ALEKSANDRA KUCZYŃSKA-ZONIK: Chińskie działania dezinformacyjne wobec państw bałtyckich

Podobnie jak w przypadku Rosji, ważnym narzędziem oddziaływania Chin w państwach bałtyckich jest sfera informacyjna. Jednakże, o ile rosyjskie kampanie dezinformacyjne prowadzone była przez lata, chińskie działania tego typu są zjawiskiem stosunkowo nowym.

Kluczową rolę pełnią tu ambasady Chin oraz Instytuty Konfucjusza zlokalizowane zwykle przy uniwersytetach, których zadaniem jest zbieranie informacji i nawiązanie kontaktów z elitą polityczną i gospodarczą oraz rozpoznawanie rynku, w tym możliwości inwestycyjnych. Ponadto ambasady inicjują współpracę w  środowisku akademickim i w sferze kulturalnej. Celem jest przede wszystkim tworzenie pozytywnego wizerunku Chin lub neutralizacja informacji krytycznych wobec Chin. W pewnym sensie chińskie strategie komunikacyjne, mające na celu dyskredytację NATO i UE pokrywają się z rosyjskimi strategiami informacyjnymi.

Przykładem tego typu podejścia była szeroko komentowana wypowiedź ambasadora Chin we Francji Lu Shaye w kwietniu 2023 r., który zakwestionował suwerenność państw bałtyckich i przynależność Krymu do Ukrainy. Według Ambasadora „w prawie międzynarodowym nie ma normy ani porozumienia, które określałyby status państw byłego Związku Radzieckiego”. Ostatecznie Ambasador wycofał się ze swoich słów, stwierdzając, że jest to jego osobista opinia, niemniej mógł powtarzać linię partii komunistycznej, której jest członkiem. Co ciekawe, Ambasador Lu Shaye jest uważany za jednego z aktywniejszych chińskich dyplomatów, i znany z szerzenia dezinformacji podczas pandemii Covid-19. Oficjalnie chińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych potwierdziło, że Pekin „szanuje suwerenność, niezależność i integralność terytorialną wszystkich krajów oraz przestrzega celów i zasad Karty Narodów Zjednoczonych”. Co ciekawe, w czerwcu 2022 r. jeden z posłów rosyjskiej Dumy Państwowej poddał pod rozwagę możliwość unieważnienia uznania niepodległości Litwy. Stwierdził, że oświadczenie o niepodległości Litwy jest niezgodne z Konstytucją ZSRR. Teoretycznie unieważnienie uznania suwerenności państw bałtyckich dałoby Rosji pretekst podważania ich podmiotowości na arenie międzynarodowej i wysunięcie wobec nich roszczeń terytorialnych. Ministrowie spraw zagranicznych trzech państw bałtyckich potępili oświadczenie ambasadora Francji w Chinach. Była to dla nich okazja do wyrażenia swoich obaw w stosunku do Chin. Najbardziej krytyczna była Litwa i jej minister spraw zagranicznych Gabrielius Landsbergis.

Komentarze przedstawiciela Chin jest przykładem szczerzenia dezinformacji i błędnej interpretacji faktów historycznych. Zgodnie z prawem międzynarodowym państwa bałtyckie są suwerenne od 1918 r., ale były okupowane przez 50 lat przez ZSRR. Co istotne, w 1967 r. ChRL oświadczyła, że nie uznaje aneksji państw bałtyckich. Stosunki dyplomatyczne między Chinami a państwami bałtyckimi nawiązano na początku lat 90. XX wieku. Chińscy urzędnicy i dyplomaci wielokrotnie potwierdzali, że Chiny szanują wybory polityczne na Litwie, Łotwie i w Estonii, a także zmiany demokratyczne w tych państwach. Z kolei państwa bałtyckie uznały Tajwan za integralną część ChRL.

Chiny wykorzystują także różne organizacje pozarządowe do zwiększania swoich wpływów i budowania relacji ze stowarzyszeniami reprezentującymi inne państwa. Jednym z celów takiej współpracy jest pozyskiwanie informacji z danego kraju, które mogą być istotne dla realizacji interesów Chin. Podobne funkcje w tym kontekście pełnią biura ekonomiczno-handlowe ulokowane w państwach bałtyckich, które zajmują się promocją handlu i nawiązywaniem relacji z elitą polityczną i biznesową.

W corocznych raportach bezpieczeństwa wskazuje się, że w państwach bałtyckich chińskie służby wywiadowcze i bezpieczeństwa są coraz bardziej aktywne, głównie w obszarze gospodarczym. W zasadzie jednak ich działalność nie stwarzała do tej pory poważnych zagrożeń dla bezpieczeństwa narodowego Litwy, Łotwy i Estonii, ani nie była widoczna dla mieszkańców tych państw. Na Łotwie zauważono, że podczas gdy działalność rosyjskich agentów wpływu w ostatnich latach malała, w tym samym czasie wzrosła aktywność chińskich grup interesu. Szczególną rolę pełnili tu przedstawiciele ośrodków akademickich i badawczych organizując konferencje i prowadząc projekty promujące kulturę Chin. W Estonii pojawiły się obawy o możliwość tzw. szpiegostwa naukowego. W szczególności zarzuty kierowano do Instytutów Konfucjusza w związku z włączaniem się chińskich władz w dyskurs akademicki. Na Litwie rosnącą rolę chińskich GONGO (government-organized NGO) oraz ryzyko dezinformacji w przestrzeni publicznej zauważano w szczególności w czasie organizowanych społecznych akcji pomocy dla Hongkongu i Tajwanu. Jednocześnie w raportach wyjaśniano, że mniejszości narodowe i etniczne mogą być bardziej narażone na kampanie dezinformacyjne prowadzone przez Chiny w mediach rosyjskich i/lub polskich, gdyż uwarunkowania kulturowe, społeczne i ekonomiczne mogą stwarzać dodatkowe zagrożenia i podatność na manipulację w przestrzeni informacyjnej.

Poza przestrzenią informacyjną, coraz częściej wskazuje się na inne wyzwania związane z rosnącymi globalnymi ambicjami Chin. Wybrany w październiku 2022 r. na trzecią kadencję jako sekretarz generalny Komunistycznej Partii Chin Xi Jinping, wyeliminowawszy przeciwników politycznych pojął kolejne wysiłki w kierunku centralizacji władzy i ograniczenia autonomii społeczeństwa. Nowo sformułowane cele jasno pokazują, że w nadchodzących latach Chiny będą starały się budować wspólnotę państw o podobnych poglądach, takich jak BRICS i Szanghajska Organizacja Współpracy. Wskutek tego przewiduje się, że stosunki Chin z Zachodem będą się pogarszać. Chińska retoryka wyraźnie się jednak zmieniła. Podczas gdy Chiny wcześniej prezentowały się jako mocarstwo regionalne, zaprzeczając zachodnim zarzutom dotyczącym własnych ambicji globalnych, obecnie nie ukrywają już planów w kierunku budowania supermocarstwa. Chiny forsują także własną wizję uniwersalnych praw człowieka będącą nową, rzekomo bardziej sprawiedliwą i praktyczną koncepcją humanizmu. Z perspektywy państw bałtyckich najbardziej niepokojąca jest współpraca Chin i Rosji. Do tej pory Pekin bowiem wspierał Moskwę dyplomatycznie i informacyjnie oraz pomagał łagodzić skutki sankcji nałożonych na Rosję po pełnoskalowym ataku na Ukrainę w 2022 r. Chiny akcentowały także konieczność przekształcenia europejskiej architektury bezpieczeństwa z uwzględnieniem interesów Rosji. Podczas gdy w perspektywie krótko- i średnioterminowej ich relacje będą się zacieśniać, dominacja Chin względem Rosji będzie się jednak powiększać.

Mimo wzrostu świadomości znaczenia Chińskiej Republiki Ludowej, w państwach bałtyckich kwestie związane z ChRL nie należą do najważniejszych priorytetów polityki zagranicznej. W zasadzie jedynie na Litwie kontynuowana jest debata na temat roli i miejsca Chin w polityce międzynarodowej, a w szczególności ich wpływu na bezpieczeństwo na Litwie. Z kolei na Łotwie, Chiny rozpatrywane są głównie przez pryzmat roli USA i NATO. USA są głównym gwarantem bezpieczeństwa narodowego, dlatego uznanie ChRL przez USA za rywala czy też zagrożenie, wpływa także na perspektywę bezpieczeństwa nie tylko na Łotwie, ale także w pozostałych państwach bałtyckich. Oprócz kwestii bezpieczeństwa, Litwa, Łotwa i Estonia kształtują relacje z ChRL w oparciu o normy i wartości.

W szczególności krytyczna ocena rosnącej globalnej potęgi gospodarczej i militarnej Chin ugruntowana jest w litewskiej polityce zagranicznej „opartej na wartościach”. Litwa uważa, że  Chiny prowadzą coraz bardziej ekspansywną politykę zagraniczną mającą na celu projekcję swojej potęgi. Chińskie lekceważenie praw człowieka, porządku międzynarodowego i reguł kształtowanych przez organizacje międzynarodowe, w oczach Litwy, stanowi istotne wyzwanie dla społeczeństw demokratycznych. Ponadto, ocieplenie stosunków między Pekinem a Moskwą, ilustruje stanowisko Chin wobec agresji Rosji na Ukrainę. Tym samym celem Litwy w obszarze bezpieczeństwa i ochrony jest zwiększenie współpracy z państwami demokratycznymi oraz budowanie odporności na zagrożenia hybrydowe, w tym informacyjne.

Wnioski

Agresja Rosji na Ukrainę dominuje obecnie w dyskursie politycznym państw bałtyckich. Oficjalne wsparcie militarne Chińskiej Republiki Ludowej dla Rosji niewątpliwie wpłynęłoby na pozycję Rosji nie tylko na Ukrainie, ale także w regionie Morza Bałtyckiego. Jednakże kolejne kroki Chin i ich przyszłe zaangażowanie w wojnie jest trudne do przewidzenia. O ile ChRL wspiera Rosję militarnie, finansowo i ekonomicznie, w przyszłości będą starały się zdominować pozostałych aktorów w regionie, w tym Rosję, i narzucić własny dyskurs.

W przeciwieństwie do Litwy, podejście rządu łotewskiego do ChRL jest ambiwalentne. Z jednej strony taką postawę kształtuje konfrontacja Rosji z Ukrainą i współpraca z USA i w ramach NATO. Z drugiej strony, część łotewskiej elity politycznej nie wyklucza dalszej współpracy z Chinami, głównie w obszarze transportu i logistyki. Jeżeli stanowisko to będzie kontynuowane, dyskusja na temat przyszłej współpracy z Chinami zostanie wznowiona. Taka sytuacja znajduje odzwierciedlenie w kontencie medialnym: informacje na Łotwie (zarówno w języku łotewskim i rosyjskim) dotyczące stanu gospodarki Chin są zbieżne z oficjalną narracją Chin.  Jednocześnie badania ujawniają, że zbieżność łotewskiego dyskursu medialnego z ramami chińskimi nie jest powiązana z lokalnymi działaniami Chin w regionie. Jest to w dużej mierze efekt globalnej strategii Chin i komunikacji międzynarodowej, w tym informacyjnej.

Obecnie chiński wpływ informacyjny w państwach bałtyckich jest niewielki. Jednakże, wraz z popularnością zagranicznych platform medialnych i mediów społecznościowych, a co za tym idzie – ograniczonymi możliwościami regulowania treści, rozpowszechnianie dezinformacji staje się bardziej problematyczne. Fałszywe i zmanipulowane treści mogą być bowiem powielane niezauważenie przez dłuższy czas, unikając bezpośredniej konfrontacji lub konfliktu. Podczas gdy zróżnicowanie między grupami etnicznymi w państwach bałtyckich powoli się zaciera, wzrasta polaryzacja i radykalizacja wokół wartości konserwatywnych, zwłaszcza ze względu na obecność tzw. mediów alternatywnych. Nowe wyzwania – agresywni aktorzy szerzący dezinformację, transpozycja narracji oraz brak świadomości społecznej istniejących zagrożeń – uzasadniają potrzebę systematycznej analizy przestrzeni informacyjnej i zapobieganie szkodliwym działaniom w infosferze.

Dane pochodzące z badań opinii publicznej dotyczące postrzegania Chin przez mieszkańców państw bałtyckich pokazują wspólny neutralny wizerunek Chin w całym regionie. Pod koniec 2022 r. ponad 40% respondentów w państwach bałtyckich stwierdziło, że ma neutralną opinię o tym kraju. Odsetek mieszkańców opowiadających się za tym stwierdzeniem był najwyższy na Łotwie – 55%. Litwini i Estończycy byli bardziej negatywnie nastawieni do Chin. Prawie połowa litewskich respondentów postrzegała Chiny jako zagrożenie, co było znacznie częstszym przypadkiem niż na Łotwie i w Estonii. Tylko około jedna czwarta respondentów we wszystkich państwach bałtyckich uznała Chiny za „państwo szerzące autorytaryzm”, a w przeważającej mierze wskazano, że Chiny są „potęgę gospodarczą i technologiczną” oraz „kultura starożytną”. Oznacza to, że za społecznym postrzeganiem Chin w regionie nadal stoją względy gospodarcze i kulturowe, a nie bezpieczeństwo czy wartości. ChRL jest nadal czymś „egzotycznym” dla bałtyckich odbiorców, co w zasadzie decyduje o „neutralnym” postrzeganiu Chin. Jest to raczej efekt braku strategicznej komunikacji pomiędzy władzą a społeczeństwem, a nie celowego działania Chin w tych państwach. Co więcej, ludność rosyjskojęzyczna jest bardziej przychylna ChRL niż etniczni Litwini, Łotysze i Estończycy. Osoby, których językiem ojczystym był litewski, łotewski czy estońsku częściej kojarzyli Chiny z komunizmem i autorytaryzmem, łamaniem praw człowieka i zagrożeniami dla innych państw.

Aleksandra Kuczyńska-Zonik

Artykuł powstał w ramach projektu StopFake PL. Więcej TUTAJ.

 

Co najmniej 42 dziennikarzy zginęło od początku wojny w Izraelu

Wojna Izraela z Hamasem kosztowała życie co najmniej 42 dziennikarzy i pracowników mediów – poinformowała amerykańska organizacja Komitet Ochrony Dziennikarzy (Committee to Protect Journalists, CPJ).

CPJ podkreślił, że trwająca już ponad miesiąca wojna jest najbardziej „śmiercionośnym” konfliktem dla reporterów od 1992 roku, odkąd komitet zaczął prowadzić statystyki ofiar śmiertelnych wśród dziennikarzy.

Według danych CPJ, wśród 42 dziennikarzy i pracowników mediów, których śmierć potwierdzono do 15 listopada było: 37 Palestyńczyków, 4 Izraelczyków i 1 Libańczyk. Rannych zostało 9 dziennikarzy, 3 uznano za zaginionych, a 13 zostało aresztowanych.

Komitet Ochrony Dziennikarzy przypomina, że siły izraelskie w trakcie ofensywy lądowej w Gazie zapowiedziały agencjom informacyjnym, że nie mogą zagwarantować bezpieczeństwa pracującym tam dziennikarzom.

„CPJ podkreśla, że dziennikarze są cywilami wykonującymi ważną pracę w czasach kryzysu i nie mogą być celem walczących stron” – powiedział Sherif Mansour, koordynator programu CPJ na Bliski Wschód i Afrykę Północną. „Dziennikarze w całym regionie dokonują wielkich poświęceń, aby relacjonować ten rozdzierający serce konflikt” – dodał.

opr. jka, źródło: cpj.org

WOŁODYMYR SYDRENKO: Rosja po raz kolejny zamienia się w „więzienie narodów”

Jak donoszą rosyjskie media, prezydent Rosji Władimir Putin przedłożył Dumie Państwowej, a posłowie poparli, ustawę o wystąpieniu kraju z Ramowej Międzynarodowej konwencji o ochronie ludności tubylczej i mniejszości oraz o wygaśnięciu współpraca z organizacjami międzynarodowymi w zakresie ochrony małych narodów.

Eksperci zauważają, że nie jest to przypadek, gdyż decyzja została podjęta w zgodzie z ogólną polityką Rosji wyrzeczenia się wcześniej przyjętych zobowiązań w zakresie ochrony małych narodów. Jednocześnie przedstawiciele narodowych ruchów społecznych uważają, że prawa nielicznych narodów Rosji nie były wcześniej respektowane, ale wcześniej państwo zachowywało przynajmniej pozory ochrony mniejszości narodowych, a teraz Putin zrzucił tę maskę i Rosja znów, tak jak za czasów cara, zamienia się w „więzienie narodów” już na poziomie legislacyjnym.

Przejdźmy do historii. Konwencja o ochronie ludności tubylczej i mniejszości została podpisana 1 lutego 1995 r. Rosja przystąpiła do niej po wejściu do Rady Europy w lutym 1996 r. i ratyfikowała ją dwa lata później. Dokument opisuje pracę państwa na rzecz ochrony praw przedstawicieli mniejszości do nauki ich języków, praktykowania religii oraz rozwijania kultury i przestrzegania tradycji narodowych. Kraje uczestniczące w Konwencji zobowiązały się nie utrudniać tworzenia programów edukacyjnych oraz wydawania gazet i książek w językach grup etnicznych. Wdrażanie Konwencji nadzoruje Komitet Doradczy i Komitet Ministrów Rady Europy. Konwencja miała jednak tę wadę, że nie przewidywała mechanizmu rozpatrywania indywidualnych skarg przedstawicieli mniejszości narodowych dotyczących naruszenia ich praw i jakiejkolwiek odpowiedzialności państwa za naruszenie postanowień tej umowy.

Na posiedzeniu Dumy Państwowej wiceminister spraw zagranicznych Rosji Serhij Wierszynin powiedział, że w latach obowiązywania Konwencji w sprawie Rosji prowadzono czterokrotne monitorowanie sytuacji w zakresie praw ludności tubylczej i małych narodów. Ostatni raz było to w 2018 roku. Jednocześnie odnotowano dużą liczbę naruszeń ich praw i zauważono nierówność statusu narodów w Rosji. Państwo jednak otwarcie nie chciało się do tego przyznać, a Serhij Wierszynin stwierdził, że wnioski z monitoringu „były szczerze upolitycznione”, a informacje o stanie małych narodów „były interpretowane wyłącznie negatywnie”.

Z kolei rząd rosyjski, który nalega na wystąpienie z konwencji, twierdzi, że we wrześniu 2022 roku Rada Europy znacząco ograniczyła uprawnienia przedstawiciela Moskwy w komitecie doradczym i pozbawiła go możliwości wyrażenia swojego stanowiska w sprawie „naruszenia praw mniejszości narodowych, przede wszystkim ludności rosyjskojęzycznej, za granicą”. Oznacza to, że przedstawiciel Moskwy próbował zmienić koncepcję i mówić nie o łamaniu praw mniejszości narodowych w Rosji, które było przedmiotem Konwencji, ale aby ukryć swoje zbrodnie wobec mniejszości w Rosji, mówił o rzekomego „naruszenia praw Rosjan w krajach europejskich”, co nie jest sferą regulacji konwencji. Co więcej, propagował sfabrykowane lub zmanipulowane fakty. A kiedy poproszono go o opowiedzenie o istocie Konwencji, czyli o prawach małych narodów w Rosji, poczuł się urażony i stwierdził, że to narusza jego prawa.

„Naruszanie praw grup etnicznych i małych narodów mogłoby zostać publicznie potępione na szczeblu Rady Europy, ale Rosja zignorowała te uwagi. Podczas Konwencji uchwalono ustawę, która czyni naukę języków narodowych fakultatywną – zauważył jeden z obrońców praw człowieka. – Jednocześnie jednak Rosja aktywnie wykorzystywała uczestnictwo w Konwencji do wypowiadania się na temat łamania praw mniejszości rosyjskojęzycznych w krajach bałtyckich i na Ukrainie. W ten sposób członkostwo w komitecie doradczym stało się kolejną dźwignią wpływów politycznych i propagandy…”

Poseł Dumy z Komunistycznej Partii Rosji Mykoła Kołomiejcew zaproponował natychmiastowe potępienie wszystkich międzynarodowych traktatów i konwencji zawartych przez Rosję w ramach współpracy z Radą Europy. Oprócz posłów za wyjściem z Konwencji o ochronie mniejszości narodowych poparli także lojalni wobec władzy członkowie federalnej Izby Ludowej, Prezydenckiej Rady ds. Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego i Praw Człowieka.

I to już stało się „ogólną linią” rosyjskiej polityki – w związku z wykluczeniem Rosji z Rady Europy jej MSZ systematycznie inicjuje wystąpienie ze wszystkich traktatów międzynarodowych. Tak, Rosja wycofała się już z konwencji o odpowiedzialności karnej za korupcję i planuje wycofać się z innych konwencji. „W naszym kraju wszystkie narody, niezależnie od ich liczebności, mają równe prawa etniczno-kulturowe” – powiedział Oleksandr Brod, członek Rady Praw Człowieka.

„Wystąpienie z Konwencji świadczy o chęci całkowitego pozbawienia organizacji międzynarodowych możliwości monitorowania sytuacji w kraju” – powiedział reporterom przedstawiciel ruchu narodowego Nogai Anvar Kurmanakajew. Jego zdaniem imperialni politycy Rosji obawiają się, że w związku z pogorszeniem się sytuacji małych narodów i łamaniem ich praw mogą zacząć domagać się oddzielenia od Moskwy. Aby temu zapobiec, władze rosyjskie stosują różne mechanizmy, m.in. faktyczne ograniczenia w nauce lokalnych języków, dyskryminację w kulturze, nie mówiąc już o ekonomii, a także represje wobec działaczy narodowych i zakaz omawiania kwestii praw ludności tubylczej i utworzenie autonomii.

„Wiadomość o wystąpieniu Rosji z Konwencji zszokowała mnie, ponieważ dawała ona formalną nadzieję na międzynarodową ochronę małych narodów – powiedział w rozmowie z portalem Kavkaz.Realii Aslan Beshto, szef Rady Koordynacyjnej Adyghe Public Associations. (projekt Radia Liberty) – a teraz tego nie ma.” Jednak po przeanalizowaniu sytuacji doszedł do wniosku, że Rosja nie spełniła dotychczas żadnego z wymogów zarówno Konwencji, jak i wewnętrznych przepisów dotyczących zapewnienia praw małych narodów.

„W ciągu ostatnich 20 lat miało miejsce systematyczne łamanie praw i ucisk małych narodów. Na przykład nauka w języku ojczystym jest ograniczona. Sytuacja zaostrzyła się po wprowadzeniu poprawek do Konstytucji, w szczególności poprawki stwierdzającej, że język rosyjski jest językiem ludzi tworzących naród. Zatem reszta narodów nie zalicza się do narodów tworzących państwo? To otwarta segregacja” – powiedział Aslan Beshto.

Według niego, w ostatnich latach nauczyciele w szkołach uporczywie namawiają rodziców, aby porzucili naukę języka ojczystego na rzecz wyłącznie rosyjskiego, podając zarzut „przeciążenia” i „niezbędności znajomości języka rosyjskiego w przyszłości”. Ponadto „nauczycielom przedszkoli zakazano kategorycznie rozmawiać z dziećmi w ich języku ojczystym. To nieoficjalny rozkaz, ale mamy małą Republikę Kabardyno-Bałkarską i takie informacje szybko się rozchodzą” – powiedział Aslan Beshto.

Już pięć lat temu w Rosji ukazał się obszerny raport Komitetu Doradczego ds. Praw Mniejszości Narodowych, w którym stwierdzono, że dochodzi do licznych naruszeń praw małych narodów, w tym prawa do nauki ich języków ojczystych. Może to prowadzić do dużych problemów w przyszłości. Mówiono także o bezpodstawnym prześladowaniu działaczy narodowych. Na przykład Rusłan Gwaszew, czerkieska osoba publiczna, został ukarany grzywną jedynie za to, że odprawił tradycyjne nabożeństwo modlitewne w intencji ludności w dystrykcie Tuapsyn na terytorium Krasnodaru.

Tym samym Rosja dzisiaj, zrywając stosunki z Europą, faktycznie powraca do lat panowania cara, czyli do Imperium Rosyjskiego, które nie bez powodu nazywano „więzieniem narodów”.

 

JULIUSZ SIKORSKI: Świat wg Kremla, czy mantry rosyjskiej propagandy i dezinformacji wojennej

Rosja swój arsenał walki informacyjnej rozbudowuje co najmniej od kilkunastu lat. Warto zauważyć, że do dezinformacyjnej machiny na stałe wprzęgła własną służbę dyplomatyczną oraz państwowe media, których przedstawiciele bez zażenowania podporządkowują upowszechniany przekaz oficjalnym cynicznym, kłamliwym i pełnych hipokryzji narracjom.

W bazie narracji dezinformacyjnych East Strat Com, zespołu zadaniowego Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych, unijnej służby dyplomatycznej, na koniec sierpnia 2023 było 15775 odnotowanych wprost fałszywych lub zmanipulowanych przekazów. Bazę zaczęto tworzyć pod koniec 2015 roku zaś jej powstanie wynikało z przekonania, iż oto europejska Wspólnota znalazła się w ogniu szkodliwych informacyjnych przekazów. Przekazów, których nadrzędne cele określają generowanie chaosu w społeczeństwach państw adresatów, ale także pomiędzy państwami adresatami. Wszak stara rzymska zasada divide et impera wciąż stanowić może skuteczne narzędzie walki z przeciwnikami, bo przecież skłóconymi społeczeństwami i ich rządami łatwiej rozgrywać własne interesy.

Owej bezradności wobec kłamliwych doniesień towarzyszyła także bezradność w obliczu hybrydowej agresji jednego państwa wobec innego niepodległego europejskiego bytu. Po bezprawnej aneksji Krymu, na kolejne bezprecedensowe ingerencje w wewnętrzne sprawy obcych państw, nie trzeba było długo czekać. I choć trudno jednoznacznie oszacować efektywność informacyjnej agresji wobec Wielkie Brytanii (referendum ws Brexit) i USA (wybory prezydenckie) w 2016, to badacze są zasadniczo zgodni, iż działania bezpośrednie i zlecone Federacji Rosyjskiej stanowiły naruszenie integralności demokratycznych procesów tych państw. Wszystko w imię swoiście pojmowanej odbudowy własnej mocarstwowości.

Te blisko 16 tys. dezinformacyjnych doniesień nie ilustruje w pełni problemu, ale gdy uświadomimy sobie, iż potencjał dotarcia z manipulacyjną narracją liczony być może w milionach, a nawet w setkach milionów, budzić powinno to w nas przerażenie.

Współczesna przestrzeń oddziaływania informacyjnego, tzw. infosfera, obejmuje całe spektrum obszarów i narzędzi komunikowania, ale to internet jest podstawowym źródłem informacji, a więc i główną przestrzenią dezinformacji. Dość powiedzieć, że przeciętny mieszkaniec naszej planety spędza na przeglądaniu jego zasobów średnio blisko 2,5 godziny dziennie, choć statystyczny Japończyk czyni to, rzec można, zaledwie około 50 minut dziennie, to już Nigeryjczyk, ponad 4 godziny dziennie spędza na przeglądaniu sieci. Co ciekawe to właśnie w Nigerii obawy związane z zagrożeniami wynikającymi z rozpowszechniania mylących informacji są największe, przekraczają 72% dorosłych użytkowników. Niewiele mniejsze obawy z tym związane towarzyszą Kenijczykom i mieszkańcom RPA. W zestawieniu, które obejmuje 47 państw świata, aż 24 z nich to kraje europejskie, ale co interesujące nie ma wśród nich Ukrainy, co zdaje się świadczyć, iż władze i społeczeństwo tego kraju odrobiło lekcję z dezinformacji. Średnio jednak już ponad połowa (53,9%) użytkowników internetu deklaruje takie obawy.

Obecnie niemal 65% populacji świata korzysta z Internetu, i aż niemal 60% z portali społecznościowych, które jak wynika z licznych już badań w czasie pandemii stały się dla wielu podstawowym źródłem informacji, dodajmy w dużym zakresie niezweryfikowanych. I choć wielkie platformy pod presją sukcesywnie choć najczęściej nieudolnie i zbyt mało efektywnie próbują ograniczać szerzoną za ich pośrednictwem dezinformacją, to dezinformatorzy znajdują nowe sposoby skutecznego przekazu, a to poprzez linki w postach, a to manipulując wynikami wyszukiwarek, a to poprzez źródła pośredniczące (proxy source), w tym także influenserów i  polityków mniej lub bardziej świadomie wpisujących się w narracje dezinformacyjne, a to przez doppelganger (tzw. strony sobowtóry), czy fikcyjny fact checking.

Ale nawet jeśli ktoś nie jest użytkownikiem internetu, to zapewne zna kogoś, kto doniesie mu sensacyjną wiadomość, choć niekoniecznie prawdziwą.

To wszystko sprawia, że żyjemy w świecie splątania informacyjnego, w którym nic nie jest pewne, poza tym, że nic nie jest pewne i że są tacy, którzy starają się to wykorzystywać do własnych niecnych celów. W wymiarze geopolitycznym przoduje w tym, w naszym regionie, oczywiście Rosja, ale nie powinniśmy zapominać o aktywności w tym zakresie takich państw, jak chociażby Chiny, Iran i Korea Północna.

Rosja swój arsenał walki informacyjnej rozbudowuje co najmniej od kilkunastu lat. Warto zauważyć jednak, iż do dezinformacyjnej machiny na stałe wprzęgła własną służbę dyplomatyczną oraz państwowe media, których przedstawiciele bez zażenowania podporządkowują upowszechniany przekaz oficjalnym cynicznym, kłamliwym i pełnych hipokryzji narracjom. Tzw. ekosystem rosyjskiej propagandy i dezinformacji jest oczywiście bardziej złożony, ale instrumentalizowanie instytucji publicznych, podmiotów przynajmniej z założenia zaufania społecznego, manipulujących odbiorcami, uznać należy za wyjątkowo haniebne, choć oczywiście nie jest ten problem obcy zachodnich demokracjom, te jednak generalnie podejmują wysiłki, by się tym nadużyciom przeciwstawiać. Gdy jednak w grę wchodzą wielkie ambicje, którym nie dorównuje potencjał lub umiejętność jego rozwoju, pojawia się mało wyszukane cwaniactwo, bezczelność i awanturnictwo, które w dobie informacyjnej musi zostać obudowane odpowiednim opisem. Nie od dziś w bowiem wiadomo, iż to jak postrzegamy świat ma realne konsekwencje w rzeczywistości.

Rozpad Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich i bloku wschodniego, a w konsekwencji utrata kontroli nad częścią dotychczasowej strefy wpływu, ostatecznie wykreowane w Rosji jako jej wielkie upokorzenie, legły u podstaw koncepcji odzyskania pozycji mocarstwowej, tj. należnego jej, jak się dość powszechnie uważa w Rosji, miejsca w świecie. Tęsknota ta wraz z kreacja Zachodu jako wyimaginowanego cywilizacyjnego zagrożenia dla własnej kultury stały się mantrą beneficjentów systemu stworzonego przez Putina i jego środowisko. Służy zresztą także utrzymaniu stworzonego reżimu. Za emanację owego niebezpieczeństwa uznano tam rozszerzanie struktur terytorialnych NATO oraz kolorowe rewolucje w Gruzji i Ukrainie wyrażające społeczne dążenia do demokratyzacji i westernizacji. W obu wspomnianych przypadkach Rosja uznając, iż staje w obliczu potencjalnego pogłębiania lub nawet trwałego uszczuplenia strefy własnych wpływów posunęła się do fizycznej agresji.

Jednak w przypadku agresji wobec Ukrainy, po doświadczeniach gruzińskich, znacznie większe znaczenie przypisano działaniom pozamilitarnym, które w ramach tzw. wojny hybrydowej dużą wagę przywiązują również do oddziaływania informacyjnego. Kierowane było ono niejako do kilku grup odbiorców, przede wszystkim na zewnętrz i do wewnątrz, ale istniała jeszcze trzecia grupa znajdująca się niejako po środku, na granicy oby stref. Tą granicę stanowiła Ukraina właśnie, której kulturowa bliskość oraz znaczna liczba (< 17%) zamieszkujących jej obszar etnicznych Rosjan sprawiały, iż stanowiła ona potencjalnie przynajmniej łatwiejszy cel.

Oczywiście to pewne uproszczenie nie oddaje złożoności sprawy. Pamiętać musimy o tym, iż technologie informacyjne pozwalają docierać do odbiorców różnorodnych doniesień, ci zaś najczęściej kierowani ograniczeniami własnej percepcji, wynikającymi chociażby z oszczędności poznawczej, wybierają spośród nich te, które utwierdzają ich w dotychczasowych przekonaniach, a te mogą być przecież odległe od fatycznego stanu rzeczy. Dość powiedzieć, że z prowadzonych na całym świecie badań wynika, iż około połowy populacji wierzy teorie spiskowe.

Rosyjskie kampanie informacyjne wobec Ukrainy mają już dość długą tradycję. Wiktora Janukowycza wspierano nie tylko w wygranych przez niego wyborach w 2010, ale także wcześniejszych, których obnażone manipulacje stały się katalizatorem społecznych protestów zwanych „pomarańczową rewolucją”. Jego przegrana i ucieczka z kolei sprowokowały Rosję do aneksji Krymu, najpierw, zaś kilkanaście tygodni później stymulowała proklamacje dwóch separatystycznych republik na wschodzie Ukrainy.

Jak wspomniano na wstępie europejska baza dezinformacyjna prowadzona przez East StratCom nie obejmuje okresu sprzed 2015. Zresztą ten rok, ale i kilka kolejnych lat, to okres rozbudowy potencjału zespołu, co oczywiście musiało mieć przełożenie na efektywność jego pracy. Przyjąć jednak możemy, iż w przededniu wyborów europejskich w 2019 były one wystarczająco dojrzałe, a doświadczenie brytyjskie i amerykańskie tylko to dojrzewanie przyspieszyły. Wielkie obawy o zachowanie ich integralności, a co za tym idzie i wysiłki podjęte by jej nie naruszono sprawiły, iż Rosji nie udało się istotnie wpłynąć na procesy demokratyczne w Unii. Dość powiedzieć, że we wspomnianej bazie dezinformacyjnej odnotowanych zostało nieco ponad 40 doniesień dezinformacyjnych. Jednak już rok później, nie tylko europejska Wspólnota, ale i cały świat stanął wobec totalnego wyzwania, także informacyjnego. Pandemia i towarzysząca jej infodemia, dezinformacyjnie podsycana przez Rosję, wyrażona jest w owej bazie ponad tysiącem doniesień, uwzględniających również podsycane kontrowersje wokół szczepionek. Bezprecedensowo przebijają je jednak narracje dezinformacyjne dotyczące wojny w Ukrainie. Na przestrzeni ośmiu ostatnich lat odnotowano tam blisko 2,5 tysiąca fałszywych bądź zmanipulowanych doniesień, z których niemal połowa wygenerowana została na przestrzeni minionego i obecnego roku. Jednak ogółem narracji dezinformacyjnych na temat samej tylko Ukrainy w bazie jest ponad 5 tys.

Musimy mieć jednak świadomość, iż w tej mnogiej liczbie doniesień rezonuje zaledwie kilka metanarracji, których różnorodne odsłony mają zakorzeniać się w świadomości odbiorców coraz głębiej. I nawet jeśli pojawiają się w nich nowe quasifakty, to i tak ich rola sprowadza się najczęściej do potwierdzania już wprowadzonych i funkcjonujących w przestrzeni informacyjnej kłamliwych bądź mylących tez lub takich którym nadrzędnym zadaniem jest odciągnięcie uwagi od rzeczywistych problemów.

Źródło: obliczenia własne na podstawie danych zgromadzonych w bazie EUvsDisifino, stan na 29.8.2023.

 

Niemniej jednak wspomniane dane znakomicie odzwierciedlają intensyfikacje przygotowań do napaści. Szczególnie widać to w roku poprzedzających kolejną po 2014 napaść, gdy na przełomie marca i kwietnia 2021 wielkiej koncentracji rosyjskiego wojska i sprzętu przy granicy z Ukrainą towarzyszyła informacyjna ofensywa temu przecząca. Narracje te zresztą podsycano przez kolejnej miesiące mimo, iż fakty doniesieniom tym ewidentnie przeczyły. Mało tego permanentnie podkreślany brak agresywnych zamiarów oraz oskarżenia o ich posiadanie wobec separatystycznych republik przez rzekomo neonazistowską Ukrainę, popychaną do wojny przez rzekomo rusofobiczne USA i NATO, które wykorzystują ją jedynie do realizacji własnych celów. Takie przedstawienie sprawy miało kreować w świadomości obywateli Federacji Ukrainę jako wroga, co uznać należy za fiasko koncepcji jednego narodu, w łonie samych Ukraińców miało pogłębiać wewnętrzne podziały, zaś dla opinii międzynarodowej stanowić dobitne uzasadnienie rosyjskich działań.

Źródło: obliczenia własne na podstawie danych zgromadzonych w bazie EUvsDisifino, stan na 29.8.2023.

 

Kreację Rosji jako ofiary zachodniego wyrachowania wzmacniano przekazami o jakoby złamanych zobowiązaniach do nierozszerzania NATO, których nikt nigdy Rosji nie składał. Tymi bezpodstawnymi oskarżeniami Kreml próbuje rozmywać własną porażającą hipokryzję i bezczelne łamie traktatów i układów międzynarodowych, w tym także tych, w których dał Ukrainie gwarancje bezpieczeństwa. Zamiast tego pogłębiając kreację schizofrenicznej rzeczywistości rosyjski MSZ wystąpił z propozycją podpisania dwóch dokumentów mających Federacji Rosyjskiej, która czuje się oblężona przez swoich wrogów, zapewnić bezpieczeństwo. Ta quasi pokojowa inicjatywa bez zażenowania wykorzystywana w rosyjskich narracjach jako najlepszy dowód koncyliacyjnych intencji, w istocie artykułował groźby pod adresem NATO, które w odpowiedzi zaproponowało rozmowy. Rzecz jasna, w obliczu kompletnego braku woli i roszczeniowej postawy rosyjskich przedstawicieli, nie mogły one przynieś deeskalacji napięcia, które jak chcieliby prokremlowscy propagandyści stanowiło pokłosie obrony rosyjskich interesów, ochrony rosyjskojęzycznej ludności przez masowymi mordami, czy stosowanie przez Ukrainę broni chemicznej w na terytoriach samozwańczych republik.

Wszystkie wspomniane uprzednio narracje Putin powtarzał w uporem maniaka w orędziach i wystąpieniach, poczynając od tego wygłoszonego w dniu napaści, 24 lutego. Zakrzywiając rzeczywistość nazwał ją wówczas „operacją specjalną” w obronie Rosji oraz powołanych pod jej auspicjami separatystycznych republik przed „neonazistowskim reżimem” szykującym atak bronią biologiczną tworzoną w amerykańskich laboratoriach w Ukrainie. Prokremlowscy propagandyści szli jednak znacznie dalej twierdząc, iż Zachód dozbraja ją w broń atomową, co bez wątpienia usprawiedliwiać miało buńczuczne groźby użycia takiej borni w obronie własnych interesów zagrożonych rzecz jasna przez ekspansję NATO, UE i USA.

Szybka odpowiedzieć Zachodu na tę bezpardonową agresję, w postaci kolejnych pakietów sankcji wobec Federacji Rosyjskiej, których celem było i jest osłabienie jej potencjału ekonomicznego, a przez to ograniczenie możliwości finansowania wojny, sprawiają jej coraz większe faktyczne trudności. Ponieważ Rosja jest ważnym producentem żywności i nawozów sztucznych z objętych embargami sektorów wyłączono te, których blokady generować mogłyby kryzys głodu. Rosyjska propaganda jednak, a w ślad za nią i chińska, uczyniły z nich przyczynę światowego niedoboru i wzrostu cen żywności, choć sama stosuje na nie cła. W istocie jednak, w obliczu fiaska rosyjskiego „blitzkriegu” i w konsekwencji celowych działań uderzających w ukraińskie rolnictwo, będące także ważnym światowym producentem zbóż, w tym efekcie blokady ich eksportu (o co zresztą oskarżała Ukrainę), Rosja z premedytacją postawiła świat w obliczu kolejnego kryzysu destabilizując światowe rynki żywności. Swoimi narracjami zaś permanentnie obarcza odpowiedzialnością za ten stan rzeczy Ukrainę, a podsycając strach przed głodem próbuje osłabiać globalne wsparcie dla niej.

Na tej kanwie kreowane są także rozmaite zarzuty wobec Ukrainy kierowane do dotychczasowych odbiorców produkowanych przez nią zbóż, ale także szerzej, do państw zmagających się z problemem głodu, oraz samego Zachodu, o wykorzystywanie ich w rozliczeniach za zakup broni. Przy tej okazji także Zachód i szczególnie UE są wmontowywane w narracje obarczające je winą za ten kryzys. Do samych Ukraińców zaś adresowano narracje grożące powtórką wielkiego głodu z początku lat 30. minionego stulecia, który pochłoną, jak się szacuje około 6 milionów ofiar, a który zgotował Ukraińcom Stalin, o czym oczywiście kremlowskich doniesieniach się już nie wspomina. Z kolei dla odbiorców wewnętrznych w Rosji, choć dotąd konsekwentnie, mu zaprzeczano, kreowano narracje, w których rosyjska blokada portów czarnomorskich udaremnia powtórkę z historii, do której zmierzają władze w Kijowie.

Jednocześnie okrucieństwa wojny i bestialskie rosyjskie ataki na infrastrukturę i ludność cywilną przez aparat propagandowo-dezinformacyjny Kremla są z reguły negowane i wykorzystywane do obarczania winą za nie sił ukraińskich, którym zarzuca się nieudolność. Sprzyjają temu nieszczęśliwe wypadki, jak ten, gdy jeden z ukraińskich pocisków spadł na terytorium Polski zabijając dwie osoby. Zbudowane na ten niwie narracje kreować miały w Polsce nastroje antyukraińskie, ale wykorzystywane były również szerzej do zniechęcania Zachodu do zaopatrywania Ukrainy w broń.

Wbrew faktom Rosja nieustanie kreując się na obrońcę tradycyjnych wartości i świata bez nazizmu stymulowanego przez Zachód zdaje się dowodzić, iż do konfliktu została sprowokowana przez jej osaczanie, a także w obliczu dziejącego się na ludności rosyjskiej w Ukrainie ludobójstwa. Mało tego zmierza do sakralizacji swoich bestialskich działań, czyniąc z nich niemal chrześcijańską krucjatę przeciw szerzącym się siłom zła, które pchają świat także w objęcia kryzysu żywnościowego i energetycznego w imię własnych partykularnych interesów, co szczególnie uderza w najbiedniejsze regiony świata. Sama Rosja stojąc w obliczu nielegalnych sankcji radzi sobie doskonale, jednak destabilizują one światową gospodarkę i istotnie pogarszają standard życia ludzi na świecie. Rosja w obronie świata tradycyjnych wartości faktycznie walczy z zachodnim imperializmem, który rękami sztucznego państwowego tworu jakim jest Ukraina próbuje ją unicestwić. Jej ziemie zresztą stanowią historyczne dziedzictwo się Rosji.

Cyniczny i bezbożny Zachód w swoich dążeniach gotów jest do użycia wszelkich środków, w tym niekonwencjonalnych produkowanych w tajnych laboratoriach w Ukrainie, zatem użycie przez Rosję w obronie własnej broni atomowej jest jak najbardziej uzasadnione, a tym bardziej rozmieszczenie jej na terytorium sojusznika, Białorusi. Taki konflikt zakończyć może jedynie absolutne zwycięstwo Rosji lub wojna światowa, Owa konfrontacja niesie jednak światu nadzieję na nowy lepszy porządek.

W całej tej masie niedorzeczności zwrócić należy uwagę choćby na jedną wyjątkowo perfidną, oskarżenia Ukraińców o nazim, czy neonazizm, których popularność w Ukrainie była niszowa, a których zwalczanie ma stanowić usprawiedliwienie rosyjskiego bestialstwa wojennego. W istocie jednak, sam Putin jest przecież orędownikiem nacjonalizmu, fetując „Nocne wilki”, obnoszący się z symbolami nazistowskimi przestępczy gang motocyklowy, czy wspierając realizację własnej polityki na prywatnej armii, którą dowodził neonazista o niezwykle wymownym pseudonimie „Wagner”.

Mimo ogromnego zaangażowania instytucjonalnego, społecznego i finansowego, rosyjskiej wizji świata społeczeństwa zachodnie się opierają. Choć ich postawy w poszczególnych państwach są zróżnicowane, to jednak w połowie roku generalnie 2/3 Europejczyków i Amerykanów popierało zakup sprzętu wojskowego dla Ukrainy. Niemal tyle samo tych ostatnich wspierało idee odzyskania przez Ukrainę całego utraconego terytorium, nawet jeśli konflikt będzie się przedłużał. Ponadto według najnowszych sondaży Eurobarometru 72% Europejczyków popiera nałożone na Rosję sankcje gospodarcze, 88% uważa, że należy zapewnić pomoc humanitarną osobom dotkniętym wojną, zaś 86% akceptuje przyjęcie uchodźców wojennych w UE.

Z kolei w samej Rosji, jak podaje w raporcie z 20 lipca Public Opinion Monitoring Unit, dostrzegalne zaczyna być zmęczenie konfliktem. Spada liczba zwolenników jego kontynuacji, teraz to zaledwie co czwarty badany, a większość Rosjan (53%) uważa, iż należy podjąć negocjacje pokojowe.

To krzepiące doniesienia. Nie powinniśmy jednak zasypiać gruszek w popiele. Dezinformacyjna hydra nie śpi.

Juliusz Sikorski

Artykuł powstał w ramach projektu StopFake PL. Więcej TUTAJ.

 

ANDRZEJ SZABACIUK: Okultyzm, magia i „desatanizacja” Ukrainy w rosyjskiej propagandzie wojennej

Demonizowanie i dehumanizacja przeciwnika oraz przypisywanie mu posługiwania się czarną magią czy wyznawanie satanizmu mają na celu usprawiedliwienie brutalnych ataków wymierzonych w ludność cywilną i w kluczowe obiekty infrastruktury krytycznej.

 

 Rosyjska propaganda i demonizacja Ukrainy po 2014 r.

Jednym z kluczowych elementów rosyjskiej propagandy jest jej wymiar aksjologiczny. Uległ on wyraźnemu wzmocnieniu wraz z rosyjską agresją na Ukrainę w 2014 r. i towarzyszyły mu liczne antyzachodnie wypowiedzi czołowych polityków rosyjskich. Eksponowanie moralnej wyższości nad „zepsutym Zachodem” i rzekomo kontrolowaną przez niego Ukrainą było ważnym elementem usprawiedliwiania rosyjskiej agresji. Jak przez stulecia, pretekstem do ekspansywnych działań Rosji na zachodnich kresach imperium była obrona ludności „odwiecznie ruskiej i prawosławnej” oraz roztoczenie opieki nad obszarami „prawdziwie ruskimi”. Walka „Świętej Rusi” z zdemoralizowanym i „zepsutym Zachodem” jest przedstawiana jako jedna z kluczowych misji Rosji, rzekomej obrończyni „prawdziwego chrześcijaństwa”. Dodajmy, że zajmuje ona także ważne miejsce w publicznych wystąpieniach Władimira Putina czy patriarchy Cyryla po 24 lutego 2022 r.

Dehumanizacja Ukraińców i armii ukraińskiej wpisuje się w ową retorykę. Po rosyjskim ataku z 2014 r. oskarżeniom o wsparcie przez Zachód „neonazistowskiego przewrotu” w Ukrainie towarzyszyły sugestie o pielęgnowaniu kultów neopogańskich oraz praktykowaniu czarnej magii. Dotyczyło to przede wszystkim demonizowanego przez rosyjskie media państwowe ochotniczego pułku Azow. Przykładowo w prasie pojawiały się informacje, że w 2014 r. w Mariupolu bojownicy tego pułku oddawali cześć posągowi słowiańskiego bóstwa Perkuna oraz innym pogańskim bożkom. W okresie starań o uznanie autokefalii Cerkwi Prawosławnej Ukrainy rosyjskie media oskarżały „pogański pułk” Azow o szerzenie antyprawosławnych nastrojów w Ukrainie i wspieranie „raskolników”, chcących usamodzielnić się od patriarchatu moskiewskiego.

Klasycznym przykładem pozycjonowania prozachodnich Ukraińców jako osób prześladujących chrześcijan była informacja o rzekomym „ukrzyżowaniu” chłopczyka-separatysty w Słowiańsku, rozpowszechniona w lipcu 2014 r. na Pierwszym Kanale rosyjskiej telewizji państwowej. Historia okazała się całkowicie wymyślona, a głównym celem jej propagowania było potęgowanie nastrojów separatystycznych wśród rosyjskojęzycznych Ukraińców, wzrost nastrojów antyukraińskich w Rosji, oraz wzmocnienie poparcia społecznego dla neoimperialnej polityki Rosji w Ukrainie.

Należy podkreślić, że nie była to jedyna tego typu historia. W kwietniu 2015 r. w internecie pojawił się film, na którym rzekomi „azowcy” mieli ukrzyżować i spalić na krzyżu separatystę. Film ten był rozpowszechniany na masową skalę również po 24 lutego 2022 r.

 Okultyzm i magia w czasie wojny

Wraz początkiem nowej fazy rosyjskiej wielopłaszczyznowej agresji przeciwko Ukrainie temat demonicznej aktywności wojsk ukraińskich powrócił z nową siłą. Już na początku rosyjskiej inwazji kremlowska propaganda szerzyła fałszywe informacje o stosowaniu diabolicznych praktyk przez Ukraińców. Po raz kolejny jednym z głównych obiektów ataków stał się pułk Azow. „Komsomolskaja Prawda” 27 kwietnia 2022 r. opublikowała artykuł szkalujący członków pułku Azow. Znany, rosyjski, prokremlowski historyk Aleksiej Koczetkow – autor pracy „Czarne słońce. Historia neonazistowskiego ruchu Azow” – twierdził, że „azowcy”, podobnie jak inni europejscy neonaziści, są ruchem antychrześcijańskim, kultywującym pogaństwo połączone z „niemieckim okultyzmem”, co w jego opinii oznacza de facto kultywowanie satanizmu, w tym rytuałów krwi czy nawet ofiar z ludzi. Prokremlowski „ekspert” uważał również, że można obecnie postawić znak równości między „ukraiństwem”[1] i „współczesnym nazizmem”.

Szeroko rozpowszechniany artykuł stanowił element szerszej akcji propagandowej, której celem było dyskredytowanie i demonizowanie obrońców Ukrainy. Oskarżenia takie kierowano także pod adresem samego prezydenta Zełenskiego. Znana południowoafrykańska korespondentka wojenna Lara Logan, która relacjonowała wojnę przeciwko Ukrainie m.in. dla amerykańskiej stacji Fox News, na antenie tej stacji sugerowała, że Zełenski wystąpił w „Tańcu z gwiazdami”, w skórzanym stroju w rytm satanistycznej, okultystycznej muzyki, co miało dyskredytować go jako polityka. Jej oskarżenia pod adresem Ukrainy i jej przywódców szeroko rozpowszechniały rosyjskie media państwowe i profile społecznościowe władz Federacji Rosyjskiej. Konsekwencją tej kontrowersyjnej wypowiedzi było zwolnienie korespondentki przez Fox News.

Duży rozgłos zyskała informacja rozpowszechniana przez rządową agencję informacyjną RIA Novosti z 4 maja 2022 r. o znalezieniu w okolicach sztabu wojsk ukraińskich nieopodal miejscowości Trechizbienka w obwodzie ługańskim śladów świadczących o praktykowaniu czarnej magii. W ten sposób, według rosyjskich propagandystów, Ukraińcy chcieli rzekomo wzmocnić siłę własnej broni lub prosić o zwiększenie jej dostaw. Poza symbolami związanymi z okultyzmem, wykonywano także jakoby znaki ludzką krwią. 3 czerwca 2022 r. ta sama agencja informowała, że na „oswobodzonych” przez rosyjską armię terytoriach Ukrainy znaleziono dowody na odprawianie satanistycznych i okultystycznych rytuałów przez pułki ochotnicze z wykorzystaniem m.in. maski z twarzą szatana.

 Desatanizacja Ukrainy

Propaganda rosyjska podkreślała również związki Ukraińców z satanizmem. W marcu 2022 r. propaganda kremlowska popularyzowała informację, że po stronie Ukrainy walczą amerykańskie jednostki specjalne tworzące Czołową Grupę Zwiadowczą (Forward Observations Group), której członkowie wyznają satanizm. 15 kwietnia 2022 r. rosyjskie media państwowe szeroko rozpowszechniały informację, że rosyjską agresję na Ukrainę potępił amerykański Kościół Szatana, który zadeklarował gotowość niesienia pomocy członkom swojej wspólnoty w Ukrainie.

We wrześniu, wraz z sukcesami kontrofensywy ukraińskiej i poważnymi porażkami wojsk rosyjskich, część polityków rosyjskich coraz głośniej mówiła o potrzebie „desatanizacji” Ukrainy. Jako pierwszy w tym duchu wypowiadał się sam Władimir Putin w orędziu do narodu z 30 września br. z okazji aneksji Donbasu i obwodów chersońskiego i zaporoskiego. W emocjonalnej mowie obwiniał Zachód o wywołanie wojny na Ukrainie, oskarżał go o eskalację konfliktu, ręczne sterowanie władzami Ukrainy oraz demoralizację, poprzez odrzucenie podmiotowości człowieka, wiary i tradycyjnych wartości, co jest „otwartym satanizmem”. W ten sposób sugerował, że za wojskami ukraińskimi stoi zdemoralizowany, antychrześcijański Zachód.  24 października br. w analogiczny sposób wypowiadał się Ramzan Kadyrow, głowa Republiki Czeczeńskiej. W konsekwencji poważnych strat poniesionych przez lojalne przywódcy Czeczenii oddziały wzywał do „starcia z powierzchni ziemi” ukraińskich miast, przeciwstawienia się Zachodowi, który chce zmusić Rosjan do uległości, „abyśmy się stali niewolnikami tych szatanów”.  Podkreślał, że mamy do czynienia nie z „operacją specjalną”, a z wojną chrześcijan, muzułmanów z satanizmem w celu ochrony religii i wartości rodzinnych.

W podobnym tonie wypowiadał się asystent sekretarza Rady Bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej Aleksiej Pawłow, który 25 października br. stwierdził, że Ukraina przeistoczyła się w „totalną hipersektę”, w efekcie jej obywatele odwrócili się od prawosławnych wartości, dlatego konieczna jest „desatanizacja” Ukrainy. W tym samym dniu Aleksandr Dugin w czasie XXIV Ogólnoświatowego Rosyjskiego Zgromadzenia Ludowego – w otoczeniu czołowych rosyjskich polityków i duchownych, w tym głowy Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej – nawiązując do słów W. Putina twierdził, że obecnie mamy do czynienia z wojną „nieba przeciwko piekłu”, starciem „aniołów i diabłów”, a przeciwko Rosji walczą siły „absolutnego światowego historycznego zła”, z „otwarcie satanistyczną, antyludzką cywilizacją”. Myśl Putina rozwinął również patriarcha Cyryl w swojej mowie z 26 października br., określając globalizację jako zamysł szatana, a prezydenta W. Putina, „jawnie świadczącego o swoje wierze”, stawiając jako przykład lidera państwa, który sprzeciwia się tendencjom globalizacyjnym i forsowaniu małżeństw jednopłciowych, eutanazji i eksperymentów genetycznych.

W okresie masowych przeszukiwań w obiektach UCP PM w listopadzie i grudniu, kanał telewizyjny „Zwiezda” 16 grudnia 2022 r. przygotował materiał o satanizmie w Ukrainie i sugerował, że wojna z Ukrainą była wywołana przez służby specjalne „ze Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Polski, Kanady, państwa bałtyckich oraz Niemiec i stała się laboratorium skrajnie prawicowego terroryzmu, w którym tysiące nazistowskich satanistów z 35 krajów przygotowuje się do globalnej wojny o triumf nowego porządku świata”.

Ukraińska Cerkiew i satanizm

Kolejna fala oskarżeń Ukrainy o satanizm pojawiła się w kontekście dyskusji na temat delegalizacji Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego i sporu wokół statusu Ławry Peczerskiej w Kijowie. Przeciwników Cerkwi pozostającej w więzi kanonicznej z Moskwą określano jako faszystów, raskolników i satanistów. 29 marca 2023 r., tj. w dzień, do którego przedstawiciele UCP PM mieli opuścić budynki Ławry Peczerskiej, Rada Federacji wystąpiła z pismem krytykującym władze Ukrainy za prześladowanie ludności prawosławnej, które rozesłano do różnych podmiotów broniących praw człowieka na całym świecie. Przewodnicząca Rady Walentina Matwijenko stwierdziła: „Organizacje międzynarodowe nie mogą milczeć. Cały prawosławny świat musi walczyć z tym ateizmem, z tym satanizmem, który ma miejsce na Ukrainie”. Do krytyki przyłączyli się także przedstawiciele innych wyznań lojalnych wobec Kremla. 28 marca 2023 r. Przewodniczący Rady Muftich Rosji Rawil Gajnetdin stwierdził: „To, co dzieje się teraz na Ukrainie z Ławrą Peczerską, jest prawdziwą walką satanistów z Cerkwią prawosławną”.

31 marca 2023 r. Ria Novosti poinformowała, że przedstawiciele UCP PM oświadczyli, że wśród osób zgromadzonych w Ławrze Peczerskiej i domagających się przepędzenia z niej duchownych UCP PM są sataniści. 1 kwietnia 2023 r. na Pierwszym Kanale Sewastopolskim politolog Iwan Skorikow stwierdził, że Ukraina promuje ideę satanizmu, zgodnie z którą wiara w Boga i Chrystusa powinna być zastąpiona wiarą w państwo, w bezbożną ideę Ukrainy, odrzucającą wszystko co ruskie i prawosławne.

Szerokim echem w rosyjskich mediach odbiło się dopuszczenie przedstawicieli Cerkwi Prawosławnej Ukrainy do odprawiania nabożeństw wielkanocnych w Ławrze. 9 kwietnia w programie rosyjskiego propagandysty Dmitrija Kisielowa na Pierwszym Kanale państwowej telewizji rosyjskiej relacjonowano, jak wierzący kanonicznej Cerkwi muszą się modlić rzekomo w niegodnych warunkach, często przebywając na zewnątrz, a „raskolnicy” odprawiają nabożeństwa w głównych świątyniach kompleksu. W kontekście tej relacji podnoszono problem rzekomej satanizacji społeczeństwa ukraińskiego, co obrazowano materiałem analizującym „pogańskie” tatuaże przesłuchiwanych ukraińskich jeńców wojennych oraz komentując ich wypowiedzi na tematy neopogańskich wierzeń czy ofiar składanych pogańskim bożkom.

12 kwietnia 2023 r. na portalu Bloknot pojawił się artykuł o amerykańskich satanistach, którym jakoby udało się przywołać szatana. Podkreślano, że kościół szatana wspiera finansowo „banderowską Ukrainę”, a wśród osób atakujących promoskiewskie cerkwie prawosławne są neonaziści i sataniści. W artykule w gazecie „Wzgliad” z 14 kwietnia 2023 r. pisarz Dmitrij Gruniuszkin przytaczał przykłady tajemniczych przypadków śmierci osób, które atakowały prawosławnych broniących dostępu do Cerkwi wiernych UCP PM, w tym do Ławry Peczerskiej, sugerując, że przyczyną takiego zachowania oraz przedwczesnych zgonów był satanizm, który mógł skutkować „karą Bożą”. Z tego względu, w jego opinii, nasuwa się refleksja, że na Ukrainę poza rakietami Kalibr należy wystrzeliwać także pociski wypełnione wodą święconą.

Komentarze oskarżające władze Ukrainy o satanizm pojawiały się dość często w rosyjskich mediach państwowych. 19 czerwca 2023 r. rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa stwierdziła, że wyświęcenie ikony z wizerunkiem S. Bandery i R. Szuchewycza jest satanizmem. 8 lipca 2023 r. ukazał się artykuł w „Komsomolskiej Prawdzie” o podpaleniu kaplicy przy źródełku w miejscowości Budziatycze w obwodzie wołyńskim, i uszkodzeniu w pożarze ikony Matki Boskiej, co autor artykułu Aleksndr Griszin łączył z polityką wyznaniową władz Ukrainy, którą określił jako „całkowity triumf satanizmu”, przejawiający się w prześladowaniu „kanonicznej” Cerkwi prawosławnej. 28 lipca 2023 r. znany rosyjski działacz z Krymu Siergiej Aksionow stwierdził, że „sataniści okupują Ukrainę”.

Jak informuje portal Meduza, w przeddzień kolejnej rocznicy chrztu Rusi 28 lipca 2023 r., administracja prezydenta Federacji Rosyjskiej rozesłała do państwowych mediów instrukcję, jak należy prezentować ten jubileusz opinii publicznej. Znalazły się tam takie fragmenty: „Dzisiaj nasz kraj walczy z nowym satanistycznym reżimem. Reżim w Kijowie celowo niszczy prawosławie na terytorium Ukrainy, wywierając bezpośredni nacisk na duchownych i odbierając cerkwie. […] Nazistowscy sataniści okopali się w świętym rosyjskim mieście Kijowie, gdzie Rosja została ochrzczona. Rosja broni wiary prawosławnej i rozbija neonazistów czczących okultystyczne idee Hitlera i Bandery”.

Wnioski

Akcentowanie przez propagandę rosyjską w coraz większej mierze aksjologicznego charakteru wojny przeciwko Ukrainie jest próbą zmobilizowania społeczeństwa rosyjskiego do walki nie tylko z Ukrainą, ale również z zepsuciem, które jakoby chce Rosji narzucić Zachód, dążąc do rozpadu i przejęcia rosyjskich zasobów naturalnych. Uciekanie się do tego typu wybiegów propagandowych jest konsekwencją niewielkiej skuteczności narracji o walce z faszystami na Ukrainie oraz problemów związanych z niskim morale rosyjskiej armii, chaosem organizacyjnym i problemami związanymi z tzw. „częściową mobilizacją”.

Demonizowanie i dehumanizacja przeciwnika i przypisywanie mu posługiwania się czarną magią i wyznawanie satanizmu mają na celu usprawiedliwienie brutalnych ataków wymierzonych w ludność cywilną i w kluczowe obiekty infrastruktury krytycznej, które pozbawiły dostępu do energii elektrycznej, ogrzewania, bieżącej wody czy łączności telefonicznej miliony osób.

W pewnym sensie jest to również próba usprawiedliwienia rosyjskich porażek w czasie walk w Ukrainie, poprzez sugestie, że za Ukraińcami stoją siły nieczyste czy światowy spisek globalistów, który dąży do zniszczenia Rosji. W tej fundamentalistycznej retoryce nie ma miejsca na realny kompromis czy negocjacje z Ukrainą. Zło należy pokonać, wykorzystując wszelkie dostępne metody.

Dodajmy, że w tej narracji jednym z przejawów tego zła jest Cerkiew Prawosławna Ukrainy, której zwolenników określa się jako „raskolników”, neonazistów czy satanistów. W Ukrainie może funkcjonować tylko jedna Cerkiew kanoniczna, lojalna Patriarchatowi Moskiewskiemu, a wszelkie próby ograniczania jej wolności wywołają gniew Boży.

Andrzej Szabaciuk

Artykuł powstał w ramach projektu StopFake PL. Więcej TUTAJ.

[1] Termin ten wywodzi się z dziewiętnastowiecznej propagandy rosyjskiej. W ten sposób władze carskie określały zwolenników niepodległości Ukrainy. Stronnicy separacji od trójjedynego narodu ruskiego byli piętnowani i prześladowani przez rosyjską policję polityczną. Wspierany był ruch „małoruski”, traktujący Ukrainę jako część imperium rosyjskiego.

Koniec katowickiego „Sportu”. Dziennik ukazywał się od 1945 roku

Spółka Gremi Media z końcem listopada postanowiła zamknąć regionalny dziennik „Sport”.

Jak informuje Gremi Media (wydawca m.in. „Rzeczpospolitej”) decyzja o zakończeniu wydawania dziennika „Sport” wynika z dokładnych analiz rentowności i oceny kierunku rozwoju firmy.

„Spółka w odpowiedzi na oczekiwania i potrzeby swoich czytelników skupia się na rozwoju kluczowych obszarów swojej działalności oraz inwestycji w rozwój mediów cyfrowych. Najwyższej jakości dziennikarstwo sportowe z najświeższymi informacjami z Polski i ze świata nadal będzie dostępne zarówno w dziale sport dziennika >Rzeczpospolita<, jak i w serwisie rp.pl” – czytamy w komunikacie.

„Sport” wydawany był w Katowicach od 1945 roku, spółka Gremi Media przejęła tytuł w 2021 roku.

opr. jka, źródło: Gremi Media

Czy będzie to gadanie do obrazu? STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Dobre rady

Troskliwy doradca Pana Prezydenta Andrzeja Dudy Pan Waldemar Pawlak radzi: Nie wiesz pan komu powierzyć powołanie rządu – to proszę.Czy zwalić decyzję na sejm, można to zrobić, naprawdę! Ręczą za to moi prawnicy.

Rzeczywiście, trudno zazdrościć Prezydentowi. Wybierze Morawieckiego – podniesie się jazgot narodzonej po 15 października koalicji czworga.

Wybierze Tuska – pęknie polskie serce a potem ludzie naprawdę wyjdą na ulice z biało-czerwonymi flagami i rondlami w ręku. Wróci sierpień 80 roku. Bo nie będzie Niemiec pluł nam w twarz, a rusek nas straszył.

Pan Prezydent Duda może stracić wszystko co zyskał w ciągu dwóch kadencji. Nie tylko już nie może być wybrany na kolejne pięć lat, ale nawet nie wiadomo gdzie sobie pójdzie. Będzie bardzo biedny, zagubiony, a wkrótce i zapomniany. Nie idź tą drogą Prezydencie.

I znowu będzie o Pawlaku, który uważa tak naprawdę Kosiniaka-Kamysza za gorszego od siebie! Pawlakowe dobre rady to łabędzi śpiew. Pa-de-de. Wiadomo, większość tzw. koalicji obywatelskiej,. nawet gdy obudzą się z letargu konfederaci to przewaga tych, którzy i tak później się nie dogadają. Nie można się skrobać i klęczeć ze złożonymi dłońmi jednocześnie.

 

Nie można kochać Polski i Niemców zarazem. Nie można obronić kraju pomysłami Siemoniaka. Tak jak nie można jej obronić dopuszczając by obcy traktowali nasz kraj jak dziwkę do wynajęcia.
Europo – tyś sztucznym tworem, zakłamanym i skorumpowanym. Pogardzającym ludami za Odrą.

Nie masz wstydu, nie masz sprawnej armii, a nawet kompatybilnego wojska (tragedia w Sarajewie gdzie dowodził holenderski generał). Za chwilę okaże się, że kasa twoja jest pusta a nabotoksowane usta obiecują i nie dotrzymują. Możliwość obrony przed zagładą czerwonych zagonów ze wschodu i czarno-brązowych tłumów od południa i wschodu – ułudna. Obiecanki cacanki 39 roku przypominają trzeźwo myślącym jak było i jak być może. Przypomina się holokaust Żydów – staje znów przed oczami statek z uciekającymi ludźmi brutalnie odepchnięty od amerykańskiego brzegu.

Świetny ponoć Mosad nie uchronił dziesiątków tysięcy już zabitych przed zbrodniczym atakiem. Ludzie giną gdy wybierają złych, nieporadnych, tchórzliwych przywódców. Trwa parada kukiełek. Pacynki i marionetki na proscenium.
Zróbmy sobie zestawienie, nawet na te kilka miesięcy, do czasu gdy pan Donald znowu pojedzie do Brukseli – tym razem już na pełną kadencję. Są dwie możliwości. Albo będą w tym rządzie może i ładno-zdolni ale zupełnie niedoświadczeni albo doświadczeni ale znudzeni i bez pomysłów drzemać będą tak jak prof. Władysław-Bartoszewski na zebraniach rady nadzorczej LOT-u albo jak najwyższy (ale tylko wzrostem). Mikke z przedrostkiem Korwin zagłuszający w sejmie przemówienia kolegów chrapaniem.

 

Pax między chrześcijanami, ateistami i agnostykami. Lepsi są filosemici od filogermanów i rusofilów. Idąc tym tropem nie wiem jak sklasyfikować łysych wobec rudych. Czy zarządzić obowiązkowe golenie głów czy tylko nimi potrzasnąć.
Co więc robić?

Aniele Stróżu naszej prawie 40-milionowej społeczności – powiedz! Tak to już jest, że jak trwoga to do Boga. Listę porad można rozwijać, bo wiele głupoty się zakorzeniło, a jeszcze więcej grozi. Dobre rady pana Pawlaka można by skwitować również dobrą radą dla pana Kosiniaka-Kamysza: nie wierz zbytnio swojemu przewodniczącemu Rady Naczelnej. Pan Pawlak po prostu wynudził się na ugorze i teraz chciałby robić come back. Np. wskoczyć na stołek Orlenu. Ale byśmy mieli wówczas pożar.

Decydent ma problem. PiS wygrał wybory. Człowiek wybranej partii powinien zaproponować koalicję do rządzenia. Jaka ona będzie to przecież ciągle nie wiadomo. Trwają rozmowy. Niby Tuskowi ludzie dogadują się ale jedni drugimi gardzą albo uważają za głupszych. Facet w czerwonym sweterku deklaruje wierność wyrobnikom. Nie może powiedzieć – klasie robotniczej – bo byłoby to jawnie po komunistycznemu. Jako najbardziej tolerancyjny zlał się z tęczowymi a teraz wierci się w tym związku. Porąbane to wszystko i niespójne. Jeśli nawet sklecono by ten domek z kart wyborczych – szybko rozleci się na zimowym wietrze.

Co zagraża wolności mediów w Polsce? Debata na temat Raportu Instytutu na Rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris z udziałem CMWP SDP

Cenzura treści zauważalna przede wszystkim w mediach społecznościowych, jednostronność przekazu czy dezinformacja – to jedne z głównych zagrożeń dla wolności słowa, jakie obserwujemy w ostatnich latach w mediach w Polsce. Zagrożenia te zostały wskazane, przeanalizowane i opisane w Raporcie Instytutu Ordo Iuris pt. Funkcjonowanie mediów w Polsce. Zagrożenia dla pluralizmu i wolności mediów.   Na temat tej publikacji oraz o aktualnej  sytuacji rynku medialnego w Polsce dyskutowali uczestnicy debaty zorganizowanej przez Instytut 26 października w Collegium Intermarium w Warszawie. W spotkaniu  wzięli udział red. Rafał Ziemkiewicz, red. Łukasz Warzecha , autorzy Raportu oraz dr Jolanta Hajdasz, dyrektor CMWP SDP.  

Uczestnicy wskazali na to, jak rynek medialny w Polsce kształtował się w ostatnich latach. Zwrócili też uwagę na problemy, z jakimi muszą się mierzyć media, szczególnie w obliczu prawdopodobnych zmian na scenie politycznej. Dr Jolanta Hajdasz wskazała na konieczność pogłębionej refleksji nad zagadnieniami poruszonymi w Raporcie. – Bardzo dobrze się stało, że Instytut przygotował ten raport. Chciałam podziękować za to, że staracie się zgromadzić konkretne dane dotyczące funkcjonowania mediów w Polsce. Na pewno tej refleksji jest za mało. Na głównych uniwersytetach jest ona tak jednostronna, że nie oddaje tego, co, tak naprawdę dzieje się w sferze mediów – wskazała dr Hajdasz. Goście poruszyli też m.in. temat cenzury w środkach masowego przekazu. Łukasz Warzecha zwrócił uwagę na to, jak daleko posuwają się globalne korporacje w ograniczaniu wolności wypowiedzi w Internecie. – Mechanizm cenzorski, wypływający od podmiotów będących właścicielami platform internetowych, jest kompletnie nieprzejrzysty. Tam cenzura działa na zasadzie procesu Józefa K. Nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo kiedy, często nie sposób się odwołać. W niektórych przypadkach podmiot nie ma nawet przedstawicielstwa w Polsce – zaznaczył publicysta. Jeden z autorów raportu – dr Marcin Niedbała zwrócił natomiast uwagę na udział służb państwowych w procesach cenzorskich.- Służby specjalne uzurpują sobie coraz więcej prawa do cenzurowania Internetu i chronienia społeczeństwa przed dezinformacją. Problem w tym, że, chroniąc społeczeństwo przed dezinformacją, często traktują opinię publiczną jak dzieci, które nie potrafią odróżnić prawdy od fałszu. Skutkiem ubocznym jest to, że nie dociera do nas wiele informacji, które nie wymagały cenzury, a jedynie były w niektórych przypadkach niekorzystne – podkreślił analityk Ordo Iuris. W odpowiedzi na te stwierdzenia dr Jolanta Hajdasz podkreśliła, iż póki co zdarzenia te mają charakter incydentalny i generalnie nie wpływały  na poziom wolności słowa w Polsce. Przez ostatnie 8 lat cieszyliśmy się wyjątkową wolnością mediów i wolnością słowa, w przestrzeni publicznej poruszano zdecydowaną większość ważnych i spornych problemów dotyczących polityki, kultury , gospodarki… To ogromna wartość – powiedziała Jolanta Hajdasz

Red. Rafał Ziemkiewicz podkreślił z kolei, że media w coraz większym stopniu są zależne od władzy, a w coraz mniejszym ją kontrolują. – Demokracja liberalna, czyli system, który wyewoluował na Zachodzie i który dla nas jest punktem odniesienia, nie funkcjonuje dobrze. Jest tak między innymi dlatego, że zawiódł mechanizm kontrolny, który zapewniały media. Nazywając media czwartą władzą, przewartościowujemy je – zauważył dziennikarz.

Debatę prowadził Łukasz Bernaciński – członek Zarządu Ordo Iuris i współautor publikacji.

Link do debaty TUTAJ.

Link do Raportu jest TUTAJ

Tekst i zdjęcia: ordoiuris.pl

Wsparcie CMWP SDP dla „Listu otwartego dziennikarzy w obronie wolności słowa”

Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP podpisała się pod „Listem otwartym dziennikarzy w obronie wolności słowa”, jaki został opublikowany przez dziennikarzy i publicystów na portalu wpolityce.pl. Sygnatariusze listu protestują przeciwko zapowiadanym przez środowiska polityczne i medialne skupione wokół Donalda Tuska działaniom skierowanym przeciwko mediom i nie opartym na poszanowania prawa. List może podpisać każdy dziennikarz, pisać w tej sprawie można na adres [email protected]. , w  tytule trzeba wpisać „list w obronie wolności słowa”. 

Pełna treść listu:

Głupota czy sabotaż – zastanawia się HUBERT BEKRYCHT: Nowe karpie w radiowej Trójce

Do większości mieszkańców bliższych i dalszych okolic Turowa, którzy głosowali na partie chcące zamknąć tamtejszą elektrownie i kopalnię odcinając rejon od miejsc pracy i redukując produkcję energii elektrycznej w kraju oraz do młodych, którzy wybrali ugrupowania postulujące odebranie młodzieży przywilejów fiskalnych, dołączył dziennikarz Wojciech Dorosz z radiowej Trójki. Jest on jedynym znanym mi na całym świecie szefem organizacji dziennikarskiej – medialnej i zwiazkowcem postulującym zwolnienia m.in. dziennikarzy w swojej firmie. I właśnie dlatego Dorosz przypomina karpia, który domaga się przyspieszenia świąt Bożego Narodzenia. Karpia – nich mi ryby wybaczą – politycznego.

Karp zresztą kojarzy się z radiową Trójką, z którą W. Dorosz jest związany od 17 lat. Jednak nie chodzi o związek owego redaktora z karpiem z dawnych piosenek III PR. Jest poważniej.

Oto Wirtualnych Mediach Wojciech Dorosz powiedział: „Powiem wprost: wkurzyliśmy się, gdy w mediach pojawiły się konkretne nazwiska. To ludzie znający się na rzeczy, więc nie chodzi o nich, ale o sposób, w jaki to się dzieje. Bez konkursu, bez konsultacji.

Znów czujemy się jak osiem lat temu, gdy przysłano do Polskiego Radia osoby, które miały wprowadzić porządki według politycznego zamówienia. Ten system jest chory i należy go natychmiast zmienić” – mówił Wirtualnym Mediom dziennikarz Programu Trzeciego Wojciech Dorosz, wiceprzewodniczący Związku Zawodowego Dziennikarzy i Pracowników Trójki oraz prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy i Twórców Radia Publicznego.

Organizacje te wystosowały oświadczenie dotyczące mediów publicznych. „Media robią dziennikarze. Nie ma powrotu do starego. Media publiczne trzeba zbudować na nowo” – czytamy w oświadczeniu. „Uważamy, że nie powinni nimi kierować ani politycy ani dziennikarze z przeszłością polityczną. I proces zmian w tym duchu trzeba zacząć od zaraz, bez usprawiedliwiania się okresem przejściowym, niezależnie od działań, na jakie zdecyduje się nowy rząd demokratycznej opozycji” – napisano w dokumencie, którego tekst opublikowały także WM.

Wojciech Dorosz ma receptę na takie ewentualne działania KO, TD i Lewicy: „- Z Polskiego Radia powinno odejść kilkadziesiąt osób. Jest tu duża grupa publicystów i komentatorów politycznych o bardzo wyrazistych poglądach i służebnej postawie wobec wciąż rządzącej partii, którzy zdecydowanie nie powinni dłużej pracować w mediach publicznych. Wystarczy być może przeprowadzić z nimi rozmowy i jeśli stwierdzą, że nie będą w stanie pracować w nowych realiach, to pójdą gdzie indziej. Zapewne dojdzie do dużych zwolnień, choć akurat znaczna część tych osób nie jest u nas na etacie. Są zatrudnieni w ramach umów B2B albo cywilno-prawnych. Natomiast nie uważam, by z powodu tych kilkudziesięciu partyjnych funkcjonariuszy kara miała spaść na pozostałych ponad 1200 pracowników Polskiego Radia, często związanych z tą instytucją od wielu lat – uważa nasz rozmówca” – napisały 24 października Wirtualne Media.

Muszę przyznać, że w pierwszym momencie nie uwierzyłem i to nie dlatego, że WM często nie podają  informacji w taki sposób, w jaki ja rozumiem dziennikarstwo. Po prostu pomyślałem, że to głupota, kunktatorstwo lub sabotaż. Oczywiście Dorosz to doświadczony dziennikarz. Zatem, dlaczego mówi takie bzdury o konieczności zwalniania pracowników PR będąc liderem organizacji dziennikarskich i medialnych, także w PR? Nie wiem dlaczego to zrobił, ale może za kilka dni dowiemy się, że nie Dorosz nie autoryzował wypowiedzi albo, że źle go zrozumiano. Przecież nie uwierzę, ze redaktor od prawie 20 lat związany z mediami publicznymi nie pomyślał, że skoro jego niektórzy znajomi z Trójki i Polskiego Radia zaczną uważać go za zdrajcę (albo od dawna uważają), to politycy liberalni i lewicowi wyznaczający po raz kolejny, kto może i powinien pracować w mediach publicznych,mogą wkrótce zrezygnować z Dorosza…

„Nie, nie” – podpowiedziały mi głosy resztek mojego rozsądku. „Redaktor Dorosz taki głupi nie jest” – dodały głosy.

Wobec tego naprawdę nie wiem dlaczego redaktor Trójki i lider organizacji dziennikarskich i medialnych, związkowiec zachował się jak karp, który sam się zabił już w październiku, ale jeszcze wcześniej wypatroszył się i usmażył albo – co tam kto lubi – podał się w galarecie.

Jeszcze jedno, dlaczego Dorosz – jak wielu pracowników Trójki i innych anten PR – nie odszedł z rozgłośni publicznej jak wstrętny PiS likwidował dziennikarzom wolność słowa? Przecież nie uwierzę, że został, aby przygotować grunt politykom KO, TD i Lewicy oraz lepiej poczuć rolę medialnego inkwizytora…

Hubert Bekrycht

sekretarz generalny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, członek ZG SDP

(artykuł jest wynikiem osobistych poglądówi  rozmyślań Autora, bo refleksje to miał ostatnio I. Kant.)

24.10.2023 r.