Ukazał się numer specjalny „Forum Dziennikarzy”

Numer specjalny „Forum Dziennikarzy” w całości poświęcony jest konferencji  „Media o nas, my w mediach. Wizerunek kontra rzeczywistość państw i społeczeństw Europy Środkowej w zachodnioeuropejskich mediach” zorganizowanej przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i Instytutu Współpracy Polsko – Węgierskiej im. Wacława Felczaka.

E-wydanie do pobrania TUTAJ.

 

Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury – państwowego funduszu celowego

O strategii konserwatywnej Polski pisze CEZARY KRYSZTOPA: „Prawicowy KOD” to pułapka

Całym sercem jestem z ludźmi broniącymi mediów publicznych i PAP. Kiedy byłem pod siedzibą TVP Info na Placu Powstańców w Warszawie wręcz wzruszyła mnie rozmowa z grupą obrońców, zwykłych ludzi, autentycznie zatroskanych o Polskę.

Nie gniewam się również na nikogo kto mnie skrytykował po tym jak napisałem na Twitterze (X), że od dziennikarzy broniących mediów publicznych, politycy powinni być w ten czy w inny sposób zdystansowani. Oczywiście wiem, że bez polityków prawdopodobnie dziennikarzy by tam już nie było, ale to, że politycy mogą dziennikarzy wprowadzać do budynku, czy ich swoją obecnością chronić, nie oznacza, że musza się idealnie mieszać i jeszcze dać się tak fotografować. Skutki, choćby w postaci propagandy którą się zbuduje na tych zdjęciach i np. zniechęci przy jej pomocy zagranicznych komentatorów do kontestowania bandyterki Tuska, będziemy zapewne obserwowali w przyszłości.

Natomiast nie gniewam się na krytyków o nic, ponieważ myślę, że w zdecydowanej większości są ludźmi dobrej woli, chcą dobrze i nie muszą znać politycznych sztuczek. Natomiast od polityków jednak wymagam więcej.

Kto wygrał?

Na początek odrobina analizy. Tuskowym zbirom wydaje się, że wygrali wybory. Otóż nie wygrali, wręcz uzyskali taki sobie wynik. Mogą rządzić dzięki zrządzeniu zaskakująco licznej grupy wyborców, która chciała kontestować „tradycyjną” polaryzację PiS-PO i poszukała alternatywy w postaci Trzeciej Drogi. Jak widać w ostatnich tygodniach, była to alternatywa z gruntu fałszywa (i tak dostali Tuska), ale taka była intencja. To ta grupa zdecydowała o tym kto rządzi.

I ta grupa czuje się coraz bardziej oszukana. Miał być spokój, rozsądna kontynuacja i „praworządność”, a jest chaos, destrukcja, afery i bezprawie (plus ogromny wzrost składek ZUS). Ale żeby było jasne, wbrew temu, co się niektórym wydaje, to nie jest tak, że ci ludzie już galopują głosować na PiS, czy choćby porzucili swoich idoli. To długotrwały proces, nikt nie lubi przyznawać się sam przed sobą, że popełnił błąd i trzeba czegoś więcej niż jeden czy dwa dysonanse poznawcze, żeby zmienił zdanie.

 

Sieroty

Ale ile by to nie trwało, prędzej czy później, pojawi się na „rynku” rosnąca grupa „sierot”, którą ktoś kto chce wygrywać wybory, będzie musiał zagospodarować. Będą to „sieroty” zapewne głównie po Hołowni, ale biorąc pod uwagę naprężenia jakim poddaje Tusk PSL i kłopoty Konfederacji, być może nie tylko.

Tylko co tych ludzi łączy? Dzieli ich wiele, ale łączy ich wsparcie dla rozwoju Polski. Po to, żeby Polska mogła się rozwijać, musi dysponować narzędziami wpływu na samą siebie, więc nadrzędnym hasłem jest tutaj – suwerenność i jej obrona. Kolejnymi hasłami wielkie projekty strategiczne, szalenie istotna wobec rosyjskiego zagrożenia rozbudowa armii, czy szerzej bezpieczeństwo i programy socjalne, tylko tym razem nie na ślepo, ale w ściśle określonych celach. To jest to, co PiS powinien robić w najbliższym czasie jeśli chce coś jeszcze wygrać – przedstawiać poważną alternatywę chaosowi proponowanemu przez Tuska, być gospodarzem tematów, które przecież rozpoczął, bronić CPK, atomu, koreańskich kontraktów. Przedstawiać wiarygodną wizję rozwoju. Dać sobie i Polsce szansę.

 

„Prawicowy KOD”?

A co widzę zamiast tego? Rozwinięcie w praktyce opisywanej wcześniej w nieoficjalnych doniesieniach koncepcji „opozycji jeszcze bardziej totalnej”, swego rodzaju „prawicowego KOD”. Ja to nawet emocjonalnie rozumiem, ale co ma to na dłuższą metę dać oprócz swego rodzaju zbiorowej terapii? Kogo ma przyciągnąć? Czy KOD dał niedawnej opozycji zwycięstwo, czy raczej zabetonował ją na dwie kadencje w opozycji?

Potrzebne są oczywiście działania na różnych polach i skierowane do różnych grup elektoratu, ale wiodąca powinna być porywająca wizja rozwoju Polski, do której mogłyby te różne grupy, jednocześnie różniąc się między sobą, aspirować. Nie zbiorą tych grup zdjęcia twarzy, z całym szacunkiem, tych samych co zawsze, na które tak wielu ludzi zostało trwale zaimpregnowanych. Trzeba nowego otwarcia, nowych twarzy i wizji, na której brak, zwracam uwagę od kilku lat.

W innym wypadku, beneficjantem tej „nowej, pogłębionej polaryzacji”, będzie Tusk, którego celem, oprócz trwałego obniżania konkurencyjności Polski, jest, jak sądzę, wepchnięcie PiS w buty z 2010 roku, kiedy to PIS miał rację, ale przy pomocy prowokacji i manipulacji, udało się go wtłoczyć w obciachowy wizerunek „wrzeszczących staruszków”.

WALTER ALTERMANN: Nasze największe skarby

Tytuł mówi oczywiście o dzieciach, bo nimi się dzisiaj zajmiemy. A konkretnie ich rodzicami. Marzeniem ogromnej większości kobiet jest być matkami. Są oczywiście nieliczne kobiety, które nie chcą. I mają do tego święte prawo. Jednak rodzice młodych mężatek, teściowie, partie polityczne wszystkich maści – czyli społeczeństwo in gremio oraz tzw. racja narodowa sugerują młodym mężatkom, że dzieci mieć powinny.

Są oczywiście też ich mężowie, którzy, choć mają do spełnienia w prokreacji czynną rolę, to jednak w sumie są czynnikiem biernym. W końcu bowiem decyduje kobieca biologia, instynkt macierzyński oraz indywidualne plany na życie każdej z kobiet.

Żeby nasze społeczeństwo mogło się rozwijać, a nawet nie zniknąć z powierzchni globu, trzeba żeby współczesne małżeństwo miało troje dzieci. Niestety – jak to widzimy – większość polskich i europejskich małżeństw ma obecnie po jednym dziecku. A przecież, żeby dwoje dorosłych mogło się „odtworzyć” wymagana jest – minimum – dwójka pociech. Rachunek jest prosty, ale rzecz w tym, że już rodzina z dwojgiem dzieci postrzegana jest współcześnie jako rodzina wielodzietna. Dlaczego napisałem o koniecznej trójce dzieci? Bo część małżeństw dzieci nie będzie miała w ogóle, a część populacji pozostanie w stanie bezżennym – takie mamy czasy.

Pytanie, dlaczego tak się dzieje jest oczywiste, ale odpowiedź jest skomplikowana. Jest z pewnością kilka poważnych czynników, które składają się na to, że jesteśmy w sytuacji narodowego zagrożenia. Zróbmy tych powodów krótki przegląd.

Kto rozbił klasyczną rodzinę

W dawnych wiekach rodzina wiejska chciała mieć dzieci, bo ziemia wymagała rąk do pracy. W miastach natomiast… również, bo rodziny rzemieślnicze także oczekiwały nowych rąk oraz sukcesji zawodu. Rodziny szlacheckie natomiast chciały mieć komu przekazać dorobek życia – jaki by on nie był. A cała ówczesna populacja czekała bardziej na synów niż córki. Z chłopaka był większy pożytek produkcyjny, ale ukrywano to skrzętnie pod eufemizmem, że czekało się na „dziedzica nazwiska”.

Kres tradycyjnej rodzinie stanów niższych położyła rewolucja przemysłowa, która też oczekiwała każdej pary rąk do pracy, ale w fabrykach. Upadały warsztaty rękodzielnicze, bo ich produkcja była znacznie droższa od maszynowej, więc bezrobotni rzemieślnicy, wraz z żonami i dziećmi stawali się robotnikami. Wtedy robotnikom płacono tak nędznie, że stać ich było jedynie na przeżycie. Spadała także renta rolna, bo taniały produkty rolnicze – na skutek coraz bardziej powszechnej mechanizacji rolnictwa. Najjaskrawiej tę rewolucję przemysłową i rodzinną widać było w XVIII wiecznej Anglii, ale niebawem ogarnęła całą Europę.

Tym samym zaczęła zanikać tradycyjna rola kobiety jako Westalki domowego ogniska. Kobiety zaczęły pracować po 10-12 godzin dziennie i nie miały już czasu, sił na prowadzenie domu i rzetelne wychowywanie dzieci.

Kobiety pracujące czy wyzwolone z okowów maskulinizmu

Dzisiejsze oczekiwania niektórych prawicowych polityków, że da się odwrócić bieg historii, są jedynie pobożnym życzeniami. Świat już nigdy nie wróci do klasycznego ładu. Kobiety w całym cywilizowanym świecie nie chcą być zamknięte w czterech ścianach rodzinnego domu, bo rację miał Lenin, gdy pisał, że „Kuchnia ogłupia kobietę”.

Naszym polskim ideologom prawicy zwrócę tu uwagę, że ich ideał, by kobieta była głównie matką i kucharką jest w istocie ideałem Bismarcka. Przy czym ten twórca zjednoczenia Niemiec dodawał jeszcze trzeci obowiązek kobiety – wierność i posłuszeństwo kościołowi. To dawało świętą trójcę nacjonalistycznych Niemiec – Kinder+Küche+Kirche, czyli osławione „Drei K”. Trochę to śmieszne, że nasza prawica sięga do niemieckich wzorów, skoro za Niemcami – tak ogólnie – nie przepada.

Wychowanie dziecka to nie zabawa

Powiedzmy też wprost, że wychowanie dziecka jest trudem, na który nie wszyscy są psychicznie gotowi. A jest też faktem i to, że ludzie XX i XXI wieku nie są skłonni do poświęceń, bo tempo współczesnego życia, zagonienie, obciążająca praca i niepewność jutra – zostawiają rodzicom niewiele czasu i sił dla swego przychówku.

Z drugiej jednak strony – z przerażeniem zauważam, że współcześni rodzice poświęcają wiele energii by zapewnić pociechom dobre wykształcenie, luksusowe wakacje i bardzo drogie zabawki. Tymczasem dziecko oczekuje od nich czasu, ciepła i bezpieczeństwa psychicznego. A tego większość dzisiejszych rodziców nie jest w stanie swoim dzieciom dać. Przecież matka z komórką w ręku, pchająca wózek, lub jadąca z kilkulatkiem w tramwaju jest dzisiaj normą. I to ciągłe uciszanie dziecka, żeby nie przeszkadzało mamusi w pisaniu głupot do znajomych… Straszne jest dzisiejsze chowanie naszych następców.  A skutki mogą być jeszcze straszniejsze.

Rośnie nam w Polsce pokolenie „komórkowców”, którzy wracając ze szkoły tramwajem gapią się w ekraniki komórek, nie rozmawiając ze stojącymi obok kolegami. Którzy również gapią się w komórki. Ta alienacja społeczna, to życie w wyimaginowanym, wirtualnym świecie kiedyś się na nas wszystkich zemści, bo gdy ci młodzi dorosną, gdy zajmą jakieś stanowiska pracy, nie będą w stanie „istotnie” komunikować się z innymi.

Co robić?

Chcąc nie zniknąć z mapy świata polskie rządy powinny płacić rodzicom za posiadanie dzieci. Ale płacić rozumnie. Za pierwsze dziecko „opłata” powinna być minimalna – powiedzmy te 800 zł, a i to jedynie dla rodzin w trudnej sytuacji materialnej. Te „opłaty za dzieci” powinny wyraźnie rosnąć. Za drugie dziecko powinno to być około 1600 zł, a za trzecie 2400 zł.

Być może wtedy część matek zgodziłaby się na dłuższy czas zrezygnować z pracy, bo żadne żłobki nie zastąpią matki! Mówię o matkach, bo to one są właśnie dla dziecka najważniejsze. Ojcowie są też ważni, ale więź z matką powstaje w okresie płodowym…, więc jest niezwykle silna.

Są też jednak i pułapki takiej polityki, a przekonali się o tym najboleśniej Francuzi. Jakieś 50 lat temu we Francji wprowadzono bardzo wysokie „dopłaty” za dzieci. Skutek jednak był taki, że dzietność co prawda wzrosła, ale jedynie w rodzinach imigranckich. I doszło do dużych wynaturzeń, bo już przy czworgu dzieci oboje rodzice w ogóle nie musieli pracować, a przynajmniej nie musieli harować.

Nie ma prostych recept, ale próbować coś robić, z tą malejącą dzietnością polskich rodzin, trzeba. Może jestem już zbyt stary, ale ciągle wierzę, że większość kobiet nie jest skłonna oddawać do żłobków swoich maleństw.

Lewicowe samozniszczenie

Psycholodzy mówią, że do trzeciego roku życia dziecko powinno pozostawać w domu. I ja im wierzę. Nie wierzę natomiast młodym paniom posłankom – głównie z Lewicy – które rzuciły się w wir „partyjnej roboty”. Nie wierzę, że nie czynią swym dzieciom krzywdy. Bo nawet czuła babcia, czy zawodowa domowa opiekunka, matki nie zastąpi. Taka jest biologia i żadna postępowa, progresywna filozofia społeczna jej nie pokona.

O dziwo w parlamencie najwięcej młodych kobiet, w wieku prokreacyjnym, ma Lewica. Wprost roi się tam od młodych, dorodnych dziewczyn, które mogłyby mieć jeszcze dzieci. Ale nie, one wybrały „samorealizację” w polityce. Jak tak dalej pójdzie, to polska lewica skaże się na samozagładę, bo dzieci będzie u nich mało. Może to cieszyć prawicę, ale lewa noga będzie za kilkanaście lat w Polsce króciutka, a jak mawiał współczesny klasyk – obie nogi są ważne. Chodzi o to, żebyśmy nie utykali, „nie chromali”.

 

 

 

Przewodniczący KRRiT wnosi do KRS o odmowę wpisu nowych władz TVP, Polskiego Radia i PAP

Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Maciej Świrski skierował do Krajowego Rejestru Sądowego wnioski o odmowę wpisu nowych władz Telewizji Polskiej, Polskiego Radia i Polskiej Agencji Prasowej, ponieważ zostały one powołane niezgodnie z prawem.

Poniżej publikujemy pełne treści trzech wniosków przewodniczącego KRRiT.

Pismo Przewodniczącego KRRiT do KRS w sprawie zmian w Polskiej Agencji Prasowej

Działając w imieniu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, na podstawie art. 10 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji, w związku z art. 213 ust. 1 Konstytucji RP przewidującym, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji, tym samym posiadając interes prawny w niniejszym wystąpieniu, wnoszę o odmowę dokonania wpisu zmiany danych w rejestrze przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego dla Polska Agencja Prasowa S.A. (dalej jako „Spółka”) składanego przez powołany niezgodnie z prawem w dniu 19 grudnia 2023 r. zarząd Spółki.

Wskazać należy, iż działanie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego wykonującego uprawnienia akcjonariusza Spółki – Skarbu Państwa, odwołującego członków dotychczasowego zarządu oraz rady nadzorczej Spółki oraz powołującego nowych członków rady nadzorczej Spółki, która wadliwie i wbrew przepisom prawa powołała nowych członków zarządu Spółki, nastąpiło z rażącym naruszeniem przepisów prawa powszechnie obowiązującego – w szczególności art. 8 ust. 2, art. 9 ust. 1 ustawy o Polskiej Agencji Prasowej w związku z art. 2 ust. 1 ustawy o Radzie Mediów Narodowych oraz art. 7 Konstytucji RP.

Jednocześnie działanie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego nastąpiło z pogwałceniem postanowienia zabezpieczającego Trybunału Konstytucyjnego z dnia 14 grudnia 2023 r., który w sprawie o sygn. K 29/23 do czasu rozstrzygnięcia przedmiotowej sprawy zobowiązał Skarb Państwa m.in. do powstrzymania się od dokonywania zmian w składach osobowych organów spółek kapitałowych stanowiących jednostki publicznej radiofonii i telewizji i Polskiej Agencji Prasowej.

Tłumaczenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jakkolwiek bezprzedmiotowe, że działał on rzekomo na podstawie uchwały Sejmu z dnia 19 grudnia 2023 r., która zobowiązywała go do takiego działania, stanowi wyłącznie próbę wytłumaczenia się z ewidentnie bezprawnego postępowania. Na podstawie art. 87 ust. 1 Konstytucji RP źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej Polskiej są: Konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe oraz rozporządzenia. Nie ma przy tym mowy o uchwałach Sejmu, które przeze analogię do przepisów art. 93 ust. 1 Konstytucji RP, mają charakter zarządzeń wewnętrznych organu, który je wydał i obowiązują wyłącznie jednostki organizacyjne podległe organowi wydającemu te akty. Jednakże nawet na podstawie art. 93 ust. 3 Konstytucji RP, uchwały i zarządzenia podlegają kontroli co do ich zgodności z powszechnie obowiązującym prawem.

Wobec powyższego niniejszy wniosek jest zasadny, a jego uwzględnienie konieczne.

Pismo Przewodniczącego KRRiT do KRS w sprawie zmian w Polskim Radiu

Działając w imieniu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, na podstawie art. 10 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji, w związku z art. 213 ust. 1 Konstytucji RP przewidującym, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji, tym samym posiadając interes prawny w niniejszym wystąpieniu, wnoszę o odmowę dokonania wpisu zmiany danych w rejestrze przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego dla Polskie Radio S.A. (dalej jako „Spółka”) składanego przez powołany niezgodnie z prawem w dniu 19 grudnia 2023 r. zarząd Spółki.

Wskazać należy, iż działanie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego wykonującego uprawnienia akcjonariusza Spółki – Skarbu Państwa, odwołującego członków dotychczasowego zarządu oraz rady nadzorczej Spółki oraz powołującego nowych członków rady nadzorczej Spółki, która wadliwie i wbrew przepisom prawa powołała nowych członków zarządu Spółki, nastąpiło z rażącym naruszeniem przepisów prawa powszechnie obowiązującego – w szczególności art. 27 ust. 3, art. 28 ust. 1e ustawy o radiofonii i telewizji w związku z art. 2 ust. 1 ustawy o Radzie Mediów Narodowych oraz art. 7 Konstytucji RP.

Jednocześnie działanie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego nastąpiło z pogwałceniem postanowienia zabezpieczającego Trybunału Konstytucyjnego z dnia 14 grudnia 2023 r., który w sprawie o sygn. K 29/23 do czasu rozstrzygnięcia przedmiotowej sprawy zobowiązał Skarb Państwa m.in. do powstrzymania się od dokonywania zmian w składach osobowych organów spółek kapitałowych stanowiących jednostki publicznej radiofonii i telewizji.

Tłumaczenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jakkolwiek bezprzedmiotowe, że działał on rzekomo na podstawie uchwały Sejmu z dnia 19 grudnia 2023 r., która zobowiązywała go do takiego działania, stanowi wyłącznie próbę wytłumaczenia się z ewidentnie bezprawnego postępowania. Na podstawie art. 87 ust. 1 Konstytucji RP źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej Polskiej są: Konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe oraz rozporządzenia. Nie ma przy tym mowy o uchwałach Sejmu, które przeze analogię do przepisów art. 93 ust. 1 Konstytucji RP, mają charakter zarządzeń wewnętrznych organu, który je wydał i obowiązują wyłącznie jednostki organizacyjne podległe organowi wydającemu te akty. Jednakże nawet na podstawie art. 93 ust. 3 Konstytucji RP, uchwały i zarządzenia podlegają kontroli co do ich zgodności z powszechnie obowiązującym prawem.

Wobec powyższego niniejszy wniosek jest zasadny, a jego uwzględnienie konieczne.

Pismo Przewodniczącego KRRiT w sprawie zmian w TVP

Działając w imieniu Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, na podstawie art. 10 ust. 1 ustawy o radiofonii i telewizji, w związku z art. 213 ust. 1 Konstytucji RP przewidującym, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji stoi na straży wolności słowa, prawa do informacji oraz interesu publicznego w radiofonii i telewizji, tym samym posiadając interes prawny w niniejszym wystąpieniu, wnoszę o odmowę dokonania wpisu zmiany danych w rejestrze przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego dla Telewizja Polska S.A. (dalej jako „Spółka”) składanego przez powołany niezgodnie z prawem w dniu 19 grudnia 2023 r. zarząd Spółki.

Wskazać należy, iż działanie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego wykonującego uprawnienia akcjonariusza Spółki – Skarbu Państwa, odwołującego członków dotychczasowego zarządu oraz rady nadzorczej Spółki oraz powołującego nowych członków rady nadzorczej Spółki, która wadliwie i wbrew przepisom prawa powołała nowych członków zarządu Spółki, nastąpiło z rażącym naruszeniem przepisów prawa powszechnie obowiązującego – w szczególności art. 27 ust. 3, art. 28 ust. 1e ustawy o radiofonii i telewizji w związku z art. 2 ust. 1 ustawy o Radzie Mediów Narodowych oraz art. 7 Konstytucji RP.

Jednocześnie działanie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego nastąpiło z pogwałceniem postanowienia zabezpieczającego Trybunału Konstytucyjnego z dnia 14 grudnia 2023 r., który w sprawie o sygn. K 29/23 do czasu rozstrzygnięcia przedmiotowej sprawy zobowiązał Skarb Państwa m.in. do powstrzymania się od dokonywania zmian w składach osobowych organów spółek kapitałowych stanowiących jednostki publicznej radiofonii i telewizji.

Tłumaczenie Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, jakkolwiek bezprzedmiotowe, że działał on rzekomo na podstawie uchwały Sejmu z dnia 19 grudnia 2023 r., która zobowiązywała go do takiego działania, stanowi wyłącznie próbę wytłumaczenia się z ewidentnie bezprawnego postępowania. Na podstawie art. 87 ust. 1 Konstytucji RP źródłami powszechnie obowiązującego prawa Rzeczypospolitej Polskiej są: Konstytucja, ustawy, ratyfikowane umowy międzynarodowe oraz rozporządzenia. Nie ma przy tym mowy o uchwałach Sejmu, które przeze analogię do przepisów art. 93 ust. 1 Konstytucji RP, mają charakter zarządzeń wewnętrznych organu, który je wydał i obowiązują wyłącznie jednostki organizacyjne podległe organowi wydającemu te akty. Jednakże nawet na podstawie art. 93 ust. 3 Konstytucji RP, uchwały i zarządzenia podlegają kontroli co do ich zgodności z powszechnie obowiązującym prawem.

Wobec powyższego niniejszy wniosek jest zasadny, a jego uwzględnienie konieczne.

 Przewodniczący Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji

Maciej Świrski

 

Zamordowana za akcję na więzienie – TADEUSZ PŁUŻAŃSKI o łączniczce NSZ Irenie Odrzywołek

17 grudnia 1946 r. w ubeckiej katowni w Katowicach przy ul. Mikołowskiej komuniści zamordowali łączniczkę Narodowych Sił Zbrojnych – Irenę Odrzywołek. Za kilka dni skończyłaby 21 lat. Cztery miesięcy wcześniej brała udział w akcji uwolnienia członków niepodległościowego podziemia z więzienia św. Michała w centrum Krakowa.

Opanowania więzienia św. Michała, 18 sierpnia 1946 r., dokonał oddział dowodzony przez Jana Janusza ps. „Siekiera”, wchodzący w skład 6. Kompanii Zgrupowania Partyzanckiego „Błyskawica” mjr. Józefa Kurasia „Ognia”. W półgodzinnej akcji, bez jednego wystrzału, uwolniono 71 więźniów – w większości żołnierzy podziemia.

Więzienie św. Michała przy ul. Senackiej w Krakowie, po wojnie, z rąk okupanta niemieckiego, przejął Departament Więzień i Obozów Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. W połowie 1946 r. przebywało tu ok. 470 więźniów politycznych (w trakcie śledztwa lub już z wyrokami) – żołnierze Armii Krajowej i innych formacji wojskowych, a także działacze organizacji niepodległościowych.
W niedzielę 18 sierpnia 1946 r. pod więzienie podjechała ciężarówka oddziału „Siekiery”. Więźniowie byli gotowi do akcji. Dzień wcześniej współpracująca z podziemiem strażniczka Irena Odrzywołek dostarczyła im broń. Dzięki temu rozbroili strażników, otworzyli cele, opanowali zbrojownię i związali naczelnika więzienia.

Udana akcja zakończyła się uwolnieniem 71 osób. Około 30 więźniów odjechało ciężarówką, a reszta na własną rękę szukała drogi ucieczki. Jadącej w stronę Miechowa ciężarówki z uciekinierami nikt nie zatrzymał, nawet wtedy, gdy przejeżdżała obok gmachu Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego.
Powodzenie akcji możliwe było dzięki współpracy żołnierzy 6. krakowskiej kompanii Zgrupowania „Błyskawica” z wtajemniczonymi w akcję więźniami oraz strażnikami więziennymi. Poza dowódcą oddziału Janem Januszem w akcji uczestniczyli: Bolesław Świątnicki „Lampart”, Zdzisław Lisik „Mściciel”, Zbigniew Paliwoda „Jur”, Marian Zielonka „Bill”. Najważniejszą postacią spośród zakonspirowanych więźniów był Bolesław Pronobis „Ikar”, żołnierz 16 Pułku Piechoty AK i dowódca oddziału NSZ „Huragan”, który w podobny sposób w 1945 r. uciekł z więzienia w Tarnowie. Tym razem brawurowa akcja była możliwa dzięki wsparciu strażników więzienia – Ireny Odrzywołek i Stanisława Krejczy.
Po akcji na więzienie św. Michała strażniczka Irena Odrzywołek ukrywała się, ale nie zrezygnowała z działalności konspiracyjnej. W listopadzie 1946 r. została aresztowana w Gliwicach. 3 grudnia 1946 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Katowicach skazał ją na karę śmierci. Wyrok wykonano kilkanaście dni później, tuż przed 21. rocznicą jej urodzin.

Doczesne szczątki Ireny Odrzywołek Instytut Pamięci Narodowej odnalazł we wrześniu 2019 r. podczas prac ekshumacyjnych na cmentarzu komunalnym przy ul. Panewnickiej w Katowicach. 18 sierpnia 2023 r. zostały uroczyście pochowane na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie.

Kobieta niezwykłej odwagi i misji – TERESA KACZOROWSKA o Aleksandrze Piłsudskiej

Kończy się ustanowiony przez Sejm IX kadencji Rok Aleksandry Piłsudskiej z d. Szczerbińskiej. Warto więc przypomnieć tę mało znaną Patronkę 2023 r., kobietę niezwykłej odwagi, działaczkę niepodległościową i społeczną, oddaną żonę i matkę, a także strażniczkę pamięci o Marszałku Józefie Piłsudskim.

Aleksandra Szczerbińska pochodziła z Suwałkurodziła się nad Czarną Hańczą 12 grudnia 1882 r., w zubożałej, patriotycznej rodzinie szlacheckiej. Już w dzieciństwie straciła oboje rodziców – ojciec, Piotr Paweł Szczerbiński, urzędnik suwalskiego magistratu, zmarł jak miała 14 lat, zaś matka Julia Jadwiga z Zahorskich jeszcze wcześniej, kiedy Ola skończyła 12 lat. Wychowaniem jej oraz licznego rodzeństwa zajęła się głównie babka Karolina Zahorska, też zaangażowana w walkę Polaków o odzyskanie niepodległości.

Po ukończeniu w 1901 r. rosyjskiego żeńskiego gimnazjum w Suwałkach 19-letnia Ola rozpoczęła samodzielną drogę życiową. Wyjechała do Warszawy, w ciągu dwóch lat kształcenia zdobyła zawód buchalterki i w 1903 r. rozpoczęła pracę w biurze fabryki wyrobów skórzanych na warszawskiej Pradze. Jednocześnie uczęszczała na wykłady tajnego Uniwersytetu Latającego dla kobiet.

Ola Szczerbińska w Suwałkach, 1901 r., ze zbiorów Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, depozyt Fundacji Rodziny Józefa Piłsudskiego

Bojowniczka o niepodległą Polskę

W 1904 r. Aleksandra Szczerbińska wstąpiła do Polskiej Partii Socjalistycznej. Od razu dała się poznać jako działaczka odważna, zaangażowana, biorąca na siebie coraz trudniejsze zadania. Już 13 listopada 1904 r., podczas manifestacji  na Placu Grzybowskim w Warszawie, przenosiła broń, a nawet „dynamit w pasie”. Niedługo potem PPS powierzyła jej nadzór nad składami broni – w jednym z nich, w maju 1906 r. poznała Józefa Piłsudskiego. Było to dla niej ważne wydarzenie, o którym wspominała: „Czekałam na przybycie tego człowieka, którego imię było już legendą w Polsce podziemnej”.

Rok później 40-letni Piłsudski wyznał już miłość o 15 lat młodszej bojowniczce o wolną Polskę. Ich związek był jednak bardzo trudny. Piłsudski był żonaty z inną działaczką PPS, Marią Piłsudską de domo Koplewską, primo voto Juszkiewicz, która do śmierci 17 sierpnia 1921 r. nie chciała się zgodzić na rozwód. „Jestem w tragicznym trójkącie i nie wiem jak z niego wybrnąć” – pisał w listach do Oli.

W 1907 r. Aleksandra została za swoją działalność aresztowana przez policję rosyjską i osadzona na Pawiaku w Warszawie. Po czterech miesiącach, w kwietniu 1907 r., zwolniono ją z braku dowodów. Była jednak obserwowana i dalsza jej praca w konspiracji stała się w Warszawie niemożliwa. Postanowiła więc zmienić wygląd, przefarbowała sobie włosy, zapakowała w kufry broń i wyjechała z Warszawy do Kijowa.

Brała udział w wielu akcjach bojowych, w tym w akcji pod Bezdanami (wrzesień 1908), czy w napadzie na bank Państwowy w Kijowie. Przez pewien czas mieszkała też we Lwowie, gdzie pracowała w biurze fabrycznym. Nawiązała tam współpracę z powstałym w 1912 r. Związkiem Strzeleckim,  wstąpiła do jego żeńskiej sekcji. Współtworzyła również Towarzystwo Opieki nad Więźniami Politycznymi.

W Legionach i w Polskiej Organizacji Wojskowej

Po wybuchu I wojny światowej Aleksandra Szczerbińska wstąpiła do Legionów Polskich. W I Brygadzie była komendantką kurierek legionowych i wywiadowczyń, szkoliła je, werbowała nowe. Od 1915 r. działała w nielegalnej Polskiej Organizacji Wojskowej pod zwierzchnictwem Piłsudskiego. Na terenie okupacji pruskiej przechowywała broń, przewoziła literaturę, za co została znowu aresztowana, tym razem przez Niemców, w listopadzie 1915 r. Przez rok była więźniarką polityczną – internowana najpierw na Pawiaku, potem w obozie w Szczypiornie (w dramatycznych warunkach, w brudnych, zimnych barakach pełnych szczurów) i w Lubaniu na Śląsku. Zwolniono ją dopiero w listopadzie 1916 r. Wróciła wówczas do Warszawy i podjęła pracę urzędniczki w suszarni jarzyn. W latach 1917-1918 pracowała w POW jako kurierka materiałów wybuchowych i wywiadowca, często w sytuacjach skrajnie niebezpiecznych.

Kiedy Józef Piłsudski był więziony w Magdeburgu Aleksandra urodziła, 7 lutego 1918 r., córkę Wandę. Wrócił po 16 miesiącach internowania, 10 listopada 1918 r. – zobaczył wtedy po raz pierwszy pierworodną córkę, która miała dziewięć miesięcy. Drugą córkę, Jadwigę, Aleksandra urodziła kiedy Piłsudski był już Naczelnikiem Państwa, 28 lutego 1920 r. Nadal była jednak skazana na samotne macierzyństwo. Mogła zamieszkać razem z mężem i dziećmi w Belwederze dopiero po ślubie, który odbył się 25 października 1921 r., po 15 latach bliskiej znajomości  (po śmierci w Krakowie Marii Piłsudskiej).

Józef Piłsudski z rodziną i adiutantami w Sulejówku, ze zbiorów Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, depozyt Fundacji Rodziny Józefa Piłsudskiego

W podwarszawskim Sulejówku

W styczniu 1921 r. Aleksandra Piłsudska zakupiła 5-morgową leśną działkę w podwarszawskim Sulejówku, z letnim drewnianym domem, ogrodem, warzywnikiem, pasieką. Spędzała tam z córkami wiosny i lata, a Piłsudski w wolnych chwilach dojeżdżał z Belwederu. Jego żołnierze zorganizowali jednak zbiórkę na budowę dla nich całorocznego domu – w ten sposób powstał szybko, niemal społecznymi siłami,  Dworek „Milusin”, który Komitet Daru Żołnierza Naczelnemu Wodzowi przekazał Piłsudskim 21 czerwca 1923 r.

Oboje kochali tę leśną willę i ogród, w którym pracowała głównie Aleksandra. Ale pomagali jej adiutanci i przyjaciele Piłsudskiego, gosposia Adela, był dochodzący pszczelarz. W tym okresie Piłsudska sprawdziła się jako oddana żona, wychowująca córki matka, tworząca atmosferę gospodyni domu, choć w cieniu męża. Bywały u nich tysiące gości, szczególnie 19 marca – na imieniny Józefa i 12 grudnia – na imieniny Aleksandry.

Aleksandra i Józef Piłsudscy z córkami: Wandą i Jadwigą, ze zbiorów Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, depozyt Fundacji Rodziny Józefa Piłsudskiego

– Spędzili w Dworku „Milusin” najpiękniejsze trzy kolejne lata, do przewrotu majowego 1926 r. – uważa Małgorzata Basaj, historyczka i muzealniczka, kierowniczka Działu Wystaw i Popularyzacji Nauki w Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. – Piłsudski wycofał się wówczas z funkcji publicznych, miał wreszcie czas dla rodziny, zajął się pracą pisarską. Pisał książki nocami, a właściwie dyktował żonie, tak powstał jego „Rok 1920”. Aleksandra, poza rolą gospodyni, żony i matki, była więc również sekretarką męża. Kiedy w  maju 1926 r. Marszałek wrócił do władzy, Piłsudscy zamieszkali w Belwederze. Do w Sulejówka przyjeżdżali tylko odpoczywać.

Działaczka charytatywna i społeczna  

Piłsudska nie należała do żadnej partii, ale jako Marszałkowa prowadziła szeroką działalność charytatywna, społeczną i honorową. Po 1926 r. wspierała bezdomnych, osoby bezdomne, biedną młodzież, kombatantów, pomagała sierotom rodzin wojskowych, ale też odsłaniała pomniki i wystawy, bywała na licznych państwowych uroczystościach,  często zastępując Piłsudskiego. Zajmowała się m.in. pozyskiwaniem finansów dla stowarzyszenia „Nasz Dom”, które prowadziło zakład dla sierot. Została honorową członkinią i przewodniczącą założonego w 1925 r. Stowarzyszenia „Rodzina Wojskowa” (otrzymała legitymację nr 1). W organizacji tej organizowała w Warszawie przedszkola i szkoły powszechne dla rodzin wojskowych. Do 1939 r. była przewodniczącą zarządu Komitetu Opieki nad Najbiedniejszymi Mieszkańcami Warszawy „Osiedle”. W stowarzyszeniu „Osiedle” wspierała mieszkańców baraków dla bezdomnych w Warszawie, a w towarzystwie „Opieka” zakładała świetlice z bibliotekami dla młodzieży.

Od 1926 r. Marszałkowa zasiadała także w Kapitule Orderu Virtuti Militari (była też uhonorowana tym orderem w 1922 r.), była  inicjatorką ustanowienia odznaczenia Krzyż Niepodległości (miała legitymację nr 2). Walczyła również o równouprawnienia kobiet, działała w Unii Obrończyń Ojczyzny. Zainicjowała, współredagowała i pomogła w wydaniu dwóch tomów, cenionych do dziś wspomnień uczestniczek działań niepodległościowych.

Aleksandra Piłsudska mocno przeżyła utrzymywanie przez męża zażyłych stosunków z lekarką Eugenią Lewicką – powszechnie sądzono, że to romans – w której w towarzystwie Piłsudski spędził zimę 1930/1931 na Maderze. Najbliższa przyjaciółka Aleksandry, Janina Prystorowa, wspominała, że „Ola jest struta, zmartwiona, na wpółprzytomna”. Po powrocie Piłsudskiego z Madery, Aleksandra zażądała od niego zerwania wszelkich kontaktów z Lewicką, co też się stało. Lekarka Eugenia Lewicka – zaszczuta, upokorzona i załamana – popełniła samobójstwo.

Aleksandra Piłsudska (trzecia od prawej w dolnym rzędzie) na spotkaniu dam wchodzących w skład organizacji zajmującej się losem sierot i bezdomnych dzieci, ofiar I wojny światowej, Warszawa 1934, Internet

– Po śmierci męża i wyprowadzeniu się z Belwederu na ulicę Klonową, Aleksandra podjęła się nowej roli – stała się strażniczką pamięci o Marszałku. To dzięki niej, ocaleniu przez nią pamiątek i gromadzeniu ich, powstało w 1936 r. Muzeum Józefa Piłsudskiego w Belwederze – twierdzi dr Tomasz Osiński z Oddziału IPN w Lublinie

Aleksandra Piłsudska w Londynie, ze zbiorów Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, depozyt Fundacji Rodziny Józefa Piłsudskiego

 Na emigracji w Londynie

Aleksandra prowadziła szeroką działalność społeczną i charytatywną także na emigracji w Londynie, gdzie udało się jej z córkami ewakuować 28 września 1939 r., po wybuchu II wojny światowej. Emigracja była dla niej wielką tragedią – jej wieloletnia walka o Niepodległą legła w gruzach. Niemniej jednak, jak tylko mogła, pomagała innym, kształciła córki, nadal była kobietą czynu. To dzięki niej powstał w 1947 r. Instytut Józefa Piłsudskiego w Londynie, a także w dużej mierze otwarte 14 sierpnia 2020 r. Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. W jego zbiorach są bowiem eksponaty i pamiątki z Muzeum Józefa Piłsudskiego w Belwederze, które w czasie II wojny światowej uległo likwidacji, a po wojnie jego zbiory zostały rozproszone.

Aleksandra Piłsudska ze Szczerbińskich zmarła 31 marca 1963 r. w Londynie, gdzie została pochowana na cmentarzu North Sheen. Jednak 28 października 1992 r. prochy jej przeniesiono do Warszawy i złożono w grobowcu rodzinnym na cmentarzu Powązkowskim, gdzie spoczywa razem z córkami Wandą i Jadwigą oraz z zięciem, kpt. Andrzejem Jaraczewskim.

Grób Aleksandry, Jadwigi i Wandy Piłsudskich oraz kapitana Andrzeja Jaraczewskiego na cmentarzu Powązkowskim w Warszawie, Internet

Znowu w Polsce

Córki, Wanda i Jadwiga Piłsudskie, powróciły w 1990 r. z Anglii do Polski. Założyły Fundację Rodziny Józefa Piłsudskiego, odzyskały Dworek i utworzono Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku. Jest ono od 2020 r. prowadzone wspólnie przez Fundację Rodziny Józefa Piłsudskiego oraz Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Muzeum to pamięta o Pani Marszałkowej – w jej urodziny, 12 grudnia 2023 r., otworzyło dwie plenerowe wystawy biograficzne w dwóch muzeach: w Sulejówku oraz w warszawskich Łazienkach, zatytułowane „Moje wybory – Aleksandra Piłsudska”.

O swojej rodaczce pamiętają też suwalczanie. W okresie międzywojennym nie zerwała ona związków z Suwałkami. Wspierała lokalne inicjatywy, m.in. budowę gmachów dla szkół, od 1934 r. Szkoła Podstawowa nr 2 nosi jej imię. W 1935 r. A. Piłsudska została uhonorowana tytułem „Honorowy Obywatel Miasta Suwałk”. Ma też tablicę na rodzinnym domu (obecnie to W. Gałaja 47), jest nad Czarną Hańczą patronką jednej z ulic, gotowy jest też jej pomnik (pierwszy w Polsce), który wkrótce ma być odsłonięty.

 

Dworek „Milusin” w Sulejówku, obecnie, Internet

 

Nieukarana zbrodnia komunistyczna – TADEUSZ PŁUŻAŃSKI przypomina masakrę w kopalni „Wujek”

Zomowiec Romuald S., członek plutonu specjalnego pacyfikującego strajk w kopalni „Wujek”, został skazany na trzy i pół roku więzienia. Górnik Stanisław Płatek, przewodniczący zakładowego komitetu strajkowego w grudniu 1981 r., ranny wskutek kul ZOMO, który opowiedział mi o masakrze, usłyszał wyrok: 4 lata więzienia.

Od 1993 r. Płatek był pełnomocnikiem posiłkowym w procesie zomowców: „Nie braliśmy pod uwagę, że będą strzelali, myśleliśmy, że władza wyciągnęła wnioski z wydarzeń 1970 r. na Wybrzeżu, zresztą generał Jaruzelski w swoim wystąpieniu mówił, żeby nie polała się ani jedna kropla polskiej krwi. Słyszeliśmy, że są ranni na Manifeście Lipcowym, tylko nie wiedzieliśmy, w wyniku czego odnieśli obrażenia. Gdybyśmy mieli informacje, że strzelano do nich z broni palnej, to wydarzenia mogły potoczyć się inaczej”.

 „Boże coś Polskę”

„Przyszli nocą w uśpiony dom

Wyciągali nas chyłkiem, jak zbóje

Drzwi zamknięte otwierał łom

Idą, idą pancry na Wujek”

(piosenka „Idą pancry na Wujek”, autorstwa Macieja Bieniasza)

16 grudnia 1981 r. do strajkującej załogi kopalni „Wujek” między godz. 8:00 a 9:00 rano przychodzi płk Piotr Gębka w towarzystwie wojskowych. Przekonuje załogę, że powinna się poddać, gdyż jest jedynym strajkującym zakładem w Polsce. Górnicy zagłuszają go, śpiewając „Boże coś Polskę”. Oświadczają, że nie będą się bronić, jeśli na teren kopalni wejdzie wojsko, dadzą natomiast odpór siłom MO.

Stanisław Płatek: „Wiedzieliśmy, że wojsko jest wyposażone w broń palną nie tylko po to, aby z nią paradować. Nie spodziewaliśmy się, że zostaną wprowadzone oddziały ZOMO, tym bardziej Pluton Specjalny, o którego istnieniu w ogóle nie słyszeliśmy”.

Zakład jest okrążony przez czołgi i wozy pancerne. Pułkownik Gębka daje strajkującym godzinę na opuszczenie kopalni.

„W tłum przy bramie, do matek i żon

Z płacht na murach klejonych zlatuje

Czarną treścią komunikat WRON

Idą, idą pancry na Wujek”

Strzały z 20 metrów

Rozpoczyna się pacyfikacja. Po godz. 10:00 na teren „Wujka”, po staranowaniu muru, wjeżdża czołg, a za nim wkracza oddział ZOMO. Po kilku próbach inny czołg rozbija barykadę na bramie wjazdowej. Uzbrojeni w tarcze i przyłbice zomowcy wchodzą na plac przed kotłownią. Około godz. 12:00 do akcji włącza się helikopter. Zomowcy rzucają pociski z gazami łzawiącymi i świecami dymnymi wprost na górników, którzy odrzucają je. Wszędzie unosi się dym.

Stanisław Płatek: „Początek pacyfikacji wskazywał na to, że ta wydawałoby się niewinna broń, czyli granaty łzawiące, może spowodować poważne obrażenia ciała i nawet potężnego chłopa zwalić z nóg. Na własne oczy widziałem, jak granat trafił kolegę w skroń, i dopiero na punkcie sanitarnym zaczął dawać oznaki życia. Okazało się, że ma wstrząs mózgu”.

Górnicy unieszkodliwiają czołg, wkładając między jego koła pręty. Około godz. 12:30 czołgi strzelają z dział pustymi nabojami. Dochodzi do pojedynczych starć wręcz. Zomowcy wycofują się pod magazyn odzieży, a następnie poza teren kopalni. Gdy wydaje się, że walka jest zakończona, padają strzały. Są zabici i ranni.

„Kilof, łańcuch ściska nasza dłoń

Wózków szereg bieg czołgów wstrzymuje

Już milicja repetuje broń

Idą, idą pancry na Wujek”

Stanisława Płatka kula trafia w prawe ramię. Udaje mu się jeszcze ostrzec górników, że napastnicy strzelają ostrą amunicją.

„- Czy widział pan człowieka, który do pana strzelał?

– Nie, ale strzały musiały paść z odległości ok. 20 metrów. Podobnie jak inni górnicy zostałem ranny w okolicach bramy głównej, na wąskim odcinku między murem a nieistniejącym dziś budynkiem wagi drobnicowej. Cały czas strzelali ślepą amunicją. W tym huku łatwo było schować strzały z broni palnej. Wszyscy zabici zostali trafieni w górne części ciała, najczęściej w głowę – świadczy to o tym, że nie były to strzały przypadkowe. Do dziś nie mogę nadmiernie obciążać prawego ramienia”.

„Płoną znicze ku zabitych chwale

Ale zgasła nadzieja na potem

Gdzie twe czyste ręce, generale?

Zawracają pancry z powrotem”

Walka z napastnikami trwa dalej. Oddział MO, który wkracza od strony bramy kolejowej, zostaje odparty. Górnicy biorą trzech zakładników. Przeliczają ich amunicję i okazuje się, że ci funkcjonariusze nie strzelali. Rannych górników funkcjonariusze MO wywlekają z sanitarek, zrywają opatrunki. Załoga jednej z karetek pogotowia zostaje pobita.

Krzyż

Stanisław Płatek: „Sanitarek nie wpuszczano na teren kopalni. Rannych wynosiło się pod bramę wjazdową, pod budynek dyrekcji i tam pakowało do sanitarek. Jechałem sanitarką razem z kolegą Wójcikiem i po 200 metrach zostaliśmy zatrzymani przy torach kolejowych. Wójcika, który leżał na noszach, wyciągnęli za nogi, mnie też wyprowadzili z samochodu. Najpierw funkcjonariusz zażądał dowodu osobistego, ale my byliśmy w ubraniach roboczych i mieliśmy tylko znaczki identyfikacyjne, potem sprawdził na kartce nazwisko. Doprowadził mnie przed dwóch oficerów – jednym z nich był dowódca jednostki ZOMO, płk Kazimierz Wilczyński. Na głowie miałem założony opatrunek, a on zaczął dowcipkować, że musiałem zadrapać się gdzieś na dole. Zamierzył się na mnie, ale nagle z tyłu zjawił się porucznik wojska – lekarz, który wziął mnie do sanitarki wojskowej i zbadał. Długo tam nie byłem. Przeładowano mnie do milicyjnej sanitarki i przewieziono do szpitala MSW”.

Ogień zostaje przerwany ok. godz. 13:00. Około godz. 14:00 płk Piotr Gębka, razem z komisarzem wojskowym zjednoczenia płk. Wacławem Rymkiewiczem i dyrektorem kopalni, udaje się do górników. Strajkujący przedstawiają warunki przerwania strajku: odwołanie stanu wojennego, uwolnienie Ludwiczaka, wycofanie oddziałów ZOMO, podanie do publicznej wiadomości informacji o wydarzeniach w kopalni, w tym o zabitych i rannych, oraz ujawnienie nazwiska dowódcy akcji. Pułkownik Gębka oświadcza, że warunki nie zostaną spełnione. Górnicy prowadzą wojskowych do stacji ratownictwa, gdzie leżą ciała zabitych, wydają również broń zatrzymanych wcześniej zakładników. Około godz. 17:00 strajkujący, po długiej naradzie, łagodzą warunki przerwania strajku: swobodne opuszczenie kopalni, podstawienie dla nich autobusów, wycofanie z okolicy kopalni oddziałów ZOMO, niewyciąganie konsekwencji karnych i dyscyplinarnych. Zakładnicy zostają zwolnieni. Około godz. 19:00 górnicy opuszczają teren kopalni. Przed odejściem, przy ścianie kotłowni, w miejscu gdzie polegli ich koledzy, wkopują krzyż przyniesiony ze stacji ratownictwa.

Do końca PRL władze zakazują oddawania czci zabitym górnikom. W 1991 r. w miejscu krzyża powstaje pomnik.

Warto było?

9 lutego 1982 r. Stanisław Płatek dostaje najwyższy wyrok – 4 lata (prokurator Kleczkowski żąda nawet 15 lat): „Do 31 grudnia przetrzymywali mnie w szpitalu więziennym w Bytomiu, w sylwestra otrzymałem nakaz tymczasowego aresztowania. Nikt nie powiadomił rodziny, gdzie jestem, szukali mnie we wszystkich szpitalach w okolicy. Ojciec odnalazł mnie dopiero 25 grudnia. W czerwcu 1982 r. przewieziono mnie do aresztu śledczego w Zabrzu”.

W więzieniu przesiedział w sumie 14 miesięcy, zwolniono go 8 lutego 1983 r. – w dniu urodzin jego syna.

„Czy warto było?” – zastanawia się Stanisław Płatek. – „Dla przemian, które nastąpiły w kraju – tak, dla ofiar, które mieliśmy – nie, bo nic nie jest warte ofiary życia. Nikt nie mógł przewidzieć, że władza ludowa po raz kolejny sięgnie po broń przeciwko robotnikom”.

W więzieniu nie miał możliwości rehabilitacji przestrzelonego ramienia. Po pół roku od odzyskania wolności – dzięki pomocy przyjaciół – odzyskał władzę w prawej ręce i zaczął szukać pracy.

„Nie chcieli mnie w górnictwie ani w drugim wyuczonym zawodzie – ślusarstwie. Miałem wilczy bilet. Oferowano mi wyjazd z Polski – w ciągu 24 godzin mogłem dostać wizę do dowolnego kraju. W końcu zatrudniłem się w brygadzie remontowej klubu sportowego „Gwarek” w Tarnowskich Górach. Problemów nie robiono, bo prezesem klubu był wysoki funkcjonariusz SB i pozostawałem pod stałą obserwacją”.

Na terenie Tarnowskich Gór zaangażował się w działalność podziemnych struktur, które podlegały Jerzemu Buzkowi. W marcu 1989 r. reaktywowali Solidarność. Płatek do kopalni wrócił w 1993 r.

„13 grudnia 1992 r. wyrokiem Sądu Najwyższego – Izby Wojskowej zostałem uniewinniony, co pozwoliło mi ponownie starać się o pracę. Myślałem, że wyrok przywróci mi wszystkie prawa pracownicze, ale w kopalni „Wujek” odpowiedzieli, że nie są zainteresowani moją ofertą pracy”.

Ranni i zabici

Przy pacyfikacji kopalni brało udział: 6 kompanii ZOMO, 4 kompanie ROMO, 1 kompania NOMO, 1 kompania KW MO, 6 kompanii piechoty, 6 plutonów czołgów, 17 członków Plutonu Specjalnego ZOMO; 7 armatek wodnych, helikopter, 55 wozów BWP.

Podczas pacyfikacji od kul poległo 9 górników:

Józef Czekalski – lat 48,

Krzysztof Giza – lat 24,

Ryszard Gzik – lat 35,

Bogusław Kopczak – lat 28,

Andrzej Pełka – lat 19,

Zbigniew Wilk – lat 30,

Zenon Zając – lat 22,

Joachim Gnida – lat 28, zmarł 2 stycznia 1981 r. nie odzyskawszy przytomności,

Jan Stawisiński – lat 21, zmarł 24 stycznia 1982 r. w szpitalu w Katowicach-Ochojcu nie odzyskawszy przytomności.

Rany postrzałowe odniosło 21 górników: Piotr Babrakowski – rany postrzałowe obu ud, Bernard Białas – rany postrzałowe brzucha, przedramienia i nogi, Mirosław Bronisz – rana postrzałowa głowy, Jerzy Brzeziński – rana postrzałowa klatki piersiowej i twarzy, Roman Czernik – rana postrzałowa ręki, Bogdan Dolny – rana postrzałowa podudzia, Jan Futyma – rana postrzałowa ręki, Marian Giermuziński – rana postrzałowa klatki piersiowej, Władysław Kościelniak – rana postrzałowa nogi, Henryk Kwol – rana postrzałowa ramienia, Wiesław Łobień – rana postrzałowa łokcia, Józef Mikos – rany postrzałowe twarzy i obojczyka, Bogdan Nadolny – rana postrzałowa podudzia, Tadeusz Piecyk – rana postrzałowa miednicy, Henryk Pikos – rana postrzałowa ręki, Stanisław Płatek – rana postrzałowa ramienia, Zbigniew Szafraniec – rana postrzałowa ramienia, Zygmunt Szkoła – rana postrzałowa ramienia, Władysław Wójcik – rana postrzałowa kolana, Zbigniew Wójcik – rana postrzałowa ręki, Józef Żmuda – rana postrzałowa łopatki.

Podczas operacji funkcjonariusze SB skonfiskowali pociski wyjęte z ciał rannych. 22 górników odniosło innego rodzaju obrażenia wymagające hospitalizacji: zatrucie gazem, uszkodzenie gałek ocznych. W styczniu 1982 r. Prokuratura Garnizonowa w Gliwicach umorzyła śledztwo w sprawie użycia broni. Zdaniem prokuratora porucznika Janusza Brola broń została użyta w obronie własnej.

9 lutego 1982 r. członkowie Komitetu Strajkowego otrzymali wyroki:

Stanisław Płatek – 4 lata,

Marian Głuch i Adam Skwira – 3 lata,

Jerzy Wartak – 3,5 roku.

Członkowie Komitetu Strajkowego: Zbigniew Lubasiński został internowany i zwolniony z pracy, Mieczysław Pieronkiewicz – internowany, Kazimierz Rembilas – internowany za pomoc rodzinom ofiar.

Za strajk były również sądzone osoby, nie będące w Komitecie Strajkowym:  Janina Jakubowicz – sekretarka KZ, wspomagająca Komitet Strajkowy, szykanowana podczas śledztwa – sądzona pod spreparowanymi zarzutami wzywania kobiet i dzieci do walki,

Jan Wielgus – wyrok w zawieszeniu,

Jan Haśnik – wiceprzewodniczący Komisji Zakładowej, uniewinniony,

Zdzisław Kubat – odpowiadał z wolnej stopy, uniewinniony,

Stanisław Saternus – członek Komisji Zakładowej, uniewinniony,

Zbigniew Szafraniec – jeden z górników postrzelonych podczas pacyfikacji, składał zeznania w procesie członków Plutonu Specjalnego w czerwcu 1994 r. 28 lub 29 grudnia 1994 r. zginął w niewyjaśnionych okolicznościach. Według oficjalnej wersji: samobójstwo. Wielu górników biorących udział w strajku zwolniono z pracy.

 

Poznaliśmy laureatów XXI edycji konkursu im. Władysława Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych

Narodowy Bank Polski rozstrzygnął XXI edycję konkursu im. Władysława Grabskiego dla dziennikarzy ekonomicznych. W tegorocznej edycji kapituła przyznała nagrody w pięciu kategoriach, dwa wyróżnienia oraz nagrodę główną „Dziennikarz Ekonomiczny 2023 roku”

Laureaci konkursu zostali docenieni za wyjaśnianie skomplikowanych zagadnień gospodarczych i ekonomicznych w przystępny i zrozumiały sposób.

Dziennikarzem Ekonomicznym 2023 roku został Stanisław Koczot, redaktor „Gazety Bankowej”. Kapituła konkursu wyróżniła go za „całokształt pracy dziennikarskiej, doskonały warsztat dziennikarski oraz wiedzę merytoryczną”.

Poniżej pozostali laureaci XXI edycji Konkursu im. Władysława Grabskiego.

Nagrody

Kategoria Finanse osobiste i edukacja ekonomiczna: Piotr Tomczyk oraz Roman Wawrzyniak, Radio Poznań, nagroda za audycję „Co tam, Panie, w ekonomii? – Obniżka stóp procentowych NBP – decyzja ekonomiczna czy polityczna?”.

Kategoria Felieton: Gabriel Chrostowski, „Obserwator Gospodarczy”, nagroda za artykuł „Polska bankrutuje? Nie i nie zamierza!”.

Kategoria Analiza: Małgorzata Dygas, „Gazeta Bankowa”, nagroda za artykuł „Co dwie inteligencje, to nie jedna”.

Kategoria Wywiad: Artur Kiełbasiński, „Polska Cafe”, nagroda za materiał „Inwestycja, która zmieni Polskę.

Kategoria Problematyka regionalna: Arkadiusz Rogowski, „Nowiny”, nagroda za artykuł „Via Carpatia – dla PO projekt polityczny, dla PiS projekt geopolityczny”.

Wyróżnienia

Kategoria Finanse osobiste i edukacja ekonomiczna: Daria Kazuła-Pietraszak, TVP 3 Bydgoszcz, wyróżnienie za cykl programów „Młoda praca”.

Kategoria Felieton: Agata Chyłka-Wnuk, TVP 3 Bydgoszcz, wyróżnienie za materiał „Najdroższe okna w Polsce”.

NBP poinformował, że w tym roku kapituła konkursu nie przyznała nagrody oraz tytułu „Redakcja 2023 roku” za pracę zespołową ze względu na mało satysfakcjonujący poziom zgłoszonych materiałów. Nie przyznano także nagrody w kategorii konkursowej „Polityka pieniężna i stabilność finansowa”.

opr. jka, źródło: NBP

 

Jarosław Kurski rezygnuje z funkcji pierwszego wicenaczelnego „Gazety Wyborczej”

Postanowiłem, że 31 grudnia 2023 r. przekażę funkcję pierwszego zastępcy redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” jednemu z moich zastępców – poinformował Jarosław Kurski w serwisie wyborcza.pl.

Jako powód swoje decyzji Kurski podał m.in. potrzebę zmiany pokoleniowej w GW.

„Jesteśmy świadkami ważnej generacyjnej rewolucji. Na rynek pracy, w życie publiczne wkracza pokolenie, które dorastało już w świecie cyfrowym. Gdy 32 lata temu zaczynałem pracę w ‘Wyborczej’, nikt nie słyszał o internecie, a rytm pracy wyznaczał deadline dla danego numeru. Dziś ‘Wyborcza’ to serwis aktualizowany przez całą dobę siedem dni w tygodniu, a przyszłość naszego modelu biznesowego to głównie abonament cyfrowy. W czasach internetu zdominowanego przez globalne korporacje, mediów społecznościowych, sztucznej inteligencji; w czasie wyzwań technologicznych, zagrożenia propagandą i fałszywymi informacjami oraz komercjalizacją przekazu jak nigdy prawdziwe są słowa: ‘kto nie maszeruje, ten ginie’, czyli kto się nie rozwija  – przegrywa” -napisał Kurski.

Przypomniał, że „Gazetę Wyborczą” czeka niebawem wydzielenie, nadal będzie własnością Agory, ale jako jej spółka-córka.

Jarosław Kurski zamierza poświęcić się pisaniu.  „Z racji pewnego doświadczenia chciałbym to robić w ‘Wyborczej’ jako senior editor” – zaznaczył.

opr. jka, źródło: wyborcza.pl

 

 

 

94 dziennikarzy i pracowników mediów zginęło w 2023 r. 393 uwięzionych

94 dziennikarzy i pracowników mediów, w tym 9 kobiet, poniosło śmierć w 2023 roku. Najwięcej zginęło podczas konfliktu w Strefie Gazy – podała Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy (IFJ).

IFJ opublikowała dane o zabitych dziennikarzach przed Międzynarodowym Dniem Praw Człowieka obchodzonym 10 grudnia. Organizacja chce, aby społeczność międzynarodowa podjęła znacznie większe działania, w celu ochrony życia dziennikarzy i pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności.

Najwięcej, bo aż 68 dziennikarzy zginęło podczas, rozpoczętego 7 października atakiem Hamasu, konfliktu w Strefie Gazy. IFJ podkreśla, że wojna ta jest najbardziej śmiercionośna dla ludzi mediów od 1990 roku – od czasu gdy organizacja zaczęła rejestrować śmierć dziennikarzy. Wśród ofiar najwięcej było palestyńskich dziennikarzy.

W innych miejscach na Bliskim Wschodzie IFJ odnotowała śmierć trzech pracowników mediów w Syrii.

W Europie krajem niebezpiecznym dla dziennikarzy pozostaje Ukraina. W tym roku zginęło tam trzech dziennikarzy i pracowników mediów – Ukrainiec, Rosjanin i Francuz.

W regionie Azji i Pacyfiku, dwóch dziennikarzy zostało zamordowanych w Afganistanie, tyle samo na Filipinach, po jednym w Indiach, Chinach i Bangladeszu.

IFJ odnotowała spadek liczby zabitych dziennikarzy w Amerykach Północnej i Południowej. W 2022 r. zginęło w tym regionie aż 29 dziennikarzy, a w 2023 r. siedmiu. Trzech Meksykanów, jeden Paragwajczyk, jeden Gwatemalczyk, jeden Kolumbijczyk i jeden Amerykanin zginęło podczas prowadzenia śledztw w sprawie grup zbrojnych lub defraudacji funduszy publicznych.

W Afryce, przypomina IFJ, doszło do czterech szokujących morderstw dziennikarzy. Dwa wydarzyły się w Kamerunie, a po jednym w Sudanie i Lesotho.

„W 2023 r. 94 dziennikarzy straciło życie. IFJ żąda pilnych działań na skalę światową, aby powstrzymać rozlew krwi. Gwałtowny wzrost liczby ofiar śmiertelnych, zwłaszcza w Gazie, wymaga natychmiastowej uwagi. IFJ nalega, aby stosowane było prawo międzynarodowe, w szczególności w wojnie w Gazie, gdzie dziennikarze stali się celem izraelskiej armii” – podkreśliła prezydent IFJ Dominique Pradalié. Dodała, że konieczne jest wprowadzenie nowych światowych standardów ochrony dziennikarzy i skutecznego międzynarodowego egzekwowanie prawa.

IFJ podała również, że w 2023 roku w więzieniach przebywało 393 dziennikarzy i pracowników mediów.  Na czele tej listy znajdują się Chiny i Hongkong (80 dziennikarzy za kratkami), za nimi plasują się Birma (54), Turcja (41), Rosja i okupowany Krym (40), Białoruś (35), Egipt (23), Wietnam (18), Arabia Saudyjska (11), Indie (10) i Syria (9).

opr. jka, źródło: ifj.org