O mediach i komunikacji na Forum Ekonomicznym w Karpaczu

„Etyka mediów w erze dezinformacji”, „Czwarta władza. Jak media kreują rzeczywistość?”, czy „Dziennikarz naszych czasów. Nowe oblicze zawodu” – to tematy tylko niektórych paneli dyskusyjnych na temat mediów, jakie odbyly się w pierwszym dniu Forum Ekonomicznego w Karpaczu. Biorą w nich udział zarówno dziennikarze, jak i przedstawiciele organizacji zajmujących się różnymi elementami komunikowania masowego. Na Forum akredytowanych jest kilkuset dziennikarzy z większości największych i najważniejszych redakcji w kraju, m.in. TVP, Polskiego Radia, PAP, Rzeczpospolitej, Onetu, Interii, Polska Press, TV Trwam oraz  kilkuset redakcji newsowych i  branżowych. Głównym partnerem medialnym Forum jest w tym roku Rzeczpospolita i Polskie Radio, a wśród głównych partnerów komercyjnych są dwie firmy medialne –  TVN Warner Bros. Discovery oraz platforma TikTok. Partnerami medialnymi imprezy, prezentującymi swoje logotypy na materiałach reklamowych organizatorów  jest ponad 70 redakcji z Polski i zagranicy.  CMWP SDP zostało zaproszone do udziału w Forum Ekonomicznym po raz drugi. 

Jednym z największych wyzwań, przed którymi stoją media, jest dezinformacja. Zjawisko to polega na celowym rozpowszechnianiu nieprawdziwych informacji w celu manipulowania opinią publiczną. Wyzwanie pogłębia się, gdyż w dobie Internetu każdy może publikować treści, co prowadzi do szybkiego i niekontrolowanego rozprzestrzeniania się fałszywych informacji.  Czy w erze dezinformacji etyka mediów  odgrywa jeszcze jakąś rolę, czy przeciwnie, nasze czasy to kres etyki dziennikarskiej –  to pytania, na które odpowiadali uczestnicy pierwszego panelu dyskusyjnego poświęconego najbardziej aktualnym problemom współczesnych mediów. Odbył się on w pierwszym dniu Forum, 5 września.   Panel ten prowadził red. Michał Karnowski z tygodnika Sieci, a uczestniczyli w nim Michał Ossowski, red. nacz. Tygodnika Solidarność, Olga Dziedzic z Fundacji Impuls Dla Młodych,  red. Jaśmina Nowak z Radia Wnet, Ion Ionita, red. naczelny  Adevarul/Historia z Rumunii i Ron Haviv z USA, współzałożyciel VII Photo Agency.  Rozmówcy zgodzili się, iż dezinformacja ma poważne konsekwencje, takie jak podział społeczeństwa, wzrost napięcia politycznego oraz osłabienie demokracji. W ich ocenie  etyka mediów jest nadal bardzo istotna, także po to, by chronić odbiorców przed dezinformacją i propagandą. Media są na etapie permanentnej rewolucji technologicznej, postęp techniczny jest tak szybki ze nie nadążamy za nim, fake się rozchodzi co najmniej sześć razy szybciej,  a sprostowanie się nie klika – powiedział red. Marcin Ossowski. W takiej sytuacji trzeba postawić na edukację, na uświadamianie ludziom, czym jest dziennikarstwo i w jaki sposób w dzisiejszym świecie sprawdzać źródła informacji, z których się korzysta – stwierdził Ron Haviv. Potrzebujemy standardów,  potrzebujemy kodeksów, ale przede wszystkim trzeba walczyć o profesjonalizm i prawdę w mediach  – podsumował red. Michał Karnowski.

Codziennie, w czasie trwania Forum Ekonomicznego w Karpaczu odbywa się kilkanaście  paneli dyskusyjnych poświęconych m.in.mediom, komunikacji, wykorzystaniu mediów w cyberprzestępczości i cybebezpieczeństwie, oraz narzędziom i metodom wykorzystywania mediów do działań informacyjnych, marketingowych, politycznych, czy  w sprawach dotyczących bezpieczeństwa.  Wśród dziennikarzy z Polski  uczestniczacych w dyskusjach i prowadzących panele są m.in. red. Rafał Ziemkiewicz, red. Maria Przełomiec, red. Krzysztof Ziemiec, red. Bogusław Chrabota, red. Grzegorz Nowacki, czy  red. Nicola Bochyńska. Na zaproszenie organizatorów  udział w panelu dyskusyjnym pt. „Media apolityczne. Na ile to realne?” weźmie także Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP.

Holenderska spółka większościowym udziałowcem wydawcy „Rzeczpospolitej”

Należąca do Grzegorza Hajdarowicza firma KCI nie kontroluje już spółki Gremi Media, wydającej m.in. dzienniki „Rzeczpospolita” i „Parkiet”. Większościowym udziałowcem stała się holenderska spółka Pluralis, wspierana przez fundusz miliardera George’a Sorosa.

Jak poinformowała spółka KCI w komunikacie giełdowym,  „24 sierpnia 2023 r. doszło do realizacji opcji >Call<, na podstawie której Pluralis nabył pakiet 240.416 akcji serii A uprzywilejowanych co do głosu spółki Gremi Media S.A., co pozwoliło na osiągnięcie przez Pluralis 57% głosów na walnym zgromadzeniu Spółki Gremi Media S.A.”

Pluralis po raz pierwszy w Gremi Media zainwestował w 2021 roku. Wśród akcjonariuszy tej holenderskiej firmy są m.in.  King Baudouin Foundation, fundacje Tinius Trust i KIM, Mediahuis, Media Development Investment Fund, Soros Economic Development Fund. Jak podkreśla Bloomberg, informując o tej transakcji, spółka wspierana jest przez fundusz miliardera George’a Sorosa.

opr. jka, źródła KCI, bloomberg.com

O ograniczeniach bez metafor pisze STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Obroża uniwersalna

Litościwy sędzia miast pakować oskarżonego w ciasną celę daje mu obrożę elektroniczną, która umożliwia stałą kontrolę. Wówczas skazany przebywa w areszcie domowym i rozmyśla we własnym mieszkaniu nad tym co zrobił. Czasem dochodzi do wniosku, że postępował źle i z wdzięcznością myśli o sędzim.

Obroże przydałyby się niektórym posłom, tym którzy bezkarnie wykorzystują immunitet, łżą bez opamiętania i kary. Mówią, że Pan Bóg jest cierpliwy, ale sprawiedliwy. Ciągle w to wierzymy. Przynajmniej ja wierzę.

Elektroniczny dozór dla złodziei rozszerzony na posłów i senatorów jak na razie jest niedostępny dla jurysdykcji. Reforma sądownictwa to tylko werbalna gadanina odsuwająca decyzje ad Kalendas Graecas. Pan Ziobro choć wielofunkcyjny i na pewno uczciwy to jednak łagodny minister, przynajmniej wobec swoich kolegów. Różni jego krytycy skaczą mu po brzuchu wygadując co ślina na język niesie. No ale jest demokracja. W prawdzie jest paragraf 212 na dziennikarzy. To jednak zdecydowane przegięcie, niesprawiedliwe i szkodliwe. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich od lat przeciwko paragrafowi 212 protestuje. Bezskutecznie. Oczywiście jest również bezczelność bezdowodowych oskarżeń i nieuczciwość. Jest niedostateczne sprawdzanie faktów przy zbieraniu informacji. Wszystko to powinien rzetelnie oceniać sąd. W jego rękach jest orzeczenie sprawiedliwe i profesjonalne.

W Polsce niezwykle ważny polityk mimo wydawałoby się uzasadnionych oskarżeń o korupcję siedzi na jednym z najważniejszych foteli władzy i koledzy go bronią, choć na pewno wielu robi to tylko z politycznych powodów. Jest „nasz”, więc musimy go bronić.

Wybory zbliżają się szybkim krokiem. Nadzieję mają zarówno rządzący i krytykujący. Suweren zadecyduje. Proponuję zwiększenie produkcji. Obroże się przydają. Nie tylko dla psiaków, ale i dla polityków. Nie cieszą się oni miłością ludzi, ale i tak ludzie pójdą do urn. Jaki będzie wynik zobaczymy.

Trzeba odpowiedzieć na ważne pytania referendalne – przede wszystkim głosując na tych którzy myślą o Polsce, a nie inspirowani są złudnymi obietnicami. Każdy głos będzie się liczył. Biała kartka będzie tak samo ważna – czy wrzucił ją człowiek mądry czy naiwny. Demokracja. Podobno nic lepszego nie wymyślono. Ale demos sparzył się już wielokrotnie, chciał dobrze, lecz zabrano mu środki produkcji, podwyższono wiek emerytalny, stąd wędrówki za chlebem.

Lud pracujący miast i wsi to śmieszne dziś określenie. Ale taki lud istnieje i to on wypracowuje budżet, środki do życia i obrony kraju.

Tenże lud założy kiedyś obroże partyjnym cwanym ludziom i złodziejom wspólnego dobra. Są kwity. Mamy na razie pożyteczny „Reset” telewizyjny. Potrzebny jest prawdziwy i dogłębny sprawdzian. Reset jak było naprawdę. Zło pokazać trzeba i pokonać. To sprawdzanie właśnie się zaczęło.

 

 

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Jeśli napadną na mój kraj…

Jeśli napadną na mój kraj – teraz, jesienią, zimą, wiosną – czy kłócić i kłamać przestaną Tusk, Kamysz, Hołownia i na zakąskę śmieszny Kołodziejczak? Czy zamkną usta wyznawcy liderów, których, dla kontynuacji „kariery” w przyszłym Sejmie, nie powstrzymuje wstyd a nawet zdrada? Czy głupi szczeniak dla prywatnego interesu pójdzie w układy ze zbrodniarzami zabijającymi i grabiącymi naszych sąsiadów? To nie jest żadna opozycja. To wrogowie, piąta kolumna – zaprzańcy i zdrajcy. O tych mówił stary Maciej z „Pana Tadeusza”: głupi, głupi, głupi.

Z jakimż trudem przyszło dobić się suwerenności. I ile wyciekło krwi, ile było koszmaru, ile bólu i tragedii. A jednak z podłym  grymasem twarzy śmią mówić: „nie Polska a Europa!”. „Ja nie jestem Polką, Polakiem – ja jestem i chcę być Europejczykiem”. Głupi nie boją się teutońskiego mordercy ani ruskiego batoga. Wykluwają się nagle nawet wśród lubianych i popularnych.

Nienawiść! Gangrena nienawiści to choroba gorsza niż alkoholizm czy koronawirus. Idzie to przez kraj, który rozwija się jak nigdy i zalewa go śmierdzącą cieczą. To gorsze niż tysiące ton śmieci zwożonych do Polski za judaszowe eurosrebrniki. Ten szlam trzeba zatrzymać perswazją a nawet siłą. Wrogich ludzi zatrzymać trudniej.

Małżeństwo, które się pożre i znienawidzi nie powinno już wchodzić do jednego łóżka. Zacietrzewieni zmęczą się, zostaną wyśmiani i wzgardzeni. Któż pamięta już nawet nie po latach, ale po miesiącach o głupich wodzach, nieudolnych przywódcach – prezesach, premierach, ministrach. Poszli won, niech siedzą cicho i modlą się do topniejącej kupki ukradzionych pieniędzy. Właściwie ich miejsce powinno być w pierdlu. Ale ludek znad Wisły to dobrotliwe towarzystwo i nie pamiętliwe stworzenia. W newralgicznych momentach obronić się potrafimy. Kosy idą na sztorc a wolontariuszy zgłosi się więcej niż można będzie zorganizować batalionów. Niestety, pamięć krótka – skleroza połączona z Alzheimerem pustoszy głowy.

Niemiecki rzeźnik mordował warszawską Wolę a dokończył żywota na ciepłej państwowej posadzie. Żydzi powiesili Eichmana, ale dali się przekupić i weszli w ścisłe relacje ekonomiczne z opłacającymi się teraz sowicie potomkami morderców i grabieżców. Zresztą i u nas niektóre samorządy dopuszczają do nazistowskich ekscesów.

Naród odpowie w referendum, Polacy obronią Polskę, na to znajdzie się siła i odwaga. Chcemy gwarancji sojuszów, ale już przekonaliśmy się, że one mogą nas zawieść. Niedotrzymane może być słowo ludzi, którzy honor postawią po interesie własnym. „Pecunia non olet” tak jest niestety. Tak się w świecie, w życiu dzieje.

Teraz poprośmy jeszcze by zamknęli się ujadacze, ale chyba tego nie zrobią. Nawet gdy wróg wykona atak. Nawet, kiedy będzie to atak rozpoznawczy. Oni tak zwykle czynią: razwietką nazywają. Żaden wraży statek powietrzny nie powinien bezkarnie przekroczyć granicy na polskim niebie. Organizatorów przemytu ludzi należy nie tylko wyłapać, ale i pozbawić możliwości uprawiania tego procederu.

Nie bójmy się. Straszenie to szantaż. Tchórzostwo, czyli przekonywanie, że będzie gorzej to nie obrona. To zagrożenie bytu! Suwerenności. Poradźmy sobie z własną 5-tą kolumną. Zbrójmy się i organizujmy do obrony. Już ostatni to czas i alarmowy dzwon. „Wakacje” się skończyły. Nadchodząca rocznica tragicznego września ’39 – to memento! Koniec z gadaniem, trzeba wydłubać zgniłe robaki z życiodajnego jadła. Jest nas dużo i mamy wiarę!

 

Do szacunku dla dobrych rad nawołuje STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Posłuchajcie Andrzejewskiego

Przedwyborczy bełkot medialny staje się nie do zniesienia. Już nikt nikogo nie słucha, a wszyscy naraz nadają. To ma być kampania wyborcza?!

Trzeba się uspokoić. Niech zaczną media. Zamiast zalewać nas potokiem informacji – w tym odgrzewanych do znudzenia – szumem dezinformacji i kłamstw – ograniczmy się do nadawania wypowiedzi ludzi mądrych. Z obu stron barykady. W Hallerowie, czyli we Władysławowie odpoczywa po wieloletniej skutecznej pracy mądry, bardzo zasłużony w obronie naszych uczciwych obywateli, mecenas Piotr Łukasz Juliusz Andrzejewski. Dobrze byłoby, żeby jeszcze raz stanął w szranki. Właśnie teraz gdy Ojczyzna jest znowu w pilnej potrzebie. Rządzić to mu nie dadzą, zresztą i on sam już tego nie chce. Nie będzie kandydował w nadchodzących wyborach (a szkoda!) ale doradzać i to konkretnie Prezesowi, Premierowi i Prezydentowi powinien. Wszędzie tam niestety są wprawdzie tabuny doradców, ale to na ogół ludzie mało odważni (delikatnie mówiąc) sugerujący to, czego szef chce. Tak to już jest – schlebiacze i lizusy zawsze mają się lepiej (oczywiście do czasu!).

Polityk, adwokat, działacz opozycji demokratycznej w PRL, senator I, II, III, IV, VI i VII kadencji Senatu, sędzia Trybunału Stanu, rodem Warszawiak, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego z wyboru i rodziny o wspaniałych niepodległościowych korzeniach – teraz mieszkający za bałtycką morską wydmą we Władysławowie. Senator żyje teraz nad otwartym morzem, w pięknym modernistycznym pensjonacie „Solmare” wybudowanym przez rodziców Wandę i Aleksandra Andrzejewskich właśnie w Hallerowie w 1936 roku. W tym miejscu w groźnych dla Polski chwilach zbierała się opozycja, a w 1982 ubeckie bojówki go podpaliły niszcząc archiwum i część budynku.

3 czerwca 2007 roku do ówczesnego premiera Rządu Rzeczpospolitej Polskiej Jarosława Kaczyńskiego mec. P. Ł. J. Andrzejewski pisał:

„Wychodząc z akceptowanej w prawie cywilizacji łacińskiej zasady prawa międzynarodowego: pacta sunt servanta, należy uznać aktualne próby podważenia zasad funkcjonowania Unii Europejskiej jako zintegrowanych działań podmiotów prawa międzynarodowego jakimi są Wspólnoty Europejskie i poszczególne państwa, które to działania mają ugruntowaną aktualnie podstawę prawną w Traktacie Nicejskim, za wymagające szczególnego uzasadnienia w myśl drugiej zasady mogącej usprawiedliwić zmianę obowiązujących powszechnie ustalonych reguł funkcjonowania Unii brzmiącej rebus sic standibus*.

Polska jak i 10 innych państw europejskich, kierując się zasadą domnimania wiarygodności dotychczasowych podmiotów tworzących podstawy funkcjonowania Unii Europejskiej, przystąpiła do tej formacji na ustalonych i jednomyślnie w drodze kompromisu przyjętych na warunkach i zasadach określonych w aktach akcesyjnych znajdujących oparcie w Traktacie Nicejskim.

Propozycję podważenia istniejącego status quo w oparciu o wątpliwy co do jakości poprawności prawnej, a nadto odrzucony przez część państw wspólnot tworzących Unię projekt tzw. nowego traktatu konstytucyjnego Unii Europejskiej uważam za nieaktualną i niewartą próby jego reanimacji.

Projekt ten narusza szereg fundamentalnych zasad obowiązujących dotąd w prawie międzynarodowym, jak m.in. zasady równowagi i równości stron – jedno państwo – jeden głos materii dotyczącej każdego z członków wspólnot tworzących Unię – połączonej z zasadą suwerenności państw – członków wspólnoty.

Próba politycznego narzucenia poglądów i rozwiązań sprzecznych z tymi zasadami winna być poddana dalszym negocjacjom” – pisał 16 lat temu Andrzejewski.

(…) „Sfera spraw regulowanych tzw. prawem unijnym mającym priorytetową przewagę nad prawem wewnętrznym poszczególnych krajów tworzących kompleks unijnych dotyczy dwóch przedmiotów regulacji: praw i obowiązków obywateli państw zjednoczonych w Unii i praw i obowiązków państw tworzących Unię jako podmiotów prawa międzynarodowego.

Ten podział przedmiotu regulacji prawnej winien znaleźć odzwierciedlenie w trybie stanowienia prawa odrębnym dla każdej z tych grup przedmiotu regulacji. W jednym i drugim przypadku uważam za wskazane odwołanie się do zasady równości podmiotowej. Podmiotowość obywateli państw Unii Europejskiej zgodnie z zasadą równości reprezentatywności każdego z nich uzasadnia zasadę głosowania podwójną większością w zakresie praw i obowiązków każdego obywatela Unii.

Podmiotowość państw członków Unii w obrębie ius gentium i równość ich traktowania z poszanowaniem ich suwerenności w dziedzinie międzynarodowej wymaga odrębnej zasady głosowania w oparciu o równą reprezentatywność w myśl reguły jedno państwo – jeden głos.

Podział podmiotu regulacji na to, co dotyczy państwa jako podmiotu prawa międzynarodowego i na to, co dotyczy osób jako podmiotów prawa prywatnego, wskazuje władzy Unii dla każdej z tych grup podmiotów odrębne uwarunkowania.

Osobnym problemem jest pominięcie trybu stanowienia prawa wspólnotowego nie przez organy władzy wykonawczej Unii, ale władzy ustawodawczej i powrotu do monteskiuszowskiej tradycji podziału władz, a nie jej zagmatwanego pomieszania, jak to ma miejsce obecnie.

Odrzucony projekt traktatu konstytucyjnego narzucony przez tzw. Konwent nie spełnia podstawowych standardów w tym zakresie.

Nawiązując do polskiej tradycji opartej na maksymie, aby będąc „wolnym od hańbiących przemocy nakazów” – cenić drożej nad życie wolność wewnętrzną, niepodległość zewnętrzną i suwerenną egzystencję polityczną Narodu Polskiego i jego członków – pozwalam sobie na skierowanie na ręce Pana Premiera wyżej przedstawionej propozycji do rozważenia w nadchodzących negocjacjach” – podsumował P. Ł. J. Andrzejewski i w liście do Jarosława Kaczyńskiego z 3 czerwca 2007 r.

*                           *                           *

To nie jest już dziś głos wołajacego na puszczy. To jest rdzeń suwerenności. Warto krzyknąć: Andrzejewski wróć. W dodatku nie będzie lepszego reprezentanta spraw morza – ludzi, historycznie morskiej polski i współczesnej okradzionej morskiej gospodarki naszego kraju – flota, stocznie, rybołóstwo. W tych sprawach Kaszubi i w ogóle mieszkańcy pomorza powinni pilnie się zjednoczyć. Zaniedbany skarb przyrodniczy, bastion obronności Półwysep Helski, skorumpowane Wybrzeże Środkowe i niemczony Szczecin – to marnotrawstwo musi ustać poprzez wybór nowych ludzi. I te tereny muszą być reindustrializowane. Przy tej pracy potrzebny jest właśnie ktoś taki jak Andrzejewski z jego wiedzą, wrażliwością i wrodzonym uporem w działaniu. Do 15 października jest jeszcze trochę czasu. Przekrzykiwanie się warto zastąpić dobrą radą – i w sprawach krajowych i zagranicznych.

Zacznijmy od „A”, od Andrzejewskiego.

 

* [łac., 'w takim stanie rzeczy’], klauzula dopuszczająca zmianę umowy w przypadku zmiany okoliczności, w jakich została zawarta.

 

 

Polskie Termopile – TADEUSZ PŁUŻAŃSKI o bohaterstwie Orląt Lwowskich

25 sierpnia 1971 r. sowieckie władze zdecydowały o likwidacji Cmentarza Orląt Lwowskich. Czerwoni nie mogli znieść pamięci o polskim patriotyzmie, szczególnie w wykonaniu polskiej młodzieży i dzieci w listopadzie 1918 r., kiedy Orlęta broniły Lwowa przed Ukraińcami.

Orląt Lwowskich, które ochotniczo stawiły czoła regularnym oddziałom Ukraińskich Strzelców Siczowych, było ponad 6 tysięcy. Polska młodzież skutecznie obroniła miasto aż do 20 listopada 1918 r., kiedy z Przemyśla przyszła odsiecz ppłk. Michała Karaszewicza-Tokarzewskiego (we wrześniu 1939 r. był komendantem Służby Zwycięstwu Polski).

Za pierwszą ofiarę Ukraińców został uznany 23-letni Andrzej Battaglia – pochodzenia włoskiego, syn powstańca styczniowego. Był harcerzem, członkiem Związku Strzeleckiego, studentem Wydziału Prawa Uniwersytetu Lwowskiego. Służył w Legionach Polskich i Polskiej Organizacji Wojskowej. W nocy z 31 października na 1 listopada 1918 r. udał się do zajętych przez Ukraińców koszar 15. Pułku Piechoty Austro-Węgier przy ulicy Kurkowej 15, aby negocjować uwolnienie internowanych tam 30 Polaków. Ukraińcy postrzelili go w brzuch. Zmarł 5 listopada 1918 r. we lwowskim szpitalu. Jego szczątki też spoczęły na cmentarzu Obrońców Lwowa. W listopadzie 1938 r. jednej z ulic Lwowa nadano imię Andrzeja Battaglii (dziś rzecz jasna nieistniejącej).

Antoni Petrykiewicz od początku listopada 1918 r., jako szeregowiec 8. Kompanii 1. Pułku Strzelców Lwowskich, walczył z Ukraińcami m.in. o Górę Stracenia. Ostatnią bitwę ten 13-letni uczeń II klasy gimnazjalnej stoczył 28 grudnia 1918 r. pod Persenkówką, gdzie został ciężko ranny.

Przez następnych kilkanaście dni umierał w szpitalu na Politechnice Lwowskiej. 16 stycznia został pochowany na cmentarzu Łyczakowskim. Trumnę z ciałem Antoniego nieśli od cmentarnej bramy aż do grobu czterej jego starsi bracia, a za nimi szli pogrążeni w smutku matka i ojciec. Wszyscy brali udział w obronie Lwowa. W 1932 r. szczątki dzielnego chłopca pochowano na cmentarzu Orląt Lwowskich. Postanowieniem Naczelnika Państwa Józefa Piłsudskiego Antoni Petrykiewicz został pośmiertnie odznaczony Orderem Virtuti Militari, jako najmłodszy kawaler tego najwyższego polskiego odznaczenia wojennego.

Orlęta Lwowskie musiały jednak dalej się bić – przez kolejne miesiące Ukraińcy oblegali miasto, pozbawione często dostaw wody, elektryczności i aprowizacji. Podobnie było w czasie wojny polsko-bolszewickiej. 17 sierpnia 1920 r. na przedpolu Lwowa pod Zadwórzem spośród 330 walczących ochotniczo Orląt zginęło 318. Przez 11 godzin młodzi Polacy obronili jednak miasto, powstrzymując natarcie 1. Armii Konnej Siemiona Budionnego. Większość poddających się została rozsiekana przez Kozaków. Sowieci rąbali ich szablami, rannych dobijali kolbami. Zabitym odcinali głowy, ręce i nogi, zabierali ubrania. To Polskie Termopile. A ciała pięciu oficerów, które udało się zidentyfikować, zostały pochowane na cmentarzu Obrońców Lwowa. Za bohaterską obronę w 1918 r. Józef Piłsudski odznaczył Lwów (11 listopada 1920 r. przed kolumną Mickiewicza) – jako jedyne polskie miasto – Krzyżem Virtuti Militari. W maju 2020 r. cmentarz Orląt Lwowskich odzyskał dwa polskie, historyczne lwy.

 

WOŁODYMYR SYDORENKO: Rosyjscy barbarzyńcy opustoszyli ukraińskie biblioteki

Na okupowanych terenach Ukrainy Rosjanie mogli zniszczyć nawet setki tysięcy książek. Teraz trwa akcja odtwarzania księgozbiorów w bibliotekach, które ucierpiały w wyniku najazdu barbarzyńców.  

Wojna Rosji na Ukrainie, zwłaszcza w okresie zakrojonej na szeroką skalę agresji po lutym 2022 roku, bezdyskusyjnie dowodzi, że pojęcia kultury i Rosji są nie do pogodzenia. Mordowanie ludności cywilnej, w tym dzieci, bombardowania w dzień i w nocy miast, rabunki fabryk, magazynów, muzeów, wywózki sprzętu, zboża, dzieł sztuki, grabieże domów prywatnych – oto opis działań okupantów. Jednak to nie wszystko. Bardzo znamienny jest też stosunek okupantów do książek i bibliotek.

Na Krymie, po zdobyciu półwyspu w 2014 roku, okupanci zabrali z bibliotek, w tym szkolnych, i wywieźli wszystkie podręczniki w języku ukraińskim. Następnie w kilku miejscach odnotowano palenie skonfiskowanych ksiąg. Ogólnie, splądrowano setki bibliotek i ukradziono setki tysięcy woluminów.

Jak donosi Centrum Oporu Narodowego Ukrainy, z bibliotek w samym tylko Donbasie Rosjanie wywieźli prawie 10 tys. książek w języku ukraińskim. Do tej pory, w wyniku ostrzału i tymczasowej okupacji rosyjskiej obwodów zaporoskiego i chersońskiego, co najmniej 116 ukraińskich bibliotek całkowicie straciło swoje księgozbiory, a kolejnych 400 częściowo.

W jednej ze wsi Nova Basan w obwodzie niżżyńskim wojsko rosyjskie zniszczyło w czasie okupacji około 7 tys. książek, głównie w języku ukraińskim: część spalono, część po prostu podarto, a część wykorzystano do rozpalenia ognisk, na których podgrzewano żywność. A we wsi Rowenki w obwodzie ługańskim odnotowano przypadki masowego palenia literatury ukraińskiej w lokalnych kotłowniach, informuje kanał telewizyjny „Nastojasze Wremia” (utworzony przez RFE/RL przy udziale „Głosu Ameryki”) .

Dziś Ukraińcy na terenach wyzwolonych ratują biblioteki. Wolontariusze z Centrum Oporu Narodowego Ukrainy podkreślają, że niszczenie książek jest standardową praktyką sił okupacyjnych. Ogłosili oni zbiórkę książek dla bibliotek, których księgozbiory ucierpiały w czasie rosyjskiej okupacji. W budżecie państwa nie ma bowiem pieniędzy na uzupełnienie niedoboru.

Weźmy jako przykład wieś Nowy Byków w obwodzie czernihowskim. Przetrwała ona dość krótką rosyjską okupację. Ale jej skutki długo nie zostaną zapomniane przez Ukraińców. Kierownik biblioteki, Tetiana, powiedziała dziennikarzom: „Kiedy po okupacji przyszliśmy do biblioteki, był tam napis, że kościami waszych dzieci nakarmimy psy”. Taka jest rosyjska kultura.

Kierownik biblioteki mówi, że okupacja wsi trwała tylko kilka tygodni, ale okupanci znaleźli czas na zrobienie rewizji w miejscowej bibliotece. Według niej wiele książek, zwłaszcza dotyczących historii współczesnej Ukrainy, literatury ukraińskiej, podręczników i encyklopedii, zostało po prostu spalonych przez rosyjskie wojsko. Zabrali wszystko, co było w jakiś sposób związane z Ukrainą.

Podobnie sytuacja wygląda w sąsiedniej wsi Nova Basan. Kierownik miejscowej biblioteki Natalia powiedziała dziennikarzom, że w czasie okupacji rosyjskie wojsko zniszczyło około 7 tysięcy książek: część podarto, a część po prostu spalono. „Przed tym barbarzyństwem wszystkie półki w bibliotece były wypełnione książkami, teraz są prawie puste” – opowiada Natalia.

Wolontariusze ogłosili teraz kampanię zbierania książek dla splądrowanych bibliotek w całej Ukrainie. PEN Center Ukrainy ogłosiło akcję zbierania i przekazywania ukraińskich książek. Wielu blogerów prowadzi akcje przywracania funduszy bibliotecznych. Zapowiedzieli zbiórkę pieniędzy, za które zakupią książki i przekażą je potrzebującym bibliotekom. Z początkiem nowego roku szkolnego biblioteki w wielu szkołach odnowiły już swoje księgozbiory. Z inicjatywy wolontariuszy do akcji włączyło się wiele lokalnych firm, przedsiębiorców i rodziców, którzy kupili książki dla szkół i przekazali je nauczycielom.

Nie ma wątpliwości, że biblioteki ukraińskie, które ucierpiały z powodu rosyjskiego barbarzyństwa, zostaną odrestaurowane, ale poziom kultury rosyjskiej Ukraińcy zapamiętają na długo.

 

Apel CMWP SDP o zapewnienie bezpieczeństwa i swobody wykonywania zawodu dziennikarzom w kampanii wyborczej

Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP stanowczo protestuje przeciwko utrudnianiu pracy dziennikarzy podczas wykonywania ich zawodowych obowiązków, czego kolejnym przykładem jest oplucie i popychanie red. Adriana Boreckiego podczas wiecu wyborczego Platformy Obywatelskiej z udziałem jej przewodniczącego Donalda Tuska w Legionowie 8 sierpnia br., w pierwszym oficjalnym dniu kampanii wyborczej przed wyborami parlamentarnymi w Polsce w 2023 r.  

Red. Adrian Borecki z TVP został odepchnięty i przyparty do samochodu m.in. przez ochroniarzy Donalda Tuska. Następnie jeden z mężczyzn podszedł i go opluł, a dziennikarz wraz z operatorem byli popychani i wyzywani, wielokrotnie uderzono ich także flagą w głowy.

Zdumiewające i skrajnie naganne jest przy tym to, iż zachowanie takie nie spotkało się z potępieniem ani organizatorów w/w wiecu politycznego, ani tych, którzy na nim występowali.

Tymczasem tolerowanie takich skandalicznych zachowań nie rozwiązuje żadnych sporów politycznych, tylko prowadzi do anarchii i brutalizacji życia publicznego. Jest to wyjątkowo niepokojące zjawisko dla każdej kampanii wyborczej.

CMWP SDP przypomina, że  jakiekolwiek fizyczne ataki na dziennikarza wykonującego swoje obowiązki są jaskrawym naruszeniem zasady wolności słowa, która jest fundamentem ustroju każdego demokratycznego państwa i nigdy nie powinny mieć miejsca. Bezpieczeństwo pracy dziennikarzy relacjonujących wszelkie wydarzenia, w tym te wywołujące silne społeczne emocje, powinno być zawsze przedmiotem troski organizatorów tych wydarzeń, którzy zgodnie z obowiązującym prawem zobowiązani są do zapewnienia dziennikarzom godnych i niezagrażających ich życiu i zdrowiu warunków pracy.

CMWP SDP po raz kolejny apeluje do władz wszystkich partii politycznych, by podjęły działania zapobiegające wszelkim atakom na wykonujących swoje obowiązki dziennikarzy i  osoby pracujące w mediach, szczególnie w nadchodzących tygodniach kampanii wyborczej przed wyborami do parlamentu.

 

                                                                 dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP 

 

Warszawa, 9 sierpnia 2023 r.

Ostateczne uniewinnienie red. Przemysława Jarasza z z Głosu Zabrza i Rudy Śl. w jego obronie występowało CMWP SDP

Redaktor Przemysław Jarasz  z Głosu Zabrza i Rudy Śl. został po raz  trzeci  prawomocnie uniewinniony w batalii sądowej wytoczonej mu przez „doradcę” prawnego z art. 212 kk. W jego obronie występowało CMWP SDP. 

3 lipca b.r. Sąd Okręgowy w Gliwicach nie dopatrzył się przestępczego działania dziennikarza Głosu Zabrza i Rudy Śl. Przemysława Jarasza w treści zapytania prasowego, jakie ten  wystosował w 2018 roku do prezesa sądu w Lublinie w sprawie bohatera swoich publikacji interwencyjnych – zabrzańskiego „doradcy” prawnego Fabiana Pawlaka.  Sędzia Arkadiusz Łata podtrzymał i tym samym uprawomocnił grudniowy wyrok pierwszej instancji, uniewinniając  redaktora Przemysława Jarasza od zarzutu rzekomego zniesławienia prawnika. Ten musi teraz pokryć koszty procesu i zwrócić redaktorowi koszty obrony adwokackiej, prowadzonej przez kancelarię radców prawnych Koczyk & Szafrański z Zabrza (w pierwszej instancji) oraz mecenasa Pawła Matyję (w drugiej instancji). To już trzecie prawomocne uniewinnienie red. Jarasza od prywatnego oskarżenia karnego ze strony Fabiana Pawlaka.

Tym razem ów prawnik (nie posiadający uprawnień zawodowych adwokata czy radcy prawnego) zarzucił dziennikarzowi niewłaściwe sformułowanie pytania prasowego, wysłanego pisemnie do prezesa sądu rejonowego w Lublinie. Pawlak bowiem reklamując w internecie swe usługi prawne, chwalił się publicznie doświadczeniem zdobytym w sądzie . W rzeczywistości – jak  ustalił redaktor – Fabian Pawlak był w lubelskim sądzie pracownikiem działu administracyjnego i stażystą, bez związku z orzecznictwem.

Jak przypomniał portal tysol.pl w sumie przeciwko red. Jaraszowi w Sądzie Rejonowym w Zabrzu prowadzone były trzy procesy karne z oskarżenia Fabiana Pawlaka (w dwóch pierwszych drugim współoskarżonym był red. naczelny Głosu Zabrza Jakub Lazar). W 2018 roku ten tygodnik lokalny ujawnił, iż część klientów prawnika czuła się pokrzywdzona jego działaniem i wprowadzona w błąd co do jego uprawnień zawodowych (nie mógł np. reprezentować ich w sprawach karnych czy rozwodowych, choć na swej stronie internetowej zapewniał, iż świadczy niemal pełen wachlarz usług). Niektórzy klienci Pawlaka, szukali więc ratunku w zabrzańskim biurze poselskim Borysa Budki, redakcji Głosu Zabrza, a także złożyli zawiadomienia do prokuratury (postępowania były wszczęte, ale finalnie umorzono je).

Dziennikarza wspierało CMWP SDP. Więcej TUTAJ i TUTAJ.

W tekście wykorzystano materiał z portalu tysol.pl https://www.tysol.pl/a106900-dziennikarz-oskarzony-bo-zadal-pytanie-sad-zdecydowal