Miliony widzów śledziło „Debatę wyborcza 2023” w Telewizji Polskiej

 

Poniedziałkowa „Debata wyborcza”, zorganizowana przez TVP, w momencie największej oglądalności zgromadziła przed ekranami ponad 6 mln widzów – podała Telewizja Polaka powołując się na dane Nielsen Media.

W debacie przed wyborami parlamentarnymi wzięli udział przedstawiciele sześciu komitetów, którzy zarejestrowali swoje listy we wszystkich okręgach. Prawo i Sprawiedliwość reprezentował premier Mateusz Morawiecki, Koalicję Obywatelską – szef PO Donald Tusk,  Nową Lewicę – posłanka Joanna Scheuring-Wielgus, Trzecią Drogę – lider Polski 2050 Szymon Hołownia, Konfederację – poseł Krzysztof Bosak, a Bezpartyjnych Samorządowców – Krzysztof Maj.

Program emitowany na trzech antenach –  TVP1, TVP Info i TVP Polonia – oglądało 5,4 mln widzów. Udział debaty w paśmie wyniósł 42,6 proc. Nadawane zaraz po debacie główne wydanie „Wiadomości” obejrzało 3,5 mln widzów w TVP1, TVP Info i TVP Polonia, co dało udział na poziomie 27,3 proc.

opr. jka, źródło: Telewizja Polska

 

Telewizja Polska podpisała umowę z PZPN w sprawie transmisji piłkarskich rozgrywek

Fortuna 1. Ligę, 2. Ligę, Fortuna Puchar Polski i Superpuchar Polski w piłce nożnej mężczyzn, Orlen Ekstraligę i finał Orlen Pucharu Polski w piłce nożnej kobiet, a także mecze reprezentacji Polski kobiet, męskich reprezentacji młodzieżowych i reprezentacji w futsalu będzie można zobaczyć na antenach TVP. Publiczny nadawca nabył wyłączne prawa telewizyjne do tych rozgrywek do 2027 roku.

Jak informuje TVP, w sezonach 2024/2025, 2025/2026 i 2026/2027 jej widzowie zobaczą co najmniej 99 meczów Fortuna Pucharu Polski na szczeblu centralnym (w tym wszystkie mecze od fazy 1/8 rozgrywek), a także blisko 1500 wybranych meczów Fortuna 1. Ligi i 2. Ligi oraz Superpuchar Polski. Ponadto publiczny nadawca zwiększy, w ramach obecnej umowy na sezon 2023/2024, liczbę transmitowanych meczów 2. Ligi.

Współpraca pomiędzy TVP i Polskim Związkiem Piłki Nożnej zakłada również transmisje wybranych meczów Orlen Ekstraligi Kobiet oraz finału Orlen Pucharu Polski kobiet, a także zmagań młodzieżowych reprezentacji mężczyzn (od U-15 do U-21), reprezentacji kobiet (U-19 i seniorki) i reprezentacji w futsalu.

Telewizja Polska nabyła wyłączne prawa do transmisji meczów w telewizji linearnej oraz w internecie, aplikacjach mobilnych, a także Smart TV i telewizji hybrydowej. W ramach współpracy TVP otrzyma tytuł „Główny Partner Telewizyjny” dla wszystkich ujętych w umowie rozgrywek, a logotypy publicznego nadawcy będą eksponowane m.in.: w materiałach reklamowych, na stronach internetowych, obiektach sportowych i biletach.

W okresie obowiązywania umowy Telewizja Polska pokaże ponad 1700 meczów. Od sezonu 2024/2025 na antenie TVP Sport emitowane będą także Magazyny Ligowe (Fortuna 1. Ligi i 2. Ligi).

opr. jka, źródło: Telewizja Polska

Anna Bogusiewicz i Michał Rachoń poprowadzą „Debatę wyborczą 2023” w Telewizji Polskiej

W poniedziałek, 9 października Telewizja Polska organizuje debatę przed wyborami parlamentarnymi. Do udziału w programie zostało zaproszonych sześć komitetów wyborczych, które zarejestrowały listy we wszystkich okręgach wyborczych.

Debata, którą poprowadzą Anna Bogusiewicz i Michał Rachoń, transmitowana będzie na trzech  antenach Telewizji Polskiej:  TVP1, TVP Info i TVP Polonia. Początek, 9 października o godziny 18.30.

Zaproszenie do programu otrzymali: KW Bezpartyjni Samorządowcy, Koalicyjny Komitet Wyborczy Trzecia droga Polska 2050 Szymona Hołowni- PSL, KW Nowa Lewica, KW Prawo i Sprawiedliwość, Konfederacja Wolność i Niepodległość oraz Koalicyjny Komitet wyborczy Koalicja Obywatelska PO.N iPL Zieloni.

opr. jka, źródło: TVP

Przewodnicząca Europejskiej Federacji Dziennikarskiej z wizytą w CMWP SDP

Ściślejsza współpraca przy procesach dziennikarzy typu SLAPP,  monitoring  tych procesów  oraz  wymiana informacji miedzy CMWP SDP , a EFJ na temat spraw , w których dziennikarze są stroną pozwaną  – to tematy które  zostały omówione podczas spotkania Maji  Sever,  przewodniczącej Europejskiej Federacji Dziennikarzy (European Federation of Journalists) i Jolanty Hajdasz, dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.  Maja Sever na codzień jest dziennikarką z chorwackiej telewizji publicznej HRT. Spotkanie odbyło się 3 października w Domu Dziennikarza w Warszawie.  Kolejnym tematem, którym zamierza się zająć EFJ i SDP to bezpieczeństwo dziennikarzy podczas wykonywania zawodu.

Procesy typu SLAPP to  „procesy wytoczone nie przeciwko osobie, ale przeciwko jej publicznej działalności” (Strategic Lawsuit Against Public Participation). Odnoszą się do pozwu, oskarżenia złożonego w odwecie za zabranie przez daną osobę głosu w sprawie publicznej, ważnej, istotnej społecznie, opisane  i skodyfikowane są w przed wszystkim w amerykańskim systemie prawnym. Od kilku lat  zajmują się nimi także europejskie organizacje pozarządowe. Ofiarami tego typu procesów są często dziennikarze, którzy poruszają ważne i kontrowersyjne tematy społeczne, polityczne, czy gospodarcze.  Procesy te są wyrazem nadużycia prawa, które wykorzystywane jest w celu uciszenia tych, którzy są zaangażowani w debatę publiczną. CMWP SDP wielokrotnie opisywało procesy tego typu, jakie są procedowane w polskich sądach.

 

Analiza CEZAREGO KRYSZTOPY: Ukraina na zimno

Jeśli chodzi o tempo utraty sympatii Polaków, Wołodymyr Zełenski został niekwestionowanym mistrzem świata. Sądzę, że ustanowiony przez niego rekord może być niezagrożony jeszcze bardzo długo.Biorąc pod uwagę historię Polski, ale również, a może przede wszystkim postawę Polski i Polaków po 24 lutego 2022 roku, insynuowanie przez Zełenskiego „prorosyjskości” miało prawo nas zaboleć.

Być może, w związku z tym, że w kółko spotykamy się z niesprawiedliwymi oskarżeniami i wyhodowaliśmy sobie grubą skórę, dałoby się to ugłaskać, wyjaśnić gorszym dniem, presją, czy chwilowym atakiem pomroczności jasnej. Chwilę potem jednak mieliśmy do czynienia ze swego rodzaju Hołdem Pruskim Zełenskiego (w jego przypadku złożonym „Prusom” a nie „przez Prusy”) apelującego na forum ONZ o przyznanie Niemcom „gwarantowi pokoju na świecie”, stałego miejsca w Radzie Bezpieczeństwa ONZ. I to już przekroczyło masę krytyczną, po osiągnięciu której, proces destrukcji sympatii do prezydenta Ukrainy w Polsce, nastąpił lawinowo i prawdopodobnie w sposób nieodwracalny.

Awaria „legendy”

I nie chodzi nawet o to, że Polacy nie lubią Niemców, a mają za co ich nie lubić, czy że mają z Niemcami sprzeczne interesy, bo mają i Niemcy muszą Polskę złamać jeśli chcą zrealizować swój geopolityczny plan, tylko po pierwsze o to jak bardzo jest to obrzydliwe i żenujące (mówimy o tych samych Niemcach, które tyle już razy, ostatnio po wybuchu rosyjskiej agresji, wystawiły Ukraińców do wiatru). A po drugie o to, że gołym okiem widać, że było to działanie niezgodne nawet z interesem Ukrainy, co „legendę” Zełenskiego stawia w zupełnie nowym świetle.

Miejmy nadzieję, że ofiarą tego nagłego emocjonalnego zwrotu, staną się w krótkim czasie takie dziwactwa i potworki jak „w Ukrainie” (zwrot o nielogicznej genezie, w dodatku nawiązujący do rosyjskiego odpowiednika), czy „pierogi ukraińskie”, które kiedy są normalnie „ruskimi” nie mają niczego wspólnego z Rosją, ponieważ ich nazwa pochodzi od „województwa ruskiego” w I Rzeczpospolitej, ew. od Rusinów, czyli (w dużym uproszczeniu) dziś powiedzielibyśmy – Ukraińców.

Ale przecież to bodaj wszystko, co w tej kwestii nowe emocje mają do roboty. A przynajmniej tak mi się wydaje. Nic bowiem nie zmieni mojego szacunku do Ukraińców, którzy wbrew prawie całemu światu i wbrew jego oczekiwaniom, nie poddali kraju po trzech dniach, a nawet pogonili kota „niezwyciężonej Armii Czerwonej”. Nie zmieni nawet mojego szacunku do tamtego Zełenskiego, który zamiast skorzystać z amerykańskiej propozycji ucieczki z kraju, został i podjął walkę. Nie zacznę żałować, że do mieszkania po Teściowej przyjęliśmy uciekające przed wojną Ukrainki, które płakały kiedy mówiłem im po rosyjsku, bo ukraińskiego nie znam „nie ispugajties, wy doma”. Zrobiłbym to znowu choćby i sto razy.

Chłodna kalkulacja

Ale to jest poziom ludzki. Na poziomie państwowym, politycznym i geopolitycznym, istotniejsza jest gra interesów i chłodna kalkulacja (wbrew niektórym emocje też mają znaczenie, bo jednak politykę robią ludzie w imieniu ludzi, ale powinny mieć mniejsze). I wolta Zełenskiego brutalnie nam o tym przypomina. Jakoś zamilkli ci, którzy mieli do mnie pretensje, kiedy pisałem, że Ukrainie trzeba pomagać, ale nie uszczuplając krytycznego poziomu własnych zasobów. Nie jestem ekspertem, ale intuicyjnie wyczuwam, że tę czerwoną linię przekroczyliśmy. Cóż mi jednak po tym, że będę to swoim interlokutorom wypominał? Ważnie, że teraz mają szansę się opamiętać.

Jest jednak spora grupa, która krzyczy „nazywałeś nas ruskimi onucami, a to my mieliśmy rację nazywając Ukraińców ‘banderowskimi ku.wami’, a Ukrainę ‘Upadliną’ – teraz nas przeproś”. No nie, ja nikogo tak nie nazywałem, a wręcz przestrzegałem innych przed nadużywaniem tego określenia. To łatwo sprawdzić. Choć rzeczywiście, nie zmienia to faktu, że powyższej postawy nie uznaję za żaden „realizm”, tylko za emocjonalny szuryzm, podobny do „wukrainie”, tyle, że o przeciwnym znaku. Więc nie uważam żebyście „mieli rację”.

Warto pomagać

Przeciwnie, wydaje mi się, że łatwo wykazać, że pomoc Ukrainie w utrzymaniu się wobec rosyjskiej inwazji, była w naszym najgłębszym interesie. Oto bowiem, jak rzadko w historii, to nie my własną krwią osłabialiśmy czyjegoś wroga, tylko Ukraińcy swoją krwią osłabiają naszego, dając nam czas na dozbrojenie się i rozbudowę armii. Dzięki utrzymaniu się Ukrainy, granica, której potencjalnie musielibyśmy bronić, jest o wiele krótsza. Bałtyk, od strony którego latami mogliśmy się spodziewać ataku, dziś jest praktycznie wewnętrznym morzem NATO, a „lotniskowiec” Okręgu Kaliningradzkiego bardziej boi się nas niż my jego. Gazociągi Nord Stream cudownie zniknęły, oby przynajmniej na czas pozwalający przyzwyczaić się do Baltic Pipe i zbudować nowy tor podejściowy do portu w Świnoujściu. Cała Europa musiała się w dużym stopniu uniezależnić od rosyjskich surowców, a niemiecką koncepcję „wspólnej przestrzeni od Lizbony do Władywostoku szlag trafił. Nasz demograficzny problem jest nieco mniejszy dzięki uchodźcom z Ukrainy (tak, wiem, ja też wolałbym żeby polskie kobiety po prostu rodziły więcej dzieci, ale pozostając pod wpływem GW i TVN, uważają, że to „niemodne” i nie rodzą, i tak, trzeba myśleć o repatriacji Polaków). Nasze firmy coraz lepiej radzą sobie na ukraińskim rynku, a potencjał sympatii zwykłych Ukraińców wobec Polaków nie jest wprawdzie tak sprawnym mechanizmem jak korumpujące ukraińskie elity niemieckie fundacje, ale jest narzędziem prowadzenia polityki (obyśmy potrafili je wykorzystać), którego wcześniej nie mieliśmy.

Jakiej Ukrainy chcemy?

Szybko natomiast musimy uczyć się zadawać sobie pytanie – jakiej Ukrainy chcemy? Wiemy już, że chcemy żeby przetrwała, taka czy inna jest nam potrzebna. Ale jak silna powinna być? Na pewno na tyle żeby stanowić bufor, ale, szczególnie biorąc artykułowane czasem ambicje rywalizacji z Polską w regionie (póki co to oczywiście mrzonki, nawet gdyby wojna skończyła się jutro, Ukraina sama będzie potrzebowała olbrzymiej pomocy, sama nie będąc w stanie wiele zaoferować), czy w naszym interesie jest Ukraina BARDZO silna? Czy powinniśmy euroatlantyckie aspiracje Ukrainy wspierać bezwarunkowo? Tym bardziej, że Ukraina najwyraźniej stanęła po stronie tych, którzy nas szantażują przy pomocy złośliwego mechanizmu „rozszerzenie UE o Ukrainę w zamian za oddanie suwerenności przez Polskę”.

A czy w imię dobrej współpracy powinniśmy „zapomnieć o Wołyniu”? A w żadnym wypadku. Nawet pomijając kwestie moralne i tożsamościowe i patrząc na sprawę absolutnie cynicznie, to tak jak kwestia reparacji jest wygodną dźwignią w kontaktach z Niemcami, tak kwestia Wołynia powinna stać się podobną dźwignią w kontaktach z Ukrainą. To nie my mamy dopraszać się pozwolenia na ekshumacje, ale Ukraina nas prosić żebyśmy zechcieli przyjrzeć się jej procesowi „przepracowywania” trudnej przeszłości. Nie dziś, to jutro.

Tak więc, ochłonąwszy nieco po zimnym prysznicu jaki nam sprawił ostatnio Zełenski, apelowałbym żebyśmy pilnowali aby nasze głowy pozostały chłodne. Zełenski chce raz jeszcze nadepnąć na niemieckie grabie? No cóż, ma prawo. A my pamiętajmy, żeby realizować nasze długookresowe interesy, nauczymy się nie dawać niczego bez odpowiedniego weksla i powtarzajmy sobie przysłowie, że „dłużej klasztora niż przeora”.

WALTER ALTERMANN wskazuje, że są już: Pierwsze ofiary wyborów

Kampania wyborcza jest niespotykanie ostra. Nie pamiętam takiej zajadłości ze strony opozycji wobec partii rządzących i partii sprawujących władzę wobec opozycji. Z obu stron sypią się ostre personalne ataki, przeciwników pomawia się o wszystkie możliwe niegodziwości polityczne.

Opozycja przedstawia wagę wyborów tak, jakby po ewentualnym zwycięstwie PIS, wespół z tym ugrupowaniem kraj nasz spotka ruina i bezprawie, a na zgliszczach hasać będą jedynie bezpańskie psy. Nadciąga apokalipsa – zdaje się sugerować opozycja.

Z kolei ugrupowania rządowe przedstawiają ewentualne rządy opozycji jako kompletną utratę suwerenności, niepodległości i mentalną zagładę polskości, łącznie z językiem. Nie mówiąc już o tradycji.

Nie owijam w bawełnę, nie kluczę i mówię wprost – obie strony niebezpiecznie przesadzają. Zwrócę też uwagę na fakt, że w obecnej kampanii obie strony stawiają na wzbudzenie w wyborcach emocji. Zauważam, że w porównaniu z poprzednimi kampaniami, w tej brakuje logicznych argumentów, brak jest rzeczowych dyskusji. Wszystko podporządkowane jest budzeniu negatywnych emocji, skierowanych na przeciwników. Jestem z urodzenia człowiekiem środka, to znaczy zawsze szukam płaszczyzny porozumienia, staram się wyłuskiwać to co łączy, a nie szukać  tego co dzieli. I nad emocje przedkładam zawsze rozum i logikę. Ale gdyby jednak los kazał mi godzić zwaśnione strony, poddałbym się, sprawy zaszły bowiem bardzo daleko, niebezpiecznie daleko.

I coś mi się zdaje, że rację miał, nieżyjący już pisarz Jerzy Pilch. W jego powieści „Narty Ojca Świętego” jedna z postaci mówi: „Ruscy już wyjechali, jesteśmy wolni i sami. I teraz możemy się wzajemnie powyrzynać. I nikt nam kurwa mnie przeszkodzi.”

Pierwsze ofiary

Są już pierwsze indywidualne i grupowe ofiary tej kampanii. To nasze dziennikarstwo. Nie bądźmy naiwni, dziennikarze mają prawo mieć swoje poglądy polityczne. Ale czy muszą się nimi kierować zawsze i ciągle? I gdzie jest granica dla dziennikarza w relacjonowaniu zdarzeń małych i podniosłych, szczególnie w czasie kampanii wyborczej?

Dla czystego sumienia wymienię poniżej kilka dziwnych przypadłości, jakie są udziałem dziennikarzy zaangażowanych zawodowo w tę kampanię. Nie sądzę jednak, żeby uświadomienie cudzych grzechów mogło pomóc uświadomionym. Ale napiszę, żebym to ja miał czyste sumienie, że jednak mówiłem, a że ktoś nie posłucha… Każdy z nas ma wolną wolę, nawet dziennikarze.

Symetryści

Jedną z przypadłością dziennikarzy – bardzo rzucającą się w oczy w tej kampanii – jest posługiwanie się tym, co oni sami nazywają symetryzmem. Jest to sposób, żeby nie rozmawiać o winach lubianych polityków, a skupiać się na winach przeciwników naszych ulubieńców.

Dla przykładu: jeżeli mamy w studio dwóch polityków, a lubimy – powiedzmy – pana A, nie cierpiąc jego antagonisty pana B, to włączamy swój symetryzm i mówimy:

– Zakładając nawet, że zarzuty wobec partii pana A. mogłyby być prawdziwe, to musimy jednak pamiętać jak w podobnych przypadkach postępowała partia pana B, gdy była u władzy. A postępowała dokładnie tak samo, a może jeszcze gorzej.

I cudowny skutek symetryzmu jest taki, że pan B musi się bronić, a pan A może odpocząć. Oczywiście taka dyskusja ma się nijak do poważnej dyskusji, ale jest skuteczna, żeby pogrążyć pana B, którego nie lubimy.

Symetryzm nie jest wynalazkiem ostatnich lat, ja go pamiętam jeszcze z czasów PRL-u. Oczywiście wtedy nikt tej metody nie nazywał symetryzmem, ale świetnie funkcjonowała. Choć  była śmieszna. Wtedy symetryzm był używany dla obrony systemu, w sytuacjach, gdy trudno było znaleźć jakikolwiek argument na jego obronę, na przykład wtedy, gdy władze siłą tłumiły manifestacje niezadowolonych. Wtedy to urzędowi dziennikarze mówili symetrystycznie tak:

– Być może w Polsce nie wszystko jest doskonałe, być może zarobki i poziom życie w USA są wyższe niż u nas, ale u nas nikt nie bije murzynów.

Obiektywiści i rzetelniacy

Przez całe dziesięciolecia dziennikarstwo musiało być obiektywne. Teraz niektórzy głoszą, że obiektywizm nie wystarcza i dziennikarstwo ma być rzetelne. Spróbujmy zdefiniować oba pojęcia.

OBIEKTYWIZM. Zacznijmy od logiki. Logika chyba nie bardzo nam pomoże w zdefiniowaniu obiektywności, bo jej zdaniem obiektywność zdania najlepiej zdefiniować przez negację subiektywności. Zdanie jest obiektywne, kiedy nie jest subiektywne. Subiektywne zaś jest wtedy, gdy ustalenie jego wartości logicznej jest możliwe wyłącznie na podstawie nie dających się zweryfikować stanów wewnętrznych osoby wypowiadającej zdanie. To może poszukajmy w filozofii. Obiektywizm – stanowisko filozoficzne głoszące, że przedmiot poznania istnieje poza podmiotem poznającym i niezależnie od niego.

Skoro logika i filozofia nam nie pomogły, to trzeba sięgnąć do tak zwanej wiedzy potocznego języka. A głosi ona, że obiektywizm to bezstronność, postawa badawcza wolna od przesądów i uprzedzeń.

Opierając się tej ostatniej definicji należy z całą surowością stwierdzić, że w w toku tej kampanii wyborczej obiektywne dziennikarskie ostatecznie umarło. To znaczy – już od wielu lat ciężko chorowało, ale jeszcze dychało. Teraz jednak wypada się z nim ostatecznie pożegnać. Mówiąc coś dobrego na jego grobem, ale z tym będzie bardzo trudno. I ja się na takie pożegnalne przemówienie nie piszę.

Tu przypomnę genialną anegdotę Marka Twaina, który napisał, że w małym miasteczku na Dzikim Zachodzie umarł pijak, nicpoń i drobny złodziejaszek, który był zakałą całej społeczności. Trzeba było pochować go na koszt miasta i trzeba było wygłosić nad grobem coś dobrego o zmarłym. Burmistrz nie czuł się na siłach, więc ogłosił, że miasto da dolara – a było to sporo – temu, kto powie dobre słowo o zmarłym. Zgłosił się tylko miejscowy kowal. W dniu pogrzebu całe miasteczko przyszło na cmentarz, żeby usłyszeć co można dobrego powiedzieć o zmarłym. A kowal powiedział tak: „Jaki był zmarły wszyscy wiemy, ale o ileż był lepszy od swego syna”.  Mam nadzieję, że syn – lub córka – naszego dziennikarstwa będzie lepszy. Może będzie nim rzetelność?

RZETELNOŚĆ. Mamy jeszcze kolejne nowe zjawisko, nową definicję dobrego dziennikarstwa, lansowaną przez dziennikarz trochę za bardzo stronniczych. Jest nią „rzetelność”. Słownik języka polskiego PWN twierdzi, że rzetelny to: 1. wypełniający należycie swe obowiązki. 2. taki, jaki powinien być, odpowiadający wymaganiom.

To jednak chyba za mało. Bo definicja nie mówi jak trzeba „należycie wypełniać swe obowiązki”. W przypadku stolarza wiadomo, jak powinien wyglądać rzetelnie wykonany stół, okno, czy szafa. Ale w przypadku dziennikarza jest większy kłopot. Bo co to znaczy: „rzetelność dziennikarska”? Czy wystarczy podawać godzinę jakiegoś wypadku, czy może minutę, a może nawet sekundy? Czy trzeba cytować dosłownie, czy też można omówić wystąpienie kogoś, kogo nie lubimy? Czy można zaczynać od oceny czyjejś wypowiedzi, czy jednak od zacytowania? Czy ważniejsze są fakty, czy nasza ocena tych faktów?

Zalecana bezstronność

Biorąc pod uwagę to, co dzieje się z dziennikarzami zaangażowanymi w wybory, proponuję termin, który może im uświadomić podstawową zasadę wiarygodności zawodowej – bezstronność.  Ja wiem, że w wielu przypadkach – chcąc być bezstronnymi – dziennikarze musieliby mocno hamować objawianie swoich sympatii politycznych, a nawet udawać.

Sam, jako człowiek lubiący teatr, nie widzę nic złego w grze aktorów, w owym „udawaniu”. Taki mają zawód, podobnie zresztą jak dziennikarze.

Wielki Leon Schiller reżyserował w 1925 roku, w warszawskim Teatrze im. Bogusławskiego, wspaniały, mroczny i egzystencjalny  dramat Tadeusza Micińskiego „Kniaź Patiomkin”. Akcja rozgrywa się w czasie historycznego buntu marynarzy na  pancerniku. Ale nie o rewolucję w utworze chodzi, bo jest on o wiele głębszy i sięga tajemnic ludzkiej duszy – jak to u Micińskiego. Otóż w jednej ze scen pewien aktor miał z radością machać czerwonym sztandarem, na długim drzewcu. Gdy jednak aktorowi to proste zadanie nie wychodziło, Leon Schiller powiedział:

– Proszę zagrać to z większym entuzjazmem.

– Ja nie potrafię wydobyć z siebie żadnego entuzjazmu dla tej czerwonej szmaty – odparł aktor.

– Jest pan aktorem, więc ma pan wyobraźnię. Zatem proszę jej użyć i wyobrazić sobie, że jest to biała flaga. I proszę machać nią z ogromnym entuzjazmem.

Autorska propozycja debat

Marzy mi się dyskusja wyborcza w studio, w której obowiązkiem uczestników byłoby wymienić trzy sukcesy przeciwników. I jedną, tylko jedną rzecz nieudaną. Chciałbym bowiem widzieć pocących się ze strachu wszystkich polityków – uczestników tej debaty.

 

KRRiT chce zaktualizować listę ważnych wydarzeń sportowych. Ruszyły konsultacje

Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji przedstawiła propozycję nowej listy ważnych wydarzeń sportowych, które powinny być transmitowane bezpłatnie na ogólnopolskich antenach. Kibice mogą zgłaszać do niej swoje opinie i uwagi.

Obecna lista ważnych wydarzeń sportowych, które muszą być pokazywane w niekodowanych telewizjach ogólnopolskich, zawarta jest w rozporządzeniu z 2014 r. Teraz KRRiT zamierza ją zaktualizować. W zaprezentowanej na stronie regulatora propozycji listy znalazło się kilka nowości. Z Siatkarskiej Ligi Narodów (powstała w miejsce organizowanej w latach 1990-2017 Ligi Światowej) mają być pokazywane mecze reprezentacji mężczyzn nie tylko rozgrywane w Polsce, ale też poza granicami kraju z udziałem naszej drużyny. Na liście są również półfinały i finały mistrzostw świata i Europy w koszykówce mężczyzn, a także wszelkie inne mecze w ramach tych imprez z udziałem reprezentacji Polski, w tym mecze eliminacyjne. Wśród nowości są także Mistrzostwa Europy w Lekkoatletyce; mecze z udziałem zawodniczek i zawodników z Polski w ramach turniejów tenisowych: Australian Open, Roland Garros, Wimbledon i US Open;  mecze z udziałem polskich klubów w ramach Ligi Konferencji Europy UEFA.

KRRiT proponuje zaś wykreślić z listy ważnych wydarzeń zawody Pucharu Świata w biegach narciarskich kobiet.

Konsultacje społeczne listy potrwają do 27 października, odpowiednie formularze są na stronie KRRiT. Osoby fizyczne mogą zgłaszać propozycje anonimowo.

opr. jka, źródło: KRRiT

 

WALTER ALTEMANN: Molier, czyli artyści i polityka

Sztuka od zawsze była częścią polityki. Najpierw antyczni władcy zamawiali sztuki teatralne, malowidła, posągi i świątynie, które miały podkreślać znaczenie ich władzy, nadać jej boski charakter. I artyści – zaliczając w ich poczet również architektów – wykonywali te polityczne zadania. Najprawdopodobniej artyści z tych zleceń mieli, poza pieniędzmi, przyjemność. W wypadku dzieł wybitnych mieli uznanie rodaków, a bywało, że nawet przechodzili do historii.

Jednakże artyści to ludek niepokorny i już w antycznej Grecji zdarzało się, że pisywali sztuki „antypaństwowe”, naruszali tabu danej społeczności, poruszając tematy klęsk i złych rządów danego plemienia. Wtedy spotykała ich kara, najczęściej w postaci zakazu wystawiania ich sztuk, co równało się o wiele niższym dochodom, niż te jakie osiągali przed politycznym wybrykiem.

Molier w walce z donosicielami

W średniowieczu i później, aż do dzisiejszych czasów, artyści również dzielili się na dwie kategorie. Na tych, którzy posłusznie wykonywali polecenia władzy i na tych, którzy poruszali tematy niewygodne dla władzy. Skutkiem czego pojawiła się państwowa cenzura. To znaczy jeszcze inaczej to ujmując – każdy dwór królewski zawsze był pełen usłużnych donosiciele, którzy informowali swych władców, że taki Molier znowu napisał i wystawił coś nieprzyjemnego. Skutkiem tego zwracano Molierowi uwagę, a bywało nawet, że sam król beształ komediopisarza.

Można jednak przyjąć, że pierwsza cenzura, jako instytucja pojawiła się w czasach Ludwika XIV. Ale oczywiście to nie wystarczało, żeby opanować krnąbrny charakter Moliera i innych. Dlatego też kościół brał na siebie obowiązki nazywania rzeczy po imieniu – i imiennie wskazywał, że pan Molier w tym a tym dziele naruszył dobre imię kościoła. Tak było – na przykład – ze „Świętoszkiem”.

Ta komedia dosłownie rozjuszyła kler, bo choć na scenie nie pojawia się żaden ksiądz, to jednak Tartuffe jest człowiekiem kościoła, jest jednym ze świeckich, którzy kościół wspierają, czerpiąc z tego niemałe zyski. I na skutek nacisku kleru król zakazywał grania „Świętoszka”. Ale ponieważ król prowadził z klerem cichą wojnę, to po pewnym czasie zezwalał na granie tego utworu. Król po prostu chciał pokazać kardynałom i biskupom kto tu naprawdę rządzi.

Podsłuchiwanie teatru w Polsce

Stała cenzura, jako urząd, pojawiła się na ziemiach polskich – w Warszawie – w roku 1915, wraz z utworzeniem Królestwa Polskiego. Wtedy to władze carskie delegowały na każde przedstawienia policjantów, którzy później pisali sprawozdania z tego co i jak artyści grali, oraz jak zachowywała się publiczność, jak reagowała na kwestie „antypaństwowe”. Spora część tych raportów zachowała się do dzisiaj i są świadectwem przegranej walki władzy ze sztuką.

Gdybym został doradcą jakiegoś rządu, czego się nie dopraszam, ale wszystko jest możliwe… gdyby zatem ktoś „rządowy” zapytał mnie o zdanie, to jak najserdeczniej, jak najusilniej odradzałbym wchodzenie w zatargi ideowe z artystami. Zabawy z takich zatargów nie ma żadnej, a odpowiedzialność duża. Niepokorni wobec władzy artyści byli, są i będą. A władza bardzo łatwo  może zyskać miano „czepialskiej”, żeby nie szukać gorszych określeń.

W ponurych bierutowskich czasach, Włodzimierz Sokorski – minister kultury i sztuki w latach 1952-56 – na jakimś oficjalnym spotkaniu beształ artystów teatru i pisarzy, że nie są wystarczająco „postępowi”, że są wrogami nowego systemu. Minister posunął się nawet do tego, że z imienia i nazwiska wymieniał niepokornych. Wtedy zabrał głos profesor Bohdan Korzeniewski –  reżyser, krytyk i historyk teatru, tłumacz, pisarz i pedagog, jeden z najwybitniejszych ludzi polskiego teatru – podszedł do mównicy i zapytał Sokorskiego:

– Panie ministrze, czy wie pan jak nazywał się minister kultury, za czasów Moliera?

– Nie wiem – odpowiedział zdziwiony minister.

– No, właśnie! – powiedział Korzeniewski i spokojnie wrócił na swoje krzesło.

Władzy awantury z artystami nie służą

Niestety co i rusz władza próbuje artystów pouczać, przypominając, że to władza ich utrzymuje. Argument to słaby, bo władza „utrzymuje” również kolejarzy, żołnierzy, nauczycieli i policjantów. I co? Władza chce im mówić jak mają nas bronić, chronić, leczyć, uczyć i wozić pociągami? A poza tym… Wszyscy wymienieni – łącznie z artystami – utrzymują się sami ze swej pracy, bo są naprawdę potrzebni. Bywa i tak, że awantury z  artystami wszczynają jacyś lokalni urzędnicy niższej rangi, chcąc – to bardzo możliwe – zaistnieć „ogólnopolsko” jako twardziele.

Radziłbym – gdybym został tym doradcą rządowym – nie zwracać uwagi na nieprzychylne dla rządu zdania artystów. Po prostu przemilczałbym, robiąc wrażenie, że mam na głowie tak ważne sprawy, podejmuję właśnie tak istotne tematy, zanurzam się w otchłaniach filozofii egzystencjalnej, że po prostu nie mam czasu i zdrowia, żeby ciągle komentować co o mnie myśli jeden z drugim… artysta.

Przemilczanie to również narzędzie polityczny.  A otwarte spory, awanturki, pyskówki osłabiają przecież majestat władzy, która nie powinna schylać się, żeby posłuchać co tam malutcy wygadują.

 

P.S. Ten felieton jest miejscami żartobliwy, żeby rozjaśnić przedwyborcze niebo.

 

Anna Bogusiewicz nową prowadzącą weekendowe „Wiadomości”

Do zespołu prowadzących weekendowe główne wydania „Wiadomości” TVP dołączyła Anna Bogusiewicz.

Redaktor Anna Bogusiewicz jest absolwentką filologii polskiej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II. Z Telewizją Polską związana jest od sześciu lat. W 2017 roku została researcherem w zespole „Wiadomości”, gdzie współpracowała przy tworzeniu reportaży. W grudniu 2020 roku zaczęła prowadzić serwisy wieczorne i „Poranek Info” na antenie TVP Info. W sierpniu br. dołączyła do grona prowadzących program „Plan dnia”. 17 września zadebiutowała zaś w roli prowadzącej specjalne wydanie „Wiadomości” z Suwałk.

opr.jka, źródło: Telewizja Polska

WOŁODYMR SYDORENKO: Strzały i wybuchy w rosyjskich szkołach

Po zajęciu Krymu kult brutalnej polityki w Rosji rozwija się coraz bardziej. Skutkiem tego może być coraz większa liczba terrorystycznych ataków w rosyjskich placówkach edukacyjnych.

Przed zajęciem Krymu przez Rosję w 2014 roku w regionie tym nie dochodziło do żadnych wydarzeń terrorystycznych. W szczególności dzieci w przedszkolach i szkołach mogły się czuć bezpiecznie, nikt ich nie porywał, nikt do nich nie strzelał. Sprawa zastrzelenia studentów Politechniki w Kerczu w 2018 roku głęboko poruszyła mieszkańców Krymu. Większość postrzegała to wydarzenie jako operację specjalną FSB mającą na celu zastraszenie nauczycieli i stanowiącą pretekst do wprowadzenia wzmożonych środków bezpieczeństwa i policyjnego monitoringu sytuacji w szkołach. Jak zauważa RFE/RL, strzelanina w szkole kerczeńskiej była pierwszym tego typu wydarzeniem w historii Krymu „Są ludzie w Rosji przyzwyczajeni do takich ataków terrorystycznych, tragedii, zgonów i masowych morderstw. Niestety Krymczycy, którzy odnaleźli się w rosyjskich realiach, muszą się do tego przyzwyczaić. Wiele osób mówi to między sobą: >Czego chcesz, jesteśmy teraz w Rosji, musimy się do tego przyzwyczaić<” – opisywano.

Prawda jest taka, że ​​w rosyjskich szkołach i na uniwersytetach było wiele podobnych tragedii. Dziennikarze próbowali sporządzić przybliżoną listę takich tragicznych, wydarzeń. W latach 90. odnotowano tylko jeden taki przypadek – w 1997 r. w Wyższej Wojskowej Szkole Dowodzenia i Inżynierii Budowlanej w Kamyszynie 18-letni podchorąży Serhij Lepnyow zastrzelił innych kadetów z karabinu maszynowego. W wyniku masowego mordu zginęło 6 osób, 2 osoby zostały ranne.

Później zbrojne ataki na placówki oświatowe, czyli „strzelaniny w szkołach”, zdarzały się znacznie częściej.

1 września 2004 r. 32 uzbrojonych terrorystów wzięło jako zakładników ponad 1100 osób w Szkole nr 1 w Biesłanie i przetrzymywało je w zaminowanym budynku przez ponad dwa dni. Po pierwszych eksplozjach zakładnicy zaczęli uciekać z budynku. W wyniku ataku terrorystycznego zginęły 333 osoby (314 z nich to zakładnicy, 186 to dzieci), a co najmniej 783 osoby zostały ranne.

2 sierpnia 2011 roku w przedszkolu w Komsomolskiej nad Amurem doszło do eksplozji, ranna została pięcioletnia dziewczynka. Wszczęto postępowanie karne z artykułu „atak terrorystyczny”.

Po zajęciu Krymu kult brutalnej polityki w Rosji rozwija się coraz bardziej. Dlatego liczba ataków terrorystycznych w rosyjskich placówkach edukacyjnych tylko wzrosła. W 2014 roku były trzy takie przypadki. 3 lutego 15-letni uczeń 10. klasy uzbrojony w karabinek i karabin otworzył ogień w szkole nr 263 w Moskwie, w wyniku czego dwie osoby zginęły, a jedna została ranna.

20 października uczeń dziewiątej klasy uzbrojony w nóż i kij baseballowy zaatakował w jednej ze szkół w mieście Elektrostal. Ochroniarz szkoły zginął po tym, jak napastnik dwukrotnie uderzył go kijem i kilka razy dźgnął nożem.

4 grudnia były uczeń otworzył ogień z pistoletu pneumatycznego w sali gimnastycznej w Tomsku. Ranne zostały cztery osoby – dyrektor i trzech uczniów liceum.

W 2015 roku miały miejsce dwa ataki terrorystyczne w szkołach. 20 marca uczeń dziewiątej klasy otworzył ogień z pistoletu pneumatycznego w szkole nr 64 w Tomsku. Dwóch uczniów ósmej klasy odniosło lekkie obrażenia. Z kolei 30 listopada w budynku Liceum nr 62 w Saratowie, podczas zajęć pokazowych sztuk walki, podczas kłótni z trenerem karate, ojciec jednego z uczniów otworzył ogień z pistoletu. Trener zginął, dwóch kolejnych rodziców zostało rannych.

Rok 2016: 18 marca w mieście Nachodka na Kraju Nadmorskim 19-letni chłopak w gabinecie dyrektora szkoły zabił nożem 15-letnią dziewczynę, a następnie popełnił samobójstwo.

5 września 2017 roku w budynku Centrum Wychowawczego nr 1 w mieście Iwantiówka 15-letnia uczennica 9. klasy uderzyła siekierą nauczycielkę informatyki w głowę, a następnie postrzeliła ją w brzuch i twarz z wiatrówki. Później zaczęła detonować ładunki wybuchowe. Trzej uczniowie w obawie o swoje życie wyskoczyli z okna na drugim piętrze i doznali złamań. W wyniku ataku 4 osoby zostały ranne.

1 listopada w moskiewskim Zachodnim Zespole Kształcenia Ustawicznego odnaleziono ciała nauczyciela i ucznia. Uczeń zabił nauczyciela, opublikował zdjęcie zwłok w Internecie, a następnie popełnił samobójstwo.

Rok 2018 był rekordowy pod względem ataków terrorystycznych w rosyjskich szkołach. Oprócz strzelaniny w Kerczu doszło jeszcze do czterech innych tragicznych zdarzeń. 15 stycznia 16-letni były uczeń szkoły i uczeń 10. klasy uzbrojeni w noże przyszli na lekcje w czwartej klasie w szkole nr 127 w Permie. Napastnicy zaczęli dźgać dzieci i nauczycielkę (otrzymała 17 ran). Później przestępcy uderzali się nożami, próbując popełnić samobójstwo. W wyniku ataku rannych zostało 15 osób: 12 uczniów 4. klasy, nauczyciel i obaj napastnicy.

19 stycznia 15-letni uczeń 9. klasy szkoły we wsi Sosnowy Bir na przedmieściach Ułan-Ude (Buriacja) wrzucił do klasy koktajl Mołotowa i zaczął uderzać siekierą osoby wybiegające z budynku. W wyniku ataku rannych zostało 7 osób: nauczyciel i 6 uczniów, w tym sam napastnik.

21 marca 13-letni uczeń oddał kilka strzałów z pistoletu pneumatycznego w szkole nr 15 w mieście Szadrinsk (obwód kurgański) podczas lekcji, gdy nauczyciel opuścił klasę. Rannych zostało siedmiu uczniów 7. klasy.

18 kwietnia w szkole nr 1 w Sterlitamak (Baszkortostan) 17-letni uczeń 9. klasy poprawczej dźgnął nożem dwie 15-letnie uczennice (jedna z nich w panice wyskoczyła przez okno i została ranna).

10 maja 16-letni student otworzył ogień z karabinu myśliwskiego w filii Nowosybirskiej Wyższej Szkoły Technologii Transportowych w mieście Barabińsk. Po czym wyszedł na korytarz i popełnił samobójstwo.

W 2019 roku odnotowano cztery ataki terrorystyczne. 13 maja w sali gimnastycznej nr 7 w Kazaniu (Tatarstan) 17-letni uczeń 10. klasy wziął jako zakładników 4 nauczycieli i 12 kolegów, grożąc im nożem kuchennym i wiatrówką. 28 maja 15-letni uczeń siódmej klasy wrzucił do swojej klasy koktajle Mołotowa. Na szczęście nie zapaliły się. Przestępca uderzył jednak siekierą w głowę 12-letniego ucznia 6. klasy.

31 października pijany mężczyzna włamał się do przedszkola i zamordował 6-letnie dziecko. 14 listopada 19-letni student otworzył ogień w Wyższej Szkole Budownictwa i Mieszkalnictwa Amur w Błagowiszczeńsku (obwód amurski). Przestępca zaczął także strzelać do policji, która odpowiedziała ogniem. 3 osoby zostały ranne, 2 osoby zginęły, napastnik zastrzelił się.

2021 rok – pięć ataków terrorystycznych. 11 maja w Kazaniu – masowy mord w gimnazjum nr 175. 19-letni Ilnaz Galiawiew, były uczeń gimnazjum, spowodował eksplozję i otworzył ogień do osób znajdujących się w budynku. Zginęło 9 osób (7 uczniów i 2 nauczycieli), 32 osoby zostały ranne.

21 maja 17-letni uczeń 10. klasy dźgnął w gardło 74-letniego nauczyciela w Liceum nr 1 w mieście Berezniki w obwodzie permskim.

20 września 18-letni student Timur Bekmansurow popełnił masowe morderstwo na Uniwersytecie w Permie, otwierając ogień do ludzi ze strzelby. W wyniku ataku zginęło 6 osób, a 47 zostało rannych. 13 grudnia 18-letni absolwent gimnazjum Władysław Strużenkow zdetonował ładunek wybuchowy na werandzie gimnazjum w Sierpuchowie w obwodzie moskiewskim. W wyniku eksplozji 13 osób, w tym napastnik, zostało rannych.

Groza aktów terrorystycznych i ich liczba zaczynają jeszcze bardziej narastać po rozpoczęciu wojny na Ukrainie przez Władimira Putina.

W 2022 roku 28 marca w Krasnojarsku 19-letnia Polina Dworkina, po zabiciu ojca w domu, przyszła z karabinem gładkolufowym do przedszkola nr 31, została jednak rozbrojona i zatrzymana.

26 kwietnia 26-letni mężczyzna otworzył ogień w przedszkolu w wiosce Veshkaima w obwodzie uljanowskim. Najpierw zranił przed budynkiem asystenta nauczyciela, następnie wszedł do przedszkola, zastrzelił nauczyciela, który próbował go powstrzymać, zabił dwójkę dzieci w wieku 5 i 6 lat, a następnie zastrzelił się.

26 września w szkole nr 88 Iżewskiej Republiki Udmurcji jej absolwent, 34-letni Artem Kazantsev, otworzył ogień z dwóch pistoletów, zabił 18 osób (w tym 11 dzieci), ranił 23 osoby i zastrzelił się.

W 2023 roku, 3 kwietnia, w szkole nr 633 w Petersburgu uczeń dziewiątej klasy otworzył ogień z pistoletu pneumatycznego. W wyniku ataku czwórka dzieci odniosła lekkie obrażenia.

Psychologowie od dawna zauważają tendencję, że brutalna polityka państwa w stosunku do innych krajów i narodów prowadzi do wzrostu poziomu okrucieństwa jego ludności, co skutkuje większą liczbą wszelkiego rodzaju przestępstw. To nieszczęście wydarzyło się w Rosji. Teraz niezwykle trudno będzie się wyrwać się z tego błędnego koła, a najgorsze jest to, że wynikiem tego znów może być śmierć niewinnych ofiar.