Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich na zebraniu w dniu 15 grudnia 2023 r. powołał jednogłośnie Radę Konsultacyjną CMWP SDP jako społeczny organ doradczy w składzie : Jolanta Hajdasz, Michał Karnowski, Janusz Kawecki, Paweł Lisicki, Tomasz Sakiewicz, Krzysztof Skowroński, Leszek Sosnowski i Wojciech Surmacz. Rada powoływana jest na 5-letnią kadencję. Jej przewodniczącą jest dyrektor CMWP SDP, jej zadaniem jest przede wszystkim wyrażanie opinii i zajmowanie stanowisk we wszelkich sprawach dotyczących wolności słowa (w tym wolności prasy), zgłoszonych do rozpatrzenia przez przewodniczącego albo członka Rady.
Tag: 05
Prezydent Andrzej Duda ułaskawił red. Jerzego Jachowicza skazanego z art. 212 kk. W obronie dziennikarza występowało CMWP SDP
5 grudnia br. na oficjalnym portalu Prezydenta RP pojawił się komunikat, iż Prezydent „rozpatrzył jeden wniosek Prokuratora Generalnego w sprawie ułaskawienia” oraz że „zastosował on prawo łaski wobec jednej osoby.” Osoba ta była skazana za przestępstwo z art. 212 § 2 k.k. (zniesławienie za pomocą środków masowego komunikowania). Z informacji CMWP SDP wynika, iż chodzi o red. Jerzego Jachowicza, skazanego prawomocnie w procesie karnym właśnie z tego artykułu. W obronie dziennikarza występowało CMWP SDP, także wspierając prośby do Prezydenta o jego ułaskawienie. Aktualnie red. Jerzy Jachowicz przebywa w szpitalu po przebytym 26 listopada rozległym zawale serca.
Redaktor Jerzy Jachowicz został skazany za rzekome pomówienia prokuratora Dariusza Korneluka przez to, że w publicystycznym felietonie opublikowanym na kanale YouTube dla portalu wPolityce.pl 1 czerwca 2017 r. dziennikarz, przedstawiając polityczny kontekst powstania organizacji prokuratorów „Lex Super Omnia” m.in. krytycznie ocenił niektóre działania w/w prokuratora w czasie, gdy pełnił on funkcję Prokuratora Apelacyjnego w Warszawie. W komunikacie poinformowano, iż Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, podejmując decyzję o skorzystaniu z prawa łaski, miał na uwadze przede wszystkim „zasady sprawiedliwości oraz racjonalności represji karnej, a także incydentalny charakter czynu, wykonanie części zobowiązań finansowych wynikających z wyroku oraz wiek osoby skazanej. Red. Jerzy Jachowicz w trakcie starań o ułaskawienie wykonał częściowo wyrok sądu I instancji i wpłacił nawiązkę (3 tysiące zł) na rzecz stowarzyszenia „Wspólny świat” z Białej Podlaskiej. CMWP SDP wystapiło do Prezydenta Andrzeja Dudy z prośbą o ułaskawienie red. Jerzego Jachowicza 9 lutego 2023 r. Emerytowany dziennikarz, dziś już blisko 85 – letni został skazany za słowa użyte zgodnie ze sztuką dziennikarską i zawodowym profesjonalizmem w felietonie nagranym i opublikowanym na portalu wpolityce.pl i w konsekwencji tego ma do zapłacenia blisko 10 tysięcy złotych grzywny i kosztów sądowych, co prawie dla każdego dziennikarza w Polsce, a dla emerytowanego dziennikarza przede wszystkim, jest sumą naprawdę ogromną – czytamy w piśmie CMWP SDP. Przez to, że wyrok ten zapadł w procesie karnym, (z art. 212 kk) redaktor Jerzy Jachowicz będzie osobą wpisaną do Krajowego Rejestru Skazanych, obok pospolitych przestępców, gangsterów, złodziei, czy nawet morderców. Będzie też osobą „karaną”, której banki odmawiają udzielania kredytów, a której nie wolno pełnić funkcji publicznych, bo nie spełnia się podstawowego w postępowaniach rekrutacyjnych warunku, jakim jest „niekaralność”. To wszystko jest bardzo ważne i bardzo przykre, ale nie jest najważniejsze – napisała Jolanta Hajdasz , dyr. CMWP SDP. W tej prośbie o ułaskawienie Jerzego Jachowicza chodzi przede wszystkim o to, by tym skandalicznym w ocenie CMWP SDP wyrokiem nie niszczyć tak ciężko wywalczonej w naszym kraju wolności słowa i niezależności dziennikarskiej, której fundamentalnym elementem jest swoboda wypowiedzi dziennikarskiej i prawo każdego dziennikarza do krytycznej oceny osób i zjawisk publicznych. Wyroki skazujące redaktora Jerzego Jachowicza za słowa użyte w felietonie łamią te zasady w sposób wyjątkowo bulwersujący – czytamy w piśmie CMWP SDP do Prezydenta Andrzeja Dudy. Na prośbę red. Jerzego Jachowicza CMWP SDP nie informowało opinii publicznej o tym wystąpieniu do czasu decyzji Prezydenta RP. Obecnie red. Jerzy Jachowicz wyraził zgodę na publikację stanowiska CMWP SDP.
Redaktor Jerzy Jachowicz przeszedł 26 listopada rozległy zawał serca. Nadal przebywa w szpitalu.
TREŚĆ WYSTĄPIENIA JOLANTY HAJDASZ, DYR. CMWP SDP DO PREZYDENTA RP Z 9 LUTEGO 2023 O UŁASKAWIENIE JERZEGO JACHOWICZA
Szanowny Panie Prezydencie!
W imieniu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich oraz Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich zwracam się z prośbą o zastosowanie prawa łaski wobec wybitnego i wielce zasłużonego w walce o wolność słowa dziennikarza w Polsce redaktora Jerzego Jachowicza i proszę o jego całkowite uwolnienie od wszelkich skutków niesprawiedliwych w ocenie CMWP SDP wyroków sądowych z dnia 3 marca 2022 (sygn. akt VIII K 269/18, I instancja) i 20 stycznia 2023 roku (II instancja sygn. akt VI Ka 831/22). Emerytowany dziennikarz, dziś już blisko 85 – letni został skazany za słowa użyte zgodnie ze sztuką dziennikarską i zawodowym profesjonalizmem w felietonie nagranym i opublikowanym na portalu wpolityce.pl i w konsekwencji tego ma do zapłacenia blisko 10 tysięcy złotych grzywny i kosztów sądowych, co prawie dla każdego dziennikarza w Polsce, a dla emerytowanego dziennikarza przede wszystkim, jest sumą naprawdę ogromną. Przez to, że wyrok ten zapadł w procesie karnym, (z art. 212 kk) redaktor Jerzy Jachowicz będzie osobą wpisaną do Krajowego Rejestru Skazanych, obok pospolitych przestępców, gangsterów, złodziei, czy nawet morderców. Będzie też osobą „karaną”, której banki odmawiają udzielania kredytów, a której nie wolno pełnić funkcji publicznych, bo nie spełnia się podstawowego w postępowaniach rekrutacyjnych warunku, jakim jest „niekaralność”. To wszystko jest bardzo ważne i bardzo przykre, ale nie jest najważniejsze. W tej prośbie o ułaskawienie Jerzego Jachowicza chodzi przede wszystkim o to, by tym skandalicznym w ocenie CMWP SDP wyrokiem nie niszczyć tak ciężko wywalczonej w naszym kraju wolności słowa i niezależności dziennikarskiej, której fundamentalnym elementem jest swoboda wypowiedzi dziennikarskiej i prawo każdego dziennikarza do krytycznej oceny osób i zjawisk publicznych. Wyroki skazujące redaktora Jerzego Jachowicza za słowa użyte w felietonie łamią te zasady w sposób wyjątkowo bulwersujący.
Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP funkcjonuje od 1996 r. jako komórka organizacyjna Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, powołana w celu obrony wolności słowa zgodnie z art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. W zakresie realizowanych zadań CMWP m. in. monitoruje przestrzeganie praw człowieka i obywatela w tym zakresie, jak również w uzasadnionych przypadkach podejmuje interwencje prawne oraz przedstawia opinie w charakterze amicus curiae, „opinii przyjaciela sądu”. Jest to znana w praktyce sądów zagranicznych, ale także w Polsce, forma wyrażania przez organizacje pozarządowe opinii prawnej w postępowaniach sądowych w przypadkach związanych z celami działalności danej organizacji. W opinii amicus curiae CMWP SDP stara się zawsze pomóc w kompleksowym rozpoznaniu sprawy i wskazać te argumenty, które są istotne, a które być może zostały pominięte przez strony w postępowaniu.
Obecnie uprawomocnił się wyrok Sądu Okręgowego Warszawa-Praga w Warszawie z 20 stycznia b.r. w którym Sąd uznał red. Jerzego Jachowicza winnym rzekomego pomówienia prokuratora Dariusza Korneluka przez to, że w publicystycznym felietonie opublikowanym na kanale YouTube dla portalu wPolityce.pl 1 czerwca 2017 r. dziennikarz, przedstawiając polityczny kontekst powstania organizacji prokuratorów „Lex Super Omnia” m.in. krytycznie ocenił niektóre działania w/w prokuratora w czasie, gdy pełnił on funkcję Prokuratora Apelacyjnego w Warszawie. Redaktor Jerzy Jachowicz w swoim felietonie użył prostego i zrozumiałego dla wszystkich sformułowania, iż prokurator Dariusz Korneluk „preparował” wnioski o uchylenie immunitetu posłom Antoniemu Macierewiczowi i Mariuszowi Kamińskiemu, czym miał go narazić na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu prokuratora. Za to krótkie wyrażenie „preparował” dziennikarz został skazany karnie z art. 212 kk. Czy naprawdę musimy się pogodzić z tym, że jest to kara adekwatna do popełnionego „przestępstwa”, czy naprawdę w wolnej i niepodległej Polsce dziennikarz o uznanym dorobku zawodowym i wieloletnim doświadczeniu pracy redakcyjnej nie ma prawa w ten sposób skomentować jakiegoś wydarzenia publicznego, by nie narazić się na dotkliwą karę finansową i moralną? W ocenie CMWP SDP pozostawienie tego wyroku i jego wyegzekwowanie od red. Jerzego Jachowicza byłoby zaprzeczeniem tego, iż Polska jest państwem przestrzegającym zasady wolności słowa i skompromitowałoby wymiar sprawiedliwości jednoznacznie. Wierzę gorąco, iż tak się nie stanie.
Pragnę pokrótce przedstawić, kim jest red. Jerzy Jachowicz dla środowiska polskich dziennikarzy. 20 marca 2019 roku Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich przyznało redaktorowi Jerzemu Jachowiczowi swoje najwyższe odznaczenie – Laur SDP za rok 2018. Laur SDP jest wyrazem najwyższego uznania dziennikarzy dla dziennikarzy, uznania dla autorytetów zawodowych, etycznych, wyrazem uznania najwyższej klasy profesjonalizmu.
Red. Jerzy Jachowicz otrzymał Laur SDP „za osobistą odwagę i wyznaczanie standardów dziennikarstwa śledczego w wolnej Polsce”. Jak podkreślił w uchwale przyznającej tę nagrodę ZG SDP trudno by było „wyważyć i wymierzyć zasługi, jakie ma red. Jerzy Jachowicz dla rozwoju dziennikarstwa śledczego. Lepiej powiedzieć, że to właśnie on przecierał szlak. Piórem jak maczetą przebijał się przez prawdziwą dżunglę, a pod nogami miał bagno”. Pierwsze lata transformacji to był czas wyjątkowo niebezpieczny, o czym red. Jerzy Jachowicz przekonał się osobiście. Ryzykował wiele, zajmując się tajemnicami byłych już esbeków i rodzącej się mafii. W kwietniu 1990 r. ktoś podpalił jego mieszkanie, w pożarze którego zginęła jego żona. Jego teksty o zabójstwie Grzegorza Przemyka, czy niszczeniu dokumentów na zlecenie gen. Buły, to dziś klasyka dziennikarstwa śledczego. Książka „Z archiwum Jerzego Jachowicza” to lektura obowiązkowa dla dziennikarzy i zarazem lekcja najnowszej historii. Często tej, która w ogóle nie przebiła się do oficjalnych wydawnictw. Tymczasem w 2023 roku Sąd przekreśla cały tylko skrótowo przedstawiony przeze mnie wieloletni dorobek zawodowy tak zasłużonego dla naszego zawodu dziennikarza i niefrasobliwie skazuje go w procesie karnym za felieton, zwyczajny dziennikarski komentarz do otaczającej go rzeczywistości. Trudno określić ten wyrok innymi słowami niż kuriozalny i skandaliczny.
W ocenie CMWP SDP wyrok ten ma także charakter cenzury, gdyż jego konsekwencją jest już teraz usunięcie z przestrzeni internetowej inkryminowanego felietonu, przez co uniemożliwia się dotarcie z ważnymi treściami do odbiorców mediów, co jest przecież w szeroko pojętym interesie społecznym. Przez to odbiorcy mediów, czyli wszyscy zainteresowani ta sprawą obywatele nie mogą zapoznać się z argumentacją ani faktami przytaczanymi przez red. Jerzego Jachowicza na temat genezy powstania stowarzyszenia prokuratorów „Lex Super Omnia”, co w oczywisty sposób narusza ich prawa obywatelskie. Zgodnie z art. 10 ust. 1 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, każdy ma przecież prawo do wolności wyrażania opinii. Prawo to obejmuje wolność posiadania poglądów oraz otrzymywania i przekazywania informacji i idei bez ingerencji władz publicznych i bez względu na granice państwowe. Artykuł 19 Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka stanowi, iż każdy człowiek ma prawo wolności opinii i wyrażania jej, a prawo to obejmuje swobodę posiadania niezależnej opinii, poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania informacji i poglądów wszelkimi środkami, bez względu na granice. Także w myśl artykułu 19 ust. 2 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych każdy człowiek ma prawo do swobodnego wyrażania opinii, a prawo to obejmuje swobodę poszukiwania, otrzymywania i rozpowszechniania wszelkich informacji i poglądów, bez względu na granice państwowe, ustnie, pismem lub drukiem, w postaci dzieła sztuki bądź w jakikolwiek inny sposób według własnego wyboru. Ponadto zgodnie z orzecznictwem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ETPCz), wolność słowa dotyczy nie tylko prawa do informacji lub opinii nieobraźliwych lub neutralnych, ale nawet tych, które są obraźliwe, szokujące lub niepokojące (sprawa Prager i Oberschlick przeciwko Austrii, skarga nr 11662/85).
CMWP stoi przy tym na stanowisku, iż orzeczona w tym wypadku kara dla redaktora Jerzego Jachowicza stanowi tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie zarówno red Jachowicza, jak i innych dziennikarzy, do podejmowania istotnej oraz wywołującej społeczne emocje tematyki upolitycznienia zawodów prawniczych oraz jego społecznych skutków. Skazanie red. Jerzego Jachowicza powoduje tzw. efekt mrożący (tzw. chilling effect), wielokrotnie negatywnie opisywany na gruncie prawa polskiego, jak i międzynarodowego. Jest to nie do pogodzenia z opartą na dążeniu do prawdy i prezentacji różnych punktów widzenia pracą publicysty, której istotą jest m.in. odwaga w poruszaniu trudnych, a nawet kontrowersyjnych tematów oraz ocena faktów, osób i ich działalności. Warto przy tym zauważyć, iż jest rzeczą powszechnie znaną, iż działalność Stowarzyszenia „Lex Super Omnia” wywołuje społeczne emocje, więc tym bardziej w interesie społecznym dziennikarze mają prawo wyrażać publicznie różne poglądy i opinie na jego temat.
CMWP SDP podkreśla przy tym stanowczo, iż wypowiedź redaktora Jerzego Jachowicza spełnia wszystkie kryteria jednego z publicystycznych gatunków dziennikarskiej wypowiedzi, jaką jest felieton Z definicji ma on charakter subiektywny, wyraża zawsze punkt widzenia autora, który porusza i komentuje aktualne tematy społeczne zwracając także uwagę na negatywne (w jego ocenie) zjawiska w życiu codziennym. Jest rzeczą zdumiewającą i wyjątkowo bulwersującą, gdy w państwie prawa dziennikarz zostaje karnie skazany za opinie, które głosi zgodnie z zasadami profesjonalizmu i etyki zawodowej. Skutkuje to niszczeniem wolnej debaty i godzi w jeden z fundamentów porządku prawnego Rzeczypospolitej Polskiej, jakim jest wolność słowa.
W związku z powyższym CMWP SDP zwraca się z prośbą o zastosowanie prawa łaski wobec wybitnego i wielce zasłużonego w walce o wolność słowa dziennikarza w Polsce, redaktora Jerzego Jachowicza, a ja w imieniu Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, najstarszej i największej organizacji dziennikarskiej w naszym kraju, proszę o całkowite uwolnienie red. Jerzego Jachowicza od wszelkich skutków w/o wyroków sądowych
Z wyrazami szacunku
dr Jolanta Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, wiceprezes SDP
Pismo Jolanty Hajdasz do Prezydenta Andrzeja Dudy jest tu: PISMO CMWP SDP DO PAD 9.02.23
Komunikat w sprawie ułaskawienia red. Jerzego Jachowicza : PU.117. 36. 2023 (1)
Jolanta Hajdasz w PR 24 na temat zapowiedzi likwidacji mediów publicznych
– Medialna ekipa pod wodzą PO zawsze sprzyjała mediom komercyjnym, na sztandarach miała prywatyzację wszystkiego dookoła i przepychanie niekorzystnych rozwiązań dla społeczeństwa, jak np. ostatnio ustawa wiatrakowa. W mojej ocenie oni będą dążyć do tego, aby media publiczne przestały być realną konkurencją dla mediów komercyjnych – mówiła we wtorek 5 grudnia na antenie Polskiego Radia 24 Jolanta Hajdasz, szefowa Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich. Audycję prowadził red. Tadeusz Płużański.
Jolanta Hajdasz była pytana w Polskim Radiu 24 m.in. o zapowiedzi liderów dotychczasowej opozycji dotyczące reformy mediów publicznych. Jak relacjonuje portal polskieradio24.pl gość Polskiego Radia 24 zwróciła uwagą, że należy rozróżnić przejęcie mediów publicznych przez ugrupowania związane z większością parlamentarną oraz zapowiedzi ich likwidacji. – Przejęcia można dokonać tylko zgodnie z prawem. Ustawami, ale nie uchwałami. Nie wolno niszczyć czegoś, co kiedyś może służyć innym. Istnieje odpowiedni tryb prawny, aby można było zmienić to, co oni uważają, że wymaga zmiany. Trudno, nie ma, że zaboli drugą stronę, bo tak ten system został skonstruowany. Chodzi o to, aby nie dewastować. Dzięki temu mamy rzeczywisty pluralizm i cieszymy się w Polsce ogromną wolnością słowa – powiedziała Jolanta Hajdasz. Jej zdaniem o wiele groźniejsze i bardziej realne są zapowiedzi likwidacji mediów publicznych. – Ekipa pod wodzą PO zawsze sprzyjała komercji. Na sztandarach miała prywatyzację wszystkiego dookoła i przepychanie niekorzystnych rozwiązań dla społeczeństwa, jak np. ustawa wiatrakowa. Będą dążyć do tego, aby media publiczne przestały być realną konkurencją dla mediów komercyjnych. Przyjrzyjmy się wynikom oglądalności. TVP1 i TVP2 są na pierwszych miejscach. Politycy dzisiejszej opozycji mają różnego rodzaju zobowiązania wobec mediów, które bezkrytycznie wspierały ich przez lata. Doszło do tego, że pod byle pretekstem wyprowadzały ludzi na ulice, choć tematy były naciągane. Chodzi o to, żeby media publiczne nie były realnym zagrożeniem dla mediów komercyjnych, które pokazują jedną stronę medalu – tłumaczyła.
Cała audycja jest TUTAJ.
Powrót głowonogów zapowiada CEZARY KRYSZTOPA: Ośmiorniczki i ośmiornice
Wkurzyła Was agresja posła Platformy Jakuba Rutnickiego wobec posła Jacka Ozdoby? Słusznie, mnie również. Być może jeszcze bardziej wkurzyła mnie żenująca bezradność, przyjmijmy tę łaskawą dla niego wersję, Marszałka Hołowni, który zapowiadał podniesienie sejmowych standardów, a wobec ewidentnego fizycznego ataku na posła (poseł Jakub Rutnicki wyrwał posłowi Jackowi Ozdobie wydruk zdjęcia z Tuskiem i Putinem na molo w Spocie, zmiął i szarpiąc za marynarkę wetknął za pazuchę, co widać na licznych nagraniach) był w stanie tylko wystękać wysokim głosem, że „nie widział szarpania posła, widział tylko gniecenie zdjęcia”. Przy czym wszystko się działo przed jego nosem. Może powinien obejrzeć nagrania?
Oczywiście, że również w niemałą konfuzję wprawia mnie grupa rekonstrukcyjna „Sowa i Przyjaciele” w planowanym rządzie Donald Tuska. Pośród nazwisk rozpatrywanych w kontekście objęcia ministerstw, szokuje obecność Radosława Sikorskiego, negatywnego bohatera serialu „Reset”, tego samego, który zapraszał Rosję do NATO.
Grupa rekonstrukcyjna
Na nagraniach z „Sowy i Przyjaciół” mówił o „robieniu ‘łaski’ Amerykanom, „zrzucaniu z końca członka” i wywołał międzynarodowy skandal oskarżając publicznie Amerykanów o wysadzenie Nord Stream. Szokuje również obecność Bartłomieja Sienkiewicza, który wg. bohaterów nagrań miał zlecić podpalenie budki pod ambasadą Rosji, żeby można było kłamliwym oskarżeniem uderzyć w uczestników Marszu Niepodległości, uzgadniać warunki niedozwolonego wsparcia NBP Marka Belki dla rządu Donalda Tuska, czy symbolicznie określić instytucje państwa rządzonego przez „najpotężniejszego człowieka w Europie” jako – ch., d. i kamieni kupa. Długo by wymieniać, oczywiście to wszystko wyprowadza mnie z równowagi.
Dług Tuska
Ale wiecie co? To właśnie po to jest żeby mnie wyprowadzać z równowagi. Przecież to jest metoda, którą Tusk z pomocą swoich magików od PR stosował już lata temu. Wtedy miał od tego np. Palikota. Dać gawiedzi emocjonalny żer, prowokować, odwracać uwagę. A w tle… mafie vatowskie, mafie paliwowe, dekonstrukcja tarczy antyrakietowej i lizanie się po kątach z Putinem. Myślicie, że tym razem jest inaczej?
Donald Tusk ma swoich panów i prawdopodobnie dług wobec nich. Nie wiem czym ten dług będzie spłacał, ale czymś będzie musiał. Być może jakąś wskazówką jest to w jaki sposób sejmowa większość podejmując próbę (!) nałożenia na Orlen gargantuicznego haraczu, spowodowała katastrofę jego giełdowych notowań. Kto wie, może Orlen ma w przyszłości czekać los LOTu, który odpowiednio oskubany, miał być sprzedany? A może istotniejsza okaże się fala propagandy jaką rozpętano przeciwko CPK, który ma spowodować znaczący wzrost konkurencyjności Polski, ogromne dochody do budżetu, ale „niestety” dla siebie, jest także konkurencyjny wobec niemieckich planów? Zapowiadane nowe „konsultacje społeczne” ws. tak nielubianych przez duszonych przez własne marzenia od energii z ze słoneczka i wiatraczków Niemców, elektrowni jądrowych? Szczególnie istotne wobec narastającego zagrożenia ze wschodu, sygnały ws. „konieczności budowy mniejszej armii”? Nie wiem. Ale wiem, że prawdopodobnie nadchodzący czas będzie czasem destrukcji i zdrady polskich interesów.
Małpa w Sejmie
I nie namawiam do tego żeby nie zwracać uwagi na małpę w Sejmie, która pod „nieobecność” Marszałka Sejmu, rzuca sobie kupą naruszając immunitet posłów. To oczywiście oburzające i również jest symbolem tego z kim mamy do czynienia. Ale apeluję, błagam wręcz, żeby widzieć więcej. Nie poprzestawać na oglądaniu kotar rozwieszonych przez inżynierów manipulacji, ale za te kotary zaglądać.
Bo sytuacja naprawdę jest krytyczna i bez powszechnej świadomości prawdziwych zagrożeń, jak mawiał mój ś.p. Tata „już powieźli Kościuszkiego”.
Czy zagrożone jest jedno najważniejszych praw? Pyta IGOR MERTYN: Wolność słowa, ale…
Nagłówki niektórych gazet krzyczały o likwidacji CBA i IPN, politycy KO, TD i Lewicy publicznie zaczęli deklarować, że ich pierwsze kroki, gdy utworzą rząd to likwidacja wymienionych instytucji. Dlaczego? To jasne, ale młodsi nie znają kontekstu. Czas przypomnieć z jakiego powodu liberałowie i postkomuniści tak bardzo chcą likwidacji na przykład Instytutu Pamięci Narodowej?
Andrzej Makowiecki, jakkolwiek oceniać pisarza ze względu na jego przeszłość (niesławne artykuły m.in. w Odgłosach z 1968 szkalujące osoby pochodzenia żydowskiego – red.)[1], pozostańmy przy tym eufemizmie, związał swoje życie z Łodzią i trafnie ją opisywał. Środowiska intelektualne, artystyczne, ale też dogłębnie odmalował jej obraz w czasie transformacji w powieści „Krew i wino”. Ponieważ historia rozgrywa się w łódzkim świadku przestępczym – spytałem kiedyś, tego urodzonego w Warszawie pisarza, czy się nie bał chodzić Piotrkowską, gdzie najczęściej przesiadywali bohaterzy jego powieści, jeśli nie odsiadywali kary pozbawienia wolności. Upodobali sobie dwie kawiarnie: Wiedeńskią na rogu ulic 6-go Sierpnia i Piotrkowskiej lub w latach 90. nieco podupadłej, ale wciąż owianej legendą kawiarni hotelu Grand. Pisarz odpowiedział, że gangsterzy z łódzkiej Ośmiornicy mu się kłaniali z wdzięczności za uwiecznienie ich w literackiej formie. Dziś wielu z bohaterów książki Makowieckiego już nie żyje i najczęściej zeszli z tego świata nie z przyczyn naturalnych.
Zdaje się, że gangsterów wciągnęła historia „łódzkiego lumpa”, na którego mafia założyła firmę słup po to by wyłudzać VAT. W książce autor bogato opisał związki Ośmiornicy z policjantami, służbami, urzędnikami skarbówki i politykami lokalnymi a nawet parlamentarzystami.
W 1991 roku gdy wraz z planem Balcerowicza, przyszedł kryzys społeczny oraz wzrost przestępczości, nie tylko w Łodzi, ale w całej Polsce. Rodził się świat ciemnych interesów, niejasnych powiązań polityków i zorganizowanej przestępczości, zbijania kapitału na ludzkiej krzywdzie, wyprowadzania majątku publicznego do prywatnych spółek z kapitałem zakładowym na papierze.
Nie odkrywam niczego nowego, w świetnym filmie „Układ zamknięty” Ryszarda Bugajskiego, doskonale pokazano ów świat lat 90. w Polsce. Pozostaje pytanie czy ten układ przetrwał, czy ma swoich „godnych” następców? Odpowiedź jest dla mnie oczywista – tak. Opowiem historię, która będzie na to dowodem.
Nazwijmy go P. – urzędnik samorządowy, obejmuje bardzo ważne i niezwykle odpowiedzialne stanowisko w łódzkim magistracie. Ówczesny wojewoda zaalarmowany przez branżowy związek zawodowy, po przeanalizowaniu materiałów wystąpił na drogę sądową przeciwko Gminie – Miasto Ł. o odwołanie urzędnika P. Magistrat zgodnie z instrukcjami z „seminarium’ w Tczewie na temat nierozerwalnego związku człowieka z patią, prowadzonego przez Sławomira N., bronił swojego pracownika, jak niepodległości. Tak urzędnik ów scementował swoją miłość i lojalność do układu.
Magistrat do batalii sądowej przygotował się starannie. Po pierwsze zadbał o „zalegendowanie” kolegi. Znalazł się prezes organizacji, który przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym zeznał, że urzędnik przez 10 lat pracował minimum 10 godzin tygodniowo w stowarzyszeniu, jako wolontariusz świadcząc usługi terapii, choć żadnych dokumentów zaświadczających o uprawnieniach lub kwalifikacjach nie miał. Dokumenty się nie zachowały. Zadbano także by owe dokumenty stowarzyszenia, które korzystało z dotacji miasta, również zostały zarchiwizowane, czytaj zniszczone. Traf chciał, że dokumentacja była w jednostce, którą właśnie zaczął kierować urzędnik P., w sprawie, którego toczył się spór sądowy. Nie budzi mojego zdziwienia, że jedną z jego pierwszych decyzji była właśnie „archiwizacja” dokumentów.
Pomocne się okazały pracownice, które w dalszej części historii będą miały duże znaczenie. W sądzie, oprócz udowodnienia, że urzędnik posiada wymagane przepisami prawa doświadczenie pozwalające na objecie ważnego stanowiska, pozostawało jeszcze poświadczenie wykształcenia. I tu znalazło się rozwiązanie. Uczelnia założona przez byłych członków PZPR, na majątku zakładów włókienniczych, zgodnie z trendem lat 90.: kupić zakład za grosze, pracowników zwolnić, park maszynowy sprzedać, nieruchomości przekształcić na inne cele. Tutaj i tak dobrze, że to sektor edukacji, bo przynajmniej teoretycznie, zawsze mogła się zabytkowa fabryka spalić, jak to bywa w Łodzi, albo zostać wyburzona. Przynajmniej solidne budynki z czasów rozwoju Łodzi włókienniczej przetrwały.
Odkryłem zbieg okoliczności – „ojcowie założyciele” uczelni skupują na cele edukacyjne nieruchomości, budynki pofabryczne, kamienice. Nieruchomości te nabywane są na cele edukacyjne z bonifikatą. Następny krok to pozyskiwanie dotacji na remont i działalność, a po okresie karencji sprzedaż nieruchomości developerom i wyburzenie by postawić kolejny apartamentowiec. Jak jest problem z jakąś nieruchomością, np. kamienica będąca własnością uczelni przylega do innej posesji, której żadnym sposobem nie można zburzyć albo nabyć, działa tradycyjny, sprawdzony sposób już od czasów „Ziemi obiecanej”, pielęgnowany w czasach „Ośmiornicy” – podpalenie budynku.
Wracając do P., uczelnia postarała się o uprawnienia na prowadzenie pożądanej przez urzędnika specjalizacji w formie studiów podyplomowych, uzyskała je 23 czerwca. Wymiar studiów to 260 godzin, urzędnik P. ukończył studia wraz z obroną pracy dyplomowej 15 września.
Był jedynym uczestnikiem tej wakacyjnej edycji przyśpieszonych studiów, miał bardzo duży komfort studiowania, dla niego wykładowcy z tytułami doktorskimi przerywali wakacyjny wypoczynek by pomóc urzędnikowi P. posiąść wiedzę. Spytałem wykładowcy z tej uczelni o te studia, popatrzył na mnie z politowaniem i parsknął – jakie studia?! Chłopie, w wakacje?!
Na pytanie, dlaczego nikt z wykładowców, którzy podpisali się pod dyplomem nie zaprotestował, odpowiedział, że taki układ. Ludzie chcą pracować, a uczelnia nie toleruje nielojalności jak matka partia, czyli PZPR. Jak to powiedział Włodzimierze Czarzasty: „wyście nie obalili komuny, wyście się z nami dogadali!” Były członek partii komunistycznej był do bólu szczery.
Wojewoda przegrał sprawę, nie mógł wiedzieć, że magistrat był tak dobrze przygotowany do sądowej batalii, że odpowiednio i wcześniej zostały spreparowane dokumenty, że trzy pracownice samorządowe posiadające długoletnie doświadczenie zawodowe wiedziały, które dokumenty należy zniszczyć, jak przygotować prezesa stowarzyszenia do składania zeznań tak by sąd uznał doświadczenie zawodowe ich zwierzchnika. Należy dodać, że jedna z urzędniczek to żona policjanta, który wówczas zajmował się ściganiem zorganizowanej przestępczości a jego zadaniem było odpowiednie przygotowanie urzędnika P. do składania zeznań w sądzie.
Każda z urzędniczek została wynagrodzona sowitą premią regulaminową i zaskarbiła sobie dozgonną wdzięczność partii. Posiadając tę wiedzę złożyłem zawiadomienie do prokuratury, ale sprawa została szybko umorzona, a Pani Prokurator milczy do dziś na temat udostępnienia zgromadzonych materiałów, upływa już drugi miesiąc, ciekawe na co czeka.
Nic nie napisałem o P., a to bardzo ciekawa postać, biznesmen, który idąc z duchem czasu w 90 roku w Hotelu Centrum zarejestrował, wraz z trzema wspólnikami, firmę handlującą bronią i amunicją. Z akt IPN wynika, że spółka wystąpiła o koncesję pod koniec marca, a już na początku maja ją otrzymała. W tamtym czasie średni czas oczekiwania na tego typu pozwolenia to około 5 do 6 miesięcy – wynika ze słów byłego pracownika resortu w tamtym czasie.
Hotel Centrum to osobna historia, dodam tylko, że w archiwach IPN w Łodzi jest bogata i ciekawa dokumentacja, wynika z niej, że od sprzątaczki po dyrektora, to pracownicy SB, nikt nie jest chyb na tyle naiwny by sądzić, że tak z ulicy można było wynająć biuro na działalność gospodarczą, podkreślam firma, która zajmowała się handlem bronią i amunicją, bez jakiegokolwiek układu.
W latach 80. podróżował na zagraniczne stypendia do Hiszpanii na zaproszenie fundacji z Madrytu oraz z RFN i Holandii, wydał też książkę dla biznesmenów o zarządzaniu emocjami, prowadził szkolenia dla biznesu. Ani śladu jednak w jego życiorysie o pracy wolontariusza we wspomnianym stowarzyszeniu, ani śladu innej działalności.
Przeszukując Internet oraz archiwa IPN nie znalazłem nic więcej na temat wyjazdu do Hiszpanii w celu nauki języka hiszpańskiego. I tutaj muszę przywołać cenne źródło, pewnego pisarza, reportera, który w latach 80-tych wyjeżdżał w celach zawodowych do Hiszpanii, ale też współpracował jako TW z SB. To on wskazał, że w tamtych czasach osoby współpracujące z SB bardzo często wyjeżdżały na stypendia zagraniczne celem działalności operacyjnej pod przykrywką nauki języka. Na spotkaniu z ekspertem z Instytutu Pamięci Narodowej w Łodzi dowiedziałem się, że prawdopodobne jest, że dokumenty zostały zniszczone.
Cała sprawa być może by nie ujrzała światła dziennego, gdyby nie przypadek i świadek przy okazji realizacji filmu dotyczącego lat 80-tych. Świadek naprowadził mnie na opisaną historię a archiwa IPN potwierdziły jego słowa w takim zakresie na jaki pozwalał odtajniony zasób. Jakie jeszcze historie nieprawdopodobnych karier skrywają? Być może jest to temat na osobny film dokumentalny.
[1] https://dzieje.pl/wiadomosci/historyk-protest-lodzkich-studentow-w-marcu-1968-r-byl-szczegolnie-dynamiczny
CMWP SDP na III Zjeździe Badaczy Polonii w Krakowie
Kontakt naszego kraju z liczącą ponad 20 mln osób grupy Polaków zamieszkałych poza Ojczyzną to jeden z najważniejszych elementów przekazywania polskości kolejnym pokoleniom, a integracja Polonii i wspieranie ich w pielęgnowaniu tej polskości wszędzie, gdzie żyją to dzisiaj podstawowe zadanie polskiego państwa w stosunku do tych osób. W realizacji każdego z tych zadań zaangażowane są media polonijne i dlatego warto byłoby objąć je szczególną opieką badawczą i stworzyć np. internetowy leksykon mediów polonijnych – powiedziała dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP na zakończenie III Zjazdu Badaczy Polonii w Krakowie. Odbywał się on w dniach 21 -23 listopada na Uniwersytecie Ignatianum w Krakowie. CMWP SDP uczestniczyło w tym zjeździe po raz pierwszy.
W naszym kraju jest wiele ośrodków naukowych, które zajmują się tematyką Polonii za granicą, ale brakowało płaszczyzny, by ci naukowcy mogli się spotkać, przedstawić wyniki prowadzonych badań czy wymienić doświadczeniami. Właśnie dlatego od trzech lat z inicjatywy ministra Jana Dziedziczaka, pełnomocnika rządu ds. Polonii i Polaków za granicą organizowany jest Zjazd Badaczy Polonii. Podczas tegorocznego Zjazdu zaprezentowany został „Atlas Polaków na świecie”. Opracował go Instytut Pokolenia. Jest to pierwsza i jedyna jak dotąd publikacja, która w sposób całościowy opisuje polską społeczność żyjącą poza krajem. „Atlas” zawiera informacje m.in. na temat liczby Polaków mieszkających w danym państwie, to, z jakich części Polski pochodzą, kiedy wyjechali itp. Prowadzone w ostatnich latach badania wskazują zarówno na zmienność trendów migracyjnych, jak i sposobów funkcjonowania polskiej mniejszości na co dzień. „Atlas Polonii świata” prezentował jeden z jego autorów, dr Robert Wyszyński z Instytutu Pokolenia, który stwierdził , iż obecnie zmianie ulegają nie tylko statystyki dotyczące skupisk Polaków na świecie (wyjazdów, powrotów, nowych kierunków), ale również cechy społeczno-demograficzne osób migrujących. Wpływa to na zmiany funkcjonowania środowisk polonijnych i ich relacji z Ojczyzną. Wg autorów raportu „Atlas Polaków na świecie” gromadzi on dane ze wstępnego etapu badań. W oparciu o materiały uzyskane z polskich palcówek dyplomatycznych jego autorzy starali się wskazać aktualną liczebność Polonii, Polaków poza granicami i osób polskiego pochodzenia. Ich liczbę oszacowano na 20 643 251 osób.
W trakcie Zjazdu zostały wręczone odznaczenia państwowe „Zasłużony dla Polonii i Polaków za granicą”. Otrzymali je m.in. ks. Leszek Kryża z organizacji Pomoc Kościołowi na Wschodzie, prezes Instytutu Pamięci Narodowej dr Karol Nawrocki, wiceprezes IPN dr Mateusz Szpytma i Akademia Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu, organizator znanych w świecie spotkań Polaków z zagranicy pt. „Forum Polonijne”. W tym roku w maju odbyła się już XXV jego edycja.
Atlas Polaków na świecie w wersji online jest tu:
Błędy nasze powszechne – WALTER ALTERMANN: Patynacja progresywnego draftu
Transmisja meczu piłki nożnej w Canal+, widzimy, jak zawodnik odbiera piłkę i szybko rusza z nią na bramkę przeciwnika. Kibice lubią takie momenty. Niestety nastrój psuje sprawozdawca, który mówi: „On ma w genach progresywne prowadzenie piłki”. Pomijam już geny, ale czy można „progresywnie prowadzić piłkę”?
Gdyby sprawozdawca powiedział, że napastnik gra szybko, aktywnie, agresywnie – byłoby normalnie. Ale nie ma tak dobrze, bo sprawozdawca musi się pochwalić, że zna obce słówka. Panowie sprawozdawcy: piłka kopana jest prosta, nie nadawajcie temu sportowi jakichś niesamowitych znaczeń! Dajcie kibicom cieszyć się grą piłkarzy.
A „progresja” według słownika PWN to: 1. osiągnięcie kolejnego stadium rozwoju, 2. ekon. stopniowe wzrastanie; 3. muz. powtarzanie motywu, zwrotu melodycznego na stopniowo zmieniającej się wysokości; 4. podatek porgresywny, dla którego charakterystyczny jest wzrost stawki podatkowej w miarę wzrostu podstawy wymiaru podatku.
W sumie progresja to postęp i wzrost. I tyle.
Mamy ten draft
„Śniadanie Rymanowskiego” w Polsacie, 5 pażdziernika 2023 r. Audycja toczy się żywo i miło, gdy nagle poseł Dariusz Wieczorek z Lewicy mówi:
– Mamy już draft umowy koalicyjnej.
– A kiedy zobaczymy ten draft? – pyta posła prowadzący audycję Bogdan Rymanowski.
Poseł powiedział, aby i panom w studio było jeszcze bardziej kulturalnie. Mnie jednak znowu trafił szlag. Bo czym jest ów „draft”, który stał się tak modny wśród dziennikarzy? Otóż – „draft” to angielskie słowo, które oznacza projekt, wstępne założenia.
Winę za taką sytuację ponosi p. Rymanowski, bo oczywiście goście mogą pleść co im do głowy przyjdzie i nie wypada ich poprawiać. Ale przecież – na „draft” gościa, pan Rymanowski mógł powiedzieć:
– A kiedy zobaczymy ten projekt?
Ale nie, bo p. Rymanowski też chce być nowoczesny i znający. Sytuacja jest identyczna z tą z „Nie ma róży bez ognia” Stanisława Barei. Tamże między Bohdanem Łazuką a Stanisławą Celińską toczy się dialog, w którym Łazuka wrzuca obce zwroty, na co Celińska mówi:
– Ja pracuję w telewizji, to ja pana rozumiem.
Mogę nawet przyjąć i wybaczyć, że w harmidrze, bałaganie i napięciach panujących w pokojach dziennikarskich ten „draft” ułatwia komunikację „wewnątrz dziennikarską”. Ale co to obchodzi widza i słuchacza? W końcu jesteśmy w Polsce, w której obowiązuje nasz język narodowy. A media mają obowiązek mówić po polsku! I oczywiście mówić w tym języku zrozumiale i jasno!
Patyna
„Łowcy staroci” to brytyjski bardzo dobrze zrobiony program o handlarzach starociami i antykami. Niestety w Polsce informacje i dialogi czytają polscy lektorzy. I tu mamy już ostry zjazd z jakością. A odpowiada za tę „obsuwę” Discovery Historia.
W odcinku 17 widzimy, jak renowator przystępuje do patynowania nowych elementów starego mosiężnego żyrandola. Idzie mu dobrze, ale niestety odzywa się lektor: „ A teraz zajmie się patynacją”. Otóż nie ma takiego słowa jak „patynacja”. Znamy natomiast działanie, czynność patynowania, czyli postarzania.
Kto co gra
„Ile w sumie zagrał pan ról aktorskich” – pyta dziennikarz telewizyjny znanego aktora. Aktor odpowiada, że nie liczył, a ja mam wątpliwości, co do pracy dziennikarza. Chodzi mi o logikę pytania. Bo jakie w końcu mógł jeszcze grać role ów aktor? Przecież aktor zawsze gra role i nie trzeba już mówić o „rolach aktorskich”. To tak jakby pytać lekarza” „Ilu porad lekarskich pan udzielił?”
Oczywiście aktor mógł być jeszcze – dla przykładu – rodzicem, mężem, radnym i posłem, ale tych ról nie grał. Każda rola – jeżeli grana – jest przypisana aktorstwu, więc nie wolno pytać „Ile ról aktorski pan zagrał”. Wystarczy powiedzieć: „Ile ról pan zagrał”. Mogą być role filmowe, teatralne, kabaretowe, ale wszystkie one zawsze są grane. I są aktorskie.
Czy pan outsurcinguje?
Prezes jednej z większych organizacji gospodarczych mówi w TVP: „Większość z naszych nowych przedsiębiorców outsorcinguje”.
Co znaczy przywołany outsourcing? Słownik informuje, że Outsourcing (ang. outside-resource-using) – inaczej: „obsługa zewnętrzna” to jedna z najefektywniejszych strategii zarządzania, oznaczająca korzystanie ze źródeł (zasobów) zewnętrznych poprzez wydzielenie ze struktury organizacyjnej przedsiębiorstwa niektórych, realizowanych przez nie funkcji i przekazanie ich do wykonania usługodawcy zewnętrznemu, który jest w stanie wykonywać dane procesy skuteczniej. Outsourcing polega zatem na przekazywaniu m.in. zadań, funkcji, projektów i procesów do realizacji innym podmiotom.
Ja rozumiem, że termin „outsorcing” zagościł i przyjął się u nas. Ale o tym, że ktoś outsorcinguje – pierwsze słyszę. To duża niezręczność i kłopot jezykowy. Oczywiście wiem, że bardzo wiele polskich czasowników zostało utworzonych od rzeczowników. Mamy „handel” i nie dziwi nas, że ktoś „handluje”. Jednak mamy też „sklep”, ale nie mamy na szczęście słowa „sklepuje”. Mamy „zlecenie”, ale nie mamy „zleceniuje”. A żołnierz kierujący czołgiem na szczęście nie czołguje, bo jest kierowcą czołgu.
Jak zatem miał poprawnie powiedzieć ów prezes Specjalnej Strefy Ekonomicznej? Ano tak: „Większość z naszych nowych przedsiębiorców działa w systemie outsorcingu.” Jedno słowo więcej – owo „działa” – i jesteśmy u siebie w domu, a nie szwędamy się po obcych językach i krajach.
Kolejne błędy tropione przez WALTERA ALETRMANA: „Czy ukaracie tego, co depta?”
Ciągle słyszę jak w różnych stacjach telewizyjnych dziennikarze mówią: „Czy ukaracie sprawców tego czynu?” Wiem dobrze, że taka właśnie jest ludowa wersja odmiany „ukarać”. I wiem, że wszyscyśmy z ludu, ale na litość Boga, od chronienia sztuki i kultury ludowej są: Cepelia, ludowe zespoły pieśni i tańca, ludowe zespoły obrzędowe i muzea regionalne. A we współczesnych mediach musimy mówić polszczyzną literacką. I dlatego poprawnie zadane pytanie powinno brzmieć: „Czy ukarzecie sprawców, tego czynu?”
Dla ułatwienia nauki naszego języka, wszystkim chętnym, przytaczam prawidłowe formy odmiany:
- ja. ukarzę
- ty. ukarzesz.
- on/ona/ono. ukarze.
- my. ukarzemy.
- wy. ukarzecie.
- oni/one. ukarzą
Deptanie
„I tu widzimy człowieka, który depta flagę” – słyszymy w telewizji, jako komentarz do przykrego obrazu z manifestacji 11 listopada. Deptanie flagi jest oczywiście poważnym wykroczeniem, ale mówienie „depta” zamiast „depcze” też nie powinno ujść na sucho.
O funkcji i roli Chochoła w „Weselu” Wyspiańskiego napisano już opasłe tomy. Jednakże wszyscy badacze literatury są zgodni co do jednego – chochoł jest słomianym okryciem, na zimę, pięknego krzaku róży. Otulenie krzaczka słomą ma pomóc róży przetrwać i ponownie rozkwitnąć. U Wyspiańskiego ta róża oznacza serce, ducha polskości, które odżyją.
Chochoły
Mamy też finałowy obraz dramatu, w którym Chochoł wkracza na scenę a pod melodię jego śpiewu, i gry na skrzypcach wszyscy weselnicy tańczą „jak zaśnięci”. To z kolei oznacza, według Wyspiańskiego, że naród nasz nie dorósł jeszcze do przebudzenia, że w naszych sercach i głowach panuje ciągle zima, żeśmy puści, słabi i nierozumni. Że zaprzepaścimy każdą szansę, gubiąc złoty róg.
Jakże więc zaskoczyła mnie telewizyjna – w TVP Info – interpretacja problemu Chochoła. Pewien dyskutant powiedział bowiem tak: „Walczycie teraz z chochołami, które się samemu stworzyło”. Poczułem się jakbym żył w latach 40-tych, bo to wtedy ortodoksyjni komuniści nawoływali do „walki z chochołami”. Co oznaczać miało, że pora już porzucić marzenia o wolnej Polsce i pra – patrząc realnie – jak naj ściślej współpracować z Ojczyną Światowego Komunizmu.
Radziłbym staranniej dobierać dyskutantów. I szukać takich, którzy będą mniej skłonni do publicznego szastania metaforami, cytatami, których nie rozumieją. No i będą mniej uduchowieni. Bo to jednak wstyd.
Bezwstyd
Słyszę ciągłe powoływanie się na prawo. Przy czym jest to branie na świadka prawa w sensie negatywnym. Szelmowsko uśmiechnięci parlamentarzyści twierdzą wtedy, że prawo o czymś tam nie mówi, że czegoś im nie zabrania. Ich oponenci twierdzą wtedy, że ważny jest również duch prawa, konstytucji.
Opadają mi w takich razach z bezsiły ręce, bo to co wszyscy rozumieją jako oczywiste naciąganie, naginanie prawa, zwyczajne łajdactwo, to to wszystko macherzy parlamentarni z zadowoleniem wykorzystują dla korzyści własnych partii.
Nie pozostaje mi więc nic innego, jak przywołanie starej, bo rzymskiej sentencji: Quod non vetat lex, hoc vetat fieri pudor. Co cię tłumaczy na polski tak: Czego nie zabrania prawo, tego zabrania wstyd. Autorem tego powiedzenia jest Lucius Annaeus Seneca, starożytny pisarz i mędrzec, który widział, co robią z prawem jego współcześni.
A bezwstyd u nas rośnie, grubieje i rozpycha się bezczelnie. Bezwstyd – tak, to byłaby najkrótsza i najbardziej celna definicja obecnego stanu rzeczy.
Poza marginesem
Dziennikarz sportowy canal+ mówi o powrocie do tenisowej czołówki zawodnika, który całkiem niedawno w ogóle się nie liczył: „On był poza marginesem…” I znowu mamy kłopot z polską frazeologią. Mamy zwrot: „on jest na marginesie”, ale nie mamy zwrotu mówiącego, że ktoś jest „poza marginesem”.
Wyjaśnijmy kłopot. W dawnych czasach karty zeszytu, książki miały z prawej strony marginesy, które służyły do nanoszenia poprawek, uwag, odnośników lub informacji pomniejszych. Stąd teksty na kartach dzieliły się na główne i marginalne. Te na marginesach były istotne, ale nie tak jak teksty główne. Zatem powiedzenie, że coś jest na marginesie oznacza, że nie ma ono takiego znaczenia jak tekst główny.
Natomiast stwierdzenie dziennikarza, że ktoś jest „poza marginesem” świadczy o głębokim niezrozumienie klasycznego powiedzenia. Nawet gdyby ktoś się uparł i na siłę próbował nadać dziennikarskiej poetyce sens, to znaczyłoby ono, że ktoś „spoza marginesu” w ogóle nie istnieje.
Niestety bardzo wielu dziennikarzy ciągle próbuje zmieniać klasyczne zwroty i frazy, z czego rodzą się stylistyczne potworki.
„Historia Kościoła” – nowy dwumiesięcznik „Gościa Niedzielnego”
Z końcem listopada w sprzedaży pojawi się nowy magazyn popularnonaukowy „Historia Kościoła” wydawany pod marką „Gościa Niedzielnego”.
„Wielu dzisiejszych napięć w Kościele można by uniknąć, gdybyśmy znali lepiej jego historię. To jeden z licznych powodów, dla których stworzyliśmy dla Państwa nowy magazyn – >Historia Kościoła<” – czytamy w zapowiedzi nowego magazynu na stronie internetowej „Gościa Niedzielnego”.
Podkreślono, że nie będzie to dodatek historyczny do „GN”, tylko odrębne czasopismo wydawane pod marką „Gościa”. Do współpracy redakcja zaprosiła wybitnych historyków, biblistów oraz publicystów i dziennikarzy łączących wiedzę historyczną z dobrym piórem. Wśród nich są takie autorytety w dziedzinie historii Kościoła jak kard. Grzegorz Ryś czy o. Tomasz Gałuszka OP, bibliści – jak ks. Mariusz Rosik, ale też znani czytelnikom „Gościa” publicyści, którzy zarazem są wykształconymi historykami i historykami Kościoła, m.in. Andrzej Grajewski, Franciszek Kucharczak, Leszek Śliwa czy Przemysław Kucharczak.
W pierwszym numerze „Historii Kościoła” znajdziemy m.in. następujące tematy: Skąd wiemy, że Jezus Chrystus istniał naprawdę jako człowiek z krwi i kości? Dlaczego realne człowieczeństwo Jezusa było podważane przez część chrześcijan w I wieku? Dlaczego mamy cztery Ewangelie i z jakiego powodu różnią się one między sobą? Czy apokryfy to tylko pobożne bajki, czy też wiarygodne źródła historyczne? Czy inkwizycja dawała gwarancję sprawiedliwego procesu? Kto zabił księdza Franciszka Blachnickiego i dlaczego śledztwo trwa tak długo? Co sprawiło, że Wandea nie jest kojarzona powszechnie ze zbrodniami rewolucji francuskiej?
„Wierzymy, że >Historia Kościoła< okaże się nie tylko prawdziwą gratką dla pasjonatów historii, ale również źródłem wielu inspirujących odkryć dla osób poszukujących prawdy – zarówno wierzących, jak i niewierzących” – czytamy w zapowiedzi nowego dwumiesięcznika.
opr. jka, źródło: gość.pl
HUBERT BEKRYCHT: Dramat arcypolski – Weryfikacja, pacyfikacja, likwidacja. Dziennikarstwo 3.0
Od miesięcy bawią mnie buńczuczne zapowiedzi likwidacji dziennikarstwa. Najpierw politycy lewicowo-liberalni, ci mogą być głupcami. Potem „społecznicy”, czyli też politycy tego samego nurtu, ale w randze autorytetów – ci głupcami zawsze zresztą byli. I na koniec – dziennikarze, który liczą, że po wygranych przez KO, TD i NL wyborach ich zarobki pójdą w górę (jeszcze?), ale przede wszystkim ich mądrość poszybuje w kosmos ku nieznanym układom. Chociaż na pewno układów im przez 8 lat nie brakowało. I ci dziennikarze nie są głupi. Tylko zachłanni.
Nie wiadomo, jak sprawy mediów, szczególnie publicznych, rozstrzygną Tusk, Hołownia i Czarzasty, ale na pewno nie będzie to łatwe na gruncie obowiązującego prawa. A zmienić uregulowania można, w dużym skrócie, tylko uzyskując w Sejmie przychylne kilkadziesiąt głosów posłów, którzy za likwidacją mediów publicznych, czytaj: niewygodnych, nigdy się nie opowiadali.
Uwaga dla zmęczonych kampanią – autor felietonu pisze, że legalnie nie da się zlikwidować ani nawet przejąć mediów publicznych a już na pewno nie da się wysłać na Jowisza czy na Kamczatkę Sakowicza, Karnowskich, Lisickiego, Kanię i kogo oni tam jeszcze chcą…
Weryfikacja:
Chociaż kojarzy się ze stanem wojennym, jej zwolennicy czekają na nią jak komuniści na czołgi.
Jak miałaby wyglądać weryfikacja dziennikarzy po „reżimie PiS”? Zakazać, reedukować, skreślić z listy dziennikarzy mogących wykonywać zawód.
Nie tylko. Przede wszystkim szykuje się nam niezły kabaret:
Po zwycięstwie KO. Tajna narada Komisji ds. weryfikacji dziennikarzy w ukrytym przed partyzantką PiS połączonym biurze Sejmu, Senatu, Rady Mediów Narodowych, Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, Centralnego Biura Antykorupcyjnego oraz Ministerstwa Sportu i Turystyki:
Przewodnicząca Komisji ds. weryfikacji dziennikarzy Justyna Dobrosz-Oracz: Wysoki Sejmie i jeszcze wyższy Senacie, wszystko to, co wydarzyło się w dziennikarstwie innym niż nasze musi zostać wypalone do gruntu a grunt potraktowany kwasem.
Członek Komisji ds. weryfikacji dziennikarzy Tomasz Lis: Hurra, kwasem ich!
Przewodnicząca Komisji ds. weryfikacji dziennikarzy Justyna Dobrosz-Oracz: No, nie… Tomku, tak nie można. Kwas nie, wypaczenia tak i wtedy dopiero kwas. Dziennikarze, którzy przez noc reżimu nie byli z nami powinni zostać skierowani do kopania rowów na wschodzie Polski. Reporterzy TVP, PR, PAP oraz konserwatywnych mediów prywatnych powinni na nasz widok zdejmować czapki i kłaniać się nam w pas. Bo w gruncie rzeczy nie o pieniądze tu chodzi, pieniądze, które zresztą słusznie nam się po 8 latach należą. Chodzi jednak i o to, aby już nikt nie ważył się być na lepszej pozycji niż my – dziennikarze prawdziwi, niepokonani, lisio przebiegli, piszący książki o złym PiS i zdecydowani na każde działanie wobec wrogów na prawicy.
Członek Komisji ds. weryfikacji dziennikarzy Tomasz Lis: Hurra! Na pal ich!
Rotacyjny przewodniczący ds. weryfikacji dziennikarzy Bartosz Węglarczyk: Zabierzcie mu mikrofon, bo jeszcze się wyda, że chcemy ich wszystkich zamknąć w ośrodkach reedukacyjnych w Meklemburgii… Co ty mi tu wrzeszczysz do ucha reżyserze z reżyserki? I co, że to idzie na żywo? Wytniecie i po problemie.
Wiceprzewodniczący Komisji ds. dziennikarzy Tomasz Sekielski: Tylko nie mówcie Tomkowi…
Kapelan Komisji ds. weryfikacji dziennikarzy ks. Kazimierz Sowa: Tomku, czy ty nie możesz po bożemu a potem wybaczyć i weryfikować, pacyfikować i likwidować?
Członek Komisji ds. dziennikarzy Tomasz Lis: No przecież k…a mówię, na pal ich!
Kapelan Komisji ds. weryfikacji dziennikarzy ks. Tadeusz Sowa: Nie ty Tomku, mówię do Tomka…
Wiceprzewodniczący Komisji ds. dziennikarzy Tomasz Sekielski: Ale miałem mu nie mówić…
Kapelan Komisji ds. weryfikacji dziennikarzy ks. Kazimierz Sowa: Pacyfikujcie na Boga a potem przebaczcie, bo spóźnię się na ostrygi.
Specjalistka ds. etyki Komisji ds. weryfikacji dziennikarzy Monika Olejnik: No dobra, ale to przeciwko komu teraz będziemy? Przecież nie przeciwko Trzem Partiom? Dobrze byłoby dopuścić paru dziennikarskich oszołomów.
Członek Komisji ds. dziennikarzy Tomasz Lis: To nie na pal ich? Szkoda…
Rotacyjny przewodniczący ds. weryfikacji dziennikarzy Bartosz Węglarczyk: Kogo mamy weryfikować?
Pierwszy, czyli najważważniejszy, rotacyjny przewodniczący ds. weryfikacji dziennikarzy Adam Michnik: To się jeszcze zobaczy, w końcu Trzy Partie mogą chcieć weryfikować nas. Za różne tam zaszłości… lub czasopisma. Sam fakt istnienia komisji będzie wystarczający.
Specjalistka ds. etyki Komisji ds. weryfikacji dziennikarzy Monika Olejnik: Z tym, że podobno są już dwie komisje ds. weryfikacji dziennikarzy w latach 2016 – 2023 i jedną z nich, tę nie naszą, ma przejąć Łukasz Warzecha. Cholerny galimatias. Co robić?
Członek Komisji ds. dziennikarzy Tomasz Lis: Na pal ich!
Pacyfikacja:
Podziemia PKiN, ostatnie szańce dziennikarstwa w TVP kilkadziesiąt dni po przejęciu siedzib przy ul. Woronicza i pl. Powstańców. Wchodzi komisja ds. weryfikacji dziennikarzy i jej pluton egzekucyjny.
Przewodnicząca Komisji ds. weryfikacji dziennikarzy Justyna Dobrosz-Oracz: Cel, pal…
Rotacyjny przewodniczący ds. weryfikacji dziennikarzy Bartosz Węglarczyk: Zaraz, zaraz, co ty robisz, przecież oni uciekli, TVP ma ze 40. zapasowych siedzib. Tu nie ma do kogo strzelać.
Przewodnicząca Komisji ds. weryfikacji dziennikarzy Justyna Dobrosz-Oracz: Powtarzam, cel, pal…
Dowódca plutonu egzekucyjnego Kamil Dziubka: Ale tu nie ma nikogo!
Przewodnicząca Komisji ds. weryfikacji dziennikarzy Justyna Dobrosz-Oracz:…ale jak ja mam w protokole, „strzelać”, to masz k…a strzelać!
Dowódca plutonu egzekucyjnego Kamil Dziubka: (zrezygnowany): Pif – paf…
Likwidacja:
Sejm. Kilka miesięcy po weryfikacji i pacyfikacji.Wszystkiego.
Rotacyjny Król Polski Donald Tusk: Nie mam już siły. I to wszystko nasi… Już trzeci miesiąc kłócą się, kto ma być szefem „Wiadomości”. Niech Nitras idzie do biura PiS i poprosi, aby oni sami zweryfikowali, spacyfikowali i zlikwidowali tę naszą komisję…
Kutryna rotacyjna, czyli nic nie opada
(Na scenę wchodzi rekwizytor i zdejmuje nabitego na pal pluszowego lisa)
Kurtyna
Oczywiście wszystko jest fikcją a co nią nie jest fikcją będzie. Nazwiska członków komisji są z premedytacją pomylone, aby skompromitować to wszystko, co zostanie w dziennikarstwie po zaoraniu rządu konserwatywnego. Z tym, że to może być prowokacja wrogich służb.
Hubert Bekrycht – 13.11.2023 r.









