Poetka była dla mojej mamy prawdziwą babcią Marysią. Rozmowa z prawnuczką Marii Konopnickiej

Przez ostatnie 20 lat życia Maria Dulębianka towarzyszyła mojej prababci w podróżach po Europie. Obydwie kochały literaturę, łączyła je także pasja społecznikowska, były bojowniczkami o wyzwolenie Polski, czy równouprawnienie kobiet. W rodzinie nigdy i nikomu do głowy nie przyszło, że one są partnerkami homoseksualnymi. To są wierutne kłamstwa – mówi Joanna Modrzejewska, prawnuczka Marii Konopnickiej, w rozmowie z Teresą Kaczorowską.

Teresa Kaczorowska: Mimo iż Maria Konopnicka miała sześcioro dzieci, to jedynych wnuków doczekała tylko po najmłodszym synu Janie. Wnuki pochodziły jednak od dwóch żon Jana – czworo po Jadwidze Brzozowskiej: Anna (1894-1948), Janusz Stanisław (1895-1962), Zofia (1898-1971) i Maria (1902-1976) oraz dwie wnuczki po Jadwidze z Rajkowskich: Aniela (1912—1940) i Krystyna (1913-1988). Pani jest po pierwszej żonie Jana Konopnickiego, a dokładnie jedynaczką jego córki Zofii Konopnickiej. Czy  uważa Pani, że Konopnicka zasługuje dziś na pamięć? Rok 2022 Sejm ogłosił Rokiem Marii Konopnickiej, słusznie?

Joanna Modrzejewska: Z pewnością jako pisarka zasługuje, aby o niej pamiętać, wznawiać jej wydania, sięgać po jej utwory. I nie mówię tego jako prawnuczka, ale Polka. Twórczość Marii Konopnickiej jest wciąż aktualna, niesie treści patriotyczne, wolnościowe, ponadto niezwykłe wartości estetyczne i artystyczne. Jej liryka dla dzieci jest też wciąż nie do zastąpienia. Czekaliśmy na ogłoszenie jej Roku wiele  lat.

Czyli Konopnicka jest nadal potrzebna?

Z pewnością tak. Aby uczyć miłości do kraju i własnego narodu, co jest dziś konieczne. Moja prababcia była gorącą patriotką, pełniła służebną rolę wobec rodaków i poprzez swoją twórczość oraz działalność przyczyniła się w dużej mierze do odzyskania przez Polskę niepodległości.

Często się dziś mówi i pisze o homoseksualizmie Marii Konopnickiej. Proszę się do tego odnieść…

To absolutna bzdura. W rodzinie nigdy i nikomu do głowy nie przyszło, że one są partnerkami homoseksualnymi. Owszem, przez ostatnie 20 lat życia Maria Dulębianka towarzyszyła mojej prababci w podróżach po Europie, ale była ona zaprzyjaźniona z naszą rodziną. Malarka, podobnie jak moja prababka, pragnęła poznawać europejską kulturę i sztukę, muzea, biblioteki i galerie. Obydwie kochały też literaturę i miały podobne poglądy w wielu innych sprawach. Łączyła je także pasja społecznikowska, były bojowniczkami o wyzwolenie Polski z niewoli, czy równouprawnienie kobiet. Ponadto Dulębianka była pomocna Marii w trudach podróży, opiekowała się poetką w ostatnich latach życia kiedy ona była chora. Nigdy nie słyszałam, że to były partnerki. To są wierutne kłamstwa, porządni badacze nie podają tego, bo nie ma na to żadnych dowodów.

Ale nikogo w rodzinie nie dziwiło, że razem podróżują, zamieszkują?

Nie. W tamtych czasach kobiecie nie wypadało samej podróżować po świecie, we dwie było im raźniej i bezpieczniej. Zwłaszcza, że doskonale się rozumiały. A podróżowały w trudnych warunkach, na twardych siedzeniach w pociągach, bo mojej prababci nie było stać na bilet koleją luksusowej pierwszej klasy, tylko trzeciej. Pisywała w listach do swoich dzieci, że wsiadła do wagonu bez przedziałów wprost z peronu, że jedzie razem z przekupkami handlującymi serami, jajami, czy żywym drobiem, że panuje potworny tłok i okropny zaduch. Te podróże były do tego stopnia dla niej męczące, że nie życzyła ich „nawet Moskalom!

Pomija się też często niektóre wątki z biografii Marii Konopnickiej, jak choćby ten związany z ziemią ciechanowską.  Może nie był ważny jej w życiu?

Sądzę, że jednak bardzo istotny. W Ciechanowie osiedlił się bowiem najmłodszy jej syn Jan Konopnicki, mój dziadek – z żoną i jedynymi wnukami poetki. Potem w podciechanowskim Przedwojewie nabył, przy pomocy matki, posiadłość z dworem. Cała rodzina tam przyjeżdżała, także moja prababcia poetka. W Przedwojewie powstało siedlisko, miejsce spotkań rodzinnych podczas świąt, czy uroczystości familijnych. Takie gniazdo rodzinne istniało u Jana najpierw w Arkadii, a potem w Przedwojewie. Jarosław Konopnicki, mąż poetki i mój pradziadek, też dożywał swoich lat u Jana. Zmarł w 1905 roku w Ciechanowie, jego ciało przewieziono w trumnie koleją do Warszawy, gdzie spoczął na Powązkach.

Jaka poetka była prywatnie? Czy Pani mama, córka Jana Konopnickiego i Jadwigi z Brzozowskich, opowiadała o swojej babci?

Babcię Marysię wspominała zawsze ciepło i serdecznie, jako prawdziwą babcię. Moja mama urodziła się w 1898 roku w Kapitule nad Bzurą, gdzie jej ojciec a mój dziadek, Jan Konopnicki dzierżawił młyn. Od piątego roku życia wychowywała się jednak i mieszkała w Ciechanowie, potem w podciechanowskim Przedwojewie. Miała tam okazję bliżej babcię poznać. Konopnicka odwiedzając Jana zabierała wnuki, w tym moją mamę na spacery – nad rzekę, do lasu. Jako kilkuletnia dziewczynka mama zapamiętała dłonie babci – drobne i delikatne. Ale jak prowadziła ją za rączkę, to mama czuła siłę tych dłoni i niczego się nie bała, babcia dawała jej poczucie bezpieczeństwa. Mama zachwycona też była włosami babci Marysi, które się falowały i miały wyjątkowy rudozłoty kolor. Nawet zazdrościła, że sama ma włosy jak druty, a babcia piękne loki. Zapamiętała też, że recytowała jej wiersze. Jednego mama nauczyła i mnie – poetka ułożyła go podczas ich spaceru. Nie został on nigdzie opublikowany, zachował się tylko w naszej rodzinie i do dziś go pamiętam. Brzmi tak: „Mówi niania, że w dąbrowie/ chodzą za dnia aniołowie/ i gdzie stąpną nóżką bosą/ tam zakwita kwiat pod rosą./ Bo gdy tak się w słońcu bawi/ ślad anielski drży na trawie”.

Mama Pani, Zofia z Konopnickich, wpajała więc swojej jedynaczce miłość do utworów Konopnickiej…

Oczywiście. Kiedy byłam mała czytała mi wiersze prababci, później już sama sięgałam po jej twórczość. Jestem na niej wychowana, tak jak całe pokolenia Polaków. Niektóre utwory do dziś wręcz uwielbiam, jak na przykład „Stefek Burczymucha”, „Pimpuś sadełko”, „Na jagody”, czy o „O Janku wędrowniczku”. Jej poezja jest czysta, prosta, śpiewna, wiele utworów Konopnickiej można śpiewać. Poza utworami dla dzieci lubię utwór „Imagina”, która do dziś robi na mnie wielkie wrażenie, a także piękne liryki z Włoch.

A była Pani w Ciechanowie i Przedwojewie?

JM: – Nie byłam, znam je tylko z opowiadań swojej mamy. Chciałam kiedyś pojechać do Przedwojewa, ale odradzono mi, bo podobno dwór znajduje się w stanie opłakanym. Ale może teraz został wyremontowany?

Niestety, jest jeszcze w gorszym stanie. W Ciechanowie też coraz mniej materialnych śladów po Marii Konopnickiej. Nie ma już Domu Ludowego, na otwarcie którego poetka napisała w 1907 r. wiersz „Na otwarcie Domu Ludowego w Ciechanowie”. Nie istnieje młyn, który Jan Konopnicki dzierżawił w latach 1903-1914, ani dom przy młynie, gdzie mieszkał. Ostatnim obiektem dawnych zabudowań młyńskich, które Jan dzierżawił, jest niewielki budyneczek wciśnięty w Farską Górę byłego biura młyna, ale też przeznaczony jest do rozbiórki. A bywała Pani w ocalałym dworku poetki w Żarnowcu za życia córek Marii Konopnickiej?

Często, od dziecka. Znałam Zofię, ulubioną córkę poetki, po drugim mężu Mickiewiczową, którą poetka traktowała nie jak córkę, a przyjaciółkę. Zofia dożyła długich lat w Żarnowcu. Spędzaliśmy tam liczne wakacje całą gromadką dzieci, m.in. z prawnukiem poetki Jankiem Bieleckim, który związany był blisko z Ciechanowem. Nazywaliśmy Zofię „babcią Mickiewiczową”. Mimo iż dwa razy wychodziła za mąż, za Królikowskiego i Mickiewicza, nie doczekała swoich dzieci ani wnuków, więc chętnie przyjmowała wnuki swego brata Jana. Babcia Zofia Mickiewiczowa była jednak dość ostra dla naszej urwisowskiej piątki. Całe szczęście, że miała pomoc domową, nieocenioną panią Władzię, która przygotowywała nam posiłki, codziennie gotowała, mając na głowie cały dom i ogród, a nawet krowę.

W rodzinie mówiło się o mężczyznach Marii?

Wspominano głównie o jednym – o Maksymilianie Gumplowiczu, który oszalał z miłości do niej i jeździł za Marią po całej  Europie. Kiedy odrzuciła jego zaloty i ofertę matrymonialną strzelił do siebie z pistoletu, pod jej drzwiami w Wiedniu w 1897 r. i wkrótce zmarł w Grazu. To była tragedia, bo stała przed nim otworem kariera naukowa, a zakochał się w „starej babie”, jak mówiono. Rozmawiano też czasem o mężu Jarosławie Konopnickim, że Maria była z nim najpierw bardzo szczęśliwa. Potem jednak zaczął męczyć ją styl życia męża, ciągłe polowania, intensywne życie szlacheckie, ponadto ciągłe prawowanie się w sądach. Jarosław nie umiał zupełnie zadbać o swój majątek, o własną rodzinę, ani o wykształcenie swoich dzieci.

Zgadza się Pani z określeniem, że Maria Konopnicka to poetka anachroniczna, jak wielu dziś ją określa?

Jestem zdziwiona tym określeniem. Ubolewam również, że jej utwory wycofywane są z lektur szkolnych, nawet „Baśń o krasnoludkach i o sierotce Marysi”. Naturalnie poezja mojej prababci różni się od współczesnej, ale tej z kolei ja nie rozumiem.


Joanna Modrzejewska, rocznik 1935, prawnuczka Marii Konopnickiej, mieszkanka Łodzi.

 

 

PIOTR VORONIN: Rosja nie zrozumie przyjaźni ukraińsko-polskiej

Rosyjski poziom postrzegania świata utknął w XIX wieku. W czasach, gdy praktycznie nie było prawa międzynarodowego i nowoczesnych technologii, a więc prawo siły było kluczowe, a potencjał do życia determinowały wielkość terytoriów.

Obecnie wszystkie kanały telewizyjne i inne media w Rosji są wypełnione fałszywymi informacjami na temat stosunków między Polską a Ukrainą. Nie ma siły, która mogłaby powstrzymać Moskwę przed próbami zaszkodzenia polsko-ukraińskiej przyjaźni. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa powiedziała, że ​​prezydent Wołodymyr Zełenski chciał nadać specjalny status obywatelom polskim, legalizując tym samym zdobycie Ukrainy przez Polaków. „Nie separatyści, ale sam prezydent przenosi prawa na obywateli innego państwa na terytorium swojego państwa, nie wprowadzając ich do obywatelstwa Ukrainy” – oficjalny przedstawiciel rosyjskiego MSZ fałszywie ubolewał, że Zełenski ogłosił specjalne status prawny obywateli polskich. Wcześniej Zełenski mówił też, że przekroczenie granicy z Polską będzie uproszczone – osiągnięto porozumienie z Warszawą. Prezydent podkreślił, że obecna sytuacja „mimowolnie zmusiła Ukrainę i Polskę do zapomnienia o sporach o wspólną przeszłość”.

Z drugiej strony prezydent Białorusi Aleksander Łukaszenka na spotkaniu z prezydentem Rosji Władimirem Putinem w Soczi powtórzył, że Polska „chce odebrać, jak przed 1939 r., zachodnią Ukrainę”. Słowa Łukaszenki przytoczyła jego oficjalna strona internetowa. „Na Ukrainie jest kilka interesujących rzeczy nieoczekiwanych. Wiesz o tym doskonale. My i wy powinniśmy być zaniepokojeni, że oni (politycy) już podejmują kroki w celu rozczłonkowania Ukrainy. Martwimy się, że są gotowi – Polacy, NATO – wyjść, >pomóc< w ten sposób, aby zabrać, jak przed 1939 r., zachodnią Ukrainę. Troszczymy się nie tylko o dzisiejsze bezpieczeństwo. Taka jest ich strategia również dla zachodniej Białorusi.” Zapewnił też Putina, że ​​„Ukraińcy będą musieli prosić nas, abyśmy nie dopuścili do oddzielenia się tej zachodniej części i innych części od Ukrainy”.

Znany rosyjski politolog i doradca Putina Władimir Miedinski publicznie oświadczył, że „Polska przy pierwszej nadarzającej się okazji zajmie zachodnie ziemie Ukrainy”.

Te same słowa powtórzył sekretarz rosyjskiej Rady Bezpieczeństwa Mykoła Patruszew, rosyjski urzędnik walczący o terytorium Ukrainy: „Partnerzy Kijowa chętnie wykorzystują sytuację, bo mają też >specjalne plany dla ziem ukraińskich<. Najwyraźniej Polska już się rusza, by zdobywać terytoria na zachodniej Ukrainie” – powiedział w Kazaniu.

Rosyjscy „socjologowie” postanowili nadążyć za swoimi „politykami” i przeprowadzili sondaż, który rzekomo wykazał, że „Polacy byli najbardziej rusofobicznym narodem”. „Badanie” z nieznaną metodologią i doborem próby wykazało, że wśród 52 krajów Azji, Ameryki Północnej, Ameryki Łacińskiej i Europy, Polska ma najbardziej antyrosyjskich mieszkańców, negatywny stosunek do tego kraju ma rzekomo aż 87 proc. respondentów, podczas gdy nawet na Ukrainie odsetek ten wyniósł 80 proc.

Co to wszystko oznacza?

Nie trzeba przytaczać specjalnych dowodów na to, że rosyjski poziom postrzegania świata utknął w XIX wieku. W czasach, gdy praktycznie nie było prawa międzynarodowego i nowoczesnych technologii, a więc prawo siły było kluczowe, a potencjał do życia determinowany był wielkością terytoriów, często okupowanych i eksploatowanych, będących własnością państw. Od tego czasu świat przeszedł drastyczne zmiany w zakresie gospodarki, jakości życia, a co za tym idzie również polityki. Jednak, jak przyznała była kanclerz Niemiec Angela Merkel, Władimir Putin wciąż pozostaje w swoim świecie, oderwanym od rzeczywistości…

Dlatego Rosja ze zdumieniem odkryła współczesną prawdę, że kraje mogą nie tylko być wrogami i prowadzić zimne i gorące wojny, ale także owocnie współpracować. Dla Rosjan, którzy są wrogo nastawieni do całego świata, uważając się za odrębną cywilizację, będzie pewnie dziwne uświadomienie sobie, że dziś zdecydowana większość światowych trendów w stosunkach to nie wrogość czy wręcz rywalizacja, ale współpraca. Ponieważ wojny są destrukcyjne i tylko współpraca, połączenie wysiłków, mogą zwiększyć ludzkie osiągnięcia i potęgę społeczną.

Rosyjscy politycy byli zaskoczeni sukcesem Platformy Krymskiej, która zjednoczyła aż 50 krajów. Będą źli na Radę Europy, ONZ, OBWE, trybunały międzynarodowe, na wszystkich, którzy sprzeciwiają się ich wojnie na Ukrainie.

Oczywiście zacieśnienie polsko-ukraińskiej przyjaźni spotkało się z dziką złośliwością. Wydawałoby się – co jest z nimi nie tak? Ale czy naród, który swoje stosunki z Polską budował od XVII wieku niemal wyłącznie na wojnach, który brutalnie stłumił powstanie listopadowe 1831 roku , który wraz z hitlerowskimi Niemcami w 1939 roku rozpoczął II wojnę światową zdradzieckim atakiem na Polskę, twierdząc, jak teraz o Ukrainie, że państwa polskiego po prostu nie ma, który kiedyś rozstrzelał w Katyniu bez powodu tysiące polskich oficerów, którzy w 1945 r. po prostu zastąpił niemiecką okupację Polski okupacją sowiecką, może liczyć na poparcie Polaków?

Rządy Ukrainy i Polski przeprowadziły wspólne konsultacje. „To pierwszy raz, kiedy nasze rządy pracowały w tym formacie. Jest to historyczny moment i jestem pewien, że będzie produktywny. Doceniamy wszelkie bezprecedensowe wsparcie Polski dla Ukrainy i Ukraińców. Stosunki między naszymi krajami przeszły z ciepłych i sąsiedzkich na nowy etap – mocny i historyczny – powiedział prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. W dowód wdzięczności Zełenski przyznał wyróżnienia państwowe premierowi Mateuszowi Morawieckiemu i wicepremierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu za pomoc dla Ukrainy. Według premiera Ukrainy Denisa Szmygala Polska potwierdziła swoje poparcie dla przystąpienia Ukrainy do UE i NATO, strony zgodziły się także na zacieśnienie współpracy obronnej, rozwój unii polsko-ukraińsko-brytyjskiej, działania na rzecz zaostrzenia sankcji wobec Rosji, podkreślono też gotowość Polski do udziału w powojennej odbudowie Ukrainy. Zacieśnimy też współpracę transgraniczną – zapewnił Szmygal. Po konsultacjach w Kijowie rządy Ukrainy i Polski podpisały osiem porozumień o współpracy w różnych dziedzinach – energetyce, kompleksie wojskowo-obronnym, współpracy transgranicznej i celnej, polityce środowiskowej, odbudowie Ukrainy, a także współpracy w zakresie pamięci narodowej.

Ukraina i Polska podpisały memorandum w sprawie powołania wspólnej polsko-ukraińskiej komisji do nawiązania współpracy między przedsiębiorstwami naszych krajów. Według Denisa Szmygala komisja ta przygotuje rekomendacje dotyczące formatu ukraińsko-polskiego joint venture do produkcji broni i sprzętu wojskowego.

Strony przyjęły wspólne oświadczenie, dostrzegające znaczenie zbadania zbrodni popełnionych przez Rosję na państwie ukraińskim i ludności cywilnej, za które państwo-agresor powinno zostać pociągnięte do odpowiedzialności; zwrócono uwagę na znaczenie kontynuowania wspólnych wysiłków z partnerami, w tym ze Stanami Zjednoczonymi, Zjednoczonym Królestwem Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej, państwami członkowskimi UE i NATO, aby przeciwdziałać bezpośrednim zagrożeniom dla bezpieczeństwa w regionie; wezwano społeczność międzynarodową do zaostrzenia sankcji wobec Federacji Rosyjskiej, w tym do nałożenia embarga na dostawy energii z Rosji oraz dalszych ograniczeń w transporcie drogowym i morskim. Podkreślono znaczenie zwiększenia pomocy wojskowej, finansowej i humanitarnej dla Ukrainy; Polska będzie pomagać w rozbudowie przepustowości portów, infrastruktury kolejowej i drogowej w celu dostarczenia Ukrainie niezbędnej pomocy, w tym paliw i smarów.

Mateusz Morawiecki wraz z ministrem rozwoju gmin i terytoriów Ukrainy Oleksijem Czernyszowem otworzyli pierwsze modułowe miasto dla osób uchodźców wewnętrznych we wsi Borodzianka w obwodzie kijowskim. Według Morawieckiego, obecnie przygotowywanych jest kilka porozumień między resortami polskim i ukraińskim. Są to umowy dotyczące eksportu ukraińskiego zboża. „Skupiamy się na jak najszybszym przywróceniu pokoju, bezpieczeństwa i normalnego życia gospodarczego w Europie” – powiedział Mateusz Morawiecki.

A to jest bardzo ważne nie tylko dla Ukrainy, ale dla całego świata. W końcu Rosja zachowuje się jak złodziej na okupowanych ziemiach ukraińskich. Według Ministerstwa Polityki Agrarnej i Żywności Ukrainy, są doniesienia o eksporcie zboża przez najeźdźców z czasowo okupowanych terytoriów chersońskiego, zaporoskiego, ługańskiego, donieckiego, charkowskiego. Skradzione zboże jest wywożone albo do Rosji, głównie z obwodu charkowskiego, donieckiego, ługańskiego, albo przez czasowo okupowany Krym – z Zaporoża i Chersonia. Rosja kradnie i eksportuje ukraińskie zboże z chersońskich elewatorów, warzywa i owoce z chersońskich pól i sadów, znane na całym świecie wiśnie z Melitopola na Krymie i sprzedaje je po cenach dumpingowych na okupowanym Krymie lub dostarcza na rynek międzynarodowy.

Rosyjska propaganda różni się od prawdziwych mediów tym, że masowo rozpowszechnia swoje kłamstwa. Tym samym, według źródeł ukraińskich, w maju przez Polskę, Bułgarię, Stany Zjednoczone i inne kraje „przeszły” fake newsy i manipulacje rosyjskiej propagandy. Wśród rozpowszechnianych przez Rosję „bomb informacyjnych” jest przesłanie, że polski premier rzekomo wzywał do zniszczenia „rosyjskiego świata”. W ten sposób rosyjscy kłamcy komentowali fakt, że Mateusz Morawiecki w felietonie w brytyjskiej gazecie „The Telegraph” słusznie wyraził opinię, że „rosyjski świat jest śmiertelnym zagrożeniem dla Europy” i nazwał go guzem nowotworowym. Morawiecki wyraził opinię, że nie wystarczy wspierać Ukrainę w walce z „rosyjskim światem”, napisał, że konieczne jest „całkowite wykorzenienie tej strasznej nowej ideologii”.

Ponadto Polska stanowczo zdementowała doniesienia o rzekomych planach przejęcia kontroli nad zachodnią Ukrainą. oddalił doniesienia o planach przejęcia przez Warszawa kontroli nad zachodnią Ukrainą. Według Stanisław Żaryn, rzecznika ministra koordynatora służb specjalnych, celem rozpowszechniania tych informacji jest osłabienie współpracy między Polską a Ukrainą.

Wakacje w cieniu bomb – WOŁODYMYR SYDORENKO o tym jak Rosja zniszczyła turystykę na Krymie

Już teraz można stwierdzić, że rosyjska agresja na Ukrainę praktycznie zniszczyła kurort na Krymie, a świat stracił jeden z najciekawszych regionów turystycznych.

Krymski kurort był jednym z najlepszych na świecie. Czyste i ciepłe Morze Azowskie zapewniło wczasowiczom przyjemny wypoczynek. Ponad tysiąc zabytków kultury, z których część, jak np. Liwadia, miejsce spotkania głów państw koalicji antyhitlerowskiej w Jałcie w 1945 roku, czy starożytne miasto Chersonese-Tavria w Sewastopolu, czy muzeum- galeria artysty morskiego Hovhannesa Aivazovsky’ego w Teodozji i innych – o światowym znaczeniu, przyciągały miłośników starożytności i turystów. W czasach ZSRR, kiedy krymskie uzdrowisko miało obsługę daleką od światowych standardów i wypoczywali tu głównie obywatele radzieccy, Krym odwiedzało rocznie nawet 8 mln turystów i wczasowiczów.

Po odzyskaniu niepodległości Ukraina przystąpiła do odbudowy przemysłu uzdrowiskowego na Krymie. Powstawały nowe hotele, znacznie podniósł się poziom obsługi sanatoriów i pensjonatów. Ukraińskim kurortem zainteresowali się mieszkańcy Europy, Azji, Afryki i Ameryki. Liczba turystów stopniowo rosła i osiągnęła 9 mln rocznie. Jedną czwartą z nich stanowili turyści zagraniczni. Krymskie kurorty i muzea chętnie odwiedzali Polacy, Niemcy, Finowie, Brytyjczycy, Hiszpanie, Francuzi, Włosi. Ukraińskie Ministerstwo Turystyki rozwinęło turystykę rejsową. Latem 2010-2013 do Jałty przypłynęło ponad 30 dużych statków wycieczkowych. Planowano wybudowanie co najmniej 5 portów dla jachtów wycieczkowych. Krym został włączony do światowych programów turystycznych.

Ten postępujący rozwój kurortu został przerwany przez aneksję Krymu przez Rosję. Już w 2014 roku odwiedziło go zaledwie milion turystów. Rosyjscy okupanci zaczęli rozwijać przede wszystkim Flotę Czarnomorską i lotnictwo wojskowe. Starali się też co prawda promować kurort, jednak mało kto lubił opalać się przy ryku wojskowych samolotów i kąpać się w morzu z widokiem na okręty bojowe.

Okupacyjne władze uciekły się do manipulacji danymi. Na przykład w okresie 2016-2020 oficjalne statystyki podawały roczną liczbę turystów na 5 – 6 mln, podczas gdy niezależni eksperci twierdzili, że w rzeczywistości Krym odwiedziło nie więcej niż 3-4 mln. Statki wycieczkowe przestały przypływać na Morze Czarne. Krym, jak i morza Czarne oraz Azowskie, stały się nie miejscami wypoczynku, ale arenami zbrojnej konfrontacji, groźnej dla ludzkiego życia.

Dziś, po rozpoczęciu zakrojonej na szeroką skalę wojny Rosji z Ukrainą, okupacyjne władze Krymu udają, że wojna nie wpłynie na stan uzdrowiska na półwyspie, uciekają się do fałszerstw i twierdzą, że spodziewają się co najmniej 9 mln turystów. Jednak lato jest w pełnym rozkwicie, a dziś nawet biura podróży z Moskwy, Sankt Petersburga, Nowogrodu, Kurska, Rostowa i innych rosyjskich miast, które w styczniu-lutym 2022 r. zarezerwowały wycieczki na Krymie na miesiące letnie, już w większości przypadków anulowały swoje zamówienia. Nawet Rosjanie nie chcą wypoczywać przy odgłosach wybuchających bomb i w ogniu karabinów maszynowych.

Podczas gdy władze okupacyjne na Krymie na próżno czekają na wczasowiczów, kolumny czołgów i pojazdów opancerzonych maszerują na Ukrainę przez most Kercz, samoloty i pociski bombardują ukraińskie miasta, szpitale i sanatoria na półwyspie, które niegdyś gościły turystów teraz przyjmują rannych żołnierzy, lekarze z uzdrowisk zostali zmobilizowani. Czy w takich warunkach możemy mówić o kurorcie i turystyce?

Światowe sankcje przeciwko Rosji zmusiły większość firm usługowych i sieci do zamknięcia swojej działalności, Krym nie ma nikogo, kto mógłby obsługiwać turystów. Miejscowe sklepy, targowiska, sieci handlowe są zaopatrywane bardzo oszczędnie, w dawnym kurorcie brakuje artykułów pierwszej potrzeby.

Już teraz można stwierdzić, że rosyjska agresja na Ukrainie praktycznie zniszczyła kurort na Krymie, a świat stracił jeden z najciekawszych regionów turystycznych. Według ekspertów, problemy Krymu w sezonie turystycznym 2022 r. wiążą się także z zamknięciem przez Rosję nieba nad półwyspem dla lotnictwa cywilnego. Aż jedna czwarta turystów korzystała z transportu lotniczego. Transport kolejowy jest niewygodny. Pociąg z Krymu do Moskwy jedzie półtora dnia. Kto będzie z niego korzystał w XXI wieku?

Miejscowe władze szacują, że w ubiegłym roku między 1 czerwca a 30 września kolej przewiozła ok. 660 tys. osób, w tym roku planowane jest zwiększenie tej liczby do 2,3 mln osób. Pozostaje pytanie: jak to zrobić, po pierwsze linie kolejowe i tak są już przeciążone, a po drugie faktycznie prowadzą przez linię frontu. 30-50 proc. pociągów na Krym jedzie pustych. Zdecydowana większość wczasowiczów udaje się do Rostowa i Krasnodaru. Niezależni eksperci uważają, że sezon 2022 będzie jeszcze gorszy niż 2014, kiedy napływ turystów spadł do niespotykanego wcześniej poziomu. Jeśli chodzi o turystów z innych krajów niż Rosja, to nikt na Krymie nawet na nich nie liczy.

Pesymistyczne nastroje na lato potwierdzają rosyjscy socjologowie. Tak więc, według Ogólnorosyjskiego Centrum Badania Opinii Publicznej, tylko 37 proc.  Rosjan zamierzało tego lata wyjechać na wakacje. 52 proc. badanych planuje spędzić urlop w domu, a 39 proc. na wsi lub w ogrodzie.

Jednocześnie poziom życia na Krymie, gwałtownie się pogarsza. Spowodowana wojną Putina inflacja sprawiła, że tylko w maju 2022 r. ceny wzrosły o 30 – 60 proc., a w skali roku 2,5- 3 razy.

Wszystko to po prostu przekreśliło Krym jako światowy kurort. Po wojnie i wyzwoleniu półwyspu zarówno Ukraina, jak i organizacje międzynarodowe będą musiały włożyć wiele wysiłku i środków, aby przywrócić krymskie uzdrowisko do europejskiego poziomu.

STEFAN TRUSZCZYŃSKI: Czy Skra coś roznieci?

Dostrzeżono zrujnowane, chyba najwspanialsze miejsce w Warszawie na sportowy stadion, który zresztą już tu był i został zmarnowany. Zmarnowały to władze, bo zajmowały się łupieniem miasta i przejmowaniem kamienic wyrzucając ludzi na bruk.

Teraz „odkryto” wreszcie „Skrę”. O marnotrawstwie krzyczano głośno zbiorowo i indywidualnie – np. nasza miotaczka młotem, wielka mistrzyni, która nawet opuściła załamana Warszawę. Ględzenie o „Skrze” trwało lata i nic się nie działo. Urzędnicy wszelkiego szczebla łączą się osmotycznie lepiej nawet niż „proletariusze wszystkich krajów…”.

Pasożyty mnożą się przez pączkowanie. Zgodnie z prawem Parkinsona, czym jest ich więcej tym szybciej przybywa roboty. Informatyzacja, komputery miały zmniejszyć tłumy darmozjadów. A stało się wręcz przeciwnie. Doszli reperatorzy tychże komputerów, szkoleniowcy. Tak czy siak w praktyce, bo takie są ponoć wymogi formalne, to, co komputerowo musi być również na papierze. Wprawdzie lasów mamy dużo, drzewa jednak płaczą, ludzie sobaczą, a stosy papierzysk piętrzą się jak piramidy w Egipcie.

W pandemii wymyślono pracę zdalną. Matki zostały w domach, co poprawiło los dzieci. Teraz jednak wróciły do szklanych biur.

Gdy do wymordowanej stolicy napłynęła wiejska społeczność nie troszczono się o drzewa i wszędzie, gdzie tylko można było rozpoczęło się wylewanie betonu. Woda deszczowa spływała z trudem, ale tępiciele zieleni cieszyli się. Było miejsko. Potem jeszcze – ostatnio – prywatni producenci dość lipnej kostki brukowej załatwili kostkowanie chodników. Aktor Łukaszewicz w desperackim geście przywiązał się do zabytkowego drzewa, ale i tak je wycięto. Urząd ma zawsze rację. Siła i bezrozumność często wygrywają.

Obecnie prezydent Warszawy chce wykorzystać liberalny tron. I stąd zapewne odkrycie zniszczonej „Skry”. Oczywiście my wszyscy na czele z Panią Anitą Włodarczyk ucieszymy się, choć boję się, że mistrzyni będzie już sędziwą babcią, kiedy obiecanki zostaną zrealizowane. Ci co dożyją – zobaczą. Osobiście przysposabiam się już do przejścia na drugą stronę w czym wydatnie pomagają mi „przyjaciele”.

A niech tam! Jest jak jest. Mędrcy mówią, że w życiu jest zawsze gorzej i gorzej. Kolorowo to już było i od tego są wspomnienia.

Człowiek jest coraz słabszy, ale dzięki doświadczeniu widzi lepiej. Parady kłamców są podobne. Co kilka lat odradzają się rzesze obiecywaczy, a lud po prostu zawsze ma nadzieję.

W tradycji ludów wschodu szanuje się przynajmniej mądrych starców. U nas biedny lud wykorzystuje się np. w telewizyjnych sondach ulicznych. Reporter z sitkiem nagabuje ludzi na spacerze. Wypowiedzi tych, którzy narzekają wyrzuca się do kosza. Sprytniejsi więc chwalą bezkrytycznie i wtedy na moment pojawiają się w „Wiadomościach”.

A może lepiej, aby w TVP w końcu pojawił się film dokumentalny o Annie Walentynowicz. Jerzy Zalewski przygotowywał go przez 10 lat. Dobrze, że Tomasz Sakiewicz emitował film w „Republice”. Źle, że nie zrobił tego Jacek Kurski dla milionowej widowni Telewizji Polskiej.

Przez 57 lat robiłem co mogłem, biegałem, podróżowałem, jeździłem, latałem, pisałem i robiłem filmy dokumentalne. Nawet podwodne i jako korespondent wojenny. Było ciekawie. Ale teraz sobie myślę, a nawet żałuję, że nie zostałem marynarzem. Mógłbym przepłynąć na statkach handlowych przewożąc pożyteczne miliony ton towarów na pięknych polskich statkach, których już nie ma, bo w ostatnim ćwierćwieczu zniszczono handlową flotę. Do tego szkolnictwo morskie to teraz wprawdzie „akademie”, ale z klasami turystycznymi i krawieckimi.

Czy to się jeszcze da odbudować? Może przynajmniej „Skrę”. Może! „Morze nasze morze, wiernie ciebie będziem strzec”. Daj Boże, że ze Szwecją i Finlandią. Oczywiście jeżeli turecki jaśnie Pan się zgodzi.

Zgoda, zgoda, a Bóg wtedy rękę poda. Choćby w rękawiczkach.

 

O. Michał Legan nowym szefem Redakcji Audycji Katolickich TVP

Paulin o. Michał Legan, rzecznik jasnogórskiego Sanktuarium, został wybrany podczas zebrania plenarnego Konferencji Episkopatu Polski, które w dniach 6-7 czerwca odbyło się w Zakopanem, kierownikiem Redakcji Audycji Katolickich TVP.

O. Michał Legan jest znanym rekolekcjonistą i vlogerem, od 2011 roku przygotowuje codzienne wideokomentarze do Ewangelii „Kilka słów o Słowie”. Ukończył studia filmoznawcze i dziennikarskie, współpracował z Telewizją Kraków w redakcji programów katolickich. Jest rzecznikiem prasowym Jasnej Góry i wykładowcą na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie.

Na stanowisku kierownika Redakcji Audycji Katolickich TVP zastąpi ks. Maciej Makułę, który pełnił tę funkcję od sierpnia 2016 r.

opr. jka, źródło: Jasna Góra Nesws

Edward Miszczak odchodzi z TVN

Wieloletni dyrektor programowy TVN, a ostatnio także członek zarządu TVN Grupa Discovery, podjął decyzję o odejściu z firmy.  

Edward Miszczak związany był z TVN od chwili powstania stacji w 1997 roku, niedługo później został jej dyrektorem programowym. Wcześniej współtworzył radio RMF FM, a karierę dziennikarską rozpoczynał w Radiu Kraków.

Katarzyna Kieli, prezes Warner Bros. Discovery w Polsce i CEO TVN, cytowana przez portal TVN24.pl, dziękując Miszczakowi za 25-letni wkład w rozwój TVN, podkreśliła, że tworzył on „najbardziej rozpoznawalne formaty i przyczynił się do wyjątkowego postrzegania marki TVN.”

„W najbliższym czasie ogłosimy, jaka będzie struktura pionu programmingu w Warner Bros. Discovery w Polsce. Zespół ten będzie odpowiadał za wszystkie kanały operujące na polskim rynku FTA (free to air – ogólnodostępne kanały TV – red.) i płatne, polską produkcję programową obu grup. Zupełnie nowym otwarciem dla nas i dla naszych widzów będzie możliwość wykorzystania ogromnej biblioteki TVN, Discovery i Warner Media na naszych antenach” – dodała Kieli.

„W życiu każdego przychodzi taki moment, że mimo sukcesów odczuwa się potrzebę zmiany. Dlatego podjąłem decyzję o odejściu, ale ludzie i to wyjątkowe miejsce zawsze będą w moim sercu” – skomentował rozstanie z TVN Edward Miszczak.

opr. jka, źródła: tvn24.pl, rmf24.pl

 

Poseł PiS chce by Inspekcja Pracy sprawdziła czy w redakcji „Newsweeka” nie było mobbingu i molestowania

Poseł PiS Piotr Sak poinformował w mediach społecznościowych, że zwrócił się do Głównego Inspektora Pracy, aby sprawdzono czy w redakcji „Newsweeka”, w czasie gdy redaktorem naczelnym był Tomasz Lis, nie dochodziło do przypadków mobbingu i molestowania.

W piśmie do GIP, które poseł Sak opublikował na Twitterze tłumaczy on, że podejmuje interwencję w związku z pojawiającymi się w mediach doniesieniami o przyczynach i okolicznościach rozwiązania umowy z redaktorem naczelnym „Newsweek Polska” Tomaszem Lisem.

Parlamentarzysta wnioskuje o przeprowadzenie kontroli i postępowania wyjaśniającego u pracodawcy „Newsweek Polska” i w samej redakcji tygodnika „pod kątem występowania zjawiska mobbingu i/lub molestowania w okresie sprawowania przez Tomasza Lisa funkcji redaktora naczelnego”.

Piotr Sak wnosi również o sprawdzenie, czy „pracodawca wywiązuje się z przeciwdziałania mobbingowi wobec pracowników”. Pyta, czy w redakcji gazety występowało bądź występuje zjawisko mobbingu. Interesuje go, czy pracodawca stosuje wewnętrzną politykę antymobbingową.

W uzasadnieniu swojego wniosku poseł powołuje się m.in. na publikacje portalu wPolityce.pl, który przytaczał wpis na Twitterze Aleksandra Twardowskiego, felietonisty serwisu Liberte.

„W kwestii zwolnienia znanego red. naczelnego – rozmawiałem przez ponad godzinę z jego byłymi podwładnymi i z dziennikarzami innego, znanego internetowego portalu – od dwóch dziennikarzy padło, że został zwolniony przez trwający przez lata mobbing i molestowanie” – pisał Twardowski.

„Molestowanie miało dotyczyć pracownicy tego znanego portalu internetowego – zostało to zgłoszone naczelnemu portalu, który postanowił nie reagować. Taka męska solidarność. W portalu wszyscy wiedzieli, od dawna. Ale każdy się bał. Teraz boją się, że zostanie zamiecione pod dywan” – dodał publicysta.

Informację o zakończeniu współpracy z Tomaszem Lisem wydawca „Newsweek Polska” Ringier Axel Springer Polska podał 24 maja. Nie przedstawiono wówczas powodów tej decyzji.

opr. jka, źródła: Twitter, tvp.info

Pani Mario, szacunek! O laureatce Nagrody im. Romualda Lazarowicza przyznawanej przez Dolnośląski Oddział SDP   

Dzisiaj będzie o dziennikarstwie, czyli o własnym podwórku i o tym, co od wielu już lat jest najbliższe – przynajmniej zawodowo – piszącemu te słowa.

Dwa dni temu swój finał miała pierwsza edycja Dolnośląskiego Konkursu Dziennikarskiego o Nagrodę im. Romualda Lazarowicza. Laureatem konkursu została Maria Woś, nestorka wrocławskich dziennikarzy – Kapituła pod przewodnictwem prof. Zbigniewa Makarewicza wybrała jednogłośnie prace nadesłane przez Redaktor Marię Woś, która w swoich cotygodniowych felietonach nadawanych na antenie Radia Wrocław, podejmuje lokalną społeczną i kulturalną tematykę, wspaniale posługując się językiem polskim – podkreślał podczas uroczystości Jan Poniatowski, Prezes Zarządu Oddziału Dolnośląskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, które zorganizowało konkurs.

Pani Maria odebrała pamiątkowy dyplom z rąk Heleny Lazarowicz, wdowy po śp. Romualdzie Lazarowiczu. Ze wzruszeniem powiedziała, że to dla niej nagroda szczególna, bo postać patrona jest uosobieniem wartości jaką jest służba Polsce, a do tego był dziennikarzem i wydawcą, co podkreśla jej zawodowy wymiar i charakter.  – Ubolewam tylko, że młodzi dziennikarze nie wydają się być zainteresowani tą tematyką, a to właśnie oni powinni ubiegać się o nagrody – dodała laureatka.

„Pani Mario, szacunek!” – napisał po wręczeniu nagrody Krzysztof Kunert, wrocławski dziennikarz oraz reżyser filmów dokumentalnych. I dodał:  „Pomyśleć, że mogliśmy nie mieć Pani Marii we Wrocławiu. Kiedy udało mi się ją namówić do udziału w *Pionierach*, moim dokumencie o pierwszych mieszkańcach powojennego Wrocławia usłyszałem, że nasze miasto stało się domem pani Redaktor przypadkowo. – Wcale nie chciałam wysiadać w te ruiny, po prostu pociąg dalej nie jechał – opowiadała podczas nagrań.”

Wielce Szanowna Pani Mario! Z całego serca gratulujemy nagrody i dziękujemy za to, że każdego dnia jest Pani dla nas niedoścignionym wzorem prawdziwego, odpowiedzialnego i rzetelnego dziennikarstwa.

Janusz Gajdamowicz

„Gazeta Wrocławska”

 

Doktor Tytus Chałubiński na Foksal. Relacja ze spotkania Klubu „Akapit”

Pierwsze po dwuletniej covidowej przerwie spotkanie Klubu SDP ,,Akapit” odbyło się we wtorek 24 maja;   organizowała i prowadziła je Przewodnicząca Klubu Anna Malinowska-Wegner, a  bohaterem spotkania był najsłynniejszy  lekarz dziewiętnastowiecznej  Warszawy  doktor Tytus Chałubiński.  

Bohater spotkania był już wybrany dwa lata temu, bo rok 2020 był Rokiem Tytusa Chałubińskiego (w dwustulecie urodzin!).  Ukazało się wówczas  drugie wydanie  książki Barbary Petrozolin-Skowrońskiej  Król Tatr z Mokotowskiej 8. Portret doktora Tytusa Chałubińskiego, wydanej przez Iskry, nagrodzonej w pierwszym wydaniu z roku 2005, a  zwracającej uwagę także graficzną i edytorską elegancją.  Wiedzę o Tytusie Chałubińskim uzupełniała publikacja z końca 2019 roku Przyczynki do biografii Tytusa Chałubińskiego, przygotowana głównie przez Barbarę Izdebską (córkę prawnuczki Tytusa – Jadwigi Mogilnickiej) i  prof. Jana Izdebskiego, oraz Zbigniewa Moździerza, która ukazała się  staraniem Towarzystwa Muzeum Tatrzańskiego.

Na spotkaniu chodziło  oczywiście  o przybliżenie ciekawej i  sympatycznej postaci  głównego bohatera, a także publikacji o nim (pokazaliśmy także specjalny numer kwartalnika ,,Tatry”,  wydanego z okazji Roku Chałubińskiego,   a jest tam 200 stron cennych  artykułów poświęconych Chałubińskiemu!).   Ale tytuł spotkania PORTRET POLSKIEGO INTELIGENTA  – miał zapoczątkować dyskusję  o roli polskiej inteligencji, właśnie z czasów, gdy polska inteligencja zdobywała swoje ważne miejsce w polskiej historii i zostawiła w niej ważny ślad. Nie zamierzamy rezygnować z  dyskusji o inteligencji w przyszłości!

Portret polskiego inteligenta – na przykładzie osoby tak wybitnej i sympatycznej jak Tytus Chałubiński – przybliżały:  przewodnicząca Klubu Anna Malinowska-Wegner,  Barbara Petrozolin-Skowrońska, a  także inż. Andrzej Skowron,  potomek Tytusa Chałubińskiego –  z linii  Jadwigi   Surzyckiej, córki Tytusa Chałubińskiego,  dla której Ojciec zbudował ,,Jadwiniówkę”,  dziś jeden z  najsłynniejszych  zabytków Zakopanego.

Andrzej Skowron zrobił zebranym miłą niespodziankę. Pokazał oprawione i z pietyzmem, przechowywane przez Rodzinę nuty Poloneza, skomponowanego przez ojca Tytusa – Szymona Chałubińskiego, mieszczanina i prawnika,  a zarazem pasjonata muzyki.  Polonez ten według rodzinnej tradycji, powstał  właśnie z okazji urodzin Tytusa!  I oto mogliśmy go  posłuchać ponieważ – staraniem państwa Skowronów –  został wykonany przez pianistę Marka Brachę i nagrany!

To było  jedno z osiągnięć Fundacji Pokolenia Pokoleniom, działającej już od wielu lat, a o jej zadaniach i osiągnięciach mówiła żona Andrzeja Skowrona Barbara  Czechmeszyńska-Skowron. A że następstwo pokoleń jest normalnością, mogliśmy też poznać córką Państwa Skowronów Kaję Abdank-Grucę, dziś prezesa tej  Fundacji.

Oczywiście opowieściom o Tytusie Chałubińskim (a zabrała też głos  m.in.  Magorzata Morawska, z rodziny jednej z sióstr Tytusa)  towarzyszył pokaz multimedialny  przybliżający  nie tylko Bohatera spotkania, jego rodzinę i współpracowników, ale i dziewiętnastowieczny obraz  Warszawy, gdzie mieszkał i pracował od 1846 roku  oraz  Zakopanego, gdy z rusyfikowanej Warszawy – aby dostać się pod Giewont, trzeba było  mieć zagraniczny paszport, pociągiem ruszyć do Krakowa, a z  Krakowa  – trzeba było jechać  dwa dni góralską furką… I tak właśnie od 1873 roku jeździł Chałubiński  z rodziną, by spędzać  wakacje w miejscu, gdzie ważne było nie tylko uzdrawiające górskie powietrze, ale i wolność! … Jak wiele zrobił doktor Chałubiński dla Górali i Zakopanego nie będziemy tu powtarzać, przypomnieć jednak warto, że każdego roku  – witały go powitalne bramy i muzyka, a  górale wyjeżdżali konno, by go spotkać…

Na miejsce pierwszego – po przymusowej przerwie  – spotkania naszego Klubu  wybraliśmy salę dawnej  kawiarni ,,Cudzysłów”, w której  przez wiele lat odbywały się nasze spotkania –  przy stolikach, kawie, herbacie i ciasteczkach. Wprawdzie sala był starannie  przygotowana (dziękujemy!) , ale  nie  było ,,jak dawniej”,  bo stoliki nowe, eleganckie, a kawa i herbata w termosach,  do picia w jednorazówkach… No cóż,  czasy i obyczaje  się zmieniają… W każdym razie w tej mniejszej sali  łatwiej  być razem i z sobą rozmawiać…  Pierwsze po covidowej przerwie spotkanie uznajemy za udane.   (A+B).

Fot. Jerzy Muszyński

 

Czerwcowe spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP o książce Marzeny Baumann-Bosek

Szóste w 2022 r. spotkanie Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP odbędzie się w środę, 1 czerwca 2022 r., o godz. 17.00  – jak zwykle w Domu Dziennikarza, przy ulicy Foksal 3/5 w Warszawie. Gościem będzie Marzena Baumann-Bosek, która przybliży swoją ostatnią swoją książkę „Miłość uczyniła mnie poetą” (LSW, Warszawa 2021).

Rozmowę z autorką poprowadzi red. Jerzy Biernacki, autor Wstępu do tej publikacji.

Serdecznie zapraszam!

Teresa Kaczorowska, przewodnicząca Klubu Publicystyki Kulturalnej SDP


Marzena Baumann-Bosekdziennikarka, urodzona podczas wojny we Francji, w mieście Tuluza, gdzie rodziców zagnała z dalekiej kresowej Kołomyi zamieć wojenna. Po powrocie do kraju studiowała na Uniwersytecie Warszawskim filologię orientalną (1960-1965) oraz dziennikarstwo (1966-1968). Pracowała w wielu pismach, m.in. w „Polityce”, „Dookoła Świata”, „Magazynie Rodzinnym”, zajmując się głównie kulturą.

W roku 2000, po ciężkiej chorobie, przeszła na emeryturę. Po śmierci męża, Kazimierza Boska (2006) wydała in memoriam pod jego nazwiskiem zbiór jego badań, czyli książkę „Na tropie tajemnic Jana z Czarnolasu”. Następnie, także pod jego nazwiskiem, opublikowała jego prace o żołnierzach górnikach i tajnych łagrach w Polsce Ludowej.

Pod własnym nazwiskiem Marzena Baumann-Bosek wydała „Drogą z piekła, fascynacje Kazimierza Boska”. Ostatnia książka Marzeny Baumann-Bosek „Miłość uczyniła mnie poetą” jest niejako podsumowaniem dociekań literackich męża, zwłaszcza wokół Czarnolasu i Jana Kochanowskiego. Dowodzi, że miłość, nawet nieszczęśliwa, może być źródłem mocy twórczych i wielką inspiracją.