem i rozumem. Ja jestem prywatnym człowiekiem, mnie wolno. Państwo takiego przywileju mieć nie może i powinno się kierować kolejnością zupełnie odwrotną. Najpierw rozumem, potem na wszelki wypadek jeszcze rozumem, a potem ewentualnie sercem (bo wbrew „pragmatykom” tzw. czynnik ludzki ma znaczenie i w polityce). W tym świetle niepokojącym wydaje się uleganie przez polityków społecznemu bezmyślnemu czasem „sercu”, które każe zmieniać język polski, tak jakby Ukraińcom było to do czegoś potrzebne, czy „rozgrzeszać” symbolikę, która ma prawo kojarzyć się Polakom z mordami na Wołyniu. To czasem bezmyślna droga, którą można wybaczyć porwanym emocjami obywatelom, ale w żadnym razie nie można dopuścić, by kierowało się nią państwo (dość wspomnieć niefortunne słowa rzecznika MSZ Łukasza Jasiny o „sługach”).

„Wspólne państwo”

W ostatnich czasach w przestrzeni publicystycznej pojawia się koncepcja „wspólnego państwa” Polski i Ukrainy. Uważam, że absolutnie przedwczesna. A przynajmniej z polskiego punktu widzenia, bo to naturalne, że Ukraińcy szukają wyjścia z trudnej sytuacji, sięgając również po rozwiązania daleko idące. My jednak, stawiając rozum przez sercem i obrazami „odrodzenia I Rzeczpospolitej”, powinniśmy sobie odpowiedzieć nie na pytanie „jak zrealizować nasze marzenia”, ale na pytanie „jak najlepiej zrealizować interes Polaków takim jakim jest dzisiaj”. A dzisiaj przede wszystkim trzeba wybierać ścieżkę, która zapewni Polakom największe bezpieczeństwo, co wcale nie oznacza, że „nasza chata z kraja”. Chciałoby się, ale Polska nie jest Szwajcarią gdzieś za górami, tylko na przecięciu wielu szlaków i jaka większa wojna gdziekolwiek by nie szła, to niestety zwykle przez Polskę. Wystarczy znać historię. Musimy więc być aktywni, musimy budować struktury sojusznicze daleko poza Polską, historia najwyraźniej wkłada nam w ręce okazję do zbudowania takiej struktury wraz z Ukrainą, czy Wielką Brytanią, która szuka swojego miejsca na mapie, ale naszym absolutnym priorytetem musi być interes Polski i Polaków, a nie mniej czy bardziej abstrakcyjne wizje.

Te oczywiście warto mieć, dyskutować o nich, dzięki czemu w przyszłości wobec kolejnych wyzwań nie stajemy nadzy i bezbronni. Wydaje mi się, że na dziś w naszym zasięgu jest budowa alternatywy dla, padającej na kolana pod ciężarem własnej głupoty i egoizmu Niemców, Unii Europejskiej. Przy czym nie musi i chyba nie powinna to być alternatywa wroga i wykluczająca, po prostu mamy obowiązek zagospodarować nadarzające się potencjały choćby dla dobra naszych dzieci. I taki środkowoeuropejski sojusz być może z Wielką Brytanią i „błogosławieństwem” USA, jest już ogromnym wyzwaniem, któremu sprostać będzie bardzo trudno. Tego zadania nie ułatwiają wezwania do budowy „wspólnego państwa”, które mogą zrażać ludzi niepotrzebnym radykalizmem.

A co, kiedy już tę nową sojuszniczą strukturę zbudujemy? A co Bóg da, byle spokojnie i w rytmie refleksji na temat polskiego interesu.

Tomasz Grodzki przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi. Relacja obserwatora CMWP SDP

7 czerwca przed Sądem Rejonowym Warszawa–Wola miała odbyć się kolejna rozprawa karna w procesie, który marszałek Senatu Tomasz Grodzki wytoczył redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie” Tomaszowi Sakiewiczowi.  Ostatecznie jednak sprawa została nagle zdjęta z wokandy. Decyzją  marszałka Grodzkiego proces toczy się w trybie niejawnym. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP, obserwatorem jest red. Anna Maria Szczepaniak. 

7 czerwca miało dojść do kolejnego posiedzenia w procesie, jaki z oskarżenia prywatnego Tomasz Grodzki wytoczył redaktorowi Tomaszowi  Sakiewiczowi z art. 212 kodeksu karnego. Sprawa dotyczy wpisów w mediach społecznościowych naczelnego GP na temat byłego ordynatora Szpitala Szczecin–Zdunowo w zakresie odnoszącym się do podejrzeń o przyjmowanie przez Tomasza Grodzkiego korzyści finansowych. Zarzuty te były i są  formułowane publicznie przez  świadków tych zdarzeń oraz przez prokuraturę, która na ich podstawie sformułowała akt oskarżenia przeciwko marszałkowi Senatu. Tomasz Grodzki nie zgodził się, by była ona prowadzona w trybie jawnym, o co wnioskował red. Tomasz Sakiewicz.

Dzień przed planowaną rozprawą sąd poinformował o odroczeniu terminów posiedzeń planowanych na 7 oraz 14 czerwca.

Przyczyna oraz daty kolejnych rozpraw nie są znane.

Zdaniem Tomasza Sakiewicza: sytuacja jest zupełnie niezrozumiała, bo przecież terminy były ustalane w taki sposób, żeby wszystkim pasowały. Miało dojść do przesłuchania marszałka Grodzkiego i do przesłuchania jednego z ważnych świadków.

Chociaż sąd nie podał powodu odroczenia wczorajszej rozprawy, to jednak zdaniem naczelnego GP odwlekanie w czasie tej sprawy może mieć bezpośredni związek z zatrzymaniem przez CBA lekarzy związanych z Fundacją Pomocy Transplantologii założonej przez Tomasza Grodzkiego. Tuż przed rozprawą dowiedzieliśmy się, że aresztowano dwóch prezesów fundacji, którą zakładał Tomasz Grodzki i pojawił się tam zarzut zorganizowania grupy przestępczej. Ten zarzut może poszerzyć zakres zarzutów wobec samego marszałka. Ja nie wykluczam, że może się pojawić ponowny wniosek o uchylenie immunitetu. Być może Tomasz Grodzki za wszelką cenę teraz próbuje opóźnić nagłośnienie tych spraw. To jest wyjątkowo rujnujące jego wizerunek, ale też wizerunek Platformy Obywatelskiej. Tylko tak potrafię sobie to wytłumaczyć, bo innego uzasadnienia nie znam.

Podobnego zdania jest Tomasz Duklanowski, redaktor naczelny Radia Szczecin, który jako pierwszy podjął i nagłośnił temat tzw. „afery kopertowej” w szczecińskim szpitalu. Marszałkowi Grodzkiemu na pewno zależy, żeby te sprawy związane z jego przeszłością korupcyjną były odwlekane w czasie, bo czas działa na jego korzyść. Dlatego, że świadkowie, którzy mogliby zeznawać w jego sprawie, to często są już osoby w podeszłym wieku. Ponadto część  tych spraw może się przedawnić, bo to są zdarzenia sprzed wielu lat.

Warto wspomnieć, że w związku z prowadzonym śledztwem wobec marszałka Grodzkiego prokuratura przesłuchała już blisko 250 świadków. Część z nich bezpośrednio odciąża Grodzkiego; pozostali mówią o działalności przestępczej, która była prowadzona w szpitalu i przy szpitalu, którego ordynatorem był Tomasz Grodzki.

Wniosek Prokuratury Rejonowej w Szczecinie o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego został przekazany do Senatu RP w marcu ubiegłego roku.  Jak policzyli dziennikarze portalu niezależna.pl, marszałek Senatu już od 444 dni nie poddaje pod głosowanie tego wniosku

CMWP SDP objęło tę sprawę monitoringiem ze względu na  zagrożenie naruszenia praw  red. Tomasz Sakiewicza w zakresie wolności słowa i prasy . Informowaliśmy  o tym w grudniu ub. roku.

Anna Maria Szczepaniak

Informacja Prokuratury na temat skierowania wniosku o pociągnięcie do odpowiedzialności karnej marszałka Senatu TUTAJ.

Więcej informacji na temat tej sprawy TUTAJ.

Umorzenie w sprawie dziennikarki z „Tygodnika Zamojskiego” oskarżonej z art. 212 kk

 

Umorzeniem zakończyła się sprawa, w której oskarżona została z paragrafu 212 Kodeksu Karnego red. Aneta Urbanowicz, dziennikarka Tygodnika Zamojskiego. Zarzuty naruszenia dóbr osobistych oraz opublikowania nieprawdy zarzuciła jej bohaterka artykułu, ówczesna wicedyrektor miejscowej Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa. Proces przeciwko dziennikarce toczył się od niemal 3 lat. CMWP SDP wspierało dziennikarkę w tym procesie, sprawa była objęta monitoringiem CMWP SDP, a jej obserwatorem w imieniu Centrum był red. Andrzej Klimczak. 

Dostarczone sądowi dowody wyraźnie wskazywały, na to, że redaktor  Aneta Urbanowicz dochowała rzetelności przy pisaniu artykułu,  a opisane przez nią pozaprawne działania byłej wicedyrektor, miały miejsce naprawdę. 1 czerwca na kolejnej rozprawie nie pojawiła się oskarżycielka ani jej pełnomocnik.  Sędzia  Hannie Życkiej z Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Zamościu ogłosiła wyrok – umorzenie sprawy.

Oskarżycielce przysługuje prawo do odwołania od decyzji sądu, jeśli w ciągu 7 dni dostarczy dowody ważnych przyczyn, dla których nie mogła uczestniczyć w ostatniej rozprawie. Przypominamy, że Aneta Urbanowicz, dziennikarka Tygodnika Zamojskiego, opisała iż w roku 2017 wicedyrektor ARiMR, będąca jednocześnie właścicielką gospodarstwa rolnego, zawyżała jego powierzchnię we wnioskach składanych do Agencji, co powodowało bezprawne zwiększenie przysługujących  jej dopłat – co wykazała kontrola – w kolejnych latach dyrektor nie wyłączyła siebie z podejmowania decyzji administracyjnych we własnej sprawie. Aneta Urbanowicz w swoim materiale opisała również stosunki pomiędzy byłą dyrektor a podwładnymi, określającymi jej zachowanie jako apodyktyczne. W materiale prasowym pojawiły się też inne informacje dotyczące pozaprawnych działań byłej zastępczyni dyrektora ARiMR w Lublinie. Pracownicy lubelskiej agencji ujawnili m.in, że zastępczyni dyrektora do pracy zabierała swojego psa a jej podwładni w godzinach pracy musieli wyprowadzać go na spacery. Powołani przez obronę świadkowie – urzędnicy pracujący w zamojskiej ARiMR oraz były mąż bohaterki artykułu, potwierdzali, że informacje zawarte w materiale prasowym autorstwa Anety Urbanowicz opisywały wydarzenia, które miały miejsce.

W opinii amicus curiae przesłanej do Sądu , CMWP SDP podkreślało, iż dziennikarka powinna być uniewinniona od stawianych jej zarzutów. Oskarżycielka piastując ważne stanowisko publiczne powinna bowiem liczyć się także z negatywnymi ocenami swojej osoby i działalności. Od osoby pełniącej wysoką funkcję w organie administracji opinia społeczna może oczekiwać jednoznacznej postawy etycznej. Ponadto, skoro pojawiły się wątpliwości dotyczące jej osoby, do zadań dziennikarzy należy wyświetlanie tego rodzaju spraw i przedstawianie opinii publicznej swojego stanowiska. Od takich osób opinia publiczna ma bowiem prawo wymagać znacznie więcej, niż od przeciętnego obywatela. Jeżeli ich postępowanie budzi wątpliwości i nie jest dla społeczności lokalnej transparentne (abstrahując od trafności takich przypuszczeń lub ocen), we własnym interesie powinni dążyć do wyjaśnienia sytuacji. Jeżeli dziennikarz ma trudności z uzyskaniem odpowiedzi na zadawane pytania (co miało miejsce w niniejszej sprawie), błędne jest założenie, że miałby on z tego powodu odstąpić od interwencji prasowej.  Oczekiwanie, by prasa nie poruszała tematów kontrowersyjnych tylko dlatego, że dziennikarz nie może w chwili publikacji przedstawić czytelnikom „twardego” dowodu na jakąś okoliczność, byłoby mylne i kłóciło się z utrwalonymi w Europie standardami wolności słowa.

Wyrok nie jest prawomocny.

Opinia CMWP SDP w tej sprawie jest TUTAJ.

 

Dolnośląski Oddział SDP wybrał władze. Jan Poniatowski został prezesem na drugą kadencję

30 maja dolnośląscy dziennikarze wybrali władze swojego oddziału SDP. Zdecydowane poparcie otrzymał dotychczasowy prezes Jan Poniatowski. Jego konkurentem był Błażej Torański.

Decyzją wyborców dotychczasowy Zarząd powiększono o jednego członka. Od poniedziałku prezesowi Poniatowskiemu pomagać będą: Tomasz Białaszczyk, Stanisław Bogaczewicz, Hanna Fastnacht-Stupnicka i Piotr Gaglik.

Obowiązki Komisji Rewizyjnej powierzono członkom: Wiesławowi Drozdowskiemu, Marii Dunikowskiej, księdzu Andrzejowi Paś.

W Komisji Członkowskiej po raz kolejny zasiadać będzie Maria Woś. Wnioski nowych kandydatów do stowarzyszenia także będą oceniać : Lidia Nestoruk i  Krzysztof Kunert.

Wybory pierwotnie miały odbyć się 17 marca br.  Komisja Rewizyjna wnioskowała o dodatkowy czas na przeprowadzenie szczegółowej kontroli. Ostatecznie po 74 dniach badań Rafał Bubnicki jako przedstawiciel komisji wnioskował o nieudzielenie absolutorium ustępującym władzom. Delegaci byli innego zdania. To była bardzo wolna elekcja. Prezes, Zarząd i Komisje Oddziału Dolnośląskiego otrzymały mandat zaufania na kolejną kadencję.

Tomasz Białaszczyk

Pożegnaliśmy Marynę Miklaszewską, dziennikarkę, pisarkę, opozycjonistkę  

Rodzina, przyjaciele, dziennikarze, przedstawiciele rządu pożegnali w czwartek, 26 maja Marynę Miklaszewską „znakomitą dziennikarkę, pisarkę, zaangażowaną społeczniczkę i działaczkę opozycji niepodległościowej” – jak powiedział o zmarłej wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński.   

Uroczystości pogrzebowe rozpoczęła Msza św. w kościele pw. Niepokalanego Poczęcia NMP na warszawskich Bielanach.

„Z bólem, ale i wielką wdzięcznością wspominamy Marynę – osobę wszechstronnie utalentowaną, czarującą i życzliwą ludziom, której cechą wyróżniającą było oddanie, z jakim służyła Polsce i polskiej kulturze” – mówił wicepremier Gliński.

Minister kultury wspomniał dziennikarską karierę Miklaszewskiej, która była związana z Polskim Radiem, najpierw z redakcją literacką Programu 3., potem z Programem 1.

„Jeszcze niedawno mogliśmy usłyszeć Ją w Polskim Radiu 24, gdzie wraz z Magdaleną Mertą w audycji >Polki< opowiadała o najważniejszych kobietach w historii naszej ojczyzny” – przypomniał wicepremier.

Dodał, że „ważnym elementem radiowej biografii jest jednak początek lat 80., kiedy była redaktorką Radia >Solidarność< Regionu Mazowsze”. Zauważył, że Miklaszewska aktywnie działała również w drugim obiegu wydawniczym, powielając niezależne czasopisma.

„Powiedziała kiedyś o sobie, że jest >bohaterką drugiego planu<, ale nie powinniśmy myśleć o Niej jako o osobie w tle – raczej jako o kimś, kto z wielką energią i wytrwałością buduje scenę dla działań aktorów planu pierwszego – powiedział Piotr Gliński.

Wicepremier wspomniał również o twórczości literackiej Maryny Miklaszewskiej, wydanej w drugim obiegu książce „Mikołajek w szkole PRL” i późniejszych pozycjach „Wojtek z Armii Andersa” czy „Hipster”.

„Jej najgłośniejszym dziełem pozostaje jednak libretto (a także współautorstwo tekstów piosenek), musicalu >Metro<, którego była współautorką właśnie wraz z siostrą Agatą, a który okazał się niezwykle udanym spektaklem, docenionym na świecie – z nominacją do Nagrody Tony – oraz w Polsce, gdzie nadal jest wystawiany, a kolejne pokolenia fanów na pamięć znają teksty Maryny i Agaty Miklaszewskich” – zauważył szef resortu kultury.

Nawiązał również do działalności społecznej zmarłej, w Prymasowskim Komitecie Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom, czy ostatnio w Kongresie Polska Wielki Projekt.

„Polska nigdy nie zapomni tej wspaniałej patriotki, artystki i działaczki, która zawsze śmiało podejmowała ważne dla Niej tematy zarówno w swojej twórczości, jak i w działalności społecznej” – mówił Piotr Gliński.

„Swoją postawą trwale wpisała się w historię polskiej kultury, a Jej odejście pozostaje bolesną i niepowetowaną stratą. Bez Maryny Miklaszewskiej będzie nam trudniej, bo będziemy musieli jakoś uzupełnić – przynajmniej trzy – ważne wymiary Jej obecności. Jej odwagę, Jej miłość do Polski, która była chyba główną, a jednocześnie na wskroś naturalną motywacją Jej działań i zaangażowania. Wreszcie – Jej wielką osobistą kulturę – niestety już unikalną w obecnych czasach, a jednocześnie tak cenną i potrzebną” – stwierdził wicepremier.

Maryna Miklaszewska zmarła 11 maja w wieku 75 lat (pisaliśmy o tym TUTAJ), była członkinią Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Została pochowana na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

opr. jka, źródła: pap.pl, Twitter/MKiDN

 

Nikt nie może złamać naszej jedności. PAWEŁ BOBOŁOWICZ o wystąpieniu prezydenta RP Andrzeja Dudy w RN Ukrainy

Zawsze wiedzieliśmy, że umiemy się jednoczyć w momentach zagrożenia. Wtedy jednoczymy się wewnątrz kraju, ale w takich momentach potrafiliśmy się też jednoczyć z Ukraińcami, a wspólny wróg łączy najmocniej…

Dziś jesteśmy świadkami procesu, o którym od dawna marzyli nieliczni, a dziś głośno mówią o tym też najważniejsi. Ci nieliczni rozumieli, że od tego zależy nasze bezpieczeństwo i przyszłość, ci najważniejsi często o tym zapominali patrząc na bieżące poparcie polityczne wewnątrz kraju. Jednak spoglądanie w stronę marginalnych środowisk narodowych, zżeranych własną ksenofobią i często karmionych z zewnątrz, wczoraj bezpowrotnie się skończyło.

Niedzielne wystąpienie w Radzie Najwyższej Ukrainy prezydenta RP Andrzeja Dudy zamyka niekończące się wzajemne pretensje i oskarżenia o kwestie historyczne. „Wiemy że napięcia w relacjach polsko-ukraińskich służą tylko obcym interesom, a nam, Polakom i Ukraińcom szkodzą” powiedział prezydent RP na forum ukraińskiego parlamentu wywołując kolejny raz burzę oklasków. Prezydent przypomniał też słowa św. Jana Pawła II wygłoszone w czasie pielgrzymki na Ukrainę w 2001 roku o tym, by wyżej stawiać to co jednoczy, niż to co dzieli w naszych relacjach opartych o braterską współpracę i autentyczną solidarność. Dwadzieścia jeden lat trzeba było czekać, żeby te słowa przeistoczyły się w polityczną deklarację łączącą nasze narody. Dziś to się dzieje. Bo jak mówił wczoraj Andrzej Duda, nie wolno nam tej szansy zmarnować i będziemy dobrymi sąsiadami już na zawsze.

Oczywiście dziś jedność jest nam potrzebna przede wszystkim w obliczu zagrożenia, ale gdy ono minie (choć mała szansa, by minęło na zawsze), jest niezbędna dla rozwoju, dla tworzenia nowej przyszłości, bez ciągłego oglądania się z trwogą na imperialnych graczy.

Od początku rosyjskiej inwazji 24 lutego br. Polacy pokazują, że rodziny ukraińskich obrońców, że ukraińskie kobiety i dzieci w naszym kraju mogą znaleźć bezpieczny azyl i nie są traktowane jak uchodźcy, lecz są naszymi gośćmi. I tak są traktowani także w polityce naszego państwa. Gdy takie słowa wczoraj padły z ust prezydenta Andrzeja Dudy, ukraińscy parlamentarzyści ze łzami w oczach, na stojąco bili brawa. Tak samo reagowali na słowa o ukraińskiej przyszłości: „nic o Tobie, bez Ciebie”, czy też na prezydencką deklarację: „osobiście nie spocznę, dopóki Ukraina nie stanie się członkiem UE w pełnym tego słowa znaczeniu” i na stwierdzenie „Polska nigdy Ukrainy nie zostawi samej”.

W tych niedzielnych deklaracjach splatają się drogi polskich twórców szkoły ukraińskiego romantyzmu, polityczny duch Powstania Styczniowego, idea i czyn Piłsudskiego, Józewskiego, Giedroycia, marzenia Vincenza, Łobodowskiego i wszystkich tych, którzy rozumieli znaczenie polsko-ukraińskich relacji, a jednocześnie zagrożenia płynące z realizacji polityki jednego i drugiego nacjonalizmu okraszonego moskiewskimi wpływami.

„Wolny świat ma dziś twarz Ukrainy” – mówił prezydent Duda i dziękował ukraińskim obrońcom Kijowa, Charkowa i Mariupola, przypominając, że to Ukraińcy dziś bronią „Europy przed najazdem barbarzyństwa i nowego rosyjskiego imperializmu”. Dumnie brzmiały słowa prezydenta, że my, jako państwo, mamy w tej obronie olbrzymi wkład dzięki przekazaniu potężnej (drugiej po USA) pomocy zbrojeniowej. Obiecując wsparcie Zachodu, zwrócił uwagę na coś, co wydaje się tak oczywiste: koszty odbudowy Ukrainy musi przede wszystkim ponieść Rosja, podobnie jak musi odpowiedzieć za popełnione zbrodnie.

Nasz prezydent odwiedził kolejny raz Ukrainę w czasie wojny. W Kijowie wcześniej był premier Mateusz Morawiecki i wielu polskich ministrów. W tym samym czasie nie ustały nawet na chwilę rosyjskie ataki na naszego sąsiada. Polscy przywódcy jednak konsekwentnie swoją postawą manifestują, że przed Rosją się nie ugniemy, nawet w obliczu bezpośredniego niebezpieczeństwa, czy „moskiewskich pogróżek”.

Ten wyjątkowy moment w naszych relacjach widzą też Ukraińcy. Wreszcie na Cmentarzu Orląt Lwowskich odsłonięto posągi lwów, a w dniu wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Kijowie prezydent Wołodymyr Zełenski anonsował ustawę o szczególnym statusie Polaków na Ukrainie.

Daj Boże, byśmy tej szansy nie zmarnowali.

Paweł Bobołowicz, źródło: https://kurierlubelski.pl

 

CEZARY KRYSZTOPA: Zaginieni putinożercy

Pamiętacie niedawne przecież słowa Bartłomieja Sienkiewicza, byłego ministra rządu Donalda Tuska, swego czasu rosyjskiego „człowieka w Warszawie”, o Marine Le Pen? – Ruska dziwka w Paryżu. Albo słowa innego byłego ministra rządu Tuska, który sam zresztą swego czasu widział Rosję w NATO – płatna agentka Putina. Tuż przed wyborami we Francji panowie byli tak bardzo radykalni w ocenach.

Nie chodzi mi tu bynajmniej o udawanie, że Marine Le Pen nie jest prorosyjska. Jest. Tak jak cała francuska klasa polityczna i zdecydowana większość Francji na przestrzeni wieków. I sprawa tzw. „moskiewskiej pożyczki”, również na niej ciąży. Ale to nie za prezydentury Marine Le Pen Francja sprzedawała broń Moskwie. To nie Marine Le Pen odgrywa żenujący spektakl telefonów do kremlowskiego satrapy.

Putintern

Daleki jestem od stwierdzenia, że Rosja przegrywa wojnę na Ukrainie, ale bez wątpienia niemożność realizacji imperialnych planów, jak również ewidentne pogorszenie geopolitycznej i gospodarczej sytuacji Rosji w wyniku zaciekłej obrony Ukraińców i jej konsekwencji, są już jej porażkami. A jeśli dodać do tego niewystarczające postępy ofensywy na wschodzie i południu Ukrainy, a wręcz ukraińską kontrofensywę, nic dziwnego, że w ocenie eksperta Tysol.pl ds. wschodnich, którego zdanie nadzwyczaj sobie cenię, Grzegorza Kuczyńskiego, czas nie gra na korzyść Rosji i być może to Rosja coraz bardziej, potrzebuje dziś zawieszenia broni.

No, ale Rosji z taką inicjatywą wyjść nie wypada, Rosja ma być o to zawieszenie proszona. I tutaj pojawia się wsparcie czegoś, co Kuczyński nazywa „Putinternem”. A to Emmanuel Macron załamie ręce nad tym, że „nie wolno Rosji upokarzać”, a to Olaf Scholz w gorliwym telefonie do Władimira Putina poruszy kwestię „konieczności jak najszybszego zawieszenia broni”. Oczywiście obaj kierują „motywacjami humanitarnymi”, przecież nikt w to nie wątpi, nawet kiedy Wołodymyr Zełenski ujawnia żądania Francji, która naciska na Ukrainę, żeby ta uległa rosyjskim żądaniom, żeby „Putin mógł zachować twarz”.

Co się stało z Macronem i putinożercami?

I tu rodzi mi się w głowie pytanie: Co się stało temu obrońcy atlantyckich wartości Emmanuelowi Macronowi? Jak to się stało, że z „opozycji wobec proputinowskiej Le Pen” przeszedł na pozycję putinowskiego konsjerża? A może zawsze taki był? W końcu przed wyborami miał dzwonić do Putina tak często, że temu nie zawsze chciało się odbierać.

Kto ma rozum, wie, że to pytania retoryczne. Znacznie ciekawsza jest odpowiedź na pytanie co się stało z naszymi putinożercami? Gdzie się podziali Sienkiewicz, Sikorski i inni? W końcu wygłaszając tuż przed wyborami we Francji swoje płomienne opinie, nawet jeśli „nieco” mylili się co do Macrona, to na pewno kierowali się w swoich brawurowych sądach twardymi zasadami i obiektywnym systemem atlantyckich wartości.

To gdzie się dziś podziewają? Gdzie ich jakże istotny w przestrzeni publicznej głos? Nie widzą „pułapki”, o której pisze Kuczyński, którą mają zastawiać na Ukrainę „liderzy zachodniej Europy”? Zasady im się zepsuły? A może pojechali na urlop, albo są na L4?

Ktoś coś słyszał? Może trzeba zadzwonić po pomoc?