ARTUR ŻAK: Rosyjski desant „zagranicznych dziennikarzy”

Na pierwszy rzut oka rosyjska propaganda sprawia wrażenie wybitnie siermiężnej i zmajstrowanej na kolanie papki informacyjnej, niemniej jednak, kremlowski aparat wojny informacyjnej jest bardzo rozbudowany, korzysta z wielopłaszczyznowej struktury i metodologii oddziaływania zarówno na terenie Federacji Rosyjskiej, jak i na zewnątrz.

Każdy typ przekazu, który Kreml generuje, jest dostosowany do odbiorcy tak, aby wywierać najbardziej skuteczny wpływ, na ten akurat segment społeczeństwa, na którym w danej chwili, Moskwie najbardziej zależy. Są informacje wykorzystywane tylko na potrzeby wewnętrznego odbiorcy, a niektóre z nich są tak stare i tak często powtarzane, że zasługują już na miano weteranów wśród chwytów propagandowych. Jeżeli są do tej pory wykorzystywane, to dlatego, że są nadal skuteczne. Są też wiadomości specjalnie spreparowane dla obywateli innych państw, których treść, forma i narzędzia dotarcia, również zostają odpowiednio dopasowane do tego, gdzie i do kogo mają dotrzeć.

Niereżimowe media w Rosji od dziesięcioleci są poddawane licznym represjom, a na daną chwilę ten segment został praktycznie całkowicie wyeliminowany, jeżeli nie liczyć nielicznych zaangażowanych blogerów i te media, które zostały zmuszone do działania na uchodźctwie. Dlatego rosyjskie wewnętrzne pole informacyjne, jest w 100% zagospodarowane przez media prorządowe, a asortyment jest naprawdę imponujący. Lata inwestowania przez Kreml horrendalnych kwot w rozbudowę ośrodków przekazu daje wymierne korzyści. Rosyjscy topowi propagandyści są naprawdę sowicie opłacani, a ich majątkom nierzadko mogą pozazdrościć nawet deputowani Dumy, którzy w rosyjskim społeczeństwie uchodzą za tych co chwycili Pana Boga za nogi.

Nie mniejsze kwoty szły i idą na budowę rosyjskiej narracji poza granicami Rosji. Można podzielić je na dwa typy: te które działają w państwach na terenie dawnego ZSSR i pomimo ewidentnie prorosyjskiego nastawienia funkcjonują jako media danego państwa, jak i te, które mają za zadanie oddziaływać na społeczeństwa państw spoza przestrzeni postsowieckiej. Jako przykład pierwszego typu, należy wymienić całe grupy medialne, które przez wiele lat działały w Ukrainie, a idealnymi przykładami drugiego typu, będą telewizja RT(kiedyś Russia Today) i agencja informacyjna Sputnik. RT i Sputnik demonstrują kremlowski punkt widzenia, ale w formie dostosowanej do odbiorców przeważnie z państw Zachodu.

Dla rosyjskiej propagandy, nie ma rzeczy niemożliwych. Są w stanie stworzyć temat z niczego, przekręcając fakty, a także nierzadko posługując się całkowicie sfabrykowanymi dowodami, na podstawie których, usłużni „dziennikarze” i „eksperci”, są wstanie sfabrykować temat dnia, miesiąca, a często nawet lat. Jednym ze sposobów, który często jest wykorzystywany w celu uwiarygodnienia narracji, jest zaangażowanie obywateli państw Zachodu, którzy w tym przedstawieniu pełnią rolę „zagranicznych dziennikarzy”. Jednym z najbardziej znanych „dziennikarzy” tego typu, jest obywatel Wielkiej Brytanii Graham William Phillips, który w grudniu 2013 r. rozpoczął współpracę z RT i relacjonował wydarzenia Rewolucji Godności w Kijowie. Następnie w marcu 2014 r. przebywał na  Krymie, gdzie stwarzał odpowiedni obrazek z „referendum” i aneksji półwyspu, ale tak naprawdę jego gwiazda zabłysła dopiero po tym, jak rozpoczęły się działania zbrojne na Donbasie. Graham Phillips był wszędzie tam gdzie coś się wydarzyło, a nawet często tam, gdzie coś się miało dopiero wydarzyć. Relacjonował „liczne zbrodnie” ukraińskiego wojska, zachwycając się męstwem „zwykłych górników – obrońców” Donbasu. Zażyłość z dowódcami prorosyjskich oddziałów jest widoczna na licznych filmikach Grahama. Na jednym z nich rosyjscy kolaboranci pozwalają mu strzelać z karabinu maszynowego w kierunku ukraińskich pozycji. Po 24 lutego br. Phillips „wykazał się” wywiadem z Aidenem Aslinem, żołnierzem Sił Zbrojnych Ukrainy wziętym do niewoli w Mariupolu. Chociaż ten „wywiad” wyglądał raczej na przesłuchanie. Aiden Aslin był przez Phillipsa nazywany najemnikiem w stosunku, do którego nie mają zastosowanie konwencje, ale ze względu na to, że są uprzejmymi, dobrymi ludźmi(„uprzejmi ludzie / вежливые люди” jedno z określeń rosyjskich żołnierzy nieposiadających dystynkcji wojskowych, którzy prowadzili zbrojne działania na Krymie oraz na wschodzie Ukrainy – red.), może liczyć na zastosowanie nie tylko Konwencji Genewskiej.

Takich jak Graham Phillips niestety jest więcej, a można było się o tym przekonać, obserwując organizowane przez Kreml, „wycieczki dziennikarskie” na okupowane przez Rosjan terytoria, takie jak Mariupol, Melitopol, Chersoń, itp. Jednak temu zagadnieniu poświęcimy kolejny artykuł.

 

Odszedł redaktor Jacek Wegner, wieloletni członek Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich

Zmarł redaktor Jacek Wegner, dziennikarz, autor książek, dydaktyk dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, wieloletni członek Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Przed 1989 r Jacek Wegner współpracował m.in. z pismami: „Kurier Polski”, „Express Wieczorny”, „Twórczość”, „Więź”, „Kultura”. Działał w Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO), pisywał do podziemnych pism „Arka” i „Bez dekretu”. Współtworzył i współredagował konspiracyjny miesięcznik „U progu”.

Po ogłoszeniu stanu wojennego imał się różnych profesji, m. in. był taksówkarzem; swoje doświadczenia z tego czasu opisał w wydanej w drugim obiegu książce „Taksówkarskie epitafium”.

Do dziennikarskiej profesji powrócił w styczniu 1990 roku. Pracował w telewizyjnych „Wiadomościach”, dzienniku „Rzeczpospolita”, pismach „Polska Zbrojna” oraz „Tygodniku Centrum”, współpracował z miesięcznikiem „Opcja na prawo”. Przez 20 lat był dydaktykiem dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim.

Autor wielu książek, m.in. „Sternicy, opowieść o dziesięciu przywódcach PPR/PRPR. Od Nowotki do Rakowskiego” (dwa wydania: 1995, 1997), „Bez świadków obrony. Historia Jerzego i Ryszarda Kowalczyków” (2008), „Biesy sarmackie” (2011), „Rzeczypospolita. Duma i wstyd” (2011), „Zamach na Lenina. Krótka historia Ruchu” (2013), „Kryptonim >Reporter<. Wspomnienia figuranta” (2016), „Zmagania z Ojczyzną staroświeckiego Polaka” (2018).

Publikował w magazynie SDP „Forum Dziennikarzy” i na portalu sdp.pl.

Źródło: jacekwegner.pl

Wsparcie CMWP SDP dla „Gazety Lubuskiej” w sporze z zarządem województwa lubuskiego

Marszałek Województwa Lubuskiego naciska na „Gazetę Lubuską”, by zakończyła współpracę z dziennikarzem, który opisuje  aferę mobbingu i molestowania w gorzowskim WORD. Zarząd województwa  jednoznacznie zaapelował o to w piśmie przygotowanym przez prawników urzędu marszałkowskiego i podpisanym przez rzecznika prasowego zarządu województwa, Pawła Kozłowskiego. Pismo odnosi się do cyklu artykułów poświęconych aferze w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego w Gorzowie, oskarżeń o mobbing i molestowanie oraz bierność polityków, którzy mając wiedzę o możliwym przestępstwie, nie podjęli zdecydowanych działań. Wśród autorów artykułów na ten temat jest red. Robert Bagiński. W ocenie urzędników jego teksty budzą „niesmak”, są „stronnicze i przygotowane wbrew etyce dziennikarskiej”. Redakcja stanowczo odpiera te zarzuty. Jej stanowisko wspiera Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP. 

W ocenie Centrum  jest to  próba ograniczenia wolności słowa i niezależności redakcji. Pismo tego typu jest zdumiewające i wychodzi poza normalne relacje między przedstawicielami władzy, a mediami. To niedopuszczalna metoda dyscyplinowania redakcji, naruszanie zasad wolności słowa i niezależności mediów. Nie można także deprecjonować autora, bo ktoś kiedyś uznał, że on w przeszłości w czymś się pomylił lub popełnił błąd. Jeśli pojawiają się zastrzeżenia co do treści artykułu, to wysyła się sprostowanie. Można opublikować stanowisko w swoich kanałach informacyjnych. Ostatni krok to pozwanie redakcji do sądu. Prawo wszystkie te możliwości przewiduje. Przesłane przez urząd pismo stanowi nieformalny nacisk, który służy zastraszeniu innych, by wszyscy wiedzieli, że jeśli będą zadzierać z władzą, to spotkają ich kłopoty. To przekroczenie kompetencji i działanie przeciwskuteczne. Dziś nikt podjętego tematu nie może zostawić, żeby nie poddać się presji urzędników – czytamy w stanowisku CMWP SDP przesłanym przez dyrektor Jolantę Hajdasz do Redakcji Gazety Lubuskiej.

Więcej na ten temat TUTAJ.

 

Apel CMWP SDP o rzetelne wyjaśnienie zarzutów o mobbing i molestowanie seksualne w redakcji Newsweek Polska

W związku z  zapowiedzią podjęcia kroków prawnych przez wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska (RASP)  przeciwko red. Ryszardowi Holzerowi opisującemu mobbing i naganne relacje między przełożonymi, a podwładnymi dziennikarzami w redakcji Newsweek Polska, CMWP SDP apeluję o ich zaniechanie i rzetelne wyjaśnienie wszystkich przyczyn i okoliczności zwolnienia z pełnionej funkcji byłego redaktora naczelnego tygodnika Tomasza Lisa. W opinii CMWP SDP niezwykle ważna jest zarówno prawna, jak i moralno – etyczna ocena wszelkich okoliczności bulwersujących zdarzeń opisywanych w mediach od czasu nagłego zwolnienia z pracy byłego redaktora naczelnego przez wydawcę i właściciela gazety. Sprawa ta jest istotna w kontekście realizacji zasady wolności słowa demokratycznego państwa ze względu na społeczne skutki oddziaływania mediów oraz wpływ na nie warunków pracy dziennikarzy i redaktorów mediów.

24 maja br. wydawnictwo Ringier Axel Springer Polska rozwiązało w trybie natychmiastowym umowę z Tomaszem Lisem, który przez ponad 10 lat pełnił funkcję redaktora naczelnego „Newsweek Polska”. W komunikacie prasowym przesłanym do mediów nie podano przyczyn tej decyzji. W związku z podejrzeniami o niewłaściwe zachowania wobec podwładnych Tomasz Lis został także zawieszony w pracy przez Radio TOK FM. Jednocześnie w mediach pojawiły się informacje, że za zwolnieniem z pracy redaktora naczelnego stały m.in. oskarżenia o mobbing i że w tej sprawie działała specjalna komisja powołana przez wydawnictwo. Jednocześnie w mediach tradycyjnych i społecznościowych opublikowano szereg artykułów ujawniających niewłaściwe i niedopuszczalne, a w niektórych przypadkach wręcz skandaliczne zachowania zwolnionego z pracy redaktora naczelnego i jego współpracowników wobec podwładnych. Szczególnie niepokojące są przy tym doniesienia o tym, iż osoby pełniące funkcje przełożonych w tygodniku Newsweek Polska ignorowały i tuszowały absolutnie naganne zachowania i że w prowadzeniu tego typu działań zaangażowany był także dział zarządzania zasobami ludzkimi w RASP, który z założenia powinien im przeciwdziałać.

30 czerwca poinformowano (m.in. portal rp.pl, wiadomosciwp.pl, i polskatimes.pl), iż po medialnych doniesieniach o mobbingu, poniżaniu i seksistowskich komentarzach w redakcji „Newsweek Polska” kierowanej przez Tomasza Lisa warszawski Okręgowy Inspektorat Pracy zapowiedział kontrolę w siedzibie tygodnika. Inspektorzy mają zbadać wewnętrzne procedury wydawnictwa Ringier Axel Springer Polska dot. w/o spraw. Z kolei 3 lipca związkowcy skupieni w Komisji Zakładowej Inicjatywy Pracowniczej w Ringier Axel Springer Polska poinformowali, że przesłali zarządowi wydawcy postulaty działań mających na celu poprawę funkcjonowania polityki antymobbingowej w firmie oraz i ujawnienie powodów zwolnienia Tomasza Lisa (informował o tym m.in. portal wirtualnemedia.pl i press.pl).

W związku z oświadczeniem RASP z 8 lipca br. , w którym wydawnictwo zapowiada podjęcie kroków prawnych przeciwko red. Ryszardowi Holzerowi, byłemu sekretarzowi redakcji Newsweek Polska, który opublikował informacje na temat przyczyn zwolnienia z pracy byłego redaktora naczelnego gazety CMWP SDP oświadcza, iż w ocenie CMWP SDP  na tym etapie sprawy działanie takie stanowi  tzw. SLAPP (strategic lawsuit against public participation), tzn. akcję procesową nakierowaną na faktyczne ograniczenie niezależności dziennikarskiej oraz ograniczenie praw obywatelskich w zakresie wolności słowa, poprzez zniechęcenie zarówno red. Ryszarda Holzera jak i innych dziennikarzy, do podejmowania tematyki zarzutów wobec Tomasza Lisa i stosunków pracy w Newsweek Polska. Powoduje to tzw. efekt mrożący (tzw. chilling effect), wielokrotnie opisywany na gruncie prawa polskiego, jak i międzynarodowego jako naruszenie niezależności dziennikarzy, którzy w interesie społecznym mają prawo wyrażać publicznie swoje poglądy nawet w trudnych i kontrowersyjnych sprawach, broniąc w ten sposób państwa prawa (art. 2 Konstytucji RP).

CMWP SDP zapewnia, iż nieodpłatnie udzieli dziennikarzom wszelkiego wsparcia i pomocy prawnej w w/o sprawie, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba.

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP 

Warszawa 12 lipca 2022 r.


OŚWIADCZENIE RASP z 8 lipca 2022

Dyskusja tocząca się w ostatnich tygodniach w mediach oraz mediach społecznościowych pokazuje, jak trudno jest odróżnić zarzuty i spekulacje od faktów i prawdziwych informacji. W trosce o naszych pracowników – jako pracodawca – mamy obowiązek zachowywać się odpowiedzialnie i zgodnie z prawem. Dlatego zawsze działamy w oparciu o fakty i dowody, a nie plotki czy insynuacje. Z uwagi na konieczność ochrony osób zgłaszających przypadki niewłaściwego zachowania oraz ze względu na zobowiązania prawne, naszym obowiązkiem jest dochowanie pełnej poufności. Dlatego nie komentujemy publicznie spraw pracowniczych ani obecnych, ani byłych pracowników.Jednocześnie podkreślamy, że rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji, naruszanie dobrego imienia naszych pracowników oraz wizerunku firmy, spotka się z naszą zdecydowaną reakcją.Nieprawdziwe informacje oraz insynuacje rozpowszechniane w mediach przez Pana Ryszarda Holzera uderzają w dobre imię naszych pracowników. W związku z tym podejmiemy w tej kwestii stosowne kroki prawne.

Źródło: TUTAJ.

Protest CMWP SDP przeciwko odmowie akredytacji dla mediów publicznych przez PO w Szczecinie

CMWP SDP protestuje przeciwko naruszaniu zasady wolności słowa demokratycznego państwa przez Platformę Obywatelską w Szczecinie poprzez  odmowę udzielenia akredytacji dziennikarskich  redakcjom Polskiego Radia i Telewizji Polskiej w Szczecinie na  spotkaniu z liderem Platformy Obywatelskiej, Donaldem Tuskiem, jakie miało miejsce 9 lipca b.r. w auli Akademii Morskiej w Szczecinie. Dzień wcześniej redakcje, zarówno Polskiego Radia Szczecin, jak i  TVP 3 Szczecin, otrzymały zaproszenie od biura prasowego PO na to wydarzenie. Pół godziny przed spotkaniem Patryk Jaskulski z biura prasowego PO poinformował dziennikarzy w/w mediów, że nie zostaną wpuszczeni na spotkanie z liderem PO, co też się stało.

W kontekście tej odmowy szczególnie wymowne jest to, iż w przeszłości publikacje w/w redakcji publicznych wielokrotnie ujawniały różnego rodzaju nieprawidłowości związane z działaniami lokalnych działaczy PO w Szczecinie. Brak zgody na uczestnictwo tych mediów, zarówno lokalnego oddziału Polskiego Radia, jak i Telewizji Polskiej, w publicznych spotkaniach działaczy Platformy Obywatelskiej można więc potraktować jako szykanę wobec tych mediów, która oznacza niechęć tej partii politycznej do transparentnej i jawnej działalności.

CMWP SDP podkreśla, iż w ten sposób PO może łamać  konstytucyjną zasadę wolności słowa demokratycznego państwa, która  to obejmuje nie tylko  wolność wyrażania swoich poglądów ale także  pozyskiwania  (i rozpowszechniania)  informacji. Zarówno na gruncie prawa krajowego jak i międzynarodowego wolność słowa i prasy stanowią podstawowe swobody i wartości, do których ochrony obowiązane są zarówno instytucje państwowe oraz inne organizacje działające w przestrzeni publicznej. Opisana praktyka wykluczania niektórych dziennikarzy z dostępu do informacji budzi więc zdecydowany sprzeciw, nie sposób bowiem przyjąć, by opisane wyżej działania PO w Szczecinie miały się przyczynić do wzmocnienia demokracji czy respektowania zasady wolności słowa.

dr Jolanta Hajdasz, dyr. CMWP SDP

Warszawa, 9 lipca 2022 r.

O zna(cz)ku czasu pisze HUBERT BEKRYCHT: Niemcy to Rosja, tylko trochę inna

Na jednym z największych lotnisk Europy – we Frankfurcie nad Menem, w czwartym miesiącu rosyjskiej, terrorystycznej napaści na Ukrainę, natknąłem się w tamtejszym sklepiku na „pamiątkę z Niemiec” – znaczek ze złączonymi ze sobą przyjaźnie flagami tychże właśnie Niemiec i Rosji… 16 czerwca zamieściłem zdjęcia z uroczego lotniskowego sklepiku na swoim profilu na FB myśląc, że może kogoś nad Renem zawstydzę, ale – jak przekazują podróżnnicy – tego typu znaczki nadal można kupić w wielu niemieckich miastach. Czekam na zdjęcia innych „pamiątek”, także tych nawiązujących do histrorii sprzed kilkudziesięciu lat. Oczywiście tylko tych dostępnych w legalnej sprzedaży. Mam oczywiście nadzieję, że takich nie ma.  Te znaczki z Frankfurtu to jednak fakt. Nie tylko handlowy.

Gdyby to było dawno temu, napisałbym, że ktoś w Niemczech zwariował. Gdyby nie brutalna, moskiewska agresja na Ukrainę, uznałbym, że we Frankfurcie nad Menem zapomniano już, jakie to po kapitulacji Berlina w 1945 roku, były odruchy szczególnej rosyjsko-niemieckiej przyjaźni.  Oczywiście wtedy byli Sowieci, a dziś są Rosjanie, ale to przecież Rosjanie uważają się za spadkobierców Armii Czerwonej. A tę akurat formację, od niemieckich, pustoszących Europę hord ze swastyką i trupią czaszką, odróżniała jedynie czerwona gwiazda na mundurach.

Jeszcze trzy dekady temu naiwnie myślałem, że Niemcy sławiący swoją przeszłość z II wojny światowej i Rosjanie wychwalający sowiecką historię krwawych komunistycznych podbojów to już przeszłość zamknięta w krypcie przez demokrację.

Demokracja, przynajmniej w rozumieniu doktryny politycznej, jest w m.in. Berlinie, Monachium, Hamburgu, Lipsku i Frankfurcie nad Menem. W Moskwie nigdy nikt się demokracją nie przejmował, chociaż wielu przywódców zachodnich państw potwierdzało jeszcze nie tak dawno, że Rosja jest państwem „demokratycznym”. Może teraz, kiedy żołdacy Putina mordują bezbronną ukraińską ludność cywilną, to się zmienia, ale chyba zbyt wolno. A chyba bardzo wolno to idzie w Niemczech, gdzie wciąż – w ramach wolnego rynku – można kupić „pamiątki” miejscowej przyjaźni ze zbrodniczą Rosją pustoszącą Ukrainę.

Moje pytanie, czy, oprócz splecionej z rosyjską, czarno-czerwono- żółtej flagi, we frankfurckim sklepiku lotniskowym z „pamiątkami z Niemiec” mogę kupić „pamiątki” czasów III Rzeszy, pozostało bez odpowiedzi. Właściciel pamiątkarskiego biznesu wówczas zaniemówił, ale kuriozalne znaczki ponoć nadal w Niemczech można kupić. Czyli, handel kwitnie.

Czy tylko w sklepiku na lotnisku we Frankfurcie nad Menem, gdzie, pomimo sankcji wobec Moskwy, relacje niemiecko-rosyjskie są nadal takie przyjazne?

 

 

Zmarł dziennikarz i działacz opozycji solidarnościowej MAREK RAPACKI

1 lipca w Warszawie zmarł redaktor Marek Rapackim – dziennikarz i działacz opozycji niepodległościowej w PRL, związany z Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich.

Urodził się 18 sierpnia 1938 roku w Warszawie. Absolwent filologii polskiej Uniwersytetu Warszawskiego. Od 1963 roku w redakcji Wielkiej Encyklopedii Powszechnej PWN, od 1969 roku dziennikarz „Kuriera Polskiego”.

Encyklopedia Solidarności przypomina  fakty z życia Rapackiego po sierpniu 1968 roku: „po inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację drukarz kilku tys. ulotek ze sprzeciwem wobec inwazji (kilkaset zrzucono z dachu Centralnego Domu Towarowego w Warszawie). Od 1976 współpracownik KOR/KSS KOR”.

Od 1980 roku był członkiem „Solidarności”, redaktorem niezależnego miesięcznika „NTO Nauka Technika Oświata”, współpracownikiem pisma MKZ Regionu Mazowsze „Niezależność”, wiceszefem KZ w Wydawnictwie Epoka. Marek Rapacki był jednym z inicjatorów solidarnościowego zwrotu w Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich. W 1981 został wiceprzewodniczącym „Solidarności” Dziennikarzy Prasowych.

W stanie wojennym był dziennikarzem prasy podziemnej. W latach 1982–1988 redaktor naczelny „CDN – Głos Wolnego Robotnika”. Encyklopedia Solidarności podaje też inne informacje o podziemnej działalności Marka Rapackiego: „1983–1988 członek kierownictwa MRKS, od 1985 uczestnik spotkań z kierownictwem MKK z ramienia MRKS. 1983–1989 pracownik Spółdzielni Dziennikarskiej Agencja Omnipress. 1988 kurier funduszy na cele wydawnicze z Francji od Jerzego Giedroycia i Mirosława Chojeckiego”.

Od 1989 do 2010 roku Rapacki był dziennikarzem „Gazety Wyborczej”, m.in. korespondentem tego dziennika w Paryżu.  W roku 2010 przeszedł na emeryturę.

Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Marek Rapacki miał 83 lata.*

 

*Korzystaliśmy z fragmentów biografii śp. Marka Rapackiego opublikowanych w Encyklopedii Solidarności

 

 

Nad znęcającymi się nad językiem znęca się WALTER ALTERMANN: Drobiazgi językowo-mózgowe

Życie składa się głównie z wielkich, przykrych spraw. Przy czym wielkich jest mało. Większość – niestety – to sprawy drobne, małe, ale właśnie one składają się w sumie na wielkie przykre sprawy epickie w rozmiarze giga-mega-hiper. Z tymi epickimi też powstał problem. Więc wyjaśnijmy.

HBO reklamuje swój nowy serial takim oto zawołaniem: „Oglądanie tego serialu stało się epickie”. Od razu zauważę, że epickie pojawiło się jako novum, bo wszystkie giga, mega zostały już użyte, zużyte i wyplute przez speców od marketingu. Inaczej – spowszedniały i nie robią wrażenia. A bez wrażenia nie ma kasy.

 Czytajcie!

Pojęcie eposu pojawiło się w starożytnej Grecji. Tradycyjne eposy to dłuższe poematy narracyjne. Ich zadaniem była afirmacja etosu społeczności, w której zostały napisane. Postaci są idealizowane, wynoszone na piedestał jako „ojcowie założyciele” danego państwa-miasta. Autorzy eposów sięgali najczęściej po zdarzenia mityczne bądź legendarne, odnoszące się do „czasu ojców”, którzy prawie zawsze byli potomkami bogów i ziemianek, niekiedy bogiń i ziemian. Stąd każda społeczność antyczna miała boskie pochodzenie. Klasycznymi przykładami eposu, epiki są „Iliada”, „Odyseja” i nasz „Pan Tadeusz”.

W Polsce eposy pisze się trzynastozgłoskowcem, rymowanym parzyście. W ten sposób pisał między innymi Wacław Potocki swą „Wojnę chocimską”. Trzynastozgłoskowcem tłumaczono także starożytny heksametr. Dzisiaj epika oznacza każdą powieść, nowelę, opowiadanie. W odróżnieniu od liryki i dramatu. Tyle – w dużym skrócie – na temat epiki, epickości.

Co by nie mówić i jakby nie rozumieć pojęcia epiki, epickości, to zawsze dotyczy ono dzieła, które ktoś napisał. Natomiast reklama HBO mówi nam, że bierne oglądanie cudzego utworu – choćby w formie filmowej – jest epickie. Logicznie, mózgowo biorąc jest to bujda na resorach, która kłamie i oszukuje wmawiając oglądaczowi, że jest twórcą. Aby wyciągnąć od niego kasę. Dla mnie ta forma reklamy niczym nie różni się od reklam Amber Gold.

Pierwsza sprawa z UE – schabowy z retorty

Organizacje spod znaku New Age żądają – żeby to jeszcze grzecznie postulowały – natychmiastowej likwidacji produkcji mięsa, sposobem naturalnym. Mięso ma być produkowane laboratoryjnie, bez niszczących planetę gazów, wydalanych przez bydło, a to na skutek „trawienia trawy”. Są też żądania w sprawie chowu nierogacizny, która zatruwa ziemię odchodami, tak stałymi, jak płynnymi.

Wszystko to prawda i masowa produkcja mięsa stwarza problemy dla środowiska. Szczególnie groźne są wielkie farmy świń, od których polskie prawo nie żąda utylizacji odchodów. W momencie wpuszczania do polski amerykańskich farm, nikt w Polsce nie zdawał sobie sprawy z zagrożeń. Bo zagrożeniem nie były wcześniejsze, małe polskie tuczarnie, z których odchody wykorzystywano do nawożenia i użyźniania pól. Natomiast właściciele amerykańskich farm w Polsce, hodujący powyżej kilkunastu tysięcy sztuk świń, ani myślą robić cokolwiek użytecznego z odchodami, a to dlatego, że transport na wynajęte pola kosztowałby sporo. Poza tym, nie ma zapotrzebowania na ich nawóz, bo małe polskie hodowle wystarczą. Więc gigantyczne farmy gromadzą je w ogromnych lagunach, z których przeciekają do gleby, zatruwając wody podskórne. I jest to problem, ale do rozwiązania przy dobrej woli ustawodawcy.

Natomiast pomysły New Age na produkcję mięsa w retortach jest, idiotyczny. Tym bardziej, że pomysłodawcy nie zadali sobie trudu z policzeniem kosztów produkcji, ergo ceny takiego mięsa w sklepie.

Jest faktem, że przybywa nas w ogromnym tempie. Jeszcze w 1960 roku było nas 2 miliardy, dziś jest nas 7 miliardów. I każdy chce jeść. A jednocześnie na świecie marnuje się około 30 procent żywności. Naprawdę są możliwości wykarmienia nas wszystkich, ale nie zawierzałbym liberalnym doktrynom i ich przekonaniu o cudownej mocy wolnego rynku. W tej sprawie powinny działać światowe organizacje. Z wyłączeniem oczywiście New Age.

Bo w sumie pomysły New Age są totalitarne. Czytając liczne deklaracje zbawicieli świata ciągle odnoszę wrażenie, że oni nie lubią ludzi. I trochę racji w tym jest. Człowiek ma okropną postawę roszczeniową – chce jeść, oczekuje mieszkania i pracy.

Druga sprawa z UE – pestycydy

Ostatnio Frans Timmermans, wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej odpowiedzialny za Europejski Zielony Ład przeforsował swój pomysł na drastyczne ograniczenie używania pestycydów w rolnictwie. Do 2050 roku używanie pestycydów w krajach UE ma być zredukowane o 50 procent.

To kuriozum, że Holender nawet nie skonsultował tej idei z Januszem Wojciechowskim, unijnym Komisarzem ds. Rolnictwa. Oczywiście pestycydy są groźne, szczególnie dla owadów zapylających. I dlatego ich używanie powinno być sukcesywnie ograniczane. Ale Timmermans się śpieszy i chce mieć natychmiastowy sukces, tym bardziej, że w innych sprawach szło mu kiepsko.

Czy da się zastąpić pestycydy innymi, mniej trującymi środkami? Oczywiście, ale to kosztowałoby dużo. I stać na to tylko bogate kraje.

Obawiam się, że w sprawach pestycydów, jak i sztucznej produkcji mięsa, zdrowy rozsądek jest na przegranej pozycji. Sęk w tym, że bogate kraje UE mają inne problemy niż Polska, Bułgaria, Słowacja czy Rumunia. Źródłem tych różnic programowych są różnice między majętnościami dawnych demoludów a zachodem Europy. Bogatych  po prostu stać na nowoczesność, od razu. Biedny Wschód ma inne priorytety. Tymczasem bez przerwy bogaci żądają od biednych współpracy na tych samych zasadach, spełniania oczekiwań ekstremalnie myślących obrońców Ziemi.

Zresztą oni jakoś tak dziwnie kochają Ziemię, bo z każdym rokiem mają coraz więcej pretensji do człowieka. Podejrzewam, że ich ideałem jest czysta i piękna Ziemia bez ludzi.

Broń przeciw powietrzna

Znany polityk mówi w TV: „Teraz mamy broń przeciw powietrzną”. To bardzo ciekawa obserwacja. Wiemy przecież, że w średniowieczu wierzono, iż złe powietrze przynosi zarazę. I dlatego jeszcze – choć to już wiek XIX – Cześnik w „Zemście” zwraca uwagę:

Od powietrza, ognia, wojny,
                        I do tego od człowieka,
                        Co się wszystkim nisko kłania,
                        Niech nas zawsze Bóg obrania.

 

Morowe powietrze zawsze budziło grozę, bo nagle, bez uprzedzenia unicestwiało ogromne rzesze. W wielu miejscach Polski znajdziemy jeszcze trzy krzyże, ustawiane po to, żeby odpędzały zarazę. Najbardziej znane znajdują się w Kazimierzu na Wisłą. Może zatem polityk miał na myśli takie krzyże? Nie wiem. Prawdopodobnie w ogniu dyskusji militarnej uprościł sobie pojęcie. Zapewne chodziło mu o broń przeciwlotniczą i przeciwrakietową. Ale sobie uprościł, aż do zupełnej śmieszności.

No, powie ktoś – teraz wszyscy skracają, upraszczają, a pan się czepia… Szczerze mówiąc wolałbym w fotelach rządowych ludzi, którzy nie będą upraszczali, bo zbyt wiele w moim życiu zależy od ich skrótów myślowych, parafraz i kontaminacji. Niech mówią prosto, skoro myślą w sposób bardzo skomplikowany.

Miejscówka

Dziennikarz TV mówi o kimś, kto wyprowadził się z Warszawy do Konstancina: „Teraz ma fajną miejscówkę”. Ja wiem, że „miejscówka” wzięła się nie z PKP, ale ze slangu młodzieży. Miejscówkami są teraz lokale, sale zabaw, kluby fitness, a nawet mieszkania.

W slangu młodzieżowym to jeszcze uchodzi, bywa nawet dowcipne. Ale obawiam się, że niebawem dowiemy się, że Prezydent RP ma dobrą miejscówkę. Albo prymas. Papież też ma fajną miejscówkę w Rzymie.

Na pusto

W telewizji, relacjonującej pracę Inspekcji Transportu Drogowego wesoła dziennikarka mówi: „Ten samochód nie miał prawa przewozić koparki, bo była za ciężka i niewłaściwie zabezpieczona. Inspekcja kazał zdjąć koparkę z samochodu, który dalej pojechał na pusto”.

Gdyby ów samochód pojechał pusty, bez ładunku, tylko z kierowcą – byłoby dobrze powiedziane. Natomiast „na pusto” jest wzięte z okropnej gwary miejskiej. Nic nie znaczy, a brzmi makabrycznie. Od języka dziennikarzy oczekuję nie tylko informacji, ale też elegancji w ich podawaniu.

Co to jest elegancja? No, na przykład… nie zakładamy zimowych skórzanych rękawiczek do sukni ślubnej, nie plujemy na ziemię, a starszych ludzi nie klepiemy po ramieniu, mówiąc im: „Cześć stary”.

Powtarzanie

Dziennikarz w TV: „Pan kolejny raz powtarza o tym”. No i znowu mamy mielony zamiast schabowego. Zgodnie z normą języka polskiego dziennikarz powinien powiedzieć: „Pan kolejny raz to powtarza.” Żeby to wszystko jakoś ładnie ująć: „Furda nam normy / Gdy hufiec nasz zbrojny”. To o poczuciu siły i bezkarności sporej części dziennikarzy.

Blisko, coraz bliżej

Dziennikarka TV: „Te dzieci były bardzo blisko do tego zdarzenia.” Błąd, szanowna pani. Dzieci mogły być jedynie blisko tego zdarzenia. Rzecz jest w nieznajomości składni. A składni można się jedynie nauczyć czytając klasyków polski z XIX wieku. Klasykami są: Sienkiewicz, Prus, Reymont, Żeromski. Polecam.

Co uczcić?

„Trzeba uczcić pamięć o św. Janie” – mówi dziennikarz. I mamy kolejny przypadek z nielogicznym podmiotem. Logicznie powinno być: „Trzeba czcić, upamiętnić postać św. Jana”. A tak wyszło, że musimy czcić, że pamiętamy. Bo kogo czcimy? Jana czy pamięć o nim? Niby proste, a jednak pojawiają się kłopoty. Bo wyszło na to, że św. Jana mamy za nic, natomiast szanujemy naszą pamięć. Paranoja? Owszem.

Czasami zastanawiam się, czy dziennikarze TV piszą sobie teksty, które potem wypowiedzą? Zdaje mi się, że jednak stawiają na wdzięk i urodę. Zawodni to sojusznicy pracy dziennikarza. Radziłbym pisać i czytać, poprawiać, zanim coś powie się do kamery. W natchnieniu nie bierzmy tekstu z niczego, czyli z głowy – jak mawiał pewien aktor o mówieniu od siebie, bez tekstu autora.

 

Rosja uderza od tyłu – JEWHEN MAHDA o mechanizmie wojny informacyjnej

Zacięte walki w ukraińskim Donbasie skłoniły Rosję do aktywniejszego wykorzystywania operacji informacyjnych i psychologicznych, mających na celu osłabienie zdolności obronnych Sił Zbrojnych Ukrainy. Spróbujmy przeanalizować mechanizm ich realizacji na konkretnym przykładzie.

Od kilku tygodni na pozycjach ukraińskich obrońców są rozpowszechniane ulotki (zdjęcie powyżej). Są to szczegółowe instrukcje dotyczące grupowego opuszczania pozycji, co powinno prowadzić do osłabienia pozycji Sił Zbrojnych Ukrainy. Oczywiście ulotki są rozpowszechniane równolegle z atakami artyleryjskimi i nalotami wojsk rosyjskich, których intensywność jest dość duża. Należy również zauważyć, że ulotki te są rozpowszechniane głównie na pozycjach zmobilizowanych żołnierzy Sił Zbrojnych oraz żołnierzy Siły Obrony Terytorialnej Sił Zbrojnych Ukrainy. Sam dokument jest w języku rosyjskim, co podkreśla prawdziwe intencje jego autorów – odnieść zwycięstwo, którego rosyjska armia nie jest w stanie osiągnąć w bezpośredniej konfrontacji z ukraińskimi obrońcami.

Rosja od dawna doskonali skuteczność własnych operacji informacyjnych i psychologicznych przeciwko ukraińskim obrońcom. Od 2014 r. stosowano różne metody i podejścia, ale główny cel pozostaje oczywisty: stworzenie warunków do okrążenia znacznej liczby ukraińskich żołnierzy. Tragedia Iłowajska w sierpniu 2014 roku i dramatyczna bitwa o Debalcewe na początku 2015 roku stworzyły pewien nurt rosyjskiej propagandy. Jej dostawcy doskonale zdają sobie sprawę z wpływu, jaki „kotły” wywierają na społeczeństwo ukraińskie. W związku z tym rosyjscy propagandyści skupiają się na podwójnym efekcie: militarnej porażce Sił Zbrojnych Ukrainy i oburzeniu wewnątrz ukraińskiego społeczeństwa. Warto przypomnieć, że taką praktykę przeprowadzali bolszewicy w latach 1916-1917, rozkładając od wewnątrz Rosyjską Armię Cesarską po obaleniu caratu.

Ulotka, która jest rozpowszechniana wśród ukraińskich obrońców, to nie tylko instrukcja opuszczenia pozycji. Ma ona na celu osiągnięcie masowości i rozgłosu tego procesu. Jej anonimowi autorzy dają do zrozumienia, że masowa ucieczka z pozycji nie będzie miała konsekwencji prawnych, radzą odwołać się do braku rozkazów, amunicji i paliwa, dużej liczby rannych w szeregach odrębnego oddziału. Rosyjscy propagandyści obiecują, że nawet „trybunał międzynarodowy” (nie wiadomo który, może chodzi o Europejski Trybunał Praw Człowieka) uniewinni tych, którzy odejdą z pozycji w grupie. Niestety, ta wroga propaganda kilkakrotnie odbiła się na szeregach ukraińskich obrońców, którzy nie zdołali obiektywnie ocenić tej trującej pokusy.

Tym, którzy chcą odejść z pozycji, zaleca się nagranie apelu wideo do władz kraju (oczywiście powinno to gwarantować rozgłos, takie wideo są szybko wychwytywane przez prorosyjskie kanały telegramowe, co wskazuje na istnienie pewnego algorytmu). Zwraca się również uwagę na radę, aby wychodzić tylko z bronią osobistą, pozostawiając ciężką broń na miejscu. Łatwo się domyślić, że wycofujące się w ten sposób oddziały mogą stać się łatwym celem dla artylerii i samolotów wroga.

Wrogie wezwania do opuszczenia pozycji mogłyby zostać potraktowane jako dzieło nieznanych wrogów, gdyby nie dwa niuanse. Pierwszy to rada, by izolować „nacjonalistów i bandytów z SBU”. Drugi to silna rekomendacja, by w procesie opuszczania pozycji unikać „oddziałów nacjonalistycznych”, które mogą pełnić rolę jednostek barykadujących. Te narracje rosyjskiej propagandy, potwierdzają, że są autorstwa rosyjskich służb specjalnych.

Choć 24 lutego 2022 r. konfrontacja z Rosją przeszła z fazy wojny hybrydowej do inwazji wojsk rosyjskich na pełną skalę, nie zniknęły metody informacyjnego i psychologicznego oddziaływania na ukraińskich obrońców. Kreml nadal polega na wstrząsaniu stabilnością Sił Zbrojnych od wewnątrz, proponując (uwaga!) nie poddanie się, ale przejście na pozycje i przejście na tyły. Cel jest jasny – zakrojona na szeroką skalę demoralizacja wojsk ukraińskich i rozprzestrzenienie się paniki na ich tyłach.

Zmarła Bożenna Kastory, dziennikarka, popularyzatorka nauki

16 czerwca odeszła Bożenna Kastory-Grzędzielska, dziennikarka, popularyzatorka nauki. Miała 83 lata.  

Ukończyła studnia na Wydziale Geografii Uniwersytetu Warszawskiego, Wiele lat pracowała w Polskim Radiu, wyrzucona stamtąd w czasie stanu wojennego przeszła do „Życia Warszawy”. Później pracowała wiele lat we „Wprost”, a następnie w tygodniku „Newsweek”. Była popularyzatorką nauki, potrafiła w łatwy sposób opowiadać o rzeczach trudnych do zrozumienia.

Pogrzeb odbędzie się w piątek, 24 czerwca 2022, na Cmentarzu Bródnowskim. Ceremonia pogrzebowa (świecka) rozpocznie się przy bramie cmentarza od ul. Odrowąża o godzinie 13.45.