Ze wsparciem CMWP SDP: Wygrana dziennikarza w procesie z rozgłośnią Polskiego Radia w likwidacji

Redaktor Bartosz Garczyński, były dziennikarz Radia Poznań został zwolniony z pracy bezprawnie –  orzekł Sąd Rejonowy w Poznaniu i nakazał  likwidatorowi przywrócenie dziennikarza do pracy. „Nie można zwalniać dziennikarza za jego poglądy” – powiedziała Aleksandra Bernatowicz, sędzia Sądu Rejonowego Poznań Grunwald-Jeżyce  uzasadniając decyzję sądu.  Dziennikarz ma wsparcie CMWP SDP, obserwatorem procesu był red. Tadeusz Owczarzak-Gran.

Red. Bartosz Garczyński  został zwolniony  z pracy w poznańskiej rozgłośni Polskiego Radia w konsekwencji postawienia przez rząd mediów publicznych w stan rzekomej „likwidacji” mediów publicznych.  8 kwietnia b.r. Sąd Rejonowy Poznań Grunwald – Jeżyce ogłosił w tej sprawie postanowienie. Decyzją poznańskiego sądu  Bartosz Garczyński ma zostać przywrócony do pracy w Radiu Poznań. Sędzia Sądu Rejonowego  Aleksandra Bernatowicz nie podzieliła zdania likwidatora Piotra Michalaka, który twierdził że zwolnienie odbyło się w sposób właściwy. Sędzia potwierdziła,  że „nie można zwalniać dziennikarza za jego poglądy”. „To zwycięstwo dedykuję wszystkim niezależnym dziennikarzom zwolnionym z pracy przez polityków i ich likwidatorów” – mówił Bartosz Garczyński obecnie redaktor naczelny portalu Odpowiedzialny Poznań – odpowiedzialnypoznan.pl – o tematykyce miejsko-edukacyjnej.

Bartosz Garczyński przez wiele lat był związany z nieistniejącym obecnie wydawnictwem Ditro Communication, wydającym przewodnik turystyczny The Visitor. W 2020 roku rozpoczął pracę w Radiu Poznań, gdzie był reporterem. Był także autorem audycji geopolitycznej Magazyn Zachodni oraz audycji heavymetalowej Muzyczna Petarda. Po zmianie kierownictwa Radia Poznań w styczniu 2024 roku  jego programy zostały usunięte z anteny a on sam został zwolniony z pracy m.in. za „nieprzewidywalne wypowiedzi na antenie”. W toku sprawy ani likwidator Piotr Michalak, ani jego pełnomocnik Krzysztof Sadowski, nie byli jednak w stanie wskazać żadnego przykładu takich wypowiedzi.

Zarzutem podnoszonym przez likwidatora i pełnomocnika było także wcześniejsze zaangażowanie dziennikarza w ruch Kukiz 15. Sąd uznał jednak, że argumentacja obecnych władz likwidacyjnych radia była niewłaściwa. Sąd podkreślił, że niedopuszczalne jest zwalnianie dziennikarza w sytuacji, w której nikt nie miał zastrzeżeń do wykonywanych przez niego obowiązków. Podczas ogłaszania wyroku na sali nie było przedstawicieli Radia Poznań w likwidacji. W imieniu Centrum Monitoringu Wolności Prasy  Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich sprawę monitorował były dziennikarz  TVP 3 Poznań Tadeusz Owczarzak-Gran. Wyrok sądu nie jest prawomocny.

CMWP SDP: Odszkodowanie za wadliwe wypowiedzenia – korzystny wyrok dla dziennikarzy Radia Zachód

Przyznane odszkodowanie za niezgodne z prawem wypowiedzenie umowy o pracę wraz z odsetkami z wymogiem natychmiastowej wykonalności oraz oddalenie powództwa o przywrócenie do pracy. Taki wyrok usłyszeli dwaj dziennikarze: Łukasz Brodzik i Marek Poniedziałek, w Sądzie Pracy w Zielonej Górze, w piątek 28. marca 2025 roku. Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP, obserwatorem procesu jest red. Aleksandra Tabaczyńska.

27 marca 2025 roku, przed Sądem Pracy w Zielonej Górze, odbyła się druga rozprawa w procesie z powództwa trzech dziennikarzy zwolnionych z pracy w Regionalnej Rozgłośni Polskiego Radia – Radia Zachód. Sędzia SR Lidia Iwanowska na poprzedniej rozprawie w listopadzie 2024 r. połączyła trzy sprawy w jeden proces i tak 27 marca stawili się: red. Daniel Sawicki, red. Marek Poniedziałek oraz red. Łukasz Brodzik wraz z pełnomocnikami, a także likwidator Radia Zachód Michał Iwanowski z pełnomocnikiem. Proces został objęty monitoringiem CMWP SDP, którego obserwatorem jest Aleksandra Tabaczyńska.

Na pytanie sędzi, czy są szanse na ugodę, red. Sawicki, potwierdził, że jest gotów zawrzeć porozumienie z likwidatorem. Została zarządzona krótka przerwa, po której zawarto ugodę. Daniel Sawicki, wycofał powództwo, otrzymał odszkodowanie oraz wzajemne zniesienie kosztów, a sąd umorzył postępowanie wobec dziennikarza przeciwko Radiu Zachód.

Dziennikarze Marek Poniedziałek i Łukasz Brodzik nie zgodzili się na ugodę. 26 stycznia 2024 r. pracodawca – Polskie Radio – Regionalna Rozgłośnia w Zielonej Górze „Radio Zachód” S.A. rozwiązało z nimi umowę o pracę z zachowaniem okresu wypowiedzenia. Od tej decyzji zostało wniesione odwołanie do sądu pracy, wnosząc o uznanie wypowiedzenia za bezskuteczne względnie o przywrócenie do pracy i żądając zabezpieczenia powództwa poprzez nakazanie pozwanemu dalszego zatrudniania powoda do czasu prawomocnego zakończenia postępowania.

W wypowiedzeniu likwidator zarzucał dziennikarzom nienależyte wykonywanie obowiązków pracowniczych. Powoływał się na wymóg bezstronności, wyważenia i niezależności twierdząc, iż Marek Poniedziałek i Łukasz Brodzik tych standardów mieli nie zachowywać, a nawet je łamać. Jednakże w treści wypowiedzenia zarzut ten został ujęty ogólnikowo i nie poparty żadnymi przykładami. W związku z tym obaj dziennikarze wskazywali, że nie mają wiedzy dlaczego zostali zwolnieni z pracy, gdyż w wypowiedzeniu spółka zawarła swoją opinię na temat ich pracy, zamiast wskazać rzeczywistą i udokumentowaną przyczynę.

Ustne uzasadnienie wyroku

Sędzia Lidia Iwanowska uzasadniając wyrok, powołała się na wnikliwe i dogłębne rozpoznanie sprawy. Sąd uznał i ustalił, że na mocy uchwał, które zapadły pod koniec grudnia 2023 roku, likwidacja została wpisana do Krajowego Rejestru Sądowego, podobnie jak 17 oddziałów regionalnych Polskiego Radia. Likwidator Michał Iwanowski został prawomocnie wpisany postanowieniem Sądu Rejestrowego w dniu 29 listopada 2024 roku. Tym samym według sądu, likwidacja spółki jest stanem obiektywnym, i Sąd Pracy nie może w żaden sposób zaprzeczać takiemu stanowi rzeczy, gdyż likwidacja jest formalnie wpisana, zaistniała i trwa. Wynika to z odpisu z rejestru.

Sądowi z urzędu znane są okoliczności, że uchwały o postawieniu w stan likwidacji spółki z udziałem skarbu państwa, zostały zaskarżone przez Radę Nadzorczą Polskiego Radia Oddział w Kielcach. Został tam wydany prawomocny wyrok, że uchwały te są prawidłowe i ważne. W związku z tym sąd uznał, że spółka jest w likwidacji i ona trwa. W ocenie sądu niezasadny jest zarzut, że taka spółka nie może być zlikwidowana z uwagi na treść artykułu 64 Ustawy o Radiofonii i Telewizji. Wypowiedział się na ten temat Sąd Okręgowy w Kielcach jednoznacznie wskazując, że taka spółka może być zlikwidowana lub ulec przekształceniu czy zmianie w inne podmioty.

Biorąc pod uwagę to, że Sąd Pracy musiał uznać obiektywną okoliczność likwidacji, oraz że obaj dziennikarze są pracownikami podlegającymi szczególnej ochronie, sąd mógł nie uwzględnić przywrócenia obu dziennikarzy do pracy i w to miejsce zasądził odszkodowanie. Sąd przyznał, że oświadczenie likwidatora o wypowiedzeniu nie zawiera kryterium doboru pracowników do zwolnienia i jest wadliwe. Zebrany w sprawie materiał dowodowy jednoznacznie wskazuje, że likwidator 26. 01. 2024 roku, nie wskazał żadnego takiego kryterium co przesądza o wadliwości wypowiedzenia.

Sąd zbadał także drugą przyczynę zwolnienia. Mianowicie naruszenia art. 21 ustawy o radiofonii i telewizji, którą uznał za niekonkretną gdyż nie zawierała ona żadnych przykładów naruszeń przy prowadzeniu przez dziennikarzy audycji. Likwidator nie może dopiero na etapie postępowania przywoływać takich przykładów. Sąd uznał również za niecelowe przywrócenie Łukasza Brodzika i Marka Poniedziałka do pracy. Decyzję tę podjął ze względu na specyfikę zawodu oraz sytuację likwidatora, który realizuje i ma do tego prawo, określoną linię programową, ponadto jest to praca zespołowa w grupie pracowniczej. W to miejsce zasądził pełne odszkodowanie.

Tak więc w przypadku obu zwolnionych Sąd przyznał im wielotysięczne odszkodowania, z czego część z rygorem natychmiastowej zapłaty.
Co ważne, w obu sprawach Sąd oddalił jednak ich żądanie przywrócenia do pracy, uznając je za niecelowe, szczególnie w sytuacji formalnej likwidacji spółki. Wyrok nie jest prawomocny.

Kolejne odroczenie wyroku w sprawie Donald Tusk kontra Tomasz Sakiewicz – monitoring CMWP SDP

W Sądzie Okręgowym w Warszawie 31 stycznia 2025 r. miało dojść do ogłoszenia wyroku w sprawie z powództwa Donalda Tuska przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi oraz Niezależnemu Wydawnictwu Polskiemu. Wyrok został odroczony do 19 lutego. Ma to związek z pismem amicus curiae przygotowanym przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, które – jak się okazuje – może mieć wpływ na ostateczne rozstrzygnięcie. Obserwatorem procesu w imieniu CMWP SDP jest red. Anna Maria Szczepaniak. 

Sprawa dotyczy okładki GP z 20 lipca 2022 r., na której przewodniczący Platformy Obywatelskiej ma zaciśniętą pięść, a całość jest opatrzona napisem Gott mit uns. Na dole strony znajduje się dopisek: Słowa Donalda Tuska: „Wierzysz w Boga, nie głosujesz na PiS” to odpowiednik pruskiego „Gott mit uns”, obecnego na klamrach niemieckich pasów. Padły, gdy polski rząd wspiera Ukrainę w walce pod innym starym hasłem: „W imię Boga za wolność naszą i waszą”. Patriarcha Cyryl i Tusk głoszą, że najwyższe dobro nie jest po stronie tych, co niosą sztandar wolności, ale po stronie tyranii. Przewodniczący Platformy Obywatelskiej zarzuca redaktorowi naczelnemu „Gazety Polskiej” naruszenie dóbr osobistych, domaga się od niego publikacji wielokrotnych przeprosin na łamach mediów tradycyjnych i społecznościowych oraz po 100 tysięcy złotych odszkodowania zarówno od red. Sakiewicza, jak i pozwanego wydawnictwa z powodu okładki tygodnika . Sprawa jest objęta monitoringiem CMWP SDP.

Trudno sobie wyobrazić większą staranność przy tworzeniu okładki zwiastującej znajdujący się wewnątrz czasopisma artykuł, który odnosi się do kontrowersyjnych słów powoda Donalda Tuska o tym, iż „jeśli ktoś wierzy w Boga, to nie głosuje na PiS”. Karanie Redakcji i dziennikarzy za rutynowe wykonanie przez nich swoich obowiązków staje się w tym wypadku szykaną, która godzi w niezależność dziennikarską. W oczywisty sposób narusza to zasadę wolności słowa demokratycznego państwa, gdyż jej podstawą jest prawo dziennikarzy do swobodnego komentowania wszelkich zdarzeń w życiu publicznym – to fragment opinii amicus curie CMWP SDP, jaka została przesłana do Sądu Okręgowego w Warszawie

Pełnomocnik przewodniczącego PO adwokat Maciej Ślusarek, wskazuje, iż – nawet jeśli polityk powinien wykazywać się „grubszą skórą” i tolerować ostrzejszą krytykę – zestawianie Tuska z Adolfem Hitlerem zdecydowanie wykracza poza dopuszczalne normy satyry: „My twierdzimy, że są również granice satyry i tą granicą nieprzekraczalną jest przypisywanie komuś czy porównywanie i zestawianie z postacią, która chyba dokonała największych zbrodni w nowożytnych czasach. (…) Nawet politycy mają prawo do poczucia godności i dobrego imienia i przypisanie im i zestawienie z postacią Hitlera przez – dosyć zresztą nieudolną – graficzną manipulację wydaje się zasadniczym przekroczeniem tej granicy wolności debaty”. W ocenie mec. Ślusarka mamy tu do czynienia z mową nienawiści, której szkodliwe skutki dotykają nas wszystkich: „Ta sprawa ma też istotny charakter dla postawienia pewnej tamy mowie nienawiści w całej przestrzeni publicznej (…). Wydaje mi się, że ona istotna jest nie tylko dla polityków, ale przede wszystkim dla nas – obywateli”. Pełnomocnik Tuska obawia się, że niczym nieskrępowana wolność wypowiedzi może stanowić bardzo poważne zagrożenie: „Ta nieograniczona wolność może prowadzić do rozpowszechniania hejtu, mowy nienawiści i konsekwencje tego będą dramatyczne”.

Zupełnie inaczej na całą sprawę patrzy strona pozwana, reprezentowana przez adwokata Sławomira Sawickiego. W jego ocenie celem okładki nie było obrażanie kogokolwiek, lecz zastosowanie karykatury do zilustrowania kontrowersyjnej – zdaniem redakcji Gazety Polskiej – wypowiedzi Donalda Tuska: „Mieliśmy do czynienia z karykaturą, z satyrą, która jest dozwolona przez prawo prasowe” – uważa mec. Sawicki. Pełnomocnik red. Sakiewicza jest zdania, iż w debacie publicznej powinna obowiązywać szeroka ochrona wolności słowa, w tym prawa do ostrej krytyki i satyry politycznej.

Podczas mowy końcowej na sali rozpraw reprezentant strony pozwanej zwrócił uwagę na dysproporcję między wytoczonym przez Donalda Tuska pozwem a jego reakcją – a właściwie brakiem reakcji – na inne, mocne wypowiedzi pojawiające się w życiu publicznym: „Powód ma pretensje o publikację satyryczną, karykaturalną. Natomiast jakoś nie ma przynajmniej większych pretensji do wypowiedzi swojego ministra, pani Nowackiej, której wolę nie przytaczać. Wszyscy ją przecież tu znamy”. Chodzi o przemówienie minister edukacji narodowej sprzed paru dni podczas międzynarodowej konferencji w Krakowie zorganizowanej w 80. rocznicę wyzwolenia niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz-Birkenau, na której wygłosiła zdanie: „Na terenie okupowanym przez Niemcy polscy naziści zbudowali obozy, które były obozami pracy, a potem stały się obozami masowej zagłady”. Słowa te poruszyły całą przestrzeń polityczno-medialną w Polsce. Premier Tusk stanął wówczas w obronie min. Nowackiej, mówiąc: „Nie będę wyciągał jakichś dramatycznych konsekwencji z powodu przejęzyczenia”.

Pełnomocnik red. Sakiewicza w mowie końcowej odwołał się także do deklaracji właścicieli największych platform internetowych dotyczących poluzowania cenzury i większej swobodzie w wyrażaniu opinii: „Chciałbym jeszcze powiedzieć, że na świecie wiele się zmieniło. Już nie tylko portal X poszedł w kierunku wolności słowa, ale także portal Meta, szeroko nam znany Facebook, Instagram. Pan Zuckerberg, pan Bezos opowiedzieli się za wolnością słowa, za brakiem cenzury. I sądzę, Wysoki Sądzie, że na tej sali powinno się także pójść za tym tropem”. Mec. Sawicki argumentował przy tym, że debata publiczna i krytyka – a w tym także satyra – wobec osób sprawujących władzę stanowią fundament wolnego społeczeństwa, a ewentualne ograniczenia powinny dotyczyć wyłącznie skrajnych, ewidentnie bezprawnych przypadków.

Jak wynika z informacji przekazanych przez uczestników procesu, powodem kolejnego odroczenia ogłoszenia wyroku jest m.in. chęć szczegółowego odniesienia się przez sąd do dokumentu przygotowanego w formule amicus curiae przez Centrum Monitoringu Wolności Prasy. Choć – w opinii mec. Ślusarka – w świetle przepisów postępowania cywilnego pismo takie nie ma charakteru wiążącego, może jednak pomóc w rozstrzygnięciu istotnych wątków dotyczących wolności słowa. Z kolei mec. Sawicki uważa, że stanowisko CMWP SDP może okazać się ważnym argumentem dla szerokiego zakresu dopuszczalnej krytyki medialnej. Sprawa Donalda Tuska przeciwko Tomaszowi Sakiewiczowi i Niezależnemu Wydawnictwu Polskiemu ma zasadnicze znaczenie z punktu widzenia wolności słowa oraz praw i obowiązków dziennikarzy w relacjonowaniu i komentowaniu działalności osób pełniących funkcje publiczne. Wyrok, który sąd wyda w tej sprawie, może mieć istotny wpływ na kształt granic dopuszczalnej krytyki prasowej w Polsce – powiedział mec. Sławomir Sawicki.

Ogłoszenie wyroku w tej sprawie zapowiedziano na 19 lutego.

 

tekst i zdjęcia Anna Maria Szczepaniak

Szef TV REPUBLIKA Tomasz Sakiewicz: Będzie lista podmiotów łamiących wolność słowa w Polsce

Prezes TV Republika, redaktor naczelny Gazety Polskiej i Gazety Polskiej Codziennie Tomasz Sakiewicz zapowiedział zdecydowaną walkę z atakami wymierzonymi w niezależne media. „Przygotowujemy listę organizacji i firm zaangażowanych w łamanie wolności słowa w Polsce” – napisał na X Sakiewicz.

To odpowiedź na słowa Jerzego Owsiaka o zerwaniu współpracy WOŚP z firmami, które zamieszczają reklamy w TV Republika. „Występujemy przeciwko Owsiakowi z kolejnym pozwem o czyn nieuczciwej konkurencji. Na podstawie absurdalnego kłamstwa chce zastraszać reklamodawców. Każda realna szkoda zostanie pokryta z kieszeni tego kłamcy” – podkreślił Sakiewicz.

Jerzy Owsiak ogłosił, że jego fundacja nie będzie współpracować z firmami, które bedą się promować i zamieszczać reklamy w na antenie TV Republika. Lider WOŚP powiedział, że to stacja „antyonkologiczna, antyhematologiczna, antyludzka momentami”.

Szef Republiki zapowiedział też zdecydowane działania wobec innych instytucji szkodzących niezależności mediów w Polsce. „Przygotowujemy listę organizacji i firm zaangażowanych w łamanie wolności słowa w Polsce. Liczę, że w niedługim czasie będą objęci takimi samymi sankcjami jak te, które angażują się w złe rzeczy w państwach bandyckich” – zapowiedział Tomasz Sakiewicz.

opr. red. / X/ TV Republika/ Media Alert

Głosić prawdę i nieść nadzieję – jubileusz dziennikarzy i przewodników PTTK w Gdańsku

Serię debat jubileuszowych roku 2025 w Archidiecezji Gdańskiej rozpoczęło spotkanie z dziennikarzami i przewodnikami. „Prawda to podstawowe kryterium rzetelności w mediach, dziennikarz musi do niej dążyć i ją przedstawiać. Wielu z nas traktuje swój zawód jak powołanie, więc staramy się zawsze być wierni prawdzie” – mówiła prezes SDP Jolanta Hajdasz. Spotkanie odbyło się 26 stycznia a jego inicjatorami byli biskup Piotr Przyborek i ks. Mateusz Tarczyński, redaktor naczelny gdańskiej redakcji tygodnika Gość Niedzielny.

Okazją do spotkania był trwający w kościele katolickim Rok Jubileuszowy 2025 oraz 100. rocznica powstania  Archidiecezji Gdańskiej. Termin też nie był przypadkowy – zbiegał się z obchodzonym 24 stycznia Światowym Dniem Środków Społecznego Przekazu.  Przed dyskusją w Archikatedrze w Oliwie została odprawiona uroczysta Msza św.  pod przewodnictwem ks. bp Piotra Przyborka, biskupa pomocniczego archikatedry gdańskiej, a po niej w Auli Jana Pawła II odbyła się debata pod hasłem „Pielgrzymi nadziei”.

Słowo – nieść dobrą nowinę

W swojej homilii biskup Piotr Przyborek, nawiązując do słów Ewangelii o niesieniu Dobrej Nowiny, zastanawiał się nad znaczeniem „słowa”, mówił o tym, jak jest ważne uświadomienie sobie tego, co chce się przekazać wypowiadając dane słowa. Ks. dr Adam Jeszka, konsultor Rady ds. Turystyki i Pielgrzymek KEP wyjaśniał znaczenie znaków pielgrzymich i omówił dynamiczny rozwój i stale rosnąca popularność szlaków św. Jakuba w Europie.

Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana”. Biskup Piotr Przyborek podkreślił, że ten fragment Ewangelii czytany w tę konkretną niedzielę w kościołach ukazuje, jak wielką moc ma słowo.

Dwóch ministrantów

„Słowem można człowieka zniszczyć albo go dźwignąć” – powiedział biskup. Przypomniał dwa zdarzenia sprzed wielu lat, kiedy to dwóm różnym ministrantom w dwóch różnych krajach upadła ampułka i roztrzaskała się. Jeden z nich usłyszał od kapłana słowa nagany: „idź stąd i więcej nie wracaj”, a do drugi został potraktowany z wielką wyrozumiałością.

Pierwszy  chłopiec to Josef Bros Tito, późniejszy dyktator komunistycznej Jugosławii, który tak silnie przeżył owe zdarzenie, że odszedł i nigdy już nie wrócił do Kościoła, a po latach stał się dyktatorem narodów bałkańskich. Ten drugi ministrant to późniejszy kardynał Fulton Sheen, który w tej opisywanej sytuacji  usłyszał słowa :„ty zajmiesz kiedyś moje miejsce”. Ten chłopiec został kapłanem, a potem świętym. „Może więc dobrze jest, nawiązując do opowieści Sokratesa o trzech sitach, przesiewać słowa przez sito pytając siebie czy to jest prawdziwe, co chcę powiedzieć, czy to jest ważne i czy to jest dobre? – pytał biskup i radził by słowa, zwłaszcza te negatywne, wymawiać bardzo ostrożnie a najlepiej w ogóle ich nie używać.

Dziennikarz i przewodnik

Ks. Mateusz Tarczyński zastanawiał się nad tym co łączy pracowników mediów z przewodnikami PTTK? Duchowny dowodził, że jedni i drudzy starają się uchwycić i pokazać prawdę – media o zaistniałych faktach, przewodnicy o dziedzictwie kulturowym i historii.  Słowo jest również znakiem. A czym są znaki i po co są? „Znaki mogą nas odsyłać do innych obiektów lub zjawisk” – wyjaśniał ks. Adam Jeszka.

 Fasada oliwskiej katedry

„Odsyłają do czegoś innego w sposób bezpośredni i naturalny”. Znakiem jest muszelka na drodze do grobu św. Jakuba. Znak to również drogowskaz, informacja. Znaki mają też znaczenie symboliczne, jak chociażby dwie skrzyżowane ze sobą linie tworzące krzyż.

Symbole

I właśnie na przekazywaniu prawdy  skupiła się prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich i dyrektor Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP dr Jolanta Hajdasz. Jej wystąpienie „Głosić prawdę i nieść nadzieję” skoncentrowało się na wyjaśnieniu, czym jest prawda dla dziennikarzy, na czym polega jej odkrywanie i jakie zagrożenia czyhają na dziennikarzy w ich pracy we współczesnych mediach?

To bardzo trudne, zwłaszcza w Polsce, gdy mamy do czynienia z zawodem tak otwartym. W dzisiejszych czasach niemal każdy chce pokazać, że ma rację. I na dodatek chce coś przekazać niezależnie od tego, czy inni chcą tego słuchać, czy nie” – mówiła Hajdasz.

Aby świadomie nie kłamać

Wielu dziennikarzy nie wszystko może powiedzieć, ale to przecież dziennikarze odkrywają prawdę. Jan Paweł II mówił: „najważniejsze, żebyście świadomie nie kłamali”.

Prezes SDP zwróciła uwagę na ogromne wyzwania dziennikarskie w XXI wieku. „Najbardziej wartościowe rzeczy w naszej pracy  powstają poprzez uprawianie czegoś co nazywamy dziennikarstwem tożsamościowym, czyli wykonywaniem zawodu nie tylko dla pensji i honorarium , ale także, a czasem – przede wszystkim  – z pasji i dążenia do ukazania prawdy, co robi się poza godzinami pracy, z pasji, z chęci rozwijania zainteresowań i szukania prawdy, np. chcemy np. opisać jakiś mało znany, a unikatowy obiekt architektoniczny, albo pokazać historię ludzi, którzy nigdy wcześniej jej nie opowiadali” – podkreśliła Jolanta Hajadasz.

Debata podczas spoktania: (od lewej) ks. dr Maciej Kwiecień, ks. dr Adam Jeszka, prezes SDP dr Jolanta Hajdasz

Jej zdaniem kwintesencją dziennikarstwa jest odkrywanie prawdy o otaczającym nas świecie. Prezes SDP przytoczyła też słowa papieża Franciszka wypowiedziane w orędziu na 59. Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu, który przypadł 24 stycznia 2025 r.: „Dzielcie się z łagodnością nadzieją, która jest w waszych sercach”.

Odkrywanie prawdy

We wspólnej debacie, której moderatorem był ks. dr Maciej Kwiecień, rzecznik archidiecezji gdańskiej, redaktor naczelny gdańskiego oddziału sieci „Radia Plus”, padło sporo pytań związanych z życiem w prawdzie i jej głoszeniem. Prezes SDP  mówiła m.in. o podświadomym przekazie, zwłaszcza tym wizualnym, z czego większość osób nie zdaje sobie sprawy. „Twierdzą, że nikogo nie słuchają, że sami sobie radzą w odkrywaniu prawdy, bo np. nie oglądają telewizji, a wszelkie wiadomości uzyskują w Internecie. Tylko nie wiedzą, że ktoś po coś tę informację w tym Internecie zamieścił i nie musi być ona prawdziwa, chociaż taką się wydaje” – ostrzegała. „Proponuje, aby szukać tych mediów, w których nie przeważa interes korporacyjny. O niektórych mass mediach mówi się, że są niezależne, ale ważne jest, jak dane medium odnosi się do kodeksu dziennikarskiego” – wskazywała Hajdasz.

Uczestnicy spotkania dziennikarzy i przewodników turystycznych w aulii Jana Pawła II na terenie gdańskiej kurii

„No i kolejna sprawa – każde medium ma właściciela, który ma wpływ na to co się przekazuje, np. pod kątem kampanii wyborczej. Czyli, zgodnie z zasadą <<czyje media tego przekaz>>”. Czy może znaleźć się coś krytycznego na temat samorządowców i piśmie wydawanym przez samorząd? Jest to taka naturalna cenzura” – mówiła Hajdasz podkreślając, że media pełnią ważną rolę, ale mnóstwo ludzi chce za ich pośrednictwem nas oszukiwać.

Modelem optymalnym jest oglądanie wielu stacji, [korzystanie z wielu mediów – red.], ale nie każdy ma na to czas” – podkreśliła prezes SDP.

JÓZEFA MATUSZA wspomina Andrzej Klimczak: Odszedł wieczny optymista

Poznaliśmy się na początku lat 90-tych. Józek Matusz właśnie zakończył pracę w „Dzienniku Obywatelskim AZ”, gazecie podkarpackiej, która powstała po wyborach w roku 1989. Ten periodyk był, nie tylko dla Józka, poligonem doświadczalnym nowego, wolnego dziennikarstwa. Tam też zaczęła się dla Niego profesjonalna szkoła żurnalistyki, którą wcześniej uprawiał w studenckim piśmie „Dwukropek”.

Na dobre poznaliśmy się dopiero w „Rzeszowskich Nowinach”, całe lata dzieląc ten sam pokój redakcyjny. Pełnił też rolę kierownika oddziału Polskiej Agencji Prasowej, a później jednoosobowego oddziału „Rzeczpospolitej”. Na dodatek został jeszcze prezesem regionalnego oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Rzeszowie.

Był prawdziwym pasjonatem swojej pracy. Nadmiar obowiązków powodował czasem, że Józek bywał roztargniony, ciągle w niedoczasie, zabiegany pomiędzy obowiązkami rodzinnymi i zawodowymi. Czasem powodowało to zabawne dla  kolegów – pewnie mniej zabawne dla rodziny – sytuacje.

W czasach, gdy „Nowiny” były jeszcze drukowane w Rzeszowie a ich nakład sięgał 250-300 tysięcy egzemplarzy, każdy z nas musiał co jakiś czas dyżurować, nadzorując skład gazety, aż do przekazania materiału do drukarni w okolicach godziny 24.

W towarzystwie Józka zacząłem dyżur przed godziną 15-tą. Pisząc jakiś artykuł, siedział przy sąsiednim biurku. Co jakiś czas wstawał, robił kilka kroków po pokoju i głośno zastanawiał się co miał zrobić, bo na pewno żona prosiła aby coś zrobił. Między godziną 15-tą a 20-tą kilka razy przechadzał się po redakcyjnym pokoju i zastanawiał głośno co miał zrobić?

Nagle, parę minut po godzinie 20-tej, zerwał się na równe nogi i zakrzyknął: Już wiem! Miałem odebrać dziecko z przedszkola! Okazało się, że cierpliwa przedszkolanka czekała do 18-tej, a potem sama zawiozła córkę Józka do domu. To był właśnie Józio. Skupiony na pracy. Zaangażowany wielowątkowo i przez nadmiar obowiązków służbowych i zajęć pozazawodowych nie zawsze panujący nad przyziemną rzeczywistością.

Miał radosne usposobienie wiecznego optymisty. To zjednywało mu wielu znajomych i kolegów. W Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich, kiedy był prezesem oddziału w Rzeszowie, zasłynął jako organizator zabaw sylwestrowych dla żurnalistów oraz corocznych regat żeglarskich dla dziennikarzy, organizowanych ze Związkiem Żeglarskim w Polańczyku nad Soliną.

Na wszystkich imprezach był duszą towarzystwa. Jeszcze przed pandemią uczestniczył prawie we wszystkich naszych wyjazdach do Lwowa i poszukiwaniach na cmentarzach grobów przedwojennych dziennikarzy.

Kiedy został dyrektorem TVP3 Rzeszów obejmował stanowisko z planami dużych zmian programowych i personalnych. Nie wspominał o nich jednak głośno. Powiedział mi kiedyś, że znalazł się w trudnej sytuacji, w której miejscowi politycy różnych opcji próbowali na nim wymusić zmiany programowe i wymianę części kadry. Nie wprowadził jednak żadnych istotnych zmian, również tych personalnych. Jedyną zmianą kadrową w TVP3 Rzeszów, po siłowym przejęciu mediów publicznych, było… odsunięcie Józka od pełnienia obowiązków dyrektorskich przez nowe kierownictwo TVP.

Do końca miał nadzieję, że gdy wróci normalność on też powróci do pracy…

Swoim odejściem zaskoczył wielu z nas. Dopiero gdy umarł, okazało się że cierpiał na poważną chorobę. Nie było tego świadoma większości dziennikarzy wiedzących przecież praktycznie wszystko a czasem nawet więcej…

Wszyscy, którzy Go znali w najbliższych dniach zjednoczą się we wspólnej modlitwie: Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie…

 

Andrzej Klimczak

Prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich w Rzeszowie

 

 

 

Współcześni dziennikarze nie zauważyliby, gdyby teraz narodził się Zbawiciel – pisze HUBERT BEKRYCHT: Pisarczykowie nie prorocy

„[Jerozolima; o poranku]. Z potwierdzonych pustynnych źródeł dowiadujemy się, że ciągną do nas w bogatej karawanie trzej goście. Idą ze Wschodu zasłyszawszy pogłoski. Ponoć zmierzają do Betlejem. A jak wiemy to tam gdzie były zamieszki w związku z tym, że w nocy z 24 na 25 dzień ostatniego miesiąca ubiegłego roku urodziło się zdrowe dziecko żydowskie, w skali Eskulapa 10, z matki Marii z d. Judejskiej, gospodyni domowej i Józefa Cieślaka, stolarza z Nazaretu” tak mogliby napisać wówczas w „Wieściach z Betlejem” lub „Bethleiem Post” czy w „Galilea Zeitung”. Ani słowa o Istocie, ani słowa o Nadziei. 

„Tam właśnie, w Betlejem, owego dnia pijani pasterze wszczęli burdę z powodu decyzji właściciela restauracji <<U Chama>> – Kaanana N., który nie chciał wpuścić do gospody Marii i Józefa. Pasterze zaprowadzili parę do pobliskiej groty, gdzie brzemienna niewiasta powiła syna a sami poszli wymierzyć sprawiedliwość szynkarzowi. Nagle, z groty zaczęły wydobywać się jakieś niezidentyfikowane ognie i poblaski, co pracownicy zakładu owczarskiego tłumaczyli <<cudem>> i <<początkiem końca>>. Pasterzy aresztowano. Na Kaanana N. nałożono karę. Zawiadomiono Kwiryniusza, bo obawiano się spisku i Heroda, bo dobrych miał szpiegów. Strat nie oszacowano. Galilejski Sąd Najwyższy zbierze się w tej sprawie po najbliższym szabacie” – tak mogłaby wyglądać depesza z owej Nocy. A Jezus? A Dobra Nowina? No cóż, to się też i wtedy „nie klikało”…

Dawno, dawno temu, kiedy nie było CNN…

Dobrze, że ponad 2 tysiąca lat temu nie było Fox News i CNN, Haaretz i Die Welt, Guardiana, Le Monde i Corriere della Sera. No i dzięki Bogu – nigdy to nie było aż tak adekwatne – nade wszystko, podczas Nocy Narodzin, nie było mediów społecznościowych. Chociaż pierwsi dziennikarze pojawili się grubo wcześniej, to chwała Panu, że nie mieli Internetu i laptopów z szybkim transferem danych.

Nawet św. Łukasz Ewangelista mając już „dziennikarską legitymację” pomylił się sporządzając ten opis na podstawie większej dawki informacji. Bo to Sencjusz wówczas, a nie Kwiryniusz był namiestnikiem Rzymu w Syrii i administrował pobliską Judeą. Taki błąd zresztą i teraz uszedłby płazem.

Dlaczego postawiłem tezę, że gdyby wówczas dziennikarze mieli transmitery, routery i te wszystkie inne dziennikarskie narzędzia nie dowiedzielibyśmy się o Narodzinach Zbawiciela? Z ich przekazów na pewno nie. Wszystko to przez dziwne zamiłowanie ludzkości do plotek, pogłosek i ćwierć prawd, które towarzyszą nam od zarania. Gdyby anioły rządziły w redakcjach gazety i portale padłyby z braku pieniędzy.

Najważniejsze…

2 tysiące lat temu – gdyby byli tam dzisiejsi dziennikarze – wybuchłyby kłótnie o płeć, narodowość, pochodzenie a nawet kolor skóry Zbawiciela. Dalej – gdyby działały w Galilei współczesne redakcje – dziennikarze szukaliby haków na rodziców Bożego Dziecięcia.

I gdyby wreszcie jakiś przytomniejszy pismak, dajmy na to z Jerozolimy, opisał ładnie najważniejsze Narodziny w historii świata, zaraz padłby ofiarą kolejnej afery. Dziennikarze, powiedzmy, że z Nazaretu, obwiniliby go o plagiat. A na dowód przedstawili pergamin, ale za to spisany w Rzymie, bo skąd miał niby być Król nad Królami? Niemożliwe?

Na szczęście istnieje jeszcze nadrzędne pismo. Pismo Święte.

 

Dobrego Święta Objawienia Pańskiego, wspaniałych informacji od Trzech Króli i radosnych wieści w całym Nowym Roku 2025 !

 

Hubert Bekrycht

 

Hubert Bekrycht: MEDIALNA ZDRADA STANU W POLSCE wymaga osądzenia przez Międzynarodowy Trybunał

Kiedy prawie rok temu pisałem o siłowym, bezprawnym przejęciu mediów publicznych i ustanowieniu, na wzrór bolszewicki, nowych marionetkowych władz medialnych spółek skarbu państwa, nie sądziłem, że rząd Tuska posunie się tak daleko… Przyznaję to z bólem. Nie sądziłem, bo naiwność czyni ludzkie życie nieco lżejszym. 

Niestety szybko musiałem zweryfikować prawie 55-letnie doświadczenie życiowe i stawić czoła 32-letniemu doświadczeniu dziennikarskiemu. Nie miałem jednak żadnych wątpliwości, że to co widzę, słyszę i to, co opisują koleżnaki i koledzy praktycznie uwięzieni przez reżim Tuska w siedzibach mediów publicznnych zasługuje na solidny rzetelny przekaz.

Rok temu

Oto, co 20 grudnia ok. 12.50 napisałem na portalu sdp.pl:

„Do czarnych dat polskiej historii przejdzie na pewno 20 grudnia 2023 r., czyli wyłączenie nadajników TVP Info i nielegalna próba „odwołania” władz TVP, PR i PAP bez podawania nazwisk nowych tzw. członków zarządów tych mediów. Zresztą, najprawdopodobniej tych ludzi, – jeśli w ogóle tacy są – nikt nie powołał, bo może to zrobić zgodniej z prawem tylko Rada Mediów Narodowych a to gremium tego nie zrobiło.

Nigdy nie zapomnimy o rządzącym od 13 grudnia br. gabinecie Tuska, nie zapomnimy ich bandyckiego przejęcia władzy w mediach, zresztą nie tylko w mediach.

Jaruzelski śmieje się z piekła do swoich naśladowców. Serdecznie. (…) To jawne pogwałcenie zasad demokracji. Ja uznaję, że ktoś nas napadł, bo wyłączono sygnał programu TVP Info, programu informacyjnego, a dzięki temu można nadawać komunikaty w czasie wojny. Jako dziennikarz PAP nie uznaję też tzw. odwołania moich przełożonych, bo może to zrobić tylko RMN. A nie zrobiła

Dla zaspokojenia głupiej żądzy zemsty wyborców a nade wszystko akolitów medialnych rządu Donalda Tuska, powtórzono to, czego dokonali komuniści i sowieccy agenci w Polsce 13 grudnia 1981 roku. (…)”.

I między innymi za te cztery akapity kilka miesięcy później dyscyplinarnie zwolniono mnie z pracy w Polskiej Agencji Prasowej, gdzie ponad 4 lata z mojego 32-letniego dziennikarskiego życia spędziłem jako zwykły korespondent. Z  Łodzi.

Głupia zemsta

Oczywiście takich tekstów było przedtem i potem, co nie miara, ale akurat to, co stało się 20 grudnia ub. r. nie mogło nikogo z dziennikarzy nie zbulwersować, nie zdenerwować, nie wkurzyć, nie wk…ić. Chodzi o prawdziwych dziennikarzy a nie klakierów tej dziwnej lewackiej kamaryli, która rok temu przejęła nielegalnie media publiczne.

Nie darowano mi też, że jestem sekretarzem generalnym SDP. Marionetkowe władze PAP, którym wytoczyłem proces za bezprawne dyscyplinarne wyrzucenie z pracy, nie nadają się nawet do prowadzenia kiosku z gazetami, a co dopiero do kierowania sporą agencją informacyjną w środku Europy, toteż na wyrok czekam ze spokojem. Chociaż, jak mówiła seniorka Pawlakowa z „Samych swoich”: „Sąd sądem…”. No, poczekam.

Świadczyć o medialnym zamachu stanu

Taka jest też jest historia wielu innych zwolnionych z miediów publicznych – w dużym skrócie i przybliżeniu, zachowując odpowiednie proporcje, bo nie porównuję się ze zdolniejszymi i bardziej znanymi koleżankami i kolegami także ukąszonymi przez medialną żmiję po 20 grudnia 2023 r.

I niech Was nie zwiodą tzw. symetryści. Obecność w siedzibach polityków PiS i SP była, podczas tzw. kontroli poselskich, konieczna. Bez tego, skoro ochorniarze zatrudniani przez grupę „Wejście” rzucali się na parlamentarzystów, co byłoby z dziennikarzami broniącymi swoich miejsc pracy? Wówczas, kiedy targały wszystkimi emocje?

Teraz może tacy dziennikarze wychodziliby za dobre sprawowanie, aby czekać na kolejny proces, bo przecież rządowi namiestnicy we władzach TVP, PR i PAP, mogliby zarzucić im „zbrojne ataki na siły porządkowe”. I nie ważne byłoby, że „atakujący to nikczemnej postury dziennikarka/dziennikarz” ważne, że „zaatakowali”. Tak mogłoby być, gdyby nie politycy PiS. Nie wierzycie? Zapytajcie koleżanek i kolegów obserwujących konflikty zbrojne zaczynające się zazwyczaj w mediach… I to nie tylko na Wschodzie.

Wszyscy zwolnieni lub przeznaczeni do zwolnienia po rządowym napadzie na media publiczne –  czy to prezesi: Matyszkowicz, Adamczyk, Surmacz, Kamińska, czy to czołowi dziennikarze mediów publicznych, m.in.: Romaszewska-Guzy, Tulicki, Gargas, Pereira, Brodzik, Rachoń, Popek, Borecki, Ziemiec i wielu, wielu innych – mają w sobie wiele determinacji, aby robić swoje, ale nade wszystko chcą świadczyć o kradzieży mediów, „w majestacie prawa”. No właśnie – ani majestacie ani prawa.

Jak walczyć z medialną mafią?

Do tego przez cały rok 2024 rządowi siepacze Tuska rzucali czym popadnie w media konserwatywne. Tego też nie zapomnimy… Całe szczęście, że TV Republika, wPolsce24, Tygodnik Solidarność, Tysol.pl, Niezależna.pl, Gazeta Polska, Telewizja Trwam, Radio Maryja, Radio Wnet i sdp.pl oraz wiele innych niezależnych mediów, ma się dobrze. Albo nieźle. Albo tak sobie. Ale są. Trwa walka.

Czy jest to turniej rycerski? Nie, nie i potrzykroć nie. Łachudry zasługują na takie samo postępowanie wobec nich. Wiem, wiem, nie powinniśmy itd… Tylko, że oni – np. media spod znaku żółto-niebieskiej gorączki krwotocznej toczącej Polskę medialną od ponad 27 lat – takich wyrzutów sumienia nie mają. To samo dotyczy neo TVP… Z Polsatem mam problem, bo oni są jak jeden z nieżyjących już polityków. Nie wiadomo, czy schodzą, czy wchodzą po schodach.

Likwidacja prawa, zapowiedź nieuznania wyborów w 2025 roku, likwidacja wszystkiego co dobre w gospodarce, aby sprzedać nasze rynki Berlinowi, Paryżowi a może, czort wie, nawet Moskwie, to nie są zarzuty na nieistniejących już kolegiach ds. wykroczeń za „uprowadzenie” krowy sąsiada albo „celowe doprowadzenie do upicia się sąsiadki alkoholem nielegalnej producji”.

Zniszczenia i Międzynarodowy Trybunał

Ekipa, która zniszczyła media publiczne i wyłączyła podczas wojny sygnał telewizyjny, nie zasługuje na miano rządu. To są po prostu dekonstruktorzy narodu polskiego, państwa i społeczeństwa, więzi między obywatelami oraz, tak napiszę to, bandyci medialni.

Nie ma sensu zresztą tłumaczyć ile nas Polaków, w tym prawdziwych dziennikarzy i pracowników mediów, kosztowałą ta medialna zdrada narodowa. Zamach stanu w najczystszym wydaniu nie może być sądzony przez polski sąd. A Boga w tej sprawie też, na razie, zostawmy.

Domagam się Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości dla Tusków, Kierwińskich, Sienkiewiczów, Kosiniaków-Kamyszów i innych tego typu „polityków”, który niszcząc media publiczne, a także próbując uniemożliwić pracę mediom konserwatywnym, wystawili w grudniu 2023 roku Polskę na cel Rosjanom operującym za naszą wschodnią granicą. Wyłączenie sygnału telewizyjnego TVP Info i 16 oddziałom regionalnym TVP na kilkanaście dni potwierdza winę tej liberalno-lewackiej ekipy.

Całe szczęście, że także ruscy żołnierze, zaczynają pić już przed świętami Bożego Narodzenia i kończą w połowie stycznia…Rok temu też tak było. Ale drugi raz tyle szczęścia mieć nie będziemy.

 

Hubert Bekrycht *

red. nacz. portalu SDP – sdp.pl

sekretarz generalny SDP

*poglądy wyrażone przeze mnie w tym felietonie nie stanowią odzwierciedlenia stanowiska władz SDP

 

Poniżej felieton z 20 grudnia 2023 r., kiedy, po bezprawnym przejęciu przez rząd mediów publicznych, wyłączono sygnały TVP Info i 16 oddziałów terenowych TVP:

Hubert Bekrycht: ZAMACH STANU NA ŻYWO, CZYLI STAN WOJENNY NIE TYLKO W MEDIACH

 

KOMENTARZ MARIUSZA PILISA do decyzji EFJ o niepublikowaniu treści na X Elona Muska

Komentarz wiceprezesa SDP Mariusza Pilisa do decyzji o niepublikowaniu przez EFJ swoich treści na Platformie mediów społecznościowych  Elona Muska X od 20 stycznia 2025 r., czyli od daty objęcia urzędu prezydenta USA przez Donalda Trumpa.

Podstawowa kwestia, która w opublikowanym stanowisku EFJ narzuca się niejako automatycznie to ocena platformy X, którą rzekomo jej obecny właściciel „przekształcił w maszynę dezinformacji i propagandy”. Stanowisko EFJ ma podeprzeć przykład kilku europejskich mediów i organizacji dziennikarskich, które wycofują się z platformy X.

Rodzą się w związku z tym pytania: czy kiedykolwiek w przeszłości, kiedy platforma X nosiła jeszcze dumną nazwę Twitter a umieszczane tam treści podlegały lewicowej cenzurze, EFJ protestowało przeciw tym haniebnym zachowaniom i składało deklaracje opuszczenia tej platformy? Czy czyniły tak inne media, które dumnie wymienia w swojej deklaracji EFJ?

Jakie to „zagrożenia dla demokracji i wolności słowa” stanowi jedyna niepodlegająca cenzurze platforma medialna jaką jest obecnie X? Przecież Elon Musk stając się właścicielem Twittera taką lewicową, wręcz lewacką cenzurę z platformy X zdjął. Czy to przeszkadza EFJ? Symptomatyczne, że deklaracja centrali organizacji dziennikarskich w Europie, następuje po przegranych przez środowiska liberalne i lewackie amerykańskich wyborów prezydenckich. Czyli, jednak polityka. Nie wolność.

Według słów Mai Sever, szefowej EFJ – „Portal społecznościowy X stał się preferowanym nośnikiem teorii spiskowych, rasizmu, skrajnie prawicowych poglądów i mizoginistycznej retoryki. X to platforma, która nie służy już interesowi publicznemu, ale konkretnym ideologicznym i finansowym interesom jej właściciela i jego politycznych sojuszników”.

O jakim „interesie publicznym” pisze Maja Sever? Przecież brak cenzury w komunikacji społecznościowej to zjawisko, które należy wspierać a nie z nim walczyć, argumentując to jeszcze troską o demokrację.

Czy powszechnym zjawiskiem w demokratycznym społeczeństwie, tym bardziej w stanowisku prezentowanym przez EFJ w tej sprawie, ma być bojkot medium, którego nie kontrolujemy? Nie uprawiamy tam ideologicznej cenzury? Nie możemy zablokować treści?

Wielkie musi być rozczarowanie w środowisku EFJ wygraną Donalda Trumpa w amerykańskich wyborach, skoro organizacja pozwala sobie arbitralnie na podjęcie tak kontrowersyjnego stanowiska. Za tym ideologicznym gestem pójdą następne. Na przykład rejestracja na platformie BlueSky, gdzie dominują osoby o liberalnych i lewicowych poglądach rozczarowane zwycięstwem konserwatysty Donalda Trumpa wspieranego przez właściciela X Elona Muska? W zasadzie to już się dzieje. EFJ postanowiła właśnie przenieść się na tę platformę. Chciałoby się skomentować: Z deszczu pod rynnę.

Bo jeśli chodzi o brak „toksyczności” na BlueSky to warto przywołać przykład użytkownika „End Wokeness”. Kilka tygodni temu założył on konto na nowej platformie. Zostało zablokowane po zaledwie 30 sekundach. Dlatego, że napisał tam, iż… istnieją tylko dwie płci.

Symptomatyczna jest tu sytuacja z polskiego podwórka, gdzie praktycznie wszystkie lewicowe środowiska medialne zapowiedziały podobną akcję jak EFJ.

Sekretarz generalny EFJ Ricardo Gutiérrez tak komentuje inicjatywę EFJ:

„Ewolucja redakcyjna X … jest po prostu sprzeczna z naszymi humanistycznymi wartościami, naszym zaangażowaniem w wolność prasy i pluralizm mediów oraz naszą walką z wszelkimi formami nienawiści i dyskryminacji. Decyzja o zawieszeniu naszego konta @EFJEUROPE wydawała nam się oczywista i zachęcamy naszych partnerów i wszystkie organizacje broniące wolności słowa do migracji na inne platformy” – podkreślił Gutiérrez.

Widzę w podjętej przez EFJ inicjatywie skrajnie zideologizowaną, polityczną postawę. Tym bardziej niebezpieczną, że zmienia podstawowe w demokracji znaczenia i pojęcia. Ucieczka z nieobjętego cenzurą obszaru mediów społecznościowych w kierunku „innych platform”, gdzie cenzuruje się powszechnie wypowiedzi, eliminując wolność słowa uważana jest za wybór wolności i odejście od „toksyczności i dezinformacji”.

EFJ to federacja złożona z wielu podmiotów, wielu środowisk i indywidualności. Nikt nie zadał sobie trudu aby skonsultować z organizacjami narodowymi powyższe stanowisko. Nikt nie zapytał nas w SDP, co o tym myślimy. Tak ma wyglądać owa wolność i demokracja w obronie których zastosowano arbitralne, niekonsultowane decyzje, które pchają EFJ do wizerunkowej katastrofy? Przecież tak poważna deklaracja polityczna, jaką jest decyzja o wyjściu z platformy X, powinna być przedmiotem szerokiej debaty środowiska. Najlepszym do tego miejscem są coroczne zjazdy delegatów wszystkich europejskich organizacji krajowych. Ale zamiast tego pcha się wszystkich arbitralnie w kierunku lewackiej ściany, mimo, że nie wszyscy się z tym zgadzają.

I na koniec taka refleksja:

Drogie Koleżanki i Koledzy z centrali EFJ, platforma X to medium. Platforma Bluesky to także medium. Dlaczego nie chcecie aby nasze treści docierały do wszystkich użytkowników sieci społecznościowych? Tych z lewa i tych z prawa? Tych na górze i tych na dole? Warto nakładać sobie kaganiec poprawności politycznej i ideologiczną smycz tam, gdzie może dominować wolność i różnorodność? EFJ powinna mieć swoje konta profilowe na wszystkich platformach społecznościowych. Stosowanie kneblującej autocenzury o wyraźnie lewackim kolorze nasuwa skojarzenia orwellowskie. Że są równi i równiejsi. To bardzo niebezpieczna zabawa, która ujawnia jakimi ścieżkami wypychana jest z EFJ logika a zastępuje ją ideologia. Z pewnością trzeba będzie to omówić na najbliższym zjeździe EFJ, w maju 2025, w Budapeszcie.

 

Mariusz Pilis

wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP)

 

Poniżej link do artykułu ze strony EFJ zapowiadającego niepublikowanie na X od 20 stycznia 2025 r. treści firmowanych przez federację

X-odus: @EFJEUROPE account will be frozen from 20 January 2025

 

 

 

 

Gala wręczenia nagród IPN „Semper Fidelis” z udziałem przedstawicieli SDP

Już po raz szósty Instytut Pamięci Narodowej przyznał nagrody „Semper Fidelis” wręczane za prowadzenie działalności na rzecz upamiętniania dziedzictwa Kresów Wschodnich. Uroczystą Galę na Zamku Królewskim w Warszawie prowadziła red. Anna Popek z TV Republika,  członek Zarządu Głównego SDP. Na zaproszenie Prezesa IPN w Gali uczestniczyła także dr Jolanta Hajdasz, prezes SDP.  Gala odbyła się 2 grudnia b.r.

W tym roku IPN nagrodził 4 osoby i jedną instytucję , przyznano także jego specjalne wyróżnienie. Spoglądając na wschód, musimy mierzyć się z paradoksem – bo i nie mam tam Polski, a jednocześnie jest tam Jej historia. Znamy przebieg współczesnej wschodniej granicy, ale wiemy też, że inna przebiega w naszej pamięci. W pamięci o polskiej mowie oraz o kulturowym dorobku poprzednich generacji. Pamięci, która sprawia, że nasze serca na zawsze pozostają wierne polskim Kresom! – napisał dr Karol Nawrocki, prezes IPN w uzasadnieniu tegorocznych nagród.  Wręczał je w jego imieniu dr hab. Karol Polejowski, zastępca prezesa IPN. Przypomniał, że po roku 1945 pamięć o Kresach Wschodnich miała ulec wymazaniu, jednak osoby, które opuściły tamte obszary i zasiedliły Polskę, przeniosły tę pamięć i kultywowały ją, aby dać wyraz swojemu umiłowaniu dla miejsc, z których pochodziły oraz dla grobów swoich przodków.

Nagrody otrzymali: 

Na uroczystości obecni byli m.in. doradca Prezydenta RP dr Barbara Fedyszak-Radziejowska, zastępca prezesa IPN dr hab. Krzysztof Szwagrzyk, wiceprzewodniczący sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą prof. Piotr Gliński oraz Jan Dziedziczak, przewodniczący i przewodnicząca Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Maciej Świrski oraz dr Agnieszka Glapiak, ambasador Republiki Estońskiej Miko Haljas, przedstawiciele Wojska Polskiego, urzędów państwowych, instytucji nauki i kultury, duchowieństwa, weteranów i przedstawicieli organizacji kombatanckich i środowisk patriotycznych. Galę zwieńczył koncert złożony z trzech utworów w wykonaniu śpiewaka Damiana Wilmy i pianistki Karoliny Tańskiej.

Nagroda „Semper Fidelis” została ustanowiona w 2019 roku. Honorowe wyróżnienie IPN otrzymają corocznie osoby, instytucje i organizacje społeczne za szczególnie aktywny udział w upamiętnianiu dziedzictwa polskich Kresów Wschodnich na terenie Rzeczypospolitej Polskiej oraz poza jej granicami, których działalność publiczna pozostaje zbieżna z ustawowymi celami IPN. Kapituła w każdym roku ma również możliwość przyznania jednej nagrody post mortem. Laureatów wyłania Kapituła Nagrody, na czele której stoi prezes IPN.