CEZARY KRYSZTOPA: Rozum przed sercem

Wspieram Ukrainę. Wspieram sercem. Jako kraj, który został brutalnie zaatakowany przez prymitywną i krwiożerczą dzicz. Jako kraj krzywdzonych dzieci i krzywdzonych matek. Ale wspieram również rozumem, jako obywatel kraju żyjącego od wieków w złowrogim cieniu Moskwy, świadom tego, że jakby to dramatycznie nie brzmiało, im bardziej Ukraina wykrwawi Rosję, tym więcej będziemy mieli jako Polacy czasu, by przygotować się na to, że możemy być następni.

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że ta wojna na światowej układance zmieni wiele, a na europejskiej jeszcze więcej.

Putin już przegrał

Przegrał ruski mir, który z użyciem grubego szmalcu ze sprzedaży surowców udało mu się zbudować, „wspólną przestrzeń od Władywostoku po Lizbonę”, którą już prawie zbudował wraz z Niemcami z błogosławieństwem Joe Bidena. Wystarczyło poczekać na odpalenie Nord Stream II. Nie poczekał. Przegrał mechanizm „energetycznego imperium”, przegrał wizerunek Rosji jako „niezwyciężonej”, przyszył Rosjanom gęby podobne nazistowskim Niemcom, pociągnął w dół swoich otwartych i cichych sojuszników, a zmobilizował i wzmocnił wrogów. Więc tak, nawet jeśli będzie mógł ogłosić na Ukrainie jakiś ograniczony sukces – przegrał.

A inni zyskali

Paradoksalnie zyskała Ukraina, przed chwilą jeszcze skazywana na zagładę. Zyskała poparcie społeczne na całym, no powiedzmy w sporej części świata. Zyskała poczucie narodowej wspólnoty zintegrowanej rosyjskim zbydlęceniem. Zyskała urealnienie sojuszy. Zyskała nową broń. Tak, oczywiście, wiele, zbyt wiele również straciła.

Zyskało NATO, które nabrało wigoru po tym jak rzeczywistość postawiła przed nim nowe cele. Zyskały Stany Zjednoczone, które zostały wyszarpnięte ze snu idioty, no niezupełnie wprawdzie i nie wiadomo na jak długo, ale warto odnotować. Zyskała Europa środkowo-wschodnia, która nagle stała się centrum świata. Ba, pewną szansę na przebudzenie się ze swojego snu idioty, zyskała nawet Europa zachodnia, tu jednak nie byłbym przesadnym optymistą.

I zyskała Polska, która nagle stała się środkiem ciężkości wielu kluczowych wydarzeń. Katastrofa opartych na współpracy z Rosją planów geopolitycznych Niemiec i Francji i nowa moralna siła jaką promienieje dziś Polska (nie, to nie jest bez znaczenia, to jest narzędzie prowadzenia polityki międzynarodowej) już powoduje stres dotychczasowych hegemonów. To stąd bierze się zaostrzenie i tak już wściekłych ataków. Polska ma być „zagłodzona” zanim zdąży wykorzystać chwilę ich słabości na przykład z wykorzystaniem dźwigni współpracy z Ukrainą, która na dotychczasowych „strategicznych partnerach”, co akurat nas Polaków nie dziwi, srodze się zawiodła.

Zagrożenia

Trzeba jednak pamiętać również o tym, że przed Polską oprócz niewątpliwych potencjałów, stoi dziś tyle samo zagrożeń. Naprawdę poważnych. Pisałem lata temu, że Rosja może się rozpaść i choć ten fakt sam w sobie byłby dla nas korzystny, to okres, w którym znajdzie się w głębokim kryzysie, będzie dla nas bardzo niebezpieczny. Czy się rozpada nie wiem, ale z pewnością wchodzi w okres wielkiego stresu na różnych płaszczyznach. I ten stres, jako że zawsze byliśmy i jesteśmy na linii strzału, jest i będzie również naszym udziałem. Nawet Rosja wykrwawiona nadal będzie dysponowała bronią atomową, którą my nie dysponujemy. Tak, wiem, NATO. I to oczywiście ważne i potrzebne, ale jak szybko potrafią się anulować sojusze, przekonali się niedawno i Kurdowie i proamerykańscy Afgańczycy. Po prostu warto o tym pamiętać.

Na początku felietonu napisałem, że wspieram Ukrainę sercem i rozumem. Ja jestem prywatnym człowiekiem, mnie wolno. Państwo takiego przywileju mieć nie może i powinno się kierować kolejnością zupełnie odwrotną. Najpierw rozumem, potem na wszelki wypadek jeszcze rozumem, a potem ewentualnie sercem (bo wbrew „pragmatykom” tzw. czynnik ludzki ma znaczenie i w polityce). W tym świetle niepokojącym wydaje się uleganie przez polityków społecznemu bezmyślnemu czasem „sercu”, które każe zmieniać język polski, tak jakby Ukraińcom było to do czegoś potrzebne, czy „rozgrzeszać” symbolikę, która ma prawo kojarzyć się Polakom z mordami na Wołyniu. To czasem bezmyślna droga, którą można wybaczyć porwanym emocjami obywatelom, ale w żadnym razie nie można dopuścić, by kierowało się nią państwo (dość wspomnieć niefortunne słowa rzecznika MSZ Łukasza Jasiny o „sługach”).

„Wspólne państwo”

W ostatnich czasach w przestrzeni publicystycznej pojawia się koncepcja „wspólnego państwa” Polski i Ukrainy. Uważam, że absolutnie przedwczesna. A przynajmniej z polskiego punktu widzenia, bo to naturalne, że Ukraińcy szukają wyjścia z trudnej sytuacji, sięgając również po rozwiązania daleko idące. My jednak, stawiając rozum przez sercem i obrazami „odrodzenia I Rzeczpospolitej”, powinniśmy sobie odpowiedzieć nie na pytanie „jak zrealizować nasze marzenia”, ale na pytanie „jak najlepiej zrealizować interes Polaków takim jakim jest dzisiaj”. A dzisiaj przede wszystkim trzeba wybierać ścieżkę, która zapewni Polakom największe bezpieczeństwo, co wcale nie oznacza, że „nasza chata z kraja”. Chciałoby się, ale Polska nie jest Szwajcarią gdzieś za górami, tylko na przecięciu wielu szlaków i jaka większa wojna gdziekolwiek by nie szła, to niestety zwykle przez Polskę. Wystarczy znać historię. Musimy więc być aktywni, musimy budować struktury sojusznicze daleko poza Polską, historia najwyraźniej wkłada nam w ręce okazję do zbudowania takiej struktury wraz z Ukrainą, czy Wielką Brytanią, która szuka swojego miejsca na mapie, ale naszym absolutnym priorytetem musi być interes Polski i Polaków, a nie mniej czy bardziej abstrakcyjne wizje.

Te oczywiście warto mieć, dyskutować o nich, dzięki czemu w przyszłości wobec kolejnych wyzwań nie stajemy nadzy i bezbronni. Wydaje mi się, że na dziś w naszym zasięgu jest budowa alternatywy dla, padającej na kolana pod ciężarem własnej głupoty i egoizmu Niemców, Unii Europejskiej. Przy czym nie musi i chyba nie powinna to być alternatywa wroga i wykluczająca, po prostu mamy obowiązek zagospodarować nadarzające się potencjały choćby dla dobra naszych dzieci. I taki środkowoeuropejski sojusz być może z Wielką Brytanią i „błogosławieństwem” USA, jest już ogromnym wyzwaniem, któremu sprostać będzie bardzo trudno. Tego zadania nie ułatwiają wezwania do budowy „wspólnego państwa”, które mogą zrażać ludzi niepotrzebnym radykalizmem.

A co, kiedy już tę nową sojuszniczą strukturę zbudujemy? A co Bóg da, byle spokojnie i w rytmie refleksji na temat polskiego interesu.

Tomasz Grodzki przeciwko red. Tomaszowi Sakiewiczowi. Relacja obserwatora CMWP SDP

7 czerwca przed Sądem Rejonowym Warszawa–Wola miała odbyć się kolejna rozprawa karna w procesie, który marszałek Senatu Tomasz Grodzki wytoczył redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie” Tomaszowi Sakiewiczowi.  Ostatecznie jednak sprawa została nagle zdjęta z wokandy. Decyzją  marszałka Grodzkiego proces toczy się w trybie niejawnym. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP, obserwatorem jest red. Anna Maria Szczepaniak. 

7 czerwca miało dojść do kolejnego posiedzenia w procesie, jaki z oskarżenia prywatnego Tomasz Grodzki wytoczył redaktorowi Tomaszowi  Sakiewiczowi z art. 212 kodeksu karnego. Sprawa dotyczy wpisów w mediach społecznościowych naczelnego GP na temat byłego ordynatora Szpitala Szczecin–Zdunowo w zakresie odnoszącym się do podejrzeń o przyjmowanie przez Tomasza Grodzkiego korzyści finansowych. Zarzuty te były i są  formułowane publicznie przez  świadków tych zdarzeń oraz przez prokuraturę, która na ich podstawie sformułowała akt oskarżenia przeciwko marszałkowi Senatu. Tomasz Grodzki nie zgodził się, by była ona prowadzona w trybie jawnym, o co wnioskował red. Tomasz Sakiewicz.

Dzień przed planowaną rozprawą sąd poinformował o odroczeniu terminów posiedzeń planowanych na 7 oraz 14 czerwca.

Przyczyna oraz daty kolejnych rozpraw nie są znane.

Zdaniem Tomasza Sakiewicza: sytuacja jest zupełnie niezrozumiała, bo przecież terminy były ustalane w taki sposób, żeby wszystkim pasowały. Miało dojść do przesłuchania marszałka Grodzkiego i do przesłuchania jednego z ważnych świadków.

Chociaż sąd nie podał powodu odroczenia wczorajszej rozprawy, to jednak zdaniem naczelnego GP odwlekanie w czasie tej sprawy może mieć bezpośredni związek z zatrzymaniem przez CBA lekarzy związanych z Fundacją Pomocy Transplantologii założonej przez Tomasza Grodzkiego. Tuż przed rozprawą dowiedzieliśmy się, że aresztowano dwóch prezesów fundacji, którą zakładał Tomasz Grodzki i pojawił się tam zarzut zorganizowania grupy przestępczej. Ten zarzut może poszerzyć zakres zarzutów wobec samego marszałka. Ja nie wykluczam, że może się pojawić ponowny wniosek o uchylenie immunitetu. Być może Tomasz Grodzki za wszelką cenę teraz próbuje opóźnić nagłośnienie tych spraw. To jest wyjątkowo rujnujące jego wizerunek, ale też wizerunek Platformy Obywatelskiej. Tylko tak potrafię sobie to wytłumaczyć, bo innego uzasadnienia nie znam.

Podobnego zdania jest Tomasz Duklanowski, redaktor naczelny Radia Szczecin, który jako pierwszy podjął i nagłośnił temat tzw. „afery kopertowej” w szczecińskim szpitalu. Marszałkowi Grodzkiemu na pewno zależy, żeby te sprawy związane z jego przeszłością korupcyjną były odwlekane w czasie, bo czas działa na jego korzyść. Dlatego, że świadkowie, którzy mogliby zeznawać w jego sprawie, to często są już osoby w podeszłym wieku. Ponadto część  tych spraw może się przedawnić, bo to są zdarzenia sprzed wielu lat.

Warto wspomnieć, że w związku z prowadzonym śledztwem wobec marszałka Grodzkiego prokuratura przesłuchała już blisko 250 świadków. Część z nich bezpośrednio odciąża Grodzkiego; pozostali mówią o działalności przestępczej, która była prowadzona w szpitalu i przy szpitalu, którego ordynatorem był Tomasz Grodzki.

Wniosek Prokuratury Rejonowej w Szczecinie o wyrażenie zgody na pociągnięcie do odpowiedzialności karnej marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego został przekazany do Senatu RP w marcu ubiegłego roku.  Jak policzyli dziennikarze portalu niezależna.pl, marszałek Senatu już od 444 dni nie poddaje pod głosowanie tego wniosku

CMWP SDP objęło tę sprawę monitoringiem ze względu na  zagrożenie naruszenia praw  red. Tomasz Sakiewicza w zakresie wolności słowa i prasy . Informowaliśmy  o tym w grudniu ub. roku.

Anna Maria Szczepaniak

Informacja Prokuratury na temat skierowania wniosku o pociągnięcie do odpowiedzialności karnej marszałka Senatu TUTAJ.

Więcej informacji na temat tej sprawy TUTAJ.

Umorzenie w sprawie dziennikarki z „Tygodnika Zamojskiego” oskarżonej z art. 212 kk

 

Umorzeniem zakończyła się sprawa, w której oskarżona została z paragrafu 212 Kodeksu Karnego red. Aneta Urbanowicz, dziennikarka Tygodnika Zamojskiego. Zarzuty naruszenia dóbr osobistych oraz opublikowania nieprawdy zarzuciła jej bohaterka artykułu, ówczesna wicedyrektor miejscowej Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa. Proces przeciwko dziennikarce toczył się od niemal 3 lat. CMWP SDP wspierało dziennikarkę w tym procesie, sprawa była objęta monitoringiem CMWP SDP, a jej obserwatorem w imieniu Centrum był red. Andrzej Klimczak. 

Dostarczone sądowi dowody wyraźnie wskazywały, na to, że redaktor  Aneta Urbanowicz dochowała rzetelności przy pisaniu artykułu,  a opisane przez nią pozaprawne działania byłej wicedyrektor, miały miejsce naprawdę. 1 czerwca na kolejnej rozprawie nie pojawiła się oskarżycielka ani jej pełnomocnik.  Sędzia  Hannie Życkiej z Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Zamościu ogłosiła wyrok – umorzenie sprawy.

Oskarżycielce przysługuje prawo do odwołania od decyzji sądu, jeśli w ciągu 7 dni dostarczy dowody ważnych przyczyn, dla których nie mogła uczestniczyć w ostatniej rozprawie. Przypominamy, że Aneta Urbanowicz, dziennikarka Tygodnika Zamojskiego, opisała iż w roku 2017 wicedyrektor ARiMR, będąca jednocześnie właścicielką gospodarstwa rolnego, zawyżała jego powierzchnię we wnioskach składanych do Agencji, co powodowało bezprawne zwiększenie przysługujących  jej dopłat – co wykazała kontrola – w kolejnych latach dyrektor nie wyłączyła siebie z podejmowania decyzji administracyjnych we własnej sprawie. Aneta Urbanowicz w swoim materiale opisała również stosunki pomiędzy byłą dyrektor a podwładnymi, określającymi jej zachowanie jako apodyktyczne. W materiale prasowym pojawiły się też inne informacje dotyczące pozaprawnych działań byłej zastępczyni dyrektora ARiMR w Lublinie. Pracownicy lubelskiej agencji ujawnili m.in, że zastępczyni dyrektora do pracy zabierała swojego psa a jej podwładni w godzinach pracy musieli wyprowadzać go na spacery. Powołani przez obronę świadkowie – urzędnicy pracujący w zamojskiej ARiMR oraz były mąż bohaterki artykułu, potwierdzali, że informacje zawarte w materiale prasowym autorstwa Anety Urbanowicz opisywały wydarzenia, które miały miejsce.

W opinii amicus curiae przesłanej do Sądu , CMWP SDP podkreślało, iż dziennikarka powinna być uniewinniona od stawianych jej zarzutów. Oskarżycielka piastując ważne stanowisko publiczne powinna bowiem liczyć się także z negatywnymi ocenami swojej osoby i działalności. Od osoby pełniącej wysoką funkcję w organie administracji opinia społeczna może oczekiwać jednoznacznej postawy etycznej. Ponadto, skoro pojawiły się wątpliwości dotyczące jej osoby, do zadań dziennikarzy należy wyświetlanie tego rodzaju spraw i przedstawianie opinii publicznej swojego stanowiska. Od takich osób opinia publiczna ma bowiem prawo wymagać znacznie więcej, niż od przeciętnego obywatela. Jeżeli ich postępowanie budzi wątpliwości i nie jest dla społeczności lokalnej transparentne (abstrahując od trafności takich przypuszczeń lub ocen), we własnym interesie powinni dążyć do wyjaśnienia sytuacji. Jeżeli dziennikarz ma trudności z uzyskaniem odpowiedzi na zadawane pytania (co miało miejsce w niniejszej sprawie), błędne jest założenie, że miałby on z tego powodu odstąpić od interwencji prasowej.  Oczekiwanie, by prasa nie poruszała tematów kontrowersyjnych tylko dlatego, że dziennikarz nie może w chwili publikacji przedstawić czytelnikom „twardego” dowodu na jakąś okoliczność, byłoby mylne i kłóciło się z utrwalonymi w Europie standardami wolności słowa.

Wyrok nie jest prawomocny.

Opinia CMWP SDP w tej sprawie jest TUTAJ.

 

Dolnośląski Oddział SDP wybrał władze. Jan Poniatowski został prezesem na drugą kadencję

30 maja dolnośląscy dziennikarze wybrali władze swojego oddziału SDP. Zdecydowane poparcie otrzymał dotychczasowy prezes Jan Poniatowski. Jego konkurentem był Błażej Torański.

Decyzją wyborców dotychczasowy Zarząd powiększono o jednego członka. Od poniedziałku prezesowi Poniatowskiemu pomagać będą: Tomasz Białaszczyk, Stanisław Bogaczewicz, Hanna Fastnacht-Stupnicka i Piotr Gaglik.

Obowiązki Komisji Rewizyjnej powierzono członkom: Wiesławowi Drozdowskiemu, Marii Dunikowskiej, księdzu Andrzejowi Paś.

W Komisji Członkowskiej po raz kolejny zasiadać będzie Maria Woś. Wnioski nowych kandydatów do stowarzyszenia także będą oceniać : Lidia Nestoruk i  Krzysztof Kunert.

Wybory pierwotnie miały odbyć się 17 marca br.  Komisja Rewizyjna wnioskowała o dodatkowy czas na przeprowadzenie szczegółowej kontroli. Ostatecznie po 74 dniach badań Rafał Bubnicki jako przedstawiciel komisji wnioskował o nieudzielenie absolutorium ustępującym władzom. Delegaci byli innego zdania. To była bardzo wolna elekcja. Prezes, Zarząd i Komisje Oddziału Dolnośląskiego otrzymały mandat zaufania na kolejną kadencję.

Tomasz Białaszczyk

Pożegnaliśmy Marynę Miklaszewską, dziennikarkę, pisarkę, opozycjonistkę  

Rodzina, przyjaciele, dziennikarze, przedstawiciele rządu pożegnali w czwartek, 26 maja Marynę Miklaszewską „znakomitą dziennikarkę, pisarkę, zaangażowaną społeczniczkę i działaczkę opozycji niepodległościowej” – jak powiedział o zmarłej wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński.   

Uroczystości pogrzebowe rozpoczęła Msza św. w kościele pw. Niepokalanego Poczęcia NMP na warszawskich Bielanach.

„Z bólem, ale i wielką wdzięcznością wspominamy Marynę – osobę wszechstronnie utalentowaną, czarującą i życzliwą ludziom, której cechą wyróżniającą było oddanie, z jakim służyła Polsce i polskiej kulturze” – mówił wicepremier Gliński.

Minister kultury wspomniał dziennikarską karierę Miklaszewskiej, która była związana z Polskim Radiem, najpierw z redakcją literacką Programu 3., potem z Programem 1.

„Jeszcze niedawno mogliśmy usłyszeć Ją w Polskim Radiu 24, gdzie wraz z Magdaleną Mertą w audycji >Polki< opowiadała o najważniejszych kobietach w historii naszej ojczyzny” – przypomniał wicepremier.

Dodał, że „ważnym elementem radiowej biografii jest jednak początek lat 80., kiedy była redaktorką Radia >Solidarność< Regionu Mazowsze”. Zauważył, że Miklaszewska aktywnie działała również w drugim obiegu wydawniczym, powielając niezależne czasopisma.

„Powiedziała kiedyś o sobie, że jest >bohaterką drugiego planu<, ale nie powinniśmy myśleć o Niej jako o osobie w tle – raczej jako o kimś, kto z wielką energią i wytrwałością buduje scenę dla działań aktorów planu pierwszego – powiedział Piotr Gliński.

Wicepremier wspomniał również o twórczości literackiej Maryny Miklaszewskiej, wydanej w drugim obiegu książce „Mikołajek w szkole PRL” i późniejszych pozycjach „Wojtek z Armii Andersa” czy „Hipster”.

„Jej najgłośniejszym dziełem pozostaje jednak libretto (a także współautorstwo tekstów piosenek), musicalu >Metro<, którego była współautorką właśnie wraz z siostrą Agatą, a który okazał się niezwykle udanym spektaklem, docenionym na świecie – z nominacją do Nagrody Tony – oraz w Polsce, gdzie nadal jest wystawiany, a kolejne pokolenia fanów na pamięć znają teksty Maryny i Agaty Miklaszewskich” – zauważył szef resortu kultury.

Nawiązał również do działalności społecznej zmarłej, w Prymasowskim Komitecie Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom, czy ostatnio w Kongresie Polska Wielki Projekt.

„Polska nigdy nie zapomni tej wspaniałej patriotki, artystki i działaczki, która zawsze śmiało podejmowała ważne dla Niej tematy zarówno w swojej twórczości, jak i w działalności społecznej” – mówił Piotr Gliński.

„Swoją postawą trwale wpisała się w historię polskiej kultury, a Jej odejście pozostaje bolesną i niepowetowaną stratą. Bez Maryny Miklaszewskiej będzie nam trudniej, bo będziemy musieli jakoś uzupełnić – przynajmniej trzy – ważne wymiary Jej obecności. Jej odwagę, Jej miłość do Polski, która była chyba główną, a jednocześnie na wskroś naturalną motywacją Jej działań i zaangażowania. Wreszcie – Jej wielką osobistą kulturę – niestety już unikalną w obecnych czasach, a jednocześnie tak cenną i potrzebną” – stwierdził wicepremier.

Maryna Miklaszewska zmarła 11 maja w wieku 75 lat (pisaliśmy o tym TUTAJ), była członkinią Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Została pochowana na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

opr. jka, źródła: pap.pl, Twitter/MKiDN

 

Nikt nie może złamać naszej jedności. PAWEŁ BOBOŁOWICZ o wystąpieniu prezydenta RP Andrzeja Dudy w RN Ukrainy

Zawsze wiedzieliśmy, że umiemy się jednoczyć w momentach zagrożenia. Wtedy jednoczymy się wewnątrz kraju, ale w takich momentach potrafiliśmy się też jednoczyć z Ukraińcami, a wspólny wróg łączy najmocniej…

Dziś jesteśmy świadkami procesu, o którym od dawna marzyli nieliczni, a dziś głośno mówią o tym też najważniejsi. Ci nieliczni rozumieli, że od tego zależy nasze bezpieczeństwo i przyszłość, ci najważniejsi często o tym zapominali patrząc na bieżące poparcie polityczne wewnątrz kraju. Jednak spoglądanie w stronę marginalnych środowisk narodowych, zżeranych własną ksenofobią i często karmionych z zewnątrz, wczoraj bezpowrotnie się skończyło.

Niedzielne wystąpienie w Radzie Najwyższej Ukrainy prezydenta RP Andrzeja Dudy zamyka niekończące się wzajemne pretensje i oskarżenia o kwestie historyczne. „Wiemy że napięcia w relacjach polsko-ukraińskich służą tylko obcym interesom, a nam, Polakom i Ukraińcom szkodzą” powiedział prezydent RP na forum ukraińskiego parlamentu wywołując kolejny raz burzę oklasków. Prezydent przypomniał też słowa św. Jana Pawła II wygłoszone w czasie pielgrzymki na Ukrainę w 2001 roku o tym, by wyżej stawiać to co jednoczy, niż to co dzieli w naszych relacjach opartych o braterską współpracę i autentyczną solidarność. Dwadzieścia jeden lat trzeba było czekać, żeby te słowa przeistoczyły się w polityczną deklarację łączącą nasze narody. Dziś to się dzieje. Bo jak mówił wczoraj Andrzej Duda, nie wolno nam tej szansy zmarnować i będziemy dobrymi sąsiadami już na zawsze.

Oczywiście dziś jedność jest nam potrzebna przede wszystkim w obliczu zagrożenia, ale gdy ono minie (choć mała szansa, by minęło na zawsze), jest niezbędna dla rozwoju, dla tworzenia nowej przyszłości, bez ciągłego oglądania się z trwogą na imperialnych graczy.

Od początku rosyjskiej inwazji 24 lutego br. Polacy pokazują, że rodziny ukraińskich obrońców, że ukraińskie kobiety i dzieci w naszym kraju mogą znaleźć bezpieczny azyl i nie są traktowane jak uchodźcy, lecz są naszymi gośćmi. I tak są traktowani także w polityce naszego państwa. Gdy takie słowa wczoraj padły z ust prezydenta Andrzeja Dudy, ukraińscy parlamentarzyści ze łzami w oczach, na stojąco bili brawa. Tak samo reagowali na słowa o ukraińskiej przyszłości: „nic o Tobie, bez Ciebie”, czy też na prezydencką deklarację: „osobiście nie spocznę, dopóki Ukraina nie stanie się członkiem UE w pełnym tego słowa znaczeniu” i na stwierdzenie „Polska nigdy Ukrainy nie zostawi samej”.

W tych niedzielnych deklaracjach splatają się drogi polskich twórców szkoły ukraińskiego romantyzmu, polityczny duch Powstania Styczniowego, idea i czyn Piłsudskiego, Józewskiego, Giedroycia, marzenia Vincenza, Łobodowskiego i wszystkich tych, którzy rozumieli znaczenie polsko-ukraińskich relacji, a jednocześnie zagrożenia płynące z realizacji polityki jednego i drugiego nacjonalizmu okraszonego moskiewskimi wpływami.

„Wolny świat ma dziś twarz Ukrainy” – mówił prezydent Duda i dziękował ukraińskim obrońcom Kijowa, Charkowa i Mariupola, przypominając, że to Ukraińcy dziś bronią „Europy przed najazdem barbarzyństwa i nowego rosyjskiego imperializmu”. Dumnie brzmiały słowa prezydenta, że my, jako państwo, mamy w tej obronie olbrzymi wkład dzięki przekazaniu potężnej (drugiej po USA) pomocy zbrojeniowej. Obiecując wsparcie Zachodu, zwrócił uwagę na coś, co wydaje się tak oczywiste: koszty odbudowy Ukrainy musi przede wszystkim ponieść Rosja, podobnie jak musi odpowiedzieć za popełnione zbrodnie.

Nasz prezydent odwiedził kolejny raz Ukrainę w czasie wojny. W Kijowie wcześniej był premier Mateusz Morawiecki i wielu polskich ministrów. W tym samym czasie nie ustały nawet na chwilę rosyjskie ataki na naszego sąsiada. Polscy przywódcy jednak konsekwentnie swoją postawą manifestują, że przed Rosją się nie ugniemy, nawet w obliczu bezpośredniego niebezpieczeństwa, czy „moskiewskich pogróżek”.

Ten wyjątkowy moment w naszych relacjach widzą też Ukraińcy. Wreszcie na Cmentarzu Orląt Lwowskich odsłonięto posągi lwów, a w dniu wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Kijowie prezydent Wołodymyr Zełenski anonsował ustawę o szczególnym statusie Polaków na Ukrainie.

Daj Boże, byśmy tej szansy nie zmarnowali.

Paweł Bobołowicz, źródło: https://kurierlubelski.pl

 

CEZARY KRYSZTOPA: Zaginieni putinożercy

Pamiętacie niedawne przecież słowa Bartłomieja Sienkiewicza, byłego ministra rządu Donalda Tuska, swego czasu rosyjskiego „człowieka w Warszawie”, o Marine Le Pen? – Ruska dziwka w Paryżu. Albo słowa innego byłego ministra rządu Tuska, który sam zresztą swego czasu widział Rosję w NATO – płatna agentka Putina. Tuż przed wyborami we Francji panowie byli tak bardzo radykalni w ocenach.

Nie chodzi mi tu bynajmniej o udawanie, że Marine Le Pen nie jest prorosyjska. Jest. Tak jak cała francuska klasa polityczna i zdecydowana większość Francji na przestrzeni wieków. I sprawa tzw. „moskiewskiej pożyczki”, również na niej ciąży. Ale to nie za prezydentury Marine Le Pen Francja sprzedawała broń Moskwie. To nie Marine Le Pen odgrywa żenujący spektakl telefonów do kremlowskiego satrapy.

Putintern

Daleki jestem od stwierdzenia, że Rosja przegrywa wojnę na Ukrainie, ale bez wątpienia niemożność realizacji imperialnych planów, jak również ewidentne pogorszenie geopolitycznej i gospodarczej sytuacji Rosji w wyniku zaciekłej obrony Ukraińców i jej konsekwencji, są już jej porażkami. A jeśli dodać do tego niewystarczające postępy ofensywy na wschodzie i południu Ukrainy, a wręcz ukraińską kontrofensywę, nic dziwnego, że w ocenie eksperta Tysol.pl ds. wschodnich, którego zdanie nadzwyczaj sobie cenię, Grzegorza Kuczyńskiego, czas nie gra na korzyść Rosji i być może to Rosja coraz bardziej, potrzebuje dziś zawieszenia broni.

No, ale Rosji z taką inicjatywą wyjść nie wypada, Rosja ma być o to zawieszenie proszona. I tutaj pojawia się wsparcie czegoś, co Kuczyński nazywa „Putinternem”. A to Emmanuel Macron załamie ręce nad tym, że „nie wolno Rosji upokarzać”, a to Olaf Scholz w gorliwym telefonie do Władimira Putina poruszy kwestię „konieczności jak najszybszego zawieszenia broni”. Oczywiście obaj kierują „motywacjami humanitarnymi”, przecież nikt w to nie wątpi, nawet kiedy Wołodymyr Zełenski ujawnia żądania Francji, która naciska na Ukrainę, żeby ta uległa rosyjskim żądaniom, żeby „Putin mógł zachować twarz”.

Co się stało z Macronem i putinożercami?

I tu rodzi mi się w głowie pytanie: Co się stało temu obrońcy atlantyckich wartości Emmanuelowi Macronowi? Jak to się stało, że z „opozycji wobec proputinowskiej Le Pen” przeszedł na pozycję putinowskiego konsjerża? A może zawsze taki był? W końcu przed wyborami miał dzwonić do Putina tak często, że temu nie zawsze chciało się odbierać.

Kto ma rozum, wie, że to pytania retoryczne. Znacznie ciekawsza jest odpowiedź na pytanie co się stało z naszymi putinożercami? Gdzie się podziali Sienkiewicz, Sikorski i inni? W końcu wygłaszając tuż przed wyborami we Francji swoje płomienne opinie, nawet jeśli „nieco” mylili się co do Macrona, to na pewno kierowali się w swoich brawurowych sądach twardymi zasadami i obiektywnym systemem atlantyckich wartości.

To gdzie się dziś podziewają? Gdzie ich jakże istotny w przestrzeni publicznej głos? Nie widzą „pułapki”, o której pisze Kuczyński, którą mają zastawiać na Ukrainę „liderzy zachodniej Europy”? Zasady im się zepsuły? A może pojechali na urlop, albo są na L4?

Ktoś coś słyszał? Może trzeba zadzwonić po pomoc?

Wojna w Ukrainie okiem dziennikarzy. Relacja z sesji CMWP SDP na konferencji Etyka Mediów

Czym relacjonowanie rosyjskiej agresji na Ukrainę różni się od opisywania innych wojen? Jaką osobistą cenę trzeba zapłacić za bycie blisko wstrząsających wydarzeń? Czy rzetelne dziennikarstwo przegrywa z mediami społecznościowymi? Na takie między innymi pytania starali się odpowiedzieć uczestnicy sesji dyskusyjnej „Dylematy wojny. Agresja Rosji na Ukrainę w relacjach dziennikarzy”, która odbyła się w środę, 18 maja pod patronatem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w ramach XVI ogólnopolskiej konferencji naukowej Etyka Mediów w Krakowie.

Jak podkreśliła na wstępie prowadząca panel dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP, wiceprezes SDP, a także wykładowczyni Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu, do udziału w dyskusji zaproszeni zostali praktycy – doświadczeni dziennikarze, reporterzy wojenni. Niektórzy z nich byli świadkami i relacjonowali wiele konfliktów, w różnych zakątkach świata. Celem dyskusji było poznanie spojrzenia na trwającą w Ukrainie wojnę okiem dziennikarza-praktyka.

Wśród panelistów znaleźli się: Paweł Bobołowicz, dziennikarz Radia Wnet, od ponad 20 lat zajmujący się współpracą polsko-ukraińską, korespondent z Kijowa, Jacek Łęski, dziennikarz Telewizji Polskiej, od początku relacjonujący rosyjską agresję na Ukrainę, Marcin Mamoń, autor filmów dokumentalnych z krajów ogarniętych konfliktami, zastępca redaktora naczelnego „Dziennika Polskiego” i „Gazety Krakowskiej” oraz dr hab. Piotr Grochmalski, wieloletni korespondent wojenny, a obecnie analityk i wykładowca Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie. Gościem specjalnym dyskusji był Mykoła Semena, ukraiński dziennikarz, współpracujący w przeszłości m.in. z Radiem Wolna Europa i Radiem Swoboda, po aneksji Krymu przez Rosjan aresztowany i skazany za separatyzm na 2,5 roku więzienia w zwieszeniu, pozbawiony możliwości działalności publicznej i prawa wykonywania zawodu dziennikarza.

Dziennikarz świadkiem zbrodni i okrucieństwa

Uczestnicy sesji podkreślili ogromną rolę jaką mają do wypełnienia dziennikarze relacjonujący wojnę w Ukrainie. Jacek Łęski zauważył, że pierwszą ofiarą wojny zawsze jest prawda, dlatego bardzo ważny jest rzetelny przekaz. – Dziennikarz na miejscu ma kilka źródeł informacji: od armii ukraińskiej, po to co prezentuje Rosja. I jedno i drugie ma funkcje propagandową. Najważniejsze jest to co się dotknie własnymi rękami, co się usłyszy od świadków wydarzeń. Starałam się być jak najbliżej tego drugiego źródła informacji – opowiadał reporter TVP.

– Dziennikarz na takiej wojnie musi starać się odcedzić wersję propagandową od prawdziwej – dodał.

Łęski zauważył, że polscy dziennikarze nie są neutralni w tej wojnie. –  My trzymamy stronę Ukrainy, chcemy aby się im udało, widzimy jak oni cierpią.  Trudno stać na tej barykadzie okrakiem – podkreślił. – Dziennikarz musi jednak zachowywać wstrzemięźliwość, trzymać się realiów, być możliwie najbliżej miejsc wydarzeń.

Zdaniem Pawła Bobołowicza, nie ma czegoś takiego tak obiektywizm dziennikarski, tylko rzetelność. – Perspektywa jest taka, że jeżeli nie powiedzie się Ukrainie, to dalej jesteśmy my, Polska – zauważył.

Marcin Mamoń zwracał uwagę na to co wyróżnia tę wojnę od innych konfliktów, które dokumentował. – Tamte to były wojny między partyzantami a armią rządową, powstańcami a jakąś tyranią. Można powiedzieć, że to były konflikty asymetryczne. Tutaj jedno państwo atakuje drugie – zauważył.

O niespotykanej wcześniej skali tej wojny mówił również Piotr Grochmalski.  – W makroskali to jest największa wojna geopolityczna świata, która decyduje o kształcie nie tylko naszego kontynentu, ale w zasadzie całej sytuacji geopolitycznej świata – mówił.

Podkreślał niezwykła rolę dziennikarzy, którzy relacjonują rosyjską agresję na Ukrainę.

– Każda wojna ma stałe elementy, dziennikarz jest dokumentalistą zbrodni i okrucieństwa, które są tam dokonywane, jest więc wrogiem numer jeden armii, która dokonuje tego typu działania. Jest celem do likwidacji, do zabicia, bo zabity dziennikarz nie będzie mówił, nie będzie świadczył  – zauważył Grochmalski.

Jego zdaniem dziennikarz swoją obecnością zmniejsza liczbę zabitych cywilów, gdyż dokumentacja którą sporządza może być później wykorzystywana w ściganiu sprawców zbrodni.

– Ale ważne jest, aby każdy dziennikarz miał świadomość, że nie będzie dalej tym świadkiem, jeżeli da się zabić.  Imperatywem fundamentalnym dziennikarza, korespondenta jest to, aby się nie dać zabić – powiedział wykładowca Akademii Sztuki Wojennej. Przyznał, że dzisiejsze pole walki sprawia, że praca korespondenta wojennego jest bardzo trudna. Ciągłe narażanie się na niebezpieczeństwo nie pozostaje natomiast bez wpływu na życie dziennikarza. Cenę za to płaci nie tylko on sam, ale też jego najbliżsi, co podkreślili w dalszej części dyskusji uczestnicy sesji.

– Będąc na miejscu można jakoś ogarnąć sytuację, wiedzieć gdzie jest bezpiecznie. Ale wiem, że moi bliscy widzą tylko przekaz medialny, który z gruntu rzeczy jest skondensowany, i martwią się – mówił Jacek Łęski.

– Strach o tym co myślą bliscy powoduje, iż uświadamia się sobie, że nie jest się żołnierzem, że nie zawsze trzeba być na pierwszej linii, nie zawsze trzeba być w okopie, że można być krok dalej – zauważył Paweł Bobołowicz.

Przyznał jednak, że wojna wciąga dziennikarza. – Niektórzy mają problem, aby z tej wojny powrócić, nawet kiedy wracają do swojego miejsca zamieszkania to oni z wojny nie wracają, bo ona cały czas siedzi w głowach, siedzi w sercu, utrudnia normalne życie i funkcjonowanie – stwierdził korespondent Radia Wnet.

Marcin Mamoń przyznał, że w jego przypadku dokumentowanie konfliktów stało się już swego rodzaju nałogiem i jego rodzina musiał nauczyć się z tym żyć.

O nieusuwalnym piętnie, jakie wywiera wojna na życiu dziennikarza mówił Piotr Grochmalski.

– Niektóre rzeczy zostają z tobą do końca życia, nikt nie jest w stanie tego zrozumieć – stwierdził

– Setki osób z moich zdjęć nie żyje, jestem więc w jakimś wymiarze człowiekiem, który jest pamięcią tych ludzi, których już nie ma – dodał.

Mykoła Semena powiedział, że wielu analityków i dziennikarzy w Ukrainie jest zadania iż obecna sytuacja jest III wojną światową. – Rosja prowadzi tę wojnę nie tylko z Ukrainą, ale też ze Stanami Zjednoczonymi, NATO i całym światem – podkreślił.

Zwrócił uwagę, że z Rosji musiało uciec wielu dziennikarzy, którzy próbowali mówić prawdę o tym co się dzieje na Ukrainie

Walczyć o jakość przekazu czy odbiorców?

Na koniec uczestnicy panelu odnieśli się do problemu wykorzystywania wojny przez niektóre osoby, także dziennikarzy, do autopromocji w mediach społecznościowych.

– Nie używam mediów społecznościowych kiedy wyjeżdżam na wojnę. Skupiam się na tym, aby przełożyć to co widzę na mój film – mówił Marcin Mamoń. Jego zdaniem próba promocji siebie przy okazji relacji z wojny świadczy o niedojrzałości niektórych dziennikarzy.

– Jestem fanem mediów społecznościowych, ale od 24 lutego mam problem co tam pisać, nie wiem co mam tam wrzucić. Zdjęcie trupów z Buczy, czy oficera rosyjskiego zabitego gdzieś w lesie? – stwierdził Paweł Bobołowicz.

Przyznał, że dbanie o jakość przekazu może oznaczać utratę jakieś części odbiorców.  – Niedługo wojna będzie relacjonowana już nie tylko na Facebooku, ale także na Tik-Toku – zauważył.

Na zakończenie sesji Jolanta Hajdasz, dziękując organizatorom konferencji za zaproszenie na nią dziennikarzy, zawróciła się z apelem do naukowców, aby uwzględniali głos praktyków, pracujących dziennikarzy.

– Tak szybko zmienia się nam technologia, tak szybko zmienia się nam świat, że tradycyjna refleksja naukowa czasem nie nadąża za tymi zjawiskami, z którymi  my na co dzień stykamy się jako pracujący w mediach. Tylko ta symbioza, współistnienie jednych i drugich, z jednej strony naukowcy, z drugiej praktycy dziennikarze, może przynieść tę jakość, o którą chodzi, czyli prawdziwy opis relacji  jakie dzisiaj zachodzą w całej mediosferze – podkreśliła dyrektor CMWP SDP.

Konferencje Etyka Mediów organizowane są od 2006 roku na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie pod patronatem Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej. Tematem tegorocznej edycji jest „Bezinteresowność w mediach – interesowne media”.

jka

Zapis wideo konferencji TUTAJ (sesja CMWP SDP zaczyna się od 2:33 transmisji).

 

 

Spotkanie Klubu „AKAPIT” 24 maja o Tytusie Chałubińskim

Klub SDP,,AKAPIT”  zaprasza we wtorek  24 maja  na pierwsze po ,,covidowej” przerwie spotkanie zatytułowane: „Portret polskiego inteligenta…”.

Tytusie Chałubińskim  rozmawiać będą nasi Goście, potomkowie słynnego lekarza:  dr  Barbara IzdebskaAndrzej Skowron oraz nasza koleżanka Barbara Petrozolin-Skowrońska,  autorka książki biograficznej  o Tytusie Chałubińskim.  Zaprezentowana też Zostanie publikacja Muzeum Tatrzańskiego  ,,Przyczynki do biografii Tytusa Chałubińskiego” (Zakopane 2019).

Spotykamy się na Foksal 3/5. I piętro, o  godz. 17.

Przewodnicząca Klubu  Anna Malinowska-Wegner

Dylematy wojny. Agresja Rosji na Ukrainę w relacjach dziennikarzy. Sesja CMWP SDP na konferencji Etyka Mediów w Krakowie

Paweł Bobołowicz z Radia Wnet, Jacek Łęski z TVP, Marcin Mamoń z Dziennika Polskiego i Gazety Krakowskiej i dr hab. Piotr Grochmalski z Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie  będą uczestnikami sesji dyskusyjnej na XVI ogólnopolskiej konferencji naukowej Etyka Mediów w Krakowie. Gościem specjalnym sesji będzie dziennikarz z Ukrainy, wieloletni obserwator życia politycznego i społecznego Ukrainy. Sesja organizowana  jest pod patronatem Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, dyskusję poprowadzi dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP, prof. Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu. 

Dyskusja o wojnie na Ukrainie widzianej oczami dziennikarzy – korespondentów wojennych rozpoczyna się o 11.45 ,  można ją będzie śledzić na kanale telewizyjnym organizatora konferencji – Papieskiego Uniwersytetu JPII (TUTAJ).  Konferencja  rozpoczyna się w środę, 18 maja br. i potrwa do 19 maja.

Konferencje Etyka Mediów organizowane są od 2006 roku na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie pod patronatem Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej.  Tytuł  – motyw przewodni tegorocznej konferencji brzmi  Bezinteresowność w mediach – interesowne media .  Organizatorzy podkreślają, że współczesne media posiadają ogromny potencjał oddziaływania na ludzi w wymiarze indywidualnym i społecznym. Skala i jakość tego oddziaływania zależy od przekazywanych przez nie wartości oraz od jakości i wartości samych mediów. Dlatego postrzeganie mediów i całej przestrzeni komunikacji społecznej przez pryzmat wartości jest nie tylko naukowo badawczą powinnością, ale stanowi konieczność dla naprawy i poprawy jakości współczesnej mediosfery, szczególnie po to, by media nie przyczyniały się do hamowania rozwoju społeczności i szkodzenia integralnemu dobru człowieka. Jedną z ważnych wartości w mediach jest bezinteresowność. Szkoda, że ta wartość w przestrzeni mediów i komunikacji społecznej bywa coraz częściej ironizowana, marginalizowana czy wręcz z niej eliminowana. Brak poważnego traktowania bezinteresowności pozbawia świat mediów najbardziej ludzkiego wymiaru. Bezinteresowność bowiem odsłania w mediach coraz częściej zapoznawane postawy i działania, takie jak: wzajemne obdarowanie, szlachetne intencje i motywacje przekazu, powołanie i misję dziennikarską, priorytet dobra odbiorcy, nieinteresowną afirmację osób obecnych w mediosferze. Bez uwzględnienia człowieka zdolnego do bezinteresowności nie można w ogóle mówić o ludzkim charakterze procesów komunikacji społecznej. Współczesna komunikacja medialna funkcjonuje w różnego typu uwarunkowaniach społeczno-ekonomicznych, w których elementy komercji i ideologii stają się coraz bardziej jednym z głównych wyznaczników jej charakteru i jakości, czyniąc z mediów narzędzia interesownych: komercyjnych, politycznych i ideologicznych działań. Badawcza konfrontacja analiz bezinteresowności jako koniecznej wartości w mediach z analizą tendencji interesownych działań medialnych wydaje się być interesującą badawczo i poznawczo powinnością

Szczegółowy program konferencji jest TUTAJ.

Notki biograficzne uczestników dyskusji organizowanej przez CMWP SDP :

Paweł Bobołowicz TUTAJ.

Jacek Łęski TUTAJ.

Piotr Grochmalski TUTAJ.

Marcin Mamoń TUTAJ.

Jolanta Hajdasz TUTAJ.