Umorzenie w sprawie dziennikarki z „Tygodnika Zamojskiego” oskarżonej z art. 212 kk

 

Umorzeniem zakończyła się sprawa, w której oskarżona została z paragrafu 212 Kodeksu Karnego red. Aneta Urbanowicz, dziennikarka Tygodnika Zamojskiego. Zarzuty naruszenia dóbr osobistych oraz opublikowania nieprawdy zarzuciła jej bohaterka artykułu, ówczesna wicedyrektor miejscowej Agencji Rozwoju i Modernizacji Rolnictwa. Proces przeciwko dziennikarce toczył się od niemal 3 lat. CMWP SDP wspierało dziennikarkę w tym procesie, sprawa była objęta monitoringiem CMWP SDP, a jej obserwatorem w imieniu Centrum był red. Andrzej Klimczak. 

Dostarczone sądowi dowody wyraźnie wskazywały, na to, że redaktor  Aneta Urbanowicz dochowała rzetelności przy pisaniu artykułu,  a opisane przez nią pozaprawne działania byłej wicedyrektor, miały miejsce naprawdę. 1 czerwca na kolejnej rozprawie nie pojawiła się oskarżycielka ani jej pełnomocnik.  Sędzia  Hannie Życkiej z Wydziału Karnego Sądu Rejonowego w Zamościu ogłosiła wyrok – umorzenie sprawy.

Oskarżycielce przysługuje prawo do odwołania od decyzji sądu, jeśli w ciągu 7 dni dostarczy dowody ważnych przyczyn, dla których nie mogła uczestniczyć w ostatniej rozprawie. Przypominamy, że Aneta Urbanowicz, dziennikarka Tygodnika Zamojskiego, opisała iż w roku 2017 wicedyrektor ARiMR, będąca jednocześnie właścicielką gospodarstwa rolnego, zawyżała jego powierzchnię we wnioskach składanych do Agencji, co powodowało bezprawne zwiększenie przysługujących  jej dopłat – co wykazała kontrola – w kolejnych latach dyrektor nie wyłączyła siebie z podejmowania decyzji administracyjnych we własnej sprawie. Aneta Urbanowicz w swoim materiale opisała również stosunki pomiędzy byłą dyrektor a podwładnymi, określającymi jej zachowanie jako apodyktyczne. W materiale prasowym pojawiły się też inne informacje dotyczące pozaprawnych działań byłej zastępczyni dyrektora ARiMR w Lublinie. Pracownicy lubelskiej agencji ujawnili m.in, że zastępczyni dyrektora do pracy zabierała swojego psa a jej podwładni w godzinach pracy musieli wyprowadzać go na spacery. Powołani przez obronę świadkowie – urzędnicy pracujący w zamojskiej ARiMR oraz były mąż bohaterki artykułu, potwierdzali, że informacje zawarte w materiale prasowym autorstwa Anety Urbanowicz opisywały wydarzenia, które miały miejsce.

W opinii amicus curiae przesłanej do Sądu , CMWP SDP podkreślało, iż dziennikarka powinna być uniewinniona od stawianych jej zarzutów. Oskarżycielka piastując ważne stanowisko publiczne powinna bowiem liczyć się także z negatywnymi ocenami swojej osoby i działalności. Od osoby pełniącej wysoką funkcję w organie administracji opinia społeczna może oczekiwać jednoznacznej postawy etycznej. Ponadto, skoro pojawiły się wątpliwości dotyczące jej osoby, do zadań dziennikarzy należy wyświetlanie tego rodzaju spraw i przedstawianie opinii publicznej swojego stanowiska. Od takich osób opinia publiczna ma bowiem prawo wymagać znacznie więcej, niż od przeciętnego obywatela. Jeżeli ich postępowanie budzi wątpliwości i nie jest dla społeczności lokalnej transparentne (abstrahując od trafności takich przypuszczeń lub ocen), we własnym interesie powinni dążyć do wyjaśnienia sytuacji. Jeżeli dziennikarz ma trudności z uzyskaniem odpowiedzi na zadawane pytania (co miało miejsce w niniejszej sprawie), błędne jest założenie, że miałby on z tego powodu odstąpić od interwencji prasowej.  Oczekiwanie, by prasa nie poruszała tematów kontrowersyjnych tylko dlatego, że dziennikarz nie może w chwili publikacji przedstawić czytelnikom „twardego” dowodu na jakąś okoliczność, byłoby mylne i kłóciło się z utrwalonymi w Europie standardami wolności słowa.

Wyrok nie jest prawomocny.

Opinia CMWP SDP w tej sprawie jest TUTAJ.

 

Dolnośląski Oddział SDP wybrał władze. Jan Poniatowski został prezesem na drugą kadencję

30 maja dolnośląscy dziennikarze wybrali władze swojego oddziału SDP. Zdecydowane poparcie otrzymał dotychczasowy prezes Jan Poniatowski. Jego konkurentem był Błażej Torański.

Decyzją wyborców dotychczasowy Zarząd powiększono o jednego członka. Od poniedziałku prezesowi Poniatowskiemu pomagać będą: Tomasz Białaszczyk, Stanisław Bogaczewicz, Hanna Fastnacht-Stupnicka i Piotr Gaglik.

Obowiązki Komisji Rewizyjnej powierzono członkom: Wiesławowi Drozdowskiemu, Marii Dunikowskiej, księdzu Andrzejowi Paś.

W Komisji Członkowskiej po raz kolejny zasiadać będzie Maria Woś. Wnioski nowych kandydatów do stowarzyszenia także będą oceniać : Lidia Nestoruk i  Krzysztof Kunert.

Wybory pierwotnie miały odbyć się 17 marca br.  Komisja Rewizyjna wnioskowała o dodatkowy czas na przeprowadzenie szczegółowej kontroli. Ostatecznie po 74 dniach badań Rafał Bubnicki jako przedstawiciel komisji wnioskował o nieudzielenie absolutorium ustępującym władzom. Delegaci byli innego zdania. To była bardzo wolna elekcja. Prezes, Zarząd i Komisje Oddziału Dolnośląskiego otrzymały mandat zaufania na kolejną kadencję.

Tomasz Białaszczyk

Pożegnaliśmy Marynę Miklaszewską, dziennikarkę, pisarkę, opozycjonistkę  

Rodzina, przyjaciele, dziennikarze, przedstawiciele rządu pożegnali w czwartek, 26 maja Marynę Miklaszewską „znakomitą dziennikarkę, pisarkę, zaangażowaną społeczniczkę i działaczkę opozycji niepodległościowej” – jak powiedział o zmarłej wicepremier, minister kultury i dziedzictwa narodowego Piotr Gliński.   

Uroczystości pogrzebowe rozpoczęła Msza św. w kościele pw. Niepokalanego Poczęcia NMP na warszawskich Bielanach.

„Z bólem, ale i wielką wdzięcznością wspominamy Marynę – osobę wszechstronnie utalentowaną, czarującą i życzliwą ludziom, której cechą wyróżniającą było oddanie, z jakim służyła Polsce i polskiej kulturze” – mówił wicepremier Gliński.

Minister kultury wspomniał dziennikarską karierę Miklaszewskiej, która była związana z Polskim Radiem, najpierw z redakcją literacką Programu 3., potem z Programem 1.

„Jeszcze niedawno mogliśmy usłyszeć Ją w Polskim Radiu 24, gdzie wraz z Magdaleną Mertą w audycji >Polki< opowiadała o najważniejszych kobietach w historii naszej ojczyzny” – przypomniał wicepremier.

Dodał, że „ważnym elementem radiowej biografii jest jednak początek lat 80., kiedy była redaktorką Radia >Solidarność< Regionu Mazowsze”. Zauważył, że Miklaszewska aktywnie działała również w drugim obiegu wydawniczym, powielając niezależne czasopisma.

„Powiedziała kiedyś o sobie, że jest >bohaterką drugiego planu<, ale nie powinniśmy myśleć o Niej jako o osobie w tle – raczej jako o kimś, kto z wielką energią i wytrwałością buduje scenę dla działań aktorów planu pierwszego – powiedział Piotr Gliński.

Wicepremier wspomniał również o twórczości literackiej Maryny Miklaszewskiej, wydanej w drugim obiegu książce „Mikołajek w szkole PRL” i późniejszych pozycjach „Wojtek z Armii Andersa” czy „Hipster”.

„Jej najgłośniejszym dziełem pozostaje jednak libretto (a także współautorstwo tekstów piosenek), musicalu >Metro<, którego była współautorką właśnie wraz z siostrą Agatą, a który okazał się niezwykle udanym spektaklem, docenionym na świecie – z nominacją do Nagrody Tony – oraz w Polsce, gdzie nadal jest wystawiany, a kolejne pokolenia fanów na pamięć znają teksty Maryny i Agaty Miklaszewskich” – zauważył szef resortu kultury.

Nawiązał również do działalności społecznej zmarłej, w Prymasowskim Komitecie Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom, czy ostatnio w Kongresie Polska Wielki Projekt.

„Polska nigdy nie zapomni tej wspaniałej patriotki, artystki i działaczki, która zawsze śmiało podejmowała ważne dla Niej tematy zarówno w swojej twórczości, jak i w działalności społecznej” – mówił Piotr Gliński.

„Swoją postawą trwale wpisała się w historię polskiej kultury, a Jej odejście pozostaje bolesną i niepowetowaną stratą. Bez Maryny Miklaszewskiej będzie nam trudniej, bo będziemy musieli jakoś uzupełnić – przynajmniej trzy – ważne wymiary Jej obecności. Jej odwagę, Jej miłość do Polski, która była chyba główną, a jednocześnie na wskroś naturalną motywacją Jej działań i zaangażowania. Wreszcie – Jej wielką osobistą kulturę – niestety już unikalną w obecnych czasach, a jednocześnie tak cenną i potrzebną” – stwierdził wicepremier.

Maryna Miklaszewska zmarła 11 maja w wieku 75 lat (pisaliśmy o tym TUTAJ), była członkinią Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Została pochowana na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.

opr. jka, źródła: pap.pl, Twitter/MKiDN

 

Nikt nie może złamać naszej jedności. PAWEŁ BOBOŁOWICZ o wystąpieniu prezydenta RP Andrzeja Dudy w RN Ukrainy

Zawsze wiedzieliśmy, że umiemy się jednoczyć w momentach zagrożenia. Wtedy jednoczymy się wewnątrz kraju, ale w takich momentach potrafiliśmy się też jednoczyć z Ukraińcami, a wspólny wróg łączy najmocniej…

Dziś jesteśmy świadkami procesu, o którym od dawna marzyli nieliczni, a dziś głośno mówią o tym też najważniejsi. Ci nieliczni rozumieli, że od tego zależy nasze bezpieczeństwo i przyszłość, ci najważniejsi często o tym zapominali patrząc na bieżące poparcie polityczne wewnątrz kraju. Jednak spoglądanie w stronę marginalnych środowisk narodowych, zżeranych własną ksenofobią i często karmionych z zewnątrz, wczoraj bezpowrotnie się skończyło.

Niedzielne wystąpienie w Radzie Najwyższej Ukrainy prezydenta RP Andrzeja Dudy zamyka niekończące się wzajemne pretensje i oskarżenia o kwestie historyczne. „Wiemy że napięcia w relacjach polsko-ukraińskich służą tylko obcym interesom, a nam, Polakom i Ukraińcom szkodzą” powiedział prezydent RP na forum ukraińskiego parlamentu wywołując kolejny raz burzę oklasków. Prezydent przypomniał też słowa św. Jana Pawła II wygłoszone w czasie pielgrzymki na Ukrainę w 2001 roku o tym, by wyżej stawiać to co jednoczy, niż to co dzieli w naszych relacjach opartych o braterską współpracę i autentyczną solidarność. Dwadzieścia jeden lat trzeba było czekać, żeby te słowa przeistoczyły się w polityczną deklarację łączącą nasze narody. Dziś to się dzieje. Bo jak mówił wczoraj Andrzej Duda, nie wolno nam tej szansy zmarnować i będziemy dobrymi sąsiadami już na zawsze.

Oczywiście dziś jedność jest nam potrzebna przede wszystkim w obliczu zagrożenia, ale gdy ono minie (choć mała szansa, by minęło na zawsze), jest niezbędna dla rozwoju, dla tworzenia nowej przyszłości, bez ciągłego oglądania się z trwogą na imperialnych graczy.

Od początku rosyjskiej inwazji 24 lutego br. Polacy pokazują, że rodziny ukraińskich obrońców, że ukraińskie kobiety i dzieci w naszym kraju mogą znaleźć bezpieczny azyl i nie są traktowane jak uchodźcy, lecz są naszymi gośćmi. I tak są traktowani także w polityce naszego państwa. Gdy takie słowa wczoraj padły z ust prezydenta Andrzeja Dudy, ukraińscy parlamentarzyści ze łzami w oczach, na stojąco bili brawa. Tak samo reagowali na słowa o ukraińskiej przyszłości: „nic o Tobie, bez Ciebie”, czy też na prezydencką deklarację: „osobiście nie spocznę, dopóki Ukraina nie stanie się członkiem UE w pełnym tego słowa znaczeniu” i na stwierdzenie „Polska nigdy Ukrainy nie zostawi samej”.

W tych niedzielnych deklaracjach splatają się drogi polskich twórców szkoły ukraińskiego romantyzmu, polityczny duch Powstania Styczniowego, idea i czyn Piłsudskiego, Józewskiego, Giedroycia, marzenia Vincenza, Łobodowskiego i wszystkich tych, którzy rozumieli znaczenie polsko-ukraińskich relacji, a jednocześnie zagrożenia płynące z realizacji polityki jednego i drugiego nacjonalizmu okraszonego moskiewskimi wpływami.

„Wolny świat ma dziś twarz Ukrainy” – mówił prezydent Duda i dziękował ukraińskim obrońcom Kijowa, Charkowa i Mariupola, przypominając, że to Ukraińcy dziś bronią „Europy przed najazdem barbarzyństwa i nowego rosyjskiego imperializmu”. Dumnie brzmiały słowa prezydenta, że my, jako państwo, mamy w tej obronie olbrzymi wkład dzięki przekazaniu potężnej (drugiej po USA) pomocy zbrojeniowej. Obiecując wsparcie Zachodu, zwrócił uwagę na coś, co wydaje się tak oczywiste: koszty odbudowy Ukrainy musi przede wszystkim ponieść Rosja, podobnie jak musi odpowiedzieć za popełnione zbrodnie.

Nasz prezydent odwiedził kolejny raz Ukrainę w czasie wojny. W Kijowie wcześniej był premier Mateusz Morawiecki i wielu polskich ministrów. W tym samym czasie nie ustały nawet na chwilę rosyjskie ataki na naszego sąsiada. Polscy przywódcy jednak konsekwentnie swoją postawą manifestują, że przed Rosją się nie ugniemy, nawet w obliczu bezpośredniego niebezpieczeństwa, czy „moskiewskich pogróżek”.

Ten wyjątkowy moment w naszych relacjach widzą też Ukraińcy. Wreszcie na Cmentarzu Orląt Lwowskich odsłonięto posągi lwów, a w dniu wizyty prezydenta Andrzeja Dudy w Kijowie prezydent Wołodymyr Zełenski anonsował ustawę o szczególnym statusie Polaków na Ukrainie.

Daj Boże, byśmy tej szansy nie zmarnowali.

Paweł Bobołowicz, źródło: https://kurierlubelski.pl

 

CEZARY KRYSZTOPA: Zaginieni putinożercy

Pamiętacie niedawne przecież słowa Bartłomieja Sienkiewicza, byłego ministra rządu Donalda Tuska, swego czasu rosyjskiego „człowieka w Warszawie”, o Marine Le Pen? – Ruska dziwka w Paryżu. Albo słowa innego byłego ministra rządu Tuska, który sam zresztą swego czasu widział Rosję w NATO – płatna agentka Putina. Tuż przed wyborami we Francji panowie byli tak bardzo radykalni w ocenach.

Nie chodzi mi tu bynajmniej o udawanie, że Marine Le Pen nie jest prorosyjska. Jest. Tak jak cała francuska klasa polityczna i zdecydowana większość Francji na przestrzeni wieków. I sprawa tzw. „moskiewskiej pożyczki”, również na niej ciąży. Ale to nie za prezydentury Marine Le Pen Francja sprzedawała broń Moskwie. To nie Marine Le Pen odgrywa żenujący spektakl telefonów do kremlowskiego satrapy.

Putintern

Daleki jestem od stwierdzenia, że Rosja przegrywa wojnę na Ukrainie, ale bez wątpienia niemożność realizacji imperialnych planów, jak również ewidentne pogorszenie geopolitycznej i gospodarczej sytuacji Rosji w wyniku zaciekłej obrony Ukraińców i jej konsekwencji, są już jej porażkami. A jeśli dodać do tego niewystarczające postępy ofensywy na wschodzie i południu Ukrainy, a wręcz ukraińską kontrofensywę, nic dziwnego, że w ocenie eksperta Tysol.pl ds. wschodnich, którego zdanie nadzwyczaj sobie cenię, Grzegorza Kuczyńskiego, czas nie gra na korzyść Rosji i być może to Rosja coraz bardziej, potrzebuje dziś zawieszenia broni.

No, ale Rosji z taką inicjatywą wyjść nie wypada, Rosja ma być o to zawieszenie proszona. I tutaj pojawia się wsparcie czegoś, co Kuczyński nazywa „Putinternem”. A to Emmanuel Macron załamie ręce nad tym, że „nie wolno Rosji upokarzać”, a to Olaf Scholz w gorliwym telefonie do Władimira Putina poruszy kwestię „konieczności jak najszybszego zawieszenia broni”. Oczywiście obaj kierują „motywacjami humanitarnymi”, przecież nikt w to nie wątpi, nawet kiedy Wołodymyr Zełenski ujawnia żądania Francji, która naciska na Ukrainę, żeby ta uległa rosyjskim żądaniom, żeby „Putin mógł zachować twarz”.

Co się stało z Macronem i putinożercami?

I tu rodzi mi się w głowie pytanie: Co się stało temu obrońcy atlantyckich wartości Emmanuelowi Macronowi? Jak to się stało, że z „opozycji wobec proputinowskiej Le Pen” przeszedł na pozycję putinowskiego konsjerża? A może zawsze taki był? W końcu przed wyborami miał dzwonić do Putina tak często, że temu nie zawsze chciało się odbierać.

Kto ma rozum, wie, że to pytania retoryczne. Znacznie ciekawsza jest odpowiedź na pytanie co się stało z naszymi putinożercami? Gdzie się podziali Sienkiewicz, Sikorski i inni? W końcu wygłaszając tuż przed wyborami we Francji swoje płomienne opinie, nawet jeśli „nieco” mylili się co do Macrona, to na pewno kierowali się w swoich brawurowych sądach twardymi zasadami i obiektywnym systemem atlantyckich wartości.

To gdzie się dziś podziewają? Gdzie ich jakże istotny w przestrzeni publicznej głos? Nie widzą „pułapki”, o której pisze Kuczyński, którą mają zastawiać na Ukrainę „liderzy zachodniej Europy”? Zasady im się zepsuły? A może pojechali na urlop, albo są na L4?

Ktoś coś słyszał? Może trzeba zadzwonić po pomoc?

Wojna w Ukrainie okiem dziennikarzy. Relacja z sesji CMWP SDP na konferencji Etyka Mediów

Czym relacjonowanie rosyjskiej agresji na Ukrainę różni się od opisywania innych wojen? Jaką osobistą cenę trzeba zapłacić za bycie blisko wstrząsających wydarzeń? Czy rzetelne dziennikarstwo przegrywa z mediami społecznościowymi? Na takie między innymi pytania starali się odpowiedzieć uczestnicy sesji dyskusyjnej „Dylematy wojny. Agresja Rosji na Ukrainę w relacjach dziennikarzy”, która odbyła się w środę, 18 maja pod patronatem Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP w ramach XVI ogólnopolskiej konferencji naukowej Etyka Mediów w Krakowie.

Jak podkreśliła na wstępie prowadząca panel dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP, wiceprezes SDP, a także wykładowczyni Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu, do udziału w dyskusji zaproszeni zostali praktycy – doświadczeni dziennikarze, reporterzy wojenni. Niektórzy z nich byli świadkami i relacjonowali wiele konfliktów, w różnych zakątkach świata. Celem dyskusji było poznanie spojrzenia na trwającą w Ukrainie wojnę okiem dziennikarza-praktyka.

Wśród panelistów znaleźli się: Paweł Bobołowicz, dziennikarz Radia Wnet, od ponad 20 lat zajmujący się współpracą polsko-ukraińską, korespondent z Kijowa, Jacek Łęski, dziennikarz Telewizji Polskiej, od początku relacjonujący rosyjską agresję na Ukrainę, Marcin Mamoń, autor filmów dokumentalnych z krajów ogarniętych konfliktami, zastępca redaktora naczelnego „Dziennika Polskiego” i „Gazety Krakowskiej” oraz dr hab. Piotr Grochmalski, wieloletni korespondent wojenny, a obecnie analityk i wykładowca Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie. Gościem specjalnym dyskusji był Mykoła Semena, ukraiński dziennikarz, współpracujący w przeszłości m.in. z Radiem Wolna Europa i Radiem Swoboda, po aneksji Krymu przez Rosjan aresztowany i skazany za separatyzm na 2,5 roku więzienia w zwieszeniu, pozbawiony możliwości działalności publicznej i prawa wykonywania zawodu dziennikarza.

Dziennikarz świadkiem zbrodni i okrucieństwa

Uczestnicy sesji podkreślili ogromną rolę jaką mają do wypełnienia dziennikarze relacjonujący wojnę w Ukrainie. Jacek Łęski zauważył, że pierwszą ofiarą wojny zawsze jest prawda, dlatego bardzo ważny jest rzetelny przekaz. – Dziennikarz na miejscu ma kilka źródeł informacji: od armii ukraińskiej, po to co prezentuje Rosja. I jedno i drugie ma funkcje propagandową. Najważniejsze jest to co się dotknie własnymi rękami, co się usłyszy od świadków wydarzeń. Starałam się być jak najbliżej tego drugiego źródła informacji – opowiadał reporter TVP.

– Dziennikarz na takiej wojnie musi starać się odcedzić wersję propagandową od prawdziwej – dodał.

Łęski zauważył, że polscy dziennikarze nie są neutralni w tej wojnie. –  My trzymamy stronę Ukrainy, chcemy aby się im udało, widzimy jak oni cierpią.  Trudno stać na tej barykadzie okrakiem – podkreślił. – Dziennikarz musi jednak zachowywać wstrzemięźliwość, trzymać się realiów, być możliwie najbliżej miejsc wydarzeń.

Zdaniem Pawła Bobołowicza, nie ma czegoś takiego tak obiektywizm dziennikarski, tylko rzetelność. – Perspektywa jest taka, że jeżeli nie powiedzie się Ukrainie, to dalej jesteśmy my, Polska – zauważył.

Marcin Mamoń zwracał uwagę na to co wyróżnia tę wojnę od innych konfliktów, które dokumentował. – Tamte to były wojny między partyzantami a armią rządową, powstańcami a jakąś tyranią. Można powiedzieć, że to były konflikty asymetryczne. Tutaj jedno państwo atakuje drugie – zauważył.

O niespotykanej wcześniej skali tej wojny mówił również Piotr Grochmalski.  – W makroskali to jest największa wojna geopolityczna świata, która decyduje o kształcie nie tylko naszego kontynentu, ale w zasadzie całej sytuacji geopolitycznej świata – mówił.

Podkreślał niezwykła rolę dziennikarzy, którzy relacjonują rosyjską agresję na Ukrainę.

– Każda wojna ma stałe elementy, dziennikarz jest dokumentalistą zbrodni i okrucieństwa, które są tam dokonywane, jest więc wrogiem numer jeden armii, która dokonuje tego typu działania. Jest celem do likwidacji, do zabicia, bo zabity dziennikarz nie będzie mówił, nie będzie świadczył  – zauważył Grochmalski.

Jego zdaniem dziennikarz swoją obecnością zmniejsza liczbę zabitych cywilów, gdyż dokumentacja którą sporządza może być później wykorzystywana w ściganiu sprawców zbrodni.

– Ale ważne jest, aby każdy dziennikarz miał świadomość, że nie będzie dalej tym świadkiem, jeżeli da się zabić.  Imperatywem fundamentalnym dziennikarza, korespondenta jest to, aby się nie dać zabić – powiedział wykładowca Akademii Sztuki Wojennej. Przyznał, że dzisiejsze pole walki sprawia, że praca korespondenta wojennego jest bardzo trudna. Ciągłe narażanie się na niebezpieczeństwo nie pozostaje natomiast bez wpływu na życie dziennikarza. Cenę za to płaci nie tylko on sam, ale też jego najbliżsi, co podkreślili w dalszej części dyskusji uczestnicy sesji.

– Będąc na miejscu można jakoś ogarnąć sytuację, wiedzieć gdzie jest bezpiecznie. Ale wiem, że moi bliscy widzą tylko przekaz medialny, który z gruntu rzeczy jest skondensowany, i martwią się – mówił Jacek Łęski.

– Strach o tym co myślą bliscy powoduje, iż uświadamia się sobie, że nie jest się żołnierzem, że nie zawsze trzeba być na pierwszej linii, nie zawsze trzeba być w okopie, że można być krok dalej – zauważył Paweł Bobołowicz.

Przyznał jednak, że wojna wciąga dziennikarza. – Niektórzy mają problem, aby z tej wojny powrócić, nawet kiedy wracają do swojego miejsca zamieszkania to oni z wojny nie wracają, bo ona cały czas siedzi w głowach, siedzi w sercu, utrudnia normalne życie i funkcjonowanie – stwierdził korespondent Radia Wnet.

Marcin Mamoń przyznał, że w jego przypadku dokumentowanie konfliktów stało się już swego rodzaju nałogiem i jego rodzina musiał nauczyć się z tym żyć.

O nieusuwalnym piętnie, jakie wywiera wojna na życiu dziennikarza mówił Piotr Grochmalski.

– Niektóre rzeczy zostają z tobą do końca życia, nikt nie jest w stanie tego zrozumieć – stwierdził

– Setki osób z moich zdjęć nie żyje, jestem więc w jakimś wymiarze człowiekiem, który jest pamięcią tych ludzi, których już nie ma – dodał.

Mykoła Semena powiedział, że wielu analityków i dziennikarzy w Ukrainie jest zadania iż obecna sytuacja jest III wojną światową. – Rosja prowadzi tę wojnę nie tylko z Ukrainą, ale też ze Stanami Zjednoczonymi, NATO i całym światem – podkreślił.

Zwrócił uwagę, że z Rosji musiało uciec wielu dziennikarzy, którzy próbowali mówić prawdę o tym co się dzieje na Ukrainie

Walczyć o jakość przekazu czy odbiorców?

Na koniec uczestnicy panelu odnieśli się do problemu wykorzystywania wojny przez niektóre osoby, także dziennikarzy, do autopromocji w mediach społecznościowych.

– Nie używam mediów społecznościowych kiedy wyjeżdżam na wojnę. Skupiam się na tym, aby przełożyć to co widzę na mój film – mówił Marcin Mamoń. Jego zdaniem próba promocji siebie przy okazji relacji z wojny świadczy o niedojrzałości niektórych dziennikarzy.

– Jestem fanem mediów społecznościowych, ale od 24 lutego mam problem co tam pisać, nie wiem co mam tam wrzucić. Zdjęcie trupów z Buczy, czy oficera rosyjskiego zabitego gdzieś w lesie? – stwierdził Paweł Bobołowicz.

Przyznał, że dbanie o jakość przekazu może oznaczać utratę jakieś części odbiorców.  – Niedługo wojna będzie relacjonowana już nie tylko na Facebooku, ale także na Tik-Toku – zauważył.

Na zakończenie sesji Jolanta Hajdasz, dziękując organizatorom konferencji za zaproszenie na nią dziennikarzy, zawróciła się z apelem do naukowców, aby uwzględniali głos praktyków, pracujących dziennikarzy.

– Tak szybko zmienia się nam technologia, tak szybko zmienia się nam świat, że tradycyjna refleksja naukowa czasem nie nadąża za tymi zjawiskami, z którymi  my na co dzień stykamy się jako pracujący w mediach. Tylko ta symbioza, współistnienie jednych i drugich, z jednej strony naukowcy, z drugiej praktycy dziennikarze, może przynieść tę jakość, o którą chodzi, czyli prawdziwy opis relacji  jakie dzisiaj zachodzą w całej mediosferze – podkreśliła dyrektor CMWP SDP.

Konferencje Etyka Mediów organizowane są od 2006 roku na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie pod patronatem Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej. Tematem tegorocznej edycji jest „Bezinteresowność w mediach – interesowne media”.

jka

Zapis wideo konferencji TUTAJ (sesja CMWP SDP zaczyna się od 2:33 transmisji).

 

 

Spotkanie Klubu „AKAPIT” 24 maja o Tytusie Chałubińskim

Klub SDP,,AKAPIT”  zaprasza we wtorek  24 maja  na pierwsze po ,,covidowej” przerwie spotkanie zatytułowane: „Portret polskiego inteligenta…”.

Tytusie Chałubińskim  rozmawiać będą nasi Goście, potomkowie słynnego lekarza:  dr  Barbara IzdebskaAndrzej Skowron oraz nasza koleżanka Barbara Petrozolin-Skowrońska,  autorka książki biograficznej  o Tytusie Chałubińskim.  Zaprezentowana też Zostanie publikacja Muzeum Tatrzańskiego  ,,Przyczynki do biografii Tytusa Chałubińskiego” (Zakopane 2019).

Spotykamy się na Foksal 3/5. I piętro, o  godz. 17.

Przewodnicząca Klubu  Anna Malinowska-Wegner

Dylematy wojny. Agresja Rosji na Ukrainę w relacjach dziennikarzy. Sesja CMWP SDP na konferencji Etyka Mediów w Krakowie

Paweł Bobołowicz z Radia Wnet, Jacek Łęski z TVP, Marcin Mamoń z Dziennika Polskiego i Gazety Krakowskiej i dr hab. Piotr Grochmalski z Akademii Sztuki Wojennej w Warszawie  będą uczestnikami sesji dyskusyjnej na XVI ogólnopolskiej konferencji naukowej Etyka Mediów w Krakowie. Gościem specjalnym sesji będzie dziennikarz z Ukrainy, wieloletni obserwator życia politycznego i społecznego Ukrainy. Sesja organizowana  jest pod patronatem Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, dyskusję poprowadzi dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP, prof. Wyższej Szkoły Umiejętności Społecznych w Poznaniu. 

Dyskusja o wojnie na Ukrainie widzianej oczami dziennikarzy – korespondentów wojennych rozpoczyna się o 11.45 ,  można ją będzie śledzić na kanale telewizyjnym organizatora konferencji – Papieskiego Uniwersytetu JPII (TUTAJ).  Konferencja  rozpoczyna się w środę, 18 maja br. i potrwa do 19 maja.

Konferencje Etyka Mediów organizowane są od 2006 roku na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie pod patronatem Polskiego Towarzystwa Komunikacji Społecznej.  Tytuł  – motyw przewodni tegorocznej konferencji brzmi  Bezinteresowność w mediach – interesowne media .  Organizatorzy podkreślają, że współczesne media posiadają ogromny potencjał oddziaływania na ludzi w wymiarze indywidualnym i społecznym. Skala i jakość tego oddziaływania zależy od przekazywanych przez nie wartości oraz od jakości i wartości samych mediów. Dlatego postrzeganie mediów i całej przestrzeni komunikacji społecznej przez pryzmat wartości jest nie tylko naukowo badawczą powinnością, ale stanowi konieczność dla naprawy i poprawy jakości współczesnej mediosfery, szczególnie po to, by media nie przyczyniały się do hamowania rozwoju społeczności i szkodzenia integralnemu dobru człowieka. Jedną z ważnych wartości w mediach jest bezinteresowność. Szkoda, że ta wartość w przestrzeni mediów i komunikacji społecznej bywa coraz częściej ironizowana, marginalizowana czy wręcz z niej eliminowana. Brak poważnego traktowania bezinteresowności pozbawia świat mediów najbardziej ludzkiego wymiaru. Bezinteresowność bowiem odsłania w mediach coraz częściej zapoznawane postawy i działania, takie jak: wzajemne obdarowanie, szlachetne intencje i motywacje przekazu, powołanie i misję dziennikarską, priorytet dobra odbiorcy, nieinteresowną afirmację osób obecnych w mediosferze. Bez uwzględnienia człowieka zdolnego do bezinteresowności nie można w ogóle mówić o ludzkim charakterze procesów komunikacji społecznej. Współczesna komunikacja medialna funkcjonuje w różnego typu uwarunkowaniach społeczno-ekonomicznych, w których elementy komercji i ideologii stają się coraz bardziej jednym z głównych wyznaczników jej charakteru i jakości, czyniąc z mediów narzędzia interesownych: komercyjnych, politycznych i ideologicznych działań. Badawcza konfrontacja analiz bezinteresowności jako koniecznej wartości w mediach z analizą tendencji interesownych działań medialnych wydaje się być interesującą badawczo i poznawczo powinnością

Szczegółowy program konferencji jest TUTAJ.

Notki biograficzne uczestników dyskusji organizowanej przez CMWP SDP :

Paweł Bobołowicz TUTAJ.

Jacek Łęski TUTAJ.

Piotr Grochmalski TUTAJ.

Marcin Mamoń TUTAJ.

Jolanta Hajdasz TUTAJ.

O tym, że pisząc warto czytać – pisze MIECZYSŁAW KUŹMICKI: Kto czyta, ten… błądzi

Niestety, w przypadku niektórych tekstów informacyjnych umieszczanych na portalach internetowych, wciąż stosować zasadę ograniczonego zaufania albo przekręcić znane powiedzenie. Kto czyta, ten… błądzi taki, dość nieoczywisty, wniosek można wyciągnąć z pobieżnej nawet lektury niektórych zapowiedzi kolejnej gwiazdy w Alei Gwiazd w Łodzi. Honor ten spotkał Stowarzyszenie Filmowców Polskich – organizację zrzeszającą twórców, realizatorów, aktorów – wielką, największą rzeszę ludzi zaangażowanych i działających na rzecz polskiej kinematografii.

Radość z tego faktu wyraził aktualny i długoletni prezes SFP Jacek Bromski: „To wielkie wyróżnienie, bo nasze Stowarzyszenie jako pierwsze zostało uhonorowane gwiazdą dla instytucji. Uroczystość zakończy symbolicznie obchody 55-lecia SFP, stanowiąc jednocześnie hołd dla wszystkich członków Stowarzyszenia Filmowców Polskich, którzy przez ostatnie pół wieku budowali świetność polskiego kina”.

Z tej okazji jako zapowiedź i zaproszenie na uroczystość, pojawiło się kilka (co najmniej) anonsów, m.in. na oficjalnej stronie SFP, a także w materiałach informacyjnych organizatora uroczystości, czyli Narodowego Centrum Kultury Filmowej w Łodzi. I dobrze, bo może ktoś postronny (spoza środowiska) przeczyta i czegoś się dowie.

Choć akurat w tym wypadku lepiej, żeby nie czytał. Napisane zostały bowiem m.in. takie oto słowa: Stowarzyszenie powstało w 1966 roku…” z dalszym ciągiem o tym, kto był inicjatorem utworzenia SFP i jacy wybitni twórcy działali w jego szeregach i prezesowali. W tym samym akapicie czytamy jednak ciąg dalszy, który zacytuję obszerniej: „Stowarzyszenie Filmowców Polskich powołało do życia najważniejsze instytucje filmowe, takie jak Łódzka Szkoła Filmowa, Przedsiębiorstwo Filmowe Film Polski, Wytwórnie Filmów Fabularnych w Łodzi i Wrocławiu, Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych, Wytwórnia Filmów Oświatowych, Łódzkie Zakłady Kopii Filmowych czy studio filmowe Se-Ma-For, budując tym samym system polskiej edukacji i produkcji filmowej, a więc i siłę polskiej kinematografii.”

Nie trzeba być filmoznawcą ani zawodowym historykiem, żeby wszystkie te „rewelacje” zakwalifikować jako jedną wielką bzdurę! Jeśli bowiem prawdziwe jest (a jest!), iż SFP powstało w 1966 roku, jakimże sposobem mogło powołać do życia wymienione przedsiębiorstwa i instytucje, z których notabene wiele już nie istnieje? Powstanie Szkoły Filmowej to rok 1948, WFF w Łodzi – 1945, Przedsiębiorstwo Państwowe (nie Filmowe!) Film Polski powołane zostało dekretem Krajowej Rady Narodowej 13 listopada 1945 (istniało do 1952), bliska łodzianom, bo nadal istniejąca WFO swoją historię może liczyć podwójnie: jako spadkobierczyni Instytutu Filmowego od 1945, jako WFO – od 1950. I tak dalej…

No i jakim trzeba być laikiem, żeby najprężniej nawet działającej organizacji społecznej dać moc powoływania instytucji państwowych?

Ciesząc się z gwiazdy dla Stowarzyszenia przestrzegam przed bałwochwalczym jego uwielbieniem, jakie pojawiło się w publikowanych materiałach informacyjnych. Przy okazji zadaję sobie pytanie, czy i kto redaguje albo chociaż czyta teksty zamieszczane na oficjalnych stronach instytucji (jak NCKF) i organizacji (SFP).

***

Od redakcji: Na dzień przed uroczystym odsłonięciem gwiazdy SFP – 12 maja 2022 roku, wzmiankowany tekst został poprawiony…

W przypadku Autora powyższej publikacji nadal jednak obowiązuje oryginalne,  nie zmodyfikowane na potrzeby tytułu, hasło – „Kto czyta, nie błądzi”, bowiem artykuł jeszcze przed ukazaniem się spowodował wyeliminowanie błędów na stronach m.in. SFP i NCKF. Jak to możliwe? Film to jednak magia…

A przy okazji, serdeczne gratulacje z okazji umieszczenia gwiazdy w łódzkiej Alei Sławy dla Stowarzyszenia Filmowców Polskich od Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

 

Rosja musi przegrać, aby wygrać swoją przyszłość. Relacja z Forum Wolnych Narodów Rosji

Wojna w Ukrainie zmieni kształt Federacji Rosyjskiej – stwierdzili zgodnie uczestnicy międzynarodowej konferencji „Forum Wolnych Narodów Rosji” zorganizowanej przez Fundację Solidarności Dziennikarskiej. I szukali odpowiedzi na pytania: Jak będzie wyglądała Rosja po Putnie? Czy stanie się państwem autonomicznych regionów, dzielących sprawiedliwie swoje dobra? 

Do udziału w debacie, która odbyła się w niedzielę, 8 maja w Domu Dziennikarza przy ul. Foksal 3/5 w Warszawie, zaproszeni zostali rosyjscy opozycjoniści mieszkający zagranicą, przedstawiciele narodów zniewolonych przez rosyjski imperializm oraz eksperci i politycy z Polski, Litwy, Białorusi, Ukrainy i Stanów Zjednoczonych.

Krzysztof Skowroński, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, rozpoczynając konferencję podkreślił, że jej data została wybrana nieprzypadkowo. – Jest to dzień, w którym wolne narody świętują dzień zwycięstwa, dzień zakończenia II wojny światowej – powiedział.

Maria Przełomiec, dziennikarka specjalizująca się w tematyce krajów byłego ZSRR, która wraz z Krzysztofem Skowrońskim oraz Mariuszem Pilisem, dziennikarzem, autorem filmów dokumentalnych, prowadziła dyskusję, zauważyła, że historia pokazuje iż wszelkie zmiany w Rosji rozpoczynały się po klęskach wojennych.  – Wszyscy jesteśmy pewni, że Ukraina tę wojnę wygra i dobrze byłoby porozmawiać o przyszłości Rosji – podkreśliła.

Rosja potrzebuje resetu

Forum podzielone było na dwie części, w pierwszej dyskutowano o deimperializacji i przyszłości ekonomicznej Rosji.

Ilia Ponomarew, były deputowany do rosyjskiej Dumy, który w 2014 roku jako jedyny głosował przeciwko aneksji Krymu, stwierdził że Putin rozpoczynając wojnę na Ukrainie postanowił przyspieszyć własną agonię.

– Osobiście uważam, że Federacja Rosyjska przestanie istnieć wraz z Putinem. Federacja Rosyjska jako państwo potrzebuje resetu, czy zachowa obecne granice to określą narody, które teraz tu zamieszkują – mówił. Dodał jednak, że nie należy sztucznie dążyć do rozpadu Rosji, ale też nie powinno się zachowywać tego „więzienia dla różnych narodów”. Jego zdaniem niektóre obszary bogate w zasoby naturalne jak Jamał czy Tatarstan mogą doskonale funkcjonować samodzielnie. Zauważył, że są jednak też biedniejsze tereny.

– Jak one będą istnieć musimy zadecydować wspólnie. Walka o wolność, o demokrację to jest przyszłość Rosji. Nie może być ona jednak  skompromitowana przez nędzę – podkreślił.

O konieczności rozpadu Rosji mówił Rusłan Gabbasow,  baszkirski działacz narodowy, przewodniczący działającego na Litwie Baszkirskiego Centrum Politycznego. Jego zdaniem putinowska Rosja nie jest żadną federacją tylko imperium typu kolonialnego nie dającym narodom żadnych wolności.

– Republika Baszkortostanu będzie dążyła do podmiotowości. Będziemy gotowi zebrać się ze wszystkim innymi republikami, które będą chciały tworzyć jakąś nową strukturę – mówił.

Dodał, że partnerzy zachodni powinni pomagać narodom obecnie wchodzącym w skład Federacji Rosyjskiej przygotować kadry przyszłych republik,  tworzyć centra polityczne, media. – W ten sposób założylibyśmy fundamenty przyszłych rządów narodowych – podkreślił Gabbasow.

Mieszkający w Estonii Vadim Sztiepa, redaktor naczelny Region.Expert, niezależnego medium poświęconemu rosyjskiemu regionalizmowi i federalizmowi, zauważył jednak, że krajów narodowych w Rosji jest 21 pośród 83 regionów i stanowią one tylko 18 procent ludności całej Rosji.

– Wyjście tych krajów nie będzie oznaczało końca imperium. To imperium może stać się jeszcze bardziej agresywne – podkreślił. –  Trzeba rozwijać ruch regionalny. Regiony powinny zostać niezależnymi, autonomicznymi podmiotami, tam powinny powstać parlamenty.

Białoruski opozycjonista Pawieł Łatuszko, uważa iż deimperializację Rosji należy zacząć od uznania reżimu Łukaszenki za współagresora w wojnie w Ukrainie.

Trzeba zsynchronizować sankcje, firmy które opuściły Rosję powinny zaprzestać działalność także na Białorusi. Trzeba zacząć ścigać Łukaszenkę, dowodów jest dużo. Pomoc w walce z reżimem Łukaszenki to również pomoc Ukrainie, to krok do deimperializacji – stwierdził.

Mariusz Marszewski, specjalista od problematyki mniejszości narodowych Federacji Rosyjskiej, redaktor naczelny pisma „Kavkaz-Przeszłość-Teraźniejszość-Przyszłość”, podkreślał że wojna w Ukrainie toczona jest „rękami mniejszości narodowych”. – Giną sybiracy, przedstawiciele północy Rosji, nie ma tam ani jednej osoby z Petersburga czy Moskwy – mówił.

Zauważył, że największym problemem jest dotarcie z odpowiednim przekazem do mieszkańców Kaukazu czy dalekiej Syberii.

– Jeżeli chcemy zmienić Rosję, jeżeli Rosja przyszłości ma być państwem federalnym dialogu między poszczególnymi regionami, państwem sprawiedliwego podziału dóbr naturalnych, a nie eksploatowana przez dwa największe rosyjskie miasta w sposób kolonialny, to trzeba zadać pytanie w jaki sposób uświadomić to regionom rosyjskim, jak przedstawić sytuację, że oni są ofiarami tej wojny. Bardzo trudna jest odpowiedź na to pytanie i znalezienie narzędzi trafienia do szerokiego spektrum mieszkańców regionów – stwierdził Marszewski.

Europosłanka i była minister spraw zagranicznych Anna Fotyga podkreśliła, że coraz więcej europejskich polityków zdaje sobie sprawę, że wojna w Ukrainie zadecyduje o losach całego naszego regionu i o tym jak będzie w przyszłości wyglądało „terytorium, na którym panuje Władimir Putin”

– Musimy robić wszystko co w naszej mocy, aby Rosja Putina była pokonana – stwierdziła.

O pomoc Ukrainie apelował Pawło Klimkin, były minister spraw zagranicznych tego kraju. –  Teraz w Rosji jest jakaś imperialistyczna sekta, która zabiera możliwość życie innym. Pomóżcie zwyciężyć i nam i sobie, aby ta machina się rozpadła. Pozwoli to stworzyć nowe życie, w którym ludzie będą szanowani – zauważył.

Osądzić winnych, wzmocnić regiony

W drugiej części dyskusja toczyła się wokół tematów deputynizacji i demilitaryzacji Rosji.

Litewski polityk, przewodniczący Instytutu Regionów Rosji Andrius Almanis zauważył że po upadku Putina potrzebny będzie „Plan Marshalla”, skierowany do regionów Rosji.  Podkreślił jednak, że przyszłe państwa, które mogłyby powstać po ewentualnym rozpadzie obecnej Federacji Rosyjskiej będą musiały również wziąć odpowiedzialność za wojnę w Ukrainie.

O konieczności wzmocnienia regionów jako niezbędnym elemencie deputynizacji mówił Jewgienij Mitrofanow, działacz na rzecz autonomii Sybiraków. – Na Syberii widzę już niezadowolenie z powodu wojny. Ale każda akcja protestu spotyka się ostrą reakcją władz – mówił. – Trzeba szukać aktywistów społecznych, przeciwników reżimu. Trzeba budować nowe ośrodki władzy, tworzyć społeczeństwo obywatelskie.

Zdaniem Anny Fotygi, deputynizacja oznacza przede wszystkim osądzenie winnych rosyjskich zbrodni w Czeczenii i Ukrainie. O konieczności ukarania winnych mówił również ukraiński polityk Taras Stećkiw. – Deputynizacja to proces demontażu istniejącego układu politycznego w Rosji, likwidacja FSB, kręgosłupa Putina – mówił.

Informacja mocniejsza od bomb

Gość specjalny forum, były sekretarz obrony USA emerytowany pułkownik sił specjalnych Stanów Zjednoczonych Christopher Miller stwierdził, że obecnie przeżywamy najbardziej decydujący moment XXI wieku, który określi jak będzie wyglądała historia przez najbliższe 50 lat.

– Amerykanie rozumieją o jakie wartości walczy Ukraina, ale musimy zadbać, aby zainteresowanie tą sprawą cały czas było duże. Rosja liczy, że wsparcie osłabnie, bo wszyscy znudzą się tematem. Ludzie muszą cały czas wiedzieć co się dzieje w Ukrainie, wówczas ta uwaga się nie odwróci – podkreślił Miller

Na konieczność docierania z prawdziwym przekazem o wojnie na Ukrainie, szczególnie do obywateli Rosji, zwracali uwagę w podsumowaniu dyskusji także inni uczestnicy forum. – Informacja jest mocniejsza od broni. Powinniśmy pokazywać prawdę, zniszczenia, zabite dzieci, krew. Informacja jest potrzebna Rosji jak powietrze – stwierdził Nafis Kaszapow, działacz na rzecz niepodległości Tatarstanu.

– Wszystko zależy w tej chwili od Ukrainy i od Zachodu, ale też i od nas wszystkich. Nagłaśnianie i informowanie, to jest nasze zadanie – podsumowała Maria Przełomiec.

jka

Zapis wideo forum

Wersja polska TUTAJ.

English version HERE.

Русская версия ЗДЕСЬ.